Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
::Project HAVEN:: ::prezentuje::
Z PAMI臉TNIKA PO艁O呕NEJ sezon IV, odcinek I
T艂umaczenie: titi
Gdy rodzi si臋 dziecko, 艣wiat natychmiast si臋 zmienia.
S艂ycha膰 nowy g艂os. Rozkwita nowa mi艂o艣膰.
Po latach zastanawiamy si臋 i m贸wimy:
"Tak, wtedy to si臋 zacz臋艂o. Tego dnia, w tym pokoju.
Gdy ujrza艂am t臋 twarzyczk臋".
Narodziny s膮 najmniejsz膮 z rzeczy wielkich
i najwi臋ksz膮 z ma艂ych.
Dla po艂o偶nych z Nonnatusa
ka偶de by艂y zwyczajne i magiczne jak wsch贸d s艂o艅ca.
dobrze znane i r贸偶ne od siebie jak wstaj膮cy nowy dzie艅.
Telefon!
Jest na Beauregarde Street! Podwie藕膰 pani膮?
Dobrze, je艣li b臋dziemy szybciej.
MLECZARNIA EASTGATE
- Bo偶e! - Z ty艂u! Jechali艣my do szpitala!
- Imi臋? - Je艣li ch艂opak, to Nicholas.
Imi臋 偶ony!
Sarah, to ty?
M贸wi艂am, 偶e to ju偶 nied艂ugo.
Jak si臋 tu dosta艂a艣?
Lataj膮cy Dywan Po艂o偶niczy do us艂ug.
Uwa偶aj, zwymiotowa艂am na siedzenie.
Wszystko mo偶na wyczy艣ci膰.
Zobaczymy, jak idzie maluchowi.
Pupa w g贸r臋, kochana.
艢wietnie, Sarah! Tak trzymaj!
Dzieciaczek sobie radzi.
Policja. Mo偶emy jako艣 pom贸c?
Tak, nie zagl膮da膰 tu i 艣ciszy膰 to radio!
Albo skutecznie obrzydzisz sobie Presleya.
Przyj teraz leciutko...
i jeszcze ostatni raz.
Delikatnie przyj, nie mocno.
艢wietnie!
Zuch dziewczyna!
Dzielna z ciebie babka!
I ju偶!
Dla ch艂opca mia艂o by膰 Nicholas?
Chyba Nicola b臋dzie odpowiedniejsza.
- Mam dziewczynk臋? - Bez w膮tpienia.
My艣l臋, 偶e b臋dzie blondynk膮.
Jak ty.
A blondynki maj膮 lepiej. Naprawd臋!
Prawda, siostro?
Oczywi艣cie.
Co ty, do jasnej ciasnej, wyprawiasz?
S艂ycha膰 tylko, jak si臋 t艂uczesz. Jak w dyskotece!
Oczekujemy nowicjuszki.
I nie ma ani ciasta, ani s艂odyczy na jej powitanie.
Mo偶e z jakiego艣 powodu.
Widzia艂y艣my, jak napychasz 艣wie偶aki ciastem.
Trudno je znale藕膰, wi臋c ich nie odstraszaj.
Ta g臋sta zupa, kt贸r膮 nazywasz p艂atkami,
odrzuci je skuteczniej.
Je艣li siostra Gilbert zapragnie moich p艂atk贸w, to prosz臋.
Jakby cz艂owiek 偶u艂 s艂omiank臋.
Nie ma ciasta!
- Dobra robota, Trixie! - Brawo!
- Schowa艂y艣my ci troch臋 boczku. - Fantastycznie.
Narodziny w aucie!
Tego jeszcze w Nonnatusie nie by艂o.
Ani, zdaje si臋, w ca艂ym Poplar!
Raz nas chyba wzywano do porodu w autobusie.
I raz na peronie metra.
Wszystko przez ba艂agan, z艂e poradnictwo i porody szpitalne.
B臋dzie gorzej, a偶 przekonamy kobiety, 偶e rodzi膰 najlepiej w domu.
- Boczku? - Nie.
Skoro jestem p.o. kierowniczki w domu samotnej matki,
zapewni臋 tam te偶 porody domowe. B臋dzie im 艂atwiej.
Wiesz, 偶e nigdy nie os膮dza艂am kobiet, kt贸re 藕le rozpocz臋艂y swe 偶ycie.
Ale czy na pewno chcesz po艣wi臋ci膰 im tyle swego czasu?
To praca ze s艂u偶b贸wk膮, wi臋c Freddie pomieszka troch臋 na wsi.
Tej zimy zrobi艂 si臋 z niego ma艂y Pan Kaszlak.
To i tak tylko do czasu, a偶 znajd膮 kogo艣 na sta艂e.
Jeste艣 zar贸wno wsp贸艂czuj膮ca, delikatna i odwa偶na.
To najlepszy start do wszelakich przedsi臋wzi臋膰.
W dodatku sier偶ant Noakes b臋dzie z nami na nocnych zmianach.
Nie mog臋 si臋 doczeka膰.
Co robisz z tym sprz臋g艂em?
Pr贸buj臋 je wyczu膰,
ale przy cofaniu to si臋 zwyczajnie nie da.
- Mam ci臋 tam zawie藕膰? - Nie, dzi臋kuj臋.
Za p贸艂 godziny zaczynasz prac臋. W Astor Lodge musz臋 by膰 do obiadu.
Przekr臋膰 kluczyk w stacyjce i m贸w: lusterko, migacz, manewr.
Powtarzaj to i r贸b, a uspokoisz si臋.
