All language subtitles for The.Dressmaker.2015.1080p.10bit.BluRay.6CH.x265.HEVC-PSA

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian Download
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wróciłam, kanalie!

Wersja polska: Shylock korekta: loodka

Własność T. Dunnage ŁAPY PRECZ!

Czy to...

Dior?

Doskonale, sierżancie.

Mego projektu, na bazie Diora.

- Myrtle Dunnage. - Tilly.

- Dorosłaś. - A pan się postarzał.

Smutne, ale prawdziwe.

Znowu coś przeskrobałam?

Wyprawiona skóra łatwo się psuje od wilgoci.

- Co u mojej matki? - Molly rzadko wstaje.

Uprzedziłaś kogoś o przyjeździe?

Wkrótce się dowiedzą.

Mamo!

W sprawie oposa? Nie dostaniecie go.

Chcemy go tutaj.

Pamiętasz pannę Harridiene ze szkoły?

A Stewarta Pettymana?

Pamiętasz?

Lewa, prawa, lewa...

Był jej pupilkiem.

Proszę pani! Oblała mnie atramentem.

A pana Almanaca z apteki?

Nie wiem nawet, coś ty za jedna.

Grzesznice.

Obie pamiętamy aptekarza.

- Stosować trzy razy dziennie. - Dziękuję.

Chodź, Myrtle.

Twoja matka jest dziwką, a ty bękartem.

A Pettymana, przewodniczącego hrabstwa?

To dopiero powód do głosowania.

Po co przyjechałaś do tej dziury?

Tu nic nie ma.

Ponieważ...

musisz mnie pamiętać, mamo.

Mamo?

Musisz pamiętać, żebym i ja sobie przypomniała.

O czym? Byciu moją córką?

- Między innymi. - Nic z tego.

O czym jeszcze?

Czy popełniłam morderstwo?

Co?

Jestem morderczynią?

Dlatego ciąży na mnie klątwa?

Nie pamiętasz, czy kogoś zabiłaś?

Nie.

Takich rzeczy się nie zapomina.

A jeśli jesteś?

Nie zdziwiłabym się.

Morderstwo!

Na pomoc!

Ratunku!

Puszczaj mnie.

Przestań, mamo.

To tylko kąpiel.

Jesteś brudna i cuchniesz.

Gwałcą!

Co za wariat gwałciłby szaloną Molly?

Paniusia z piłeczkami.

Na pewno jest jakieś logiczne wyjaśnienie.

- Myrtle Dunnage wróciła. - Ostatnio widziałem ją jako dziecko.

- Ruszyła się. - Odesłali ją.

Dla dobra społeczności.

Dunnybum wróciła.

Ciekawe, co z niej wyrosło.

Sierżancie Farrat!

Wiem, że tam jesteś!

Ktoś napadł na moja pelargonię.

Dzień dobry, Beulo.

Widziałam, jak ten kretyn, Barney McSwiney,

gapił się na mnie z silosu.

Oto i Elsbeth Beaumont.

Młody William powrócił z Australii Zachodniej.

Mój syn wreszcie w domu.

Gotów wejść na nową drogę życia.

Żona już czeka.

Halo, pani Almanac!

Nie może jej pan dać jakichś leków?

Uzależni się.

Wystarczy boże przebaczenie i zdrowa dieta.

- Co? - Prudence, pan Almamac idzie.

Hola, mam pana!

Listy do pana.

Gert! William idzie!

Sklep Pratta nic się nie zmienił.

Syn powrócił z wojaży.

Gertrudo, zeszyt!

Ten Reggie Blood ma cudowny głos.

Nazywam go słowikiem z Dungatar.

A do tego jaki przystojny.

Miło, że wróciłeś, Williamie.

Zostaw nas, Gert.

Przyszedłem kupić siatkę na płot.

Oto dług pańskiej mamy za ostatnie dwa lata.

W sumie 347 funtów, 10 szylingów i 8 pensów.

William to teraz światowy człowiek.

Ma sympatię?

Nasza Gert to dziewczyna jak malina.

Zna się na surowcach, pasmanterii,

- Mamo! - ... oraz tępieniu robactwa.

Obawiam się, że William będzie musiał rozejrzeć się nieco dalej

za stosowną towarzyszką życia.

Kto teraz mieszka w domu Szalonej Molly?

Szalona Molly.

Chyba że wyciągnęła kopyta.

Ktoś tam jest,

bo rozpalił ognisko.

Wróciła ta morderczyni!

Poduszka!

Wracaj na gazetę!

Jutro spadnie deszcz.

Potem trzeba będzie wszystko czyścić.

Trzeba przy okazji naoliwić zasuwki.

Wynikła pewna sytuacja

i na razie masz nie wychodzić z domu.

Jaka sytuacja?

W ten weekend są finały.

Przyjadą piłkarze z Winnyerp,

z brudnymi buciorami i rynsztokowym językiem.

Do mojego domu?

Skądże. Będą na ulicy.

A ty bezpiecznie w środku.

A teraz, duszko, napij się toniku.

Zuch dziewczyna, jeszcze łyczek.

Proszę.

Połóż się na poduszkę.

Nie widzę go.

25 lat od wypadku Stewarta.

Straciłam mego synka.

Duszko!

Naprzód, Teddy!

Och, Reggie!

Gola, Teddy!

Kto to?

Nie gapcie się, gramy!

Farrat, aresztuj ją.

Za to, że usiadła?

Tupeciara.

Twoja kiecka rozprasza mi graczy.

Ma się ten talent do cięcia ze skosu.

- Słuchaj, Myrtle... - Wolę Tilly.

Tilly, te kanalie też nie wypędziły nas, McSwineyów, z miasta,

bo tata opróżnia im wychodki, a ja wygrywam mecze.

Jak przegramy, zostaną tylko wychodki.

Dziękuję, Teddy.

