Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
TEGO DNIA NA PLAŻY
Słuchali państwo
III koncert fortepianowy Beethovena
zagrany przez młodą pianistkę,
pannę Wei Ching Tan.
Jutro wieczorem
panna Tan wystąpi
w sali koncertowej.
Dzisiaj wróciła do domu.
To bardzo zajęta pianistka, ale na szczęście
zgodziła się przyjść do studia,
aby porozmawiać z fanami muzyki klasycznej.
Halo? Proszę połączyć mnie z numerem 2681.
Witam słuchaczy.
Halo?
Mogę rozmawiać z Ian Shin Jian z działu kultury?
Ian Shin? Jestem Jia Li.
Znasz tę pianistkę...
Wei Ching Tan?
Po jutrzejszym koncercie wylatuję do Japonii.
Od jak dawna wyjeżdża pani za granicę?
- Od trzynastu lat. - Rety, trzynaście lat!
- I pierwszy raz wraca na Tajwan? - Tak.
Dlaczego tyle to pani zajęło? Praca?
Na początku uczyłam się gry w szkole.
Brałam również udział w europejskich konkursach.
Każdego roku jest ich kilka.
Jeden po drugim.
Nabierałam doświadczenia.
Następnie zaczęłam koncertować.
Może pan go bardziej nastroić?
Oczywiście, ale to potrwa.
Da pan radę skończyć jeszcze dzisiaj?
Naturalnie.
Pokój w hotelu zarezerwowany.
Znaleźli też pani bagaż.
Jest już w pokoju.
To dla pani, z hotelu.
- Co ci się stało? - To nic takiego.
Siostra miała mi przywieźć ciuchy. Gdzie ona się podziewa?
- Jest w Tajpej? - Niedawno się sprowadziła.
No tak, liceum zaczyna się wcześniej.
Spójrz tylko na nią.
Jia Li! Tutaj!
To jest Ching-Ching. Wei Ching Tan.
Cześć.
Język połknęłaś? Przedstaw się.
Jestem Jia Li Lin.
Wszystko w porządku?
Jestem trochę zmęczona.
Chyba pojadę do hotelu.
O piętnastej
odbędzie się konferencja prasowa.
O 17.30 pod hotel podjedzie limuzyna,
która zawiezie panią na kolację przed koncertem.
Później w sali koncertowej odbędzie się koktajl party.
Jutro musimy być gotowe przed 9.00 do wyjazdu na lotnisko.
Samolot do Tokio odlatuje o 10.50.
Po trzech godzinach lotu...
Proszę pamiętać — konferencja o 15.00.
Birgit, przyjdź, proszę.
- Dzień dobry. - Wróciłaś.
Ojcze.
Jak pogoda w Tajpej?
W tym roku jest cieplej niż zazwyczaj.
To zdjęcie z konkursu, kiedy byłam mała.
- To ty? - Tak.
A to Jia Sen. Wygrał wtedy.
A to?
Nie pamiętam.
Przypomina mamę. A ja niby tatę.
To prawda.
Patologia i analiza poszły mi dobrze,
ale kiedy przychodzi do sekcji,
czuję, że...
Nie martw się.
W czasie wakacji będziesz praktykował u mnie.
Podczas operowania zmuszaj się do patrzenia.
Im bliżej wzrok, tym szybciej przywykniesz.
Jak ci się tu podoba?
Słucham?
Czujesz się jak w domu?
Jest miło, chociaż pachnie szpitalem.
Możemy odwołać konferencję?
Zobaczę, co da się zrobić, ale...
dlaczego?
Chcę się spotkać ze starą przyjaciółką.
Chodzi o tę wiadomość?
Nie jestem pewna, czy powinnam iść.
Powinna pani pójść.
Ale proszę pamiętać,
pianistka powinna być skupiona na koncercie.
Proszę nie przejmować się konferencją, wszystkim się zajmę.
Jak mnie znalazłaś?
Mam znajomego dziennikarza.
Poproszę kawę.
Ile to już minęło?
Trzynaście lat.
Wyjechałaś w pośpiechu.
Nawet nie wiem dlaczego.
To stypendium było dla mnie zaskoczeniem.
Zaczynał się semestr i musiałam już być w Wiedniu.
Nie mogłam zwlekać.
Minęło już tyle czasu...
ale chyba powinnaś wiedzieć.
Próbowałam kontaktować się z tobą.
Chciałam ci powiedzieć...
- Zastałam Ching-Ching? - Nie.
- Kiedy wróci? - Nie wiem.
Ostatnio wraca późno.
Niedługo potem dowiedziałam się, że wyleciałaś do Europy.
Pamiętasz lato, zanim zaczęłam college?
Wybierz którąś.
To będzie prezent na zakończenie szkoły.
Śmiało!
Stać mnie.
Prezent od Ching-Ching.
O co chodzi?
Nie zniesiesz rozłąki?
Na kolacji będzie dr Chen.
Dalej chcą cię wyswatać z jego córką?
Dr Chen i tata studiowali razem w Japonii.
Razem dorastali.
Praktyka Chena
jest równie znana, co taty.
W lipcu zaczynasz naukę, tak, Jia Sen?
A więc postanowione.
Zaręczycie się na początku lipca,
a ślub odbędzie się podczas Święta Środka Jesieni.
A może w Dzień Konfucjusza?
W obu przypadkach to dni wolne.
Wszyscy przyjadą.
Co ty na to?
