Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Historia oparta na faktach.
- Jak tlen? - W porządku.
Rozpocznij masaż.
- Potrzebuję 1 mg adrenaliny. - Tu Pasquier.
Potrzebna eskorta, ulica Montmartre 8.
W rolach głównych:
Zmiana!
- Przyjąłem. - Zmień go.
Jest karetka.
- Napije się pan wody? - Poproszę.
Proszę się nie martwić.
- Ile teraz? - 2 mg.
Adrenalina podana.
Poziom insuliny?
Defibrylacja!
- Ładuję. - Gotów! - Uwaga! Odsunąć się!
Impuls!
Sprawdź puls.
- Jest puls. - Idź po nosze i respirator.
- Przygotuj więcej adrenaliny. - Dobra robota.
- Zmieścimy się? - Tak.
Do góry! Trochę wyżej.
Przypnij...
Mam papiery do wypełnienia.
Procedura 433 - poszkodowana osoba...
Powtarzam...
- Jak z przodu? - Weszło.
Idę na górę.
Czy ktoś może przyjść i pomóc panu w ciągu dnia?
- Idziemy! - Przyjąłem.
Często wpada dozorczyni.
Leć!
Pańska żona jest bezpieczna.
Zajmą się nią w szpitalu. Dojdzie do siebie.
Przestraszyłem się.
Nie dziwię się.
Normalna sprawa. Zrobiliśmy, co trzeba. Proszę się nie martwić.
Jesteśmy razem już 50 lat.
Wspaniale!
50 lat? Pięknie!
Tak.
Uratowaliście ją?
Jej stan jest stabilny. Musi odpoczywać. Jutro dowiemy się więcej.
Lekarze wszystko panu powiedzą.
Proszę się nie martwić, jest w dobrych rękach.
Dziękuję.
Nie ma za co. Proszę trochę odpocząć.
OCALIĆ I ZGINĄĆ
KLUB STRAŻAKA
- Dobrze wygląda. - Rozmarzony!
Pięknie wyglądasz.
- Żenię się! - Serio?
Znowu?
Wrzuć coś do tańca!
Z dedykacją dla strażaków z akademii Rousseau!
Uwielbiam ten kawałek!
Cześć!
Cześć, Franck!
Dzień dobry, ogniomistrzu.
- Jakieś specjalne zadania? - Na razie nie ma.
Na moją komendę - baczność!
Flaga na maszt!
Baczność!
Do apelu!
- Strażak Rémy. - Poległ na służbie!
- Brygadier Guignard. - Poległ na służbie!
- Komendant Elhuard. - Poległ na służbie!
- Strażak Boulay. - Poległ na służbie!
Starszy strażak Maréchal.
Starszy strażak Hideux.
Starszy strażak Guillamot.
Młodszy ogniomistrz Pasquier, 9 lat służby, dowódca zastępu.
Na górę!
Ogniomistrz Corbel, 12 lat służby, dowódca jednostki.
Na górę!
- Pierwsza trójka! - Młodszy ogniomistrz Fourez, 9 lat służby,
- dowódca zastępu. - Na górę!
Młodszy ogniomistrz Thouvenot, 6 lat służby.
Strażak Villemont, 3 lata służby.
Dowódca zastępu!
Sprzęt sprawdzony. Aparat powietrzny 280 barów - brak naklejki identyfikacyjnej.
- Przyjąłem. Dowódca wozu! - Wszystkie aparaty powietrzne sprawdzone.
- Żadnych zastrzeżeń. - Przyjąłem.
Baczność! Spocznij. Na trening marsz.
Następne jest ćwiczenie z liną.
Start!
Dajcie z siebie wszystko!
Jeszcze raz.
Następny!
- Dokąd, Martin? - Przedszkole. Uwięzione dziecko.
Ruszamy!
Nasza kolej.
- Co mamy? - Stacja Rambuteau. Samobójstwo w metrze.
Stacja Rambuteau. Samobójstwo w metrze. Wjazd od ulicy Saint-Denis.
Mogli nie wyłączyć prądu. Uważać na szynę prądową.
Zrozumiano.
Rozłóż się ze sprzętem przy tej zielonej gablocie.
Metro nie kursuje między stacjami Châtelet a République.
Rozglądajcie się! Szczątki do worków!
Uwaga na szynę prądową!
Jest noga!
To musi być tu.
Kończyny na jedną stronę.
Zastęp 225 - jedziemy do zgłoszenia przy ul. Michel Leconte 8.
Kobieta, około 50 lat. Proszę o potwierdzenie.
To Annie.
Proszę pani! Strażacy!
Kobieta, około 50 lat.
Bezdomna, pod wpływem alkoholu. Częsta klientka.
Lekka hipotermia. Temperatura mierzona w ustach 35,8.
Wieziemy ją do szpitala Cochin.
Przyjąłem.
Cześć!
Jak tam?
- W porządku. A ty? - Spałeś? - Tak.
Spałem... uczyłem się, zjadłem.
Jutro też mam wolne. Przyjadę po ciebie do szkoły
- i pójdziemy do kina. - Świetnie.
A jak twój dzień?
Dobrze. Dzieci coraz mocniej kopią.
