All language subtitles for vabank-2_en_

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Wie pan dobrze, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy.

Powie pan to Kremerowi.

Gdzie pan był?

Czemu się pan nie pokazywał tak długo?

Co z tą apelacją do diabła? Nasza prośba o apelację została odrzucona od wczoraj.

Wyrok jest prawomocny.

Czy on mówi poważnie? Niestety tak, panie prezesie.

I co, ja mam tu jeszcze siedzieć? Sześć lat? Za dwa, trzy lata będzie znowu

amnestia, która już na pewno pana obejmie. Apeluję o trochę cierpliwości.

I pan sobie wsadzi w dupę cierpliwość.

Nie my pan stąd wyciągnąć, tak czy nie?

Co pan w ogóle zrobił w mojej sprawie?

Ja jestem niewinny, a ten drań ćwiń to na wolności. Więzienia przepełnione są

niewinnymi, a świat przystępcami.

I za to panu płacę, żeby mi pan się tu popisywał złotymi myślami. A o ile o to

chodzi, to jest mi pan wień 9,65 złotych, pomijając koszta. Kogo mi pan

tu wynają?

To ma być ten słynny adwokat, wyzwoliciel?

Niech pan mu już nie płaci ani grosza.

Krawędzi, że poprzerwy widzenie. Orientuje się pan chyba, że w tej

sytuacji jest to nasza pożegnalna rozmowa. Miał mi pan załatwić pojedynczą

celę! Pan jest głupi stary gówniarz, który nic nie potrafi! Z państwa wiski

nie koparkow, nie w dupę ode mnie!

Dotarcie mnie, pyslaki!

Słyszycie? Ręce przy tobie!

Widzicie, kto ja jestem?!

Tema, więc podejdź do mnie, proszę.

Dobra.

Co to był ten papież? To też pytanie w nas.

Wychodzę za dwa dni.

Ile dasz za to, żeby być wolnym za dwa tygodnie?

Jedną trzecią tego, co mi zostało.

Połowę tego, co masz za granicą.

To się zarywał? Za jaką granicą?

Cześć.

Pomyliłem się.

Zaraz, zaraz.

Czekaj.

Goda, ale pod warunkiem, że przerzucasz mnie na miejsce.

To znaczy?

Do Surichu.

Jak stąd wyjdę, muszę dostać od siebie dwa tysiące a konto.

Dolarów. Dolarów? Dlaczego nie szesnaście tysięcy złotych? Bo nie.

A jaką gwarancję, że będę wolny? Żadnej. Ryzyk fizyk.

No tak.

Tysiąc po wyjściu, tysiąc na granicy. A resztę na miejscu.

Cześć. Pomyliłem się. Czekaj.

Żebyś dostał cokolwiek, ja muszę podpisać czek. Czek dostarczy mi twój

sekretarz. Jaki sekretarz?

Stawiski.

Cholernie dużo o mnie wiesz.

Bo jestem cholernie nowocześnie inteligentny. Masz szczęście, żeś mnie

spotkał.

A ty bankier tylko o pieniądzach.

Rządka prezesa Żwirskiego, do pana naczelnika Twardy.

Tak jest, panie prezesie.

W rzeczy samej.

O, zdaje się, że właśnie nadchodzi.

Dziękuję, panie prezesie.

Życzę rychłego powrotu do zdrowia.

Strasznie był pana przyjemny.

Strasznie wyklucza przyjemnie.

Ewa Żwirska jestem.

Wiem, wiem. Szanowny małżonek, przed sekundą raczył uprzedzić mnie o Pani

wizycie. Pani będzie łaskawa spocząć.

Dobrze.

Czy mogę służyć?

Przede wszystkim dyskrecją.

Bardzo mi na niej zależy.

Chodzi o Kramera.

Ustawa Kramera. Tego hostaplera, który obrobował własny bank.

Czy mogę być z panem zupełnie szczera?

Nie widzę przeciwwskazań, najzupełniej łaskawa pani.

Chciałabym, żeby to zostało pomiędzy nami.

Specyfika mojej pracy wymaga tymczasem milczowych grup.

Otóż cała sprawa jest dość delikatnej natury.

Ja z mężem byliśmy współfundatorami, anonimowo ma się rozumieć, domu

bankowego Kramera. Oczywiście w śledztwie nie było o tym mowy.

Krótko mówiąc, Kramer winien nam jest...

Wiele tysięcy.

I chodzi o to... By wydobyć te pieniądze od kramera.

Nie zawiodłam się na pańskiej inteligencji. Czy w związku z tym

mogłabym z nim zamienić parę słów? Ale oczywiście, nie widzę przeciwwskazań.

Czy zechciałaby pani przejść do sali widzeń, czy też... Jeśli można,

wolałabym... Oczywiście.

Proszę mnie wybaczyć.

Mariuszki!

Spróbujcie mi tutaj tego eksbankiera. Do gabinetu pana naczelnika?

Powinien wyraźnie tutaj.

Tak jest.

Mam wrażenie, że miałem szczęście już gdzieś panią spotkać.

Może na przyjęciu świętej pamięci ministra Pierackiego.

A właśnie na balu ministra.

A wie pani, że ten Kramer jakieś pół roku temu... ...zarządzał zmiany celi na

pojedynczą. Jemu się wydaje, że jest nawet w czasach... Hej,

wanker, jadę na kibel.

Tam będziesz jadł, skoroźle ci się z nami mieszka.

Podpsątaj bardaskę.

Smacznego. Dziękuję.

Krowel, dojścia!

Te może cię, kurwa, do cichocinia przerzucą!

Mąż bardzo pana ceni. Mówił coś o wakującym stanowisku w Ministerstwie

Sprawiedliwości. Staram się po prostu, wiernie służyć naszej odrodzonej

ojczyźnie. Łaskawa pani Malinowski!

Wiedzień Krowel melduje swoje przymycie.

Czy może ja zostawię panią sam nas? Bardzo proszę zostać. Bez pana cała

rozmowa na nic się nie zda.

Przy panu będę się czuła bezpieczna.

Domyśla się pan chyba, dlaczego tu jestem.

Pani daruje, ale nie miałem dotąd przyjemności.