Lusterko, migacz, manewr.
Wyskakuj. Zawioz臋 ci臋 do ko艅ca Commercial Road.
- Na razie! - Do widzenia.
- Z Bogiem! - Pa, Chummy!
Siostro Monico Joan, co ty wyprawiasz?
M贸wisz to z takim zaskoczeniem.
Jakby艣 nigdy nie widzia艂a mnie przy konkretnym zaj臋ciu.
Nie musisz wykonywa膰 tak niewdzi臋cznych prac.
Inne mog膮 to zrobi膰. Zas艂u偶y艂a艣 na odpoczynek.
Nie odpoczywa艂am za m艂odu, co denerwowa艂o silniejszych.
M艂odzi s膮 dzi艣 mniej zahartowani.
W klasztorze maj膮 elektryczn膮 zamiatark臋.
Troch臋 si臋 obawiam, jaka b臋dzie ta nowicjuszka.
Siostro,
mylisz chyba now膮 po艂o偶n膮 z siostr膮 Miller.
Pojecha艂a do Chichester jako postulantka.
- M贸wi艂a艣, 偶e wr贸ci! - Bo wr贸ci.
Zanim wst膮pi艂am do zakonu,
pewnego razu, razem z mam膮
jad艂y艣my podwieczorek w londy艅skim hotelu.
Nie pami臋tam jego nazwy,
ale to chyba nieistotne.
By艂y tam obrotowe drzwi.
Wydawa艂o mi si臋, 偶e przechodzi przez nie ca艂y 艣wiat.
Ci膮gle r贸偶ne twarze, wci膮偶 wiruj膮ce,
jak figurki w pozytywce.
Oblicza sta艂y si臋 zamazane.
To mo偶e niepokoi膰, gdy zamiast przyjaci贸艂 widzimy obcych.
Lecz tu wszyscy s膮 mile widziani i kochani.
Pami臋tasz s艂owa 艣w. Benedykta?
S膮dzisz, 偶e mam w g艂owie miejsce na wszystko, co m贸wi艂?
Nie.
Ale wiem na pewno, 偶e jego nauki masz w sercu.
Ogromnie pana przepraszam.
A ty sk膮d, ksi臋偶niczko? Z Buckingham?
Nie, z Liverpoolu. Szukam jakiego艣... Domu Nonnatusa.
Idziesz do si贸str? Daj im to ode mnie.
W g贸r臋 ulicy, potem w lewo i zn贸w w lewo.
Nale偶y ci si臋 pochwa艂a za u艂o偶enie tego alfabetycznie,
ale cz臋艣膰 po艂o偶nic musi mie膰 dwie wizyty:
jedn膮 dla siebie i drug膮, 偶eby zaszczepi膰 dziecko.
Nie wystarczy jedna lista.
To chyba napad, pani Turner.
Przej艣cie!
Zobacz, czy nie trzeba pom贸c siostrze Mount z ewidencj膮.
Tu nie wolno wje偶d偶a膰 w贸zkiem!
Do k贸艂ek przykleja si臋 psia kupa.
No to czyj to w贸zek?!
- M贸j... i ma czyste k贸艂ka. - M贸j te偶.
Zreszt膮 mam w nim drewno i kto艣 mi je poci膮gnie.
No dobrze, tylko dzi艣.
- A twoja mama gdzie? - W pracy.
Przyszed艂em po kupon na mleko i sok dla siostry.
Ale masz dobrego starszego brata!
- Podasz mi imi臋? - Gary Teeman.
Chodzi mi o tw膮 siostrzyczk臋.
Coral. Jak koral, taki z morza.
Bardzo 艂adnie.
Mam jeszcze siostry Marcy i Jacquett臋.
Mama m贸wi, 偶e 艂adne imi臋 nic nie kosztuje.
Ma racj臋.
- Przepraszamy! - Uwa偶ajcie, dziewczyny.
O rany!
Barbara Gilbert, dzie艅 dobry.
- Nikogo nie ma. S膮 za granic膮. - Za granic膮?!
S膮 jak Ariel, mog膮 rozdzieli膰 si臋 i zap艂on膮膰 w kilku miejscach.
Mia艂am pyta膰 o siostr臋 Julienne.
Jest w klinice, poniewa偶 mamy zbyt wiele zada艅,
a zbyt ma艂o r膮k do pracy.
Ale kto艣 si臋 mnie tu spodziewa? Jestem now膮 po艂o偶n膮.
Ciasta nie u艣wiadczysz, je艣li tego szukasz.
O艣miel臋 si臋 zaproponowa膰, 偶eby艣 wr贸ci艂a o zmroku.
Nie ufaj膮 mi tak, bym wpuszcza艂a obcych.
Ja siostrze ufam.
Jestem nowa.
Jecha艂am ca艂y dzie艅, w wagonie s艂u偶bowym z rowerem.
Do Euston przyjecha艂am p贸藕no i jeszcze si臋 zgubi艂am.
I ca艂y m贸j ziemski dobytek le偶y na chodniku!
Prosz臋 mi pom贸c.
I jeszcze jakie艣 psy!
Od艂贸偶 te banany. W tej sytuacji s膮 zbyteczne.
Nie!
Zostaw! Wracaj tu!
Brzydki, niedobry pies!
Bardzo niedobry.
Przepraszam.
Oddaj to!
O nie!
Dzi臋kuj臋.
Znalaz艂am dokumenty ma艂ej Coral, ale reszty dzieci - nie.
Sprawdzi艂am; matka ju偶 dawno z ni膮 tu nie by艂a.
