All language subtitles for Unfinished.Business.2015.1080p.BluRay.x264.YIFY

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali Download
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew Download
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian Download
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Dzień dobry. Dynamic Progressive Systems. Proszę czekać.

To nie jest nic. 5% to dużo.

Gdy utrzymuje się dom, dzieci...

5% to dużo.

Wiesz co, Dan? Chodźmy stąd.

Nie. Niech słyszą.

Jesteś pewien, że tego chcesz?

Wcale tego nie chcę, Chuck.

Zawarliśmy umowę, a ty znów zmieniasz jej warunki.

Modyfikujemy pensje.

Tak to wygląda.

Wiem, że nie to chcesz usłyszeć.

Dan, po prostu chodźmy stąd.

Wkurza mnie to.

Co?

Po prostu wkurza mnie.

"Chodźmy". Ciągle to powtarzasz.

Za takie gadanie Brian Peters napisał

na twoim miejscu parkingowym "suka".

Co z tobą, Dan?

Przepraszam.

Naprawdę chcesz to załatwiać publicznie?

To mój najlepszy rok.

Jestem suką, bo muszę podejmować decyzje korzystne dla firmy.

Zarabiasz dzięki niej. Nie jesteś niezastąpiony.

Ty odejdziesz, firma zostanie.

Nie umniejszaj jej znaczenia.

A teraz, proszę, chodźmy.

Porozmawiamy u mnie w biurze.

Myślisz, że jak mnie złapałaś...

co było, przyznaję, nie lada wyczynem...

w czasie ćwiczenia na zaufanie

na wymuszonym wyjeździe integracyjnym,

na którym nikomu się nie podobało...

Nikomu. Prawda, Russell?

Mnie się podobało.

Russell wie, co to współpraca.

Dostał szkołę.

Ty malkontencie.

Ty też zarabiasz mniej?

Jestem kierownikiem sprzedaży.

Chcesz zarabiać więcej, załóż własną firmę.

Myślę o tym.

Jak każdy...

Nie narzekaj, że ci, co to zrobili,

zarabiają, ile im się należy.

Dwa dni włóczyłem się po lotniskach, załatwiając ci kontrakt.

Przyszedłem tu na precla, bo nie jadłem od wtorku.

A ty mi mówisz, że mam zarabiać 5% mniej?

Nie chcę nowych zasad. Chcę czasem zobaczyć dzieci.

Stary numer na dzieci.

Ostro.

Zrobię to.

Serio?

Chcesz rywalizować ze mną i z firmą?

Widzimy się na polu walki. Szukaj mnie.

Ten najbardziej zadowolony to ja.

Lepiej na tym wyjdziesz, gdy zostaniesz.

Sam wiem, co mam robić.

Ćwiczenia na zaufanie wykluczam z miejsca.

Dobrze. Gramy.

Gramy.

Przyłączyłby się ktoś?

Wszyscy jesteście świetni.

Co wy na to?

Kręci was nowa, odlotowa rakieta?

"Rakieta"?

Improwizuję.

Nie planowałem tego dzisiaj,

ale jeśli komuś marzy się stanowisko

w nowej firmie sprzedającej minerały,

niech idzie ze mną, bo czeka na niego miejsce.

NIEDOKOŃCZONY INTERES

Chłopaki !

Panowie!

Do dzieła.

Do czego?

Wsiadamy do rakiety. Zaczynamy wspólną przygodę.

Ja wsiadam do auta.

Już tu nie pracuję.

Ze względu na wiek.

A chcesz pracować?

Mam tylko 67 lat.

Jeszcze nie umieram.

Świetnie! Pracuj dla mnie.

-Pokonamy ich. -Tak!

Pokonajmy cieniasów!

Pewnie!

Tylko przystanęliśmy i współpraca nawiązana.

Jestem podekscytowany. Dziękuję.

A ty, młodzieńcze?

-Lecisz z nami rakietą? -Tak.

Czym się zajmowałeś?

Ja tam nie pracuję.

Przecież stamtąd wyszedłeś.

Miałem rozmowę o pracę.

A pudełko z rzeczami?

Przyniosłem je, żeby okazać pewność siebie.

Masz doświadczenie w sprzedaży?

Tak.

-Świetnie. -Sprzedawałem buty.

Czemu odszedłeś?

Nie lubię stóp.

Ale ludzi tak.

Umiem z nimi postępować. Naprawdę.

-Dajesz z siebie wszystko? -Tak.

Czyli?

Wszyściuśko.

Mówisz tak, bo wiesz, że chcę to usłyszeć.

To prawda. Zrobię wszystko.

Dobrze.

Zrobię z ciebie dzikiego zwierza.

Wskakujcie. Działamy.

-Już się robi ! -Do roboty.

Dobra.

Jedźmy na pączki. Tam ustalimy szczegóły.

ROK PÓŹNIEJ

Dobrze.

Mieliśmy ostatnio przestój...

więc z dumą ogłaszam, że zawarliśmy kontrakt.

Czeka nas symboliczny uścisk dłoni.

O, ja pierdolę!

Przepraszam.

Wybaczcie...

Ja też pojadę?

Tak.

I będę nocował?

To pierwsza podróż służbowa?

Tak.

Nie jeździłeś w interesach, gdy sprzedawałeś buty?

Wszyscy zgłaszali się do mnie.

No to jedziemy.

Będzie się działo?

Będą różne działa?

"Działa"?

Tak.

Możesz dać przykład?

"W czasie podróży służbowej się działa".

"Działa się"?

Działa.

Nie. Lecimy i wracamy.

Czekają mnie obowiązki w domu.

Ty możesz podziałać, jak dokończymy interes.

Będziemy tylko my czy podstawią podniecacza?

Tylko my. Czysta sprawa.

Kto to "podniecacz"?

Kiedy firma chce ubić interes po kumpelsku,

udaje, że negocjuje z inną firmą.

Dla pozorów.

Ten kontrakt jest nasz.

Dobrze.

Jutro ruszamy w podróż służbową.

Dokończmy ten interes.

Pokaż im, Dan.

Mam dobre przeczucia. Twoja oferta jest na medal.

Dzięki, Don.

Jesteś z nami od początku.

Czas sprawić sobie prawdziwe biuro.

Paul, musimy pogadać.

Jadę do Portland.

Przepraszam.

Nie chciałem cię zaskoczyć. Wszystko gra?

-Robię coś. -Super.

To zupełnie normalne.

-Tato... -Ja też to robiłem.

Nawet trzy razy dziennie. Teraz też robię.

Tato.

Nie tak często jak dawniej,

bo jestem zmęczony robieniem czegoś innego.

Ale to żadne przestępstwo.

Procesu nie będzie. Nic się nie stało.

Nie było rozmowy.

Gdy byłem w twoim wieku,

oglądaliśmy czasopisma z reklamami...

bielizny i opalaczy...

To nie...

Teraz w Internecie klaun bzyka wielbłąda.

Ja tego nie oglądam, tato.

To nic takiego. Prosta sprawa.

Nie przeszkadzam, ale lepiej rób to w łazience,

bo tu nie ma zamka.

Może wejść twoja siostra.

Rób to gdzie indziej, dobrze?

-Tak. -Dyskretnie.

Jak prawdziwy dżentelmen. Wielbiący swe ciało.

Znasz wiersza Walta Whitmana "Pieśń o sobie"?

Nie rozmawiajmy już o tym.

To pieśń. Poeta wielbi swe ciało.

Ty wielbisz swoje ciało.

Więc to nic takiego.

Jasne.

Wracam jutro. Jadę dokończyć interes.

A kiedy wrócę,

wyjdziesz z tego pokoju

i spędzimy trochę czasu razem.

