All language subtitles for Your.Heart.Will.Be.Broken.2026.1080p.WEB-DL.H264-NOTAG

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew Download
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean Download
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî) Download
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish Download
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian Download
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przełożył z języka rosyjskiego na język polski: ZAYCEV

Zadzwoń do mnie, znowu siedzę sam w tym pokoju

Chciałbym dostrzec cię w tej ciemności

Zniknąłem bez śladu, nie ma ode mnie żadnych wieści

Co?

- Dojeżdżamy. - Już idę.

Polinka, wszystko w porządku?

- Tak, mamo, super. - No to dobrze, chodź.

Wolałabym zostać u babci.

A ja w tym klimacie, jak popiół, spalam się

Ty ciągniesz mnie do piekła, a ja cię kuszę rajem

Nie ma dla mnie miejsca przy tobie, i ja o tym wiem

Unikam cię i uciekam

TWOJE SERCE ZOSTANIE ZŁAMANE

I uciekam

Shark wysuwa się na prowadzenie! Lajm mocno go dociska.

Jadą łeb w łeb.

Shark wypada z wyścigu!

A gdzie Bars? Jest, dogania Lajma.

Toczą wyrównany bój.

Motor Barsa leci prosto w stertę kamieni!

Niebezpiecznie!

Ale dał radę! Bars wraca do gry!

A tymczasem nasi zawodnicy są już na ostatnim

i najniebezpieczniejszym odcinku trasy!

Lajm pewnie prowadzi.

A gdzie nasz Bars? No wreszcie!

Czemu on się zatrzymał?

Zrezygnował z wyścigu?

Co on wyprawia?!

Bars wychodzi na prowadzenie!

Lajm zostaje z tyłu!

Co za szalona noc.

A zwycięzcą dzisiejszego wyścigu zostaje Bars!

Bars, Bars, Bars!

Bars, Bars, Bars!

Dajcie spokój!

Bars, Bars, Bars!

Przystojniaku! Cześć.

I co, już po wszystkim, co?

- Zamknij się, ponuraku. - Co powiedziałeś?

Powiedziałem, zamknij mordę, bo za dużo z niej syfu leci.

Tak! Na torze często dochodzi do nieczystej gry!

Ale czego nie zrobią nasi zawodnicy

dla widowiska i wysokiej stawki!

Bars mistrzem!

Bo sport jest ponad podziałami, prawda?

Dajemy czadu!

Za dwadzieścia minut musimy wychodzić.

Powieszę tylko zasłony i jestem gotowa.

A kto za ciebie wyrzuci te kartony? Mama?

Sama wszystko posprzątam i wyrzucę. Tylko ogarnę zasłony.

Kurde.

Siedemnaście minut!

Polinka?

Wszystko gra, mamo. Walczę z zasłonami.

Siedemnaście minut!

- Pamiętam, siedemnaście minut. - Szesnaście. Kartony.

Leć już do szkoły, ja sama powieszę te zasłony.

- Polina, biegnij. - Dobra, mamo.

Sama słyszałaś. Kartony.

Polin, wszystko będzie dobrze.

Po prostu trzeba znaleźć sposób na Andrieja.

Piętnaście minut.

No, leć już.

Mały, kto cię tu zostawił?

ANDRIEJ

Ej!

Stój!

Stój! Tam jest kotek!

Wiem. Myślisz, że po co taszczę ten karton?

- Spokojnie. Obiad. - Czyj obiad?

Jego. Właśnie wyszedł po świeże mięso.

Oddaj kota, kotożerco!

- Boisz się mnie? - Ciebie?

Bardzo. Taki straszny jesteś. Może zmień fryzurę?

Następnym razem nie gap się tak bezczelnie, bo...

Bo co?

Mała, jeszcze pomyślę, że mnie stalkujesz.

Jaka ze mnie mała? Pilnuj języka, mały.

To ty pilnujesz mojego z balkonu.

A tak w ogóle, zdjęcia tylko do użytku prywatnego.

Wrzucisz je do sieci, to pożegnasz się z telefonem.

Ale się przestraszyłam.

Jeśli zrobisz coś temu kotkowi...

...to masz przerąbane.

Ja mam?

Tylko nie wracaj przed dziewiątą, proszę.

- To znaczy? - Wpadną do mnie znajomi na parapetówkę.

Z dorosłymi zanudzisz się na śmierć.

I proszę, nie trzaskaj drzwiami.

Kochani, mamy w klasie nową uczennicę.

Za chwilę opowie wam coś o sobie.

Mam nadzieję, że przyjmiecie ją życzliwie, dobrze?

A ty, Polinko, mam nadzieję, że znajdziesz tu nowych przyjaciół.

Możesz zaczynać.

Cześć wszystkim! Nazywam się Polina Tuman.

- Dzień dobry. Przepraszam. - Dzień dobry. Dzień dobry.

- Barsow. - Dzień dobry.

Dzień dobry. Dlaczego nie jesteś w szkolnym mundurku?

Przecież jest w świetnej formie. Proszę spojrzeć, jaki z niego paker.

Ale biceps! Ale ma łapy!

- Proszę usiąść. - Dziękuję.

Barsow, jutro w takim stroju nie zostaniesz wpuszczony na lekcje.

- Regulamin szkoły znasz, prawda? - Tak jest.

Polinko, kontynuuj.

Nazywam się Polina Tuman...

Nazywam się Polina Tumanowa i jestem nowa.

A to jest Liocha. Wieczny imprezowicz.

No weź, daj mi skończyć.

Mogę ci pomóc, jakby co.

Dobra, stop. Cisza. Spokój.

Polina.

Nazywam się Polina Tumanowa, przeprowadziłam się z innego miasta.

To wszystko, dziękuję.

Chowamy telefony i wyciągamy podręczniki.

- Czemu się tak spinasz? - Hej.

I jak ci minął pierwszy dzień w szkole?

A tak w ogóle, jestem Egor.

Dzięki, powoli się odnajduję.

Myślę, że szybko się odnajdziesz.

Słuchaj, masz teraz trochę wolnego czasu?

A co?

Mam propozycję nie do odrzucenia.

Chodźmy do centrum, pokażę ci miasto.

- No dobra, chodźmy. - Chodźmy.

Dobra, to dla ciebie, a to dla mnie.

Dzięki.

Nie bój się, nic ci tam nie dosypałem.

No, może poza moją charyzmą.

No to za twoją pierwszą randkę z tym miastem.

- Te wąsy ci nie przeszkadzają? - Twoje?

- Twoje. - Sama sobie poradzę.

Wcześniej bardziej mi się podobały.

Muszę już lecieć. Dalej poradzę sobie sama.

Daj spokój, o co ci chodzi?

- Pozwól, że chociaż ci pomogę. - Sama sobie poradzę. Ze spacerem też.

Zrobiłeś zdjęcie?

W życiu za wszystko trzeba płacić.

- Ja jestem Milana, a to Dila. - Hej.

Już nie mogę się doczekać, aż dostanę się do Moskwy i stąd wyjadę.

- Rodzice dali jej popalić. - To tobie rodzice dali popalić.

A ja po prostu szukam nowego życia!

Słuchaj, naprawdę masz dość rodziców?

- Nie, nie mam ich dość. - Jasne, że masz.

Są dentystami, mają własną klinikę.

- Mordercy w białych kitlach! - Idziesz czy nie?

I co?

Mam iść na medycynę, żeby podtrzymać rodzinną tradycję.

A ty w ogóle sama tego chcesz?

Nie wiem... medycyna wydaje się strasznie trudna. Z chemią nigdy nie było mi po drodze.

Ja chciałabym otworzyć własny salon kosmetyczny.

A jakie ty masz plany po szkole?

Wyjść za mąż? A może mieć dzieci?

Za mąż?

No, chyba że za któregoś z nich.

Ty też lubisz BTS?

Nie, dziewczyny.

Proszę...

- Potańczyłyście? Dobra, chodźmy już. - Nie!

- A masz jakiegoś chłopaka? - Nie potrzebuję nikogo.

Tak w ogóle, Polina, dodałam cię do klasowego czatu.

- Aha. - O, to udostępnię ekran.

- Już. - Dawaj.

- Widać? - Krótki przegląd przystojniaków z 11A.

Egor Własow. Chce zostać takim niby tiktokerem.

- Może podrywaczem? - Nie.

Ma dziewczynę, Malinę, lepiej z nią nie zadzierać.

To akurat prawda.

To on.

- A to co za eksponat? - To Liosza.

Jest spoko.

Nie mówię o Lioszy. Choć o gustach się nie dyskutuje.

Popatrz na tego drugiego.

To dopiero eksponat. To ja rozumiem.

- Dla mnie wygląda jak zwykły osiłek. - Co ty?

