Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Kim jesteś? Spadaj.
Za nim!
Stój!
Wyłupił mi oko!
Załatwimy cię!
NOSOROŻEC
Jesteś wspaniały.
Gdzie byłeś?
Pokaż.
Do domu!
- Kto cię tak urządził? - Upadłem.
Już ja cię znam. Pokaż.
Pewnie znowu się z kimś bił.
Widzę.
Wal. Nie masz siły czy co?
Wal, powiedziałem. Mocniej!
Cholera!
Idioci!
Córeczko...
Swieta!
- Co? - Co z chlebem?
Mamo.
Idź, już kończę.
Pójdę.
- Zatańczymy? - Nie.
Nie, nie. Idź.
Świnia.
Co tak stoisz? Ćwicz.
Dobra.
Pośpiesz się.
Galunia, to ja.
Locha, nalej.
Moja malutka, moja śliczniutka.
Czytałem wszystkie twoje listy.
Gala, skrewiłem. Więcej nie będę. Chodź do mnie.
Pięć lat - żadnej przesyłki.
Będziemy pić. Słyszałeś, że wyciął winnice w pień?
W czym ten garbus jest lepszy do Breżniewa?
Zdrowie.
Chwila, panowie.
Kola, przestań.
Stój, szmato!
Puszczaj!
Puść - powiedziałem.
Podpis.
Gdzie?
- Co tam? - Nic ciekawego.
Spokojnie.
Jedziemy?
Wychodzimy.
Tato.
Maleńka.
Gratulacje.
Kto tak robi?
Losza, to mama. Twoja mama przyjechała.
- Gdzie? - Tam. Daj torebkę, kurtkę.
Witam.
Losza!
Co tu się dzieje?
Coś ty?
Wysyłają ich do Afganistanu.
Idzie desant.
Wiedziałam.
Gdzie twój wujek? Co tam?
Mamo, czas nakarmić Dimkę.
A ty myjesz podłogę. Bez piany? Pięknie.
Mamo!
Losza, synku!
Wowa, zobacz, kto przyszedł.
Ciocia Klawa ma taki sam. Ale nie możemy się połapać.
Trzymaj.
- Dokąd idziesz? - Mam sprawę.
Locha, dokąd?
Rozgryzłeś to?
Jak? Wszystko po japońsku. Nic nie rozumiem.
Mamo, wychodzę.
Co tam?
Co tak długo?
Umazałam cię.
Dobry wieczór!
Debil.
Cześć!
Miałeś udane dzieciństwo?
Normalne.
Byłeś szczęśliwy?
W dzieciństwie wszyscy są szczęśliwi.
Inaczej odbierasz świat.
Wydaje się uczciwy, sprawiedliwy.
Myślisz sobie, że dorośli wszystko wiedzą i rozumieją.
Zawsze postępują słusznie.
Wydaje ci się, że tylko dzieci bywają okrutne.
Potem dorastasz i dostrzegasz, że dorośli są jeszcze gorsi.
Gdy stajesz się dorosły, nie zauważasz tego momentu.
Tym bardziej, gdy stajesz się zły.
Jak wiadomo, nie ma złych ludzi, są tylko złe uczynki.
Potem już nie widziałem ojca.
Może go zabili.
Chcesz?
Już nie pijesz za kółkiem?
Alkohol mnie zmienia.
Szmata!
500 karbowańców.
Od osoby.
Dokąd?
Maryna, Wowan znowu chla.
W porządku, panowie. Minimum dwie dychy.
Do roboty.
Idź się przejść.
- Co? - Prosiłam. Co robisz?
- Też prosiłem. - Dobra. Ja jestem normalna.
Ja też.
Widzę! Poza tym podobno ci wszystko jedno.
Mam to gdzieś.
Wowan, siema, bracie!
Stój, dokąd idziesz?
Jak nie ty.
Bijesz swoich?
Stój. Chodźmy. Do środka.
Co ty robisz?
Za co?
Co tam?
Niech pani odejdzie od okienka. Czekajcie na dyżurnego.
Jak sypniesz, będzie po tobie. Rozumiesz?
Co tam?
Czekamy.
Odbierz telefon. To wszyscy?
Więcej nie ma?
Nie pluj. Nie jesteś u siebie.