Całkiem nowe uczucie.
Mamy ucznia, którego dzieci traktują jak kozła ofiarnego.
Bili go na każdej przerwie. Codziennie.
Dla zabawy.
I to jest pierwsza klasa!
Jeszcze cię dziś nie całowałem.
A u was wszystko w porządku?
Tu tatuś.
Nie możemy się was doczekać.
Chociaż trochę się też boimy.
Nikt wam nie będzie dokuczał. Ani w szkole, ani nigdzie indziej.
Obiecuję.
Dociera do ciebie, jak zmieni się nasze życie?
Rodzina...
Butelki, łóżeczka...
Lalki...
Tak.
Jeszcze nie...
Nie całkiem to do mnie dociera.
Chciałabym mieć prawdziwy dom.
Kiedyś.
Co to znaczy "prawdziwy dom"?
Dobrze nam tu. Mamy fajny nieprawdziwy dom. Lubię go.
Życie w koszarach, Marsylianka, mundury...
Dzieciom się spodoba!
Na pewno.
Ty też to uwielbiasz.
Serio? Jesteś pewien?
A nie?
Natychmiastowa interwencja!
Będzie kara!
- Uwaga na dzieci! - Dobrze. Spokojnie.
Położę panią tutaj. Tak będzie lepiej dla dzieci.
Tak, tutaj.
- Zagrasz, Franck? - Nie. Muszę się uczyć.
Zresztą, to nie byłaby uczciwa gra.
- Taki z ciebie patałach? - Słucham?
Z kim gram?
- Z Boucharą i dziewczynami. - Bouchara... No jasne.
Skoro jesteś taki świetny.
- Bardzo dobrze. - Dawaj, Bouchara!
Kryj go! Jest dobry!
Dawaj, Bouchara!
To nic trudnego. Trochę finezji!
Przed wami test kończący szkolenie na podoficerów.
Trwało ono 2 lata.
Rozpoczęło je 200 osób. Zakończyło - dwadzieścia.
Dwudziestu najlepszych kandydatów na ogniomistrzów.
Nie poddawajcie się przed metą.
Powodzenia! Przynieście zaszczyt Brygadzie.
Start!
Halo?
Tak.
Szlag!
Podczas interwencji?
Dobrze.
Dobrze.
Dzięki za telefon.
Co się stało?
Martin...
Był na interwencji. Zsunął się z dachu.
Połamał się?
Ma złamane dwa żebra i uraz czaszki.
- Ale wyjdzie z tego. - Gdzie leży? - W szpitalu Val de Grâce.
Odwiedzę go jutro.
Trenujemy przez całe życie, żeby to się nie zdarzało.
Ale się zdarza.
Ale nie powinno. Nie wiem, co się tam stało.
Wiesz, że jestem posłuszny.
Powiedz: "Nie spadaj z dachu", a ja posłucham. Rozkaz to rozkaz.
Tylko jasno wytycz zasady.
Nie martw się.
- Co jest? - Wypadek drogowy.
Róg Avenue Hoche.
Nieprzytomna kobieta. Wypadek drogowy.
Przyjąłem.
Wyjmijcie sprzęt!
- Jak się pani czuje? - Przytrzymam jej głowę.
- Jestem lekarzem. - Zemdlała.
Straciła panowanie nad kierownicą. Robimy masaż, ale bezskutecznie.
Koledzy wyjmują sprzęt, żeby ją stąd wydobyć.
Nie przerywaj masażu.
Intubacja...
Brak czynności...
Skończyłeś? Zmienię cię.
Nie zapięła pasów.
Nie zaskoczy.
Przerywamy.
Szlag!
Składamy to.
Gdzie ten sprzęt? Musimy ją wydobyć!
Przestań. Stop!
Wychodzimy.
Przykryj ją.
- W porządku? - Tak.
Trochę ciężka końcówka.
Chcesz pogadać?
Nasza piosenka.
Jedyna, wyjątkowa,
niezastąpiona.
- Starszy ogniomistrz Maréchal. - Poległ na służbie!
- Starszy strażak Hideux. - Poległ na służbie!
- Starszy strażak Guillamot. - Poległ na służbie!
Baczność!
Młodszy ogniomistrz Pasquier, wystąp!
Pasquier, otrzymuje pan promocję na stopień ogniomistrza.
Awans ten jest wyrazem zaangażowania straży pożarnej
w ochronę i ratowanie ludności przed największym zagrożeniem - pożarem.
Ogniomistrzu, od dziś kieruje pan
pożarniczymi akcjami ratowniczymi.
W imieniu Brygady,
gratuluję i zachęcam do rozwoju tej obiecującej kariery.
Chce pan coś powiedzieć?
Chcę podziękować. Jak każdy strażak, jestem dumny z tego awansu.
Dziękuję.
Ogniomistrzu Pasquier,
do szeregu wstąp!
Baczność!
Rozejść się!
Do swoich zajęć!
- Zasłużyłeś. - Dzięki.
Jak rekonwalescencja?
Jak się czujesz, Martin? Jak twoja głowa?
- Gratulacje! - Miło, że przyszedłeś.
Musiałem...
Na zdrowie, Michelle!
