Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Darek, wstawaj. Już 7.00.
Dareczku, wstajemy. Już 7.00.
Wstawaj ty, ileż razy ja mam cię...!
Prosiłam, żebyś z kotem nie spał. Wstawaj! Raz, dwa, trzy! Już!
Rademenes, nie idź tam! Chodź tu, kiciuś!
Kici, kici! Coś tam mam dla ciebie.
Nie chodź tam, kiciuś! Proszę cię tyle razy, no!
Kici, kici, kici!
- Joasiu, nie widziałaś moich spinek? - Nie.
Idź do kuchni. Przypilnuj mleka.
- Daruś, przypilnuj mleka. - Idę się myć.
- Joasiu, przypomnij sobie, gdzie... - A skąd ja mogę o tym wiedzieć?
- W sypialni sprawdzałeś? - Nie.
Darek, wychodź! Chcę się uczesać.
Zaraz! Myję się.
Nie ma, cholera jasna!
Czy w tym domu można było kiedykolwiek coś znaleźć?
Gdzie jest moja koszula w kratkę?
W tej koszuli chcesz się pokazać Marokańczykom?
Rademenes, gdzie ty włazisz? Idź stąd!
Darek, wychodź już! Dareczku!
- Joanno, mleko! - O Boże! Przecież cię prosiłam!
- Przecież ja nie mogę tak iść. - Zawsze robisz problem z niczego.
Daj ten mankiet.
- Umyłeś się? - Tak.
Przynieś ręcznik.
Daj drugi.
- Tylko nie ukłuj. - Czy ja cię kiedykolwiek ukłułam?
- Daj spokój! - Mocno?
Darek, pośpiesz się, bo się spóźnimy.
Zrozumiałeś, że chłopcy w twoim wieku muszą się myć.
Siad i jeść!
Kiciuś, masz śniadanko. Chodź, Rademenes. Kici, kici.
Witek, zapomniałam ci powiedzieć, że Tatarczyk dzwonił.
Masz zawieźć Marokańczyków do hotelu...
- Dlaczego nie pijesz? - Bo przypalone.
Masz rację.
Tarkowski, za długo śpisz. Nigdy nie możesz zdążyć.
Pośpiesz się! Już! Zaraz zamykam!
Lichtarz, dawaj scyzoryk!
- Trzymaj. - Kurczę, co za sznurowadła!
A ty co? Spać tu będziesz? Do klasy już! Zjeżdżaj!
A ty co robisz? Takie ładne sznurówki.
- Co się pani przejmuje? - Szybko!
Ciebie to nie obchodzi. Mama kupi, prawda?
Kiedyś jak dziecko dostało raz na rok buty,
bo było święto w rodzinie.
Już! Do klasy!
Może pani już zamykać.
No tak, wieszak urwany. Do czego to dojdzie?
Pani Wypychowa! Za dwa lata koniec świata!
Paweł! Bo ci przyleję!
- No! - Przepraszam.
O której ty przychodzisz, Tarkowski?
- Znowu się spóźnił? - Nie, panie dyrektorze.
Dyżurni mają obowiązek przychodzić 15 minut wcześniej.
- Dlaczego się spóźniłeś? - Przyjeżdżają Marokańczycy...
- Tatarczyk chory... - Jacy Marokańczycy?
- Tatarczyk? Ten z VII c? - Jego ojciec...
- A mój tata szukał spinek... - Co to za brednie?
Jazda z tymi bryłami!
Któż to mi znowu minerały poprzestawiał?
Panie kolego...
Dyżurni, przynieście bryły do pokoju nauczycielskiego.
Darek, zapytaj Mamuta, czy są potrzebne jakieś pomoce.
Modeli pierwotniaków jeszcze nie wymyślili.
Na szczęście!
Jezu...
- Wieloryb! Wyłaź z klasy! - Wyłaź! Co ty tu robisz?!
- Z klasy! - Przerwa jest!
Gdzie wy tutaj?! Przerwa!
- Cebula pyta z całego materiału! - Z czego pyta najwięcej?
Pouczymy się na biologii.
- Ty jesteś dyżurnym VI b? - Tak.
Co będzie dzisiaj potrzebne? Kreda kolorowa, plansze?
Nie. Żadne plansze, żadna kreda.
- Zrozumiałeś? - Tak, tak.
