All language subtitles for Call.the.Midwife.S02E04.1080p.BluRay.x264-YELLOWBiRD_pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Z PAMIĘTNIKA POŁOŻNEJ przekład: titi

Dzień dobry.

Mieszkając przez rok w Poplar,

zaczęłam postrzegać się jako odważna osoba.

Przyjechałaś mnie zbadać?

Wilgotne zaułki mnie nie przerażały, ani też ich mieszkańcy.

Ale czy tak naprawdę ryzykowałam?

Czy naprawdę zaglądałam pod powierzchnię,

na ciemniejsze sprawy pod nią?

Uniform był moją zbroją.

I wiele było rzeczy na East End, o których wiedzieć nie musiałam.

Wiele jeszcze miałam dowiedzieć się o życiu.

Można było się bezpiecznie założyć, że niejedna czekała mnie niespodzianka.

Teddy boys - co to ma być?! Kobiety poświęcają mniej czasu na włosy niż oni.

- Jesteś zazdrosny, Fred. - Wcale nie.

Facet musi być facetem,

nie wydawać całą forsę na brylantynę i wymyślne kamizelki.

Twój ruch.

Ruby już gotowa rodzić?

No. Pod koniec miesiąca będę miał synka - przystojniaka.

Czyżbyś się przemienił w jasnowidza, Dougie?

Dała mi dwie córki, czas na chłopaka.

- Skąd ta pewność? - Wiem i już.

Stawiam 3 do 1.

- Postawię kilka szylingów! - Dobra.

Wygrałem. Same króle.

Mogę na chwilę przeprosić?

Timothy! Co się stało?

Ganialiśmy się na przerwie.

I pozwolili ci wyjść ze szkoły? Ktoś powinien był cię przyprowadzić.

Powiedziałem im, że tu trafię. Zawsze jesteś w pracy.

- A gdybym wyjechał do porodu? - Wszystko w porządku, doktorze?

Przysłali go tutaj! Czemu nie mogli opatrzyć go w szkole?

- To tylko zadrapanie. - Pokaż.

Na pewno trzeba to zabandażować, ale przedtem - oczyścić.

Zostaniesz z siostrą Bernadette, gdy dokończę badanie pacjentki?

Bardzo siostra miła.

Siadaj, naprawimy to raz dwa.

Dzień dobry, Jane.

Cieszysz się na wieczór, siostro Lee?

Tak, wieki już nie byłam na jarmarku.

- A ty, Jane, też jesteś podniecona? - Tak.

To widać.

Były umorusane, biedactwa, jak jakie cholerne szczotki do komina.

Jak tam, Rubes?

Cześć, Joyce, jak się dziś miewasz?

Całkiem, całkiem. A jak TY się miewasz?

Nie ma nic złego w dbaniu o siebie.

I nic złego w byciu tym, kim się jest.

Cóż, MOJEGO męża awansowano na kontrolera.

Mówią, że młodszego nigdy nie było.

Mieszkasz na mojej ulicy!

Dach ci tak samo przecieka, a twój tyłek też różami nie pachnie!

Racja. Pachnie lawendą.

I strasznie mi przykro z powodu twego dachu. Mogę polecić fachowca.

- Dobry wieczór. - Tak, rzeczywiście.

- Mam zapewne przyjemność z siostrą Julienne? - Owszem. A pan to...?

Wielebny Applebee-Thornton.

Rzeczywiście! Siostra Noakes pisała do nas.

Cudownie! Nie chciałbym sprawiać kłopotu,

nie mógłbym korzystać z waszej gościnności nie dając niczego w zamian.

Pragnę zaoferować duszpasterstwo waszym pacjentom.

Z radością udzielimy księdzu schronienia, póki nowa parafia...

Chummy mówiła o was tak serdecznie. Jakaż z niej cudowna, energiczna kobieta.

Tubylcy byli nią zafascynowani od początku.

Chyba nikogo podobnego nie widzieli.

Zwracali się do niej Boku-Uman, co można tłumaczyć "kawał kobiety"!

Jeden młodzieniec wyzwał ją na pojedynek, ale ten świetny koleś, Noakes, wkroczył...

