Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Tłumaczenie: nkate
Tajemna rzeka część druga
Wąż!
- Co? - Wąż.
Nie wrócę tam. Wszystko w porządku?
Willie, co ty robisz?
- Tata powiedział, że jestem mężczyzną. - Czego tata nie mówi.
- W porządku, mamo. - Mogę zobaczyć?
Nie, Dickie, wracaj tu.
No dobrze, bądź ostrożny, Willie.
Willie!
Odrąbałem mu głowę, ale on wciąż się wije.
Dickie, ostrożnie.
- Tak, cztery koszyki. Nazwisko? - Foster.
- Proszę. - Dzięki.
- Jesteś człowiekiem Blackwooda? - Nie, jestem sobie panem.
Will Thornhill.
- Jaka stawka? - Jedna dziesiąta.
Dam ci dwunastą i ani grosza więcej.
Dobre melony są w cenie.
Dziesiątą. Inni czekają, jeśli pan nie jest zainteresowany.
Ruszcie dupy! Do roboty!
Szybciej!
Chytry dzikus!
Zastrzel drania!
Nie stój tak!
Przecież nic ci nie zrobił.
Dlaczego nie strzelałeś do drania? To jak zabicie psa!
Łamaczu, jeśli przegapię przypływ, już nie żyjesz.
I klamerki.
Willie.
Dickie! Jeśli nie masz nic przeciwko!
Dickie, chodź tu.
- Mamo? - Wszystko w porządku.
Oni tylko przechodzą, jest im po drodze.
Rozbili obóz na cyplu.
Sama widzę.
Dickie.
Chcesz pobawić się moim latawcem?
Nigdy nie marnujesz czasu, Thornhill?
Dług nie pozwala mi spać w nocy, panie King.
Joseph?
Tak, panie King.
Wypisz panu Thornhillowi pokwitowanie i zaksięguj jego pierwszą płatność.
Sykes dostał nożem w oko, w bójce o dziwkę.
Był martwy, zanim padł twarzą na ziemię.
Nie powiem, by mi go brakowało.
A nasz przyjaciel tutaj to syn wielorybnika i Aborygenki,
przeżył, gdy odra wykosiła jego plemię,
trafił do dobrej, chrześcijańskiej rodziny.
Potrafi czytać, pisać, zna miary i wagi,
i potrafi liczyć nie gorzej od dowolnego białego.
Prawda, Joseph?
To wszystko.
Miło było poznać, panie Thornhill.
Wykorzenić z nich dzikość -
obawiam się, że w dłuższej perspektywie, to ich jedyna nadzieja.
Obmyć ich w krwi Baranka, co, Thornhill?
Tak jak nas.
♪ Mary, Mary, dziw nad dziwy
♪ Cóż to rośnie w twym ogródku?
♪ Srebrne dzwoneczki i morskie muszelki
♪ I ładne dziewczyny... ♪
Witam!
Pani Herring!
Widzi pani, ja dorastałam na rzece Rothay,
więc zdobyłam kilka cebulek i zasadziłam, by przypominały mi o domu.
Niełatwo wyhodować tu kwiaty.
Szczególnie w tym upale.
Wstawię je do wody. Dziękuję, pani Webb.
Sofia.
Wciąż odznaczasz dni, kochanie?
Planujemy zostać tu pięć lat.
Uzbierać trochę pieniędzy i wrócić do domu.
I jaki w tym sens, Sal?
Byłam taka sama.
Ale zdałam sobie sprawę, że to nie fair względem syna, Toma,
ciągnąć za sobą przeszłość.
Przeszłość?
Piętno skazańca, kochanie. Tutaj nasze dzieci czeka lepsze życie.
To prawda, daję słowo.
- Willie, widziałeś Dickiego? - Nie.
Włóczy się.
Na dniach zakradł się do nas wąż.
A na cyplu, przy nas, rozbili się czarni.
Nie ma się czym martwić.
Są jak nasi Cyganie, ciągle wędrują, przychodzą i odchodzą.
Po prostu daję im jakiś drobiazg i idą dalej zadowoleni.
Ciekawi, jak dzieci.
Dickie. Co robisz?
Bawię się razem z Bundą.
Nie odchodź od domu.
Zamiatanie?
Zamiatanie.
