All language subtitles for Call.the.Midwife.S05E06.1080p.BluRay.x264-YELLOWBiRD_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek VI

Tłumaczenie: titi®

Poczucie przynależności społecznej to Święty Graal współczesnego życia.

Gdy nie znajdujemy go dzisiaj, sięgamy wstecz i mówimy:

„Wtedy się wszyscy znaliśmy.

Wtedy wszystkie sprawy były wspólne”.

To tak czuła i pocieszająca myśl,

że właściwie nieważne, że to nieprawda.

Udoskonalanie przeszłości to rzecz cudowna.

Zamiast biblijnej plagi szarańczy mamy plagę emerytów.

Nie zostawią po sobie ani okruszka, poza tym któryś uszczypnął mnie w pupę.

To chyba pan Pilbeam. Ten przy prawym stole.

- Ciebie też? - Dwa razy.

Tom zmroził go spojrzeniem, ale nic to nie dało.

Witaj, kochanie.

- Pani Hills? Jak miło! - Dzień dobry, siostro.

Skoro nie ma za co zabrać staruszków nad morze,

przyniosłam im morze tu.

Jaka pani miła. Proszę zostać na herbatę!

Nie mogę. Moja Diane pilnuje stoiska.

Pięć minut odpoczynku nie zaszkodzi,

zwłaszcza w pani dość ciekawym stanie.

A tak, to moje piąte.

To będzie bułka z masłem.

Pomagałyśmy z „bułkami” numer dwa, trzy i cztery.

Nie zrobiłyśmy chyba nic nie tak?

Idę do kliniki św. Kutberta.

Wolą, żebym w tym wieku rodziła w szpitalu.

Widać, że o panią dbają, bo świetnie pani wygląda.

Stara ze mnie wyjadaczka.

Autoklaw kończy cykl.

Zaraz tam włożę pańskie narzędzia.

Dziękuję, siostro.

Jutro mają naprawić nasz, w gabinecie.

A to co, doktorze?

- Pasztecik? - Dokładniej: połowa pasztecika.

Świat by się nie zawalił, gdyby pan usiadł i zjadł jak człowiek.

Niechże pan rozprostuje kości, a ja zajmę się narzędziami.

Pan Pilbeam zażądał dokładki.

Chyba może sobie zaczekać.

Wiedziałaś, że pani Hills znów jest w ciąży?

- Dopiero się dowiedziałam. - Ale kto skierował ją do szpitala?

Przykro mi, zabrakło kremu do babeczek.

Znowu?!

Niektórzy biorą więcej, niż powinni.

Zagroziłam jednemu, że go przełożę przez kolano. Ucieszył się.

Timothy!

- Nie każ mi już grać. - Nagrałeś się już dość.

Teraz otwórz trzy kubki kremu Nestle.

W międzyczasie byłam w pewnym miejscu

i pewna rzecz czeka już, gotowa na pewien dzień.

Zajmij się tym.

Tato? Tato!

Czekam, aż wygotują się narzędzia.

- Potrzebujesz urlopu. - Urlopu nikt nie POTRZEBUJE.

Co nie znaczy, że bym go nie chciał.

To jeden z lepszych filmów, jakie widziałam.

Nic dziwnego, że o bilety było ciężko.

„Złudne nadzieje” to dziwny tytuł. Bez chrześcijańskiego przesłania.

Może to dobrze.

Powinniśmy iść jeszcze raz, ze szkółką niedzielną.

Widzisz? Jestem nieuleczalnym romantykiem.

Brzmi to fantastycznie, ale mam jeden warunek.

Jaki?

Przyniesiesz słoik na słodycze z parafii i wypełnisz lizakami.

W sumie to…

- Fioletowo-zielony. - Mój ulubiony.

Chciałem dać ci go w kinie, ale zbyt dużo ludzi patrzyło.

Teraz nikt nie patrzy.

Ratunku! Pomocy, błagam!

Jesteś już bezpieczna. Wezwij policję!

Nie, żadnej policji.

Tylko przez chwilę zaszczypie, Lizzie.

Dobrze posłodziłem.

- Mogłabym zapalić? - Tak.

Pomogę.

Już dobrze, Lizzie. Tu jesteś bezpieczna.

Muszę już iść.

Odprowadzę panią na policję, gdy siostra Gilbert panią opatrzy.

Nie, mam dość kłopotów bez oskarżenia o nagabywanie.

Masz chyba siniaka pod rozdartą bluzką.

Daj mi to obejrzeć i może przyłożyć arnikę.

- Ugryzł cię?! - Mogło być gorzej.

Dziewczyny opowiadały o różnych klientach.

Ale ja krótko w tym robię. Muszę iść.

- Lizzie… - Muszę wracać do dzieci.

Straszne!

A chciałyśmy tylko, żebyś pomogła Delii z zaszewkami.

