All language subtitles for Siedem.życzeń.1984.E07.Senemedar.WEB_[pol]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Siedem życzeń spełni się,

jak w tygodniu siedem dni.

Pomyśl dobrze, czego chcesz,

zanim powiesz...

Siedem życzeń, życzeń twych,

jak mądrości siedem bram.

Czy potrafisz przez nie przejść,

będąc sobą?

Siedem życzeń! Siedem życzeń!

Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!

Siedem życzeń jak we śnie

albo w bajce, którą znasz.

Los ci dał wielką moc,

czarodziejską.

Siedem życzeń wybierz sam,

nie pomoże ci w tym nikt.

Co jest dobre, a co złe,

rozważ w sercu.

Siedem życzeń! Siedem życzeń!

Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!

- Dzień dobry. - Chodź.

- Nie mam ochoty. - Źle się czujesz?

- Nie. - No to co jest?

Jutro środa.

Jutro wypowiesz swoje ostatnie, siódme życzenie.

Potem utracę całą czarodziejską moc,

przestanę mówić ludzkim głosem

i będę wiódł aż do końca ten nędzny koci żywot,

tylko po to, by po śmierci znowu odrodzić się pod postacią kota.

I tak bez końca. Bez końca!

Jaki ja już jestem zmęczony.

Śmiej się, śmiej. Serca ludzkie są z kamienia.

- Dzień dobry. - Cześć!

Słuchaj, Darek, tutaj masz stówę.

Złóż od nas życzenia.

Przeproś, że nie mogliśmy osobiście.

Musisz to zostawiać pośrodku pokoju?

Można się o to zabić!

Jakby mi się jakaś melodia przyśniła,

to muszę ją mieć pod ręką.

Po prostu geniusz!

Rademenes, wszystko będzie dobrze.

Znalazłem sposób na twoje nieszczęście.

Staniesz się człowiekiem.

Chciałbyś mi oddać swoje ostatnie życzenie?

Tak.

Na Ozyrysa!

Nareszcie!

Darek, przestań gwizdać!

Przecież ja nie gwiżdżę.

PODŚPIEWUJE: To jest egipski rock, staroegipski...

Ryż, ryż, ryż...

Aha!

- No jak? Gotowy jesteś? - Tak, gotowy jestem.

Darek, chodź, pokaż się.

Genialnie wyglądasz! Jak prawdziwy mężczyzna.

Chodź, zobacz. Wspaniale.

Obróć się. Zrób parę kroków.

Nie garb się. Wyprostuj głowę do góry.

- Cudownie! - Mama, ja się przez ciebie spóźnię.

Leć już. Trzymaj się. Świetnie. Tylko pamiętaj, nie pobrudź ubrania!

Gorzko! Gorzko! Gorzko! Gorzko!

Świadkami uroczystości będą: pani Anna Kozłowska,

pan Kazimierz Michalewicz oraz wszyscy obecni.

Czy państwo są zdecydowani zawrzeć małżeństwo?

- Tak. - Tak.

Proszę wszystkich o powstanie.

Pana proszę o powtarzanie tekstu oświadczenia.

Świadom praw i obowiązków...

...wynikających z założenia rodziny,

uroczyście oświadczam,

że zawieram związek małżeński

z Małgorzatą Szukalską

i przyrzekam, że uczynię wszystko,

aby małżeństwo nasze było zgodne, trwałe i szczęśliwe.

...aby było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

Panią proszę o powtarzanie tekstu oświadczenia.

Świadoma praw i obowiązków...

...wynikających z założenia rodziny,

uroczyście oświadczam,

że zawieram związek małżeński

z Bolesławem Lubą

i przyrzekam, że uczynię wszystko,

aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.

- Pani przybiera nazwisko...? - Męża.

Za chwilę założą państwo obrączki, symbol więzi z oddaną osobą,

na której zawsze można polegać, a której zaufania nie można zawieść.

Tam! Po lewej stronie!

- Nie ma! - Pan kopnął!

Poczekaj. Niech jeszcze trochę poszukają.

Widziałeś kiedyś ślub na czworakach?

Uważaj.

Jest!

Sto lat, sto lat, niech żyją, żyją nam!

Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyją, żyją nam!

Niech żyją nam!