Uściskaj mnie.

Nie dbam, co robisz z rękami. Wracaj do komputera.

-Cześć, tato. -Cześć.

Co tam, TŁUŚCIOCHU?

TYLKO MNIE NIE ZJEDZ, PAUL!

Porozmawiamy o prywatnej szkole?

Chcesz rozważyć za i przeciw?

Już to rozważyliśmy. Jesteśmy za.

Chodzi o czesne.

Jadę do Portland. Dokończyć interes.

Muszę się spakować w 20 minut.

Mieliśmy dziś porozmawiać z Paulem

o jego wyobcowaniu.

-Może przez Internet? -Dzisiaj?

Tak, to ważne.

-Kiedy wracasz? -Jutro przed kolacją.

To tylko formalność. Wszystko załatwione.

Co dziś robisz?

Pracuję, a potem trochę powychowuję dzieci.

-Brzmi nieźle. -Zjedz coś!

Muszę dołączyć raporty do prezentacji.

Mężczyźni po czterdziestce bez jedzenia słabną,

łatwo się stresują i mają słabe mięśnie.

Muszę się pakować.

Cześć, tato.

Cześć.

Wyjeżdżasz?

Tak.

Pomożesz mi?

Pokażę ci, co ze sobą zabieram.

Strój do biegania. Książka.

Tym się zajmujesz w delegacji?

-Czytasz i biegasz? -Tak.

I załatwiam interesy.

Przynieś strój do biegania, pomożesz mi się pakować.

-Dobrze. -Kocham cię.

Mogę cię o coś spytać?

Skarbie, mam samolot...

Czy to krótkie pytanie?

Raczej tak.

Dobrze. Pytaj.

Nie lubię chodzić do szkoły.

Boli mnie tam brzuch. Dzieci żartują sobie ze mnie.

Płaczę w łazience i udaję, że się załatwiam...

przez dwie godziny.

To nie...

To jest pytanie?

Wiem, że w szkole nie jest łatwo.

Ale musisz chodzić, inaczej będziesz głupia.

Zrobiłeś zadanie, które ci dałam?

Owszem, nie zrobiłem.

Ale mam je na uwadze i przemyślę je w podróży.

Kim jest twój tatuś?

Mam chwilę. "Twój tatuś".

Czemu to takie trudne?

"Twój tatuś jest..."

Przykro mi, ale ostatnio ciągle pracuję.

Sprzedaję opiłki.

opiłki (rzeczownik) - wiórki metalowe powstające przy obróbce metalu

Pozostałości po budowie wielkich konstrukcji,

takich jak mosty...

Nieważne, to cholernie nudne.

W każdym razie tatuś pracuje, by odpalić rakietę.

To integracja załogi. Wersja autorska.

Trenowaliśmy odbijanie. Uznałem, że to dobry sposób

na naukę agresywności i stawiania na swoim.

Atak frontalny w znaczeniu biznesowym.

Ale ubiliśmy świetny interes i dziś go sfinalizujemy

rytualnym uściskiem dłoni.

Wspaniale, bo mieliśmy chudy rok.

Bardzo go potrzebuję.

Przekładam decyzję o prywatnej szkole,

bo bez niego mnie na nią nie stać.

Nie mów o tym mamie.

Chociaż i tak się domyśli, bo jest mądrzejsza niż ja.

Chyba odbiegłem od tematu.

Czemu mężczyźni wyjeżdżają w delegacje?

Żeby przywieźć trofea i pójść w tango.

Jedziemy do Portland, nie do Vegas.

Nie masz czasem 72 lat?

Mam 67.

Co znaczy "przywieźć trofea"?

Zgodnie z tradycją, dawno temu...

mężczyźni wychodzili z jaskiń z dzidami.

Robili, co należy, i przynosili zdobycz do domu.

A "pójść w tango"?

Niekiedy zabawiali nieco dłużej niż to konieczne,

żeby sobie trochę poużywać.

Zgodnie z tradycją.

Kurde balans. "Trunkman, Daniel".

Przeniosą mnie do I klasy.

Leciałem 31 razy, żeby załatwić ten cholerny interes,

a nigdy mnie nie wybrali.

"Daniel Trunkman". No dalej.

No już.

Daniela Trunkman.

Jest!

Witam.

"Daniel", nie "Daniela".

Dziękuję.

Usiądę z przodu, wy zajmijcie swoje miejsca w klasie ekonomicznej.

-Proszę. -Dziękuję panu.

Panie i panowie, witamy na pokładzie amerykańskich linii...

lot 3257 do Portland.

Przed odlotem

proszę umieścić bagaże w schowkach

lub pod siedzeniami z przodu.

To mój pierwszy lot I klasą...

W porządku.

Od 12 lat.

W porządku.

Normalnie oddałbym panu swoje miejsce, jak tamten pan.

Ale...

Dziś nie mogę, bo muszę...

skończyć ważną prezentację

na temat redukcji kosztów usług.

Ale jestem pełen uznania.

Dziękuję. To zaszczyt siedzieć przed panem.

Naprawdę.

Proszę.

Niech pan siada.

Mike, mam prośbę.

Możesz nie podawać nazwiska

na spotkaniu z klientem?

Czemu?

Bo...

Będę z tobą szczery.

To odwróci ich uwagę

od istotnych spraw.

Czemu moje nazwisko miałoby odwrócić uwagę od istotnych spraw?

Powiedz je.

Mike Naleśnik.

Już zapomniałem.

Sam widzisz.

Przedstawiaj się imieniem. Pomiń element żywieniowy.

Czas się połączyć.

-Cześć, tato. -Cześć, kolego. Cześć, Trunkmanowie.

Gdzie byłeś? Łączę się z tobą od dwóch godzin.

W chmurach. Dopiero włączyłem...

Paula aresztowano. Jest raport policyjny.

Kradł w sklepie.

-Co? -Wysłałam ci maila.

Właśnie czytam.

"Podejrzany Paul William Trunkman został zatrzymany przez ochronę sklepu

"po znalezieniu przy nim cieni do oczu

"marki 'Supercień"'.

Cieni do oczu?

"Cienie te to szaro-niebieski, morski i błękitny".

Nic nie rozumiem. Przebierasz się za potwora?

Kręcicie film z kolegami?

Z kolegami, których nie mam, bo jestem grubym głupkiem?

Z nimi?

Chciałem pomalować sobie oczy,

żeby zakolegować się z dziećmi, które odstają.

Z gotami.

Wyśmiali mnie,

bo oni używają czarnych cieni,

a ja tego nie wiedziałem

i pomalowałem się morskim.

Odstaję nawet od dzieci,

które odstają.

Nie przelewki.

Dan, musimy porozmawiać o prywatnej szkole.

W tej Paul czuje się osamotniony.

Czesne w prywatnej...

wynosi 19 tysięcy.

19 ty...

Dan?

Moje zadanie!

Skarbie, straciliśmy łączność. Tata zastygł.

Spróbujemy później, dobrze?

Tak.

Dan?

Kim jest twój tatuś?

To ktoś, kto martwi się o twojego brata

odróżniającego się wyglądem.

Witamy w Portland.

W tym wieku to problem,

więc tata się martwi.

Ale teraz musi się skupić na ważnym spotkaniu.

Więc pójdzie pobiegać, żeby oczyścić umysł.

Zapakowałaś mi mamy strój do biegania.

Sportowy biustonosz.

Znanej marki.

Może zamiast pobiegać

napiję się wina z hotelowej lodówki.

Skorzystam z życia.

lnteres ubity.

Skorzystam ociupinkę.

Chwila dla Dana.

Cześć, Dan.

Cześć, Chuck.