Stan pogotowia, bo szyję stanik. Szwy wychodzą mi beznadziejnie.

Nie miała do kogo się zwrócić, nikt jej nie pomógł.

- Prócz was. - Dobre słowo i antyseptyk.

Ale ty możesz to zgłosić policji. Chyba wręcz powinnaś.

Nie zaszkodzi, a tobie może pomóc.

Cześć, laski. Jak wieczór?

Film był świetny. A jak historia sztuki?

Super! Przerabiamy Vermeera; uwielbiam ciekawe wnętrza.

Nawet się wzruszyłaś.

Tusz ci się trochę rozmazał.

Na górze w autobusie okropnie dymiło.

Co macie, kakao?

Oznajmij, jaką drogą mam kroczyć,

bo wznoszę do ciebie moją duszę.

- Mogę wejść, mamo? - Moment, jestem nieubrana!

Ale ja naprawdę muszę!

Świeżutkie! Niech je pani usmaży na czystym smalcu.

Przydałby się czysty chodnik.

Nie można sprzedawać ryb pomiędzy charkami i petami.

- Pani Hills! - Tak, kochanieńka?

Dziękujemy za wkład w podwieczorek dla emerytów.

Nie ma za co. Sama niedługo do nich dołączę.

Było tak gadać Alfowi, zanim na ciebie wlazł!

Niech się pani nie przemęcza.

Diane, słyszałaś? Ty powinnaś dźwigać, nie twoja matka - w jej stanie.

Diane jest ode mnie lepsza w rachunkach, Vero.

Zasuwać może każdy głupi.

Ślady zębów? Że też musiałaś to oglądać!

Mnie nic nie jest,

ale ta kobieta, Lizzie, wyglądała jak napadnięta przez zwierzę.

Nie obciążaj się takimi okropnościami.

Mamy prostytutki w naszych rejestrach

i pojawiają się u lekarza, gdy coś złapią.

Ale to było coś innego.

Cierpiała nie w wyniku seksu, ale przemocy.

Nic nie zrobimy, póki nie wniesie skargi.

Nie może, bo myśli, że sama popełnia przestępstwo.

Według prawa oboje je popełnili.

Oczywiście, on ją pobił,

ale ją za nagabywanie czeka 60 funtów grzywny lub więzienie.

Nawet za stanie pod latarnią.

A jeśli ma dzieci, jak mówiła, to nie skończy się dobrze dla nikogo.

- To trochę nie fair. - Takie jest prawo.

Nie wiedziałam, czy już siostry nie wezwano.

To na pewno cisza przed burzą, ale telefon od rana milczy.

Zajęłam się więc kwiatami do kaplicy i do biura siostry.

Masz dryg do bukieciarstwa, siostro. I bardzo słodki głos…

Słodki głos?

…a w kaplicy ledwo cię słyszałam.

Gdy pieśnią modlimy się do Boga, powinnyśmy to czynić z ochotą.

I jak najgłośniej.

Ależ siostro, zawsze mi się zdaje, że śpiewam zbyt głośno.

Jako postulantkom mówiono nam,

że zwracanie na siebie uwagi jest oznaką pychy.

- A teraz zwróciłam na siebie uwagę… - …śpiewając zbyt cicho.

Gdy czuję się wyróżniona przez zasługę lub przewinienie,

najlepiej jest złożyć to w ofierze, mówiąc:

„Co dobrego może to dać innym?”.

Rzeczywiście, siostro.

Gdybyś wraz z nami wzniosła swój głos,

czułybyśmy się pobłogosławione.

Dziękuję.

Ta siostra rano wydawała się miła.

Byłoby dobrze, gdyby któraś przyszła.

Rozmawiałyśmy już o tym.

Raczej ty o tym rozmawiałaś. Sama ze sobą.

Jeśli chcesz się kłócić, obróć się i spójrz na mnie.

Nie chcę obracać się i patrzyć na ciebie,

bo widzę wtedy, jak rozcierasz sobie krzyż,

głaszczesz się po brzuchu, sapiesz, gdy się schylasz.

A ja nie mogę tego robić!

Sama to na siebie ściągnęłaś,

włócząc się z chłopakiem z budowy, który uciekł, nie zostawiając adresu.

- Jak to będzie, mamo? - Przecież wiesz.

Urodzisz tu, a ja się tobą zajmę.

I powiemy, że to moje dziecko.

Pytam, JAK to będzie? Jak ze mnie wyjdzie?

Zobaczysz, gdy przyjdzie czas.

Tylko oby nim wróci ojciec z rejsu, bo inaczej cienko to widzę.

Czemu nie mogę iść do domu samotnej matki jak Janice Myers?

Bo to życiowa nieudacznica i wróci tu z pustymi rękami!

Nie tobie pierwszej i nie ostatniej się to przytrafiło.

