Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
[folkowa muzyka]
[lektor] Najpiękniejsze baśnie: O trzech złotych dukatach.
Dawny mędrzec powiedział, że nie ma takiego czynu ani słowa,
którego echo nie rozbrzmiewałoby w wieczności.
A zatem...
Ja, Teodor, skryba w majątku rodziny Selmeczy,
piszę te słowa dla tych, którzy przyjdą po mnie.
Było to w roku pańskim tysiąc sześćsetnym,
latem o niezapomnianej hojności.
Spiszesz tu dzieje mojego rodu.
To zaszczyt, panno Julio.
[sygnał trąbki hejnałowej]
Gdzie zacna gospodyni?
Panno Julio!
[muzyka skrzypcowa]
[śmiech]
Mój panie!
Właśnie przyleciał.
[muzyka rozbrzmiewa]
[gwar rozmów]
Wznieśmy kielichy.
Spichlerze wykarmią nas i naszych poddanych.
Nikt nie zazna biedy.
- Twoje zdrowie, panno Julio. - Za twoje piękno i łaskę.
WSZYSCY: Na zdrowie!
[brzdęk kieliszków]
[śmiech]
Czemu mamy nie wierzyć, że Ziemia się obraca?
Każdy może poznawać świat, na ile mu rozum pozwala.
Nie bluźnij, bracie.
Ledwie pół roku temu pod Giordanem Brunem zapłonął stos.
Historia przyzna mu rację. Wspomnisz moje słowa.
[gwar]
[brzdęk kieliszków]
Wiadomość do ciebie, pani.
- Kto napisał, panno Julio? - Moja krewna.
Ciotka Zofia.
ZDZIWIENI: Zofia?
Kto?
Źle z nią, chce mnie widzieć po raz ostatni.
- Ta stara wiedźma? Nie jedź. - Absolutnie nie.
Dobre maniery to powinność chłopów i przyzwoitość panów.
Ostatniemu życzeniu nie wolno odmawiać.
To przynosi nieszczęście.
Dziękuję.
Każ siodłać konie.
Pojedziemy razem.
[krakanie kruka]
[tajemnicza muzyka]
Pusto i cicho. Nie widać czeladników ani służby.
Pomogę.
Nie odzywała się latami.
Czemu nas nigdy nie odwiedzała?
Mówią, że wpadła w sidła złych mocy.
[niepokojąca muzyka]
Zaczekaj tu na mnie.
Bądź ostrożna, pani.
To mroczne miejsce.
[krakanie kruka]
Jest tu kto?
[intrygująca muzyka]
Julia?
Kuzyn Mikulas?
Moja szanowna matka cię oczekuje.
Pozwól za mną.
[intrygująca muzyka]
- Dawno się nie widzieliśmy. - Zapomniałaś o nas.
Stronimy od ludzi.
Zdaniem matki nikt nie jest godzien naszego towarzystwa.
Nie wiedziałam, że żyjecie w nędzy.
To się wkrótce zmieni.
[niepokojąca muzyka]
Ciotka Zofia?
Posłałaś po mnie.
I przybyłaś.
W dodatku sama...
Jak miło ze strony bogatej krewnej.
Pisałaś, że chorujesz
i chcesz mnie widzieć po raz ostatni.
Ostatni?
To zależy tylko od ciebie.
Podejdź, niech ci się przyjrzę.
Ależ wyrosłaś...
Możesz wziąć ślub.
Znalazłam ci męża.
Jaka piękna para.
[niepokojąca muzyka]
Nie.
Tego ode mnie nie żądaj. Niepotrzebnie mnie wezwałaś.
ZDENERWOWANA: Muszę już iść.
Ona mnie nie chce.
Ucieka.
Słońce zejdzie się z księżycem, a ty z Mikulasem...
- Nie wyjdę za niego. - Nic was nie rozłączy.
Nigdy go nie poślubię.
Będziesz jego żoną, póki was śmierć nie rozdzieli.
Chodzi o mój majątek?
[brzęk monet]
Weź.
Zasługujesz na lepszy los, kuzynie. Nie na żonę, która cię nie kocha.
Myślisz, że się wykupisz? Głupia!
Nie ma człowieka, który odmówi złota.
Weź sakiewkę i zapomnij o mnie na wieczność.
[złowieszczy śmiech]
Wieczność?
Przekonasz się,
jak straszna może być wieczność.
Słońce wędruje od świtu do zmroku, a ty będziesz błądzić
zagubiona w czasie, skazana na samotność.
