Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::PROJECT HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ sezon V, odcinek III
Tłumaczenie: titi®
Nie wszyscy w Poplar przenosili się do nowiutkich, wymarzonych domów.
Wiele ulic i czynszówek
była wciąż domem wielodzietnych, zżytych rodzin…
Angie, mam prośbę.
…zakorzenionych głęboko w ziemi East Endu.
Wolały obyć się bez nowoczesnych udogodnień,
pozostając w miejscu,
gdzie sąsiedzi byli jak krewni, powinowaci, rodzeństwo, ciotki.
Czyściutko, wchodź.
Gdzie nie zamykało się drzwi na klucz,
a domy promieniowały ciepłem rodzinnym
i dodającą siły miłością.
Czułeś się tam tak bezpiecznie.
No, już!
Bierzcie sobie.
Zanieś to Stanowi.
Pośpieszcie się albo się spóźnicie.
Dobrze, Jeanette. Mocno przyj! Dasz radę.
- Nie mogę! Powiedz jej, ciociu Meg! - Ależ możesz, kotku.
Nie mogę się doczekać swego pierwszego prawnuka.
Mamy główkę!
I jeszcze raz, tak samo!
Świetnie, Jeanette!
Masz prześliczną córeczkę.
Kath, to dziewczynka!
Dziewczynka!
Nasza Jeanette urodziła córeczkę, Stan.
Jestem prababcią!
Cholera! Oby się w ciebie nie wrodziła.
- Nie jesz? - Nie, coś mi niedobrze.
- Masz ten syrop przeczyszczający? - Sprawdzę.
- Może do obiadu zgłodniejesz? - Może. Meg!
Cudownie. Wiesz, z tym dzieckiem.
Ciociu Meg, jak ono wygląda?
Dziecko. Jest…?
Wiesz, o czym mówię.
ONA jest śliczna.
A wygląda jak moja prawnuczka.
- Macie już imię? - Marina.
Bo jej ojciec przekroczył morze, żeby nas znaleźć.
Chyba wodę w Limehouse Basin, bo tam mieszkam od szóstego roku życia.
Romantyczka z siebie, mała.
Wszyscy was pozdrawiają.
Nawet stary Stan prawie się uśmiechnął.
Zjesz już kanapkę?
Nie, babciu, nie dam rady.
Wspaniale jest mieszkać tak blisko siebie.
Święta racja! Nie to, co w tych nowych supermieszkaniach.
Mam 63 lata i w życiu nawet dnia nie spędziłam sama.
I nawet bym nie chciała.
Nazywa się Marina Margaret. Drugie imię ma po tobie.
Cześć! Ciężka noc?
Wcale. Dziewiąte dziecko pani Lovell.
Dzień dobry!
Dobry! Pomóc siostrze?
Czeka na mnie mała pomocnica.
Dziękuję, Irene!
Wyszedłeś na obchód?
Idę odebrać swe nieuczciwie zdobyte zyski z hazardu.
Żona pastora sprzedała mi los na loterię
i wygrałem posiłek w indyjskiej restauracji na West Endzie.
Trochę to kłopotliwe.
Właśnie że masz farta. Ależ to egzotyczne!
Dostałam kiedyś indyjskie jedzenie od pacjentki, więc zazdroszczę.
Więc chodź ze mną. To stolik dla dwojga.
Ja?
Chyba że ci wtedy nie smakowało?
Nie, było pyszne.
No to jesteśmy umówieni.
I co jest?
Aha! Chłopczyk.
- Baw się dobrze. - Zamierzam!
Właśnie tak. Dokoła.
Co powiemy siostrze Winifred?!
Dziękujemy, siostro Winifred.
Też wam dziękuję za ciężką pracę.
Możecie iść.
Świetnie siostrze idzie z dziećmi.
Byłaby siostra świetną nauczycielką.
To trochę przesada.
Ale podobała mi się ta praca. Tobie też, to widać.
Brakuje siostrze tego? Przepraszam, to zbyt osobiste.
Nie żałuję wybranej drogi,
ale przyznaję, dzieci są cudowne.
Oczywiście, w położnictwie też chodzi o dzieci.
Pani Whitmore!
