All language subtitles for Trailer.Park.Boys.Jail.S01E02.Red.Raw.Arseholes.720p.WEB-DL.AAC2.0.H.264-SORROW

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German Download
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

OBSRANE DUPY

ZAKŁAD KARNY SUNNYVALE

Miłego. Towar klasy premium.

Co słychać?

Historia dinozaurów.

- Pięć w pakiecie. - Wezmę dwa.

Dziesięć? Zajebiście. Co my tu jeszcze mamy?

Don Ki…

Don Kiczo… To jakieś porady żywieniowe?

- Kurwa, nie wiem. - Ja też nie.

Stary, wezmę dwa.

Pojebało cię, Larry? Opylamy po pięć sztuk.

- Na więcej mnie nie stać. - Nie mam czasu na takie małe ilości.

- Minimum pięć. - Dobra, to trzy.

- Nie mam więcej floty. Błagam, Ricky. - Ja pierdolę.

Ale od teraz minimum pięć albo podcieraj się tym brązowym syfem.

Kto chce jakieś książki? To bardzo ważna wieca, czy jakoś tak.

Są książki o ssaniu mi pały?

.:: GrupaHatak.pl ::.

CHŁOPAKI Z BARAKÓW

Napisy: Igloo666 & liofert

CHŁOPAKI Z BARAKÓW: PRZYGODA W PIERDLU

Oto białe złoto.

Sprzedajemy srajtaśmę, by zarobić na pudło dla Gibona.

Idzie dobrze, bo spójrzcie na alternatywę. To jak podcieranie się papierem ściernym.

Nieraz to robiłem, więc uwierzcie, że to chujnia.

Szmugluję delikatny papier dla chłopaków, bo autentycznie mi ich żal.

- Kojarzysz kota Ronniego? - Jasne.

- Puknął psa Charliego. - Co?

- Szykuj się do przechwycenia. - To możliwe?

Ronnie to przechuj.

Kiblowanie ogólnie nie jest fajne, ale pomyślcie, czym trzeba się podcierać.

Tym brązowym papierem z przydrożnych kibli.

Codziennie rozdzierają ci dupsko. Przecież to nieludzkie.

W ogóle przynoszenie go nie jest nielegalne,

ale Julian każe mi go szmuglować, bo nie chce ryzykować.

Okazuje się, że strażnicy są do dupy.

Obsranej dupy.

Interes idzie dobrze, ale nadal nie jest idealnie.

Normalnie miałbym już zapas wódy,

ale Gibon zażyczył sobie telewizor, więc nadal jestem w dupie.

Cóż, duma na pewno mnie nie rozpiera, ale uciekałem się do tego.

Parę łyków na rozluźnienie.

Niby obrzydliwe, ale lepiej się myśli.

Ale biedny Ricky.

Bez jarania ma przejebane, więc mam nieco lepiej.

Dobra, wykurwiać świńskim truchtem.

- Dzięki. - I tak ma być.

- Co dla mnie masz, Terry? - Moje zapasy.

- W końcu się spaćkam! - Proszę bardzo.

- Markery? - Też dają w palnik.

Ogarnąłem kilka kombinacji.

Zaczynasz od czarnego. To na rozgrzewkę.

I od razu niebieski.

- I coś tam kopie. - Dawaj to, bom wyposzczony.

Czerwony też nie jest zły. Tylko nie zaciągaj się do końca.

- I co ty na to? - Trochę chujowo, no ale…

- Zawsze możemy pójść w klasykę. - To znaczy? Dawaj!

- Proszę bardzo. - Wacha?

Tak, po prostu zasysam na maksa.

- Kurwa, co to ma być? - Nie ma lekko.

Kurwa, przecież to ropa! Od niej się nie sfazujesz!

- Jasny chuj! - No to potrzeba lepszych markerów.

Załatw lepsze, a pójdziemy w tango. Tanie nie dają rady.

Dobra, pogadam z Charlene. Może coś ogarnie.

- Muszę skołować coś dobrego. - Nadal ze sobą gadacie?

Pewnie. Jest zajebista.

- Przez Internet? - Nie, komputer.

