Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek VIII, ostatni
Tłumaczenie: titi®
Kobiety spisują swą historię wymienianymi między sobą słowami.
Zbyt często nie zostawiamy śladu, gdy już urodzimy dzieci,
uszyjemy ubrania, wyświadczymy usługę,
dokonamy wyboru - jeśli jakiś miałyśmy.
Ale w roku 1961 wybierałyśmy drogi
i chodziłyśmy bocznymi, dziewiczymi ścieżkami.
Bez wahania, bez niepewności,
bo na niezbadanych drogach wszystko było możliwe.
Wczorajsze skierowania do Kliniki Stowarzyszenia Planowania Rodziny.
Podpis teraz, to wyślemy z dzisiejszą pocztą.
Muszą tam mieć zakręconą kolejkę.
A jaką mamy dziś w poczekalni!
Następna jest panna Sandrine Weller.
Niezamężne kobiety nie mogą dostawać antykoncepcji doustnej.
W tej kwestii niczym nie różni się to od kapturka.
Takie są zasady.
- Nie o to nam chodziło. - Nie, ale to dopiero początek.
I wciąż zmieniasz ludziom życie na lepsze.
- Cześć, Violet! - Witaj, Tessie!
Pamiętasz Tessie, Fred?
Jej brat ożenił się z moją kuzynką Enid.
I nigdy już nie był szczęśliwy.
Mitchell, nie garb się i przywitaj z Violet.
- Cześć. - Cześć, mój drogi.
Szkoda, że nie wyszło ci w Australii.
Mam zamiar napisać do premiera.
Zawiozą ich tam raz-dwa za 10 funtów,
ale gdy nie podoba im się i chcą wracać,
muszą płacić za bilet albo wrócić wpław!
Ponoć pracowałeś na farmie owiec. Pewnie nie było miło.
Niedobrze by ci się zrobiło z tego, co musieli tam ścinać.
Powiem jedynie, że nie była to tylko wełna.
Jestem z miasta.
Mam teraz stałą robotę u hydraulika.
Super! East End cię wychował,
teraz możesz z zapałem zabrać się za jego kible!
Dziękuję, ale nie musisz brudzić mu klap kompostem.
Idziemy na konsultację.
Mamo, w oknie jest kartka.
„Pan Hereward przyjmuje w zakrystii codziennie między 12.00 a 14.00”.
To ma być to „pukajcie, a otworzą wam”?
Halo, pastorze?
Chcemy zorganizować ślub.
- Założę tylko koszulę. - Należałoby chyba.
Mitchell ma narzeczoną, Australijkę.
Musiał wyjechać, nim uzbierali na jej podróż,
teraz jest na statku "Canberra" i…
cóż, jest w stanie błogosławionym.
- Jak bardzo… błogosławionym? - Bardzo.
Mitchell nie wiedział, wyjeżdżając, a ja nie żałuję - wtedy by nie wrócił.
Z pewnością nie. Mitchell, gdy narzeczona przyjedzie,
zaczniemy przygotowania do ślubu. Zapowiedzi trwają trzy tygodnie.
Nie mamy tyle! Nawet trzy dni to dużo.
Statek ma spóźnienie od Kapsztadu i nim dopłyną, Noelle może urodzić!
W tych warunkach nikt jej ani dziecka nie potępi.
- Ale bękartem i tak będzie. - Mamo!
Mają się pobrać, gdy tylko dopłynie.
O rany, Lenny, ależ ładnie nam rośniesz!
Masz w kieszeniach cegły?
Kulki?
Pewnie to przez dodatkowe mleko, co ci dajemy.
Złaź, a siostra Monica Joan da ci cukierki lukrecjowe.
Dziś Sooty rozdaje cukierki lukrecjowe, nie ja.
Ale ją pani opatuliła.
Moja Susan to straszny zmarzluch.
A zrobiło się już zimno.
Chciałabym mieć córeczkę.
Ma buzię jak aniołek.
Mogłaby mieć płuca jak aniołek.
A jak się buntuje, gdy coś jej nie pasuje!
- Prawdziwa Panna Stanowcza. - To tylko dobrze.
Pani zdejmie ten kocyk, gorąco jej. Mnie to nie przeszkadza.
- Pani Mullucks i Susan. - Już.
Masz niezłą siłę w tych maleńkich paluszkach.
Utrzyma w nich grzechotkę i łyżeczkę.
Do buzi nią nie dosięgnie, ale…
Większość dzieci w tym wieku nie umie sama jeść.
Gdy byłyśmy ostatnio w klinice dziecięcej,
był tam chłopczyk, urodzony taki, jak Susan, tylko z normalnymi nóżkami.
Amputowano mu palce.
Lekarze mówili, że na nic mu one, tak były zdeformowane.
