Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Gwiazda Polarna
Wróciłem.
Zrób mi drinka, bracie Kipling.
Nie znasz mnie?
Nie. Nie znam cię.
Kim jesteś?
Czym mogę służyć?
Mówiłem. Zrób mi drinka.
Tutaj wszystko zostało ustalone, w tym biurze.
Pamiętasz?
Danny i ja podpisaliśmy kontrakt, a ty byłeś świadkiem.
Ty...
stałeś tam.
Ja tam.
A Daniel tutaj.
Pamiętasz?
Carnehan!
Peachy Taliaferro Carnehan.
Oczywiście.
Patrz na mnie. Może wtedy moja dusza nie uleci.
Carnehan!
Ten sam i zarazem inny niż ten,
którego poznałeś w przedziale 1. klasy w pociągu
do Marwar Junction 3 lata i wieki temu.
Gwiazda Polarna
Jodhpur, proszę.
Do diabła!
Odjeżdżamy!
Mogę?
Czuję się w tym pociągu, jakby co 10 minut kopał mnie muł.
Pan Clutterbury Das.
Oblany egzamin wstępny na Uniwersytet w Kalkucie, 1863.
Piszę listy dla analfabetów.
Zamknij się!
Dziękuję.
- Przez okno, Babu! - Dziękuję.
Spadaj złodzieju!
- Skręć kark! - Dziękuję.
- Mogłeś go zabić! - Dobrze by było!
- Jedziemy tylko 10 km na godzinę. - Czemu?
- Ukradł panu zegarek. - Zegarek?
Tak. To mój zegarek!
Cóż!
Jestem wdzięczny, panie...
Carnehan. Służyłem w armii Jej Królewskiej Mości.
Kipling.
- Napije się pan? - Nie zaprotestuję.
Obijałeś się trochę po Indiach.
Pewnie. Pieszo, konno i na wielbłądzie.
- Ty chyba też. - Urodziłem się tutaj.
Świetny kraj, ale straszna biurokracja.
- Urzędnik? - Nie.
Tak myślałem.
Zadzierają nosy i dlatego mają długie.
I raczej nie oferują nic do picia.
- Glenlivet, dwunastoletni. - Znawca.
Znam się na whisky, kobietach i kamizelkach.
Ostatnio nieco się zaniedbałem.
Prawo teraz hamuje takich jak my
i nie pozwala do niczego dojść.
Kto na tym traci? Anglia.
W innym wypadku dochód państwa nie wynosiłby 70,
- ale 700 milionów! Prawda? - W zupełności się zgadzam.
- Dokąd zmierzasz? - Do Jodhpuru.
- A kiedy powrót? - Za 10 dni.
Nie za 8? Mam wiadomość dla kogoś, kto
będzie jechał przez Marwar Junction.
Nie mogę się z nim spotkać.
Nie mogę ci pomóc.
A jeśli poproszę jako obcy,
który rusza na zachód, by czegoś szukać.
Co byś powiedział?
Spytałbym, skąd jesteś?
Ze wschodu.
Mam nadzieję, że przekażesz wiadomość
w imieniu syna wdowy.
- Z której jesteś loży? - Podróżująca loża 3276.
Piechota Jej Królewskiej Mości, Regiment 329A.
- Dla kogo wiadomość? - Dravot.
- Dravot. - Z siwymi bokobrodami.
Wielkolud.
Będzie jechał w przedziale 1. klasy.
Bez obaw.
Powiedz mu przez okno: "Peachy pojechał na południe".
- "Peachy pojechał na południe". - Zrozumie.
Wysiadam, zanim dojedziemy do stacji.
Bracie Carnehan...
Zgubiłem zegarek na stacji w Lahore.
Zanim wsiadłem do pociągu.
Nie wiedziałem, że jesteś masonem.
Co jest?
Rany boskie! Znowu bilety?
Pan Dravot?
Mam przekazać, że Peachy udał się na południe, na tydzień.
Udał się na południe.
Mówił, że panu coś za to dam? Nie dam.
- Nie mówił. - I zgodził się pan?
Ze względu na syna wdowy.
- Na południe, tak? - Tak.
Czyli do Degumberu.
Powiem panu, bo pan go zna.
Przyskrzynimy radżę za to, co zrobił teściowej.
Wypchał ją pieprzem i zachłostał.
Chce go pan szantażować?
Nie przeżyłby pan! Albo by pana otruli, albo poderżnęli gardło.
Próbowano. Nie jest łatwo nas zabić!
Radża jest niezależnym władcą.
Jak go pan przyciśnie?
Powiemy, że jesteśmy z Gwiazdy Polarnej.
Nie może pan tego zrobić! Nie może!
Ja jestem korespondentem Gwiazdy Polarnej!
- Co? - Ja jestem korespondentem!
Co powiedziałeś, bracie?
Złapaliśmy ich na granicy Degumberu.
Pozostaje więc kwestia jurysdykcji.
Można ich oskarżyć o szantaż.
Ta informacja nie ma służyć oskarżeniom.
Chcę ich ocalić.
Czemu pana interesują te kanalie?
Cóż... Tak się składa, że są
masonami tak jak ja.
Są masonami? Myślałem, że ich pan wykreślił.
Nie przestaje się być masonem.
Nie rozumiem, czemu taki człowiek jak ty, może nosić
fartuszek i wstęgę, i ściskać dłonie obcym.
Co to jest masoneria?
To stary zakon,
poświęcony braterstwu ludzi pod czujnym okiem Boga.
To dobre w Anglii. Tutaj nigdy się nie przyjmie.
Podobno były tu takie, zanim przybyliśmy.
