Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
VIVARTO przedstawia
Co...?
Cześć.
- Która godzina? - Nie wiem...
4:22.
Co jest?
- coś się stało? - Nie.
Czekaj, czekaj,
przepraszam.
Po prostu mnie to zaskoczyło.
- Przepraszam. -Wiem, że parę miesięcy nie byliśmy razem.
Te ostatnie miesiące to był dramat.
Teraz będzie lepiej.
SEKRETY
Gdzie jest moja niebieska bluza?
Mamo?!
Gdzie dałaś to żelazko?
Podczas gdy w Afryce i Azji ludzie traktują katastrofy naturalne
jako naturalny element życia, to w cywilizacji zachodniej,
przywiązującej większą wagę do wartości życia ludzkiego,
budzi grozę nawet teoretyczna możliwość wielkiej liczby ofiar.
Ach, przepraszam.
Co jest?
Już jest dobrze.
Znów sobie nakłada makabrycznie dużo żelu.
Daj spokój, są chyba gorsze rzeczy. Kiedy rozpakujemy tę resztę?
Dzisiaj się tym zajmę.
Nie jem chleba.
Wczoraj w nocy, w wieku 70 Iat, zmarła we francuskim Carry-le-Rouet legenda
jazzu Nina Simone. Twórczość tej afroamerykańskiej piosenkarki wywarła
wpływ na trzy pokolenia słuchaczy i muzyków.
Swoje życie poświęciła walce z rasizmem...
Zapłaciłem ci rachunek za komórkę, ale tej kary już nie.
A czemu?
Bo sądzę, że mogłabyś tam pójść i to załatwić. I tak tam idziesz.
Mamo, jak idziesz do starego mieszkania, to mogłabyś mi wziąć to
pudełko ze zdjęciami. Jak byliśmy w Anglii,
jak robiliśmy te trzy ślepe myszy... Mamo?
- Jakie trzy ślepe mysz!/2 - No te, three blind mice...
Te zdjęcia z Oksfordu, jak wszyscy w trójkę mieliśmy orzechy na oczach.
Potrzebuję je na tableau.
- Znów świruje! - Nie przełączyłeś.
Musisz przełączyć z tego kranu na prysznic. To tak działa.
- Ledwo co ją wyprasowałem! - Nikt mnie tu nie słucha.
Przypominam wam, że dzisiaj śpię u Niny, ok.? To nakarmcie Ludmiłę.
- Tylko nie zapomnij wziąć komórki. - Dobra.
Mogę spróbować? Dobre?
Średnio. Ale od tego się chudnie.
Przyszło mi do głowy, że skoro mamy już trochę więcej miejsca,
to moglibyśmy kupić pianino.
Po co?
Fajnie byłoby tak sobie pograć.
Kiedyś grałam, jak byłam mała.
Tu masz pieniądze na sprzątaczkę. Żebyś znowu nie uciekała.
Musisz jej płacić, nawet jak jej nie widzisz.
Coś ci się stało? Źle się czujesz? Wyglądasz, jakbyś miała zaraz zasnąć.
Po co właściwie tak ciągle wstajesz, skoro nie musisz?
Też tego nie rozumiem.
Ja w sumie też nie.
- Ile może kosztować takie pianino? - Naprawdę będziesz na nim grała?
- Może tak. - Tato, jedziesz już?
- Podrzucić cię na tramwaj? - No.
Mamo, tylko nie zapomnij o tych zdjęciach, dobra? Cześć.
Co robisz, tato?!
Sylvie Brixton, zwinnie jak łania, weszła po schodach przystawionych
do odrzutowca...
Czemu nie może tam normalnie wejść?
Czemu musi wszędzie chodzić jak jakieś zwierzę? To dopiero idiotyzm, nie?
Co by tu zjeść?!
komis instrumenty muzyczne
Zrobimy pani tę dziarę o wiele lepiej. Proszę do nas.
NUTY I INSTRUMENTY MUZYCZNE
ZAMKNIĘTE
- Kiedy otworzycie? - 0 dwunastej.
- No widzi pani... -Jakim cudem oni zawsze tak szybko przyjeżdżają?
- Już się nauczyli. To ja ich wezwałam. - Fani? A dlaczego?
Jak ludzie mają tędy chodzić? Czy pani myśli, że tam inni nie parkują?
Cześć. Przepraszam.
Nie wiem. Teraz mam dwie godziny.
Dobra. cześć.
- To tu pani tak zostawi? - No. Niech mi pani popilnuje.
Taxi!
Przepraszam, ale to prześcieradło miało być pod nas.
Jest nowo obita po tym "Iwanowie", a na Mozarcie to później strasznie widać.
- Przepraszam. Było mi zimno. - Stop, stop.
Panowie, zrobimy przerwę. 20 minut, dobrze? Dziękuję.
- Chcesz coś na siebie? - chyba tak, Karel.
Tam są jakieś resztki Iwana Groźnego.
Karel, nie pal!
Karel Horny - dziennikarz, scenarzysta, copywriter, krytyk.
0d kiedy piszesz scenariusze i krytyki teatralne?
No... na studiach trochę pisałem.
Co się stało?
Wydaje mi się, że powinniśmy dać sobie spokój.
Z czym?
Z nami. Z naszą dwójką.
Dlaczego mamy dać sobie spokój? Jak mamy sobie dać spokój?
