All language subtitles for Vietnam.The.War.That.Changed.America.S01e06.Eng.5.1.1080p.h265.10bit.MultiSub-Me7alh

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian Download
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Padnij!

SAJGON 1975 ROK

OSTATNI DZIEŃ WOJNY W WIETNAMIE

Wojska komunistyczne zbliżają się do Sajgonu.

Żołnierze za mną strzelają do oddziałów Vietcongu

oddalonych najwyżej o 450 metrów.

Jak dotąd walki nie toczyły się tak blisko.

Hillary Brown, ABC News, Wietnam Południowy.

W 1975 roku miałam 34 lata i wymarzoną pracę.

HILARY BROWN DZIENNIKARKA

Byłam pierwszą korespondentką stacji ABC.

W ciągu kilku godzin, gdy Vietcong jest niemal w Sajgonie,

zostaje ogłoszona ewakuacja Amerykanów.

Sygnał stanowiła piosenka „White Christmas”.

W końcu dotarliśmy do samej ambasady amerykańskiej.

Wszędzie szalał tłum.

Tłumy rozhisteryzowanych Wietnamczyków Południowych,

którzy pracowali dla Amerykanów.

Przechodzili przez ogrodzenie, żeby ich zabrać.

Pierwszym, co zobaczyłam, była pracownica ambasady,

która wrzucała pliki dolarów do ogniska w beczce po ropie.

Odruchowo pomyślałam:

„Co ty wyprawiasz? Palisz pieniądze!”.

A ona spytała: „A co mamy zrobić, przekazać je Vietcongowi?”

i wrzuciła kolejne 100 000 dolarów do ognia.

To było istne pandemonium.

Spanikowani ludzie biegali we wszystkich kierunkach.

Sądny dzień.

MÓJ SYN ZGINĄŁ W WIETNAMIE! ZA CO? ZA AMERYKĘ

WIETNAM WOJNA, KTÓRA ODMIENIŁA USA

ODCINEK 6 KONIEC

Stało się dla mnie oczywiste,

że nie mam już wystarczającego poparcia w Kongresie,

żeby kontynuować.

Zatem zrzekam się stanowiska prezydenta z dniem jutrzejszym w południe.

Dziewięć miesięcy przed upadkiem Sajgonu,

dymisja Nixona oznacza, że Gerald Ford zostaje czwartym prezydentem,

który prowadzi wojnę w Wietnamie.

„Jeśli chodzi o Amerykę” mówi prezydent Ford,

„wojna w Wietnamie jest zakończona”.

Przez 15 lat Wietnam

był traumą dla tego kraju.

Pomimo wycofania wojska,

rząd amerykański chciałby, by armia Wietnamu Południowego

kontynuowała wojnę z komunistami.

Nie są już jednak skłonni wydawać milionów na wspieranie tej wojny.

Wielu uważa to za zdradę wobec ludności Wietnamu Południowego.

Nie ma mowy. Nie możecie się wycofać.

Nie możecie wycofać się jako ludzie.

Jakie prawo ma Ameryka, by tu przyjeżdżać,

nasilić konflikt, spowodować masowe zniszczenia,

a potem po prostu wyjechać?

Mówić, że chcecie skończyć…

że chcecie wycofać się z wojny i mieć pokój.

A co z nami? Co z naszym pokojem?

Wietnam Południowy jest słaby,

a armia Wietnamu Północnego wykorzystuje okazję do marszu na południe.

Wietnam Północny przypuszcza skoordynowaną ofensywę

przez centralny obszar górski.

Zdobywają miasto po mieście.

Wielu Wietnamczyków Południowych chce dotrzeć do Sajgonu…

gdzie mają nadzieję być bezpieczni.

Odwrót szybko stał się chaosem,

cywile i żołnierze uciekali w panice.

Wielu uchodźców szukało schronienia w Da Nang.

Z nadejściem wroga miasto ogarnęła niepohamowana panika.

Jeden człowiek jest gotowy wziąć sprawy w swoje ręce.

Jeśli wyglądam na wkurzonego, drodzy panowie,

to dlatego, że jestem wkurzony.

Ed Daly to amerykański magnat biznesowy,

który czuje się odpowiedzialny za ludność Wietnamu Południowego.

Widzę tylko skończoną głupotę…

po stronie pewnych przedstawicieli…

ambasady Stanów Zjednoczonych.

Planuje wysłać samolot do Da Nang,

by uratować najbardziej potrzebujących.