Powinnaś zachęcać Susan, żeby wyciągała rączki po rzeczy,
próbowała je chwytać.
Ma jakieś mięśnie ramion, może mogłyby się rozwinąć.
Umówić ją z terapeutą zajęciowym?
Nie płacz, Rhodo!
Świetnie sobie radzisz.
To samo pani mówiła, gdy ją rodziłam.
„Świetnie sobie radzisz”.
A ja myślałam, gdy ją urodziłam, że to już koniec bólu.
Zaraz się wynoszę.
Siostrze Winifred zemdlała pacjentka. Prosiła o herbatę i ciastka imbirowe.
A tobie co?
Mały Williams wypróżnił się na wadze.
Nie możesz tam wrócić cała obkakana.
Ale cóż za obfity stolec!
Rozmawiałaś z matką o tym, jak karmić?
Może siostra z nią pomówi? A ja zajmę się kontrolą rozwoju.
Nie, znasz moje zasady i jestem nieugięta.
Do dziecka trzeba dwóch rąk. Nigdy już nie będę trzymać noworodka.
Proszę. Pognieciona, ale czysta.
Koniecznie porozmawiaj z panią Williams.
Opatulona w wózku wcale tak źle nie wygląda.
Jest jak inne dzieci, nikt się nie gapi.
Albo w domu, tylko w pieluszce i koszulce,
siedzi sobie oparta i uśmiecha się, jakby wszystko było dobrze.
A potem, w środku nocy przypominam sobie,
że nie ma rąk ani nóg.
I leżę, roztrzęsiona.
Wysypiasz się dostatecznie?
Bo z tym mogę ci pomóc.
Dałbym ci słaby lek uspokajający i brałabyś go tylko w razie potrzeby.
Nazywa się Distaval.
Skoro jej nie pomogę, to chociaż sobie.
W następny wolny dzień idę kupić sobie rajstopy.
Rajstopy? Co to jest, u diabła?
To nowe pończochy bez paska. W Ameryce mają je od lat.
Brzmi, jakbyś je polecała.
Pomyśl tylko - żadnych metalowych zapięć, guzików, pasa,
nic się nie wrzyna.
Tylko jedwabny, lekki jak mgiełka nylon,
jak druga skóra od talii do stóp.
Brzmi to jak wylęgarnia drożdży.
Przydałyby się te pomidorki z plastiku.
Z tej flaszki nic nie można wydobyć.
Czy nigdzie w tym domu
kobieta nie może się w spokoju zdrzemnąć?!
Pięć minut odpoczynku przed kompletą!
Proszę tylko o to, a co dostaję?
Rozmowy o nylonach
i trzaskanie keczupem, jakby kogo Bóg opuścił!
Przepraszam, siostro.
Pewnie nie namówimy siostry na przekąskę?
Nie.
- Dzień dobry, Tessie! - Cześć, Violet.
Słyszałam o narzeczonej Mitchella.
Co za dziewczyna, jechać taki kawał drogi!
Miłość nie zna granic.
- Kto ci powiedział? - Pan Ballard z papierniczego.
Ponoć zamawiałaś tam wczoraj zaproszenia na ślub.
Tak.
I dziś u ciebie zamówię dwa tuziny agrafek do pieluch,
tyle samo pieluch z tetry, sześć par plastikowych majtek
gruby pas do podpasek i paczkę podkładów poporodowych.
- Nic z tego nie jest dla mnie. - Rozumiem.
Musisz ją zarejestrować u sióstr.
Mamo, statek Noelle jutro przypływa!
Było w gazecie. Dzwoniłem do portu, potwierdzili to!
Dopisz tam gorset poporodowy.
Wątpię, żeby w tej Australii dbali o figurę.
Gratulacje!
Wręcz idealnie, Tripti.
Nie musisz dziękować, Muno. To moja praca.
Połóż się, posłuchamy serduszka dziecka.
Przepraszam, panie Valluk. Znów pan pracuje na zmiany?
Przepraszam, on nie będzie patrzył.
W porządku.
Raz odbierałam poród, a mąż twardo spał przy żonie.
Ale on był pijany, a pan Valluk tylko zmęczony.
To nie dom, z którego wyjechaliśmy, ale to nasz nowy dom.
Dlatego chcę urodzić dziecko tu, we własnym łóżku.
Jeśli tego chcesz, to tak będzie.
- Coś cię ugryzło? - Nie, skąd.
Cześć, mamo.
Co tu robicie tak wcześnie?
Wypuścili ją pierwszą ze statku, bo jest w ciąży.
Nie da się nie zauważyć.
Oto i ona, Noelle.
Miałam wystawić baloniki z napisem „WITAJ!”,
ale nie chciałam wyjść na prostaczkę.
Dom ślicznie wygląda. Mogę mówić do pani Tessie?
Lepiej mów mi mamo. Chodźcie.