Wiem, że ty i May troszczyliście się o Molly.

Idziesz sobie?

Nie, przebiorę się.

Troszczyłeś się o mnie?

- Ciasteczko? - Nie, dziękuję, Molly.

Pamiętam cię. To ja, Molly Dunnage.

Tak, jeszcze dycham!

A twoja biedna żona?

Irma ma się dobrze, jak na nią.

Dawniej stale wpadała na drzwi.

- Rozcięta warga, podbite limo... - Do czego pijesz?

Przeszło jak ręką odjął, gdy stałeś się garbusem.

- Tilly... - Słyszałem, że wróciła.

Nie wiedziałem, że jest taka piękna.

Gertruda umie robić przetwory.

Szyje bieliznę.

I sama się strzyże.

Twoja sukienka! Co za tkanina.

To reporter z "Winyerp Gazette".

Może tak buziak dla pana władzy?

Pocałuj mnie.

Lafirynda!

Wasza drużyna nie ma doświadczenia.

Nie to co chłopaki z Winyerp, zawodowcy.

Nie rozproszy ich żadna niunia.

Gertruda Pratt.

Co z tobą?

Podobno w sobotę jest bal piłkarzy.

- Mogłabym ci coś uszyć. - Nie szata zdobi człowieka.

Patrz i ucz się, Gert.

Dobrze się składa. Trzecia ćwierć, zmiana.

Dalej, Winyerp! Grajcie!

Genialna.

Nie gap się. Patrz na piłkę.

Twój mąż coś wolno się rusza, Irmo Almanac.

- Jak ci się to udało? - Molly Dunnage!

- Też jesteś na wózku. - Strażniczka mi kazała.

Nadal boli?

Pani Almanac, nazywam się Tilly.

Wiem, kim jesteś, Myrtle.

Dobrze zrobiłaś, że przyjechałaś.

Wykazałaś odwagę.

Sierżant mówił, że pani podsyłała Molly żywność przez te lata.

Nie ma o czym mówić. Proszę, nie mów o tym.

- Upiekłam pani ciastka. - Niechybnie trujące.

Niezwykły zapach.

Powiedz no...

po co taka piękna i mądra dziewczyna tu wróciła?

Przepraszam.

Gadaj, Irmo... kto to jest i kogo zabiła?

Nic nie pamiętasz, Molly?

Nawet ona nie pamięta.

Powiadają, że zabiła chłopca.

Pamiętam, jak Evan Pettyman władował ją do policyjnego auta,

a sierżant Farrat ją wywiózł.

Podaj, Dunnybum!

Wrzuciła ją na dach!

Brać ją!

Tam poszukajcie!

- Ty też! - Nigdzie jej nie ma.

Musi być, szukaj!

Gert. Gertrudo! Pomóż mi, błagam.

Gert... Proszę cię.

Panno Harridene!

- Na pomoc! - Masz się nie ruszać.

Bo przyjdę w nocy i zabiję twoją matkę-dziwkę.

A po niej dobiorę się do ciebie.

Molly, nie czuję bólu.

Ani trochę.

- Ja również straciłam dziecko. - Było twoją pierwszą ofiarą?

Nie ma nic gorszego. Można postradać zmysły.

Nie wiem, nie miałam dzieci.

Kto to?

Gdzie to znalazłaś?

To madame Vionnet.

Pracowałam u niej we Francji.

- Pewnie też już nie żyje. - Żyje.

Jest w podeszłym wieku.

To projektantka. Poleciła mnie Balenciadze.

- Kolejnej ofierze. - Innemu projektantowi.

Może.

- To ona nauczyła cię szyć? - Ty mnie nauczyłaś!

Ja nie umiem.

Wiem, że mnie pamiętasz, mamo!

Powiedz, jak mam na imię.

Nie dopadniesz mnie, zabójcza suko.

Powiedz, jak mam na imię.

Stewart Pettyman!

Tak.

Złamałaś mu kark.

Jesteś przeklętą morderczynią. Wypieprzaj!

- Przeszkadzam? - Skądże.

Wzięło nas na wspominki z Lizzy Borden.

Chcę tę.

Dostaniesz taką, jaką ci zrobię.

Zapraszam.

- 15 szylingów. - Niedorzeczność.

Tak jak twój tyłek.

Umiesz się targować?

Zakupy za darmo przez tydzień.

- Informacja. - Jaka?

Powiedziałaś Stewartowi Pettymanowi, gdzie się wtedy skryłam?

- Kiedy? - Już ty wiesz kiedy.

Gertrudo...

Mogę zrobić z ciebie królową balu.

Powiedziałam.

Wybacz, Myrtle, ale wolałam, by czepiał się ciebie, nie mnie.

Czyli z umowy nici?

Rozbieraj się.

Morderczyni i lesbijka.

Otwórz ten.

Teddy!

McSwiney! Stawiam piątaka, że nie wskoczysz!

Nie bój się, to tylko myszy.

- Chcą się przywitać. - Pięć funtów? Łatwa forsa!

Jesteś facetem czy myszą, McSwiney?

- Śmiało, Teddy. - Co sądzisz, Barney?

- Uważaj na myszki. - Peniasz, stary?

Dalej, Teddy!

Skacz!

Na plecy, McSwiney!

Uwaga tam na dole! Reggie Blood leci!

Dawajcie na dół!

Na co to szkaradne lustro?

Mam w domu czyste.

- Podwieźć panie? - Tak, jestem wykończona.

Robi się.

Dziękuję.

- Co robisz? - Stul się.

Chodź, Mol.

Dziękuję. A ty kto?

Pani Dunnage, to ja, Barney.

- Jesteśmy spokrewnieni? - Nie!

Chwała Bogu.

Molly byłaby bezpieczniejsza, gdybyś siadła obok.

- Ona woli, żebym spadła. - Nie opowiadaj głupot.

