All language subtitles for Cache.Hidden.2005.1080p.BluRay.x264.AAC5.1-[YTS.MX]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic Download
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified) Download
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French Download
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian Download
pl Polish Download
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian Download
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American) Download
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish Download
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

I co?

Nic.

Gdzie to znalazłaś?

W skrzynce na drzwiach.

Gdzie idziesz?

Tutaj stał, nie?

Wracaj.

Trzeba popytać sąsiadów czy nic nie widzieli.

Musiał tu stać dość długo.

Dzwoniłam już do Antoine'a, nic nie widział.

A Marie nie ma w domu.

Nagranie trwa 2 godziny.

-O której wyszedłeś? -Nie pamiętam.

Niedługo po tobie. Około 8:45.

-Francois dzwonił w sprawie... -Patrz.

Zatrzymaj.

Jak to możliwe, że go nie widziałem?

Może kamera była w samochodzie?

Nie widać, żeby było filmowane przez szybę.

A może gdzieś na budynku?

Nie wiem co o tym myśleć.

Nie domyślasz się kto to zrobił?

Muszę coś zjeść.

To pewnie jakiś kolega Pierrota.

W tym wieku lubią nabijać się ze starych.

-Nie? -Dla mnie nie ma w tym nic zabawnego.

To prawda.

-Gdzie on jest? -Kto?

-Pierrot. -Nie wiem. Zaraz pewnie przyjdzie.

W tym była?

Co? -Kaseta.

Nie, w reklamówce z supermarketu.

Gdzie jest?

Nie wiem, w salonie, na stole...

Nie było w środku jakiegoś listu?

Nie. Sprawdzałam.

Weź sałatę.

Co za okropny wieczór.

-W tym było? -Tak.

Masz mnie za idiotkę?

Mogłaś coś przeoczyć.

Nie wyjąłeś kasety. Może tam coś było?

Zaraz zobaczę.

A, wrócił syn-powsinoga. Jak zwykle spóźniony.

-Dobry wieczór. -Cześć.

Siadaj, Pierrot. Zaraz przyniosę ci talerz.

Gdzie byłeś? -U Ivesa.

Dlaczego pytasz?

Bo chcę wiedzieć. Mam ci tłumaczyć dlaczego?

-Dobry wieczór, Pierrot. -Cześć, mamo.

-No? -We wtorki zawsze chodzę do Ivesa.

Bo w środy są turnieje scrabble i musimy ćwiczyć.

A może to jakiś twój wielbiciel?

Pierrot, nie bierz oddechu, kończąc przewrót.

Andre, to samo. Nie bierz oddechu, kończąc przewrót.

Nie bierz oddechu, kończąc przewrót.

Thomas, pracuj rękami pod wodą.

Pierrot, przewrót zbyt płytko.

Zejdź niżej.

Andre, dobrze, ale za głęboko.

Nie nurkuj tak głęboko.

Uwaga na oddech.

Zapraszm na kolejne wydanie programu za 2 tygodnie.

Do tego czasu życzę miłej lektury. Cieszę się, że coraz więcej osób nas ogląda.

Dobranoc.

/Nikt nie wstaje. /Puszczamy napisy końcowe.

/Dobra, dziękuję.

Kaseta była w to zawinięta.

Co ci jest?

Co się dzieje?

Georges!

Nic...

Nic, tylko...

Jestem zmęczony.

Co robimy?

Jak to?

Idziemy na policję?

Tak...

Nie... Nie wiem. Pokaż ten rysunek.

Lepiej zgłosić to na policję.

Wygląda jak rysunek dziecka.

Nie wiem.

Zapytam Pierrota.

Lepiej nie.

Nie sądzisz chyba, że ktoś z jego kolegów, kręciłby się tu całą noc.

A któżby inny?

No a co?

Czego jeszcze chcesz?

To jakiś koszmar.

-Rozmawiałaś o tym z Pierrotem? -Nie.

Chcesz mu powiedzieć?

Nie wiem.

Teoria z kolegami ze szkoły odpada.

No to w takim razie kto?

Kto?, kto? Nie wiem.

Halo?

Tak.

Dzień dobry. Dopiero co wyszedł.

Przykro mi.

Tak, wziął.

Do widzenia, Manu.

Tak?

/Chcę rozmawiać z Georgesem Laurentem.

Kto mówi? /-Chcę rozmawiać z Georgesem Laurentem.

Kim pan jest? Czego pan chce?

/Chcę rozmawiać z Georgesem Laurentem.

-Dzień dobry. - Przed chwilą dzwoniła pańska żona.

-Prosiła o telefon. -Dobrze, dziękuję.

Co to za kartka?

Była w pańskiej poczcie.

Odbiło ci, zasrańcu?

Co?

Uważaj jak jeździsz, idioto.

Daj spokój.

-Powtórz to. -Co?

Powtórz co powiedziałeś.

Gdzie masz oczy?

To jakieś żarty. A kto mi wlazł prosto pod koła, kretynie?

A kto jechał pod prąd?

Chcesz coś jeszcze powiedzieć?

Chcesz coś powiedzieć?

No chyba nie będziecie się bić?

Pan nie uważał.

My też nie uważaliśmy, ok?

Na przyszły raz, stul jadaczkę.

Przepraszam cię.

Czyli... mamy czekać.

Dopóki nie podpalą nam domu i zamiast kaset nie będzie bomb...

wszystko gra.

Przestań, Georges.

Cześć, Tato. -Cześć, Pierrot.

-Co się stało? -Jak to?

Po co po mnie przyjechałeś?

Miałem akurat czas, więc zajechałem.

Tak?

Nie, odwiozłem mamę do pracy, musimy porozmawiać.

O czym?

Gdzie mama była?

Załatwialiśmy jedną sprawę.

Właśnie w związku z tym chcę porozmawiać.

Tak?

Po co mi wysłaliście tą kartkę?

Jaką kartkę?

Tą.