Mam chyba uczulenie na pchły.
Nigdy nie mam małego śladu, tylko swędzącą gulę.
Chodzę do domów, gdzie zakładam spinki rowerowe,
żeby pchły nie wchodziły mi do nogawek.
Ci ludzie tak się starają, ale to wina wynajmującego.
Przy złej kanalizacji są szczury, a gdzie szczury, tam i pchły.
Albo pluskwy.
Potrafią ugryźć, gdy siedzisz przy umierającym.
Gdy nastroiliśmy się romantycznie, to dokąd dziś wieczorem pójdziemy?
Wiem z dobrego źródła,
że tydzień temu odkażono kino Palace House.
Nie chcę dziś iść do kina.
Wolę z tobą porozmawiać.
Na to zawsze się zgodzę.
I może trochę potańczyć?
Na to również się zgodzę.
Zauważ, że nie mam dziś brylantyny,
więc gdzie byśmy nie poszli, ściany są bezpieczne.
Nie do wiary, w końcu będę mieć paszport!
Nie do wiary, że go nie miałaś.
Twój tato, handlowiec, zjeździł świat. Mój miał sklep z tkaninami.
I tak dziwne, że matka się nie szczepi, jadąc do Londynu do ciotki.
Kiedy znów przyjeżdża?
W poniedziałek. Ma mi przywieźć akt urodzenia.
Co się dzieje?
Znów widzę tu tę kobietę; dolewa cichaczem gin do kawy.
Myślałam, że to prostytutka, ale nigdy nie była z klientem.
Myślę, że jest samotna albo zrozpaczona.
Albo to i to.
Wygląda znajomo, ale jednak jej chyba nie znam.
Niech sobie klasztor adaptuje poddasze,
ale czemu wysyła nam wszystkie rupiecie?
Udało mi się wykopać dwa egzemplarze „Pierwszej modlitwy Jessiki”
i „Dzieła zebrane” Waltera Scotta.
Jakbym słyszała siostrę Eustace.
Zawsze było w niej coś dziwnego.
Nie wiedziałam, brutalność czy romantyczność.
Tu jest masa sukni balowych!
Z pół tuzina - i wszystkie białe.
- Moja suknia ślubna! - Serio?
Pamiętam, miałam ją na sobie, składając śluby i zaczynając nowicjat.
Musiałam założyć do niej wysokie obcasy
i matka Alice kazała mi ćwiczyć chodzenie w nich, aż miałam pęcherze.
A to moja.
O mało jej nie odrzucono, bo na rękawach był srebrny haft.
W końcu musiałam cały odpruć.
Było mi przykro ze względu na pannę młodą, która ją oddała.
Smutno mi było, gdy usłyszałam, że będę składać śluby w habicie.
Nie wiedziałam, że zakon zarzucił ten zwyczaj.
Siostro, twój wyraz twarzy wart był tysiąca koronek i falban.
I powiem szczerze,
że ja w swojej wielkiej, białej kiecy czułam się jak dodatkowa atrakcja.
Na pewno ślicznie wyglądałaś.
To było idiotyczne.
Nigdy nie marzyłam o dniu ślubu.
Ja tak, dawno temu. Moja mama chyba też.
Było mi jej żal.
To twoja, siostro Evangelino?
Jeśli jest tam tyle materiału, że starczyłoby na spadochron,
to z pewnością moja.
Są wasze, więc jest i moja…
…choć ja byłam wysoka i nie potrzebowałam obcasów.
Naprawdę, siostro?
Zapragnęliśmy odejść tam,
gdzie niewyschnięte źródła,
na pola gradem bezlitosnym niezniszczone
i lilii kilka drży.
Może by w tym podniosłym nastroju nastawić mleko na kakao?
Siostro, wezwano mnie właśnie do Tripti Valluk
i trochę boję się iść sama.
A czemuż to?
Bardzo ubogo mieszkają.
Wodę mają tylko w podwórzu, wiem też, że ubikacja jest zepsuta.
Choć mówię trochę po bengalsku, nie porozumiem się z nikim poza Tripti.
Mówisz trochę po bengalsku?
Podłapuję słowa i zapisuję fonetycznie, gdy mogę.
Nie przypominasz mnie za młodu: zbyt roztrzepana i za chuda.
Ale pamiętam, jak uczyłam się trochę jidysz, gdy tu przybyłam.
Co to znaczy?
„Widzę główkę dziecka” i „Już prawie!”.
Po ciężkim porodzie te słowa są jak balsam,
ale lepiej, gdy matki słyszą je w języku ojczystym.
Bierz torbę, pójdę z tobą. Ale ty jesteś położną!
Ja będę tylko od czarnej roboty.
Fred, przednia opona jest miękka jak masło.
Mówiłam ci to tydzień temu, wczoraj i mówię teraz.