Dziwnie się czuję. Pewnie za szybko się podniosłam.
Może, ale wciąż masz szybki puls.
- Masz teraz okres? - Nie.
- Masz regularne cykle? - Zazwyczaj.
- Może ostatnio nie bardzo. - Tak bywa.
Masz trochę spocone czoło. Mogę?
Proszę.
Ale mi głupio!
Pewnie złapałam coś od dzieci. Wie siostra, jak to jest.
Często się to pani zdarza?
Raz czy dwa. To nic takiego.
Mówiąc o nieregularnych cyklach,
ma pani na myśli spóźnione okresy, częstsze czy…
ich brak?
To ostatnie.
Przepraszam, ale rozumie pani, że muszę zapytać.
Czy jest możliwość, że jest pani w ciąży?
O rany…
Cześć, Fred!
O nie!
Coś się stało, siostro?
Miałam nadzieję, że to Fred.
Trzeba mu przekazać,
żeby przyniósł więcej domowych dżemów od żony.
Wszystkie, nie wiedzieć jak, znikły!
Widziałam go, pewnie zaraz przyjdzie.
No, oby!
Wiem, że jest malutki, ale powinno ci tu być dobrze.
Na pewno będę.
Jest fantastyczny. Dziękuję.
Cześć.
Widziałam bagaże.
Muszę to wszystko uprzątnąć.
To na szczęście moja mocna strona.
Widzę, że to dla pani wstrząs.
Pewnie chce pani porozmawiać z narzeczonym.
- Ale przedtem… - Nie jest moim narzeczonym.
Dla nas to nie ma znaczenia.
Dam pani żelazo w tabletkach,
ale poza tym z przyjemnością informuję, że wszystko jest w porządku.
Dziękuję.
Jaka jestem głupia!
Wiem, że słodko nie jest, ale przecież ci pomożemy.
Proszę nie mówić w szkole.
Nie wyjawiam informacji o prywatnych sprawach pacjentki, ale…
musisz podać im powód…
…dlaczego odchodzisz.
Nawet zamężna kobieta nie może uczyć, będąc w ciąży.
Wiesz przecież o tym.
A w twojej sytuacji to byłoby zupełnie niewykonalne.
Ale ja muszę pracować. I kocham tę pracę!
Na pewno, gdy powiesz swemu chłopcu, zachowa się, jak należy.
To wcale nie musi być koniec świata.
On jest żonaty.
Musisz być wykończona.
Muszę, ale tego nie czuję.
Gotowe.
Czekałam, by usiąść obok ciebie i patrzyć na kwiaty w wazonie.
Wreszcie pod jednym dachem.
Tylko ty i ja.
I Trixie, i Barbara, i…
- I siostra Crane. - I całkiem sporo zakonnic.
Prześliczna sukienka.
Dzięki. Oczywiście niepotrzebna, ale nie mogłam się oprzeć.
Nie jestem zbyt towarzyska, odkąd zerwałam z Tomem.
- Staję się starą panną. - Skąd!
- A to los gorszy od śmierci. - Przepraszam, nie chciałam.
Tylko czasem mi się zdaje, że już nigdy nie pójdę na randkę.
- Pewnie, że pójdziesz. - Tak naprawdę to wiem.
Czy czasem…
…żałujesz, że zerwałaś z Tomem?
Nie, lepiej pasujemy do siebie jako przyjaciele.
Kiedyś oboje sobie kogoś znajdziemy.
Pewnie, że tak.
Gotowe.
Wyglądasz olśniewająco.
Pani Whitmore, wszystko w porządku?
Tak, dziękuję. Zaraz wyjdę, pani Tucker.
Mam nadzieję, młoda damo, bo ta cudowna jajecznica obeschnie.
Położna!
Dobrze, że siostra przyszła.
Nie wchodź, Benny!
To ja, siostra Mount.
- Jak długo to trwa? - Wcześnie rano gorzej się poczuła.
Lekarz obiecał, że przyjedzie, ale z nią chyba coraz gorzej.
Może to infekcja.
Czasem pojawia się parę dni po porodzie.
- Babciu! - Co jej jest?
Nie wchodź! Nie chcę, żeby mnie tak oglądał.