- Zgłosisz to? - Nie.
- Ile masz lat? - Mało.
- Ty znowu tutaj? - Witam.
Witam i o drogę pytam. Co tu robisz?
Odpoczywam.
Trzeźwy? Pijany?
Trzeźwy.
Siedź. Zaraz się tobą zajmiemy.
Daj klucze.
Młodzież do domu, do rodziców. Umyj gębę.
A on?
Jesteś wolny. Nie mam wyjścia.
Jeszcze się zobaczymy.
Zaczekam na zewnątrz.
Ty zostajesz. Siedź.
Zwinąłeś rowerek spod szóstki?
- To nie on! - Nie kombinujcie.
Świetne słuchawki.
To pani rozmiar.
Macie nowy towar?
Kolego, pomóż. Trzeba coś przenieść.
Lekkie. Za rogiem.
- Skąd jesteś? - Z Dzierżynki.
Mam tam babcię. Kojarzę cię.
Czołem.
- Co tam? - W porządku.
Wszystko gra? Pożyczysz trochę kasy?
Nie mam.
Jak to? Może poszukasz?
Naprawdę nie mam.
Po co przyszedłeś na rynek?
Tak sobie.
A to, co?
Matki.
Zostaw na drogę.
Masz, pozdrów matkę.
Dziękuję za pomoc. Jedz.
Matoł. "Matki".
Masz, na przejazd.
Tucza o ciebie pytał. Zdecydowałeś się?
Nie chcę dla nikogo pracować.
Idź sam.
- Nie wezmą mnie bez ciebie. - Jesteś na przyczepkę?
Co ty pieprzysz? Jesteśmy partnerami.
Karaś!
Panowie!
Młodzi i głupi.
Nieczynne.
Nie sądzę.
Co, nie kapujesz?
- Spadaj na drzewo. - Dokąd?
Upadłeś na głowę? Jesteś nieśmiertelny?
Stasik, chodź tu.
- Znasz tego głąba? - To Wowczik.
- Gdzie mieszka? - Tu, na Zawodzkim.
Mieszkał.
Posłuchaj, Wowczik.
Teraz jesteś nam winny kasę.
Jutro przyniesiesz do baru Bieriozka pięćset dolców.
Wiesz, gdzie to jest? Dowiesz się.
Jak nie przyniesiesz kasy, Stasik pokaże, gdzie mieszkasz.
Podpalimy ci chatę. I ciebie razem z nią.
Zjeżdżaj.
Drań.
Odbiło ci?
Przynieś tysiaka. Zrozumiałeś?
Inaczej pójdziesz z dymem w swojej chacie.
Zabierzcie go stąd.
Wywalcie jego śmieci.
Co to?
Upadłem.
Dawniej upadałeś na ręce, a teraz na głowę.
Może zmądrzejesz?
Ile masz pieniędzy?
Nic. To, co dałeś, już dawno się skończyło.
A do emerytury daleko.
Ile potrzebujesz? Jutro poproszę ciotkę Klawę.
Jutro nie będą potrzebne.
Co się stało?
Burknął i poszedł.
Co ty, śpisz?
Leżę sobie.
Wstawaj. Muszę pogadać z twoim Tuczą.
- Teraz zaraz? - Tak.
- Nie może być jutro? - Odpada.
- Idź do Babilonu. - Dokąd?
Na prospekcie. Kojarzysz?
Tak.
Co tam?
Spoko.
Teraz jesteś z nami.
Potem powiem ci, co masz robić.
Nie bój się. Koniec z tym syfem.
Co z łysym?
To nie łysy. To Czerep.
Jutro pojedziemy z chłopakami. Pogadamy w twoim imieniu.
Ty się nie wychylaj.
Bo w ruch pójdą pięści albo i gnaty.
A to...?
Trzeba się tym zająć.
Tolasza, weź swoich. Bliźniaków też.
Niech wezmą sprzęt. Kto wie, co odbije Czerepowi.
Dostał po głowie.
Idź.
Nosorożec.
Wystarczy!
Powiedziałem coś. Zjeżdżajcie.
Nie jest ci nic winny. Jest ze mną.
Tucza, nie wygłupiaj się. Nie mówił, że jest z tobą.
Koniec tematu. Jest ze mną.
Tak się spraw nie załatwia. Sam wiesz.