Według pewnych badaczy byli
budowniczymi Świątyni Salomona.
- Opowieści wyssane z palca. - Z pewnością.
Przyjrzyjmy się pańskim braciom z loży.
W prawo zwrot.
Baczność.
Kapelusze z głów!
Uwolniono panów dzięki...
panu Kiplingowi, korespondentowi Gwiazdy Polarnej.
Obaj panowie zasługują na karę więzienia.
Oto panów akta.
Mamy tu wszystko: przemyt,
oszustwa, paserstwo i szantaż!
Wypieram się szantażu!
Szantaż to groźba opublikowania informacji.
A ja przyjąłem honorarium za nieopublikowanie.
Jak pan to osiągnął?
Mówiąc wydawcy o jego siostrze
i pewnym urzędniku rządowym.
Jeśli zechce, to sobie to wydrukuje!
Po wojsku trzeba było wrócić do domu.
I znowu być portierem w restauracji?
Inkasować napiwki za zamykanie drzwi taksówek?
Widzieliśmy, jak Afgańczycy dowodzą,
- gdy oficerowie dostali wycisk! - Dobre!
Nie będzie oskarżenia, ale akta prześlę do Kalkuty
z rozkazem deportowania panów, jako szkodliwych
dla Imperium i Indii.
Jesteśmy szkodliwi?
Tacy jak my pracują na te cholerne Imperium i na chwałę Indii!
Kapelusze na głowy!
W tył zwrot!
Naprzód marsz!
W lewo zwrot!
Chyba nie zostanie to opisane w Gwieździe?
Nie.
Kopia!
Boże! Znowu wy! Czego teraz chcecie?
- Chcemy prosić o przysługę. - Kolejną?
Spokojnie, nie będziemy cię wykorzystywać.
Poświęć nam tylko trochę czasu.
Przejrzymy twoje książki, mapy.
Możemy się napić, ale niekoniecznie.
Peachy i ja jesteśmy trzeźwi. Najzupełniej.
Poczęstujemy się twoimi cygarami, a ty popatrzysz...
jak je zapalamy.
A teraz.
Przedstawiam ci brata Peachy Carnehana.
I siebie, czyli brata Daniela Dravota.
Lepiej dużo nie mówić o tym, co robiliśmy.
Zjechaliśmy całe Indie. Znamy miasta, dżunglę, więzienia.
Ten kraj jest dla nas za mały.
Tak rzekł komisarz.
Pojedziemy tam, gdzie
nie ma tłoku i można być swobodnym.
Nie jesteśmy byle kim, zostaniemy królami.
- Królami Kafiristanu. - Kafiristanu...
Mieli już 32 władców, więc my będziemy 33. i 34.
Tam walczą plemiona, czyli jest to ziemia możliwości
dla dobrych dowódców.
Zaproponujemy jednemu z przywódców
pomoc w walce z wrogiem, on się zgodzi.
Pomożemy mu, zostanie królem i obalimy go.
Przejmiemy tron i splądrujemy kraj.
Dobry plan?
Obaj oszaleliście!
Po pierwsze.
Aby tam dotrzeć, trzeba jechać przez Afganistan.
Kafiristan? Nie.
Dwaj biali zostaną poćwiartowani, gdy tylko miną Przełęcz Chajber.
Ale może nam się udać.
Może przejedziemy przez Afganistan.
I dojdziecie do Hindukuszu, krainy wiecznego lodu.
Kilka lat temu wyruszyła tam wyprawa, ale wszyscy zaginęli.
Od czasów Aleksandra żaden biały stamtąd nie wyszedł.
Jakiego Aleksandra?
Wielkiego, króla Grecji, 3 wiek p.n.e.
Grekowi się udało, to nam też.
Właśnie.
Jesteście parą wariatów!
Czy wariaci sporządziliby taką umowę?
"Bierzemy Boga na świadka, że spełnimy warunki umowy.
Obaj zostaniemy królami Kafiristanu.
Nie spojrzymy na alkohol
ani na kobietę, bez względu na kolor, by sobie nie szkodzić.
Będziemy się godnie zachowywać.
Pomożemy sobie wzajemnie w razie kłopotów".
Ostatni punkt jest zbyteczny, ale dobrze brzmi.
Daniel.
Jesteś świadkiem. Umowa zawarta.
Panowie, jest czwarta rano.
Nie obrazimy się, jeśli pójdziesz spać. Nic nie ukradniemy.
Dziękuję.
Jak będziemy wyruszać, zawiadomimy cię.
Postarajcie się nie spalić mi lokalu.
Znalazłem.
"Kafiristan. 26 000 km kwadratowych. Teren górski.
Religia i ludność nieznana.
Podbity przez Aleksandra w 328 p.n.e.
Według Herodota, pobił króla Oxyartesa,
a jego córkę Roksanę wziął za żonę".
Kup ode mnie, tanio sprzedam.
Tanie, ładne rzeczy, specjalnie dla pana.
Nie możemy dalej jechać przez tego faceta, który błaga,
żeby pan mu towarzyszył. Pokaże panu cudowne rzeczy.
- Jakie? - Nie powiedział.
Ale podejrzewam go o złe zamiary.
Zaprowadzi pana do podejrzanego domu
i zabije pana, zamorduje,
poderżnie gardło i ukradnie pieniądze.
Do kroć set!
Poczekaj w biurze!
Sam pana zabiorę do takiego domu.
Będzie pan zadowolony.
Witaj, bracie.
Cieszę się, że się domyśliłeś. I jak?
Przekonywujące. Kogo teraz odgrywacie?
Ostatnio mieliście być królami Kafiristanu.
