All language subtitles for Hacks.S03E03.WEBRip.x264-XEN0N

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

MAŁPIE FIGLE DEBORY VANCE

Ci, których kochasz.

Tak, jak oni ciebie.

ORZESZKI DEBORY!

I ty siebie.

STRAŻNICY WAGI

Słuchasz medytacji "Pusta głowa",

przeznaczonej dla osób pragnących uzdrowić swój związek.

Wydychaj negatywne emocje.

Ava!

"Mario jest tak gejowski,

że gdy po narodzinach lekarz dał mu klapsa, powiedział…".

Nie umiesz pukać?

Co to ma do klapsa?

Pukaj, zanim wtargniesz do mojego pokoju.

Po pierwsze, jesteś w moim domu.

A to nie jest zwykły pokój.

Dedykowałam go moim gościom z przełomu lat 80. i 90.

Wiem. Jest przerażający.

Na zdjęciach ściskasz dłonie zbrodniarzy wojennych.

- Mogę schować część z nich? - Nie. Skupmy się na żarcie.

"Mario jest tak gejowski, że gdy po narodzinach

lekarz dał mu klapsa, powiedział…".

"Odwróć się. Teraz moja kolej".

Dobre! Zostawiam otwarte drzwi, żeby się wywietrzyło.

Miałam telefon…

Jak już mówiłam,

prowadzący programu Late Night …

To Polacy. Z jakiegoś powodu.

W każdym razie, dzwonił do mnie Danny Collins.

Odchodzi z Late Night.

Ponad 40 lat czekałam na swoją drugą szansę.

Teraz musi się udać.

Ta posada będzie moja.

Aż mnie zmroziło!

Dotknij. Mam gęsią skórkę.

Nie znam się na tym,

ale czy stacja nie wybrała już następcy?

Zwykle tak to działa, ale tym razem nie mogą się zdecydować.

A Deborah wypadła świetnie jako gospodyni na zastępstwo.

Szanse są małe, ale taka okazja drugi raz się nie nadarzy.

To nie będzie łatwa walka.

Żadna stacja nie zatrudniła jeszcze kobiety w tym paśmie.

Ani kogoś tak starego, jak ja. Tym bardziej blondynki.

Łatwiej byłoby zostać prezydentką.

To może spróbujemy?

Chciałabym rządzić w tych ogrodach.

Ale gdy odwiedzam Biały Dom,

- wydaje mi się ciasnawy. - Totalnie.

Najbliższe tygodnie będą kluczowe.

Muszę być jeszcze zabawniejsza, niż zwykle.

Dlatego Ava wspaniałomyślnie zgodziła się tu przyjechać

i poświęcić dla nas przerwę w pracy.

Najpierw mój roast. Zaprosimy kogoś ze stacji?

- Działam w tej sprawie. - Wspaniale.

Co ważniejsze, Damien, zamów mi drenaż limfatyczny i laser.

- A ty, Ava, zwolnij nowych pisarzy. - Słucham?

Czekają w jej gabinecie. Już całkiem długo.

Dałem im orzeszki.

Żartujesz? Nie mogę ich zwolnić. Znamy się.

Nie stać mnie na nowych wrogów.

To… złagodzi cios.

Poważnie?

Nie! Dokąd idziesz?

Jimmy, powiedz jej…

Jakby ktoś robił ciągle tosty francuskie.

A przecież ich nie robi.

W kuchni jest pusto. Przynajmniej tak mi się zdaje.

Jak leci, ziomeczki?

- Ava? - Cześć!

To właśnie ja.

Podoba się wam w Vegas?

Jest w porządku.

Choć trochę dziwnie.

Nigdzie nie można kupić warzyw.

Mam wieści…

od Wielkiej D.

Jak to ująć?

Pamiętacie, jak w Epoce lodowcowej

Scrat porzucił maskonurze bliźnięta,

żeby popłynęły z powrotem na wyspę,

bo na górze lodowej nie było już dla nich miejsca?