Coral ma, zdaje si臋, liszajca,
ale musz臋 zacz膮膰 pogadank臋 o karmieniu.
Id藕, zajm臋 si臋 t膮 dw贸jk膮.
A wi臋c tak, m艂ody cz艂owieku:
dzi臋ki NHS masz tu tygodniowy talon na mleko
i fantastyczny syrop z dzikiej r贸偶y.
- Soku pomara艅czowego nie ma? - Dzika r贸偶a jest 艣wietna!
Zawiera tyle witamin, co sok z pomara艅czy.
- Dodaj膮 je w fabryce. - Kumam.
Je艣li wystawi臋 je rano, mleczarz zostawi mi mleko?
Tak si臋 w艂a艣nie robi.
Tylko tego druciaka nie mamy, co to si臋 tam wk艂ada mleko.
Zostaw kupon na schodach, a mleczarz na pewno zrozumie.
To wszystko za darmo?
Tak. Je艣li chcesz, we藕 dla mamy.
艢liczne dzi臋ki.
Gary, zostaniesz jeszcze chwil臋?
Lekarz powinien obejrze膰 Coral.
- Chora jest? - Nie,
ma tylko wysypk臋 ko艂o noska,
mo偶e to jakie艣 zaka偶enie sk贸ry.
Zaczekaj, doktor was zawo艂a.
No dobra.
- Dasz sobie rad臋? - Pomog臋 ci.
Siostra Gilbert? Witam, jestem siostra Julienne.
Siostr臋 Monic臋 Joan ju偶, widz臋, pozna艂a艣.
Napijesz si臋 herbaty przed prac膮?
Powinnam zapyta膰:
"Jak膮 sobie 偶yczysz, indyjsk膮 czy chi艅sk膮?".
Ale jest jedynie Popularna.
Powinnam przyj艣膰 w uniformie?
Przebra艂abym si臋, ale by艂 drobny... problem z moim baga偶em.
Nie ma ju偶 nic do roboty. Wszystko za艂atwione.
Jak wiecie, kilka miesi臋cy temu adoptowali艣my dziewczynk臋.
Nim wysz艂am za m膮偶, by艂am po艂o偶n膮
i chc臋 podzieli膰 si臋 do艣wiadczeniami
z zakresu przyrz膮dzania mieszanki, sterylizacji butelek i tak dalej.
Zach臋camy do karmienia piersi膮, lecz nie zawsze jest to mo偶liwe.
Przepraszam. Czyta艂am, 偶e mo偶na tylko i wy艂膮cznie karmi膰 piersi膮.
- Naprawd臋? Kto tak napisa艂? - Dr Spock, Amerykanin.
Amerykanie wszystko robi膮 inaczej.
Pewnie nie maj膮 tam nawet mleka w proszku.
Mnie nim wykarmiono i dam je swemu dziecku.
W艂a艣nie mia艂am o nim m贸wi膰.
Do deser贸w na pewno jest 艣wietne,
ale mieszanki opracowane naukowo s膮 du偶o odpowiedniejsze.
Spock nie m贸wi艂 tylko o mleku,
ale o samym karmieniu, r贸wnie wa偶nym.
M贸wi, 偶e karmi膮c dziecko wytwarza si臋 z nim wi臋藕.
- Wi臋藕? - No... chyba mi艂o艣膰.
Z pewno艣ci膮 nikt, karmi膮c dziecko butelk膮, nie kocha go mniej.
Powtarzam tylko, co m贸wi膮 on i siostra Evangelina.
M贸wi艂a: nie ma to jak pier艣.
Gdy by艂am w pierwszej, drugiej i trzeciej ci膮偶y.
- Jest pani do艣wiadczona, pani... - Wimbish. Nie jestem.
Poroni艂am wszystkie ci膮偶e.
Ta jest dla mnie wielk膮 szans膮, by膰 mo偶e jedyn膮.
Chc臋 wszystko zrobi膰 jak nale偶y.
Gdzie艣 si臋 podziewa艂?!
Robi艂em to i owo. 艁adnie wygl膮dasz.
W pracy musz臋 by膰 elegancka.
Chcesz kotleciki rybne, gdy wr贸c臋?
Coral ich nie lubi.
Przecie偶 b臋dzie ju偶 spa艂a.
Zas艂u偶y艂e艣 sobie na rybk臋, m贸j 偶o艂nierzyku.
Klucze s膮 na sznurku, si臋gnij przez klapk臋.
Pogada艂am z pani膮 Wimbish po zaj臋ciach,
ale i tak si臋 boi, mimo rozmowy.
Timothy, u偶ywaj kosza na 艣mieci, bo wi贸ry znajd膮 si臋 w kotletach.
Przejmowanie si臋 karmieniem to dla niej uj艣cie innych, powa偶niejszych stres贸w.
Naprawd臋 straci艂a trzy ci膮偶e?
Ka偶d膮 przed sz贸stym miesi膮cem.
Zaordynowa艂em kontrole co tydzie艅, 偶eby j膮 uspokoi膰,
ale obawiam si臋, 偶e to dzia艂a odwrotnie.
Wszystkim si臋 przejmuje.
Nawet karmieniem; a to gadanie o Spocku denerwuje inne matki.
Nie zawsze mo偶na karmi膰 piersi膮.
Kobiety cierpi膮 na zapalenie sutka
lub nie nad膮偶aj膮, maj膮c inne dzieci.
- A ryzyko zaka偶enia? - Po to w艂a艣nie s膮 wyk艂ady.
Karmienie z niesterylnej butelki jest bardzo niebezpieczne.
