Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Dzień dobry.
Jak ci minął wolny dzień?
Byłam z Emmą w zoo.
Siedziałyśmy trzy godziny przed klatką dla małp.
A tobie?
Nic nie robiłam.
Też muszę kupić nowe.
Są z wyprzedaży.
- Nowy narybek. - Pomogę ci.
Ani chwili spokoju.
Zaraz przyjdę.
Dzień dobry wszystkim.
Wszystkich już obdzwoniłam.
Mamy 25 pacjentów, prawie komplet.
Wiem, że to nie wasza wina.
Dobrze, jakoś damy radę.
- Jak urlop? - Super.
Dzień dobry.
- Kochana jesteś. - Też byś mi pomógł.
Musimy zmienić pieluchomajtki.
Czy mogłaby pani na chwilę wyjść?
Oczywiście.
Musi pani wstać. Ja pomogę.
Oprze się pani na moich ramionach.
Dobrze.
To moja koleżanka.
Floria Lind. Pracuję na drugiej zmianie.
Co się dzieje?
Jest pani w szpitalu. Proszę wstać.
Teraz druga ręka.
Policzę do trzech.
Świetnie.
Spokojnie.
Trzymam panią.
Poczuje pani zimno na nodze.
Nie ma się czego bać.
Teraz zdejmę pani majtki, dobrze?
- Dobrze pani idzie. - Bardzo dobrze.
- Super. - Spokojnie.
Proszę podnieść prawą nogę.
- Odrobinę. - Prawa noga.
Świetnie.
A teraz lewa noga.
Właśnie ta, brawo.
Już kończymy.
Udało się.
Bardzo dobrze, pani Kuhn.
Proszę iść za mną.
Może pani usiąść na łóżku.
Podeprze się pani ręką.
Świetnie.
Uwaga, przechodzę.
Dobrze.
Trzymam. Bardzo dobrze.
Moment.
Druga strona... Masz?
Tak.
- W porządku? - Tak.
Teraz panią położę.
Złapię panią z boku. Ostrożnie. Chwila.
I już.
Świetnie. Dziękuję.
W razie czego proszę dzwonić i samej nie wstawać.
- A pan wciąż tutaj, panie Leu. - Tęskniłem za panią.
Zaraz przyjdę.
Sarah jest chora. Jesteśmy my i studentka pierwszego roku.
Zaczyna brakować miejsc.
Ale nie zablokują łóżek ani nie dostawią tymczasowych.
- Masz zachodnie skrzydło? - Jak zawsze.
- A Claudia? - Na spotkaniu kierownictwa.
Nie będzie jej.
- Dzień dobry. - Cześć, jestem Floria.
Amelie.
- Studentka ma zacząć z tobą? - Jak trzeba.
Bea bierze część wschodnią, ja zachodnią.
Zerknij czasami do mnie.
Najpierw pójdź do umywalni. Wyciągnij baseny...
Związać worki z praniem, przygotować nowe. Robiłam już to.
- Pan Leu... - Tak?
Są już wyniki badania histologicznego?
Tak, i jak podejrzewano, to rak jelita grubego.
Dr Strobel miała z nim porozmawiać, ale nie zrobiła tego.
Chyba cały dzień operuje.
Mnie będzie wypytywał.
Bea nie wysila się przy studentkach.
Pokój nr 1, nowo przybyła pani Kuhn.
Zaparcia. Jest z domu opieki.
Napisali, że jest ospała, ale lubi śpiewać.
Obok leży pani Cosatto, drugi dzień po operacji, samodzielna.
Motywuj ją, by więcej piła.
Pokój nr 2, pani Bilgin, 67, rak przełyku, przerzuty do kości.
Lekarze chcą porozmawiać z nią i jej synem.
- Ma oświadczenie woli? - Nie.
Pomogłem zmienić jej pozycję i dałem coś na ból.
Pokój nr 3, pan Leu, znasz go.
A jego sąsiad to pan Schneider, 72.
Córka zawsze przy nim jest.
Coraz mniej kontaktuje.
Pokój nr 4, obie osoby operowane. Nr 5, u drzwi pani Lauber.
- Przy oknie pani Morina. - Znam ją.
Dla jej dzieci.
Rok temu miałam nadzieję, że już tu nie wróci.
Jutro ma tumor board. Nie wygląda to najlepiej.