Mam spotkanie w Benjaminson. Pogadamy później.

Na zdrowie.

Taa.

Cześć, Bill. Tu Dan Trunkman.

Trochę wytrącił mnie z równowagi

widok Chuck Portnoy z Dynamic Progressive Systems.

Podobno też ma z tobą spotkanie.

Byłem przekonany, że ten kontrakt to tylko formalność

i pozostały jedynie prezentacja i finalizacja.

-Obsługa. -Proszę.

Zadzwoń do mnie w tej sprawie. Dzięki.

Dzień dobry.

Dzień dobry pani.

Wychodzę za kwadrans.

Jest pan zajętym mężczyzną?

-Słucham? -Po prostu...

proszę się rozsiąść, rozluźnić, nalać sobie drinka

i patrzeć.

Może pan się dotykać.

Możesz sprzątać i coś do mnie mówić?

To mój pierwszy raz.

Chciałbym lepiej widzieć cycuszki.

Odwracaj się czasem przodem,

żebym widział cycuszki.

Nie rozumiem. Mam...

dotykać...

penisa?

Oczywiście.

Chciałbym poudawać kogoś innego.

Możesz do mnie mówić "Tony Stark"?

Co sądzisz o moim żelaznym kutasie?

Timothy?

Tak?

To prawdziwa pokojówka.

Pani, którą wynająłeś, jest u mnie.

Świetnie sobie pani radzi.

-Tak? -Tak.

-Tak. -Tak.

Tak.

Przestańmy pić szampana i kupować kobiety.

Skupmy się.

Kontrakt nie jest jeszcze nasz

i bezwzględnie musimy go zawrzeć...

Zaraz.

Przepraszam.

Nie wiem, co to znaczy.

Co co znaczy?

To o bzie.

Nie mówiłem o żadnym bzie.

Bez... Bez wie...

Bez więdnie?

"Bez więdnie?"

Nie ruszajcie się stąd i nie róbcie więcej głupot.

Idę się przebiec. Muszę oczyścić umysł.

Chuck tu jest.

Pobiegam i się skoncentruję.

Spotkanie za godzinę.

Muszę iść. "Bez więdnie".

Dan.

Dan Trunkman. Cześć.

Bill. Jak się masz?

Dan Trunkman z Apex Select...

Chuck Portnoy z Dynamic Systems,

którą chyba znasz.

Tak. Konkurujemy.

-Czyżby? -Ściśle.

Może. Nie zauważyłam, ale niech będzie.

A to Jim Spinch.

-Jim. -Cześć, Dan.

-Jak się masz? -Dobrze, a ty?

-Przepraszam. -Jasne.

Jim to mój szef.

Co to za strój? Jakiej firmy?

Co to za model?

Duński podkoszulek.

Spodnie nawiązują do stylu płd.-amerykańskiego.

Nazywają się "machos". Albo "machetes".

Moja żona ma takie "machos". Albo "machetes".

Nazywam je "spodnie Nancy".

Chuck uświadomiła nam,

że koszty zwrócą się wam dopiero przy wykupie.

Robię wykupy dopiero po zawarciu kontraktu i modyfikacji rynku.

To moje nowe warunki.

Rozważasz innych kontraktorów?

Nie deklarowałem wyłączności.

Jestem otwarty na oferty dwóch firm.

Twojej i Chuck.

Przy tak ciasnych spodniach zwykle widać przyrodzenie.

U ciebie nie.

Może nie powinnam tego mówić, ale to dziwne.

Wracamy do pierwotnych partnerów?

A może to szczelina?

To nie szczelina.

-Rozcięcie? -Nie.

-Jest luz. -Nie ma.

Jest. To niepokojące.

Nie ma luzu.

Staram się ustalić...

Jim. Zaczynamy więc od wstępnej prezentacji?

Chcę, byście mieli równe szanse. Zatem tak.

Znacie się z Chuck?

Zrobiliśmy już kilka interesów.

Dotarliście dziś razem?

Prawie.

Ja dotarłam pierwsza, a Jim doszedł na mojej twarzy.

To się nazywa tupet. Wchodzicie?

Ja już wchodziłem w Jima, dzięki.

Jezu, chłopie. Zamierzamy jeść.

Chuck, co ty wyprawiasz?

Tu? Teraz? Chuck?

Dokończyliście już interes

czy źle zrozumiałam, że rozmowy trwają?

Przyjechałem tu dokończyć interes.

Ja też.

Oczywiście wyższe niż zwyczajowe

koszty początkowe

ponosi się jednorazowo i z czasem...

O, kurde!

Wszystko w porządku?

Tak. Tylko...

Miałem stresujące popołudnie

i nie jadłem owsianki.

Nic mi nie jest.

Na czym skończyłem?

"O, kurde".

A wcześniej?

Mówiłeś o olbrzymich kosztach początkowych.

-Użyłem słowa "olbrzymie"? -Tak.

Nie mogę się zgodzić.

Nie określiłem ich tak, bo nie przedstawiłbym naszego...

Nogi mi się chwieją.

O, kurde.

Znów to powiedziałem.

-Lepiej usiądę. -Usiądź.

Tak.

Dobrze.

Mike, dokończ za mnie.

Przepraszam.

Witam.

Jestem kierownikiem sprzedaży w firmie Apex Select, Mike Naleśnik.

Jak nazwisko?

Naleśnik.

Takie danie?

Jest greckie...

Smaczne.

Pycha.

Pan Steve Grzanka?

Spodziewasz się rychłej decyzji w sprawie tego kontraktu,

ale zapaść na rynku minerałów w Grecji wszystkich nas zaskoczyła.

Musimy przyjrzeć się czwartemu kwartałowi.

Chuck ma ciekawe pomysły,

które mogą pomóc.

Nasz kontrakt był jeszcze daleki od finalizacji.

Raczej się nie zgodzę.

Nie był jeszcze zawarty,

ale widmo finalizacji wyraźnie krążyło.

Zabrakło symbolicznego uścisku dłoni.

Zabrakło.

Zróbmy to teraz, Jim.

Wstrzymaj się, Dan.

Mija już rok.

Posłuchaj. Plan jest taki.

Chuck składa ofertę szefowi w Berlinie.

My także.

Jim mnie zniechęcał, ale naciskałem.

Przygotujcie się.

Jutro lecimy.

Myślałem, że kontrakt jest nasz.

Tak.

Nigdy nie kochałem się z kobietą.

Kochałem się z żoną, ale jej nie kocham.

Jest okrutna.

A seks pokojówka?

Ja nie zdradzam. Tylko patrzę.

Robię to tylko z żoną.

Więc biorę rozwód.

Ale chcę jej zostawić trochę pieniędzy.

Liczyłem, że ten interes mi to umożliwi

i choć raz będę mógł się kochać.

W pozycji taczki.

Na niej zależy mi szczególnie.

Z moją żoną się nie da...

Ona wygląda jak automat.

O, taki.

Tak wygląda.

Jest kwadratowa?

Prostokątna.

Automaty są kwadratowe.

Ten jest kwadratowy?

Tak jakby.

Taki?

Mike, skończyłeś studia?

Nie.

W twoim CV jest napisane, że tak.

Nie.

Nie skończyłem.

Chodziłem do szkoły specjalnej.

Mieszkam we wspólnym domu,

gdzie uczą, jak prasować ubrania i takie tam.

Jestem tam prawie opiekunem.

Kupię sobie pepsi.

Tracę wiarę w zespół.

Twój tatuś nie dokończył interesu,

dlatego leci do Niemiec.

Widziałem stronę Paula na Facebooku.

Wczoraj wszedłem do jego pokoju.

Coś ukrywał.

Teraz wiem, dlaczego.