Odrobinkę?
Maya też by chciała?
Jeszcze kropelkę?
Jestem z ciebie dumna, synu.
Dziękuję.
Proszę o uwagę!
Przepraszam.
Franck,
mój najdroższy,
mój ukochany...
Jest tu twoja rodzina,
nasze córki,
mój brat...
Ta praca jest dla ciebie bardzo ważna.
Wymaga bardzo wiele,
od ciebie,
od nas...
Ale sprawia, że dojrzewasz.
Wszyscy jesteśmy...
bardzo szczęśliwi.
Kocham cię.
Dziękuję.
- Za wszystkie pożary, które ugasisz! - Kochamy cię!
Następny.
Gotów?
- Start! - Dajesz, Martin!
Martin!
Dobrze się czujesz?
Co jest?
Mam zawroty głowy. Ciągle kręci mi się w głowie.
Jak tam?
- Chodźmy na kawę z chłopakami. - Nie chcę.
- Oni czekają. - Nie rozumiesz?
Dla mnie to koniec.
- Czemu tak mówisz? - Mam 29 lat i uszkodzone ucho środkowe.
Nigdy nie wrócę.
Dwie operacje nic nie dały.
- I nic mi nie powiedziałeś? - Prawie się nie widywaliśmy.
Czekałem na cud.
Spadłem z tego pieprzonego dachu jak palant!
Dziadek był strażakiem, i ojciec...
Mnie pierwszego to spotkało.
Przyniosłem im wstyd.
Idź do innych lekarzy, niech znów cię zoperują. To tylko...
Uwaga, ogłaszam alarm!
- Co mamy? - Pożar magazynu. - Gdzie?
W Saint-Denis. Wygląda poważnie. Potrzebują wsparcia.
Jedna ekipa już tam jest. Damy im wsparcie.
- To zamach? - Pożar magazynu. Duży. Wygląda groźnie.
Tu aspirant Weber, pożar magazynu.
Ulica Landy 79, w Saint-Denis...
Ogniomistrz Pasquier, gotowy do akcji.
Otaczamy miejsce pożaru. Wzmocnijcie ekipy w sektorze alfa.
- Tylko ostrożnie, kilku już nie wytrzymało. - Tak jest, kapitanie.
- Dwójkami, za mną! - Zrozumiano!
To wielki dzień. Nasz pierwszy duży pożar!
W środku mamy jedną lancę dużej mocy. Zmienicie ten zespół.
Ogień może rozprzestrzenić się na wyższe piętra.
Trzeba go szybko opanować.
Za mną! Trzymamy się razem!
- Jak tam na końcu? - W porządku!
Bez strachu! Idziemy, chłopcy!
Szybciej!
Zmieniamy was!
Do lancy! Zaczynamy! Uważajcie!
O, w mordę!
Dawaj! Zatrzymaj to!
Dobrze!
- Nie może pójść dalej! - Przyjąłem!
Druga sekcja, sprawdzimy górę!
Uwaga! Tam jest gorzej.
Do wszystkich dowódców...
- Idziesz za mną? - Tak.
Za mną!
- Rozkładamy sprzęt! Gaś stąd! - Przyjąłem.
- Nie ściągać aparatów oddechowych! - Przyjąłem! Bouchara, dawaj!
Jest tu ktoś? Straż pożarna!
Jest tu ktoś?
Z ikrą, chłopcy!
Ogień nasilił się. Trzecia ekipa już na miejscu...
Jesteśmy gotowi!
Skieruj w górę! Uważaj na gorący gaz.
Przyjąłem!
Dobrze?
Świetnie.
Pasquier do dowódcy.
Słucham.
Sprawdziłem piętro.
Żadnych ofiar, ale potrzebujemy posiłków.
Przyjąłem. Wyślemy najszybciej, jak się da.
Wyłącz lancę. Wycofujemy się na inną pozycję.
Mouss, pod wami się pali, strop może runąć.
Wycofujemy się! Zejdźcie natychmiast!
Mouss!
Słyszysz mnie?
Zawaliło się!
Wszyscy na zewnątrz!
Wychodzić! Szybciej!
Na piętrze są moi ludzie. Idę po nich.
Odmowa! Nie pójdziesz tam sam.
Mouss!
Do wszystkich zastępów...
Bouchara!
- Żyjesz? - Wysadziło nas!
Weź go i wyprowadź.
Szybciej!
Wyprowadź go!
Ruchy!
Powtarzam, do wszystkich zastępów...
Ocenić stan załogi!
- W porządku, chłopcy? - Uciekaj Franck! Wszędzie ogień!
Dogonię was!
Dowódcy w sektorze alfa!
Potwierdzić, że wszyscy wychodzą!
- Jesteście cali? - Daj, zdejmę ci to.
- Franck został! - Dlaczego on nie wychodzi?
Trzeba iść po niego! Szybko!
Pasquier, gdzie jesteś? Twoja załoga wyszła!
Pasquier, odpowiedz!
Odezwij się, Pasquier!
Pasquier, słyszysz mnie?
Utknąłem!
Jutro zmienimy opatrunki.
Dzień dobry, Cécile.
Obudził się.