Znam trzy czy cztery rodziny, gdzie dziecko uważa matkę za siostrę.

- Kogo? - To cię nie musi interesować!

Załóż fartuch, nim twój brat wróci od skautów.

Dobra, ale uważaj.

Poduszka ci się zsuwa.

Widzę, że ktoś jest nie w sosie.

Nigdy nie jest w sosie. Wciąż płacze.

Boję się, że coś mu jest.

Ależ, młodzieńcze!

To tylko badanie pourodzeniowe, nie musisz się tak irytować.

Zobaczmy, kto jest wolny, przyjmiemy was poza kolejką.

Nie widzę powodu, by go kierować do lekarza.

Może ma lekką kolkę, a z tym sobie poradzimy same.

Pani Coleman, wysypia się pani?

Przeważnie całą noc go noszę.

Mąż wstaje o brzasku do pracy, więc musi się wyspać.

Tak wyczerpana, nie może się pani dobrze zająć Michaelem.

Noce są jeszcze ciepłe;

mały spacer przed snem obojgu wam dobrze zrobi.

Wszystkiego już próbowałam.

Ile mamy drzwi? Tylko jedne?

Czas siąść do stołu, Patrick. Dziś mamy wyjątkową kolację.

Cóż to takiego?

Kurczak po królewsku z ziemniaczanymi rożkami i szpinakiem w śmietanie.

Zwróć uwagę na ozdobnie złożone serwetki.

To moje dzieło, ściągnięte na żądanie mamy z „Woman's Realm”.

W tygodniu nigdy nie było serwetek.

Ale dzisiaj są.

Dziś będziemy się rozpieszczać wszelakimi luksusami i wygodami,

ponieważ jutro jedziemy…

…pod namiot!

Serio, tato.

Pracuję jutro, Shelagh. Ty również.

Wszystko jest przygotowane.

Załatwiłam na tydzień zastępstwo, a siostra Julienne również pomoże.

Zastępca to dr Godfrey,

na czas naszego wyjazdu ma kwaterę w Nonnatusie.

Druh pożyczy nam dwa namioty i dowolną ilość sprzętu od skautów.

Mama kupiła nawet mały śpiworek dla Angeli.

- Serio? - Serio.

Strasznie się cieszę.

Bardzo ładna aranżacja.

Ale mnie nie skusisz.

Wszyscy zauważyli, że nie jesz jak należy w czasie posiłków.

Czerpię siłę z innego źródła.

Nie musisz chyba pytać, z jakiego.

Nie, skąd. Ale…

Kiedy ostatnio czytałaś „Śluby nowicjuszek”?

Nie zaznajomiono cię z praktyką umartwiania ciała?

Owszem. Próbuje siostra pościć?

Niewiele mam radości, więc z niewielu mogę zrezygnować.

Wielki Post był dla siostry bardzo ciężki, więc dlaczego teraz…?

Zdrowie mi teraz dopisuje, więc mam siłę na poświęcenie.

Ale jeśli chcesz pościć, siostro,

musisz o tym powiedzieć naszej wspólnocie.

Wtedy możemy cię wspierać.

Dobrze. Możesz zabrać ten talerz pełen frywolności.

Oczywiście.

Porządne wojskowe zapasy! Idealne na tydzień w New Forest!

Patsy mówi, że skautom z Poplar służy już 15 lat.

Z tym zdobywaliśmy sprawność obozowicza w Selsey Bill.

Jest podziurawiony kulami.

Na pewno nie kulami. Pewnie wyżarły go mole.

Albo myszy.

Trochę waniajet stęchlizną.

- A na menażce jest pleśń. - Starczy ją umyć gorącą wodą.

Ten wyjazd ma nas zbliżyć z naturą i umocnić jako rodzinę.

- Będzie fajnie, prawda? - Pewnie. Zasłużyliśmy na to.

Strasznie cię kocham, Michael, ale oszaleję przez ciebie.

Dobrze, że zaczęłaś zażywać żelazo.

Raczej nie masz anemii, to nieźle jak na dziewiąty miesiąc.

Ja zawsze w ciąży miałam anemię.

Niedobrze mi od samego widoku.

Rodziłam cztery razy - wszystko jest pod kontrolą.

Nie myśl o tym.

Dwie lub trzy kobiety będą rodzić lada dzień.

Ich karty przeniosłyśmy do…

…zielonej szafki na akta na oddziale położniczym.

Dane są skopiowane do księgi Nonnatusa i mojego wizytownika,

znanego ze swej niezawodności.

Wizytownik? Elegancka nazwa, siostro Cray.

Crane.

Czyli żuraw - ptak brodzący albo dźwig przemysłowy, co pan woli.

Poradnię żylakową mamy w piątki.

Eksperymentujemy z nowym antybiotykiem w proszku…

…co chętnie omówię z dr. Godfreyem.

