All language subtitles for El río secreto 1x1

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Tłumaczenie: nkate

Tajemna rzeka część pierwsza

Tak? Zawiśniesz, gdy znajdziesz się pod rządami

gubernatora Nowej Południowej Walii.

Uwaga, cuchnie!

- Druga partia. - Wyłazić!

Wyłaźcie stamtąd!

Ruszcie tyłki!

Przechodźcie.

Mówiłem, ruszać się!

Przekazać pod jurysdykcję gubernatora Nowej Południowej Walii.

Will!

Will Thornhill!

Will!

- Sal... - Will!

Ruszaj! Wstawaj!

Stać prosto!

Uważajcie na przedstawiciela gubernatora, on ma pierwszeństwo, potem panowie.

Will!

Wyprostuj się!

- Podnieś ręce! Pokaż dłonie. - Will!

- Pokaż zęby. - Will!

Pokaż ręce panu Kingowi.

Ręce wioślarza, od razu widać.

- Przewoźnik po rzece? - Po Tamizie.

Jak po Tamizie, to i dla mnie się nada. Biorę go.

- William... - Will!

Złodziej, skazany na powieszenie, zamieniono na zesłanie.

Will!

Otrzymujesz przydział do pana Aleksandra Kinga...

- Will! - ...w charakterze jego sługi.

- William! - Sal!

Dość!

Z połamanymi żebrami mi się nie przyda!

Odejdźcie od niego! Puśćcie go!

- To my, Will. - Kim jesteś?

Jego żoną!

Chodź. Już dobrze, kochanie.

To ja.

Will? Will, to my.

Sal...

Spójrz, to nasz najmłodszy. Urodził się na morzu.

Nazwałam go Dickie - po tacie.

Willie. Willie, to tata.

Nie poznaje mnie, Sal.

Nie wie, że to ja.

Proszę.

Pismo, tu jest wszystko, co powinniście wiedzieć.

Tu napisano, że Williama Thornhilla oddaje się pod kuratelę jego żony.

Proszę zobaczyć, kto to podpisał.

By skazańca nadzorowała żona?

- Nigdy o czymś takim nie słyszałem. - Teraz pan usłyszał!

Podpisane przez lorda Hannebury.

Oddał specjalnej dziwce specjalną przysługę.

Też ci coś dam, jak się odwdzięczysz?

- Ty h... - Zamknij mordę!

Zamknij się, Sykes.

Pani Thornhill, nazywam się Aleksander King.

Potrzebuję mężczyzny znającego się na łodzi - dużej łodzi.

Will pływał po Tamizie od małego.

- Panie King... - W porządku, panie Grouse.

Może jest jej mężem, ale teraz ona jest jego panią.

Zdejmijcie łańcuchy.

Zapłacę za jego usługi, rumem.

Will jest urodzonym marynarzem.

Forsa, albo do widzenia.

Rum to jedyna waluta w tym zapomnianym przez Boga miejscu.

Rum dla kolonii - jak owies dla konia.

Gdy mąż nabierze sił,

proszę do mnie przyjść.

Cóż... dziękuję, panie King.

Idziemy.

Will...

Kochanie...

Chodźmy.

Koce i jedzenie na tydzień -

to zapewnia wam król Jerzy.

- Dokąd mamy iść? - Dokąd?

Tutaj. Oto, gdzie.

Kolonia Karna w Nowej Południowej Walii, Sydney, Australia - 1805 r.

Will!

William...

Will, gdzie jest nasz dom? W którym kierunku?

Nie wiem.

Nie ma Gwiazdy Polarnej, by mnie poprowadziła.

Ani Niedźwiedzicy...

...i co noc, świat wydaje się tak przepastnym.

To miejsce nie przypomina Londynu.

Najważniejsze, że jesteśmy razem.

Nie wiem, jak ci się to udało, Sal.

Pisałam listy.

Na samą górę, rozumiesz.

"Do Króla...

...od czcigodnego człowieka."

Zrobiłam to, co musiałam, Will.

Nie mogłam pozwolić, by cię powiesili.

Najważniejsze...

...że Willie i Dickie mają ojca...

a ja męża.

I obiecaj, że nigdy ponownie mnie nie spytasz.

Boże, Sal, co ja narobiłem?

Precz!

Precz, powiedziałem!

Idź do diabła!

Pięć lat później...

Z drogi.

Dobra robota.

Świetnie, do zobaczenia później.

Przejście!

To kolonia złodziei,

i nie ma większego, od szefa celników, co, Thornhill?

Racja, panie King.

Przypłynęliśmy na koniec świata,

ale nic się nie zmieniło, poza szatami naszych panów.

Jak to, panie King?

W domu na maluczkich żerują ubrani w jedwabie, wysoko urodzeni,

a tutaj rzekomi pracusie w czerwonych kurtkach.

Może, z czasem, nowy gubernator zrobi z tym porządek.

Zakład, że nie dla dożywotnich skazańców, jak ja.

Prędzej świnie zaczną latać.

Więc... robota zrobiona, panie King.

Dobry z ciebie pracownik, Thornhill. Doskonały.

Do następnego konwoju nie mam nic dla ciebie. Wtedy wróć.

