Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Kochani, taką jajecznicę jadłem tylko dwa razy w życiu.
Macie szczęście, że mam wolny dzień.
- Zobaczycie, palce lizać! - Ten boczek się nie przypala?
Nie, nie. On musi być dobrze przysmażony.
- Joasiu, gdzie jest kminek? - Kminek?
Kminek do jajecznicy?
Na tym polega jedna z tajemnic tego przepisu.
Tajemnica przepisu.
Najlepszymi kucharzami są mężczyźni.
- Gdzie są jajka? - Jak to gdzie? Jak zwykle, w lodówce.
Tata, a co będzie z moim biletem, jak ty masz wolne?
- Z jakim biletem? - Do cyrku.
Zleciłem Tatarczykowi, żeby odebrał z działu socjalnego.
- Co to za cyrk? - Jutro jest ostatnie przedstawienie.
- Cyrk "Salto"? - Nie, "Arlekin".
- Coś tu śmierdzi. - Co śmierdzi? Co śmierdzi?!
Wituś, wiesz, że wbiłeś zepsute jajko?
To niemożliwe.
Tego się nie da uratować.
Cholera! To wszystko przez was. Zagadujecie, głowę zawracacie...
- Nie będzie dzisiaj śniadania! - To nie! Idę do budy.
- Nie trzaskaj drzwiami! - Ten smród nas zniszczy.
Otwórz u Darka.
Jezu...
Joanno!
On poszedł na wagary.
- Ja mu dam cyrk! - Jezus...
Halo. Z inżynierem Tatarczykiem proszę.
Leon? Cześć, to ja. Odebrałeś te bilety do cyrku?
No. Nie, nie, ja nie mogę.
Nie wiem. Marioli daj. No. Cześć.
Marioli daj!
Cześć. Wykułeś się?
Ryłem do północy, ale na to nie ma co liczyć.
Chodź, coś ci pokażę. Zobaczysz.
- No co jest?! - Chodź, zobaczysz.
- Widzisz? - Co to jest?
Ten pierścień, o którym ci mówiłem.
Ten, który uratował twojego ojca w czasie wojny?
- No. - Świetny, piękny.
Myślisz, że cię przed Wroną uratuje?
No. Jak przekręcę tak na palcu, zobaczysz, co się będzie działo.
- Co wy tu robicie? - Nic, już wychodzimy.
- Panie kolego. - Słucham, panie dyrektorze.
Czy pańska klasa idzie na wycieczkę do tych zakładów?
Nie. Profesor Szukalskiej. VI "B".
Miałbym dla pana pewną propozycję.
Słodką propozycję.
Czy wszyscy są obecni?
- Nie ma Wieloryba... - Karpiński!
Prosiłam, żebyście tak nie przezywali Ankwiczówny.
Jeżeli nie przyjdzie, nie pójdziemy na wycieczkę.
- Pani profesor, Wieloryb wczoraj... - Karpiński! Siadaj.
Nie to nie.
Musimy poczekać na Ankwiczównę.
Nie będziemy się nudzili,
ponieważ Jacek Retman powtórzył na dziś cały materiał.
I na pewno interesująco nam go zreferuje.
Prawda, Jacku? Proszę, podejdź do tablicy.
Więc, koleżanko...
Ta wycieczka do Wedla...
Słucham, panie dyrektorze.
Następną lekcję pani klasa ma wolną.
Kolega Pendzej zachorował...
Potem powinien być polski, a na koniec geografia.
- Jadę z wami. - To świetnie.
- Kolegę Lubę też namówiłem. - Tak?
- Retman, czego ty chcesz? - Ja miałem być pytany.
- Jutro. Prawda, koleżanko? - Oczywiście. Siadaj na miejsce.
- Musimy zaczekać na Ankwiczównę. - Nie będziemy czekać na maruderów.
Karpiński, co tam znowu?
Ankwiczówna czeka w fabryce. Z tatą.
Chciałem powiedzieć wcześniej,
ale pani profesor powiedziała, żebym...
Wieloryb... to znaczy Ankwiczówna...
