All language subtitles for Wzgorze.Psow.S01E03.PL.1080p.NF.WEB-DL.H264.DDP5.1.Atmos-K83.srt - pol(2)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian Download
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish Download
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

[przeraźliwe glissando]

- [spokojna muzyka] - [senna kobieca wokaliza]

[grzmienie]

[muzyka gra dalej]

[z akcentem] I jak?

No autko ładne.

Nie, że złe, ale miało być czarne, jest szare.

[żabi rechot]

[muzyka cichnie]

[gwizd]

[chlupot]

No ale c… co jest?

Nie no, dobre jest.

[bierze głęboki wdech, ciężko wydycha]

[kupiec] Szkoda takiego auta.

Słuchaj.

Przecież ja się chciałem tylko potargować.

Ja się nie targuję, gadzio.

[mroczna, dudniąca muzyka]

[rozruch silnika]

[muzyka gra dalej]

[muzyka się zniekształca]

[wzdycha]

[ciężko wydycha]

[dzwonek telefonu]

[dzwonek cichnie]

[Justyna] Cześć.

- Hmm… Cześć. - [wzdycha]

[Justyna wzdycha]

- Napijesz się? Kawy? - Nie, dzięki.

- Co się dzieje? - [wzdycha]

Ktoś podpalił dom, w którym spałam.

Wasze mieszkanie?

Dom Głowackich w Zyborku.

Pisałam ci, że tam się dzieje coś dziwnego.

Najprawdopodobniej ktoś z ratusza podpalił dom mojego teścia. [wzdycha]

Zrozum, ja muszę napisać ten artykuł.

Klepnij mi to. To jest naprawdę gruba sprawa.

No ale tym zajmują się lokalne media, nie?

My piszemy o sprawach, które dotyczą całej Polski.

A poza tym, z tego, co kojarzę,

twój mąż chyba napisał całą książkę o tym mieście.

Może darujmy polskim czytelnikom Zyborka?

Może wystarczy?

Ja go kocham.

Aha.

I dlatego tu przyjechałaś?

[wzdycha] Przyjechałam tu, bo pracujemy razem,

a ty jesteś moim przełożonym.

[wydycha ciężko]

[wydmuchuje ciężko powietrze]

Zablokowałem tekst o Klubie Puchatka.

Co zrobiłeś?

Dla twojego bezpieczeństwa.

Szykują potężny zbiorowy proces.

Yyy… Nie przeciwko gazecie. Przeciwko tobie.

Proces, który… przegrasz.

Jesteś okrutny.

Od ciebie się nauczyłem.

Justyna.

Możesz tu zostać. Wiesz przecież.

Ile tylko chcesz.

[Justyna wzdycha]

Żałuję, że tu przyjechałam.

[oddalające się kroki]

[wzdycha]

[ziewa chrapliwie]

[stęka ciężko]

- [bzyczenie muchy] - [świergot ptaków]

[pianie koguta]

[oddycha drżąco]

[zbliżające się kroki]

[Jasiek] Jest ciocia?

[Mikołaj] Nie, nie ma.

A gdzie jest, bo miałem ją nauczyć grać w LOL-a?

Pojechała do Warszawy. [z przekąsem] Do redakcji.

- [prycha] - I co?

Zostawiła ciebie tak samego, wujek?

Uhm.

A!

Jakaś pani siedzi na dole.

Pyta się, czy jest ktoś dorosły w domu.

- Gdzie jest tata? - Tata i mama pojechali na policję.

Dobra, to powiedz jej, że zaraz przyjdę.

[komendant] Dobra, oddzwonię. Nie mogę teraz gadać. No, na razie.

- Ja nie będę teraz z tobą rozmawiał. - Gówno mnie to obchodzi.

Podpalili nam dom.

- Podpalili? - Tak.

A to znaczy, że ty już… wiesz kto, tak?

Ty też wiesz kto.

Co ty, kurwa, myślisz, że ty w przedszkolu jesteś?

Yyy… Wasz przyjaciel Winnicki siedzi w pokoju obok.

Chętnie przyjmie wasze zeznania.

- I co dalej? - Nie wiem, co będzie dalej.

[chichocząc] A może ekspertyza pokaże, że sami żeście się podpalili.

Ty, kurwa, kutasie złamany.

- Ty… gnido zakłamana, kurwa. - Tomasz.

[oddalające się kroki]

Ty kiedyś byłeś porządny człowiek.

[wdycha sycząco] Nic się nie zmieniło.

Człowieku, kurwa, wrzucili nam kanister z benzyną.

- Do pokoju dziecięcego! - Tomasz!

- Tomasz! - Czy ty to, kurwa, rozumiesz?

Podpalili nam dom,

a ty zamiatasz to pod dywan.

Tak samo było z mięsem w żołądku Bernata.

Co to za mięso było? Sprawdziłeś to chociaż? Jakaś…

ekspertyza, badania, cokolwiek?

Wam to na rękę, że on nie żyje, co?

Na rękę?

Jak coś takiego może być na rękę?

Wy jesteście pojebani.

Agata, chodź.

- A ty jesteś normalny? - Chodź, Agata!