Tak, zgadza się, zamiatanie.
Tkanie?
Prawie tak, jak u nas w domu.
Tylko kolory są inne.
Dziękuję.
♪ ...wali się, wali się.
♪ Most londyński wali się,
♪ Moja piękna damo.
♪ Weź klucz i zamknij ją,
♪ Zamknij ją, zamknij ją.
♪ Weź klucz i zamknij ją,
♪ Moją piękną damę... ♪
Tata!
Chodźcie!
Chodźcie do mnie!
- Kogut zupełnie nieźle wygląda. - Zabiłem węża!
- Tak?! - W chacie.
Chłopcy, może wpuścicie koguta do kurnika?
Dobrze go nakarmcie.
Dobre chłopaki.
Pojawili się kilka dni temu.
Wszystko gra. To znaczy, oni są tacy jak my.
Albo raczej jak dzieci, jeśli wierzyć pani Herring.
Przyszła w odwiedziny razem z panią Webb.
- Kupiłem ci coś. - Will...
Zamknij oczy, no już.
Otwórz.
- Will, jest piękny. - Zawsze chciałaś taki.
Jak miło. Ile kosztował?
Nie martw się tym, moja damo.
Chodź do mnie.
Do diabła z soloną wieprzowiną.
Zobaczę, może uda mi się ustrzelić kangura. Coś świeżego.
Sama przeprawię się na drugą stronę rzeki, jak ci się to uda.
Wiesz, pomyślałem...
Nie zdołam szybko spłacić łodzi pobierając dziesiątą część zarobku farmerów.
Jest lepszy sposób.
Kupić od rolników, za uczciwą cenę,
a potem sprzedać za ile zdołam.
Mogę wtedy dyktować ceny w obu przypadkach.
- A co, jeśli nie dasz rady sprzedać? - To jedzenie, Sal.
A kolonia rośnie z dnia na dzień. Zrozum, nigdy nie będzie dość.
Tam, gdzie istnieje potrzeba, jak mówi King.
On jest biznesmenem.
Nie widzę powodu, bym też nie mógł nim zostać.
Nie, nie ma żadnego powodu, panie Thornhill.
Trochę mąki.
Mąka za kawałek tamtego świeżego mięsa.
To mąka.
To uczciwa wymiana, co wy na to?
Torba mąki za to?
Okantowali cię. Ja wytargowałabym kawałek zadu.
- Zadu? - Ale z ciebie biznesmen.
Dzieci, spróbujemy złowić rybę,
albo znów czeka nas solona wieprzowina.
- Dzień dobry. - Witajcie.
Panie Thornhill.
Hej, chłopaki.
Pani Thornhill, to jest pan Birtles.
Ale wszyscy zwą go Omnibusem.
W młodości jeden klecha nawał mnie omnibusem,
przez jeden mój postępek.
Myślałem, że mnie obraża, i o mało nie pobiłem ważniaka.
Jednak okazało się inaczej.
A ksywka pozostała.
Prezent powitalny.
Trzymajcie z dala od dzieciaków.
Trutka na szczury.
Dosyć wkoło robactwa,
by na dodatek martwić się cholernymi szczurami.
Wyczułaś coś, dziewczyno?
Reaguje na niego, jak na czarnego gnojka.
Ciekawe, dlaczego?
Można by pomyśleć, że na własnych stu akrach,
człowiek może czuć się bezpiecznie, bez kłucia włócznią jego tyłka.
Nie do wiary, że mieszka pani tu sama, pani Herring.
Lepiej samotnie, niż z tymi, których znam.
Widzicie? Dźgnął w dupę, jak świnię!
Zobaczymy o wiele więcej, jeśli nie będziesz ostrożny.
Kwiczałeś jak ona, gdy cię szyłam.
- Nie odetchnąłem ni razu od tamtej pory. - Siadaj i zamknij się!
Chcecie zobaczyć bliznę?
Pokażę wam bliznę.
Co się stało?
Pracowaliśmy w jednej brygadzie, przy budowie drogi,
i on dał drapaka w busz.
Przez tydzień żywiłem się larwami i korzeniami, jak zwierzę.
Jak czarnuchy.
Wysłali za mną dwóch czarnych gnojków.
Czego oni nie zauważą... To wprost nienaturalne.
