Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
ODDZIAŁ URAZOWY: BOHATEROWIE W AKCJI
BOHATEROWIE W OBLICZU TRAGEDII
PRAWDZIWY LEKARZ
DOKTOR BOHATER
Genialne.
DO RZĄDU GO!
PRZYSTOJNIAK Z NIEGO
„Brawo, doktorze Baek Kang-hyuk!”
„Ciacho! Kibicuję panu!”
„Ciacho”?
A co?
Znów zalewa się pan komplementami?
Czemu nie? Sama prawda.
Atencjusz.
„Atencjusz”? Jak śmiesz.
Ona to powiedziała.
Zgadza się.
Siostro, nie chciałem…
To pana wina, doktorze.
Nie rozumiesz, o co mi chodzi?
O co?
Jak szpital widzi nasz oddział?
Studnia bez dna, cierń w oku, potwór drenujący budżet.
Właśnie.
I co musimy zrobić, by przetrwać?
- Przyciągnąć pieniądze. - Niby jak?
Zobacz.
CENTRUM URAZOWE NA FALI
Najpierw przygotowujemy obronę, zyskując sympatię ludzi.
Nieustannie ratujemy pacjentów.
Gdy ludzie zrozumieją, jak ważne jest centrum urazowe,
szpital nie mógł już z nami zadzierać.
Rozumiem.
Chodzi mi o to,
że jestem ziemią świętą centrum urazowego.
Ty jesteś Synem Bożym.
A ona jest świętą.
Nie może się ujawnić.
Przepraszam.
Nie mam całego dnia. Do rzeczy.
Gratulacje.
Spełniło się pana życzenie.
Zaczekajmy z gratulacjami do zatrudnienia pełnej kadry.
Jakiej pełnej kadry?
Ciekawe, czy minister Kang odbierze.
Grozi mi pan?
Tak.
Trafił pan w sedno.
MINISTER KANG MYEONG-HUI
Po wypadku na moście
interes publiczny centrum urazowego stał się znacznie większy.
To idealny moment, by dać im wsparcie.
Tędy.
Zgadza się pan, dyrektorze Choi?
Lekarze dla Pokoju wracają do Sudanu Południowego
po podpisaniu w sierpniu umowy pokojowej.
Ogłoś rekrutację do centrum urazowego.
- Jak to? - Minister Kang na nas liczy.
Prosi o pełne wsparcie.
Bez obaw. I tak nie ma chętnych.
Najpierw wielki deficyt, a teraz jeszcze to!
W ostatnim tygodniu helikopter startował pięć razy!
Koszty rosną.
Czy on coś do mnie ma?
Rozumiem.
- Mówisz, jakby cię to nie dotyczyło. - Naprawdę?
Tylko ja traktuję to poważnie?
Baek Kang-hyuk nie może robić, co chce.
Owszem.
Jeśli deficyt nie spadnie, zastąpią mnie kimś innym.
Na to liczysz?
Proszę tak nie mówić. Oczywiście, że nie!
Nie będziesz dyrektorem.
Lepiej martw się o obecne stanowisko.
Trzeba zwolnić najlepiej opłacanych, by zmniejszyć deficyt.
Na przykład ciebie, sekretarzu.
Rozumiem.
To za mało.
Musisz podjąć jakieś działania.
Ciągle mną pomiata. Traktuje mnie jak sługę.
Zaraz poprosi o podtarcie tyłka.
Coś się stało?
Dyrektor Choi wściekł się na Baeka Kang-hyuka.
Baek zatwierdził dodatkowy budżet wbrew jego woli. Wkurzył go.
Serio? Zatwierdził go?
Wiem, udało mu się.
Co za ulga. Sam chciałem o tym wspomnieć.
Ulga?
Wiesz, jak to jest.
W chirurgii urazowej deficyt jest nieunikniony.
Czemu cię to obchodzi?