Mogłam się tego spodziewać.

Chodzi o pieniądze, Kramer.

Te, które otrzymał pan ode mnie od mojego męża, Franciszka Żywierskiego, w

maju 1930 roku.

Pani chyba zwariowała. Jakie pieniądze?

Rzek z niej klamer, bo przyjdziecie do harceru. Panie naczelniku, ja ją

pierwszy raz widzę na oczy. To jakaś oszustka.

Klamer!

Oszustka. Panie naczelniku, znowu chcą mnie wrobić.

Co za pieniądze? Jakie pieniądze?

Bezczelność.

Mam tu coś dla pana, to panu wyjaśni.

Panie naczelniku.

Słucham?

Rączki łysa pało.

Czy ja byłam z pieskiem, czy bez pieska?

Czy pani była z pieskiem, czy bez pieska?

Chol! Me!

Dziesięć pięćset dwadzieścia! Chol! Me!

Dziesięć pięćset dwadzieścia! Kolczyko!

To się nazywa nowoczesna ucieczka.

Fiłowanie krat pilnikiem to dzisiaj Anna chronił.

Nie poznał cię przez telefon.

Myślał, że rozmawia ze żwi. W Polsce nikt nie sprawdzi swojego przełożonego,

ani nie zrewiduje kobiety.

Cześć.

Poznaj Baronową, proszę.

Była dla mnie jak siostra.

Kramer.

To jest mój szwagier.

Kawał chłopa. Dobrze jeździ. Zafundowałeś im miesiąc miodowy w

Szwajcarii. Dziwi mnie tylko, dlaczego ty odsiedziałeś swoje trzy lata, a nie

zwiałeś w ten sposób. To nie miałoby sensu. Dlaczego? Bo wtedy byłbym ścigany

przez policję i całego kraju, tak jak ty teraz.

Bardzo śmieszne.

Bardzo śmieszne.

Tu są paszporty i bilety na pociąg.

Jutro o tej porze będzie się w Wiedniu, a wieczorem w Zulichu.

Jeszcze pieniądze.

Pa, pa.

Prędzej, za pół godziny odchodzi pociąg.

Ja nie jadę.

Jak to nie jadę?

Co proszę?

To znaczy, nie jadę dzisiaj. Mam tu jeszcze sprawy do załatwienia. Czyś ty

swariował? Za godzinę wszystkie dworce będą obstawione. Czekałem tyle czasu, to

tydzień czy dwa nie grałem.

W każdym razie musimy jechać. Zrobiliśmy swoje.

Policja się uspokoi, a my załatwimy, co mamy załatwić. Co?

Fintę.

Tego kasiarza? Jest tylko jeden fintą.

W tej sytuacji ja nie biorę odpowiedzialności za dalszy ciąg

ucieczki. Kryjesz mnie i wyrobisz lewe papiery. I bez histerii. I w końcu kto

to funduje?

Wiem.

Ten Kramer zwariował, panie komisarzu.

Zdjęliśmy go na szosie do Zegra.

Kiedyś taki wariat miał ambicje być co najmniej Napoleonem. A ten twierdzi, że

jest na czerwicy w więzieniu.

W więzieniu masz oczywiście coś wspólnego, to znaczy ubranie.

Pan komisarz, przygoda nareszcie.

Proszę powiedzieć tym bałwanom, kim ja jestem.

To jest pan naczelnik Twardijewicz.

Ciężkiego więzienia na sikanię. To pan naczelnik też brał udział w ucieczce?

Ślączcie już.

Serdecznie dziękuję. Czy złapaliście Kramera?

Ja panie dam numer wozu, którą uciekli. No i co z tego, że my go łapiemy, skoro

potem pan daje mu uciec? Przez pana odwołaliśmy pościg. A im zdaje się o to

chodzi?

Jedną chwileczkę.

Nie ruszajcie!

Ręce do góry! Jesteście aresztowani!

Kapronu kajdanki!

Kto? Co pan odnosi do polskiej hory?

Ja się pytałam.

Widzisz, to ja nie mam czasu. Co to jest?

Co wy sobie robicie?

Kamerę na wolność.

To serce jest dla panczyku, do głowy skróca bomba. I to pan nasz konsultant

kryminalny. Pan wie, ile kosztuje jeden metr klisyzmu?

Pan wie, zepsuł pan nasze całe ogromne ujęce.

Każda jedna minuta to jest setki złotych, panie marszu.

Bardzo przepraszam, panie marszu, to się więcej nie powtórzy. Pardon wszystkie

państwa, pardonsik, pardonsik.

Tak jest, pan radny.

Może nie powinien pan iść dzisiaj do pracy, szefie?

Poczekać, aż się przejdzie. Majku!

Kiedy pójdziemy podlać te ogórki? Jak pan chce.

Ja w każdym razie jadę do miasta z warzywami. Dowiem się, co słychać.

Woda jeszcze ciepła.

Henryk, telefon do ciebie.

Pinto. Mówi Duńczyk.

Mam wrażenie, że nasze kłopoty znowu się zaczęły.

On ma teraz dość własnych.

Ścigają go.

Ja w każdym razie zrobię to, co powinienem zrobić już dawno. Jadę na

urlop. I tobie też radzę. Ja od dwóch lat mam urlop.

Cześć. Cześć.

Zna pan ostatnie nowiny?

Ty to znaczy, że możesz tu wejść bez pukania?

Bardzo przepraszam, myślałem... Chyba trzeba zawiadomić Quintę.

Myśli, że on nie umie czytać?

Tak czy owak, to nie jest powód, żeby przerywać zdjęcia i niszczyć kliszę, za

którą ja płacę.

To już panu donieśli.

Myślałem, że się czegoś nauczyłeś, Chopin Feliaro.

To była wyjątkowa sytuacja.

Jak pan myśli, co Kramer teraz szykuje?

Chyba kolej na nasz ruch.

Pardon?

Nie wiem, co zrobi Kramer, ale ja obciążę cię za zniszczoną kliszę.

Trzeba umieć odróżniać sprawy prywatne od zawodowych.

To co, nic nie robimy? Robimy film. I to jest dla nas najważniejsze.

Kramer nie zając.

Na szczęście nie zardzewiał.