Gdybym chciała cię zabić, skręciłabym ci kark.

- Wszyscy to wiedzą. - Ruszyłaś się

Nie sądzę.

Morderczyni nie załatwiłaby Dungatar finałów.

Więc jak to z tobą jest?

Chyba nie wróciłaś po to, by nam pomóc wygrać.

Mogłaś mieć dwa powody:

krwawą zemstę albo mnie.

Nic z tego?

Wpadnę po ciebie w sobotę o 20.00. Na bal piłkarzy?

- Jestem zajęta. - A dziś wieczór?

- Pojedziemy do kina w Winyerp. - Co grają?

"Bulwar zachodzącego słońca" z Glorią Swanson.

- Będę zajęta. - Czym?

Mieszaniem w kotle. Za to ja jestem wolna.

Coś ty dla niego taka niemiła?

Miły chłopak chce nas zabrać do kina.

Chyba mnie.

To idź, nie plącz mi się od nogami.

Nagle cię obchodzi, co zrobię?

A skąd, bądź sobie starą panną.

I tak nie idę.

Nie wróciłaś przeze mnie, tylko przez nich.

I co? Szyjesz im kreacje?

Będą mieć o sobie wysokie mniemanie, a tobą i tak będą gardzić.

Centymetr.

Scentrowana.

Zaczynaj od nowa. Powyciągaj mi te szpilki.

Co ci?

Siedź, póki co to mój dom.

- Molly! - Wpadła w kłopoty?

Nie dziwi mnie to.

Tilly, chodź do auta.

Co?

Molly, co się stało?

Kocham cię!

Paczka.

Pamiętasz mojego oposa?

Ulubieńca, zaginionego.

Wiem, co się z nim stało.

Tilly, padły pewne zarzuty

i prawo wymaga,

abym przeszukał tę skrzynię.

Co mi zarzucają?

"Chocolat en poudre".

- Czekolada do picia. - Dziękuję.

- Nie takiego cię pamiętam. - Ani ja.

Szczerze powiedziawszy, tak chcę zostać zapamiętany.

Bez obaw, tak łatwo tego nie zapomnę.

Jestem świetny w cekinach i brylantach.

Potrafię je naszywać szybciej od ciebie.

W mig wszywam suwaki, marszczenia i szamerunki.

A co sądzisz o krezach i falbanach?

- Nie cierpię. - Ja też.

Szkoda, że nie mamy lepszego lustra.

Przed domem jest lustrzane drzewo.

Faktycznie.

Skąd wytrzasnęłaś tyle luster?

Zawsze byłem dyskretny.

Ale...

gdy zginął Stewart Pettyman...

jego ojciec nalegał, żebym cię odesłał.

- I zrobiłeś to. - Najpierw odmówiłem.

- Ale on o mnie wiedział. - Co?

Znalazł moje szkice

na modelu, który był mną.

Podpisane przeze mnie.

Zagroził, że prześle je mojemu przełożonemu.

Wszystko bym stracił.

Dom...

Karierę...

Wszystko.

Zdradzona dla garderoby.

Co za ironia.

Może być sobota wieczór.

A to kto?

Olśniewająca.

- Zagracie coś o miłości. - Jasne.

Miałem już iść do domu.

Zobacz, jaka ładna para z naszych dzieci.

Gert, wyglądasz jak z filmu.

To ona.

Mogę wejść, Joe? Już nie płaczę.

Znów jest w porządku. Powiedz, że się nie gniewasz.

Popcornu?

Nawet nie jadą prawdziwym autem!

Dla mężczyzny nie ma jak błękitna flanela.

Jednorzędowy, rzecz jasna.

Szczęśliwego Nowego Roku.

Będą się całować. Uciekaj!

- Zamknij się! - Ty się zamknij.

Zboczeńcy. Wszeteczności.

Patrzcie na jego minę. Nie uprzedzili go o tej scenie.

Uwaga na głowę.

Jaki silny.

A słyszałaś o nowym musicalu "Południowy Pacyfik"?

Brzmi bardzo...

- romantycznie. - No pewnie, Mol.

- Nie cierpię romansów. - A to niespodzianka.

Co powiesz na muzykę i herbatkę?

Jak mógłbym odmówić?

"Makbet"?

Lubisz to?

Pewnie nie w twoim guście.

"Słyszcie! Coś złego tu się skrada".

Co to za rzępolenie?

- Blues. - Można się przy nim powiesić.

Mnie się podoba.

W jej głosie jest ból.

Tak. Billie Holiday.

Przydałyby jej się wakacje.

To moja piersiówka?

- Odbierz mi ją, przystojniaku. - Dawaj. - Nie ty!

Oż ty łachudro! Zabieraj łapy!

- Nie wygłupiaj się. - Ostrożnie ze staruszką.

- Wytrąbiłaś całą. - Wielkie rzeczy.

- Herbaty? - Poproszę.

Dokąd trafiłaś stąd?

Daleko.

Do Melbourne. Do internatu.

A potem?

Uciekłam do Londynu.

Potem do Hiszpanii, Mediolanu, Paryża.

I z powrotem do domu?

Nie lubią nas tutaj. Mnie i Molly.

Nie wybaczą mi śmierci tego chłopca.

Molly nigdy nie wybaczyli, a przecież nic nie zrobiła.

Próbowali zabrać nam Barneya, bo był inny.

Jacyś ludzie przyszli do szkoły, musiałem lecieć po rodziców.

Pamiętam was.

Patrzyłam na ciebie, Rega i Barneya, na dachu silosu.

Miałeś teleskop i wypatrywałeś rakiet z kosmosu.

I Supermana.

Nie obawiam się ciebie, Tilly Dunnage.

Myślę, że mogłabyś uszczęśliwić faceta.

Tilly.

Będę się o ciebie troszczył.

- Jeśli chcesz. - Muszę położyć Molly spać.

