Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
- Cholera jasna! - Przepraszam, panie Rosolak.
Nic się panu nie stało? Zaraz zejdę. Już schodzę.
Niech pani nie schodzi. Ja zaraz ją przyniosę.
Dzień dobry! Jutro mają mi przywieźć meble.
Samochód mógłby podjechać pod klatkę?
Proszę. Wyjątkowo - dla pana.
- Tylko jak pan te meble tu wstawi? - Przecież jest schowek.
- Ale nie ma klucza. Ktoś zgubił. - Pan nie ma klucza?
Już trzy klucze dorabiałem. Wie pan, jaki tu element mieszka?
- A pan z którego piętra? - Z szóstego.
- Po schodach pan nie wniesie. - No właśnie.
- Ja mam panu podpowiadać jak? - Ale jak wniosę?
A jak budowali piramidy w Egipcie?
Wciągali.
- Jest mama? - Jest.
Dziękuję panu! Fatygował się pan tyle pięter.
- Winda czynna? - Dzisiaj wyjątkowo tak.
- Dzień dobry! - Dzień dobry.
- Co się działo w nocy? - A co się miało dziać?
Jakieś psy i koty ganiały się między kubłami.
- Psy i koty? - No.
Faktycznie. Zrobię porządek z tym towarzystwem.
- Do widzenia. - Bardzo dziękujemy. Do widzenia.
- Do widzenia. - Do widzenia.
- Mógłbyś sobie darować! - Wyraźnie słyszałem.
A ja nie słyszałam żadnych hałasów, kotów...
- Ja słyszałem. A ty, Darek? - Ja w nocy spałem.
W starożytnym Egipcie oddawano kotom boską cześć.
Również mahometanie traktują koty z szacunkiem.
Koty są wredne.
Tatarczyk opowiadał, że jego kolega zasnął
i kot skoczył mu na grdykę.
- Pewnie myślał, że to mysz. - Darek, pij mleko.
To bzdura wymyślona przez tych,
którzy nienawidzą zwierząt, bo się ich boją.
- Mama! Opowiedz o Mahomecie. - O kotce Mahometa.
Mała kotka zasnęła na jego płaszczu.
Prorok, nie chcąc jej budzić, oderwał róg płaszcza.
Od tego czasu żaden mahometanin nie skrzywdził kota.
- Wymyśliłaś to chyba. - No skąd!
Sprawdzę to. Za tydzień przyjeżdża delegacja marokańska.
Sprawdzi nas.
- Tata, podrzuć mnie do szkoły. - Tylko pośpiesz się.
Musisz wypić mleko. Do końca.
Zaczekaj chwilę.
Coś jest z olejem. Muszę sprawdzić. Może lepiej pójdź do autobusu.
- Oj, tata! Z tobą jest tak zawsze. - No wiesz.
Tarkowski!
- Która jest? - Za pół minuty ósma.
Rozróżniamy zaimki rzeczowne, przymiotne i przysłowne.
Na przykład...
to...
tamto...
coś...
tenże...
Co ty? Kota się przestraszył?
Potem udawał, że mu silnik przerywa.
Cebula mało mnie nie dopadł.
Cicho. Lubczyk na was patrzy.
Na przykład...
Różne drogi krzyżują się w tym lesie.
Skwarzyła słońca letniego pożoga.
Od niej ptaki w zbożowym ukryły się lasku.
Tamte leżą w... murawie, te kąpią się w piasku.
Zaimki względne: kto, co...
kto, co, cokolwiek...
Patrz! Jakieś "cokolwiek" chodzi po parapecie.
Kto bądź...
Co bądź...
I kto tylko.
Różnica między zaimkami względnymi a wskazującymi polega na tym,
że pierwsze są zawsze używane w ustosunkowaniu się do drugich.
Są więc od nich zależne
i używane bywają przez wzgląd na nie.
Na przykład...
Jakie ziarno, taki plon.
Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje...
- Ankwiczówna. - Obecna.
Zaraz zobaczymy, czy jesteś obecna, czy nie.
Jaka jest różnica między zaimkami wskazującymi a względnymi?
Przecież przed chwilą mówiłem.
- Nie słuchałaś? - Słuchałam.
No i co?