29 MARCA 1975 ROK

Chcę wyjaśnić, o co chodzi w tej misji.

Będę się streszczał.

Chcemy zabrać,

daj Boże, 250 do 350 pasażerów.

Będą tam tysiące opuszczonych dzieci.

Do pomocy mamy te trzy piękne młode damy z World Airways.

Byłam starszą stewardesą dla World Airways.

JAN WOLLETT STEWARDESA

Obsługiwaliśmy głównie loty czarterowe i wojskowe.

Ed Daly był właścicielem i prezesem.

Jeśli ktoś chce wysiąść, będziemy lecieć na wysokości 10 km.

Nie ma za co!

Był znany jako „John Wayne lotnictwa”.

Naprawdę lubił pić.

Był twardzielem, ale…

Ale przewidział sytuację w Wietnamie.

Val Witherspoon była ze mną w samolocie.

Najlepsza przyjaciółka, jaką można mieć. Wspaniała.

VAL WITHERSPOON STEWARDESA

Miałam 25 lat.

Byłam pewna, że jestem niepokonana.

Wiemy, że armia Wietnamu Północnego

jest bardzo blisko Da Nang.

Baliśmy się, że lonisko nie będzie bezpieczne.

Gdy zbliżaliśmy się do lądowania, panowała cisza.

Przez okno nikogo nie widzieliśmy.

Na ziemi nic nie było widać. Gdzie podziali się ludzie?

I wtedy się pojawili.

Tłumy żołnierzy Wietnamu Południowego.

Byli jak chmara mrówek.

Nagle podjechał mały, biały van.

Facet zaczął w nas celować.

I oddał strzał.

Byłam…

„Co ty? Jesteśmy ci dobrzy! Jesteśmy John Wayne”.

Pomyślałam, że muszę pomóc Val.

Poszłam na tył…

i zobaczyłam przerażający widok.

Pan Daly stał na dole schodków samolotu.

Ludzie go łapali, zerwali z niego ubranie.

Val wciągała ludzi przez barierkę z boku.

Złapałam jakąś kobietę

i wciągałam ją obiema rękami.

Ktoś na ziemi ciągnął ją w dół, by samemu wejść na górę.

I…

Zobaczyłam, jak ktoś stanął na jej głowie

i ją zmiażdżył.

Pan Daly też to widział.

Stał obok, atakowany przez tłum,

i uderzył tego mężczyznę kolbą swojej broni.

Ale tłum dalej napierał.

Mogliśmy tylko pomóc im wejść na pokład.

To nie były kobiety i dzieci. To byli żołnierze Wietnamu Południowego.

Ale musieliśmy im pomóc, bez względu na to, co zrobili.

Val zrobiła tak.

A ja stałam obok drzwi do kokpitu

i kopnęłam je trzy razy.

Silnik pracował coraz głośniej.

Jeden z Wietnamczyków powiedział:

„Jesteśmy na trawie. Nie wystartujemy”.

Kołowaliśmy dalej.

Uderzyliśmy w płot i zaczęliśmy się wznosić.

Około 250 żołnierzy Wietnamu Południowego,

pięć kobiet i dwoje dzieci dostało się na pokład.

W przednim rzędzie siedział mężczyzna,

który krwawił z brzucha.

Podniosłam mu koszulę albo rozpięłam kurtkę

i zobaczyłam, że jego jelita są na wierzchu.

Zrobiłam to, co zrobiłby każdy rozsądny człowiek.

Wepchnęłam je ręką na miejsce.

Więcej nie mogłam zrobić.

W drodze do Sajgonu

Ed Daly wezwał inny samolot ze swojej floty,

żeby załoga dokonała inspekcji szkód wyrządzonych przez tłum.

Coś zwisa z podwozia albo klapy podwozia.

Możliwe, że to zwłoki.

Powiedziałeś: zwłoki?

Nie jestem pewien, ale tak to wygląda.

Damy radę wysunąć przednie podwozie? Jak myślisz?

Musimy podlecieć bliżej. To największy problem, jaki widzę.

Wtedy pan Daly opisał zniszczenia samolotu

i nie wiedzieliśmy, czy dolecimy do Sajgonu.

Uznał, że chyba wylądujemy w morzu.

Spytał, czy boję się śmierci.

Zaprzeczyłam.

Nie bałam się umrzeć.

Powiedział: „Grzeczna dziewczynka”.