Co się stało?

Dlaczego ty mi nigdy nic nie mówisz?

Bo cię kocham.

Przepraszam.

Od szefa nie mogę się dowiedzieć.

Podnosi mi cenę na fasolkę?

Nie. A na bober?

I bolą pana zęby.

A kiedy ostatni raz pan go widział, panie Stawiski?

Dlaczego się pan do mnie z tym zwraca? Pan jest jego sekretarzem.

Ja byłem jego sekretarzem. I nie domyśla się pan, gdzie mógłby się ukryć po

ucieczce? Nie mam zielonego pojęcia. Może gdzieś wyjechał za granicę? Pan by

tak postąpił?

Ja?

Ja nie mam powodu.

Jestem uczciwym obywatelem.

Jeśli panowie sądzą, że się gdzieś ukrywa, proszę, niech panowie wejdą.

Nie, nie. Kiedy indziej.

Proszę pana, skoro Kramer skontaktuje się z panem, to pan jako uczciwy

obywatel nie umieszka nas o tym zawiadomić, prawda?

Nie umieszka.

Dziękuję.

I do zobaczenia.

Dziękuję.

Lewy paszport będzie odpowiednio kosztować.

Mówisz to tak, jakbyś to ty płacił.

Panie prezesie, proszę.

Cała policja pochowiona jest na nogi. To naprawdę jest bardzo niebezpieczna

kryjówka. Nie jadę stąd nigdzie, dopóki nie znajdę w prasie jego nekrologu,

panie Sztyc.

Ja nigdy nie zajmowałem się mokrą robotą.

Jestem uczciwym oszustem.

Poza tym zemsta wprowadza do gry element irracjonalny.

Powtarzam, dopóki Quinto żyje, nie wyjadę stąd nigdy.

Nie podpiszę dalszych czeków.

No dobra,

znajdę ci tego Quinto, ale potem wyjeżdżamy do Szwajcarii.

My? Tak jest, wspólniku. Ty wprowadziłeś do umowy na wypunkt. Ja też.

Wykorzystuję sytuację, ty łobuzie.

Gdybym był skautem, nie miałbyś ze mną kłopotów, ale za to nadal byś kiwlował.

Skoro ja tak jestem na wolności, wolałbym, żebyśmy mówili sobie per pan.

Nasz klient, nasz per pan.

Zapraszamy, uprzejmie.

Dwie wódki.

Szukam kogoś, kto się nie boi niebezpiecznej pracy. Chodzi pan o kęcie

dachów? Na przykład, ale w czasie nożyczku. Po ostatniej amnestii jest z

kogo wybrać.

Nieco mocno.

Daj pal ogieńka.

Nie palę.

Zależy co.

Podobno lubi pan przygody.

Kto to ma być?

Coś ci się poplątało za dreszem, kolego.

Tak czy nie?

Wszypałeś sól. W piantach. To przynosi pecha.

Ja nie jestem przesuny.

Uwaga, proszę Państwa, proszę Państwa, uwaga! Teraz, teraz, teraz!

Już o szczęście trzeba grać, wabank, wabank z Fortuną, tak to zwykle bywa.

Kto nie naraża nigdy się na szwank, ten głównej stawki nie wygrywa.

Wabank, o szczęście trzeba z życiem grać, bo ono kpi z ostrożnych graczy.

Fortunę trzeba dużą stawką brać.

Z tą panią nie da się inaczej!

Uwaga, proszę państwa! Proszę państwa, uwaga!

Jeszcze! Jeszcze! Jeszcze znów!

Zakrajmy jeszcze raz! Wabank! Wabank z Fortuną! Tak to zwykle bywa!

Kto nie naraża, nigdy się na szwang Ten głównej stawki nie wygrywa

Babang, zagrajmy po raz drugi, bo Historia lubi się

powtarzać Fortuna lubi, gdy podwajać ją A my lubimy

się narażać

Du du du, di di di di di di.

Czy jest jakieś tylne wyjście?

Nie. Z której strony?

Bramie.

Dobranoc. To pan jeszcze nie wyszedł?

Są klucze od zaplecza. Dziękuję, panie Henryku. Do jutra.

Mieliście jakieś zabranie?

Kramer chce pana zabić.

Jego sekretarz wynajął człowieka. To jest właśnie ten nasz.

Znam, psychopata.

Jeżeli Stawiski pracuje na zlecenie Kramera, to z pewnością wie, gdzie on

teraz siedzi. Można by go sprytnie nadać policji, co?

Mokrz ciągle, nic nie rozumie.

Ty fusik! Wiele bym dał za to, żeby wiedzieć, co oni teraz kombinują.

To proste.

Wystarczy założyć Stawiskiemu podsłuch na telefon.

Podsłuch? To proste? Oczywiście, tylko drudu.

Mogę to zrobić na jutro. Może nie znaczy, nie można się mścić w

nieskończoność. Ale Kramer, sprawdziłem jego znak zodiaku. To bara.

Nie popuścił.

W każdym razie nie pokazał się przez jakiś czas.

Przez tydzień, co?

Tyle mogę wam opracować.

Pięknie. Ten też tutaj. Coraz lepiej. Pan prezes jest zajęty. Gówną mnie to

obchodzi. Ta lekko myślność może nas drogo kosztować.

Dajże pan spokój.

Jakżeż ważna.

Teraz się pan wybaczy.

Kramer, kurwa twoja mać, czy ty chcesz, żeby ta ucieczka się udała, czy nie? Co?

A to, że ten kretyn, twój sekretarz, idzie osobiście do lulka, żeby wynająć

cyngla. Jeżeli ja wiem o tym od dziś, to znaczy, że Kwinto wie o tym od wczoraj.

Panie Sztyc!

Nie przerywać!

A potem ten drugi kretyn idzie do knajpy, gdzie pracował Kwinto i gubi go.

Przecież teraz Kwinto zaszyje się tak, że nie znajdziemy go przez najbliższe

trzydzieści lat.

Czy rzeczywiście tak było?

No, w pewnym sensie tak, panie prezesie.

Przez tę waszą zasraną zemstę to tylko tracimy czas.

Niepotrzebnie ryzykujemy.

A w dodatku te kurewki.

