Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Tarkowski.
- Obecny. - Podejdź bliżej.
- Kto to pisał? - Ja.
To jest charakter pisma dorosłego człowieka,
w dodatku bazgrzącego jak kura pazurem.
Tego nawet w aptece nie odczytają.
"Bardzo koam swoją szkę".
I to tak 127 razy.
- No więc kto to pisał? - Ja. Naprawdę ja.
Ty?
Pokaż jakiś swój zeszyt.
No i porównaj.
Jak to wytłumaczysz?
No bo ja...
Właściwie to próbowałem naśladować pismo mojego ojca.
Pewno ojciec sam ci to napisał?
Mój ojciec? Nie, tata nigdy nie ma czasu.
W takim razie teraz napiszesz 137 razy:
"Nigdy więcej nie będę naśladował charakteru pisma mojego ojca".
W piątek mi to pokażesz.
Teraz wyjmujemy dzienniczki.
Piszemy:
"Jutro, to jest w środę, 20 maja, o godzinie 17.30
odbędzie się wywiadówka.
Obecność rodziców i opiekunów obowiązkowa".
Ja na wywiadówkę wysyłam babcię. Ona ma stalowe nerwy.
Chodziła na wywiadówki mojego ojca i jego czterech braci.
Jej to nic nie zdziwi.
Ja nie mam babci.
Czarno widzę.
Ej, synek! Kamieniami to sobie możesz rzucać na podwórku.
Chodź, idziemy.
W dodatku są mojej mamy imieniny jutro.
- Kogo jest jutro? - Franciszki.
Przecież twoja mama nazywa się Joanna.
- Tacie się nie podobało to imię. - Popatrz!
- Ale będzie sum! - No! O kurczę.
Waldek! Waldek! Chodź, bo nie utrzymam.
Pomóż! Cholera! Widzisz?
Złap mnie za pas. Za pas mnie złap!
Nie w pasie, tylko za pas!
Cholera jasna...
Po jakiemu on mówił? Ni cholery go nie rozumiem.
- Ja pryskam stąd. - Jezu!
- Włącz. Nieczynne! - Oczywiście. Rozumiem.
- Co ty tu robisz? - Mama! Ja już tu siedzę godzinę.
- Gdzie ty byłaś? - Nie widzisz?
Rusz się! Pomóż mi! Ja rąk nie czuję!
- O Jezu! - Jakie ciężkie!
Mówiłem, że powinienem mieć swój klucz.
Jeszcze czego! Zgubisz i okradną mieszkanie.
Skąd będzie złodziej wiedział, że to od naszego mieszkania?
Nie bądź taki mądry.
- W szkole w porządku? - Tak.
- Zostaw tę kiełbasę. To na żurek. - Jestem głodny cholernie.
Jak ty się wyrażasz? Co ty!
Kici, kici. Chodź. Kici, kici.
Nie wygłupiaj się. To jest na obiad.
- Mamo, jutro jest wywiadówka. - Nie zawracaj mi teraz głowy.
Ojciec zaraz przyjdzie, a ja nic nie mam.
Dwie godziny stałam w kolejkach. Winda zepsuta.
Jeszcze na jutro ten projekt...
Więc proszę cię, zejdź mi z oczu teraz.
I zabierz tego cholernego kota!
Rademenes, chodź.
Słuchaj, jak właściwie jest z tymi życzeniami?
- Albo się bawisz, albo rozmawiamy. - A o co chodzi?
- Czy muszę co tydzień mieć życzenie? - Nie rozumiem, do czego zmierzasz.
Zostały mi cztery życzenia.
Jedno zostawiłbym na koniec roku, a jedno - na półrocze.
ZE ŚMIECHEM: Chodzi ci o stopnie?
Tak.
Jutro jest wywiadówka.
Nie chciałbym mieć żadnej dwói. A potem luz do końca roku.
Niestety, to niemożliwe.
Dlaczego niemożliwe?
Bo czar działa tylko w środy przez siedem tygodni.
Musisz to tu wieszać ciągle?