To Barsow. Bars. Najgroźniejszy chłopak w szkole.

- A imienia nie ma? - Dima.

Nikt nie mówi do niego po imieniu.

- Nikt go nie zna. A nauczyciele? - On rzadko bywa w szkole.

Czyli mój sąsiad jest gatunkiem chronionym?

- Sąsiad? - Sąsiad?

- No tak, korzystamy z tego samego śmietnika. - Daj spokój, żartujesz.

To zobacz sama.

No pokaż!

Tu, tu.

- Nie wierzę! - Boże, ale ciało!

- Nie rozumiem, co wy w nim widzicie. - Zaraz ci pokażę.

Podejdź do niego trochę bliżej.

- No, podejdź bliżej. - Dobra, wystarczy.

No właśnie, właśnie.

Poczekaj.

- Kogo tak podglądasz? - Mamo, nie spal mnie.

Jasne. Co, zakochałaś się?

Tak, od pierwszego wejrzenia. W tępym osiłku.

Dziewczyny z klasy poprosiły mnie tylko o zdjęcie.

Nie wierzą, że to mój sąsiad.

Dawaj telefon. No dawaj.

Masz.

Ale z ciebie szpieg, mamo.

Andriej wrócił.

Cześć.

CZAT KLASY 11A ADMINISTRATOR USUNĄŁ CIĘ Z CZATU

Cześć! Słuchaj, coś mi się schrzaniło z tym czatem.

Cześć.

- Dziewczyny. - Dzięki.

Cześć.

Hej, dziewczyny!

Co się dzieje?

Ej.

Widzę, że Szczur zajął już swoje miejsce.

Dzień dobry, klaso. Proszę usiąść.

Polina, lekcja już się zaczęła. Usiądź proszę na swoim miejscu.

- Dobrze, kogo nie ma? - Jarowoja, Smirnowa i Barsowa.

Barsow. Jasne. Znowu wagary.

Chowamy telefony i wyciągamy podręczniki.

Wyciągamy, wyciągamy, wyciągamy, kochani.

Bardzo dziękuję za...

A więc na poprzedniej lekcji omówiliśmy

kompozycję „Wiśniowego sadu” Antoniego Czechowa.

Dzisiaj zajmiemy się problematyką i bohaterami utworu.

- Otwieramy zeszyty. - Przepraszam, mogę wyjść?

Tak, ale tylko na chwilę.

A to co za twórczość?

Jest tu dyżurny? Kto dziś ma dyżur?

Przynieś proszę szmatkę.

No dobrze, kto zacznie?

- Co się dzieje? - Ciszej!

Ktoś widział, jak wczoraj kręciłaś się z Własowem.

- Zrobił zdjęcie i wrzucił je na klasowy czat. - Kręciłam się?

- To znaczy? - Cicho!

Ten idiota próbował mi wycierać usta.

Potem sobie poszłam. I tyle.

Wierzę ci. Ale jeśli ktoś zobaczy,

że się ze mną zadajesz, nawet tylko rozmawiasz,

to mnie też nazwą Szczurem. - Też?

Tak było w poprzedniej szkole. Nieważne.

Malina naprawdę jest zdolna do wszystkiego.

Lepiej nie wracaj dziś sama do domu.

Szczurze!

Znalazłaś sobie nową norę?

Wyszedł Szczurek z mgły,

a ogonek ciągnie się zza drzwi.

Malina, Własow sam do mnie podszedł. Nawet za darmo bym go nie chciała.

Szczurze, nie wydaje ci się, że za dużo sobie wyobrażasz?

Dziewczyny, co tu się dzieje?

Ty, nowa, chyba nie wiesz, że to porządna szkoła.

U nas nie ma zwyczaju machać rękami.

Już, szybko do klasy.

- Nic ci się nie stało? - Mamo, wszystko w porządku.

SERWIS TECHNICZNY

Kiciu, ale to drogie, no...

Dobra, ogarnę to. Mówię, że ogarnę. Nie drzyj się.

Co tam mamy?

Subaru gotowe.

- Uszczelniacze do wymiany. - Aha. Czyli na dziś jesteś wolny.

- Matwiej. - Co?

Dziś jest osiemnasty.

A, to.

Masz.

- Czemu tak mało? - Kryzys.

- Jaki kryzys? - Taki.

Klienci się na ciebie skarżą.

Wczoraj w Qashqaiu źle dokręciłeś hamulce.

- Klient o mało nie wyleciał na przeciwległy pas. - Wczoraj nie pracowałem.

Tym bardziej. Za co mam ci dopłacać?

I w ogóle mam gdzieś twoją szkołę i ciebie.

Podzielcie między wszystkich.

Nie pasuje? To spadaj.

Czego się gapisz?

Liocha!

- Liocha! - Co?

- No i co? - Ale się wystroiłeś, Barsik. Normalnie pan młody.

Jutro podbijesz serce Olgi Władimirownej.

Połowę wypłaty oddaję na te szmatki.

- Lepiej bym kupił części. - Daj spokój z tym motocyklem.

- Omija cię niezła akcja. - Jaka?

Nic takiego. Te hieny gnębią nową.

A co ona im zrobiła?

Nie wiem. Malina chyba jest zazdrosna o Własowa.

No i się zaczęło.

Co, Własow podbija do nowej?

Ja się w te babskie sprawy nie mieszam.

Ajdarowa też oberwie rykoszetem.

Szkoda dziewczyn. Przydałby im się boks.

- Liocha! - Idę.

Cześć.

A gdzie wszyscy?

- Tumanowa, czemu stoisz? - Przepraszam.

- A gdzie wszyscy? - Nie wiem.

A kto wie? Przewodnicząca klasy?

Myśleli, że lekcji nie będzie, więc poszli się opalać.

- Gdzie? - Na dach.

Jaki dach?

Mówiłem, Szczur zawsze jest tam, gdzie żarcie.

Sprzedałaś wszystkich. Myślisz, że ci to ujdzie na sucho?

- Życie niczego cię nie nauczyło? - Co?

Malina, kamera.

- Oho! A co my tu mamy? - Oddaj!

- Jakoś cię nie słyszę. - Oddaj, idioto!

- To sobie weź. - Puśćcie!

No dalej, Szczurku, skacz.

Wyżej, wyżej. No dalej, Szczurku.

Skacz.

Nie rozumiem, jesteś głupia czy źle wytresowana?

- Zadała pytanie. - Odwal się, kretynie!

- Można trochę więcej szacunku? - Szczur.

Cicho!

Dziś jestem tym złym policjantem.

Poczekaj chwilę.

Dzięki. Słuchaj, Polin...

Może jesteś taka wredna, bo ciągle chodzisz głodna?

To zaraz cię nakarmimy.

Jak smakuje pierwsze danie?

No, podziel się wrażeniami.

Zaraz będzie jeszcze deser.

Wystarczy. Zostawcie ją.

Popatrzcie tylko.

Chyba nasz Szczurek znalazł sobie koleżankę.

Jeszcze jednego małego Szczurka.

- Co tu się dzieje? - Dyra idzie!

Nic się nie dzieje. Dilara wylała zupę na nową.

A dlaczego ty tak wyglądasz?

Masz, umyj się.

Jest w szoku.

Ajdarowa, czemu stoisz? Wylałaś, to posprzątaj.

Ale beka.

Ajdarowa, a ty co, jadłaś zupę bez talerza?

Ja posprzątam.

Pewnie nie przepadasz za sprzątaniem.

Chyba zaczyna padać.

- Ty już całkiem zwariowałaś? - Malina, przywal jej.

Niech uważa na słowa.

Wczoraj próbowałaś odbić chłopaka, a dziś wszystkich sprzedałaś.

Ciekawe, co wymyślisz jutro?

Wy jesteście jakieś głupie? Nic nie zrobiłam.

Malina, może wyjaśnijmy jej jeszcze raz, bo chyba nadal nie dociera.

- Nie dotykajcie mnie! - Bo co?

- Bo ja... - No?

No co? Co będzie?

Nie słyszę. Co?

Bo mój chłopak was wszystkie rozwali!

Chłopak?

Dziewczyny, ona ma chłopaka!

Ale mnie teraz normalnie strach obleciał.

A kto to taki?

Jak ma na imię?

Może Chris Szczursworth?

Komu ty, do cholery,

taka niedorobiona jesteś potrzebna?

Przeproś, Szczurze. Na kolanach.

I jeszcze wyliż mi buty. Wtedy może przyjmę przeprosiny.

Co? Nie słyszę.

Co mówisz? Głośniej.

Idź do diabła, Malina! Liż sobie co chcesz:

buty, ziemię albo nogi swojego śmierdzącego Własowa!

Ale z ciebie suka.