Wciąż ją pompuję. Nie wiem, co z nią jest.
Może to coś, co zaczyna się na „D” i kończy na „ziura”?
Siostro…
Nie mam czasu uczyć cię teraz podstawowej techniki.
Na siostrę Gilbert czeka pacjentka.
O proszę, czyj to obiadek?
Pewnie Muna przygotowała go na potem.
Po narodzinach, Tripti i dziecko będą w izolacji.
Ma odpoczywać i z nikim się nie widywać, również z mężem.
Umowa bez zarzutu.
U nas w Srihotto kobieta śpi na podłodze przez tydzień po porodzie.
Tu nie ma miejsca na podłodze, pokój jest za mały.
I jak dla mnie zbyt dużo nieproszonych gości.
Ma pani jakieś mydło? Fairy, Lifebuoy, jakiekolwiek.
Wczoraj wszystko sprzątnęłam, cały pokój.
Niedługo poczujesz potrzebę parcia, Tripti.
Sunlight! Wystarczy.
Otworzysz gaz, gdybyśmy go potrzebowały na koniec?
Według mnie, gdy matka sobie radzi,
machanie gazem przed nosem może tylko wszystko popsuć.
Pójdę nabrać wody do wiadra.
Łożysko niedługo się urodzi.
Minęło dopiero pół godziny, a do godziny to norma.
Idealna woda na kąpiel dziecka.
Nie możemy marnować gazu, żeby woda była wciąż ciepła.
Mamy świece, gdyby zabrakło gazu,
ale może siostra teraz wykąpie dziecko?
Wiesz, że nie dotykam już noworodków. Nie robię odstępstw od mojej zasady.
Ale w pokoju jest zimno i woda wystygnie,
gdy czekam z Tripti i będziemy odkładać kąpiel.
Bardzo by nam siostra pomogła.
Myślę, że ta młoda dama już kiedyś tu była.
Może nie na tym kontynencie i przy takiej pogodzie,
ale tu była.
No chodź, maleńka.
Na pewno mamusia ma koszulkę,
żeby założyć ci ją pod to śliczne ubranko.
Zajmij się matką, siostro.
Ja i dziecko świetnie…
…dajemy sobie radę.
Zje siostra grzankę i napije się herbaty?
Zasłużyłyśmy chyba na coś więcej.
W dolnej szafce w pojemniku jest połówka ciasta czekoladowego.
Sprawdź z tyłu, za płatkami.
Nic nie zostało.
Nasi szlachetni przyjaciele, szczury, musieli niestety być tu przed nami.
Te dziwne szczury, umiejące otworzyć puszkę
i żyjące tylko w zakonnych kuchniach!
Krem kakaowy i samotny odłamek czekoladowego krążka?
Opuszczasz się, siostro. Zostawiasz resztki!
Znalazłam jakieś opłatki.
One nie kuszą szczurów.
Chce siostra herbaty?
Będzie musiała mi wystarczyć, skoro innej strawy nie stało!
Przyniosę ją.
Proszę, siostro. Nie będzie ci zimno przy czekaniu.
Dziękuję.
Dzień dobry, siostro!
Nie dziwię się siostrze.
Lubię przysiąść sobie przed śniadaniem, jeśli mogę sobie na to pozwolić.
Najlepsza część dnia.
Zwłaszcza sobie przysnąć i obudzić się, gdy Violet smaży bekon.
Przepraszam!
Siostro Evangelino?
O nie!
- Patrz! - Co to?
Myślałeś, żeby kupić Angeli wózek dla lalek na urodziny?
Zawsze idzie prosto do tego, który jest w domu kultury.
Po co wydawać pieniądze,
skoro jej w zupełności starczy kosz szczapek i szyszek?
Akurat przyszedłeś na smażony bekon. Gdzie masz szalik?
To szkolny szalik, więc noszę go do szkoły, a dziś jest sobota.
Czyli masz kolejny numer „Lancetu”.
Pan Miller przesyła ci też dzisiejszy „Exchange&Mart”.
Twierdzi, że to nie pomyłka.
Bo nie jest. Przejrzymy rubrykę „wózki dla lalek”.
Dziękuję. Jaki śliczny domek!
Tato, ona rozumie każde słowo!
Patricku, jesteś potrzebny w Domu Nonnatusa.
Założę się, że to kolejny udar,
rozległy wylew do mózgu, który zabił ją we śnie.
Od powrotu do Poplar nie była u ciebie ani u innego lekarza.
Sekcja będzie konieczna?
To nagły zgon. Muszę poinformować patologa.
Nie zabierzecie jej stąd!
Siostro, dr Turner musi poinformować zwierzchnictwo.
Nie ma wyboru i żadnego wpływu na regulamin.
Sam Bóg przyobiecał nam wskrzeszenie ciała.