[złowieszczy śmiech]
Matko, zaczekaj.
Nie wyjdziesz stąd żywa.
Za ten mieszek dajmy jej szczyptę nadziei.
Widzisz, jakiego miałabyś dobrego męża?
Odpłacę ci za twoją hojność.
Raz na sto lat powrócisz i dasz jeden z dukatów
pierwszej osobie, którą spotkasz.
Wyzwoli cię człowiek, który przyjmie dukat,
ale go nie wyda, lecz odda ci go, zanim nastanie pełnia.
Ale nie możesz się przed nikim zdradzić.
Gdy stracisz ostatni dukat, przeminiesz na wieki.
Jedna nadzieja za każdy dukat.
Jeden z trzech.
[złowieszczy śmiech]
[tykanie zegara]
Czy mogłem coś zrobić?
[bicie dzwonu]
Czy mogłem temu zapobiec?
Mikulas,
syn Zofii, jest teraz moim panem.
A panna Julia zniknęła bez śladu.
By złamać zaklęcie,
musi znaleźć kogoś, kto nie połakomi się na złoto.
Choć ja nie znam takiego człowieka,
który odmówiłby pieniędzy ot tak, bez powodu.
Nigdy...
W kraju nastały mroczne dni.
A moje chylą się ku końcowi...
Za sto lat nadejdzie dzień, gdy panna Julia powróci.
Ale świat będzie już zupełnie inny...
[smutna muzyka]
Zapisałem te słowa dla tych, którzy mogą kiedyś zobaczyć,
jak panna Julia wraca na ten świat...
[wesoła muzyka]
[beczenie owiec]
[gwizdanie]
[szczekanie psa]
[śmiech]
Ależ jestem piękna.
Katka!
Gdybym upięła włosy, byłybyśmy jak siostry.
Nie Barboro, nie porównuj się ze mną.
[śmiech]
[szczekanie psa]
[krzyk]
Katka!
[krzyki]
[szczekanie psa]
Katka!
Już lecę.
Dunco! Stój!
- Jesteś cały? - Nie bój się, nic ci nie zrobi.
Boli?
Nic mi nie jest.
Ocaliłeś mnie przed wilkiem.
[skomlenie psa]
Wilkiem?
Muszę cię nagrodzić.
Przyjdź na tańce do karczmy.
Ja nie tańczę.
[muzyka folkowa]
- Nic ci nie jest? Nie zemdlejesz? - Zemdleję.
[wesoła muzyka]
[śmiech]
- Ja też zemdleję. - Uważaj, bo spadniemy.
Uwaga!
Z drogi!
Pochwalony.
Nóg nie macie?
Jesteś w domu.
Przyjdą młodzi z sąsiedniej wsi. Wspaniali muzykanci.
Wszyscy wiedzą, że tańczę najlepiej.
- Możesz być ze mną w parze. - Nie lubię tańczyć.
Twój brat Ondro haruje, a nie ma co jeść. Ale wiesz co?
Główna nagroda to pęto kiełbasy i płat słoniny.
Pewnie by się wam przydały.
Spytaj brata.
Może przyjdę.
Katka, szykuj się. Musisz być najpiękniejsza.
Już idę.
Włóż to.
Padam z nóg.
Śliwki nie obrodziły. Starczy na jeden słoik dżemu.
Ty i Kata?
- Jego pies na ciebie skoczył? - Jaki pies?
- Daj spokój. - Zostaw go.
Mam oczy.
- Czyje to gałązki? - DZIECI: Gąski!
1, 2, 3
ŚPIEWAJĄ: Czyje to gąski na tej wodzie,
pływają sobie na swobodzie?
We dnie, w nocy tak gęgają...
NAUCZYCIEL: Mnie smutnemu!
DZIECI: Mnie smutnemu spać nie dają.
Doskonale.
- A teraz pokażę wam silnik parowy. - Latająca kołdra.
Chodźmy zobaczyć.
[okrzyki zadowolenia]
[figlarna muzyka]
Zaczekajcie.
[dzwonienie dzwonka]
Latająca kołdra?
Co to jest?
[okrzyki zachwytu]
To statek powietrzny. Pomachajcie!
- Motyle. - Chcą nas pogromić.
- Na co im te wielkopańskie wymysły? - To cud techniki i postępu.
Pamiętasz, Ondrik? Też byliśmy na potańcówce.
- Dopóki kur nie zapiał. - Nie mogliśmy się rozstać.
Zobacz, Zuzka.
[okrzyk zachwytu]
Ale z ciebie spryciarz.