- Zapomniałam, że taka była umowa. - Nieważne. Jedźmy. Zbiórka!
Klasa! Wysiadamy! Uwaga, wysiadamy!
Maruderzy! Maruderzy!
Panie kolego, niech pan tu... Idziemy, idziemy!
- Był tu chyba ze sto razy. - Cicho.
Nie pchać się tam!
Z pokolenia na pokolenie
przekazywane są nam różne receptury
ciast i wypieków.
Chodźcie, chodźcie.
Prosimy, dyrektorze. Idziemy dalej.
Kochane dzieci, panie dyrektorze,
znajdujemy się na wydziale produkcji figurek czekoladowych.
Panie wyrabiają słynne baryłki likworowe
w czterech różnych znakomitych smakach.
- Czy wycieczka szkolna już tu jest? - Tak, weszli niedawno.
Ja się spóźniłem. Jestem nauczycielem robót ręcznych.
- Pańskie nazwisko? - Magister Głodowy.
Niech pan wejdzie, panie magistrze.
Teraz powinni być na dziale figurek czekoladowych.
Na pierwszym piętrze przez podwórko.
- Dziękuję. - Chwileczkę. Jeszcze fartuch.
Proszę bardzo!
- Boluś, ja już nie mogę. - Proszę, proszę.
Przepraszam, ja do tych mlecznych w fioletowym opakowaniu.
Proszę bardzo. Proszę!
- Prawda, że smaczne? - Pyszne. A pan nie je?
Mam to na co dzień.
Kiedyś też jadłem. Dużo.
Teraz już nawet herbaty nie słodzę.
A teraz proszę o ciszę.
Zapraszam wszystkich obok, do działu eksperymentalnego.
Proszę.
Przedstawiam wam naszego głównego technologa:
inżyniera Wyrębę.
Niech pan, inżynierze, coś powie młodzieży.
No cóż.
Konsument...
Współczesny konsument ma prawo domagać się od nas
nie tylko najwyższej jakości smakowej,
ale również interesującej formy.
Bo są w cukiernictwie obszary nieodkryte,
wymagające penetracji, poszukiwań.
Oto jest schemat naszego zakładu pracy.
Tu jest ciąg produkcyjny herbatników,
tutaj - pierników,
to są baryłeczki z likworem, to delicje.
- A my jesteśmy tutaj. - Retman! Tarkowski!
To jest nasz dział,
który zajmuje się produkcją prototypową.
Teraz zajmujemy się produkcją krótkiej serii
dla Egiptu i krajów arabskich
o nazwie "Złoty skarabeusz".
Interesujące opakowanie w formie piramidy,
a w środku, zgodnie z nazwą,
czekoladki o interesującej formie... czego?
Złotego skarabeusza.
Prawda, jakie ładne?
A teraz proszę obejrzeć nasz dział,
gdzie to się wszystko zaczyna.
- No, idziemy. - Proszę bardzo.
Sercem naszego działu jest węzeł technologiczny,
którędy masa marcepanowa, która stanowi korpus naszego wyrobu,
wędruje do automatów formujących.
A teraz uważajcie, co się będzie działo.
Co z tym ciastem się dalej dzieje?
Idzie po pochylni w dół.
Potem idzie na taśmę, gdzie jest walcowane.
- Przepraszam! - Nie widział pan dzieci?
- Na górze są. - Na górze?
Iluzjonista robi takie numery, że mózg staje.
- A masz bilety? - Tata ma załatwić w fabryce.
- Jeden? - Nie, dwa. Idziemy z tatą.
Szybciej trochę. Co się tak wleczecie?
No i co, maruder?
Koleżanko, proszę przeliczyć klasę, czy nikogo nie brak.
Ustawcie się.
Uspokój się, Magda.
- Kolego, klasę można zwolnić. - Dobrze.
- Wracaj na swoje miejsce. - Rany boskie!
- Co się stało? - Jezu! Musiałem zgubić pierścień!
Mój zegarek...
Ukradli mi zegarek!
Ja wam, cholera, pokażę!
Jeszcze niech jeden tutaj przyjdzie!