Poznałem Charlene przez komputer. Jest naprawdę wspaniała.

Wielu facetów tak robi. Niektórzy mają po trzy albo cztery.

Ale oni udają zakochanych, by wyciągnąć od nich siano.

Na początku też chciałem to zrobić, ale zacząłem z nią gadać.

Zaczęło mi na niej zależeć. Twierdzi, że to miłość, a ja jej wierzę.

Po co miałaby kłamać?

Będzie w przyszłym tygodniu i może się pobzykamy.

Nie będę myślał o braku fazy, bo z tymi markerami czuję się jak jeleń.

Ale co zrobić, gdy trzeba być na fazie?

Kto rano wstaje, ten fazę dostaje!

- Ricky, chodź się skurwić. - Daruj już sobie te markery.

Nie, to coś, co trzymałem na później, ale nie mogę dłużej czekać.

- Tym razem będzie odlot. - Co masz?

- Stary dobry klej. - Zapomniałem o tym syfie.

- Jak w podstawówce. - Od razu zapomnisz o troskach.

I teraz szybkie sztachnięcie.

Proszę.

Wiesz, co za chwilę będzie?

- Zdrówko. - Na zdrowie.

- Zobaczysz, klasy się wymieszają. - Czad.

Uważaj, od razu siada.

Kurwa!

Co to za zapach?

- To klej? - Tak.

- Chryste. - Jak leci?

Marże chuj strzelił.

Musimy brać więcej od listka.

- Inaczej to nie ma sensu. - Kurwa!

Ale podwyżka ceny wystraszy klientów i też będziemy mieć pozamiatane.

Myślałem o czymś w stylu: „kup dziesięć, dostaniesz przekąską”.

Ale trzeba będzie…

- Nadal może się to nie kalkulować. - A może…

Nie, to debilne, Ricky. Coś ty sobie myślał?

- Co? - Ty debilu.

- Klej wypala mi zwoje. - Ale co chciałeś powiedzieć?

Coś głupiego, w stylu zwiększenia sprzedaży listków.

Ale to pojebane. Nie powinienem tego mówić.

- Jesteś geniuszem! - Że co?

- Tak właśnie zrobimy! - Czyli jak?

Nie wąchaj więcej kleju i nie jedz dziś niczego ze stołówki.

I nie wąchaj kleju.

Mówiłem, że to dobry pomysł, Ricky. Dobra robota.

- Jak leci, Billy? - Jak leci?

Ale zjebane pytanie. Siedzę w ciupie i jest chujowo.

Słuchaj, dodaj do żarcia coś, przez co wszyscy się posrają.

- O czym ty gadasz? - Za mało zarabiam na papierze.

Muszę zwiększyć popyt, co z kolei zwiększy sprzedaż.

- I tak nie zrozumiesz. Zrobisz to? - Studiowałem ekonomię, więc rozumiem.

- Czyli zrobisz to? - Ni chuja.

Nie jestem gównianą wróżką. I co w ogóle z tego bym miał?

- Dwa w cenie jednego. - Że co?

- Zasługuję na 100 listków za friko. - Pojebało cię do reszty?

To spore ryzyko.

Jeśli niektórzy z nich by się dowiedzieli, byłbym trupem.

A poza tym mój odbyt wygląda, jakby ktoś odpalił w nim kosiarkę żyłkową.

Soczysta czerwień przemieszania z głęboką czernią.

- Stary, zejdź trochę na ziemię. - Dobra, posłuchaj.

Zrobimy tak.

Dasz mi 100 listków, a wszyscy nie tylko się posrają,

ale będą czuć żar w odbytach.

Wtedy będziesz mógł podbić marżę. To będzie oko Saurona.

- Dobra. - Będę potrzebował paru rzeczy.

- Załatwię środki przeczyszczające. - Zapomnij. Jebać korporacje.

Pełna kulturka i naturka.

Ostra papryka, przyprawy… Przygotuję ci całą listę.

W porządku.

- Ta kreda ma fajny smak? - Chuja tam. Nie ma smaku.

- Co? - Zero!

- Nie pierdol. - Mówiłeś, że jest dobra.