Jestem ordynatorem chirurgii ogólnej.
Właśnie. I nie obchodzi cię, że szpital zaraz zbankrutuje?
Zmieniłeś zdanie, bo uratował Ji-yeong?
Słucham?
Myślisz, że stanąłbym po stronie Baeka?
Jak możesz tak o mnie myśleć? Jak długo się znamy?
Dzieliliśmy wzloty i upadki! Jesteśmy sobie lojalni od 20 lat!
Po co mi taki mięczak?
Znowu ten pieprzony helikopter!
Cholera jasna.
Hej! Może trochę ciszej?!
Do was mówię, dupki!
Baek Kang-hyuk sobie lata?
No to przytnę mu skrzydła.
Dokąd jedziemy?
Na salę operacyjną!
ODDZIAŁ INTENSYWNEJ TERAPII
- Powodzenia. - Dzięki!
Powiadomię bliskich, a ty zgłoś pacjenta.
- To robota lekarzy. - Pomóżmy sobie.
My mamy zmiany. Oni niemal nie śpią. Idź.
Mogę szybko zadzwonić?
Jedynka!
- Przygotuj się do torakotomii. - Dobrze.
Intubuję.
- Doktorze Park. - Tak?
Ma niskie ciśnienie. Powoli z lekami zwiotczającymi.
„Doktorze Park”?
Mnie nie nazywa pan doktorem.
Zamknij się i zajmij się dezynfekcją.
Tak jest.
Rurka wprowadzona. Rozpoczynam znieczulenie.
Ręcznik.
Dobrze.
Rozłożony?
Kitel.
Oczywiście.
Co to ma być?
Jestem Agnes.
Nie pytałem o imię.
Jest nowa.
To katoliczka. Stąd takie imię.
Pracowała na oddziale ratunkowym.
Prosiłem o dodatkowe ręce do pracy,
a przysyłają nam żółtodzioba?
Nie, odłóż to!
Usiądź i nie ruszaj się, księżniczko.
Wszystkim się zajmę.
Cholera, co za raban.
Doktorze!
To ja, komendancie straży pożarnej.
- Tato? - Co on tam robi?
Miło, że mnie pan odwiedza.
Oczywiście, że tak. Sam powinienem się panem zająć.
Kazałem lekarzowi objąć pana specjalną opieką,
by mógł pan spokojnie zdrowieć.
Komendant straży pożarnej? Co Jae-hun u niego robi?
Mam bardzo złe przeczucia.
POWIETRZNA JEDNOSTKA RATUNKOWA
Panie An!
Tak?
Proszę zobaczyć.
Skąd ta powaga?
TRANSFERY KADROWE AN JUNG-HEON DO AMINISTRACJI
Pediatria prześle oficjalną odpowiedź?
Mają dziś do nas napisać.
Rokowania nie są złe.
Doktorze Baek!
Mężczyzna spadł w górach. Ma poważny uraz głowy.
- Szykuj się. - Dobrze.
Nie możemy lecieć.
Jak to?
Od razu zadzwoniłem do jednostki ratunkowej.
Pan An Jung-heon…
został przeniesiony.
Jednostka ratunkowa.
Baek Kang-hyuk z HNUH.
Potrzebujemy lotu do Bukhansan. Czemu to niemożliwe?
Proszę posłuchać, doktorze.
Proszę szybko nas odebrać.
Chwileczkę.
Chwileczkę?
- Liczy się każda sekunda. - Halo?
- Doktor Baek Kang-hyuk? - Tak. Z kim rozmawiam?
Jestem nowym szefem.
CHO DEOK-HYU
Słyszałem o panu.
Z naszych danych wynika,
że używa pan helikoptera jak własnego auta.
Tak nie można. To własność państwowa.
- Jak własnego auta? - Co?
Nawet zasiadł pan za sterami.
Ma pan licencję?
Czy to teraz ważne?
Przecież nie sterowałbym bez licencji.