Dopijajcie, panowie, pozostali także.

Wracajcie do żon.

Boże, pomóż im.

- Mamo...? - Tam, na ławkę, Willie.

Dickie!

Dokąd lecisz? Wracaj natychmiast!

Willie, chodź tu.

Weź to i ukryj. Migiem.

A wy zbierajcie się.

Dzięki za przybycie. Ruszajcie się.

Ty też, Parszywy Billu, no już!

Dziś już nie będzie polewki, zamykamy.

Idźcie.

Płodzisz kolejny skazańczy pomiot?

Taki ryj ostatni raz widziałam żrący z koryta.

Zapłodnię cię nasieniem wolnego człowieka.

- Spadaj! - Zostaw moją mamę!

Przyhamuj. Jestem wolną osadniczką.

Jak i moi chłopcy. Nie pozwól, by mówiono inaczej.

Wolną, ale nie ponad prawem.

Sprzedaję jamajski rum. To wynagrodzenie męża.

Więc już dostaliście swoją dolę.

Czyli możesz nas poczęstować?

To grabież w biały dzień.

Dla pewności, że to nie jakiś nędzny samogon.

Gdybyście nie wtykali nosa do handlu rumem, nie byłoby samogonów.

Willie, przynieś dwa czyste kubki.

Rumu!

- Spieprzaj, czarny draniu! - Rumu!

Wracaj z powrotem na drzewo!

Rumu!

Tylko się czają, prawda? Dobra, częstujcie się.

Nędzna nagroda za służbę w tej zabitej dziurze.

Jamajski, jak mówiłam.

Teraz pocałujcie się gdzieś! Co robisz?

To legalny rum! Zostaw to!

To zarobek mego męża!

Powiem tacie! Nauczy was prawa!

My jesteśmy cholernym prawem, mój pyskaty wróbelku.

Niezłe.

Nad Cockle Bay jest szkutnik, buduje łódki.

Tak zaczynał mój ojciec.

- Chce tylko 11 funtów. - Tylko?

Policzyłam oszczędności, niedużo nam brakuje.

Im szybciej zdobędziesz własną łódź, tym lepiej.

Zarobimy kupę szmalu, jak inni,

i wrócimy do domu.

Kupimy mały domek pod miastem.

Nie wrócimy do domu, prawda, tato?

Nie wierz we wszystko, co mówi twój ojciec, Willie.

Znów przyszedł Rumowy Korpus, prawda, mamo?

Tak. Dołóż drewna do ognia, Willie.

Dickie, usiądź przy ogniu, musimy z ojcem porozmawiać.

No już, żwawiej!

Mam już dość pijaków i cholernego Rumowego Korpusu.

To nie miejsce dla wychowywania dzieci.

Jakbyś nie mała go po dziurki w nosie, kochanie,

do domu już nie wrócimy.

Widzisz to, Dickie?

Willie znalazł to tuż przed wyjazdem, prawda, Willie?

Przy schodach na Pickle Herring.

To kawałek starej dachówki z Londynu.

Widzisz, jak je mocowali? Dzięki tej dziurce?

Wkrótce zabierzemy ją z powrotem na Pickle Herring.

Daję słowo, zwrócimy, dokładnie tam, skąd wzięliśmy.

Twoje wspomnienia o Londynie różnią się od moich, Sal.

Jedna sroga zima nie przesądza.

Nieprawda, głodowaliśmy.

Byliśmy na dnie.

Willie stał się chudy jak zapałka -

marniał na naszych oczach.

Oczekiwałaś kolejnego dziecka, a ja nie miałem grosza w kieszeni.

Nie było tak, jak ci się wydaje.

Zdobędziemy ten dom za miastem.

Mam dożywotni wyrok, Sal.

Nie ma sensu się oszukiwać.

Kupisz sobie inną łódź.

- Sal... - I będziesz miał terminatorów,

by wiosłowali za ciebie.

Gdy ty będziesz siedział bezczynnie w naszym własnym domu.

Ze służącą.

Ze służącą.

By przynosiła nam...

Muffinki do łóżka.

- I paliła w piecu. - Tak.

A ja owinę się szalem w tureckie wzory.

Tak, jak wielka dama. Chodź tu!

William Thornhill!

Kto tam?

Już myślałem, że w całej tej cholernej kolonii nie znajdę przyzwoitego wioślarza.

Thomas Blackwood.

Znam to nazwisko.

Pani Thornhill.

Najszybszy wioślarz na Tamizie.

Raz nawet pobił rekord.

Dziewięć lat rekord należał do mnie.

Dwie godziny i jedna minuta z London Bridge do Chelsea.

Teraz jest krótszy od 2 godzin, mój mąż go pobił.

Z wichurą za sobą.

Czego pan chce?

Nie odmówiłbym kieliszka napitku, jakim tu częstują.

Jest zbyt dobry, by go rozdawać.

Z jakiego powodu zesłali cię na koniec świata?

Nie pański interes, Thomasie Blackwoodzie.

Święta racja.

Pani zdrowie.

Jak to się stało, że wcześniej cię nie widziałem?

Zwykle trzymam się z dala od miasta.

Niektórzy stąd nigdy nie dadzą człowiekowi zapomnieć o przeszłości.