Potem dodał: „Postawię ci piwo, jak dotrzemy do Sajgonu”.

Odparłam: „Panie Daly, postawi mi pan skrzynkę piwa”.

Wróciłam do Val i powiedziałam:

„Gdybym nie wyszła z tego cało, przekaż mojej rodzinie, że nie cierpiałam”.

Nie płakałyśmy.

Poddałyśmy się losowi.

Mimo przeciekającego baku

samolot ratunkowy doleciał do lotniska w Sajgonie.

Ale nie było wiadomo, czy uszkodzone podwozie się wysunie.

Czuło się strach, napięcie.

Pilot nie wiedział, czy przednie podwozie wytrzyma.

To był… cud.

Samolot wreszcie stanął.

Po raz pierwszy zobaczyliśmy szkody.

Patrzyliśmy na klapy na skrzydłach

i zostały z nich tylko strzępy.

Zobaczyliśmy ludzi w przedziale towarowym.

To było bardzo poruszające.

Pilot stał z boku.

Spojrzał na mnie, wyciągnął ręce

i powiedział: „W porządku, Jan.

Możesz się uśmiechnąć. I możesz płakać”.

I już.

Poza 250 pasażerami

dodatkowe 100 osób jest w luku bagażowym.

Wszyscy ci ludzie szukają schronienia w Sajgonie.

Upadek Da Nang jest gorszy niż porażka.

To kompletne załamanie się siły militarnej i morale u cywili,

które szybko rozchodzi się na południe.

Armia Wietnamu Północnego dalej maszeruje na południe.

Ma jeden cel: przejąć kontrolę nad stolicą.

Ludzie w Sajgonie się martwią.

Nie wierzą już, że armia ich obroni.

Większość Wietnamczyków sądzi, że komuniści szybko przejmą władzę.

Moim zdaniem istnieje poważne ryzyko,

że Amerykanie w Wietnamie mogą zostać wymordowani.

Choć wojska USA opuściły kraj,

tysiące Amerykanów pozostają w Sajgonie,

w tym doradcy wojskowi i urzędnicy rządowi.

Nad ich bezpieczeństwem czuwa

ostatni oddział marines w Wietnamie.

Służyłem wtedy jako strażnik w ambasadzie USA.

AMBASADA USA

Miałem za zadanie bronić życia Amerykanów.

TERRY BENNINGON ŻOŁNIERZ MARINE, STRAŻNIK AMBASADY

Pamiętam, że stałem przed bramą.

Zaczęliśmy słyszeć pogłoski,

że armia Wietnamu Północnego maszeruje na południe.

Mieli sporą szansę dotrzeć do Sajgonu.

Zauważyłem, że ludność Sajgonu zaczyna się zwiększać.

Cywile z północy przemieścili się na południe,

bo sądzili, że Sajgon będzie bezpieczny.

W ciągu tygodnia przybyło ze sto tysięcy ludzi.

Potem na północy zaczęliśmy słyszeć wybuchy.

Nocami wchodziliśmy na dach.

Widać było stamtąd poświatę eksplozji.

Wroga armia się zbliżała.

Zaczynało robić się gorąco.

Martwiłem się tylko o to, co zrobimy.

Mieszkańcy Sajgonu mieli ostatnią deskę ratunku:

Lotnictwo Wietnamu Południowego.

Mieli nadzieję, że myśliwce opanują armię komunistyczną.

Byłem pilotem w Wietnamie Południowym.

Byłem z tego bardzo dumny.

Jednym z asów lotnictwa jest 27-letni pilot myśliwca

Nguyn Thanh Trung.

NGUYEN THANH TRUNG PILOT MYŚLIWCA

Bycie takim pilotem stanowiło zaszczyt.

Nikogo się nie baliśmy.

Ale Trung miał tajemnicę przed przełożonymi.

Mój ojciec był bojownikiem ruchu oporu, Vietcongu.

Został…

zabity…

przez wroga.

Śmierć ojca to największy szok mojego życia.

Potem kierowałem się tylko żądzą zemsty.

Przez kilka lat

Trung był tajnym agentem Vietcongu.

Został wybitnym pilotem armii Wietnamu Południowego

i nawet został sfilmowany w czasie szkolenia przez pilota USA.

Nigdy nie bałem się, że mnie odkryją.

Wystarczyło się dobrze przygotować.

Dnia 8 kwietnia 1975 roku

Trung wraz z towarzyszami rusza na nalot bombowy.

