All language subtitles for Atlanta.S01E01.AMZN.WEB-DL.DDP5.1.H.264-NTb

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan Download
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian Download
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Co, do... Nawet nie... Hej!

Hej, Alfred!

Hej, wisisz mi hajs za lusterko.

-Alfred! -Hej.

-Halo? -Hej!

Wiem, że mnie słyszysz. Mówię po naszemu.

Dobra, spokojnie. Bez nerwów.

-Jak mi nie zejdziesz z oczu... -Worldstar!

Nie rób nam tego.

Tak jest sprawiedliwie,

należy nam się rekompensata. No dajesz.

Nie, zostajecie bez kasy.

Próbujecie wbić do klubu przed 22.45,

czyli przed 23.00, a to oznacza, że

wy też jesteście spłukani. Nikt tu nie szpanuje.

Nikt nie próbuje.

Zamkniesz ryj?

Nie mów tak do mnie!

Będę mówić, jak mi się podoba. Masz problem,

pogadamy. Ale moja fura nie była zamieszana.

Chwila, chyba mam déjà vu.

Zaraz, gdzie pies z Teksasem na grzbiecie?

Tam jest. Niezły odlot.

Co on brał?

Martw się lusterkiem.

Kup sobie nowe. Jesteś Paper Boi. Masz kupę kasy, no nie?

Jesteś Paper Boi?

-Się wie. -Ale ssiesz.

Twój album to dno. Jak to szło?

„Mieprzenie”. Co to w ogóle znaczy?

Wiesz. Wyjaśniłem to na dzielni.

Po co ja strzępię język? Co się dzieje?

To jak nic pójdzie na Worldstar.

Wcale nie! Przestańcie. Co ty robisz?

-Co ty robisz? -Tak rozmawiamy?

Moi ludzie czekają za rogiem.

Uważaj, kochanie. No dalej! Co jest?

Zaraz.

Dziwna sprawa.

O mój Boże.

Czemu nie śpisz?

Miałem dziwny sen.

Pływałem w basenie, ale był jak ocean.

I były tam glony, ale to nie były glony,

tylko jakby ręce.

Pływałem z dziewczyną.

I mówiła,

że jeśli nas złapią, pociągną w dół i utopią.

By pływać ponad nimi.

-Głębokie. -No wiem.

-To jak społeczeństwo... -Co to za laska?

Nie wiem.

Jak wyglądała?

Była gruba.

I nieciekawa.

Dobra.

Zazdrosna?

Rozczarowana twoją historią, bo

najpierw mówisz, że jest gruba i wkurzająca, a potem

się odwracasz i z nią liżesz.

Nie mówiłem o całowaniu.

A całowaliście się?

Tak.

Widzisz. Znam cię.

Wcale nie.

-Nie, mam nieświeży oddech. -Co?

Cudowny. Co to? Curry?

-Żartujesz? -Bardzo mocne curry?

Wcale nie. Zwariowałeś.

-Co ty... -Podoba mi się.

Uwielbiam to.

Ale z ciebie głupol.

Nieważne.

Kochasz mnie?

Czemu się zaśmiałeś?

Bo zawsze pytasz, a ja odpowiadam: „oczywiście”.

To powiedz „kocham cię”.

Kocham cię.

Obudziła się.

Ależ z niej słodziak.

Pamiętasz, że zajmujesz się Lottie?

Hej.

Oczywiście.

Ja mam zebranie z rodzicami.

I nie chcę, by wciąż była u twych rodziców.

Tu jest jej dom.

Obiecuję, że nie będzie u rodziców.

Odbiorę ją po pracy.

Jeśli masz tu mieszkać, dorzuć się do czynszu.

Dam ci dziś wieczór. O której wracasz?

Nie wiem. Pewnie koło 23.00.

23.00?

To trochę późno.

Zabierasz ich do Magic City?

Cheetahs to lepsza miejscówka.

Mam randkę.

Dzisiaj jesteś z tatą.

Mamusia ma randkę z jakimś ckliwym typem.

Tak, z ckliwym typem.

Co?

To dla ciebie świetne otoczenie.

-Bardzo dziękuję. -Udanego lotu.

-Pan wybaczy. -Wal się.

Co nie?

To było niegrzeczne.

W Compound było grubo.

Mój kuzyn spił jedną cizię.

Była konkretna afera.

We wtorek uderzamy do Ultimate. Wchodzisz w to?

Earn.

Hej. Earn.

Mam to.

Jak wyglądasz, gdy jesteś naćpany

w pracy.