To nic, jeśli nie masz nic do dodania.
Tetso będzie mógł pójść na ślub, zanim wyjedzie za granicę.
Tetso, jak się uda,
za cztery lata zrobisz doktorat.
A Jia Li skończy college.
I będzie kolejne wesele!
Ja praktycznie nie znam Wan Jen.
Jeśli ją poślubię,
co z Ching-Ching?
To niesprawiedliwe.
Co cię trapi?
Wiesz...
Jia Sen rozsądnie do tego podchodzi.
Jia Sen?
Wiedział, jak unikać obowiązków.
Nie powinnam tak mówić.
Jakie szanse mamy,
kiedy chodzi o honor?
To wszystko jest powierzchowne.
Czasami przeraża mnie moja hipokryzja.
Chronimy samych siebie w fałszywy sposób.
Jak robactwo zmieniające swe barwy.
Prawdę mówiąc, nie chciałam jechać za granicę.
Chciałam zarabiać nauczając
i czekać, aż twój brat skończy naukę.
Ale się rozstaliśmy.
Wszystko się zmieniło.
Została tylko...
muzyka.
Wtedy chciałam wyjechać.
Wiem, że mnie szukałaś,
ale nie widziałam sensu w spotkaniu.
Słowa nic by nie zmieniły.
- Zastałam Ching-Ching? - Nie.
- Kiedy wróci? - Nie wiem.
Ostatnio wraca późno.
Proszę jej to przekazać.
- Dziękuję. - Do widzenia.
Dla ciebie.
Nie miałam odwagi zobaczyć się wtedy z tobą.
Masz męża?
Z woli rodziców?
Co zjesz?
To Ah Tsai.
Ah Tsai! Tutaj!
Siadaj.
Jestem Ah Tsai.
A to De Wei Chen. Jak ty się nazywasz?
Jia Li Lin. Języki zachodnie.
- Dobrze się bawisz? - Niezbyt
Dobra!
A potem?
To moja nora.
Wszystko tu jest moje.
Nie hałasuj.
Mój ojciec przejął hipotekę
od spłukanego kumpla.
A teraz przejmuję ją ja.
- Nie ma prądu? - Ani wody.
Kutas nie płacił latami i odcięli.
- Kiedy się wprowadzasz? - Nie wiem.
Może ojciec jeszcze je zastawi!
Wariat!
De Wei jest trochę dziecinny,
ale jest uczciwy, co ma swoje zalety.
Tak czy inaczej...
nie zostawi cię, chyba że ty go rzucisz.
Spróbuj.
Zawsze możesz znaleźć innego.
A jeśli nie znajdziesz, on zawsze będzie przy tobie.
De Wei będzie trenował całe lato. A ty? Wracasz do domu?
Spotkajmy się, zanim pojedziesz.
Pa!
Już po egzaminach?
Został mi jeszcze jeden.
Ah Tsai ukradł ojcu forsę na grę w karty.
Stary go przyłapał i teraz boi się wrócić do domu.
Jutro idę do wojska.
Wiem.
Rodzina się nie wtrącała?
Ojciec był bardziej taktowny.
Kiedy ukończyłam college,
zaczął wynajmować dom w Tajpej,
a ja musiałam wrócić w rodzinne strony.
Niedługo po tym, jak De Wei poszedł do wojska,
zorientowałam się, że chodzę jak półprzytomna.
Ledwo wiedziałam, co robię.
Cztery lata college'u zleciały jak z bicza trzasł.
Podeszłam do testu z angielskiego
i złożyłam podania na uczelnie,
chociaż nie wiedziałam, czego tak naprawdę chcę.
De Wei często do mnie pisał będąc w wojsku.
Żaden z niego wieszcz,
ale jego listy dawały mi
poczucie usatysfakcjonowania.
Ale dwa lata to długo,
a on często prosił mnie
o spotkanie w Tajpej.
Chodź, Jia Li.
„Doktorat z angielskiego w cztery i pół roku.
Tetso to bystrzak.
Ojciec zawsze marzył o takim mężu dla ciebie.
Miej to na uwadze
i pomyśl o swojej przyszłości”.
W życiu nie byłem tak zadowolony.
Uzgodniliśmy z doktorem Chenem,
że zaręczyny odbędą się w sierpniu.
Akurat wtedy
Jia Li będzie mogła wyjechać z Tetso do szkoły.
Syn i córka.
Wszystko uzgodnione.
Ciężar spadł mi z serca.
Moje idee bardzo się zmieniły
od czasu college'u.
Ludzie mówią, że dojrzałem.
A ja myślę,
że to kwestia tego,
jak uwznioślamy różne rzeczy
oraz stopnia naszych ambicji.
A teraz?
Nie oczekuję zbyt wiele od przyszłości.
Nie proszę o dużo.
Chcę tylko swojej porcji
małych przyjemności życia.
Na przykład posłuchać dobrej muzyki
albo list od kumpli z college'u.
Ale nie mam prawa mówić ci, co masz robić.
Bo co miałbym ci powiedzieć?
Chciałabym wiedzieć, czy jesteś szczęśliwy.
Powiedz mi lepiej, co nazywasz szczęściem.
Jesteś wykształcona,
więc powinnaś wiedzieć, co to szczęście.
De Wei, ktoś do ciebie!
Usiądź.
Załatwię ci bilety na mój koncert.
Przyprowadź De Weia.
Dzisiaj nie mogę.
Jak to powiedzieć?