Jeszcze nie wie, że przez 8 tygodni był w śpiączce.
Nie zna zasięgu obrażeń, ale wydaje się być przerażony.
Proszę dodać mu otuchy. Powiedzieć, że już nabrał sił.
To zresztą prawda.
Nathalie panią zaprowadzi.
Do strefy sterylnej może wejść tylko jedna osoba.
Należy chronić pacjenta przed zakażeniami.
Wizyty są ograniczone do godziny dziennie.
Stopniowo go wybudzamy.
Wyjaśniamy mu, że ma poparzoną twarz, ramiona
i płuca, o które wciąż walczymy.
Jego stan ogólny jest stabilny. Mamy podstawy do optymizmu.
Ale to będzie długa walka.
Cécile, w razie potrzeby, jesteśmy do pani dyspozycji.
Jeśli ma pani jakiekolwiek pytania...
Ale...
Czy on z tego wyjdzie?
Część pacjentów uważa, że nie warto wracać.
Rezygnują już w trakcie śpiączki.
Dlatego wsparcie najbliższych jest tu bardzo ważne.
Rozumiem.
- Idziemy? - Tak.
Przyszli wszyscy.
Są tutaj.
Dziewczynki są u moich rodziców. Mają się dobrze.
Odwiedzili mnie twoi ludzie.
Bouchara jest wstrząśnięty.
Kazał ci to powiedzieć.
Franck?
Nathalie!
Jest niespokojny.
Zajmę się nim.
Co się dzieje?
Proszę się nie martwić.
To z powodu zmniejszenia dawki morfiny i leków uspokajających.
Dzień dobry.
Poranna toaleta.
Spokojnie. Niedługo będziesz mógł mówić.
Nie płacz.
Jeszcze nie wiesz, jaką masz siłę.
Wyjdziesz z tego. Obiecuję.
Zaufaj nam.
Musimy ułożyć cię na plecach.
Zaraz wracam.
Potem damy ci spokój.
W porządku?
Weźmiesz kąpiel antyseptyczną. Może być zimna.
Powiedz, jeśli będzie bolało. Podamy morfinę.
Zaczynamy!
Czekaj! W porządku.
- Tlen odłączony. - Dobrze.
Podejdźcie bliżej. Podajcie go.
- Tlen podłączony. - Chwila, cewnik...
Worek na mocz.
- Nie ruszaj się. - Opuszczajcie go!
Oddychaj! Morfina!
Spokojnie, Franck. Oddychaj, oddychaj spokojnie.
Rozwijamy!
Powoli.
Świetnie!
W porządku?
Spotkałyśmy ich koleżankę ze żłobka.
Nie pamiętam jej imienia.
Tę, która miała ospę.
A Maya mówiła,
że ona ma "hopsę".
Słodkie, nie?
Byłyśmy też na zakupach.
Bo panienki
chcą ci zrobić piękny prezent gwiazdkowy.
Kupiłyśmy makaron muszelki
i kolorowe naklejki.
To będzie...
Mamo...
Tak, synku?
Nie martw się.
Nie martw się, kochanie.
Jesteś w dobrych rękach. To wspaniali ludzie.
W porządku?
Światło może cię oślepić.
Dziś ważny dzień. Jesteś u nas już 6 miesięcy.
Czas zmienić oddział i popracować nad ciałem.
Świetnie. Dobrze.
Do przodu. Wspaniale.
Spokojnie.
Świetnie. Jeszcze trochę.
Doskonale.
Dobra robota, Franck.
Powoli.
Trzymaj się prosto.
O, tak.
Ciasne, boli...
Wiem, ale nie mamy wyjścia.
Przyzwyczaisz się.
Do końca, Franck. Ciągnij.
Głowa prosto. Świetnie.
Tak!
Już prawie!
Dobrze, Franck.
Bardzo dobrze.
Właśnie tak. Nie przestawaj.
Zagramy całą gamę. Dalej!
Świetnie. Właśnie tak.
Jeszcze...
Tak!
Świetnie, Franck.
Chwytamy i ciągniemy.
Możesz to zrobić sam, zahaczając o klamkę.
Wyszedłeś z tego.
Nie mogłem...
Nie mogłem zrozumieć...
Dlaczego właśnie ja?
I...
Nawet nie wiem, jak będę wyglądał.
Nie wiem, co dalej będzie.
Ostrożnie...
W porządku.
Dobrze, i powoli przenosimy...
Proszę się nie bać.
Gotowe.
Do cholery!
To boli!
- Zostawcie mnie! - Morfina! Już dobrze, Franck.
Rozmawiałam z lekarzem...
Powiedział, że zrobi wyjątek i wypuści cię do domu.
Na dzień, dwa...
Może na weekend.
Poradzicie sobie?
Dziękuję.
WITAJ, FRANCK
Na cześć ogniomistrza Pasquiera...
Baczność!
Jesteśmy.
Dzień dobry.
- Cześć, Franck. - Cześć!
- Przywitaj się z tatą. - Cześć, synku!
Zobacz!
To tatuś.
Położę je. Są zmęczone.
Pomogę ci.
Poproszę.
Miło cię widzieć.
Ostrożnie...
Chcesz usiąść?