Mam dobrą łódkę - pływam tam i z powrotem.

Wożę żywność do miasta, a materiały eksploatacyjne farmerom na północy.

To niezły interes.

Miałem do pomocy skazańców - zdatni psu na budę.

Nie odróżniali prawej burty od lewej.

To samo, jeśli można.

Gdzie na północy?

Hawkesbury. Mogę sobie poradzić bez pomocy, ale...

Rzeka Hawkesbury?

Porządna, głęboka rzeka. Obfita w wodę.

Tak, i pełna czarnych.

Will, nie śmiej nawet myśleć o rzece Hawkesbury.

Czarni nie przeszkadzają.

Słyszałam coś innego.

Że nie są podobni do miejscowych czarnych,

którzy są zbyt pijani, by rzucić włócznią.

Zostawisz ich w spokoju, to oni zostawią i ciebie - proste.

Na Hawkesbury można szybko się wzbogacić.

Mężu, nie pójdziesz, i kropka.

Ale King nie ma dla mnie pracy do następnego konwoju.

Nic tu nie zarobię siedząc na tyłku.

Wbiła sobie do głowy, by zbić majątek i wrócić do domu.

Dla kogoś, kto nosił kajdany nie ma na to zbytniej nadziei.

Jakby to nie było dziwne,

moja droga żona jest na to głucha.

Nie nabijaj się ze mnie, i to w towarzystwie.

Nie powiedziałem, że to niemożliwe.

Jeśli chcesz zbić majątek,

twoja żona nie jest tak głupia, jak ją malujesz.

Potrzebujesz tylko szczególnego rodzaju ułaskawienia.

Jakiego ułaskawienia?

Jest pewien duchowny - wielebny Pine.

Biegły w posługiwaniu się słowem, można powiedzieć.

Najwyżej ceni dobrą brandy.

Im lepsza brandy, tym lepiej pisze.

Za kwartę wyśle odpowiednio zredagowany list,

wychwalający twój dobry charakter,

i twoje zasługi dla kościoła i społeczności.

Galon, mógłby wybielić samego diabła.

Królowa

Stromo do wiatru!

Ostatni, który to zrobił - wyleciał za burtę.

Poszedł prosto na dno.

To nie Tamiza, prawda?

Nie, dzięki Bogu.

Zatoka zwie się Broken Bay.

Rzeka jest po tamtej stronie.

Można pływać tu latami i nie znaleźć jej ujścia.

W porządku, fala nam sprzyja.

Musimy tylko sterować, to wszystko.

Prawie na miejscu.

Oto i ona.

Nasza Hawkesbury!

Najlepiej ukryta rzeka na świecie!

Tutaj stajesz się znowu wolnym...

...niczyim niewolnikiem, poza jej nurtem.

A gdzie są oni?

Czarnego faceta zobaczysz tylko wtedy, gdy on zechce.

Oni nas zauważyli.

Tam, spójrz.

Przekazują wiadomość w górę rzeki.

Thornhill...

Łamacz Sullivan.

Pali muszle ostryg dla wapna.

A w międzyczasie wyrządza wiele szkód.

Blackwood!

Will, wiosłuj dalej.

Blackwood, czekaj! Potrzebuję baryłek na moje wapno!

Walczymy z nurtem, Łamaczu!

Muszę przewieźć towar! Od miesiąca się wala!

- Saggerty czeka! - Do diabła z Saggertym! I jego świniami.

Blackwood!

Dawaj ostro.

Nie bądź draniem, Blackwood!

Im dalej odpłyniemy, tym lepiej.

Lepiej spędzić noc z dala od Łamacza Sullivana.

Pieprz się!

♪ Dwie dziewki w białych fartuchach

♪ Biją dzwony u Św. Katarzyny

♪ Pomarańcze i cytryny

♪ Biją dzwony u Świętego Klemensa

♪ Kiedy mi zapłacisz?

♪ Biją dzwony na Old Bailey

♪ Kiedy będę bogaty

♪ Biją dzwony na Fleet... ♪

- Rumu. - Nie!

Nie ma rumu! Wynoś się, Parszywy Billu!

No już, wynocha!

- Weź to i zmykaj. - Rumu!

Wynoś się! Wyłaź!

No, już!

Kiedy wróci tata?

Wkrótce, Dickie.

Wkrótce. Wszystko w porządku.

Parszywy Bill nas zostawił, ulotnił się w buszu.

Dobra, chodźcie.

Czas spać.

Ale, mamo, nie zakończyliśmy.

Doszliśmy do Stepney.

No dobrze.

♪ Powiedz, kiedy to będzie?

♪ Biją dzwony Stepney

♪ Tego ja nie wiem

♪ Biją wielkie dzwony Bow

♪ Oto i świeca, oświetli ci łóżko

♪ I topór śpieszy odrąbać głowę!

♪ Rąbie, sieka!

♪ Ostatni człowiek nie żyje. ♪

Moja łódź miała podwójne dno...

...do przemytu, kradzieży.

Jakiś drań rozpuścił język.

Doniósł na mnie.

Na ciebie też ktoś doniósł?

Często się zastanawiałem.

A czym zawiniłeś?