To nie ma sensu.

- [smutna muzyka] - [smutna kobieca wokaliza]

[wydycha ciężko]

[muzyka gra dalej]

[zbliżające się kroki]

[dziewczyna] Ciasto. Przyniosłam.

[brzdęk naczyń]

[nalewanie]

[wzdycha]

[stukot odkładanego czajnika]

Poczekaj.

Napijemy się kawy?

Rozumiem.

Serio.

Co?

Twój żal.

[akcentuje] Nie rozumiesz.

Ale pogadajmy.

Ja wiem, że to jest książka. Ja wiem, że to jest wymyślone, co nie?

Ale przecież wiadomo, o czym ty piszesz.

Zrobiłeś z Sebka mordercę.

Mordercę, który męczył zwierzęta.

Z wariata…

mafioza.

W ogóle z Zyborka jakieś…

- Miasto bandytów. - A nie było tak?

Maciuś z chłopakami nie kradli aut w Niemczech?

Seba nie zabił Darii?

[tkliwa muzyka]

Przepraszam, ja n…

nie… nie chciałem sprawić ci przykrości.

Ale to nie chodzi o mnie, kurwa.

- Ja miałam wtedy pięć lat. - Pamiętam.

Pamiętasz?

Pamiętasz, przepraszasz.

Mówisz, że nie chciałeś źle.

A może po prostu nie pomyślałeś?

Czyli jestem głupi.

I to jest moja wina.

Właśnie w tym sęk, że ty nie jesteś głupi.

To jaki?

Po prostu leniwy.

[otwarcie drzwi]

[zamknięcie drzwi]

[Grzesiek, cicho] Fajnie. Fajnie, fajnie, fajnie.

Fajnie, fajnie, fajnie.

O!

- Cześć. - [dziewczyna] Cześć.

[Grzesiek] Ciasteczko teraz? [chichocze]

Teraz, brat…

to jedziemy z kurwą.

Grzesiu?

Kurwa, spalili nam dom.

W…

Wiesz, co chcę zrobić?

Powiem ci, co chcę zrobić. [dyszy]

Chcę im pokazać, że się nie boimy.

[sylabizuje] Nie boimy!

Jedziesz ze mną?

[oddalające się kroki]

[Mikołaj] Muszę iść.

[Grzesiek] Ruchy, Blady.

I dostojnie.

[zamknięcie drzwi]

- [Grzesiek stęka] - Co my tu właściwie robimy, co?

[Grzesiek stęka]

- Dzień dobry paniom. - [kobieta] Dzień dobry panu.

- [rozpinanie rozporka] - [z ulgą] O!

[chlupot]

- [kobieta] Co pan robi? - [Grzesiek, z ulgą] O!

Co ty, kurwa?

- Pożar gaszę. [wyje] - [śmieje się]

Wydupcaj stąd, kurwa!

[Grzesiek] Co ty, kurwa, myślisz, że ja nie wiem? Co?

[Piotrek] O chuj ci chodzi?

- Kto dzieci pali? - [Piotrek] Co, kurwa?

- Co? - Panowie, spokój.

Idziemy.

Po… Posprzątać to.

Posprzątać to! Nogi ci z dupy powyrywam, pokurwieńcu jeden!

- [chichot] - Nauczę cię za to, kurwa.

Nauczę cię za to!

E, co się tak drzesz?

Naszczał… Naszczał mi na dywan w gabinecie.

No to posprzątaj to. Za dwie godziny wojewoda przyjeżdża.

I uspokój się. Nie jesteś u siebie w knajpie.

Przepraszam.

[intrygująca muzyka]

- [pukanie do drzwi] - Otwarte.

[otwarcie drzwi]

[zamknięcie drzwi]

- [mężczyzna] Nie zamykasz drzwi? - [prycha]

Jakby się ktoś tu pchał bez pukania, tobyś przecież pierwszy wiedział.

[chichocze] Aż tak dla ciebie nie zwariowałem.

- No i co? Zbadałeś to mięso? - Ja nie.

- Ale ktoś to badał. - No i?

- To ludzkie mięso. - Co?

- Jesteś pewien? - Na 99%.

Tam w próbce tak naprawdę były dwie tkanki.

Zakładam, że jedna to ta połknięta tkanka,

a druga należy do denata.

No i one są bardzo podobne genetycznie.

[wzdycha]

Yyy… Czyli… Czyli co? Czyli to ktoś z rodziny?

Może.

- Na przykład syn. - W co ty się tam wplątałaś, co?

Co to jest? Teksańska masakra piłą mechaniczną?

A! Jeszcze to.

Ale tego to już naprawdę nie masz ode mnie.

Ostatnia lokalizacja tego numeru. Wciąż aktywny.

No grubo to wygląda.

Mogę się tym zająć.

Klubem Puchatka też się zająłeś.

[chichocząc] Na to jestem za krótki. Ale oni pójdą siedzieć.

Dobra. [wzdycha]

Będę ci dawać znać.

Tamtejsza policja n… nie chce pomóc.

Od tego jest policja – żeby nie pomagać.

Dbaj o siebie.