Jak nasza siostra ma zmartwychwstać…
…gdy jej ziemskie ciało zostanie naruszone?
Musi mieć oczy, by widzieć,
mózg, by myśleć,
serce, by kochać.
Jeśli ją teraz okaleczycie, na wieczność uczynicie ją kaleką.
Moja droga!
Nie możemy się tym teraz zajmować.
Ty i ja wraz z naszymi siostrami w kaplicy będziemy się modlić,
gdy załatwimy wszystko, co konieczne.
Twierdzisz, że modlitwa nie jest konieczna?
Twierdzę, że może zaczekać.
Cokolwiek trzeba zrobić tu, na Ziemi,
wiemy, że nasza siostra jest w niebie.
To jej nagroda, nie możemy mieć tego za złe ani z tym walczyć.
Rozmawiałem z biurem koronera.
Biorąc pod uwagę jej niedawny udar i to, jak ją upośledził,
być może uda się uniknąć sekcji.
Patricku!
Tak mi przykro.
Wiem, ile dla ciebie i dla wszystkich znaczyła.
Z kim teraz będę się ścierać?
Nie płaczę z tego powodu.
Płakałam, ale stwierdziłam, że to by się jej nie podobało,
więc wysłałam Timothy'ego na dwór z Angelą
i poszłam do przychodni po ranną pocztę.
Wycofują Distaval?
Ze skutkiem natychmiastowym.
Rodziły się zdeformowane dzieci i być może jest to z nim powiązane.
To już oficjalne?
Dzwoniłam do Departamentu Zdrowia.
Sądziłam, że dziś nikogo nie będzie, ale linia była zajęta.
To mi się wydało złym znakiem, więc zerknęłam do „Lancetu”…
…i znalazłam list do redakcji.
Talidomid. Z Distillers Biochemicals.
Ale twierdzą tylko, że MOŻLIWY jest związek z uszkodzeniem płodu.
I dalej, że są tylko dwa zgłoszenia z zagranicy
i żadnego z Wielkiej Brytanii.
Nie rozumiem tego.
Ale przyszedł jeszcze list! Wycofują z obiegu Distaval!
Przepisywałem Distaval tuzinom pacjentek!
Może setkom!
W naszym okręgu rodziły się zdeformowane dzieci.
Musimy z kimś porozmawiać…
…a potem działać!
Jeszcze chyba za wcześnie, Noelle.
Głupio mi, że wzywałam siostrę bez potrzeby.
Jeśli dzięki tej wizycie
rozluźnisz się w oczekiwaniu na ślub, to tylko dobrze.
Czuję się jak królowa.
Pastor mówi, że arcybiskup Canterbury udzielił specjalnego zezwolenia.
Wytwornie i szybko!
To twój strój?
Z domu przywiozłam ubrania ciążowe, a Tessie zajęła się dodatkami.
Szukałyśmy porządnej sukni, ale wszystkie krawcowe mają ruch, a…
niczego gotowego w moim stanie i tak nie znajdę.
Pewnie nie…
…ale kolory są śliczne, a Tessie umie wybrać kapelusz.
Tyle że to niezbyt ślubne.
Nie będzie tak, jak sobie wyobrażałam w dzieciństwie,
ganiając w dni prania z firanką mamy na głowie.
Zawsze chciała zobaczyć mnie całą w bieli.
I tak pięknie wyglądasz.
Ale czy będę czuła się jak panna młoda?
Nie zadzwonię później. Chętnie zaczekam, dziękuję.
Patricku, nie znasz systemu archiwizacji.
Zostaw to albo zastąp mnie przy telefonie.
- Może pani zaczekać na linii? - Tak.
Wieści szybko się roznoszą.
Kwiaciarnia „Niezapominajkowa Aleja”
chce dla niej wykonać dowolny wieniec za darmo.
Ale dla niej bardzo ważne były śluby ubóstwa.
Starała się rozdawać wszystko, co miała.
Myślałam o tym, patrząc na strój ślubny Noelle.
Zdawało mi się, że słyszę głos siostry Evangeliny.
Naprawdę?
Tak wyraźnie, jak słyszę Boga, gdy dzieje się coś wielkiego.
Jak słyszałam ją, gdy na mnie krzyczała,
co dość często się zdarzało.
Mnie też się dostawało.
Ale tym razem mówiła:
„Biedna mała, taki kawał drogi z Australii,
Tessie Anselm jako teściowa i jeszcze nie ma sukni ślubnej.
Dajcie jej moją, do jasnej ciasnej!”.
- Nie czas teraz się z nią kłócić. - Nie.
Dom Nonnatusa.
Siostro, przyjdź, proszę, jak najprędzej do przychodni.
Chodzi o koronera?
Nie.
Przyda ci się kubek dobrze osłodzonej herbaty.
Dziękuję.