Słuchaj, Darek, muszę z tobą poważnie porozmawiać.
Postaraj się choć przez jeden dzień, w imieniny,
być grzeczny i nie sprawiać mamie kłopotu.
Jest ostatnio w marnej formie.
I pomyśl o jakimś prezencie.
- Zostało ci coś z pensji? - Parę groszy.
- Tato, co ja za 50 złotych kupię? - Kwiatek.
- Kwiatek? - Kwiatek.
"Nie będę nigdy naśladował charakteru pisma mojego ojca".
Mój charakter jest bardzo trudny do podrobienia.
Chodź na obiad.
Mówiłem ci, żebyś tego tu nie wieszał.
Pyszna rybka. Trochę niedosolona, ale pyszna.
Wituś, nie urządzajmy jutro żadnych imienin.
Mam dużo pracy.
Nie mam siły tego wszystkiego przygotowywać.
- A przyjdzie ktoś? - Pewnie tak.
Czasy takie kartkowe.
Poza tym nikt nie pamięta, że jesteś Franciszka.
Dzisiaj nad Wisłą wyłowili zagranicznego płetwonurka.
- Ty to masz fantazję. - Jak nie wierzysz, to zapytaj Jacka.
Czy na konto jutrzejszego dnia moglibyście pozmywać po obiedzie?
Dziękuję bardzo. Jesteście kochane chłopaczki.
Co ty? Jeszcze nie śpisz?
Mamo, podpisz mi tutaj.
Jutro? Jeszcze tego mi brakowało. Niech raz ojciec pójdzie.
- Ojciec ma angielski. - Angielski...
- Tutaj? - Mhm.
- Jak będzie? - Dowiesz się wszystkiego od Wrony.
Prosiłam, żebyś nie nazywał profesor Szukalskiej Wroną.
Ona o tym wie i bardzo to lubi.
- Zajęte. - Przepraszam.
Co oznaczają te hieroglify?
To nie hieroglify, tylko laurka.
- Jutro są mamy imieniny. - Imieniny?
Co to znaczy? Nie znam tego słowa.
To jest bardzo fajny dzień. Dostaje się same prezenty.
Bardzo miły zwyczaj.
W starożytnym Egipcie nie znano imienin.
Masz już jakiś prezent dla mamy?
Właśnie nie mam.
- Rademenes. - Proszę.
Nie mógłbyś tak zrobić, żeby jutro mama cały dzień była szczęśliwa?
Szczęście... Szczęście...
To nie jest takie proste. Chociaż przez jeden dzień...
- No dobrze, zrobię, co będę mógł. - Fajnie. Tylko nie zapomnij.
Jutro, jak się mama obudzi, wypowiedz zaklęcie.
- Dobra? - Imieniny...
Będę musiał pomyśleć o jakimś prezencie.
Co kraj, to obyczaj.
Aha.
Tu jesteście, myszki.
Za chwilę pogadamy jak za starych, dobrych czasów.
Ja mam czas. Mnie się nie śpieszy.
Rademenes.
Rademenes, pamiętaj o życzeniu.
Od razu, jak się mama obudzi, ma być bardzo szczęśliwa.
Dobra?
- No jak? Śpi? - Cicho.
Cicho. Słuchaj, Daruś.
Powiedz mi, o której ty dzisiaj kończysz lekcje?
O pierwszej.
- Robi się problem. Mama prosiła... - Ciszej mów.
Mama prosiła, żebym poszedł na wywiadówkę,
a ja dzisiaj nie mogę, bo mam sprawdzian z angielskiego.
Pamiętaj, bądź grzeczny i kup te kwiaty. Dobra?
Tarkowski.
Co to jest?
- Jak ty wyglądasz? - Straż pożarna mnie ochlapała.
No, idźże się umyć!
- Ale przecież nie ma wody. - Tak, to prawda.
Ankwiczówna, proszę zebrać dzienniczki.
Co jest z tą tablicą? Dyżurni!
Panie dyrektorze, przecież nie ma wody.
No trudno. O czym była mowa podczas ostatniej lekcji?