-"Danke" oznacza "dziękuję"? -Tak.

"Danke" to "dziękuję".

Danke, że ze mną rozmawiasz.

Proszę bardzo.

Tak.

Mamy mało czasu, Mike.

Musimy dotrzeć do Hamburga i z powrotem w dwie godziny.

Czemu GPS jest po niemiecku?

Taki wybrałem. Przecież jesteśmy w Niemczech.

To nie ma nic do rzeczy.

Potrzebne nam niemieckie nazwy.

Mostów, ulic i tak dalej?

Angielski GPS też ma niemieckie nazwy.

Tyle że wydawałby nam komendy po angielsku

i byśmy je zrozumieli. Do diabła, Mike!

Ja chyba wiem, co to znaczy.

Wiesz? Znasz niemiecki?

Nie. Ale mam intuicję.

Ekstra.

Co ci mówi intuicja na temat flugelschlagen?

To chyba znaczy...

"Radzisz sobie świetnie, stary".

Albo...

"Zwolnij i ciesz się chwilą, a wszystko będzie dobrze".

Brzmi świetnie.

Mamy wrócić z Hamburga przed drugą.

Więc nie mogę się teraz napawać flugelschlagen.

Czemu Hamburg?

Jeśli Helen Harlmann wycofa się z kosztów,

nasza marża zmaleje i przebijemy Chuck.

Ona się zna.

Co to, u diabła, ma znaczyć?

Widzisz, Naleśnik?

Nie wiem...

Jedźmy autostradą.

Dziękuję. Nie rozumiem. Pewnie to słowa wsparcia.

Nie mogę się skupić na ofercie, Mike.

Dziękuję. Jestem tu gościem. Dzięki.

Flugelschlagen. Dan? Flugelschlagen.

Lepiej już nic nie mów.

Przynajmniej teraz.

Guten Morgen.

Tu Dan Trunkman z Apex Select.

Mogę rozmawiać z Helen Harlmann?

Przykro mi. Ma dziś wolne.

A gdzie może być?

Oferujemy tradycyjną shvitz.

Saunę parową.

Trochę się spieszymy, a nasza znajoma jest w shvitz.

Proszę, skoro to ważne.

To kobieta. Może ją pani zawołać?

To sauna dla obu płci.

Śmiało.

Cycki.

-Duże cycki nadchodzą. -Mike...

Dzień dobry pani.

Znajdę Helen i zrobię swoje.

Zobaczymy się w holu za parę minut.

Zaraz.

Może powinniśmy zostać.

Żeby cię wspierać.

I pooglądać waginki?

To przełomowa chwila.

Trzech facetów w garniturach nie może jej nękać

w saunie.

To by ją onieśmieliło i przytłoczyło.

Ja też chętnie cię wesprę.

I popatrzę na gołe panie.

Ale rozumiem.

Choć chętnie...

Dobra. Idź.

-Dziękuję. -Jasne.

Rowki między pośladkami, dwa!

Helen?

Tak?

Dan Trunkman z Apex Select.

-Przerywasz mi shvitz. -Przepraszam.

Mam ofertę, która dla nas obojga jest korzystna.

Jestem pod presją czasu.

Oby to było tego warte.

Wiem, że to miejsce nie sprzyja interesom,

więc powiem prosto.

Musimy uatrakcyjnić ofertę. Dziś ją prezentujemy.

Jeśli teraz odpuścisz nam prowizję, w przyszłym roku zapłacimy podwójną.

Kłamca.

To poważna oferta...

Wtargnąłeś do sauny, składasz mi oferty,

oszukujesz mnie i obrażasz.

Nie zamierzałem cię obrazić.

Tu panuje otwartość,

a ty zakrywasz ciało... Kłamco.

Jakie to amerykańskie.

Jesteś wstydliwym pielgrzymem?

Być może po części.

Możesz składać mi oferty,

ale bez tej waszej amerykańskiej wstydliwości.

Czuję się z nią nieswojo.

Zaraz temu zaradzę.

Europa mnie kręci.

I to jak.

Czyż można się oprzeć?

Renesans.

Sonety.

Freski.

Obrazy olejne, portrety kobiet.

Cudowne.

Portrety krągłych kobiet. Fantastyczne.

Ciekawe, czemu już ich nie robią.

Ja bym malował krągłe kobiety, gdybym tylko umiał.

Na pewno spodoba ci się moja oferta.

Czujesz się teraz lepiej ze starym pielgrzymem?

Dan Trunkman. Z Apex Select.

Podoba mi się.

Widzę, że przyprowadziłeś więcej pielgrzymów.

Mieliście czekać w holu.

Sprawdzamy, czy wszystko w porządku.

Widzę twoje jądra.

Załatwiam interes, Mike.

Nie przerywaj.

Mamy także podnieconego pielgrzyma.

Przepraszam. Erekcje są wzbronione?

Umowa stoi?

Stoi.

A niech mnie! Raz, dwa, trzy!

Apex Select!

To właśnie my!

Dokończmy ten interes.

-Halo? -Cześć, Dan.

Cześć, skarbie!

Co słychać?

Zasuwam autostradą.

Tęsknię za tobą.

Ja za tobą też, skarbie.

Ja tak bardzo,

że trzymam telefon w lewej dłoni, bo jestem praworęczna.

Prawa dłoń robi małe kółeczka Daneczka...

Tryb głośnomówiący jest włączony.

-Nie. -Jadę autem służbowym.

-Cześć, Susan. -Cześć.

Czy to Tim?

Tak. Mike też tu jest.

Cześć, Susan.

Wszyscy jedziemy. Możesz...

spokojnie przełożyć telefon do prawej dłoni.

-Jedziemy na spotkanie. -Powodzenia, chłopaki.

Dziękuję, skarbie. Zadzwonię. Kocham cię.

Ja też lubię robić kółeczka. Na rowerze.

Co jest?

Co to, u diabła?

Pieprzony renifer?

Jedź prosto w niego.

Nie mogę się zatrzymać. Jadę 160.

Ucieknie, a wtedy...

-Prosto w niego? -Prosto.

Ucieknie.

Kurna!

Mike, dużo takich uciekających...

reniferów widziałeś...

w Saint Louis?

Przepraszam.

Wyobraziłem sobie, że jestem reniferem

i co bym zrobił w tej sytuacji

jako człowiek renifer.

Po dotarciu na miejsce mamy 18 minut na przygotowanie się do spotkania.

Dobra robota, chłopaki.

Zawęziłeś to do 17%?

Obniżyłeś koszty każdego zamówienia o tysiąc dolców?

Wczoraj nawiązałem współpracę z handlowcami.

Z iloma?

-Z 39. -Tak.

Jak to zrobiłeś? Tak jest o wiele lepiej.

Znalazłem lepszy sposób na prezentację aktywów.

Bez ściemniania.

Podrasowałem je trochę.

Musimy się spieszyć.

Gdy drzwi się otworzą, bądźcie jak zwycięskie rumaki

na wyścigach konnych.

Zaraz.

Zwycięski jest tylko jeden.

No to ja nim będę.

Ja będę drugi.

Dwójka przynosi mi szczęście.

Dobra, to ja też.

Cóż, drugi może być tylko jeden,

ale niech będzie. Byle biec.

Jak wygląda pozycja taczki?

Nogi jednego z partnerów są w górze.

Jak uchwyty w taczce. Jak rączki.

Czekajcie.

-Halo? -Cześć.

Cześć, co słychać? Czy wszystko...

Przykro mi.

W szkole doszło do aktu agresji.

Wysłałam ci maila z linkiem.

Bess.

Zaraz mam spotkanie. Jak ona się ma?

Dobrze.