Nic mi nie jest, tylko…
nie mam co z sobą zrobić, więc zająłem się tym.
Siostra Evangelina na pewno byłaby ci wdzięczna.
Nie sądzę.
Przez 18 lat mojej opieki nad rowerami ani razu nie podziękowała.
Ciężko pracowała,
a tacy nie tracą czasu na uprzejmości.
Robię tylko to, co ona by zrobiła, gdybyśmy zamienili się miejscami.
Po prostu robię swoje.
Ktoś tu coś stara się przemilczeć.
Na pewno było więcej przypadków.
I założę się, że w tym kraju!
A mały Cottingham, ten bez kończyn, urodzony u św. Kutberta?
Ruby, jego matka, była naszą pacjentką.
Byłam z Ruby, gdy zaczęła rodzić.
Gdy dziecko w końcu się urodziło, na sali operacyjnej,
chirurg rzekł: „O Boże, kolejne!”.
Główny lekarz mówił nam,
że tydzień temu wycofano lek w Niemczech.
Tam nazywa się Contergan, ale to ten sam lek.
Talidomid.
Od razu pomyśleliśmy o małej Susan Mullucks,
ale jej matce przepisano Distaval dopiero w zeszłym tygodniu.
Nie możemy być pewni związku, póki się więcej nie dowiemy.
Niezależnie od tego trzeba jej odebrać resztę leków.
A jeśli znów zajdzie w ciążę i będzie je brać?
Doktorze, na pewno masa kobiet, w ciąży albo i nie,
miały to przepisywane.
Tak. Przeze mnie!
- Nie wiem, jak z tego wybrnąć! - Usiądź.
Siostro, wracaj do Domu Nonnatusa.
Masz tam obowiązki, przy których nikt cię nie zastąpi.
I przyślij mi siostrę Mount.
To specjalistka od ewidencji i zachowuje zimną krew.
A doktor nie może się obwiniać.
Będę, jeśli choć jedna kobieta,
w ciąży albo nie, zażyje jeszcze raz ten potworny lek.
Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!
Błogosławieni, którzy w Panu umierają.
Zaiste, mówi duch, niech odpoczną od swoich mozołów…
Przyjechali z zakładu pogrzebowego.
Po prostu nie rozumiem!
Mamy listę siedmiu kobiet,
leczonych Distavalem z powodu nieustępujących mdłości porannych,
i wszystkie urodziły zdrowe, normalne dzieci.
Na pewno?
Wszystkie brały go od dziewiątego tygodnia ciąży,
ale żadna nie zaczęła przed październikiem ubiegłego roku.
Przedtem lek był przepisywany tylko na uspokojenie.
A matka Jeffreya Gallaghera, chłopca urodzonego bez kciuków?
Gallagherowie wyjechali.
Przenieśli się do Haverhill w hrabstwie Suffolk.
Jestem pewna co do Ruby Cottingham.
Brała go niedawno, ale nie był jej przepisany w ciąży.
Sprawdziłam dawniej -
mąż wypłynął w rejs, a ona została z trzema synami.
Dr Turner zdiagnozował u niej lęki objawiające się bezsennością.
Przykro mi.
Pewnie coś jej zostało w apteczce, ludzie tak robią.
- Turner przy telefonie. - Mówi dr Jacques.
- Dzwonił pan do mnie? - Tak, dobrze, że pan oddzwania.
Mamy dużo pracy i chyba ten sam problem.
Tak.
Na pewno chcą siostry pochować ją tutaj?
Wielu ludzi będzie chciało pożegnać się z nią.
Rzecz w tym, że my, z East Endu,
uważaliśmy siostrę Evangelinę za jedną z nas.
Wiem.
Jest też jedną z nas.
I nie wiem, czy już umiemy się bez niej obyć.
Jeśli pozwolicie nam na ten zaszczyt,
firma Crellin&Sons chciałaby się wszystkim zająć -
trumną, karawanem, miejscem pochówku i nagrobkiem.
Nie pobieralibyśmy opłaty.
W ogóle żadnej?
Urodziłem się dwa miesiące przed czasem
i prawie zabiłem moją matkę.
Siostra Evangelina obmyła mnie olejem z oliwek,
zawinęła w płótno…
…i siedziała przy łóżku mamy przez cały tydzień.
Nie wzięła ani pensa.
Czas, bym spłacił swój dług.
Siostra Rhody Mullucks, Ava,
dwa lata temu opuściła Poplar i przeniosła się do Harlow.
Dr Jacques niedługo potem leczył Distavalem jej bezsenność.
Mogła mieć je w zapasie 18 miesięcy temu,
w okresie, gdy Susan zaszła w ciążę.
Napiszemy więc do lekarza Jeffreya Gallaghera
o jednej z możliwości, dlaczego brak mu kciuków.