Wychowawczyni mi dała.

Zdziwiła się, że wysyłasz mi kartki do szkoły.

Tuż przy scenie, koło lustra siedzi stara dama.

Wpatrywała się we mnie cały czas.

Po występie, z uprzejmości,

podszedłem do jej stolika. Była trochę onieśmielona.

Usiadłem koło niej

i zaczęliśmy rozmawiać.

Powiedziała, że pierwszy raz w życiu

odwiedziła nasz lokal.

Zazwyczaj nie zaczepia nieznajomych...

Ale ja przypominam jej kogoś,

i koniecznie chciała ze mną rozmawiać.

Chodziło o kogoś, kogo bardzo kochała.

Co można na to rzec?

Pani miała z 70 lat, ręka jej się trzęsła.

A ja, jak wiecie...

nie jestem zbyt sentymentalny.

Naprawdę.

Ale postanowiłem zostać,

Byłem ciekaw kogo jej tak bardzo przypominałem.

No i kogo - jak myślicie?

Kochanka, ojca, męża?

Chodziło o jej psa.

Jak byście zareagowali?

Wstałem i mówię: "Zakpiła pani ze mnie."

Ale ona z całą powagą prosi, żebym nie odchodził.

Mówi, że wie, że to brzmi śmiesznie.

Ale, żebym poświęcił jej jeszcze chwilę,

bo chce mi opowiedzieć historię tego psa.

I że nie śmiała by ze mnie kpić.

To było tak dziwne, a ona tak zdesperowana, że...

ponownie usiadłem i słucham...

Jej pies zginął w 1964 w wypadku samochodowym.

To ciekawe, mówię...

bo ja się urodziłem w 1964.

Spojrzała na mnie smutno, domyślając się, że nie biorę jej na serio.

I powiada, że pies wpadł pod ciężarówkę

17 kwietnia 1964 roku.

A 17 kwietnia to moje urodziny.

Niemożliwe.

To samo jej powiedziałem.

A ona zaczyna opowiadać mi szczegóły.

Wyszła z psem na spacer,

Przeoczyła nadjeżdżającą ciężarówkę,

I pies wpadł pod samochód.

Zderzak uderzył go w kark, co spowodowało głęboką ranę.

I biedaczysko zdechł krótko po tym.

I... nie uwierzycie w to...

Daj rękę.

Przekonasz się, że na karku mam zgrubiałą bliznę.

To w końcu jest prawda, czy nie?

Niezłe.

Gdzie podłapałeś tą historyjkę?

Nie wierzysz mi?

Fryderyk do mnie dzwonił.

Simone miała operację.

Nie za bardzo wiemy co powiedzieć w takiej sytuacji.

Szczerze mówiąc, nigdy nie byliśmy z nimi blisko.

Trudno nam zdobyć się na serdeczność.

A co robi Fryderyk?

Napisał scenariusz.

O tym?

Nie, ale telewizja go kupiła.

Gdzie były małe jak Simone miała operację.

U niego i jego przyjaciółki.

Jaka ona jest?

Sympatyczna.

To trudne jak znajome małżeństwo się rozstaje.

Trzeba wybrać z kim się chcemy dalej przyjaźnić.

Ale Fryderyk bardzo się zmienił.

Przy Marianne stał się bardziej otwarty.

Ma na imię Marianne?

Tak.

O czym jest ten scenariusz?

Jaki scenariusz?

Ten, który napisał Fryderyk.

A, nie wiem.

Jeszcze ktoś ma przyjść?

Nie.

Pójdę zobaczyć.

Kto to może być o tej porze?

Nie mam pojęcia.

Pewnie jakaś wielbicielka Georgesa.

Po każdym programie czeka na niego z dziesięć.

Kto tam?

Kto tam?

Co to ma znaczyć?!

Pokaż się, tchórzu!

Pokaż się i powiedz czego chcesz!

Kpiny.

...od 15 dni...

-I co? -Nic.

-Jak to nic? -Nie było nikogo.

Nikogo nie było.

No tak...

Rozpieszczasz nas, a ja mam jeszcze 3 tygodnie diety.

To czemu tak długo cię nie było?

Nic się nie stało.

Nie jestem zazdrosną żoną, która podejrzewa męża o potajemne schadzki,

Tylko mam niejakie powody do niepokoju, bo od kilku dni

dostajemy anonimowe paczki i telefony.

Więc za każdym razem jak ktoś dzwoni,

to boję się, że to kolejna niemiła niespodzianka.

Jakie telefony?

Nie wiem jak to powiedzieć,

Byliście z tym na policji?

Jasne.

I co?

Dopóki nic się nam nie stanie, nic nie zrobią.

-Coś podobnego? -Tak już jest.

No jedźcie, bo wystygnie.

Więc o co chodziło?

Skoro Anne postanowiła podzielić się z wami naszym "szczęściem",

nie będę nic ukrywał.

Zadowolona jesteś?

Uprzedzam, że to nic ciekawego.

Nagrywają nasz dom.

Dają nam do zrozumienia, że jesteśmy obserwowani.

Widać jak wchodzimy i wychodzimy.

-I nie wiecie skąd to filmują i kiedy? -Nie.

-No pokaż. -Proszę bardzo.

Co to jest?

Mój dom rodzinny.

Czy coś jeszcze pani potrzeba?

Nie, dziękuję.

Dobranoc.

No co tak stoisz?

Siadaj.

Co to za żałobna mina?

Trochę słabuję, to wszystko.

-Przepraszam. -Za co?

-Nie wiedziałem. -Daj spokój.

Nie bądź śmieszny.

Lepiej opowiadaj co u ciebie.

Dobrze, dobrze.

Od ostatniej rozmowy nic się nie zmieniło.

Pierrot dorasta,

Anne ma dużo pracy w wydawnictwie,

ja w telewizji. I tyle.

Dostałam list od cioci,

z Marsylii.

Pisze, że zawsze ogląda twoje programy.