[Justyna wzdycha]

[Mikołaj] I co my tu, kurwa, robimy?

[Grzesiek] Ojciec mi kazał sprawdzić, czy wszystko z nią git.

[Mikołaj] Ojciec każe, a ty robisz, nie?

Ej!

Masz z tym jakiś problem?

Wkręcam cię, mordo!

Cię schizowali w tej Warszawie!

[świergot ptaków]

[dziecięcy gwar]

[muzyka gra dalej]

[muzyka cichnie]

[Grzesiek] Dzień dobry!

[tykanie zegara]

[Mikołaj] Pst, ej!

[Grzesiek] Pani Grażyno, dzień dobry!

[cicho] Blady, cho.

[Mikołaj] Nie żyje.

[Grzesiek] Najebana jak szpak. [śmieje się]

Hmm. [prycha]

- [śpiew ptaków] - [Mikołaj ciężko wydycha]

[Grzesiek] Pani Grażynko!

Weź ogarnij jakąś wodę.

[melancholijna muzyka]

[kobiece prychnięcie]

[Daria] Ostro, co?

Grubo i ostro. [chichocze]

Nie tak to sobie wyobrażałeś.

Całą tę dorosłość.

Ty wiesz, co tam jest.

[prycha]

[muzyka przechodzi w budującą napięcie]

[dzwonek telefonu]

Halo?

Synek? Synek, gdzie jesteś?

Synek…

Proszę, odezwij się.

Jesteś tam? Synek!

[muzyka przechodzi w złowieszczą]

To nie on.

[niezrozumiały głos komentatora w TV]

[oddycha miarowo]

[muzyka gra dalej]

[muzyka cichnie]

[napięta muzyka]

[burmistrzyni] Panie wojewodo. O, właśnie tutaj będzie hotel.

Praktycznie będzie okalał cały ten fragment jeziora.

Ładny, cztery, pięć pięter.

Nie jakiś moloch.

- [kozie beczenie] - [burmistrzyni] Tak kameralniej.

Wszystko pięknie zaprojektowane. Nowocześnie.

[mężczyzna] Bryła się wkomponuje w przyrodę.

[Piotrek] Tak, tak. I… I po lewej sala koncertowa,

czy właściwie taki… zadaszony amfiteatr.

Co niedziela animacje kulturalne, występy gwiazd…

[prycha] Muzyka poważna też, oczywiście.

[wojewoda] Ta…

A te bloki?

Ci ludzie?

[dziecięcy gwar]

To jest wielka płyta, yyy, yyy…

Wszystko tam przegniło. Grozi zawaleniem. Trzeba to wyburzyć.

A dla tych ludzi oczywiście mamy już przygotowane, mmm… mieszkania.

Ta.

A zakładając… [chichocze nieśmiało]

…że wesprze nas województwo,

to tu może być piękne miejsce.

Tak.

A…

co tutaj u was się dzieje?

- Jakieś porwania, morderstwa? - Nie.

Głowacka z Krajowej opisała i teraz to wszyscy szerują.

Yyy… Nasza policja pracuje już nad rozwiązaniem tej przykrej sprawy,

a dziennikarze z Warszawy mogą nic o tym nie wiedzieć.

Ja widzę, że taka czarna owca…

ten wasz Zybork.

A w takim Gryfowie…

też jest ładnie.

Panie wojewodo, yyy…

w tych sprawach trwają jeszcze śledztwa

i tego się nie da wyjaśnić z dnia na dzień.

No to niech się wyjaśnią.

Niech się wyjaśnią.

Wtedy będziemy uruchamiać.

No to co, to może…

zaprosimy pana teraz na obiad?

Nie, dziękuję. Zjem po trasie.

[burmistrzyni] Trzeba przyśpieszyć ze sprawą Bernata.

- [komendant] Robimy, co możemy. - [parska] No widocznie nie robicie!

Nie mamy żadnych poszlak. Musisz zrozumieć.

Nie było żadnego… żądania okupu.

- Jakiegoś konfliktu. - On miał konflikt z każdym.

Z każdym.

Z wami też.

Coś sugerujesz?

Nie.

Mówię tylko, że to nie takie łatwe.

Jakbyś mi pozwoliła tam być, to byłoby inaczej.

A co mogą jeszcze zrobić ci psychopaci, no?

Demonstrację? Nie wiem, co mu chodzi po głowie.

[burmistrzyni] A co my możemy zrobić?

[Johann] Zachować się tak, jakby wszystko szło do przodu.

- Siedzieć na dupach? - [Johann] Nie. Pokazać to ludziom.

Zorganizujcie szybko jakiś festyn, koncert.

Po prostu zachowujcie się, jakby wszystko było dopięte i podpisane.

Zawsze tak się robi.

No i koniecznie jakiś biskup.

Do święcenia.

Bo święconego nikt nie ruszy.

[smętna muzyka]

[dźwięki wyciszone]

- [zawodzi] - [muzyka biesiadna]

[fałszuje] ♪ Noce, zyborskie dnie ♪

♪ To tu żyliśmy niczym w bajce Jak we śnie ♪

- Dobra, już, już. - [muzyka się urywa]

[kaszle]

- Już. - [Jarecki] O!