- Zwalniasz nas? - Nie!

- Tak. - Co takiego?!

- O Boże. - To dla waszego dobra.

- Nie chcecie tu być. - To twoja wina.

- Jak to? - Stanowisz balast.

I to od czasu studiów. Nie jesteś zabawny.

- Chyba ty! - Nie umiesz pisać żartów.

- Dlatego nas zwolniła! - Oglądasz Rockefeller Plaza 30,

zmieniasz jedno słowo w tekście Carlocka, a potem udajesz zawodowca.

Przestań porównywać mnie z Robertem Carlockiem.

To było straszne.

Szybko o tym zapomnisz.

Chyba nigdy. Jedno z nich płakało.

I dobrze.

Ci, którzy nie płaczą, idą potem do sądu pracy.

Przepraszam, że przeszkadzam,

ale mam na linii producentów roastu i...

Spokojnie, są wyciszeni. Mówią, że najzabawniej jest,

gdy ktoś z rodziny roastuje gościa honorowego. Zasugerowali DJ.

Wykluczone.

Albo... Kathy Vance. Twoją siostrę.

- Zapytam DJ. - Świetnie.

Jest zachwycona tym pomysłem.

- Zadzwoni do córki. - Chciałam ci coś pokazać.

To dzieło Damiena.

Zdjęcia całych sylwetek uczestników roastu.

Skupimy się na ich wyglądzie i wyśmiejemy wady.

Chciałam tylko zauważyć, że roasty to zło.

Wszystko w nich jest problematyczne.

Materiał jest niskiej jakości, prawie zawsze poniża kobiety

i inne marginalizowane grupy.

Zahacza o faszyzm.

Mam zatem pytanie: może zdefiniujemy na nowo pojęcie roastu

i postawimy na życzliwość?

Też mam pytanie.

Co się rymuje z płaskimi cyckami?

- Sprawdzę w sieci. - Wspaniale.

Dzień dobry, pani Vance.

April, tęskniłam!

- Możesz się tu rozstawić? - Oczywiście.

Nie będę podrzucać ci żartów, kiedy pakujesz sobie botoks w twarz.

Wielka szkoda. A chciałam ci podarować dziesięć dawek.

- Mogę zrobić pachy? - Błagam.

Kotku, zdejmij łokcie ze stołu. Poplamisz go samoopalaczem.

- I połóż serwetkę na kolanach. - Mamo, jestem już dorosła!

Makaron z samym masłem.

Dziękuję.

Mój roast.

Producenci pytają, czy wystąpisz.

Pewnie się boisz,

ale możesz przy okazji zareklamować swoje Biżuty.

To doświadczenie nas zbliży.

Nic tak nie zbliża,

jak wyśmiewanie mnie przed dziesiątkami milionów ludzi.

To byłby świetny wynik oglądalności.

Kochanie, usiądź prosto. Strasznie się garbisz.

- Nie skorzystam. - Proszę.

Nic na tym nie zyskam,

a nie potrzebuję teraz dodatkowego stresu.

Rozumiem.

Ale to dla mnie bardzo ważne.

Czy mogę cię jakoś przekonać?

Tak.

Chodź ze mną jutro na mityng.

Wypiszę ci czek na 25 tysięcy dolarów.

Mamo, proszę. Jeszcze na żadnym nie byłaś.

A jutro mam piątą rocznicę trzeźwości.

Proszę. Bardzo mi na tym zależy.

- Dobrze. - Naprawdę?

Super!

Dziękuję. Myślę, że ci się tam spodoba.

Większość kobiet jest od ciebie młodsza,

ale wyglądają 30 lat starzej.

Już się cieszę.

SZKOŁA

- Ava! - Cześć!

Wieki się nie widziałyśmy!

Myślałam, że to szkolny kiermasz.

Bo jest.

To pokaz mody rady rodziców!