Ja zawsze się wszędzie spóźniam i wszystko gubię.

- Ciężkie masz życie. - Nie, ja to lubię.

Dzięki temu dużo rzeczy się dzieje.

Spóźniłam się na ślub przyjaciółki siostry,

ale za to byłam na ślubie na czworakach.

- Może masz ochotę na lody? - Nie. Odprowadź mnie tutaj.

Tatuś na mnie czeka. Tutaj się umówiłam z tatą.

- Tutaj? - No, tutaj.

- Aha. A kim jest twój tata? - Buduje fabryki za granicą.

Aha.

Jak masz na imię? Ja mam na imię Darek.

Kama. Ale nie lubię tego imienia. Co to za imię - Kama?

- Egipskie. - Skąd wiesz?

Bo mam egipskiego kota.

Ma na imię Rademenes.

Kiedyś ci go pokażę. To jest cudowny kot.

Wiesz, gdzie jest najdziwniejsze miejsce w Warszawie?

- Nie. - Cudowne! Chodź, pokażę ci.

Pięć, sześć, siedem.

Jeżeli pod tą siódmą kolumną staniesz

i powiesz coś szeptem,

to słychać to aż tam, tam daleko, pod plakatami.

- Jak to? To strasznie daleko. - Na tym polega ta cała tajemniczość.

Uważaj.

Rzuć papierosa.

Palenie papierosów jest bardzo szkodliwe dla zdrowia.

Opamiętaj się. Rzuć papierosa.

Mówi do ciebie duch dziewczynki.

Rzuć papierosa.

Uciekł.

Słuchaj, co robisz w niedzielę? Może byś tak wpadł do mnie, co?

- A to daleko? - Kolejką WKD - mniej więcej 25 minut.

No dobrze, nie ma sprawy. Tylko powiedz mi swój adres.

Poczekaj chwileczkę. Tatuś. Przepraszam.

Kama! Kama!

Chodź szybko.

- Wsiadaj szybko, nie ma czasu. - Tatusiu...

Wsiadaj, nie ma czasu.

No, kochani, takiej kaczki nigdy w życiu nie jedliście.

Do sosu użyłam 47 przypraw.

Mmm... 47.

Dużo było ludzi?

Daruś!

- Dużo ludzi było na tym ślubie? - Dużo.

Podajcie talerze.

- Nóżka! - Noga czy pierś?

- Wszystko jedno. - Dostaniesz pierś.

Białe mięso jest bardzo zdrowe. Proszę bardzo.

Mmm... Joasiu, malinka!

No! Wreszcie ktoś mi coś miłego powiedział.

- Nie smakuje ci? - Smakuje.

- Jadłeś coś na mieście? - Nie.

Przepraszam bardzo.

- Co mu jest? - Nie mam pojęcia.

On jakiś nieswój wrócił z tego ślubu.

Może mógł się zarazić... Panuje wirusowe zapalenie opon!

Nie mów takich rzeczy.

Rozumiesz coś z tego?

- To przyszło nagle, - jak pierwszy śnieg.

Było tak świeże jak zieleń drzew.

Nagle odkryłeś nieznany świat.

Wszedłeś na palcach w kwitnący sad...

- No i co? - Nic. Gra.

Witek, to poważna sprawa.

Powinieneś zadzwonić do Disnera. Niech go obejrzy.

- Tu sam Disner nie pomoże. - Co?

- On jest zakochany. - Disner?

- Darek. - Co ty opowiadasz?

- Nie ma, nie ma, - nie ma już nic.

Ja w jego wieku miałem takie same objawy.

Nie chciałem nic jeść, nic pić,

tylko całymi dniami grałem na akordeonie.

Matko.

Jezus Maria.

Słuchaj, Dareczku, może jednak byś coś zjadł?

Nie, dziękuję.

Witek! Witek, on się myje!

Ty wiesz, Witek, że on jest w łazience?

- Bierze prysznic! - Typowe objawy.

- Nie mamy na to wpływu. - Jak to nie mamy wpływu?

Prosiłam cię tyle razy, żebyś przed snem nie palił.

Wiesz, ile ty palisz? Będziesz miał raka płuc!

- Mam już tego wszystkiego dosyć. - Czego?