Chłopaki.

Piątkę wam mogę dać, ale to… dwie godziny musicie pograć.

- Ni chuja, dychę. - Pojebało cię? Jaką dychę?

[mężczyzna] Co „pojebało”? Inflacja jest.

Przecież sam mówiłeś, nikogo innego nie znajdziesz. Co ty?

Dobra, kurwa, dycha, ale to ma być wykon życia. Igła.

[perkusista] Dobra, dobra. Dajesz.

[Piotrek] Nieczynne.

- ♪ Zyborskie noce ♪ - [Piotrek] Kurwa!

♪ Zyborskie dnie ♪

♪ To tu żyliśmy niczym w bajce ♪

[kaszle] ♪ Jak we śnie ♪

- [muzyka cichnie] - [Mikołaj] Masz chwilę? Siema.

Blady, weź się odpierdol ode mnie.

Tyle masz mi do powiedzenia?

Czy masz pretensje o to, co napisałem w książce?

Jak wszyscy.

Szlug.

Trzymasz się dalej z Markiem Bernatem, nie?

Tak na „Cześć, co tam słychać?” raz do roku.

Ja nie wiem, gdzie on jest. A widzieliśmy się…

yyy… chyba z rok temu w Undergroundzie, coś tam wypiliśmy, tyle.

Gadaliście o tym, co?

O czym?

- Co ty chcesz ode mnie usłyszeć? - No wiesz.

Ja nic nie wiem. Niczego się ode mnie nie dowiesz. Idź stąd, kurwa.

Jaras.

Ja ci mogę pomóc.

Tak?

Weź mi, kurwa, daj spokój.

Zostaw mnie.

Bo następnym razem coś ci zrobię, Blady, kurwa.

Zobaczysz, coś ci zrobię.

[złowieszcza muzyka]

[bicie dzwonu]

[niezrozumiały męski głos w TV]

[otwarcie drzwi]

- [zamknięcie drzwi] - [dyszy]

To ludzkie mięso.

Co?

To, co znaleźli w żołądku Bernata, to ludzkie mięso.

W dodatku zbieżne genetycznie.

- Skąd to wiesz? - Nie pytaj.

- Mam też lokalizację jego telefonu. - [kroki]

[kroki]

[Agata] Nad jeziorem.

Wiem, gdzie to jest. Zadzwonię do ojca.

- [Grzesiek głośno wydycha] - [kroki w dół po schodach]

Gdzie byłaś?

No to sobie pogadajcie.

No, gdzie byłaś?

Musiałam coś załatwić.

A dlaczego nie odbierałaś?

[wzdycha]

Ogarniałam artykuł o twoim mieście, żeby pomóc twojej rodzinie.

Dałam tkankę Bernata do analizy.

Super.

Justynka zawsze wszystko robi najlepiej, Justynka robi zawsze najwięcej.

Daj mi kluczyki.

- A gdzie jedziesz? - Też muszę coś załatwić.

- Co? - Gówno.

[prycha]

Nie bądź chamem.

[zdyszany] To co, jedziemy tam?

Rozmawiałem z dziewczyną Bernata i jego landlordem.

Nie widzieli go w Londynie od miesiąca.

Zginął tak samo jak jego ojciec.

Jedziemy?

- Mikołaj mi zabrał kluczyki, więc… - Pojedziemy moim, chodź.

[tajemnicza muzyka]

[otwarcie, zamknięcie drzwi]

[muzyka gra dalej]

[gaśnięcie silnika]

[Grzesiek] No to zaraz poznasz oryginała.

[muzyka cichnie]

Może to któryś z tych?

Cyganie mi dają jako bonus.

- Do fury. Chcesz kupić? - [psie dyszenie]

- Wszystkie sprawne. - Renek sobie dorabia na boku.

Nikt nic nie widzi, nikt nie ocenia. Wiesz, co jest.

[Renek] Złodziej…

- [sygnał linii] - …jest lepszy niż kłusownik.

Złodziej tylko kradnie przedmiot. Kłusownik zabiera życie.

[wibracje]

Uhm. To ten.

[napięta muzyka]

[Justyna] To jest turbodziwne.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś? - Bo nic nie wiem.

- Co z tym robimy? - [Tomasz] Idziemy z tym rano na policję.

Pokażemy to Dobocińskiemu.

Zmusimy go, żeby ruszył dupę.

I powiemy mu prawdę.

[Renek] Telefon dostałem od Cyganów!

Co ty o tym wszystkim myślisz, Tomek?

Młody Bernat zniknął tak jak jego ojciec. A on wszystko dziedziczył po starym.

To myślę.

[szczęk zamka]

[ciężki oddech]

[Maciuś] Czego, kurwa?

Tak chciałem zobaczyć, jak ty się miewasz.

Normalnie. Zajebiście, a co? [dyszy]

- Wybierasz się gdzieś? - [szczęk zamka]

Nie.

[muzyka gra dalej]

A co się tak denerwujesz?

Ja się denerwuję? A czemu się denerwuję?

A ty, kurwa, mogłeś chociaż zadzwonić, że przyjdziesz, nie? Co?