Trzy lata temu...
coś się wydarzyło.
Pamiętam to,
jakby to było wczoraj.
Powietrze było świeże i pełne nadziei.
Pierwszy raz w życiu
odczuwałam coś takiego.
Praktycznie czułam zieleń liści.
Przeszłam całą drogę do domu.
Od lat tak dobrze się nie czułam.
Ale...
kiedy stanęłam w drzwiach,
pokojówka powiedziała mi,
że policja...
znalazła ciało De Weia na jakiejś plaży.
Utonął.
Trochę pani poczeka.
Nurkowie straży wybrzeża
wyławiają ciało pani męża.
Jak do tego doszło?
Nie mam pojęcia.
Powiem pani tylko...
Zmierzchało, więc ściągnąłem sieci i wracałem do domu.
Zauważyłem po drodze mieszczucha z marsową miną.
Też go widziałem, ale było już ciemno. To było dziwne.
O tej porze wyszedł popływać? Patrzyłem z niedowierzaniem.
Później, po kolacji, musiało być koło ósmej...
wtedy był przypływ.
Byliśmy wtedy na plaży wczesnym rankiem.
Znaleźliśmy rzeczy pani męża.
Buteleczkę z jego nazwiskiem.
Pisało na niej...
De Wei Chen.
Zgadza się?
Policjant długo wertował książkę telefoniczną.
Aż w końcu coś znalazł.
Klinikę Luo.
Nie kojarzę, aby mój mąż chodził do takiego doktora.
Może to był jakiś inny De Wei Chen?
Nie wiem.
Proszę zapytać tego policjanta.
Zaczeka pani, niedługo tu będzie.
Panno Li, czytałem pani tłumaczenie.
Spodziewałem się czegoś więcej po doktorantce.
Nie chcę pani mówić, co ma pani robić.
W przyszłości będzie pani odpowiadać za tłumaczenia wszystkich dokumentów.
Niepokoi mnie pani niekompetencja.
De Wei!
Zobacz.
Chodź.
Tak?
Co?
De Wei?
Gdzie jesteś?
Co jest grane?
Powoli.
Jakoś w tym czasie Ah Tsai ogłosił swoje zaręczyny.
Wieczny playboy,
zawsze otaczający się laskami, bierze ślub!
Później wszystko nabrało sensu —
jego żoną została córka potentata.
Niedługo później, co nie było zaskoczeniem,
Ah Tsai został prezesem firmy swojego teścia.
Od razu umocnił swoją pozycję,
zatrudniając grupę lojalnych starych przyjaciół.
De Wei i Ah Tsai dorastali razem.
Razem się uczyli i trenowali kosza.
Służyli nawet w tej samej jednostce.
Więc naturalnie wyszło,
że De Wei został dyrektorem naczelnym.
Pobudka, panie dyrektorze.
Zawsze powtarzasz, że dyrektor nie może się spóźniać.
Jeszcze pięć minut.
Głowa mi pęka.
I kto to mówi?
To nie tylko kolacja i tańce.
Nawet nie wiesz...
Trzeba tyle zrobić.
Każdego dnia to samo.
Wchodzę do biura, zdejmuję płaszcz...
i zlatuje kolejny dzień.
I wracam do domu z dziwnym niepokojem,
że czegoś nie załatwiłem do końca.
Wolisz siedzieć w domu czy iść do pracy?
Nie leżę tu brzuchem do góry.
Mimo iż mamy pokojówkę, i tak wiele spraw załatwiam sama.
Zakupy, sprzątanie, prasowanie twoich koszul.
Ty pracujesz dla innych, ja pracuję tu dla nas.
Zastanawiałam się...
nad kursem bukieciarstwa.
To i tak nieuczciwe.
Muszę wstawać co dzień rano, a ty możesz się wylegiwać.
Daj mi znać następnym razem, jak będziecie gdzieś iść.
Patrzcie uważnie.
Złapcie łodygę w jednej trzeciej długości.
Chryzantemę przechylcie
pod kątem czterdziestu pięciu stopni.
Potem rozłóżcie płatki kwiatów.
Hsin Hsin.
Jia Li.
Ile lat ma twoje dziecko?
Zapraszam do mnie. Mieszkam niedaleko.
Nie dzisiaj. De Wei niedługo wraca z pracy.
Wyszłaś za niego?
Cały dzień siedzi w biurze. Ciężko pracuje.
Chcę z nim dzisiaj spędzić wieczór.
Obiecaj, że mnie odwiedzisz.
Za parę dni.
Mam ci tyle do opowiedzenia!
Naprawdę.
Konkurs piosenkarski?
Żonka wróciła.
Pomogę.
Spóźniłam się. Musimy się spieszyć.
De Wei wróci lada chwila.
Przynieś wazon na kwiaty.
I schowaj owoce do lodówki.
Przetrzymaj ją jeszcze chwilę.
Halo?
Przy telefonie.
Dobrze.
Umowa przyklepana.
Zarobimy fortunę! Umowa na siedem miliardów!
Zabawmy się dzisiaj!
Jeszcze tu pani jest. Przyjrzę się pani propozycji.
Zjedzmy razem kolację.
De Wei!
Ruszaj się.
Dawaj!
Przez myśl ci nawet nie przeszło.
Dzisiaj nasza trzecia rocznica.
Mieszkanie jest mojej matki.
Po wszystkim, co przeszłam,
nie mogę sobie nawet zapewnić własnego mieszkania.