- Dobrzyński. - Mówiliśmy o zupach solnych.
O żupach.
Otóż eksploatacja złóż mineralnych soli w Polsce
rozpoczęła się w XII... właściwie XIII wieku.
Żupy solne...
Żupy...
Przypomina mi się pewna piękna opowieść
o pierścieniu królowej Kingi.
Kinga, córka króla Beli IV,
już jako dziecko została zaręczona księciu Bolesławowi,
później przez historię nazwanym Bolesławem Wstydliwym.
Przeniosła się na dwór piastowski,
gdzie matka księcia Bolesława, Grzymisława,
oraz biskup krakowski Prandota wychowywali ją.
Z imieniem Kingi, późniejszej świętej,
łączy się szereg pięknych legend, m.in. właśnie ta.
W posagu od ojca swojego otrzymała górę solną.
Opuszczając ojczyznę,
wrzuciła pierścień w głąb węgierskiej kopalni.
Kiedy przybyła pod Kraków, dworacy zapytali:
"Księżniczko, a gdzież twój posag?".
"Tu kopcie" - wskazała księżniczka.
Słudzy zaczęli kopać
i ku wielkiemu zdumieniu wydobyli bryłę soli.
A wewnątrz bryły znajdował się właśnie ów pierścień.
- Mój tata ma czarodziejski pierścień. - E tam.
Jak go złapali w łapance i chcieli rozstrzelać,
przekręcił ten pierścień na palcu, a Niemcowi nie wypalił pistolet.
- Bujasz. - Naprawdę.
Kiedyś ci go przyniosę, to zobaczysz.
- Cześć, tato. - Cześć. Gdzieś ty się wytarzał?
- Straż pożarna mnie ochlapała. - Pożar był w szkole?
- Nie, w szkole nie ma wody. - Te twoje tłumaczenia. Kwiaty masz?
- Tak. - Dobrze.
- Miałeś tę klasówkę z angielskiego? - Nie, lektor zachorował.
Zrobimy mamie niespodziankę.
- Dawaj pan! Skacz pan śmiało! - Panie!
- Śmiało! Na kamikadze, no! - Przecież ta winda ciągle nieczynna.
Co "nieczynna", proszę pana? Wczoraj była naprawiana.
- Trzeba umieć jeździć. - Ale se pan porwał bluzę.
Nic się nie stało. To nic. To na szwie poszło.
Trzy godziny siedziałem. Daj pan spokój z tą windą.
Cicho. Rób to, co ja.
Trzy, cztery...
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam!
Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam!
Niech żyje nam!
Nie spodziewałam się tego po tobie. Jak mogłeś mi zrobić coś takiego?!
Ja całą noc haruję nad tą okładką.
Niedługo podpalisz cały dom tymi swoimi papieroskami!
Nienawidzę cię! Co ja teraz zrobię?
Zaraz przyjdzie redaktor graficzny. Co ja mu pokażę?
Witek, jesteś wandal i egoista!
Jak ty wyglądasz?
Dajcie mi święty spokój!
Jak mogłeś mi coś takiego zrobić?!
Może idź ją przeproś.
Dlaczego ja? Ja nie palę papierosów.
Oszalałeś? Znając wrażliwość matki, kupujesz jej sztuczne kwiaty?
- Mnie się podobają. - Kompletny idiota jesteś.
- Rademenes, Rademenes! - Nie trącaj mnie tak.
- Miałeś wypowiedzieć zaklęcie! - Jakie zaklęcie?
- Przecież dzisiaj jest środa. - To co, że środa?
- Przecież mama miała być szczęśliwa! - Ozyrysie! Zupełnie zapomniałem.
Bardzo cię przepraszam, ale miałem ciężką noc.
Zaraz naprawię mój błąd.
Hathor. Hathor. Hathor.
Wsiąść do pociągu byle jakiego,
nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet.
Ściskając w ręku kamyk zielony...
Coraz gorzej.
...patrzeć, jak wszystko zostaje w tyle.