- No, tak po prostu. Normalnie. -Jak to normalnie?
Po prostu sobie pójdę. I przez jakiś czas nie będziemy do siebie dzwonić.
A jak zadzwonimy do siebie później, to już wszystko będzie inaczej.
Dobra, skoro tak mówisz.
No, co ja mogę?
Dziękuję.
Ale ten przekład dla nas to chyba skończysz? Tego 0'NeiIIa?
- Wiem, że z tego są mała pieniądze. - Oczywiście.
W przeciwnym razie zwariowałabym od tych wszystkich harlekinów. Chętnie.
Ale dlaczego? Dlaczego chcesz się rozstać?
I tak z tego nie będzie nigdy nic, co byś chciał.
Już na początku mówiłam ci, że nie chcę odejść od męża.
Ale to było na początku. Jak jeszcze się nie znaliśmy.
To normalne, że ludzie na początku mówią sobie takie rzeczy. Dla pewności.
Gdybyś miała szczęśliwe małżeństwo, to nie miałabyś przecież kochanka, nie?
l Co mam ci powiedzieć? Ze tak? Cholera, nie wiem!
Przecież cię nie zmuszam, żebyś odchodziła od męża.
Zostawmy już to. Też nie czuję się z tym najlepiej.
Przepraszam cię.
- Przestań. - Zawsze mówiłaś, że chcesz, żeby ktoś cię naprawdę chciał!
-Ale nie w ten sposób! - Kontrola.
Przepraszam, Karel.
Jeśli chcesz znać powody, to jest jeden z nich! Dla ciebie zabawne,
że wie o tym cały teatr, ale czy wiesz, co to znaczy dla mnie?
0n sobie przecież żartuje.
Przepraszam.
Julia, poczekaj!
Julia, poczekaj!
Przecież nie możesz komuś tak wywrócić życia do góry nogami, a potem go olać!
Nie chciałam ci niczego wywracać!
Postanowiłem wyprowadzić się od matki.
Pierwszy raz w życiu czuję, że chciałbym z kimś zamieszkać.
żyć z kimś zawsze i wszędzie.
A to nie dlatego, że właśnie niczego od ciebie nie chce?
Że niczego od ciebie nie potrzebuję? Czy ty myślisz, że nasz związek
wyglądałby inaczej, gdybym nie była mężatką?
Wiesz, kim jesteś?
Jesteś egoistyczną zdzirą, która po prostu się nudzi!
Starzejąca się, egoistyczna zdzira, która na stare Iata nie chce zostawić
bogatego mężusia. On sobie ciebie kupił tym mieszkaniem! Wiesz co? Zgnij se tam!
- Nie możesz tak odejść. - Mogę.
Wiem, że zachowywałem się jak idiota. Pozwól mi to wyjaśnić.
Muszę już iść.
- No to później. Kończę o szóstej. - 0 6 przychodzi agentka do
mieszkania. A później muszę iść do domu. Puść mnie.
Musimy to sobie jakoś normalnie wytłumaczyć...
Wytłumaczyłeś mi już to wystarczająco dobrze.
Hop, napij się. To ajurweda. Chociaż trochę cię to uspokoi.
Czy on myśli, że mnie to nie boli?
Oczywiście, że sobie myśli, że cię to nie boli.
Ostrzegałam, że robisz głupstwo.
Kochanek jest po to, żebyś się nim cieszyła, a nie,
żebyś go ratowała. Spójrz na Patrika, nie jest mądry, ani ładny,
ale chociaż mnie nie dręczy. I umiem sobie wyobrazić,
że bym się z nim rozstała iw ogóle by mnie to nie zmartwiło.
Rozumiesz? To jest w nim super.
Proszę cię, dziesięciu takich następnych czeka za rogiem.
- Wystarczy, żebyś się rozejrzała. -Ale ja już się nie chcę rozglądać.
0d razu nie chcesz, nie chcesz. Pogadamy za tydzień.
- Gdybyś widziała, jak on jęczał. - No, a ty, co mu powiedziałaś? Nic.
- I to jest to. To jest błąd! - Ale ja nie potrafię.
I dlatego jesteś taka sfrustrowana.
Pozwalasz temu kumulować się w tobie,
i nie możesz tego później wypuścić.
A to się później w tobie osadza. Rozumiesz?
I masz to w sobie jak taki kamień wodociągowy.
Jaki kamień wodociągowy?
No, normalny, kamień wodny, taki jak w rurach kanalizacyjnych.
- No i potem musisz tę rurę jakoś... - Przepraszam, jak się to czyści?
Do skórzanych kompletów dodajemy specjalne środki czyszczące
albo zapewniamy serwis. Ale proszę się jeszcze rozejrzeć. Ty siedź, siedź.
0ni i tak nic nie kupią. Popatrz na nich. Widzisz tę torebkę?
To był gratis do kosmetyków.
W tym momencie nosi taką chyba z 10 tysięcy kobiet.
- Do widzenia. - Do widzenia.
Wiem, że zrobiłam mu krzywdę, ale mam powód.
Oczywiście, że masz powód i to niejeden, złociutka.
- A teraz powinnaś się trochę zająć sobą, ą nie nim.- To nie takie łatwe.
Popatrz, jak ty wyglądasz. Jesteś roztrzęsiona.
- Zajmiemy się tym? - Gdzie dzwonisz?