Cichutko.
Za ciepło?
Cichutko, babcia powachluje.
Na kłopoty miałam jedynie dziecko bez ojca.
Pamiętasz tego przyjezdnego profesora?
Zmarnowałam przy nim dwa lata,
licząc, że zabierze mnie do Stanów.
W końcu dowiedziałam się, że od dawna ma żonę.
Później był biznesmen. Ah Tsai może go zna.
Uciekł, zostawiając mnie z długami.
I dzieckiem.
Nie wiedziałam wtedy, dlaczego je zatrzymałam.
Jak traktuje cię De Wei?
De Wei zawsze był porządny.
Pamiętam, jak w college'u...
zawsze tobie wszystko mówił.
Żałuję, że nie mam nikogo, kto by mnie nauczył tego i owego.
Piękny!
Dziękuję.
Robisz postępy.
Imponujące.
Żywe kolory i ta linia.
Liczę, że w domu stworzysz piękniejsze bukiety.
Postaram się.
To ja. Dzisiaj nie wrócę do domu.
Jutro z samego rana muszę być na placu budowy w Taizhongu.
Zaraz tam wyruszam.
- Nie czekaj na mnie. - Dobrze.
Proszę.
Zostaw.
Przestań.
Nie.
Twoja żona.
Wracaj do domu, żonka czeka!
De Wei.
Mówię do ciebie!
Co to ma znaczyć? Karzesz mnie?
Myślisz, że chciałam tak cię podchodzić?
Od dwóch lat jeździsz w delegacje i się bawisz, a ja nic nie kwestionuję,
bo wiem, że byś tego nie zniósł!
Ale ciebie nie ma od rana do wieczora i nawet nie zadzwonisz!
Skąd mam wiedzieć, gdzie jesteś? Albo czy coś ci się stało?
- Siedzę w domu i pielęgnuję strach! - No właśnie!
A tyle powtarzam: „Nie martw się i nie wtrącaj do mojej pracy”!
Po co tam przyjechałaś? Zrobić ze mnie frajera?
Ośmieszyłaś mnie.
Pytasz, gdzie jestem? W pracy, a gdzie indziej?
Pracuję dla nas!
Co ty w ogóle możesz wiedzieć? Umiesz tylko czekać na mnie!
Nic więcej!
Bukieciarstwo!
Myślisz, że lubię te imprezy? Ja nienawidzę pić!
Piję do porzygu, a potem męczy mnie kac!
Zawsze muszę dostosować się do twoich standardów!
Zbyt długo zajęło mi pojęcie, że jesteś egoistą.
Egoistą?
Gdybym co wieczór wracał na kolację, myślałabyś inaczej?
Ty wcale nie jesteś lepsza.
Ciągle żądasz mojego towarzystwa.
To już nie jest egoizm?
De Wei,
nie może być tak, jak dawniej?
Nie znajdziesz dla mnie choćby chwili,
aby w naszym domu znowu zawitało ciepło?
Tyle ci dałem...
Nie wiem, czego więcej chcesz.
Tak?
Jeszcze w pracy?
Będziesz niedługo kończył?
Jeszcze się gniewasz?
Nie.
Dobrze.
Co jest?
Stara cię sprawdza?
Z babami trzeba krótko!
Widzimy się wieczorem.
Przy naszym stoliku.
Przyjadę po ciebie.
Gdzie jesteś?
W porządku.
- W czym mogę pomóc? - Chciałam tylko dać znać,
że się tutaj przeprowadziłam.
To mój numer.
Będę mieszkała w centrum.
A po tej umowie przeniosę się do Tianmu.
Zadzwoń.
Wysypiasz się ostatnio?
Gdzie chodzisz jeść?
Byłeś ostatnio w jakimś fajnym lokalu?
Co ty wyprawiasz? Chciałam okazać troskę!
Gdybyś mi ufała, nie bałabyś się.
Jia Li!
Przepraszam.
Zjemy, pani Cheng?
Pani mąż już wyszedł.
Nie byłem pewny, czy pani przyjedzie.
Ale dobrze, że pani jest.
Zidentyfikuje pani te przedmioty,
a potem proszę podpisać tutaj.
- Nie ma nic więcej? - Co?
To nie są rzeczy pani męża?
Nie mam pewności.
To musi pani rozpoznać. Jest tu jego nazwisko.
Była z resztą rzeczy
znalezionych na plaży.
Dzwoniłem do kliniki, która to wypisała,
zapytać o stan zdrowia pani męża.
Od nich dostałem pani numer.
Dał mi go jego lekarz.
Ale ja naprawdę nie kojarzę, aby mąż chodził do psychiatry.
Pewnie ukrywał coś przed panią.
Bo tak na logikę, nie widzę innego powodu.
Skoro leczył się psychiatrycznie,
sądzi pani, że mógł rozważać samobójstwo?
Tylko pani może to wiedzieć.
Czy zauważyła pani ostatnio coś dziwnego w jego zachowaniu?
Nie wiem.
Nie widziałam go od kilku dni.
Nie wie...
A może się nie zabił.
Może przez te leki poczuł się sennie,
położył się i porwał go przypływ.
To całkiem możliwe.
A może wyszedł popływać
i nie dał rady wrócić.
Szczerze mówiąc...
wiem, że coś było nie tak.
Było inaczej.
Nie wiem,
jak się od tego uwolnić.
Czuję...
że Jia Li i ja...
oddalamy się od siebie.