Trung korzysta z okazji.

Miałem okazję

odłączyć się od pozostałych dwóch myśliwców.

Nadszedł mój czas.

Teraz albo nigdy.

Szedłem do domu z ambasady USA.

Ale nagle zobaczyłem ludzi

patrzących w górę i pokazujących na niebo.

Zobaczyłem lecący samolot. Odrzutowiec.

Ale dziwne było to,

że był to samolot Wietnamu Południowego.

Przeleciał nade mną i zrzucił bombę na Pałac Prezydencki.

Ludzie szukali schronienia,

próbowali się ukryć.

Ludzie patrzyli w niebo i pytali nas:

„To komuniści? To samolot Wietnamu Północnego?”.

Zaprzeczaliśmy.

„To jeden z waszych”.

Pilotem okazał się

porucznik wietnamskiego lotnictwa, Nguyen Thanh Trung.

Nikt nie wie, dokąd poleciał.

To było jak zrzucenie balastu,

który dźwigałem przez lata.

Zrobiłem to dla swojego ojca.

Po nalocie bombowym

Trung zostaje powitany przez komunistów jako bohater.

Armia Wietnamu Północnego jest niecałe pięć kilometrów od Sajgonu.

Pojedynczo!

To kwestia godzin,

aż Wietnam Północny wkroczy do miasta i przejmie kontrolę.

Po południu konsulat USA poinformował Amerykanów,

którzy nie pracowali dla rządu, żeby szybko opuścili miasto.

Rząd amerykański jest zaskoczony

tempem postępu armii Wietnamu Północnego.

W celu ewakuowania jak największej liczby ludzi

postanawiają użyć okrętów wojennych stacjonujących w okolicy.

Larry Chambers to świeżo mianowany komandor.

W tamtym czasie dowodziłem USS Midway.

LARRY CHAMBERS KOMANDOR MARYNARKI USA

Dowodziłem Midway od 29 dni,

kiedy dostałem telefon.

Otrzymałem rozkaz opłynięcia południowego krańca Wietnamu

z maksymalną prędkością do wód prowadzących do Sajgonu.

Helikoptery wywoziły ludzi.

Musiałem przygotować pokład,

żeby mogły bezpiecznie lądować na lotniskowcu.

Czołgi Wietnamu Północnego były w natarciu

i nie mieliśmy wiele czasu.

Zastanawiałem się, co się, u diabła, stanie?

Czy damy radę?

Ambasadzie USA grozi zajęcie przez ludność.

W obawie przez zamieszkami ze strony żołnierzy Wietnamu Północnego

tysiące cywilów koniecznie chce schronić się w środku.

Tędy, dalej.

Dalej, chodźcie.

Przed bramą ambasady

setki Wietnamczyków usiłowały wejść do środka,

dzierżąc w rękach paszporty i banknoty,

w nadziei, że kupią sobie miejsce w helikopterze.

Cholera!

Nie do wiary, ale to ja.

TERRY BENNINGTON STRAŻNIK AMBASADY USA

Nie miałem pojęcia o tym nagraniu.

Widziałem rzeczy… Do tej pory nie wierzę, że miały miejsce.

Dalej. Szybciej, proszę. Pokaż, co trzymasz.

Nie.

Obowiązywały nas zasady.

Amerykanie oraz Wietnamczycy, którzy mieli dokumenty

potwierdzające pracę dla rządu USA, byli ewakuowani.

Takie były zasady.

Pamiętam ojca…

który przez bramę podawał nam torbę pełną złota…

żebyśmy zabrali jego dzieci.

Ale nie było nam wolno.

Nie było nam wolno.

Oddałem mu torbę i…

To są…

obrazy, które wyryły się w mojej duszy.

Ludzie są zdesperowani.

Miałem wrażenie, że wszyscy uciekali.

NHAN LEE CYWIL Z WIETNAMU POŁUDNIOWEGO

Nhan Lee ma pięć lat i mieszka z rodzicami w Sajgonie.

Muszą znaleźć sposób, żeby uciec.

Pamiętam, że ojciec kazał nam wsiąść do jeepa.

Mój tata był pilotem w armii Wietnamu Południowego.

Wszyscy wiedzieli, co by się stało,

gdyby on lub moja rodzina została pojmana przez wroga.

Dotarliśmy na lotnisko.

Mój ojciec powiedział mamie: „Muszę coś załatwić.