- Musimy tam się dostać. - To taka sztuczka.
Kto skrzywdzi kapłana i jego sługę?
Peachy już to wypróbował.
Będę udawał głupka.
Nieźle to robię.
Dostaję drgawek, przestraszyłbyś się.
Chcesz to zobaczyć?
- Nie trzeba. - Może innym razem.
Podejdź tu.
Pomacaj pod spodem.
- Broń? - 20 martini i amunicja.
Za to, co dostaliśmy od radży Degumberu.
To znaczy, że tam byliście?
Oczywiście, bracie.
Co będzie, jak was złapią?
Przewóz broni to dla nas nie nowość.
Do widzenia, bracie, i wielkie dzięki.
Nie róbcie tego!
Szanse są niewielkie.
Życz nam szczęścia. Poznaliśmy się godnie.
I rozstajemy w spokoju.
Powodzenia.
Chodź, ty wstrętna bestio!
Poczekajcie!
Weź to!
Kiedyś Danny i ja przeszliśmy przez Chajber. Walczyliśmy wtedy
o każdy metr drogi.
Generał Bobbs nazwał nas bohaterami.
Ale czasy się zmieniły.
- Spójrz, kto stoi na straży! - Mulvaney!
Ten palant z Black Tyrone!
Szeregowy Mulvaney! Stój na baczność, gdy mówię!
Na ramię broń!
Prezentuj broń! Maszeruj!
Rytmicznie!
Szybciej!
Kapral, do mnie!
Weźcie 3 mężczyzn i aresztujcie Mulvaneya!
Znowu się upił!
Przeszliśmy Chajber z karawaną,
zabawiając po drodze ludzi.
Przepowiadał im przyszłość w swoim własnym języku,
a ja tłumaczyłem.
Wszyscy byli szczęśliwi,
bo obiecałem, że ich życzenia się spełnią.
W Jaedallak ruszyliśmy w stronę Kafiristanu.
Wszyscy się smucili, bo przynieśliśmy im szczęście.
Oźrebiły się 2 wielbłądzice i nikt do nas nie strzelał.
Pomachali szalonemu kapłanowi i słudze.
Danny zatańczył dla nich.
Kraj był pustynny. Wioski rozproszone.
Podróżowaliśmy nocą, z dala od ludzi.
Nie chcieliśmy marnować amunicji na walkę.
Pushtukan.
Niebieska kreska na mapie. Co zrobić z wielbłądami?
Peachy powiedział: "Nieważne, ile kosztują,
wymienimy je na kozy. Stawka jest wysoka".
McCrimmon założył się, że napompuje skórę kozy 1 wydechem.
Udało mu się, choć siedział w kilcie na mrowisku.
I wygrał 10 szylingów!
Muły.
Problem jest następujący:
jak oddzielić 5 Afgańczyków od 3 mułów.
- I dać je 2 Anglikom. - Zastrzelić ich.
Nie. Muły uciekną.
Usiądź tu, Danny.
I ruszyliśmy w niegościnne, zimne góry,
w których ścieżki nie były szersze od dłoni.
Góry były wysokie i białe,
wydawały groźne pomruki,
które nie pozwalały nam spać.
Na litość boską, przestań.
- Kto nas usłyszy? - Te góry.
- Wywołasz lawinę. - Chyba w to nie wierzysz.
Jeśli król nie może śpiewać, po co nim być?
Kraj był górzysty.
Muły nie wytrzymały. Został nam tylko jeden.
Ale potem padł i ten.
Danny oślepł od śniegu i trzymał się ogona.
Wspinaliśmy się i schodziliśmy
przez wąwozy i śnieżne zaspy, aż nagle
stanęły nam na drodze 2 olbrzymy.
Jezu Chryste.
O co chodzi?
Dwa typy dwa razy większe od nas torują nam drogę.
Strzel do nich.
To na nic.
Nie ruszaj się.
Pójdę na zwiad.
To kukły.
Okropne.
Mają odstraszać sąsiadów Kafiristanu.
Czyli że jesteśmy już w Kafiristanie.
Na to wygląda.
- Co to było? - Nasz most się zawalił.
Jak to?
Nie mamy odwrotu.
Boże.
A teraz?
- Powiedz. - Szczelina.
To koniec! Nie wiem, co robić.
- Szeroka? - Tak!
Przepaść bez dna. Spluniesz, przepadniesz.
To ostatni. Nie mamy więcej bożków do spalenia.
To chyba ostatni przystanek.
Nie chcę umierać, czując jak zamarzają moje członki.
- Drętwieję. - Zrobię co trzeba,
- kiedy ogień zgaśnie. - Niedługo.
Szkoda.
Być tak blisko i nic z tego.
Mieliśmy królestwo na wyciągnięcie ręki.
Chciałbym zobaczyć cię w złotej koronie.
Gdybyś znalazł swój rozmiar.
Peachy, jak sądzisz?
Zmarnowaliśmy życie?
Zależy, jak na to spojrzeć.
Nie ulepszyliśmy świata.
Niestety nie.
- Nikt nie będzie za nami płakał. - I dobrze.
Nie mamy na swoim koncie wielkich czynów.
Niczego, czym można by się pochwalić.
Ale ilu widziało tyle,
- co my widzieliśmy? - Niewielu. To racja.
Nawet teraz nie zamieniłbym się z nikim,
- i nie oddał swych wspomnień. - Ani ja.
Pamiętasz, jak wycofywaliśmy się do doliny
w Ali Masjit i McCrimmonowi odstrzelili torebkę?
Miał tam trochę drobnych.
Gonił je, nie patrząc, co jeszcze mu odstrzelili.