No! To szybciej!
Pierwotniaki.
Łacińska nazwa: protozoa.
Jest to nazwa wielkiej grupy zwierząt jednokomórkowych,
u których cytoplazma zawierająca jedno lub wiele jąder
wykazuje tak zwane...
Co tam jest?
Co się tam dzieje z wami? Światło proszę!
Zamknąć epidiaskop!
No, pantofelek...
Ta piękna istota to pantofelek.
Teraz poproszę...
Dyżurni, rycinę numer dwa proszę.
Pośpieszcie się!
Co się tak grzebiecie? Szybciej, szybciej!
No, nareszcie!
O!
Euglena zielona.
O! Euglena zielona.
A dlaczego ty odsłaniasz okno? Jak ty się zachowujesz?
Usiądź! Co to jest?
Euglena zielona.
Bardzo ciekawy wiciowiec.
Ale piec!
Siedźcie na miejscu!
Gorąco to ci dopiero będzie na gegrze.
- Biała, Skawa i Raba... - Dyżurni!
Piłki lekarskie.
- Zapomniałeś o Sole. - Kurczę! Szlag by trafił ten WF.
No to jeszcze raz. Prawobrzeżne odnogi.
Biała, Skawa, Raba...
- I Soła! - Kurczę!
Soła! Pamiętaj.
Bieg!
Proszę.
Panie dyrektorze, czy coś trzeba przynieść?
Nie. Dzisiaj obejdzie się bez pomocy naukowych.
Do klasy.
Nie macie co kuć. Nawet mapy nie będzie.
Nawet pomocy żadnych...
- Ej! Masz ściągawkę? - Po co ci ściąga? I tak leżymy.
- Podaj mi mój zeszyt. - Poczekaj jeszcze!
Dobra, już bierz.
Dyżurni, proszę do mnie.
Zgłosicie się do pani Wypychowej po narzędzia ogrodnicze.
Z powodu choroby pana Pendzeja historii dzisiaj nie będzie.
Postanowiłem więc również odwołać naszą lekcję.
Te dwie godziny poświęcimy na porządkowanie terenu szkoły.
Hurra!
Sowiński! Bieniaszewski!
Nie bawić się! Kamienie zbierać!
Na całym świecie w takiej sytuacji dzieci zwalnia się do domu.
A nas zmuszają do takiej harówy.
- Wolałbyś, żeby pytał? - Pewnie, że nie.
Gdybym wiedział, że Cebula nie będzie sprawdzał listy,
dawno by mnie tu nie było.
Jak wam nie wstyd? Nie udawajcie niewiniątek!
Wy tylko grabicie, a dziewczęta pracują kilofami!
Zamienicie się! Ty - z Ankwiczówną, ty - z Kowalską.
- Wieloryb, dawaj ten kilof. - Odwal się!
Cebula kazał.
Panie dyrektorze! Czy ja mam mu oddać ten kilof?
Ale dlaczego? Ja jestem silniejsza!
Kilofy są dwa, a chętnych do pracy - wielu.
Słyszałaś, co powiedział pan dyrektor?
- Idź se grab tam liście. - Sam se grab!
Dariuszu, co się stało?
Dyrektor kazał nam odgruzowywać teren szkolny.
Nie ma nic bardziej wyczerpującego od ciężkiej pracy.
Wielokrotnie przyglądałem się niewolnikom,
którzy budowali moją mastabę.
Wielu zmarło z wyczerpania.
- Co to jest mastaba? - Rodzaj małej piramidy.
Ale zasada jest ta sama.
Ukryte przejścia, pułapki, a w środku oczywiście mumia.
Synuś, z kim ty rozmawiałeś? Słyszałam jakiś męski głos.
- Ja... Z nikim. Udawałem głos taty. - Głos taty? A po co?
Żeby na przykład odbierać telefony, jak go nie ma w domu.
Ty to masz pomysły. Pościeliłeś u siebie?
Rusz się!
Cały dzień harowałem kilofem.
Cześć.
- Coś się stało, Wituś? - Marokańczycy znowu nie przylecieli.
Nie wiem, kiedy przylecą. Jutro? Za tydzień? W ogóle?
A Tatarczyk ma ropne zapalenie gardła.
Nie wiem, co z tym zrobić. Chyba się zabiję.
Jak się czujesz, Darek?