Pokój nr 6, pan Nana, podejrzenie niedrożności jelit.
Pije kontrast przed zaplanowaną tomografią.
Operacja zależna od wyników. Odmówił sondy żołądkowej.
Cudownie.
Pokój nr 7, pacjent prywatny, pan Severin, 51.
Rano otrzymał diagnozę od onkologa.
Rak trzustki.
Skarży się na ból pleców, ale jest samodzielny.
Skończyłam. I przyszedł nowy pacjent.
Wybacz, całkiem zapomniałem.
Osmani, pęcherzyk żółciowy. Spóźniony, bo zaraz operacja.
Pokój numer 6. I klucz do szafki z „truciznami”.
Dokończysz uzupełniać szuflady, zanim pójdziesz do Bei?
Strzykawki z płynem do płukania wenflonów,
probówki do pobierania krwi...
Po prostu to uzupełnij i wystaw wózek na korytarz.
- Dobrze. - Dziękuję.
- Witam, Floria Lind. Proszę za mną. - Przepraszamy za spóźnienie.
Idziemy prosto na salę operacyjną.
Pacjent właśnie przyszedł. Prowadzę go.
- Proszę szybciej. - Oczywiście.
Może pan skorzystać z toalety, potem proszę wszystko z siebie zdjąć.
Również biżuterię, protezę itd. Przyniosę panu koszulę.
Dzień dobry.
Floria Lind, mam dzisiaj drugą zmianę.
Niedługo do pana zajrzę, dobrze?
Proszę to założyć, zaraz przyniosę koszulę.
Przepraszam. Mąż wolałby pojedynczy pokój.
Ma prywatnego ubezpieczyciela?
W takim razie przykro mi.
Ale ten pan chrapie i nie daje mężowi spać.
Mamy zatyczki do uszów.
Zobaczymy jutro. Proszę iść do toalety,
ja za chwilę wracam.
Floria, trzecie piętro. Potrzebny transport na operację.
Dopiero za 20 minut.
Za długo. Sama go zawiozę.
O 14.30 miałam dostać antybiotyk, a jest już 14.45.
Zaraz do pani przyjdę. Amelie?
Powiedz Bei, że wiozę kogoś na operację.
Nie powinno się ich brać w równych odstępach czasu?
Nie dopilnujemy, by każdemu punktualnie wydawać leki.
Pierwsza dawka była o 6.30, druga miała być o 14.30,
a następna o 22.30.
Jesteśmy dzisiaj we dwie, proszę o cierpliwość.
Niech mąż odłoży telefon i włoży koszulę.
Musi poinstruować syna, jak prowadzić firmę.
Rozumiem, ale czekają na niego.
Panie Osmani? Proszę kończyć, musimy iść.
Skarpetki też.
Ubrania można schować do szafki.
- I okulary. - Też?
Niech się pan położy.
Mogę tutaj poczekać?
Proszę jechać do domu.
Pani doktor zadzwoni po operacji.
Ale może mi pani pomóc wyprowadzić łóżko.
Uwaga.
- Zapisaliście nadgodziny? - Co do sekundy.
Miłego wieczoru.
W tę stronę.
- Osmani? - Tak.
Nareszcie!
Nazywam się Bär i dopilnuję, by dobrze się panu spało.
Proszę przejść na to łóżko.
Nie zdjął bielizny.
Miał pan ubrać majtki siatkowe.
Tam pan położy.
Nazwisko, wiek, powód operacji?
Proszę podać nazwisko, datę urodzin i powiedzieć, czemu pan tu jest.
Alban Osmani, 8 września 1970,
pęcherzyk żółciowy.
- Ciepło? - Tak.
Niedługo wróci pan na oddział.
Do zobaczenia.
Pani Lind?
Może mi pani powiedzieć, co dalej?
Ordynatorka dziś o wszystkim panu powie.
Ordynatorka... A pani nic nie wie?
Jestem tu już sześć dni.
Lekarze się zmieniają, a mnie nikt nic nie mówi.
Rozumiem pana, ale analiza wyników trochę trwa.
Nie wolno ludziom kazać czekać. Ja chcę wiedzieć.
Proszę się położyć, a ja się dowiem,
kiedy doktor Strobel skończy operować.
Muszę skoczyć do pooperacyjnej.
Floria, trzecie piętro. Chodzi o Roberta Leu.