Próbą nakarmienia rodziny.

Tak.

Niewinny, jak dziecko w łonie matki.

Za pomocą paru desek drewna brezylkowego,

pewnej bezksiężycowej nocy.

Pewnie warte pensa.

5 funtów.

To cud, że cię nie powiesili.

Niedużo brakowało.

Gdyby nie moja Sal...

Nie należy do tych, którzy pozwalają wejść sobie w drogę.

Nawet katu?

Tak. Uparta, można powiedzieć.

Jak jej się to udało?

Listem...

...na samą górę.

Widzisz, jej ojciec zabrał mnie z ulicy...

...i uczył, jak własnego syna.

Podarował mi łódź w prezencie ślubnym.

Mieliśmy dom na Swan Lane.

Straciłem go.

Co się stało?

Tamiza zamarzła.

Nie było zarobków.

To było w tym samym roku, gdy zmarł nasz ojciec.

Oczywiście, komornicy,

zabierają po kawałku, prawda?

Dom...

...potem łódź...

To było ponad jego siły.

Wystarczyła jedna zbyt sroga zima.

Czy nie wszystkie są takie?

Ale ona zapomina.

Może nie chce pamiętać. Nie wiem.

Pamięć jest zabawną rzeczą w takim miejscu, jak to.

Ale ja niczego nie zapomniałem.

Co jest gorsze...

...mieć coś i stracić,

czy nie mieć tego od początku?

Łatwo przyszło, łatwo poszło.

Willie! Nie, Dickie, wracaj tu!

Chłopcy!

Precz! Zjeżdżajcie stąd!

Zamknij się, Kominowa Gębo!

Willie! Dickie, idziemy stąd.

Won! Odpieprz się!

Zabierajcie stąd swe brudne, czarne dupska.

Blackwood, gdzie cię diabli nosili?

Już, spokojnie, Saggerty.

Nie dam twoim świniom gnić.

Widzę, że masz kolejnego sługusa.

Thornhill, to Saggerty.

Mój dał nogę w busz.

Myśli, że da radę dotrzeć do Chin.

Prędzej zjedzą go dzikusy.

Nie są kanibalami.

Znowu rozbili tam obóz, całe plemię.

Złodziejskie pomioty, zabrali mi sześć worków pszenicy,

gdy się kąpałem.

To nauczy cię mycia.

Żona i dzieci. Nie znieśli upału.

Dickie?

Nie zniosą ani jaja, jeśli będziesz cały dzień się przyglądał.

Mam 100 akrów w dole rzeki -

przy pierwszej płyciźnie.

Laguna Blackwooda -

nieźle, jak na skazańca.

Laguna Blackwooda. Jak ci się to udało?

Jak tylko mnie ułaskawili,

usadowiłem tyłek na kawałku ziemi i zacząłem uprawę.

Tak tutaj palikiem zaznaczasz swe roszczenia.

Tak po prostu?

Nie ma nic za darmo na tym świecie.

Ale, tak, wystarczy wetknąć kij w ziemię.

Miej oczy otwarte, stary.

Lord Loveday, wolny osadnik.

Wdział buty i ma się za lorda.

Lepszego od nas - skazańczych szumowin.

Chociaż tutaj to nie ma większego znaczenia.

Wszyscy mamy własną ziemię i...

...u każdego gówno pachnie tak samo.

Co im powiedziałeś?

Zwyczajne powitanie.

Mówiłeś prawie, jak jeden z nich.

Z czasem to podchwytujesz...

...jeśli jesteś zainteresowany.

Łopaty na końcu.

Chodźmy.

Proszę.

Więc jesteś z Bermondsey.

Z tak daleka, że moja stopa już tam nie stanie!

Chociaż jego żona tego pragnie.

Im szybciej przestanie się łudzić, tym lepiej.

Musimy ułożyć sobie życie tutaj. Proszę jej to przekazać.

Dobrze.

Wielebny Pine słyszał o kościele św. Marii Magdaleny?

W Bermondsey.

Moja mama i tata są pochowani przy tym kościele.

Bracia i siostry też - jako dzieci.

Mój Will i ja, tam się poznaliśmy, gdy byliśmy młodzi.

Will uwielbiał siedzieć w tym kościele.

Patrzeć, jak z ogromnych okien spływa światło...

Will mawiał, że w tym miejscu przy rzece, czuje obecność Boga.

Właśnie tam, w tym szczególnym miejscu.

Widziałem, jak patrzyłeś.

Wiem, o czym myślisz.

Doprawdy?

W tych stronach nie można tylko czegoś brać.

Trochę zabierasz - trochę oddajesz. To jedyny sposób.

Inaczej rozdepczą cię jak karalucha.

Nie będę się spierał.

Dobrze.

Dickie?

Mam dla ciebie niespodziankę.

Witam!

Tata!

Aleście wyrośli! Zbyt długo mnie nie było.

Trzyma farmerów w garści.

Bez jego łodzi, ich zbiory gniłyby w ziemi.

Ma też swoją własną ziemię.

Były skazaniec ma 100 akrów, wyobrażasz sobie?

Nazwał ją Laguną Blackwooda. I on nie jest jedynym.