Ja płacę i decyduję o tym, co mamy robić.

No tak, ale ja też biorę w tym udział.

I nie pozwolę, żeby się tutaj zleciała policja z całego miasta.

A w dodatku ten kretyn przyprowadza tego drugiego kretyna tutaj.

Przecież mógł was ktoś śledzić.

Co pan radzi?

Chce pan zemsty.

Zgoda.

Tylko niech żaden z was nie działa na własną rękę.

Dobrze.

Byle bym tylko przeczytał nekrolog kwinty.

Chociaż jestem przekonany, że śmierć jest zbyt słabą zemstą na kasiarzu.

Zemsta wtedy boli, kiedy ten, kogo dotyczy, może jej w pełni doświadczyć i

ją docenić.

Śmierć jest dostatecznie bolesnym doświadczeniem.

Mam sposób, żeby wyciągnąć kwintę z nory.

Niech pan przejrzy.

Co? To przecież ta mała, którą mi podsunęli na przynętę.

Tak, on nagrywa teraz w filmach, panie prezesie.

Robię się sławna, nieprawdaż?

Prawdaż, ale ta okładka kosztowała mnie tysiąc złotych.

Trzeba inwestować w nowe twarze.

Na twoim miejscu na talpka dałbym tysiąc złotych, żeby tego nikt nie widział.

Dlaczego? To taki udany fotogram.

Tak, tylko że można go dostać w każdym kiosku.

Nie chciałbym, żeby Kramer zjawił się u mnie w biurze.

Sądzi pan, że on to skojarzy? To było tak dawno.

Dwa lata temu, a teraz uciekł z więzienia.

I jeszcze go nie złapali?

Nie. I dlatego musisz natychmiast stąd wyjechać.

Ja nie mogę. Ja mam jutro bardzo ważne zdjęcia.

A dziś wieczorem masz bardzo ważny pociąg do Lwowa.

Myślicie, że coś mi grozi?

Kramer nie zapomnie, że przez ciebie poszedł do Kicia.

Może wystarczy, że ja będę miał ją na oku.

A jeżeli nie wystarczy?

Bardzo dobrze.

Szybciej, panowie! Szybciej! Kruca wąbano! Państwo!

Hej! Barbara!

Na lewo Barbara!

Na prawo Twardoska! Na lewo Barbara!

Na prawo Twardoska! Na lewo Barbara!

Na prawo!

Wejdź!

Pan Duńczyk, jeśli się nie mylę. To zależy.

Chwileczkę, jeśli pan ma za niską stawkę, wystarczy tylko słówko. Ja wiem,

że czasy są ciężkie. Pozdrowienia od Kramera.

Szefie! Co to, postrzelił się pan?

Co za głupie pytania.

Wzywa się.

Doktora.

A więc Duwinczyk żyje.

Miałeś się pan dowiedzieć, gdzie jest Kwinto i dopiero do niego strzelać.

Panie Stawiski, kogo mi pan wynajął?

Bandyta, który nie umie trafić dobrze faceta w średnim wieku.

No powiedz pan coś.

Gdyby go zastrzeliły, tak nie wiedzielibyśmy, gdzie jest Kwinto. A tak

to, wiemy?

Niepotrzebnie się panu nosi. Wszystko idzie po naszej myśli. Że jak?

Mieliśmy zakończyć sprawę w tym tygodniu.

Dopiero środa. W sobotę będzie po wszystkim. W sobotę. Nawet nie wie pan,

gdzie go szukać.

Niech pan tu nie pali, nie ma czym oddychać.

Zadziwia mnie ten kompletny brak znajomości psychologii.

Duńczyk jest przyjacielem Kwinty, tak?

No tak.

No to jeżeli znam się na ludziach, to Kwinto siedzi teraz w szpitalu przy

łóżku Duńczyka.

Zgodziłem. Nie powinnaś tu przychodzić.

Mogli mnie postrzelić na wabia.

Kostnicy powiedzieli, że tu jeszcze leżysz.

Kostnicy?

Bez ciebie?

Nigdy.

Przykro mi, bo to ja tu powinienem leżeć.

To mnie przykro, bo ci nie mogę pomóc.

Co z tym podsłuchem zrobiłeś?

Właśnie brałem śrubokręt do ręki, kiedy zaczął do mnie strzelać. To może ja bym

to zrobił, szefie? Pan do mnie wytłumaczył, ja bym to tam... Ty,

pilnuj, żeby mi interesu nie rozkradli.

A może twój brat?

Złota rączka.

Nuta? Nie, Nuta nie, nie.

Nuta się nie liczy. Nuta się ożenił.

Przepraszam, panie.

Chory musi odpocząć.

Potrzebujesz czegoś?

Cygaro.

Na razie, szefie.

Co robił?

Z głupą to nie jest dobry pomysł. On się wycofał z tego wszystkiego. Dawno go już

nie widziałem. Ja to załatwię, panie Finto.

Gdzie on mieszka?

Hołówki 14, mieszkania 8.

Powiedz tam, kto jest dziesiątym.

Dziękuję.

Dziękuję.

... ...

...

... ... ... ...

Komornik! Piłka, kiłka, mogiłka.

Woda, butelki, butelki, buteleczki.

Co za... No to co tu się dzieje?

Coś ty z sobą zrobił? Proszę wyjść!

Pan już nie jest moim bratem. Proszę wyjść. Nie, to ja polecam ciebie,

Kwincie, jako specjalistę od podsłuchów.

Nuta, my musimy mieć ten podsłuch do telefonu Stawiskiego.

Podsłuchowywać?

Podsłuchowywać, ty!

Kwiń to w opałach, Dończyk postrzelony, a ty, Prianico, gwizdzasz sobie na to?

Jak ty w ogóle żyjesz? I z czego?

Z jedzenia.

Jem i żyję. Widęce!

Ziemuje widęce!

Cała was stawa!

Nuta! Nuta, jest gość!

Łyżeczki! Nożyczki! Gdzie to wszystko jest?

Luta? Pan do kogo?

Proszę serdecznie. Proszę.

Przepraszam.

Przepraszam za nieporządki.

Kobieta poza domem?

W domu nie ład?

Biedeczka mnie opuściła.

