Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
ROK 1996
Dzisiaj wywiad na wyłączność.
Dziesięć lat temu nikt na Ziemi nie wiedział, że chroni nas
ktoś, kto nazywa się Zieloną Latarnią.
Ujawnił się bez ostrzeżenia,
powstrzymując meteor przed zniszczeniem Wodospadów Wiktorii.
A raczej częściowo się ujawnił.
Dziś po raz pierwszy porozmawiamy z superbohaterem.
Denerwuje się pan?
Nigdy. Taka praca.
Oczywiście.
Cieszę się.
Kim pan jest?
Jestem Hal Jordan.
- Co jest? - Wpakujesz nas w kłopoty.
Pilnuj okna.
Co świat powinien o panu wiedzieć?
Jestem weteranem sił powietrznym.
Byłym pilotem oblatywaczem.
A przede wszystkim...
zwyczajnym człowiekiem, takim jak wy.
Jest pan też pierwszą Zieloną Latarnią na Ziemi.
To też.
Można powiedzieć, że Hal Jordan urodził się do tej roli.
Jego ojciec był odznaczonym pilotem,
który zginął w katastrofie lotniczej, gdy Hal miał osiem lat.
Hal poszedł w jego ślady.
A niech to! Wrócił!
John, wyłącz to!
Jestem tu jedyny, ale Latarnie są jak dzielnicowi.
Każda ma swój kawałek galaktyki.
Jak pana wybrano? Był jakiś test?
Wyłączaj!
Tylko jedno pytanie.
"Boisz się?"
Pan powiedział, że nie?
Zgadza się.
Największym koszmarem dziecka jest strata rodzica.
Gdy to się stanie...
nie ma się już czego bać.
Jak się nazywa?
Hal jakiś tam.
- Hal? - Tak.
Na zewnątrz, już.
Boisz się?
Nie.
Dziś hamburgery.
ROK 2016
Spóźniłem się.
Owszem.
Nic nie powiesz?
- Nie jesteś zły? - Nie.
Ja bym się wkurzył.
Znika na dwa tygodnie bez wyjaśnienia.
Wraca na kacu, spóźniony.
- Na pewno jesteś zły. - Nie, szefie.
Wytrącony z równowagi?
Nie, szefie.
Dlaczego twoje "szefie" brzmi raczej jak "pierdol się"?
Nie wiem, szefie.
Nie zastanawiałeś się, gdzie byłem? Słyszałeś o Pharon 4?
- Nie byliśmy jeszcze w kosmosie. - No tak.
To gówniana planeta, której groziła wojna domowa.
Mam kaca, bo oblewałem zawarcie pokoju.
Jak się to udało?
Dyplomacja i dobry cios, wiesz, jak jest.
Nie wiem. O to chodzi.
Masz mnóstwo czasu.
Z całym szacunkiem, ale robimy to od dwóch miesięcy.
Nawet nie założyłem pierścienia.
Nie skupiaj się na biżuterii. Musi cię wybrać.
Nie wystarcza, że wybrali mnie Strażnicy?
Niebiescy szefowie może się tobą jarają,
ale jesteś nauczycielem na zastępstwie.
Nie staniesz przed klasą bez zgody pierścienia.
- Proszę. Chcesz? - To test?
Trzy mile stąd jest bar z taco.
Będę tam czekał.
LATARNIE
- Halo? - Tato, próbował mnie zabić.
Jechaliśmy na lekcje latania,
a Jordan próbował mnie zabić.
Nie może. Chce cię tylko wkurzyć.
- Nie wkurzył mnie! - Sprawdza cię.
Oni mogą się wściekać, my nie.
Weź głęboki oddech i wyluzu j. Możesz?
Mogę.
Chcesz tego, prawda?
Oczywiście.
Trzymaj kurs, a fucha będzie twoja.
No cóż...
Cholera. Nie żyję?
- Co? - Masz mój pierścień.
To ma być zabawne?
Wkurzyłem cię? Jeśli tak, przepraszam.
Hal Jordan przeprasza?
- Zgadza się. - Chyba mam wstrząs mózgu.
Chwila. Czekaj. Zacznijmy od początku.
Kim jesteś i czemu masz mój pierścień?