Nie martw się, zajmę się tym. Znajdę mu jakieś zajęcie.
Wszystko gra, Stan?
A ty tu czego?
- Coś ci przyniosłem. - Nie jestem głodny.
Przestań. Musisz mieć siłę.
No to daj mi zęby.
Spróbuj. Choć łyczek.
Odrobinę.
Jest bardzo odwodniona. Nie możemy czekać na dra Turnera.
Co ona robi z rękami?
Pani Mahoney, proszę wezwać karetkę.
Słuchaj, jest jeszcze czas.
To… no wiesz… to niemożliwe.
Nie gniewaj się, ale tak jest.
A czasem, gdy ma się pieniądze…
są pewne rzeczy, które można… zrobić.
O czym ty mówisz?
Mam iść do jakiegoś rzeźnika w ciemnej uliczce?
Nie, skądże znowu!
Mówię o prawdziwym lekarzu. Ponoć na Harley Street jest…
no wiesz.
A masz?
Te pieniądze?
Niezupełnie.
Ja też nie mam.
Miałaś tę sukienkę, gdy cię poznałem.
Wiem.
Muszę wracać.
Moja szósta klasa ma egzamin.
Jeremy…
- Ale nadal się kochamy, tak? - Oczywiście.
Masz piękną córeczkę.
I na szczęście wygląda na zupełnie zdrową.
Ale co zrobi bez matki?
Rozumiem twój niepokój,
ale szpital wykryje przyczynę choroby
i odeśle ją jak najszybciej do domu.
A na razie oboje jesteście w rękach ekspertki.
Pani Mahoney wychowała niejedno dziecko.
To prawda.
Damy sobie radę, mój drogi.
Poproszę o klucz, dziękuję.
Co?
PORADNIA CIĄŻOWA
- Grzebała pani w moich rzeczach! - To porządny dom.
- Zapłaciłam za kolejny miesiąc! - Co pokryje okres wypowiedzenia.
- Nie mam dość pieniędzy… - Twój chłopak ci pomoże.
Powinnaś się wstydzić, panienko.
Pani też! Ja przynajmniej nie jestem złodziejką!
Powinnaś poprosić siostrę Julienne o zwolnienie z dyżurów położniczych,
póki nie dowiemy się, co to.
Jeśli to, co podejrzewasz, trzeba ograniczyć możliwości zakażenia.
Tak zrobię.
Obym się myliła, ale już widziałam tę różową wysypkę
i to skubanie prześcieradła,
gdy z mamą i siostrą byłam w obozie.
Dur brzuszny.
Nic nie mówmy, póki się nie upewnimy.
Nie ma sensu sianie paniki. Ale trzeba być w pogotowiu.
Mówi Dorothy.
Wybacz, że dzwonię do domu, ale potrzebuję…
To pomyłka, przykro mi.
Jeremy, nie możesz mówić, ale posłuchaj…
- Nic się nie stało. Do widzenia. - Proszę, Jeremy!
To nie jest żadna randka, jestem pewna.
Wygrał posiłek na loterii i musi iść tam z kimś.
Nie chcę, żeby Trixie było przykro.
Najlepiej powiedz jej wprost, tak jak mnie.
Z moich doświadczeń, to właśnie zatajanie informacji
wiedzie do nieporozumień.
Zapewne masz rację.
Skąd wiesz, że to nie jest randka?
No cóż, nie sądzę, żeby…
Gdyby nie była, nie niepokoiłaby cię tak bardzo.
Spójrz na te cuda!
Lato na zielonej łodyżce.
Przepyszne.
Zbiorę trochę dla pastora. Mam coś jeszcze!
Dżem truskawkowy mojej Violet.
Nektar bogów. Gdybym mógł go sprzedawać, byłbym bogaty.
Proszę nie mówić siostrze Monice Joan.
- Na pewno możesz mi to dać? - Trzeba pastora dokarmić.
Nie to, co mnie. Małżeństwo jest super, ale nie dla talii.
Tobie najwyraźniej służy.
No, jestem w świetnej formie.
Nigdy nie myślałem o powtórnym ożenku.
Uważałem, że ma się jedną szansę i szlus.