Zobacz, co dla ciebie mam.
Wyprałam i zeszyłam.
Dziękuję.
Mój brat nie pójdzie na tańce w łachmanach.
- Dzień dobry. - Pan nauczyciel.
Spadło z nieba.
Wzywają ludzi do Ameryki.
Do końca miesiąca bilet za pół ceny.
Ani słowa o Ameryce. Niech pan mu nie mąci w głowie.
Ty nawet nie wiesz, gdzie jest Ameryka.
Póki ma brata, ma też dom i robotę.
Ma nas.
Wspaniałe życie. Cudowne.
Tak samo żył nasz dziadek.
- I ojciec. - Ostrożnie.
I matka.
My też będziemy.
Ja nie muszę. Mogę żyć inaczej.
Gdy się ożeni, przestanie go ciągnąć w świat.
Miłego dnia.
[wesoła muzyka]
Katka. Tańcz z nami.
- Kata, chodź. - Zostaw mnie.
Patrz, jaka dumna.
- No chodź. - Powiedziałam: Daj mi spokój.
- Dobry wieczór. - KRZYCZY: Stop.
[muzyka urywa się]
[cisza]
Juro!
Na co czekacie? Grajcie!
[muzyka rozbrzmiewa]
Ona każdego ogłupi.
Nie bój się. To ja wybieram zwycięzcę.
Tato, słonina dla Jury, jak kazałam.
- Bierz. - Dziękuję.
Podoba ci się ten biedak? Mówi tylko o Ameryce.
Dla mnie zostanie.
Kupię, kogo zechcę.
Gdyby nie słonina, nie uwierzyłabym,
że z Jury taki tancerz. Myślałam, że to łamaga.
- Proszę. - Bo tak jest.
- Idziesz pasać owce? - Zagonię je do ruin.
Do zamku?
- On idzie do ruin. Oszalał. - Czemu?
- Nie wiesz, że tam straszy? - Chyba w czyjejś głowie.
- Ludzie widują tam zjawę. - Gadanie.
Zobaczysz, mądralo. Zjawa zakrada się od tyłu, po cichu.
Wyciąga rękę i daje złotą monetę.
Oby tak było, bo bilet do Ameryki sporo kosztuje.
[spokojna muzyka]
[szczekanie psa]
[beczenie owcy]
[krakanie kruka]
[beczenie owcy]
[tajemnicza muzyka]
- A ty dokąd? - Zaczekaj.
[bicie dzwonów]
Stój, młodzieńcze.
Podejdź bliżej.
Mam coś dla ciebie.
To złoto.
Dla mnie?
- Odmawiasz? - Tego nie powiedziałem.
Mogę?
Dziwna moneta. Naprawdę jest złota?
Co to za pieniądz?
Złoty dukat kremnicki. Nie widzisz?
- Dlaczego ja? - Przyda ci się.
- Wydasz go w jeden dzień. - Wyglądam na biedaka?
Spójrz na siebie. Uciekłaś z cyrku?
Ja?
[brzęk monety]
Dziękuję.
Za miesiąc lato się skończy.
Owce zejdą w dolinę, a ja kupię za to, co zechcę.
Muszę wracać do stada.
[beczenie owcy]
ZDZIWIONA: Nie wydasz go przez miesiąc?
Jeśli się nie rozmyślę.
Co mam tu robić przez miesiąc?
[spokojna muzyka]
[beczenie owiec]
Biegnij do mamy.
Zaczekaj.
Zaczekaj!
Zaczekaj na mnie. Pokaż mi drogę do zamku.
To niedaleko.
Tą ścieżką w dół. Zobaczysz go.
Po co się tu błąkasz?
Niedźwiedzie i wilki codziennie zagryzają owce.
To mój las.
Od tamtych pagórków aż dotąd.
Ten zamek też jest mój.
Należy do Blazeja Melega.
Tak jak i ziemia, na której stoi wioska.
Co roku płacimy wysoką daninę.
Nie wpuszczą cię tam. Odeślą spod bramy.
Co to za ton? Zapominasz się. Nie wiesz, kim jestem?
Nie przedstawiłaś się.
Jestem szlachcianka Julia.
Aha.
Spuść wzrok i odpowiadaj tylko, gdy zapytam.
Miło było.
Chodź, piesku.
[spokojna muzyka]
[stukot parowozu]
[sygnał trąbki]
Z drogi. Zejdź na bok.
[sygnał trąbki]
Uwaga!
[krzyki]
Na pomoc!
Gdzie masz oczy, głupia?