I zazdrości mi takiego syna.

To miłe.

Tak?

Co ci jest?

Jesteś jakiś zbolały, co ci jest?

Nic, nic.

Martwi mnie, że chorujesz.

Wcale nie choruję.

Jak na mój wiek, trzymam się dobrze.

Nie zawracaj mi głowy podobnymi uwagami.

Nie czujesz się samotna w tym domu?

Dlaczego?

A czy samotność coś zmienia?

Każdy uprawia swój ogródek.

Ty się czujesz samotny w metrze?

Albo u siebie w domu?

No?

Poza tym mam przyjaciela.

Jest nim pilot od TV.

Praktycznie się nie rozstajemy.

Brakuje mi dźwięku fortepianu.

Od kiedy tata nie żyje.

A ty jeszcze grasz?

Nie.

Nie mam czasu.

-Szkoda. -Tak.

A Pierrot? Nie ma talentu?

Interesują go tylko koledzy.

Ma już 12 lat, co?

Po co przyjechałeś?

Zajechałem po drodze do Aix.

Kręcimy materiał o Francois Vidrigansie

Po latach milczenia, wyszła jego nowa powieść.

Wiesz kto mi się niedawno przyśnił?

Majid.

Jaki Majid?

No jak to jaki?

Nie wiem.

Majid, syn Haszema.

Chcieliście go adoptować.

A tak?

Dziwne, nie?

Dlaczego dziwne?

Po tylu latach.

Nie takie znowu dziwne.

Mnie często śni się dzieciństwo.

Tak bywa na starość.

Nie jestem taki stary.

Ani się obejrzysz...

Myślisz o nim czasami?

O kim?

O Majidzie?

-Nie. -Czemu?

Jak to czemu?

Jak to jak to? Nigdy o nim nie myślisz?

Kiedyś to było ważne dla ciebie i taty.

To było dawno temu, i w dodatku, to nieprzyjemne wspomnienie.

Powinieneś to najlepiej wiedzieć.

Tak.

Co ci się śniło.

Jakieś głupoty, już zapomniałem.

Co u Anne?

Dobrze, pracuje ciągle w wydawnictwie.

Sama organizuje sobie pracę.

Przyjaźnimy się z jej szefem.

-To praktyczne. -Tak.

Nie wiem doprawdy co ci powiedzieć.

Rzadko się widujemy.

A jak się już spotkamy, to nie mam wiele do powiedzenia.

Wszystko toczy się swoim torem.

Raz lepiej, raz gorzej.

Z Pierrotem wszystko w porządku.

Na ile się orientuję, rzecz jasna.

Wszyscy jesteśmy zapracowani, i tyle.

Ale martwię się o ciebie.

Dziwny jesteś, Georges.

Im dłużej rozmawiamy, tym bardziej wydajesz się dziwny.

Co się dzieje?

Z czym?

Nie udawaj.

Serio, z czym?

-Kiedy wyjeżdżasz? -Rano.

W południe muszę być w Aix.

No to musisz wstać o świcie.

Tak.

Powiem Mme Arnaud, żeby przygotowała nam śniadanie.

Wstajesz tak wcześnie?

Nie potrzebuję dużo snu.

To jeden z plusów starości.

-Idę się położyć, padam z nóg. -Dobranoc.

Coś ci jeszcze podać?

Nie trzeba.

Wszystko mam. Dobranoc.

Dobranoc.

Na którą ma być śniadanie?

-Na 7? -Dobrze.

-Mam jej powiedzieć? -Tak.

Dobranoc.

-Zgasić? -Nie.

...Przecież nie jest dzieckiem...

...Nie mam na to czasu...

...Czemu się tak zachowujesz?

Tak, tak, jasne...

Kiedy wracasz?

No to możesz go odebrać ze szkoły.

Ja nie mogę...

Mamy tu urwanie głowy.

Przed nami jeszcze ostatnia prezentacja.

...jest sporo ludzi.

Tak, dobrze.

Ja ciebie też.

Dzień dobry, mamo.

Tam widać nazwę ulicy.

Nie mogę rozczytać.

Le...

...nina, co?

-Aleja Lenina? -Tak, Aleja Lenina.

Gdzie to jest.

Masz jakąś mapę?

Romainville.

Chyba Romainville. Sprawdź czy jest tam Aleja Lenina.

Zaraz.

Jest.

Przy stacji metra Mairie de Lilas.

Tu, widzisz?

Co z tym zrobisz?

Pojadę tam.

To niedaleko Guillaume'a.

-I? -Nie wiem, pojadę...

Zapukam tam, zobaczymy...

Tak po prostu.

Tak po prostu, a jak inaczej?

Może zadzwonić na policję?

Znasz już adres, niech towarzyszy ci policjant.

To chyba mogą dla nas zrobić?

To tylko głupi żartowniś.

Tak uważasz?

Wiesz co powiedzą.

Na kasecie jest ulica i korytarz.

Proszę tam zapukać,

jak ktoś wyskoczy z siekierą, wtedy się tym zajmiemy.

Kto zna twój dom rodzinny?

Nie wiem.

Nie znasz tego budynku?

Nie.

No to może...

wynajmiemy detektywa?

Naoglądałaś się za dużo filmów.

Z tobą taka rozmowa. Rób co chcesz.

-Mam pewne podejrzenie. -Co?

Chyba wiem kto to.

Wiesz kto to?

Chyba.

No więc?

Muszę mieć pewność.

Czy ty masz nie po kolei w głowie?

Może raczysz się ze mną podzielić swoją tajemną wiedzą?

Mnie to też dotyczy.

Nie mogę ci powiedzieć, bo nie mam pewności.

Tylko podejrzenia.

I nie powiesz mi?

Nie.

No wiesz...

Nie rozumiem...

Czy ty wiesz co mówisz?

Anne, nie dramatyzuj.

Ja dramatyzuję?

Przestań robić scenę.

To tylko podejrzenie.