Dr Strobel miała do niego zajść. Wiadomo, kiedy skończy?
Przypomnę jej, ale mamy ofiarę wypadku.
Dobrze, ale powiedz jej od razu, jak skończy. To ważne.
Powiem.
Zmienię panu worek z płynem.
To piwo?
Nie, szampan.
- Pije pan szklankę co 10 minut? - Tak.
Będą mnie operować?
- Dowiemy się po tomografii. - Kiedy?
Jestem tu od czterech godzin.
Niedługo, dlatego pije pan kontrast.
Mama zawsze mówiła, żebym jadł,
a teraz... mnie boli.
- Za dużo fondue? - Nie przepadam.
Ja też nie.
Zmierzę temperaturę.
Jak bardzo pana boli w skali do dziesięciu?
Może trzy.
- Nudności? - Co?
- Trochę. - Trochę?
Więc może lepiej wziąć sondę...
Nie, żadnych sond.
Mówiłem już.
Jeśli pan zwymiotuje, nie zrobimy tomografii.
Nie chcę sondy, już mówiłem. Boję się.
Rurka w gardle? Nigdy.
Dobrze. W razie czego proszę dzwonić.
Jestem tu sam.
Rodzina jest w Burkina Faso. Nie mam przyjaciół.
Ma pan mnie.
Dziękuję.
Dzień dobry, robię obchód.
Pani Lind.
Witam, panie Schneider. Floria Lind, druga zmiana.
Zajrzę pod koszulę, dobrze?
Jak się dzisiaj miewa?
Rano wydawało mi się, że lepiej, ale znów jest...
nieobecny, jak ostatnio.
I tak od kilku tygodni, raz lepiej, raz gorzej...
Ciężko to znosić.
Nic więcej nie zrobię.
Ktoś pani pomaga?
Mam brata, ale cała opieka i tak spada na córkę.
Powinna pani odpocząć. Zjeść i wypić w stołówce.
Chcę być przy nim, gdyby...
Nie pomaga pani tacie, nie dbając o siebie.
Chciałabym, żeby już odpuścił.
Brzmię jak egoistka?
Nie, ani trochę.
To normalne uczucie.
Krewnym też nie jest lekko.
Tato?
W porządku?
- Boli coś pana? - Tak.
- Trzecie piętro, Lind. - Przyślesz pana Nanę?
Tak, ale trochę to potrwa.
Mamy okienko, inaczej znów będzie czekał.
Dobrze, już idę.
Zawiozę pacjenta na tomografię, a potem przyniosę coś na ból.
- Może pani najpierw przynieść leki? - Zaraz wrócę.
Amelie? Chodź ze mną.
Zawieziesz mojego pacjenta na tomografię?
- Bea mnie potrzebuje. - To zajmie chwilę.
Zabieramy pana na tomografię.
Dobrze. Przepraszam, nudności.
Nudności?
Nie może pan teraz wymiotować. Proszę patrzeć na wprost.
Daj mu kubek i zawieź do windy. Poradzisz sobie?
Dobrze. Dam panu coś na mdłości.
Dziękuję.
Szpital Kantonalny, trzecie piętro, Floria Lind.
Tutaj Röthlisberger.
Córka pani Röthlisberger. Była u was w zeszłym tygodniu.
Tak?
Mama zostawiła okulary w pokoju nr 4.
Mogłaby pani zobaczyć, czy tam są?
Proszę zadzwonić rano. Mamy wtedy więcej osób na zmianie.
Są brązowe z czerwonym paskiem.
Powinny być na stoliku przy oknie.
Jak mówię, proszę zadzwonić jutro.
Mama lubi czytać, ale bez okularów nie może.
Odebralibyśmy je dzisiaj.
Dobrze, poszukam ich, ale nie teraz.
Poda mi pani swój numer?
Momencik.
Poproszę numer.
Zapisałam.
Okulary z czerwonym paskiem w pokoju numer 4.
- Dziękuję. - Do usłyszenia.
Nudności zaraz miną, panie Nana.
To krótka infuzja, parę minut. Można usunąć podczas tomografii.
A jeśli i tak zwymiotuje?
Nie skręcaj gwałtownie, a będzie dobrze.
Do zobaczenia, panie Nana.
Wybacz, skarbie, przyszła asystentka.
Poczekasz? Dzięki.
Dostanę coś na ból pleców?
Dziękuję.