Napijesz się czegoś?
Mój słynny kurczak!
Dobrze być tu znowu,
z wami.
Cieszymy się, że tu jesteś.
Marc?
Jedzmy!
Zastanawialiśmy się, czy chciałbyś, żebyśmy
wynajęli dom na wakacje, dla nas wszystkich.
Miałbyś ochotę?
Nie wiem.
Nie znam grafiku
moich operacji...
I czy dziewczynki...
Nie przejmuj się nimi. Są jeszcze malutkie.
Dawno cię nie widziały i...
Przepraszam.
No, już, mamo.
Będzie dobrze.
Twoje córki bardzo cię kochają.
Wiem, mamo.
Wiem.
Tylko, że...
Ja jeszcze nie wiem, co będę robił...
Ani jak to teraz będzie.
Naprawdę nie wiem.
Przepraszam, jestem zmęczony.
Muszę odpocząć.
- Czekaj... - Nie, dzięki. Ja sam...
Nie mogę być w koszarach.
Nie mogę tu być. Wybacz, ale...
Nie mogę.
Przepraszam za to wszystko.
Oddychaj, oddychaj...
Uspokój się! Michelle!
- Co się dzieje? - Nie mogę oddychać. - Dzwońcie do szpitala!
Szybko!
Oddychaj głęboko! Uspokój się!
Nagłe pogorszenie stanu płuc.
Jest na obserwacji. Stabilizujemy jego oddech.
Później wróci na swoją salę.
Badamy go. Może się czymś zaraził.
Ale myślę, że to wynik stresu.
To się czasem zdarza.
Głęboka depresja, szok związany z powrotem do domu...
Jest wyczerpany. Źle sypia.
Jesteśmy przy nim.
Zajmiemy się nim.
Proszę się trzymać.
Popatrz na kanały, Na ten zastęp cały
Statków, Który cicho drzemie.
One zaspokoją Każdą chętkę twoją,
Po to okrążyły ziemię!
Już wieczorne słońce Wolno zachodzące
Stroi miasto, pola, wody,
W hiacynty i złoto.
Świat zasypia oto
W czułym blasku swej urody.
Tam piękna, ładu objawienie,
Przepych i cisza, upojenie.
Pomocy! Proszę!
Pomóżcie mi! Błagam!
Mouss!
Franck!
Jeszcze nie wiesz, jaką masz siłę.
Franck!
To pożar magazynu.
Ratunku!
Franck!
Zostań z nami!
Obudź się.
Franck, obudź się.
Teraz się obudź.
Jesteś w swoim łóżku. Już po operacji. Udała się.
Jest dobrze.
Szesnaście...
Proszę?
Spędziłem tu już 16 miesięcy.
24 operacje.
Nie powinieneś liczyć.
Wybudzaj się powoli.
Cécile mówiła,
że miałeś operację ucha środkowego.
I że się udała.
Tak.
To dobrze.
Cieszę się.
Opowiedz mi,
co tam słychać
u chłopaków.
Co teraz robicie?
Do cholery, Franck!
Przestań!
Rozmawiajmy o tobie.
Powiedz, jak się czujesz, co mogę dla ciebie zrobić...
Nie chcę, żebyś mnie odwiedzał.
Chcę być sam.
Rozumiesz?
- Chciałem... - Jak długo będziesz przychodził?
Cztery miesiące? Pół roku?
Może rok, aby udowodnić sobie, że jesteś w porządku.
Mam przesrane.
Więc opuść mnie już teraz.
Pasquier!
Poległ na służbie!
Poległ...
Na zawsze z aparatem oddechowym!
Zostałem sam! Na zawsze z aparatem oddechowym!
Poległ na służbie!
Pasquier!
- Strażacy nie giną, Pasquier! - Franck!
Co się dzieje?
- Zostałeś sam! - Uspokój się! - Poległ na służbie!
Poległ na służbie! Poległeś, Pasquier!
Strażacy nie giną, Pasquier!
Pasquier, poległ na służbie.
To ma być sukces?
Zostałeś sam!
Strażacy nie giną! Nie giną!
Na zawsze z aparatem oddechowym!
- Uspokój się! - Odwal się!
- Spokojnie! - Nie dotykaj mnie!
Już dobrze.
Franck, już dobrze.
Zostawcie mnie!
- Uspokój się. - Odwalcie się.
Spójrz na mnie.
Spokojnie.
Zostawcie mnie.
Dajcie mi już spokój.
Przenosimy się w weekend.
Wyprowadzamy się z koszar.
Martin nam pomoże.
Inni strażacy też.
Martin cię pozdrawia.
W porządku, kochanie?
O co chodzi?
Rozbierz się.
Rozbierz się!
Chcę na ciebie popatrzeć.
Chcę widzieć twoje biodra, twoją skórę, tyłek.
Rozbierz się.
Podniecają cię potwory?
To teraz ja jestem potworem.
Początkowo myślałem, że jestem na to za młody.
Że nie będę się umiał nimi zająć.
Ale kiedy się urodziły...
To był najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Naturalna miłość.
Rozrywało mnie w środku ze szczęścia.
Czułem się wspaniale...