Odpuść, Czerep.
Idź na herbatkę do Bieriozki.
Sprawa zamknięta.
Policzę się z nim.
Zobaczymy.
Drań.
Oberwałeś i nie zarobił.
Przełknie.
To się okaże.
Palimy?
Komu to potrzebne? Plus, leć po benzynę.
Kanister jest pusty.
Odlej z baku. Ucz się.
Znikaj, bo spłoniesz.
Cwaniaku, zapomniałeś, czyj to teren?
Postanowiliście?
Gówno z tego będzie. Zostaje po staremu.
- Na pewno? - Bez zmian.
Jak chcecie.
Wowan, żyjesz?
Co wy?
Karaś to jednak drań.
Co się trzęsiesz?
Karaś, chodź tu.
Czas spać.
Chodź, rybo.
Pierwsze widzisz?
Wreszcie! Gdzie byłeś?
Miałem sprawę. Dla ciebie.
Prosiłam, żebyś nie przynosił tego do domu.
Skończ.
Nie było trykotu?
- Czego? - Trykotu.
Chodź tu, trykocie.
Co my tu mamy?
Nie wiem, ale czuję, że będzie dziewczynka.
Tylko spróbuj.
Spokojnie. Teraz nie można.
Dzwoniła twoja mama.
- I co? - Podobno znowu gorzej.
Raczej się nudzi. I narzeka. Źle, że dałem jej telefon.
Dobra, jutro zajrzę.
Tak lepiej.
Lepiej daj żreć.
Ty tylko żresz. Znalazłeś sobie kucharkę.
Pudło.
Niesiemy.
Najpierw nogi.
Jak tam?
Dobrze.
Weź.
Nie idziesz na stypę?
Jestem zajęty.
A Marynka?
W szpitalu.
Dobra, lecę.
Gorzko! Gorzko!
Powiem swoje.
Chcę powiedzieć, że postępujesz słusznie, przyjacielu.
Myślę, że wszyscy pod ręką będą cię wspierać i zawsze ci pomogą.
Dajesz nam przykład.
Uspokój się.
Drodzy młodzi, Wowa? Maryna.
Uszanowania. Gratulacje. Szczęścia, miłości, pomyślności.
Siedzę, czekam.
Chyba u nich.
Dobra, czekamy. Po sprawie, zadzwoń.
Odezwę się.
Co było dalej?
Z Tuczą zrobiło się ciężko.
Chciałem pracować sam.
A on nie chciał mnie puścić.
Popsute.
Potem go wysadzili.
Ktoś go wysadził.
"Ktoś"?
Zaczęli dzielić jego teren.
Wzięliśmy kawałek.
Dla gminy.
- Ile masz lat? - 32.
Jesteś młody.
Jaki tam, młody? Pamiętam, jak to było.
Wszystkich sprzątnęli albo zamknęli.
A sami poszli do parlamentu.
Wczoraj podpalali ludzi, a dziś siedzą w telewizji.
Wzięli ze sobą różnych śmieci.
Nie ma moich chłopaków.
A mnie ktoś chroni.
Czyli ktoś cię potrzebuje.
Niby kto?
Tyle rzeczy narobiłem.
Słabo.
Zbyt długo zajmowałem się nie tym, co trzeba.
Jak wielu z nas.
Warto zrozumieć sens życia.
Wtedy można zrobić więcej dobrych rzeczy
niż złych.
Dużo dobrego zrobiłeś?
Nos, może ucho?
Może i tak. Może głąb się rozgada?
Dlaczego się łamiesz? Powiedz.
Co tam?
Szmata zagryzła zęby i się łamie. Spróbujemy gdzie indziej.
Hamuj się, bracie. Tam nic nie schowała.
Gdzie kasa, do cholery?
Zaraz cię wypatroszę.
Co tam?
Chuj wie. Kasę wcięło.
- Patrzyłeś w dziecięcym? - Tam jest tylko dzieciak.
Zlał się.
Odpadł.
Zostaw dziecko, draniu.
Zostaw.
Są w materacyku.
Masz. Dzieci nie tykamy. Są niewinne.
Zwijamy się, panowie.
Zgłupiałeś? Jak leziesz?
Cicho, psy.
Czego chcesz?
Owce idą.