- Dzień dobry, panie Rosolak. - Dzień dobry.
Ty też należysz do tej paczki cichociemnych?
Skąd!
Już trzeci zamek wyłamali.
Klub sobie robią z piwnicy.
A potem lokatorzy mają pretensje,
że im giną marmolady, kompoty, kartofle.
No, idź! Co się patrzysz?
- A pan gdzie z tym? - Do piwnicy.
Nie biorę za to odpowiedzialności. Aż zamek naprawią.
- A kiedy naprawią? - Jak się lokatorzy złożą.
- Zabieraj pan tę sowę. - To jest ibis.
Może być ibis. A jak go panu ukradną?
Zostawię go tam na swoją odpowiedzialność.
Na swoją odpowiedzialność pan może wypisać się ze szpitala.
Do widzenia.
Kultura... Sowa...
Dziękuję, synku.
Na lotnisku patrzą już na mnie podejrzliwie.
Nic nie wyjdzie z tego marokańskiego kontraktu.
No! Nareszcie Darek.
Ja otworzę.
- Cześć, tata. - Gdzie byłeś?
- W szkole. - Teczki przecież nie wziąłeś.
- Byłem na wycieczce u Wedla. - A to co?
- Ibis. - Od Wedla, tak?
- Nie, tata. Od sąsiada z góry. - Oj, coś kręcisz, kochany.
Jeśli nie wierzysz, to spytaj Jacka.
- Chłopaki, chodźcie na obiad. - Ja nie będę jadł.
Jak to nie będziesz jadł?
Brzuch mnie boli. Najadłem się czekoladek.
Cebula cały czas namawiał nas do degustacji.
Ciekawe, po co ja cały dzień sterczę przy tych garach.
Prosiłam cię, nie pal przy jedzeniu. Nabawisz się wrzodów.
Usiądź spokojnie i jedz.
Witek, on na pewno był w tej fabryce.
Wiem, ale byłem pewien, że był na wagarach.
Witek, tego tak nie można zostawić. Darek ci nigdy tego nie zapomni.
Takie z pozoru błahe incydenty
powodują jakieś koszmarne skrzywienia osobowości,
stresy, zahamowania, nie wiadomo co.
Opowiadała mi Nina,
że siostrzeniec cioci Niusi z Kłodzka
wylądował u psychiatry,
bo mu nie dali obiecanego roweru.
- Tak może być z naszym. - Dobrze, coś tam wymyślę.
- Co ty robisz? - Ibis jest świętym ptakiem.
Gdybym nie złożył przed nim należnych pokłonów,
naraziłbym się na karę.
- To jest wypchany ptak. - Mimo to zachował swą boskość.
Powinieneś również oddać mu cześć.
O! Gimnastykujesz się?
- Mhm. - Świetnie. Bardzo dobrze.
Co tam u ciebie? Jak w szkole?
- Jak było na wycieczce? - Cebuli zegarek ukradli.
Co ty powiesz? Tę jego sławną cebulę?
O.
Lepszy jestem.
Słuchaj, mam dla ciebie niedobre wiadomości.
- Tatarczyk zawalił sprawę biletu. - Jak to zawalił?
- No wiesz, jaki on jest. - Czy ty w ogóle do niego dzwoniłeś?
Telefonowałem do niego, żeby mu o tym przypomnieć.
- Telefonowałeś... - Słowo daję! Zapytaj mamę.
Ach! Dycha!
Nie przejmuj się, stary. Tak to nieraz w życiu bywa.
Darek...
- A może chcesz rower? - Rower?
No. Pomyślimy o tym.
Dobranoc.
- Ja już widzę ten rower. - Ja też.
Rademenes, jutro jest środa.
Miałbym prośbę, żebyś mi załatwił wejście do cyrku.
- Jeśli to jest twoje życzenie... - Tak.
- Dobranoc. - Dobranoc, Dariuszu.
Raz, dwa... Raz...
Głęboko oddychamy.
Głęboko!
Dość!
Teraz biegniemy. Raz, dwa, raz, dwa...
Biegniemy!
Wysoko kolana! Wysoko kolana!