Potem został odznaczony,
bo oddział pognał za nim na wzgórze!
Danny, możemy iść dalej!
Kafiristan.
Ziemia obiecana.
To chyba ich Halloween.
Powstań, mały.
Orkiestra dęta wita bohaterów.
Cholera. A gdzie wdzięczność?
Halo! Słyszycie mnie?
Jesteście Anglikami?
O psia kostka. Tak jest!
- A ty kim jesteś? - Poczekajcie.
Peachy, to Gurkha.
Strzelec Machendra Gurung, znany jako Billy Ryba.
Doprawdy? Zameldować się.
Co tu robicie?
- Przybyłem z płk. Robertsonem. - Geografem?
O tak, niestety!
Reszta wyprawy nie dotarła do Er-Heb.
Spadła na nich lawina.
Pogrzebała ich żywcem. Oprócz mnie.
Co to za bicie w bębny, trąbienie,
a potem strzelanie do nas?
Hałas, by wystraszyć diabły!
- Dużo tu diabłów. - Uznali nas za diabły?
Ci ludzie to ignoranci.
Mówię przywódcy: "Nie diabły, to Gorasahibs,
brytyjscy żołnierze".
Dobry Billy.
Jeśli zabierzesz nas do przywódcy,
zaczniemy jego edukację.
Mieszkańcy Er-Heb, odwagi!
To nasi przyjaciele, nie wrogowie.
Czy to jasne? Nie bójcie się.
Nie trzeba się bać. To przyjaciele.
Czemu się tak boicie? Mieszkańcy Er-Heb, odwagi!
To Anglicy! To angielscy żołnierze!
To biali. Nie ma czego się bać.
Ootah!
Możesz wyjść.
Nie ma się czego obawiać. To biali ludzie, Ootah!
Możesz wyjść!
Nie ma się czego bać.
Powiedz, że go nie skrzywdzimy.
Pyta, skąd jesteście.
Powiedz, że zstąpiliśmy z nieba.
Jesteście bogami?
Anglikami, ale wychodzi na to samo.
Opowiadałem Ootah o Anglikach.
Że nazywają psy, pozdrawiają
kobiety, maszerują z bronią na ramieniu.
Niesiemy światło do regionów ciemnoty.
Chce wiedzieć, jak działa broń.
Pokaż mu, Peachy.
Przysłały nas niebiosa, żeby bronić was
przed waszymi wrogami.
Wszędzie są wrogowie.
Najgorsi ze wszystkich są Bashkai.
Sikają do strumienia, gdy się kąpiemy.
Szokujące!
Zawsze kradną nasze kobiety.
Wkładają maski.
A ten ich przywódca myśli, że to diabły.
- Dlatego uciekają przed nimi. - Będzie wojna! Wypowiemy wojnę!
Daje 2 kozy za każdego Bashkai, którego zabijecie.
Jedną za kobietę i dziecko.
Nie chcemy zabijać ich pojedynczo,
ale wszystkich naraz.
Zwyciężymy ich i zajmiemy ich miasto.
Pyta: "Za ile?"
Za zaszczyt poprowadzenia ich do walki.
I drobne upominki.
- Tu błyskotka, tam klejnocik. - Bashkai to początek.
Zwyciężymy wszystkich waszych wrogów.
Król będzie wszystko kontrolował.
- Kontrolował? - Z najwyższego miejsca w dolinie.
Góry rozsławią twoje imię.
Ootah Wielki!
On woli: "Ootah Straszny".
Więc będzie Ootah Straszny.
Dajemy wam go w dowód przyjaźni.
Kobiety z Er-Heb odetną mu jaja.
Nie mogło się lepiej zdarzyć.
- Umowa. - Umowa.
Nie macie ochoty?
Nie pijemy alkoholu do czasu zwyciężenia jego wrogów.
Zagotuje się ich we wrzątku
i będą jak kurczaki.
Nie odróżnisz ich od chóru Gaiety.
- Mówi, byście wybrali. - Tak mówi?
Powiedz, że jedna jest ładniejsza od drugiej. Ciężki wybór.
Wybierzcie, ile chcecie. Ma ich więcej.
Ma 27 córek.
To jego córki? Jego własne córki?
- Stary świntuch. - Co kraj, to obyczaj.
Nie można się uprzedzać.
Powiedz, że ślubowaliśmy nie spać z kobietami,
póki nie zginą jego wrogowie.
Ma 32 synów, jeśli lubicie chłopców.
To już przesada!
Wstrzymaj się. Stara się być gościnny!
Polo!
Zasady są te same.
- Piłka jest taka duża? - Zależy od głowy.
Wielka głowa, wielka piłka. Ten tam to Bashkai.
Cholerni poganie.
Co kraj, to obyczaj. Nie uprzedzaj się.
Posłuchajcie mnie, gnojki.
Zrobimy z was żołnierzy. To piękny zawód.
Nauczycie się mordować wrogów w cywilizowany sposób!
Ale na początek nauczymy was musztry
i sprawnego posługiwania się bronią.
Dobry żołnierz nie myśli, tylko słucha rozkazów.
Sądzisz, że jak ktoś pomyśli, umrze za kraj?
Nic podobnego! Taki nie będzie walczył!
Patrzę na wasze tępe twarze i wiem,
że będziecie świetną armią.
Ten z wielką głową już wygląda na bohatera.
W brytyjskiej armii robimy wszystko na trzy.
Raz, dwa, trzy.
Powtarzajcie "Raz, dwa, trzy".
Uwaga, zaczynamy, start.
Raz, dwa, trzy.
Raz, dwa, trzy.