Tego marokańskiego kontraktu.

Od miesiąca czekamy na przedstawiciela ich firmy.

Nie wiem, czy wyjedziemy.

Ty chcesz remontować mieszkanie. A czy to warto?

Jak w ciągu tygodnia nie przyjadą, ja się wycofuję z tej historii.

Po co ty się tak denerwujesz? Wszystko się ułoży, naprawdę.

Straciłem ją na zawsze, i to tak głupio.

Kama, Kama...

Chciałbyś ją odnaleźć?

Tak.

Słuchaj, Dariuszu, chcę być z tobą zupełnie szczery.

Jeżeli jutro zmienisz życzenie i powiesz, że chcesz oszukać Kamę,

nie będę miał do ciebie żalu.

Człowiek musi iść za głosem serca. Rozumiesz?

Tak, Rademenesie, rozumiem.

Śpij już.

Życzę ci dobrej nocy.

Darek! Darek!

Darek!

Darek! Darek!

Darek!

Darek!

Dareczku, jak ty się czujesz? Może lepiej, byś został w domu, co?

Nie, pójdę do szkoły.

Tak? W takim razie ojciec cię odwiezie.

- Dobrze? - Dobrze.

Darek, brzuch cię boli?

Stary, co ci jest?

- Uwaga! Cebula idzie! - Co jest? Przecież miała być matma.

Bardzo to pięknie z waszej strony. Siadajcie.

Pięknie.

Ale matematyki dzisiaj nie będzie ani języka polskiego,

ponieważ nasi nowożeńcy dostali niewielki urlop okolicznościowy.

Pewnie szukają mieszkania.

Będzie geografia, a po 3 godzinach wcześniej pójdziecie do domu.

Dyżurni, proszę do mnie.

Z pokoju nauczycielskiego przyniesiecie mapę hipsometryczną.

Będę pytał.

To mi coś przypomina.

Liczyrzepa.

Otóż dawno, dawno temu

u stóp Gór Stołowych żyła sobie pewna piękna, młoda dziewczyna

o dźwięcznym imieniu Dorota.

Całymi dniami przędła na kołowrotku...

Jeżeli jej nie znajdę,

będę musiał zrobić krzywdę mojemu przyjacielowi.

- To jest sprawa życia i śmierci. - Życia i śmierci?

Chłopie, w coś ty się wplątał?

...a kiedy ujrzał dziewczynę,

pokochał ją od pierwszego wejrzenia i postanowił pojąć ją za żonę.

Ale dziedzic nie chciał zgodzić się na zamęście pięknej Doroty.

Konkurentów było wielu.

Postanowił więc dziedzic, że piękną Dorotę za żoną pojmie ten,

kto odnajdzie i przyniesie

największy samorodek złota z gór.

Wiem tylko, że się jedzie do niej 25 minut.

Skarbów gór strzegł groźny...

Liczyrzepa!

Wiele dni wędrowali młodzieńcy...

To chyba niedaleko.

Coś ty! Jedziemy dopiero 10 minut.

Niemożliwe.

Trzeba się spytać. Chodź.

Przepraszam pana, która jest godzina?

- 11.30 - Dziękuję.

Na pewno panu dobrze chodzi?

11.30, czyli jeszcze 15 minut.

Proszę pana, która godzina?

- 11.37. - 11.37...

17... Jeszcze zostało osiem minut.

- To chyba już. - 300. Dopiero minęło pięć minut.

Żartujesz.

Chodź, spytamy się.

11.42.

Chłopcy, czy rodzice nie mogą wam kupić zegarków?

Słuchaj, 11.42...

- To teraz wysiadamy. - Tak, teraz.

Podkowa Leśna Zachodnia.

- Byłeś tu kiedyś? - W życiu.

Trzeba by się kogoś zapytać.

Proszę pana...

O, nie, nie!

To przyszło nagle, jak pierwszy śnieg.

Było tak świeże

jak zieleń drzew.

Nagle odkryłeś nieznany świat.

Wszedłeś na palcach w kwitnący sad.

Wiatr śpiewa w skrzydłach, u ramion twych.

Jest tylko jedno,

poza tym nie ma już nic.

Nie ma, nie ma, nie ma już nic.