I nagle widzisz kogoś, kto był obok cały czas i… bingo!
Dziwny jest ten świat.
Fakt.
A w ogóle to mam z pastorem na pieńku.
Ponoć wygrał pastor na loterii posiłek na West Endzie.
- Polowałem na to! - Kilka dni temu oddałbym ci go.
Ale niestety, już zaprosiłem siostrę Gilbert.
Nie podejrzewałem.
Jeśli to bur brzuszny,
prowadzimy w przychodni listę rejestrowanych nosicieli.
Nikt inny w rodzinie nie choruje?
O ile wiem, nie.
Ale to ogromna rodzina.
Nawet jeśli masz rację,
dzisiejsze antybiotyki są naprawdę skuteczne.
- Dur brzuszny nie jest już… - Wiem o tym, Delio!
Chodzi o zapobieganie zarażeniom!
Komu grzankę?
Chyba pójdę sobie poczytać.
Patsy, to było niegrzeczne!
- Biedna Delia chciała pomóc. - Wiem.
Gdybym miała taki okropny dzień, też byłabym drażliwa.
Spróbuj dżemu Violet,
póki siostra Monica Joan się do niego nie dobierze.
A potem przeproś naszą nową koleżankę.
Pani Whitmore!
Przepraszam, ale nie miałam dokąd iść.
Siostra Julienne dzwoni do schroniska dla kobiet.
To bardzo uprzejme.
Mają miejsce.
Warunki mogą być spartańskie,
ale jest tani, bezpieczny i na pewno wystarczy.
Dziękuję, siostro. Jestem wdzięczna.
Nie ma za co.
Przepraszam, ale idziemy z siostrami na kompletę.
Oczywiście.
Kto przebywa w pieczy Najwyższego…
…ani za dnia - lecącej strzały
ani zarazy, co idzie w mroku,
ni moru, co niszczy w południe.
Choć tysiąc padnie u twego boku,
a dziesięć tysięcy po twojej prawicy:
ciebie to nie spotka.
Okryje cię swymi piórami
i schronisz się pod jego skrzydła:
jego wierność to puklerz i tarcza.
W nocy nie ulękniesz się strachu
ani za dnia - lecącej strzały…
Przepraszam.
Wiem, że myślałaś o mamie i siostrze, ale nie wspomniałabym o nich.
Wiem, jak ci ciężko mówić o obozie.
- Cały dzień o nich myślę. - To naturalne.
Pewnie wróciły wszystkie straszne wspomnienia.
Chciałam, żebyś mnie pocieszyła.
Ale przy nich wszystkich nie wiedziałam jak.
Jeśli przez to, że tu mieszkam, czujesz się źle, to odejdę.
- Na pewno znajdę jakieś… - Nie!
Nie chcę tego. Potrzebuję cię tu.
Już raz prawie cię straciłam.
Ale nie straciłaś.
Słucham pana?
Trixie, dziś mamy razem objazdy.
Niekoniecznie. Może być dziś parę zmian.
Rozmawiałam z drem Turnerem.
Niestety szpital potwierdził diagnozę duru u pani Su.
O nie!
Siostro Mount, świetnie, że załatwiłaś przewiezienie jej do szpitala.
- Racja! - Dziękuję, siostro.
Ponieważ miałaś kontakt z chorą, będziesz z doktorem pracować z rodziną
i dla bezpieczeństwa zostajesz odsunięta od porodów.
Dobrze, siostro.
Trzeba poinformować resztę mieszkańców Croxford Buildings.
Oczywiście.
Wszystko to groźnie wygląda, ale jeśli szybko poznamy źródło,
jest nadzieja, że to będzie jedyny przypadek.
- Proszę, siostro Crane. - Dziękuję.
Siostra Gilbert - wizyty domowe.
Siostra Franklin - bez zmian, objazdy.
Pośpieszże się!
Już, przepraszam!
Siostro, gdy pani Whitmore jest w schronisku,
nie jest już w naszym rejonie. Mam przesłać jej kartę?
A prosiła o to?
Gdy nie ma siostry Evangeliny,
a siostra Mount jest wyłączona z położnictwa,
może to trochę ułatwi nam pracę.