Wstawaj.
Czemu nie zeszłaś?
Jesteś cała w błocie.
DYSZĄC: Powóz bez koni. Co to było?
Nie widziałaś auta?
Bóg zapłać za pomoc.
Dokąd idziesz?
Nie możesz chodzić w tych brudnych fatałaszkach.
Chodź ze mną. Dam ci normalne ubranie.
No chodź.
Czego się spodziewać po tych głupich wynalazcach?
Idą złe czasy. Wspomnicie moje słowa.
Diabelskie wymysły zwiastują piekielne czasy.
A w mieście przysięgali, że to cud nauki.
CYTUJE: Kupcie auto. Jeździ lepiej niż koń.
Nie potrzebuje siana ani stajni. Nigdy nie zdechnie.
Hej!
Prowadź do swojego pana, Gusto.
- Dzień dobry, panie rejencie. - Dzień dobry.
Niech pan nie wdepnie w łajno.
[pukanie do drzwi]
Wielmożny panie, przyszedł rejent.
Mhm.
Unikasz mnie, więc przyjechałem z wizytą.
[niepokojąca muzyka]
Serwus.
[chrząka]
Dług karciany wzrósł o odsetki za zwłokę.
Jesteś mi winien 250 złociszy...
To było ostatnie wezwanie.
Ostatnie.
Nikt nie zadziera z wyższym urzędnikiem.
Odchodzimy. Weź to.
- A ty dokąd? - Nie wytrzymam tu dłużej.
- I co ja teraz zrobię? - Bądź zdrowa.
- Znajdziemy lepszą służbę. - Od zimy odeszła już czwarta.
Masz czas do końca miesiąca.
Potem przyjdę z żandarmami.
[niepokojąca muzyka]
[stukot]
[szczęk ceramiki]
Skąd wezmę tyle pieniędzy?
Co za partacz.
[spokojna muzyka]
Wejdź. Mam ser i wczorajszą zupę.
To musi być zły sen.
[szum żarówki]
[okrzyk zachwytu]
Co to jest?
Włączasz i jest jasno.
- Mieszkasz tu? - Jeszcze miesiąc.
Potem płynę do Ameryki.
Tą łodzią? A gdzie żagle i wiosła?
To parowiec.
Dał mi to nauczyciel. Te książki też.
- Pasterza stać na nauczyciela? - Uczy wszystkie dzieci.
Poddani nie muszą być mądrzy.
A ty chodziłaś do szkoły?
Ja?
W całym regionie nie ma mi równych.
Wyszywam jedwabnymi i złotymi nićmi, gram na cytrze,
maluję na porcelanie, tańczę madrygał i woltę.
Umiem nawet pisać i czytać.
[wesoła muzyka skrzypcowa]
Jestem panna Julia.
A ja jestem Juro.
Pilnuj, żeby nie zrobiła sobie krzywdy.
Wezwij ich, Gusto.
GUSTO WOŁA: Zbierzcie się!
Wasz pan przyjechał!
[dudnienie bębna]
Niniejszym ogłaszam, że wasz wielmożny, miłościwy,
a niekoniecznie szlachetny pan Blazej Meleg, czyli ja,
ustanawia dodatkową daninę w wysokości jednego talara,
który każdy zapłaci na ręce mojego najwierniejszego sługi Gusta.
Natychmiast i bez zwłoki.
Już.
Bębnij.
[dudnienie bębna]
WOŁA: Po jednym talarze!
Masz nas za poddanych? Jesteśmy biedni, ale wolni.
To prawda. Dajże nam spokój. Ciągle nas wyzyskuje.
Czy twoja chałupa nie stoi na mojej ziemi?
[śmiech]
Wszystko tu należy do mnie.
PŁACZLIWIE: Nie mamy pieniędzy.
Albo zapłacicie, albo zatruję wam studnie,
podpalę pastwiska i zniszczę chałupy.
Nie zapłacę.
W takim razie...
- zabieram twojego woła. - Mowy nie ma.
[gwar rozmów]
Mąż zapłaci. Nie jesteśmy biedni jak niektórzy.
To jest za Ondra. Katka poprosiła.
Zwrócę wam. Zarobię i wyślę.
Nic mu nie dawajcie. On nie ma prawa.
Nie ma prawa!
To twoja wina.
Wcześniej chłopi nie umieli czytać ani pisać, a teraz co?
Napiszę do króla. Zaprowadzi tu porządek.
Nic mu nie dawajcie. Nie ma prawa. Tyran chce uciszyć porządnych ludzi.