Van randkuje.

Wywali mnie z domu. Jestem spłukany

i nie mam klientów, bo nie jestem starszą panią.

Mogę lecieć na Karaiby?

Oczywiście, słonko. Dostaniesz nawet darmowy lot,

jeśli nie przestaniesz ze mną flirtować.

Jasne.

Jest niesamowita.

Ostro.

Chętnie bym popatrzył.

Popłynąłeś.

Słyszałeś o nowej płycie Paper Boia?

Podobno wychodzi w piątek.

Poprzednia to sztos.

Nie jestem na bieżąco. Nie wiem, o kim mówisz.

Człowieku, wyjdź z jaskini.

Obczaj klip.

Niezłe, nie?

-To moja rodzina. -Niezła z niej szprycha.

To dla ciebie dziwne?

Chodzi o Paper Boia. To mój kuzyn.

To lepiej się z nim dogadaj,

zanim zgarnie go wytwórnia.

Oferują mu siedem baniek.

-To prawdziwa oferta? -Najprawdziwsza, kasa też.

Dobra, na razie.

Gdzie idziesz? Pogadasz z nim? Pozdrów go.

Ta cycata to twoja kuzynka?

Wcale go nie znasz.

Cześć, synu.

Hej, tato.

-Gdzie mama? -Hej, Earn.

Cześć, mamo.

Jak tam?

W porządku.

A u ciebie?

-Wszystko dobrze. -To dobrze.

Wpuścisz mnie?

-Nie. -Dlaczego?

Nie stać mnie.

Myślicie, że chcę kasy?

Tak właśnie sądzimy.

Szukam Alfreda. I czy możecie odebrać Lottie od Kai?

Pracuję, a Van ma randkę.

-Pracujesz? -Tak? Dobrze dla niej.

Tak, mam pracę. I dzięki, mamo. Tu twój syn, Earn.

Mieszkałem tu z wami, pamiętasz?

Mieszkałeś? Wczoraj klocek wielkości ręki czekał na mnie

w kiblu po powrocie z pracy.

Taki jesteś mądry, ale spuścić wody to nie umiesz?

-To nie ja. -Właśnie że ty.

Sprawdziłam. Odżywiaj się lepiej.

A nie pakuj w siebie cukierków i ciastek, które tam widziałam.

Rozgrzebałaś patykiem?

Alfred jest na osiedlu Glenwood.

Kochamy cię, synu.

To mleko jest dobre?

Na co ci ono?

Do wypicia.

Nie, nie pij go.

Niezły wizjer.

To Darius.

Ciasteczko?

Dzięki.

-Zoo Tycoon... -Chcesz Paper Boia.

Co? Nie.

Błagam. Ludzie nie są mili, Earn.

Kiedy byłeś miły, gdy nie chciałeś puknąć?

Dziś rano.

Mówisz o swej córce, fuj.

Byłoby obrzydliwe, gdybym chciał zaliczyć.

Nie chcę kasy. Będę twoim menedżerem.

Menedżerem? Znasz pochodzenie tego słowa?

Od „manus”. Po łacinie dłoń.

Możliwe, ale dla zasady się nie zgodzę.

„Menedżer” zawiera w sobie „mena”, którym ty nie jesteś.

-Nie jestem? -Potrzebuję Malcolma.

A ty jesteś Martinem.

Wiesz, że go zabili?

Malcolma chyba też.

Nie, tylko tak mówią.

Ale od pogrzebu nikt nie widział ciała.

Tak to jest z pogrzebami. Ty już jesteś Malcolmem.

To już masz. A potrzebujesz

dzikiej karty, kogoś, kto zajmie się forsą,

możliwościami i zagra na dwa fronty.

Jak Don Lemon.

Słuszna uwaga. Powiem inaczej.

Zaraz. Już 16.30.

Jesteśmy spóźnieni.

Nie.

Od kiedy?

Jestem w interesach.

Masz pracować z raperem i nie załatwisz nic na bani?

VH1 zatrudnia stażystów. Brzmi jak żart,

ale wrzucili tweeta rano.

A jak tam z Princeton?

Nadal masz przerwę?

Trzy lata to długo.

Chyba.

Chyba wiem, o co chodzi.

Chyba jednak nie.

Możemy gdzieś pogadać na serio?

Kim jest ten koleś?

-Darius. -Mnie pasi gadanie tu...

Jak wszedłeś, dałem ci ciastko.

Pamiętam, kim jesteś. Słuchaj, nie proszę o kasę.

Powinieneś. Jesteś bezdomny?