Wiesz lepiej, niż ktokolwiek,
przez co ostatnimi latami przechodziłem.
Przez co my przechodziliśmy.
Ona o czymś takim nie ma pojęcia.
Mogę poradzić ci tylko jedno.
Mówię to w imieniu swoim i chłopaków.
Nie pozwól...
aby prywatne problemy
wpływały na twój nastrój
i pracę.
Różnimy się, i to bardzo.
Ja tak idę przez życie.
Dlatego takie problemy jak ty masz załatwiam bez mrugnięcia okiem.
To nie jest łatwa praca.
Powinieneś wiedzieć,
że to wyścig szczurów.
Im więcej czasu spędzasz nad własnymi myślami,
tym więcej ludzi cię prześcignie.
Powiem prosto z mostu.
Nie będę cię chronił, jeśli twoje prywatne sprawy
narażą dobro firmy.
To nic, że jesteś moją prawą ręką.
Bo jeśli będzie trzeba...
zrobię z ciebie przykład.
O jakiej przyszłości mówisz?
Jesteś szczęśliwy?
Dzięki za wsparcie. Dlaczego ty zawsze...
Zaufaj mi, dobrze?
Pozwól mi zaryzykować.
Wszystko, co mówisz, to tylko kolejna wymówka.
Daj spokój.
Wiem, że jesteś niezadowolona.
Nie możesz dla odmiany pomyśleć o przyszłości?
Obiecuję ci, będzie nam lepiej.
Cierpliwości.
Sama już nie wiem.
Brzmisz jak ksiądz.
„Zaufaj Bogu, a wszystko się poprawi”.
O czym ty, cholera, mówisz?
De Wei,
może to zbyt trywialne, aby się tym przejmować.
- Litości. - Marzyłam o tym, co teraz mamy.
Skończmy z tymi kłótniami.
Chciałabym się do ciebie przytulić. Odpocząć.
Jestem zmęczona.
Poczujesz się lepiej,
jak wyjedziesz na jakiś czas.
Zaufaj mi.
W przyszłości
awansuję cię.
Będziesz kierował interesami w całej Azji.
To ci wyjdzie na dobre.
Co ty na to?
Cześć! Trafiłaś bez problemu?
- Śpieszy ci się? - Nie, De Wei jest za granicą.
Dokończę i możemy wyjść się przewietrzyć.
Kiedy się przeprowadziłaś?
Jakieś dwa tygodnie temu.
Jest ode mnie młodszy o siedem lat.
Znaliśmy się parę tygodni, jak poprosił, żebym z nim zamieszkała.
Że też w moim wieku kogoś znalazłam. To stało się tak szybko.
- A twoje dziecko? - Jest z moją matką.
Rozgość się. Zaraz do ciebie przyjdę.
Proszę.
Ping Ping.
To Jia Li.
A to Ping Ping, najlepszy kumpel mojego chłopa.
Poznajcie się.
Halo?
Dobrze.
Co to za fryzura?
Zrobiłam ją pod wpływem chwili.
Podoba mi się twój własny styl.
Byłam ciekawa.
Ping Ping różnił się od innych mężczyzn.
Nie wiem, czym się zajmował.
Mówił, że wrócił do domu pisać
i że często podróżuje.
Chyba dlatego tak często mówił o swoich wojażach.
Był w Europie, Ameryce Południowej, Indiach, Nepalu, Środkowym Wschodzie...
Bywam tu i ówdzie, ale nie mam grosza przy duszy.
Nigdy bym nie zapewnił ci utrzymania.
Ale być może małżeństwo to nie kwestia pieniędzy.
Chyba zawsze taki byłem.
Dlatego lubię pisać.
Dzięki jednej książce mogę zarobić na kolejną podróż,
podczas której mogę zbierać materiał na kolejną historię.
Ciągle mam to przy sobie.
I zegarek.
Zapisuję w nim
wszystko, co mi wpadnie do głowy.
To skarbiec cennych chwil mojego życia.
Co o tym myślisz?
Ja nigdy...
nie postrzegałam życia w taki sposób.
Być może,
ale czy liczyłaś na to,
że zawsze będziesz mieć z górki?
Może wrócisz dzisiaj ze mną?
Zaczekaj.
Pójdę po samochód.
Tato.
Dobrze się czujesz?
Nie wiem.
Dlatego zgłosiłem się na kontrolę.
I?
Jeszcze nie mają wyników.
Co w domu?
Ciężko mi już pracować.
Młodych lekarzy nie interesują prywatne praktyki.
Są zbyt małe
i mają przestarzały sprzęt.
I trzeba pracować do późna.
Nie mamy porównania do dużych szpitali.
Dobrze, że Jia Sen jest gotów mnie zastąpić.
Ale nie będzie miał łatwo.
Przepraszam. Pani Cheng?
Możemy porozmawiać?
Jestem koleżanką De Weia.
Proszę.
Dziękuję.
Nazywam się Hsiao Hui Liu.
To, co powiem, może być dla pani zaskoczeniem...
ale mam nadzieję, że doceni pani to, że przyszłam w dobrej woli.
Chcę tylko wyjaśnić nieporozumienia.
Mam coś, co właściwie jest dla pani.
Pismo De Weia.
- Zaadresowany na panią. - Ale zawartość jest do pani.
Pani powinna niedługo otrzymać list do mnie.
List w środku na pewno został napisany dla mnie.
Pomylił koperty.