Dlaczego wszystkie kobiety są takie seksowne?

Jaka napalona!

Jesteśmy w Vegas.

Tutaj większość matek to tancerki, akrobatki

albo żony futbolistów.

Ma to sens.

A przyszły jakieś dzieci?

W życiu!

Kiermasz jest po to, żeby dziani, starsi tatuśkowie

otworzyli swoje serca i portfele

i ufundowali nam ogród botaniczny.

- Jasne. - Denise!

Jaka smukła talia.

I wielka dupa.

Zachwyciła mnie makieta Stephanie na temat Zapory Hoovera.

Wiele się nauczyłam.

Są naprawdę niezłe.

Jak na ironię, pasowałyby do wytrawnego Chablis.

Byłoby to śmieszne, ale nie na mityngu.

Zobaczcie, kto nas w końcu zaszczycił!

Deborah Seniorka.

Mamo, poznaj Laurie. Jest moją terapeutką i prowadzącą grupy.

Czyli to dzięki tobie moja córka jest czysta?

Dostaniesz kosz prezentowy z ubezpieczalni.

Dobre!

Przepraszam za swój wygląd.

Chciałam zrobić na tobie jak najlepsze wrażenie,

ale moja fryzjerka miała operację wymiany biodra i nie wróciła do formy.

Wyglądasz ślicznie.

Dzięki.

DJ, przelej mi kasę za składki i kawę.

Dzięki. I zanim zapomnę…

- Która to? - Piąta.

Przecież wiedziałam. Możesz potrzymać?

- Nosisz za dużo śmieci w kieszeniach. - Dzięki.

Powiedziałabym, żebyś się nie bała,

ale ty uwielbiasz występować.

Mark, nie! Weź talerz!

Wszyscy powinni korzystać z talerzy.

Bo okruszki oznaczają szczury.

Całe stada. Dzięki!

Świetna, prawda?

Tak. Mam coś powiedzieć?

No raczej!

Kilka miłych słów, a potem wręczysz mi medal.

Nic takiego.

Ciaśniej. Jeszcze ciaśniej. Możesz złamać mi żebro.

Chwileczkę. Halo?

Napisz mi kilka słów o tym,

że jestem dumna z piątej rocznicy trzeźwości DJ.

- Uroczych, nie mdłych. - Dobra. Na kiedy?

Na teraz! Jestem już na miejscu. Wyślij SMS-em.

Dobra, za minutkę.

- Kto dzwonił? - Deborah.

Mam napisać coś na mityng DJ.

To chore. Przecież to sprawa osobista.

Pamiętnik też masz za nią pisać?

Raz opisałam jej jadłospis do magazynu kobiecego.

Wyszło całkiem nieźle.

Spójrz na siebie.

Jesteś ostrą suką.

Rozrywaną producentką wykonawczą.

Koproducentką. To kilka szczebli niżej, ale…

Mnie też tak kiedyś traktowała.

Miałam rozdawać karty w jej domu na pstryknięcie palcami.

Ale gdy urodziłam Lunę, powiedziałam jej,

że moja córka jest teraz dla mnie najważniejsza.

Więc jeśli mam przyjechać,

ma uprzedzać o dobę wcześniej, żebym mogła znaleźć nianię.

Podziałało?

Nie, ale w zamian zaproponowała, że opłaci Lunie tę szkołę.

Mają świetną świetlicę, więc mogę przyjeżdżać na zawołanie.

Najważniejsze jest to, że się postawiłam.

A teraz…

Luna umie grać na waltorni.

Trzeba wyznaczać granice i zachowywać się przyzwoicie.

Masz rację.

Posypiesz mi tyłek brokatem?

- Wystarczy podmuchać. - Jasne.

O cholera! Masz strasznie ciepły oddech!

Wybacz.

Z wielką radością

wręczam ci medal na 10. rocznicę.

Kocham cię.

Dziękujemy, Saro.