Od kiedy w Zyborku się trzeba zapowiadać?

O chuj ci, kurwa, chodzi, co?

[prycha]

[brzdęk butelek]

Powiesz mi?

- Hm? - Bernat.

To nie wy?

[Maciuś chichocze]

[Johann] Hm?

[Maciuś wzdycha]

Nie chcieliście z Kaflem i z chłopakami wydusić jakiejś kasy od niego?

Skrzyknęliście się, zwinęliście go i sprawa się zesrała.

[stęka] Kja!

Kja…

[leniwa, odurzająca muzyka]

[prycha]

[Maciuś stęka] O!

Przysięgam…

nic mu nie zrobiłem.

[mężczyzna] Ja chcę spać w spokoju. Co tu się dzieje, ludzie?!

[dziewczyna] Po pierwsze to wytrzeźwiej, a po drugie morfina zaraz zacznie działać.

- Tak? To dzwonię po policję. - To dzwoń. To im powiem, co odpierdalasz.

- [mężczyzna] Co to za słownictwo? - Takie, jak u ciebie co noc, kurwa.

[mężczyzna] Ja was wszystkich, kurwa, rozliczę!

[trzask drzwi]

[kłótnia w oddali]

[poszczekiwanie pieska]

[dziewczyna] Matka ma ataki bólu i ten chujek ma z tym problem.

[Mikołaj] Polacy mają problem ze wszystkim.

[dziewczyna] My jesteśmy Polakami, człowieku. To jaki ty masz problem?

[tajemnicza muzyka]

[Mikołaj] Łał.

[dziewczyna] Chyba zrobią tu Żabkę.

- Jest jedna już obok, nie? - A to w czymś przeszkadza?

To co?

Jaki film oglądamy?

- [prycha] Matriksa? - [chichocze]

Dlaczego wtedy powiedziałaś, że moim największym grzechem jest lenistwo?

[dziewczyna] Jak się pisze książkę…

to się robi…

No właśnie. Jak to się nazywa?

Że się zbiera informacje.

- Research. - Właśnie. Research.

Ja mieszkałem tu prawie 20 lat. To jest mój research.

[muzyka budująca napięcie]

[prycha]

Wiesz…

ja się nie znam.

Ale gdybym ja pisała jakąś książkę, tobym porozmawiała ze wszystkimi.

Z kim się da.

Z gliniarzami, którzy to prowadzili. Z lekarzami.

Świadkami.

Z prokuratorem, który to prowadził.

Powiem ci coś, Kaśka. Dostałem kartkę.

Taką zwykłą, pocztową kartkę.

Na której ktoś podpisał się za Gizma i napisał tam, że zna jakąś prawdę

i że ją opisze.

I potem, tu, w Zyborku,

ktoś znowu wsadził mi kolejną kartkę. Za wycieraczkę.

[kapanie wody]

To jaka jest ta prawda, co?

[przykra muzyka]

Wiesz co?

Ja całe życie wiedziałam jedno.

Nikt mi [akcentuje] nic nie da. Nikt mi [akcentuje] w niczym nie pomoże.

Wszystko muszę zrobić [akcentuje] sama.

[pociąga nosem]

Znasz to uczucie?

Znam.

[Kaśka pociąga nosem]

Przez całe życie musiałam żyć z tym, co się stało Darii i Sebastianowi.

I wiesz…

jak się przez całe życie o czymś myśli…

[pociąga nosem] …to się dochodzi do różnych wniosków.

Co nie?

Do jakich wniosków?

[pociąga nosem]

[bierze wdech] Ja myślę, że ktoś go popchnął do tego.

Wiesz?

Nie wiem jak… [pociąga nosem] …ale ktoś mu pomógł.

Zastraszył go.

Zmusił.

Naćpał.

Przecież go pamiętasz.

On nie skrzywdziłby muchy.

[szlocha]

[pociąga nosem]

I ja wiem…

że ten ktoś jest blisko.

Że żyje obok mnie.

[muzyka przechodzi w napiętą]

I się ze mnie śmieje.

Ja bym go znalazła, wiesz?

Gdyby tylko ktoś chciał ze mną rozmawiać.

[pociąga nosem] Gdybym nie była dla ludzi trędowata.

- [stukot siedziska fotela] - [wzdycha]

[pociąga nosem]

[ciężko wydycha i wdycha]

Kurwa… [pociąga nosem]

Dziwi mnie, że on zrobił to dopiero teraz, wiesz?

Że dopiero teraz się zabił. [prycha]

Ja bym to zrobiła już dawno temu.

Trzymaj się.

[dmucha]

[tkliwa muzyka]

[dźwięki wyciszone]

[muzyka gra dalej]

[muzyka gra dalej]

[żabi rechot]

[chlupot]

[śpiew ptaków]

[muzyka cichnie]

To kto ci przyniósł ten telefon?

[Renek] Ten młody. Gawił.

No miło z waszej strony. Dobra, to umówmy się tak.

Jak Marek, yyy… Bernat zgłosi zaginięcie telefonu na policję,

to mu go oddamy.

Marek Bernat zniknął. Jest gdzieś w Zyborku.