Niedobrze. Tego jeszcze nie było.
Dzień dobry. Czy zastałem panią Tarkowską?
- Tak, proszę. - Dzień dobry.
- Ja w sprawie okładki. - Joasiu, pan redaktor przyszedł!
Okładka jest gotowa.
Ale rano zdarzyło się małe nieszczęście.
- Żona panu wszystko wyjaśni. - Dzień dobry panu!
Niepotrzebnie pan się fatygował. Proszę.
Znakomite! Właśnie o to nam chodziło.
Fantastyczne. Pierwszy raz coś takiego widzę.
Ta wypalona dziura. Jak pani na to wpadła?
- Właściwie to przypadek. - Nigdy w to nie uwierzę.
- Serdecznie pani gratuluję. - Dziękuję. Ogromnie się cieszę.
- Wypiszę pani najwyższą wycenę. - Cieszę się ogromnie.
- Do widzenia. - Do widzenia panu.
- Czy on żartował? - Jesteśmy genialni!
A co to?
Przepraszamy, ale Darkowi wtrynili coś takiego w kwiaciarni.
Bardzo ci dziękuję za te kwiaty i za laurkę.
To taki kicz, wiesz.
Kicz potrafi być bardzo wzruszający. Dziękuję.
Joanno Franciszko, wszystkiego najlepszego.
Dziękuję. A co to jest?
Witek!
Dziękuję!
Propagujemy jak najwięcej
właśnie uprawy i pasz białkowych, i powiedzmy...
to znaczy roślin wysokobiałkowych,
jak również sporządzanie kiszonek kombinowanych
z dużym udziałem zielonek.
I poza tym do pasz treściwych,
które rolnik musi sporządzać we własnym gospodarstwie,
dość duży procent dokładamy suszu z zielonek,
który otrzymuje z trawy łąkowej.
Rolnik nawet zakupił suszarnię, która w kwietniu będzie zmontowana.
I nie tylko sobie,
ale również innym rolnikom z okolicznych wiosek
będzie sporządzał susz z zielonek.
Wtedy i straty białka będą niższe,
jak również uniezależnienie się od pogody.
Kłopotliwe, pracochłonne,
ale z braku pasz trzeba się wszystkiego chwytać,
żeby stado wyżywić.
Świnie karmię dwa razy dziennie. Kiszonkę z ziemniaków kombinowaną...
Joasiu, może byśmy zjedli obiad? Już po trzeciej.
Po co ty to oglądasz?
Ty wiesz, że to jest niezwykle pasjonujące?
Świnie się karmi dwa razy dziennie
kiszonką kombinowaną z ziemniaków, suszu siana i śruty.
Ciebie to nie interesuje?
Raczej wolałbym coś zjeść. Darek też.
Zróbcie sobie. Coś w lodówce jest.
- W lodówce jest surowe mięso. - Z kością.
Trudno. Ugotujcie sobie ziemniaki, jajka sadzone zróbcie.
A jakaś zupka? Nie wiem, czy Darkowi to wystarczy.
- Nic mu się nie stanie. - A ty?
Dziękuję bardzo. Nie jestem głodna.
Niezwykłe.
Darek, nie wiesz, gdzie są kartofle?
Co ci jest?
Ząb mnie rozbolał. To chyba z tych nerwów.
...się rozłoży, będzie kwitnąć,
tak że jest nadzieja na pierwszego pomidora
z początkiem kwietnia.
- Ale mogły być jeszcze wcześniej. - Mogą...
Najedliście się? Zadowoleni? No, cudownie.
O, ziemniaczek!
Który z was tak posolił? Okropnie.
Będzie wam się strasznie pić chciało po tym.
Teraz bym zjadła coś takiego...
Kto to?
Witam państwa w imieniu załogi restauracji "Bajka".
Przepraszamy za incydent, jaki przydarzył się państwu u nas.
- Jaki incydent? - Wpisaliśmy się do książki.
Otóż to, łaskawa pani.
W związku z powyższym,
w celu poprawy stosunków pomiędzy zakładem a klientem
zapraszamy państwa na skromny przeprosinowy posiłek.