Masz, Dickie. Posmakuj jaja, na które tak czekałeś.

- Cały dzień czekał na to! - Blackwood chce zabrać mnie znowu.

- Ja nie chcę! - Nie, tato!

- Mogę z tobą? - Tęsknili za tobą, jak i ja.

Sal, nigdy nie widziałem takiego kraju, jak ten.

Jest potężny, niepowtarzalny w swym pięknie.

- A co z czarnymi? - Nie widziałem ani jednego!

No dobra, kilku.

Po prostu łowili ryby, zajmowali się swoimi sprawami.

Siedzieli, jak mysz pod miotłą!

Dlaczego to tak długo trwało?

- Następnym razem się pośpieszę. - Nie będzie następnego razu.

Wasz tato nigdzie się nie wybiera.

Dobry strzał!

To miejsce jest jak ze snu, Sal.

Gdy odbijają się od niego promienie światła,

mieni się kolorami, jak tęcza. Jest...

Musimy je zdobyć, zanim ktoś nas nie wyprzedzi.

Will, drżę z przerażenia, gdy nie ma cię z nami.

I chłopcy bardzo za tobą tęsknią.

Szczególnie Dickie - on nie rozumie.

Nieźle nam się powodzi.

Wkrótce uzbieramy na własną łódkę, będziesz mógł pracować w zatoce.

Już zbyt wielu pływa w zatoce.

Mamy szczęście, Will!

Pomyśl, jak nam się poszczęściło.

Mogłeś już nie żyć,

Chłopcy nie mieliby ojca, a ja męża.

Zależy mi tylko na tym, byśmy byli razem...

...nawet bez grosza przy duszy.

Tylko to jest ważne.

Rozumiesz to, prawda?

Tak, rozumiem.

Stephen Compte.

Donald Myles. Richard Edwards.

William Blakemore.

Susannah Pettit.

Rebeccah Foster.

George Manning.

Thomas Barnaby.

Robert Moreland.

William Thornhill.

Za dobre zachowanie, okazany rozsądek i pracowitość,

i zasługi dla Kościoła,

zgodnie z moimi uprawnieniami,

bezwarunkowo uchylam pozostałą część waszej kary,

i niniejszym ogłaszam wasze pełne ułaskawienie.

- Oznacza to, że możemy wracać do domu. - I co to oznacza?

Nie mydlij mi oczu! Dokładnie wiesz, co to znaczy.

To znaczy, że nie masz już wymówki.

On nie pojedzie!

Nie mogę się uskarżać na handel.

Ale wszystko w życiu ma swój koniec.

Wziąłem od rzeki wszystko, czego potrzebowałem.

Niektórym się wiedzie.

Sprzedaję łódkę.

Potrzebuję kogoś, komu mogę zaufać.

- Ile? - Pozwól mu skończyć.

Ludzie znad rzeki są dobrzy i pracowici -

polegają na mnie.

Człowiekowi z łodzią, który potrafi walczyć z nurtem,

może dobrze się powodzić.

Dość gadania. Dam 10£ za łódź.

- Jest warta o wiele więcej! - Will rozgląda się za pracą w zatoce.

Tak się dorobi i wrócimy do domu.

Hawkesbury to jedyne miejsce dla szybkiego zarobku, pani Thornhill.

Ile pan żąda, panie Blackwood?

30£. Wliczając interes.

Nie, nie potrzebuję interesu, tylko łodzi.

Dam 12£. Nic nie mów, Will.

W porządku, 15£, to moja ostateczna oferta. Bierze pan lub nie.

Cóż. Dziękuję, pani Thornhill.

Ale nie.

Willie!

Willie, co ty robisz?

Już ja wam dam chłostę!

- Daj mi to! - Ale teraz moja kolej, mamo!

Dość tego!

Bawcie się w coś innego.

Dokąd idziesz, mamo?

Korpus rozdaje, nowy gubernator odbiera.

Chce otrzeźwić kolonię. Koniec z handlem rumem.

- Wysyła ich z powrotem. - To niedobrze dla mnie, panie King.

Za co będziemy żyć, jeśli nie mogę sprzedawać rumu?

Zarabiać twardą monetę za ciężką pracę.

Nie tak komfortowe zajęcie, ale takie jest życie.

Dziękuję, panie King.

Wydaje się pani zdolną kobietą,

a ty, Thornhill, niczym nie ustępujesz innym pracownikom.

Może nie widzicie tego tak, ale wyganiając was tutaj,

podarowano wam nowy świat -

życie z czystym kontem, rzadka okazja.

- Jak pan na to wpadł? - Dziecko, którego pani oczekuje,

czy to chłopiec, czy dziewczynka,

wyrośnie nic nie wiedząc o Londynie i jego uprzedzeniach.

- Nie, jeśli mam coś do powiedzenia. - Posłuchaj do końca, daj mu skończyć.

W tym nowym miejscu, przedsiębiorczy ludzie mogą odnieść sukces,

wolni od okowów klasowych.

Pomyślcie, czego tu potrzeba, a nie można dostać.

Zaspokajajcie tę potrzebę, a przetrwacie.

Zostawcie przeszłość za sobą, a będziecie prosperować.

Pomyślcie o tym.