Takie nowości wydostają mnie z emeryckiej gnuśności.

Pewnie u pani jest podobnie.

Pomyślę o emeryturze, gdy osiągnę właściwy wiek,

ale to nie nastąpi prędko.

Zmieszczę do auta namioty albo dzieci, nie to i to!

Mogę przypomnieć, że odrzucił pan ofertę pożyczenia bagażnika dachowego?

Może pani.

Zostawiłam go w Nonnatusie, w holu.

Buenas vacaciones.

Dzięki.

Chcę odwrócić wzrok, ale to zbyt frapujący widok.

Szorty są bardzo praktyczne pod namiotem.

Wcale nie wyglądają śmiesznie.

Nie patrzę, naprawdę.

Mógłbyś ruszyć jak rakieta, a ten bagażnik nawet nie drgnie.

Musimy ruszać, zaczyna już padać.

Proszę się nie bać, siostra Gilbert coś ma.

Co to?

To żeby rzeczy na dachu nie zamokły.

- Prześcieradło ochronne z darów. - Świetnie!

Oby nie śmierdziało moczem.

Przy okazji, doktorku: super portki.

- Miałem takie pod El Alamein. - A ja pod Monte Cassino.

Nie dziwota, że wygraliśmy wojnę.

Mam straszny bałagan, nie spodziewałam się siostry.

Przechodziłam akurat,

więc pomyślałam, że zajrzę, czy mały jest grzeczniejszy.

Wszystko gra.

Próbowałaś brać go na spacer przed snem?

Mówię, że wszystko gra.

Judith, co ci się stało w twarz?

Zawsze byłam niezdarna, a gdy się jeszcze nie wysypiam…

- Co się stało? - Uderzyłam się o drzwi szafy.

Potrzeba czasu, nim po porodzie sprawy się ułożą.

Pomożemy ci z wszystkimi zmartwieniami.

Wypłacz się, ile możesz.

Potem powiedz mi, co się stało i jak ci pomóc.

Nie mogę siostrze powiedzieć!

Nie mogę.

To bardzo delikatna sprawa.

Ale w domu jest maleńkie dziecko, więc to niebezpieczna sytuacja.

- Jest zamężna? - Tak.

Jej mąż jest, o ile wiem, dobrym, solidnym człowiekiem. Ale…

„Uderzenie o drzwi” zawsze śmierdzi.

I zawsze trudno wyciągnąć z nich prawdę.

Najbardziej zaniepokoił mnie nie siniak na jej twarzy,

ale na szyi, przy ramieniu.

Wyglądało to, jakby ktoś… wbił w nią zęby.

- Jak ugryzienie? - Brutalny widok.

Spróbuję otworzyć śledztwo.

- Dziękuję. - Świetny przykład nagrody za pracę.

Takiej uczty nie miałem

od wieczorka koronacyjnego w starej praktyce.

- Pomoże mi siostra z rożkami? - Jeśli wolno,

siostra Monica Joan wystrzega się przyjemności z powodów religijnych.

A ja mam słabość do ciasta francuskiego.

Przepraszam, że przeszkadzam.

Nie może pan przeszkadzać, należy pan do rodziny.

Przychodzę w sprawie ataku na Judith Coleman

- i tę dziewczynę z ulicy. - Lizzie?

Tak.

Podobieństwo ugryzień na ich szyjach każe sądzić, że napastnik był ten sam.

Jest pewna możliwość, że to mąż Judith Coleman.

Colin? Czekoladowe zajączki są już bardziej agresywne.

- Albo sama Judith się prostytuuje. - Skąd!

Tak czy siak, jeśli sytuacja u nich jest tak napięta,

przyciskanie gościa narażałoby Judith.

Najpierw więc trzeba przesłuchać tę dziewczynę.

Lizzie absolutnie nie chce rozmawiać z policją.

Może wspólnymi siłami ją namówimy.

- Mogę, siostro Julienne? - Będę wdzięczna, jeśli pójdziesz.

- Obsługa hotelowa. - Patricku!

Dolałem ciut szkockiej ze swej sekretnej piersiówki.

W Ritzu byś tego nie dostała.

Nareszcie! Przemarzły mi kolana.

Patricku!

Nie! Jesteśmy na urlopie. Nic się nie stało.

- Masz kompletnie mokry śpiwór. - Ale to ciepłe mokro.

O czym tak myślisz?

O dzieciach. Nic im nie będzie? Są same w namiocie.

Gdzie tam. Są półtora metra od nas.

- A jeśli znów się zawali? - Nie zawali. Przyrzekam.

A ty o czym myślisz?

O poradni żylakowej.

Mamy parę chronicznych przypadków, niereagujących na nową terapię.

- Patricku! - Przepraszam.

Nie mam zaufania do tego Godfreya.

Medycyna rodzinna jest dla młodych.

Miałeś nie myśleć o pracy.