Niuniuś, mam coś dla ciebie.
O!
Ma coś dla mnie. Słyszałeś?
Ma coś dla mnie.
- Co to jest? - Prezent dla ciebie.
- Ja mam z tym chodzić? - No tak!
Potwornie się boję tej wystawy.
- Kiedy ty lecisz do tego Poznania? - Za dwa tygodnie.
Oj, to niedobrze, niedobrze.
- Co się stało? - Na pewno będą ci Marokańczycy.
Nie przejmuj się, dasz sobie radę.
Przecież ten błękit jest bez sensu zupełnie!
Dariuszu.
Dariuszu.
Nie przeszkadzaj mi.
Dariuszu, przypominam, że jutro jest środa.
Czy masz już jakieś życzenie?
Kiedy miałem się zastanowić nad życzeniem?
No tak, miałeś dzisiaj ciężki dzień.
Czy ty też musiałeś tak harować w moim wieku?
ZE ŚMIECHEM: Ależ skąd!
Miałem wtedy 45 niewolników
i 27 pań służących na moje wszelkie rozkazy.
- Aż tylu? - Tak. Każdy z nich robił co innego.
Był służący od zawiązywania sandałów,
drugi - od przygotowywania kąpieli, trzeci - od szorowania pleców.
I tak dalej. Ja sam nie robiłem niczego.
Od tego byli ci ludzie.
- I nic nie robiłeś? - Nic.
W tamtych czasach był to jedyny sposób dojścia
do najwyższych zaszczytów.
I tak w 27. roku życia zostałem wielkim kapłanem bogini Bast.
To były czasy!
- Daruś, kolacja! - Już idę.
Co ci jest?
Nie leż na stole, stary.
- Synek, ty nie jesteś chory? - Nie! Zmęczony jestem.
To niedotlenienie. Jesteś po prostu niedotleniony.
Masz świetną okazję, żeby się dotlenić.
Wyrzuć to, szybciutko. Raz-raz!
No!
Co mu jest?
- Porozmawiaj z nim. - Dlaczego ja?
Chłopcy w jego wieku mają problemy. Męska rozmowa dobrze mu zrobi.
No dobrze, porozmawiam z nim przy jakiejś okazji.
"Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło,
mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło.
Całe zaczerwienione jak...
Całe zaczerwienione jak"...
"Jak zdrowe oblicze".
Ja się tego nie nauczę.
Dzisiaj wszyscy mną orali jak dzikim osłem.
Ładne porównanie - dziki osioł.
Czy ty naprawdę miałeś 45 niewolników?
Oczywiście. Ale to nie było wcale tak dużo.
Znałem ludzi, którzy mieli ich całe setki.
- A kto ich miał najwięcej? - Faraon.
- A ilu on miał ich? - Tysiące.
Zresztą właściwie każdy był na jego rozkazy.
Każdy, na kim spoczęło jego boskie spojrzenie,
poczytywał sobie za zaszczyt i obowiązek
odgadnąć i spełnić jego wolę.
Wspaniale.
Przeżyć tak choć jeden dzień. O rany!
Naprawdę chciałbyś? Czy to jest twoje życzenie?
Aha. To w takim razie ujmijmy to w ten sposób.
Jutro od wschodu do zachodu słońca każdy dorosły,
któremu spojrzysz w oczy,
stanie się twoim wiernym sługą i niewolnikiem, dobrze?
Bardzo dobrze.
Nareszcie sobie odpocznę.
Dobranoc, Rademenesie.
Życzę ci przyjemnych snów, Dariuszu.
Hathor. Hathor. Hathor.
Dlaczego tydzień tylko jedną ma niedzielę?
To tak niewiele, to tak niewiele.
Dlaczego tylko dwa miesiące, dwa miesiące są wakacji?
Nie macie racji, nie macie racji.
Zmęczony, jestem zmęczony,
strasznie zmęczony, zmęczony.
Zmęczony, jestem zmęczony,
strasznie zmęczony, zmęczony.
Znów harowałem przez cały dzień,
a mówią mi, że jestem leń.
Dlaczego zawsze coś się znajdzie, coś się znajdzie do roboty?
Nie mam ochoty, nie mam ochoty.
Dlaczego mówią, że nie hańbi, że nie hańbi żadna praca?
Praca uwłacza, praca uwłacza.