Złapali mnie śpiącego, rozebrali do naga i zaciągnęli przed sąd.
Oficerowie dali im rum i koce za fatygę.
A mi 500 batów.
Jest coś dobrego w chłoście.
Pozostaje z tobą.
Thornhill, na twoim miejscu uważałbym na nich.
Mogę tylko powiedzieć, że czarni nie wyrządzili mi niczego złego.
Pozwala im wchodzić do domu.
Od czasu do czasu coś zwędzą, ale przymykam na to oko.
Mówię jej, ale ona nie słucha.
Dla mnie i tak wystarczy. Nie wypada mi starej za nimi ganiać.
Nie potrafią niczego, poza okradaniem uczciwych ludzi.
Uczciwych ludzi? Nie.
Przecież ty nigdy nic nie ukradłeś, Łamaczu Sullivan.
Daję słowo, nigdy.
Albo ty, Omnibusie.
Są jak cholerne muchy.
Zabijesz jednego, to dziesięciu zleci się na pogrzeb.
I nie mówię o zabijaniu ich, a raczej posiekaniu.
Nadają się tylko na nawóz.
Spokojnie, spokojnie!
Spokojnie, lepiej nie psuć zabawy.
Dziękuję za gościnę, pani Thornhill.
Nie, więcej nie tańczę.
♪ Wszyscy przyjaciele, jakich miałem
♪ Żałowali, że ich opuszczam
♪ I wszystkie ukochane, jakie kiedykolwiek miałem
♪ Pragnęły, bym został jeszcze chociaż jeden dzień
♪ Ale jeśli taka jest moja dola
♪ To muszę odejść, a wy pozostać
♪ Lekko się podniosę i cicho zawołam:
♪ Dobranoc, szczęście nich będzie z wami
♪ Gdybym miał wystarczająco dużo pieniędzy
♪ I wolny czas, by zatrzymać się na chwilę
♪ W tym mieście jest ponętna dziewczyna
♪ Która podbiła me serce
♪ Jej rumiane policzki i rubinowe usta
♪ Niepodzielnie zawładnęły moim sercem
♪ Więc nalejcie mi pożegnalnego kielicha
♪ Dobranoc, szczęście nich będzie z wami ♪
Stać prosto. O, tak.
Stać prosto. Patrzeć na przedstawiciela gubernatora.
Thornhill, zgadza się? William Thornhill.
Nigdy nie zapominam twarzy przestępcy.
Widzę, że zrobiłeś krok naprzód.
Jestem teraz wolnym człowiekiem.
Wolnym człowiekiem.
Potrzebuję sługi, skazańca lub dwóch.
Człowiek gubernatora wybiera pierwszy, potem osadnicy.
Byli zesłańcy pokroju Thornhilla, mogą poczekać.
Wyprostować się przed przedstawicielem gubernatora.
Dobrze. Doskonałe zęby, silne ramiona. Świetny wybór.
A ten?
Twarz cherubina, ciało byka. Zakład, że cały dzień przepracuje.
Twoja kolej, Thornhill. Wybieraj, nie żałuj sobie.
To ja, Will!
To ja, Dan. Dan Oldfield.
Ned. Will i ja znamy się od wieków.
Jako dzieci wyrastaliśmy razem, prawda, Will?
Zrób nam przysługę. Przez wzgląd na dawne czasy.
Tata!
- Will. - Cześć.
- Jak się masz, mój skarbie? - Mam coś dla ciebie.
Cobham Hall.
Wasza babcia tam pracowała, zanim nie wyszła za dziadka.
Poszłyśmy raz do Cobham. Gdy byłam w twoim wieku, Dickie.
Pamiętam tylko dzikie lwy na słupach u bramy.
To miłe, Will. Dziękuję.
Wiedziałem, że ci się spodoba.
Dobra, wychodźcie.
Jestem Sal.
Sal. Sal Middleton. Jestem Dan.
Dan?
Dan Oldfield.
Sal, nigdy ci nie wybaczę.
Byliśmy z Willem najlepszymi kumplami, dopóki się nie pojawiłaś.
Ned, proszę pani.
Opowiadał wam tata, jak sikaliśmy na własne nogi, by je ogrzać?
To pani Thornhill.
I lepiej, byś zwracał się do mnie: panie Thornhill.