Nie pogniewaj się, ale z ciebie też żaden Cliff Richard.

Mogę ci zaśpiewać refren „Summer Holiday”, jeśli chcesz.

O nie.

Mamo, tato! Możemy spać z wami?

Ustawa z roku 1959 wyrzuciła prostytutki z ulic

do burdeli i prywatnych domów.

Tylko amatorki i zdesperowane kobiety ryzykują na ulicy.

Nie wiem, czy Lizzie to amatorka, ale na pewno jest zdesperowana.

Wiem to. Ma dzieci.

Gdy pomyślę o Freddiem, bezpiecznym w łóżeczku, chce mi się płakać.

- Co u Chummy? - Świetnie, dzięki.

Uczy się wieczorowo ceramiki; ciekawa rzecz.

To Lizzie! Poznaję jej płaszcz.

Lizzie? Proszę, zatrzymaj się!

Nie będziesz mieć kłopotów.

Sierżant Noakes, mój kolega, chce tylko zadać ci kilka pytań.

Siostra Gilbert powiedziała mi, co się stało. Chcę pani pomóc.

W takim razie mógłby pan odnaleźć mojego męża.

Wtedy nie musiałabym się sprzedawać, żeby nakarmić dzieci,

które mam z kimś, komu oddałam się za darmo,

myśląc, że zostanie.

- Przepraszam, pani… - Mów mi Lizzie.

Tak mówię wszystkim facetom.

Tobie nic innego nie powiem!

Wybacz, Fred, że kazałem ci czekać.

A raczej: panie Buckle, bo wezwałem pana w sprawie urzędowej.

Chodzi o Obronę Cywilną?

Nie mam ludzi, by lepiej obstawić ulice.

A póki nie wiemy, czy ataki są powiązane i czy się powtórzą,

nie mogę prosić o dodatkowe siły.

Ale OC może uruchomić dodatkowe patrole.

Zaufanie i bezpieczeństwo społeczeństwa jest najważniejsze.

Po to służymy.

To dużo przyjemniejsze niż gotowanie w domu.

Problem z chorobami klatki piersiowej w kontekście lokalnych badań jest taki,

że zakłada się częstsze zachorowania u mężczyzn niż u kobiet.

Znów mówisz o pracy.

Wybacz. Dym, przez który kaszlesz, przypomniał mi o…

…pracy.

- Mamo! - Gdzie jest Angela?

Tu, ale zobaczyła wiewiórkę i wciąż płacze.

Tego się bałam! Wiewiórki ją przerażają.

Nie lubi nawet Wiewiórki Orzeszko, a to tylko obrazek w książce.

Kochanie, mama już idzie!

Zjesz ryż na mleku i pójdziesz wcześniej spać.

Mamo.

Chyba się posiusiam.

Ściśnij nogi. Niech nic z ciebie nie wyjdzie.

Moje oczko widzi rzecz, zaczynającą się na…

PN.

Pokrywa namiotu. Choć prawidłowa nazwa to tropik.

Naprawdę? Teraz ty.

Tylko żadnych zwierząt na W, skoro udało się uspokoić Angelę.

Moje oczko widzi rzecz, zaczynającą się na…

D-P-K-W-R-N

P-K-W-S-D.

Dziury po kulach w rogu namiotu, przez które wlewa się deszcz.

W dziesiątkę. Twoja kolej.

Moje oczko widzi rzecz, zaczynającą się na…

C-N-H-K-W-P-D…

P-M,

J-T-N-R-T.

Co?

Całkiem niezły hotelik, który widziałem po drodze -

pakujcie manele, jedziemy tam na resztę tygodnia.

Dziś nie będziecie ganiać jak wariaci po całym domu.

Nie wychodzicie z łóżek, jasne?

Ale jeszcze jest jasno!

Nie szkodzi, że jest jasno. We śnie się rośnie.

Jeśli nie wysiedzicie w łóżku, będziecie króciakami jak wujek Sammy.

Uciekajcie. Zobaczymy, czy umiecie ich przestrzegać zasad.

- Pa, Diane. - Pa.

Według dowodów, ten mężczyzna zaatakował dwie kobiety

w ciągu dwóch kolejnych nocy.

Jedna była napadnięta tutaj.

Gdzie miał miejsce drugi atak - nie wiadomo.

Będziemy patrolować w parach, od 21.00 do świtu.

Do świtu? Myślałby kto, że mamy wojnę!

Nie ma się z czego śmiać, gdy damy są w niebezpieczeństwie.

Jakie damy?

Jak przyjemnie.

Moja mała… dobrze, kochanie.

Świetnie ci idzie. Jesteś taka dzielna.

Nie hałasuj. Grzeczna dziewczynka.

Zagryź to.

To główka. Musisz wyjść z wody.

Bardzo dobrze.

- Jak się nazywa ten program? - Juke Box Jury.