Dziewczyny, jest wasza.

Masz!

Szczur!

Wystarczy!

Szedł Szczur przez szosę i lizał kałużę.

Wszystkie się od niej odpieprzcie!

Bars? A ty co tu robisz?

Chusteczkę. Już!

- Telefon. - Bars, proszę...

Telefon. Natychmiast.

Jeszcze raz zobaczę cię obok niej - zabiję.

A teraz wszystkie ją przeproście.

Przepraszam, Polina. Źle to zrozumiałaś.

- Przepraszam. - Wybacz.

Malina.

Przepraszam, Tumanowa.

Nie. Jeszcze raz.

Przepraszam cię, Tumanowa.

Nie. Na kolana.

Bars...

Czemu tak się za nią wstawiasz?

- Bo to moja dziewczyna. - Co?

Mam ci aparat słuchowy kupić na urodziny?

- Na kolana. Już. - Nie trzeba!

Nie zniżę się do jej poziomu.

Dobra, załatwione, idziemy.

Co ty robisz? Przeziębisz się.

Nie jest mi zimno. Właśnie muszę ochłonąć.

- No chodź, naprawimy cię. - Po co to?

No przecież nie dla gaźnika. A jak myślisz?

Nie trzeba, sama sobie poradzę.

- Masz. - Co to?

Chyba opadasz z sił. Pewnie straciłaś za dużo krwi.

Zjedz. Uzupełnisz żelazo.

- Zamknij oczy. - Po co?

Rób, co mówię.

Zamknij.

Nie ruszaj się!

Nie ruszaj się! Nie ruszaj!

Wytrzymaj.

Wytrzymaj.

Nie podglądaj.

Gotowe. Nie musisz dziękować.

- Dziękuję. - Mówiłem przecież.

Za to, że uratowałeś mnie przed tamtymi.

- Za to będziesz mi winna przysługę. - Nie rozumiem.

A jak myślałaś, Tumanowa?

Przez rok będziesz robić wszystko, co ci każę.

Jak moja niewolnica.

- Kto? - Niewolnica.

A jak nie?

To wszyscy się dowiedzą, że już nie jesteś moją dziewczyną.

- Czekaj! Zgadzam się, ale pod jednym warunkiem... - Nie, nie, nie.

- To ja stawiam warunki. - Jeśli będziesz chronił Dilarę!

Tylko tyle?

I nie będę z tobą spać. Jasne?

Ale się rozpędziłaś. Jutro jedziemy razem do szkoły.

- Co? - Słyszałaś.

Czekasz na mnie pod blokiem i nigdzie się nie ruszasz.

- Wszystko powiedziałeś? - O ósmej rano. Tyle.

Do mojego umysłu możesz się dostać, ale bliżej cię nie dopuszczę

Gdy zrobi się trudno, to pukaj, pukaj, pukaj

A może ci otworzę

Jeszcze tylko chwila, chwila, a będzie mnie wszędzie pełno

Jeszcze chwila, chwila i pobiegniemy

Chwila, chwila Chwila, chwila

Jestem niedostępna, nie dotykaj mnie, ale uratuj mnie

SOS, alarm, powoli tracę rozum

Te uczucia odpłyną w dal A ja razem z nimi

Jest ich tak dużo Jest ich tak dużo

Jestem niedostępna, nie dotykaj mnie, ale uratuj mnie

SOS, alarm, powoli tracę rozum

KŁADŹ SIĘ SPAĆ

NIE MÓW MI, CO MAM ROBIĆ

SOS, alarm, powoli tracę rozum

Te uczucia odpłyną w dal A ja razem z nimi

JUTRO O 8:00, NIE ZAŚPIJ

Te uczucia odpłyną w dal A ja razem z nimi

Jest ich tak dużo Jest ich tak dużo

Jest ich tak dużo Jest ich tak dużo

Jest ich tak dużo Jest ich tak dużo

Tobie też dobrej nocy.

Przecież piętnaście minut temu wyszłaś do szkoły.

Czekasz na kogoś?

- Mówiłem, żebyś zaczekała. - Długo się stroiłeś.

Przez ciebie mogłam się spóźnić.

Stój.

- Stój. - Lekcja już się zaczęła.

Stój, Tumanowa.

Powiedziałem: stój.

A więc tak. Teraz, przy całej klasie, pocałujesz mnie.

Chyba cię pogięło.

Tumanowa, coś ci się pomyliło?

Przyjechałeś tym swoim pierdzikiem i myślałeś, że od razu będę posłuszna?

Nie boję się ciebie.

Tumanowa, musisz ochłonąć.

To Bars? Ze Szczurem?!

Na to wygląda.

Ukradłeś mój pierwszy pocałunek.

Dima, ale z ciebie kozak!

I drugi też.

Naprawdę jest ze Szczurem?

Przecież mówię, oni tam pod tą...

całowali się tam przy schodach.

Ale z niej łatwa laska. Wczoraj kręciła się ze mną, dziś z nim.

No patrz.

- Ojej, uciekaj. - Co? Dokąd?

Słuchaj, Bars...

Bars, słuchaj, słuchaj, ja...

Bars, no... To był żart! Co ty robisz?

Lubisz słodycze?

- Bars, czekaj! Bars! - Nie wtrącaj się, kiedy faceci rozmawiają.

Wy to nazywacie rozmową?

Bars, przepraszam! Bars, czekaj!

Bars!

- Smakuje? Dokładkę chcesz? - Bars!

- Żyjesz? - Ty jesteś normalny?

- Obaj do dyrektora! - Co ty robisz?

- Nie szarp się. - Puść mnie, wszystko jest okej.

No pięknie. Teraz na pewno wyrzucą Barsa.

Mój syn to naprawdę dobry chłopak.

Zawsze pomaga mnie i innym.

Jest dobrym, wrażliwym dzieckiem. Przez całe życie muchy by nie skrzywdził.

I co, ma znosić takie prześladowania?

Szkoła milczy, szkoła ma to gdzieś, tak?

Nie rozumiem, ile jeszcze mamy czekać na jego matkę?

- Wieczność. - Nie, czy państwo widzą, jak on...

Posłuchaj mnie. Jeśli mojemu dziecku...

Jeśli mojemu dziecku złamałeś nos, to czeka cię sprawa karna.

Gwarantuję ci to.

Przyjechał.

To jego ojciec?

Speranski?

Świetnie. To i tak niczego nie zmienia.

Władimirze Siergiejewiczu, proszę.

Herbaty? Kawy? Mamy Kenię. Bardzo aromatyczną.

Mam dziesięć minut. Co zrobił?

Dima pobił się z kolegą z klasy.

- Pobił się? On go pobił. - To tylko dzieci.

Przechodzą trudny okres.

A my powinniśmy dawać przykład,

jak rozwiązywać konflikty w cywilizowany sposób.

Ile? Ile chcecie?

Naprawdę uważacie, że wszystko można tak po prostu załatwić pieniędzmi?

Że na tym świecie wszystko ma swoją cenę?

A nie?

- No tak, teraz już wszystko jasne. - Ira!

Co „Ira”? Wiecie co?

Możecie tu siedzieć, ile chcecie, i bawić się swoimi drogimi zegarkami.

Ale kiedyś się zestarzejecie, a wasz syneczek was zarżnie.

Bo zwyczajnie nie nauczyliście go kochać,

doceniać i szanować ludzi.

Ile chcecie za złamany nos waszego syna?

Proszę posłuchać, ja chcę...

A właściwie zawsze chciałam, żeby tacy jak pan

odpowiadali przed prawem.

Dlatego jedziemy teraz na obdukcję.

I nie daj Boże, żeby miał złamany nos, nie daj Boże, żeby miał wstrząśnienie mózgu

albo skrzywioną przegrodę nosową.

Obiecuję panu, wykorzystam wszystkie znajomości,

postawię na nogi wszystkie instytucje, żeby dostał wyrok.

Choćby mały, choćby w zawiasach, ale wyrok!

- Chodź, synku. - To waszego syna powinno się zamknąć.

- Kto to? - To Polina Tumanowa,

nowa koleżanka Dimy i Jegora z klasy.

Własow Jegor! Od pierwszego dnia mnie gnębi.

A Barsow był jedynym, który stanął w mojej obronie.

Co za bzdury? Co tu się dzieje?

Właśnie to się działo.

Jesteś taka zła, bo ciągle chodzisz głodna?

To cię nakarmimy.

Czasem warto w porę zgodzić się na rozmowę.

Mamo, mamo, to był tylko głupi żart!

No to się dogadaliśmy.

- Muszę porozmawiać z synem. - Tak, oczywiście.

Wszyscy na zewnątrz. Już! Szybko, szybko, wychodzimy!

Do widzenia.