Czy coś cię… niepokoi?
Zauważyłam, że wczoraj byłaś przygaszona.
- Przepraszam. - Nie krytykuję cię.
Wiem, że mamy pomagać nie osądzając, ale…
w przypadku pani Whitmore jest mi ciężko.
Pracowałaś z niezamężnymi matkami i wykazywałaś się zrozumieniem.
Miały…
…mniej wspólnego ze mną.
Praca nauczyciela to zaszczyt i ogromna odpowiedzialność.
A mieć romans i to z żonatym mężczyzną, to…
…życiowa pomyłka. Za którą płaci wysoką cenę.
Na pewno wyższą niż zainteresowany pan.
To prawda, siostro.
Twoja lojalność zawodowa jest chwalebna,
ale pamiętaj, że nie jesteś już nauczycielką, a położną.
Więc na panią Whitmore patrz po prostu jak na matkę.
Pani Whitmore!
Tak, już jestem. Usiądźcie na swoich miejscach.
Pani Whitmore?
Strasznie przepraszam za spóźnienie.
Proszę zaczekać przed moim gabinetem. Pani Lewis zajmie się klasą.
Panie Roberts, jestem pielęgniarką rejonową!
Stan?!
Nawet mnie do niej nie puścili.
Niestety, to wysoce zaraźliwe i pacjenci są izolowani.
Myślałam, że dur brzuszny to przedpotopowa choroba.
A przynajmniej przedwojenna.
Występuje dziś bardzo rzadko, zwłaszcza w tym kraju.
Pani Su musiała zjeść lub wypić coś zakażonego przez nosiciela.
Biedna Jeanette.
Dur nie jest dziś tym, czym był kiedyś.
- Mamy skuteczne, nowe leki. - Dokładnie.
Jednak jest poważną chorobą
i trzeba, o ile można, powstrzymać jej rozprzestrzenianie.
Będziemy was obserwować,
próbując jednocześnie ustalić, skąd pani Su „podłapała” zakażenie.
Mogę wykonać badanie krwi, które wykaże obecność bakterii.
Na razie wy sami chrońcie się, skrupulatnie myjąc ręce
po użyciu toalety i zanim dotkniecie jedzenia.
I już? Tyle nam powiecie? „Myjcie ręce”?
W 1961 roku, przy zabójczej chorobie?
Daj żyć, Angie. Nikt nie umrze, nie słuchałaś?
A słuchałam! Mówił, że w Anglii nie ma duru!
Pewnie ty ją zaraziłeś. Kto wie, co z sobą przytargaliście.
- Chyba wszyscy… - Siadaj, Benny!
Nie chcę słyszeć od ciebie już ani słówka, dziewczyno.
Benny to moja rodzina, a w moim domu tak się nie traktuje rodziny.
Więc albo go przeproś, albo wynocha.
Przepraszam, Benny.
W rodzinie zawsze trzymamy się razem.
Inaczej wszystko się rozpada.
Przepraszam, że przeszkadzam.
Mogę pana prosić na chwilę, doktorze?
Oczywiście, siostro.
Biedny Stan!
Miał dwa różowe wykwity na brzuchu.
Zobaczymy, co wykaże sekcja.
Pani Whitmore.
Jakiś pan przyniósł to rano do domu pani Tucker.
- Pokłóciłam się z panią Tucker… - Proszę pani,
od naszych pracowników oczekujemy nieskazitelnego charakteru.
Padło poważne oskarżenie.
Proszę mi powiedzieć, czy jest prawdziwe.
Nie chcę być zmuszona prosić o otwarcie tego listu.
Mogę zostać chociaż do wakacji?
To tylko kilka tygodni.
Przykro mi. Wie pani, że to niemożliwe.
Zwalniam panią ze skutkiem natychmiastowym.
Mogę pożegnać się z dziećmi?
To nie najlepszy pomysł.
Proszę mi powiedzieć, co jadła. Wszystko jest ważne.
- Postaram się. - Dziękuję.
Czy Stan miał dur? Bo tak mówią.
Nie, mój drogi. On i Jeanette to coś innego.
Stan pił syrop przeczyszczający jak lemoniadę.
Niestety, jedno nie wyklucza drugiego.