Nie chcę nikogo oskarżać, póki nie wiem na pewno.

To nie ma z tobą nic wspólnego?

Nic wspólnego?

Ja chyba śnię.

A kto jest terroryzowany przez anonimowe telefony?

I te kurewskie kasety video?

Boję się wyjść sama na ulicę.

Nie ma to ze mną nic wspólnego, że nie mogę zmrużyć oka

ze strachu o Pierrota i o ciebie?

To mnie nie dotyczy?

Doskonale, w takim razie wracam do swoich spraw.

Zrobić ci kolację?

Anne, gdybym wiedział, że tak...

To co byś zrobił?

Wsadził mordę w kubeł?

Przestań.

Zdajesz sobie sprawę ze swoich bredni?

Masz pojęcie co to jest zaufanie?

Robisz dokładnie to, co chce ten typ od kaset.

Wywracasz życie do góry nogami.

Robisz dokładnie to, co on chce.

Nie możesz mi zaufać?

Ja nie mogę?

A może choć raz ty byś mi zaufał?

Kto tu komu nie ufa?

Postaw się na moim miejscu.

Wyobraź sobie, że to ja mówię:

"Domyślam się czyja to sprawka, ale ci nie powiem."

Super, co?

Tak ma wyglądać dobry związek,

oparty na wzajemnym zaufaniu?

Powinnaś się sama posłuchać.

Chwileczkę.

Już idę.

Przepraszam, właśnie...

Skąd się tu wziąłeś?

Kim pan jest?

Chcesz wejść?

Zapraszam.

Usiądź.

Właśnie coś gotowałem.

Czego pan chce?

Czego ja chcę?

Pieniędzy?

Pieniędzy?

No to czego?

Zechciej mi powiedzieć jak tu trafiłeś?

To jakaś gra?

Ja się nie bawię.

Jestem dorosły.

Widzę.

Więc jaki jest cel twoich działań?

Jakich działań?

Kpisz ze mnie?

Może mi powiesz po co przyszedłeś?

Jak mnie w ogóle znalazłeś?

Co to jest?

Nie rżnij głupa.

No?

Usiądź, proszę.

Nie wierzysz, że nie spodziewałem się ciebie.

Ale to prawda.

Jesteś ostatnią osobą, której bym się tu spodziewał.

Dobrze, w takim razie dołączę do twojej gry.

Równie dobrze mógłbym zgłosić na ciebie skargę na policji.

Jasne, nie spodziewałeś się mnie.

A jak myślisz, czemu się tu zjawiłem?

Kto terroryzuje moją rodzinę?

Nie wiem.

Skąd ten ton?

Nie poznajesz mnie?

Gdybyś mnie zobaczył na ulicy, nawet byś się nie zatrzymał.

Ja też na początku nie byłem pewny.

Kiedy zobaczyłem cię w telewizji.

Kilka lat temu.

Wtedy to były jeszcze pojedyncze wywiady.

Siedziałeś na wprost swoich gości.

Wtedy też nie wiedziałem, że to ty.

Doznałem tylko nieprzyjemnego uczucia.

Dziwne, nie?

O mało nie zwymiotowałem.

Zorientowałem się dopiero jak pokazali twoje nazwisko.

No i... ten nos.

Jak trafiłeś do telewizji?

Nie przejąłeś gospodarki?

Czego chcesz?

Niczego.

Niczego.

Czego mógłbym od ciebie chcieć?

Pieniędzy?

Zjawiasz się tu nagle z jakimiś pretensjami.

Nic się nie zmieniłeś.

Czym miałbym cię szantażować?

Wysyłałeś mi kasety.

Kasety?

Nie biłem się z nikim od podstawówki.

Uważam, że to odrażające.

Ale jak...

nie przestaniesz strugać wariata...

Dasz mi w mordę?

Wolałbym nie.

Sporo urosłeś od ostatniego razu.

Ale nawet jeśli, to w niczym nie będziesz lepszy.

Mogłbyś mnie zbić do nieprzytomności.

Ale na to jesteś zbyt cywilizowany.

A poza tym, masz wiele do stracenia.

Co ty opowiadasz?

Nie mam racji?

Chyba mam.

Czego się nie robi, żeby nic nie stracić?

Byłeś starszy i silniejszy ode mnie.

Nie miałem wyboru.

No tak.

Twoja matka źle się czuje.

Skąd wiesz?

Nietrudno zgadnąć.

Chcesz się zemścić?

To była dobra kobieta.

Byłem jej bardzo wdzięczny.

Twojemu ojcu naturalnie też.

Teraz już pójdę.

Ale jeśli jeszcze będziesz mieszał się w nasze życie,

zastraszał moją rodzinę,

lub szkodził nam w inny sposób

to pożałujesz.

Grozisz mi?

Tak, grożę.

I wierz mi, że nie rzucam słów na wiatr.

Wierzę ci.

Ale ty mi nie wierzysz.

Nic od ciebie nie chcę.

Nie wysyłałem ci żadnych kaset.

Tego też nie.

Cieszę się, że przyszedłeś.

Dzień dobry,

tu Georges Laurent.

Mogę rozmawiać z żoną?

Dziękuję.

Cześć, to ja.

Poszedłem tam. Nikt tam nie mieszka.

To normalne mieszkanie.

Zamknięte na klucz.

Tak, pytałem.

Powiedział, że nikt tam nie mieszka.

To chyba pustostan.

/To była dobra kobieta.

/Byłem jej bardzo wdzięczny.

/Twojemu ojcu naturalnie też.

/Teraz już pójdę.

/Ale jeśli jeszcze będziesz /mieszał się w nasze życie,

/zastraszał moją rodzinę,

/lub szkodził nam w inny sposób

/to pożałujesz.

/Grozisz mi?

/Tak, grożę.

/I wierz mi, że nie rzucam słów na wiatr.

/Wierzę ci.

/Ale ty mi nie wierzysz.

/Nic od ciebie nie chcę.