Nie do końca. Jeszcze nie używam szczura jako telefonu.

Nie bądź rasistą. Tak robią schizofrenicy,

-nie bezdomni. -Nie, jeśli to działa.

Gdyby dało się dzwonić szczurem, to byłoby genialne.

W Nowym Jorku na jedną osobę przypada pięć szczurów.

Każdy miałby tani telefon.

Byłoby trochę brudno,

ale opłacałoby się.

To twój menedżer?

Raperzy potrzebują menedżerów. Chcę szybko zarobić.

Właśnie, rap umarł.

Nie chodzi o rap. Jak to dobrze rozegramy,

nasze dzieci będą miały dobre życie.

Nie mogę mieć dzieci.

I kiedyś powiesz mi czemu?

A kiedy jest na czas na mówkę o zmiażdżonych jajach?

Najwyraźniej teraz. Słuchaj,

nie jestem głupi. Jesteś starszy, bez fanów.

Nie biały, seksu nie sprzedajesz.

Sprzedaję. Obczaj ścieżkę nr 28.

Tak jest.

Mieprzenie, mieprzenie

To masaż i pieprzenie

-Idea to masaż. -Załapałem.

Dwadzieścia osiem ścieżek? To sporo.

-Ograniczyłbym się. -Te są inne.

Są naprawdę dobre.

I tak bym coś wyciął.

Nie jesteś moim menedżerem.

Wciąż znam ludzi z Diamond House. Promotorów.

Mają pod skrzydłami duże nazwiska.

Myślisz, że jesteś taki sprytny? Że to ty mnie ratujesz,

a to ja pomagam tobie.

Chcę ci pomóc.

Nie widziałem cię od pogrzebu mamy.

A pierwsze, co mówisz, to: „bądźmy bogaci”.

Spadaj.

Hej, co słychać?

Earn? Co u ciebie?

W porzo.

Wyszedłeś z tamtego śmietnika?

Nie. Jak tam?

Spoko. Nie wiedziałem, że jesteś w mieście.

Przyczaiłem się.

No raczej. Jakbym wiedział, że jesteś,

zaprosiłbym cię na wczorajszą imprezę. Potrzebowaliśmy DJ-a.

Nasz koleś w ogóle się nie znał na robocie,

a na koniec puścił Flo Ridę.

-Nie! -Raz za razem.

Wziąłem go na stronę i mówię: „Serio, czarnuchu?”.

-Naprawdę tak powiedziałeś? -Musiałem.

Nieźle. Znasz piosenkę „Paper Boi”?

Tak, „Paper Boi” Paper Boia.

Niezła. Na ulicach ją kochają.

-Powinniście ją grać. -Pewnie.

Naprawdę powinniście.

To KP wybiera muzykę.

Przemyć ją.

KP puszcza muzę za odpowiednią dolę.

-Ile? -Pół tysia.

500 dolców? A co ja, stację kupuję?

Kluczem są znajomości.

To mnie przedstaw.

Jasne, będę go poznawał z każdym, kto

wyda płytę. Bez jaj.

Nie jestem każdym.

W sumie to jesteś.

Nie mam 500 $. Zarabiam 5,15 $ na godzinę plus prowizja.

Dziś płacę czynsz, a rodzice nie wpuszczą mnie do domu.

Jak w reklamie o dragach, ale nie śmiesznie.

Wiesz, jakie są tutejsze czarnuchy. Zwykle woła tysia.

Co ty z tego masz? Mam farta?

Gdzie twoja dola?

Ja nie mam na to czasu.

To tylko interesy. Dajesz mi kasę, ja uderzam do KP.

Tak będzie lepiej.

Branża muzyczna to dno.

Fajnie było cię widzieć.

Zastępuję dziś Speedy'ego.

Nie zmieniaj stacji.

Co tam, ziomeczki? Jak tam?

Słyszałeś, żeby ten gość mówił „czarnuch”?

Tak, jasne. Nakopałbym mu.

Jasna sprawa. Jak się nazywasz?

Prince.

-Serio? -Tak.

Jak długo tu dziś będziesz?

Co słychać, wujku Riley?

Jak życie, Al?

Stara bieda. Cześć, ciociu.

Hej, Lottie.

Daj Lottie, przywitam się z kuzynką.

Nie trzeba. Stąd się naćpa.

Naćpa... To zapach nowej tapicerki. Coś ci się wydaje.

Czuć to od ciebie.

Że co? Wujku, twoja żona jest jakaś dziwna.

Wiem, że mnie nie znacie. Mam na imię Darius.