- Panie Thornhill? - Tak.
Prawo wymaga, by traktować was jak pozostałych przestępców,
dać jedzenie, ubranie i schronienie, w zamian za pracę.
Po 10 godzin, od poniedziałku do piątku, w soboty sześć.
Wyraziłem się jasno?
Nie można zaprzeczyć.
Dobrze.
Chodźcie, chłopcy.
Widzę oczy. Na tym drzewie coś jest.
Sowa.
Tutaj są sowy? A jeśli nie?
Jasne, że są sowy!
A to co za cholera?!
Słudzy? Kto by pomyślał?
Zobaczysz, jak przeobrazimy to miejsce.
Nigdy nie będziesz chciała odejść, pani Thornhill.
Doprawdy, panie Thornhill?
Daj nam odpocząć.
Gubernator powiedział - dziesięć godzin dziennie.
Will, tu nie ma gubernatora.
Takie przepisy.
Więc idź.
Idź i zobaczymy, jak potoczą się sprawy.
No już.
Tu masz mnie.
A tam - las pełen dzikusów.
Możesz spróbować dostać się do Chin, jeśli o tym myślisz.
Myślę o tym, panie Thornhill,
gubię się w domysłach,
co takiego jest w tym miejscu, zwanym Nową Południową Walią,
że tak zmienia człowieka.
Panie Thornhill...
Widziałeś ich cycki?
Oni tylko przechodzą, to wszystko.
Nie przerywajcie przez to pracy.
Nie wydaje się, by tylko przechodzili, panie Thornhill.
Co, oni to jedzą?
Dajcie mi maczugę, a zmiażdżę ich mózgi, jak oberwała ta jaszczurka.
- Willie, przestań. - Cholerne dzikusy.
Wracajcie do pracy.
Nie będą nas rozpraszać.
No już!
Dzień dobry.
Dickie. Chodź do mnie. Natychmiast.
On pokazuje, jak rozpalić ogień.
Widziałeś to, tato?
Daję słowo, niezła sztuczka.
Idziemy, pora do domu.
Chodź.
Ja - Thornhill.
Ja - Thornhill.
Ja - Dornill.
Nie, nie.
Ja jestem Thornhill.
Jestem Thornhill. Tak się nazywam. Rozumiecie?
Ja - Dornill.
Ja Dornill.
Nie. Ja jestem Thornhill.
Popatrzcie.
Widzicie... to jest rzeka.
Rozumiecie?
To jest cypel.
To wszystko jest moje.
Rozumiecie? To jest teraz moje.
Możesz tu odpoczywać, ale...
...teraz to moje miejsce.
Moja ziemia. Rozumiecie?
Moje miejsce.
Moje miejsce.
I tu się mylisz, przyjacielu.
Co, węszysz tu, Williamie Thornhill?
Obok mnie czarni rozbili obóz.
Chodzą wszędzie bez pytania,
i nie wydaje się, by zamierzali odejść.
Tak, ze mną było tak samo.
Wróciłem pewnego razu do domu,
a oni czekali na mnie.
Nie rozumiałem, co mówili, ale...
koniec końców pozwolili mi zostać.
Jedno dali mi do zrozumienia - bym nie szedł dalej.
Po angielsku jaśniej by się nie wyrazili,
i dokładnie tak zrobiłem.
Wtedy odeszli ze śpiewem na ustach.
W określonych porach roku palą tam trawę.
Wtedy wyrastają nowe pędy, co przyciąga kangury.
Sprytnie, tak robią zapasy. Ich sposób hodowli.
Zadowalaj się tym, co masz,
a im pozwól żyć po swojemu, jak zawsze żyli.
Nigdy nie będziesz mile widziany,
ale mogą zostawić cię w spokoju. Proste.
Albert, do domu!
Chodź, Albert.
Uważam ich za spokojny lud, w większości.
Czego nie można powiedzieć o pozostałych sąsiadach.
Powiedziałem jej, że będziesz trzymał gębę na kłódkę.
Lepiej, bym się nie mylił, Williamie Thornhill.
Tato mi zabronił.
- Dickie. - Nie mogę!
♪ Mary, Mary, dziw nad dziwy
♪ Cóż to rośnie w twym ogródku?