W przeszłości byłam już z żonatymi
i z całych sił starałam się nie mieszać w życie ich rodzin,
ale w tym przypadku, i przez te listy,
nie mogę pozostać obojętna.
Poczułam, że muszę szczerze z panią porozmawiać.
Współczuję pani.
W końcu też jestem kobietą.
Prawdę mówiąc, mogę pani pomóc.
Dla własnego dobra radzę pani lepiej się przygotować.
Proszę zrozumieć...
że De Wei nie jest pewny siebie.
Wielu rzeczy nie jest pewien.
I ma w nawyku unikanie problemów.
Ta pomyłka przy listach to idealny przykład.
Celowo je zamienił.
Tylko on jest zdolny do czegoś takiego.
Z jednej strony chce powiedzieć, co go dręczy,
z drugiej chce, abym wybaczyła mu
jego nieumiejętność wytłumaczenia tego pani.
Kiedy wróci, nasze reakcje ułatwią mu wybór.
Odkąd go poznałam...
Myślę, że dostrzegałam w nim
najmniej doświadczonego mężczyznę w całym biurze.
Zdobycie go było moją jedyną nadzieją
dostania się do ich zamkniętej grupy.
Ktoś mógłby powiedzieć, że go wykorzystałam,
jednakże wspierałam go
i pomagałam mu z jego problemami.
Być może to kolejny powód,
dla którego nie może beze mnie być.
Pójdę już.
Chciałam dodać jeszcze jedno.
Proszę nie martwić się o De Weia i mnie, nie spotykamy się już.
Przez to wszystko mam same problemy.
A nienawidzę problemów.
Jedno pytanie.
Kocha go pani?
Musiała pani dorastać w świecie jak z bajki.
Świat, w którym ja dorastałam,
to świat bez miłości.
Może trafi się chwila uniesienia,
ale nic ponadto.
Czytaliśmy książkę po książce,
rozwiązywaliśmy niezliczone testy...
ale nikt nie nauczył nas,
jak znaleźć odpowiedzi na tak ważkie pytania.
W książkach czy filmach
zawsze jest tak samo.
Ludzie się żenią i żyją szczęśliwie, ale co potem?
Nikt nam tego nie mówi.
A z tego nie ma żadnych szkoleń czy praktyk.
Nie spałam od kilku dni.
Nie mogę zasnąć.
Leżę, a moją głowę wypełnia milion pytań.
De Wei wraca za kilka dni.
Nie wiem, jak zacząć z nim tę rozmowę.
Może ci pomogą.
Wyśpisz się, a na pewno nie będziesz o tym myśleć.
Rozwiedziesz się z nim?
Nie mogę się poddać. Mam za dużo do stracenia.
A gdzie się podziała Jia Li?
Gdzie ja jestem?
Muszę stąd wyjść.
De Wei wraca do domu.
Spokojnie.
Proszę odpoczywać, jest pani osłabiona.
Przed chwilą
był u pani doktor
i powiedział, że musi pani leżeć.
- Hsin Hsin... - Proszę odpoczywać.
Zostaniesz ze mną?
Tak.
Tylko ty mi zostałaś.
Jakbyśmy znowu były w college'u.
Nie jesz?
Nic nie zjadłaś.
Nie mam apetytu.
De Wei tu jest.
Nie wiedziałam, że przyjdziesz.
Gdybym wiedziała,
uczesałabym się...
Fatalnie wyglądam.
Dawno szczerze nie rozmawialiśmy.
Pamiętasz...
jak potrafiliśmy przegadać pół nocy?
Często zastanawiam się...
czy znamy się aż tak dobrze,
że nie musimy ze sobą rozmawiać,
czy tak się po prostu dzieje z małżeństwami?
Nie mają już o czym mówić?
Wiem...
że masz na głowie inne problemy.
I troski, o których chcesz zapomnieć.
Wiem, że ostatnie, czego pragniesz, wracając do domu,
to znowu rozmyślać o kłopotach.
Ale...
tak bardzo się starałam
znajdować inne tematy do rozmów.
To niełatwe...
Trudniej mi się z tym uporać, niż z testami w college'u.
Rolą społeczeństwa...
zdaje się być rozdzielenie męża i żony.
Mężczyźni chodzą razem do lokali,
a kobiety mają własny świat.
Na bycie razem
zostaje tylko niedziela.
Ale ty...
grasz wtedy w koszykówkę.
Więc co zostaje dla nas?
Znam osoby, według których nasz problem to brak dzieci.
Nie zgadzam się.
Skoro nie możemy sami się do tego przekonać...
Życie oznacza szczęście i satysfakcję.
Jak mielibyśmy wydać dziecko na ten świat?
Przecież nie zapewnimy mu szczęścia.
To by było nieodpowiedzialne.
Zgodzisz się?
Ostatnio mam problemy ze snem.
A kiedy już zasypiałam,
śniłam o wspólnie spędzonych latach.
Jakbyśmy wzięli ślub tuż przed pójściem spać.
Zapominamy sny, prawda?
Nie możemy ich pamiętać?
Pani Cheng.
De Wei musi być ostatnio bardzo zajęty.
Jia Li.
Chodź.
Mamo?
Czy ja cię zawiodłam?
Obwiniasz mnie?
Byłam w błędzie.
Mamo...
czy ty się kiedyś bałaś?
Tego, że tata kiedyś po prostu odejdzie?
Że zostaniesz sama, bez opieki?