Chcę zobaczyć Myrtle Dunnage.

Nie wątpię. Też bym chciała, żebyś widziała.

Pojęłabyś, ile znosimy, patrząc na ciebie.

Tu jesteś.

Matka-wariatka.

- Molly jest na chodzie. - Nie jest już zaniedbywana.

Ma lepsze i gorsze dni.

Gertruda Pratt mówi, że uszyłaś jej suknię na bal.

Owszem.

Chcę zamówić garderobę dzienną,

jeśli to możliwe.

- Możliwe. - Ale będzie kosztować.

Dla mnie koszule nocne i bielizna.

Coby wymienić sprężynę w starym materacu.

Dzięki.

Sio!

- To na pewno tutaj? - Hotel Dworcowy.

Daleko od dworca.

- Wszystko dobrze, Muriel? - Doskonale, dzięki, skarbie.

Żarówka przepalona.

- Tilly dostała kolejną skrzynię. - Skąd tym razem?

Z Paryża? Mediolanu?

Z Nowego Jorku. Bawełna i pawie pióra.

Pawie pióra?

No nie wiem. Tak myślę.

Nie wiem dokładnie.

- Muszę już iść. - Pani suknia...

To nasza tajemnica.

Nie pani interes.

Miejscowa. Na wzgórzu.

A przeróbki?

Niewielkie,

o ile w ogóle. Sama je zrobię.

- Pani umie szyć? - Jestem krawcową.

I szwaczką. Z dyplomem.

Chciałabym obejrzeć pani zakład.

Pani wpuściłaby mnie do swojego zakładu?

Wkrótce zapozna się pani z moją pracą.

Zaprosił mnie Evan Pettyman.

Myślałaś, że poddadzą się bez walki?

"Dungatar wita pannę Unę Pleasance,

która wnosi do społeczności wybitne zdolności krawieckie".

Złapałem rybkę na obiad.

- I z narażeniem życia zdobyłem kwiaty. - Zbytek łaski.

- Z czyjego ogródka? Beuli? - Sierżanta Farrata.

- Dzieńdoberek, Teddy. - Sierżancie! Nie zauważyłem.

Myślisz, żeś taki przystojny, co?

"Panna Pleasance obecnie

gości w domu przewodniczącego hrabstwa Evana Pettymana.

Jej zakład krawiecki tymczasowo będzie mieścił się u niego w domu".

- Cudowny dzionek. - Muriel! Buty!

Biszkopt z bitą śmietaną.

Chodź, Uno, śmiało.

Witam na wielkim otwarciu Le Salonu.

Styl i przyzwoitość.

Co poniektórzy nie potrafią rozróżnić.

Una Pleasance.

Spod jakiego kamienia ją wygrzebali?

Akurat gdy zaczynały mnie lubić.

Marnujesz się tu.

Dobry cel. Prawie trafiłeś w sklep Pratta.

Ale tu jestem.

- Ucieknijmy razem, Till. - Co?

Ty i ja. Zapomnij o Dungatar.

Zostaw ich samym sobie i losowi.

Nie możesz ot tak... prosić kogoś, żeby...

nagle uciekł.

Zabierz Barneya do domu.

Mam paść na kolana?

Nie mogę z tobą być, Teddy.

Jestem przeklęta.

Dzięki Ci, Panie... za Unę.

Liczyłam na coś...

- wyszczuplającego. - Skądże, jest w sam raz dla ciebie.

- Ściągnij buty! Dopiero co odkurzałam. - Mam się tu spotkać z mamą.

- To William. - Prosiłam, by po mnie przyszedł.

Tutaj, Williamie.

Pan młody nie może widzieć panny w sukni ślubnej.

Bzdura. Nie kiedy młoda wygląda tak pięknie jak ty.

Tutaj, Williamie. Zobacz swoją przyszłą...

Krawędzią dywanu! Środek się wyciera!

Williamie! Chodź!

- Na litość boską! - Gdzie ona się podziała?

Tam jest.

Gertrudo!

- Ścigajmy ją samochodem. - Mamo!

Krawędzią! Precz z butami.

- To jest twoja suknia? - Ładna kokarda!

- Kokarda?! Kpisz ze mnie?! - William przyjechał.

Ściągnij ją ze mnie!

- Nie ma zamka! Zaszyła cię w niej! - Tato, piłę!

Ujrzenie panny młodej w sukni przed ślubem przynosi pecha!

Nie kiedy wygląda tak pięknie.

- Mamo! - Alvin, zamknij drzwi! - Nie popychaj mnie!

- Przepraszam, zamknięte. - Od zaplecza!

Uciekaj, Gertrudo.

- Przykro mi, nieczynne! - Gdzie ona jest?

Kurczaczki!

Tilly, księżniczka Elżbieta przyszła zdjąć miarę!

Myrtle! Pomocy! Tilly!

- Myrtle! - Boże!

Tilly! Przyjechała Gloria Swanson.

Ja do Gertrudy Pratt.

Czemu?

Pan młody nie powinien widzieć panny w sukni ślubnej.

Mamo, przestań.

Dyplomowana krawcowa by wiedziała.

Gertrudo! To ja.

Gert!

Wybacz, Uno.

Postanowiłam wrócić do Tilly. Ona rozumie moją sylwetkę.

Zdecydowanie.

Ona tak nie wygląda.

Nabrali cię, chłopcze.

Ty wiedźmo!

Jedźmy już, mamo.

Nie możesz się ożenić z byle córką sklepikarza!

Gdzieś ty nas przywiózł? O mój Boże!

- Cześć, Teddy. - Cześć. - Za miesiąc się żenię.

- Będziesz moim drużbą? - Nie! - Tak! - Dlaczego?!

- Chcę mieć przyszłość! Życie. - Przecież masz.

Nie moje!

Jasne, nie ma sprawy.