Dur brzuszny jest skomplikowany.
Czasem dwie osoby mają różne objawy.
Czy Angie może mieć rację? To przeze mnie?
Mogłem zarazić się w Chinach jako dziecko?
Zrobiłem Stanowi kanapkę parę dni temu.
Jeśli pan Roberts się zaraził, to nie parę dni temu.
Raczej wtedy, gdy pańska żona, pewnie z tego samego źródła.
Mam nadzieję, że to coś pomoże. Wybacz, J.
Nie zdążyliśmy do laboratorium.
Ja zawiozę. I tak nie mogę pracować w klinice.
Klinika!
Mogę?
- Jasne. - Dzięki.
I powiedz im, że to pilne.
Słucham?
Przepraszam. Siostra Mount, położna pani Su. Co z nią?
Udało się ją nawodnić,
ale chloramfenikol zadziała dopiero po 24 godzinach.
Wszystko zależy od tego, żeby wytrzymała do tego czasu.
W czym się chodzi do indyjskiej restauracji?
Nie sądzę, by sari było obowiązkowe.
Załóż to, co nosisz normalnie do restauracji.
Nie mam zbyt wielu doświadczeń z restauracjami… i mężczyznami.
A właściwie żadnych.
Nie mam pojęcia, co robić.
Jeden z minusów bycia córką pastora.
Chyba że idziesz na obiad właśnie z pastorem.
Można? Trixie padła jak zabita.
Rany, a tu co się dzieje?
Tom zaprasza mnie do indyjskiej knajpy,
Nie mów Trixie. Powiem jej, tylko się boję.
I nie mam co na siebie włożyć.
- Boziu! - Mówię jej: bądź szczera.
Z robienia tajemnic nic dobrego nie wychodzi. Prawda?
Nie gap się!
- Piętnastka jedzie do szpitala? - Tak, kochanieńka.
Co się stało?
Dobrze się czujesz?
Boże… Wezwijcie karetkę!
Już dobrze, kotku.
To nasza pani.
Jeśli to była, powiedzmy, konserwa mięsna,
bakterie zebrałyby już większe żniwo.
Było jakieś wesele w rodzinie czy przyjęcie?
O tak! Sałatka ziemniaczana to zawsze zły omen.
- Siostro, niedużo już tego zostało. - Właśnie!
Przepraszam, że tak wcześnie,
ale muszę iść do rodziny pani Su i chciałbym zabrać siostrę Mount.
- Coś wiadomo? - O pani Su - nic,
ale potwierdzono, że pan Roberts zmarł na ostre zapalenie otrzewnej
w wyniku nierozpoznanego zakażenia durem brzusznym.
I mamy już wyniki badań.
Chyba znaleźliśmy nosiciela.
- Ja? - Tak wynika z badań.
Nie, to niemożliwe.
W życiu nie miałam duru.
A jednak. Pewnie o łagodnym przebiegu, jako dziecko.
Bakteria może wiele lat przetrwać w uśpieniu.
Gdy wie pani o nosicielstwie, postępowanie jest proste:
stare, dobre mydło i woda.
Boże mój…
- Weźcie ją ode mnie! - Nie naraża jej pani.
Zabierzcie ją!
Muszę umyć ręce.
- Co się dzieje? - Tak mi przykro, Benny.
Co?
- Coś z Jeanette? - To przeze mnie jest chora.
Nie chciałam, ale to moja wina. Boże…!
Zabiłam biednego Stana Robertsa!
Rejestr nosicieli duru brzusznego
służy do nadzorowania i powstrzymania wybuchu epidemii.
Może to wyglądać na wścibstwo,
ale to skuteczna ochrona innych przed chorobą.
Tak.
Ważne jest, by rejestr był aktualny,
więc proszę od razu powiadamiać o zmianach adresu.
Całe życie mieszkam w jednym domu.
Wiem. Ale gdyby pani chciała się przenieść, można to szybko załatwić.
Jako nosicielka ma pani pierwszeństwo do przydziału mieszkania.
Mogą mnie do tego zmusić? Żebym opuściła rodzinę?
Ależ skąd! Dotąd świetnie sobie pani radzi.