Puszczają nagrania specjalistom, którzy je oceniają.

I często mylą się w swoich osądach,

dlatego my w Nonnatusie

raczej ograniczamy się do „Pieśni Chwały” i „Panoramy”.

Chwytliwa melodyjka. Kto to śpiewa?

Pinky i Perky. Nie widać ich, ale to świnki.

Tyle że nieprawdziwe.

Doktorze Godfrey!

Właśnie zatrzymał mnie na ulicy ktoś,

kto czeka na pańską wizytę od godziny 15.00!

Cierpi ostry ból przy łuszczycowym zapaleniu stawów.

- Biedak! - Biedaczka, jeśli już.

Zapewniłam ją, że rano pan do niej przyjdzie.

Proszę nie zrobić ze mnie kłamczuchy.

Pomoc zostanie udzielona według rozkazu!

Dać jej szatę, tarczę i hełm, a będzie bliźniaczką Brytanii.

Świetnie!

Urodziła się główka!

Przy następnym skurczu przyj jak wszyscy diabli.

Dobrze! Dobrze!

- Chłopczyk! Mamy chłopaka! - Mogę go zobaczyć?

Za chwilę, tylko podwiążę i przetnę pępowinę.

Jeszcze cię nie wzywano?

Jestem zwarta i gotowa do akcji.

Buty na nogach, make-up na twarzy i strzygę uchem w kierunku telefonu.

A ty gdzie byłaś?

W pokoju Delii. Uczyła mnie nowej gry w karty.

Nie wstawaj. Przyj, gdy poczujesz skurcz.

Chcę się już położyć!

Nie możesz! Musisz urodzić łożysko!

U mnie zawsze było szybciej. Coś jest nie tak.

Krokiem się stąd nie ruszaj!

Nie zostawiaj mnie, mamo!

Dom Nonnatusa? Muszę mówić z siostrą Franklin.

Chyba lepiej z lekarzem? Nazywam się Godfrey.

Właśnie odebrałam poród, ale nie ma łożyska.

- A nazwisko pacjentki? - Hills.

Minęło ponad półtorej godziny.

Łożysko może się opóźniać, ale to pewnie wiesz ze szkoły.

Zastosuj manewr Brandt-Andrewsa, mocno ciągnąc za pępowinę.

- Dziękuję, doktorze. - Niech żyje Anglia!

- Doktorze! - Przepraszam za niedbały strój.

Słyszałem kuszące rzeczy o spiżarni w Domu Nonnatusa.

Spiżarnia jest w kuchni.

Zeszłam, bo słyszałam telefon.

Twoja koleżanka nie radziła sobie z łożyskiem.

Chciała mówić z tobą, ale udzieliłem jej fachowej rady.

- Która koleżanka? - Nie podała nazwiska.

Ale pacjentka nazywa się Hills.

Połóż się na podłodze. Powiedzieli mi, co robić. Chodź!

Wiem, że jesteś druga do wezwania, ale stało się coś bardzo dziwnego.

Po prostu pociągnę, dobrze?

Co się stało?

- Jak się nazywasz, kotku? - Diane.

Pomożemy ci, Diane.

- Co ja zrobiłam? - Z dzieckiem wszystko dobrze.

Zbadam cię i zobaczę, co powoduje ból.

- Wynicowanie macicy. - Zrobiłam, co mi kazał doktor.

Ciągnęłam za pępowinę, bo łożysko się zaklinowało.

Ciągnęłaś za mocno, Thoro.

Nie wyrwałaś łożyska, ale macicę Diane.

Łożysko wciąż jest przytwierdzone i nie ma krwawienia.

Thoro, usiądź i zajmij się dzieckiem,

a siostra Franklin pomoże Diane.

Już dobrze, Diane, jestem położną.

Wezwę karetkę.

Siostro! Co siostra tu robi zupełnie sama?

Idę do telefonu. To pilne.

Proszę iść. Eskortujemy siostrę tam i z powrotem.

Jak jakąś królową.

Pomóż mi, proszę.

Złap mnie za rękę.

Czujesz, jaka pewna? Nie drżę ani trochę.

To dlatego, że wiem, co robię. Jesteś zupełnie bezpieczna.

Erka będzie tu za pół godziny.

W porządku. Damy sobie świetnie radę same.

- Prawda? - Oczywiście.

Już dobrze, Diane.

Siostra Franklin wszystko naprawi.

Nie będziesz długo cierpieć.

Bądź silna, kotuś. I nie ruszaj się.

Przepraszam, kochanie.

Dzielna z ciebie dziewczyna.

Na pewno możesz być dzielna jeszcze przez chwilę.

Myślałam, że sama dam radę.

Że nikogo więcej nie potrzebuję.

Już jest na miejscu.

Pojadę z nimi na izbę przyjęć.

Thora niestety może skłamać, co odbiłoby się na leczeniu Diane.