Specjalność: płonące potrawy różnych narodów.
Życzymy smacznego.
Dlaczego wy nic nie jedliście, chłopcy?
Mogliby uprzedzić przynajmniej, zawiadomić dzień wcześniej.
A nie tak ni stąd, ni zowąd.
A ja uważam, że to była cudowna niespodzianka.
Wiecie, że ja muszę jeszcze iść na wywiadówkę?
Wiesz co, Joasiu? To ja pójdę. W końcu są twoje imieniny dzisiaj.
To cudownie. Sobie odpocznę.
Darek, co tak siedzisz? Zostaw kota.
Umyj naczynia. Matka się ucieszy.
To ja idę.
Nie mam tu najlepiej. Taki tu element mieszka.
Ciągle coś psują. Nie umieją jeździć windami.
Ciągle muszę kogoś z tej windy wyciągać.
Jak u mnie winda nawala, zawsze mi wpadnie parę złotych.
- Za co? - Za wypuszczenie biorę pięć dych.
O, to ciekawe. Ale jak to? Jak się facet zamknie...?
- Podchodzisz, ustalasz cenę. - Aha.
Co to za elegant?
A, taki jeden. Pracuje w samochodach.
- A propos! Samochody myjesz? - Nie.
Błąd. Za mycie biorę dwie stówy. Państwowa cena.
Pięć sztuk dziennie i masz tauzena.
A to dobre, no.
- A klucze dorabiasz? - Nie.
Błąd. Ludzie gubią.
A po co mają latać do ślusarza, jak pan Robert jest na miejscu?
No tak. Ładny pomysł.
Panie Rosolak! Ktoś się w windzie zatrzasnął!
- Widzisz? - Chodź. Pokażę ci, jak to się robi.
Gdy ci forsa wpadnie w ręce,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy wygodne masz zajęcie,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy zajmujesz pierwsze miejsce,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy wszystkiego masz najwięcej,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Kto mądry,
nie pyta, bo wie.
Kto głupi,
ten zastanawia się.
Lecz zawsze w końcu robi źle.
Gdy wybierasz zło najmniejsze,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy idiocie wierzysz święcie,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy ustawiasz się w kolejce,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy jesz same dania mięsne,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Kto mądry,
nie pyta, bo wie.
Kto głupi,
ten zastanawia się.
Lecz zawsze w końcu robi źle.
O...
Ankwicz Agnieszka.
Proszę, może pan będzie łaskaw zająć miejsce.
Muszę z przyjemnością powiedzieć, że nie mam żadnych zastrzeżeń
do wyników nauki pana córki Agnieszki.
- Dzień dobry. - Dzień dobry. Pan...?
- Tarkowski. Na wywiadówkę. - Spóźnił się pan trochę.
- Przepraszam. - Proszę.
Może pan będzie łaskaw zająć swoje miejsce.
Może przejdziemy teraz do ocen.
Geografia - bardzo dobry,
biologia - pięć, historia...
Gumę złapałem. Wody nie ma w całej szkole.
- Piszą o tym. - O czym?
Syn panu nic nie mówił?
Nasi chłopcy widzieli wczoraj,
jak rybacy złapali zagranicznego płetwonurka.
To podwodna ekspedycja archeologiczna z Miszkolca.
Jeżeli w gazecie są jakieś interesujące wiadomości,
to proszę nam powiedzieć.
Przepraszam.
Pomówmy w takim razie o ocenach pana syna Jacka.
Niechże pan zostawi tę nieszczęsną gazetę i podejdzie.
Przepraszam.
Muszę pana niestety zmartwić. Jacek ma dwie dwóje z matematyki.
Aby je poprawić, musi zdać cały dotychczas przerobiony materiał.
Gdy zajmujesz pierwsze miejsce,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Gdy wszystkiego masz najwięcej,
czy to szczęście, czy nieszczęście?
Kto mądry,
nie pyta, bo wie.
Kto głupi,
ten zastanawia się.