/Nie wysyłałem ci żadnych kaset.

/Tego też nie.

/Cieszę się, że przyszedłeś.

Przepraszam cię.

Za co?

No?

Nie powinienem był ci kłamać, przepraszam.

Nie rozumiem.

Przepraszam.

Nie rozumiem twojego toku myślenia.

Przepraszasz i wszystko jest w porządku?

Mam cię błagać na klęczkach? Nic się nie stało.

Jeśli skłamałem, to z troski o ciebie.

Wybacz mi.

Podejrzewałem że to on, od tego nagrania z domu rodziców.

Nie chciałem cię w to mieszać.

Jego rodzice pracowali na naszym folwarku.

Ojciec ich lubił, bo dobrze pracowali.

W październiku 61' pojechali na manifestację Algierczyków do Paryża.

17 października 61'

Papon zlecił masakrę demonstrantów,

200 Arabów zginęło.

Rodzice Majida byli pośród nich.

Bo nigdy nie wrócili.

Tata dzwonił w ich sprawie.

Powiedzieli mu, że powinien się cieszyć, że pozbył się tych mahmudów.

I co dalej?

I wtedy...

moi rodzice postanowili adoptować ich syna.

Nie wiem czemu.

Czuli się w pewien sposób odpowiedzialni.

I co?

Mnie się to nie podobało. Zamieszkał w naszym domu.

Dostał swój pokój.

Musiałem się z nim dzielić.

Miałem wtedy 6 lat.

I co zrobiłeś?

Nic...

Naskarżyłem na niego.

Naskarżyłeś na niego?

To wszystko?

Za to się chce mścić?

Na to wygląda.

Groziłeś mu.

Wiem, to nie było zbyt mądre...

Niezbyt mądre?

Głupie. Wiem. Zagalopowałem się.

Moim zdaniem on mówi prawdę.

Jak to?

Był naprawdę zdziwiony.

-A kaseta? -Która?

Myślisz, że on to nagrał?

To musiałby być strasznie sprytny.

Nie wiem co o nim myśleć.

Po co nam by ją przysyłał?

Żebym była na bieżąco z twoimi poczynaniami.

A kto wysłał poprzednie?

Skąd mam wiedzieć?

Czemu na niego naskarżyłeś?

Nie pamiętam.

Dzieciaki się czasem kłócą.

Wymyślał różne głupoty.

I co?

Co co?

Przestań zgrywać idiotę.

Gdybyś powiedział, że oderwał głowę misiowi,

nie szukałby zemsty po 40 latach.

Nie pamiętam już.

Nie chcesz mi powiedzieć.

Czego ty się czepiasz?

Nie pamiętam i już.

Ty pamiętasz co robiłaś jak miałaś 6 lat?

Co się z nim potem stało.

Odesłali go do sierocińca,

albo szpitala, nie wiem.

Zniknął z mojego życia, więc byłem zadowolony.

O wszystkim zapomniałem. To chyba normalne, nie?

A twoi rodzice?

Też zapomnieli.

W sumie ten epizod trwał kilka miesięcy.

Epizod?

A co? Tragedia?

Może i tragedia, ja tam nie wiem.

Nie jestem za to odpowiedzialny.

To chyba normalne?

To wszystko jakiś absurd.

Rozmawiałeś o tym z matką?

Tak.

Świetnie, zatem komuś jednak możesz ufać?

Przecież ona zna tą historię.

O kasetach jej nie powiedziałem.

I co ona na to?

Nic.

Postarzała się, nic nie pamięta.

Albo może nie chce pamiętać.

To dla niej nieprzyjemne.

Miło, że raczył pan się pojawić tak szybko.

Co słychać?

Wszystko wspaniale.

U nas jak zwykle dużo pracy.

Proszę usiąść.

Dawno nie widziałem pańskiej żony. Co u niej?

Wszystko dobrze.

Wydali właśnie przekład książki Perei

na temat globalizacji,

która stała się bestsellerem.

A, to doskonale.

Może sam ją kupię.

Proszę ją pozdrowić.

Dziękuję.

Kawy?

Nie, już piłem.

Mieliśmy porozmawiać o nowej koncepcji programu.

Ale to na razie musi poczekać.

Dyrektor programowy twierdzi, że w lato i tak nic nie nakręcimy.

Decyzja miała zapaść 15 maja.

No tak, co mam powiedzieć?

Niezbadane są wyroki Zarządu.

Ale proszę się nie martwić zawczasu.

-Oby. -Niestety, taką mamy politykę firmy.

Wszystko się jeszcze ułoży.

Pańskie nazwisko ma swoją renomę.

Tak, jasne.

Chciałem z panem porozmawiać z powodu pewnej przesyłki,

którą otrzymaliśmy.

I nie wiemy co o niej sądzić.

Wczoraj sekretarka przyniosła mi na biurko

anonimową kasetę video.

Zazwyczaj takie rzeczy wyrzucamy natychmiast do kosza.

Pańscy wielbiciele często przysyłają różne głupoty.

Ale tym razem to było coś innego.

Na tym nagraniu odbywa pan z kimś prywatną rozmowę.

W jakimś mieszkaniu.

Nie wiem o czym jest mowa,

nie przysłuchiwałem się zresztą.

Ale najwyraźniej nie wiedział pan, że jest filmowany.

Chciałem tylko zapytać, czy wie pan o co chodzi?

I co pan o tym sądzi?

Przykro mi, że pana w to wmieszano.

Człowiek na nagraniu to syn algierskiego parobka,

który pracował u moich rodziców w latach 60'.

Żywi wobec mojej rodziny patologiczną niechęć.

I nęka nas od jakiegoś czasu.

Wyobrażam sobie jakie to musi być dla pana nieprzyjemne.

Był pan z tym na policji?

Tak, ale nic nie mogą dla nas zrobić,

dopóki nie wydarzy się jakaś tragedia.

Zdaje się, że ta osoba chce zniszczyć pańską karierę.