Zabrała Ludwisia i uciekła z konsulem do Niemiec.

Oto jego zdjęcie.

Proszę?

Z jakim konsulem, ty łachudro? Trzeba było nie grać o nią w karty, ty

kurteczka.

Myślałem, że wypijemy za spotkanie.

Nie będę brał tego sporu.

Szkoda. Do widzenia, Nuta.

Niech pan nie odchodzi.

Od dziś może pan mi się nie kłaniać.

Żegnam.

Śmata!

Mój brat, ale śmata!

Jeśli nie mamy podsłuchu, możemy tylko czekać.

Nie powinien tamto przychodzić. Mogą pana śledzić.

O trzej przestali, to mnie najbardziej martwi.

Zaraz! Pistolet!

Pistolet!

Chwileczkę! Chwileczkę!

Ty głupi, ty no!

Dzień dobry.

Chcę przeprosić za moją wczorajszą niedyspozycję.

Honorem zaręczam, że to się nie powtórzy.

Trzeba wyłowić linię stawiskiego.

Jak ty to sam nie chcesz zrobić?

To jest prawie normalny aparat telefoniczny.

Załączyłem jedynie pewne usprawnienia.

Kurde, balans.

Skąd ty to masz?

Chwila, chwila.

Ty, przecież to jest z naszego magazynu kostiumów.

Oddam po pierwszym.

Zacząłem bowiem pracować.

To co, do garażu z nią? Tak, tak, tutaj do garażu.

No, to razem.

Pomyłka, mój telefon jest w porządku.

Nie ma

pan

racji, proszę, niech pan wejdzie.

Proszę. Telefon, proszę szanownego pana, to ucho na świat, a głuchy wata w

uszach.

Przepraszam. Panowie!

Panowie, ostrożnie!

Dobra, rób pan swoje.

Czulich na linii, panie prezesie.

Czulich? Ja? Ja?

Ciszej! Ciszej! Byte, byte.

Ja, byte.

Gryci, wie wartni hirszen, ale ungeduldig owsi. Gryci, herr Odermatt.

Kramer.

Siedzi u Stawiskiego.

To wyjątkowo bezczelny, suki kot.

A może nadal my go glinam? Ty, puknij ty się, pacanie! Przecież ty w ogóle nic

nie rozumiesz.

Cześć,

barono!

No, przecież to przeszło 600 kilometrów.

Załatwiłam samolot.

Samolot! Jesteś niezrównana, baronowo.

Mam to po tobie. Następny telefon jak zwykle w niedzielę o 10.

No to na razie wszystko.

Czekamy. Do zobaczenia w Zurichu!

Zurich.

Zurich.

Bahnhofstrasse, najbogatsza ulica świata. Czuje pan ten zapach kramer?

Czy ona wymyśliła z tym samolotem? Ja nie znoszę samolotu.

Żyjemy w XX wieku, tłucie przez Niemce 8 godzin. Jutro kończymy sprawę Kwinty.

Nikt mi nie powie, że to normalne, żeby maszyna latała w powietrzu.

Z drugiej strony, panie prezesie, im szybciej, tym lepiej.

Co ona wymyśliła z tym samolotem?

Niską Szwajcaria?

Kramer ma tam coś?

Dieniądze, aktywa?

Właśnie. Jak zakładałem podsłuch u Stadzińskiego, to akurat przynosili kasę

pancerną.

Kasę? No, co oni czekają?

Dlaczego od razu nie uciekli?

Widocznie mają tu coś do załatwienia.

Ale co, psiakrywka?

Nie.

Na zdrowie.

Dziękuję.

Powiem ci, tylko ty mi możesz pomóc.

Nie dam rady, Quinta, że słaby jestem.

Wiesz, że gdyby to nie była prawda, to bym tak nie mówił.

Nie dam rady.

A twoje ekstra dojście do wojska skończyło się podczas, kiedy przy jednym

filmie z Gugieniem czołg nie pożyczał mi nawet on cyklu.

To niczym jest.

Jeżeli jeszcze kiedykolwiek będę się chciał mścić na kimkolwiek, kopnij mnie

w dupę.

Masz to u mnie.

Dziękuję.

Kwinto.

Kwinto!

I tu będą takie trawniste klomy, i tutaj, i całość też, i taki wysoki i

piękny będzie widok.

Czyli zdąży pan na czas?

Wszystko będzie, panie Kwinto, według życenia.

Co, bomba mało czasu?

Cisza! Czy któraś z was chciałaby zagrać w filmie?

Tak! Tak też myślałam.

Panowie przyszli z filmu, żeby wybrać kilka z was.

Bądźcie grzeczni. Poproszę może tę dziewczynkę.

Marysia. I tę w okularach. Magosia. I tę poproszę.

Hanusia. Jeszcze tę.

Krysia. I może, może jeszcze tę dziewczynkę.

Justysia.

Kupimy wam te rachunki. Dziękujemy pani bardzo.

Za dwie godziny będą wolne.

Do widzenia.

Do widzenia.

To są ich dane?

Niech się pan z nimi szybko rozmówi.

Wszyscy mają zdjęcia i to w trzech różnych filmach, króca bomba. Ma pan

siedem minut.

Dawaj pan tutaj i nie gadaj pan tyle.

Są jakieś dokumenty do podpisu? O drugiej idę do szpitala do Duńczyka,

mogę mu je zanieść. Tak jest, nie ma żadnych dokumentów.

Nie ma Duńczyka, nie ma żadnych dokumentów.

Siedem minut i to w trzech różnych filmach, kruca bomba.

O czwartej mamy w szkole po Justysie.

Możesz teraz wyjść, tylko się gdzieś nie zawierusz, kruca bomba.

Co ja się nie zawieruszem, co?

Zajmówię. Siedem.

Pięć minut.

Witam panów.

Pan Zamiechowski.

To ja. Pienkę.

Jestem.

Woginiak. Obecny.

Silberstein. Silberman. O, przepraszam. Źle zapisano.

Panowie, sprawa jest nietypowa.

Można dobrze zarobić. Mamy pięć minut.

Proszę siadać.

Dlaczego Justysia?

Nauczycielka powiedziała, że to byli jacyś faceci z filmu.