Jestem John Stewart, stażysta.
Nie miewamy stażystów z własnych sektorów.
- Teraz tak. - Który jest rok?
- Jest 2016. - O rany.
Co się właściwie dzieje?
Jestem kopią zapasową świadomości Hala.
Mam dla siebie wiadomość.
- Więc jesteś Halem? - Powiedzmy.
To jakbyś trzymał swoją kopię w chmurze.
Co jakiś czas, gdy jest potrzebna...
Latarnie powinny robić backupy co tydzień.
W razie, gdyby coś się stało.
Nie mówiłem ci?
- Myślałem, że cię szkolę. - Też tak myślałem.
Kiedy cię backupowano?
Dziesięć lat temu.
Muszę się znaleźć. Gdzie jestem?
Trzy mile stąd, jesz taco.
Zaniesiesz nas?
Nie nauczyłem cię latać?
Wiesz co? Powiedz, co mam ci powiedzieć.
Ufam ci? Dogadujemy się?
Jak najbardziej.
Gradobicie w Rushville w Nebrasce.
- To wszystko? - Ja zrozumiem.
To Zielona Latarnia.
Nie wierzę!
Mogę zdjęcie?
Dajcie mu żyć.
To nie zoo.
Przyniosę jedzenie do stolika.
Dziękuję. Dzięki.
Czy moja córka mogłaby...
Oczywiście.
- Dziękuję. - Nie ma za co.
Tęskni za strojem.
Nie powiedziałam tak.
Powiedz mamie, że noszę go na specjalne okazje.
Mogłem zginąć.
Chciałeś, żebym cię szkolił.
Jak się uratowałeś?
Co zrobiłeś pierścieniem?
Powłokę ochronną.
Geniusz.
Deser na koszt firmy.
Bardzo dziękuję.
Dlaczego tylko na specjalne okazje?
Gdy jesteś młody, nosisz krawat,
żeby ludzie traktowali cię poważnie.
Ale gdy z wiekiem mądrzejesz...
wiesz, że krawaty to wrzód na tyłku.
- To dobre. - Świetne.
Oddaj pierścień.
Wysłałeś sobie wiadomość.
- Jak to? - Pierścień, zapasowa świadomość.
- Dziesięć lat temu byłeś milszy. - Co powiedziałem?
Gradobicie w Rushville w Nebrasce.
Zapłać rachunek.
Sukinsyn.
Nikogo nie wpuszczamy.
Całe miasto tam jest.
Już wystarczy. Nie sądzisz?
John Stewart, partner Hala Jordana.
Jest tylko jedna Zielona Latarnia.
Właściwie jestem stażystą.
Czyli pomagierem?
Po prostu spytaj.
Szefowo?
Mamy tu kolejnego.
Zgrywasz się?
Tak jest.
I?
Nie wchodź na boisko.
Olałeś mnie.
Sprawdzałem, czy dasz radę dotrzeć tu sam.
Jesteś tu od sześciu godzin.
Wciąż badają miejsce zbrodni?
Służby ratunkowe z różnych hrabstw.
Powoli przesłuchują świadków.
Małomiasteczkowe tempo.
Przyleciałeś tu, żeby siedzieć na ławce?
Idzie do ciebie rozwiązanie zagadki.
Szeryf... Kane.
John Stewart.
- Kerry. - John. Stażysta.
Co za zaszczyt, bo zaszczytem było poznać jego.
- Nie macie tu... - Jurysdykcji?
- Taka prawda. - Będę miał.
Nie chcę się powtarzać.
Ważniak z ciebie.
Ale twoja jurysdykcja obejmuje tylko zjawiska pozaziemskie.
To jest typowo ziemskie.
Ofiary są kosmitami.
- Skąd ten pomysł? - Mam przeczucie.
- Przeczucie. - Silne przeczucie.
Więc droga wolna.
Spokojnie tu jak na masakrę.
Są w szoku.
Albo nikt nie zna ofiar.
Czy ktoś wydaje się zmartwiony?
Stoi obok ciał?
Proszę powtarzać za mną: kosmici.
Myślisz, że pomagasz, ale zaufaj mi.
To moi przyjaciele, sąsiedzi.