Dwa.
Ewa.
Dwa.
Kędziora.
Siadaj.
Nowak.
Dwa.
Kowalska.
Wiesz czy nie wiesz? Dwa.
Maliszewska.
To samo. Ty? Dwója.
Darek, uderz mnie.
Zbytniewski.
- Uderz, to nas wyrzuci z klasy. - Odczep się.
Teraz z książki?
Au! Proszę pana, on się bije!
- On zanieczyścił powietrze! - Wyjść z klasy!
Tarkowski!
Jaka jest różnica między zaimkami względnymi i wskazującymi?
- Nie wiem. - Dwa.
- Bolek! - Masz jakąś kanapkę?
- Mam. - Jestem głodny.
Darek!
- Szlag by trafił tego kota. - Mogłeś się uratować.
- Wyrzuciłby nas z klasy obu. - Ja tak nie umiem.
Tarkowski! Retman!
Przyniesiecie do klasy gablotę z minerałami Sudetów Śląskich.
Będzie potrzebna w czasie lekcji.
- Panie Bolesławie. - Mhm.
Dlaczego postawiłeś mojej klasie tyle luf?
- Małgosiu, nie luf, nie luf. - Dobrze. Ocen niedostatecznych.
Obniżasz średnią ocen w mojej klasie.
- Oni kompletnie nie uważali. - Dlaczego?
Nie wiem dlaczego. Cały czas patrzyli w okno.
I dlatego, że nie wiesz, postawiłeś tyle dwój?
- Małgoś... - Boluś.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
- Co wy robicie? - Dyrektor kazał przynieść kamienie.
"Pan dyrektor". I nie kamienie, tylko minerały.
- Powtórzcie. - Minerały.
Podobno w tym roku ma być wyjątkowy urodzaj grzybów.
Co pan powie!
Odsuńcie się. Wszystko trzeba robić z głową.
Widzicie? To żadna filozofia.
Retman, Tarkowski, co wy wyprawiacie z moimi minerałami?
- To nie my, panie dyrektorze. - To profesor Luba.
- Nic ci się nie stało? - Nie.
Panie kolego...
Retman!
Na czym polega różnica
między zaimkami względnymi a wskazującymi?
Różnica między zaimkami względnymi a wskazującymi
polega na tym, że pierwsze bywają ustosunkowane...
Dwója. Pozbieraj te kamienie.
- Szalony dzień. - Za oknem jeszcze tętni zgiełkiem.
Nadchodzi noc ze spokojnym, cichym piekłem.
Rozrachunków i rozliczeń czas
dla każdego z nas.
Znów było źle.
Te same wciąż popełniasz błędy.
Jak można żyć
w stalowych kleszczach własnych lęków?
Chciałbyś zasnąć i nie zbudzić się.
To był fatalny dzień...
Darek.
- Głowa do góry, - głowa do góry.
Głowa do góry, głowa do góry!
Głowa do góry, głowa do góry!
- Głowa do góry, głowa do góry! - Darek! Mówię do ciebie.
- Czy wiesz, która jest godzina? - Dwadzieścia po piątej.
Obiecałeś iść po zakupy.
- Co mam kupić? - Chodź.
Kup chleb czarny, jakby był,
pomidory, ogórki, ziemniaki, marchewkę.
Zaraz przyjdzie ojciec. Musimy przed wyjściem coś zjeść.
- Dokąd idziecie? - Do kina.
Beze mnie?
Film "Seksmisja" możesz obejrzeć za 6 lat.
Za 6 lat? Prędzej go zobaczę w telewizji.
Zbyszek! Tu jest!
Dobra. Chodź!
- Jest! - Fajnie.
- Czaja, masz rozpuszczalnik w domu? - Nie mam.
- Rudy, masz rozpuszczalnik? - Nie wiem.
Leć po niego.
No, leć!
Cholera, nie chce się otworzyć.
Rudy, leć po tego kota.
- Ja? A Czaja nie ma rąk? - Co "Czaja"?
Jak będę miał coś do Czai, to mu powiem. Leć!
- E! Co wy chcecie zrobić? - No co?
Żywą pochodnię. Widziałeś kiedyś?
Zostawcie go!
Mówiłem coś?