Dzień dobry, tu Horska, również witam. Chodzę do was do Ardany.
Ale to jest dla koleżanki. Wie pani, to dość pilne,
chodzi 0 trudne rozstanie...
Macie jakieś okienko? Boże, pani jest aniołem...
- Możesz o czwartej? - 0 szóstej przychodzi agentka!
Zdążysz. A więc tak, o czwartej.
Pierwszy raz, tylko podstawa, tak.
Naprawdę bardzo dziękuję... Jest pani cudowna. Przecież wie pani, jak to bywa.
Pa, pa, pa. Dziękuję.
0 czwartej czeka na ciebie Ardana. Nie bój się, pójdę tam z tobą.
Denisa...
Nigdzie mi nie uciekaj... Dzień dobry.
- Śliczny piesek. - Dzień dobry. - W czym mogę pomóc?
Chciałam popatrzeć, co mogłabym kupić dla przyjemności.
Więc to ma być dla pani, a nie dla pieska.
No, chodź, spróbuj ten zielony, chodź, hopsa. Rop.
Dzień dobry.
Chce pani je wypróbować, czy tylko będzie je pani obwąchiwać?
Przepraszam, nie zauważyłam pana tutaj.
No proszę...
Nie grałam od Iat.
W tym to pani nie pomogę.
Myśli pan, że to dobre pianino?
No, fis ma dobre. To przecież pani będzie na nim grać.
Chcę je kupić!
To niech je pani wypróbuje.
Ale ja nie chcę próbować, ja chcę je kupić.
Po tym, jak wypróbowała pani, jakie ma fis? No dobra!
W takim razie musi pani przyjść jutro, to jeszcze nie jest wycenione.
Chwileczkę.
Chciałabym rozmawiać z właścicielem sklepu!
- Przychodzę tu już drugi raz z powodu tego pianina. - 43 000.
Pan sobie ze mnie stroi żarty?!
Chcę rozmawiać z właścicielem. chociaż przez telefon.
- A może osobiście? - Jest tutaj?!
A mógłby pan łaskawie zgasić papierosa?
Wydaję mi się, że to naprawdę dużo.
Naprawdę?
A ile by miało według pani kosztować?
Nie wiem! Nie sprzedaję pianin.
To może 34 O00?
Dobrze, już mi wszystko jedno.
- Biorę. - 24 000.
Ale nie przyjmujemy kart.
Brak dostępnych środków. Transakcja nie może być zrealizowana.
Szlag.
No, na pianino. Świetne...
Nie przyjmują tam kart, bo to jakiś komis...
Nie muszę mieć go dzisiaj, ale jak już spędziłam nad tym tyle czasu
i je znalazłam, to nie chcę...
Jezus Maria!
T0 lej!
- To pani? - Nie.
No pewnie, że to jej! Pozwolicie jej tak odejść?
Lubi pani podsłuchiwać ludzi?
Lepiej?
Dziękuję.
Lepiej niech pani jeszcze chwilę posiedzi.
To nie było takie łatwe, przynieść tu panią...
A to nie był najlepszy komplement.
herbaty?
To pianino, które pani wybrała, jest dobre.
Za tę cenę lepszego pani nie dostanie.
Nie chciałem być dla pani okropny. Mam dzisiaj kiepski dzień.
Nie powinienem pani zmuszać do grania, wiem, że to straszne.
Dobrze zrobiłam, że go nie ruszyłam.
Jakby mnie pan usłyszał, to by mi pan go na pewno nie sprzedał.
Ostatni raz grałam chyba z 25 Iat temu.
Więc jak nad nim stałam,
to nie potrafiłam go dotknąć.
A pan się tego uczył, nie?
No, na akademii.
Dzięki.
-A czemu ma pan dziś kiepski dzień? - Dziś rano przyszła księgowa
i powiedziała, że muszę się pakować.
W ciągu czterech miesięcy udało mi się zniszczyć sklep,
który dziadek budował przez 1 5 Iat. To jest sztuka.
Chce pani? Też ma pani strasznie suche dłonie.
To chyba jedyne przyzwyczajenie ze szkoły, jakie mi jeszcze zostało...
Co pan teraz będzie robił? Gra pan gdzieś?
Nie chce pan grać, albo chociaż uczyć?
Nie. chyba za bardzo kocham muzykę, żeby to robić.
Strasznie nie lubię rozmawiać z ludźmi, którzy tu przychodzą.
Chętnie ich obserwuję, ale raczej wolę zostawać tutaj.
Czy ktoś mógłby mi pomóc?
Ja nie.
Bardzo przepraszam.
Brat właśnie oddał strasznie dużo krwi i źle się czuje.
To może lepiej się połóż, Rodolf!
Jeszcze raz przepraszam. Wybrał pan sobie coś?
- Chciałbym coś w dobrym stanie. - To może popatrzmy tutaj,
to jest piękna sztuka, proszę spojrzeć, piękne drzewo,
może pan coś zagrać, spróbować.
Chce go kupić! idź to załatwić, Lada!
Sprzedałam najdroższy!
Ten niestety nie jest na sprzedaż.
- No, ale ta pani mówiła... - Siostra się niestety nie zna.
- Przepraszam, nie wiedziałam... - Żarty sobie robicie?
- Nie. Ale nie jest na sprzedaż. - To wy mi tu każecie czekać godzinę,
a później mówicie, że nie jest na sprzedaż! A mój czas?