Kto?
Pastuch ze stadem. Nie rozumiesz?
- Bóg ci nie wybaczy. - Zobaczymy, czy ja jemu wybaczę.
- Co chcesz wybaczać? - To, co ze mną robi.
Co robi?
Nie widzisz, jak żyjemy?
Normalnie. Co ci się nie podoba?
Zrobiłeś coś złego? Możesz iść z nimi.
Tylko zostaw kluczyki do wozu.
- Odbiło ci? - Sam pieprzysz.
- Lecimy? - Jazda.
Mogę się przysiąść?
A co, brakuje ci miejsca? Zobacz, ile ławek.
Uspokój się. Siadaj.
Dziękuję.
Mam dziś dobry dzień.
Co robiłeś?
Spotkałem dziś bardzo dobrych ludzi.
Coś wam powiem.
Jedno słowo - 10 dolców. Mów.
Kolega ma wspaniałe poczucie humoru.
Ale nie boję się. Odsiedziałem prawie siedem lat.
Za co?
Artykuł 93.
Oszustwo.
Kanciarz?
- Spekulant. - Teraz jestem biznesmenem.
Handlowiec?
Więzienie mnie nie złamało.
A co, pokochali cię tam?
Nie jestem pedziem, jeśli o tym mowa.
W tej kwestii wszystko w normie.
Zrozumiałem, co jest nie tak. Stałem się innym człowiekiem.
Teraz już rozumiem, że pieniądze nie są najważniejsze.
A co?
Najważniejsze? Szkoda zbijać bąki.
Do tego życie. Samo życie.
Kocham i lubię. Żyję.
Alleluja, przyjacielu.
Ten, kto patrzy na ciebie moimi oczami,
ten patrzy na mnie twoimi oczami.
Poza tym podróżuję.
Byłem w ponad pięćdziesięciu krajach.
Chcę odwiedzić je wszystkie.
Chcę opłynąć cały świat jachtem.
- Swoim? - Oczywiście.
A potem lecieć w kosmos...
Dlaczego nie? Organizują loty komercyjne.
Teraz, za pozwoleniem, zjem obiad.
Śmiało, kosmonauto.
Wszystkiego dobrego, bandyci.
Wolne?
Jasne.
Mam dziś dobry dzień. Spotkałem dziś dobrych ludzi.
Widziałem wczoraj Paszkę.
Podobno mają już na nas 10 tomów akt.
Miejscowi to nic takiego.
Brali i będą brać. Ale przysłali prokuratora z Kijowa.
Nadał bieg sprawie.
- Coś ty taki spokojny? - Co się boisz?
Jakie "boisz"?
Boję się, że już kręcą na nas stryczek.
Wszyscy tak mówią. Trzeba się przyczaić.
- Kto? - Chłopaki.
Lepiej, żeby siedzieli cicho.
To nie jest śmieszne, Wowan. Zamkną nas, jeśli to nie przyschnie.
Uważaj i tyle.
Wsiadaj.
- Zmarzłaś? - Trochę.
Zaraz cię rozgrzeję.
Co powiesz o mojej rybce?
Dlaczego nic nie mówisz?
O czym tu mówić?
Nie wiesz? Powiedz, że jest piękna.
Pokopało cię?
Jak to? Moim zdaniem jest całkiem miło.
Wystarczy.
Co?
Tyle na dziś.
Paliwo się skończyło? Czy oszczędzasz się dla swojej?
Nie twoja sprawa.
A co? Mam czekać na telefon?
Dawaj.
Chyba już dałam?
Dlaczego mała nie śpi?
Chodź do mnie.
Daj, potrzymam.
Co się stało?
Mógłbyś się myć po swoich sukach.
Następnym razem - koniecznie.
Przyniosę ręcznik.
- Co to? - Nie wiem.
Kto to przyniósł?
Puść, to boli.
- Co to? - Nie wiem. Ktoś wsunął w drzwi.
Czego chcesz? Wycieramy.
Po kiego tu przyjechaliśmy?
W drogę.
- Wynośmy się. - Koniec, bracie!
Jeszcze zdążę uciec.
Sprawdzę, co na mnie mają.
Na razie!
Będziemy na miejscu.
Co z tym?
Proszę czekać.
Proszę usiąść.
Dokąd się pchasz?