Musisz mieć garnitur. Ja zapłacę.

- Byłoby dziwnie. - Nie mów mi, co jest dziwne.

Rozbieraj się.

- Innym to mówisz! - Mam się rozebrać?

- Tak! - Nie! Tak wystarczy.

Innym mówisz co innego!

Jak chcą, żeby pasowało, to mają się rozdziać do miary,

bo szyjesz dzieła sztuki specjalnie dla nich.

Widzisz, Tilly? Ja wszystko słyszę.

Mówi, że każdy jest inny,

chociaż są tacy sami. Za grubi, za chudzi...

U ciebie jest na czym oko zawiesić.

Tak czy owak, nikt nie zaprzeczy,

że nasza geniuszka zmienia ich wygląd.

Są mniej jak oni, a bardziej tacy, jacy chcieliby być.

Nazwałaś mnie Tilly.

- Kiedy? - Przed chwilą.

- Nieprawda. - Owszem. - A dziś rano dwa razy. - Kłamczucha.

Wygląda na to, że to będzie najważniejsza część mojej garderoby.

- Może pójdziesz w nim do ślubu. - Niewykluczone.

Złapie cię jakaś stara panna czy inny babsztyl.

- Spodnie też? - Tak. - Nie!

To najważniejszy dzień w życiu. Trzeba wyglądać.

Zrobione.

Zeszyt.

To był jego pomysł.

"Południowy Pacyfik"?

Tak, bardzo romantyczny.

Szyja.

- 17 cali. - Mniej niż Gertruda Pratt.

Klatka?

Dziewczyna, która mi się podoba, mnie nie chce.

- Jakaś wariatka? - Mówi, że jest przeklęta.

- 41. - Bzdura. Jest szerszy.

Widać na oko. Zmierz od nowa.

Ja tam nie wierzę w klątwy.

Też nie wierzyłam, póki ona się nie zjawiła.

- Tak wygodnie? - Tak. - 42.

Mówiłam. Również mniej niż Gertruda Pratt.

W pasie.

Wiem, że to dziewczyna dla mnie.

Ta albo żadna.

33.

Również mniej niż Gertruda Pratt.

Uszyj coś dla siebie i chodź ze mną na wesele.

- Nikt się do ciebie nie odezwie. - I dobrze.

Będziemy tańczyli.

Im bardziej cię będą nienawidzić, tym więcej potańczymy.

Przy mnie będziesz bezpieczna.

Wesele Gertrudy mnie zrujnowało!

Wszystkie klientki przeszły do tej wiedźmy.

Nie rozpaczaj, Uno.

Masz jeszcze... Beulę, Elsbeth...

i mnie.

Och, Evanie.

Prędko.

Prędko.

Moja głowa!

Evan?!

Załatwiam sprawy hrabstwa.

Una?

Jestem zawalona robotą!

- Idę do Myrtle Dunnage. - Po co?

Po suknię na wesele Gert.

Nie możesz!

Twoja... "sytuacja" została opanowana.

Poza tym... Una jest zawalona.

Przyszłam pomimo tego, co o tobie wygadują.

Proszę łaskawie zdjąć sweter.

Ale żadna nie narzekała na twoją pracę.

Nie to co na to beztalencie, Unę.

Nie powtarzaj tego Elsbeth.

Nie, skądże.

Pamiętam jak przez mgłę...

Wyjechałaś, gdy twojej matce się pogorszyło.

- Nie w tej kolejności. - Ja straciłam syna.

Wiedziałaś?

Stewarta. Może go pamiętasz ze szkoły.

Spadł z drzewa i zmarł.

Pamiętasz tamten dzień?

- Nie. - Nikt już nie pamięta Stewarta.

Tylko ja.

Dlatego trudno mi wychodzić z domu.

Gdzie nie pójdę, widzę, co kiedyś miałam.

Gdzie dawniej chodził Stewart.

Nikt już nie pamięta Stewarta.

Ani koledzy.

Ani rodzony ojciec.

Ani nawet Beula.

"Południowy Pacyfik"!

Mogę?

Proszę.

Chcę wyglądać najlepiej ze wszystkich!

- Zwłaszcza Elsbeth! - Tak?

Może.

Jeśli ty w to wchodzisz, to i ja.

Pani Pettyman...

Czemu powiedziała pani,

- że "ani nawet Beula"? - Była przy śmierci Stewarta.

Widziała na własne oczy.

- Panie Sierżancie! - Tilly! - Była u mnie Marigold Pettyman.

Musi mi pan pokazać zeznania Beuli Harridene.

Wykluczone. To własność policji.

Nie mógłbym ci ich udostępnić.

Może dam ci wgląd.

- Suknię zaprojektowała Tilly Dunnage. - Co to będzie za kreacja!

- Matka panny młodej. - Co za szyk!

- Dziękuję. - "Winyerp Gazette".

Alvin i Muriel Prattowie, rodzice panny młodej.

- Miło cię widzieć. - Ciebie też.

- To Marigold! - Nie widziałam jej od...

- Oszałamiająca... - Tilly Dunnage uszyła jej suknię.

Wspaniała.

Nie zaprosili na wesele, panno Harridene?

Kochała się pani w Evanie Pettymanie?

- Weszłaś tu bez pozwolenia! - Nie znajduję innego wyjaśnienia na to.

"Widziałam, jak Stewart Pettyman bawi się na podwórku szkolnym po lekcjach.

Podeszła do niego Myrtle Dunnage.

Uderzyła Stewarta Pettymana cegłą w głowę".

To własność policji! Skąd to masz?!

Może unieszkodliwiłam sierżanta cegłą!

Albo za pomocą boa z piór.

"Usłyszałam okropne chrupnięcie".

Że też ja tego nie pamiętam!

Któż mógłby zapomnieć "okropne chrupnięcie"?

Nie radzę wychodzić.