Zmęczony, jestem zmęczony,
strasznie zmęczony, zmęczony.
Zmęczony, jestem zmęczony,
strasznie zmęczony, zmęczony.
Zmęczony, jestem zmęczony,
strasznie zmęczony, zmęczony.
Zmęczony, jestem zmęczony,
strasznie zmęczony, zmęczony.
Darek, wstawaj. Już 7.00. Dlaczego tu ciągle to wieszasz?
- Witek, znalazłam twoje spinki. - Tak? A gdzie były?
Wrzuciłeś je do pralki razem z brudną koszulą.
A prosiłam, żebyś sprawdzał, co wrzucasz.
Joasiu, zrób mi tylko kawę. Nie będę jadł śniadania.
Za pół godziny muszę być na Okęciu.
Proszę, jest kawa.
Darek! Codziennie to samo. Ileż razy ja mam cię budzić?
Tak mi się nie chce...
Mnie się też wiele rzeczy nie chce, a muszę.
Ile razy ci mówiłam, żebyś spał przy otwartym oknie?
Wstawaj, bo zawołam ojca.
Jeżeli jeszcze jesteś niewyspany, możesz spać choćby do wieczora.
- Przecież do budy muszę iść. - No tak, szkoła.
W takim razie pozwól, że przyniosę ci śniadanie do łóżka.
Rademenes!
- Rademenes! - Tu jestem.
- Wyłaź stamtąd! - O nie. Co to, to nie!
Ja też jestem dorosły. Dziś wolę na ciebie nie patrzeć.
- Już działa to zaklęcie? - Tak, Dariuszu.
Aj...
Cześć, tata.
Cześć, cześć.
Co ty robisz?
Śniadanie dla Dariusz.
Zaniosę mu je do łóżka.
Dom wariatów.
Tata, podrzucisz mnie do szkoły?
Dzisiaj nie ma mowy, kochany. Śpieszę się.
Zaraz zadzwonię po taksówkę.
- Czy można ci towarzyszyć do szkoły? - Coś ty, mama! Wyśmialiby mnie.
Przepraszam, gdzie postawić śniadanie?
- Co pan robi?! Dlaczego? - Nie miał pan gdzie podjechać?
- Nie, proszę pana. Ja tu mam kurs. - Po kogo?
Tarkowski jakiś.
Tarkowski?
Proszę pana, on ma swojego poloneza, a zresztą 10 minut temu odjechał.
Tarkowski Dariusz,
kurs do szkoły numer 526 imienia Dwudziestu Sześciu.
- To jego syn. Gówniarz, taki mały. - Gówniarz?
Daj pan spokój! Do czego to doszło, że tacy gówniarze jeżdżą taksówkami?
- Dzień dobry, panie Rosolak. - Dzień dobry.
Proszę bardzo!
Panie Rosolak, kiedy wreszcie te drabinki ustawią?
Znając tych z administracji, może za dwa miesiące.
- Nie można jakoś tego przyśpieszyć? - Oczywiście.
No! Niech się pan postara.
Co ty robisz?
Jak słoń trąbi! Baran.
- Przepraszam pana, która godzina? - Koło ósmej.
- Spóźnię się do szkoły. - Nic na to nie poradzę.
30 lat siedzę za kółkiem, wypadku nie miałem i nie chcę mieć.
- Tu wolno 60 km/h. - Ale ja zawsze odejmuję 20.
Wolno 60, to ja - 40, wolno 50, ja - 30.
- Wolno 30, ja - 10. Jasne? - A jak jest 20?
20 - mówisz?
No, to musimy się pośpieszyć!
Nic się nie bój.
Obliczyłem, że objechałem już kulę ziemską 35 razy.
115!
Będą kłopoty.
Wiedziałem, że kiedyś musiało się to stać.
Dzień dobry. Proszę prawo jazdy i dowód rejestracyjny.
- Ile to się jechało? - My się śpieszymy.
To przeze mnie. Śpieszę się do szkoły.
Jestem dzisiaj dyżurnym.
Dziękuję bardzo.
Będę czekał po lekcjach.
Wróć!
Pani Wypychowa, można prosić kredę?
Znowu? Przecież wczoraj dałam wam całe pudełko.
Wy jecie tę kredę czy co?
Proszę bardzo, Dareczku.
Jak będziesz potrzebował więcej, to przyjdź.