- ...chyba jeszcze nie wydobrzał! - Wielebny...

Przyjaciel siostry Noakes jest przyjacielem Nonnatus House.

Zapewne dom parafialny księdza nie będzie jeszcze przez jakiś czas gotów.

Zapraszamy na tak długo, jak trzeba.

Może ksiądz coś by zjadł, zanim pokażę mu pokój?

Jak miło! Karmiono mnie opowieściami

o dokonaniach pani B. na polu kuchennym.

Ośmielę się twierdzić, że bariera językowa nie będzie problemem przy cockney'u,

aczkolwiek ten slang...

Bardzo jesteś pijany?

Jak na Boże Narodzenie - to nie.

Grałeś?

Czy grałem?! Ruby, złoto, jestem innym człowiekiem!

Jasne.

Oszczędzam, by wyrwać nas z tej dziury.

To skąd ten brzęk monet przy każdym twoim ruchu?

To nie hazard, jeśli wiesz, że wygrasz.

Zły z ciebie człowiek.

- Jak tam ma się mój chłopak? - Mucha nie siada.

Nie taki rozrabiaka jak dwójka poprzednich.

Spokojny koleś, jak ten James Dean.

Nie ma co szaleć, nie chłopie? Spokojnie.

Miałam farta, że cię znalazłam, Dougie.

...taki filmowy pocałunek przez druciany płot,

a potem poszedł do samolotu, puścił oczko i odleciał.

Teraz Jenny!

Bawiliśmy się w chowanego i w szóstkę wcisnęliśmy się do szafy.

Ktoś mnie pocałował i do dziś nie wiem, kto.

Mam nadzieję, że nie otaczają mnie same grzesznice!

- Cynthia? - Ja znam przynajmniej jego imię,

ale to nie był filmowy pocałunek. Miałam 8 lat.

- Już zawsze będę cię widziała innymi oczyma! - Nie wygłupiaj się!

Jane, musisz mieć nas za głupie, bo podniecamy się pierwszymi pocałunkami.

- Wcale nie. - Wiem, nazwiemy rybkę imieniem twego pierwszego!

- Świetny pomysł! - Mów, Jane - jak się nazywa nasza rybka?

- Nie, ja... - Nieważne, jak głupie to imię, zniesiemy to.

Obawiam się więc, że rybka będzie bezimienna.

Wszystko z nią w porządku, siostro?

Jane to cicha osóbka, nie okazuje uczuć.

Trudno powiedzieć.

Ale przeżyć życie bez żadnego pocałunku?

- Rozmawiasz z zakonnicą, Trixie. - Faktycznie, przepraszam.

Współczuję jej, naprawdę, ale gdy Jane jest taka cicha przy koleżankach,

pewnie z mężczyznami już zupełnie nie jest w stanie rozmawiać.

Gdzie siostra Julienne ją znalazła?

Tego nie mogę powiedzieć.

Dzień dobry wszystkim! Widzę, że mamy komplet.

Kushe-o!

Co znaczy "cześć".

Wierzę, że powołanie siostry Noakes ma źródło zarówno w jej ludzkich uczuciach

jak i w Panu Bogu wszechmogącym.

Ileż ludzkich uczuć jest w tym cudownym chlebie!

Nic tak wspaniałego nie ma w Sierra Leone,

choć mają tam placki z liści manioku, ulubioną potrawę Chummy.

Powiem wam, jak się je robi, to fascynujące.

Otworzę.

Zaraz pęknie! Krzyczy na cały dom! Kazała mi zaraz przyprowadzić położną.

- Telefon jest rozje... zepsuty. - Wezmę rzeczy.

Nie tak szybko. Witaj, Douglas.

- Siostra! - Odbierałam obie córki Ruby i są śliczne.

- Ale teraz moja kolej. - Możesz asystować.

Mówiła: "Spróbuj znaleźć siostrę Evangelinę. Ona najlepiej je odbierze".

- Pani Roberts, siostro. - Niech bóg prowadzi!

Siostro Julienne, której więc z twych podopiecznych mam towarzyszyć?

Obiecuję im w charakterze rekompensaty wyjątkowe opowieści.