Nie wiadomo komu jeszcze mógł wysłać tę kasetę.

To prawda.

Czemu pan do niego poszedł?

Proszę wybaczyć, ale na nagraniu ten człowiek

wydaje się nieszkodliwy.

Tak, to raczej ja przejawiam tam agresję.

Ale moja wizyta była następstwem

ciągłego terroru, jakiemu ten ktoś poddaje moją rodzinę.

Nie wątpię.

Nie ma pan pewności co do jego motywów?

Nie wiem.

Ubzdurał sobie, że został przez nas skrzywdzony.

Ale ja ostatni raz widziałem go w wieku 6 lat.

To szaleniec.

Bardzo panu współczuję. To okropne.

Mam nadzieję, że wkrótce to się skończy.

Lepiej, żeby to nie dotarło do opinii publicznej.

Wiem, powierzę tę sprawę prawnikowi.

Doskonały pomysł.

I proszę się nie martwić o przyszłość programu.

Dziękuję.

Pan wie, że bardzo pana szanuję.

Dziękuję, czy mogę odzyskać tę kasetę?

Kasetę?

A, tak.

Od razu ją zniszczyłem.

Nie chciałem, żeby trafiła w niepożądane ręce.

Ach tak.

Pan zrobiłby chyba to samo?

Otwórz.

Otwórz.

No, otwieraj.

Otwieraj, do cholery.

Co według ciebie powinien zrobić?

Jak to co?

Co to za pytanie?

Ty byś tak postąpił z Mathildą?

Chyba możemy ze sobą porozmawiać...

Uspokój się.

Uspokój się. Już dobrze.

Uspokój się.

Muszę już wracać do pracy.

Tak.

/...gubernator Nasiriji... /Włoszka nominowana przez administrację amerykańską...

/Barbara Contini,

/żąda większej przejrzystości /w tych sprawach...

/...Włosi są pod komendą Brytyjczyków, /którzy z kolei posiadają /status sił okupacyjnych...

/...wszystkie kraje zaangażowane w misję

/...powinny podlegać tym samym regułom...

/...dla większej jednolitości działań

/i lepszej ich koordynacji...

/...ostatnie słowo w tej debacie /będzie należało do /Prezydenta Republiki Włoskiej...

Dobry wieczór.

Gdzie się podziewałaś?

Byłam na kolacji z Pierrem.

Nic mi nie mówiłaś.

Czemu wyłączyłaś telefon?

Czemu?

Od kiedy to informujemy się o swoich poczynaniach?

-Chyba nie zaczniemy od nowa? -No właśnie.

Pierrot już śpi?

Myślałem, że jest z tobą.

Jak to ze mną? Przecież byłam cały czas w pracy.

Po szkole pewnie poszedł do Ivesa.

Masz jego numer?

O 17 mieli być razem na basenie.

Ojciec Ivesa miał ich zawieźć.

Dobry wieczór, mówi pani Laurent.

Czy Pierrot jest u państwa?

Tak?

Nie.

Mówił coś?

Nie.

Tak, czy mogę z nim pomówić?

Dobry wieczór, Ives.

Czy Pierrot mówił ci gdzie idzie?

Właśnie nie.

Tak?

Nie.

Czy coś się stało?

Pokłóciliście się?

Nie, nie wiem.

Jeśli się czegoś dowiesz, zadzwonisz do nas?

Masz nasz numer?

Dobrze, dziękuję. Do widzenia.

Wyszedł od nich o 18:30.

Powiedział, że rano wyjeżdża z nami.

Rozejrzę się po jego pokoju.

/...Manmohan Singh, został /nominowany na Premiera Indiii...

/...otrzymał misję stworzenia rządu...

/...ma 71 lat i jest byłym ministrem finansów...

/twórcą reform z roku 1991...

/i pierwszym przedstawicielem /mniejszości Sikhów w rządzie....

I co?

Nie wiem...

Idziemy na policję.

A jak coś mu się stało?

Co?

Nie wiem.

Może wpadł pod samochód?

Otwierać, policja!

Otwierać!

Tak?

-Co się dzieje? -Gdzie dziecko?

Jakie dziecko?

To ten?

Wrócił?

Nie.

Wracam na komisariat.

Nic nie wiem.

On ma syna.

To pewnie on kręcił te filmy.

Nie.

Nic nie powiedzieli.

Szukali tylko Pierrota.

Obchodzi ich porwanie, a nie kasety.

Nikt nie dzwonił?

Tylko pytam.

Jakby coś się wydarzyło to dzwoń.

Tak, oczywiście.

Cześć.

Lepiej już idźcie.

Jutro macie wyjazd. Trzeba rano wstać.

Daj spokój. Już się spakowaliśmy.

Dziękuję, że przyszliście

ale wolę zostać sama.

Jak zostaniesz sama, to będziesz się tylko zamartwiać.

Pierre.

Chodź, idziemy.

W razie czego, dzwoń.

Dobrze.

-Na pewno? -Tak.

Dzwoń o każdej porze.

Dobrze, wiem.

Wszystko będzie dobrze.

Cześć.

-I co? -Nic nowego.

W szpitalach nic o nim nie wiedzą.

A tamci.

Udają, że nic nie wiedzą.

A kasety?

Wszystkiemu zaprzeczają.

Anne, wiesz jaka jest rozmowa z policją.

Obchodzi ich tylko porwanie.

Jeśli chodzi o kasety, to muszą mieć nakaz.

Musielibyśmy złożyć oficjalną skargę i nająć prawnika.

Nie wiadomo czy to ma coś z tym wspólnego.

Zwolnili ich?

Wchodzicie, usiądziecie?

Właśnie wychodziliśmy.

Nie będziemy wam przeszkadzać.

Co ty gadasz?

Prosiłam ich, żeby wyszli, bo chciałam zostać sama.

Przepraszam.

To wszystko to jakiś koszmar.

Nie zwolnili ich.

Ten młody zaczął pyskować.