Proszę wejść.
Wzywaliście.
Proszę usiąść.
Ile tu słońca.
U nas, w stolicy, ciągle pada.
Tutaj choć trochę się rozgrzeję.
Wie pan, dlaczego pana wezwaliśmy?
Nie.
To pańskie akta.
Miejscowi rozpracowują pana już dwa lata.
Wystarczy, że podpiszę nakaz.
Co, boi się pan?
Trochę.
Dobrze.
Ciekawa rzecz, kalendarz.
Jeśli się dobrze przyjrzeć, można poznać los.
Znam pański.
Proszę spojrzeć.
Teraz ma pan tyle.
Za tyle lat... pan stąd wyjdzie.
Smutna liczba. Bardzo.
Ale ma pan wyjście.
Zawsze jest jakieś wyjście z siłą wyższą i liczbami.
Na przykład... z takimi.
Wtedy pańskie życie się zmieni.
Właściwie wcale się nie zmieni.
Zostanie takim, jakie jest.
A nie takim, jakim mógłbym je uczynić. Na długo.
Może sprawimy, aby ta liczba była nieco weselsza?
I podzielimy ją na pół?
To nie szkoła. Nie ma czego dzielić.
Mamy kalendarz. Bez uprzedzeń, jak i ja.
Rozumiem.
Dobrze.
Przez niego. Nie radzę uciekać. Nie lubię tego.
Mogę iść?
Wszystkiego dobrego.
No i co, bracie, jaki układ?
Kiepski.
Co u was?
Macie prosiaki na ubój?
Tłuste?
- Po co? - Jest sprawa. Robimy bilans.
Potrzebujecie kasy?
- Na pół? - Tak, podzielimy.
- Pasuje? - Dobra.
- Łazariewa 8... - Dokąd?
Łazariewa 8B, pierwsza klatka.
Zaraz będziemy. Zawracaj.
Przez most?
Z lakieru lepiej schodzi.
Cholera, przeklęte włosy.
Plus, jestem Mowgli.
Nie, jesteś debil.
Andrij Borysowycz?
Tu Wowa. Mam dokumenty.
- Wiesz, gdzie jest komitet? - Wiem.
Przyjedź.
Zaraz podrzucę.
Co tam?
Jedziemy.
Rudy! Jazda.
Do Camelotu czy do bani?
Trzeba posmarować.
Olej. Daj nogę i tyle.
Zgłupiałeś? Zatęskniłeś za odsiadką?
Stać!
Nos, telefon.
- Co? - Twoja Marynka.
Powiedz, że mam robotę.
Chodź tu.
Wskakuj.
Co się stało?
Jedź, nie przeszkadzaj.
Nie wolno.
Wszystko gra.
Daj broń.
Nie pieprz.
Ktoś zawinił.
Nie, samo tak wyszło.
Nic się samo nie dzieje.
Potem z tym skończyłeś?
Nie, zrobiło się gorzej.
Dlaczego?
Po Marynce zacząłem się męczyć.
Miałem taki koszmar.
Ona do mnie przychodzi, mówi coś. Nie rozumiem, co.
Zastanawiałem się, czy dobrze robię.
Co miałbym robić?
Wydaje mi się, że gdy człowiek się rodzi,
w środku zaczyna kiełkować jego dusza.
Na początku jest jasna, czysta.
Potem...
życie stara się ją złapać, zdeptać, skalać.
Uważam, że człowiek powinien być silny.
Ma się przed wszystkim bronić.
Zacząłem hodować sobie broń.
Wyhodowałem róg.
Przestałem czuć się jak człowiek.
Jestem jakby...
Nosorożcem.
Teraz boję się zaglądać wewnątrz.
Dlaczego?
Bo wydaje mi się, że w środku już nic nie ma.
Marynka!]
Wowa, dokąd idziesz?
Pójdę na święcenie wody.
Chcesz dostać zapalenia prostaty?
Jeszcze jedno.
Czerep oberwał. Czuć smród.
Kto to?
Prostak, zwykłe zwierzę.
Nazywają go Nos, Nosorożec. Kojarzycie?
Mruczek, kojarzysz?
Zakazana morda.
- Co robimy? - Damy cynk chłopakom.
Trzeba podpytać. Rozsądnie.