Nosicieli duru obowiązuje niewiele ograniczeń.
Podstawa to higiena i zdrowy rozsądek.
Może mały bukiecik frezji przy spotkaniu?
Nie tak oczywiste, jak róże, ale wciąż szykowne.
Kobiety to lubią.
Siostrze Gilbert na pewno o to nie chodzi,
ciekawi ją tylko indyjska kuchnia.
Wziąłbym tabletki na zgagę.
Żartuję. Do ostrego jedzenia dobre jest mleko.
Wtedy tak strasznie nie pali.
Grunt to nie popijać wodą - jest tylko gorzej.
Miałem nauczkę w Afryce Północnej.
Pani Whitmore niedawno się u nas zarejestrowała.
Wzywała mnie siostra? Dzień dobry, sierżancie!
- Witam siostrę. - Usiądź, proszę.
Niestety, sierżant ma złe wieści o pani Whitmore.
Jest w szpitalu.
Najpewniej próbowała przeprowadzić aborcję.
- Udało się jej? - Nie.
Przebicie ostrym przedmiotem spowodowało dużą utratę krwi.
Poroniła późno wieczorem.
O mało sama nie zmarła.
Przeprowadzono histerektomię?
Tak sądzę. Szpital powiadomi, kiedy możemy ją przesłuchać.
Policja będzie ją przesłuchiwać? W szpitalu?
Musimy dowiedzieć się, kto jej to zrobił.
A jeśli sama zadała sobie… obrażenia?
Cóż… Ustawa o przestępstwach przeciwko osobie z 1861 roku.
To wciąż przestępstwo.
Moja kochana siostro Winifred.
Wiem, że to straszne.
- To moja wina. - Nie.
Była sama i potrzebowała przyjaciela.
Wiedziałam o tym i nie pomogłam.
Pomogłaś.
Nie! Osądziłam ją!
- A teraz jest za późno. - Siostro,
pani Whitmore potrzebuje teraz przyjaciela jak nigdy.
Myła pani ręce przed kwadransem.
Nie musi pani robić tego szczotką.
Nie jest dość gorąca.
Mogę kromkę z dżemem, babciu Meg?
Nie! Mówiłam ci, poproś mamę!
Nie mogę już tego robić.
Idź sobie!
Czuję się taka brudna!
Nie jest pani brudna.
- Proszę ją potrzymać. - Nie mogę.
Gdy na nią patrzę, widzę chorą Jeanette.
A gdy wychodzę na dwór, myślę o Stanie.
Cześć, kochanie.
Dzień dobry.
Dzień dobry, siostro.
Przyniosłam ci trochę rzeczy.
Pokój jest pewnie w strasznym stanie.
Tak strasznie mi przykro, powinnam ci bardziej pomóc.
- Proszę mną nie gardzić. - Nie, skąd! Ja nigdy…
Strasznie się boję, siostro.
Jestem tu, przy tobie.
Siostro…
Chcę z nią zostać, sierżancie.
Chyba da się załatwić.
Dzień dobry.
Pani Antonacci urodziła chłopca. Widziałaś może Trixie?
- U pani Williams. - O nie!
Jeszcze chwila i się spóźnisz.
Wiem! I nie miałam czasu pogadać z Trixie.
Za długo to odkładałam.
Trudno, teraz tego nie naprawisz. Przygotowałam ci ciuchy.
Dzięki!
Śmierdzę potem i wodami płodowymi.
Cholera, jesteś fantastyczna!
Czy opłaciłaś kogoś, by wykonał zabieg, który miał na celu aborcję?
Jesteś pewna?
Nie miałam pieniędzy na nic podobnego.
Byłaś więc sama, gdy powstały obrażenia?
Zupełnie sama.
Niestety, przypadnie ci sporo nocek.
Robię to niechętnie, ale gdy nie ma siostry Mount…
Nic nie szkodzi. To przecież konieczność.
Bylem miała wolne wtorkowe wieczory. Mam… zobowiązania.
- Masz to jak w banku. - Dzięki.
Chyba wiem, dokąd chodzisz we wtorki.
Nie chcę być wścibska.
Wystarczy, że zostałam poinformowana o podstawach,
które wydają mi się bardzo sensowne.