On zawsze był dziecinny. To ja się nim opiekowałam.
Nic mnie nie przeraża.
To dla mnie okazja do zmiany.
Teraz ja mogę wykonać ruch.
Hsiao Jiang jest zbyt młody.
Ma przed sobą jeszcze tyle możliwości.
Chyba od początku wiedziałam, że to nie będzie poważny związek.
Dobrze, że rozstaliśmy się na spokojnie.
Bez rozlewu krwi i użycia siły.
De Wei się nie zmienia.
Jest nawet bardziej zajęty niż przedtem.
Prawie go nie ma w domu.
Mam przeczucie...
że coś go trapi.
W zeszłym tygodniu dla odmiany wyszliśmy na spacer.
Ale od paru dni nie wiem, gdzie on znika.
Powoli zaczynam doceniać to, jak zmaga się z presją.
Ostatnio to poczułam,
kiedy wyszedł.
Myślę, że do tego przywykł.
Do tego wychodzenia i powrotów.
Ale myślę...
że gdybyśmy spojrzeli na tę jasną stronę
i zaufali sobie,
uporalibyśmy się z tym.
Zaczęliśmy od nowa ze świeżymi nadziejami.
I to po tylu latach.
Kochanie, dlaczego nie śpisz?
Dlaczego?
Co się stało?
Patrz.
Co to jest?
Co to?
Ptaszek.
Ptaszek przyleciał przywitać się z tobą.
Pani Cheng.
Kiedy po raz ostatni widziała pani męża?
Pamięta pani, w co był ubrany?
Może miał jakieś problemy?
Z kim się mógł widzieć przed śmiercią?
Naprawdę nie wiem.
Czyli w ogóle nam pani nie pomoże?
Proszę jej dać spokój. Kontynuujmy poszukiwania.
Jak mam napisać raport,
kiedy ona nic mi nie chce powiedzieć?
Chcę tylko ustalić, czy to jej mąż!
Jaka żona nie umie odpowiedzieć na tak proste pytania?
Dokąd tamci poszli?
Co tutaj robisz?
Odludzie, nie sądzisz?
Chciałem omówić z tobą parę spraw.
Ale nie dodzwoniłbym się tutaj do ciebie,
więc pomyślałem, że lepiej będzie spotkać się osobiście.
Wiesz...
że dorastałem z De Weiem.
Od zawsze graliśmy w kosza.
Ciężko mi będzie to z siebie wydusić.
Zanim tutaj przyjechałem,
potwierdziłem to w biurze.
Nikt nie wie, gdzie się podziało 5 mld w papierach wartościowych,
za które odpowiedzialny był De Wei.
Ostatnio słyszałem też o tym,
że wypłacił w pośpiechu pokaźną sumkę.
Zakładam, że na wasz dom,
samochód
i całą resztę dał bankowi pod zastaw.
Oczywiście to tylko spekulacje.
Potwierdzenie tego potrwa do dwóch dni.
Ale ja mam nosa do takich spraw.
On...
Pozwól mi dokończyć. Prawdziwym newsem jest to...
że kilka dni temu opuścił kraj.
Czyli to nie było ciało De Weia?
Nie wyciągajmy pochopnych wniosków nie mając dowodów.
Zaczekaj.
Od kogo to wszystko wiesz?
Rozmawiałem z przyjaciółką De Weia.
Zaraz po twoim telefonie.
Ta przyjaciółka to Hsiao Hui?
Kiedy odłożyłaś słuchawkę...
poczułem pustkę.
Rzadko mi się to zdarza.
Halo? Mogę prosić z kierownikiem?
Byłam z De Weiem parę razy na tej plaży.
Byliśmy tam w zeszłym tygodniu, zanim wyleciał do Japonii.
Co?
Poleciał do Japonii?
Nic nie wiesz? Myślałam, że ty go wysłałeś.
Po co tam poleciał?
Nic dziwnego,
że nie mogłem go złapać.
Pewnie już wrócił.
Znaleźli już ciało?
Nie.
Ale znaleźli lekarstwa należące do De Weia.
Jia Li mówiła...
że przepisał je psychiatra.
Dzięki nim policja się z nią skontaktowała.
Kiedy byliśmy tam razem,
mógł wyrzucić buteleczkę po lekach.
Buteleczka po lekach...
To nie mógł być przypadek.
Skoro brał leki...
na co one były?
Dostał je na receptę.
To były leki przeciwlękowe.
Znasz De Weia.
Wiesz, pod jaką jest presją.
I że w domu się nie układa.
Pojedź ze mną na plażę.
Musimy im o tym powiedzieć.
Jedź beze mnie.
Nie dam się wciągnąć w ten bajzel.
Jak...
Jak możesz tak mówić?
Twój przyjaciel ma kłopoty.
Ta cała sprawa...
Od początku o tym wiedziałaś?
Ale nie chcesz...
Jak się zastanowić,
kto inny mógł wiedzieć,
co się dzieje między tobą a De Weiem?
Tylko ty!
W pracy nie dzieje się nic takiego,
przez co musiałby chodzić do psychiatry
i brać leki.
Co jeszcze knuliście?
Co mnie obchodzą jego nieudane interesy na boku?
Ja tylko staram się mu pomóc. Czy to zbrodnia?
Pomóc?
De Wei...
Najpierw go wykorzystujesz do spieniężenia naszych kontraktów,
a teraz nie chcesz się mieszać.
Obejdziesz się bez niego?