Mam dość.
Nie ma, z kim gadać. Same zbiry.
Niech Ojciec zajmie teren. Kurczy się, do cholery.
Zrobimy, jak mówisz.
Jedź z nim.
Polej, Mruczku.
Trzeba jechać.
Cholera.
Czerep, sadysta z ciebie. Ręce czy nogi?
Nogi.
Kurwa, trzymaj.
Tak, słucham?
Jasne. Zaraz będę.
Kto tam?
Ojciec. Trzeba jechać. Dołączysz?
Nie.
Jak chcesz. Zrobiliśmy swoje. Teraz to wasza sprawa.
Co, pedale? Doigrałeś się.
Uwierzyłeś w siebie.
Coś ty sobie ubzdurał?
Zapamiętaj, psie, że Czerep nie zapomina o swoich dłużnikach.
Ojciec się ciebie wyrzekł.
Zrobię z tobą, co zechcę.
Co z ciebie za brat? Leję na ciebie.
Zwichnięte kończyny. Połamane żebra.
Liczne urazy wewnętrzne.
Zdeformowana przegroda nosowa, opadająca prawa nerka.
Kazałem leżeć.
Przeżyje?
Przeżył.
Choć nie nazwałbym go zdrowym.
Mogę dodać, że sam do nas przyszedł.
Jest przytomny?
Zwykle tak.
- Ktoś go odwiedzał? - Nie.
Mówi?
Nie wiem. Ze mną nie rozmawiał.
Z nami pomówi.
Tylko nie dzisiaj. Dostał leki nasenne.
Dobra.
- Zamierzacie go chronić? - Po co?
Nie wiem. Porządnie go sprali. Zechcą dokończyć.
Jego nie trzeba chronić.
Przed nim owszem.
Proszę się nie przejmować. Zajmiemy się tym.
Mają kraty?
Nie.
Trzeba coś wymyślić.
Wszystko widzę.
Lekarz pozwolił.
Co? Przypomniało ci się?
Spokojnie. Długo nie zabawię.
Wejdź.
Co z drzwiami?
Zapytaj swoich koleżków. Szukali cię.
Czołem, Dima.
Zabierz małego na spacer.
Chodź. Weź ciężarówkę.
Nie, wezmę autko.
Zjesz coś?
Można z Rudym? Tu Wowa.
Niech cię szlag!
Ty powinieneś oberwać zamiast mojego Jurka!
Cholera.
I jak, bierze?
Nic.
Nic nie mam. Ale wiem, gdzie szukać.
Tak? Karp?
Gorzej.
Piwo czeka.
Dziękuję.
Mięcho, Rudego - wszystkich sprzątnęli.
Co z Plusem?
Nie wiem. Zapadł się pod ziemię.
Pewnie go zakopali. Nie wiem.
Opowiedz o tych frajerach.
Co mam powiedzieć? Nie teraz.
Ten tłusty, Czicza. Wynosi się od Ojca.
Jak wszyscy.
Nos, co sobie myślałeś?
Że załatwisz Czerepa?
Potrzebuję gnata, kosę i naboje.
Siedź albo zjeżdżaj.
Myślisz, że wybaczyłem Marynkę i małą?
Samo wyszło? Nie zapomniałem.
Nos, nie mąć.
Kosa, gnat i naboje. Jutro.
Dobra.
Co tam? Żyjesz?
Przyszedł twój kolega.
Jaki kolega?
Taki.
- Jak tam? - W porządku.
Chodź.
Bracie, masz tu sporo makulatury. Czytasz?
Po robocie.
Rozumiem.
Ojciec cię przysłał po książki? Samego?
Jestem sam. Luz.
A Ojca...
sprzątnęli rok temu.
Przestali cię szukać jeszcze wcześniej.
A ciebie?
Rozstrzelali.
Do rzeczy: mam sprawę. Z twojej działki.
Już się tym nie zajmuję.
A czym? Strugasz deski?
Chociażby.
Zgubiłeś coś?
Pomyślałem o flaszce. Napiłbym się.
Po kiego wyłamywać?
Chciałem otworzyć.
Poprosić nie można?
- Proszę. - Masz.
Dziadek ukrywa przed babką?
Chcesz?
Wiesz, po co żyjesz?
Nie. Po kiego?