Wiedzą, że nie jesteśmy sami.
Ale inaczej słucha się tego w CNN, a inaczej w rzeczywistości.
Jeśli to prawda, zajmę się tym.
Ale na razie chcę zachować spokój.
Więc trzymaj się z dala od prasy.
Miło było poznać.
Nie wchodźcie mi w drogę.
Niesamowita, co?
Nienawidzi cię.
Ale jak mnie nienawidzi.
Co się tu dzieje?
Jeśli się nie mylę...
Może ty mi powiesz?
Chyba Rushvill zdobyło zwycięskie punkty.
Podstawka wciąż stoi.
Płot przerwany.
Zgaduję, że fani wbiegli na boisko.
Wśród nich kibice gości.
To Nebraska, więc ktoś był uzbrojony.
Cztery ciała w koszulkach gości.
Ale nie wiem, dlaczego myślisz, że ma to coś wspólnego z kosmitami.
Robię to, od kiedy byłeś dzieckiem.
Przede mną nie robił tu tego nikt inny.
Jeśli mówię, że mam przeczucie, mam przeczucie.
"Gradobicie w Rushville".
Monitorowałeś to miejsce.
Gradobicie i kosmici brzmią podobnie.
Więc wiemy, że to więcej niż przeczucie.
- Wiemy? - Tak.
Oto, co masz wiedzieć.
To moja praca.
Dopóki żyję, to się nie zmieni.
A nie zamierzam umierać.
Więc weź długi, głęboki oddech.
Kurwa. Jeden z nich wciąż tu jest.
Ten z krótkim rękawem.
Próbuję zrozumieć, dlaczego nie zwiał i czego chce.
Powiedziałeś pani szeryf?
- Jasne, że nie. - To jej miejsce zbrodni.
Tak byś to rozegrał, gdybyś miał pierścień?
Szanuję łańcuch dowodzenia.
Więc szanuj dalej.
Przepraszam.
Dupku. Miałeś nie wchodzić mi w drogę.
Musi pani coś zobaczyć.
Jeśli chodzi o wieśniaka z krótkim rękawem,
który porzucił ciepłe ubranie, żebyśmy nie powiązali go z ofiarami,
próbuję go nie wystraszyć, żeby nie zaczął strzelać jak koledzy.
Chyba to zjebałem.
Chyba tak.
Kurwa.
- Zabierzecie go? - Jasne.
- Muszę go przesłuchać. - Chyba cię posrało.
Cześć. Spragniony?
Cześć, chłopaki.
Poproszę jedno, drugie i trzecie.
Podrobiłeś pieniądze pierścieniem?
Nie, objawiłem kasę siłą umysłu.
Nie mogłeś objawić czegoś, żeby go zatrzymać?
Pierścień to niebezpieczna broń.
Trzeba wiedzieć, kiedy go użyć.
Skąd go masz?
- Wiesz skąd. - To nie może być prawda.
Dostałem po staremu, nie było rozmowy o pracę.
Może powinna być.
Udowodniłbyś, że zasłużyłeś.
Ciebie wybrano przypadkiem?
Co cię to obchodzi?
To dlatego jesteśmy w Nebrasce.
Byłem oblatywaczem od kilku lat,
odsypiałem dziewięć drinków za dużo, wciąż w butach i dżinsach.
Nagle pokój zaczął wibrować.
Otworzyłem oczy
i zobaczyłem wielką, zieloną bańkę.
Uniosła mnie z łóżka.
Usłyszałem głos w całym ciele,
w kościach, zębach, sercu.
Powiedział do mnie: "Boisz się?".
Odpowiedziałem: "Nie. Nie boję się".
Rzucił mnie w niebo jak wyciąganą z wody rybę.
Kilkaset mil w dziesięć sekund.
Latałem na myśliwcach.
Miałem świetne wyczucie prędkości i kierunku.
Wiedziałem, gdzie posadziła mnie bańka.
W Nebrasce.
Jakieś 20 mil od tego baru.
Pustkowie.
Świetne miejsce, by rozbić się statkiem kosmicznym.
Stał tam tuż przede mną.
Pilot.
Prawdziwy kosmita.
Różowy i łysy, plujący fosforyzującą krwią.