- Helikopter, szybko! - Proszę nie krzyczeć.
Prośby telefoniczne nie będą akceptowane.
Proszę wysyłać oficjalny wniosek, zgodnie z procedurami.
Co to za stek…
Halo!
- Co za skur… - Doktorze!
Bez przeklinania.
Spokojnie.
Proszę oddychać.
Cholera!
Co się stało? Helikopter nie leci?
Cały czas odmawiają.
Nieważne.
Pacjent jest najważniejszy. Skontaktuj się z ratownikami.
Tak?
Mówi Yang Jae-won z HNUH. Jaki jest status rannego?
Ciśnienie 80 na 50.
Nieprzytomny. Bez odruchu źrenicznego.
- Jesteście w drodze? - No właśnie.
Nie będziemy mogli przylecieć.
- Kazali nam przesłać wniosek. - Wniosek?
Zatwierdzają je tylko rano.
- Wiedzą, że to pilne? - Próbowaliśmy im to uzmysłowić.
Da się tam dojechać autem?
Tak.
Spróbujemy dojść do szlaku. Pospieszcie się.
Dobrze.
Do cholery!
Kto ci pozwolił? Mamy wezwać taksówkę?
Może niech oni przyjadą tu taksówką?
Mamy karetkę.
- Karetkę? - Tak.
Nie mamy czasu. Co to ma być?
- Cacko, co? - Co to?
Z helikopterem była zbędna.
Kupili ją za fundusze na centrum urazowe, by pochwalić się ministerstwu.
Ma wszystko, czego trzeba. I stoi taka samotna?
Jedziemy.
Dobrze. Usiądę z tyłu.
- Wsiadaj. - Powinnam zostać.
- Bez ciebie będzie nas za mało. - Do czego?
Wsiadaj, szybko!
Może pan trochę zwolnić?
Chce mnie pan zabić?
Przed nami!
PARK NARODOWY BUKHANSAN
Jedynka, zbliżamy się. Sprawdź ich lokalizację.
Zaraz będziemy. Gdzie jesteście?
Na rozwidleniu w prawo!
Wyszedłem z wprawy. Mogłem jechać dużo szybciej.
Szybciej? Myślałam, że padły hamulce.
Cicho. Jest pacjent.
Chodźmy, doktorze Yang.
- Pogadamy po drodze. - Dobrze.
Przestawię auto.
Wciąż coś pamiętam z roboty parkingowej w Gangnam.
Kiedy sprawdzaliście odruch źreniczny?
Tylko na początku.
Nie oddał moczu ani stolca.
- Dobra. Zgól głowę. - Dobrze.
Wciąż nic. Pospieszmy się.
To coś poważnego?
Na uszkodzenie mózgu nic nie poradzimy,
ale to może być tymczasowy efekt krwotoku.
- Powinniśmy przybyć szybciej. - Ogól i zdezynfekuj głowę.
Trzeba szybko zrobić otwór.
Co takiego? Otwór?
- W jadącej karetce? - Tak. Trzeba otworzyć czaszkę.
Jesteście w drodze?
Wezwij neurochirurga, by mógł od razu go zobaczyć.
Jego czaszka jest napięta.
Wysokie ciśnienie śródczaszkowe.
Niedobrze. Nie widać krwiaka.
Jest aż tak źle?
Jeśli powodem jest krwiak, usuńmy go.
Ale jeśli mózg jest napuchnięty…
Podaj sterydy. Zrobimy kolejny otwór.
Kolejny otwór?
Na co czekasz?
Po co?
Ciśnienie spada.
Puls w normie. Dezynfekuj.
Pień mózgu zaczyna puchnąć.
Zrobimy, co możemy.
Trzymaj go.
Jedynka!
Po co tak się starać? Wszyscy inni się poddają.
Więc i my powinniśmy?
Szpital wiecznie czepia się o deficyt.