Wsiadajcie. Później was znajdę”.

Odwrócił się i poszedł.

Moja mama nie ruszyła z miejsca.

Staliśmy tak całą wieczność.

Nie wsiedliśmy do żadnego samolotu.

Nagle mój tata wrócił.

Podszedł do mojej mamy i spytał:

„Co ty tu jeszcze robisz?”.

Moja mama odpowiedziała…

„Nie chciałam wyjechać bez ciebie”.

To były jej słowa.

Stałem obok niej i dokładnie ją słyszałem.

Pamiętam, że tata tylko na nią patrzył.

W ten sposób moja mama wyznała mu swoją miłość.

Albo my wszyscy, albo żadne z nas.

Odwrócił się i odszedł kawałek,

zapalił papierosa.

Wrócił

i powiedział: „Dobra, chodźmy”.

Daleko przed nami stała porzucona awionetka.

Ktoś ją zaparkował.

Mój tata kazał nam wsiąść.

I wystartowaliśmy.

Tymczasem cywile w Sajgonie

za wszelką cenę chcą wsiąść do amerykańskich helikopterów.

Do nielicznych szczęściarzy należy Stephanie Dihn i jej rodzina.

Żołnierz powtarzał: „Idźcie dalej.

Nie zatrzymywać się”.

- Dalej, tędy. - Dalej.

W tamtej chwili tylko pochyliłam głowę i biegłam.

Poczułam, że helikopter się unosi.

Czuć było panikę i lęk.

Kiedy zobaczyłam ocean, wiedziałam, że się wydostaliśmy.

Uciekliśmy. Udało się.

Wylądowaliśmy na okręcie wojennym.

Szłam za tatą i mamą.

Zatrzymałam się i patrzyłam…

Zobaczyłam wybrzeże Wietnamu.

Stałam bez słowa.

Pomyślałam:

„Pora się pożegnać”.

Widok tych ludzi wchodzących na pokład łamie człowiekowi serce.

Wszędzie byli ludzie.

Około 7000 Wietnamczyków i Amerykanów

uciekło z Sajgonu helikopterami

w niecałe 24 godziny.

Ale jedna rodzina wciąż szuka bezpiecznego azylu.

Miałem wrażenie, że lecimy bardzo długo.

Mało rozmawialiśmy.

Panowała wyczuwalna cisza.

Mój tata zauważył olbrzymi okręt

o rozmiarze małego miasta.

Zaczął nad nim krążyć.

LARRY CHAMBERS KOMANDOR MARYNARKI USA

Nagle w pobliżu pojawił się mały samolot…

i zaczął nad nami krążyć.

Mój ojciec wiedział, że kończy nam się paliwo,

więc przekazał wiadomość.

Dał znać, że jest oficerem

lotnictwa Wietnamu Południowego

i że jest z nim rodzina.

Kończyło mu się paliwo.

Nie mogliśmy zrobić miejsca, żeby wylądował.

Na pokładzie stało pełno helikopterów.

Admirał, mój przełożony,

wymyślił, żeby samolot wodował.

Ale jak mu się przyjrzałem,

bałem się, że wodowania nikt by nie przeżył.

Trzeba postąpić zgodnie z sumieniem.

Trzeba…

Trzeba ufać swojemu kompasowi moralnemu.

Kazałem opróżnić lądowisko.

Admirał wrzeszczał: „Chyba sobie jaja robisz”.

Widziałem tylko marynarzy biegnących na pokład

i…

zaczęli spychać helikopter do wody.

Dosłownie je spychali.

To był niezwykły widok.

Jeden po drugim wylądowały w wodzie.

Po prostu…

I już go nie było.

Zepchnęliśmy do wody sprzęt wart pewnie

ponad 100 milionów dolarów.

Ja oczywiście zastanawiałem się,

że pewnie skończę przed sądem wojennym.

Za co mnie powiesicie?

Za to, że zniszczyłem trochę sprzętu czy że pozwoliłem kobietom i dzieciom utonąć?

Wiedziałem, że słusznie postąpiłem.

Wszystko zależy od Niego. Warto co jakiś czas się pomodlić.

Pamiętam, jak tata wyłączył silnik.

Raz podskoczył i idealnie wylądował.

Marynarze i marines wykrzykiwali:

„Cholera! To się naprawdę wydarzyło?”.

Wszyscy wiwatowali.

Kiedy ten facet wylądował, okrzyki radości było słychać

pewnie aż w Waszyngtonie.