Robił wrażenie.
Bawi cię to?
Zaczyna mówić, ale słyszę tylko gulgotanie.
Umiera. Daje mi swój pierścień.
A ja go wkładam.
Rozumiem każde jego słowo.
"Nazywam się Abin Sur,
odpowiedzialny za utrzymanie pokoju i suwerenności...
w sektorze 2814.
To teraz twoja odpowiedzialność.
Pierścień wybrał cię na mojego następcę".
Nawet nie wiedziałem, co znaczy "suwerenność".
Potem powiedział coś jeszcze.
Właściwie to wyszeptał, więc nie wiem, czy mi życzył odwagi czy zgagi.
Okazuje się, że Ziemia była poza ich jurysdykcją.
Galaktyczna prowincja.
To nie był łut szczęścia.
Niebiescy szefowie nie chcieli, żeby Latarnie tu bywały.
Dlatego przeczucie mi mówiło, że to nie był przypadek.
Więc skoro zbliża się gradobicie,
upewniam się, że ktoś stoi na czatach.
Halogram?
Halogram? Sprytnie.
- Dzięki. - Nie aż tak.
Ej, Jordan!
Dupku! Ignorujesz mnie?
Jeśli to poleci jeszcze raz,
wsadzę cię do szafy grającej.
Chyba mówi do ciebie.
Słyszę go.
Chcesz się bić?
I trafić do aresztu.
Chcesz pogadać z kolesiem,
z którym pani szeryf nie chce, żebyś gadał.
Nie z kolesiem. Z kosmitą.
Głupi plan.
- Miewałem głupsze. - Nie wątpię.
Dobra, do roboty.
Będzie wyglądało, że dają mi wycisk.
- Ale nie próbuj pomagać. - Nie zamierzam.
Dzięki.
Koledzy?
Powiedzcie mi...
Jaki macie problem?
Powiesz "tak"?
Nie uklęknął, ale to zawsze pierścionek.
Nie chce, żebym go dostał.
Dał ci go.
- Testuje mnie. - Jak?
Mam to gdzieś.
- Co pijesz? - Kolę.
- Z czym? - Z kolą.
- Abstynent? - Jestem w pracy.
Jako kosmiczny glina.
Kto ci tak powiedział?
Jest nim twój partner, więc pewnie ty też.
Jestem tylko stażystą.
- Ilu ich ma? - Tylko mnie.
- Dlaczego cię wybrał? - Nasi szefowie to zrobili.
Kosmiczni gliniarze mają szefów?
Wszyscy mają.
Po stażu będziesz oficjalnym gliniarzem?
Na Ziemi jest tylko jedna Latarnia.
Szkolą mnie w razie, gdyby coś się stało Halowi.
- Jesteś rezerwowym. - Jestem cierpliwy.
Wcale nie.
Dość tego, idioci!
Zadzwonić po twoją matkę? Wynocha stąd!
Wyprowadźcie go!
Miło się gadało.
Jestem John.
Odprowadzisz mnie do wozu?
Dasz mi wykład?
Nie. Dam ci ognia.
BIURO SZERYFA HRABSTWA SHERIDAN
Brak komentarza to brak komentarza.
Nie rozmawiam aktywnych śledztwach.
Dobrze.
Pozdrów Barb.
Rozumiem, że chcesz wpłacić kaucję za kolegę?
- Kawy? - Owszem. I nie, dziękuję.
Ma zły humor, bo zamknęłam go w składziku.
Tak, jakby chciał zostać aresztowany
i trafić do celi z podejrzanym, z którym nie pozwoliłam mu rozmawiać.
Mówiłem, że to głupi plan.
Za cicho.
Mogę go zabrać do domu?
Musi usłyszeć zarzuty.
Serio?
Osiem zarzutów napaści kwalifikowanej i stawianie oporu.
Przyznaje się pan do winy?
Z całym szacunkiem, serio?
"Serio"?
Próbowałem przesłuchać podejrzanego w ramach śledztwa.
Śledztwa?
Jest pan funkcjonariuszem organów ścigania?
Którą agencję pan reprezentuje?
- Jestem Zieloną Latarnią. - Nie pytałam, kim pan jest.