- Bo jest. - Spróbuj. Zero smaku, kurwa.

- Pyszna. Masz coś z kubkami. - Dragi sprawiają, że rzeczy są smaczne.

- Te tak nie robią. - No to sztachnij się jeszcze.

Potrzebuję prawdziwych narkotyków!

- Daj to kurewstwo. - Od razu kreda będzie smakować.

Może masz coś nie tak z ustami. Dla mnie jest pyszna.

Co za bezsmakowa chujoza!

Kurwa!

- Cześć, Bubbles. Co robisz? - Kostium na Rock-Con, Randy.

- Spójrz na te dzieła sztuki. - Wyglądają jak buty kosmonautów.

Bo nimi są. Dlatego Ace Frahley ma ksywę Spaceman.

Kto?

Ace Frehley z Kiss. Spotkamy go na Rock-Conie.

No tak, kojarzę ich. Ale nie wiedziałem, że był w kosmosie.

Nie był. To pieprzony…

Czego w ogóle chcesz? Jestem zajęty.

Pożyczysz mi pięć dolców? Muszę zatankować mój wózek golfowy.

Pięć dolarów? Nie mam takiej kwoty do pożyczenia.

Muszę zatankować własny wózek,

a za resztę chciałem kupić chipsy, lizaka i batonika.

Kurna no! Chciałbym, by było jak dawniej.

Pan Lahey zawsze potrafił mnie pocieszyć, ale już go tu nie ma.

- A ja jestem spłukany! - Spokojnie, Randy.

Podaruję sobie chipsy, lizaka i batonika. I jakoś ogarnę wachę.

Proszę. To moje ostatnie pieniądze.

Dzięki! Obiecuję, że oddam!

Wiem, że nie, ale…

- Tak? - Siemasz, Bubs! Jak leci?

Spoko, rozdaję kasę, a sam jej nie mam. A co u was?

Dzwonię, by powiedzieć ci o Rickym. Totalnie odleciał.

W jakim sensie?

Pamiętasz, jak mieszkał u niego Terry i ciągle imprezowali?

- Tak, ćpun w długich włosach. - No i też tu jest i znowu to robią.

Chodzą do warsztatowni i wychodzą zaślinieni i skurwieni.

- I żrą kredę. - Co żrą?

Kredę. Jakby to były cukierki.

- Taką, którą się pisze na tablicy? - Tak. Strasznie się o niego martwię.

- Kurwa! - Ale mam plan.

Jaki?

Muszę ogarnąć zakupy za pięć dolców, a wszystko naprostuję.

- Jak zamierzasz tego dokonać? - Musisz przywieźć mi parę rzeczy.

Kurwa, nie ma co, zaskoczyłeś mnie. Czego potrzebujesz?

Potrójną dostawę srajtaśmy, papryczki Ghost Pepper,

a także coś znanego jako „ma zi ren wan”.

- Kurwa, a to co? - Nie wiem, ale będzie w chińskim sklepie.

Julian, nie pójdę do chińskiego sklepu! Mam problemy z komunikacją!

- Od razu się czerwienię i… - To co, pozwolisz Ricky’emu żreć kredę?

Dobra, zrobię to, ale tylko dlatego, że wcina kredę.

Dobra, mów dalej. To było „ma zi ren wan”?

Tak. To jak środek przeczyszczający.

Kurwa, a po co ci…

A chuj, nawet nie pytam. Załatwię ci to.

Dzięki, kocham cię. Muszę kończyć.

Do zobaczenia.

Jasne, narazicho. Przecież Bubbles wszystko załatwi.

SKLEP AZJATYCKI

Kurwa.

Skąd mam wiedzieć, co to jest napisane? Nawet nie wiem, co to za litery.

Gdyby to był francuski albo hiszpański, to mógłbym odczytać litery.

To jak wyprawa na jebany Księżyc.

Nie mam pojęcia, na co tu patrzę.

Przepraszam! Mógłby mi pan pomóc?

Kurwa, no to lecimy.

Byle nie mówić za głośno.

Szukam ostrych papryczek.

Ostrych, rozumie pan?

Ostrych papryczek!

Papryczek.