Niestety nie mam dla pana zbyt radosnych wiadomości.
Z języka polskiego Darek otrzymał ocenę niedostateczną.
- Wychowanie plastyczne - także dwa. - Mhm.
Niechże się pan tak nie martwi.
Darek jest zdolnym chłopcem. Szybko sobie z tym poradzi.
Wesela, chrzciny, jubileusze, imieniny,
na Stanisława, Barbary, Józefa - to, bracie, po prostu kanada.
- Wizytówki masz? - Nie, nie mam.
To błąd. Błąd! Do niczego nie dojdziesz w życiu.
Widzisz?
"Wszystkiego najlepszego z okazji"...
Tu wpisujesz okazję. "Życzy gospodarz osiedla".
- Dobry pomysł. - Weź sobie jedną na wzór.
Może ci się druga przyda.
- A kogo to dzisiaj mamy? - Franciszka i Franciszki.
Muszę lecieć, bo mam dzisiaj siedmiu solenizantów.
- Fajny wózek. - To już stary.
- Dzień dobry, panie Rosolak. - Dzień dobry pani. Dzień dobry.
Jest winda!
Aleśmy nakupowali! Co jest, Wituś?
Źle się czujesz? Co się stało?
Ząbek boli? Nie żartuj. Naprawdę? Ale jesteś opuchnięty.
To wszystko przez te papieroski.
Nie martw się. Jedziemy na pogotowie.
Darek, dawaj "Życie Warszawy". Zobaczymy.
Dyżury aptek, chirurgia urazowa, chirurgia szczękowa...
"Radiowe pogotowie dentystyczne Radiodent
poleca swoje usługi.
Ekstrakcje i plomby w domu pacjenta. Czynne całą dobę".
Witek, dzwonię.
Dzień dobry. Radiodent?
Proszę pani, chciałam zamówić wizytę do chorego zęba. Dziękuję.
- Tata, jak było w szkole? - Uważaj. Uważaj.
Tak? Już zaraz. Cieszę się. Dziękuję bardzo.
Cudownie. Do widzenia.
A co to za kartka? Jaka śliczna!
O Jezu... Słuchajcie!
"Pozdrowienia z Budapesztu przesyła Duśka z mężem".
Już są? Witek, bądź dzielny.
Duśka!
- Boże! Jak się cieszę! - Sto lat!
- Jaka piękna jesteś! - A, Duśka...
Wyjechałam na Węgry. Po co ja tam pojechałam?
Proszę, dla ciebie kwiatki, buciki, a to mój mąż.
- Dzień dobry. - Przedstaw się.
Wituś!
Dareczku! Ale ty urosłeś! Nie pamiętasz cioci Dusi?
- Mówiłaś, że on jest Ormianinem. - Bo jest.
Urodził się w Nowym Jorku.
Studiował w Londynie, bywał w Chinach.
Na koniec przyjechał na Węgry. Tam go dopadłam.
- Fajny, nie? - Really?
Polak, Węgier - dwa bratanki.
Na zdrowie!
Dareczku, jak byłeś malutki,
to ja cię nosiłam na rękach, przewijałam.
Co ty? Nie pamiętasz cioci Dusi?
Ja cię nauczyłam: "Sroczka kaszkę warzyła".
- Prawda, Franiu? - Chodź na górę.
Pokażę ci swoje prace. Miałam ostatnio wernisaż.
- Ja nie wiedziałam, że wystawiasz! - Wystawiam!
Darek, zostań. Nie wypada.
A ja się zajęłam haftem.
- Ludowe? - Tak, ludowe.
To, co mam na sobie, to jest...
Dziękuję.
- Do you speak English? - Yes, I do.
When I dive,
I have an awful toothache,
because of pressure changes, you know.
Niedokładnie zrozumiałem. Przetłumacz.
Przecież niedługo masz egzamin.
Tak, ale ząb mnie boli i trudno mi się skupić.
Pan mówi, że jak nurkuje, to też go zęby bolą.
Jak to nurkuje? Mama mówiła, że on jest historykiem. Zapytaj go.