Chodzi艂o mi o przeciwcia艂a przekazywane z mlekiem matki.
Dzieci karmione piersi膮
maj膮 du偶o mniej bakterii w przewodzie pokarmowym.
Sk膮d to wiesz?
Przeczyta艂em w "Lancecie".
Wywietrzy艂y艣my ci pok贸j, ale sta艂 d艂ugo pusty,
wi臋c troch臋 艣mierdzi wilgoci膮.
Czyli jak w domu. Nasza plebania by艂a zagrzybiona.
W艂a艣nie, tw贸j ojciec by艂 duchownym, prawda?
Od czasu do czasu b臋dzie u nas nocowa艂 policjant,
wi臋c ubieraj szlafrok id膮c do 艂azienki,
kt贸ra jest tam.
22.00, pierwsze drzwi na prawo. Pozdrowienia, Trixie i Patsy.
Czy to aby dozwolone?
Ja zezwalam. We wtorki jestem siostr膮 dy偶urn膮.
Poza tym nie mo偶esz by膰 sama w pierwsz膮 noc.
Rany, Cinzano Bianco!
Rozwijamy si臋.
Ju偶 nie jest bia艂e, bo dola艂am soku z dzikiej r贸偶y.
- No co艣 ty? - W klinice w og贸le nie schodzi.
Ludzie grymasz膮, cho膰 maj膮 go za darmo.
Czy to alkohol?
Bianco?
Raczej nie. To co艣 jak wino likierowe.
To dobrze.
Kilka razy pi艂am Sanatogen, wino lecznicze.
To jest r贸wnie zdrowe. Ma strasznie du偶o witamin.
Zdr贸wko!
Ju偶 id臋, chwileczk臋.
A teraz czas na muzyk臋.
Specjalnie dla ciebie, Barbaro.
Billy Fury z Liverpoolu.
M贸j ch艂opak go nie znosi.
- Masz ch艂opaka? - Tak, jest wikariuszem.
Parafianie i dobre uczynki wci膮偶 go ode mnie odci膮gaj膮.
Ryzyko zawodowe.
Wybacz, ale tu zgodz臋 si臋 z Tomem. Brzmi, jakby 艣piewa艂 z dna studni.
Jak przy tym ta艅czy膰?!
Mo偶na. Taki powolny foxtrot, o tak.
Od pi臋ciu dni nie widuj臋 si臋 z Tomem.
Tak mi臋dzy nami; je艣li nie zacznie bardziej si臋 stara膰,
to nasz romans si臋 wypali. A ja zostan臋 star膮 pann膮.
Nie, nic takiego si臋 nie stanie!
Jeste艣 taka mi艂a.
Jeszcze mnie nie znasz.
Za to biedna Patsy nie ma wcale faceta.
Mo偶emy za艂o偶y膰 Adoracyjny Klub Starych Panien
i zosta膰 jego prezeskami.
Daj kosz na 艣mieci! Nie! Jest wiklinowy.
Biedactwo!
艁azienka jest niedaleko.
O rany.
Mo偶na ju偶 zrobi膰 tylko jedno:
ty si臋 zdrzemniesz, a ja zajm臋 si臋 telefonami.
I mopem.
Siostra Franklin? Co ty wyprawiasz?
Szukam transportera na mleko. Da艂abym g艂ow臋, 偶e tu by艂.
Wyjd藕 st膮d. Zaraz ci wszystko znajd臋.
Poza tym tu s膮 szczury, pogryz膮 ci po艅czochy.
Jest. Prosz臋 bardzo.
Jest nawet numer telefonu.
Jak to: zjad艂a zielonego czipsa?!
Mia艂a czipsy na drugie 艣niadanie i pono膰 jeden mia艂 dziwny kolor.
Napisz臋 do producenta. Wymiotowa艂a do trzeciej rano!
S艂ysza艂am! Odechcia艂oby mi si臋 czips贸w na zawsze.
Niech sobie dzi艣 odpocznie.
Daj jej mleczko magnezjowe.
Pusta jest.
Ano pusta.
- Dzie艅 dobry, s艂onko! - Dobry.
- Zn贸w si臋 widzimy. - No tak, faktycznie.
Jakie艣 szczeg贸lne porody?
Co dzie艅 mam porody i ka偶dy jest szczeg贸lny.
Wiesz co艣 o rodzinie z tego mieszkania?
Od trzech miesi臋cy stoi puste.
Zabite dechami, wi臋c chyba eksmisja.
W ka偶dym razie nigdy nie brali mleka.
Cze艣膰, Trixie.
Tom!
Nie chc臋 ci臋 zatrzymywa膰, ale mam pro艣b臋.
Mi艂o mi by艂o pani膮 widzie膰.
Bry. Mama przys艂a艂a mnie po kupon na mleko.
Nazywam si臋 Teeman.
Tak. Nale偶y wam si臋 litr dziennie.
Niech mama je co dzie艅 rano wystawia.
Dzi臋ki.
Zostawia za sob膮 lekki smrodek, biedny ma艂y.
Na szcz臋艣cie nied艂ugo to si臋 sko艅czy; nowe mieszkania maj膮 艂azienki.
Nie poczu艂am.
W parafii ojca tylko my mieli艣my 艂azienk臋.
Nie藕le! Pozby艂a艣 si臋 sporej ilo艣ci syropu z r贸偶y.
M贸wi臋 wszystkim, 偶e sama go pij臋 i bardzo lubi臋.
Kiedy by艂 Gary Teeman?
Przed chwileczk膮.