A teraz, na finał naszego spotkania,

Deborah wręczy DJ jej medal z okazji pięciolecia trzeźwości.

DJ…

wiem, że to była trudna walka,

a ja nie zawsze ułatwiałam sprawę.

Ale kiedy widzę cię tutaj, wśród przyjaciół,

po tym, jak poczyniłaś ogromne postępy

i wykazałaś się przez te lata hartem ducha,

czuję wzruszenie.

Dziękuję.

Dzięki.

DJ nie miała całkiem spokojnego

ani normalnego dzieciństwa.

Do 7. roku życia uważała,

że kuchnia to miejsce, gdzie trzyma się baterie.

Zbierała mandaty już jeżdżąc na rowerze.

W przedszkolu nauczyła się alfabetu od tyłu,

żeby recytować go policjantom.

Ale tak poważnie,

jesteśmy z niej dumni. Nie tylko ja.

Cała rodzina i znajomi,

w tym Mario Cantone.

A skoro o nim mowa,

Mario jest tak gejowski…

Pracująca w kasynie mama Luny

stawia wszystko na ten strój.

Przed państwem Kiki Lau!

SZKOŁA

Petarda!

Było super.

Powinnam wpadać częściej.

Pojebało cię?!

Miałaś skupić się na mnie choć na kilka minut,

ale wolałaś opowiadać gówniane dowcipy.

- "Gówniane"? - Mamo!

Od lat błagam cię, żebyś przyszła na mityng.

To miejsce jest ważne dla mnie i mojego procesu leczenia.

Ale jak już przyszłaś, to musiałaś być najważniejsza.

Wszystkie żarty były o tobie.

O Boże!

Nawet teraz nie umiesz się powstrzymać?

Wybacz, że nie umiem w terapię.

Ale przynajmniej przyszłam.

Bardzo tego żałuję.

Daruj sobie.

Przyszłam, choć mam teraz dużo na głowie.

Ja też przechodzę trudny okres.

Jestem w ciąży.

Wolałabym dowiedzieć się w inny sposób.

Miałam nikomu nie mówić przed USG,

bo, technicznie rzecz biorąc…

to już ciąża geriatryczna. Ani słowa!

Kotku, ja…

Gratuluję.

To cudownie. Uściskaj mnie.

Nic z tego!

Wiesz, jaka była moja pierwsza myśl, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży?

"Jak uchronię swoje dziecko

przed jego popierdoloną babunią?".

Wrócę do domu pieszo.

- Przynajmniej weź Ubera. - Zablokowali mi konto!

Co, do cholery?! Czy nikt tu nie puka?

- Nie zamykasz drzwi do łazienki? - W swoim pokoju nie muszę.

Coś widziałam.

Czego chcesz?

Już ci mówię.

Chcę, żeby moją matkę obsrało,

dlatego szykuję mocne żarty.

Ale brakuje mi powiedzonka.

- Słucham? - Każdy dobry komik je ma.

Nie twoja mama.

Już nie.

Ale kiedyś mówiła: "odłóż widelec".

Mam pewien pomysł.

Gotowa?

"Co za pizda!".

Rzeczywiście mocne.

A powiesz, co jeszcze napisałaś?

Dobra.

"Moja mama jest tak stara, że jej pesel ma tylko jedną cyfrę.

Co za pizda!".

Tekst jak ze zbioru żartów.

Stąd go wzięłam. To zabronione?

Właściwie tak.

A jeśli powiem "69"?

Nie w tym rzecz.

A "420"? Nie znam innych zabawnych liczb.

Chodzi o ten zbiór żartów.

Mnie rozśmieszył.

O Boże, ten jest naprawdę dobry. Padniesz!

"Moja mama ciągle przegląda nieruchomości w telefonie.

Powiedziałam jej, żeby zamiast domów zaczęła szukać cmentarzy.

Co za pizda!".

- Podłe. - Jest stara.