- No to może niech już go pan lepiej z nami nie traci. - To skandal!
Dlaczego pan to robi?
I tak muszę już iść, jest późno. Dziękuję za herbatę.
A to pianino chcę mieć. Oczywiście, jeśli jest na sprzedaż.
To jest.
Po południu wpadnę tu z pieniędzmi.
Ten fortepian, która chciała mu pani sprzedać... jest mój.
Nie wiedziałam. Była na nim cena.
Wiem. To nie była pani wina. Właściwie, to staram się go sprzedać.
Już od dłuższego czasu. Ale nie potrafię.
- To ja tu jeszcze przyjdę. - Dobrze. Do widzenia.
Miłego dnia.
Haryk.
- Ładny piesek. - Już po nim.
Rak.
Od czasu, kiedy umarł, wszędzie widzę ludzi z psami.
Jak na złość. Ale tak jest zawsze.
Jak umarł mąż, to wszędzie widziałam facetów z takimi samymi włosami.
Cholera!
- Gdzie to jest? - Zostaw, zostaw mnie. - Proszę pokaz, gdzie to masz.
Zostaw mnie, to boli.
Co się gapisz, duma babo!
Pani Konesinska! Proszę do gabinetu.
Mogła się pani rozebrać później, najpierw trochę porozmawiamy.
Nie, teraz niech już pani to zostawi. Proszę usiąść.
To oczywiście pani decyzja.
-Wydaje mi się, że już jestem na to za stara. - Skąd.
Młoda pani też już nie jest,
ale mnóstwo starszych kobiet rodzi zdrowe dzieci.
No dobrze.
Wprawdzie to już trochę późno.
Niech pani tam dzisiaj do siódmej zadzwoni i się zarejestruje.
Może się pani powołać na mnie. Planuje pani jeszcze jakieś dzieci?
- Nie. - Dobrze.
Więc nie muszę iść na żadną komisję ani wypełniać formularza?
Dziś już naprawdę nie trzeba.
Nie wiedziałam, że to takie proste.
Ja mogę to pani utrudnić.
Oczywiście. Mogę spytać, dlaczego nie chce pani tego dziecka,
skoro jest pani dorosła, ma pani pieniądze i męża -
jeśli oczywiście chociaż teoretycznie może być jego.
- Może. -Albo mam pani mówić o Bogu?
0 tym, jak właśnie chce pani zniszczyć już istniejące życie?
Oczywiście. To pani sama musi wiedzieć. Na to jest pani wystarczająco siara.
Zapraszam, niech pani wskoczy na górę, to już będzie formalność.
No to rzućmy okiem.
Pan nie założy fartucha?
Nie, to prywatna przychodnia. Tu nie obowiązują formalności.
Przepraszam, ale nie mógłby pan go po prostu założyć?
To jest tak samo higieniczne. Co rano nowa.
Wiem, ale... ja po prostu inaczej nie potrafię.
No, to mamy problem.
Bo ja żadnego fartucha nie mam.
Niech pani spróbuje się rozluźnić.
Damy radę.
Ja... strasznie przepraszam,
ale nie mogę... być badana przez człowieka,
który ma muszkę, koszulę i pasek, no.
Panie doktorze, panie doktorze, nie ma fartucha, ale może to?
Jak mówiłem, koniec drugiego miesiąca. Teraz trochę zaboli.
Panie doktorze, ja to panu zawiążę.
Ale bobas, mamusiu!
Widzi pani, serduszko, główka! Zrobimy zdjęcie, nie?
Może się już pani wytrzeć.
Chwileczkę, panie doktorze, przecież ma pan na sobie to prześcieradło.
Ewuniu, co to jest?
Moment, moment, ja to ściągnę szybciej.
Czemu robisz z tego taką tragedię?
- To się zdarza. - Co? Ja?
Po prostu spuścisz je w toalecie. To się zdarza nawet najlepszym akwarystom.
Te pięć neonek po prostu spuścisz. Do akwarium nasypiesz sinego kamienia
i będziesz obserwował pozostałe, czy im nic nie wyskakuje.
Przecież to tylko ryby.
W kanalizacji żadna ryba nie przeżyje.
Nie bój się, że będą wypływać z powrotem.
To nie jest żadne morderstwo.
Tam jest kanar.
Potrzebuje pan czegoś?
Tam jest kanar, a pani nie skasowała biletu!
Dzień dobry, kontrola. Dokąd?
Niech pani nie udaje, że wysiada. Tu nie ma żadnego przystanku.
- Proszę mi pokazać bilet. - Ja nie zdążyłam...
No, to ma pani pecha. 500 koron.
- Coś drobniej... - Nie mam drobniej.
No tak, drobne dla takich jak pani, to nie są pieniądze, nie?
Ale żeby kupić bilet, to już szkoda wielkich pieniędzy, co?
- Dowód osobisty poproszę. - Ja kupiłam bilet.
W pani wieku spodziewałbym się lepszych wymówek.
No już, proszę bez scen, nie interesują mnie pani problemy.
Czemu mi mówisz dopiero teraz?
Kiedy chciałaś mi to powiedzieć?
Nie wiem.
KOCHAJCIE SIĘ
Chcesz usunąć?
Witam, Deniska. Pani to chyba do mnie, nie? To rozstanie?
Zaraz się tym zajmiemy. No to pa. I nie zapominaj, wewnętrzna kobieta.