"Krzyknęłam: Zabijesz go! >>.

Ale Myrtle Dunnage tylko spojrzała na mnie i zaśmiała się".

Serio? Nie pamiętam, by była ze mnie taka śmieszka.

"Następnie Myrtle Dunnage brutalnie deptała nogami

raz po raz, po złamanym karku biednego chłopca".

Beula! "Deptała nogami" to pleonazm.

Nic dziwnego, że w nowej szkole uznali mnie za analfabetkę.

Boisz się mnie, Beula?

Nie bałaś się, gdy byłam mała.

Biłaś mnie linijką, gdy myliłam się w obliczeniach

lub zrobiłam kleksa.

Więc czemu mnie nie powstrzymałaś,

gdy skakałam po złamanym karku Stewarta Pettymana?

Nie dałam rady!

Miałam 10 lat! Nie mogłam tego zrobić!

Wszyscy wiedzieli, że to ty! Tylko ty tam byłaś!

- Ty też tam byłaś. - Co ty insynuujesz?

Ja? Nie było mnie przy tym!

Gdy przyszłam, Stewart Pettyman leżał na ziemi z wykręconą głową,

a ty stałaś nad nim.

Skłamałaś.

- Nic nie widziałaś. - Miałby do mnie pretensje.

- Kto? - Evan! Evan Pettyman.

Trzymałam pieczę nad jego synem.

Ty i twoja stuknięta matka jesteście złe!

Bóg wie, do czego jesteście zdolne!

Spróbuj trafić w jej dupsko.

- Elsbeth! - Wiem. - Ona jest prześliczna!

Tak, pochodzi z kupieckiej rodziny.

Obracają się w kręgach handlowych.

Wszyscy wyglądają przepięknie.

Ta Tilly... jest taka zdolna!

Shelley, a ty jak masz na imię? Zdróweczko, dziewczyny.

- Dobrze się bawicie, ślicznotki? - Witaj, Evan.

Próbujesz starych sztuczek?

Tak jest dziewczyny, strzeżcie się.

Myślisz, że twój synek spadł z drzewa?

Mylisz się.

Ona skłamała.

Beula Harridene złożyła fałszywe zeznanie.

- Tak podejrzewałem. - Skoro miałeś wątpliwości...

to nie powinieneś był mnie zabierać. Nie miałeś prawa.

Ani on nie miał prawa.

On miał.

Co?

Miał prawo rodzicielskie.

Jak to?!

Evan Pettyman to twój ojciec.

Co?

Morderczyni!

Marigold! Nie rób scen!

- Jezu, Marigold... - Nie zabiłam go.

- Morderczyni! - Zostaw ją, dziwko!

Powiedz jej, że go nie zabiłam. Nie mogłam.

To zeznanie to stek kłamstw!

Ona oszalała! Wierzysz mi, więc im powiedz!

Tilly, nieważne, komu wierzę.

Prześledziłem sprawę. Rozmawiałem ze wszystkimi.

Wiadomo, gdzie byli, w domu, w pubie, u znajomych...

Taka jest prawda, Tilly. Przykro mi.

Ale faktem pozostaje,

że tylko ty tam byłaś.

- Składam skargę. - Stul pysk, Pettyman, bo skręcę ci kark.

Uderzyłeś mnie, McSwiney.

Tilly!

Tilly! Tilly, ruszyłaś się!

Ruszyłaś się, Tilly.

Czemu mi nie powiedziałaś?

Czemu?

- Niepotrzebnie tu wracałaś. - Ale ona się ruszyła!

Ruszyłaś się, Tilly!

- Ruszyła się! - Zamknij się, Barney. - Nie!

Ona się ruszyła!

Widziałem go!

Sam to zrobił, widziałem!

- Ona się ruszyła, Teddy. - Przepraszam. Uspokój się.

- Co chciałeś powiedzieć? - On to zrobił, widziałem.

- Widziałem, jak to zrobił, Teddy. - Musisz się uspokoić.

Ona się ruszyła, wtedy pod szkołą.

Widziałem go.

Ona się ruszyła.

Teddy, przestań!

Przestań.

Przyparł cię do ściany. Zatkał ci usta.

A potem coś ci powiedział. Co to było?

"Nie ruszaj się, Dunnybum,

bo przyjdę w nocy

i zabiję twoją matkę-dziwkę.

A po niej dobiorę się do ciebie".

Potem cię puścił, ale nie uciekałaś.

Zamknęłaś oczy i stałaś. Dlaczego?

Czekałam.

Na co, Myrtle?

Na śmierć.

Stewart szarżował na inne dzieci jak byk, pamiętasz?

Brał rozbieg i walił głową w brzuch.

Ale tym razem byliście tylko we dwoje.

Miałaś umrzeć, ale nie umarłaś. Dlaczego?

Poruszyłam się.

Poruszyłaś się!

Barney to widział z silosu.

Stewart walnął w mur i złamał sobie kark.

Barney nikomu nie powiedział,

bo bał się, że znów będą chcieli go zabrać.

Zamiast tego zabrali ciebie.

Nie zabiłaś Stewarta Pettymana.

Zabił się sam.

Teraz możemy się pobrać.

Czemu nie? To ich rozwścieczy.

Urządzimy weselisko w Dungatar.

A potem wyjedziemy.

- Dokąd? - W lepsze miejsce.

Bez Elsbeth, Beuli i radnego Pettymana.

Bez nienawiści i zemsty.

Gdzie są lepsze potańcówki.

A moja matka-wariatka? Ją też zabierzemy?

Czemu nie?

I mojego upośledzonego brata.

Tak, Barneya.

Tak, zabierzemy Barneya.

Więc zgadzasz się?

Till...?

Widzisz statki kosmiczne?

Nie.

Teddy, zobacz!

To ptak! To samolot!

To Superman!

Niemożliwe, przecież jest tu.