Takich rozmiarów i ostrych.

No ostrych po prostu. Kurwa, nie wiem, jak to pokazać.

Jezu, no ostrych papryczek!

- Rozumiem. Jakichś konkretnych? - O Jezu!

Zna pan angielski! Myślałem, że mnie pan nie rozumie.

- Jakieś konkretne te papryczki? - Najostrzejsze, jakie macie.

- Jest pan pewny? - Tak, mają być najostrzejsze.

I potrzebuję też ma…

Ma zi ren wan. Czyli musi pan…?

Tak, mam z tym pewne problemy.

ZS

- Cześć, Bubbles. Co tam? - Mógłbym zobaczyć się z Julianem?

Jasne, tylko się wpisz.

- Spoko. - Miło cię widzieć.

To chyba nowy arkusz, prawda?

Tak.

Podpisz się tam.

Przybrałeś ostatnio na wadze?

Całkiem możliwe, bo ostatnio wcinam trochę mortadeli.

Mortadeli? Uwielbiam jej zapach.

- Czysty seks. - Seks?

Tak, taki lekko przydymiony zapach. Naprawdę zacnie pachniesz.

- Pobudza od samego rana. - Co takiego?

Ale dlaczego tak dziwnie się zachowujesz?

Mówisz o seksie i mortadeli. Nie wiem, co to ma ze sobą wspólnego.

To seksowny zapach. Dlaczego cię to stresuje?

Nic z tych rzeczy.

Chciałem się tylko wpisać i wejść, a gadamy o seksie i mortadeli.

Mogę po prostu zobaczyć się z Julianem?

Spoko, po prostu wydajesz się zestresowany pogadanką o seksie i mortadeli.

To jakiś absurd.

Dobra, chodźmy, ale kurwa, chłopie, uspokój się.

- Siemano, Bubs! - Cześć, Julian.

- Posłuchaj… - Tylko się streszczajcie.

Dobra, dawaj zapasy.

- Wie o tym. Dawaj. - Wcześniej mnie zestresował.

Bo to dupek. Wyciągaj te giry.

- Szybko. - Mam co do tego złe przeczucia.

Wszystko jest ogarnięte. Inaczej bym cię nie angażował.

- Masz to? - Jesteś pewny?

Tak! Dawaj!

Dobra robota.

Posłuchaj.

Nie wiem, czy…

Dzięki. Zgadamy się później.

Ja też cię kocham.

Coś tu dobrze pachnie i nie mówię o chili.

Freddy, mówiłem ci już, że nic z tego.

Pamiętaj, że Freddy nie przyjmuje odmowy.

Cześć.

Proszę bardzo. Srajtaśma i reszta kontrabandy.

Dziś odpada. Już wszystko ugotowałem.

- No to wsyp wszystko i cześć. - Trzeba dbać o wyważenie smaków.

Jebać wyważenie smaków!

- Co ty wyprawiasz? - Doprawiam to koryto.

- Za dużo! - Potnij ten szajs i też wrzuć.

To moja kuchnia i moje żarcie.

Dotrzymałem umowy, więc też to zrób! Ma być ostre na maksa!

Dobrze. Ma być ostre, tak?

- Tak! - Jak chcesz.

Ostatnia szansa na szamanko dla bloku B!

- Ale ostre! - No co ty, idealnie doprawione.

- Dobra robota, Billy! - Ale mnie siekło!

- Mówiłem, byś ominął lunch. - Wcale nie. Kiedy?

- Mówiłem, żebyś nie jadł dziś lunchu. - Ale dlaczego?

Jak to dlaczego? Z powodu, o którym rozmawialiśmy.

- A o czym rozmawialiśmy? - I wy też jecie?

Czego nie zrozumieliście ze zdania: „Olejcie dziś lunch”?

- Myślałem, że mamy go czymś polać. - Co, kurwa?

- Na przykład sosem. - O kurwa, kraken chce na wolność!

- O jasny chuj! - Już nie jesz, Terry?

Nie pamiętasz rozmowy o zwiększeniu sprzedaży?

- Tak, że trzeba zrobić to i tamto. - No właśnie.