- Ty wiesz? - Nie wiem. Ale chciałbym wiedzieć.
Nie cierpię koniaku.
To co, jedziesz z nami?
Z kim?
Mam dwóch chłopaków.
Przyjechaliśmy wozem. Sam miałem zasuwać?
Jak nie pójdę, zabierzecie mnie siłą?
Dlaczego taki jesteś?
Jaja sobie robię.
Muszę zajrzeć w jedno miejsce.
Dokąd?
Niedaleko. Do lasku. Coś wykopię.
Schowek?
Masz łopatę?
Znajdę koparkę.
Dobra. Oddam dziadkowi.
Spakujesz manatki?
Wezmę kurtkę i tyle.
Co, kozaku, schowałeś się?
Przejdziemy do rzeczy? Czy to już nieaktualne?
Twoi kumple są zimni.
Wychodź, nie tknę cię.
Wowan, wybacz. Jestem draniem.
Zmusili mnie. Zrozum, nie miałem wyboru.
Zawsze jest wybór.
Jaki?
Draniu, zobaczymy.
Proszę, błagam.
Wiedziałeś, że przyjedziemy. Sam to ustawiłeś.
Wiem.
Trzymaj.
Powiesz Ojcu, że mnie załatwili.
Umiera w szpitalu. Ma raka.
Dobra.
Idź.
A ty?
Umarłem.
Musiałem pomóc kumplom. Wykopać ziemniaki.
Ziemniaki? Teraz?
Potrzebowali.
Dobra.
Zaraz przyjdę.
Zwrot pościeli.
Pasażerowie, za pięć minut strefa sanitarna.
Toalety będą zamknięte. Do Aleksandrii.
Od rana. Codziennie.
Cicho, stara.
Robię, co chcę. Tak, mała?
Co tam robisz? Rysujesz?
Zostaw ją.
Moje dziecko. Co tam robisz?
Marynka!
Ostrożnie.
Przepraszam.
Wróciłem.
Nie do siebie.
Nikt mnie nie szukał.
Ale... tam, za granicą, nikt nas nie potrzebuje.
A tutaj?
Tutaj jesteśmy w domu.
Tutaj można się spełnić.
Za granicą są bogaci?
Dobrzy ludzie. Pomagam.
Za prowizję.
Dlaczego nie?
Wiesz...
W tej szopie, w tej zagrodzie dla owiec...
jakby... odrodziłem się.
Powiedziałem sobie, że nie chcę tak dalej żyć.
Mam marzenie.
Chcę znaleźć się w miejscu, gdzie każdy może sobie żyć.
Gdzie nauczę ludzi, jak być silnym.
Gdzie każdy będzie mógł się spełnić.
Co, nie wierzysz?
Zobaczysz. Potrzeba jedynie czasu.
A jeśli już go nie ma?
Jak to?
Czy tych ludzi, których zabiłeś, widzisz na jawie czy we śnie?
To byli źli ludzie.
Tak jak i ty.
Gorsi.
A dzieci?
Jakie dzieci?
Dzieci. Mali ludzie, którzy jeszcze nie urośli.
Skup się.
Przypomnij sobie. Wtedy, w aucie.
Z warkoczykami.
Wysiadaj!
Powiedziałem coś!
Mogę iść. A ty, jak będziesz dalej żyć?
Jakoś będę. Wcześniej żyłem.
Dobra.
Powiedz tylko, po co ci to było?
Dla pieniędzy?
Gdzie one są?
Dla przyjaciół?
Został ci ktoś?
Może dla rodziny?
Dla kogo?
Powiedz, co mam robić?
Przeproś.
To wystarczy? Wszyscy mi przebaczą?
Zapalisz świeczkę i możesz żyć dalej?
A jeśli nie chcę żyć?
Wybaczyć można wszystko.
Nie wszystko da się zapomnieć.
Patrz. Nie na nich czekałeś?
Nie bój się. Chodź.
Dawaj!
Za małą Ojca.
I za moją.
Za Marynkę.
Wal za mamę.
Za Rudego, za Mięcho, za Karasia.
Za wszystkich.
Wal, śmiało.
Teraz za mnie.
Dziękuję.
Wystąpili
Wersja polska: CANAL+ Tekst: Marta Jurkowlaniec
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.