Posiada moce i zdolności ponad ludzkie wyobrażenie.

Nieustraszony.

Nieustraszony.

- A co z moją klątwą? - Mówiłem, że nie wierzę w klątwy.

Udowodnię ci.

Co ty wyprawiasz?

Chyba nie chcesz zeskoczyć po ciemku z silosu?

Oczywiście, że nie. Tak robią chłopcy.

Prawdziwi mężczyźni skaczą do silosu.

Nie!

Nie rób tego. Co, jeśli jest pusty?

- Jest pełen pszenicy. Rano sypali. - To myszy?

Proszę, Teddy, nie.

- Powiedz: "nie jestem już przeklęta". - Przestań.

Nie powiedziałaś.

Ted...

Teddy?

Bardzo śmieszne. Teddy.

Dobra, powiem. Teddy...

Nie jestem już przeklęta!

Nie ma klątwy.

Teddy?

Teddy?!

Ratunku... Teddy?!

Na pomoc...

Teddy!

Na pomoc!

Teddy!

Co ten Teddy znów zrobił?

Wycięli dziurę w silosie!

Jaka chmura pszenicy!

To nie pszenica, tylko sorgo.

Teddy nie wskoczyłby do sorga.

Przecież wiesz.

Teddy by do tego nie wskoczył.

W sorgu można utonąć!

Teddy?! Bracie!

Barneyu, weź maluchy na spacer nad strumyk.

Tata i ja porozmawiamy z sierżantem.

Trzy godziny wycinali dziurę w silosie.

Za długo był tam uwięziony.

Udusił się.

Teddy.

Teddy!

Nie!

Teddy!

W środę pogrzeb. Nie mogłam prosić jego ojca...

ani żadnego z dzieci o pomoc.

I nie chciałam by ci z miasta go dotykali.

Chodź, umyjemy go i ubierzemy w garnitur.

Mój piękny chłopiec.

Nie obawiaj się już żaru słońca

Ani mroźnych wichrów zimy

Ukończyłeś swe ziemskie zadanie

- Zamordowała go! - Przeklęta.

Jaka matka, taka córka.

Sierżant Farrat powinien ją zamknąć!

Wy zabiliście Teddy'ego.

Zginął, bo chciał udowodnić, że miłość

jest silniejsza od waszej nienawiści.

Każdy by zginął, chcąc to udowodnić.

- Za darmo? - 10 szylingów.

12 szylingów.

Jak tylko stanie na nogi,

dopilnuję, żeby dokończyła to, co zaczęła, bo Teddy się mylił.

Was nie można zostawić sobie samym i losowi!

To wy jesteście klątwą.

Trzeba was powstrzymać.

A to co?

"Letni festiwal teatralny. Winyerp kontra Dungatar.

Konkurs na najlepszą inscenizację, scenografię...

kostiumy".

Ciekawe, kto uszyje kostiumy tym z Winyerp.

Dzięki Bogu, macie Unę.

Uszyjesz coś dla mnie.

Ich obszyłaś, a rodzonej matki nie?

- Mamo... - Coś eleganckiego.

Wizytowego.

Masz jeść, Myrtle.

Poznałam twego ojca, gdy miałam 20 lat.

Byłam naiwna.

Nie pamiętasz, jak przychodził do domu?

Nie wyszłam za niego.

Nie rozmawiał z tobą zbyt często. Nie byłaś synem.

Sądziłam, że zostawi nas w spokoju.

Marigold...

Jej ojciec był przewodniczącym hrabstwa,

zostawił jej cały majątek.

A Evan wręcz...

zawrócił jej w głowie.

Biedna Marigold.

Kazał cię odesłać, by mnie zranić.

Wróciłam...

- Wróciłam... - Dla mnie.

Myślałaś, że cię potrzebuję.

Ale to ty potrzebowałaś mnie.

Jaki apetyczny poczęstunek, Molly.

Ładnie tu urządziłaś!

Przekąski koktajlowe, kanapeczki z ogórkiem.

Przyszły panie z komitetu.

Pamiętasz letnie festiwale teatralne? Dungatar wystawia "Makbeta".

Chcą, żebyś uszyła kostiumy. Biedna Una.

Una gra Lady Makbet.

Nie może grać głównej roli i być krawcową.

Naturalnie. Kanapeczkę?

Myrtle, miasto nigdy nie zapomni.

Ale być może wybaczy, jeśli wygramy festiwal teatralny.

- Trudy reżyseruje. - Kto?

Ja. Teraz mówią na mnie Trudy.

Wiemy mniej więcej, czego chcemy.

Dziękuję, Trudy.

To barok.

Nie, to Szekspir, słyszałaś o nim?

"Dalej, dalej, szum już wrze

Ogień płonie, kocioł syczy

Ochłap z bagiennego gada, do kipieli niechaj wpada! ".

Sztuki teatralne to świetna rzecz.

Obnażają w ludziach to, co najlepsze i najgorsze.

A więc ustalone!

Nie.

To będzie kosztować. Gotówka z góry.

Albo poczekacie sobie kolejny rok.

Prędzej zdechnę, niż uszyję coś dla tych podłych idiotek!

Jak mogłaś...

Jak mogłaś je tu zaprosić?!

- Zostawili cię, żebyś gniła! - Ale jeszcze żyję.

Odebrali ci mnie.

Ale wróciłaś.

Przestań.

Gdy cię zabrali, omal nie umarłam.

Ale miałam nadzieję, że nigdy nie wrócisz

do tego strasznego miejsca.

Lepiej, że się stąd wyrwałaś.

Inaczej tkwiłabyś tu,

kryjąc się ze mną na szczycie wzgórza.

Zamiast tego potrafisz tworzyć.

Zmieniać ludzi.

To wielka moc.

Wykorzystaj ją przeciwko nim.

Obmyśliłam plan, Myrtle.