Nie ma, nie ma, nie ma już nic.

Nie ma, nie ma, nie ma już nic.

Lecz gdy już byłeś u nieba bram,

spadłeś na ziemię, zostałeś sam.

Skąd tutaj tyle tych czarnych chmur?

Skąd ucisk w gardle i w sercu ból?

Wszystko przepadło, usiąść i wyć.

Jest tylko jedno, poza tym nie ma już nic...

Ona mówiła, że jej stary stawia fabryki za granicą.

- Kto? - Kama.

- I co z tego? - Ludzie powinni znać swoich sąsiadów.

- Jacek! - Co?

Kama! Jacek, znaleźliśmy ją!

To nie ona. Kama miała inne włosy.

Obcięła. Fotograf musi mieć jej adres.

"Zamknięte do końca czerwca z powodu urlopu".

Chłopaki!

Elka!

- Cześć. - Skąd żeście tu spadli?

- A ty skąd tu się wzięłaś? - Jestem u ciotki. A wy?

- Powiedzieć? - No.

- Szukamy jednej znajomej. - Jak się nazywa?

Kama.

- A jak dalej? - Kama. Jest twojego wzrostu.

Nie ma, nie ma,

nie ma już nic.

Nie martw się, Dariuszu. Przecież nie wszystko stracone.

Powiedz tylko słowo, a pomogę ci ją odnaleźć.

Jesteś wspaniały, Rademenesie.

Jakie jest twoje siódme życzenie, Dariuszu?

Zdecydowałeś już?

Tak. Chcę, żebyś się znowu stał człowiekiem.

Czy jesteś pewien, że tego właśnie chcesz?

Prawie cztery tysiące lat czekałem na tę chwilę.

Czekałem, aż ktoś poświęci dla mnie jedno ze swych życzeń.

Ale nikt nie potrafił przestać myśleć o sobie.

Dopiero ty.

Jesteś najszlachetniejszym z ludzi.

Dziękuję.

Hathor. Hathor. Hathor.

Rademenes!

Rademenes.

Dareczku, co się stało? Powiedz mamuśce.

Mama, jestem taki samotny.

Cii...

Telefon. Przepraszam cię.

No! Wreszcie przylecieli, cudownie.

Jak to? Tylko jeden?

Chyba oszalałeś! Za godzinę?!

Przecież ja niczego nie mam w domu! Nie podam im byle czego!

Nie martw się, coś przygotujemy. Pa, na razie. Hej!

Jezus Maria, co ja im podam? Ziemniaki? Zaraz zobaczymy.

Dareczku! Dareczku, chodź mi pomóż.

"Kuchnia polska"...

O! "Potrawy z różnych stron świata". Bardzo dobrze!

Jeszcze? Dareczku, uspokój się.

Będziemy mieć gościa na kolacji. Pomożesz mi?

Nalej gorącej wody. Rozmrozimy mięso. Szybciutko.

I szukamy. Knedliki... Nie, to słowackie. Bez sensu.

Ciorba... E!

Tadżin ahmar.

Ale nazwa, co? Potrawa z baraniny.

Nie mamy baraniny, ale mamy wołowinę.

Suszone śliwki, czosnek... Wszystko jest! Świetnie. Rozmrażamy.

Wołowina, rodzynki...

Są rodzynki. Proszę bardzo.

Czosnek... Chyba dużo tego czosnku. No, trzy. Bardzo dobrze.

Ryż...

Ryż... Co jest z ryżem? Był pełny pojemnik.

Nie wiesz, co się z tym stało?

- To ja go wziąłem. - Po co?

Do posypania Wrony i Luby, na szczęście.

Bardzo dobrze. Nic się nie martw, jakoś sobie poradzimy.

Dareczku, uprzątnij stół, nakryj serwetki, sztućce, talerze.

Potem umyj się i zmień koszulę, żebyś był podobny do ludzi.

Kici, kici... Kiciuś!

Kici, kici... Kiciuś!

Rademenes, mam coś pysznego dla ciebie.

Nie wiesz, gdzie on jest?

Nie wiem.

- Weź go! - Tam jest!

- No, dawaj go! - Trzymam go! Już!

Chłopaki, szybko!

Gdzie? Gdzie?!

