Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Padnij!
SAJGON 1975 ROK
OSTATNI DZIEŃ WOJNY W WIETNAMIE
Wojska komunistyczne zbliżają się do Sajgonu.
Żołnierze za mną strzelają do oddziałów Vietcongu
oddalonych najwyżej o 450 metrów.
Jak dotąd walki nie toczyły się tak blisko.
Hillary Brown, ABC News, Wietnam Południowy.
W 1975 roku miałam 34 lata i wymarzoną pracę.
HILARY BROWN DZIENNIKARKA
Byłam pierwszą korespondentką stacji ABC.
W ciągu kilku godzin, gdy Vietcong jest niemal w Sajgonie,
zostaje ogłoszona ewakuacja Amerykanów.
Sygnał stanowiła piosenka „White Christmas”.
W końcu dotarliśmy do samej ambasady amerykańskiej.
Wszędzie szalał tłum.
Tłumy rozhisteryzowanych Wietnamczyków Południowych,
którzy pracowali dla Amerykanów.
Przechodzili przez ogrodzenie, żeby ich zabrać.
Pierwszym, co zobaczyłam, była pracownica ambasady,
która wrzucała pliki dolarów do ogniska w beczce po ropie.
Odruchowo pomyślałam:
„Co ty wyprawiasz? Palisz pieniądze!”.
A ona spytała: „A co mamy zrobić, przekazać je Vietcongowi?”
i wrzuciła kolejne 100 000 dolarów do ognia.
To było istne pandemonium.
Spanikowani ludzie biegali we wszystkich kierunkach.
Sądny dzień.
MÓJ SYN ZGINĄŁ W WIETNAMIE! ZA CO? ZA AMERYKĘ
WIETNAM WOJNA, KTÓRA ODMIENIŁA USA
ODCINEK 6 KONIEC
Stało się dla mnie oczywiste,
że nie mam już wystarczającego poparcia w Kongresie,
żeby kontynuować.
Zatem zrzekam się stanowiska prezydenta z dniem jutrzejszym w południe.
Dziewięć miesięcy przed upadkiem Sajgonu,
dymisja Nixona oznacza, że Gerald Ford zostaje czwartym prezydentem,
który prowadzi wojnę w Wietnamie.
„Jeśli chodzi o Amerykę” mówi prezydent Ford,
„wojna w Wietnamie jest zakończona”.
Przez 15 lat Wietnam
był traumą dla tego kraju.
Pomimo wycofania wojska,
rząd amerykański chciałby, by armia Wietnamu Południowego
kontynuowała wojnę z komunistami.
Nie są już jednak skłonni wydawać milionów na wspieranie tej wojny.
Wielu uważa to za zdradę wobec ludności Wietnamu Południowego.
Nie ma mowy. Nie możecie się wycofać.
Nie możecie wycofać się jako ludzie.
Jakie prawo ma Ameryka, by tu przyjeżdżać,
nasilić konflikt, spowodować masowe zniszczenia,
a potem po prostu wyjechać?
Mówić, że chcecie skończyć…
że chcecie wycofać się z wojny i mieć pokój.
A co z nami? Co z naszym pokojem?
Wietnam Południowy jest słaby,
a armia Wietnamu Północnego wykorzystuje okazję do marszu na południe.
Wietnam Północny przypuszcza skoordynowaną ofensywę
przez centralny obszar górski.
Zdobywają miasto po mieście.
Wielu Wietnamczyków Południowych chce dotrzeć do Sajgonu…
gdzie mają nadzieję być bezpieczni.
Odwrót szybko stał się chaosem,
cywile i żołnierze uciekali w panice.
Wielu uchodźców szukało schronienia w Da Nang.
Z nadejściem wroga miasto ogarnęła niepohamowana panika.
Jeden człowiek jest gotowy wziąć sprawy w swoje ręce.
Jeśli wyglądam na wkurzonego, drodzy panowie,
to dlatego, że jestem wkurzony.
Ed Daly to amerykański magnat biznesowy,
który czuje się odpowiedzialny za ludność Wietnamu Południowego.
Widzę tylko skończoną głupotę…
po stronie pewnych przedstawicieli…
ambasady Stanów Zjednoczonych.
Planuje wysłać samolot do Da Nang,
by uratować najbardziej potrzebujących.
29 MARCA 1975 ROK
Chcę wyjaśnić, o co chodzi w tej misji.