Możemy osiedlić się nad rzeką,

uruchomić tam handel, tak, jak Blackwood.

- W okamgnieniu spłaciłbym łódź. - Nigdzie nie pojadę, i kropka.

Sama mówiłaś, że tu nie jest dobre miejsce dla chłopców.

Miałam na myśli dom, a nie twoją przeklętą Hawkesbury,

Wiesz o tym!

Ugryź się w język! Chociaż raz zamilcz i posłuchaj.

Nikt, kogo znałem nie miał ni kawałka ziemi na własność.

Nawet twój ojciec.

Popatrz, gdy masz swoje własne miejsce,

przetrwasz każdą burzę, skryjesz się, aż się nie przejaśni.

I nikt nie może jej ci odebrać, nikt.

Pomyśl o tym - my na naszej ziemi, naszej!

Wszystko, co musimy zrobić, to zacząć uprawę, i ziemia nasza.

- Uprawę? - Tak.

Nie odróżnisz jednego końca rzepy od drugiego.

Nie zrobię tego - nie pojadę w tę straszną głusz.

Nie ma mowy.

Mamo!

Dość zebrałeś dla domu, Willie?

Fale zaczynają się wdzierać.

Patrzcie.

Dobra, masz rację. Nie znam się na uprawie.

Ale wiem, że za pięć lat rzeczny handel postawi nas na nogi.

Pięć lat - to wszystko, o co proszę.

Potem sprzedamy wszystko i wsiądziemy na pierwszy statek do domu,

Bóg mi świadkiem.

Będziemy mieli nasz dom, z kołatką na drzwiach...

fotelem przy kominku...

...służącą, palącą w piecu,

z dobrym, białym chlebem,

a dzwon Bow Bells będzie zastępował nam zegar.

Już wszystko sobie zaplanowałeś, prawda?

Serce cię do tego skłania?

Pięć lat. To wszystko, czego nam trzeba.

Pięć lat?

Tylko o to proszę.

Dobrze, niech będzie pięć lat.

Ale nie wcześniej, niż urodzi się dziecko, całe i zdrowe.

Pięć lat, obiecuję.

Obiecuję - pięć lat.

- Pięć lat! - Dobra, ale pamiętaj, że...

nie odróżniasz rzepy od drzewa.

Rzepy od drzewa!

Co cię naszło?

Nadzieja

Wszystko w porządku.

Spójrz tam.

Oto ona!

Tam.

To Hawkesbury -

najlepiej ukryta rzeka na świecie.

Będziesz zaskoczona, jak szybko ją pokochasz.

Ty i twoje banialuki, Willu Thornhill.

Tato, patrz!

Willie powiedział, że czarni nas zjedzą.

- Willie! - Nie daj im mnie pożreć, mamo!

Spokojnie, Dickie. Nikt nie zamierza cię pożreć.

Za mało mięsa na twoich kościach, chłopcze.

Tam, dokąd zmierzamy, są czarni, tato?

Nie widziałem ani jednego.

To tu.

Tam.

Nasz własny kawałek ziemi, Sal.

Moja.

Moja.

Williama Thornhilla!

O tak.

Teraz przywiązać.

Podnieś.

- Mamo, postawiliśmy namiot. - Tato rozpalił ogień.

Tak.

Przytulnie, jak u Pana Boga za piecem.

Chodź zobaczyć, Sal.

My...

...podwiesiliśmy też kociołek.

Filiżanka herbaty dobrze nam zrobi.

Więc to jest...

miejsce, o którym marzyłeś?

Tak.

To ono. To... Cypel Thornhilla.

Wiem, o czym myślisz.

"Boże, pomóż nam" - oto, co myślę.

Jestem głodny, mamo.

Tutaj.

Willie, podaj nam rękę.

Tędy, mamo.

Masz. To cię ogrzeje.

Nie będzie cię tygodniami.

A jeśli pod twoją nieobecność coś się stanie?

Co zrobimy?

Kupię Williemu małą łódkę. Nauczę go wiosłować.

Zaopiekuje się wami.

Willie?

Ja...

Przyślę ci do pomocy skazańca, lub dwóch. Szybko się uwinę.

Poradzimy sobie, Sal.

Tak wszyscy zaczynali - od zera.

Nie będzie tak źle.

Zbuduję ci dom, o którym marzyłaś.

Ale nie tam, gdzie pragnęłam.

Pięć lat.

To wszystko, o co proszę - pięć lat.

Pięć lat?

Bóg mi świadkiem.

- One przelecą niezauważenie. - Tak.

Tak, niepostrzeżenie...

...skoro nie zostajemy tu na całe życie.

Tylko pomyśl, Sal -

kiedyś Tamiza była taka sama -

zanim przyszli Rzymianie. Co ty na to?

Widzisz, tam,

tam na dole będzie kościół.

I nasza ścieżka do Swan Lane...

Widzisz tamte miejsce?

Kropka w kropkę jak podejście do kościoła Św. Mary-at-Hill.

Tak samo strome.

A tam, w pobliżu,

jest Hay Wharf, gdzie twój ojciec uczył mnie wiosłować.

A tam, widzisz, jest Dom Przewoźników,

tam, gdzie zawsze stał.