Tak sobie myślałem,

mogę zmierzyć drzewo?

Nie, teraz nie.

Teraz nie? Czyli tak naprawdę w ogóle nie.

Mam pytanie.

Earn chce być moim menedżerem.

Naprawdę?

Ale nie ufam mu.

-Rozumiem. -To pokręcone.

Już go chyba nie znam za dobrze.

O co poszło z Princeton?

Nigdy nie pytałem.

Prędzej by ci powiedział.

Nie. Earn potrafi trzymać gębę na kłódkę.

Earn stara się jak każdy.

Ale gdy coś postanowi, dopina swego.

Na swoich warunkach.

Co tak rozmyślasz?

Powiedz.

Ciągle przegrywam.

Tak myślę,

czy niektórzy

muszą przegrywać?

Dla równowagi we Wszechświecie?

Czy na Ziemi są po prostu ludzie,

którzy mają sprawiać, by zwycięzcom było łatwiej?

Tak sobie myślę.

Opór to symptom aktualnej sytuacji.

A nie tego, jak powinno być.

Zwycięstwo należy do tych, którzy nie dostrzegają porażki.

Niech ścieżka pcha cię jak prąd rzeki złamaną gałązkę.

To raczej nie dla mnie, ale dzięki za radę.

Ugryź kanapkę.

Nie, dzięki.

Czarnuchu, jeśli jej nie ugryziesz...

JEŚLI MARUDZI, TO ZNACZY, ŻE NIE SPAŁA

BĘDĘ PÓŹNO. KOCHAM CIĘ. POGADAMY WIECZOREM?

ALFRED MILES - DOMOWY

-Halo? -Hej, słyszałeś?

Co słyszałem?

Podgłośnij.

Powiedz mu, że naszkicowałem...

Paper Boi, stary!

Szybko poszło.

Słuchaj, przyjedź do mnie. Musimy pogadać.

Jak z menedżerem?

Nie, jak ze spokojnym tobą!

Tylko w WMQG.

Chcesz blanta?

Znalazłeś nas.

Cześć.

-Hej. -Co tam?

Jak wszedłeś do środka?

Chodzi o znajomości. Ja je mam.

To nieprofesjonalne. KP jest wściekły.

Chyba niezbyt, skoro to gracie.

To Dave. Pracuje w 106,5. Lubi twoje nuty.

Ma dobry gust. Aż za dobry.

Opowiedz im tę historię z Flo Ridą. Przezabawna. Opowiadaj.

Byłem na imprezie z radia.

I DJ, znajomy znajomego, był beznadziejny.

To była ważna impreza.

Trwała w najlepsze, a on wszystko psuł.

W końcu zaczął puszczać ciągle Flo Ridę.

Musiałem wziąć go na stronę,

spojrzeć w oczy i powiedzieć: „Serio?”.

No nie wiem. Ja lubię Flo Ridę.

Mamuśki też muszą mieć coś z rapu.

Wiem, to cienka historia.

Czemu kazał mi opowiadać?

Sam nie wiem.

Dobrze było cię widzieć.

I fajnie było poznać.

Na razie, Dave.

Pozdrów ode mnie KP.

Hej, laska. To w radiu to ja.

No i co, suko?

I nawzajem, stara torbo. Nieważne.

To dobry utwór.

Mam go już dość.

Co, do... Serio?

Hej!

Te czarnuchy z ulicy...

Nie zadzieraj z kasą.

Hej, koleś!

-Alfred! -Hej!

Cholera.

Hej, wisisz mi hajs za lusterko.

Halo?

Hej!

Dwa pasy autostrady nr 78 na zachód zablokowane.

Lottie w kojcu, Earn miał coś do załatwienia. Wino wyszło.

Cała butelka? Dzięki.

Zerwało linię energetyczną w płn.-zach. Atlancie.

Tak wyglądała Mount Paran Road, gdzie drzewo spadło na linię energetyczną.

Podczas wczorajszych burz ponad 27 000 odbiorców prądu w Georgii

nie miało prądu.

NA ŻYWO

Strzelanina w hrabstwie DeCalb. Dwaj podejrzani, raper Paper Boi

i jego menedżer, Earn Marks, zostali zatrzymani.

STRZELANINA W HR. DEKALB

Jeden podejrzany, ranny, nadal jest na wolności.

Policja wciąż go szuka. Trwają też poszukiwania broni.

Świadkowie mówią, że sprzeczka zaczęła się przed klubem WETBAR. Poszło

o zniszczenie auta.

Idioci.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.