Więc obu zatrzymali na noc.

A potem?

Potem ich wypuszczą,

bez dowodów nie mogą ich trzymać dłużej.

Co teraz zrobisz?

Najchętniej bym coś zjadł.

Od rana nic nie miałem w ustach.

Czyś ty zwariował?

Najmocniej przepraszam.

Anne Laurent. Dziękuję pani bardzo.

Proszę, może pani wejdzie?

Nie, nie. Muszę lecieć, zaparkowałam na chodniku...

Zaraz zadzwonię do męża, on też się nie posiada z radości.

Nie chcę państwu przeszkadzać.

Chciałam tylko się upewnić, że Pierrot bezpiecznie wróci.

Jak to?

Winnam pani przeprosiny.

Dlaczego?

Miałam w szpitalu nocny dyżur.

Nie było mnie w domu.

Więc, nie widziałam, że Francois zaprosił kolegę na noc.

Nie miałam pojęcia, że syn nic pani nie powiedział,

Wróciłam dopiero o 7 rano.

Bardzo przepraszam.

Nie ma za co.

To nie pani wina.

Na pewno pani nie wejdzie?

Nie, dziękuję.

Nie wiem jak okazać pani wdzięczność.

Nie trzeba.

Przykro mi, że martwiła się pani całą noc.

Do widzenia.

Jeszcze raz dziękuję.

Pierrot!

Czemu nic nie mówisz?

Co mam ci powiedzieć?

No tak.

-Co ci jest? -Nic.

No?

Co ma być?

Czemu nie powiedziałeś, że idziesz do Francoisa?

Nie wiedziałeś, że wszyscy będą się zamartwiali o ciebie?

Nie wiesz co czuliśmy?

Nie wiem.

Przestań się obrażać.

Co ci jest?

Kochanie?

Skoro nie chcesz powiedzieć...

to nie wiem co mam zrobić.

Pierrot!

Nic, wiesz lepiej ode mnie.

Daj mi spokój.

Jak to wiem lepiej niż ty?

Może zapytaj Pierre'a. On wszystko wie.

Co to ma znaczyć?

Nic.

To czemu tak mówisz?

Jesteś zazdrosny?

Co ty myślisz? Że Pierre i ja...?

To jakiś absurd.

Bo do siebie dzwonimy?

Przecież to znajomy, mój i taty.

Skąd pomysł...

Zostań...

I przestań zgrywać obrażonego.

Nikt ci nic nie zrobił.

nie ma powodu do takiego zachowania,

spójrz na mnie.

Mylisz się.

Nie wiem co ci przyszło do głowy.

Kocham cię.

Naprawdę cię kocham.

Tata i ja odchodziliśmy wczoraj od zmysłów.

To dla ciebie dziwne?

Może nie jesteśmy idealni, ale cię kochamy.

Kocham cię.

Jutro w programie będzie autor "Bandy Filota"

To twoja ulubiona książka z dzieciństwa.

Jak chcesz poproszę go o dedykację dla ciebie.

Chcesz?

-Pierrot! -Co?

Nic ci nie jest?

Nie.

Cieszę się, że wróciłeś.

Dobranoc.

Dobranoc, tato.

/...Taki miał pseudonim...

/Po jakimś czasie Isabelle przejęła /kontrolę nad dziełami Rimbauda.

/Zaczęła budować sobie aureolę mniszki...

/...uprawiać ogródek na przedmieściu...

/...a następnie zaczęła /okaleczać to dzieło...

/...wiemy dobrze, że niektóre /z jego wierszy ją szokowały... /inne rozgrzewały krew...

/...nie zgodzę się z portretem Isabelle, /który pan odmalowuje...

/...ja miałem o niej zupełnie inne wyobrażenie, /niż w pańskiej książce...

/Chciałbym tu zaznaczyć dwie rzeczy...

/-Po pierwsze... -Stop, za dużo teoretyzują.

Tu zrobimy cięcie, dobrze?

I przeleć do tego miejsca, gdzie mowa o homoseksualizmie.

Czyli około 0:30.

Tak, tak, ten fragment.

Laurent, słucham.

Czego chcesz?

Co się dzieje?

Dziękuję, że przyszedłeś.

Wejdź.

Co to ma znaczyć?

Usiądź.

Powiedz, czego ode mnie chcesz?

Chcę, żebyś wiedział, że nie wiedziałem nic o kasetach.

To wszystko?

Prosiłem, żebyś przyszedł, bo chciałem, żebyś był przy tym.

To ja, pozbądź się ich. Jestem w sypialni.

Stało się coś strasznego.

Nie chcę mówić przez telefon. Niech wpierw wyjdą.

Co się stało?

Majid popełnił samobójstwo.

Podciął sobie gardło w mojej obecności.

Co?

Właśnie tak.

Niestety to nie żart.

Jak to w twojej obecności?

Byłem u niego.

Zadzwonił i powiedział, żebym przyszedł,

bo ma mi do powiedzenia coś na temat kaset.

Więc poszedłem.

I co?

I nic.

Powiedział: "chciałem, żebyś przy tym był",

i podciął sobie gardło.

Niemożliwe.

Spróbuj ich jakoś wyprosić.

Co mam im powiedzieć?

Nie wiem.

A co powiedziałaś, zanim tu przyszłaś?

Że zadzwoniła stara znajoma.

-I co? -Nic, przeprosiłam i wyszłam.

Powiedz, że źle się poczułaś.

Albo, że Pierrot dostał gorączki.

Proszę cię!

-Wyszli. -Widziałem.

Zgaś światło.

Co im powiedziałaś?

Przyznałam się, że skłamałam.

Powiedziałam, że ty dzwoniłeś,

i że masz jakieś zmartwienie.

I nie pytali co się stało?

Georges, mam ci powiedzieć słowo w słowo całą rozmowę?

Przepraszam.

Co tam zaszło?

Już ci mówiłem.

Poszedłem do niego, a on się zabił.