Będę się streszczał.
Chcemy zabrać,
daj Boże, 250 do 350 pasażerów.
Będą tam tysiące opuszczonych dzieci.
Do pomocy mamy te trzy piękne młode damy z World Airways.
Byłam starszą stewardesą dla World Airways.
JAN WOLLETT STEWARDESA
Obsługiwaliśmy głównie loty czarterowe i wojskowe.
Ed Daly był właścicielem i prezesem.
Jeśli ktoś chce wysiąść, będziemy lecieć na wysokości 10 km.
Nie ma za co!
Był znany jako „John Wayne lotnictwa”.
Naprawdę lubił pić.
Był twardzielem, ale…
Ale przewidział sytuację w Wietnamie.
Val Witherspoon była ze mną w samolocie.
Najlepsza przyjaciółka, jaką można mieć. Wspaniała.
VAL WITHERSPOON STEWARDESA
Miałam 25 lat.
Byłam pewna, że jestem niepokonana.
Wiemy, że armia Wietnamu Północnego
jest bardzo blisko Da Nang.
Baliśmy się, że lonisko nie będzie bezpieczne.
Gdy zbliżaliśmy się do lądowania, panowała cisza.
Przez okno nikogo nie widzieliśmy.
Na ziemi nic nie było widać. Gdzie podziali się ludzie?
I wtedy się pojawili.
Tłumy żołnierzy Wietnamu Południowego.
Byli jak chmara mrówek.
Nagle podjechał mały, biały van.
Facet zaczął w nas celować.
I oddał strzał.
Byłam…
„Co ty? Jesteśmy ci dobrzy! Jesteśmy John Wayne”.
Pomyślałam, że muszę pomóc Val.
Poszłam na tył…
i zobaczyłam przerażający widok.
Pan Daly stał na dole schodków samolotu.
Ludzie go łapali, zerwali z niego ubranie.
Val wciągała ludzi przez barierkę z boku.
Złapałam jakąś kobietę
i wciągałam ją obiema rękami.
Ktoś na ziemi ciągnął ją w dół, by samemu wejść na górę.
I…
Zobaczyłam, jak ktoś stanął na jej głowie
i ją zmiażdżył.
Pan Daly też to widział.
Stał obok, atakowany przez tłum,
i uderzył tego mężczyznę kolbą swojej broni.
Ale tłum dalej napierał.
Mogliśmy tylko pomóc im wejść na pokład.
To nie były kobiety i dzieci. To byli żołnierze Wietnamu Południowego.
Ale musieliśmy im pomóc, bez względu na to, co zrobili.
Val zrobiła tak.
A ja stałam obok drzwi do kokpitu
i kopnęłam je trzy razy.
Silnik pracował coraz głośniej.
Jeden z Wietnamczyków powiedział:
„Jesteśmy na trawie. Nie wystartujemy”.
Kołowaliśmy dalej.
Uderzyliśmy w płot i zaczęliśmy się wznosić.
Około 250 żołnierzy Wietnamu Południowego,
pięć kobiet i dwoje dzieci dostało się na pokład.
W przednim rzędzie siedział mężczyzna,
który krwawił z brzucha.
Podniosłam mu koszulę albo rozpięłam kurtkę
i zobaczyłam, że jego jelita są na wierzchu.
Zrobiłam to, co zrobiłby każdy rozsądny człowiek.
Wepchnęłam je ręką na miejsce.
Więcej nie mogłam zrobić.
W drodze do Sajgonu
Ed Daly wezwał inny samolot ze swojej floty,
żeby załoga dokonała inspekcji szkód wyrządzonych przez tłum.
Coś zwisa z podwozia albo klapy podwozia.
Możliwe, że to zwłoki.
Powiedziałeś: zwłoki?
Nie jestem pewien, ale tak to wygląda.
Damy radę wysunąć przednie podwozie? Jak myślisz?
Musimy podlecieć bliżej. To największy problem, jaki widzę.
Wtedy pan Daly opisał zniszczenia samolotu
i nie wiedzieliśmy, czy dolecimy do Sajgonu.
Uznał, że chyba wylądujemy w morzu.
Spytał, czy boję się śmierci.
Zaprzeczyłam.
Nie bałam się umrzeć.
Powiedział: „Grzeczna dziewczynka”.
Potem dodał: „Postawię ci piwo, jak dotrzemy do Sajgonu”.