I myśl o sobie, tak? Pa.
Czekaj, Deniska, idziesz do mnie czy nie?
Idę na pedicure.
Denisa...
Ja po prostu nie rozumiem, czemu masz dziecko, którego nie chcesz,
a ja nie mam, choć chcę, co? Wiem, że nie powinnam ci zazdrościć, wiem,
ale ja też chcę mieć faceta jak ty, dziecko jak ty.
Normalnie ci zazdroszczę, jestem straszna. Jest mi przykro.
Mnie też jest przykro, że ci nie powiedziałam.
Zostaw ją. Musi to przerobić sama.
Wiesz, jaka jestem zmęczona. Mnie już nie bawi ciągle zarabiać pieniądze,
a obok nie mam faceta, który byłby tego wart. Ja już nie daję rady,
rozumiesz? Normalnie już nie daję rady udawać,
że jestem taka niezależna. Tylko, że jest mi tak przykro.
Jest tu pani Horska? Niech jej pani powie...
Już!
Moment.
- Przepraszam. - W porządku, kotku. W porządku. - Zadzwonię.
Czuję w pani wołanie o pomoc.
Ale pani to w sobie dusi.
Nie potrafi pani swobodnie wyrażać swoich uczuć i emocji jak Deniska.
Zauważyłam, że często mruży pani oczy.
Wie pani, to jest oznaka braku wiary we własne zmysły, w intuicję.
Pragnie pani miłości i wolności,
ale sama trzyma się pani w emocjonalnym więzieniu.
Właściwie to jest pani w gorszej sytuacji
niż wszystkie kobiety owinięte tymi strasznymi burkami.
Ta pani "burka", która zakrywa pani prawdziwe ja,
pani piękno, pani wewnętrzną kobietę, jest nie do ściągnięcia.
Widzę, że chce pani płakać. Niech pani płacze, niech pani to uwolni.
Widzi pani?
Tego musimy się pozbyć!
Niech pani chociaż spróbuje wyrazić swoje fizyczne odczucia.
Proszę się nie wstydzić...
- To trochę boli. - Dobrze, niech pani to wyrazi dźwiękiem.
- Proszę. - Au.
Pani tego nie czuje. Pani to po prostu mówi. Porządnie. Proszę krzyczeć.
Trochę się wyrazić. No, proszę!
Teraz spróbujemy inaczej.
- No dobrze! - To łaskocze.
Tak, to łaskocze, wspaniale. Proszę to wyrazić dźwiękiem.
Głośno, świetnie.
No, porządnie.
Tak, da się, widzi pani, da się, nie?
Niech pani przestanie!
- Dawaj! Głośno! - Nie! - Proszę! Tak!
- No tak. - A dźwięki? Chcę je słyszeć.
- To nie do wytrzymania. - No proszę, wspaniale.
Widzi pani, oto chodzi.
Idziemy, idziemy, cholera, chodź!
Sypie się!
Przesłań się drzeć, ja to wezmę!
Zostaw to, nie drzyj się, cholera!
- Jest tu pańska żona. - cześć.
- Czy zrobić coś do picia? - Nie, to wszystko. Dziękuję Lenko.
- Ja może poproszę szklankę wody. - Gazowaną czy nie? - Niegazowaną.
Poszedłem tam podczas obiadu, żebyś nie musiała tam chodzić.
Wiem, że to głupie, kłócić się o coś takiego.
Będę zadowolony, jeśli sprawi ci to radość.
Jak będziesz chciała, to możesz kupić sobie nawet organy kościelne.
To ten od Ceci?
Tak. Ten, co go wygrała za wiersz o herbatnikach.
Richard, tak dalej być nie może.
- Wiem. - Musimy porozmawiać.
Wiedziałem już 0 tym, jak mnie obudziłaś w nocy. I jak zaczęłaś z tym pianinem.
- Richard... - Właściwie to się cieszę... Nie umiesz sobie wyobrazić,
jak strasznie czułem się przez ten czas. Dla mnie to było oczywiste,
że... że już to wiesz od dawna. Nie potrafiłem nic z tym zrobić.
Wiedziałem, że w końcu wyjdzie to na jaw.
A kto to jest?
Nie znasz jej. To nieistotne.
Proszę cię, spróbuj mnie wysłuchać.
To nie jest dobra chwila, ale... ale dobra nigdy nie będzie.
Masz rację. Jak długo...?
Życzą sobie państwo jeszcze czegoś?
- Pan? - Nie, dziękuję. To wszystko.
Mam przełączać rozmowy, czy nie chce pan, żeby ktoś przeszkadzał?
Na razie niech pani nie przełącza, później zajrzę do pani.
Wiem, że zrobiłem błąd. Chciałem się z nią rozstać.
Właściwie to się z nią rozstałem, ale później zachorowała jej matka.
I tak jakoś... nagle się wszystko skomplikowało...
potem te problemy z kupnem nowego mieszkania.
Miałem nadzieję, że będziesz tam szczęśliwa.
Ale chyba zniszczyłem nasze małżeństwo
i żadne mieszkanie tego nie naprawi.
- I żadne pianino... - Gdybym wiedział, że to pomoże,
- kupiłbym ci całą orkiestrę wraz z organami... - Richard, proszę...
Wiem, co chcesz powiedzieć. Wiem, że zniszczyłem nam rodzinę.