- Dokąd to? - O rany! Ale kanapa!

Proszę.

- Dzień dobry, panie inżynierze. - Dzień dobry, panie Rosolak.

A wy gdzie? Jazda stąd! Kota gonić, już!

Proszę bardzo. Proszę.

Joanno, jesteśmy.

Proszę bardzo.

Moja żona. Pan inżynier Senemedar z Maroka.

- How do you do? - Dzień dobry pani.

Pan inżynier mówi znakomicie po polsku.

Zauważyłam. Na pewno pan u nas studiował.

Nie, ale przebywałem tutaj dość długo.

Daruś, przywitaj się z panem inżynierem.

Dzień dobry.

Witaj, Dariuszu.

- Bardzo przepraszam za to najście. - Ależ nie szkodzi.

Bardzo mi zależało na tym,

żeby zobaczyć dom mojego przyszłego współpracownika.

Jak się panu u nas podoba?

Czuję się tak, jakbym mieszkał tu przynajmniej od siedmiu tygodni.

Przepraszam, idę do kuchni. Wituś, zajmij się gościem.

Może napijemy się czegoś przed jedzeniem?

Proszę bardzo. Mam polską wódkę, koniak, whisky, gin...

Nie, dziękuję. Nie piję alkoholu.

- Aha. Względy religijne? - Nie.

To może pan się napije coca-coli albo wody sodowej?

A czy można by dostać szklankę mleka?

Nie wiem, czy jest w domu.

- Jest, jest, tata. Zaraz przyniosę. - Świetnie.

Panie inżynierze, a jaka jest sytuacja z mieszkaniem?

Czy to jest daleko od zakładu pracy?

- Co ty robisz? - On chciał mleko.

- Kto? - Pan Senemedar.

Czyś ty oszalał? W misce kota? Bierz szklankę.

Przestań! Co ty robisz? Weź drugą.

Z butelki.

Weź jeszcze tę sałatę. Ja się z tym nie wyrobię.

- Proszę. - Dziękuję.

Pan będzie uprzejmy, proszę bardzo.

- Jak ładnie pachnie. Co to jest? - Tadżin ahmar w polskiej wersji.

Zamiast baraniny - wołowina, zamiast ryżu - pyzy śląskie.

Niepotrzebnie sprawiłem pani kłopot.

Niespodziewany gość i niespodziewana choroba

to dwa największe nieszczęścia.

Ale cóż to za kłopot? Proszę jeść. Pan jest po podróży.

- Pyzy mrożone? - Tak.

Nie smakuje panu?

Może pan ma ochotę na coś innego? Proszę, sałata.

Jeżeli pani tak uprzejma. Najchętniej jadam ryby.

Mam filety z morszczuka. Usmażyć?

To zbyteczne, mogą być surowe.

Surowe rybki? Myślę, że mogą zaszkodzić.

Moim zdaniem smażona ryba traci cały swój aromat i smak.

Co kraj, to obyczaj. W końcu my też jadamy tatara.

No właśnie.

Pańskie zdrowie, inżynierze.

Cieszę się, że będziemy razem pracować.

Mam tremę. To mój pierwszy taki wyjazd.

- Nie wiem, czy dam sobie radę. - Niech pan będzie o to spokojny.

W razie czego zawsze będę mógł panu pomóc.

Dareczku, podaj panu.

- Jest bardzo zimna, prosto z lodówki. - Nic nie szkodzi.

- No i jak? - Pyszne.

Cieszę się, że panu smakuje.

Może jeszcze?

Jeżeli pani to nie sprawi kłopotu, to bardzo chętnie.

Mam koci apetyt.

To znaczy wilczy.

Bardzo proszę. Zaraz przyniosę.

Muszę przyznać, że już straciłem nadzieję na pański przyjazd.

Od siedmiu tygodni siedzę jak na szpilkach...

Przepraszam.

Jeszcze nie utraciłem czarodziejskiej mocy.

Chodźmy.

No? Jak ci się podobam w nowym wcieleniu?

Wie pan, myślałem, że...

Możesz mówić do mnie Rademenes, tylko nie przy rodzicach.

Rademenes, wiesz, myślałem, że pęknę ze śmiechu,

jak poprosiłeś moją mamę o surową rybę.