Pierwszego dnia będzie wielebny towarzyszył mnie.

Zaczynamy na dole i wspinamy się w górę.

Jesteśmy.

Wstawię więcej wrzątku.

Grzeczny chłopak. Witaj, Ruby.

To znowu my!

Siostro, strasznie się czuję. Zobacz, w jakim jestem stanie.

To nie konkurs piękności. Jak ci idzie?

- To jest siostra Lee. - Dzień dobry, pani Roberts.

Przy tym dziecku boli jak chuj. Bez urazy.

Nie obraziłam się. Siądź na krawędzi łóżka, o, tak.

Mówią, że po czasie zapominasz, jak bardzo bolało.

Bardzo dobrze. I gotowe.

Właśnie tak.

Trochę za wcześnie, nie?

- Kiedy był ostatni skurcz? - Tuż przed waszym przyjściem.

Serduszko bije mocno.

Jakoś się boję, siostro.

Niedługo będzie po wszystkim.

Moja dawna oddziałowa mawiała: "Słodycze już były, teraz czas na ocet".

Dobrze; odwrócimy ją teraz na bok i po skurczu rzucimy okiem.

Świetnie, oddychaj, oddychaj! Dzielna dziewczyna!

Grzeczna dziewczynka.

Właśnie tak.

Mówiłam, że bardziej boli.

Nie wątpię. Dziecko pcha się na świat, wygląda na spore.

A mówili, że jest małe.

Nie widzą tego, co ja.

- Już niedługo, Ruby. - Siostra widzi dziecko, więc już niedaleko.

- Boli! - Jeszcze trochę.

Będzie śliczne, jak jego siostry.

Przy następnym skurczu musisz przeć z całej siły, Ruby.

- Kupię mu niebieską czapeczkę. - Jasnoniebieską?

- Tak, z takimi kaczuszkami. - Śliczna.

Dobrze, jeszcze! Nie przestawaj!

Teraz naprawdę mocno. Dzielna dziewczyna! Jeszcze, bardzo dobrze!

- Tak, dawaj! - Główka już się prawie urodziła.

Zaczekaj, nie przyj. Oddychaj płytko.

Przy następnym skurczu przyj ile sił.

Grzeczna mała! Mocno przyj, Ruby.

Jest! Jest...

Ręcznik! Siostro!

Doglądaj matki, siostro Lee.

Dzięki Bogu, dzięki mu za to.

Siostro?

Daj mi trochę gazy namoczonej we wrzątku.

Siostro Lee, wilgotny gazik!

Chłopczyk?

- Cześć, przyszedł tatuś! - To chłopak, Douglas.

- Pewnie. Przez chwilę nie wątpiłem. - Jeszcze nie skończyłyśmy.

- Przyniosłem wam trunek. - Jeszcze nie wchodź, Douglas.

On może być, chcę, żeby tu był.

Proszę wyjść, nalegam. Łożysko jeszcze się nie urodziło.

- Ło... co? - Proszę, panie Roberts.

Widział gorsze rzeczy przez 10 lat małżeństwa.

Najpierw cię umyjemy i doprowadzimy do porządku.

Uwielbiam ten odgłos.

Łożysko urodziło się bardzo ładnie.

To dobrze.

- To już koniec? - Tak, to wszystko.

Chcesz szklankę wody, Ruby?

Co się stało?

Co się stało?!

Siostro Lee, mogłabyś zadzwonić po doktora?

O co chodzi? Siostro Evangelino, co z nim nie tak?

Proszę natychmiast mi powiedzieć! Co to takiego?

Z dzieckiem były pewne komplikacje, Ruby.

Ma problem z pleckami.

..więc zapakowałem owoce w papier pakowy

a z koziej wełny zrobiłem brodę.

I hokus-pokus! Gwiazdka w Sierra Leone.

Oczywiście Boże Narodzenie nie jest niespodzianką dla tubylców.

Dziecko narodzone w stajence to normalna rzecz.

- Muszę... - Tak, oczywiście.

Zdaje się nie miałem przyjemności...?

Wielebny Applebee-Thornton.

- Jane. - Przepraszam, jeśli cię przestraszyłem.