Skoro szkoła cię tego nie nauczyła, to ja cię nauczę.

Wstawaj.

Wstawaj, wstawaj.

Naucz się sam rozwiązywać swoje problemy.

Myślisz, że ojciec będzie cię zawsze krył?

Jeszcze jakaś dziewczyna cię broni. Nie wstyd ci?

Dałeś synowi po gębie i od razu jesteś ojcem roku?

- Boisz się mnie? - Bardzo.

Może fryzurę zmienisz?

Masz. Sam sobie kupisz nowe ciuchy.

Masz, kup sobie nowe ciuchy.

Jakbyś potrzebowała więcej kasy, daj znać.

Tę kasę to sobie zostaw! Sam sobie kupuję żarcie i ciuchy!

Wytrzyj nos, szczeniaku.

Jeszcze raz wezwą mnie do szkoły, a trzecia lekcja ci się nie spodoba.

Władimirze Siergiejewiczu, w sprawie remontu. Pamięta pan...

Pamięta pan, rozmawialiśmy o tym,

że w styczniu przydałoby się wyremontować szkolną aulę.

Mamo, jestem w domu!

Mamo!

Mamo!

Mamo!

Mamo! Mamo!

Mamo! Mamo, otwórz!

Jak się trzymasz?

Kto cię prosił, żeby się wtrącać? Sam bym sobie poradził.

- Tu są jakieś pieniądze. - Nie dotykaj!

Co ci jest? Nie wiem, co powiedział ci ojciec, ale nie wyżywaj się na mnie.

Jak myślisz, wyrzucą Barsa ze szkoły?

Jasne, wyrzucą. Prędzej mnie wyrzucą, jeśli nie zaliczę chemii.

Ajdarowa, słuchaj, twoi rodzice są lekarzami,

więc na pewno ogarniasz chemię.

Pomóż mi napisać to sprawozdanie, co?

- Sama nie wiem. - No proszę.

A ja zabiorę cię do wesołego miasteczka.

Na rollercoaster albo karuzele.

No i jak tam, gołąbeczki? Ojciec cię opieprzył?

- Ja go właściwie ratowałam. - Sam bym sobie poradził.

- Nie ma za co! - Zakładaj.

Nie wsiądę, dopóki nie powiesz, dokąd jedziemy.

Powiedziałbym „proszę”, ale nie używam tego słowa.

Spodoba ci się.

Pomogę ci. Chodź tutaj.

Siadaj.

Przepraszam.

No, see you tomorrow.

- Lioszka! - Co?

- Możesz pomóc mi to otworzyć? - Easy peasy lemon squeezy.

Dzięki, naprawdę mnie uratowałeś.

- Już drugi raz. - To trzymaj się bliżej mnie.

Dzięki.

- Dobra, to cześć. - Może cię odprowadzę?

Możemy coś przekąsić po drodze.

Jasne.

- Sam przecież widzisz. - Co niby widzę?

Lajm, a co ja mam zrobić?

Płacę ci za to, żeby miała przechlapane.

Rozumiem, ale jest pod ochroną. Bars jej pilnuje.

- Drugi raz do szpitala nie trafię. - Wynocha!

- A kasa? - Spieprzaj!

No, dojechaliśmy. Koniec trasy.

Ładnie tu. A po co przyjechaliśmy?

Tak po prostu.

To twoje miejsce mocy?

Może jeszcze w horoskopy wierzysz?

To po co tu przyjechaliśmy?

Tumanowa, za dużo pytań.

Wybacz, Barsow. Po prostu jestem ciekawa. Po co było dziś tak ryzykować?

Zawsze jesteś taki agresywny? I dlaczego mnie pocałowałeś?

Przecież mogli zrozumieć i bez tego.

Aż tak ci się ten pocałunek spodobał, że nie możesz o nim zapomnieć?

A kim jest twój ojciec?

Wszyscy zareagowali tak, jakby był jakimś superbohaterem.

Lokalnym superbohaterem.

Kiedyś się zastanawiałem, co by było, gdybym po prostu skoczył w dół.

Tak po prostu skoczył.

No, przynajmniej ktoś by się martwił.

Nikt by się nie martwił.

Co ty wygadujesz?

Mamo!

Zwariowałeś?! Przestań!

Przestań, proszę!

Mamo, otwórz drzwi!

Dima!

Dima!

Mamo!

Dima! Przestań, spadniesz w przepaść!

Przestań, proszę!

Ale z ciebie odważniaczka.

Trzymaj się!

- Co ty wyprawiasz? - Spójrz najpierw na siebie.

Dobra. Koniec spaceru.

Jeśli ty, to ja też.

Dobra. Zrozumiałem.

Wytrzymam ten rok. Umowa to umowa.

Umowa, umowa. Ciągle tylko o tym gadasz!

Mówię poważnie.

Przepraszam.

Wiesz, dlaczego lubię samoloty?

- Dlaczego? - Bo startują pod wiatr.

Patrz w obiektyw.

Łap.

Wrzucisz to, żeby wyglądało, że jesteśmy parą.

Mamę przywieźli tu karetką, przybiegłam prosto ze szkoły.

- Co mówią lekarze? - Trzeba zadzwonić do taty.

- Sasza, czego ty od niego oczekujesz? - Czegokolwiek. Pomocy. Żeby był obok.

On jest teraz przy innej córce i innej żonie.

- Ma nas gdzieś. - Tata pomoże, dogada się z lekarzami.

Sasza, dorośnij wreszcie. Nikt za tymi drzwiami ci nie pomoże.

- Sama do niego zadzwonię. - Sasza, Sasza...

- Sama do niego zadzwonię! - Cicho, Sasza, uspokój się. Słyszysz?

Ja się wszystkim zajmę, tylko mi pomóż, dobrze?

Po prostu bądź przy mnie. Jesteśmy razem. Pomóż mi.

Zabraniam ci do niego dzwonić. Posłuchaj, Sasza, tak będzie lepiej.

Sasza, ciszej, proszę, posłuchaj.

Wszystko będzie dobrze, poradzę sobie, wszystkim się zajmę.

No już. Popatrz na mnie.

Piękna jesteś.

Jadłaś dziś w ogóle cokolwiek?

Nie jadłaś, widać po oczach.

Idź sobie coś wziąć na szybko do jedzenia, dobrze?

Wystarczy?

Ja tu zostanę. Dobrze?

- Gdyby coś się działo, od razu pisz. - Dobrze.

No już, idź, idź.

Dila, cześć.

Polina, jeśli to tajemnica, to oczywiście nie musisz mi mówić.

Zrozumiem. Będzie mi przykro, ale zrozumiem.

- Dila, o czym ty mówisz? - Co jest między tobą a Barsem?

To wszystko na pokaz.

Po prostu chroni nas przed Maliną,

a ja wykonuję jego polecenia.

Łączą nas wyłącznie interesy.

To bardzo ciekawe, bo Liosza mi powiedział,

że Bars pierwszy raz nazwał kogoś swoją dziewczyną.

Liosza? A od kiedy wy się przyjaźnicie?

Poprosił mnie o pomoc przy lekcjach i tyle.

- Po prostu poprosił? - Tak, łączą nas wyłącznie interesy.

- Jasne, jasne. - Nie zmieniaj tematu.

Poszliście na spacer, a potem?

Potem nic. Po prostu odwiózł mnie do domu i tyle.

Gdzieś pojechał. I tyle.

Zaraz znajdziemy.

Hmm...

Dila, co tam? Coś znalazłaś?

Tak... znaczy nie.

Dila, pokazuj.

Słuchaj, tam naprawdę...

Dila, on jest tylko moim partnerem biznesowym.

Dobrze.

Słuchaj, jestem pewna, że to nic nie znaczy.

- Może to po prostu jego dziewczyna. - Mhm.

Trzeba pamiętać, że Aleksander II rządził w bardzo trudnych czasach.

Jego panowanie miało na celu znalezienie równowagi

między starym porządkiem

a nowymi czasami, które nadchodziły bardzo szybko.

Nie był despotą,

ale jednocześnie nie był też słabym monarchą,

jak twierdzą niektórzy.

Był człowiekiem, który...

który nie uznawał stagnacji, ale bał się gwałtownych zmian.

Niebieskooka!

- Jego tragiczna śmierć... - Co, ogłuchłaś?

Barsow, próbuję słuchać nauczyciela.

- I tobie radzę. - Tumanowa!

Barsow!

Podejdźcie do tablicy.

Barsow - plusy, Tumanowa - minusy zniesienia pańszczyzny.

Reforma była niedopracowana.

Najwyraźniej cesarz bardziej myślał o swoich kochankach niż o chłopach.

Aha.

Aha. Uwolnił ich.

A oni zamiast mu podziękować, zabili go.