Dziękuję bardzo.
"Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło,
mniej silne, ale szerzej niż za dnia świeciło.
Całe zaczerwienione jak zdrowe oblicze gospodarza,
gdy prace skończywszy rolnicze, na spoczynek powraca".
Bardzo dobrze, Ankwiczówna. Czwórka.
Dalej... Dobrzyński proszę.
No i co? Gdzie lecisz?
Spokojnie.
Siadaj, siadaj. Trójka.
Dalej... Tarkowski.
"Wtem zapadło do głębi"...
Nie podpowiadać! Wszystko słyszę.
"Wtem zapadło do głębi,
jeszcze przez konary błysnęło,
jako świece przez okiennic szpary"...
- Co czytasz? - Ja nie czytam, proszę pana.
Jak nie czytasz, to patrz na mnie.
"Wtem zapadło do głębi, jeszcze przez konary błysnęło,
jako świece przez okiennic szpary, i zgasło.
I sierpy gromadą dzwoniące we zbożach,
i grabiska suwane po łące ucichły i stanęły.
Tak pan Sędzia każe.
U niego ze dniem kończą pracę gospodarze.
Pan świata wie, jak długo pracować potrzeba.
Słońce, jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,
czas i ziemianinowi opuścić z pola.
Tak zwykł mawiać Sędzia, a Sędziego wola"...
Bardzo dobrze. Piątka.
Siadaj.
Z krzesła musisz?
O, tu by było chyba coś dla nas.
Ten Tarkowski - jak chce, to potrafi.
"Sprzedam"... O, jest! "Wynajmę M2"...
"Wynajmę M3 na Mokotowie".
- Co masz? - Twarożek.
- Chcesz kawałek? - Nie.
Słuchasz mnie?
Co? Przepraszam cię, Małgosiu.
Pozwól, Dariuszu.
Przepraszam.
Dareczku, przyszyłam ci wieszak, guziki i podszewkę.
Dziękuję bardzo.
- Czy mogę odejść do szatni? - Tak, naturalnie.
Tarkowski, wytrzyj tablicę.
Boluś, co ty wyprawiasz?
Nie wygłupiaj się. Jest już po dzwonku.
- Co? - Idź na lekcję.
Aha.
Jakbyś mnie potrzebował, jestem w VII a.
Tarkowski, siadaj na miejsce.
Następna lekcja jest wolna,
ponieważ profesor Pendzej zachorował.
Zachowujcie się porządnie.
Ankwiczówna przeczyta wam coś na głos.
...a ja doliną.
Ty zakwitniesz...
...zakwitniesz...
...a ja doliną...
Jeżeli dwie płaszczyzny mają choćby jeden punkt wspólny,
to mają całą prostą wspólną,
czyli przecinają się wzdłuż jednej prostej...
Pudło.
...nazywamy płaszczyznami równoległymi.
Trafiony, zatopiony.
Mówi się też, że są one wzajemnie równoległe,
to znaczy, że jeżeli jedna płaszczyzna jest równoległa...
Tarkowski...
Jeżeli mogłabym ci coś zasugerować,
to zagraj G5.
Tam powinien być czteromasztowiec.
Linia prosta,
która nie ma żadnego punktu wspólnego z płaszczyzną...
Nie gram.
"Staś wysunął puste gilzy,
a wsunął na ich miejsce pełne ładunki.
Nie tylko serce, ale i tętna w skroniach
poczęły mu bić z taką siłą,
że myślał, że mu rozsadzą głowę.
Chwila stanowcza nadeszła, chwila wolności dla Nel i dla niego,
chwila zwycięstwa, zarazem straszna i pożądana!
Oto życie Idrysa jest w jego ręku.
Jedno pociągnięcie za cyngiel
i ów zdrajca, który porwał Nel, padnie trupem.
Ale Staś, który miał w żyłach polską i francuską krew,
uczuł nagle, że nie zdoła strzelić do człowieka odwróconego plecami.
Niech się przynajmniej zawróci i niech spojrzy śmierci w oczy".
Dziękuję. Siadaj.
Siadać.
Z powodu prac społecznych straciliśmy wczoraj geografię.
Korzystając z nadarzającej się okazji,
nadrobimy tę lekcję.
Panie dyrektorze, ale my nie mamy zeszytów.