Nie przyślą helikoptera bez wniosku.
Co to ma być?
Przestań zrzędzić na helikopter.
- Wszystko w naszych rękach. - Właśnie.
Miałby szansę, gdyby przysłali helikopter.
Zamknij się!
Pacjent umiera, a ty gadasz od rzeczy.
Przytrzymaj go.
Zrobię drugi otwór.
Doktorze Baek, neurolog już czeka.
CENTRUM RATUNKOWE
- No Jun-yong. - Szef neurochirurgii?
- Czekałem, aż się przydam. - Rozumiem. Dziękuję.
- Na tomograf. - Dobrze.
RADIOLOGIA
Przepraszam.
Coś zaszło po drodze? Słyszałam jakieś krzyki.
Funkcje mózgu znacznie spadły.
Sensoryka działa bez zarzutu, ale…
- Problemem jest motoryka. - Tak.
Nawet jeśli się obudzi, będzie wymagał opieki.
Dzięki wstępnemu leczeniu pozostaje przy życiu.
To faza ostra.
Zróbmy wyniki i obserwujmy go.
Konsultacja nie jest konieczna. Będziemy go monitorować.
Dziękuję za pomoc.
Doktorze.
Jest tu jego rodzina.
Pacjent…
jest w stanie wegetacji.
Nie możecie nic zrobić?
Przykro mi.
Boże!
Byłoby lepiej, gdyby przyleciał helikopterem?
Doktor Baek jest zdruzgotany.
W drodze zrobił tracheostomię i wywiercił dwa otwory.
Zrobił wszystko, co mógł.
Walczył do końca, by pacjent przeżył.
Nie lecieli helikopterem?
Coś tu nie gra.
Jae-hun spotykał się z komendantem straży pożarnej.
Bez wątpienia.
Powiedzieć mu?
Czy nie?
Nie zaprzyjaźnię się z Baekiem.
Nie zasłużył sobie. Nie ma szans!
- Tak? - Proszę posłuchać.
Podobno uziemili helikopter.
To oznacza mniej pacjentów.
Dzięki temu zmniejszą deficyt.
- Rozumie pan? - O czym ty mówisz, doktorze Han?
Jak mnie rozpoznał? Jest tu?
Doktorze Baek.
Nikt nie może wiedzieć o tym telefonie.
Chodzi o uziemiony helikopter.
Sekretarz Hong mógł maczać w tym palce.
Jesteś specem od układu krwionośnego. Dlatego wolisz drożne drogi?
Czasami jadę autostradą.
Doktorze?
Co pan robi?
Mam to samo pytanie.
Co pan najlepszego robi?
Nie rozumiem…
Helikopter.
Helikopter?
Co z nim?
To wszystko twoja sprawka.
- „Twoja”? - Doktorze.
Prawie straciliśmy pacjenta.
Powiedzmy, że tak było. Ma pan jakiś dowód?
Nie może pan mnie obwinić.
Rozumiem, że to uziemienie naraziło życie pacjenta,
ale nie może pan obwiniać bez dowodów.
Ja pierdolę.
Co? Jak pan się wyraża?
Pacjent prawie zmarł, a ty gadasz o dowodach?
Ty śmieciu.
- Proszę tak nie mówić. - Durniu!
Co?
Przekleństwo cię boli, a pacjentów masz gdzieś?
Życie ci niemiłe, draniu?
Moje plecy!
Proszę siedzieć.
Dla własnego dobra.
Nic panu nie jest?
Puszczaj, do cholery!
Chyba oszalałeś.
Czemu to zrobiłeś?
Masz rację, oszalałem.
Jak mogłeś wybuchnąć na doktora Baeka?
Nie mam pojęcia.
Serio.
Tak, siostro Cheon?
Gdzie jesteś?
Doktor Baek cię szuka.
Doktor Baek?
Tak. Chce, byś przyszedł na dach starego budynku.