- Are you a teacher of history? - No.
I am a skin diver, underwater archaeology.
- Pan mówi, że jest płetwonurkiem. - Nie zmyślaj.
Naprawdę. Jest podwodnym archeologiem.
Very interesting.
I am a member of Hungarian expedition.
We are looking for an ancient boat in Vistula river.
- Vistula - Wisła. - Yeah, Vistula.
W gazecie była notatka,
że Węgrzy szukają w Wiśle prasłowiańskiej dłubanki.
- Mówił o tym pan Retman. - Pan Retman?
Nie było babci Jacka na wywiadówce?
- Ratman? - No, no...
Wiesz? Zrobiłaś postępy.
Zmieniłaś styl. Bardzo to interesujące.
Oczywiście, troszeczkę.
Tak urosłeś, że ja w ogóle cię nie poznaję.
No jak? Pogadaliście sobie? Would you like some coffee or tea?
A cup of coffee, please.
Tak, kawy. Zaschło mi w gardle.
Ja zrobię! Przepraszam.
Co za niezwykle grzeczne dziecko.
- Pić. Pić. - Cicho, zaraz ci naleję.
Te kartofle były strasznie słone.
Ładnie żeś narozrabiał z tym zaklęciem.
To nie był mój pomysł. O co masz pretensje?
Ja otworzę!
Dobry wieczór. Czy to mieszkanie państwa Tarkowskich?
Tak. Dobry wieczór.
Jesteśmy z Radiodentu. Gdzie jest pacjent?
Proszę wjechać, proszę.
Dobry wieczór.
Radiodent poleca swoje usługi.
- Kto jest pacjentem? - To właśnie ten pan.
Bardzo dobrze. Bardzo dobrze. Proszę.
Witold, bądź mężczyzną.
Papierosik.
Usta proszę.
Bardzo dobrze.
Zaraz zobaczymy. Gdzie boli?
Tu? Bardzo dobrze, bardzo dobrze.
Tak... No cóż...
Trzeba otworzyć kanał i założyć nową plombę.
Co ten pan powiedział?
Że takie pogotowie to wspaniały pomysł.
Czegoś takiego jeszcze nie widział.
To dopiero początek.
Mamy zamiar rozszerzyć sieć naszych usług.
Jeszcze w tym roku powstanie Radiogastro,
pogotowie dermatologiczne
Radioderm.
Zdjąć.
Proszę popłukać usta.
Strasznie mi się chciało pić.
Co ten pan mówi?
Pyta, jak długo trwałoby zrobienie nowej korony.
Tym się nie zajmujemy, ale mam przyjaciela,
któremu mógłbym polecić pani męża.
Franciszka, Franciszka...
Serafin - 605. Franciszka...
Franciszka Tarkowska.
Wszystkiego najlepszego z okazji imienin
życzy gospodarz osiedla Alfred Rosolak.
Dzień dobry. Wszystkiego najlepszego z okazji imienin
życzy gospodarz domu Alfred Rosolak.
Weź sobie to do serca.
Popraw te dwóje jak najszybciej, dobrze?
To będzie taka nasza męska umowa, dobra?
Tata, na koniec roku będzie wszystko okej.
Tak? No, pamiętaj.
O! Ale ten tokaj na nią podziałał.
Jakie piękne buty mam!
Wszystko przez te cholerne buty. Takie piękne lustro...
- Nie martw się. To na szczęście. - Ładne mi szczęście!
W tej chwili się myć i spać. Jutro masz szkołę!
Dlaczego nie mówisz, jakie on ma stopnie?
Nie było okazji. A poza tym wszystko w porządku.
Dziękuję ci, Rademenes.
Jak to miło z twojej strony, że pamiętałeś o moich imieninach.
Dziękuję ci, Rademenesie.
Ktoś się zatrzasnął w windzie.
Rosolak go wypuści.
Halo!
Halo!
Jest tam kto?
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń jak we śnie
albo w bajce, którą znasz...
www.tvp.pl/dostepnosc
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.