Przecie偶 napisa艂am tu, 偶eby mnie wo艂a膰, gdy si臋 zjawi!
Trixie!
- K艂aniam si臋, pastorze. - Dobry wiecz贸r.
Informuj臋, 偶e mia艂em zamiar ci臋 poca艂owa膰.
A ja mia艂am zamiar ci pozwoli膰.
- Jajko w panierce? - Czasem jeste艣 anio艂em.
Szuka艂em kole偶ki z w贸zkiem w ca艂ym Poplar.
Gary'ego?
Ani w ksi臋gach parafialnych, ani w szkole nie ma Teeman贸w.
- Jakby wyparowali. - Tak nie mo偶e by膰!
Udaje takiego odwa偶nego.
Wiem, jak to wygl膮da i jakie to uczucie.
Sama to robi艂am jako dziecko.
Poza tym ma艂a ma na pewno liszajca.
Nie b贸j si臋, Marcy. Ju偶 bior臋 klucz.
Spokojnie, nigdzie nie id臋!
Nie b贸j si臋, zaraz co艣 wymy艣l臋.
Siadaj, siostro.
Postanowi艂am, 偶e siostrze Gilbert
przyda si臋 kilka dni w klinice po艂o偶niczej.
Przy tamtejszych procedurach poczuje si臋 jak w niedu偶ym szpitalu.
Powinny by膰 wcze艣niej przeszkolone.
Jest przeszkolona i wykwalifikowana. Brak jej tylko do艣wiadczenia.
Oddam j膮 im na zdrowie, niech j膮 trzymaj膮, ile chc膮.
Zmieni艂am te偶 grafik, by艣 mog艂a pojecha膰 z ni膮
i mie膰 na ni膮 oko.
Nie ma sprawy, o ile nie ucierpi膮 na tym pacjentki.
Nie le偶y mi tej chwili na sercu cierpienie pacjentek,
ale twoje, siostro.
Wcale nie cierpi臋. Co ci przysz艂o do g艂owy?
Nie chcesz je艣膰 przy posi艂kach.
Za偶ywasz mleczko magnezjowe.
A dzi艣 w kaplicy, wstaj膮c do modlitwy, masowa艂a艣 sobie plecy.
Mam lekkie lumbago. Jak i ty, m艂odsza si臋 nie robi臋.
Wiek to jedno, a choroba - drugie.
Chc臋, 偶eby艣 posz艂a do lekarza,
偶eby艣my by艂y spokojniejsze.
Czy kiedykolwiek 藕le wykonywa艂am obowi膮zki?
Czy zawiod艂am rodz膮c膮 matk臋 albo kt贸r膮艣 z si贸str w Chrystusie?
Nigdy.
W takim razie znajd藕 sobie inny przedmiot troski!
Na przyk艂ad stan tego budynku!
To Dom Nonnatusa si臋 sypie, nie ja!
Sygnalizowania r臋k膮 te偶 mam ci臋 uczy膰?
Przepraszam, siostro.
Nie podoba艂a mi si臋 twa powiewaj膮ca kiecka.
Jeste艣 po艂o偶n膮, nie tancerk膮 kankana.
Wstajesz z pierwszym kurem, m艂ody.
- Kur? - Taki ptaszek.
- A w Londynie 偶yj膮? - Mo偶e w niekt贸rych domach.
Kury w domach niekt贸rych?
Jacquetta!
Daj no kubek.
I przynie艣 pod drzwi.
Unie艣 go, Jackie.
Trzymaj.
Podnie艣!
- Pani Wimbish? - Co艣 jest nie tak, na pewno!
- Od czwartej nie 艣pi, ma skurcze. - Prosz臋 usi膮艣膰.
- To si贸dmy miesi膮c, nie mog臋 rodzi膰! - Id臋 po lekarza.
Tak si臋 zawsze zaczyna艂o, George.
I tak si臋 ko艅czy艂o.
Rodzi艂y si臋 zbyt wcze艣nie.
Skurcze nie by艂y regularne i zanik艂y, jak si臋 zdaje.
Po艂o偶ymy tu pani膮 na obserwacji,
a gdy si臋 zacznie, pojedziemy do Londy艅skiego.
A zacznie si臋? Nie mo偶na tego zatrzyma膰?
Najwa偶niejszy dla was obojga jest odpoczynek.
Co艣 jeszcze?
- Pude艂ko czekoladek. - Bombonierk臋?
- To wszystko? - Tak, dzi臋kuj臋.
Ja r贸wnie偶 dzi臋kuj臋.
Ej, ty! Chod藕 no tu!
Wracaj, ty z艂odzieju!
Chod藕 tu!
- Chod藕 no tu! - Puszczaj!
呕eby艣 wr贸ci艂 jutro i zn贸w mnie okrad艂?!
艢niadanko!
Sama je pani zrobi艂a?
Nie, ale nadzoruj臋 now膮 salow膮.
Ale ma pani szcz臋艣cie!
Wol臋 nie m贸wi膰, czym si臋 zawodowo zajmuj臋.
Ucz臋 prac domowych.
Spokojnie, Colette.
Robi艂a艣 膰wiczenia oddechowe?
Siostro Evangelino!
W艂a藕 tu!
Temu gnojkowi trzeba da膰 nauczk臋.
Albo sam to zrobi臋!
- Co zrobi艂? - Obrabowa艂 m贸j sklep!
Herbatniki? Musisz by膰 bardzo g艂odny.
Pe艂ne rozwarcie.
Wezwa艂am erk臋.
M贸wi艂am, 偶e urodzi si臋 33-tygodniowy wcze艣niak; ju偶 jad膮.