Poproszę sąsiadkę o opiekę nad chłopcami,

ale najpierw sprzątnę kuchnię, żeby nikt nie widział tego bałaganu.

Tyle jest do ukrycia.

Powrót do natury, myślałby kto.

Na stole stoją kwiaty, w poduszkach jest pierze.

Więcej natury nie potrzebuję.

Dzieci nie pukają.

Myślisz, że smacznie śpią?

Albo wiewiórki zamęczyły je na śmierć.

- Zadzwoniłbym do gabinetu. - Po co?

Bo przestałbym się zadręczać myślami.

A potem naprawdę zaczniemy korzystać z urlopu,

a nie udawać.

Diane zawieziono na salę operacyjną.

Oddziałowa mówi, żebyś zadzwoniła z domu.

- Stracę ją? - Nie.

Myślałam tylko o jej reputacji.

Sama musiałam wyjść za mąż, gdy byłam z nią w ciąży.

Nie miałam ślubu w bieli,

tylko cywilny w fioletowym kostiumie kuzynki.

Diane znajdzie kiedyś mężczyznę, który będzie jej wart.

A ja będę przed kościołem patrzeć, jak rzucasz konfetti.

Kazałam jej zagryzać szmatkę, żeby nie krzyczała.

Nawet nie pozwoliłam jej przytulić dziecka.

Nie jestem okrutna, ale nie wiem, co jest gorsze.

Czas, żebyś już zamknęła ten rozdział.

Zacznijcie od nowa.

Nie mogę zacząć od nowa, gdy wciąż będę coś ukrywać.

Nie!

Telefonistka?

Proszę mnie połączyć z numerem w Poplar w Londynie.

- Wynicowanie macicy? - Tak. Przy porodzie domowym.

Nie powinienem był wyjeżdżać.

Wracamy.

Nie dotykaj mnie, proszę.

Siostro! Jak mogłaś jechać sama?!

Zawsze tak robimy. Myślałam, że habit mnie ochroni.

To była arogancja. To moja wina.

Nie chcę słyszeć słowa „wina”!

Słyszysz? Nie pozwalam!

Co się stało?

Nie zgwałcił mnie.

Nim zapytacie, powiem wam: nie zgwałcił mnie.

Brutalnie cię napadł. Szczegóły są na razie nieważne.

Nie zbliżajcie się!

Niech nikt mnie nie dotyka.

Zadzwonię po sierżanta Noakesa.

- Wiesz, co było najgorsze? - Nie.

Nie wiem. Nawet sobie nie wyobrażam.

Najgorsze było to, że zatrzymałam się na modlitwę.

Zatrzymałam się,

bo chciałam wznieść swe modły razem z waszymi,

śpiewać w duszy, gdy śpiewają moje siostry.

Chciałam podziękować za umiejętności Trixie,

za to, że dzięki niej Diane przeżyła.

To była jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu.

Byłam tak blisko Boga, gdy to się stało.

Siostro, pomogłoby ci, gdybyśmy się teraz pomodliły?

- Teraz się modlić? - Tak.

Nie.

Sierżant Noakes chce cię przesłuchać.

- I musi zbadać cię lekarz. - Nie mogę. Nie zmuszaj mnie.

Jeśli nikt nie zacznie mówić, to się będzie wciąż powtarzać.

Wciąż myślę tylko o tym, co stało się rano,

gdy myślałam, że jest ze mną Bóg, a był to ktoś zupełnie inny.

- Siostro… - Nie mów tak delikatnie!

Nie bądź… miła!

Bo ja jestem zła!

Zła jestem i nie wiem, co robić, czego Bóg chce ode mnie,

nie wiem, czy w ogóle czegoś chce!

Siostro, pozwól mi tylko potrzymać cię za rękę.

I tak bym tego nie poczuła.

Czuję się, jakbym była za szybą.

Albo jakby Bóg był za szybą.

Boję się poruszyć, bo wszystko się roztrzaska.

Mogę z nią pomówić?

Ona nie chce. Nie mogę i nie będę jej zmuszać.

- Dość zażyła brutalności. - Ktoś musi z nami porozmawiać.

Albo nie wiem, jak się to skończy.

- Siostro, musisz odpoczywać. - Chcę się wykąpać.

- Nie możesz, trzeba cię zbadać! - Wiem, co zrobił. Byłam przy tym.

Wykąp się, jeśli musisz, ale pozwól sobie pomóc.

Tylko nie zamykaj drzwi. Rano byłaś nieprzytomna po pobiciu,

nie zamykaj się, proszę.

Po tych wszystkich latach zajmowania się matkami i dziećmi,

wiem jedno: każdy ból w końcu przemija.

Wiem o tym bardzo dobrze.

Ale czasem nie odejdzie, póki nie uznamy, że jest.

Albo dlaczego jest.