O rany. Nie, twoja rybka nie jest aż tak głodna.

Uratujmy chłopaka, nim umrze z przeżarcia, jak cesarz rzymski.

Nie, nie można dotykać łusek, są zbyt delikatne.

Musimy go czymś wybrać.

Bez wątpienia idealne.

Liczy się czas.

Dziękuję.

A teraz zmienimy wodę w akwarium.

Teraz dolejmy trochę ciepłej.

Musi mieć pokojową temperaturę, żeby maluch nie umarł z powodu szoku.

W Sierra Leone mają w rzece rekiny.

Olbrzymie bestie - najwyraźniej. Nie miałem szczęścia żadnego zobaczyć.

Idealnie!

Przepraszam. Jestem gotowa.

To wodogłowie;

woda w mózgu spowodowana rozszczepem kręgosłupa.

To właśnie znaczy spina bifida. To po łacinie...

Bierzemy go do Szpitala Londyńskiego.

Postęp medycyny w leczeniu tej wady był znaczny w ciągu ostatnich lat.

Chirurdzy nie mają sobie równych.

Pański syn otrzyma najlepszą z możliwych opiekę medyczną, panie Roberts.

Proszę dbać o swoje panie. Zajmiemy się pańskim synem.

Panie Roberts? Jedna z dziewczynek mnie wpuściła.

Powiedziano mi, że dziecko ma się dobrze.

Jutro powinien być gotów wrócić do domu.

Jak się czuje pani Roberts?

Niech pani sama zobaczy.

Pani Roberts?

Siostro Lee, złapałaś mnie na gorącym uczynku.

Nie leży pani w łóżku?

Nie zaszkodzi dobrze wyglądać. Jak to mówią: dla podniesienia ducha.

Pewnie tak.

Nie mogę wciąż się wylegiwać. Mam obowiązki.

Właśnie mówiłam pani mężowi, że dziecko ma się dobrze. Powinno wrócić...

Świetnie! Cudowna nowina. Niedługo go odzyskamy, tak?

To wspaniale.

Na początku źle to przyjęła, ale teraz zdaje się być w świetnym nastroju.

Pamiętam swoje pierwsze dziecko z rozszczepem kręgosłupa.

Wyglądało, jakby miało na pleckach ogromną porcję dżemu malinowego.

Oczywiście wtedy humanitarną terapią

nazywano uśpienie wodzianem chloralu.

- Żeby dziecko spokojnie odeszło. - Nie!

Wtedy jeszcze nic nie umiano z tym zrobić i uważano to za miłosierdzie.

Teraz już można zrobić dużo więcej.

Ale dziecko najczęściej nie kontroluje zwieracza,

ma problemy z nerkami i znacznie krótsze życie,

resztę którego spędzi na wózku.

W życiu zawsze jest nadzieja, siostro.

Wiem, że dla rodziców to nie będzie łatwe, ale jestem pewna, że temu podołają.

Matki wcale nie słuchają.

W kółko się im mówi, żeby nie jadły kiełkujących ziemniaków.

Kiełkujące ziemniaki tak powodują rozszczep, jak księżyc zrobiony jest z sera, siostro.

Czytałam, że dziś uważa się to za mit, choć prawdziwa przyczyna jest wciąż nieznana.

Dlatego księżyc jednak może być jadalny.

Dobry wieczór wszystkim. Cóż za niezwykła przechadzka.

- Ciepły wieczór koło doków... - Wielebny.

Dziękuję, siostro.

Mam jutro ważne sprawy administracyjne,

więc czy zechciałby ksiądz towarzyszyć którejś z pielęgniarek?

Jestem pewna, że każda będzie zadowolona z księdza towarzystwa.

Byłbym w pełni zadowolony pracą z każdą siostry podopieczną,

trudno mi decydować...

Jane.

Z tego, co pamiętam, Jane ma ranny obchód,

i przyda się jej ktoś do pomocy.

Jane?

To będzie wspaniałe. Nie mogę się doczekać.

Możemy już jeść?

- Marchewka też jest wasza? - Tak, hodujemy marchewkę.

Oto on, dziewczęta.

Przywitajcie się z braciszkiem.