Co ty powiedziałeś? Mówiłeś coś? Na serio?
Mówiłeś?
Trzymaj go!
Uwaga!
Uważaj!
Daruś! Co jest?
Kot.
Darek, ty nas wpędzisz do grobu.
Czy pomyślałeś choć przez chwilę o nas, wdając się w tę bójkę?
- No nie, mamo. - A gdyby któryś z nich miał nóż?
Czy zdajesz sobie sprawę z tego, jak to się mogło skończyć?
Twoja matka by tego nie przeżyła!
Nam chodzi tylko o to, żebyś był rozważniejszy, rozumiesz?
Mamo, on zostanie u nas?
- Bo ja wiem? - Po tygodniu ci się to znudzi.
I twojej matce przybędzie nowy obowiązek.
Dobrze, zgadzam się na okres próbny,
ale zastrzegam sobie prawo wymówienia.
Joasiu, chodź, nie dostaniemy biletów.
Fajnie? Możesz obejrzeć film w telewizji.
Ale pamiętaj, umyj zęby!
Od tygodnia tylko moczysz szczoteczkę.
Ilość pasty w tubie jest ciągle taka sama...
Dobrze, ale to po co ten schowek jest?
Dzień dobry państwu. Ja już trzy klucze dorabiałem.
- Niech pan wyłamie. - Ja mam wyłamać? Pan niech wyłamie.
- Dobra. Idę po łom. - A po jaką cholerę panu to?
Dobrze, niech idzie. Będzie płacił.
- Chłopaki, wnoście to wszystko. - Proszę pana, nie ma mowy.
Tak nie można. Mówiłam, żeby pan to wyniósł.
Pan blokuje dojście do windy.
Co ja mam zrobić? Do kogo mam się udać?
Skąd ja mogę wiedzieć?
Dariuszu.
Dariuszu.
Szukasz daleko,
a powinieneś szukać wokół siebie, Dariuszu.
To ja mówię do ciebie.
To niemożliwe.
Nie tobie sądzić o tym, co możliwe, a co niemożliwe.
Jestem tutaj i mówię do ciebie, Dariuszu.
Nie jestem zwykłym kotem.
Jestem 381. wcieleniem Rademenesa,
pierwszego kapłana egipskiej bogini Bast.
Bogini Bast?
Tak.
I zamiast, jak inni ludzie, znaleźć w śmierci wieczny spokój,
już 381 razy odradzam się pod postacią czarnego kota.
Dlaczego?
To kara za pewien czyn, który popełniłem przed laty,
gdy byłem kapłanem bogini Bast w Memfis nad Nilem,
w królestwie świętego Egiptu.
- A co takiego przeskrobałeś? - Wolałbym to pominąć milczeniem.
Opowiem ci o tym później, kiedy lepiej się poznamy.
W każdym razie ciąży na mnie klątwa.
Przeżyłem 3827 lat,
podczas których umarłem 381 razy
i 380 razy narodziłem się jako nędzne zwierzę.
Nawet nie wyobrażasz sobie, jakie to okropne.
Jestem już bardzo zmęczony.
- Jak ty masz na imię? - Rademenes.
Nie martw się, Rademenesie.
Moje męki się nie skończą,
póki ktoś nie zdejmie ze mnie przekleństwa.
- Może jest jakiś sposób? - Jest, ale nie wolno mi o tym mówić.
Muszę zdać się na los i przypadek. A są to bezlitośni wrogowie.
- Podczas tych 480... - Trzystu.
Słusznie. Niekiedy sam tracę rachubę czasu.
Podczas tych 381 kocich wcieleń
tylko cztery razy dane mi było przemówić ludzkim głosem.
Ty jesteś piąty, Dariuszu.
Wolno mi przemówić ludzkim głosem tylko do tego,
kto uratuje moje nędzne kocie życie.
Uratowałeś mi życie.
W nagrodę spełnię 7 twoich życzeń.
- Siedem życzeń? - Tak.
Masz prawo żądać ode mnie 7 razy, czego tylko zapragniesz,
ponieważ uratowałeś mnie od okrutnej śmierci.
Bajki opowiadasz.
W każdej bajce kryje się jakaś prawda.
To ja te siedem życzeń mam od razu wypowiedzieć?