Ale on często przyjeżdżał i nie mówił o tym nawet swoim rodzicom.

Wszyscy o tym wiedzieli. I teraz pewnie też poszedł na wódkę.

- [Justyna wzdycha] - I zgubił telefon.

Zbadaliście dowód w sprawie na swoją rękę?

Ale to nie jest dowód w sprawie. Pan to odrzucił jako dowód.

Tak, w nieformalnej rozmowie ze swoją żoną,

która wam o wszystkim opowiada.

[Justyna] Marek Bernat jest tam, gdzie był jego ojciec.

Jeśli w ogóle jeszcze żyje.

[Dobociński] Ale co wy sugerujecie? Że co? Ktoś porwał ich obu i co? I kazał…

Kazał im żreć siebie nawzajem?

- Co to, kurwa, jest? - Słuchaj.

Masz telefon, masz badania. Jesteś policjant, tak?

Ty nam powiedz, co to jest. Do widzenia.

[szelest folii]

- [sygnał połączenia] - [wzdycha]

- Dzień dobry. - [kobieta] Dzień dobry.

- No i co tam w ratuszu? - Wszystko dobrze, a u pana?

A dziękuję, wszystko dobrze.

Nie wiem, czy to jakiś dzień cudów, ale był u mnie Głowacki.

- U pana? - Tak.

- I co? - I zostawił mi prezent.

- [tajemnicza, ospała muzyka] - [dźwięki wyciszone]

[spokojna kobieca wokaliza]

[muzyka przechodzi w złowieszczą]

[zawodzący, tęskny kobiecy śpiew]

[dźwięki powracają]

[Rom] W czym możemy pomóc?

Przyjechałem po Gawiła.

- [Rom] A co ty chcesz od mojego syna? - [zgrzyt krzesiwa]

[kroki]

Chcę go aresztować.

Co ty bredzisz, maszteri?

Jesteś aresztowany w sprawie porwania i śmierci Filipa Bernata,

a także zaginięcia jego syna, Marka.

[mówi po romsku]

Sam mi naskocz.

Źle robisz, maszteri.

Okej. [mówi po romsku] [po polsku] …tato.

[dziecięcy gwar]

[Tomasz] Jasiek, strzelasz to. Dawaj!

[Justyna] Ja nie wiem, Tomek, czy my dobrze zrobiliśmy.

[Tomasz] Dobrze!

A co ja miałem z tym zrobić? Do kogo miałem pójść? Przecież to policja jest.

Przecież on to wszystko zamiecie pod dywan.

- Dobrze jest! - [Jasiek] Cześć.

A czemu go sfaulowałeś?

[Jasiek] Niechcący.

Przecież mówiłem ci: Głowaccy zawsze grają fair. Pamiętaj o tym.

Strzeliłem dzisiaj trzy bramki.

Pięć. Chodź, Julia.

[łoskot piłki]

[Justyna prycha]

[pstryknięcia migawki]

[warkot silnika jadącego auta]

[Mikołaj] Dzień dobry.

[stukot narzędzi]

[Mikołaj] Dzień dobry.

Pan prokurator Markiewicz?

Słucham.

Kilkanaście lat temu w Zyborku brat zabił siostrę.

Pan prowadził to śledztwo. Pamięta pan?

Nie rozmawiam z dziennikarzami.

Ja nie jestem dziennikarzem.

To była moja dziewczyna.

[Markiewicz] Pamiętam.

To była jedna z najgorszych spraw,

jakie kiedykolwiek prowadziłem.

Gwałt i zabójstwo w rodzeństwie.

Potworne. Ale co zrobić, no.

- Czasami takie rzeczy się zdarzają. - A pamięta pan jakieś szczegóły?

Od początku było wiadomo,

że chłopak ma jakieś głębokie upośledzenie umysłowe.

Badało go kilku biegłych psychiatrów.

No i nie stwierdzono u niego żadnych skłonności…

sadystycznych czy psychopatycznych.

Badali go też na narkotyki, ale niczego nie znaleźli.

Ale są narkotyki, których we krwi po prostu nie widać.

Psychodeliki na przykład.

No tak, to, to… to wszystko to ja wiem.

Nawet napisałem o tym książkę. Jakby miał pan ochotę, to…

[śmieje się cicho] Nie wiem, wie pan. Kryminały to nie jest…

moja bajka. Ale wezmę.

- Dla żony. - Zapytam pana wprost.

Czy dalej po latach uważa pan, że on to zrobił?

Fundamentem każdego aktu oskarżenia są dowody zebrane na miejscu zdarzenia.

No i w tym przypadku były niepodważalne.

Natomiast to jego przyznanie się do winy…

Moim zdaniem było niewiarygodne.

- Dlaczego? - Bo go potwornie pobili.

Na policji.

Jakiś funkcjonariusz młody

nie wytrzymał.

Może zrobił to pierwszy i ostatni raz.

Zresztą ja nie usprawiedliwiam, mówię tylko.

Ale mówił pan o tym komuś?

Komu?

Rodzinie?

Po co? Co by to dało?

Nie wiem, jakieś…

poczucie sprawiedliwości.