Wybrali pięć dziewczynek.

Cztery wróciły. Jedna nie wróciła.

Słucham, Kwinto.

Jeżeli zależy ci na Justysi, bądź za dwie godziny na ulicy Akacjowej, numer

16. Rozumiałem.

Będę tam, na pewno.

Kto to był?

Justysia się znalazła.

Proszę bardzo.

Gdzie jest?

W bezpiecznym miejscu.

To ja tam muszę pojechać.

Co się właściwie stało?

Trzeba zawiadomić policję.

Justicia za dwie godziny będzie w domu, pod warunkiem, że nie zawiadomimy

policji.

Powiedz mi prawdę, Henryk.

Proszę. Ja zrozumiem.

To możemy poczekać na zewnątrz.

Pewien człowiek uciekł z więzienia i wydaje mu się, że ma ze mną porachunki.

Ale popełnił błąd, wciągając małą w tę sprawę. I zostanie za to ukarany.

Dle... Dleczku, zawsze ty musisz wymierzać sprawiedliwość.

Wsadzą cię do więzienia.

Niech to tak...

W więzieniu nie zobaczysz mnie nigdy.

To Ci mogę obiecać.

Bez względu na wszystko nie martw się.

Mnie się zawsze udaje.

Jak mała będzie w samochodzie, zatrąbcie.

A potem odwieźcie ją prosto do matki.

Cokolwiek mi się stało, nie pozwólcie uciec kramerowi.

Cieszę się, Dynczyk, że dobrze się czujesz.

A co będzie ja, ja... Zamilknij.

Jest pan punktualny. Moje nazwisko Sztyc. Miło mi pana poznać, choć szkoda,

że w takich okolicznościach, ale rozumie pan, cudzba nie dróżba.

Piękna laska. Mogę zobaczyć?

Gdzie mała?

Pomysłowa rzecz.

Mała będzie tak, jak obiecałem przez telefon.

Miałeś go sprawdzić, prawda?

Zapewniam pana, że ta sprawa nie skończy się jak porwanie małego Lindberga.

Chociaż kidnapping ma przed sobą kolosalną przyszłość. Ale my w Polsce

zawsze jesteśmy w tyle.

Dawnośmy się nie widzieli, Quinto.

Gdzie ona jest?

Cierpliwości.

Wiesz przecież, że ja zawsze dotrzymuję słowa.

Udało ci się wsadzić mnie do pierdla, ale mam nadzieję, że moja riposta cię

nie rozczaruje.

Mała jest w środku.

Nie trzeba było tego robić, Kramer. Dwa lata na to czekałem.

Ręce już nie te.

Tak, a powietrza coraz mniej.

Takie palce to majątek. Państwowiski ile?

47. Bardzo słabiutko.

Dlaczego tak długo nie przychodziłeś, wujku?

Masz mnie, więc mała może odejść. Oczywiście, gramy fair do końca.

Przed domem stoi samochód, który zawiezie cię do mamy.

A ty, wujku?

Ja przyjadę później.

W każdym razie niech mamusia nie czeka z kolacją na tatusia.

Gdzie?

Źle się stało, Kramerz, żeś uciekł z więzienia.

Jeszcze gorzej, żeście zranili mojego przyjaciela Duńczyka.

Ale tego, że porwaliście dziecko, nie daruję ci.

Ale ponieważ nie jestem siwy, wystarczy mi, jak wrócisz do więzienia

dobrowolnie.

Chyba powieszało ci się w głowie z wysiłku.

Sam już nie wiesz, co mówisz.

No ty wrócisz do pierdla, Kwinto.

Ciekawie dzwoniło się miejsce.

Będziemy ci przysyłać paczki.

Kurtyna! Brawo, pan Sztyc, w porządku.

No i co?

Brawo, pan Sztyc wymyślił tę pułapkę.

To chyba lepsze niż śmierć, co? No tak.

Kwinto złapany na gorącym oczynku, jak przed laty.

Totalna kompromitacja.

No bo jak się teraz domyślasz, pan Stawiski, uczciwy obywatel, zatelefonuje

na policję i zgłosi w łamanie do swojej willi. A także to, że udało mu się

złapać złodzieja. I to nie byle jakiego. Ja niestety nie będę mógł być przy tym

obecny, chociaż bardzo bym chciał. No chodźmy, panie Stawiski.

Do zobaczenia w Szwajcarii.

Co?

Przecież to miała być tajemnica.

Ej nie, to blef.

Uchodź, ledzia.

Nawet my nie wiemy, jak się tę kratę podnosi. Co, pan wie, pan Sztys? No

widzisz, a on to zakładał. Chodźmy.

Zestarzał się pan kwintą.

Dał się pan wrobić jak dziecko.

W tym zawodzie trzeba odrzucać sentymenty, a cel uświęca środki.

Zawsze pana podziwiałem.

Ja cię zabiję, Quinto.

No co, nie mówiłem?

Dziś sobota. Pilnuj Rekowa, dopóki nie zjawi się policja.

Jasne.

Dziękuję bardzo, panie Stawiski.

Wszystkiego dopilnuję, panie prezesie, i będę z panem w kontakcie. Bonne chance.

Co?

Wreszcie go dzwoń pan do mnie.

Komisariat Policji, słucham.

Z komisarzem przygodą proszę.

W tydzień zaczął się paskudnie, ale dobrze się kończy, co?

To brzmi zbyt piękne, by było prawdziwe.

Kwinto wycofał się z branży po ostatniej odsiadce. Ale jak to się mówi, ciągnie

wilka do nas?

Dobra, może pan już iść.

Samochód zwróci pan we wtorek.

Polecam cię na przyszłość.

KONIEC!

Dobra, jasna. To pan zzywał policję? Tak.

To i tak to się dzieje. Widzę, ale tylko odszedł na raczej straż od niego. Straż

też zzywałem.

Zupełnie nowa willa.

Maria.

Panie, gdzie masz pan ognia?

Należy się 127 złotych. Jeszcze i co?

Wszystko się spaliło.

Dron, samochód, pieniądze.

Dziękuję. Rany boskie. Pośpieszcie się. Po co mi to było?