Ale czyim jest pan agentem.
Jestem Zieloną Latarnią, agentem Zielonych Latarni.
To... Na miejscu zbrodni przedstawiłem się Pani Temidzie,
uszanowałem jej jurysdykcję.
To prawda?
Tak, ale dość zadziornie.
- Jest pan zadziorny? - Proszę nie odpowiadać.
William Macon, obrońca. Przepraszam za spóźnienie.
Oskarżony zrezygnował z adwokata.
Nie wie, że karze się go dla przykładu.
To absurd, bo pan Jordan jest bohaterem.
Choć formalnie mnie nie wynajął...
- Zatrudniam go. - Świetnie.
Oskarżony nie przyznaje się do winy,
prosimy o ustalenie rozsądnej kaucji,
choć teoretycznie ryzyko ucieczki jest wysokie.
Pan Jordan umie latać.
Kto to?
Mój mąż.
Ustalam kaucję na 100 tysięcy.
- Serio? - Dwieście.
Teraz zna pan cenę każdego "serio?".
Spróbujemy jeszcze raz?
Nie, dziękujemy, Wysoki Sądzie.
Mój ojciec przyniesie czek przed obiadem.
Świetnie. Proszę nie opuszczać miasta.
Koniec rozprawy.
- Dzięki za ratunek. - To zaszczyt.
Ale nieznajomi, którzy dają mi setki tysięcy dolarów bez zobowiązań,
to zazwyczaj złoczyńcy.
Mój ojciec chciałby zjeść z panem kolację.
Jest wielkim fanem. Ma chyba podobne poglądy.
Co robisz?
Zapraszam pana Jordana na ranczo, skarbie.
- To małżeństwo. - Jasne.
Tu wszyscy są spowinowaceni.
Obraziłbym się, gdyby to nie była prawda.
- Billy Macon, pan to John? - Tak.
- Lubi pan grilla? - Jest weganinem.
Nie wierzy w przyjemności.
Ale chętnie przyjdziemy.
Jeśli pani szeryf się zgadza.
W kupie raźniej.
Bojówka?
Chodzi jak kaczka i strzela z AR-15 jak kaczka, znaczy kaczka.
Dobry wieczór.
- Miło panów widzieć. - Co słychać?
To nasz syn, Noah.
To pan Stewart i pan Jordan.
Obrona czy atak?
Tam, gdzie mnie potrzebują.
Gracz zespołowy, brawo.
Przepraszam, muszę odebrać.
Tata czeka w kuchni.
Chodź, pomożemy babci.
Może piwo?
- Chętnie. - Służę.
Mój teść ma na ciebie haka, a nawet go nie znasz.
Nie chcesz być jego dłużnikiem.
Mówisz jak dłużniczka.
Nie jest za późno, możesz odlecieć.
Oszczędzisz sobie chwili,
gdy pożałujesz, że kiedykolwiek się tu zjawiłeś.
Nie.
Hal Jordan właśnie wszedł do mojej kuchni z torbą piwa.
- Farciarz ze mnie. - Drobiazg.
- To John. - Will Macon.
Podałbym dłoń, ale są w mięsie.
Podobno nie spożywasz.
Zamówiłem steki z tofu. Wystarczą?
To miłe, dziękuję.
Ja dziękuję za twoją służbę. Strzelec wyborowy, jestem pod wrażeniem.
- Sprawdził mnie pan. - Wy mnie nie?
Jezu, nawet z tą bronią na palcu
to albo ufność, albo arogancja.
On to ufność, ja arogancja.
- Nikomu nie ufam. - Tak jak ja.
- Piękny dom. - Prawda?
Nie jest mój.
Tylko go pilnuję.
Mogę spytać dla kogo?
Powiedziałbym.
Ale umowa nie pozwala mi zdradzać tożsamości pracodawcy.
- Przez władze? - Słucham?
Zakładam, że obserwują pańskiego szefa, zanim zaatakują.
Odbiorą mu broń i prawa.
Myślisz, że tu chodzi wojnę z federalnymi?
A o co?
O cholernych kosmitów.
O co innego?
Światu odbiło, gdy się pojawiłeś.
Zobaczyli, co potrafisz.