I spytamy Rhodę Mullucks, czy brała tabletki siostry.
I powiemy Ruby Cottingham, dlaczego jej dziecko zmarło.
Myślę, że to zechce zrobić siostra Julienne.
Tak.
Pan Tunnicliffe? Mogę rozmawiać z żoną?
Jest pewien problem z przepisywanymi jej lekami.
Muszę je zabrać, pani Jones, nawet jeśli zostały tylko dwie.
Pani Michaels?
Pacjentki częstowały się wzajemnie Distavalem
jak orzeszkami na przyjęciu.
Dwa razy byłem u Rhody Mullucks.
Nikogo nie ma, sąsiedzi też nic nie wiedzą.
Pani Cottingham…
Ostatnio widziałam siostrę w szpitalu.
Wtedy mówiła mi siostra Ruby.
Ruby, twój najstarszy syn powiedział, gdzie mogę cię znaleźć.
Więcej siedziałabym w domu, ale nie mogę znieść tego hałasu.
Chłopcy potrafią dać w kość.
Tak strasznie pragnęłam córeczki.
Wiem.
Chciałam nadać jej imię, żeby wreszcie mnie opuściła.
Zrobić z niej osobę i zapomnieć ją.
Ale nie umiem zapomnieć kogoś, kogo nie znałam.
A imiona, które jej nadawałam,
wirowały mi tylko w głowie jak liście, jak pierze.
W niektóre dni jest Amandą…
…czasem znów Janine albo Rose.
To śliczne imiona, Ruby.
Nie umiem jej schwycić, określić.
Przyszłam do ciebie, bo…
…pojawiły się nowe informacje, które mogą pomóc nam zrozumieć,
dlaczego twoja córeczka urodziła się w tak złym stanie.
Była w złym stanie?
- Widziała ją siostra? - Tak.
Możliwe, że niezamierzenie wzięłaś pewne leki,
będąc z nią w ciąży, które ją okaleczyły.
Co znaczy „niezamierzenie”?
Że to nie była twoja wina.
Lek nazywał się Distaval i został wycofany ze sprzedaży.
- Mam je siostrze oddać? - Tak.
Mogę tylko wziąć ostatnią?
Skończyłam prasować, jeśli potrzebujesz.
Tylko z tym kapeluszem mam bal.
Nie wyciągałam go z pudła od pogrzebu matki.
Chciałam tylko szybko przygotować swoje.
Mam dyżur i gdy mnie wezwą, nie będę miała kiedy.
Nie chcesz iść z innymi?
Nie do Hand&Shears.
Nie mam ochoty psuć sobie cery knajpianą oranżadą i skwarkami.
Nie dziwię ci się specjalnie.
Ale błagam, nie proponuj mi kakao.
Chyba bym się rozpłakała.
Bożeż ty mój, wydajesz się tak samotna.
Przepraszam.
A nawet nie proponowałaś mi kakao.
Wiesz, za co cię lubię? Nie poddajesz się.
I jeśli na świecie jest sprawiedliwość, dostaniesz nagrodę.
Mam nadzieję.
Ale nie musi być mężczyzna.
To nie jego brak mi doskwiera.
Gdy teraz widzę Toma i Barbarę razem,
nie widzę, co mogłam mieć, ale co mają oni.
Gdzieś należą i są zadowoleni.
Nawet nie wiesz, jak chciałabym się tak czuć.
Ale tak nie musi być dzięki mężczyźnie, naprawdę.
Niektóre kobiety świetnie sobie radzą jako stare panny.
Chętnie się za taką uważam,
a jeśli pominąć drobny szczegół małżeństwa z Jezusem,
taka była i siostra Evangelina.
Ale ty nie - i nie ma sensu udawać, że jest inaczej.
Nie.
No, dalej. Wyprasuj strój na pogrzeb.
Zobaczymy, co ci przyniesie Mikołaj.
W dziewiątym miesiącu w sukni ślubnej siostry Evangeliny…
Musisz je trzymać niżej.
Jeszcze niżej.
Docenisz to, gdy zobaczysz zdjęcia.
Że byłaś w bieli i w ogóle.
Wyglądasz jak z obrazka!
Chciałem ją tylko zobaczyć, zanim wejdą tu wszyscy.
Pewnie.
Sama chciałam ją zobaczyć.
Tak się jej kiedyś bałem.
Ja też.
A raczej nie jestem strachliwa.
Ale tyle mnie nauczyła…
Mnie też.
Nie wiem, czemu nie przeniesiesz się do ciotki Blod.
Nie musiałabyś płacić za wynajem w klasztorze.
Gdy zdecyduję się na kurs położnictwa,
szpital musi zatwierdzić moje mieszkanie.
East Finchley byłoby za daleko.
Jak to: kurs położnictwa?
Nie chcesz chyba wykonywać takiej paskudnej, osobistej pracy!