Myślę, że ostre puenty

nie są dla ciebie najlepszym wyborem.

Może zamiast tego opowiesz o niej jakieś anegdoty,

wzięte z prawdziwego życia?

Myślisz, że prawda zaboli ją bardziej?

Najważniejsze, żeby bolało.

- No tak. - Dobra.

Niezła jesteś.

Radzę sobie.

A ja jestem w ciąży.

Co?! O kurde!

- Uściskaj mnie! - To wspaniale!

Gratuluję!

Będę wujkiem.

O Boże.

Niedobrze mi.

Masz tu jakieś krakersy?

- Tak się składa, że mam. - Dzięki.

Tylko się pośpiesz.

Chciałam cię uprzedzić,

że DJ poprosiła mnie o pomoc z materiałem na roast.

I jak?

Jest…

Czy możesz jeszcze z niej zrezygnować?

O Boże. Aż tak źle?

Tak.

Nie chcę, żeby się skompromitowała. Zwłaszcza w ciąży.

Swoją drogą, gratuluję.

Jeśli szukacie pomysłów na imię, to "Ava" jest bardzo ładne.

I seksowne.

Dobrze. Porozmawiam z nią.

O imieniu?

O roaście.

- Czego chcesz? - Mogę wejść?

Nie.

Przepraszam za to ostatnie.

Naprawdę chcę pomóc.

Załatwię wam całodobową nianię.

Zatrudnię szefa kuchni, który zadba o to,

by twoja dieta była bogata w kwas foliowy.

Kupię bezgłośne zabawki edukacyjne.

Podziękuję. Nic od ciebie nie chcę.

Sama sobie poradzę z ciążą.

Pomogę chociaż z roastem.

Wiem z doświadczenia,

jak stresujące są występy w ciąży. Napisałam ci cały zbiór żartów.

Musisz je tylko przeczytać. Łatwizna.

O Boże!

Czuję się tak samo, jak wtedy, gdy zdawałam na studia.

Napisałam ci piękny esej.

Tak się składa, że nie znasz mojej siły.

Zrobię ten roast sama i dam czadu.

A jak już z tobą skończę,

to mnie zaproponują prowadzenie talk show.

- Nie chcę, żebyś cierpiała. - Cierpieć będziesz ty,

- gdy skopię ci dupę. - Nie kłóćmy się.

Chcę cię wspierać.

Tak, jak swoją wnuczkę.

Jeszcze nie znamy płci.

Podobno dziewczynki kradną urodę,

a tobie przerzedziły się włosy.

ROAST DEBORY VANCE - NAGRANIE NA ŻYWO

ROAST DEBORY VANCE - NAGRANIE NA ŻYWO

Dobrze, że Mario się zgodził.

Jest świetny.

A właśnie, widziałaś żarty DJ? Jak jej poszło?

Nie wiem.

Nie przysłała ich do promptera.

Wiem.

Cześć!

- Cześć, Ava! - Jak leci?

Dobrze cię widzieć. Nie martw się mamo, zaraz kończymy.

Nad tobą będzie musiała pracować cała ekipa.

Wykonturuj jej nos i zagęść brwi.

Zawsze za dużo wyskubie.

Przepraszam za najście, ale musiałem poznać Deborę Vance.

Nazywam się Jack Danby.

Miło poznać kulturalnego młodzieńca.

I młodą damę z klasą.

Błagam!

Umiesz się odpowiednio ubrać.

Dziękuję. Zawsze powtarzam, że urodziłem się w złej epoce.

Nie znoszę sportowych ubrań i lubię pić do lunchu.

To dla mnie wielki zaszczyt,

móc dzielić z tobą scenę.

Jesteś jedną z moich idolek.

Mówię to teraz, zanim wypatroszę cię w telewizji.

Doceniam. Do zobaczenia.

Nie mogę się doczekać.

Co za…

zabawny, młody mężczyzna.