Odparłam: „Panie Daly, postawi mi pan skrzynkę piwa”.
Wróciłam do Val i powiedziałam:
„Gdybym nie wyszła z tego cało, przekaż mojej rodzinie, że nie cierpiałam”.
Nie płakałyśmy.
Poddałyśmy się losowi.
Mimo przeciekającego baku
samolot ratunkowy doleciał do lotniska w Sajgonie.
Ale nie było wiadomo, czy uszkodzone podwozie się wysunie.
Czuło się strach, napięcie.
Pilot nie wiedział, czy przednie podwozie wytrzyma.
To był… cud.
Samolot wreszcie stanął.
Po raz pierwszy zobaczyliśmy szkody.
Patrzyliśmy na klapy na skrzydłach
i zostały z nich tylko strzępy.
Zobaczyliśmy ludzi w przedziale towarowym.
To było bardzo poruszające.
Pilot stał z boku.
Spojrzał na mnie, wyciągnął ręce
i powiedział: „W porządku, Jan.
Możesz się uśmiechnąć. I możesz płakać”.
I już.
Poza 250 pasażerami
dodatkowe 100 osób jest w luku bagażowym.
Wszyscy ci ludzie szukają schronienia w Sajgonie.
Upadek Da Nang jest gorszy niż porażka.
To kompletne załamanie się siły militarnej i morale u cywili,
które szybko rozchodzi się na południe.
Armia Wietnamu Północnego dalej maszeruje na południe.
Ma jeden cel: przejąć kontrolę nad stolicą.
Ludzie w Sajgonie się martwią.
Nie wierzą już, że armia ich obroni.
Większość Wietnamczyków sądzi, że komuniści szybko przejmą władzę.
Moim zdaniem istnieje poważne ryzyko,
że Amerykanie w Wietnamie mogą zostać wymordowani.
Choć wojska USA opuściły kraj,
tysiące Amerykanów pozostają w Sajgonie,
w tym doradcy wojskowi i urzędnicy rządowi.
Nad ich bezpieczeństwem czuwa
ostatni oddział marines w Wietnamie.
Służyłem wtedy jako strażnik w ambasadzie USA.
AMBASADA USA
Miałem za zadanie bronić życia Amerykanów.
TERRY BENNINGON ŻOŁNIERZ MARINE, STRAŻNIK AMBASADY
Pamiętam, że stałem przed bramą.
Zaczęliśmy słyszeć pogłoski,
że armia Wietnamu Północnego maszeruje na południe.
Mieli sporą szansę dotrzeć do Sajgonu.
Zauważyłem, że ludność Sajgonu zaczyna się zwiększać.
Cywile z północy przemieścili się na południe,
bo sądzili, że Sajgon będzie bezpieczny.
W ciągu tygodnia przybyło ze sto tysięcy ludzi.
Potem na północy zaczęliśmy słyszeć wybuchy.
Nocami wchodziliśmy na dach.
Widać było stamtąd poświatę eksplozji.
Wroga armia się zbliżała.
Zaczynało robić się gorąco.
Martwiłem się tylko o to, co zrobimy.
Mieszkańcy Sajgonu mieli ostatnią deskę ratunku:
Lotnictwo Wietnamu Południowego.
Mieli nadzieję, że myśliwce opanują armię komunistyczną.
Byłem pilotem w Wietnamie Południowym.
Byłem z tego bardzo dumny.
Jednym z asów lotnictwa jest 27-letni pilot myśliwca
Nguyn Thanh Trung.
NGUYEN THANH TRUNG PILOT MYŚLIWCA
Bycie takim pilotem stanowiło zaszczyt.
Nikogo się nie baliśmy.
Ale Trung miał tajemnicę przed przełożonymi.
Mój ojciec był bojownikiem ruchu oporu, Vietcongu.
Został…
zabity…
przez wroga.
Śmierć ojca to największy szok mojego życia.
Potem kierowałem się tylko żądzą zemsty.
Przez kilka lat
Trung był tajnym agentem Vietcongu.
Został wybitnym pilotem armii Wietnamu Południowego
i nawet został sfilmowany w czasie szkolenia przez pilota USA.
Nigdy nie bałem się, że mnie odkryją.
Wystarczyło się dobrze przygotować.
Dnia 8 kwietnia 1975 roku
Trung wraz z towarzyszami rusza na nalot bombowy.
Trung korzysta z okazji.