Raz, dwa! Raz, dwa! Raz, dwa! Wyżej kolana! Wyżej kolana!
Raz, dwa! Raz, dwa! Raz, dwa! Raz, dwa! Raz, dwa! Raz, dwa!
- Pan do mnie? - To pan jest poszkodowany?
- Tak. - Szukałem pana w gabinecie.
Prowadzę zastępczą lekcję. Raz, dwa! Raz, dwa!
- Wysoko kolana. Raz, dwa! - Niech pan tu rzuci okiem.
Wczoraj na bazarze to skonfiskowaliśmy.
Nie, nie. Ja miałem taki srebrny repetier, z dewizką.
- Z czym? - Z łańcuszkiem. Złotym.
- Aha, taka stara cebula? - Można to i tak określić.
- Raz, dwa! Raz, dwa! - Do widzenia. Zrobimy, co się da.
Uwaga! Idzie!
Czy coś się stało?
Byliśmy wczoraj na wycieczce w fabryce czekolady.
- A pana z nami nie było. - Wiem. No i co?
To jest taki mały upominek od nas.
Aha.
- I chcecie, żebym was nie pytał? - Nie!
- Naprawdę? - Tam w środku są skarabeusze.
- Dziwne. - To jest produkcja eksperymentalna.
I całe szczęście.
Siadajcie.
Kowalska Agnieszka.
Nie będę dziś pytał.
Poczęstuj klasę.
Słuchajcie, dzisiaj opowiem wam
o wierzeniach starożytnych Egipcjan.
Smaczne.
A w przyszłym tygodniu zabieram was na wycieczkę.
Pójdziemy do Muzeum Narodowego,
w którym znajduje się bardzo interesujący dział egipski...
- Może nie zauważy? - Zdejmuje go tylko na czas delegacji.
Badania egiptologiczne...
Ja bym poszedł na milicję. To jakaś ciemna sprawa.
- Przecież Cebuli też zginął zegarek. - E tam, zegarek.
Otwarte!
- Cześć. - Cześć!
- Co jest? - Wyrzucę śmieci.
- Masz? - Wsiadaj. Wszystko w porządku.
Całe szczęście, że ktoś rozwalił drzwi od piwnicy.
- A co będzie z forsą? - Pensję dostanę dopiero jutro.
- Mówiłeś, że masz coś w śwince. - Około stówy.
- Nawet na bilet do Leska nie starczy. - Pojedź autostopem.
- Stop dopiero za miesiąc się zaczyna. - Kierowcy zawsze podwożą dzieci.
- Dowiozą cię w Bieszczady. - Głupie masz pomysły.
Chodź!
Chodź!
- Długo będziesz tam pracował? - Nie wiem. Ten pierścień był drogi.
Słyszałem w telewizji, że drwalom dobrze płacą.
W telewizji jak coś powiedzą, to...
- Na tym wyrku będziesz spał. - Ale tu brudno.
Zaraz się posprząta.
- Bierz. - Podaj.
Dobra, stoi.
Poczekaj, ja przejdę na drugą stronę.
Trochę tutaj jest kurzu, ale nie przejmuj się.
- Zaraz ci koc przyniosę. - Dobra tam.
Coś do żarcia przyniosę. I musisz wytrzymać bez światła.
A nie! Świeczkę ci przyniosę. I cicho bądź.
- Zamknę cię, żeby nikt nie wszedł. - Dobra.
Ja zgaszę światło.
Przestań tak chodzić. Rozpraszasz mnie.
- Czym ty się wiecznie denerwujesz? - Nie, nic, nic...
Głodny jesteś? Niedawno obiad był.
- Troszeczkę. - Jedz. Tam jest kiełbasa.
- Mogę? Mama mówiła, że to na bigos. - Nie szkodzi. Bierz.
Słuchaj, Darek, przykro mi z powodu tego biletu.
Głupio wyszło.
Zrobiłem Tatarczykowi karczemną awanturę.
- Ale wiesz... - Nie przejmuj się.
Załatwiłem sobie wejściówkę.
Tak?
Aha. No dobrze.
A jakim cudem?