[spokojna muzyka]
CZYTA: Wasza wysokość. Moim obowiązkiem jest donieść,
jakiej niesprawiedliwości dopuszcza się wobec wieśniaków
pan ziemski Blazej Meleg. Wasz wierny sługa...
Nauczyciel Gaspar Buros.
Takiej jak Kata nie znajdziesz. Jedyna córka karczmarza.
- Najlepsza partia. - Wolę iść, gdzie mnie nogi poniosą.
- Katka jest piękna i cię lubi. - Serce nie sługa.
- W końcu ulegniesz. - Pomógłbyś sobie i nam.
[stukot]
Przecież tu wisiały. Gdzie one są?
Miłego dnia.
Meble nie są wiele warte, ale mam miękkie serce.
Zabieram cztery komody, dwie rzeźbione skrzynie,
jeden stół rococo, osiem obrazów barokowych.
2... 8... 12...
Do spłacenia zostaje 145 złociszy.
Chłopy?
Ten też zabrać.
Trzymasz?
[brzdęk metalu]
- Co jest? - Wielu próbowało.
Pewnie trzyma go sam diabeł. Prędzej wyrwiecie ścianę niż obraz.
Wychodzimy.
Haruję od rana, a jeszcze chcecie obiad na czas.
Mam tylko jedną parę rąk. Potrzebujemy służki.
Oddałabym całe złoto za kogoś do pomocy.
[brzęk monet]
[gdakanie kur]
[brzęk monet]
[cichy śmiech]
- Co to? - Więcej nie dali.
[brzęk monet]
Wymyśl coś.
Trzeba coś sprzedać.
Wszystko, co miało wartość, już sprzedałem.
Mamy jeszcze łąki, lasy...
i... ten zamek.
W tym kłopot, ty głupcze.
Tak naprawdę...
nic tu do mnie nie należy.
Nic...
Wszystko przez nią.
Póki nie znajdziemy jej kości, jestem tu tylko strażnikiem.
To jej wina?
Julia Selmeczy, przekleństwo mojego rodu.
[kaszle]
[muczenie krowy]
[intrygująca muzyka]
Gdzie byłeś tak długo?
Bierz. Powinny pasować.
Nie martw się. Zaraz sobie pójdzie.
Potrzebuję pomocy.
Jak to się wiąże?
Chodź tu.
- Skąd wziąłeś spódnicę? Kupiłeś? - Złoto trzymam na bilet do Ameryki.
Skoro wyglądasz normalnie, idź w swoją stronę,
a ja będę miał spokój.
Nie wiesz, jak to jest stracić dom.
Nie zrezygnuję z Ameryki.
Tkwimy w ciemnocie, a w świecie dzieją się wielkie rzeczy.
A ja chciałabym tu zostać...
Tutaj?
U mnie?
A ty dokąd? Gdybym mogła...
ale nie mogę.
Chcę odzyskać swoje życie. Swój zamek.
Póki na zamku jest Blazej, nigdy nie będziemy szczęśliwi.
Nie masz pojęcia, jaki to zły człowiek.
- Zostałbyś, gdyby go nie było? - Blazej nigdy nie odejdzie.
Juraj.
Pomóż mi się dostać do zamku, a ja pozbędę się Blazeja.
[intrygująca muzyka]
W bibliotece zamku jest skrytka, a w niej pieczęć mojego rodu.
Właściciel pieczęci ma prawo do zamku.
Gdy ją odzyskam, Blazej odejdzie, ty będziesz mógł zostać
i nie wydasz dukata...
Julia.
SZEPTEM: Julia.
Wybacz. Mogłem cię ostrzec.
Co to było?
Wynalazek.
Drut pod napięciem.
To na niedźwiedzie i wilki, które kradną mi owce.
Myślałem, że słabiej kopnie.
Zaufaj mi.
Tylko ja wiem, gdzie ukryto pieczęć.
W 1218 roku dekret królewski nadał mojemu przodkowi,
Janowi Selmeczy'emu, wieczne prawo do ziemi i zamku.
Jestem Julia Selmeczy i muszę się dostać do zamku.
[spokojna muzyka]
Dzieci, wyjdźcie. Zaraz przyjdę do klasy.
Historia rodu Selmeczych.
Pierwsza wzmianka pochodzi z roku...
1218, gdy Jan Selmeczy zyskał wieczne prawo...
Do ziemi i zamku. Brawo.
- Co było dalej? - W tysiąc czterechsetnym...
- Dalej. - Dalej już nic...