Możesz z nią pomówić?

Cześć, tato.

Cześć, Bess.

Jestem w Niemczech. Muszę trochę popracować.

Za chwilę mam spotkanie,

ale chciałbym być teraz z tobą, kochanie.

Na pewno jest ci smutno.

Tak.

Łobuzy są żałosne.

Ich rodzice to kretyni.

Wiem, co mówię.

Ale nie mów tego mamie.

Stają się dorośli

i nikt ich nie kocha.

Tak jest.

Kocham cię, skarbie.

Ja ciebie też.

Zadzwonię później. Przekaż mamie.

Dobrze.

Pa.

Sympatycznie.

Dzięki, stary.

Co powiedziałaś?

Mam kolegę Ethana.

A ty zachowujesz się jak...

Rany! Bess bije łobuza!

Zostaw mnie!

Przestań mnie bić!

Musimy wracać.

Nie podawaj nazwiska.

Apex Select?

Witam. Jestem Dan Trunkman.

Timothy McWinters.

Mike Na... rybek.

Mike Narybek.

Witam.

Starałam się was zawiadomić.

Musimy przesunąć spotkanie.

Przesunąć?

Jeśli można, na piątek, na godzinę 11:30.

Nie można.

Przykro mi.

Skarbie, trzeba zapłacić czesne. To ostatni dzień !

Zapłaćmy.

W całym mieście nie ma wolnych pokojów.

Podobno jest szczyt G8.

Oktoberfest. Folsom Europe.

I Maraton Berliński. W tym tygodniu.

Co to jest Folsom Europe?

"Największa gejowska impreza uliczna w Europie. 25 tysięcy osób".

Orbitz.

Tak.

Zwolnił się pokój.

Jaki fajny.

Dandlin Annex. Pokoje to "mieszkalne dzieła sztuki".

Świetnie.

Dobrze.

Timothy, będziemy w jednym pokoju.

Tylko na niego nas stać.

Hostel Industriepalast.

Schronisko młodzieżowe?

Tak.

Dan, przypomnij mi pozycję taczki.

Nogi w górze. Jak uchwyty taczki.

Kurde!

Przepraszam.

Przejrzycie ofertę wieczorem?

Jasne.

W samolocie poznałem dziewczynę.

Chce mi dziś pokazać miasto.

Ale przejrzę. To ważne.

Idź.

-Nie, to nic takiego. -Idź.

Dobrze się spisałeś z raportami.

-Tak? -Są gotowe.

Idź.

Tak.

Daj czadu, Naleśniku.

"Narybku". To było dobre.

Dzięki, Dan.

Świeża krew.

Właśnie tak się tu czuję.

Świeżo i krwiożerczo.

Szukam ofiary.

Lepiej zatrzymaj to dla siebie.

Na razie, Dan.

Dan.

Coś nie tak?

Dan...

czy jesteś typem faceta,

który nie łapie, że dziewczyna chce go rzucić?

Jest na każde skinienie,

a ona i tak puszcza się z innymi?

O czym ty mówisz?

Zarząd firmy jest w Berlinie.

Zapraszają Chuck.

Mówią, że nasza pieprzona obecność nie jest konieczna.

Dan, jesteśmy pieprzonymi podniecaczami.

Skąd. Mamy świetną ofertę.

Wydymali nas!

Nie widzieli naszej oferty.

Pracuję nad tym od roku. Nie jestem żadnym podniecaczem.

Nie pierwszy raz podróżuję służbowo!

Jesteśmy spłukani, Dan.

-O czym ty mówisz? -Jest gorzej niż myślisz.

Dwie firmy mające nasze udziały...

zbankrutowały.

W czerwcu i lipcu nic nie zarobiliśmy.

Nie mówiłem ci, bo liczyłem na ten kontrakt.

Zawrzemy go. Już mówiłem.

Opłaci im się. Postaram się, żeby to zrozumieli.

Trochę poszalałem w tej delegacji.

Zamówiłem seks pokojówkę, za którą powinieneś mi zwrócić,

bo to ty miałeś przyjemność.

Ale lubię cię.

Przepraszam, że podniosłem głos,

ale ten interes jest dla mnie ważny.

Moje małżeństwo leży w gruzach.

Ja...

Pragnę przyszłości z odrobiną przyjemności.

Coś jak Pięćdziesiąt twarzy Greya.

Kurna, wystarczy mi jedna twarz.

Pracujesz teraz dla mnie.

Twoja ciężka praca nie pójdzie na marne.

Dokończymy ten interes.

-Jestem gotów. -To dobrze.

Dobra.

Tim?

Za pokojówkę nie zwracam.

Proszę podpisać.

Potwierdzenie, że zajmie pan mieszkalne dzieło sztuki.

Świetnie.

Jak miło. Miałem kilka ciężkich dni.

Jest pan za stary, żeby spać w pokoju.

No dobrze.

Gdzie mogę spać?

Na klatce, w korytarzu albo w pomieszczeniu biznesowym.

W pomieszczeniu biznesowym.

Cześć, mówi tata.

Próbuję się z tobą skontaktować.

Gdzie jesteś?

Wciąż w Berlinie, w interesach. Paul...

Nie podoba mi się, jak się o sobie wyrażasz.

To brzmi, jakbyś...

powtarzał za innymi.

Nie powinieneś tak o sobie mówić.

Pamiętaj, że...

Jestem twoim powiernikiem.

Możesz mi mówić rzeczy, o których inni się nie dowiedzą.

Chyba ci dokuczają. Chcę, byś wiedział, że nie jesteś sam.

Co to za ludzie?

Jacy ludzie?

Za tobą.

Co to ma być?

Co, u diabła... Halo?

To jakiś koszmar.

Prowadzę rozmowę.

Co to, kurde, jest?

Mogę prosić o zasłony?

Nie.

Są mi bardzo potrzebne.

To pokój publiczny.

Odbywa się w nim instalacja.

-Mogę zmienić pokój? -Nie.

Tu jest muzeum, a nie hotel.

-Może pan zadzwonić do hotelu? -Nie.

Jest październik. W Berlinie nie ma wolnych pokojów.

Proszę się nie przejmować zasłonami.

Jest pan dziełem sztuki.

Bynajmniej ! Jestem tu w interesach.

Chcę odpalić PowerPointa, zrobić parę brzuszków

i iść spać.

To nie jest sztuka.

Któż to wie?

Ja wiem. To moje życie.

Zakazuję.

To zwiedzający decydują.

Proszę być sobą.

Dobrze. Będę sobą.

Ale obsmaruję was w necie.

I to zdrowo.

POMIESZCZENIE BIZNESOWE

U nas studenci nie mają jednych letnich wakacji,

tylko wiele.

Kilka. Trzy to kilka?

Zgadza się.

Przyjemnie?

Przyjemnie ci?

Nie.

Spróbujmy po bożemu.

Nie wiem, jak się robi taczkę.

Bolą mnie już jajka.

Może uda ci się mnie postawić?

Tak. Przepraszam.

W porządku.

Wydatki miesięczne i planowane...

Dziękuję.

AMERYKAŃSKI BIZNESMEN 42

Biznesmenie 42! Mogę zrobić zdjęcie?

42!

Dziś luźny dzień.

Albo dzień nadrabiania zaległości.

W takich dniach naprawdę trzeba się skupić.

Luźny dzień.

Nie musisz wyprowadzać psa,

zawozić dzieci do szkoły.

Więc nie zaczynaj od drinka o 10:00 rano.

Kontroluj się.

Inaczej luźny dzień przejmie nad tobą kontrolę.

Bądź rześki.

Sprawdź, co u rodziny.

Ja się przebiegnę.