Uwolnił? Dalej byli niewolnikami, tylko pod inną nazwą.

Ogólnie rzecz biorąc, racja. Ale na maturze to nie przejdzie.

A teraz pokażcie mi wasze prace domowe.

Barsow?

Nie mam.

Znowu masz zaległości?

Siadaj.

Zapisujemy pracę domową.

Dzisiaj czekam na ciebie po lekcjach. Będziesz odrabiała zaległości.

Nie mogę. Dzisiaj mam korepetycje.

O co ci chodzi? Czemu cały dzień jesteś nabuzowana?

W Rosji są tylko dwaj sojusznicy:

armia i flota.

Co się dzieje?

Żaden dobry uczynek nie pozostaje bez kary.

- Kiedyś miałem taki sam. - Tak? I jak się sprawował?

Szybki był.

Coś ci się pomyliło, wujku?

Ale pyskaty gówniarz.

Złaź z motocykla.

Niepotrzebnie pyskujesz. Przyszliśmy po dobroci.

Narobiłeś szkód w aucie Matwieja. Trzeba za to zapłacić.

- Spadaj. - Młody, chyba mnie nie słyszysz.

Na razie przyszliśmy po dobroci. Do soboty jesteś nam winien 320 tysięcy. Jasne?

Nie słyszę odpowiedzi.

Brawo. Fajny masz motocykl.

Do tej pory kręci mi się w głowie.

Oj, już.

O, sprawdzili pracę z chemii.

Ajdarowa - dwója.

Liosza, przepraszam,

ja kompletnie nie ogarniam chemii.

- Czemu od razu nie powiedziałaś? - Chciałam, tylko...

Tak się uśmiechałeś i ja...

Ja przynajmniej zawsze wyciągałem swoją tróję.

- No jak to? - Przepraszam.

Chociaż mi nie kłam. Nie lubię, kiedy dziewczyny kłamią.

- Dobra, chodźmy coś pożreć. - Dziewczyny nie żrą.

No dobra, ja pożrę, a ty będziesz spożywać posiłek.

Siema, Gremlin. Co tam?

- Śmigam jak sokół. - Musimy pogadać.

No to chodźmy pogadać.

To co, Bars?

Stary, ja się charytatywnością nie zajmuję.

- Ale w twoim przypadku... - Przecież wiesz, że wygram.

Tylko znajdź sobie partnerkę.

Bars, gdzie ty byłeś przez cały ten czas? Tęskniłam za tobą.

- Już znalazłem. - Co znalazłeś?

- Pojedziesz ze mną na zakończenie sezonu. - Finał sezonu?

Tak!

Musimy trenować. Jedziemy do ciebie?

Nie chcę.

DO POLINY TUMANOWEJ: JEŚLI DZIŚ WIECZOREM NIE PRZYJDZIESZ, UMOWA JEST NIEWAŻNA!

Cześć, wchodź.

Czemu tam stoisz?

Boisz się mnie? I słusznie.

Kurczę!

Ty jesteś ślusarzem i kucharzem? Człowiek orkiestra normalnie.

Nie ślusarzem, tylko mechanikiem.

Dobra, Tumanowa, do roboty.

Ojej, malutki, maleństwo!

Co, dokuczają ci tutaj?

Dokuczają biedaczkowi.

Trzeba przetłumaczyć tekst z angielskiego. Jeszcze matma.

Coś z biologii. Krótko mówiąc, odrabiaj zaległości.

Tego jest na 10 lat! Może jeszcze zeszyt ćwiczeń mam ci uzupełnić?

Niewolnice nie dyskutują z poleceniami. Do roboty.

- Ej! Po prostu się za mną stęsknił. - Jasne.

On chce jeść, dlatego łasi się do każdego.

To ty jeszcze wszystkich głodzisz? Normalnie właściciel niewolników.

A ciebie karmiłem, pamiętasz? Batonikiem.

A ty, skąpiradło, nawet się nie podzieliłaś. Wszystko sama zjadłaś.

Siad. Siad. Dobra robota.

Dobra, Barsow, zadanie domowe zrobione. Na dziś jestem wolna.

Stój! Jak ty tak szybko ogarnęłaś te wszystkie zadania?

Zrobiłam tyle, ile zdążyłam.

„Ja, Dmitrij Barsow, zobowiązuję się wypłacić karę umowną

w wysokości dwóch wolnych dni dla Poliny Tumanowej.”

Co to za bzdura?

No i całą niespodziankę zepsułeś.

A kara umowna, Barsow, to sankcja za złamanie umowy.

Jaka kara umowna?

Barsow, przecież mamy umowę.

- No? - A ty ze swoją Wiką.

Co z Wiką?

No dokończ, Tumanowa.

No... miziasz się, obściskujesz, całujesz.

Co?

Ty to jesteś zabawna, Tumanowa.

Po co ci jestem, Bars?

Jestem dla ciebie żartem?

Założyłeś się o mnie z kimś?

W sumie już mi wszystko jedno. Ale mogli was zobaczyć.

Marny z ciebie Sherlock.

Niby dlaczego?

Dlaczego?

Daj telefon.

Gdybyś patrzyła nie tylko na mnie,

to zauważyłabyś, że to stare zdjęcie.

Popatrz, Liosza ma jeszcze długie włosy.

„Gdybyś patrzyła nie tylko na mnie!”

Zawsze, kiedy jesteś głodna, gadasz takie bzdury.

Chodź jeść, już gotowe.

- Polin! - Ile razy mam ci powtarzać?

Noś przy sobie klucze.

Cześć, tato.

Sasza, prosiłem cię, żebyś tu nie przychodziła.

Mama jest w szpitalu.

Lekarze mówią, że krwawienie jest silne, wrzody znowu się odezwały.

Tato, nie wiem, co robić.

Sasza, mama sobie poradzi.

- Potrzebujecie pieniędzy? - Nie.

Dobrze. Jeśli będziecie potrzebować, dzwońcie.

Słuchaj, przepraszam cię, ale muszę jeszcze popracować.

Może zamówię ci taksówkę?

Nie trzeba, Rusik po mnie przyjedzie.

Dobrze. Dobrze.

Cześć. Ty jesteś Sasza?

Co stoicie na klatce? Chodźcie na herbatę.

Jaką pijesz, Sasza? Czarną, zieloną?

Sasza już musi iść. Brat na nią czeka.

Andriej, prędzej czy później i tak będziemy musieli się poznać.

Nawet nie jestem pewien czy to moja córka. Przecież ci opowiadałem.

Moja była mnie zdradzała.

No jasna cholera...

Po prostu nie spróbowałaś pierwszej łyżki.

Była całkiem dobra. No, trochę się przypaliła od góry.

A od drugiej łyżki coś się niby zmieniło?

Ojej!

Wydaje mi się, że Lordowi smakowało najbardziej.

Idziesz do domu?

Lord, spokojnie.

Siad.

Zgadzam się.

Co to za chłopak?

Po prostu ktoś ze szkoły.

Nie mam zamiaru wyrzucać swoich pieniędzy na korepetytorów,

dopóki masz w głowie tylko imprezy.

Jeśli nie chcesz problemów, weź się za siebie.

To nie są twoje pieniądze. To pieniądze po moim ojcu.

Nie podoba mi się, jak się do mnie odzywasz.

Bez szacunku.

Chyba Dana źle cię wychowała i najwyższy czas, żebym ja się tym zajął.

Masz własne dzieci, to je wychowuj.

Nigdy więcej nie waż się mówić o moich dzieciach!

Troszczę się o ciebie, głupia!

A co dostaję w zamian

zamiast wdzięczności?

Niedługo mama przejrzy na oczy jaki jesteś.

Jeśli jej powiesz, wyrzucę was obie z domu.

A mame za co?

Od tej chwili w moim domu wszystko będzie po mojemu.

Jasne?

- Jasne? - Jasne.

Masz być w domu za godzinę.

Lepiej za dwie. Nie wcześniej.

Ochłoń.

- Rus, przestań na mnie krzyczeć! - Mówiłem ci, żebyś do niego nie chodziła!

Co tu jest niezrozumiałego? Mama przez niego trafiła do szpitala!

Jeszcze raz do niego pójdziesz, to zamknę cię w domu!

- Wsiadaj! - Sama wrócę!

Halo, tato.

- Tato. - Hej! Stój!

- Halo. - Stój!

Wszystko w porządku?

Chyba tak. Dzięki.

Co, rozbił się?

Może zamówię ci taksówkę?

Nie, nie chcę wracać do domu. Pokłóciłam się z kimś.

Mam podobnie. Też się z kimś pokłóciłam.

Chodź. Znam świetne miejsce, żeby się wyładować.

Chodźmy.

Przyjechałem po siostrę. Dzwoniła do mnie.