Miałem okazję
odłączyć się od pozostałych dwóch myśliwców.
Nadszedł mój czas.
Teraz albo nigdy.
Szedłem do domu z ambasady USA.
Ale nagle zobaczyłem ludzi
patrzących w górę i pokazujących na niebo.
Zobaczyłem lecący samolot. Odrzutowiec.
Ale dziwne było to,
że był to samolot Wietnamu Południowego.
Przeleciał nade mną i zrzucił bombę na Pałac Prezydencki.
Ludzie szukali schronienia,
próbowali się ukryć.
Ludzie patrzyli w niebo i pytali nas:
„To komuniści? To samolot Wietnamu Północnego?”.
Zaprzeczaliśmy.
„To jeden z waszych”.
Pilotem okazał się
porucznik wietnamskiego lotnictwa, Nguyen Thanh Trung.
Nikt nie wie, dokąd poleciał.
To było jak zrzucenie balastu,
który dźwigałem przez lata.
Zrobiłem to dla swojego ojca.
Po nalocie bombowym
Trung zostaje powitany przez komunistów jako bohater.
Armia Wietnamu Północnego jest niecałe pięć kilometrów od Sajgonu.
Pojedynczo!
To kwestia godzin,
aż Wietnam Północny wkroczy do miasta i przejmie kontrolę.
Po południu konsulat USA poinformował Amerykanów,
którzy nie pracowali dla rządu, żeby szybko opuścili miasto.
Rząd amerykański jest zaskoczony
tempem postępu armii Wietnamu Północnego.
W celu ewakuowania jak największej liczby ludzi
postanawiają użyć okrętów wojennych stacjonujących w okolicy.
Larry Chambers to świeżo mianowany komandor.
W tamtym czasie dowodziłem USS Midway.
LARRY CHAMBERS KOMANDOR MARYNARKI USA
Dowodziłem Midway od 29 dni,
kiedy dostałem telefon.
Otrzymałem rozkaz opłynięcia południowego krańca Wietnamu
z maksymalną prędkością do wód prowadzących do Sajgonu.
Helikoptery wywoziły ludzi.
Musiałem przygotować pokład,
żeby mogły bezpiecznie lądować na lotniskowcu.
Czołgi Wietnamu Północnego były w natarciu
i nie mieliśmy wiele czasu.
Zastanawiałem się, co się, u diabła, stanie?
Czy damy radę?
Ambasadzie USA grozi zajęcie przez ludność.
W obawie przez zamieszkami ze strony żołnierzy Wietnamu Północnego
tysiące cywilów koniecznie chce schronić się w środku.
Tędy, dalej.
Dalej, chodźcie.
Przed bramą ambasady
setki Wietnamczyków usiłowały wejść do środka,
dzierżąc w rękach paszporty i banknoty,
w nadziei, że kupią sobie miejsce w helikopterze.
Cholera!
Nie do wiary, ale to ja.
TERRY BENNINGTON STRAŻNIK AMBASADY USA
Nie miałem pojęcia o tym nagraniu.
Widziałem rzeczy… Do tej pory nie wierzę, że miały miejsce.
Dalej. Szybciej, proszę. Pokaż, co trzymasz.
Nie.
Obowiązywały nas zasady.
Amerykanie oraz Wietnamczycy, którzy mieli dokumenty
potwierdzające pracę dla rządu USA, byli ewakuowani.
Takie były zasady.
Pamiętam ojca…
który przez bramę podawał nam torbę pełną złota…
żebyśmy zabrali jego dzieci.
Ale nie było nam wolno.
Nie było nam wolno.
Oddałem mu torbę i…
To są…
obrazy, które wyryły się w mojej duszy.
Ludzie są zdesperowani.
Miałem wrażenie, że wszyscy uciekali.
NHAN LEE CYWIL Z WIETNAMU POŁUDNIOWEGO
Nhan Lee ma pięć lat i mieszka z rodzicami w Sajgonie.
Muszą znaleźć sposób, żeby uciec.
Pamiętam, że ojciec kazał nam wsiąść do jeepa.
Mój tata był pilotem w armii Wietnamu Południowego.
Wszyscy wiedzieli, co by się stało,
gdyby on lub moja rodzina została pojmana przez wroga.
Dotarliśmy na lotnisko.
Mój ojciec powiedział mamie: „Muszę coś załatwić.
Wsiadajcie. Później was znajdę”.
Odwrócił się i poszedł.
