Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Idę do wody.
ZŁOTO DLA PSÓW
W jego namiocie...
trzy razy.
Raz...
próbowaliśmy...
anala, ale nie dałam rady.
W mieszkaniu - sześć razy.
Raz było przepięknie.
Przy złotej poświacie.
Płakałam.
Dwa razy w samochodzie.
Doszedł na moich piersiach.
Na plaży - trzy razy:
dwa w nocy, raz za dnia, na wydmach.
Raz pod prysznicem na kempingu.
Doszedł mi w ustach i połknęłam.
Dzień dobry! Co podać?
- Co chcesz? - Smarties
i niebieskie lody.
- Lubisz pianki? - Tak.
- Do kubka czy wafelka? - Do wafelka.
- Coś jeszcze? - Kulka truskawkowych.
Włosy!
Esther, w tej chwili je złap!
Już podaję.
Cześć, tu Mado. Zostaw wiadomość.
Cześć, mamo. Tu Esther.
Co u ciebie?
Minęło trochę czasu...
Oglądam właśnie piękny zachód słońca.
Szkoda, że go nie widzisz.
Jest jak z filmów.
U mnie wszystko dobrze.
Chciałabym z tobą porozmawiać. Pewnie jesteś zajęta.
Będę kończyć. Kocham cię.
Oddzwoń, jak znajdziesz czas.
Całuję!
- Jean. - Marie-Lou.
Miło mi.
- Jesteś dziewczyną Manona? - Kuzynką.
To moja impreza pożegnalna.
Zdrowie!
Esther!
Esther!
Przestań.
Nie podoba ci się?
Nie jestem w nastroju.
Chrupiesz od piasku.
Przestań.
Esther!
Przestań!
Przestań!
Kurwa, przestań!
Esther!
Chodź!
Coś źle robię?
Nie w tym rzecz.
Daj mi swój adres. Napiszę ci kartkę.
Serio?
- Nie chcesz? - Chcę.
Jean Favre, ul. Envierges 27.
75-020, Paryż.
- Zgadza się? - Tak.
Jadę.
Jean... wyjechałeś.
Codziennie odtwarzam nasze kroki pod tym samym słońcem.
Chciałabym się oparzyć,
żeby poczuć coś innego niż twoją nieobecność.
Piasek wciąż jest złoty. Przewiewa mnie wiatr.
Wysokie drzewa lśnią.
A ja jestem tu
i pielęgnuję wspomnienia o tobie.
Wczoraj klient poprosił 12 kulek lodów.
I zdechł pies Peya.
Mówią, że utonął.
Ciekawe, jak tam jest u ciebie.
Czy twoje włosy wciąż pachną oceanem.
Myślę o tobie.
Esther.
Cześć!
Cześć!
Zagrajmy!
Dwie osoby zamkniemy w łazience.
Na mnie nie licz.
Dobra. Sama wybiorę te osoby i zobaczymy, co się stanie.
Ty!
I ty!
- Boisz się? - Czego?
Siedzenia tu ze mną.
Nie.
Niełatwo cię wystraszyć.
Chodź.
Całe lato cię obserwowałem.
Coś się zmieniło.
W tobie.
- Przestań. - Nie zrobię nic, czego byś nie znała.
Od razu poznałem, kim jesteś.
Kim naprawdę jesteś.
Takie jak ty są rzadkością.
Przestań.
Rozmawiałem z Jeanem, ale on nie rozumie tych spraw.
Nie widzi tego, co ja.
Według niego jesteś słodka.
Ale to nieprawda.
Nie panikuj z powodu tego, co się stało tego lata.
Szpara, która się otworzyła, więcej się nie zamknie.
I my, faceci, zawsze zobaczymy ją u ciebie.
Zawsze.
Przestań.
Dlaczego mam przestać?
- Myślałem, że się nie boisz. - Nie boję się.
- Mam to gdzieś. - Poważnie?
Na pewno jesteś teraz mokra.
Widzisz? Tak, jak powiedziałem.
Daj rękę.
To silniejsze od ciebie. Taka jesteś.
Dotknij mnie. Zrób mi dobrze.
Deser szefa kuchni. Naleśniki.
- Misiu! - Co u ciebie?
- Jak się masz? - Trzymaj. Jedz.
Byłam w swoim pokoju.
Miałam ci powiedzieć. Znalazłaś pudełka?
- Nie wszystkie. - Słucham?
- Gdzie moje rzeczy? - Nie jesteśmy magazynem.
Przerobimy poddasze na sypialnię, żebyś mogła nas odwiedzać.