Ja ją wykonuję.
Wiem o tym.
Straszne z was psiapsiółki.
A to masło jest za zimne na grzanki!
Pani Busby, da pani Delii jej akt urodzenia?
Po co? Żeby mogła zapisać się na ten kurs?
Nie, żeby mogła wystąpić o paszport.
Bo w tym roku nie jedzie na urlop do Pembrokeshire.
Jedzie do Paryża. Ze mną.
Nie jestem jakąś prostą kobietą.
Byłam w Jersey…
…i na Wyspie Man.
Zawsze robiłaś, co chciałaś.
Zniosę, jeśli mnie zawiedziesz.
Jestem twoją matką…
…a ty dorosłą kobietą.
Dziękujemy pani.
Niech tylko ojciec przez ciebie nie płacze.
Gratulacje, kochanie.
Wreszcie mogę odetchnąć.
A ja nie. Chyba muszę się położyć.
Miałam nadzieję, że to przejdzie,
tak jak wtedy, gdy zorientowałam się, że jestem w ciąży, ale też nic z tego.
Panie Hereward!
Wie pan, gdzie jest telefon? Proszę zadzwonić do Nonnatusa!
Nie powinniśmy się przepychać w kolejce.
Właśnie to nie podobałoby się siostrze Evangelinie.
Tak samo, jak tracenie czasu, gdy powinnam być w pracy,
a ty ze skautami.
Pani Turner?
W weekend byliśmy nad morzem.
Trochę wiało, ale wszystkim przydał się wyjazd, z Susan włącznie.
A potem się dowiedziałam.
Dowiedziałaś się…?
O siostrze Evangelinie.
Mówi pan, że brałam proszki?
Jedna tabletka mogła zrobić to z moim dzieckiem?
Ile ich wzięłaś?
Nie wiem! Siostra dała mi je w kopercie,
niby że pomogą mi zasnąć.
Mówiła, że to lepsze od ginu.
Zresztą nie miałam ginu, cienko przędliśmy.
Nie wiem, ile ich wzięłam!
Rhodo, nikt na pewno nie wie, co się stało,
ale nie spoczniemy, póki nie poznamy odpowiedzi.
Na jakie pytania?
„Po co je brałaś, Rhodo?”.
„Czemu sobie po prostu nie radziłaś?”.
„Czemu potrzebowałaś głupich proszków do szczęścia?”.
To nie twoja wina. Przysięgam.
Bernie zaczął ją nazywać „Moja śliczna”.
Pierwszy raz to usłyszałam, gdy miała ze cztery miesiące.
Pomyślałam, że o to chodziło, że będzie dobrze.
„Susan będzie szczęśliwa, bo tatuś ją kocha”.
A zaraz następnego dnia jakiś jego kolega z pracy
widząc nas, przeszedł na drugą stronę ulicy.
I bardzo długo nie słyszałam, żeby znów mówił do niej „Śliczna”…
…dopiero wczoraj nad morzem.
Bernie był kiedyś takim przechodzącym na drugą stronę.
Może sama taka byłam.
Ale teraz nie może, ani ja nie mogę.
Już nie - bo ona jest nasza.
Wybacz mi, Susan.
Tak strasznie, strasznie mi przykro.
Dobrze, Noelle, jeszcze!
- Czemu to tak długo trwa?! - Wydaje ci się, serio.
Jeszcze!
- Masz synka, Noelle. - Jest prześliczny.
- Ale suknia się zniszczyła. - To jej najlepszy dzień.
Chłopak, Mitchell!
Nikt z nas nie wie, jak długo przetrwa to, co kochamy.
Ludzie stoją wzdłuż całej drogi do kościoła.
Wstrzymałem ruch aż do Commercial Road.
Dziękuję.
Choć tyle, skoro nie możemy dać jej kwiatów.
Trumna wydaje się taka naga…
Siostra Evangelina odeszła na spoczynek otoczona tymi, z którymi pracowała
i opłakiwana przez tych, których pielęgnowała.
Powieziono ją przez ulice znaczone jej krokami i jej wiarą.
Oddają jej ducha równie dobrze jak kwiaty…
…i jak ona, zasługują na spoczynek.
Jeśli tego dnia spojrzała w dół,
musiała być zdziwiona, że już jej tam nie ma,
i rozdrażniona przerwą w służbie.
Świat nie należał już do niej i nie życzyła sobie upamiętniania,
ale jej dzieło przetrwało w tych, którzy żyli po niej
i w nieskończonej nadziei.
DZIĘKI ZA WSPÓLNY SEZON!
Tłumaczenie: titi®
Fragment wiersza „Heaven Haven” G. M. Hopkinsa w moim nędznym przekładzie
Fragment Księgi Hioba i Apokalipsy św. Jana z Biblii Tysiąclecia
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.