Moja mama nie ruszyła z miejsca.
Staliśmy tak całą wieczność.
Nie wsiedliśmy do żadnego samolotu.
Nagle mój tata wrócił.
Podszedł do mojej mamy i spytał:
„Co ty tu jeszcze robisz?”.
Moja mama odpowiedziała…
„Nie chciałam wyjechać bez ciebie”.
To były jej słowa.
Stałem obok niej i dokładnie ją słyszałem.
Pamiętam, że tata tylko na nią patrzył.
W ten sposób moja mama wyznała mu swoją miłość.
Albo my wszyscy, albo żadne z nas.
Odwrócił się i odszedł kawałek,
zapalił papierosa.
Wrócił
i powiedział: „Dobra, chodźmy”.
Daleko przed nami stała porzucona awionetka.
Ktoś ją zaparkował.
Mój tata kazał nam wsiąść.
I wystartowaliśmy.
Tymczasem cywile w Sajgonie
za wszelką cenę chcą wsiąść do amerykańskich helikopterów.
Do nielicznych szczęściarzy należy Stephanie Dihn i jej rodzina.
Żołnierz powtarzał: „Idźcie dalej.
Nie zatrzymywać się”.
- Dalej, tędy. - Dalej.
W tamtej chwili tylko pochyliłam głowę i biegłam.
Poczułam, że helikopter się unosi.
Czuć było panikę i lęk.
Kiedy zobaczyłam ocean, wiedziałam, że się wydostaliśmy.
Uciekliśmy. Udało się.
Wylądowaliśmy na okręcie wojennym.
Szłam za tatą i mamą.
Zatrzymałam się i patrzyłam…
Zobaczyłam wybrzeże Wietnamu.
Stałam bez słowa.
Pomyślałam:
„Pora się pożegnać”.
Widok tych ludzi wchodzących na pokład łamie człowiekowi serce.
Wszędzie byli ludzie.
Około 7000 Wietnamczyków i Amerykanów
uciekło z Sajgonu helikopterami
w niecałe 24 godziny.
Ale jedna rodzina wciąż szuka bezpiecznego azylu.
Miałem wrażenie, że lecimy bardzo długo.
Mało rozmawialiśmy.
Panowała wyczuwalna cisza.
Mój tata zauważył olbrzymi okręt
o rozmiarze małego miasta.
Zaczął nad nim krążyć.
LARRY CHAMBERS KOMANDOR MARYNARKI USA
Nagle w pobliżu pojawił się mały samolot…
i zaczął nad nami krążyć.
Mój ojciec wiedział, że kończy nam się paliwo,
więc przekazał wiadomość.
Dał znać, że jest oficerem
lotnictwa Wietnamu Południowego
i że jest z nim rodzina.
Kończyło mu się paliwo.
Nie mogliśmy zrobić miejsca, żeby wylądował.
Na pokładzie stało pełno helikopterów.
Admirał, mój przełożony,
wymyślił, żeby samolot wodował.
Ale jak mu się przyjrzałem,
bałem się, że wodowania nikt by nie przeżył.
Trzeba postąpić zgodnie z sumieniem.
Trzeba…
Trzeba ufać swojemu kompasowi moralnemu.
Kazałem opróżnić lądowisko.
Admirał wrzeszczał: „Chyba sobie jaja robisz”.
Widziałem tylko marynarzy biegnących na pokład
i…
zaczęli spychać helikopter do wody.
Dosłownie je spychali.
To był niezwykły widok.
Jeden po drugim wylądowały w wodzie.
Po prostu…
I już go nie było.
Zepchnęliśmy do wody sprzęt wart pewnie
ponad 100 milionów dolarów.
Ja oczywiście zastanawiałem się,
że pewnie skończę przed sądem wojennym.
Za co mnie powiesicie?
Za to, że zniszczyłem trochę sprzętu czy że pozwoliłem kobietom i dzieciom utonąć?
Wiedziałem, że słusznie postąpiłem.
Wszystko zależy od Niego. Warto co jakiś czas się pomodlić.
Pamiętam, jak tata wyłączył silnik.
Raz podskoczył i idealnie wylądował.
Marynarze i marines wykrzykiwali:
„Cholera! To się naprawdę wydarzyło?”.
Wszyscy wiwatowali.
Kiedy ten facet wylądował, okrzyki radości było słychać
pewnie aż w Waszyngtonie.