Uważasz, że jest zabawny,

mimo że nie ma zaburzeń chromosomowych?

Nie mów źle o sobie samej!

Panie i panowie, jesteście gotowi?

- Pytałem, czy jesteście gotowi? - Do dzieła.

Muszę wypluć tabletkę.

- Damien? - Powitajmy na scenie

naszą gwiazdę wieczoru,

Deborę Vance!

Bardzo wam dziękuję!

Witajcie!

Jestem Mario Cantone.

Kiedy poproszono mnie o poprowadzenie roastu

dla pionierki komedii,

natychmiast się zgodziłem.

Kilka dni później okazało się,

że Angela Lansbury zdążyła umrzeć, więc nic z tego.

Dzisiaj uczcimy Deborę Vance!

Nasz pierwszy komik to najmilszy człowiek w Hollywood.

Tak się mówi, gdy jesteś śliczny,

ale nie masz talentu.

Powitajmy Jacka Danby’ego.

Deborah jest tak stara, że nadal nazywa filmy "dźwiękowymi".

To nie jej wina.

Przecież nigdy nie miała okazji w żadnym zagrać.

Pokazałaś mi, jak może wyglądać przyszłość.

Jeśli nie znajdę dobrego chirurga plastycznego

i stolarz ociosa mi twarz.

Deborah jest tak stara, że pamięta czasy,

gdy zwolennicy i przeciwnicy aborcji się kumplowali.

Deborah Vance jest dla mnie jak Góra Rushmore.

Myślałam, że nie żyje od 200 lat

i nadal ma niewolników.

Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo!

No dobra, może dam się namówić na małe porządki.

Jej żarty są tak tanie,

jakby robiły je dzieciaki produkujące badziewie do jej telezakupów.

Daj im chociaż łyka wody, tak ciężko pracują!

Nigdy nie rozumiałem, dlaczego tak ją lubią geje.

Nie mogłem tego pojąć.

A potem ją poznałem.

Okazało się, że pachnie prochami, a jej twarz wygląda jak moszna.

Dobrze się bawisz?

Wszyscy dziś podkreślają,

że Deborah popełniła w swojej karierze wiele błędów.

A teraz przedstawiam jej największy błąd życiowy.

Jej córkę DJ.

Możecie ją kojarzyć jako właścicielkę marki Biżuty,

której nazwa rymuje się luźno z "do dupy".

Przed państwem DJ Vance!

Jestem DJ Vance.

I jest tu z nami moja mama.

Czego nigdy nie mogłam powiedzieć na swoich występach baletowych.

Wiele osób uważa, że mnie zaniedbywała.

Żartuję.

Mama dała mi wszystko:

dom, wykształcenie,

napady lęku, dwubiegunówkę i liczne pozwy.

Co za pizda!

Mało kto wie, ale urodziłam się przez cesarskie cięcie.

Nie ze wskazań medycznych,

tylko dlatego, że, jak twierdzi mama,

"jej uścisk jest zabójczy".

Co za pizda.

Myliłam się. Potwornie.

Może nie wszyscy wiecie,

ale moja mama kolekcjonuje antyki.

Próbuję jej uświadomić, że sama jest antykiem!

Co za pizda.

Zanim skończę, chcę ci jeszcze powiedzieć jedną rzecz, mamo.

Muszę cię przeprosić.

Wiem, że nie znosisz sentymentalizmu…

ale sporo razem przeszłyśmy

i za rzadko to sobie mówimy.

Dlatego chcę, żebyś wiedziała,

że mam wyryte na serduszku trzy krótkie słowa:

"Co za pizda!".

Bardzo wam dziękuję!

ROAST DEBORY VANCE - NAGRANIE NA ŻYWO

Byłaś świetna! Rozniosłaś ją!

- Dziękuję. - Przyniosę ci drinka.

Dzięki.

- Wypadłaś genialnie. - To było cudowne.

Nigdy się tak nie czułam.