♪ Srebrne dzwoneczki i morskie muszelki
♪ I ładne dziewczyny rosną pod rząd. ♪
Wszystko w porządku? Chodź do mnie.
Już dobrze, spokojnie.
Witam ponownie.
Przykro mi, nie rozumiem.
Cukier.
Cukier? Chcecie cukru?
Dobrze. Chcą cukru. Dobra.
Złapię cię.
Mam cię!
Dickie! Gdzie są twoje spodnie?!
Złapałem go tam, jak biegał na golasa!
- Co one tu robią? - Powiedziałem im, że nie można, tato.
Idźcie, wynoście się stąd. To nasze miejsce. Wynocha.
Tak, to prawda, wynoście się!
Już dobrze.
Dickie, jesteśmy cywilizowani. Nie chodzimy nago.
Tak, nie jesteśmy cholernymi dzikusami.
Pora, byś wziął się do pracy.
Ale oni nie potrzebują krzemienia, by rozpalić ogień.
I nie pielą cały dzień kukurydzy niczym skazańcy!
Chodź tu.
Will! Przestań!
Przestań, Will! Co robisz?! Co z tobą?!
Uważasz, że nie powinienem?
- To chcesz mi powiedzieć? - Co z tego, że się trochę wyhasa?
Tak samo jak my, jako dzieci, pamiętasz?
Jak by ci się podobało, gdybym zdjął portki i paradował jak oni?
Nie wtrącaj się.
Chodź, Mary. Idziemy do środka.
Idziemy.
Przytrzymaj.
Moje dłonie płoną, zamiast pieprzonego drewna.
Pozwól mi, tato. Daj mi.
Dobrze. Tak trzymaj.
Dobry chłopak. Brawo.
Skąd to masz?
- Od kobiet. - Kobiet?
Tak. Meg i Polly.
Nadałam im imiona, pohandlowałam z nimi.
Nietypowe, prawda?
Zacznę zbierać kolekcję.
U nas w domu sprzedam z niezłym zyskiem.
Nadajesz im imiona,
brakuje, by wprosiły się na kolację.
Zarobię niezłe pieniądze.
Ciebie też przerzucić przez kolano i dać parę klapsów?
No już, spróbuj.
Chcę kupić od ciebie psa.
A do czego ci on?
Dam gwineę.
Mam dla ciebie coś jeszcze, jeśli cię zainteresuje.
Czarny aksamit.
Raz spróbujesz, i już nigdy sobie nie odmówisz.
Spytaj swego starego przyjaciela, Thomasa Blackwooda.
Ona robi to ze mną i Omnibusem,
z przodu i z tyłu, na łyżeczkę.
Wchodzisz do gry, Thornhill?
Gorąca z niej dziwka, ale drapie pazurami jak dzika kotka.
Uważaj!
Na co czekasz, Thornhill?
Gardzisz darmową cipą?
A może się boisz, że w tym zasmakujesz?
- A co z psem?! - Idź do diabła, Łamaczu!
Dobra, jeszcze się zobaczymy.
Gdzie są dzieci?
W chacie z Nedem i Danem.
Dobra, chodź.
- Przyjdą po nas, tato? - Nikt po nikogo nie przyjdzie.
Trochę pośpiewają, i koniec.
- Tak, to prawda. - Tato, weź broń.
Oni tylko śpiewają.
Cholerne bzdury!
Pogańskie dzikusy.
♪ Pomarańcze i cytryny
♪ Biją dzwony u Świętego Klemensa
♪ Stary ojciec Baldpate bije w dzwony w Aldgate
♪ Kiedy mi zapłacisz? Biją dzwony na Old Bailey
♪ Kiedy będę bogaty biją dzwony na...
♪ ...Fleetditch ♪
Kiedy byłam mała, chodziłam do Św. Klemensa z babcią.
Z jej domu, szłyśmy wzdłuż doku Sufferance,
w dół ulicy Bermondsey,
w lewo na Whites Grounds, następnie przecinałyśmy Gibbon...
Nie, nie w lewo na Whites Grounds.
Tak doszłabyś do przytułków.
Trzeba na prawo.
- W lewo. - Nie, nie...
Przytułki są na sąsiedniej ulicy.
Nie, bawiłem się tam, gdy byłem mały, nad rzeką.
W prawo.
Po prostu zapomniałaś.