Na właściwym miejscu.
Tamtego dnia powiedziałem sobie:
"Teraz, stary,
nie możesz zginąć.
Żyj dla nich."
Powiedziałem to sobie, i nikomu innemu.
Nawet Cécile.
Tylko sobie.
Nakazałem to sobie.
A potem...
zrobiło mi się ciemno przed oczami...
i upadłem na ziemię.
Przez cały czas...
zanim zemdlałem...
myślałem tylko o Cécile i o dziewczynkach.
Tylko o nich.
Bałem się, że już nigdy ich nie zobaczę.
Pomyślałem...
Bałem się...
Bałem się, że nie będę mógł...
dotrzymać obietnicy.
I wtedy...
ogarnął mnie wielki strach.
W tamtym momencie nie czułem innego strachu.
Nie chcę, żeby cierpiały.
Ciągle myślę...
czy nie lepiej byłoby, żeby nie miały ojca.
Rozumiesz? Niż żeby miały...
takiego jak ja.
Przeze mnie tylko cierpią.
Cécile musi odzyskać wolność.
Ja już nie mogę z nią być.
Nie mogę.
Choć tęsknię za nią.
Każdego dnia.
Próbuję się trzymać.
Próbuję, ale...
Życie o mnie zapomniało.
Myślę, że może nie byłoby źle...
nie byłoby źle umrzeć.
Nie.
Nie możesz tak myśleć.
Wrócisz do domu. Jesteś młody.
Jeszcze mnóstwo przed tobą.
Będziesz z córkami,
z Cécile, z rodziną.
Wiem, że odnajdziesz swoją drogę.
Masz duże możliwości.
Nie odpuszczaj.
Zaraz wracam.
Nie wiem, po co pana fatygowałam.
Poprosiłam, żeby pan przyszedł, bo...
Chciałam tylko porozmawiać.
Wiem, że to nie jest randka.
Co mogę dla pani zrobić?
Franck źle się czuje.
Zaproponowałem mu leki i wsparcie psychologiczne.
Potrzebuje pomocy.
Niedługo wyjdzie, ale jest w złym stanie psychicznym.
Boję się, że już nie umiem mu pomóc.
Może dlatego ma się gorzej.
O co konkretnie się pani martwi?
Powie mi pani?
Okłamuję go.
Od wielu miesięcy.
Od dwóch lat.
Jego wypadek odebrał nam wszystko.
Mieliśmy marzenia...
Rozmawialiśmy
o budowie własnego domu...
Nie zbudujemy go.
Został strażakiem, żeby się podnieść...
po tym, jak porzucił go ojciec. Zbudował na tym swoje życie.
Przerosło mnie to.
Czuję się nieczysta.
Czuję się...
nieuczciwa.
Nie jestem pewna, czy kocham go tak, jak dawniej.
To, co powiem, nie będzie poradą lekarską.
10 lat temu zachorowałem na raka.
Miałem 40 lat. Nie byłem jeszcze stary.
Żona mnie wspierała. Z trudem, jak pani.
Nie wiem, czy myślała, że stałem się dla niej ciężarem,
albo że nigdy nie wyzdrowieję, albo że nasze życie się zmieniło.
I jestem wdzięczny, że nigdy mi tego nie powiedziała, bo to mnie ocaliło.
Nie wiem, po co to pani mówię...
Chyba dlatego, że panią lubię.
Panią i Francka.
Często myślę, że życie jest jak piasek.
Wszystko przemija.
Młodość, uroda,
siła,
rysy twarzy...
To nieuniknione.
Wszystko przemija.
Nie dotyczy to jedynie wyborów, których dokonaliśmy.
I uczucia.
Franck miał szczęście, że na pana trafił.
Dziękuję.
Dbaj o siebie.
Do widzenia.
Do widzenia.
Nie martw się.
Wiem, że będzie dobrze.
- Odwiedzaj nas. - Dobrze, doktorze.
Karetka czeka.
Potrafię opiekować się ludźmi.
Robiłem to zawodowo.
- Potrafiłbym to robić. - Rozumiem.
Bezpośredni kontakt z klientami,
i w ogóle z ludźmi...
nie będzie łatwy.
Ale zobaczymy. Musimy się zastanowić.
Mamy tu inne ofiary wypadków.
Obrażenia osób poparzonych są widoczne.
I pewnie przywyknie pan do ludzkich spojrzeń,
ale, niestety, ludzie zawsze będą na pana patrzeć...
z pewnym zaskoczeniem.
A to utrudnia znalezienie pracy.
Panie Pasquier!
PRACOWNIK SOCJALNY
Na wniosek Ministra Spraw Wewnętrznych,
Generała Brygady,
i w imieniu Prezydenta Republiki,
mam zaszczyt odznaczyć pana medalem za zasługi.
Miałem 18 lat, gdy zacząłem służbę.
Nigdy nie byłem najwyższy, ani najsilniejszy.
Dlatego spodobał mi się pomysł, że ta praca uczyni mnie silnym,
pewnym siebie
i niezwyciężonym.
Zdjęcie, które mam za plecami,
zrobiono 10 lat temu,
gdy wstąpiłem do Brygady.
Potem zdarzył się wypadek...