Sprawiedliwość jest wtedy, kiedy winny zostaje osądzony,

dostaje wyrok

i ląduje w więzieniu.

Tylko nikt nie pamięta o wszystkich poszkodowanych…

którym nie można już pomóc.

Bo niektóre rany po prostu się nie goją.

[tkliwa muzyka]

Poczucie sprawiedliwości.

[muzyka gra dalej]

I poczucie odpowiedzialności.

Bo odpowiedzialność to nie jest „teraz, kurwa, my”.

- [Agata] Tomek. - Tak.

Tylko to jest coś znacznie większego.

- I ważniejszego. - Tomek, nie, nie. Nie ma takiej opcji.

Przecież oni tylko na to czekają, człowieku.

Z tego, co pamiętam, burmistrzowa miała urodziny niedawno.

Zaniesiemy jej tort, złożymy życzenia. [chichocze] Zaśpiewamy jej coś tam, wiesz.

- [kaszle] - [Winnicki] Co jest?

[Dobocińska] Tomek, cholera.

- Nie, nie. - [Dobocińska] Czekaj. Czekaj!

- [Agata] Tomek… - [jęczy]

[Dobocińska] Jaki ty masz puls, chłopie! Agata, coś na zbicie ciśnienia. Captopril.

- Stój. - [Elka] I wodę jeszcze.

- Nie, nie, jest okej, jest okej. - Tomek.

- Agata. - [Elka] Jezu.

Ty się zajedziesz. Zajedziesz siebie, a potem zajedziesz nas wszystkich.

- Co jest? - Nic, no.

[Justyna prycha]

Jak ty się czujesz?

Mam wrażenie, że ci bardziej zależy na nim niż na mnie.

Ej, bez takich.

Jesteśmy tu i teraz, okej? Pomagamy twojej rodzinie.

Zaraz możemy być w samochodzie do Warszawy.

Ty jesteś dla mnie najważniejszy.

[prycha]

Co, byłeś w tym Wrocławiu?

- Uhm. - I co tam się stało?

To wszystko mogło wyglądać kompletnie inaczej.

Dobra. Dobra, dzięki, okej.

- [wzdycha] Jak, Elka? - [Elka] No. Słuchaj, czekamy.

- No. - [Elka] No?

- [śmieje się] - No. [chichocze]

- Ruszamy! - Ruszamy.

Kochani, no.

[napięta muzyka]

[dźwięki wyciszone]

[muzyka gra dalej]

[dźwięki nadal wyciszone]

[wyciszone]

[muzyka kulminuje, cichnie]

[świergot ptaków]

- [burmistrzyni] Podpisujemy… - [skandują] Lepszy Zybork!

[burmistrzyni] …akt erekcyjny budowy

naszego wspaniałego ośrodka wypoczynkowego!

…pszy Zybork! Lep…

[burmistrzyni] Bo nasze zadanie to nie rozpamiętywanie dawnej świetności,

ale budowanie nowej, wspanialszej.

[demonstranci] Lepszy Zybork! Lepszy Zybork! Lepszy Zybork!

Lepszy Zybork!

Brawo dla pani burmistrz!

Brawo! Brawo! Brawo! Brawo! Dzień dobry, kochani! Dzień dobry, Zybork!

[wiwatują]

Tym, którzy mnie nie znają, przedstawiam się.

Nazywam się Tomasz Głowacki.

I chciałem wam przedstawić mieszkańców kolonii Zybork!

[wiwatują]

Ci ludzie przyszli tutaj specjalnie, żeby podziękować naszej pani burmistrz.

Za to wszystko, co robi dla naszego miasta. Brawo!

[wiwatowanie, buczenie]

Proszę nie uciekać, pani burmistrz. My mamy dla pani bardzo piękny prezent.

Proszę bardzo.

Niech ten tort, pani burmistrz, będzie naszym podziękowaniem

za tę nieprawdopodobną, fantastyczną szansę,

jaką dzięki pani i pani ekipie miasto Zybork otrzymuje.

[aplauz]

[Tomasz] Bo przecież już niedługo wyrośnie tutaj wspaniały, piękny hotel.

Naprawdę piękny. Widziałem projekty.

Z polem golfowym, z dostępem do jeziora.

- [aplauz] - Basen, sauna, masaże!

Tylko że my…

będziemy w tym hotelu szorować kible.

[niesłyszalne]

[Tomasz] Prać prześcieradła!

- Gotować zupę i wywozić śmieci! - [buczenie]

[Tomasz] Ale skoro to jest taki sukces,

no to może powinniśmy w takie święto zaśpiewać Zyborkowi Sto lat.

Chociaż mam pewną wątpliwość,

czy pod rządami pani Bulińskiej nasze miasteczko tyle pociągnie.

- Puśćcie! - Ale niech tam będzie.

Śpiewajmy.

[demonstranci] ♪ Sto lat, sto lat Niech żyje, żyje nam ♪

- [Jasiek] Hej! - ♪ Sto lat, sto lat ♪

♪ Niech żyje, żyje nam ♪

- [Jasiek] Hej! - ♪ Jeszcze raz, jeszcze raz ♪

♪ Niech żyje, żyje nam ♪

- [Jasiek] Hej! - ♪ Niech żyje nam! ♪

[zamknięcie drzwi]

Skąd masz ten telefon?