Co tu się dzieje?
Ktoś się wprowadza do mieszkania nad nami.
Aha, rozumiem. Bloki piaskowca do budowy piramid
wciągaliśmy w podobny sposób.
Pytałeś, czy musisz od razu
wypowiedzieć wszystkie życzenia.
Nie. Dzisiaj jedno, a następne za tydzień.
Mogę spełniać życzenia w dniu, w którym mnie uratowałeś.
Dziś jest środa, następne życzenie w przyszłą środę, tak?
Tak. Lecz dzisiaj powinieneś także wypowiedzieć życzenie.
Inaczej możesz je zmarnować.
Nie śpiesz się. Mamy jeszcze dużo czasu.
Dobra, pomyślę.
Oglądałeś kiedyś polską telewizję?
Dariuszu, jeszcze jedno.
Nie wolno ci nikomu zdradzić, kim jestem.
Tylko pod tym warunkiem mogę być na twoje rozkazy.
Szkoda. Mama by się ucieszyła.
Nie ma mowy. Jeżeli to zrobisz, będę dla ciebie zwyczajnym kotem.
Dobra.
Głowa do góry! Nie daj się zwariować!
- Głowa do góry! - Głowa do góry! Zacznij żyć od nowa!
- Ale ładują! - Głowa do góry!
Przepraszam, co ładują?
Grają.
Moim zdaniem jest to trochę zbyt hałaśliwe.
Tak. Z ciebie musi być niezła konserwa.
5 tysięcy lat.
Straszne. Mój tata ma tylko 40 i każe mi ściszać magnetofon.
Nie gniewaj się, Dariuszu, ale chyba mogę mieć własne zdanie?
- Dlaczego tak jęczysz? - Ten sprzęt.
- Jaki sprzęt? - Gitary, kolumny...
Powiedz tylko słowo, a to, co tam widzisz, będzie twoje.
- Nie wierzysz mi? - Nie.
Powiedz mi, czy chciałbyś mieć taki "sprzęt"?
- Pewnie. - Hathor.
Hathor.
Hathor.
- Co się stało? - To, czego chciałeś.
Spełniłem twoje pierwsze życzenie.
Proszę państwa, przykro mi, ale mamy jakieś kłopoty.
Mam nadzieję, że już za chwilę obejrzymy
dalszy ciąg występu zespołu Banda i Wanda.
No i co? Czy jesteś szczęśliwy?
- Coś ty narobił? - Wybacz, ale to już nie moja sprawa.
- Co ja z tym wszystkim teraz zrobię? - Masz to, co chciałeś. Graj.
Dlaczego ty im to zabrałeś? Tak nie można.
Na czym oni teraz będą grali?
Myślisz, że jestem cudotwórcą, że zrobię coś z niczego?
Gdybym ja wiedział, że ty im to zabierzesz,
nigdy bym cię o to nie poprosił.
Nie patrz na to tak tragicznie. Oni są na pewno ubezpieczeni.
Biorę całą winę na siebie.
Rademenes.
Czy nie mógłbyś tak zrobić,
żeby to zaraz wróciło na swoje miejsce?
Mógłbym, ale dopiero w przyszłą środę.
To za późno.
Chyba masz rację.
A co z moim mlekiem?
Zaraz! Muszę zadzwonić.
- Halo. - Redaktor dyżurny.
- Dzień dobry. - Słucham.
- Ja w sprawie tych instrumentów. - Jakich instrumentów?
- Zespołu Banda i Wanda. - Instrumenty zespołu Banda i Wanda?
Te, co zniknęły w czasie programu, co emitowaliście.
Jeżeli wystąpiły jakieś usterki, to na pewno przeprosiliśmy.
Oczywiście. Ale te instrumenty są u mnie.
Ile masz lat?
Trzynaście.
- Poproś do telefonu tatusia. - Rodzice są w kinie.
Jak wrócą, poproś, żeby ci wytłumaczyli,
że telefon nie służy do robienia głupich dowcipów.
Co z tym mlekiem?
Głowa do góry, chłopcze.
Znajdzie się jakiś sposób, żeby zwrócić te rzeczy.
- Twój ojciec... - Co "mój ojciec"?