- Wiesz, gdzie to jest? - Na dach?
Będzie tam ciemno i strasznie.
Pospiesz się.
Co to było?
To nie człowiek.
- Co? - Doktorze.
Siostra?
Co tu robisz?
To ja cię tu wezwałam.
Naprawdę?
Dlaczego?
Podobno masz zły dzień. Sanitariusz mi powiedział.
A więc wiesz.
Przychodzę tu, by ukoić nerwy.
Odpowietrznik włącza się co pięć minut. Robi sporo hałasu.
Pieprzone dranie!
- Skurwiele! - Co ty robisz?
- Podłe gnidy! - Starczy!
Gość prawie umarł!
A wy uziemiliście helikopter, chuje?
Zabiję was!
Czemu zawsze musi wrzeszczeć do otworu wentylacyjnego?
To dobra dziewczyna.
Pieprzone dupki!
Przestań już.
Powybijam was!
Od razu lepiej.
Też spróbuj.
- Raczej spasuję. - No szybko!
- Czemu nie? - Po prostu…
Nie umiem przeklinać.
Mów, co chcesz.
Cokolwiek.
Dobra.
Hej. Ty skurczybyku…
Wyłączył się.
Poczekaj pięć minut. Przepraszam.
To było piękne.
Wybacz.
- Nie potrafię pocieszać. - Wręcz przeciwnie.
Poczułem się o wiele lepiej.
Naprawdę?
To dobrze.
Bałam się, że nas zostawisz.
Nigdzie się nie wybieram.
Jestem zły na doktora Baeka.
Nie rozumiem, czemu mamy się tak wysilać.
Ja chyba wiem.
Tak?
Bo możemy.
Dlatego musimy próbować.
Widzę w tobie…
siebie sprzed lat.
Myślałam wtedy:
„Po co tak się staram, skoro nikt tego nie widzi?”.
Wciąż się o to pytałam.
Ale nie robimy tego dla uznania.
Nie oczekujemy nagród.
Racja.
Spójrz na mnie.
Myślisz, że robię to od pięciu lat, bo jestem superbohaterką?
Po prostu muszę.
Ktoś musi i trafiło na mnie.
A ty dzielisz ten sam los. Jest jak jest.
Po prostu…
trzymajmy się.
Dziękuję.
DR BAEK KANG-HYUK: DO STOŁÓWKI
PROKTOLOGIA
Dlaczego wzywa mnie o takiej porze?
Wie, że doniosłem?
Pewnie tak.
Wzywałeś mnie?
Tak, usiądź.
Pracujesz dziś do późna.
To szkodzi zdrowiu. Jesteś za ważny dla szpitala.
Yu-rim.
Tak, Yu-rim zamienia się w słuch.
Muszę…
pozbyć się Baeka Kang-hyuka.
Słucham?
Podobno masz na niego brudy.
Doktorze…
Doktorze Baek.
Zjedz.
Dobrze.
Przepraszam, że prawie się poddałem.
To zrozumiałe.
Co?
Po co wkładać tyle wysiłku, skoro śmierć nikogo nie obchodzi?
Kiedyś też się tym zadręczałem.
Mówiłem ci?
Mój ojciec zmarł w wypadku samochodowym.
Wspominał pan.
Po wypadku…
był na skraju śmierci.
Żaden szpital go nie przyjął. Byłem wściekły.
Problem w tym,
że takie przypadki wciąż się zdarzają.
Giną ludzie, których można było uratować.
Tak?
I dlatego…
przysiągłem sobie, że nigdy się nie poddam.
Choć to nieco żałosne.
Znajdź swój własny powód.
Taki, który pomoże ci, kiedy będziesz harował jak wół
i będą traktować cię jak gówno.
Kroczenie tą trudną, wyboistą ścieżką
bez żadnego powodu…
jest zbyt trudne.
To nie ostatnia wola, prawda?
Ty draniu.