Macie to powtarzać wszyscy razem, równo. Powiedz im to.
Jeszcze raz!
Raz, dwa, trzy.
Raz, dwa, trzy.
Ma to mówić razem z innymi.
Raz, dwa, trzy. Gotowi, start.
Raz, dwa, trzy.
Nie! Mówi przed innymi.
Ani przed, ani po, ale razem z resztą.
Baczność!
Spójrz.
Jedna noga tu, a druga tam. Teraz dobrze!
Właśnie tak.
Jasne? O to chodzi.
Postarajcie się, bęcwały!
Baczność!
Tak lepiej.
Maszerować!
W lewo. Szybko! Marsz!
Lewa, lewa, lewa. Prawa, lewa.
Czekaj. Jesteś śliczna. Nie przeczę.
Ale umowa mówi, że jedna strona, czyli Danny,
i druga strona, czyli ja
nie mogą wchodzić w zażyłość
z trzecią stroną, czyli z tobą.
Wszystko jest ustalone,
podpisane i poświadczone.
- Danny! - Co to?
Dzięki Bogu, przyszedłeś.
Bezpieczniej będzie w walce.
Trębacz, daj sygnał!
Billy Ryba.
Chcemy krwi. Im więcej tym lepiej!
I tak ma być!
Jak za starych, dobrych czasów!
Dobra robota. Szanse są 10:1.
Stój!
Uformować szereg!
Złożyć się!
Cel!
Kim oni są?
Co się dzieje?
To święci ludzie.
Chodzą po Kafiristanie i zbierają datki.
Bitwa musi poczekać, dopóki nie przejdą.
- Czemu mają zamknięte oczy? - By nie widzieć zła.
Otwierają je, gdy wracają do pięknego Sikandergulu.
Ognia!
Cel! Pal!
Szarża! Za mną!
Cholerna pokazówka!
Strzelcy! Formuj szereg! Przygotować bagnety!
Naprzód!
Strzelać salwami! Teraz!
Do ataku!
Chciałeś walczyć na własną rękę?
- Dałem się ponieść! - Zachowałeś się jak nowicjusz,
liczący na pochwałę!
- Wstyd! - Przepraszam.
A jakby cię zabili. Co byłoby ze mną?
- To ostatni raz. - Dobrze.
- Po co ci ta strzała? - Sam nie wiem.
Stój!
Co on robi?
Wygrał wielką bitwę. Zgodnie z tradycją
- zetnie im głowy. - Wojownik?
Wojownicy tak się nie zachowują.
Nikt nie będzie zabijał jeńców.
Niech odłoży miecz.
Mówi, że miecz musi poczuć krew.
Tak jak myślałem, jeszcze go nie używał.
Mówi, że jest zły i wam odrąbie głowy.
W porządku. Wstawać. Dość klęczenia!
Koniec z płaszczeniem się.
Nie spalimy ci miasta,
nie zakujemy w dyby, nie zgwałcimy córek.
Niech podzielą swoje dobra na pół. Powiemy, którą część chcemy.
Niech mieszkańcy Er-Heb i Bashkai żyją jak bracia.
Towarzysze broni.
Będziecie maszerować pod jednym sztandarem.
Bashkai mają jakichś wrogów?
Wszędzie!
Bhardokowie, Ghundarowie, Khawakowie.
Bhardokowie sikają do rzeki, gdy Bashkai się kapią.
Co za szok!
Zostanie z nich proch!
Srebrna bransoletka, 10 szylingów.
Ciężki srebrny naszyjnik. Dużo wart.
Kolczyki i bransoletki.
Pika z gładką rączką.
Złota moneta. Trochę wyszczerbiona.
Kilka różowo-czerwonych, gładkich pierścionków.
10, 15 funtów szterlingów w Londynie.
Całkiem nieźle jak na prowincję.
Sikander!
Wołają cię.
Mnie?
Sikander. Sikander.
Co to "Sikander", Billy?
Sikander to bóg. Przyszedł z Zachodu.
Kipling o nim mówił.
Aleksander?
Sikander.
Tak.
- Aleksander. - Wybudował miasto.
Sikandergul, wysoko w górach.
Ludzie go czcili.
Ale pewnego dnia odszedł na Wschód.
Ludzie wyrywali sobie włosy.
Więc Sikander obiecał wrócić.
328 p.n.e., według encyklopedii.
Widzieli jak Danny'ego dosięgła strzała, a nie krwawił.
I co?
Stwierdzili, że to syn Sikandera.
Jestem bogiem?
Wystaw nogę, żebym mógł ucałować twój palec.
- Ucałuj mój królewski tyłek. - Święty.
Jesteś bogiem, pamiętasz?
- Tak? - Danny nie jest bogiem?
Jest człowiekiem. Umie pierdzieć i bekać jednocześnie.
To więcej niż potrafi Bóg!
Ale strzała.
Utknęła w kolczudze. To nie cud.
Powiedz im. A mój ojciec nazywał się Herbert Dravot
i był barmanem w Durham!
Poczekaj, Danny.
- Może nie mamy racji. - Jak to?
Gdybyś był ciemnym Kafiri,
to raczej poszedłbyś za bogiem.
Przybyliśmy, by podbić ten kraj, prawda?
Jeśli jesteś bogiem, połowa problemów z głowy.
To bluźnierstwo.
Nie.
Bluźnisz wtedy, gdy wzywasz imię Boga
nadaremno.
A jak odkryją, że ich oszukujemy?
Jakim cudem?
Nie powiemy im.
- Nie powiesz, Billy? - Nie, przysięgam na Jowisza.
Polo.
Polo.
Er-Heb i Bashkai świętują przymierze.