Nie zapomniałam.
To jest na prawo od Whites Grounds.
Zapomniałaś.
- To niemożliwe. - Ani w prawo, ani w lewo.
Proszę wybaczyć,
ale przytułki są na końcu Marrow, po drugiej stronie.
Tak, zgadza się. Uprawiamy tu ziemię, siejemy i zbieramy plony.
Nie to co wy, leniwe gnojki,
kroczące dumnie, jak szlachta, a z odsłoniętymi dupskami.
Ja - Dornill!
Tak, racja, stary, ty - Thornhill,
a mój tyłek jest czarny jak kocioł.
Won, odpieprzcie się! Wszyscy!
To teraz moje miejsce. Moja ziemia!
Możecie zabrać resztę!
Nas jest więcej, niż was, z każdym dniem przychodzą kolejni.
Nie ma dla was nadziei, słyszysz? Nie ma nadziei!
Dickie. Uważaj, nie połam ich.
Kto tu jest właścicielem?
Ja, proszę pana.
William Thornhill.
To miejsce jest tutaj.
- Tutaj? - Tak.
Tu bywają odpływy, więc mogą być problemy z wydostaniem się.
Dziękuję.
Cześć.
Co się dzieje?
W górze rzeki czarni napędzili komuś strachu.
Nie ma się czym martwić.
Wracajcie do pracy.
Czerwone kubraki pokonały taki szmat drogi, by nas uspokoić?
Tak, zgadza się, Sal.
Thomas Blackwood powinien wiedzieć.
Jedź, i zabierz ze sobą Dickiego.
Tak. Chodź, Dickie.
Zrozum, oni uważają, że to wszystko należy do nich.
Ziemia jest wspólna dla wszystkich, dawać i brać - to ich zasada.
Dziękuję.
A potem przychodzimy my i tylko bierzemy.
Czarni z początku nam wybaczają, wierząc, że jesteśmy ludźmi, jak oni,
że się nauczymy.
Ale tego nie robimy. Coraz więcej przychodzi i zabiera.
Czarnych ogarnął gniew. Więc gubernator zwołał zebranie.
Byłem tam. Niedługo po tym, jak tu osiadłem.
Uścisnął im ręce i powiedział:
"Dobrze, żadnych więcej białych poniżej South Arm".
Obiecał im to.
Ale nic się nie zmieniło.
Okłamał ich, rozumiesz?
Już nam nie wierzą.
Uważają, że jeśli my nie zamierzamy dawać,
oni sami to odbiorą,
wszystko.
Zamierzają wykurzyć węża.
Wykurzyć z legowiska.
- Precz! - Will!
- Odwalcie się! - Wynocha! Precz!
- Wynoście się! - Precz!
Wynoście się z mojej ziemi, przeklęci złodzieje!
Wynocha!
Mimo tego, że przyznaje się, że czarna ludność kolonii
otwarcie manifestuje niechęć i wrogość wobec brytyjskich osadników,
w szczególności w rejonie rzeki Hawkesbury,
surowo zabrania się zabijania tubylców,
będzie ono karane z najwyższą surowością prawa.
Jednakże, w przypadku, gdy Aborygen pojawi się uzbrojony lub wrogo nastawiony
w posiadłości brytyjskiego poddanego...
Miałem pszenicę już zebraną, w workach - wyczyścili do cna!
...to poddany nie jest zobowiązany tolerować
wtargnięcia na jego ziemię, czy zagrożenia życia,
może podjąć działania, odpowiednie do okoliczności.
- To szaleństwo. - Dać im dobrą dawkę zielonego proszku.
- Otruć, jak szczury. - Nie ma takiej potrzeby.
Szczury!
Każdy z nich jest wart więcej niż tuzin bezmózgich robaków, jak ty.
Zachciało ci się robali, Blackwood?
Pokażę ci robale.
Mój Boże, Łamaczu.
Złapałem dwóch wczoraj.
Odciąłem uszy, jakby były z masła.
Zabierz je. Schowaj, zanim dzieci zobaczą.
Można na nich zarobić.
Jeden gość z Sydney dał mi raz za głowę całego szylinga.
Musiałem ją najpierw dobrze obgotować, by była czysta.
Zostaw go!
Jest obrzydliwy, jak sam diabeł.