Chciałem pomóc swoim ludziom.
Nie zgłaszali się, więc po nich poszedłem.
Wypełniłem swoją misję.
Ocaliłem i zginąłem.
Zawsze uważałem, że ta praca pcha nas ku życiu.
Zaczynamy, przychodzimy tu...
jako dzieciaki.
I nagle musimy wydorośleć,
bronić ludzkiego życia,
zajmować się ofiarami, desperatami,
ludzkim szaleństwem.
Ale wiem, że to się dla mnie skończyło.
I teraz czuję się...
tak, jak oni wszyscy.
Jest wielu ludzi takich, jak ja, którzy nagle wypadają z torów.
Ofiary wypadków drogowych,
chorzy na nowotwory,
czy motocykliści, którzy budzą się na wózkach inwalidzkich.
Jest ich mnóstwo.
To wydaje się banalne.
Prawda jest taka, że nikt nie jest niezwyciężony.
Czasem mamy się za bohaterów,
a jesteśmy tylko rozbitkami.
Wszyscy.
I gdy ktoś mówi mi o mojej odwadze,
przyznaję, że trudno mi dziś rozpoznać w tym siebie.
Myślę, że tak naprawdę to odważna jest
moja żona i córki.
Oczywiście dziś mam poczucie, że nie spełniłem swoich marzeń.
Chciałem być komendantem...
Nigdy nie będę.
Wiem też, co tracę.
Poczucie solidarności,
braterstwa,
walka ze słabościami, możliwość pomagania innym...
Na tym polegała moja praca.
Mimo to i mimo wszystko,
był to dla mnie zaszczyt,
a często też radość,
służyć w Brygadzie Paryskiej Straży Pożarnej.
Dziękuję,
że mnie wysłuchaliście.
Dziękujemy, ogniomistrzu.
Myślałem, że przyniesie mi to ulgę,
a czuję, że się wygłupiłem.
Dlaczego mnie nie rzucisz?
Na pewno nadal mnie kochasz?
Jak możesz być tego pewna?
Przestań.
Już nie jestem facetem dla ciebie.
Nie mogę ci w niczym pomóc. Nawet nie noszę zakupów.
Nie widzisz mojej twarzy, ust?
Z trudem jem i mówię. Przez cały czas.
Żyję w zwolnionym tempie, jak starzec.
Nadal mnie pragniesz?
Naprawdę?
Jak przedtem?
Tak.
Ale nie tak, jak przedtem.
Spójrz na mnie.
Spójrz. Popatrz na mnie, Cécile.
Na moją twarz.
To już nie są moje rysy, moje zmarszczki.
Nie ma w tym żadnej historii.
To mogłem powiedzieć podczas ceremonii!
Jesteśmy uwięzieni. Oboje jesteśmy więźniami. Rozumiesz?
- Czego ty chcesz? - Musisz mi dać więcej przestrzeni.
Czas na odnalezienie się. Muszę być sam. Nie daję rady!
Potrzebuję czasu!
Nie oczekujcie, że będę się zachowywał jak strażak albo jak ofiara.
Zrozum to!
Przepraszam za to, co mówiłem wczoraj.
Mówiłeś, że potrzebujesz czasu.
Może masz rację.
Nie wiem...
Nie wiem, czemu tak mówiłem.
Może ze strachu.
Ja też potrzebuję czasu.
Nie znam odpowiedzi na twoje pytania.
Przeniosę się na trochę do rodziców.
Pomogą mi.
Jestem zmęczona.
- Chcę coś zjeść przed lekcjami. - Czekaj! Nie słuchasz, co mówię.
- Nie rozumiesz... - Ty walczysz sam ze sobą.
Od dwóch lat pogrążam się razem z tobą.
Biorę antydepresanty, a mimo to się pogrążam.
Coraz bardziej.
Jestem zmęczona.
Już dłużej tak nie mogę.
Jestem wyczerpana.
Pytasz, czy cię kocham? A ja nie lubię już samej siebie.
Siebie.
Tylko tyle...
chciałaś mi powiedzieć?
Tu poczta głosowa Cécile Pasquier. Zostaw wiadomość...
STRAŻ POŻARNA OCALIĆ LUB ZGINĄĆ
Koniec z tym.
Nie będzie ci już potrzebna.
Wygląda świetnie.
Wejdź.
Trzymaj.
Stary...
Chciałem cię przeprosić.
Za tamto w szpitalu.
I za to, że nie byłem przy tobie, gdy ty miałeś wypadek.
Napijemy się?
Jasne.
Wypijemy szampana, a potem stawiam kolację.
Muszę ci coś powiedzieć.
Żenisz się?
Zdałem.
Mam dyplom ogniomistrza. Wreszcie.
Więc ty stawiasz kolację.
- Masz kieliszki? - A... tak.
SZKOŁA MUZYCZNA
PILNE! POSZUKIWANY KSYLOFONISTA
- Państwo w sprawie pracy? - Tak.
To zapraszam.
Jestem pracownicą socjalną. Pomagam panu Pasquierowi.
Świetnie. Dziękuję.
Pani dyrektor Mouron przeanalizuje pańską aplikację.