- Czyja głowa? - Ootaha.
Maszerowaliśmy, walczyliśmy i zajmowaliśmy inne wioski.
Byli dobrze wyszkoleni, a Danny jako Sikander II
inspirował ich.
Sikander! Sikander!
Po kilku zwycięstwach jego sława sprawiła,
że walki ustały. Dostawaliśmy dary,
a piękne dziewczęta obsypywały nas kwiatami.
Dziewczyno.
Ciało jak u Wenus z Milo.
Jeśli to ciało, a nie szampan.
Każ jej wstać i obrócić się.
Tylko na nią patrzę.
Podziwiam piękno dla piękna.
Jesteśmy ludźmi, od łyczka do rzemyczka.
Ubierz ją, a żadna dziewczyna z Brighton
jej nie dorówna.
Przyznaję.
Jest przepiękna.
Jak masz na imię?
- Roksana. - Roksana.
Proszę.
Czy nie tak nazywała się żona Aleksandra?
To prawda.
Unieś głowę.
- Boi się. - Czego?
Jeśli bóg bierze dziewczynę, ona się spala.
- Co? - Serce boga jest jak pochodnia.
Ma w żyłach ogień, nie krew. Jeśli kocha się z dziewczyną,
ta zaraz płonie.
Bez śladu.
To sprawka zazdrosnych bogiń.
Idą z Sikandergulu
z wiadomością dla syna Sikandera.
Spojrzą na niego, gdy otworzą oczy.
Wiadomość od Kafu Selima.
To najwyższy kapłan Kafiristanu.
Co to za wiadomość?
Wzywa cię do siebie.
Wzywa?
- To wszystko? - Tak.
Nie marnuje słów, prawda?
Doceniamy zaproszenie. Odwiedzimy go, któregoś dnia.
Nie. Wyraźnie mówi: "teraz".
Po co nas wzywa?
Po prostu wzywa.
Rozumiem.
Niech poczeka. O świcie przygotuję armię.
Nie! Macie przyjść sami. Ty i on.
Bez armii?
Powiedz mu, że nigdzie nie ruszymy się bez armii.
Zamknij się, Danny.
Musimy iść.
Oszalałeś?
Trzymaj język za zębami i uśmiechaj się. Nie jesteśmy sami.
To szaleństwo iść samemu do tego dziwnego miasta.
Zgodzimy się albo się stąd zbieramy.
Uciekniemy przez góry, nie patrząc za siebie.
Uciekać? Uciekać przed nimi?
Nie.
Wykluczone. Nie mamy wyjścia, Danny.
Jeśli nie pójdziemy na to spotkanie, stracimy twarz.
A bóg nie może sobie na to pozwolić.
Co robić?
Zablefujemy.
Wypolerujemy guziki i napuszymy wszystkie piórka.
Tak jak wtedy, gdy oskarżyli nas o picie na służbie.
- Sikandergul. - Psia kostka!
Trzeba zostawić broń.
W porządku.
Jesteśmy.
A teraz co?
Gdzie główny kapłan?
Witam, Wasza Świątobliwość. Jestem.
Może to wziąć. To mój prezent dla niego.
- Co powiedział? - "Teraz zobaczymy".
Śmiertelnicy zaczekają.
Mają natychmiast zabrać łapy,
bo powyrywam im wątroby, zmiażdżę jaja
i rzucę sępom na pożarcie!
Jak śmiesz podnosić rękę na Daniela Dravota!
Sikander!
O co chodzi?
Raz chce mi wyrwać serce,
zaraz potem pada na twarz.
Zobaczył to
- i padł jak porażony! - Dlaczego?
Mówi, że to znak Sikandera.
To masoni!
Kąt, poziomica, pion, cyrkiel i oko Opatrzności.
Loża, Danny!
- To nas uratowało. - Niech mnie.
Tylko najwyższy kapłan wie o znaku
pozostawionym przez Sikandera.
Kafu Selim cieszy się z przyjścia jego syna.
To nie jest brąz, Danny.
- Sikander? - Należał do niego, a teraz do syna.
W porównaniu z tym
klejnoty rodziny królewskiej wyglądają jak tanie podróbki.
Psia kostka!
Spójrz, jak wielki jest ten rubin!
Ten jest większy.
Danny...
Możemy napełnić kieszenie i wyjść stąd jako milionerzy.
A to wszystko zrobiłoby z nas
największych bogaczy w Anglii.
- W Imperium. - Na świecie.
Pozwolą nam to wziąć?
To znaczy zabrać.
Spytaj go, Billy.
Syn Sikandera może z tym zrobić, co zechce.
Zostawić tutaj lub zabrać.
To jego wola.
Mamy wystarczająca liczbę mułów i strażników, jeśli trzeba.
Jaki to miesiąc?
Styczeń.
Może luty. Marzec, kwiecień, maj, czerwiec.
4 miesiące zimowych monsunów, a potem...
4 długie miesiące!
Co będziemy tu robić?
Policzymy nasze skarby,
podzielimy na dwa.
Nie zapominając o tobie, Billy.
I pomnożymy przez lata, które nam zostały.
Podziękuj
Jego Świątobliwości za zaufanie i oddanie mi tego,
co do mnie należy.
I powiedz, że jestem równie wdzięczny innym mnichom,
którzy czekali na mnie przez pokolenia
od wielu wieków aż do dnia dzisiejszego.
Panie, ci ludzie są z wioski Kamdesh.
Do tego człowieka należy 60 krów.
- Bardzo przedsiębiorczy. - Raczej ona, a nie on.
To jego żona. Jak ją przyłapie z innym,
tamten musi zapłacić 6 krów.