Wszędzie była krew.

Uciekłem stamtąd.

Nie dzwoniłeś po pomoc?

Co?

Nie, umarł na miejscu.

Co teraz zrobisz?

Nie było tam nikogo?

Nie, dlaczego pytasz?

No jak to?

Kiedy to było.

Koło czwartej.

Poszedłeś na policję?

Nie.

No to gdzie byłeś do tej pory?

Nie wiem.

Na mieście.

Zgłoś to policji.

Bo jeśli ktoś cię widział, to będziesz podejrzany.

Osiągnął swój cel.

Co?

Jak to co?

Będę się musiał tłumaczyć.

Z czego?

Dlaczego do niego poszedłem.

Co ty mu zrobiłeś?

Co? Kiedy?

W dzieciństwie.

Teraz wszystko wiem.

Najpierw wysyła te wszystkie zasrane kasety.

Pamiętasz te rysunki?

To była zapowiedź, bo co innego?

Georges.

Powiedziałem mamie, że pluje krwią.

Ale mi nie uwierzyli.

Zbadał go lekarz.

I nic nie stwierdził.

To był stary głupiec.

Nasz lekarz rodzinny.

Potem mu powiedziałem, że ojciec chce, żeby zabił koguta.

To było głupie stworzenie.

I złośliwe.

Bez przerwy nas atakował.

Więc to zrobił.

Odrąbał mu głowę.

Kogut jeszcze podskakiwał.

A Majid był cały we krwi.

Powiedziałem, że zrobił to specjalnie, żeby mnie nastraszyć.

Z takiego powodu podrzynać sobie gardło?

To lekka przesada, nie?

Po co tu przyszli?

Kto?

Pierre i Mathilde.

Umówiliśmy się,

mieliśmy razem obejrzeć twój program.

Zapomniałem.

Myślałem, że pojechali na Korsykę.

Już wrócili.

Wczoraj.

Cześć, Jeanette, co słychać?

Dobrze, a co u pana?

Dziękuję, nie zapomniałem o twojej książce.

Dzwoniłem w zeszłym tygodniu, ale jeszcze jej nie ma.

Zadzwonię jeszcze dziś.

Dzień dobry.

Rozmawiała pani z Aulambertem?

Tak, miał dla pana przygotować...

Panie Laurent!

Tak?

Czy mógłbym z panem porozmawiać?

Czego pan chce?

Chciałem porozmawiać.

Nie mam czasu.

Do widzenia.

Czego pan chce?

Czego się pan obawia?

Po co pan tu przyszedł?

Przecież do domu by mnie pan nie wpuścił.

Cześć, Georges.

Nie mam czasu, już powiedziałem.

Ja panu nie wierzę.

Jeśli nie poświęci mi pan czasu,

urządzę tu scenę.

Wykrzyczę wszystkim historie, których nie powinni usłyszeć.

Będzie pan żałował.

Co to za groźby? Ja nie mam nic do ukrycia.

Czyżby?

Rozumiem, że poruszyła pana śmierć ojca.

Ale nie dam się panu oskarżać.

Już idę.

Policja potwierdziła moje zeznania.

To było samobójstwo.

Więc proszę mnie zostawić w spokoju.

I proszę nas dłużej nie terroryzować tymi kasetami...

Kasety to nie moja sprawka.

Tuż przed śmiercią pana ojciec zapewnił mnie

że to nie on.

Niech pan wierzy w co chce.

Panie Laurent!

Chcę z panem porozmawiać.

Nie będę się z panem handryczył przy wszystkich.

Mów pan o co chodzi i jazda stąd.

Bo zawołam policję.

Wyprowadzą pana siłą.

Wszedł pan tu bezprawnie.

Więc słucham?

Czemu pan krzyczy?

Co panu zrobiłem?

Co pan zrobił?

Od tygodni prześladuje pan moją rodzinę.

Nie wmówi mi pan, że nie maczał w tym palców.

Pański ojciec nie byłby w stanie tego zrobić.

Czemu miałbym to robić?

Oszczędź mi pan swoich uprzejmości.

Pozbawił pan mojego ojca szansy na dobre wykształcenie.

Sierociniec uczy nienawiści, a nie dobrych manier.

Ale mnie wychował na kulturalnego człowieka.

Nie zapomnę o tym z pańskiego powodu.

Jeszcze nie skończyłem.

Czego chcesz? Chcesz się bić?

Skoro pan nalega...

Jest pan chyba silniejszy.

No dalej, śmiało!

Jesteś chory.

Jak twój ojciec.

Nie wiem co on ci naopowiadał,

ale jedno ci powiem.

Nie wzbudzisz we mnie wyrzutów sumienia,

dlatego, że twój ojciec miał zmarnowane życie.

To nie moja wina.

Rozumiesz?

A jeśli spróbujesz skrzywdzić moją rodzinę

to gorzko tego pożałujesz.

Dość mam waszych urojeń.

Tak.

Proszę miotać groźby.

To pan potrafi.

Czego ty chcesz? Mam prosić o wybaczenie?

Kogo?

Mnie?

To czego chcesz?

Niczego.

Chciałem wiedzieć co odczuwa człowiek bez sumienia.

Tylko tyle.

Teraz wiem.

Tym lepiej.

Pozwolisz zatem, że już pójdę?

Bardzo proszę.

Cześć, to ja.

Wszystko w porządku?

Tak, tak.

Chyba pójdę się położyć.

Wyszedłem wcześniej.

Zdaje się, że podłapałem jakiegoś wirusa.

Nie, nie trzeba.

I tak nie miałem dużo pracy.

Tym lepiej, bo nie czuję się zbyt dobrze.

Nie budź mnie jak wrócisz. Wziąłem 2 aspiryny.

O której wraca Pierrot?

Znaczy będziesz już w domu.

Powiedz mu, żeby nie hałasował przez wzgląd na starego ojca.

Tak,

cześć.

Dobrze.

Kocham cię. Cześć.

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.