- Proszę cię, Richard... - Jesteśmy razem 20 Iat. Mamy wspaniałą córkę.
Nie umiem sobie w ogóle wyobrazić, że mógłbym ją stracić.
Nie chcę, żeby jej to dotyczyło.
Nie chciałem, żebyś się dowiedziała.
Jestem po prostu idiotą.
Cieszę się, że to się w końcu wyjaśniło.
Cześć, przepraszam.
Julia Konesinska, dzień dobry.
No, dużo tych schodów.
Można to spokojnie potraktować jak ćwiczenie.
Przynajmniej nie musi pani wydawać na kluby fitness.
Miałam uraz kręgosłupa. Nie mogę ćwiczyć.
Ale ta winda tu z pewnością będzie, tak jak mówiłam.
Cześć. Dzień dobry.
Jesteśmy na miejscu. Proszę tędy.
Oczywiście, trzeba sobie wszystko wyobrazić po remoncie.
Proszę się rozejrzeć. Największe zalety tego mieszkania
to jego pozytywna atmosfera i dobry układ przestrzeni.
Uważam, że jest idealne dla młodej rodziny. Nie wiem, jakie macie plany,
ale potrafię sobie wyobrazić, że da się tu wygodnie żyć nawet w czwórkę.
Jeśli planujecie więcej dzieci, to spokojnie jeden z większych
- pokojów można podzielić. - Nie planujemy.
- Ale myślałam o przyszłości. - Nawet w przyszłości!
To naturalnie jest państwa sprawa.
Nie jest.
My nie możemy mieć dzieci.
Żona uszkodziła sobie kręgosłup podczas wypadku samochodowego.
Przykro mi. Nie wiedziałam.
- Czemu jej to tłumaczysz? - Bo to prawda, kochanie.
Nie ma sensu rzucać na ten temat uwag, których ludzie nie rozumieją.
Wiesz, co ci mówił lekarz. Musisz nauczyć się 0 tym normalnie mówić.
To normalne, by rozmawiać o tym z agentką nieruchomości?
- Skoro już zaczęłaś... - Ja?! To ona zaczęła!
- No już, chodź tu. - Dlaczego ktoś ciągle o tym mówi?
Ale to tylko tobie się tak wydaje.
Ludzie po prostu rozmawiają o dzieciach, bo to taki normalny, powszechny temat.
Chodź, tam jest łazienka.
Strasznie mi przykro. Muszę ci to wyjaśnić. Wystarczy parę minut.
Dzieci, co? Ja mam trójkę.
Najstarsza dala se zrobić bachora, jak miała osiemnastkę.
Młodszy ma cukrzycę.
A najmłodszy zaczął sobie tymi brudnymi igłami wstrzykiwać narkotyki.
Spleśniało wam to. A ich ojciec?!
Jest gdzieś bardzo daleko, poszedł szukać samego siebie!
Ponoć z dziećmi go wysysaliśmy
Dzieci - taki normalny, powszechny temat!
Na ten świat nie wydałabym już nawet świnki morskiej.
Wyrzućcie to gdzieś.
Przepraszamy.
Przynajmniej zobaczyliśmy łazienkę. Ładna.
No to możemy iść dalej, może do sypialni...
Richard? Nie, teraz jestem w starym mieszkaniu. Nie, na balkonie.
Richard, proszę.
Tak, też cię kocham.
Wiesz, ile miała Ceci w 1997 r.?
1 1 2 centymetrów.
Nie miałam przez to nic na myśli, Richard.
Po prostu teraz na to patrzę.
Ja też nie chcę, żeby ją to zabolało.
- Po prostu musimy porozmawiać... - Coś się stało?
Tu jest bardzo ładna, jasna kuchnia, wyposażenie prawie jak nowe.
Atu mamy...
takie pomieszczenie, może na pracownię.
Albo może to być pokój gościnny.
Cholera! Przecież widzę, że to pokój dziecinny!
Dlaczego nie może pani normalnie tego powiedzieć?!
To nie musi być pokój dziecinny.
- To my już lepiej pójdziemy. - Ale...?
Jak z tym chcą znaleźć mieszkanie?
Co... co powiedziałam źle?
Czemu do cholery chcą czteropokojowe?! Ja też to mogę olać.
A jak chcecie, żebym tu jeszcze kogoś przyprowadziła, to zabierzcie te graty.
I wywietrzcie tu! Boże, jak tu śmierdzi!
- Julia... - Sypie ci się.
- Zostaw. Niech się wścieka... -Wiesz, chciałem ci wyjaśnić, że...
Przepraszam, ale Cecilia chciała, żebym przyniosła zdjęcia,
- nie chcę zapomnieć. - Julio, jest mi strasznie przykro.
Za to, co się rano stało.
Po prostu nie wiedziałem, co mam robić.
Patrz, tu miała10Iat. Pierwszy raz byliśmy w Anglii.
- Specjalnie mi to pokazujesz? - Nie... przepraszam.
Po prostu nie chcę, żebyśmy się tak nieszczęśliwie rozstali.
Chcę cię prosić, żebyś dała nam trochę czasu.
Wiem, że robisz to dla Cecilii, ale ona jest już prawie dorosła.
Nie musimy przecież od razu niczego robić.
Możemy po prostu być razem, tak jak do tej pory, a potem zobaczymy.
Cecilia jest już przecież duża, zrozumiałaby to.