Nie chcę z nikim rozmawiać. Myślicie, że to mógł być Colin.

Policja myśli, że się sprzedaję, wychodzę w nocy i wracam pogryziona.

- Ale wiemy, jaka jest prawda. - Nie do końca.

Jestem złą matką i zostałam ukarana.

Czy Colin może wejść?

Dzieci płaczą, każdy o tym wie.

Ale gdy płacze twoje, nie możesz go zignorować.

To niedozwolone, wręcz niemożliwe.

Więc pomyślałam, że pospaceruję z nim w nocy.

Siostra zawsze dobrze radzi. Ale nic się nie zmieniło.

Ten płacz wkręca się świdrem w głowę,

aż w końcu sama nie wiesz, czy to krzyczy on, czy ty.

- I… - Spokojnie, kochanie.

Więc zatrzymałam wózek i odeszłam.

Odeszłam. Opuściłam swoje dziecko.

Chciałam już tylko nie słyszeć więcej płaczu.

I wtedy poczułam, że mnie łapie od tyłu.

- Mężczyzna, który cię zranił? - Przepraszam.

To ja przepraszam. Mogłem się domyślić, pomóc ci.

Wam mogę i chciałam powiedzieć,

ale jak mam iść z tym na policję?

Gdy powiem, jak było,

pracownik socjalny powie, że jestem złą matką - i to prawda.

Wcale nie. I nie zrobiłaś niczego, czego musisz się wstydzić.

Nieprawda. Nie będę rozmawiać z policją.

Dziękuję.

Czasem trzeba swoje ciało umartwiać,

a czasem pielęgnować je i zachwycać jego siłą.

Zmieniłam zdanie.

Chcesz iść na policję?

Inne kobiety nie mogą, bo za bardzo się boją.

Boją się obwiniania, tego, co ludzie o nich pomyślą.

Ja się boję całej masy rzeczy,

ale tego akurat nie.

Czuć było od niego alkohol.

Nie piwo. Znam jego zapach i to nie było piwo.

Był wyższy ode mnie, ale niski jak na mężczyznę.

A gdy mnie odwrócił twarzą ku sobie,

zobaczyłam bardzo wyraźnie, że ma na obu dłoniach tatuaże.

Polował na prostytutki?

Na bezbronne kobiety, zajmujące się swymi zwykłymi sprawami.

To więzienne tatuaże.

Sadza lub atrament, wtarte w rany od noża.

Tego nie znam.

Ten oznacza skazanego za rozboje.

Ten pokazuje, co sądzi o swoim wyroku.

Tymi drzwiami przeszło niezliczone mnóstwo recydywistów,

a nigdy nie widziałem takich tatuaży.

A ja tak.

Miewają je Sowieci, co przypływają na statkach handlowych.

Sowieci?

Musisz pan tylko znaleźć okręt, który przypłynął z ich banderą.

Niestety, muszę ci dać surowicę przeciwtężcową.

- Jak się czujesz? - Lżej mi.

Z początku myślałam, że to próba wiary.

Ale to była tylko próba siły.

Mogę udźwignąć więcej, niż sądziłam.

I udźwignę też brzemiona innych, bo moja siła to dar od Boga.

Powiem prawdę i nie będę się wstydzić.

To jak ze śpiewem, każdy głos się liczy.

Nie spojrzysz na niego? Jest śliczny.

Mam już trzech młodszych braci.

To twój syn.

O mało cię nie zabiłam, bo… nie chciałam zniszczyć ci życia.

Wolałam całe życie kłamać, całe twoje i jego życie,

zamiast powiedzieć ludziom: „na drzewo!”.

- Będą pytać, gdzie twój brzuch. - Wtedy im powiem prawdę.

Mogę go potrzymać?

Nie pytaj. Po prostu go weź.

Jest twój.

Jestem mamą, mamo.

- I nie wiem, od czego zacząć. - Właśnie zaczęłaś.

Gdy lato chyliło się ku końcowi,

dr Turner znalazł solidniejszego zastępcę

i rodzina wreszcie pojechała na prawdziwy urlop.

Tym razem nikt nie musiał udawać, że się dobrze bawi.

Idziesz na zajęcia z historii sztuki?

Nie.

Chyba czas powiedzieć prawdę.

Kompletnie nie interesuje mnie historia sztuki,

a w rzeczywistości chodzę na mityngi Anonimowych Alkoholików.

Chodzę tam co tydzień od dziesięciu miesięcy.

Brawo.

Jak dla mnie to fantastycznie.

W Domu Nonnatusa nowe prawdy zostały wypowiedziane,

ale inne pozostały ukryte…

…za to jeden głos był głośniejszy, próbując pieśnią zabić ból.

Tłumaczenie: titi®

Synchro i drobne poprawki: Peterlin

Project Haven www.facebook.com/ProHaven

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.