- Urodzi, zanim przyjad膮. - Gdzie s膮 dodatkowe grzejniki?
Szafka na pode艣cie po lewej. Szybko!
Wszystko b臋dzie dobrze.
Dzieci膮tko si臋 艣pieszy, a to nie przelewki.
Przy nast臋pnym skurczu poczujesz przymus parcia...
- Nie, u mnie jest bezpieczniejsze! - No w艂a艣nie.
Patrz, jak chodzisz!
Bardzo dobrze, Colette!
Jeszcze troch臋.
Zuch dziewczyna!
D艂ugo jeszcze?
Jeszcze jeden skurcz, je艣li tak dalej p贸jdzie.
Dalej... tak, w艂a艣nie tak!
Tak, jeszcze troch臋!
Ju偶!
Masz c贸reczk臋.
Odci膮gacz 艣luzu!
Wszystko w porz膮dku?
- Co艣 nie tak? - Pobudka, m艂oda damo!
Mog臋 j膮 zobaczy膰?
Tutaj postawcie.
Kochanie moje!
Nie mog艂a艣 ju偶 wytrzyma膰, prawda?
Spontaniczny por贸d naturalny w 33 tygodniu ci膮偶y.
Oczyszczone drogi oddechowe, oddycha samodzielnie.
Dok膮d j膮 zabieraj膮?
Niech oni robi膮 swoje, a my swoje.
Siostro, nie im masz pomaga膰, tylko mnie!
Tutaj sta艅. Nie tam, tylko tu! Niech kobieta ma troch臋 prywatno艣ci.
Pewnie napijesz si臋 herbaty, co?
Skoro przynios艂e艣 herbatniki...
- Nie by艂y dla mnie. - Nawet jeden?
Ja nie bywam g艂odny. Ale moje siostry zaraz p艂acz膮.
Nie umiej膮 czeka膰 tak, jak ja.
- Na co czeka膰, Gary? - Na mam臋.
Przynosi nam frytki i takie tam, gdy wraca.
- Gdy sk膮d wraca? - Wychodzi i ju偶.
To chyba niedobrze, co?
A gdy wychodzi, to na jak d艂ugo?
Tylko na noc. No, czasem na dwie.
Tak jak m贸wi: ka偶dy zas艂uguje na szcz臋艣cie.
- Chod藕 tu. - Nie zbli偶aj si臋, cholera!
- Czemu nie, synku? - Bo wiem, 偶e 艣mierdz臋 i g艂upio mi.
To nic takiego, ma艂y.
Wcale nie. Nie gada艂by艣 tak, gdyby艣 wiedzia艂.
Gdybym co wiedzia艂?
Czemu nie mog臋 z ni膮 jecha膰?
Trzeba ostro偶nie si臋 z ni膮 obchodzi膰.
Musi by膰 w inkubatorze na oddziale wcze艣niak贸w.
Wci膮偶 s艂ysz臋 jej p艂acz.
Powtarzam go w g艂owie jak refren piosenki.
- To zawsze co艣. - Nic wi臋cej nie mam.
Otwieramy!
Co za smr贸d!
Wpu艣膰 troch臋 艣wiat艂a.
Ju偶 dobrze, nie b贸jcie si臋.
- Co robimy, sier偶ancie? - Wezwijcie policjantk臋.
- Ich brat niech wejdzie. - Dajcie ch艂opaka!
- Jestem g艂odna. - Przepraszam.
- Gary, je艣膰 mi si臋 chce. - Zimno ci?
Trzymaj.
Teraz wszystko b臋dzie dobrze.
- Cze艣膰, Coral. - We藕 Gary'ego do wozu.
Chod藕, kochaneczku.
We藕cie nasz膮 siostrzyczk臋!
Ju偶 dobrze.
Gdy ta wyrodna matka wr贸ci, aresztuj j膮 za zaniedbanie.
Chod藕my na d贸艂. T臋dy.
Jacquetta, mog臋 zobaczy膰, co to jest? Nie zabior臋 ci.
Jest powa偶nie odwodniona i gor膮czkuje.
Jacquetta ma si艅ce na ramieniu. Kto艣 musia艂 ni膮 potrz膮sa膰.
Obie maj膮 pch艂y, a Marcy ma 艣lady od papierosa na stopie.
- O Jezu. - Da膰 ci pieluszk臋?
Nie, wezwij karetk臋. Musi dosta膰 antybiotyk do偶ylnie.
Zapewne czeka j膮 przeszczep sk贸ry.
Dom Nonnatusa, m贸wi po艂o偶na.
Siostra Franklin?
Przy艣lij dwie piel臋gniarki 艣rodowiskowe do gabinetu doktora.
Mamy tu przypadek zaniedbania i zn臋cania si臋.
Musimy zrobi膰 dezynfekcj臋.
Dezynfekcj臋? Jest a偶 tak 藕le?
- P贸jd臋 z tob膮. - Nie ma potrzeby.
Kiedy艣 punkty dezynfekcyjne by艂y czynne non-stop.
Cz臋sto tam bywa艂y艣my,
uwalniaj膮c n臋dzarzy z warstw oblepiaj膮cego ich brudu.
Nie by艂o to mi艂e zaj臋cie, ale niew膮tpliwie konieczne.
Nie b臋d臋 zaszokowana.
T臋 prac臋 mog臋 wykonywa膰.
Tego m艂odzie艅ca trzeba te偶 ca艂owa膰 i tuli膰.
Ale chyba mu nie pomo偶ecie.