Dokończę to cholerne zadanie domowe córki,

które doprowadza mnie do szału.

Przepraszam.

Nie chcieli mi dać zasłon.

Więc odsłaniam się w pełni.

Twój tatuś jest...

To ktoś, kto się martwi o ciebie,

nie tylko o twojego brata.

Bo sprałaś na kwaśne jabłko małego Hindusa.

Może odreagowujesz nieobecność tatusia.

Ale nie stań się niegrzeczna

albo nieszczęśliwa jak twój brat.

Nie chcę, by się zamienił w nieszczęśliwego olbrzyma.

To ja mam go nauczyć, jak sobie radzić

w opałach, w jakich się znalazł.

A biegam po jakimś germańskim parku i tracę czas,

zastanawiając się, czy służymy za podniecacza.

Nie googluj tego.

Ale powrót niebawem.

Dokończymy ten interes, jeśli dostaniemy się do nich, zanim Chuck go dokończy.

Zadzwoniłem do tego pękatego sukinsyna Whilmsleya.

Ale on nie oddzwania do tatusia.

Koniec luźnego dnia.

Słyszałeś definicję?

Nie.

Mój luźny dzień stał się dniem szukania Whilmsleya.

Zostawiłem mu dwie wiadomości.

To widziałem.

Nuda.

Przykro mi, muszę go znaleźć.

Musi dziś zobaczyć naszą ofertę

i przekonać się, że jest lepsza.

Chuck jest bliska finalizacji, tak czuję.

Sukinsyn Whilmsley nie odpowiada.

Przygotowywałem z nim ten interes przez rok.

Wpisałem jego nazwisko w Instagram.

Może znajdziemy go dzięki fotkom.

I wpadniemy na niego niby przypadkiem, krzycząc:

"Cześć, Bill, co za zbieg okoliczności. To Mike Naleśnik".

Czy coś.

Dobry pomysł. Pomiń ostatnie zdanie. Powiedz, jak coś wrzuci.

Panie McWinters? Halo.

To ja, Kelf. Z hostelu.

O, cześć!

Co u pana?

Mam dla pana ecstasy.

Dziękuję.

Przyjemnego odlotu.

Poradzili mi, żeby zażyć i iść potańczyć.

Podobno to nie zmienia człowieka, tylko go otwiera.

I to mi się podoba.

Bill wrzucił zdjęcie. Zobaczcie.

Gdzie jest?

Z kumplami.

Otoczony facetami.

Rany.

Nieźle sobie poluzował w luźnym dniu.

"Pampelmuse".

Jest na Folsom Festival.

Bill Whilmsley? Masz głośniki?

Chcę, żeby wszyscy usłyszeli to nazwisko.

Bill Whilmsley?

Nie jesteśmy detektywami. Szukamy kolegi.

Bill Whilmsley.

Wygląda jak niedźwiedź.

To mój pierwszy raz w barze dla gejów.

-Serio? -Tak.

-Nie jesteś gejem? -Nie.

Umiecie się bawić.

Halo?

Kurde.

Halo?

Nie znam niemieckiego. Cholera.

Pytałem, czy ciągle pada.

Przestało.

Może 40 minut temu. Miło było poznać.

Chwileczkę. Pali się?

Wiem, gdzie jestem i co to jest,

ale na początku nie wiedziałem.

Prowadzę poszukiwania.

Ale nie penisów.

Może cię przekonam, żebyś został dłużej?

Nie, ja właśnie...

A tak w ogóle to cześć.

Nie przyszedłem tu towarzysko.

Szukam kogoś, kto tu był.

Może byś spróbował papućka?

Co?

Kto papućka popróbuje, rychło w nim się rozsmakuje.

W dzieciństwie lubiłem rymowanki.

Nie pamiętam żadnej o ssaniu kutasów przez ścianę,

ale podobały mi się.

Mam na imię Ambrose.

A ja Nils.

Mike? To Ambrose i Nils.

Jak się masz?

Daj grabę.

Miło mi.

Houston, mamy kontakt.

Stwardniał w mojej dłoni.

Tylko żartowałem, ale dzięki !

Kogo więc szukasz?

Ma angielski akcent i był tu 40 minut temu.

Boże! Kurna!

Przepraszam. Wystraszyłem cię?

Dźgnąłeś mnie w tyłek swoim wackiem.

Więc trochę tak.

Przepraszam. To moja wina.

Ma oczko, ale nie widzi.

Bill?

Bill Whilmsley?

My się znamy?

Dan Trunkman z Apex Select.

Cześć, Dan !

-Co słychać? -Nic takiego.

Ulepszyliśmy ofertę. Pomyślałem, że napijemy się piwa.

Dlatego wpadłem.

Bill?

Tak?

Wiem, że papuciek ma swoje prawa, ale chciałbym ci ją pokazać.

Właściwie miałem inne plany

na dziś.

Jaki jest twój depozyt?

17%.

No dobrze.

Zamieniam się w słuch.

Ja też.

Daj mi chwilę, żebym się ogarnął.

Wyjdźmy stąd.

Świetnie.

Dzięki, Bill. Masz naprawdę dużego.

Dziękuję.

Pa, Ambrose.

Przyjemnego pobytu w Berlinie.

Nie mieliśmy przyjemności.

Hej !

Dotknąłem penisa twarzą.

Rany.

Pięknie.

Maarten Daaervk lubi konkrety. Będzie pod wrażeniem.

Kto to jest?

Właściciel firmy.

Całego Gelgera.

Przyjechał na G8.

Cześć, Amerykański Biznesmenie 42!

Cześć, chłopaki !

Wirtualna sława. Wyjaśnię później.

Co to dla nas oznacza?

Utrzecie nosa Chuck.

Dokończymy interes?

Uczcijmy to!

-Za Apex! -Apex!

Rozwiodę się!

Cześć, mamo. Cześć, tato.

To nasza druga noc w schronisku młodzieżowym.

Flugelschlagen!

Po koreańsku !

Po rosyjsku.

Po amerykańsku.

"Złójmy się na maksa!"

Chodź!

Dalej !

Pij.

Gra w klapsy.

Fajne, co?

Dalej !

No już!

Nie chciałem mocno.

Śmiejesz się, ale w oczach widzę złość.

Chyba wystarczy.

Zawsze trafiasz! Mistrz!

Rzut!

Co się stało?

Rzucaj ! Czekanie jest najgorsze.

Apex Select!

Flugelschlagen!

O stary!

Dzięki, że obejrzałeś naszą ofertę, Bill.

Chcę, byś wiedział,

że ta dziurka chwały to niezupełnie moja bajka.

Ale...

tylko to mi zostało.

Wyglądam jak gruszka w średnim wieku.

Zapuściłem się.

To przez pracę!

Tylko się od niej tyje.

Przygotowywałem się do maratonu, żeby zachować formę.

Poinformowałem...

-Chcesz tego słuchać? -Tak.

-Powiedzieć ci? -Tak.

Poinformowałem rodzinę,

że biorę udział w maratonie St. Louis.

Potrafiłem przebiec 24 km bez odpoczynku.

Ale przez te wszystkie podróże służbowe

przestałem trenować.

Zupełnie.

I w tym problem.

Tracisz coś z oczu, choćby na tydzień,

i budzisz się z penisem w ścianie.

Biegałem. Grałem w rugby.

Byłem mięśniakiem.

Na Folsom traktują mnie jak ducha.

Nikt mnie nie zauważa.

Choćby jeden całus.

A tu nic.

Ich strata.

Żebyś wiedział.

Praca mnie unieszczęśliwia. Nikt mnie tam nie słucha.

Masz sporego penisa. To już coś.

Nawet nie mogę go już possać.

Oto prezentacja...