Ślicznie wyglądasz, Molly.

Ślepa jesteś, Irmo.

Moja dziewczynka potrafi czarować.

Ale potrzebuje pieniędzy, by zacząć od nowa.

Dlatego ten list musi dotrzeć do Winyerp.

Jeśli ja go zaniosę na pocztę, te kanalie go nie nadadzą.

Ostrożnie z tymi ciastkami.

Przyrządziłam mocniejsze niż ona.

Młoda jest i nie wie, co to ból, tak jak my.

Żegnaj, stara przyjaciółko.

Molly?

Molly!

Alvin!

Musiała sobie coś złamać.

Można jej dać coś na ból?

Na udar nic nie pomoże. Wola boża.

Ale ona cierpi!

Wkrótce zapadnie w śpiączkę, a do rana wyzionie ducha.

Ty padalcu!

Już dobrze.

Mamo?

Już dobrze, mamo.

Już dobrze.

Boże.

Biedna Molly.

Ja ją zmienię. Nie przejmuj się, Till.

Tej by nie chciała słuchać.

A teraz powiesz swojej żonie,

gdy zjawisz się w domu, z kim byłeś zeszłej nocy

Nie podoba ci się? To zmienię.

Wszystkie te piosenki

są zepsute i pornograficzne.

Nic dziwnego, że Molly wpadła w kłopoty.

To wina kuszących piosenek

i tego zbereźnika.

Koniec...

Koniec ze śpiewaniem.

Molly umarła, oni żyją, a ja muszę cierpieć!

Beula...

Konduktor ogłosi,

gdy dojedziecie do Melbourne,

a stamtąd pielęgniarka zabierze cię do sanatorium.

Znaczy, do specjalisty.

Beula mówi, że się potknęła,

ale Prudence twierdzi, że piła.

A Gert... to znaczy Trudy mówi...

Pijaństwo to grzech!

Bóg ją pokarał.

Irmo, poduszka!

Nie mogę się zatrzymać!

Dobrze się pani czuje?

To tamta ze wzgórza!

Poznaję ten zapach, to haszysz!

Powiem burmistrzowi Pettymanowi!

Tilly oszołomiła panią A.

Pojdzie siedzieć!

Tilly Dunnage?

- Dostałyśmy pani list. - Mój list? - I zgadzamy się.

Na co?

Pani wygórowaną cenę, bo jest pani najlepsza.

- "Kółko teatralne z Winyerp". - To my!

Uszyje nam pani kostiumy.

To nie pani podpis?

"Tilly Dunnage, ukochana córka... Wariatki Molly".

Horry, nie lepiej w mundurze?

Nie, nie cierpię rypsu.

Za to kocham ciastka z marihuaną i ryżowe haszyszki,

które sam piekę

i nielegalnie dostarczam znajomym narkomanom.

Poza narkotykami

jestem też winny perwersji,

o czym bezsprzecznie świadczą te podpisane szkice.

Tilly, co się odwlecze, to nie uciecze.

Ale ty nic nie zrobiłeś.

Zrobiłem. Tobie, 25 lat temu.

Może wreszcie ci zadośćuczynię.

Cieszę się, że cię poznałem, Tilly Dunnage.

Wzbogaciłaś moje życie.

Chodź, Horry.

Aksamitki dla pani.

- Czego chcesz? - Opowiedzieć pani historię.

Duszko?

Duszko.

Jesteś chora?

Byłam chora, Evanie.

Przez ciebie.

Ale Tilly Dunnage mnie wyleczyła.

Przyjechałeś tu za Molly i wykorzystałeś ją.

Tak samo jak i mnie.

Miałeś dużo romansów.

Ona zabiła Stewarta.

Wiedziałaś? Twoja nowa przyjaciółka.

Chcesz powiedzieć, że Tilly, twoja córka,

zabiła twojego syna?

Gdyby nie on, nigdy bym za ciebie nie wyszła.

Potworze!

Na ziemię, Marigold. Mdlej.

Nie masz aby migreny?

Zagarnąłeś moje pieniądze!

Jesteś niezrównoważona, otumaniona lekami.

- Lekarz dobrze o tym wie. - Mam to na papierze. - Otóż to.

Jak zechcę, oddam cię do zakładu!

Jezu!

Marigold, źle robisz!

Jestem niezrównoważona.

Wszyscy o tym wiedzą.

Tak samo, jak wiedzą o tobie i Unie Pleasance.

Okażą wyrozumiałość...

- Błagam... - W końcu.

Przepraszam!

Przepraszam, Marigold.

- Przykro mi! - Mnie bardziej.

Kto wymyślił te cholerne kostiumy?

Jak śmiesz?! Ty wsiowa...

Ona dobrze wie, za kogo ją masz.

- Trudy, panuj nad obsadą. - Zamknij się! - Gertrudo...

- Trudy! - Bo powiem wszystkim, jaka jesteś!

Elsbeth, wylatujesz!

Nie możesz wylać producentki! Ja za to płacę!

Gdzie Evan?

Wracam do domu!

Dajcie no program!

Klub teatralny z Winyerp: "Mikado". Kostiumy...

- Tilly Dunnage... - A to dziwka!

- Dobre są. - Zamknij się!

...nie jest już przeklęta.

Zaraz wchodzimy. I tak jesteśmy najlepsi.

Gdzie Evan? Reggie, gdzie radny Pettyman?

- Nie żyje. - Dopiero w akcie II, scenie 1.

Nie. Marigold go zabiła. Zabrali ją.

Szkocka sztuka!

Dokąd pani jedzie?

Do Paryża.

To pociąg do Melbourne przez Hay, Ouyen i Birchip.

No to do Melbourne.

Pali się gdzieś.

- W Dungatar. - Pewnie palili śmiecie.

I przedobrzyli.

Nie wie pan, co to były za śmiecie.

Synchro: Peterlin

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.