Nie mamy dziś w biurze chwili wytchnienia.
- Lind, trzecie piętro. - Można odebrać pana Hungerbühlera.
- Dobrze, ale za chwilę. - Jak najszybciej, potrzebujemy miejsca.
Jasne.
Chyba bardzo go boli.
Zaraz przejdzie.
Wybaczcie, jesteśmy dzisiaj we dwie.
Wygodnie panu?
Poczujesz się lepiej.
Spokojnie.
Zaraz do pana przyjdę, panie Leu.
- Źle się pan czuje? - Mam zawroty.
Zimno panu?
I poci się pan. Jadł pan?
Nie jestem głodny.
Zmierzę panu cukier.
Opaska.
Palec wskazujący.
Poczuje pan ukłucie.
Spadł panu cukier.
Proszę się położyć.
Niech pan nie wstaje. Przyniosę glukozę.
Poszło dobrze, nie wymiotował. Pojechał prosto na operację.
Świetnie. Ale nie uzupełniłaś glukozy.
Przepraszam.
Braki oznaczają stratę czasu. Zawsze lepiej zapytać.
Zabierz wózek z trójki.
Jest pan cukrzykiem, musi pan jeść.
Wiem...
Niech pan leży i odpoczywa, żeby nie zemdleć.
Wypije pan.
Kiedy przyjdzie pani doktor?
Operuje jeszcze ofiarę wypadku.
Ale potem do pana przyjdzie.
Zmierzymy ciśnienie.
Bo gdyby doszło do najgorszego, muszę pomyśleć o Charlym.
Ma już 11 lat
i nie tak łatwo znaleźć dom dla starego psa.
Ciśnienie w normie.
Pokazać go pani?
Tutaj ładnie wyszedł.
Jest u sąsiadki, ale ta ciągle narzeka.
Nie zatrzyma go. Mówi, że śmierdzi.
To piękny pies.
Nie chcę, żeby trafił do schroniska, gdyby...
Zadzwonię jeszcze raz do sekretarki doktor Strobel.
Proszę wypić sok.
Floria, trzecie piętro. Dr Strobel jest jeszcze u was?
Tak, niedługo kończymy.
Powiesz, żeby zaraz potem tu przyszła?
- To bardzo ważne. - Dobrze. Pa.
Pojechała pani po nie do Bazylei?
Proszę.
Przebadam pana.
- Nikt by nie zauważył, gdybym tu umarł. - Przepraszam.
Mieliśmy nagły wypadek, a jesteśmy tylko we dwie.
Tyle czekać na lek przeciwbólowy. Nie do pomyślenia.
Niemożliwe. Naprawdę.
Ciśnienie w normie.
W dupie mam ciśnienie.
Przepraszam, że musiał pan czekać.
Pan Hungerbühler zajmuje nam miejsce. Trzeba go odebrać.
- Już idę. - Przepraszam?
Jesteśmy rodziną pani Bilgin.
- Wie pani, kiedy przyjdzie lekarz? - Nie wiem.
Chcemy wiedzieć, co dalej. Sprowadzi pani kogoś?
Wszyscy lekarze są na sali operacyjnej.
Mieli z nami porozmawiać po południu.
- Przyjdą, jak skończą. - Czyli kiedy?
- Za godzinę? Dwie? - Naprawdę nie wiem.
A ktoś tu wie cokolwiek?
Muszę odebrać pacjenta,
ale potem zajrzę do państwa matki, dobrze?
Pamiętam o pani, pani Lauber.
Przepraszam, że tak długo.
Operacja przepukliny pachwinowej sposobem Lichtensteina.
Bez komplikacji.
Pół godziny temu dostał 0,5 gr Perfalganu.
Wydalił już wodę. Poza tym nic więcej.
Muszę wyjść?
Nie musi pan.
Był pan operowany. Wszystko poszło dobrze.
- Nazywam się Lind. - Aha.
Wydawało mi się, że jestem w pociągu.
Jechaliśmy długim tunelem. Całą wieczność...
Nie miał końca.
Jak tunel św. Gotarda albo dłuższy.
W końcu pociąg z niego wyjechał.
Ale nie było tam prawdziwej stacji, więc nie wysiadłem.
Proszę samemu nie wstawać do toalety, tylko dzwonić.
A wtedy pojawiła się pani.