Nie chcę więcej widzieć tu Łamacza.
I Omnibusa też.
Nie chcę, by zbliżali się do moich dzieci.
Obiecaj mi, Will, że nigdy nie zrobisz czegoś takiego.
Oczywiście, że nie, Sal.
Halo? Halo?
Halo?
Pani Herring! O co chodzi?
Nie mogę oddychać.
Co się stało? Wszystko w porządku?
Chwila. Chodzi o Webbów.
Co?
Coś z Webbami.
Wróciłem ze zbiorów i oni tam byli.
Wystrzeliłem, ale ich było więcej.
Zabrali wszystko. Wszystko.
Moja głupia żona wpuszczała ich do domu, a mówiłem, że nie powinna.
Nie chciała słuchać.
Wyjechała na Zielone Wzgórze na dobre. Już nie wróci.
Ludzie uciekają pod ochronę miasta.
Gubernator uważa to za wojnę.
Tato!
Co jest? Will, co się stało?
Czarni pozostawiają ludzi z pustymi rękami.
Straszą ich, by opuszczali farmy.
Równie dobrze...
mogę wyciągnąć łódź na brzeg i zająć się naprawą.
Tato!
Will.
Uzbieraliśmy na początek niezłą sumkę.
Więcej, niż mogłam sobie wyobrazić.
Więc wróćmy nad Zatokę, do miasta.
Dość zarobiliśmy, by móc wrócić do domu...
...do Londynu.
Do Londynu? Wrócić?
Z powrotem do Londynu?
Nie czuję się tu bezpiecznie.
Londyn jest dla nas obcy.
Nic dla mnie nie znaczy. Nic.
Willie coś tam pamięta, ale lepiej jak nie.
A Dickie i Mary? Co o nim wiedzą?
A ja? Mam ciągnąć za sobą parszywą przeszłość, jak jakiegoś zdechłego psa?
Nie, nie zrobię im tego, i ty nie powinnaś.
- Wiem, że zawdzięczam ci ułaskawienie. - To nie było na próżno.
- Było, Sal. - Nie.
Tak jest i będzie. Na zawsze.
Sto akrów.
Tutaj! Sto akrów!
To moje ułaskawienie.
Nigdzie indziej nie będziemy mieli takiej swobody.
Wiem, co to znaczyło dla ciebie.
Obiecałeś, Will.
Ty stary draniu. Wynoś się z mojej ziemi!
Spieprzaj, razem ze swoim głupim bełkotem!
Spadaj, albo ugoszczę cię tym! Precz!
Nie!
Nie!
Panie Thornhill!
- Wszystko przepadło! - Nie!
- Will! - Odczep się!
- Will, chodź! - Nie!
Zbiorę rzeczy i odwiozę dzieci na Zielone Wzgórze. Chodźmy.
Co? Mam porzucić moją ziemię?
Tak po prostu wszystko zostawić, by ktoś przyszedł i zabrał?
To jest ich, Will.
Będę ich oglądał przepływając obok?
Patrzył na innych na mojej ziemi?
Nie zostaniemy tu, i kropka!
Do jasnej cholery, nigdzie nie pójdziemy.
To ich ziemia, Will.
Zawsze była.
Dlatego przychodzą i odchodzą. Żyją tak od wieków.
Nigdzie nie odejdę.
Ale ja tu dłużej nie zostanę.
Chodźcie, dzieci, idziemy.
Thornhill! Thornhill!
Omnibus dostał włócznią w brzuch!
Potrzebna twoja łódź.
Zabierzemy go do lekarza na Zielonym Wzgórzu.
Poganie spalili wszystko. Zabili psa, a jego zostawili na pewną śmierć.
Żywo, Thornhill! Na co czekasz?
Idź, Will. I weź ze sobą Dana.
Ned i Willie zadbają o nas.
Idź!
Spakuję rzeczy. Gdy tylko wrócisz - wyjeżdżamy.
Szybko.
Omnibus, jesteśmy prawie na miejscu.
Trzymaj się, kolego.
Wyjdziesz z tego.
A potem policzymy się z pieprzonymi czarnuchami,
którzy ci to zrobili.
- Włócznię trzeba wyciągnąć. - Jezu!
Bezużyteczni zasrańcy!
Wszystko w naszych rękach.