Musimy co dwa dni zmieniać opatrunek i używać tego odkażacza.

Co on ma z nóżkami?

Chodźcie no, małe potwory. Niedługo wrócimy.

- Może trochę posprzątam, trochę się przydam. - Nie.

Czy mój dom razi pana, pastorze?

Właściwie to: wielebny.

- Nie, skąd. - Mnie, cholera, razi.

- Słyszałaś? Mówię, że mnie, cholera, razi! - Coś mnie użarło!

Kochanieńka, wyrzuć go przez okno.

Jeśli wolno: ostatni rok spędziłem w Afryce,

w społeczności, która nie spłodziła Williama Shakespeare'a.

Nie spłodziła też sir Isaaca Newtona, Isambarda Kingdom Brunela...

Ten wywód ma, mam nadzieję, puentę?

Uważamy się za cywilizowane społeczeństwo,

a jednak pozwalamy, by starsi żyli w...

Przepraszam, nie chcę oceniać.

W zapchlonych dziurach? Między prostytutkami? Że psa by tu nie wygnał?

No... tak. I bardzo mnie to smuci,

jako chrześcijanina i jako człowieka.

W naszym wieku wdzięczni jesteśmy za każdy dzień.

Dokładnie, kochanie.

Czerpię przyjemność kiedy i z czego się da,

bo od dawna jesteśmy już trupami, panie.

Plemienne kultury Sierra Leone traktują starszych z ogromnym szacunkiem.

Ich mądrość niewątpliwie wypływa z ich doświadczenia.

Dziękuję, Jane.

Ci Giddingsowie są niewiarygodnie odporni.

Ich miłość wciąż triumfuje, na przekór okolicznościom.

Aż serce rośnie, prawda?

Proszę, zakochani!

Dobrze wygląda, naprawdę.

Chyba trzeba go nakarmić.

Nie.

- On jest głodny, pani Roberts. - Nie mam mleka, wyschło!

- Dostaje w proszku. - Dobrze.

Przygotuję butelkę. Weźmie go pani?

- Ruby... - Douglas mówił, żebym się zwolniła.

Ale ja pracowałam, dźwigałam te kosze.

Ładując, opierałam je o brzuch.

Może to uszkodziło mu plecy?

Wiele kobiet pracuje.

- Nie może się pani winić. - Niby czemu?

Ze mnie przecie taki wyszedł.

A może to Bóg?

Przecie karze ludzi, no nie?

Mówią, że próżność to jeden z grzechów głównych.

Może to przez hazard Dougiego. Jezus tego nienawidził, nie?

Coś żeśmy zrobili.

Przez którąś z tych rzeczy taki jest.

Co myśmy zrobili?!

Nakarmię go.

Ma pan mleko w proszku?

Dziękuję.

Nie wziąłby pan dziecka na spacer po karmieniu?

Może razem z dziewczynkami?

Przydałoby mu się słońce, a jest ładnie.

Mężczyzna z wózkiem nie chodzi.

- To może dziewczynki? - Nie.

Za małe są na to.

Naszych mam też już nie ma, one by nam pomogły.

Oczywiście.

Potrzyma go pan, gdy będę przygotowywać butelkę?

Czy ona go już w ogóle dotknęła?

Pańska żona chwilowo kiepsko się czuje.

Więc to nie ma sensu, prawda?

Co u Robertsów, siostro Lee?

Myślę, że ojciec byłby w stanie z tym żyć,

ale matka bardzo źle to znosi.

Współczuję jej.

Marzyła o idealnym, zdrowym dziecku już od chwili poczęcia.

Wiedziałam, że któregoś dnia z czymś podobnym się spotkam...

...ale czułam się taka nieprzygotowana, siostro.

- W jakim sensie? - Nie wiedziałam, co jej powiedzieć.

Jak pomóc. Nawet nie wiem, jaka jest alternatywa.

Traf to rzecz wspaniała.

Musisz towarzyszyć Jane do św. Gedeona.

Znów jesteśmy wielkimi dłużnikami sióstr od św. Nonnatusa.

Potrafią obudzić w ludziach zdumiewają hojność.