Szpital Kantonalny, trzecie piętro, Lind.
Jestem córką pani Kuhn. Dobrze dzwonię?
- Tak, pani mama tu leży. - Jestem w Bostonie. Co z nią?
Proszę zadzwonić jutro do jej lekarza.
Ciężko będzie przez różnice czasowe. Może mi pani powiedzieć?
- Poczeka pani? - Oczywiście.
Dostanie pan herbatę i kolację.
Pan z Chin tu wróci?
- Wciąż go operują. - Szkoda.
Z nikim nie pogadam, on nie zna niemieckiego.
Gdyby coś bolało, proszę dzwonić.
- Pani... - Lind.
Żona spakowała mi szachy.
Może mi je pani podać?
Dziękuję.
Pani mamę przywieziono z zaparciami, ale już jest dobrze.
Mogę z nią porozmawiać?
To nie najlepsza chwila.
Bardzo panią proszę.
Zobaczę, czy nie śpi. Zaraz przyjdę.
Pani Kuhn? Pani córka dzwoni z Ameryki.
Chce się przywitać.
Proszę mówić.
Mamo?
Mamo, mówi Isabelle. Jak się czujesz?
To pani córka z Bostonu. Proszę rozmawiać.
- Tu Isabelle. Mamo, słyszysz? - Chcę do domu.
Chcę do domu. Do domu.
Mamo, tu Isabelle. Wszystko dobrze?
Proszę, chcę do domu.
Pani mama się zdenerwowała.
Poznała mnie w ogóle? Czy ona umiera?
Jest w dobrym stanie. Zaparcie ustąpiło.
Przekażę lekarzowi, by do pani zadzwonił.
Kto to?
- Kto to był? - Już dobrze, pani Kuhn.
Nie...
- Ale ja... - Spokojnie.
Jutro wróci pani do domu. Proszę odpoczywać.
Chcę wrócić do męża!
Księżyc za oknem już wisi
Gwiazdka złota świeci
Rozjaśnia niebo nam
Las stoi czarny i cichy
A nad łąkami się unosi
Przepiękna biała mgła
Świat w spokoju odpoczywa
Mrok ramionami go spowija
Tak przytulnie i cudownie!
Teraz w cichuteńkim pokoju
Od codziennych trosk swych
Możesz odpocząć we śnie
Widzisz ten samotny Księżyc?
Tylko w połowie się błyszczy
Choć okrągły jest i piękny
Czasami, nie wiedzieć czemu,
Z pewnych rzeczy się śmiejemy
Choć kryją się przed wzrokiem
Niedługo podadzą kolację.
Pani Cosatto, nic pani nie jest?
Źle się pani czuje?
Miejmy nadzieję, że nas to nie spotka.
Śpiew trochę pomógł.
Przebadam panią.
Coś panią boli?
Proszę nie zaciskać zębów.
I mówić, jeśli coś boli.
Jestem szczęśliwa. Wynik przyszedł negatywny.
Nie mam raka.
I wie pani co?
Rzucę moją gównianą pracę.
Mogą mi naskoczyć.
Brawo.
Proszę tylko więcej pić, wtedy szybciej panią wypiszą.
Spodobałoby się tej pani, gdybym puściła muzykę?
Można spróbować.
- Wracacie od pani Bilgin? - Tak.
I co? Jej rodzina się denerwuje.
Ciężka sprawa, synowie chcą, byśmy zrobili, co się da.
Ale uważamy, że to zaszkodzi pacjentce.
Ona ledwo mówi po niemiecku.
- Co z oświadczeniem woli? - Nie chcą o tym słuchać.
Trzeba załatwić tłumacza.
Zapiszecie to w jej karcie?
Narzekali, że nikt nie zagląda do ich matki.
Nie rozdwoję się.
Poproście o pomoc dr Akin.
Zna turecki. Lepsze to niż tłumacz.
Dobrze.
Amelie?
Pani Kuhn z jedynki trzeba pomóc przy jedzeniu.
- Tak jak i dwojgu innym. - Dasz radę.
Zadzwoniłam, inaczej by pani nie przyszła.
Cześć, maluchy!
Mam coś dla was.
Dobrze cię widzieć.
Zaraz wrócę.
Najpierw panią przebadam.
W trakcie posiłku.
Myślałam, że jak zadzwonię, to dostanę antybiotyk.
Teraz już za późno.