Zeszyty nie będą potrzebne, porozmawiamy sobie.
Na początek przypomnimy sobie wszystkie dopływy Odry.
Wymieni je...
Skąd ta panika? Od wczoraj nie zapomnieliście.
Darek, wal. Uderz mnie.
O, jest ochotnik. Proszę, Tarkowski.
Panie dyrektorze, proszę nam opowiedzieć o Liczyrzepie.
Coś ty powiedział?
O Liczyrzepie. Proszę nam opowiedzieć.
Nie wiem, czy to wszystkich zainteresuje.
Tak!
Otóż...
Dawno, dawno temu
na piastowskiej ziemi żył sobie pewien gwarek,
który miał trzy córki.
Każda innej postury, innej urody.
- Nie wziąłem twoich sznurowadeł. - To dlaczego masz je w butach?
- Nie wiem. - No widzisz!
Jacek, może byśmy poszli na gofry?
Nie, ja harowałem dzisiaj. Nie, nie idę. Cześć!
Opowiadają także, iż Liczyrzepa,
ilekroć w blokach kopalni napotkał zagubionego gwarka,
z całą życzliwością wskazywał mu drogę na powierzchnię...
Nawet krem, słodki krem,
jest dziś gorzki.
Nawet rock, rock and roll,
tylko złości.
Tak niewiele dzisiaj od was chcę.
Zostawcie mnie, zostawcie mnie.
Proszę bardzo, myślcie o mnie źle.
Zostawcie mnie, zostawcie mnie.
Chcę być sam!
Sam choć przez chwilę, przez chwilę.
Sam choć przez chwilę, przez chwilę.
Chcę być sam!
Cały świat dziwnie drży,
złe wibracje.
W taki dzień
głupio brzmią słuszne racje.
Tak niewiele dzisiaj od was chcę.
Zostawcie mnie, zostawcie mnie.
Proszę bardzo, myślcie o mnie źle.
Zostawcie mnie, zostawcie mnie.
Chcę być sam!
Sam choć przez chwilę, przez chwilę.
Chcę być sam!
Dariuszu.
Pewnego razu Liczyrzepa,
chcąc wyciosać dla siebie nową maczugę,
bez wysiłku, jedną ręką...
Dariuszu.
Dariuszu.
Zostańcie tutaj.
Dariuszu.
Dariuszu.
Dariuszu.
No tak, mogłem się domyślić. Ładnie żeś mnie urządził.
Spełniłem tylko twoje życzenie.
Tak? Kiedy ci ludzie przestaną za mną chodzić?
Nie powinieneś mieć do nich pretensji.
Oni po prostu czekają na twoje rozkazy.
Jest tylko jeden sposób, żeby nic nie robić.
- Trzeba wysługiwać się innymi. - Kiedy się to wreszcie skończy?
Faraon zawsze wiedział, jak pozbyć się niewygodnych sług.
Bądź mądry, Dariuszu.
Bądź mądry!
Rademenes?
Rademenes!
Rademenes!
Pobawcie się tutaj.
Może do kółeczka. Do kółeczka!
Proszę ustawiać się! Proszę! Kółeczko...
Dariuszu!
- Podoba ci się plac zabaw? - Bardzo fajny!
Tylko niech pan popatrzy, co tam się dzieje.
Ożeż wy...!
Uciekajcie! Co to ma znaczyć?
Stare konie, a jak dzieci się zachowują! Wynocha!
Ja wam zaraz pokażę!
No, no, no!
My musimy wiedzieć, co się z tobą dzieje.
- Mogłeś wpaść pod tramwaj! - Nie pomyślałeś, żeby zatelefonować?
Telefonów nie ma na świecie?
Halo. Tak...
Tata!
I żeby mi to było po raz ostatni.
Halo. Cześć. Nie, nie przyjechali. Nie wiem kiedy.
A jak ty się czujesz?
Tak?
No to trzymaj się. Cześć.
- U Tatarczyka podejrzewają świnkę. - Co ty! Tak późno?
Mamo, poczekaj!
Ja wyrzucę.
Ty! Co mu się stało?
Widzisz, Rademenes. Tatarczyk ma świnkę.
Kiciuś.
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń jak we śnie
albo w bajce, którą znasz.
Los ci dał wielką moc,
czarodziejską.
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
www.tvp.pl/dostepnosc
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.