Chciałabym zapytać, pani Peacock...

...ilu pani pacjentów ma rodziny?

Teoretycznie - wszyscy.

Mamy kilku podrzutków, choć coraz mniej, głównie dzięki wam, położnym.

Niełatwo jest porzucić dziecko, gdy siostra przychodzi na wizyty.

Ale jak mogą?

Matki często czują się winne: czy to przez nie? Czy czymś zawiniły?

Możecie zostać na herbatę?

- Przepraszam, nie zro... - Herbatę.

Nie, dziękuję, musimy zaraz lecieć.

Cześć, Jane.

Ładnie wyglądasz.

Cześć, Jacob.

O ty! A ja myślałam, że jestem twoją jedyną!

Przepraszam, nie mogłam zrozumieć.

To przychodzi z czasem. Ale nie daj się zwieść;

jest bardzo bystry i bezczelny jak małpa.

Mam teraz taką rodzinę.

Pomyślałam, że ich dziecku mogłoby tu być dobrze.

Siostro, dla jasności:

to jest dom tylko z nazwy.

To nie jest DOM.

Jeśli dziecko może zostać z rodziną,

radzę zrobić wszystko, co w pani mocy, żeby tak się stało.

Dobrze.

Cudownie było znów cię zobaczyć, Jane.

Widzę, że nadal jesteś gadułą?

Pracowałaś tutaj, Jane?

Byłam pacjentką.

A potem zaczęłam tu pracować.

Poznałam tu siostrę Julienne.

Była dla mnie bardzo dobra.

Nikomu o tym nie powiem.

Jane, uważasz, że to właściwe miejsce dla dziecka?

Zrobią tu, co tylko będą mogli.

Cóż, od wielu lat nie byłem na tańcach.

Ależ musisz, wielebny.

Nie zniosłabym takiego marnotrawstwa.

Na pewno jesteś świetnym tancerzem.

Pewnie! Wręcz przeciwnie.

Więc to świetna okazja do nauki.

Jane z pewnością będzie się dobrze bawić.

Właściwie to mam dla niej idealną sukienkę.

Muszę przyznać, że to byłby wspaniale spędzony wieczór.

Jane się zgodziła?

Dlaczego ja?

Tak ciężko pracujesz.

Myślę, że byłoby wesoło.

Aczkolwiek muszę się przyznać, że od wielu lat nie tańczyłem.

Podejrzewam, że walc nie jest już na czasie.

Choć afrykańscy tubylcy nauczyli mnie jednego z ich tradycyjnych tańców,

to nie będę cię nim zawstydzał.

Przepraszam.

Możesz oczywiście odmówić,

ale i tak bym chciał...

...i to bardzo, żebyś mi towarzyszyła.

Przestanę już gadać.

Choć myślę, że powinienem znów zacząć.

Tak.

Tak, dziękuję.

Cudownie.

Cudownie.

To dziecko Ruby?

Czy o czymś nam nie powiedziałaś?

Daję pani Roberts czas na dopasowanie się.

Sprowadzamy dzieci na świat, siostro, a nie wychowujemy.

Siostra Julienne aprobuje moje zaangażowanie.

Mam cię!

To twoje, mała?

Zabieraj się z tym, co by to nie było.

Myślałam, że to Douglas.

To do niego niepodobne tak długo nie wracać.

Przejdź się z nami, Ruby.

Nie czuję się na to, siostro... proszę.

Staram się, naprawdę,

ale gdy Douglas tak się zachowuje, wychodzę z siebie ze niepokoju.

Nie mogę tego wiecznie ciągnąć, Ruby.

Musisz zrobić krok naprzód.

Przynajmniej malutki.

Proszę jedynie, żebyś się z nami przeszła.

Proszę.

Ty to możesz zostawiać dziecko na dworze, Ruby, złotko.

Nikt by tu kaleki nie ukradł.

Wynoś się!

- Tak myślałam: czemu cię nie widujemy? - Musimy lecieć, pani Roberts.

Proszę, ma nawet własną pielęgniarkę!

Już nie jest taka napuszona, co?

Cześć, kotku, gdzie byłaś?

Idzie do środka, szybko!