Sławny ród wymarł, gdy po zaćmieniu słońca w 1600,
zniknęła prawowita właścicielka zamku
Julia Selmeczy.
- A potem? - Potem?
Chcesz fakty czy legendy?
Majątek przejął Mikulas Meleg do czasu odnalezienia Julii
albo uzyskania dowodu, że nie żyje.
- To nie może być prawda. - Wszyscy to sobie powtarzamy.
Już idę, dzieci.
DONOŚNIE: Zbierzcie się!
[dudnienie bębna]
DONOŚNIE: Ponieważ zebrana kwota nie była wystarczająca,
każdy mieszkaniec odda mi swój żywy inwentarz
czyli krowy, byki i króliki.
[płacz dziecka]
Czytajcie na głos. Zaraz wracam.
Napisałem do króla.
Dobrego władcę znać po tym, że dba o swój lud.
- W Ameryce nie ma króla. - Ale będzie. Tylko później.
Czytajcie dalej.
Melegowie to plaga,
a Blazej jest najgorszy z nich wszystkich.
Czekaj.
Może znajdzie się Julia Selmeczy.
DZIECKO CZYTA: Wyobraźnia to jedyna broń
w walce z rzeczywistością — rzekł Kot do Alicji.
[wesoła muzyka]
[gwizdanie]
[szczekanie]
Kucharka z zamku szuka pomocnicy.
- Umiesz gotować? - Znam się na kuchni.
Trzeba urządzić polowanie, ustrzelić dzika,
wytoczyć beczkę Tokaju, upiec szafranowe bułki z migdałami...
To kazałam podać na Wieczór Trzech Króli.
A szorować podłogę? Zamiatać? Nosić wodę?
Grabić siano?
Każdy to potrafi.
Widzisz?
Zaczniemy od czegoś łatwego.
Wrzuć kluski do wody.
Ja przyniosę bryndzę.
Gotowe.
Wiadro jest dziurawe. Cała woda się wylała.
[śmiech]
Jedź prosto.
Muszę odzyskać pamięć przed pełnią księżyca.
Skąd ten pośpiech?
Chciałabym ci powiedzieć, ale nie mogę.
Mam na świecie tylko ciebie.
Dobranoc.
[wesoła muzyka]
[pukanie do drzwi]
Pochwalony.
Witajcie.
Zapraszamy.
Prosimy.
Siadajcie.
- Tato. - Co?
Mąż przyszedł wam powiedzieć...
Że my...
Że się jednak zgadzamy.
Skoro Katuska tak bardzo chce, niech się pobierają.
To nic, że Juro biedny. My mamy dość.
Mhm.
Nieważne, czy utrzymujemy pachołka czy waszego Jura.
W karczmie jest co robić, nie będzie darmozjadem.
WOŁA Z ZEWNĄTRZ: Zostawiłem owce na wzgórzu.
Muszę się widzieć z nauczycielem.
Jurko. Sąsiedzi przyszli w swaty.
- Tata zapłaci za wesele. - To miłe.
Nikomu nie ślubowałem.
Ciesz się, że wejdziesz do dobrej rodziny.
Nie mogę.
Poślubię tę, którą pokocham.
Tańczyliśmy razem. Jesteś mi to winien.
To była tylko potańcówka. A za słoninę zapłacę.
- Z drogi. - Katka!
Katka!
Katka.
- Przecież ty też mnie nie kochasz. - Ty żebraku.
Nie masz nic, prócz swoich głupich wynalazków.
A ja mogę mieć każdego, kogo zechcę.
Tego...
i tego...
i tamtego.
Nie zasługują na ciebie. Chodź do mnie.
Zobaczysz, jakiego ci znajdziemy bogacza.
Sporo o nas myślę.
Naprawdę?
- Ty nie? - Czasami.
Niczego ci nie brakuje.
Lubisz mnie?
Szkoda, że jesteś zwykłym pasterzem.
Co?
Jestem zwykłym pasterzem.
Co ja sobie wyobrażam?
[nostalgiczna muzyka]
Wszystko już umiesz.
Jutro możesz iść do zamku.
Chciałaś zdążyć przed pełnią.
Dalej już trafisz.
Tu się pożegnamy.
Do widzenia, panno Julio.
To twoje.
Zobaczymy się jeszcze?
Wszystko w twoich rękach.
Za sto lat nie poznałabym tego miejsca.
Słyszałeś?
Mówi, że chce pieczoną gęś z kasztanami.