Wiesz, nigdy ci o tym nie mówiłem, ale jak wtedy mieliśmy ten wypadek,
jak rozerwał nam się kondom,
to ja właściwie się ucieszyłem, że zajdziesz w ciążę.
Że to dziecko rozwiązałoby to za nas. Byłoby wszystko jasne.
Ale nie mamy dziecka i nie potrzebujemy niczego rozwiązywać.
Bo ja cię nie kocham, Karel. I chcę, żebyś sobie teraz poszedł.
Dodzwoniłaś się na recepcję prywatnej kliniki ginekologicznej Gynameda.
Godziny przyjąć od 8:00 do 19:00. Jeśli chcesz się zarejestrować,
zostaw swoje nazwisko i numer telefonu, oddzwonimy...
Julia Konesinska,
602 369 391 ,
chciałam się zarejestrować. Dziękuję.
Masz numer do jej koleżanki, tej Niny? Bo Cecka nie odbiera telefonu!
Gdzieś w Kunraticach? Proszę do Kunratic!
Chcę jej podrzucić te zdjęcia, o które mnie prosiła...
Ale ja nie chcę... Nie chcę niczego tłumaczyć!
Richard, dla mnie to normalne, więc...
Powinna odbierać moje telefony! To nie ma sensu! Cześć!
Dobrze pani robi!
Nie wyobraża pani sobie, co dzisiaj te bandy potrafią zrobić z normalnych,
miłych dzieciaków! Dobrze pani robi, że po nią jedzie! Ile ma Iat?
- Siedemnaście i pół. - To najgorszy wiek!
Dzieciaki myślą, że są już dorosłe. Człowiekowi też tak się wydaje,
atu nagle bęc, dzwonią do pani, że pogotowie ją odwiozło
- w śpiączce heroinowej! - W śpiączce heroinowej?
No pewnie, sam wiozłem taką matkę. Jechała po córkę do szpitala.
W śpiączce heroinowej. Dziewczyna poszła wieczorem na lekcje tańca
i tak to się skończyło. Potem całą drogę ryczała mi jak wariatka.
Przestań.
Bemie... Kim, do cholery, pani jest?
- Kto to jest? - Ja tutaj... przepraszam...
Wydaje mi się, że pies będzie w porządku.
Mama?! Co ty tu robisz?
Kopnęłam psa.
Coś się stało? Coś z tatą?
- Nie, nic. - To twoja mama? - No.
- Dobry wieczór. - Dobry wieczór. - Byłam w okolicy, to sobie pomyślałam,
że wpadnę
i dam ci te zdjęcia
z tymi ślepymi myszami i inne.
- Przyjechałaś tu, żeby dać mi zdjęcia z myszami? - Leci pani krew...
- Boże, mamo, wszystko w porządku? - Nie wolałaby pani wejść do środka?
Co jest?
Nic, ładnie wyglądasz.
Przepraszam, nie wiem, co mi strzeliło do głowy...
Tu nic nie ma. Tu nic nie ma!
Jechałam z takim szalonym taksówkarzem i on mnie nastraszył.
Bałam się, że cię tu znajdę w śpiączce heroinowej.
No, jak w śpiączce heroinowej, to raczej ty wyglądałaś w ogrodzie.
Po prostu nie wiem.
Przepraszam, tu jest coś do dezynfekcji, a gdzieś tam
- powinien być plaster, tak? - Tak. - A koszulka, ta będzie pasować.
Tak, dzięki.
- Chcesz coś? - Nie, w porządku, dziękuję.
Co, biedronka ci się nie podoba?
To zaciśnij zęby,
podglądaczu.
Wiem, że patrzyłaś przez okno.
Co ci strzeliło do głowy?
Jest całkiem sympatyczny.
Po prostu nagle chciałam cię zobaczyć.
Mamo,
ja wiem, że coś się dzieje.
Mamo,
jesteś chora? Albo tata?
Nie.
Już rano, jak zaczęłaś o tym pianinie, to wiedziałam, że coś się dzieje.
Pokaż, jest tam jakiś plaster?
To wszystko jest jakieś takie skomplikowane.
Nie musisz mi niczego tłumaczyć.
Ale jak dzieje się coś między tobą i tatą, to i tak to musicie sami załatwić.
Ja wam w tym za bardzo nie pomogę.
Ale na mnie już nie możecie tego zwalać.
Dla mnie to jest bez sensu... tak na was patrzeć.
Przytrzymaj.
Gotowe.
- Wow, ma niezłe włosy. - Pippi Langstrumpf.
Tak... chyba wezwę taksówkę.
- Co się stało? - Ponoć nic. Nie wiem.
Zawsze tak mówią. A później się okazuje,
- że lecą na lekach albo wciągają kokę. - Twoi starzy wciągają?
- Ojciec to przywiózł z Ameryki. - Znaczy, że ją przeszmuglował?
Nie, debilu, znaczy, że się przyzwyczaił.
Moja mama, zanim się rozwiodła, zaczęła się strasznie obżerać.
Zrobiła mi drugie śniadanie i zanim włożyła mi je do torby, to całe zjadła.
Błagam, ona dziś rano stwierdziła, że chce kupić sobie pianino.
- A gra na nim? - Właśnie chyba nie...
No to bez sensu.
Będzie tu za chwilę.
- No, to niech pani na razie usiądzie. - My się posuniemy, nie?