Wiem, że kiepsko wyszło.
Poziom bólu w skali do dziesięciu?
Dwa.
W przyszłym tygodniu mieliśmy z mężem ruszyć w roczny rejs.
Ale z workiem na brzuchu nie da się pływać.
- Są stroje dla kobiet ze stomią. - Już zrezygnowaliśmy.
Nie wiadomo, czy kiedyś popłyniemy.
Stan zapalny w miejscu wkłucia.
Mówiłam tamtemu, że coś jest nie tak, ale nie posłuchał.
Niechlujstwo.
- Wkłuje się pani na nowo? - Uporam się.
U mnie nie da się szybko. Kłują po sto razy.
To boli!
Nie z mojej winy, tylko stanu zapalnego.
Proszę uciskać.
Już mogę powiedzieć, że się nie uda.
Zaciśnie pani dłoń.
Nie uda się.
Nie ma tu spokoju.
Nikomu się nie udało za pierwszym razem.
- Floria, trzecie piętro. - Macie łóżka dla kobiet?
Mamy podejrzenie zapalenia płuc, a pulmonologia jest pełna.
U nas prawie komplet. Pytałeś wewnętrzny?
Wszędzie komplet.
Niech ją przeniosą do pokoju nr 2.
- Nazwisko Frei, urodzona w 1965. - Frei, 1965, dobra.
Alkoholiczka na zasiłku, podłączona do tlenu.
Zachowywała się dziwnie? Agresywnie?
- Nie. - Dobra. Cześć.
Może pójdziecie na stołówkę, a ja się nią zajmę?
Jasne.
Później dokończymy grę.
Przyniesiesz mi czekoladę? Obiecujesz?
Dziękuję.
Dzięki za ratunek.
Proszę powiedzieć mężowi, że chciałaby pani odpocząć.
Mogłabym.
Ale być może czeka mnie wieczny odpoczynek.
Wszystko w porządku?
Dużo pracy.
Zmierzę temperaturę.
A prywatnie?
Rok temu była pani w trakcie rozstania.
Cóż...
Mając dziecko, ciężko tak naprawdę się rozstać.
Tak, to niełatwe.
Ale lepsze to niż rak.
Przepraszam.
- Floria, trzecie piętro. - Można odebrać pana Songa.
Zaraz przyjdę.
- Boli coś panią? - Nie.
Morfina to w tym wszystkim jedyny plus.
Wszystko gra.
Proszę to wziąć przed kolacją.
Denerwuję się jutrzejszym tumor boardem.
Czy to ma sens?
Operacja po operacji, a potem znowu chemia?
Warto?
Nie musi pani teraz odpowiadać. Jeszcze tu poleżę.
- Właśnie jemy. - Chciałam powiedzieć dobranoc.
Emma, mama dzwoni.
Halo, mamo.
Cześć, skarbie. Miło spędziłaś dzień?
Tak.
- Co miałaś w szkole? - Liczenie.
- Tylko? - Pisanie też.
Pisanie też.
A po szkole?
Byliśmy na placu zabaw i na lodach.
Lody zimą?
Zazdroszczę.
Jaki smak wzięłaś?
- Zgadnę. Truskawkowy? - Muszę kończyć, mamo.
Poczekaj jeszcze. Chcę słyszeć twój głos.
Nie mogę się doczekać, aż razem porobimy coś fajnego.
Emma?
Floria? Potrzebuję kluczyka od „trucizn”.
Idę do pooperacyjnej. Amelie jest z tobą?
Trzeba pomóc pacjentce z jedzeniem.
Nie wiem, gdzie jest.
Dr Strobel?
Wzywałam panią do Roberta Leu.
Przyszły jego wyniki. Porozmawia z nim pani?
Rak jelita grubego. Jutro.
- Czekał cały dzień. - Powiedziałam, że jutro.
Tak się nie traktuje ludzi. Ma prawo wiedzieć.
- A ja mam prawo wrócić do domu. - To zajmie 10 minut.
Cały dzień operowałam, bez jedzenia, bez przerwy, dobrze?
Wcale nie dobrze.
To pan Song, urodzony w 1959.
Appendektomia. Bez komplikacji.
Wydalił już wodę.
Ma alergię na metamizol,
więc dostał oksykodon w kroplach.
Dzięki.
Panie Song?
Proszę samemu nie wstawać do toalety.