Krzykami nic nie zmienisz.
Lin.
Zawsze cię miałam za tego najbystrzejszego, wyluzowanego.
Powiedziałaś, że De Wei poleciał do Japonii.
Co on tam robi?
Nie załatwia niczego dla mnie.
To na pewno.
Sam się wszystkiego dowiem.
Wracam do biura.
Ostrzegam...
nie chcesz, abyśmy znowu się spotkali.
Synek...
masz jeszcze mleko pod nosem.
Idź już.
Biegnij do mamusi.
Dopiero w biurze...
dowiedziałem się o pieniądzach.
De Wei był mi bardzo bliski.
Ale takie pieniądze
mogą zburzyć ponad dwadzieścia lat przyjaźni.
Może to przez łatwe początki.
Dobrze nam się wiodło
i De Wei pewnie zaczął myśleć,
że zarabianie pieniędzy to bułka z masłem.
Może to ja zawiniłem.
Muszę wracać.
Kiedy tutaj jechałem,
wysnuwałem różne wnioski.
Najpierw byłem przekonany, że to nie on.
Potem...
że źle się za to zabieramy.
Ta buteleczka...
to może ta sama, którą wyrzucił tu tydzień temu.
A teraz...
może naśmiewa się z nas gdzieś w Tajpej.
Jednak instynkt mi podpowiada,
że szanse na to są niskie.
Ale wylot do Japonii,
mając przy sobie tyle gotówki...
Musiał to planować od dłuższego czasu.
Nikt nie wie, gdzie jest.
Mógł...
wyrobić sobie jakiś południowoamerykański paszport.
Czyli uważasz...
że nie wróci?
Ujmę to tak:
Ja bym nie wrócił.
Rozumiesz?
Ale mogę się mylić.
Powodów może być...
tysiące.
Zastanów się.
Pójdę już.
Myśl o tym tak:
Jakikolwiek miał powód,
u ciebie w zasadzie nic się nie zmieni.
Prawda?
Czas to przytłaczające zjawisko.
Przerażające.
Tata umarł...
klinika też umiera.
Świat zostawił nas w tyle.
Pamiętasz noc, kiedy uciekłaś?
Długo tutaj rozmawialiśmy.
Pamiętasz?
Słyszałem...
że między tobą a De Weiem
się nie układa.
Gdybym wiedziała, jakie karty trzyma dla nas los...
nie przychodziłabym tamtej nocy porozmawiać z tobą.
Spójrz na obecny stan rzeczy.
Ale teraz
wiem już, jak poprawić
moje relacje z De Weiem.
Jak?
Muszę...
w pełni mu zaufać.
A ufasz mu w ogóle?
Jedyne...
czego najlepiej nauczyłem się w życiu
to to, że wszystko zależy od ciebie.
Zawsze polegałem tylko na sobie.
Kiedyś ślepo podążałem za kimś innym...
Nigdy tego nie rób.
Jia Li...
za bardzo wtedy uwierzyłem tacie.
Spójrz na mnie teraz.
Poszedłem w jego ślady.
Zabrnąłem w to, o czym czas zapomniał.
Ale...
jeśli znowu przyszłaś po to samo, co tamtej nocy,
nie powiem ci nic nowego.
Wiem...
że po części dzięki mnie nabrałaś odwagi
do opuszczenia domu.
Ale moim prawdziwym zamiarem było to,
abyś zaczęła polegać na sobie
i podejmować własne decyzje.
Wydaje mi się...
że znowu stoisz
przed podobnym dylematem.
Milczałyśmy przez długi czas.
Jia Li nieruchomo patrzyła przez okno.
Wydawała się wspominać nasze wspólne chwile.
A może nie chciała patrzeć mi w oczy
w obawie, że ujrzę jej wzruszenie.
Tak czy inaczej nie chciałam na nią niepotrzebnie naciskać
w sprawie tego, co dalej działo się na plaży.
Albo tego, co wykazało dochodzenie.
Jia Li musiała się stawić na nagłe zebranie w firmie.
Musiała wyjść w pośpiechu.
Dopiero podczas pożegnania zdałam sobie sprawę,
że nie zapytałam jej o Jia Sena.
A przecież głównie po to się z nią spotkałam.
Dowiedziałam się,
że Jia Sen zmarł na raka
zeszłej zimy.
Klinikę przerobiono na budynek mieszkalny.
Powiedziała mi,
że w swoich ostatnich dniach...
Jia Sen nagle zbudził się z głębokiego snu.
Czułem...
jak popołudniowe słońce...
przegania zimę.
Było jak wiosną...
kiedy ptaki śpiewają za oknem.
Wszystko dookoła mnie budzi się do życia.
Tak bardzo chciałem tego doświadczyć.
Cóż za silny kontrast.
Wszystko tutaj jest takie zimne...
a moje serce jest gorące i bije zaciekle...
z jakąś dziwną energią
na przekór temu lodowatemu światu.
Dlaczego ono tak mocno bije?
Ale...
jestem zadowolony.
Czyż nie?
Przeżyć to kruche życie tak długo...
to powód do zadowolenia.
Do dzisiaj nie wiem,
czy to było ciało De Weia.
Ale to już nie jest istotne.
Liczy się tylko to, że dziewczyna, którą znałam, stała się kobietą...
Kobietą, która odeszła
tego dnia na plaży.
Tekst polski - Altair87
facebook.pl/AzjaFilm
facebook.pl/GrupaHatak
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.