Mam nadzieję, że był pan odpowiednio ubezpieczony.

Tak, byłem.

Sprytna bułapka.

Sam pan to wymyślił?

To jest ten złodziej?

Co się tam tak błyszczy? Niech pan zobaczy.

Medalik. HK 1885.

Henryk Quinto.

Wolał zginąć, niż dać się złapać.

Widać stracił rozum na stare lata.

Mnóstwo glin po cywilnemu.

Brakuje tylko, żeby na ludzi złapali.

Skończyła się pewna epoka.

Tylko się pan nie rozpacz, bo się broda odklei. Co?

No to jedźmy.

Minęło osiem dni.

I co?

Robiłem, co było w mojej mocy.

Kramor, przeatek, kamień, wody. Trudno jest znaleźć człowieka w mnienowym

mieście. Bardzo trudno.

A jeszcze trudniej być naczelnikiem więzienia.

Jak pan w tej sytuacji widzi dalszą swoją pracę w więziennictwie?

Więzień uciekał panu w biały dzień, a do tego został pan ośmieszony.

Ośmielę się zauważyć, że ta osoba podała się za szanowną małżonkę pańską. Ja

starałem się nawet zginąć, żeby oni nie wyszli.

Starał się pan, ale tak jakoś nie do końca, co?

Tak samo jak starał się pan odnaleźć Kramera.

Nie wiem, czy intensywność pańskich starań będzie wystarczająca, żeby pan

wrócił na swój posterunek.

Chryste, przysięgam, że się znajdzie w straż graniczna.

Powiadomie ona rozesła, no listy kończy, myśl się nawet nie przemknie.

To pan tak myśli.

Na razie niech pan odpocznie od myślenia.

Wyjedzie pan na urlop. Dziękuję.

Panie prezesie, czy nie zechciałby mi pan dać jeszcze jednej szansy?

To więzienie jest dla mnie wszystkim.

Gdyby pan zechciał łaskawie rzucić okiem, pozwoliłem sobie zrobić makietkę.

Właśnie chciałem wprowadzić pewne innowacje, które w przyszłości

pozwoliłyby nam uniknąć podobnych wypadków. Na przykład więźniów Alcatraz.

Na przykład obowiązuje kompletna cisza, więźniom nie wolno rozmawiać. A gdyby u

nas prowadzić trzecią zapadkę?

Jedyną szansą dla pana jest odnalezienie Kramera.

I wsadzeń go z powrotem do więzienia na sikarnę.

O Alcaraz lepiej niech pan nie myśli.

Żegnam.

Jadą za nami. Jadą.

Przepuść go, panu.

Zatrzymali się.

To wszystko przez pana.

Chciał pan doczekać do pogrzebu.

Muszą nas śledzić od cmentarza. Policja? E, tam policja. Pan myślał, że kim to

nie ma przyjaciół.

Po co to pan?

Wyrzuć pan natychmiast tego mnaga. Czekaj, pan!

Zicher jest zicher!

Skręć tą w prawo!

W prawo!

Guść szelastny? A skąd tu guść?

Zmieniać! Kiszkę pompować!

GONIĆ! GONIĆ! GONIĆ!

Dobra, pobór jest otwarty. Poproszę podwójną.

Dzisiaj na rachunek firmy.

Nie widzę przeciwwskazań.

Z jakiej tu okazji?

Wolałbym, żeby jej nigdy nie było, stypa po klincie. Znał pan to nazwisko? No

oczywiście, siedział u mnie przez parę lat. To powiada pan, że on dziś nie

żyje?

Aaaa!

Co jemy?

Starzy znajomi.

Polska, kontrola graniczna. Paszporty, proszę.

Pan Sztyc? Tak, to ja.

Pan Goldfinger?

Tak, tak.

Zaraz, zaraz, ale tutaj brak stempla.

Zdawało mi się.

W porządku.

No co, przypatrzył pan się już do cholery? Co pan się tak denerwuje?

Ten pan ma zapalenie spojówek.

A panowie kogoś szukacie? To nasza sprawa. Panowie dokąd jadą?

Do Szwajcarii.

Tędy? Przez Czechosłowację nie bliżej?

Mamy interes w Niemczech.

Coś do odslenia?

Nie. Nic.

Nigogo tutaj nie ukrywacie?

Pan żartuje.

No to ja dziękuję.

Proszę, szczęśliwej podróży.

Dziękuję.

Gdzie idziecie?

Oczywiście.

Co tam chcecie?

Nie wiem.

Czy macie coś do przemyślenia?

Nie. Nie, nic.

Panie Goldfinger.

Tak, proszę.

Jesteście Żydami?

Wyglądam jak Żyd?

Jeśli nie jesteście Żydami, to łatwo to pokazać.

Polityka mnie nie interesuje.

Polityka mnie nie interesuje.

Co to jest?

Pistoletka, oczywiście.

Masz za to prawidłowy przycisk broni?

Nie zapomniałem o niej, tak. No więc, poszukiwaj. Co?

Nie, możesz utrzymać pistoletkę.

Nie potrzebuję jej już.

Tak, proszę.

Mój kochany Goldfinger, to nie jest tak proste.

Proszę, przyjdź z nami.

Musi być w porządku.

Nie możemy się o tym porozmawiać, tak panie?

Tak. Myślisz, że Polacy nie chcą, żeby niektórym niemieckim żołnierzom zostało

zablokowane? Nie, nie, nie.

Dobrze.

Witamy w 1000-letnim wieku!

Raul! Raul!

Szybciej! Raul!

Mówiłem, żeby go wyrzucić?

Małgos, by wszystko przepadło!

Łatwo się pan opłaci moimi pieniędzmi! Za dużo mu pan dałeś! Ciesz się, parze,

że w ogóle jesteś na wolności! Przecież nie ma się co kłócić! Moje, twoje!

Skręcaj pan w prawo!

Jest! Jest!

Czy to aby polecił uciek?

Co pan dziecko?

To szwajcarski samolot.

Jeden moment, proszę.

Panie szefie, szybciej, szybciej. Niechże pan się tak nie guzdrze.

Jeden moment, panie pilotie.

Musimy wyjść przed zimą.

Tak, popatrzcie na dół.