Śpisz z żoną innego, zapłać mu 6 krów.
Zdobył 60 krów na niewierności
- swej żony? - I 32 kozy.
To nie żona, to dochodowa firma.
A to są niewierni mężowie... i ich żony?
4 żony jednego, 3 żony drugiego i 6 kolejnego.
To nie jest śmieszne!
Brak bydła oznacza brak mięsa, mleka, masła
i sera. Miski dzieci są puste.
To straszne.
Za zachęcanie swojej żony
do zachowywania się jak Jezabel,
musi zapłacić żonom innych po 1 krowie.
Za wykorzystywanie prawa następną.
Za głodzenie dzieci trzecią.
Czwartą za liczenie na bezkarność.
Ma zapłacić 22 rekompensaty po 4 krowy każdej z żon.
To znaczy, że ona będzie musiała
- 14 i 2/3. - więcej go zdradzać,
żeby na to zarobić.
Zobaczymy czy lubi, jak żona zarabia na krowy dla innych.
- Kogo oskarża? - Nikogo.
Jego wioska spłonęła, a wraz z nią
zapasy ziarna. Prosi o pozwolenie najechania
na inną wioskę, żeby ukraść ziarno.
Nie muszą najeżdżać i nie umrą z głodu.
- Który numer proklamacji? - 31, panie.
Każda wioska dostarczy 1/10 swojego ziarna
do Sikandergul i tam zostanie ono zmagazynowane.
Od tej pory według potrzeb, każdej wiosce
cierpiącej głód, będzie przydzielane ziarno.
Niniejszym ogłaszam to prawo.
Ogłaszam przerwę w sesji.
- Tak jest. - Peachy.
Jeżeli mamy udawać, że jestem bogiem,
ty także powinieneś kłaniać się, jak stajesz przede mną.
- Dobrze. - Rozumiesz?
- Trzeba zachować pozory. - Tak.
- Nie obraziłeś się? - Oczywiście, że nie.
Trzeba było mu to przyznać. Daniel Dravot
świetnie sobie radził z wymiarem sprawiedliwości.
Peachy był jego generałem, ale już nie prowadzono walk.
Danny kazał mu zbudować most, prowadzący do Świętego Miasta.
To zajęło Peachy'ego aż do wiosny.
Spójrz, Danny, gęsi. Całe stada lecą z północy.
2 dni i przejście będzie otwarte, można rozbić obóz
wysoko w górach i czekać na dogodny moment.
- Nie wracam, Peachy. - Co?
- Słyszałeś. - Nie wracasz?
Właśnie.
Zwariowałeś?
Nie. I nie jestem pijany.
Widzę wszystko wyraźnie.
Tak, jakby ktoś zdjął mi z oczu bandaż.
Wchodziłeś kiedyś do obcego pokoju...
i wydawało ci się, że już tam byłeś?
- Rozumiem. - Powiem ci coś.
Nie po raz pierwszy noszę koronę.
Trudno to wytłumaczyć.
Ale to ma sens.
Co ma sens?
Wszystko. Od momentu, kiedy zdecydowaliśmy się wyruszyć.
A nawet wcześniej.
Gdy ukradłeś zegarek bratu Kiplingowi.
To coś więcej niż zwykły zbieg okoliczności.
Czemu jego zegarek, a nie inny?
I czemu dał mi ten znaczek?
Jedno wypływa z drugiego.
Lawina, strzała.
Znak na kamieniu.
- Nie wspominając Roksany. - Tej Wenus z Milo?
Właśnie.
Muszę zrobić jeszcze jedno, żeby się wypełniło.
- Poślubię ją! - Zostaw ją!
Chcę ją poślubić!
- Urodzi mi syna. - A umowa?
Obowiązywała, aż zostałem królem. Rządzę od miesięcy.
Pierwszy król od Aleksandra. Włożyłem koronę po 2200...
- I 14 latach. - 2214 latach.
On...
A teraz ja!
Mogą nazywać mnie jego synem,
bo w duchu nim jestem.
To ogromna odpowiedzialność.
Ten most jest pierwszym z wielu. Scalą kraj.
Zrobię z nich naród z godłem i flagą.
Będę stał na równi z królami i książętami.
Kiedy zrealizuję moje plany, stanę przed królową Anglii.
Nie uklęknę, ale stanę jak równy z równym, a ona powie:
"Proszę przyjmij Order Podwiązki, jako dowód mego szacunku".
Przypnie mi go sama. To poważna sprawa. Poważna.
A ja uważam, że potrzebujesz lekarza!
Rozczarowałeś mnie.
Ty, który za mną szedłeś i pomagałeś mi.
Szedłem za tobą? Kto się trzymał ogona muła?
Mulica też zrobiła swoje.
Mieliśmy szczęście. Wyjdźmy stąd jako zwycięzcy.
- Czasami ucieczka jest dobra. - To moje przeznaczenie.
Przepraszam cię. Mam atak śmiechu.
Cokolwiek myślisz, to ja jestem królem, nie ty.
Nie prowokuj mnie, Peachy Carnehan!
Co mi zrobisz?
Drżę ze strachu. Co możesz mi zrobić?
- Możesz teraz odejść! - I tak wyjdę. Nawet bez twego
zasranego pozwolenia!
Idź do diabła, Danielu Dravocie!
Od Sikandera I do Il upłynęło wiele czasu.
Kraj potrzebuje króla, a król korony.
Jedno potrzebuje drugiego.
Zostawię syna, który zostawi koronę swemu synowi
i tym sposobem sukcesja nie zostanie przerwana.
W tym celu...
wybrałem żonę.