Masz przy sobie grzebień?

- Panienki! - Co on powiedział?

Kobiety poświęcają mniej czasu na włosy niż wy.

A teraz won z przejścia!

- Pijany idiota! - Co?

- Trzymać go! - Dostaniesz nauczkę!

Zostawcie go, jeśli nie chcecie zostać oskarżeni o morderstwo!

To go trochę otrzeźwiło.

Chodźmy, zostawcie go.

Biedaku! Oni byli jak dzikie zwierzęta!

To moja krew.

Odwróciła się od mojej krwi.

Wyobrażam sobie, że w tej sytuacji alkohol znieczula.

Mały dar losu. No, wstawaj.

Gorące.

Nie dbam o to, co ludzie myślą. A już szczególnie Joyce.

To nie o to chodzi.

Nie chcę, żebyś tak myślała.

Więc o co?

Gdybym go przytuliła, chyba umarłabym ze smutku.

Na pewno z czasem będzie łatwiej.

Spróbuj coś zjeść.

Po co oni go uratowali?

Doktor mówi, że będzie miał szczęście, jeśli dożyje 16 roku życia,

a do tego czasu będzie potrzebował opieki, więc...

po co go uratowali?

W życiu zawsze jest nadzieja.

To wspaniała nowina. Parafia nie może się już księdza doczekać.

Tak, z pewnością, to...

To błogosławieństwo, że budynek wykończono tak szybko.

Siosiro Lee, jeśli przed pracą dzieje się z tobą coś takiego,

to ciekawam, w jakim stanie wrócisz.

Przepraszam, siostro, nie spałam dobrze.

Niech Bóg da ci siłę.

Wystarczy, żeby odechciało się mieć własne, co?

Na nocki też pracujesz? Oby Robertsowie dobrze płacili.

Tylko, dopóki nie przejmą tego rodzice.

A jak ma stać się ten mały cud?

I powiedz, jak to, że robisz wszystko dla dziecka, ma pomóc rodzicom?

Łagodzisz własne poczucie winy?

Nie mam pojęcia, o co siostrze chodzi.

Widziałam twoją twarz, gdy urodziło się dziecko.

Byłaś zrozpaczona, siostro Lee, tak, jak każda położna przed tobą.

Na Boga, jesteśmy tylko ludźmi.

Ale twoje poczucie winy nie pomoże matce wytworzyć więzów.

A co pomoże?

Gdybym znała odpowiedź, u św. Gedeona świeciłoby pustkami.

Czasami trzeba przyznać się do porażki

i niech świat kręci się dalej.

Pani Roberts?

No co?

- Jesteśmy na miejscu. - Nie mogę.

To co, zatrzymamy go?

Douglas, przestań!

Wali jak młot.

Kiedy mówię, że nie mogę, to nie mogę.

Zaczekaj tutaj.

Pójdę z tobą sam.

- Cześć, Jacob. - Cześć.

- Czeka na was. - Dziękuję.

Walczyłeś z King Kongiem?

Co on mówi?

Powtórz, proszę, Jacob.

Walczyłeś z King Kongiem?

Aha. Nie, stary, tylko z pół tuzinem mniejszych małp.

Cisza przy stole przy obiadach

powiedziała mi, że moi rodzice się nienawidzą.

Przyzwyczaiłem się więc ją wypełniać.

Wiem, jak trudne to może być do zniesienia.

W internacie często nie miałem towarzystwa.

Gadałem, żeby nie wiedzieć, co kryje się za ciszą.

Ja...

Nieważne.

Siostro, nie widziałam cię na mszy ani wczoraj, ani dzisiaj.

Musiałam zdążyć z moimi obowiązkami na dyżurze.

Świetnie.

Wpadł doktor Turner i zostawił to.

Mówił, że strasznie przeprasza za swoje roztargnienie,

i że nosi to ze sobą od tygodni.

Urocze.

Prosimy rodziców o jak najczęstsze odwiedziny.

Nie powinno się zrywać więzi tylko dlatego, że dziecko jest u św. Gedeona.

...na herbatę?

Słyszy pan, panie Roberts?

Co się mu stało?

Taki się urodził.