Nie potrzebujemy pieprzonej królewskiej armii, by zrobić porządek!
Zbierzemy własną armię.
- Kiedy wróci tata? - Wkrótce, Dickie.
Popłynął na Zielone Wzgórze, to daleko.
- Musi poczekać na przypływ. - Podaj koc, Dickie.
- Po co? - Rób, co ci każę!
Muszę wszystko zapakować,
byśmy byli gotowi, gdy tata wróci, jasne?
Nastał czas, by dać jasną odpowiedź dzikusom.
Pokażemy im, że nie damy się zastraszyć,
i wygnać z naszej własnej ziemi.
Kto jest ze mną?
Ja.
- Tak. - Ja.
Przy pierwszej odnodze rozbili duży obóz.
Zrobimy im nocną niespodziankę.
Rozprawimy się z nimi przez śniadaniem, raz na zawsze.
Wszystko lepsze od oddania swojej ziemi. Jest nasza.
W jaki sposób?
Zlikwidujemy ich.
Dokończymy to, co zaczął Omnibus.
Zwołamy jeszcze kilku i ruszymy na twojej łodzi, Thornhill.
Nasza własna pieprzona armia.
Pozbądź się czarnych, a żona zostanie.
Nie ma innego sposobu, Will.
Nikt nigdy się nie dowie.
Nikt poza nami.
W porządku, Thornhill?
Ich obóz jest w Lagunie Blackwooda.
Już niedaleko, Thornhill.
Czekaj! Will!
Zdrajca!
Co się stało z Danem?
Uciekł.
Nigdy nie można było za nim nadążyć.
A Omnibus?
Nie żyje.
Łamacz też.
Widzisz, udaliśmy się pogadać z nimi...
...by wiedzieli, że...
...nie zdołają wygnać nas z ziemi.
I...
Cóż, Łamacz się zdenerwował i... zrobiło się gorąco.
Ale teraz wszystko jest w porządku.
Bo...
Obie strony wiedzą, że...
...nie może tak dalej być,
dla nich zostało wystarczająco ziemi...
Nie będą nas więcej niepokoić.
Mam nadzieję, że nie zrobiłeś nic...
co mogłoby odepchnąć mnie od ciebie.
Oczywiście, że nie.
Co ci chodzi po głowie, kochana?
Proszę odwrócić głowę trochę do mnie, panie Thornhill.
Ned, powiedz im, by zajęli się różami pod domem.
Dobrze, pani Thornhill.
- Mamo. - Dickie!
Dickie.
Jak się masz, mój chłopcze?
Dobrze, mamo.
Gdzie jest Willie? Mary?
Willie jest w Sydney w interesach.
Mary na konnej przejażdżce.
Zostaniesz?
Jestem w drodze do domu. Nie mogę.
Chciałem tylko was zobaczyć.
Widzę cię, Mary! Dzięki Bogu, widzę!
Też cię widzę, tato!
Dickie!
Nie powiedziałeś, że przyjdziesz!
Dobrze cię widzieć, Mary.
Zostaniesz na obiad?
Widzę cię, Dickie.
Widzę cię.
Zostań!
Muszę iść.
Do zobaczenia, mój chłopcze.
Przyniosłem ci trochę jedzenia.
Proszę.
Jedz.
Dlaczego nie chcesz korzystać z chaty, którą ci zbudowałem?
Przyjdź do majątku Thornhillów, słyszysz?
Pośpisz w łóżku.
W moim domu, rozumiesz?
Mój dom.
Mój dom.
Jak chcesz.
Jest trochę chłodno, proszę pani. Może przyda się szal.
Dziękuję.
Tak, ten, dziękuję, Margaret.
Czy pan Thornhill nie wolałby swojej specjalnej brandy?
Jeszcze się pytasz, Margaret?
Wiesz, w młodości, zawsze uważałam, że jesteś niesamowity.
Dlaczegóż to?
Bo potrafiłeś pluć najdalej ze wszystkich.
Kiedyś powiedziałam ojcu:
"Will Thornhill potrafi plunąć na milę".
Nadal tak potrafię, Sal.
Po prostu w tym suchym miejscu trzeba zachować ślinę dla siebie.
Tłumaczenie: nkate
♪ Archie Roach & Shane Howard - "A Secret River"
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.