Luźne opiłki krążące w górze...

Cześć, Chuck.

Jak leci?

Naprawdę tu mieszkasz, Dan?

Cieszę się, że cię widzę,

bo mam okazję ci powiedzieć,

że ten poranek będzie należał do nas.

Nie bierz tego do siebie,

ale pokonaliśmy cię.

Gdy rywalizuję z kimś takim jak ty,

jak teraz,

często wymyślam mu...

pseudonim.

Twój to "mała druhna".

Nie spytam dlaczego, bo tylko na to czekasz.

Zachowujesz się jak na weselu.

Masz galowy strój.

Wszyscy są z ciebie zadowoleni.

Gdy kończysz sypać swoje kwiatki, dorośli przejmują ster.

Malutka druhenka.

Dziwna z ciebie kobieta.

Gdybyśmy mogli ubić interes we trójkę, nie miałabym nic przeciw.

Naprawdę.

Ale się nie da.

Bo tak się nie robi interesów.

Życzę powodzenia.

Nie trzeba.

Jesteśmy przygotowani.

O, kurde.

Wolno panu wchodzić do mojego pokoju?

Jest pewien problem.

Próbowaliśmy uregulować pobyt pańską kartą kredytową.

Niestety, bezskutecznie.

Nie wyrzuci mnie pan. Jestem dziełem sztuki.

Pańska wyprowadzka to także sztuka.

Ruchy, ruchy.

Co ty robisz?

Prosisz się!

Tak bardzo, że czuję się nieswojo, ale...

Ty świrusie!

O, cholera.

Sześć minut.

Muszę lecieć!

Dobry jesteś. Robiłeś to już kiedyś?

Z drogi !

-Mówiłeś mu gdzie? -Tak.

-Wczoraj, tak? -Tak.

Gdzie on, u diabła, jest?

Może już na miejscu. Jest w gorącej wodzie kąpany.

Boję się o niego. Ty też powinieneś.

Też się boję.

Co to, kurwa, jest?

No to do roboty.

Gdy ci kiedyś przyjdzie ochota

na bieganie po Berlinie w kuli dla chomika, w towarzystwie Japończyka,

lepiej daj znać mnie lub swojemu starszemu koledze.

-Jak się masz? -Dobrze. A ty?

Dobrze. Cieszymy się, że możemy...

zaprezentować naszą ofertę kupna i współfinansowania kosztów.

Jesteśmy gotowi sprostać wysokim oczekiwaniom.

Wspaniale. Usiądźcie.

Zaczynamy.

Nie spotkamy się z szefem?

Austerlitzowi coś wypadło.

To jemu mieliśmy przedstawić ofertę.

Specjalnie po to tu przylecieliśmy.

Pracujemy nad tym wspólnie.

Musiał dziś lecieć do St. Louis...

Czy ty wiesz, Jim,

że my jesteśmy z St. Louis?

-Ach, tak. -Tak.

Przylecieliśmy na spotkanie z osobą, która teraz tam jest.

No co ty?

Kiepsko.

Zacznijmy.

Gdzie Bill?

Wczoraj rozmawialiśmy z nim o naszej ofercie.

Był już przekonany.

Możecie przekonywać Billa do woli,

ale to nie on podejmuje decyzje.

Gdzie on jest?

Posłałem go po lunch.

Zaczynacie?

Tak.

Podłączę sprzęt i przedstawię ci nasz rynek wtórny.

Świetnie.

Co to było za spotkanie?

Negocjacje dotyczące sprzedaży hurtowej opiłków.

-"Opiłki". Jest coś takiego? -Tak.

Wyglądamy na bajkopisarzy?

Myślisz, że wzięliśmy to z powietrza?

Coś takiego istnieje.

Ale to nic ciekawego.

To po co się tym zajmować?

Cóż...

Chcę wysłać syna do prywatnej szkoły.

Chyba warto.

Im mniej dzieci w klasie,

tym mniej drwin.

Dręczenie to cholerstwo.

Tak.

Dręczono was kiedyś?

Mnie tak.

Mieszkałem rok w Ameryce.

W Connecticut. Śmiali się z mojego imienia.

Jak masz na imię?

Karen.

To taki szwedzki "John", ale tam...

"Stasia". Rozumiem doskonale.

Wiecie, co jest najgorsze w dręczeniu?

Tata radził mi to lekceważyć.

Ale za jego czasów...

dręczone dzieciaki po szkole szły do domu.

Teraz jest Facebook, Instagram...

wszędzie mogą cię dorwać.

To się nie kończy.

Nigdy.

Gdy byłem mały, wyśmiewano mnie

tylko do 15:10.

Snoop Lion, przekaż dalej.

Ja? No tak.

Teraz ty, Karen.

Przepraszam.

-Halo? -Mówi Jim.

Cześć, Jim !

Wasza oferta jest w porządku,

ale chodzi o to,

że bierzemy pod uwagę nie tylko stronę finansową.

Masz cienie na powiekach?

Chciałem pokazać Paulowi, że wiem, jak się czuje.

Jesteś cudowny.

Jak się masz?

Założyłaś biustonosz na bluzkę.

Wiesz o tym?

Tak, wiem.

Rozmawiałam z Bess o piersiach.

Bała się, że zaczynają jej rosnąć.

Pokazałam jej, co z tym zrobić.

Zorientowałam się, że poszłam tak do kawiarni.

Na pewno zrobiłaś wrażenie. Mogę z nią pomówić?

Bess!

Cześć, tato.

Skończyłeś moje zadanie?

Jeszcze nie.

Skarbie, czemu zbiłaś kolegę?

Śmiali się z Paula.

Nazywali go grubasem.

Podwójnym burgerem.

Tłustym ciachem.

Dobra robota,

moja ty mała kanalio.

Powinienem dodać,

że troska o Paula to moje zadanie.

Ty skup się na byciu dzieckiem. Dobrze?

Mogę z nim pogadać?

Jasne. Paul?

Cześć.

Masz cień na powiekach?

Tak. Morski.

-Czemu? -Taki wybrałeś.

Tak, kpili ze mnie.

Cholerni goci!

Goci są do bani. Dziadygi.

To się nazywa cień.

Czarne powieki może mieć każdy.

Ale dać czadu morskim...

To jest szyk.

Tyle że goci...

trzymają się razem.

Z morskimi powiekami się wyróżniasz.

Ale ja zawsze wybieram morski.

Bez dwóch zdań.

Dlatego że...

nikt go nie wybiera.

I dlatego że trzeba być twardym.

Naprawdę twardym.

Daj spokój, tato. Przestań !

Może założymy gang?

Gang twardych facetów.

Czemu nie?

"Morskie chłopaki".

Ile dzieci jest w twojej klasie?

42.

Ile ci dokucza?

41 .

Muszę kończyć.

Posłuchaj mnie.

Zostań i posłuchaj.

Pójdziesz do innej szkoły.

To niewiele zmieni.

Będziesz musiał być twardy.

Wiem, że czujesz się inny

i że jest ci trudno,

ale damy sobie radę.

Razem. Morscy twardziele.

Kiedy wracasz?

Jutro.

Dokończyłeś interes?

Tata znów zastygł!

Dzwonił Jim Spinch.

Twój tatuś policzył, za ile osób jest odpowiedzialny.

Za chłopca. Za dziewczynkę.

Za kobietę. Za starszego pana.

Za...

Jak opisać Mike'a?

Gołębie serce.

Rozczaruję go.

Zamierzam go zwolnić.

Tima też.

Twój tatuś nie dokończył interesu.

Amerykański Biznesmen 42!

Jest zwykłym podniecaczem.

Chce jak najszybciej zapomnieć,

jakie to uczucie...