Naprawdę trzeba ją aresztować?
Nie ma nawet żadnej rodziny, sierżancie.
O mało nie straciła życia. To chyba wystarczy!
Nie mógłby pan…
…odwrócić wzroku?
To nie zależy ode mnie.
I nie sądzę, żeby moi przełożeni chcieli ściagać panią Whitmore.
Chcą ukarać abortera.
To cudownie, panie Su! Mówili, kiedy ją wypiszą?
Jeszcze nie, ale niedługo mogę iść do niej z Mariną.
Tylko, niestety, Jeanette wciąż pyta o babcię Meg.
Meg do niej nie poszła?
Boi się, że znów ją zarazi.
Powtarzam jej, że nie, ale to jak grochem o ścianę.
Jeanette nie zważa na jej nosicielstwo.
Chce odzyskać swoją babcię Meg, jak my wszyscy.
Chyba już w życiu niczego nie zjem.
Fred miał rację z tym mlekiem.
Już nie czuję, żeby dymiło mi się z uszu.
Dziękuję, Tom. Świetnie się bawiłam.
Ja również.
- Dobranoc. - Dobranoc, Barbaro.
Biedna pani Mahoney.
Taka odważna kobieta!
To okropne, że straciła pozycję.
Cóż z niej ma rodzina, gdy złamano jej ducha?
Gdy jesteśmy niepotrzebni, jesteśmy niczym.
Wiem o tym.
Podaj mi, proszę, tę sadzonkę.
Tę żółtą.
Szybko, mamy masę roboty.
To nie jest do wysady.
To chwasty, które Fred wczoraj wyrwał.
Nie wierzę w chwasty. Spójrz, jaka wspaniała barwa!
Chwast to po prostu kwiat,
który, według kogoś, wyrósł w złym miejscu.
Czemu mniszek musi walczyć w szczelinach chodnika?
Zasługuje na odpowiednie miejsce, w którym by się rozwinął.
Niech je pani obejrzy, tylko o to proszę.
Nie mogłabym tu mieszkać. Jak ptak w gnieździe.
Proszę spojrzeć.
Ciepła woda zawsze pod ręką, miejsce na lodówkę.
Nawet nie wynosi się śmieci, tylko wrzuca do zsypu.
I jak łatwo posprzątać!
Nie musiałaby pani szorować rąk do krwi.
Nigdy się tego nie pozbędę, prawda?
Meg… wiem, jakie szkody wyrządza rodzinie ta choroba.
Naprawdę, wiem.
Twoja rodzina nie straciła Jeanette.
Nie pozwól, by stracili ciebie.
Czy to kara?
Wręcz przeciwnie, to wyraz uznania.
Dyrekcja szkoły zwróciła się bezpośrednio do klasztoru.
Ale ja nie mogę.
Nie jestem już nauczycielką, ale położną.
Sama mi o tym przypomniałaś.
To prawda.
Ale to wyjątkowa sytuacja i tylko na parę tygodni.
Od nowego semestru dadzą stałe zastępstwo.
Mam przejąć jej ukochaną pracę?
To jak zdrada!
Matka Jesu Emmanuel nie prosiłaby o to,
jeśli nie uważałaby tego za dobre.
A przypominam, że składałaś ślub posłuszeństwa.
Tak, siostro Julienne.
Ja również.
Od 1961 roku państwo straciło zapał
do karania samotnych, zrozpaczonych kobiet.
Więc, gdy już dostatecznie wydobrzała,
Dorothy Whitmore została wypuszczona.
Lecz choć jej nie oskarżono, została ukarana.
Zwolniona ze szkoły, wyjechała, by zapomnieć,
zostać zapomniana i zacząć życie od nowa.
Jak tysiące innych.
Wstyd rodzi się publicznie i żyje w ukryciu.
Tego, czego nie widać, nie da się zmyć.
Ale tyle można znieść dzięki miłości,
dbaniu o to, co mamy i niepotępianiu błędów i skaz.
Nie zamykając nigdy drzwi, serca mając otwarte
i trzymając się nawzajem zawsze w świetle.
Tłumaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Project Haven www.facebook.com/ProHaven
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.