- I w końcu to rozumiem. - Co takiego?

Dlaczego komizm jest dla ciebie najważniejszy.

Całe życie myślałam, że jesteś narcystyczna,

ale okazuje się…

że jesteś zwyczajnie uzależniona, jak ja.

Od rozśmieszania innych.

Ja mogę chodzić na grupę,

ale ty nie.

Bo grupa to część nałogu. Nie ma dla ciebie nadziei!

Od razu mi lepiej!

Cieszę się. Chyba.

Wypadłaś wspaniale.

Wybacz, że cię nie doceniałam.

Dziękuję.

- Jeśli chcesz, żebym wpadła na mityng… - Absolutnie nie.

- Przepraszam za swoje zachowanie. - To normalne.

Uzależnieni zawsze ranią bliskich.

Zupełnie bezinwazyjnie?

- Tak. - Leżałaś przez dwa tygodnie.

- Gratuluję. - Dzięki.

Poważna sprawa!

I nie mogli lepiej wybrać.

Ale mogli śmieszniej.

Czego ci gratulujemy?

W Deadline ukazał się nowy artykuł.

Piszą, że Danny Collins odchodzi.

Wszystko wskazuje na to, że Jack go zastąpi.

- Doprawdy? - To tylko plotki.

- Sam nie wiem. - Czego?

No cóż…

To wspaniale.

Dobrze się nadajesz. Jesteś generycznie zabawny.

Wybaczcie.

Już cię nie bawi?

Nadęty zasraniec!

Idziemy. Przed nami mnóstwo roboty.

Dzień dobry.

Oddać ci tabletkę?

Nie!

Przecież trzymałaś ją w łapie!

Wolę nie wiedzieć, ile zarazków krąży w tym wielkim ekosystemie.

Idealne przejście.

Zostanę tu jeszcze tylko 86 dni,

dlatego chciałabym wyznaczyć jakieś granice.

Granice? Dobrze.

- Zaczniesz myć się na dworze. - Mówię poważnie.

Wiele się zmieniło. Jestem koproducentką.

Koproducentką!

Dobra, dobra. To czego chcesz?

Proszę, żebyś nie oddawała mi rzeczy,

które były w twoich ustach.

I nie każ mi nikogo zwalniać.

Dobrze.

Nie skończyłam.

Pukaj, zanim wejdziesz do mojego pokoju.

Wyznacz moje godziny pracy i stawkę za nadgodziny.

Nie będę pisać dla ciebie osobistych historii

i koniec żartów z mojego wyglądu.

Ani słowa o mojej twarzy, włosach,

stroju, diecie, a przede wszystkim,

o wielkości moich dłoni.

No błagam! Tego nie możesz mi odebrać!

Ale mogę wrócić do L.A.

Już dobrze. Zgadzam się.

Pod jednym warunkiem.

Nie pójdę do brafitterki.

Mój stanik jest dobry.

Trochę ciśnie, ale to normalne.

Nie o to chodzi. Póki tu jesteś,

masz pracować nad swoimi tekstami.

Dobra.

Umowa stoi.

Świetnie.

W poniedziałek masz występ u Hody, prawda?

Pomyślałam sobie,

że mogę wymyślić ci coś nowego przez weekend,

ale te numery z Carrot Topem są ponadczasowe.

Wpadłam też na pomysł,

żeby pokazać im jakieś nagrania archiwalne. To będzie hit.

I tak masz wszystko skatalogowane.

To przemówi do szerszej publiczności.

Coś się stało, Josefino?

- "Ava". - Słucham?

"Czy mam przeprowadzić reanimację twoich włosów? Są cienkie i bez życia".

Serio?

To nie fair!

Żadnych takich!

- "Ava?". - Nie!

"Jestem na diecie śródziemnomorskiej, ale skończyła mi się oliwa.

Użyczysz mi trochę z czoła?".

Dobre!

Tekst polski: Milena Modestowicz

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.