Pewien znajomy mi ją załatwił.
No. Fajnie.
Za chwilę idziemy.
Halo. Dzień dobry.
Nie ma Jacka u nas.
Zaraz poproszę.
Darek! Pan Retman chce z tobą porozmawiać.
Halo. Dzień dobry.
Był w szkole, tak.
Nie. Gdzieś poszedł. Nie, nie pamiętam.
Dobrze.
Dobrze. Dobrze.
Do widzenia.
Co się stało?
Jacek gdzieś poszedł. Pan Retman się denerwuje.
- Chciał dzwonić na milicję. - To chyba przesada.
No co? Idziemy?
Wiesz, Rademenes?
- Czy mogę zmienić życzenie? - Tak, możesz.
Jeszcze nie wypowiedziałem zaklęcia.
No wiesz, jest taka sprawa, że Jackowi ukradli pierścień.
Nie wiem, może zginął.
Cebuli też zginął zegarek.
Będzie z tego wielka afera.
Jacek chce z domu uciec.
Zaraz, zaraz. Powoli. O co ci chodzi?
Chciałbym, żeby ten pierścień zaraz się znalazł.
- To jest twoje życzenie? - Tak.
A co z cyrkiem?
Nieważne. Jacek jest moim najlepszym kolegą.
To nie będzie takie proste.
No... Spróbujemy. Puść mnie.
Hathor. Hathor. Hathor.
No i co? Gdzie on jest?
Według mnie musi być gdzieś tutaj.
- Ja go nie mam. - Dobrze poszukaj.
Ja wyraźnie czuję jego obecność. Czy mógłbyś opisać ten pierścień?
Taki duży, złoty, z bardzo błyszczącym kamieniem.
Wyraźnie czuję, że jest tutaj.
Nie, nie mam go.
- Jacek, jak ten pierścień wyglądał? - Przecież widziałeś.
- Masz coś do jedzenia? - Sprawdź w kieszeniach.
Co ty, głupi jesteś? Szukałem. Masz coś do żarcia?
Nie zdążyłem przygotować. Masz czekoladkę.
- Aha! Dzwonił twój stary. - I co?
- Chciał iść na komendę. - Nie mów!
- Naprawdę. - Kurczę. Chyba będzie z tego afera.
- Straszne, no. - Ty! Hurra! Jest pierścień!
Dzień dobry. Która jest godzina?
Nie wiem. Nie mam zegarka.
Ja mam. Może pan kupi? Proszę zobaczyć.
Wspaniały zegareczek. Sreberko... Widzi pan? Niech pan spojrzy.
A ile by to kosztuje?
Wie pan... Gdyby mi nie ukradli pieniędzy...
A ile pan da?
Ja wiem... Taki stary zegarek...
Trzy tysiące.
Dobra. Zrobię to dla pana. Pański.
- Co on powiedział? - Ochrzanił mnie i kazał wracać.
Wiesz, co by się stało, gdyby on zadzwonił na milicję?
Halo!
- Panie! Daję pięć tysięcy. - Rozmyśliłem się. Nie sprzedaję!
Nie sprzedaję, panie kochany!
- Milicja! Milicja! - Przepraszam.
Cicho. Jest w domu.
- Zostaw. - Przecież pozna, że byłeś w piwnicy.
- Nic się nie bój. - Pierścień.
Chyba ogląda telewizję.
Chyba nic nie wie.
Chodź, wiem, jak go stamtąd wyciągnąć.
Stary, na niego to nie ma sposobu. Tylko to nas może uratować.
Słuchaj, gdzie jest ta skrytka?
Chodź.
To jest ten sekretarzyk.
- To z kluczem, tak? - Tak.
Przekręcisz klucz w prawo i wyciągniesz.
U góry będą cztery przegródki.
- Ale do czego te przegródki? - Tam różne rzeczy będą leżały.
Wyciągniesz tę czarną przegródkę, tak jak szufladę.
Tam będzie taka wnęka. Na środku położysz pierścień.
Później wsadzisz te przegródki i zamkniesz to.
- Rozumiesz? - Tak.
Zaczyna się.