Idę się trochę przespać.
Dobrze.
Jestem trochę zmęczony.
Jedynka.
Tak?
Nie przepraszaj.
Po prostu nie znalazłeś powodu. Ale nie poddałeś się.
Usiądź.
Jedz powoli, ale szybko. To też część twojej pracy.
Dobrze.
Dlaczego?
Dlaczego nie wyjawisz mi brudów na Baeka?
Obrałeś stronę tego drania?
- Nie. - To co?
Zapomnijmy o tym.
Wiesz, że jestem wobec ciebie lojalny.
Owszem.
I dlatego…
od zawsze hojnie wspieram oddział chirurgii proktologicznej.
- Ale zmieniłeś się. - Co?
W porządku, rozumiem.
Zastanawiałem się, komu zabrać, by dać chirurgii urazowej.
Twój oddział się nada.
Czemu mi to robisz?
Yu-rim.
Mówiłem ci.
Rozważnie obierz stronę.
Skoro jesteś tak nieugięty…
nie mam wyboru.
Baek Kang-hyuk.
Jaką ma słabość?
Słabość?
Nie mogę powiedzieć.
Nie powiem.
Zadzierasz ze mną, draniu?
Posłuchałem. Rozważnie obieram stronę.
Uratował moją jedyną córkę. Nigdy mu tego nie zapomnę.
Przyjaźnimy się od 20 lat, a nawet jej nie odwiedziłeś.
Tak to rozegrasz?
Pójdę już, dyrektorze Choi.
W porządku.
Dzień dobry.
Dobry.
- Co to? - Proszę spojrzeć.
Widzi to pan pierwszy.
ŚLEDZTWO W SPRAWIE ZESPOŁU URAZOWEGO
Rodzina pacjenta żąda śledztwa.
Wiedziałem, że tak będzie.
Mimo tych jego pozorów.
- Będzie z tego niezły bałagan. - Niekoniecznie.
To idealna okazja, by pozbyć się Baeka.
Czy to nie nieco naciągane?
Nasza reputacja…
Już to przemyślałem.
A więc masz plan!
Rana kłuta. Około 15 centymetrów.
Jest przytomny, ale ostrze zostało, więc nie otrzymał pierwszej pomocy.
Od razu na operację?
Po tomografie. Sprawdzimy, jak głęboko weszło.
Przygotujmy salę do operacji.
- Siostro Cheon. - Co?
Ale piękne uczucie.
Czuję się, jak po zrzuceniu kilkuletniego klocka.
Nie musisz iść?
Nie idę i tyle.
- Ale to pilne. - Nie mój problem.
- Ppark Gyeong. - Chodzi o urazówkę?
Pilna operacja?
Odpuść, młody.
Hej!
Nie idź.
Źle to zabrzmiało.
Nie musisz iść.
Co jest? Z drogi!
- Z drogi! - Stójcie.
Mamy uniemożliwić wejście doktorowi Baekowi.
Co takiego? Dlaczego?
Takie są przepisy szpitala przy podejrzeniu błędu w sztuce.
- Błędu w sztuce? - Tak.
Operował w jadącej karetce.
Rodzina się dowiedziała i podejrzewa nadużycie.
Chcą złożyć pozew. Baek Kang-hyuk jest skończony.
Przecież to nieprawda.
Byłem tam. Odsuńcie się.
- To pilne, z drogi. - Nie.
Z drogi.
Chodzi o czyjeś życie!
- Z drogi! - Proszę przestać!
Nie wejdziemy na salę, doktorze!
To sekretarz Hong!
Zaczekajcie.
Potwierdzicie to potem. Odsuńcie się.
Proszę!
No już! Zejdźcie z drogi.
Jedynka.
Idź dalej i zrób tomografię.
Ciebie wpuszczą.
Ja sam?
- Doktorze Baek… - A co z operacją?!
Napisy: Krzysztof Zając
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.