Chyba, 偶e dacie mi ten tobo艂ek, kt贸rego tak 艂adnie pilnujecie.
Dzwoni艂am do pomocy spo艂ecznej.
Nie znajd膮 zast臋pczych rodzic贸w, kt贸rzy dzi艣 wzi臋liby ca艂膮 tr贸jk臋.
Uda艂o mi si臋 zabra膰 im ten skarb.
To chyba jaka艣 przyprawa?
Sos w proszku.
Kotki, jad艂y艣cie co艣 z tej paczuszki?
By艂am g艂odna.
C贸偶,
Vidal Sassoon to mo偶e nie jest, ale postaramy si臋, 偶eby by艂o fajnie.
Co to jest Vidal Sassoon?
To najwspanialszy salon pi臋kno艣ci na ca艂ym zachodzie.
S膮 tam lustra od pod艂ogi do sufitu i z艂ote 偶yrandole,
a gdy tylko tam wejdziecie, pachniecie szamponem i r贸偶ami.
Aczkolwiek...
jeste艣my te偶 znani z mycia i uk艂adania w艂os贸w a la Trixie.
Mamy te偶 atrakcyjn膮 ofert臋 dla m艂odych pan贸w.
- Cze艣膰, Gary! - Fajna woda?
Pche艂 si臋 pozby艂y艣my, ale gnidy si臋 trzymaj膮.
Najlepiej b臋dzie ogoli膰 g艂owy.
- Przygotuj臋 brzytw臋. - Nie!
To dla waszego dobra.
Ludzie nas wezm膮 za biedak贸w! B臋d膮 si臋 litowa膰!
Gary ma racj臋.
Ze wszystkim mo偶na si臋 upora膰 po艣wi臋caj膮c odrobin臋 czasu i troski.
Tego pierwszego mamy mas臋,
a to drugie nic nie kosztuje.
- Nie wy艂膮czaj 艣wiat艂a. - Nie b贸j si臋.
Nikt nie lubi spa膰 po ciemku.
S艂odkich sn贸w, kotki.
Nie musia艂e艣.
Ty mi zawsze robisz herbat臋, gdy wzywaj膮 mnie w nocy.
- Du偶o mi艂o艣ci jest w naszym domu. - Bardzo du偶o.
A w 艣wiecie czasem jest jej tak niewiele.
Mog臋 co艣 ci powiedzie膰?
Mo偶esz mi m贸wi膰 wszystko i oby艣 zawsze to robi艂a.
T臋skni臋 za piel臋gniarstwem i po艂o偶nictwem.
A one chyba t臋skni膮 za tob膮.
Nie m贸wi臋, 偶e chc臋 wraca膰 do pracy.
Nie mog臋 pracowa膰 wed艂ug grafiku,
wychodzi膰 w 艣rodku nocy i odbiera膰 porody.
Ale mam w sobie pragnienie...
...by poczu膰 zn贸w, 偶e robi臋 co艣 dobrego.
Zmienia膰 艣wiat na lepsze.
Te偶 tak mam.
Ci臋偶ko pracujesz, Patrick.
A w dodatku zupe艂nie sam.
Ale tak by膰 nie musi.
Co ty zn贸w robisz?
Dosta艂a艣 wytyczne co do kuchenki.
Obawiasz si臋, 偶e spowoduj臋 po偶ar?
Tak. Albo wysadzisz nas w powietrze.
Znowu masz bole艣ci?
Woda ich nie wyleczy; niewa偶ne: zimna, ciep艂a,
czy zamkni臋ta w gumowej flaszce.
Nied艂ugo b臋dziesz niezdolna do pracy,
tak jak ja przez zawirowania umys艂u.
Ale jeste艣 do艣膰 bystra, by udziela膰 rad i piec sobie placuszki.
Widzisz?
Jeste艣 potrzebniejsza, ni偶 ci si臋 zdaje.
Je艣li nie p贸jdziesz do lekarza, kto wie, jak to si臋 sko艅czy.
Zmierzymy ci艣nienie i skontrolujemy szwy.
Je艣li z艂o偶臋 siostrze Evangelinie pozytywny raport,
by膰 mo偶e b臋dzie ci wolno posiedzie膰 dzi艣 chwil臋 na krze艣le.
Leci mi mleko.
Jak nie odchodz膮 mi wody i nie p艂acz臋, to leci mi mleko.
Jeszcze troch臋 p艂yn贸w strac臋 i 艂贸偶ko pop艂ynie.
Mo偶emy da膰 ci leki wstrzymuj膮ce laktacj臋.
Nie chc臋. To mleko dla mego dziecka.
Nawet nie wiem, czym j膮 tam karmi膮.
Chc臋 spr贸bowa膰! Colette mo偶e odci膮ga膰 mleko co trzy godziny,
wozi艂abym je do szpitala, gdzie podawaliby je dziecku.
- I ile czasu nam to zajmie? - Mnie, nie nam!
Na rowerze obr贸c臋 w p贸艂 godziny.
Mog臋 je odwozi膰 partiami, rano i wieczorem.
- Sama siostra m贸wi: nie ma jak pier艣. - Sk膮d ty masz tyle energii?
Co to za smutne buzie?
Nie chc臋 widzie膰 takich smutask贸w.
Patrzcie! Co to takiego?
Mo偶e nacisn臋, co?
Od razu lepiej!
Twoja kolej.
艢wietnie! Ha艂as jak si臋 patrzy!
I jeszcze ty. To mi si臋 podoba!
Znale藕li艣my im znakomit膮 rodzin臋 zast臋pcz膮.