Do tego buraczki i sos kurkowy. Mówię do niego: Zaraz, panie,
jestem kucharką, nie czarownicą.
Co się śmiejesz?
Dzień dobry.
To ta nowa służka?
- Służka z perłami? - Na pewno nieprawdziwe.
Napal w piecu, obierz ziemniaki i ubij jajka.
Umiesz?
Mhm.
Zanieś śniadanie panu Blazejowi.
Prędko.
Ostrożnie.
Pośpiesz się. I uważaj.
Nie zgub się.
[stukot naczyń]
[tajemnicza muzyka]
[jęk wysiłku]
[gdakanie kury]
Złodziejka.
Drogo za to zapłacisz.
Pokaż ręce.
Jak to zrobiłaś?
Ktoś ty?
Niemożliwe.
Nie jesteś zwykłą służką.
Moja pra-prababka Zofia i jej syn Mikulas.
Ludzie mówią, że to ona ściągnęła klątwę na mój ród.
Na stare lata postradała rozum.
Bała się ciemności.
Bredziła coś o podróży w czasie i o trzech dukatach.
Mój pradziad Mikulas musiał ją uwięzić.
Zmarła w zamkowym lochu.
Życie Mikulasa nie było lepsze. Wciąż ciągnęło go do ruin.
Podobno szukał tam zaginionej panny Julii.
A teraz tu jesteś... i wszystko się zmieni.
[krzyki]
Wszystko.
Nikt nie może wiedzieć.
[krzyki]
Szybciej, Gusto!
Wrzuć ją do lochu.
[szelest łańcuchów]
Żebym przejął majątek, muszę odnaleźć kości zaginionej Julii.
Za rok wrócę tu z rejentem.
Zobaczy twoje szczątki i rozpozna po naszyjniku.
A ja przestanę być strażnikiem. W końcu wszystko będzie moje.
Na zawsze.
Nie!
[złowieszczy śmiech]
Wypuść mnie!
[szelest łańcuchów]
Wypuść!
[trzaśnięcie drzwi]
Wypuść!
Zobacz.
Co to?
Da się za to kupić bilet na statek?
Stara moneta.
Ale wygląda jak nowa.
- Skąd ją masz? - Dała mi ją.
Kto?
Panna Julia.
- ZDZIWIONY: Kto? - Tak się przedstawiła.
Poszła do zamku.
Julia Selmeczy?
- Zaginiona 300 lat temu? - Wiem! Wiem, że to niemożliwe.
Ale czemu miała dukat? Skąd się tu wzięła?
Czy...
Czy może być zaginioną Julią?
Mam uwierzyć w coś, czego rozum nie pojmuje?
Chcesz poznać fakty...
czy legendę?
Legendę.
[muzyka folkowa]
To kronika słynnego rodu Selmeczy, spisana ręką Teodora,
wiernego i oddanego skryby
panny Julii.
Obciążony tajemnicą, spisałem to, co widziałem i słyszałem.
Pannę Julię ocali tylko ten, kto znajdzie siłę i odmówi dukata.
Nie wyda go, nie schowa, tylko jej odda, nim nastanie pełnia.
Myślisz, że straciłem ją na zawsze?
Dziś jest pełnia.
Zaczekaj. Nie tak szybko!
[wesoła muzyka]
Wykończę się.
[pukanie do drzwi]
Już idę, panie.
[stukot]
[muzyka urywa się]
Julio, jesteś tu?
Julia! Jesteś tu?
- Co tu robisz? - Szukam Julii.
Tamtej.
Każda taka sama. Żadna nie wytrzymuje.
ZDENERWOWANA: Wszystko na mojej głowie.
Wysłałam ją na górę ze śniadaniem i przepadła jak kamień w wodę.
- Dobrze znasz zamek? - Nikt nie zna go lepiej.
Gdzie Blazej mógłby się kogoś pozbyć?
Czyli...?
Musi tu być jakaś piwnica, korytarz...
Jest loch.
DYSZĄC: I co teraz?
[sygnał trąbki]
Nigdy więcej na to nie wsiądę. Tylko koń i powóz.
Panie rejencie, jest pan potrzebny.
KRZYCZY: Blazej!
Albo spłacisz dług, albo cię wsadzę za kraty. Za mną.
[gwar rozmów]
- Julia! - Juraj!
- Gdzie jesteś? - Tutaj.
Juraj!
- Julia! - Pomóż mi.
- Na górę. - Za nim!
[pukanie do drzwi]
Otwieraj!
Barykaduj drzwi.
Kufer!
Szybko!
Uciekniemy.