Pogratulowałem mu.
Zdjąłem swoją odznakę lotnictwa
i przypiąłem ją majorowi Lee, mianując go
honorowym pilotem morskim armii USA.
NHAN LEE LAT 5
Nigdy tego nie zapomnę.
Przychodzi mi do głowy słowo „wdzięczność”.
Ponieważ to był…
To był początek…
nowego życia.
Komandor marynarki USA Larry Chambers
został odznaczony za służbę w Wietnamie.
Blisko 50 lat później spotyka się z jednym ze swoich pasażerów.
- Admirale. - Cześć.
- Miło cię widzieć. - Pana również.
Gdyby nie pańskie decyzje tamtego dnia,
docenienie ludzkiego życia,
nie byłoby mnie tu dziś.
Chciałem panu podziękować.
Dziękuję bardzo.
Trzeba grać kartami, które człowiek dostał.
Ale…
nam się poszczęściło.
SAJGON 30 KWIETNIA
Wojna w Wietnamie została przegrana.
Przyszło właśnie obwieszczenie z Sajgonu:
koniec wojny.
Nowy prezydent Wietnamu Południowego ogłosił bezwarunkową kapitulację
na rzecz Vietcongu.
Kiedy czołgi Wietnamu Północnego wjeżdżają do Sajgonu,
ostatnich 11 żołnierzy marines czeka na ewakuację.
Stałem na dachu ambasady.
Przekazałem kolegom przez radio: „Zdemijcie flagę i wejdźcie na dach”.
Spodziewaliśmy się helikoptera.
Po godzinie nadal nikt nie przyleciał.
Po dwóch godzinach nadal nikogo nie było.
Widziałem zbliżających się żołnierzy.
Gdyby dostali się na dach, nie mielibyśmy szans.
Byłoby po nas.
Podjęliśmy decyzję,
że nie poddamy się Wietnamowi Północnemu.
Nie chcieliśmy poddać się bez walki, co to, to nie.
To było nasze Alamo.
Kiedy szykowaliśmy się do strzelaniny,
daleko na horyzoncie dostrzegliśmy punkcik.
Po chwili okazało się, że to helikopter.
Nagle zrozumieliśmy,
że mamy szansę na ucieczkę.
AMBASADA USA
Czekaliśmy tak długo, że dużo naobiecywałem Bogu.
I Bóg mi pomógł.
Wojna w Wietnamie wreszcie dobiegła końca.
Amerykę kosztowała miliardy dolarów
i ponad 58 000 zabitych.
O wojnie nie można zapomnieć. Na zawsze jestem żołnierzem marine.
Nie jestem dumny z tej wojny,
ale jestem dumny z ludzi, z którymi służyłem.
W walce ma się kompanów.
To przyjaciele.
Bronicie się nawzajem.
Te doświadczenia uczyniły mnie tym, kim jestem.
Wietnam wystawił nas na wszelkie możliwe próby.
POMNIK OFIAR WOJNY W WIETNAMIE WASZYNGTON, 1982 ROK
Dzisiaj poświęcamy ten pomnik pokoleniu Amerykanów,
którzy walczyli samotną bitwę.
Ponad to
poświęcamy go niezliczonym tysiącom, które przetrwały tę wojnę.
Dla wielu wojna w Wietnamie
to wciąż wzbudzająca największe kontrowersje i podziały wojna Ameryki.
Nie powinniśmy byli jechać do Wietnamu.
Nie powinno nas tam być.
Ale wypełnialiśmy rozkazy.
Byliśmy w armii, byliśmy żołnierzami.
Widok tej długiej, czarnej ściany w Waszyngtonie,
nazwisk mężczyzn i kobiet, którzy zginęli
wypełniając rozkazy…
to boli.
Szacuje się, że w czasie tego konfliktu
zabito ponad trzy miliony Wietnamczyków.
Cierpieli tak samo, jak my, jeśli nie bardziej.
Stracili dzieci, stracili rodziny.
Byli takimi samymi ludźmi jak ja.
NARRATOR: ETHAN HAWKE
Materiały archiwalne użyte w tym serialu są autentyczne
i zostały nagrane w czasie wojny w Wietnamie.
W przypadkach, gdy nagrania konkretnego wydarzenia były niedostępne,
wykorzystaliśmy materiały pokazujące analogiczne zdarzenia.
Tłumaczenie: Aleksandra Kulesza-Fink
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.