Z biegiem czasu pozbędę się tych kocich upodobań.

Dariuszu, żebyś wiedział, jak bardzo się cieszę.

Nigdy nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiłeś.

Normalnie rozmawiałem

i nagle jakaś siła kazała mi wyjść z pokoju.

- Co ty pleciesz? Zwariowałeś? - Widziałaś, jak się Darek zachowuje?

- Właśnie. Idź do nich, szybko. - Zaraz, zaraz.

Zaraz.

Ja nie mogę.

Trzeba wierzyć do końca. Nie tracić nadziei.

Nasze marzenia spełniają się, jeżeli naprawdę chcemy,

jeżeli nie wątpimy, że tak się stanie.

Nie wolno wątpić.

Rademenes, więc może jednak jeszcze spotkam Kamę.

Nie znam człowieka.

- Dzień dobry. - Dzień dobry.

- Czy państwo Tarkowscy? - Tak.

Nazywam się Piotr Geisler. Zostałem do państwa zaproszony.

- Tak? Wituś, zaprosiłeś...? - Trudno do państwa trafić.

- Winda nieczynna? - Nie, winda działa, tylko...

Zaprosiłem inżyniera Geislera do państwa.

On również jedzie z nami do Maroka.

- Szukałeś mnie w Podkowie Leśnej? - Tak.

- Tam znalazłem tylko twoje zdjęcie. - Fotografowałam się tam kiedyś.

Nie rozumiem, jak mogłeś mnie tam znaleźć.

Wtedy nie zdążyłam ci powiedzieć, gdzie mieszkam.

Ważne, że wszystko dobrze się skończyło.

A gdzie kot? Mówiłeś, że masz czarnego kota.

- Dzisiaj zamienił się w człowieka. - W kogo?

W tego inżyniera z Maroka.

- Możesz mi to udowodnić? - Tak.

- Przeczytaj. - Rademenes.

Rademenes. No i co z tego?

- Tak nazywał się mój kot. - Bujasz.

- Naprawdę. Zapytaj tego pana. - Darek, zejdź na dół i poszukaj kota.

- Mama, to nie ma żadnego sensu. - Co ty wygadujesz?

- Proszę iść po kota. - Chodź.

Tatusiu, mogę iść z Darkiem poszukać kota?

Dobrze, możesz.

Skorzystam z okazji i pójdę do samochodu.

Chciałbym coś panom pokazać.

- Dareczku, zapytaj pana Rosolaka. - O kota?

Czy pan naprawdę był kotem?

- Tak. Przez prawie pięć tysięcy lat. - O rany! Jak długo!

I mnie tak też się wydaje.

Ja jej wszystko powiedziałem. Nie gniewasz się, Rademenesie?

Nic nie szkodzi. Tajemnica cię nie obowiązuje.

Ale lepiej nie opowiadaj tego dorosłym.

Bo i tak nie uwierzą.

Wspaniały wózek.

Cieszę się, że się panu podoba.

To jest automatic?

Nie.

- Kiciuś... - Kiciuś, kiciula, maleństwo...

- Dariuszu, weź go do domu. - Kochany...

Mama przestanie się martwić.

- No widzisz? Kłopot masz już z głowy. - A skąd!

Przecież ty, Senemedarze, byłeś cały czarny.

- Rzeczywiście, zupełnie zapomniałem. - I co teraz zrobimy?

Spróbuję ostatni raz.

Hathor.

Hathor.

Hathor.

Udało się.

Czarny!

Jest zupełnie taki sam jak ty.

Taki sam.

A co to właściwie znaczy "Hathor"?

Tak nazywała się egipska bogini miłości.

Siedem życzeń spełni się,

jak w tygodniu siedem dni.

Pomyśl dobrze, czego chcesz,

zanim powiesz...

Siedem życzeń, życzeń twych,

jak mądrości siedem bram.

Czy potrafisz przez nie przejść,

będąc sobą?

Siedem życzeń! Siedem życzeń!

Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!

Siedem życzeń jak we śnie

albo w bajce, którą znasz.

Los ci dał wielką moc,

czarodziejską.

Siedem życzeń! Siedem życzeń!

Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!

www.tvp.pl/dostepnosc

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.