Coś wymyśli. Albo może mama.
- Co ja im powiem? - Powiedz im prawie całą prawdę.
To znaczy - że oglądałeś telewizję
i nagle te wszystkie rzeczy znalazły się obok ciebie.
- Tak... Uwierzą? - Uwierzą.
- Zobaczą to na własne oczy. - No tak.
Mędrzec nie przejmuje się tym, co może nastąpić.
Mędrzec przejmuje się dopiero tym, co nastąpiło.
Nie jestem żadnym mędrcem! Mam 13 lat i chodzę do VI klasy.
Mimo to bądź mądry i nie przejmuj się przedwcześnie.
Ja muszę coś z tym zrobić.
Ciągnij na dół, Stefan!
Stefan!
Powariowali! Zaraz to zleci i kogoś zabije.
Przy budowie piramid takie rzeczy się zdarzały.
Ale dlaczego ci niewolnicy tak wrzeszczą?
To nie są niewolnicy.
To są tragarze. Im za to płacą.
- Dzień dobry. Jest tatuś czy mamusia? - Nie ma.
- Kto tu jest? - Ja.
A co tu tak, cholera, zagracone?
Tak ładnie tutaj... Co?
Ile tego wszystkiego!
A my tu szafę musimy wnieść. Chodź tutaj.
Rozumiesz, jest sprawa.
- Stefan! Ciągnij na górę! - Dobra!
Odejdź, bo to cię jeszcze zabije.
- Stefan! - No?
Ciągnij! Ciągnij!
Teraz na dół! Ciągnij na dół! Jak ci mówię!
- Stefan! - No?
Ciągnij na dół!
- Mówię: na dół! - Ciągnę!
Syneczku, odejdź! To nie dla ciebie robota.
- A teraz do góry! Ja ci odkręcę! - Dawaj!
Stefan, ciągnij do góry! Zaraz, bo tak nie pójdzie!
Ciągnij już!
Stefan! Jak pragnę Boga!
Ja z tymi ludźmi nie mogę się już wyrobić.
Dobra jest! Schodzę na dół.
Chodź, mały, idziemy.
Dzieciaku, jaki ty masz piękny sprzęt.
Jakbym miał coś takiego,
tobym na kolanach klęknął i do Częstochowy pojechał.
- Dobra. Chodź pan. - Dobra, idę, idę.
- Do widzenia. - Cześć. Trzymaj się.
Bardzo niesympatyczny tragarz.
Tragarz. Tragarz, tragarz, tragarz...
Rademenes! Chodź!
Dawaj!
Stefan! Złaź!
- A dokąd to by było? - Do telewizji.
Nie da rady. Nie po kursie, syneczku.
- A dużo tego? - Widział pan. Cały pokój.
Nie da rady, nie da rady...
- Ale ja zapłacę. - A! To co innego.
Po badylu na głowę i jedziemy.
- Ciężko ci to roztrzaskać. - No.
Synu, tu nawet stówy nie ma!
- Tu jest 150. - A tam, 150!
- Jedziemy! - Jedziemy!
O rany boskie! A co to?
- To twój kotek? - Tak.
O rany boskie. Ma te ślepia jak moja żona.
Jak na mnie patrzy, to się obejrzeć nie mogę.
Dobra, wiozę ci te graty. Gdzie mieszkasz?
- Był pan. - A, na czwartym.
Fucha nam się trafiła. Chodź.
- Za 150. - Za takie pieniądze...
Dzień dobry.
- Dzień dobry. - Czego chcesz?
Przywiozłem ten sprzęt.
- Co? - Przywiozłem ze sobą ten sprzęt.
- Jaki sprzęt? - Ten, co panowie teraz wnoszą.
Dawaj.
- Do jakiego studia? - Nie wiem.
- Nazwisko. - Dariusz Tarkowski.
Nie ma.
"Moja matka jest bardzo wysoka".
"My mother is very tall".
Synuś! Chodź do mnie. Chodź tu, syneczku kochany.
I pamiętaj, myśmy ci to wszystko przewieźli
charakternie, po ludzku, rozumiesz?
- Proszę. - Nie, kochany, to sobie schowaj.
- Tu jest wszystko. - Kochaj matkę.