Nie wstawać.
Dzwonić.
Boli pana.
Podam coś panu.
- Ja też poproszę. - Dobrze.
Przyjdzie dzisiaj pani doktor?
Miałam do pana zajść.
Już pani nie musi.
Niestety dzisiaj już nie przyjdzie.
Przykro mi. Będzie jutro o siódmej.
Powinna pani przyjść.
Proszę mi to dać.
- Miałaś jej pomóc. - Ale mówiłam, że...
Nie możesz się ociągać.
Wyczyść ją i pomóż jej jeść.
- Nie włączyłaś światła. - Zapomniałam.
- Potrzebuję klucza. - Pomożesz?
Nie byłam u wszystkich pacjentów.
To zajmie chwilę. Proszę unieść kolana.
Właśnie tak. Dziękuję.
Ręce na brzuch.
Na trzy przesuniemy pana.
Dzięki.
Pani Frei?
- Tak, a co? - Proszę zgasić tego papierosa.
- Jestem na balkonie. - Tu też nie wolno palić.
- Zwłaszcza przy butli z tlenem. - Będę uważać.
Serio?
Proszę oddać paczkę.
- Zwariowała pani? - Bo wezwę ochronę.
Zapalniczka.
- Dostanie je pani przy wypisie. - Bo uwierzę...
I założy pani wąsy tlenowe.
Dobra. Zadowolona?
Proszę wracać do pokoju.
Zejdź ze mnie, tępoto.
- Coś nie tak z tatą? - Nie, ale pana Leu nie ma.
Czasami chodzi zapalić.
Jak wróciłam ze stołówki, nie było jego i jego rzeczy.
PANI LIND, JEST PANI ANIOŁEM. DZIĘKUJĘ I POWODZENIA, RÖBI LEU
Panie Leu!
Chyba źle z nim.
Tu Leonie.
Mam pacjenta z reakcją alergiczną na metamizol.
- Objawy? - Silna wysypka i świąd.
Dwa miligramy klemastyny. Zaraz przyjdę.
Dwa miligramy.
To reakcja alergiczna. Doktor już idzie.
Przyniosę antidotum.
- A pan jak się czuje? - Jak ta lala.
Panie Song, podam panu antidotum.
Poczuje się pan lepiej.
Zmierzysz ciśnienie krwi?
Floria, ciśnienie.
W porządku. Wysypka zaraz ustąpi.
W normie.
Dobrze, zajrzę do pana później. Albo proszę dzwonić.
Pomyliłam ich środki przeciwbólowe.
Nie obwiniaj się.
Każdy popełnia błędy.
Zapiszę to na wykresie.
25 minut temu zamówiłem herbatę u młodej pielęgniarki.
25 minut.
- W tym czasie był tu katering. - Ale mieli inną herbatę.
Chciałem miętę, a nie to gówno.
Po co prywatne ubezpieczenie, skoro i tak traktują cię jak śmiecia?
- Zaraz wracam. - Nie zaraz! Chcę herbaty teraz!
Teraz!
I proszę wezwać przełożoną!
Co zrobiłaś Amelie?
Płakała.
Mama nie oddycha.
Pani Bilgin?
Proszę coś zrobić.
Zaczynamy reanimację.
Tak, proszę!
Proszę poczekać na zewnątrz.
Pani Bilgin, 69, rak przełyku, metastaza, wstępna diagnoza.
Zły stan ogólny.
- Status reanimacji? - Brak oświadczenia.
Zatem pełna reanimacja.
Przejmuję.
15 litrów tlenu. Wentylacja gotowa.
Wyjdźmy, panie Bilgin.
Umiera?
Robią wszystko, by ją odratować.
Pójdę po braci...
Sprawdźmy rytm, krótka przerwa.
Migotanie komór. Kontynuujemy, ładuj 150 dżuli.
Naładowany. Uwaga. Strzelam.
Bardzo mi przykro.
Robiliśmy, co się dało.
Niestety panów matka zmarła.
Ale jak to? Dlaczego tak nagle?
Dowiemy się tego po autopsji.
Ani razu do niej nie zajrzałaś.
- Nikt w tej norze się nią nie zajął! - Podejrzewam zator płucny.
Nie mogła tego przewidzieć.
Podejrzewa pani, ale nie ma pewności!
Wiemy, że panów matka była bardzo chora.
Kiepsko rokowała.