-A nie chce pani na przykład coś zjeść? - Nie, dziękuję.
Ładnie tu.
A co z tym psem?
Z niego jest taki histeryk.
W zeszłym tygodniu usiadła na nim babcia i też to przeżył.
Skoro mamy już te zdjęcia, to może je obejrzymy, co?
Żebyście mogli się trochę zabawić moim kosztem.
To z Oxfordu, udawaliśmy trzy ślepe myszy,
To ty,
- to ty. - Jezus, nie pokazuj tego. - Zostaw to.
- Wow, ile miałaś Iat? - No chyba tyle, co ty teraz.
- Cześć, tato?! - Cześć, Richard.
- Ty też byłeś w pobliżu? - Nie. Chciałem z tobą porozmawiać.
- A o czym? 0 śpiączce heroinowej? - 0 jakiej śpiączce heroinowej?!
Ale ja tu tylko przyszłam ze zdjęciami. Nic więcej.
Nie rozmawiałaś z nią?
0 czym miała ze mną rozmawiać?
Myślicie, że powinnam tam pójść?
Ja bym się raczej nie wtrącał w sprawy trzech ślepych myszy.
No cóż, nagłe emocje... Pianino...
Nasza mama też wtedy zaczęła grać w tenisa,
a później przychodziła patrzeć, jak śpimy.
Nie chciałem cię zaskakiwać, tylko chciałem się tu zatrzymać.
A przyjdzie ktoś jeszcze? Babcia?
Już nie. Już nikt. Wręcz przeciwnie, my pójdziemy. Chodź.
- To cześć. - 0 jakiej śpiączce heroinowej mówiła?
To był taki żart. A ty też idź do domu, bo się przeziębisz.
-Jedź ze mną do domu. - Nie mogę. Zamówiłam taksówkę.
- Muszę odebrać auto. - Olej auto. Nie zostawiaj mnie tak.
Czuję się jak idiota.
Już jak obudziłaś mnie w nocy,
to wiedziałem, że tak dalej być nie może.
Leżałem tak do rana, patrzyłem w ciemność
i nienawidziłem siebie za to, że nie potrafię niczego z tym zrobić.
Masz.
To z dzisiaj rano.
To z kolei jest coś, z czym ja nie potrafię, ani nie chcę niczego zrobić.
Ma już go pani z powrotem?
Niech go pani tu zostawi, ja popilnuję.
idzie pani do niego? Dzisiaj koncertował nam całe popołudnie.
Ładne to było.
Już zacząłem myśleć, że znalazła pani lepsze fis.
Napiszę pani ten papier.
Umarła wczoraj, nie?
Jedyny problem polega na tym, że dziś już go pani nie dowiozę do domu.
Myślałem, że przyjdzie pani wcześniej. Teraz nie ma transportu.
Bardzo przepraszam, nie wiedziałam, że jest tak późno...
W ogóle nie wiem, czemu chcę to pianino...
W ogóle go nie potrzebuję...
Strasznie się boje, przecież nawet nie mogę mieć tego dziecka.
Widzi pan, że jestem stara.
Ja nie dam rady...
Kiedy zobaczyłam rano tę Ninę Simone,
przypomniało mi się, jak byłam mała i grałam na fortepianie...
Wszystko było takie jasne.
Zaczęłam się modlić, żeby znowu wszystko było jasne...
Żebym wiedziała, co mam robić...
Żebym choć przez chwilę wierzyła, że tam gdzieś jest coś,
w co człowiek mógłby uwierzyć,
co mógłby czuć
i przy tym nie musiał się wstydzić.
Aja tak strasznie się wstydzę.
Wie pani co? Chcę, żeby miała je pani jeszcze dziś.
Wiem, że nie mogę pomóc,
ale tyle mogę zrobić.
Bardzo przepraszam.
To nie jest w ogóle konieczne.
Nie wiem, co ja tu wyprawiam.
Przecież ma pan własne problemy.
Dziś rano nieźle pani nagadałem.
Wszystkie te szlachetne mowy, że za bardzo kocham muzykę,
żeby ją psuć jakimiś ambicjami, to było tylko takie gadanie,
którymi usprawiedliwiam to, że nie byłem wystarczająco dobry...
-I dlatego to zostawiłem... - Wystarczająco dobry do czego?
Wystarczająco dobry, żeby przestać się dręczyć tym,
kto jest lepszy lub gorszy ode mnie. Więc przestałem grać,
to znaczy prawie kompletnie.
I nie brakuje panu tego?
Strasznie.
A kiedy zobaczyłem panią rano, jak wstydziła się pani dotknąć klawisza,
to zrozumiałem, że to straszny idiotyzm, że brakuje mi muzyki.
A czemu szepczemy?
Muszę iść!
Tak...
Nie wiedziałam, że pan ma na imię Iwan. Ale to nie jest konieczne.
Adres?
Rovenska 1655.
Przyszło mi na myśl, że jesteś tutaj. Przyniosłem ci Ludmiłę.
- Popatrz, to moje nowe pianino. - Piękne.
- Przyniosłem jeszcze coś do zjedzenia. - Dziękuję.
I to.
Chcesz też?
Tak, przyniosłem trochę więcej.
Dystrybucja: VIVARTO
Tekst polski: Katarzyna Dudzic, Tomasz Grabiński
Napisy: STUDIO 1
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.