Roksanę z Khawaku.
Sprowadźcie tu ją i jej rodzinę.
Obsypcie drogę kwiatami.
Ceremonia ślubna będzie bardzo huczna.
Niech heroldzi ogłoszą tę wiadomość w całym kraju.
Selah.
Co mówią?
Jak córka człowieka może poślubić boga?
- Bóg może wszystko. - Nie wypada.
- Kto tak twierdzi? - Kapłani.
Ich słowo jest ważniejsze od słowa boga?
Niech zdecyduje Imbra.
Imbra to najwyższy bóg.
A jeśli Imbra się nie zgodzi?
Co wtedy zrobią?
Jestem psem czy bogiem?
Położyłem dłoń na tym kraju!
Róbcie, co mówię!
Powiedz, że to rozkaz!
- Co się dzieje? - Bardzo niedobrze, Peachy.
Kapłani zabili ptaki. W środku są zielone. Imbra zły.
Przecięli śledzionę. To zielone to żółć.
Nie martw się, Billy. Dziewczyna się nie spali. Gwarantuję.
Nie chodzi o nią. Mamy dużo kobiet.
To jest nieważne.
Ale krowy nie dają mleka. Kozy rodzą za wcześnie.
Kukurydza nie dojrzewa.
Panuje głód.
Wiesz równie dobrze jak ja, że Davot nie jest bogiem.
Powiedział ci o strzale.
A więc kapłani mylą się co do Imbry.
Nie jest zły, że bóg
poślubia śmiertelną, ale dlatego,
że śmiertelnik udaje boga.
Roksano, nie bój się.
Nie skrzywdzę cię.
Kiedy staniesz w ogniu, pokonam go.
Żona powinna płonąć w objęciach męża.
Ale nie spłoniesz, obiecuję ci to.
Cóż, Danny...
ta chwila nadeszła, jak powiadają.
Już wyjeżdżasz?
Dziś o brzasku.
Może zajrzysz do skrzyń, zanim je zamknę.
Bierz, co chcesz.
Zważyłem złoto. A także klejnoty. Gram po gramie.
Dobrze.
Choć wezmę mniej mułów, potrzebnych mi jest
20 uzbrojonych strzelców, by przejść Chajber.
Weź ich. Bierz, co chcesz.
Do diabła!
Co to ma być?
To dzikusy.
Zarzynają dzieci, robią piłki z ludzkich głów
i sikają na sąsiadów.
Proszę cię.
Proszę po raz ostatni.
Wróć ze mną.
Ostatni raz ci odmawiam.
Wiem, że robisz to dla mego dobra,
ale podjąłem już decyzję.
Zobaczymy się jeszcze kiedyś?
Może w Londynie...
kiedy królowa da ci Order Podwiązki.
- Peachy. - Tak, Danny?
Jutro się żenię.
Nie możesz wyjechać po ślubie?
Przez wzgląd na stare czasy.
Jeśli chcesz.
Peachy, obrączka.
Ja Sikander Il, biorę sobie ciebie,
Roksanę, za prawowitą żonę
i królową Kafiristanu. Selah.
Ugryzła mnie!
Ta suka mnie ugryzła!
Co on mówi?
Danny krwawi. Już wiedzą. "Nie bóg, tylko człowiek!"
Przejrzeli cię, Danny. To koniec.
Wydało się!
- Ja... - Na litość boską!
Musimy uciekać, Danny. Uciekajmy!
Co za bufony!
Weź swoich żołnierzy i zastrzel te psy!
Utopią się we własnej krwi! Naprzód!
Za dużo ich, Danny. Wycofujemy się.
Wycofać się? Nie!
Musimy sobie poradzić!
Pierwszy szereg...
ognia!
Do tyłu!
Ognia!
Złamać szyk!
Wsiadaj na muła i uciekaj! Może ci się uda!
Jestem Gurkhą z piechoty.
Strzelec Machendra Bahadur Gurung życzy powodzenia.
Koniec amunicji!
U mnie też.
Wstyd mi, że cię zabiją przeze mnie,
a mogłeś wrócić bogaty.
To wszystko przez moje wywyższanie się!
Możesz mi wybaczyć?
Mogę... i wybaczam.
Całkowicie i szczerze, bez żalu.
Wszystko w porządku.
Tnijcie, tnijcie!
I stary Denny spadał i spadał, i spadał, i spadał.
Jak wirująca moneta. 30 tysięcy kilometrów!
Spadał pół godziny, nim jego ciało roztrzaskało się o skały.
A wiesz, co zrobili z Peachym?
Ukrzyżowali go.
Między dwiema sosnami.
Potwierdzą to jego ręce.
Biedny Peachy nie skrzywdził ich.
Wisiał tam i krzyczał, ale nie umarł.
Następnego dnia przyszli po niego,
stwierdzili, że to cud, że żyje i puścili go wolno.
W przeciągu roku Peachy wrócił do domu,
góry próbowały go zabić, ale był bezpieczny,
bo przed nim podążał Daniel. Strzegł go.
I nigdy nie wypuścił dłoni Peachy'ego ze swojej.
A Peachy nie rozstawał się z jego głową.
Z jego głową?
Znał pan Danny'ego.
Tak.
Znał pan walecznego brata,
Daniela Dravota.
Tak się stało,
że został królem Kafiristanu...
z koroną na głowie.
To wszystko, co miałem do opowiedzenia.
Mam pilne interesy na południu.
Mam się z kimś spotkać w Marwar Junction.
Napisy: SDI Media Group
Dziękujemy królowi Hassanowi II z Maroka.
i rządowi marokańskiemu
za współpracę w realizacji filmu.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.