Przepraszam.

Nie chciałbym przeszkadzać,

ale jesteś bardzo ładna.

Jak z obrazka.

Przepraszam.

Jakie to oczywiste.

Flugelschlagen.

G8 BERLIN SPŁONIE

Czasem, gdy rozmowa w necie

wieści kłopoty,

tata zastyga i udaje, że połączenie zostało przerwane.

Nie musi się nimi zajmować.

Dziś nie zastygnę.

Czasami w życiu trzeba zrobić remanent.

To właśnie ten moment.

Gdy nie osiągnęło się celu

i trzeba sobie zadać pytanie: "Dlaczego tak się stało?"

"Czy mogłem postąpić lepiej?"

Jedyne, co wtedy można zrobić,

to wziąć się w garść i walczyć dalej.

Hej.

Proszę pana! Proszę opuścić wyścig !

Liczyłem, że ta podróż i ten interes

zakończą długą serię niepowodzeń.

Amerykański Biznesmen 42!

Oto Amerykański Biznesmen 42!

Dalej ! Dasz radę! Nie do wiary! Szybko!

MARATON BERLIŃSKI AMERYKAŃSKI BIZNESMEN 42

Dziś nie zastygnę.

Przybiegłem po ten interes aż do Niemiec.

Dotrę do samej góry,

choćby czekać tam miało poniżenie.

Jesteśmy gotowi.

Starego pracownika czeka nowe życie,

a młody stał się dzikim zwierzem.

Powiem chłopakom:

"Załóżcie garnitury, odpalamy rakietę i kończymy interes".

Halo? Dan?

Tak. Jesteś w hotelu z Daaervkiem?

Tak.

Dotrzemy za 10 minut.

Beznadziejnie. Czemu?

Umów mnie z nim.

Będę się z nim widział trzy minuty. Robimy zdjęcie zespołu.

Chcę mu pokazać ofertę.

To niemożliwe! Nie mogę podważać decyzji Jima.

Zaraz będziemy.

Masz dużego penisa, Bill.

To zobowiązuje.

Dan? To szaleństwo!

Jak się tam przedrzemy?

Halo.

Mam spotkanie. Czekają na mnie.

Rozumiem.

Nie biorę udziału w zamieszkach.

Spokojnie! Jesteśmy tu w interesach !

Zabierz te pieprzone ręce!

Zostaw go!

Uspokój się, Tim !

Sukinsyn !

Dan !

To bardzo ważni ludzie. Potrzebuję ich tu.

Natychmiast!

Wszystko gra, Dan?

To nie łzy, to trucizna w moich oczach.

Macie dokumenty, prawda?

Krótko. I tylko jedna osoba.

Mike, idź.

Żartowałem.

Ja pójdę.

-Jim mnie zabije. -Jesteśmy lepsi, Bill.

Chluśnie mi kawą w twarz.

Jesteśmy lepsi.

Zaczekaj chwilę.

Panie Daaervk.

Przyszedł Dan Trunkman.

Złożyć ofertę firmy Apex Select.

Proszę.

Dobrze się pan czuje?

Tak. Użyto wobec mnie gazu łzawiącego. Całego pojemnika.

Utknąłem w tłumie protestantów i koni.

Strzelano do mnie.

Wyjaśniam, czemu jestem taki upaprany.

"Upaprany"?

"Upieprzony".

Ach, "upieprzony". Rzeczywiście.

Mogę zobaczyć proponowany kurs wymiany?

Nasza oferta finansowa jest bardzo dobra.

Trochę przerysowana.

Dwa razy zmieniana.

Tak.

Jest trochę przerysowana.

Podrasowana, jak to się mówi.

-Zna to pan? -Tak.

Stara sztuczka.

Starszy wiekiem...

Zwolnić go.

Nie.

Ciężko pracował na tą ofertą.

Stoję za nim murem.

Żartowałem.

Jezu.

Będziemy cennym nabytkiem

nie tylko w czasie pracy nad tym projektem, ale także w przyszłości.

Chcemy wspierać pańską firmę

w dalszych projektach.

Ilu ma pan pracowników?

Dwóch. Razem jest nas trzech.

A pan?

Ponad 200 tysięcy.

O, kurde.

Tak.

Z trzema też nie jest łatwo.

Pod innym względem.

Zaczynałem od czterech.

Było jak w rodzinie, wszyscy się znali.

Ale to też może ciążyć.

Jesteście nieco lepsi.

W ogólnym rozrachunku.

Dobrze.

Uściśnie mi pan dłoń? Mam jeszcze sporo roboty.

Tak.

-Tak. -Dobrze.

Kim jest twój tatuś?

Kim jest twój cholerny tatuś?

Udało się.

O, rany.

A co to się stało? Czyżbyśmy mieli spotkanie?

Skąd ta ekscytacja?

O, tak.

Bum.

I proszę. Ale fajnie.

Mam cię!

To była długa podróż. Wypocznijcie. W poniedziałek do pracy.

Rozwiodłem się.

Tak szybko?

Przez aplikację.

Cześć, Jim !

Przyleciałeś do St. Louis pogadać z szefem?

Dokładnie tak.

Dan, podasz mi swój adres?

Pewnie.

Kiedy ktoś mnie dyma, wysyłam mu kwiaty.

Lubię goździki.

Na bileciku wpisz trzy nazwiska,

bo to był czworokąt.

Moje trzecie ruchanko!

Mike!

Chłopaki !

Brakowało mi was!

Zaraz.

To moi współlokatorzy.

Tobey, Sebastian i Tobey.

Nie muszę wam mówić,

że macie odlotowego kumpla.

Bez więdnie wypytajcie go, co robił.

Bo miał niezłe działa.

Straciłem dziewictwo!

Dwa razy!

Dobra robota, Naleśniku.

-Do poniedziałku. -Tak.

-Do poniedziałku, Mike. -Cześć, chłopaki.

Czym jedziesz do domu?

Znajoma mnie podrzuci.

Czy to jest pokojówka z...

Byliśmy w kontakcie.

Czemu ma na sobie strój pokojówki?

Poprosiłem ją o to.

Cwany lis.

To mi się podoba.

Pamiętasz Dana?

-Cześć. -Cześć. Miło mi.

Mnie także.

-Chodźmy. -Dobrze.

Świetnie.

Dzięki.

To ja dziękuję.

Co tak stoisz?

Wskakuj do tej swojej taczki.

-Tatusiu ! -Hej !

Chodź tu !

-Jak się masz, skarbie? -Dobrze.

Chodźmy. Co słychać?

-Wszystko dobrze? -Tak!

To świetnie.

A ten co? Nie wysiadasz z auta?

-Jesteś za stary? -Cześć, tato.

Jak się masz? Dobrze.

Wsiadamy.

Dobrze was widzieć. Wskakujcie, zaraz wracam.

-Witaj, moja piękna. -Cześć!

Jak się masz?

Dobrze cię widzieć!

Cieszę się, że wróciłeś.

To był ciężki tydzień.

-Może ja poprowadzę? -Proszę.

Flugelschlagen.

-Co? -Nauczyłem się tego w delegacji.

Oznacza: "Walcz jak lew,

"ale nie zapomnij czasem odetchnąć

"i pomyśleć, że wszystko będzie dobrze".

Możliwe też, że to znaczy: "Skręć w lewo".

-Masz zadanie, prawda? -Tak.

Jest na dziś.

-To o tacie? -Tak.

Kurczę. Pracowałem...

Ja je napisałam.

Zrobiłaś je?

Jest dobre. Napisała je w sekundę.

Kim jest twój tatuś?

To ktoś, kto kieruje autem, gdy inni są zmęczeni.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.