Zadzwonimy za 2 lub 3 tygodnie. Odpowiada to panu?
Tak.
Dziękujemy bardzo.
Przepraszam...
Jeszcze jedno,
nawiązując do tego ogłoszenia...
Tak się składa, że świetnie gram na ksylofonie.
Nie wątpię.
A ja owszem.
Wątpię, że pani nie wątpi.
Ja po prostu...
Bardzo chciałbym zagrać na tym koncercie.
To dla mnie bardzo ważne.
Chciałbym wystąpić przed żoną i córeczkami.
Gdyby mogła mi pani pomóc, byłoby świetnie.
Naprawdę.
Jak się pani domyśla, miałem wypadek.
I tak naprawdę, nie gram wybitnie,
ale gram
i znam nuty.
Mogę też pracować dniem i nocą, żeby przygotować się do występu.
To dla mnie bardzo ważne.
To tylko koncert seniorów na koniec sezonu...
Świetnie.
Podoba mi się to.
Dobrze. Nie ja podejmuję decyzję, ale umówię pana na spotkanie.
Bardzo pani dziękuję.
- Do widzenia. - Tej pracy też potrzebuję.
Dziękuję.
Jak się masz?
Jak dzieci?
W porządku.
A ty?
W porządku.
Dobrze.
Lekarze planują kolejną operację,
żeby jeszcze złagodzić skutki wypadku.
Cieszę się.
Naprawdę.
I gram w małym zespole.
Mamy koncert.
Gram na ksylofonie.
Może mogłabyś...
wpaść z dziewczynkami?
Tu jest data.
Kupiłem im cymbałki.
Jednorzędowe, ale kolorowe.
Dobrze brzmią. Sprawdzałem.
Już mają cymbałki.
Muszę lecieć.
Nie przyszły?
Nie, niestety.
A ja mam dobrą wiadomość.
Wszyscy są z pana zadowoleni. Jest pan przyjęty.
Zastąpi mnie pan w szkolnej recepcji.
Naprawdę?
Cieszę się.
Pani Mouron chce to panu sama powiedzieć. Napije się pan szampana?
Ja nie mogę, ale pan wypije za mnie.
Dobrze.
W sprawie żony nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
Znajdę inny sposób.
Nie mówcie, że wy też idziecie na przedszkolny piknik?
To tatuś!
Tatuś?
Co ja tu mam?
Cóż to...
Co to jest?
To jest...
Idealnie.
Pasuje ci.
Patrzcie!
Widziałaś pingwina?
Pocałowałeś je po raz pierwszy od wypadku.
8, 7, 6,
5, 4, 3,
2, 1...
Kiedy masz operację?
Kocham cię, Cécile.
Kocham cię.
Może ty też jeszcze mnie kochasz?
Tutaj...
nic się nie zmieniło.
Może nawet jest lepiej.
Tutaj też nic się nie zmieniło.
A może nawet jest coraz lepiej.
Wróćcie.
Wiem, że jeszcze możemy ze sobą rozmawiać, śmiać się...
Zawsze umiałem cię rozśmieszyć.
Tak... ale mnie łatwo rozśmieszyć.
To prawda.
Nawet nie wiem, czy chorowały, czy miały katar...
Nie znam imion ich koleżanek.
Nie wiem, czy się bały tego, co będzie dalej,
czy mnie potrzebowały...
Bały się.
Bałyśmy się.
Potrzebowały cię, Franck.
Ta nowa operacja, którą mi proponują...
Budzi we mnie nadzieję, że będę taki, jak kiedyś.
Wiesz, ten postęp, badania...
Nie wrócę do szpitala.
Każą mi wierzyć w cuda. A potem...
Zawsze będę miał za dużo obrażeń.
Tak.
Nie pozbędę się tych blizn.
Nie wiem, co się będzie działo...
I cały czas się boję.
Chcę zapomnieć o tych latach.
To były lata cierpienia.
Chcę to już zakończyć.
Kocham cię.
I kocham nasze córki. Wiem, że to jest sensem mojego życia.
Chcę być z tobą.
Zbudować dom.
Być wreszcie u siebie.
Razem z tobą.
Zestarzeć się razem.
Chciałem ci też podziękować.
Cokolwiek postanowisz.
Dziękuję.
Za rzadko ci to mówiłem.
Ta twarz, którą widzisz...
Już taka zostanie.
Jeśli się zgodzisz.
Zgadzam się.
Na pewno?
Jesteś piękny.
Nie przesadzaj w drugą stronę.
Cieszę się.
Proszę dzwonić w sprawie zapisów. Udzielę informacji.
- Świetnie. Dziękujemy. - Nie ma za co. Miłego dnia!
Cześć, Franck.
Mojej żonie i córce,
które napełniły światłem i złotem długą i ciemną noc.
Tym, którzy znajdują w sobie siłę,
by wstać i zacząć wszystko od nowa.
Reżyseria:
Wystąpili:
Tłumaczenie: Magdalena Kamińska-Maurugeon
Tekst i napisy: Marek Raczyński
Fragment wiersza Ch. Baudelaire'a, "Zaproszenie do podróży"
w przekładzie Marii Leśniewskiej
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.