Dzieci b臋d膮 razem, nawet w jednym pokoju.
Uda艂o mi si臋 znale藕膰 zapasowe majtki dla Marcy.
Przeka偶 opiekunom,
偶e nie opanowa艂a sztuki korzystania z toalety.
Po偶egnaj si臋 z nimi. Prosz臋.
Nie.
Lepiej nie.
Bywaj膮 przypadki, kt贸re g艂臋biej nas dotykaj膮.
Gary i jego siostry to nie "przypadek"!
To s膮 dzieci!
Gary udaje zawadiak臋,
tak jak ja udawa艂am Shirley Temple, gdy by艂am dzieckiem
a m贸j ojciec mia艂 depresj臋.
Nie zapomn臋, jak pr贸bowa艂am co艣 pokaza膰,
marz膮c o tym, by kto艣, kto mo偶e pom贸c, zapyta艂:
"Czy co艣 si臋 sta艂o?".
Chcia艂am, 偶eby wreszcie to si臋 sta艂o, bo tak du偶o mia艂am do ukrycia.
Wymaza艂bym to z twej pami臋ci, gdybym m贸g艂.
Wyrzuci艂bym ka偶d膮 odrobin臋 krzywdy, kt贸rej do艣wiadczy艂a艣, gdybym m贸g艂.
Ale nie mo偶esz.
Ale gdy stoj臋 przy tobie,
s艂uchaj膮c twoich s艂贸w, wiem, 偶e to przetrwa艂am.
Ale nie ka偶dy przetrwa, je艣li nie pomo偶emy.
Nie zapomnij powiedzie膰 opiekunom o majtkach.
- Dobranoc. - Dobranoc.
Mo偶e by艣cie mi powiedzieli, gdzie moje dzieciaki?
Nie musi si臋 ju偶 pani o nie martwi膰.
Zarabia艂am na ich utrzymanie!
Zasi艂ek rodzinny to za ma艂o, gdy ojciec da艂 nog臋.
Gdzie w艂a艣ciwie pani pracuje?
W zarejestrowanej firmie!
Na Notting Hill, wi臋c musz臋 doje偶d偶a膰.
To dobre godziny, gdy ma si臋 dzieci.
Gdy mam wolne, jestem zawsze w domu.
Przes艂ucham pani膮 na posterunku.
Mo偶e zeznam, 偶e odci臋li mi wod臋 i dlatego tak tu cuchnie?
Czekam na mieszkanie socjalne, ale miasto nic nie zrobi艂o.
Ani lekarz, gdy prosi艂am o podwi膮zanie jajowod贸w.
Jest pani aresztowana. Porozmawia pani z adwokatem.
- Ja si臋 o to nie prosi艂am! - Dzieci te偶 nie.
Robili艣my, co si臋 da艂o. Wszyscy si臋 starali艣my.
Ma艂ej nic nie jest?
Odprowad藕cie j膮 do auta.
- Co to? - Otw贸rz.
Beza?
Z wisienk膮 i kandyzowan膮 lukrecj膮,
bo wiem, 偶e je uwielbiasz.
- Mam zje艣膰 od razu? - Jeszcze nie.
Bo tak naprawd臋 chc臋 da膰 ci to.
- Nale偶a艂 do mojej babci. - Ale偶 mnie zaskoczy艂e艣.
Nie m贸w tak, bo je艣li to prawda,
to znaczy, 偶e mniej tego pragniesz, ni偶 ja.
Tom...
Co dzie艅 m贸wi臋 o mi艂o艣ci,
mi艂o艣ci boskiej,
umi艂owaniu 艣wi臋to艣ci,
kochaniu bli藕nich...
mi艂o艣ci, kt贸rej 偶adna si臋 nie r贸wna.
Ale chyba nie wiedzia艂em, co to naprawd臋 znaczy,
p贸ki nie odkry艂em, ile dla mnie znaczy艂a艣.
I znaczysz.
Zg贸d藕 si臋.
Prosz臋, powiedz "tak".
Tak.
Jaka pani elegancka.
Zosta艂am oficjalnie sekretark膮 medyczn膮.
Doktor jest bardzo zaj臋ty, a gabinetem trzeba zarz膮dza膰.
To do艣膰 rozs膮dny uk艂ad i na pewno wykonalny.
Chc臋 um贸wi膰 si臋 do lekarza,
ale nie do doktora Turnera, tylko do ginekologa.
Czy ma siostra jakie艣... kobiece problemy?
Tak. Do艣膰 powa偶ne.
Bywa tak, 偶e nowe pocz膮tki nie przychodz膮 nagle, ale w ko艅cu.
Oczekiwanie zostaje nagrodzone takim nowym pocz膮tkiem.
Nigdy nie wiemy, jak sko艅czy si臋 opowie艣膰
i mo偶e to dobrze.
Ma艂a Coral zosta艂a adoptowana
i wraz z tr贸jk膮 rodze艅stwa wys艂ana do Australii
w ramach dzieci臋cego programu migracyjnego.
Obiecano im s艂oneczne 偶ycie, b艂臋kitne niebo i niezliczone szanse.
Prawda by艂a jednak inna.
Jedynym pocieszeniem jest,
偶e przez nied艂ugi czas mia艂y nadziej臋.
Rado艣膰 nie jest mniej intensywna, gdy chwila oka偶e si臋 ulotna.
A gdy mo偶emy jej zakosztowa膰, wiemy, 偶e to b艂ogos艂awie艅stwo.
T艂umaczenie: titi
Synchro i drobne poprawki: Peterlin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.