Nadal tam jest, Will.

Tylko nas tam nie ma.

Teraz rozpal nam ogień, bym nakarmiła te dzieci,

zanim udasz się do Mermaid Row na piwo.

Widzicie, wasza mama próbuje żartować.

Słyszeliście?

To dzwony od Świętego Marcina!

Może oni nas obserwują, tato?

Te dzikusy?

Dobra, chodźmy. Robota czeka.

No już!

Widzisz, gdzie rosną stokrotki? Co ci mówiłem?

- One lubią słońce? - Dokładnie.

Dobre miejsce na kukurydzę, ona potrzebuje słońca.

To wiem na pewno.

Chociaż coś, farmerze.

Dickie, może posadzimy trochę nasion?

- Pokażesz mamie, jak siać kukurydzę? - Chcę siać nasiona.

Najpierw musimy przygotować grządki -

skopać ziemię, prawda?

- Tato! - Co jest?

Jacyś dranie już tu kopali.

Ktoś tu był.

- Nie. Nikogo nie było. - Był!

Nie, to tylko...

dzikie świnie lub krety, coś w tym stylu.

- Nie widziałem kretów. - Zamknij buzię!

Lećcie po motykę, i łopatę też. Żywo! Obaj.

Ktoś tu był.

Nikogo nie było.

Mamo!

Nie zabijajcie nas, chłopaki.

Nie mamy... Nie mamy zbyt wiele dla was.

Will, daj im coś!

W porządku, Sal.

Stary, nie rozumiem cię.

Zupełnie nie rozumiem. Ani jednego słowa. Może...

Proszę.

Weź to. To...

To pieniądze.

Will! Masz!

Może...

coś z naszych zapasów - solona wieprzowina.

To do jedzenia.

Tak, tak.

- Ty złodziejski, przebiegły... - Chodź tu, Willie.

- Wracaj tu! - Oddaj łopatę.

Oddaj łopatę.

Po prostu oddaj mi łopatę.

Will? Daj mu ją!

Daj mi łopatę!

Spokojnie!

W porządku?

Możecie ją zabrać, dobra? Weźcie.

Śmiało.

Możesz ją zabrać, proszę.

Jest wasza, bierzcie.

Dlaczego nas nie zabili, tato?

Nie zamierzali nas zabijać.

Prawda, Will?

Tak, wygląda na to, że się ulotnili.

Przechodzili tylko tędy, to wszystko.

Idziemy.

- Wracamy. - Tak, wszystko w porządku.

- 5 razy 50, to? - 250.

250 plus dwie piątki?

260?

Dobrze. Więc jak od pięciu lat odejmiemy tydzień, to ile pozostanie?

259 tygodni.

Zgadza się, prawda, Will?

Jest krzywy.

Nie, wcale nie!

Stąd, ani trochę, popatrz.

Śnił mi się pałac Cobham Hall...

...gdzie pracowała mama.

Pamiętam, jak raz mnie tam zabrała.

Zobaczyłam lwy na słupach bramy, o których zawsze mi opowiadała.

Adamaszkowe obrusy, nawet w pomieszczeniach dla służby.

I specjalne srebrne nożyczki do cięcia kiści winogron.

Wyobraź sobie!

Nożyczki wyłącznie do winogron.

Co będzie, jeśli spadnie deszcz?

Cóż, dom nie jest idealny...

...ale to tylko na początek.

Widzę gwiazdy przez dziury w dachu.

Czyli nigdy nie zabłądzimy, Jaśnie Pani?

To bimber własnej roboty.

Dziękuję.

Prezent z okazji osiedlenia.

Proszę, siadaj.

Te... stokrotki tam...

Nazywam je yamsem. Prawie nic z nich nie zostało.

Chyba łatwo rozkwitają, prawda?

Czarni je jedzą, tak, jak my jemy kartofle.

Dali mi parę, gdy przyszli pierwszy raz, ja dałem im trochę mąki.

Trochę grudkowate, o nieprzyjemnym zapachu,

ale nawet smaczne.

O słodkim posmaku, mączne, gdy potrzymasz je chwilę w żarze.

Wykopujecie je, by zasadzić kukurydzę, skazując ich na głód.

Dlatego tak się zdenerwowali!

Przyszli tu w dniu naszego przybycia.

Ale od tamtego czasu ich nie widzieliśmy.

Cóż, pani Thornhill.

Przypuszczam, że sami musicie to rozwiązać.

Pamiętajcie, że nie możecie myśleć tylko o sobie.

Jeśli coś bierzecie, oddajcie coś w zamian.

To jedyny sposób.

Dzięki za samogon, Thomasie Blackwood.

On taki już jest.

Mówi samymi zagadkami, prawda?

Trzymaj.

Dzięki, wolę poczekać na twoją kukurydzę.

To ten cholerny upał.

Nie mam ni kropli mleka i ona nie przestaje marudzić.

Jesteś rozpalona, Sal.

Trzymaj się rzeki, dobrze?

Po dwóch zakolach będzie strumień Cat-Eye, a wyżej pani Herring.

Powiesz jej, że mama dostała gorączki. Idź.

Nie! Jeszcze nie.