Ale umknęło najważniejsze.
Są tysiące planet z inteligencją pozaziemską.
A my siedzimy i czekamy, aż nas pożrą.
Ta ziemia należała kiedyś do Kiowów, potem Siuksów.
Ale przypłynęły łodzie zza oceanu.
Spędziłem trochę czasu w galaktyce, to spokojne miejsce.
To po co kosmiczni gliniarze?
Nie jestem izolacjonistycznym świrem z głową w piasku.
Ale znam historię.
Kolonizacja to paskudna sprawa.
Zwłaszcza, jeśli to ciebie kolonizują.
To tylko odrobina prewencji.
Więcej niż odrobina.
Wierzę, że dżentelmen w kiciu pani szeryf
to jeden ze zwiadowców.
Spytałbym, skąd ten wniosek, ale pewnie mi nie powiesz.
Moja synowa cię nie docenia.
Nie pozwala mi z nim pogadać.
- Mogę usunąć tę przeszkodę. - W zamian za?
Zjedzmy.
- Celujesz. - Słucham?
Nie celuj, wyobraź sobie, że trafiasz.
Spróbuj znowu.
Nie na siłę. Zobacz to.
Co mówiłem? No co?
Brawo.
Skąd pan wiedział?
Mój ojciec zestrzeliwał mi jabłka z głowy.
- Babciu! Trafiłem! - Opowiedz.
Mieszkasz tu?
Zoe Macon.
Teraz mnie znasz.
Zbierzmy wszystkich.
Wypiliśmy całe piwo, ale coś wam spakowałem.
- Dziękuję. - Rozmawiałem z Kerry.
Rano pozwoli ci z nim pogadać.
Cóż...
wciąż nie wiem, dlaczego to robisz.
Dwóch moich chłopców mało wczoraj nie zginęło w strzelaninie.
Obaj chcemy chronić planetę przez obcymi.
Tofu smakowało?
Było pyszne.
Z czyjegoś grilla wszystko smakuje.
Dobranoc.
O co chodziło?
Chyba spałem z jego żoną.
Chyba?
Na pewno.
I on wie?
Najwyraźniej.
Jesteśmy tu od doby.
Jestem pod wrażeniem.
Miałeś być o dziewiątej.
- Która jest? - Nie dziewiąta.
To Waylon Sanders, kierowca ciężarówki.
Jego szef twierdzi, że pracuje u niego pięć lat.
Kosmici są dobrzy w płaceniu ludziom za kłamstwa.
To tylko palant z Kimball.
Zrobili mu prześwietlenie w szpitalu.
Ma wszystkie organy.
Żadnych ukrytych czułek.
Mówi się "czułków".
Mówi się też "spadaj".
Ile gatunków ma technologię podszywania się pod ludzi?
Czternaście. Prześwietlenia nie pokażą różnicy.
- Nie macie dowodu. - Sprawię, że się przyzna.
Jeśli go tkniesz, wrócisz przed sąd.
To dotyczy też przedmiotów, które sobie wyczarujesz pierścieniem.
- Nie śmiałbym. - Dziesięć minut.
Potrzebuję pięciu.
- Przyjdę za... - Nie.
Kosmita, akurat.
Wszyscy jesteśmy kosmitami.
Zależy, na której planecie stoimy.
Może kawy?
Nie, dziękuję.
Pewnie chcesz zadzwonić do domu. To znaczy wrócić.
- Owszem. - Do Kimball.
Większość roku spędzam w drodze, ale w Kimball mam swój kąt.
Urocze ludzkie wyrażenie.
Skoro przyjechałeś na mecz, to chyba ważna rywalizacja.
Kimball jest dwie i pół godziny drogi stąd?
Zgadza się.
Kocham futbol.
Ja też.
Kiedy Nebraska wygrała pierwsze mistrzostwa?
- Słucham? - Kochasz futbol i jesteś z Nebraski.
Podaj rok.
Rok 1970, Bob Devaney.
Zgadza się.
Pierwsze podanie na 200 jardów?
Frank Solich?
- Trofeum Heismana? - Johnny Rodgers.
- Gdzie Harry Potter chodził do szkoły? - Słucham?