- Co mam z tym zrobić? - Prawym przyciskiem.

Dobra.

- Na razie działa. - W lewo, w lewo!

- Wal w nich! - Walę!

Czemu ją straszysz?

Polina, to Rusłan, mój brat.

- Rusłan, to Polina, moja wybawicielka. - Miło mi.

Jak dziś odjechałeś, omal nie wpadłam pod samochód.

Ona mnie uratowała.

Rus.

Zamyśliłem się.

- Podaj numer. - Po co?

Nie lubię mieć długów.

Dajcie spokój, nie trzeba.

Tak w ogóle, to szczerze mówiąc, muszę już iść.

To może chociaż zamówimy ci taksówkę?

- Chyba tak. - Super.

To ty tu zapłać, a my poczekamy na zewnątrz.

Polinka, ja z Andriejem pojechałam za miasto.

Wrócimy późno. Baw się dobrze.

Ty jeszcze śpisz?

Zwariowałeś? A co, gdyby ojczym był w domu?

No przecież go nie ma. A tak w ogóle, to jeszcze nie jadłem śniadania.

Czekaj tutaj, przebiorę się.

A mnie i tak pasuje.

Taka przytulniutka jesteś w tej piżamce.

- No i co, gotowa? - A gdybym była naga?

I co z tego? Masz ogon?

A więc tutaj siedzisz i marzysz o mnie.

Wcale o tobie nie marzę.

W ogóle wynocha stąd. No już, już, zmykaj.

Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć.

Nigdy nie jest za późno, żeby przestać gadać głupoty.

A ja myślałem, że wydrukujesz moje zdjęcia.

- I obkleisz nimi cały pokój. - Ale masz ego.

- No przecież robiłaś mi zdjęcia. - I co z tego?

I co z tego? Zabujałaś się.

A może to ty się we mnie zabujałeś?

A może ty?

Bo nie rób ze mnie idioty!

Myślisz, że nie widzę, jak on na ciebie patrzy?

- Rodzice. - Tłumaczysz się, że nic nie było?

- Tutaj? - Zgłupiałeś? Do szafy.

On jest po prostu uprzejmym człowiekiem.

- No już, już. - Weź buty.

Dobra, poradzę sobie.

Uprzejmy człowiek patrzył ci na tyłek?

On nie patrzył mi na tyłek.

I ja miałem powiedzieć: „Jakiż wspaniały, uprzejmy człowiek!”?

- Proszę, nie krzycz. - Może jeszcze powinienem mu rękę podać?

- To byłoby lepsze! - No pewnie, że byłoby lepsze!

Tobie by się to bardziej spodobało. Mam wrażenie, że nawet ci się podobało.

- Nie podobało mi się. - Możesz się uspokoić?

- Czemu mnie uspokajasz? - Zachowujesz się nieadekwatnie.

- Zachowuję się normalnie. - Powinieneś się uspokoić.

- Zachowuję się jak mężczyzna. - Proszę, nie krzycz.

Jak mężczyzna, który kocha swoją kobietę.

I jeśli ktoś będzie się tak samo gapił na moją kobietę, też tak zareaguję!

- Bo jestem normalnym człowiekiem. - Nie jesteś.

- A jak powinien zachować się mężczyzna? - Tak okazujesz swoją miłość?

A jak mam okazywać swoją miłość?

Będę cię chronił, jesteś moją kobietą.

Jak my teraz tym ludziom spojrzymy w oczy?

Tak reagować to nie jest normalne!

Gdybyś zareagowała inaczej, nie uderzyłbym go.

A jak, twoim zdaniem, zareagowałam?

Proszę, ciszej.

- I co będzie? - Tobie może nic, ale mamie...

Po prostu już go nie prowokuj, proszę.

Skończmy już ten żart ciągnąć.

Dana, nie skończyłem z tobą rozmowy.

Andriej, porozmawiamy później. To nie rozmowa przy dziecku.

Dziecku? Jesteś pewna?

Ona włóczy się z chłopakami zamiast się uczyć. Jak myślisz, czym oni się tam zajmują?

Ufam swojej córce. A ty, jak zwykle, źle wszystko zrozumiałeś.

- Tak samo jak z działką. - Tak, nie róbcie ze mnie idioty.

Tak.

Oczywiście.

Podjadę do biura. Właśnie zmieniły mi się plany.

No to się poznajmy, Romeo.

Dzień dobry. Dima.

Przy okazji, Dima, przepaliła nam się żarówka w łazience.

- Aha. - Pola, co ty robisz?

No co? Andriej i tak w niczym ci w domu nie pomaga.

Polu, przecież wiesz, że Andriej ciągle pracuje, nawet w weekendy.

Aha.

Nie oceniajcie dorosłych, jeszcze jesteście dziećmi.

Poza tym jako rosnące organizmy

powinniście częściej przebywać na słońcu, a nie chować się po szafach.

Słyszysz, Romeo?

Lepiej byście poszli gdzieś na spacer w weekend, póki jest ładna pogoda.

A właśnie chciałem pojechać na działkę.

- Gdzie? - Gdzie?

Tam jest pięknie. Dylara i Liosza zrobili już zakupy.

Już tam na nas czekają.

W sumie podoba mi się ten pomysł.

Ale żeby księżniczka wieczorem wróciła do domu cała i zdrowa.

- Zrozumiałeś mnie? - Tak jest.

Spocznij, szeregowcu.

Mamusiu!

- No nareszcie! - Liosza, bracie!

- Cześć! - Ale masz tu królewskie włości.

Daj spokój z tymi żartami. Dostałem to po babci.

Cześć. Piękna działka. Patrz, jakie plony.

- Trzeba skoczyć po drewno. - Cześć.

- To my. - Dawaj.

Drewno. Rozpalimy ognisko. Parówki wziąłem.

- O, świetnie. - Ktoś ma jakieś zastrzeżenia? Nie ma.

Na co czekamy? Ruszamy. Dziewczyny, do lasu tamtędy.

Barsik, chodź ze mną.

Czyli ty i Bars nadal jesteście tylko przyjaciółmi?

- A ty i Liosza? - Nie wiem.

Przy nim cały czas zachowuję się jak idiotka. To się potknę, to zaplączę.

Wczoraj próbował złapać mnie za rękę.

Tak się przestraszyłam, że aż spociły mi się dłonie.

Bałam się, że będziemy puszczać bąki.

No, dłońmi.

Tak o.

Dylu, kocham cię.

Tak w ogóle, to u was serio?

No to pięknie.

Baterię w kuchni naprawił, żarówkę wkręcił.

- Polin. - No nie wiem.

Wiesz,

zaufasz człowiekowi,

a potem serce ci złamie.

A jeśli nie?

- Chcesz? - Nie.

- No i co, rozgrzałaś się? - Mhm.

A tak w ogóle, to jestem zazdrosny.

Więc nie strzelaj oczkami do innych. No, poza mną oczywiście.

Zobaczymy, jak ty będziesz się zachowywał. Ja też jestem zazdrosna,

więc jeśli zobaczę, że flirtujesz z innymi dziewczynami, to po tobie.

Umowa stoi.

Spróbuj.

Ała, gorące!

- Czemu mnie pocałowałeś? - Żeby przeszło oparzenie.

Nie pomogło?

Nic nie poczułam.

W umowie nie było o czymś takim.

Tak ułożyłem tę umowę, żebyś była przy mnie.

I co to wszystko znaczy?

To normalne, że mam takie dziwne uczucie w ustach?

Będziemy je ćwiczyć codziennie.

Czemu mnie kopiesz? Nie kop. Tam są nerki.

No i co, teraz już zawsze będziemy tak chodzić?

No jasne. Zarezerwowałam sobie miejsce.

Przesyłka dostarczona.

Aż miło popatrzeć.

- Przecież oddałem Matwiejowi całą kasę. - To było za samochód. A dla nas?

Odwaliliśmy kawał roboty, zmęczyliśmy się fizycznie.

- Emocjonalnie. - W każdym razie,

po 50 na głowę i jesteśmy kwita.

- Słuchaj... - Mam pogadać z twoją dziewczyną?

Jak myślisz?

Wyrobisz się w parę dni?

Najpierw powiedz mi, po co ci taka suma.

Oddam wszystko co do grosza.

- Tylko znajdę kupca na motor. - Mnie to nie interesuje.

W co ty się wpakowałeś?

Zakłady, narkotyki, alkohol?

Potrzebuję pieniędzy.

Nie dam ci pieniędzy, dopóki nie będę pewny, że jesteś bezpieczny.

Bezpieczny?

Mi ojciec był potrzebny w dzieciństwie.

Kiedy bili mnie pijacy mojej matki.

Za to, że nie dawałem im pić.