Jadę do Paryża. Do Jeana.
Mieszka tam. Mówiłam ci o nim.
- Długo zostaniesz? - Może się tam przeprowadzę.
Wpadłam się pożegnać.
Dziewczyny i ich miłości!
To chyba rodzinne. Masz to po mnie.
Mój śliczny!
Nie dostanę buziaka?
Twoja mama mogłaby nosić takie sukienki.
- Prawda? - Czego chcesz?
- Jestem zajęta. - On ciągle płacze.
Pójdę do niego w przerwie.
- To wszystko? - Tak.
- Nie umiesz się powstrzymać? - Z czym?
Nie udawaj. Myślisz, że to zabawne?
- Uspokój się. - Wpada tu,
paraduje półnaga przed moim facetem i mam się uspokoić?
Kiedy przyjeżdżasz, zawsze jest afera.
To silniejsze od ciebie.
Po co przyszłaś?
Nie dam ci pieniędzy, bo nie mam.
Powinnaś mieć swoje. Masz?
Uważaj, nie przyjadę do Paryża cię ratować.
W porządku.
Idź już. Mam dużo pracy. Dzwoń.
Kocham cię!
Wysadzę cię na dworcu Morcenx. To po drodze.
- Mogę coś włączyć? - Śmiało.
Michel Sardou?
Dowcip dla kumpli.
Mam inne.
Cześć, tu Jean Favre.
Nie mogę odebrać. Zostaw wiadomość.
Przepraszam,
czy to daleko?
To tu.
Bardzo pani dziękuję.
Jean!
Jean!
Tu Esther.
Jean!
Schodzę. Jedną chwilę!
Zaraz będę.
Chodź.
Poproszę dwa piwa.
Posłuchaj.
Co tu robisz?
Nie możesz dzwonić do mnie po 200 razy dziennie.
Mam swoje życie.
O co ci chodzi?
Nie rozumiem.
Masz tu rodzinę?
Przyjechałaś zwiedzić Paryż?
Mówiliśmy, że po sezonie przyjadę...
Do Paryża.
Powiedziałem to po pijaku,
o zachodzie słońca, na plaży.
Nie wiem, czemu.
Dziękuję.
Byłaś...
szczęśliwa, zakochana. No i było lato.
Ale ja jestem zakochana.
Kocham cię bezgranicznie.
Pozwól mi to pokazać.
Możemy pójść do ciebie.
Spędzimy trochę czasu we dwoje.
Posłuchaj.
Wróć do domu.
Nic tu po tobie.
To się nie uda.
Rozejrzyj się.
Gdzie twoje rzeczy?
Przyjechałaś tu półnaga.
Okryj się.
Masz pieniądze?
Jakiś nocleg?
Nie możesz ze mną zostać. Jasne?
Masz kasę?
Trzymaj.
Kupię ci bilet na pociąg.
Chcesz?
Nie problemu.
Posłuchaj.
Idę.
Uważaj na siebie.
Wróć do domu.
I przestań do mnie dzwonić.
Dobrze?
Cześć.
Napijemy się?
Nie jestem śpiąca.
Masz fajny bar.
Nie jest mój. Pracuję tu.
Chcesz?
Śmiało.
Egipskie.
Zdrowie.
Twój facet to nic dobrego.
Jak masz na imię?
- Wael. A ty? - Esther.
Czyli "gwiazda" i "ta, która ukrywa".
- Ładnie? - Bardzo.
Mogę włączyć muzykę?
Już zamknięte.
Jestem zmęczony. Muszę się przespać.
Jedna piosenka i pójdę.
Dobrze.
Chcesz mnie pocałować?
Jestem dla ciebie za stary.
Tylko raz, potem pójdę.
No to idę.
Poradzisz sobie?
Lubię chodzić.
Dzięki. Cześć.
Czekaj!
Dzięki. Do widzenia.
Dawaj plecak!
No już!
Dokąd jedziemy?
Masz jakiś adres?
Ile przejadę za 20 euro?
Nie wiem. Mniej więcej pół godziny.
- Dojadę do dworca? - Którego?
Montparnasse.
Jasne.
Zaczekaj tu.
Synu mój, nie lekceważ karania Pana...
Przepraszam.
...nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza.
Bo kogo miłuje Pan, tego karze,
chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje.
Trwajcież w karności!
Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi.
Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?
Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne,
potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli,
błogi plon sprawiedliwości.
Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana!
Proste czyńcie ślady nogami,
aby kto chromy nie zbłądził,
ale był raczej uzdrowiony.