Filuj tutaj, a ja pójdę do przedpokoju.
Dobra.
Zapraszamy na pokaz hipnozy.
Pokaz ten poprowadzi
docent habilitowany Mirosław Holasa
z Instytutu Parapsychologii.
- No weź! Co jest? - Siedzi.
- Od telewizora nic go nie ruszy. - I co teraz zrobimy?
Co ty kombinujesz?
- Krótkie spięcie. To jedyna szansa. - Zwariowałeś? Może cię prąd kopnąć!
- Uważaj! Może cię zabić! Zostaw to! - Spokój! Co się tu dzieje?
- Nie, nic. - Nic, nic.
- Śmierdzi coś. - Tak. Woda się wygotowała.
Chodźcie ze mną.
To szalenie interesujący program. Musicie to obejrzeć.
Pani Leokadio, prosimy bardzo.
Proszę wygodnie usiąść, o tak,
i patrzeć mi nie w oczy, ale między oczy,
o tu, między oczy.
Będę teraz liczył do trzech.
Jeden...
Powieki stają się coraz cięższe.
Dwa, trzy...
Powieki zamykają się.
Myśli mącą się, plączą i pani zasypia.
A teraz proszę zwrócić uwagę na to,
co dzieje się z pani lewą dłonią.
Pani lewa dłoń staje się teraz coraz lżejsza.
I zaczyna unosić się w powietrze.
Płynie wolno, wolno w górę.
A teraz dłoń staje się coraz cięższa.
Wolno opada.
I znów ciało jest ciężkie, bezwładne,
oddech spokojny.
Przekona się pani teraz,
że w tym stanie można również poruszać się w przestrzeni.
Proszę spróbować na przykład wstać.
Z lewej strony dochodzi śpiew ptaków.
Proszę podejść do tych ptaków i posłuchać.
Najpiękniej...
- Teraz! - ...śpiewa rajski ptak.
Proszę usiąść.
Posłucha pani sobie spokojnie śpiewu ptaków.
O tak, właśnie, doskonale.
A teraz pani wstaje
i wraca na miejsce.
Bardzo proszę, bardzo proszę.
I znów jest pani
na swoim miejscu.
Za chwilę będę panią budził.
Będę liczył od trzech do jednego.
Trzy... Pani się budzi.
Ciało staje się lekkie i sprężyste.
Dwa... Myśli pracują sprawnie.
Jeden... Otwiera pani oczy.
I jest pani całkiem przebudzona.
- No i co? Jak było? - Tato!
Co pamięta pani z tego wszystkiego, co tu się działo?
Tato! Tatusiu, obudź się. Już się skończyło.
Tato! Tato, obudź się! Tatusiu!
- Co się stało? - Zasnął pan. Wyłączyłem telewizor.
- Niemożliwe. - Naprawdę, tatusiu.
Byłeś zahipnotyzowany.
- Zahipnotyzowany, powiadasz? - Tak, tak.
- E! Jakieś bzdury mówicie. - Naprawdę, proszę pana.
A po coście wyłączyli telewizor?
Chłopcy, chcecie iść do cyrku?
Pan Lewicki z dołu przyniósł te bilety.
Ciotka do nich przyjechała. A ja jestem zmęczony po delegacji.
Co?
Dawać, dawać naucz się, zanim zaczniesz brać.
Zacznij dawać to, co masz, póki jeszcze czas.
Nigdy dawać nie bój się, trzeba przemóc strach.
Będziesz lepszy, nie ten sam, gdy coś komuś dasz.
To takie proste jak dwa razy dwa.
Lecz mało kto umie dawać, dawać innym,
choć potrafi brać.
Lecz nie po to daje się, by coś w zamian wziąć.
Jeśli będziesz dawać tak, to popełnisz błąd.
Czasem także zdarza się, przypomnijmy tu,
że ktoś daje po to, by dziękowano mu.
To takie proste jak dwa razy dwa.
Lecz mało kto umie dawać,
dawać innym,
choć potrafi brać.
Patrz, Cebula.
Panie i panowie,
światowej sławy iluzjonistka Katrin i jej asystent Magiconi.