Dlaczego?

To się zdarza.

Przeciętnie jedno dziecko na tysiąc rodzi się takie jak Jacob albo jak pańskie.

Tysiąc do jednego? Mogłem na to postawić.

Dziękuję, Martinie. I Jacobie.

Nie jest zatruta.

Jak tu jest?

- Obok jest wytwórnia herbatników. - Fajnie.

Dostajemy te połamane.

Muszę porozmawiać z żoną.

Przepraszam.

Panie Roberts!

Znam moją Ruby, siostro, i lubię hazard.

Dobra,

- jedźmy toto spakować. - Co?

Ta pani powiedziała, że toto weźmie.

Mają pełno, ale gdzieś to wetkną.

Dobrze tu mają, fabryka herbatników jest kilka domów dalej.

Ale siostra nam pomagała.

Ale nie powinna. Poza tym wiecznie tego robić nie będzie.

Nie, trzeba było toto od razu oddać do tego domu.

Dobra, to wszystko?

Wezmę rzeczy, a ty weź to.

No weź toto.

To nie żadne "toto".

Jak?

To nie jest "toto"! To dziecko.

- Tak? - Tak. To mój synek.

Jak w ogóle mogłeś myśleć, żeby go oddać?

No.

Co za skurwiel, nie?

Zmiana planów, siostro.

Słucham?

Douglas Junior nigdzie się nie wybiera. Zostaje tutaj, z nami.

Powinnaś się przespać, złotko.

- Na pewno wszystko z nią w porządku? - Damy sobie radę.

To był największy zakład w życiu Douglasa Robertsa.

Stawka była wysoka,

ale wypłacane procenty były stałe i piękne.

Wielebny?

- Jane, tak się cieszę, że... - Teraz ja mówię.

Zawsze się bałam.

Od kiedy sięgam pamięcią.

Mówią, że siedziałam w łóżeczku, wyprostowana, i krzyczałam.

Rodzice mnie oddali.

Nie winię ich, ale przez długi czas byłam...

...nieobecna.

Twoje opowieści o Afryce były jak ożywiona książka z obrazkami,

a to, jak uratowałeś tego człowieka tam, przed salą taneczną...

- Byłaś tam? Ja... - Proszę!

Moje życie jest wypełnione strachem,

ale chcę, żebyś wiedział...

...że naprawdę chciałam iść z tobą na tańce.

Tylko za bardzo się bałam.

Teraz też mi ciężko.

Więc...

...myślę, że zasługujesz na kogoś odważnego.

Przyzwyczaiłam się do brzmienia twego głosu.

Dziwnie jest, gdy nie mówisz.

Jesteś... taka odważna.

Hej, Dougie!

Kopę lat, stary. Cześć, Rube.

Cześć, Fred.

Czasem w życiu trzeba zaryzykować.

Bez ryzyka nie ma perspektyw.

Bez możliwej straty nie ma nagrody.

Cześć, koleżko!

Niebieski - dla chłopczyka.

- Racja. - Nie trzeba, Fred.

Nie, zakład to zakład.

Masz młodego przystojniaka. Trzy funciaki.

Będziemy lecieć.

Co powiesz na zakładzik na finał World Cup? Podwójna wygrana czy na zero? Nie lubię Szwecji.

- On już nie stawia, Fred. - Serio?

Twoja strata. To na razie, Doug.

Dziecko Robertsów na przekór przepowiedniom...

- Ale, Rube...! - Powiedziałam: nie.

...rozwijało się i było zawsze kochane.

Stwierdziłam, że to jednak nie wina kiełkujących ziemniaków.

Jak doszłaś do tego objawienia?

Zjadłam jednego wczoraj i czułam się świetnie.

W twoim przypadku jakiekolwiek narodziny

byłyby cudem porównywalnym z cudem dziewicy Maryi.

Również Jane znalazła akceptację w Nonnatus House.

Znalazła nawet więcej - znalazła miłość.

Imię rybki, którą wygrała na jarmarku,

było na to dowodem.

Cześć, malutki.

Cześć, wielebny Applebee-Thorntonie.

Przekład: titi

Drobne poprawki: Peterlin

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.