Zobaczyliśmy,
jak Dekalog, czyli dziesięć przykazań,
jest przekazywany przez Mistrza Uczniowi...
Kaplica jest za nami. Refektarz na końcu korytarza.
Tak?
Zaczekaj tu.
Ile kosztuje noc?
Tu nie ma cen.
Nie jesteśmy hotelem.
Dasz, ile uważasz.
A jeśli nic nie mam?
Zobaczymy.
Chodź. Już pora mszy.
Widziałam cię na obiedzie.
Nie jadłaś.
Jestem Esther.
Mamo, świetnie mi się układa.
Jean jest uroczy. Pokazuje mi miasto.
Dzisiaj oglądaliśmy je z góry, z Wieży Montparnasse.
Było ekstra.
Chciałabym ci kiedyś pokazać Paryż.
Spodobałby ci się.
Nie martw się, że nie dzwonię. Zgubiłam telefon, ale będę pisać.
Ciekawe, czy zrobiłaś z babcią dżem jeżynowy.
Całuję.
Esther.
Znasz tamtą dziewczynę?
Którą?
Tę, która nie je.
Jest bardzo ładna.
Złożyła śluby milczenia.
Nie odzywa się od dwóch lat.
Najstarsza siostra mi powiedziała.
Ma bzika, ale jest sympatyczna.
Cześć.
Jak się masz?
Chodź!
Nazwę cię Jezus.
Moja rodzina jest bardzo religijna.
Przed osiemnastką udajemy się na odosobnienie.
Moi bracia i siostry też je zaliczyli.
W wakacje pójdę pieszo do Santiago de Compostela.
Z kuzynem.
Nie mogę się doczekać!
- Masz rodzeństwo? - Nie.
Pewnie brzmię staromodnie.
Ludzie uważają mnie za oldschoolową.
Ja nie.
Moja ciotka z południa jest zakonnicą i znała Ojca Piotra.
Ekstra!
Moja babcia go uwielbia.
Mam pomysł.
Siostra zdradziła mi tę kryjówkę.
Musiał tu być jakiś facet!
Wiedziałam!
Bóg jest wszędzie.
Tak. Jest tu mężczyzna. I to jaki!
Nie mówisz za wiele.
Lubię słuchać innych.
Jestem w tym dobra.
Widać po to się urodziłam.
Żeby być dla innych.
Mama zawsze tak mówi.
Nawet przy narodzinach się uśmiechałam.
Podobno byłam najpiękniejszym dzieckiem.
Mama była szczęśliwa,
mimo że ojciec zmył się, kiedy powiedziała mu o ciąży.
Nazywała mnie swoim słoneczkiem.
Dziadkowie prowadzili hotel.
Na końcu korytarza był chłopiec, który ciągle płakał.
Moje przeciwieństwo.
Pewnego dnia ktoś wpadł na pomysł.
Ponieważ ja byłam wesoła,
a on smutny,
postanowili nas zapoznać, żebym zaraziła go swoją radością.
W nocy położyli mnie obok niego.
W jednej chwili przestał płakać.
Kto wie, może się we mnie zakochał...
Może.
Muszę lecieć, bo spóźnię się na mszę.
Jezus, chodź!
Proszę.
Chciałabym pracować.
Wiesz, dlaczego tu pracujemy?
Nie.
Zwykle nie zaciągamy do pracy przyjezdnych.
Praca to akt wdzięczności, filar klasztornego życia.
Zrobię, co siostra zechce.
Co umiesz robić?
Wszystkiego po trochu.
Kiedyś robiłam lody.
A wcześniej pracowałam w polu.
Zbierałam winogrona.
Odcinałam szczypior od cebuli.
Takie tam.
Mogłabym pracować przy pszczołach.
To zbyt skomplikowane.
Poza tym siostra Laetitia zajmuje się ulami.
W przyszłym tygodniu będziesz pomagać w kuchni.
Dziękuję!
Bardzo dziękuję!
- Ciało Chrystusa. - Amen.
- Ciało Chrystusa. - Amen.
- Ciało Chrystusa. - Amen.
Ciało Chrystusa.
Ciało Chrystusa.
Śmierdzisz.
Oboje śmierdzimy.
- Co jej się stało? - To ta dziewczyna!
Moja mama i jej nowy facet mają dziecko.
On dziwnie mnie traktuje, więc kiedy przychodzę,
zaczynają się wrzaski.
Nie lubię tego.
Nie myśl, że matka mnie zaniedbywała.
Nie było łatwo, ale niczego mi nie brakowało.