[zaciąga się sycząco] Jaki telefon?

Telefon Marka Bernata.

Ty teraz myślisz, że ja telefony kradnę? Naprawdę?

Ja na razie nic nie myślę.

To nawet dobrze…

[zaciąga się sycząco] …że wy, Polaki, macie nas za takich głupców.

Przynajmniej można was dymać.

A sami nie wiecie, że jesteście dymani.

Przyjebać ci?

Ściągnij Dobocińskiego. Natychmiast!

Już próbowałem, zajęte ma.

To próbuj do skutku!

Nie wiem, na stacjonarny dzwoń albo…

[chichocze]

I co?

Mówiłam, że tak to się skończy.

Jak? Wszystko zgodnie z planem.

[szeptem] Z ratusza ciągle wydzwaniają. Na rynku jest jakiś gnój.

[napięta muzyka]

[otwarcie, zamknięcie drzwi]

No co ty, Kryśka? Tortu nie zjesz?

No niestety.

Tak możecie sobie stać jak pizdy w szafie i nic więcej.

Sicher?

[Elka, przez mikrofon] Kochani mieszkańcy Zyborka.

Jesteście wspaniali.

Dlatego teraz weźcie swoich znajomych,

waszych bliskich, wasze rodziny,

bo potrzebujemy tysiąc podpisów!

Tysiąc podpisów jest nam potrzebnych, żeby przejąć sprawy w swoje ręce!

Żeby to miasto, nasze miasto, zostało w naszych rękach!

Potrzebujemy tysiąc podpisów!

Dacie radę? Kochani! Czy dacie radę?

Poświęcajcie swoich synów! Nie mojego.

- Nic nie wiem o twoim synu. - [Rom] Tak?

Nie wiesz?

To nie ty zleciłaś, żeby go zamknąć, żeby wam inwestycję przyklepali?

Nie? To kto?

Ty?

Gdzie ten Dobociński?

- Przecież się nie teleportuje. - Zamknij się.

Chodźmy do środka.

Ale zaraz, zaraz. Ale jakie: do środka?

Przecież miło jest, rozmawiamy sobie, fajna pogoda.

Wypuśćcie mojego syna!

Kurwy ludzkie! [mówi po romsku]

Może nie tak groźnie? Co, panie Tobek?

To nie jest groźnie.

- [odciąganie kurka] - Teraz jest.

[muzyka się urywa]

Nie mieliście winnego, to znaleźliście Cyganów, co nie?

Bo te Cyganie tutaj nic nie znaczą, co nie? Robaki takie.

Tobek, po co ci to?

Jesteś taki sam jak oni.

Taki sam jak wszyscy Polacy. Jedna rodzina.

Psia wasza mać.

Ty Niemcu pierdolony, kurwo jebana.

Nimi sobie możesz rozporządzać, ale nie mną.

Wszyscy odetchną, jak cię podziurawię.

Ich habe auch so eine.

[Mikołaj] Justyna!

Co chcesz?

Chcesz zdechnąć zamiast niego?

Nikt tutaj nie będzie strzelał.

Schowaj tę broń i jedź do domu.

Lepiej jej posłuchaj, Tobek.

Odłóż to. Odłóż to.

[Tobek] Albo mi go oddasz,

albo zaraz spalę to miasto.

Przysięgam.

Niczego nie będziesz palił.

A nie?

- [wystrzał] - [wrzaski]

[cicho] Daj mi coś

i go wypuszczę.

[tkliwa muzyka]

- [Mikołaj] Tato! Jezus Maria. - [Tomasz postękuje]

[Grzesiek] Dzwońcie po karetkę!

[Gawił] To był piąty lipca. Wracałem z imprezy w Wałbrzychu, z klubu.

Jakaś druga, trzecia w nocy.

[muzyka gra dalej]

Wtedy ich widziałem, stali przy drodze.

- Kto? - Było ich dwóch.

Jeden to na pewno stary Głowacki. Trzymał jakiś pręt w rękach.

I co dalej?

Dalej było to, że przyszła do ciebie Bernatowa następnego dnia.

Zgłosić zaginięcie męża.

A ty to olałeś i wyśmiałeś, że jej mąż na pewno jest u dziwki.

Hm?

Podpiszesz to?

My nie kłamiemy, maszteri.

Wiesz o tym, że nigdy nie kłamiemy.

Po prostu z wami nie gadamy.

No i nie można było tak od razu?

Dobra, idę budzić prokuratora.

[otwarcie drzwi]

[zamknięcie drzwi, szczęk zamka]

[muzyka gra dalej]

[muzyka przechodzi w złowieszczą]

[muzyka cichnie]

[spokojna, tajemnicza muzyka]

[wyjący, spokojny kobiecy śpiew]

[zawodzący, tęskny kobiecy śpiew]

[muzyka cichnie]

[spokojna, złowieszcza muzyka]

[muzyka cichnie]

[spokojna, pulsująca, złowieszcza muzyka]

[muzyka cichnie]

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.