Miałeś nie jeść lunchu. Jak w ogóle byłeś w stanie to zeżreć?

- Kurwa, smakuje w pytę. - Przestań jeść.

- Że co? - Nie jedz.

- Nie będziecie tego jedli? - Ricky, przestań jeść.

Nie jesteś szefem mojego żołądka. Przecież coś wpierdalać muszę!

- A to jest zajebiste. - Spoko, jak chcesz.

- O co ci chodzi? - Idę robić szmal.

- A ty sobie jedz. - Ludzie muszą jeść, by żyć, Julian!

Wal się!

Dlaczego w bloku C tak srają?

Nie lubię się przechwalać, ale wiecie co?

To było kurewsko genialne.

Źle mi z powodu chłopaków i ich dup, ale biznes rządzi się swoimi prawami.

Jako biznesmen zauważyłem problem i przekształciłem go w kopalnię złota.

Ale zajebiście!

Ronnie Thunder świrował i rozwalał zawiasy.

Zaraz, to mój telefon? Momencik.

- Słucham. - Jak leci, Bubs?

Co tam, Julian?

Wszystko kręci się tu zajebiście.

- Powaga. - No to super.

Właściwie to będę potrzebował więcej zapasów.

No to gadaj z kimś innym. Ja już niczego tam nie przemycam.

- Strażnicy przyglądali mi się. - Moja dupa wykonuje dziwne rzeczy!

- O czym ty mówisz? - To Bubbles?

Bubbles, zasuwaj tutaj i przywieź mi tę galaretkę na oparzenia od Alesa.

O czym ty mówisz, Ricky? Jakiego Alesa?

Tę jebaną galaretkę na oparzenia! Ales, Oles, czy jakoś tak.

Przykro mi, ale nie ma mowy, Ricky.

Wystarczy, że przywiozłem Julianowi srajtaśmę i środek przeczyszczający.

- Co? Środek przeczyszczający? - Tak, chiński.

- Dodałeś go do jedzenia? - Tak, razem z papryczkami.

- Mówiłem, byś nie jadł. - O kurwa!

- Czyli ty mi to zrobiłeś?! - Nie moja wina, że nawąchałeś się kleju.

- Od tej pory jest wydany na siebie! - Ostrzegałem!

- Gdzie srajtaśma, do chuja wafla?! - Bubs, oddzwonię. Ricky!

- Zabieram to wszystko! - Ricky, odłóż towar!

- Wal się, Julian! - Przestań!

Trzeba było nie wąchać kleju!

- Oddawaj srajtaśmę! - Dupa mi zaraz wybuchnie!

Trzeba było nie zadawać się z Terrym!

- Łapiesz, debilu? - Wal się!

- Odłóż to, Ricky! - Pokażę ci debila, Julian!

Nie, nie!

- Odwal się! - Oddawajcie papier!

Nie jesteśmy już partnerami!

- I dobrze! - Pierdol się!

Oddawaj srajtaśmę!

- Oddawaj! - Wal się!

Wszyscy do bloku B.

Oddawać moją srajtaśmę!

Gasimy, łajzy.

- Kurwa, siódmy krąg piekła w dupie. - Zaraz zejdę.

Jak twarz wilka morskiego z wydziobanym okiem.

- Dzięki za pomoc, Terry. - Maść powinna pomóc.

No dobra.

Tylko nie ściskaj zaworów. Jedziemy z tym.

- Poszła dawka. - Tak, właśnie tam. Ale nakurwia.

- Śmiało, Terry. - Kurwa, stary.

Nigdy nie widziałem niczego tak czerwonego.

To jakiś nowy kolor. I pewnie piecze jak diabli.

Potwierdzam.

Wstań i pokręć trochę dupskiem, by się rozprowadziło.

- Ja już więcej nie zdziałam. - Dobra.

O kurwa.

- Bujaj się jak na dyskotece. - Boże!

- O wiele lepiej. Dzięki. - Do usług.

Ale nadal czuję się, jakby smok pocałował mnie w dupę.

Kurwa.

Ja pierdolę.

Napisy: Igloo666 & liofert

.:: GrupaHatak.pl ::.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.