Mhm.
Wyważcie drzwi.
[łomot]
Nie uciekniesz.
- Mam otworzyć? - Jasne, że tak.
Nie drzwi, kufer.
- Gusto, otwórz drzwi. - W imię prawa!
- Chcą wyważyć drzwi. - Uciekniemy przez ogród.
Zamknij kufer i ruszamy.
Gusto, pomóż nam.
Nie słyszałeś?
Po co mam uciekać?
Nie przyszli po mnie, a po ciebie, panie.
Nie waż się.
Może mnie wynagrodzą za ujęcie złoczyńcy.
[łomot]
- Nie odważysz się. - Mam go!
Mam go!
Tu jest!
Za grabieże i prześladowania,
na podstawie zeznań miejscowego nauczyciela
zostajesz wezwany na dwór królewski.
- Pozbył się mojej służki. - Kłamiesz.
- Klucz do lochu. - Zdrajca.
[brzęk kluczy]
Sama ją uratuję. Wszystko na mojej głowie.
A ty masz wybór.
Albo odpowiesz za pomaganie złoczyńcy i trafisz do więzienia,
albo znikniesz bez śladu.
Biegnij w świat, czegoś się tam nauczysz.
KRZYCZY: Ty zdrajco.
Brać go.
[spokojna muzyka]
Pełnia.
Zwracam dukat, panno Julio. Na swoje szczęście zapracuję sam.
Wszystko zdobędę własnymi rękami.
[śmiech]
[muzyka rozbrzmiewa]
[muzyka cichnie]
[smutna muzyka]
[płacz dziecka]
Nasza córka. Piękna jak z obrazka.
Z Bogiem, Jurko.
We wszystkim chcą mi pomagać. To nie do zniesienia.
Proszę.
Dziękuję.
Zgadza się.
- Skoro zaginiona się znalazła... - Ja ją znalazłam.
I potwierdziła tożsamość rodową pieczęcią,
Blazej Meleg traci prawa do majątku Julii Selmeczy.
[huhanie]
[dzwonek]
Szybciej.
Już czas.
Zaczynamy lekcje.
Z Bogiem.
Nie podasz mi ręki?
Pożegnałeś się w zamku?
Nikt tam za mną nie zatęskni.
Pozdrów ją ode mnie.
Powiedz, że wystarczy włączyć i zrobi się jasno.
- A rower? - Jest twój.
Wszystko w porządku.
Teraz ja muszę doprowadzić wszystko do ładu.
Będzie co robić.
Dzień dobry.
Znów ta przeklęta droga. Ostatnio potrąciłem jakąś dziewuchę.
Nie chce panienka auta? Siana nie je, stajni mu nie trzeba...
Tanio sprzedam.
WOŁA: Panienko.
Pan nauczyciel.
DYSZĄC: Niosę pozdrowienia od Juraja...
i prezent na pożegnanie.
Piękny wynalazek.
Wystarczy włączyć, a zrobi się jasno.
Mam nadzieję, że zdąży na pociąg do portu.
Zaskoczył? To do widzenia.
Nie potrzebne panu auta? Tanio sprzedam.
Na co mi auto? Mam rower.
[stukot parowozu]
[wesoła muzyka]
Juraj!
[muzyka cichnie]
Nie wiedziałem, że umiesz tym jeździć.
Mogę cię nauczyć.
Nie sądziłam, że odejdziesz ot tak,
bez pożegnania.
Że po prostu uciekniesz.
Nie uciekam.
Wyjeżdżam.
Ja...
Czeka mnie dużo pracy.
Trzeba pociągnąć prąd do wioski.
Wybudować drogi, by dało się jeździć rowerem.
I postawić szkołę, by dzieci były mądre.
Nie chcę zostać z tym sama.
- Proponujesz mi pracę? - Nie. Nie pracę...
tylko swoją rękę.
[romantyczna piosenka]
Czy to możliwe, że mnie pokochałaś?
Wszystko jest możliwe.
[wesoła piosenka]
Ja, Teodor, skryba panny Julii, zamykam księgę ze spokojem w sercu
i nadzieją, że wszystko co złe obróci się na dobre.
Bo wieczność to słońce muśnięte poranną rosą,
lot kruków i zapach letnich kwiatów,
dzieciństwo i wiara w szczęśliwe zakończenia.
[wesoła piosenka]
[lektor] Pamięci twórczości Stanislava Parnickeho.
Napisy na podstawie tłumaczenia Katarzyny Michalskiej:
Katarzyna Daniel.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.