Harry Potter, czarodziej. Jak nazywała się szkoła?
Nie wiem.
To książka.
- Mało czytam. - Nakręcili ze 22 filmy.
Oglądam tylko futbol.
- I w tym problem. - Co?
Gdy kogoś udajesz,
znasz detale, ale brak ci wiedzy ogólnej.
Nie rozumiem. Kim pan jest?
Hal Jordan, Zielona Latarnia.
Mam chronić sektor 2814 przed zagrożeniami pozaziemskimi.
A ty jesteś jednym z nim.
Ale jest zarozumiały.
Trudno uczyć się od kogoś, kogo nie szanujesz.
- Szanuję go. - Przestań.
- Serio. - Dlaczego?
Jest nieustraszony.
Gdy ci na kimś zależy,
na mężu, żonie, rodzicu, dziecku, boisz się, że ich stracisz.
Gdy go poznałam, od razu widziałam, że na nikim mu nie zależy.
I nikomu nie zależy na nim.
Nie jest nieustraszony. Jest samotny.
Dlaczego zostałeś? Czego szukałeś?
Gdy się pojawiłem, było już za późno.
Ale wcześniej?
Przyjechałem na mecz futbolu.
Z kibicami, którzy nie żyją.
Nie znam ich. Jeżdżę ciężarówką.
Na pewno dużo o niej wiesz,
za to nic o herbatce bostońskiej, Kelly Clarkson i Baracku Obamie.
To prezydent Stanów Zjednoczonych.
To wszystko?
Tyle masz o nim do powiedzenia
jako mieszkaniec wiejskich obszarów Nebraski?
Jest 44. prezydentem, następcą Busha.
Dużo się mówiło o jego akcie urodzenia.
Naprawdę jesteś kosmitą.
- Powiedzmy, że masz rację. - O kurwa.
Powiedzmy, że nie pochodzę z tego słonego, cuchnącego świata.
Że jestem gościem, który poznał
skomplikowane zasady bezsensownych zawodów z piłkami,
które przyciągają większą uwagę
niż niszczejąca atmosfera i głód uboższych mieszkańców.
A skoro tak, pewnie byłbym tu z bardzo ważnego powodu,
który wymaga dyskrecji
i który należy ukryć przed galaktyczną organizacją pokojową,
bo chodzi o przeciwieństwo pokoju, czyli wojnę.
I gdybym wpadł w ręce takiej organizacji,
byłbym zmuszony podjąć drastyczne środki,
by moja misja nie została ujawniona.
Hipotetycznie.
I jak byś to zrobił? Pigułka z cyjankiem?
- Myślisz na małą skalę. - A ty na większą?
Miałbym w szkielecie generator neutronów.
Mógłbym go aktywować myślą.
Chyba, że pozwolisz mi wyjść.
Blefuje, prawda?
Nie wyjdziesz stąd.
Jeśli się wysadzisz, wygeneruję pierścieniem powłokę ochronną,
która pochłonie promieniowanie.
Jesteś tu dwie doby.
Naładowałeś pierścień?
Mam pełno mocy.
Jak długo?
Właśnie.
Uwolniona energia zniszczyłaby całe miasto.
Gadamy czy eksplodujemy?
Zgłodniałem.
Czyżbyś chciał umrzeć?
Nie łamie to twojej przysięgi?
- Czy jasny dzień czy nocy mrok... - Przestań.
- Nie umknie zło nawet o krok. - Milcz.
Niech ci, co dotąd byli bezkarni...
strzegą się światła Zielonej Latarni.
Harry Potter był w Hogwarcie, kosmiczny pojebie!
To ty piszczysz?
- Mamy wyjść? - Za późno.
Czego chcesz?
Czego?
Zemsty.
Mówiłem, że to kosmita.
ROK 2026
No proszę. Nie zmieniłeś się.
Kłamczucha.
Jak Noah?
Wysoki. Jest w drużynie. Rozgrywa.
- Dobry jest? - Mistrz stanu.
Świetnie.
Wie ktoś jeszcze?
Tylko dozorca.
Dobra.
REŻYSERIA
SCENARIUSZ
WYSTĄPILI
Tekst polski: Marta Piasecka Iyuno
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.