Musisz karmić ją piersią. Nie ma innego wyjścia.

Na Zielonym Wzgórzu jest lekarz.

Wykorzystując nurt mogę wrócić z nim przed nocą.

Nie obchodzą go ci, co trafili tu z woli Jego Królewskiej Mości.

Czyli naszego pokroju.

Weź, Sal, no już.

Tak.

Wszystko w porządku, Mary. Będzie dobrze.

Północ.

Na północ, Will.

O co chodzi, kochanie?

Pochowaj mnie twarzą na północ...

...w stronę domu.

Nie będzie żadnego grzebania.

Słyszysz?

Żadnych pogrzebów.

Panie, nigdy nie prosiłem o wiele...

...nawet, gdy miałem zawisnąć.

Tylko pomóż mojej Sal wyjść z tego...

...a dotrzymam danej jej obietnicy. Dotrzymam.

Pięć lat, i zabiorę ją z powrotem do Londynu.

Czy mama umrze?

Nie...

...nie umrze.

Węgorze.

Czarni twierdzą, że są dobre na kobiece choroby.

Oni nie są głupcami.

Dalej. To dla twego dobra.

No już, Sal.

Robiłem z nich galaretki,

gdy mieszkałem w Eastcheap na ul. Grantley,

wiesz, obok kościoła Wszystkich Świętych.

Wiem.

Za rogiem sukiennika Stickley'a.

Zgadza się.

Teraz otwórz usta. No już.

Otwieraj.

O, tak. Jeszcze kawałek.

No, jeszcze trochę.

Mama!

Sal!

Mleko znowu płynie.

Jak długo przeleżałam tam, jak kłoda?

- Pięć dni. - Pięć dni?

Robiłem znaki, widzisz?

Dobre chłopaki!

Sal.

Sal!

Farmer Will!

Widzę cię, Willie!

Widzę cię!

Thornhill! Mam ładunek wapna do przewiezienia. Czekałem na ciebie.

- Choćby zaraz, Łamaczu. - Pan Sullivan przyszedł w gości.

Przyniósł nam rumu i pomarańcze.

Jamajski, a nie ten bimber Thomasa Blackwooda.

Proszę mówić do mnie Łamacz, jak wszyscy.

Łamacz mówił mi jak został zesłany,

za to, że wziął skrzynkę, która spadła z tyłu wozu,

i został złapany, gdy zwracał ją właścicielowi.

Ale biedakom nikt nie wierzy, prawda, Thornhill?

Opowiadałam mu o naszym domku na Swan Lane.

Jak tato znalazł cię śpiącego w jego łodzi,

bezdomnego, chudego, jak patyk.

Lżej robi się na duszy, gdy człowiek może się wygadać.

To nie daje nam zdziwaczeć w tym zapomnianym przez Boga miejscu.

Święta prawda, Łamaczu.

Smaczny ten pani kukurydziany chlebek.

Dziękuję. Zdejmij płaszcz, musisz być ugotowany.

Czarni nadal zaglądają do ciebie, Thornhill?

- Raz zajrzeli. - Bądź ostrożny.

Po całej rzece krążą opowieści o ich wybrykach.

Nad South Creek żywcem oskalpowali dwóch mężczyzn.

Na Zielonym Wzgórzu wzięli dziecko z kołyski,

poderżnęli mu gardło i wypili krew do sucha.

Dickie, poszukaj Williego i nakarmcie kury. Biegiem.

Oczywiście, ja niczego takiego nie widziałem.

Rozmawiałem z kimś, kto widział. Przysięgał, że nie kłamie.

Słyszał też, że w dole, przy pastwisku krów,

rozcięli brzuch białej kobiety, wyciągnęli dziecko z jej łona i zjedli.

Przestań, Łamacz!

Wystraszy nas tu na śmierć.

Nie ma się czym martwić,

dopóki pani mąż nie wypuszcza z rąk broni.

Trzymam swoje trzy pukawki gotowe, by strzelić

w pierwszą czarną dupę, jaka się pojawi.

I bat.

Tak, bat bardzo się przydaje przeciwko każdemu czarnuchowi.

Psy też.

Jak moja Winnie - trenowałem ją, by rzucała się na czarnoskórych.

Jest w tym dobra. Prawda, dziewczyno?

Moja piękna. Kto jest mądrą dziewczynką?

♪ Nie oszukuj mnie

♪ Nigdy mnie nie zostawiaj

♪ Jak mógłbyś tak wykorzystać biedne dziewczę? ♪

Daję słowo, potrafi opowiadać.

Nigdy podobnych bzdur nie słyszałem. Absurdalne.

Od kogoś coś słyszałem.

Ale nigdy na oczy czegoś takiego nie widziałem.

Chodźmy.

♪ Nigdy mnie nie zostawiaj

♪ Jak mógłbyś tak wykorzystać biedne dziewczę?

♪ Pewnego ranka

♪ Gdy słońce wschodziło... ♪

Nie chcę, byś odchodził.

Przecież muszę zarabiać, prawda? Spłacić łódź.

Ale nie na długo?

Nie.

Na razie takie będzie nasze życie.

Co to?

To nic.

Opiekuj się mamą, Willie.

Tłumaczenie: nkate

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.