Męczeń, w jednej godzinie jesteśmy w Zyryku.

Co mówi?

Monachium! Aha, za godzinę będziemy w Zyryku.

Wtedy Kramer wyjął taki mały srebrny pistolecik, a nowi, tzw.

masy, tam skąpioteczkę wydzielowali, a ci strażnicy nie chcieli do mnie

strzelać. Ja mówię, co wam zależy, strzelajcie do mnie, zabijcie mnie,

zabijcie. O, jego wypuścili ptaszka.

A do tego pan prezes Żwirski podarł mi makietkę, chociaż on wcale nie jest

mężem Żwirskim.

Jest szansa na dobry uczynek.

Może jeszcze, panie naczelniku?

Jedyne

kawałki.

Dziękuję.

Jeszcze 200 metrów, do kraju pana Roderma.

Jeszcze 3 tysiące franków.

Jeszcze 1 tysiąc.

Niech pan da.

Tu się oddycha. Nareszcie czuję, że jestem wolny.

Niebo gwieździste nade mną, a wszystkie banki przede mną.

Tak.

Jest klucz.

Co, nie boisz się, że go okradną?

Co pan? Przecież jesteśmy w Szwajcarii, prawda?

A ja na tyle.

Serdecznie witamy w Zürichu.

Nie mogę osobiście was witać. Muszę być na ważnym posiedzeniu zarządu w Genewie.

Proszę czujcie się jak u siebie w domu.

Frau Żwirska przyjedzie po was jutro.

Moje gratulacje za szczęśliwą akcję.

Odermatt.

Znaczy baronowa będzie dopiero jutro.

Balantines. Najlepsze whisky na świecie.

Nie ma hiszpańskiego sposobu na te sprawy, którego mnie kosztuje. Pojebiłem

pana, panie Sztyc.

Dziękuję. Szwajcaria to tylko etap przejściowy.

Tak? A co pan ma myśli?

Moim celem jest Ameryka. Brawo!

Z pańską głową można tam wiele zdziałać. Nie to, co ci makaroniarze. Mów mi

goście. Edek.

Edek, powiedz mi jedno.

Skąd wiedziałeś, że ja mam konto w Szele? Nie wiedziałem.

To był lew. Lew był to?

Tak. A co by było, gdybym nie miał? Mam być szczery?

Nadal byś kiblował.

Edusiu.

Kto ty jesteś? Polak mały, panie naczelniku.

Edek! Edek! Obycie! Edek! Edek!

Przyszedłem cię ukarać.

Wrócisz do więzienia, Kramer, a jeżeli jeszcze raz podniesiesz rękę na kogoś z

moich bliskich, zjawię się znowu i zabiję cię.

Czego chcesz? Pieniędzy?

Pieniędzy? Proszę.

Złote. Dolary. Masz, masz!

Podpisz czeki, Kramer.

Wszystkie.

Nie

dam,

nie dam, nie dam, nie dam, nie dam, nie dam, nie dam!

Ty to przecież nie żyjesz!

Tak, panie naczelniku.

Czas już spać. Trzeba pożyć pastylię, zanim się zbuduje.

Matuśku najukochańszy... Matuśku najukochańszy... Matuśku

najukochańszy... Matuśku najukochańszy... Matuśku

najukochańszy... Matuśku najukochańszy... Matuśku

najukochańszy... Matuśku najukochańszy... Matuśku

najukochańszy... Matuśku najukochańszy...

Co ma tu robić?

Ma prawa ścigać mnie za granicą!

Nie widzę przeciwwskazań.

Nie! Nie!

Nie!

Nie!

Nie! Nie! Nie!

Nie! Nie! Nie!

Nie!

Nie!

Nie!

Nie! Nie! Nie! Nie! To niemożliwe! Niemożliwe! Ale kto to zrobił? Kto?

Trzydzieści pięć tysięcy złotych! Dwa tysiące! Tysiąc! Pięć tysięcy dolarów!

Kto? Gdzie Szwajcaria? Szwajcaria! Kto to zrobił? Kto to zrobił? Kto?

Dypsza będzie wściekły, jak się dowie.

Pokazał im Poznań jako ponadto i wrócił do Warszawy.

Ostatnie hasło obiezał Niemca.

Nie słowicie, że nie szuflada.

Słowiłem to tylko i wyłącznie dla rejestrera. Już zachęcam.

A nie mówiłem?

Kino jest najważniejszą ze sztuk?

Dziękuję panu za pomoc w ujęciu gruznego przestępcy. Nie ma za co, panie

komisarzu. Dwa inny z czyzny w jednym łóżku.

Musiałem zawiadomić z policji. No tak, bardzo dziękuję.

Do widzenia.

Do widzenia.

Będziesz pleśnał w mojej twierdzy.

Sprosty wieje.

Udało się.

Opłaciło się. Grunt, że kim to nie żyje.

Będziesz miał cele pojedynczowe. Będziesz miał z widokiem na jezioro. I

będziesz miał czarczą zapadkę.

Tak, tak.

Start!

Nie korczy się.

Nie drodzi.

Odkradnę.

Tadzą na to.

Dzień dobry.

Dzień dobry.

Dziękuję.

Poczekaj chwilę.

Czekoladki? Dla Stysi?

Stysia z Martą przyjeżdżają jutro, sama z mymi.

A co zrobisz z pieniędzmi?

Może damy wdowie po ten blaszek. No przecież ten blasz nie miał wdowy.

Ale dla kogo te czekolady?

Wyślemy do Polski.

Ale komu?

Kamer, paczka do was. Ze Szwajcarii.

Uwaga, proszę Państwa, proszę Państwa, uwaga! Teraz, teraz, teraz!

Z tą panią nie da się inaczej.

Uwaga, proszę państwa, proszę państwa, uwaga!

Jeszcze, jeszcze, jeszcze, znowu!

Przekrajmy jeszcze raz. Wabank, wabank z Fortuną, tak to zwykle bywa.

Kto nie naraża, nigdy się na szwank Ten głównej stawki nie wygrywa

Babank, zagrajmy po raz drugi, bo Historia lubi się

powtarzać Fortuna lubi, gdy podwajać ją A my lubimy

się narażać

Dziękuje.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.