Ladies i gentlemen, miss Katrin pragnie państwu przedstawić
słynny, znakomity, fenomenalny numer z biżuterią.
Prosimy o wypożyczenie precjozów.
Proszę bardzo. Przepraszam.
Proszę państwa, proszę o precjoza.
Pozwoli pani, że skorzystam z tej pięknej bransoletki.
Pozwoli pani. Piękna! Proszę bardzo!
- A pana proszę o zegareczek. - Nie mam.
Jak to? A dewizeczka? Widać tutaj. Proszę bardzo. Jest!
Jeszcze coś tutaj widzę u pana w kieszeni.
Ach, proszę. Dziękuję bardzo.
Pozwoli pani? Jaki piękny pierścionek!
Dziękuję! Kto z państwa?
Serdecznie panu dziękuję. Bardzo ładne!
Kto z państwa jeszcze służy biżuterią?
Dziękuję pani pięknie. Co za piękny rubinek!
Kto z państwa jeszcze? O, proszę bardzo! Piękny zegarek.
Bardzo ładnie. Kto z państwa jeszcze? Tutaj...
Serdecznie państwu dziękuję za zaufanie.
Za chwilę te wszystkie przedmioty zdematerializują się.
Proszę bardzo, miss Katrin.
Panie, panowie! Proszę się nie obawiać.
Za chwilę te wszystkie przedmioty
wrócą dzięki mocy czarodziejskiej miss Katrin do właścicieli.
Uwaga! Hokus-pokus! Abrakadabra!
Brawo! Brawo!
Miss Katrin, brawo!
Mój zegarek!
Mój zegarek! Wczoraj mi go ukradziono!
Mój zegarek! Cud!
Dziękuję panu serdecznie!
Witold!
- Co się stało? - Proszę cię bardzo.
O, fasolka będzie? Świetnie.
Spójrz, do czego doprowadza twoje krętactwo.
- Co to jest? - Nasz syn chce uciec z domu.
Wszystko sobie już przygotował.
Świeca, kanapki, chleb, zapałki. Brakuje tylko papierosów.
Gdybym tego nie znalazła, doszłoby do tragedii.
Sądzisz, że to sprawa tego biletu?
- Przecież był w cyrku. - Nic nie rozumiesz.
To nic nie zmienia. On wie, że go okłamałeś.
Proszę cię, zrób coś. Porozmawiaj z nim.
- Teraz? - Tak, tak. Szybko.
Oj, Rademenes, gdzie tutaj...
- No co? Ćwiczysz, tak? - Tak.
Pokaż, no.
Pokaż, no, mój kochany.
Uważaj. Zaraz zobaczymy.
Uważaj.
Fajnie!
Uważaj. Nie takie rzeczy, mój drogi, robiliśmy.
- Świetnie! - Widziałeś?
A teraz uważaj, kochany.
Wybierz sobie jakąś kartę i nic mi nie pokazuj.
Zapamiętaj jaka. Schowaj tutaj.
Tak.
Słuchaj, mój drogi, chciałem cię przeprosić, wiesz?
Myślałem, że poszedłeś na wagary, i dałem twój bilet Tatarczykowi.
- Głupio wyszło trochę. - Nic się nie stało.
- Ta? - Nie.
Nie?
Wyszedłem trochę z wprawy. Będę musiał poćwiczyć.
- Ale co? W porządku wszystko, tak? - Tak, tato.
- Naprawdę? - Tak.
No dobra.
Pst!
Co za dziwny dzień.
Dzisiaj wszystko się udaje.
Nawet Cebula odzyskał swój zegarek.
ZE ŚMIECHEM: Wiem o tym.
A ja myślałem, że to zasługa tego iluzjonisty.
Przede wszystkim twoja, Dariuszu.
To chyba obecność świętego ibisa w tym domu
kazała ci w ostatniej chwili ofiarować życzenie przyjacielowi.
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń jak we śnie
albo w bajce, którą znasz.
Los ci dał wielką moc,
czarodziejską.
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
www.tvp.pl/dostepnosc
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.