- Zamknij się. - Wołodia.

Odejdź.

Albo wtedy, gdy prawie spaliłem mieszkanie,

bo gotowałem makaron.

Trzeci dzień siedziałem sam w domu.

Kiedy sąsiedzi kompletowali mi rzeczy do szkoły z litości,

bo nie miałem w czym do niej pójść.

Wiesz, kiedy naprawdę cię potrzebowałem?

Kiedy wróciłem ze szkoły do domu...

Mamo, jestem w domu!

...a ona... - Zamknij się.

- Mamo! - Mamo, otwórz drzwi!

W sukience, którą jej kupiłeś.

Wtedy krzyczałem.

Krzyczałem.

Cała klatka to słyszała.

Wszyscy słyszeli.

A ty nie.

A ty nie.

- Po prostu do mnie napisała. - Serio? Po prostu 13 wiadomości.

- Po prostu 13 wiadomości. - No tak.

Po prostu zapytała,

co u mnie słychać. Musiałem coś odpisać.

- A po co ona w ogóle jest u ciebie... - Posłuchaj.

Happy birthday to You.

Happy birthday to You!

Patrz, kto przyjechał złożyć ci życzenia urodzinowe.

Teraz będziesz się w nocy przytulać do tych przystojniaków.

- Dzięki. - Dzięki. Wszystkiego najlepszego.

I ty to mówisz?

Była do niego wypisuje, a on obraża się na mnie.

Dajcie spokój, pogódźcie się. Przecież do siebie pasujecie.

Chodźmy.

Polin.

Liosza prosił, żebym nic nie mówiła, ale...

- Co? - Bars ma jakieś problemy.

Jest winien kasę bandziorom. To jakaś kosmiczna kwota.

I dziś jedzie na wyścigi dla świrów.

Zakończenie sezonu.

- Dobra, chodźmy. - Daj mi minutę.

Co, pokłóciłaś się z Lioszą?

Nie mogę teraz rozmawiać, oddzwonię później.

Kurde.

Lord, to ja. Dima!

Halo, Sasza, cześć. Naprawdę nie wiem, do kogo się zwrócić.

Dima gdzieś zniknął.

Polina, nie martw się tak.

Rus na pewno coś wymyśli.

Po prostu nie mógł wcześniej się wyrwać.

Postaram się szybko wszystko oddać.

Rus!

Mogę wziąć krzesło?

- Cześć. - Cześć.

- Cześć. - Rus, pamiętasz jeszcze Polinę?

Jak mówiłam, jej kolega ma kłopoty.

Wiem, że proszenie o pieniądze jest słabe, ale wszystko oddam.

Jasne, że pomogę.

W końcu jesteśmy rodziną.

A, chyba nie powiedziałem.

Polina to córka naszego starego.

- Co? - Andrieja, tak.

Więc, Polinko, masz teraz brata i siostrę.

Nic nie rozumiem. Jak to? Jesteście dziećmi Kislicyna?

Tak, a tak w ogóle Bars też nie jest nam zupełnie obcą osobą, prawda, Sasza?

Co?

Polin, czemu nie powiedziałaś koleżance, kto jest twoim chłopakiem?

Saszul, jej chłopak to twój były.

Niezły numer, co?

Sasza, zaczekaj! Zaczekaj.

- Sasza! - Dzięki, Polina.

I od dawna jesteście razem?

- Co za różnica? - Co za różnica?

- Żartujesz sobie? - Skąd miałam wiedzieć?

Naprawdę nic nie wiedziałam o Barsie.

Naprawdę nic o mnie nie mówił?

Przepraszam.

Sasza, jeśli dziś mu pomożecie,

to z nim zerwę.

Daję słowo.

Nie, nie masz z tym nic wspólnego.

Mam to już za sobą, straciłam na to cały rok.

Poza tym uratowałaś mnie, więc teraz moja kolej.

No dobra, dziewczyny, skoro już wszystko sobie wyjaśniłyście, to do rzeczy?

Polina, pojedziesz teraz ze mną, muszę wypłacić pieniądze z karty.

A tobie już zamówiłem taksówkę. Spotykamy się na miejscu.

No już, już, już.

- Owiń to wokół pleców. - Po co?

Spieszymy się. Nie chcę, żeby coś ci się stało.

Panie i panowie!

Ostatni wyścig sezonu!

Rozwalmy tę noc!

No proszę, kogo my tu mamy.

Stawka rośnie.

Dodajmy czarnego konia do tabeli!

Panie i panowie!

Dobra, ja...

Siedź!

Spójrz sobie na swojego chłopaka.

Wygląda, jakby miał problemy?

Interesuje go tylko kasa i laski.

I naprawdę uwierzyłaś, że on cierpi?

Złaź stamtąd! Szybko!

No to co, gotowi?

Taaak!

Trzy!

Dwa!

Iiii...

Start!

Jazda!

Dawaj.

Dawaj, dawaj! Doganiaj ich!

A tymczasem Lajm od razu wychodzi na prowadzenie!

Bars ze wszystkich sił próbuje dogonić rywali.

O, jaka brudna gra. Podoba mi się!

A na torze mamy niezły kocioł!

I właśnie w tym momencie Bars wykorzystuje sytuację.

No dalej, dalej, dalej! Doganiaj go!

Przestań, proszę, zatrzymaj się!

- Wyprzedzaj go! Dawaj! - Hamuj, powiedziałem!

Łapy precz! Sam hamuj!

- Dawaj gazu, debilu! - Odwal się!

Przestań!

Hamuj albo ją puszczę!

Bars! Czemu stanąłeś? Czemu stanąłeś?

Jedź! Jedź, Bars!

Idiota.

Panie i panowie!

Zwycięzcą dzisiejszego wyścigu zostaje nasz czarny koń!

Tak!

A Torowi nie dopisało szczęście.

Co za epicki finał sezonu!

Kretyn. Przez tę małolatę przepadła taka kasa.

Widzowie mogą teraz zdobyć autografy uczestników.

Przypominam, że fortuna może odwrócić się od każdego.

Mięczak!

- Policja! - Uwaga, mówi policja.

Wszyscy mają pozostać na miejscach.

Trzymaj kask.

Wsiadaj! Szybko!

Czemu nie powiedziałeś, że masz kłopoty?

Jeździłaś z tym kretynem, a teraz robisz wyrzuty mnie.

Pojechałam tam dla ciebie.

- A Rusłan... - Aha, więc Rusłan?

I od dawna jeździsz z nim na motorze?

Więc tak właśnie o mnie myślisz.

Lepiej byłoby, gdybym w ogóle o tobie nie myślał.

- Żegnaj, Dima. - Jak to: żegnaj?

To już wszystko?

Może wyjaśnisz mi, co to było?

A po co?

To nic nie zmieni.

Musisz ochłonąć!

Co ty za bzdury wygadujesz?

Myślisz, że nie potrafię naprawić kranu?

Nie potrafisz! Masz dwie lewe ręce do naprawiania kranu!

Nie rozmawiaj ze mną takim tonem!

Jakim tonem? Rozmawiam normalnie!

- Najpierw ten typ gapi się na twój tyłek! - Gadasz bzdury!

- Ja gadam bzdury?! - Ty jesteś normalny, Andriej?

- Nie zdradziłam cię! - Masz mnie za idiotę?

Myślisz, że uwierzę, że sama naprawiłaś kran?

Andriej!

Tak. Masz rację. Był tu mężczyzna.

Pierwszy raz od czasu, gdy tu mieszkamy.

I przyszedł do mnie! I naprawił to, czego ty nie potrafiłeś!

Polina.

Widzę, że w dzieciństwie nikt cię nie lał pasem, co?

- Nie lał? - Nie waż się jej tknąć!

Nie, nie lał. Bo miałam najlepszego tatę na świecie!

- Chodź tu! - Andriej, proszę, proszę!

Spokojnie, spokojnie. Tylko pogadamy.

- Nie, Andriej! - Tylko pogadamy.

Jeszcze raz tylko wspomnij o swoim ojcu!

Jaka córka, taki ojciec - zarozumiałe świnie.

Nie waż się tak mówić o moim tacie!

Nigdy więcej nie waż się tak do mnie odzywać!

Jasne? Jasne?

Puść ją.

Nigdy więcej nie waż się jej dotknąć!

Zrozumiałeś, śmieciu?

Przeproś ją, albo rozwalę ci łeb.

Dima, co ty robisz?

Boże. Mój Boże.

Dima, nie panujesz nad swoją agresją.

- Jesteś niebezpieczny dla Poliny. - Co powiedziałeś? Co ty pieprzysz, śmieciu?!

Dima, proszę, nie ruszaj mojego męża.

Andriej.

Zabroniłem mu spotykać się z Poliną, a on mnie zaatakował.