Pomyślałam, że przyjadę do Paryża zamieszkać z Jeanem.
Poznałam go tego lata na plaży.
Widziałaś kiedyś ocean?
Chciałabym cię poznać.
Bóg jest naszym królem, uwielbiajmy Go!
Bóg jest naszym królem, uwielbiajmy Go!
Wykrzykujcie na cześć Pana, wszystkie ziemie:
służcie Panu z weselem!
Wśród okrzyków radości stawajcie przed Nim!
Bóg jest naszym królem, uwielbiajmy Go!
Wiedzcie, że Pan jest Bogiem:
On sam nas stworzył, my Jego własnością,
jesteśmy Jego ludem, owcami Jego pastwiska.
Bóg jest naszym królem, uwielbiajmy Go!
Tu panują określone zasady.
Niech to się więcej nie powtórzy.
Wiem, że tam jesteś.
Chciałam się tu skryć przed dniem.
Zasłoniłam twarz białym płótnem, zanim się zestarzeje
i straci swoją moc.
Chcę ją zamknąć, by zachować dumę.
By nikt nie mógł mi jej odebrać.
By nikt nie mógł się nią cieszyć.
Na zewnątrz nie mogłam się zestarzeć.
Takie jak ja nie powinny tego doświadczyć.
Przyszłam tu, by coś zakończyć.
By wszystko się skończyło.
Aby na zewnątrz szeptano o moim losie,
jak o innych kobietach.
Aby ludzie byli zaskoczeni.
By mówili.
Aby moje gesty robiły wrażenie.
Aby nigdy nie zapomnieli.
I zawsze chcieli mnie znać.
Żebym była jedną z tych rozczarowanych mężczyznami kobiet,
które zwróciły się do Boga.
Nigdy nie ufałam mężczyznom.
Gardziłam nimi.
Czekałam tu na miłość Najwyższego,
rozczarowana miłością maluczkich.
Bez luster.
Nocami nadstawiałam uszu.
Czekałam na Niego.
Zrobiłam Mu miejsce w swoim sercu, a nawet łóżku.
Każdego ranka Go pozdrawiałam.
Całowałam Go co wieczór.
Zrobiłam mu w sobie miejsce.
Ale On milczał.
Każdego dnia, ten sam rytuał, to samo niekończące się wołanie.
Ciało pokryły żałosne stygmaty mych słabości.
Ale On...
nigdy nie zaszeptał mi do ucha.
Za kilka miesięcy złożę swoje śluby.
Nie będzie odwrotu.
Zaakceptuję najzimniejszą ciszę bez strachu.
Przysięgnę Mu dozgonną miłość.
Nawet jeśli On nigdy mnie nie pokocha.
Więzienie jeszcze bardziej się zamknie.
Twarz zacznie się starzeć, aż zgnije.
To bez znaczenia.
Dla siebie będę martwa.
Złożę ofiarę ze swego istnienia - śmierdzący, śmiechu wart dar.
Drzwi na zewnątrz nie będą już dla mnie otwarte.
Nadejdzie odpoczynek.
Na dłoniach pojawią się plamy.
Policzki uschną, piersi opadną.
Może wtedy mnie pokocha.
Stanę się wielką oczekującą szczeliną.
A On będzie jej jedynym gościem.
Będę mu posłuszna.
Nie będę płonąć.
Wystarczył twój wyraz pożądania.
Jesteś jak wilk nocą.
Poznałam cię.
I znienawidziłam.
Nieświadomie sprowadziłaś do mnie procesję
mężczyzn i kobiet.
Jesteście w moim łonie i domu.
Bóg was wita. To niesprawiedliwe.
Wymazałaś całą miłość we mnie.
Sprowadziłaś wszystko, o czym próbowałam zapomnieć.
Śniło mi się, że masz zaszyte usta,
krew spływa ci po szyi,
a ja patrzę, jak cierpisz.
Teraz żyły mych dłoni czerwienieją.
Esther, nie jesteś taka jak ja.
Tobie dano miłość.
Jesteś ładna.
Wulgarna.
Dlatego ludzie cię kochają.
Bóg by cię pokochał, gdybyś poprosiła.
Ale ty jesteś ponad to.
Masz miłość,
którą wielkodusznie mi ofiarowałaś.
Odejdź stąd.
Przestań przywracać mnie do życia. Nie chcę.
Nie przyszłaś tu na próżno.
Byłaś moją ostatnią próbą.
Widziałaś Esther?
Tekst: Agnieszka Figlewicz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.