Do mnie w razie czego zajrzyj. Jakbyś miał kłopoty.
- Kochaj te swoje koty... - Nie nawijaj.
Dobra. Z dzieciakiem rozmawiam. Trzymaj się.
W razie czego - do Emilki.
- No i co my teraz zrobimy? - No wiesz...
Chyba trzeba się będzie wpisać na listę.
No to chodź.
Słuchaj, jak chcesz, to ja jeszcze raz sprawdzę.
- Tarkowski? - Tak.
- Dariusz? - Tak.
Przepraszam bardzo. Jest.
- Możesz wejść. Studio nr 5. - Dziękuję bardzo.
Ale miał minę.
Słyszałeś?
Błąd na błędzie.
Proszę do studia!
Jakie ponieśliście straty?
Wie pan, to łatwo policzyć. Dwie gitary...
Dwa wiosła, gibson, fender...
- Do tego wzmacniacze. - Proszę wolniej.
- Ile to jest warte? - Około 10 tys. dolarów.
Przez kilka lat zbieraliśmy na ten sprzęt.
- Ten sprzęt jest tam, w holu. - Jak to w holu?
Przed chwilą go widziałem. Słowo honoru.
Chłopaki, znowu jakaś afera. Kolejny cud.
Podobno nasze paczki są w holu.
Szalony dzień, za oknem jeszcze tętni zgiełkiem.
Nadchodzi noc ze spokojnym, cichym piekłem.
Rozrachunków i rozliczeń czas
dla każdego z nas!
Znów było źle, te same wciąż popełniasz błędy.
Jak można żyć w ciasnej klatce własnych lęków?
Chciałbyś zasnąć i nie zbudzić się.
To był fatalny dzień.
Głowa do góry, głowa do góry, nie daj się zwariować.
Głowa do góry, głowa do góry, zacznij żyć od nowa.
Głowa do góry, głowa do góry, nie daj się zwariować.
Głowa do góry, głowa do góry, zacznij żyć od nowa.
Nie przypuszczałem, że to się nam uda.
Tak to bywa, kiedy się wypowiada nieprzemyślane życzenia.
W przyszłą środę już będę uważał.
Zobaczymy.
Jestem bardzo zmęczony. Bardzo.
Tak, to był ciężki dzień.
- Zdrzemnąłbym się trochę. - Nie warto.
Na następnym przystanku... wysiadamy.
Miło mi zaprosić państwa ponownie
na przerwany z przyczyn od nas niezależnych występ.
Proszę państwa, ten utwór zagramy dla pewnego chłopca,
bez którego pomocy program dzisiejszy nie odbyłby się.
Szalony dzień, za oknem jeszcze tętni zgiełkiem.
Nadchodzi noc ze spokojnym, cichym piekłem.
Rozrachunków i rozliczeń czas
dla każdego z nas!
Znów było źle...
A co to jest?
Przecież ty już dawno powinieneś być w łóżku.
Zresztą obejrzymy sobie to.
Głowa do góry, głowa do góry,
nie daj się zwariować.
Głowa do góry, głowa do góry, zacznij żyć od nowa...
Co się tak gapicie? Bardzo lubię zespół Banda i Wanda.
- Jak go nazwiemy? - Wymyślmy mu jakieś imię.
Może Mruczek?
- On już ma imię. - Jakie?
Rademenes.
Rademenes? Fajne imię. Takie egipskie.
A wiecie, że koty w starożytnym Egipcie...
Nie tak, nie tak,
nie jest tak z tobą źle, jak myślisz.
Zobaczysz, że zaraz poprowadzisz wyścig.
Pomóc sobie możesz przecież sam, zupełnie sam.
Siedem życzeń spełni się,
jak w tygodniu siedem dni.
Pomyśl dobrze, czego chcesz,
zanim powiesz...
Siedem życzeń, życzeń twych,
jak mądrości siedem bram.
Czy potrafisz przez nie przejść,
będąc sobą?
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń jak we śnie
albo w bajce, którą znasz.
Los ci dał wielką moc,
czarodziejską.
Siedem życzeń! Siedem życzeń!
Siedem życzeń! Siedem życzeń! Siedem życzeń!
www.tvp.pl/dostepnosc
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.