Odebrałam za ciebie Osmaniego.
Dziękuję.
Ani razu do niej nie zajrzałam.
Była ostatnia na mojej liście.
Powiem synom, że mogą wejść.
A ty zrób sobie przerwę.
To chyba rekord.
Godzina, trzy minuty i 10 sekund, żeby dostać herbatę.
Zwariowałaś? Kosztował 40 000 franków!
Idź po niego, głupia krowo!
A ty jestem tępym dupkiem, mimo że umierasz.
W porządku?
Wyrzuciłam przez okno zegarek pacjenta.
Co?
Wyrzuciłam przez okno zegarek wart 40 000 franków.
Wyrzuciłaś przez okno zegarek wart 40 000 franków?
Ciągle mierzył czas, więc mu go wyrzuciłam.
Naprawdę wyrzuciłaś go przez okno?
Daruj, ale to zajebiste!
Przezajebiste!
Wyrzuciłaś przez okno zegarek wart 40 000 franków?
Przez okno!
40 000 franków?
Ty to jesteś!
Ja wszystkiego przypilnuję, a ty idź go szukać.
Nie powinna pani tu być.
Na górze nie wolno mi palić.
- Proszę wziąć butlę i wracać. - Dobra.
Nie znalazłam zegarka.
Naturalnie zgłoszę to jutro kierownictwu i administracji
i pewnie zostanie wszczęte postępowanie.
Nie wiem, czy ubezpieczenie szpitala pokryje koszty.
Raczej nie.
Zapłacę panu za zegarek.
Potrwa to kilka lat. Nawet wiele.
- Jebać zegarek. - Słucham?
Jebać zegarek.
Już mi nie będzie potrzebny.
Ale pani wygląda.
Twarz też pani umyje.
Przepraszam za tamte słowa. Że pan umiera.
Nie.
Ma pani rację.
Rak trzustki jest jednym z najgroźniejszych.
Tak mówi Wikipedia.
Nikt o tym nie wie.
Nawet moja żona.
Pobraliśmy się rok temu.
Nie rozumiem tego.
Żyłem zdrowo.
W mojej rodzinie są długowieczne osoby.
Dlaczego ja?
Kurwa!
Przepraszam.
Pewnie co chwilę pociesza pani takich dupków jak ja.
Dość często.
Ale trafiają się gorsi od pana.
Naprawdę?
Może nie.
Jak znajdzie pani zegarek, proszę go wziąć.
A jeśli jutro doktor powie, że pan nie umiera?
To zaskarżę panią.
Dziękuję.
Dziękuję.
Tak nie może być.
Mogę dostać inny pokój?
Ktoś z nocnej zmiany da panu zatyczki.
Jutro zobaczymy, co da się zrobić.
Proszę samemu nie wstawać, tylko w razie czego dzwonić.
Będzie tu pani jutro?
Tak.
Bea już mi powiedziała. Pracowity dzień?
- Nie dokończyłam drugiej rundy. - Zrobię ją za ciebie.
Dzięki.
Witam, ja na chwilę.
Niedługo przyjdzie ktoś z nocnej zmiany.
Dziękujemy. Miłego wieczoru.
Amelie? Dzisiaj było trochę nerwowo.
Nie ociągałam się.
Wiem, przepraszam.
Do widzenia.
Nie bądź zbyt miła, bo się przyzwyczai.
POINFORMOWAĆ CÓRKĘ W BOSTONIE
- Pomóc ci w czymś? - Nie, dzięki.
- Miłego wieczoru. - Dziękuję.
Tego wcześniej szukałaś?
- Dziękuję. - Nie ma za co.
Pani Frei?
DO ROKU 2030 W SZWAJCARII BĘDZIE BRAKOWAŁO 30 000 PIELĘGNIAREK.
36% WYKWALIFIKOWANYCH PIELĘGNIAREK REZYGNUJE JUŻ PO CZTERECH LATACH.
ŚWIATOWY NIEDOBÓR PIELĘGNIAREK STANOWI GLOBALNE ZAGROŻENIE DLA ZDROWIA.
WHO SZACUJE, ŻE DO ROKU 2030 BĘDZIE BRAKOWAĆ OK. 13 MLN PIELĘGNIAREK.
Tekst polski - Altair87
facebook.pl/GrupaHatak
facebook.pl/AzjaFilm
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.