Mamo, mamusiu, Andriej kłamie.

Próbował mnie uderzyć, a Dima mnie obronił.

- Polina. - Ona go po prostu kryje.

- Mamo, nie. - Spójrz na mnie.

Mamo, nie, on już wcześniej podniósł na mnie rękę.

Co?

Co? Co? Co się z tobą dzieje?

Ze mną będzie wszystko dobrze.

Ratuj naszą córkę, kochanie.

- Gnido! Ja cię uratuję! - Posłuchaj mnie!

Nie chcę cię więcej widzieć w naszym domu!

Mamo, nie widzisz? Próbował mnie udusić.

Polina, porozmawiamy w domu.

Spokojnie. Chodź. Dasz radę wstać?

- Nie wiem. - Trzeba wezwać karetkę. Koszmar.

Spójrz na mnie. Spójrz. Andriusza, wszystko będzie dobrze.

Chodźmy.

Polina! Polina, wracaj!

Wyjedźmy gdzieś.

Na pewno wyjedziemy, niebieskooka.

Barsik.

SPERENSKI

Nie odbierzesz?

Jeszcze jeden ojciec roku ze swoją troską.

A jeśli coś się stało?

Stało się to, że ma syna - problematycznego skurczybyka.

Dzwoni, żeby mi o tym jeszcze raz przypomnieć.

Daj spokój. Śpij.

Tak, Władimirze Siergiejewiczu, mówi Polina.

Chcę, żeby pan wiedział, że właśnie uratował mi życie.

Chcę, żeby pan wiedział:

Dima to najlepszy człowiek, jakiego znam.

Kocham go. Ale on mi nie wierzy,

bo pan i ludzie podobni do pana wmówili mu,

że jest kimś gorszym od innych. Do widzenia.

Teraz możemy spać.

SPERENSKI: MÓJ CZŁOWIEK JUŻ PO CIEBIE JEDZIE. MUSIMY POWAŻNIE POROZMAWIAĆ.

Posłuchaj, synu, grożą mi. Mam problemy.

Musimy wyjechać w bezpieczne miejsce.

- A ja co mam z tym wspólnego? - Lecisz z nami.

Układ jest taki:

ja wyjeżdżam, a ty zostajesz -

łapią cię i piszą mi, że cię zabiją.

Wracam.

I to będzie ostatni dzień naszego życia.

Słuchaj, pewnie nie jestem najlepszym ojcem.

I na pewno nie ojcem roku.

Ale jeśli coś ci się stanie, wrócę.

Dobrze. Pomyśl o swojej dziewczynie. Polina, tak?

Jeśli przyjdą po ciebie, ją też narazisz.

A przyjdą po ciebie na pewno.

Sam zdecyduj.

Dim, on chce wyjść na dwór.

Niebieskooka, wyprowadź psa.

Ja jadę do starego, zaraz wrócę.

Coś zjedz. W lodówce wszystko jest.

No to chodźmy poszukać normalnego jedzenia.

Polina! Bars jest w domu?

Po co ci on?

- Więc to prawda? - Co jest prawdą?

Pokazywali rano w wiadomościach.

- To prawda? - Co pokazywali w wiadomościach?

Sasza?

Dziś w nocy rozbił się prywatny samolot,

należący do biznesmena Władimira Speranskiego.

Samolot lecący do Zjednoczonych Emiratów Arabskich

stracił sterowność i rozbił się pięć minut po starcie.

Na miejscu tragedii pracują już specjaliści.

Z nieoficjalnych źródeł pojawiły się informacje,

że Speranski prowadził duży projekt.

Zidentyfikowano pięć ciał, wśród nich samego Speranskiego i członków jego rodziny:

żonę, ich młodszą córkę oraz starszego syna biznesmena, Dmitrija.

Co było przyczyną katastrofy...

Na końcu tunelu jasne światło ślepej gwiazdy

Podeszwy na suchej ściółce zostawią ślady

Pod skórą wciąż bije puls i trzeba żyć

Może już nigdy nie wrócę

A może zostanę z tobą

Zostanę popiołem na ustach

Zostanę płomieniem w oczach

W twoich dłoniach oddechem wiatru

Czemu nie śpisz, niebieskooka? Tęsknisz za mną?

Martwię się o Obiada.

A co, jeśli został bez obiadu?

A on o ciebie się nie martwi.

- Patrz. - Moje kociaki.

Czemu nie śpisz, niebieskooka? Tęsknisz za mną?

Martwię się o Obiada.

A co, jeśli został bez obiadu?

A on o ciebie się nie martwi.

- Patrz. - Moje kociaki.

Na końcu tunelu jasne światło, a ja idę

Idę po wypalonej trawie, po cienkim lodzie

Nie płacz, nie boję się bólu, tam go nie ma

Może już nigdy nie wrócę, a może zostanę z tobą

Zostanę popiołem na ustach

Zostanę płomieniem w oczach

W twoich dłoniach oddechem wiatru

Zostanę śniegiem na policzku

Zostanę światłem w oddali

Dla ciebie pozostanę światłem

Światłem

Światłem

MALINA

Patrz, Tumanowa, twoja koleżanka.

No to przyjeżdżaj. Mamy do pogadania. Wyślę ci lokalizację.

Czekamy z niecierpliwością.

O! No proszę.

Dziewczyny, popatrzcie tylko, kto nas zaszczycił swoją obecnością. Sam Szczur.

Ну, welcome back, Tumanowa.

A co się stało?

Tumanowa, na kogoś czekasz?

Daj zgadnąć. Na chłopaka, tak?

Oj. Przepraszam, zapomniałam.

Przecież umarł.

Czego chcesz?

Dziewczyny, pyta, czego chcę.

Wiesz, Tumanowa, niczego szczególnego.

Albo natychmiast klękasz przede mną

i będziesz błagać mnie o wybaczenie,

albo ty i twoja koleżanka

będziecie mieć przechlapane.

Postaramy się, Szczurze. No dalej, błagaj, pokrako.

Najpierw puść Dilarę, potem pogadamy.

Co zrobić? Puścić Dilarę? Już, już, już.

Szczurze, tobie samej nie jest śmiesznie?

Skąd się taka pyskata zrobiłaś?

Odsuńcie się!

Wszystko będzie dobrze.

Liosza kazał cię przeprosić, że nie przyjdzie.

Lord nadal się do niego przyzwyczaja.

- Pogodziliście się? - No, znowu się dobraliśmy.

Rozumiem.

A ja nie rozumiem, jak mama puściła cię samą.

Jak zwykle namówił ją Andriej.

Pomieszkam u babci.

Poza tym nie jestem sama.

Prawda, mój dobry?

Prawda, Obiadku? Mój kłębuszku.

Urósł.

Uważajcie na siebie.

Ty też.

- Będę tęsknić. - Ja też.

- Ale pisz do mnie. - Na pewno.

- Szerokiej drogi. - Dziękujemy.

Tak bałam się zakochać

Żeby nie bolało, kiedy wyjedziesz

Teraz już wiem

Nawet jeśli twoje serce zostanie złamane, to i tak warto

W filmie zostały przedstawione bardzo trudne tematy takie jak:

Przemoc domowa, problemy rodzinne, zaniedbania dzieci, toksyczne relacje, przemoc rówieśnicza.

Jeśli ty lub ktoś z twoich znajomych przeżywa sytuacje podobne do tych

z którymi zmagają się bohaterowie filmu, nie bójcie się zwrócić o pomoc do dorosłych

lub skorzystać z ogólnokrajowego bezpłatnego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży w Polsce 116 111

Wiatr od okna aż po sufit, firanka wzbija się jak żagiel

Drzwi bez dzwonka, ja bez ciebie po schodach na najwyższe piętro

I gdzieś tam czeka na mnie

Plan ucieczki z planety Ziemia

Ptaki lecą na południe, smutno śpiewając

O tym, że musiały wszystko zostawić

Krążymy w kółko, przytuleni bez rąk

Mogę to sobie tylko wyobrazić

Ale gdzieś tam czeka na mnie

Plan ucieczki z planety Ziemia

Tylko obiecaj, że kiedy mnie spotkasz

Zaprosisz mnie na herbatę

Szkoda, że teraz nie wiem, gdzie jesteś

Tylko obiecaj, że kiedy mnie spotkasz

zaprosisz mnie na herbatę

Szkoda, że teraz nie wiem, gdzie jesteś

Tylko obiecaj, że kiedy mnie spotkasz

Zaprosisz mnie na herbatę

Szkoda, że teraz nie wiem, gdzie jesteś

Tylko obiecaj, że kiedy mnie spotkasz

Zaprosisz mnie na herbatę

Szkoda, że teraz nie wiem, gdzie jesteś

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.