Pogratulowałem mu.

Zdjąłem swoją odznakę lotnictwa

i przypiąłem ją majorowi Lee, mianując go

honorowym pilotem morskim armii USA.

NHAN LEE LAT 5

Nigdy tego nie zapomnę.

Przychodzi mi do głowy słowo „wdzięczność”.

Ponieważ to był…

To był początek…

nowego życia.

Komandor marynarki USA Larry Chambers

został odznaczony za służbę w Wietnamie.

Blisko 50 lat później spotyka się z jednym ze swoich pasażerów.

- Admirale. - Cześć.

- Miło cię widzieć. - Pana również.

Gdyby nie pańskie decyzje tamtego dnia,

docenienie ludzkiego życia,

nie byłoby mnie tu dziś.

Chciałem panu podziękować.

Dziękuję bardzo.

Trzeba grać kartami, które człowiek dostał.

Ale…

nam się poszczęściło.

SAJGON 30 KWIETNIA

Wojna w Wietnamie została przegrana.

Przyszło właśnie obwieszczenie z Sajgonu:

koniec wojny.

Nowy prezydent Wietnamu Południowego ogłosił bezwarunkową kapitulację

na rzecz Vietcongu.

Kiedy czołgi Wietnamu Północnego wjeżdżają do Sajgonu,

ostatnich 11 żołnierzy marines czeka na ewakuację.

Stałem na dachu ambasady.

Przekazałem kolegom przez radio: „Zdemijcie flagę i wejdźcie na dach”.

Spodziewaliśmy się helikoptera.

Po godzinie nadal nikt nie przyleciał.

Po dwóch godzinach nadal nikogo nie było.

Widziałem zbliżających się żołnierzy.

Gdyby dostali się na dach, nie mielibyśmy szans.

Byłoby po nas.

Podjęliśmy decyzję,

że nie poddamy się Wietnamowi Północnemu.

Nie chcieliśmy poddać się bez walki, co to, to nie.

To było nasze Alamo.

Kiedy szykowaliśmy się do strzelaniny,

daleko na horyzoncie dostrzegliśmy punkcik.

Po chwili okazało się, że to helikopter.

Nagle zrozumieliśmy,

że mamy szansę na ucieczkę.

AMBASADA USA

Czekaliśmy tak długo, że dużo naobiecywałem Bogu.

I Bóg mi pomógł.

Wojna w Wietnamie wreszcie dobiegła końca.

Amerykę kosztowała miliardy dolarów

i ponad 58 000 zabitych.

O wojnie nie można zapomnieć. Na zawsze jestem żołnierzem marine.

Nie jestem dumny z tej wojny,

ale jestem dumny z ludzi, z którymi służyłem.

W walce ma się kompanów.

To przyjaciele.

Bronicie się nawzajem.

Te doświadczenia uczyniły mnie tym, kim jestem.

Wietnam wystawił nas na wszelkie możliwe próby.

POMNIK OFIAR WOJNY W WIETNAMIE WASZYNGTON, 1982 ROK

Dzisiaj poświęcamy ten pomnik pokoleniu Amerykanów,

którzy walczyli samotną bitwę.

Ponad to

poświęcamy go niezliczonym tysiącom, które przetrwały tę wojnę.

Dla wielu wojna w Wietnamie

to wciąż wzbudzająca największe kontrowersje i podziały wojna Ameryki.

Nie powinniśmy byli jechać do Wietnamu.

Nie powinno nas tam być.

Ale wypełnialiśmy rozkazy.

Byliśmy w armii, byliśmy żołnierzami.

Widok tej długiej, czarnej ściany w Waszyngtonie,

nazwisk mężczyzn i kobiet, którzy zginęli

wypełniając rozkazy…

to boli.

Szacuje się, że w czasie tego konfliktu

zabito ponad trzy miliony Wietnamczyków.

Cierpieli tak samo, jak my, jeśli nie bardziej.

Stracili dzieci, stracili rodziny.

Byli takimi samymi ludźmi jak ja.

NARRATOR: ETHAN HAWKE

Materiały archiwalne użyte w tym serialu są autentyczne

i zostały nagrane w czasie wojny w Wietnamie.

W przypadkach, gdy nagrania konkretnego wydarzenia były niedostępne,

wykorzystaliśmy materiały pokazujące analogiczne zdarzenia.

Tłumaczenie: Aleksandra Kulesza-Fink

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.