Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
[przeraźliwe glissando]
[senna kobieca wokaliza]
[cicha, ponura muzyka]
- [muzyka gra dalej] - [wokaliza rozbrzmiewa dalej]
[kobiecy śmiech]
[chichocze] Blady! [chichocze]
[Mikołaj] Co on się tak cieszy?
[Daria] Chyba cię lubi. Czuje się przy tobie bezpiecznie.
- [Mikołaj] Myślisz? - [Daria] Uhm.
[Mikołaj] A ty?
[Daria] Co ja?
[Mikołaj] Czujesz się przy mnie bezpiecznie?
[Daria] A obronisz mnie? Przed dzikiem? [chichocze]
[krakanie wron]
- [Daria] A ty mnie? - [Mikołaj] Co?
[Daria] Lubisz?
- [Mikołaj] Ej, Seba, uważaj! - [Seba się śmieje]
[Daria się śmieje, wykrzykuje]
[śmiejąc się] Gizmo! Seba!
- [ciche dudnienie] - [kapanie wody]
- [Seba] Lis! - [Daria] Co tam, Sebek, widzisz?
One po prostu do niego przychodzą.
Koty, psy, lisy…
- Może czują, że on je kocha. - [Mikołaj prycha]
- A ty? - Co ja?
[Daria chichocze]
Kochasz mnie?
[Daria prycha]
Blady, lis.
- [Daria] Sebek! - Seba, chodź!
[Daria] Seba!
[odkrzykuje niezrozumiale]
[Daria] Seba, no chodź!
[odkrzykuje niezrozumiale]
[Daria] Seba!
- [sypanie ziemi] - [łoskot]
[psie poszczekiwanie w oddali]
[ksiądz] Prochem jesteś i w proch się obrócisz.
Niech Bóg da tobie pić…
ze źródła wody życia.
Sebastian już nie cierpi.
Jest w domu Ojca.
Ta straszna tragedia, która nas wszystkich spotkała…
Nie rozumiemy jej.
Rozumie ją tylko Bóg.
Na to jest tylko jedna odpowiedź.
Jedyny ratunek.
Miłość. Przyjaźń.
W niej jest Bóg.
W miłości, która staje przeciwko złu.
Sebastian…
[drżącym głosem] Sebastian…
Spoczywaj w pokoju.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen.
To jest takie cholernie smutne.
To nie jest smutne. Na to nie ma słowa.
[Justyna] Kto to?
[Mikołaj] Jarecki. Kumpel z dawnych lat.
[tajemnicza, senna kobieca wokaliza]
[Tomasz] Moje najgłębsze kondolencje.
[senna, smutna muzyka]
[Justyna] Bardzo nam przykro. Składamy kondolencje.
[Mikołaj] Ja byłem kolegą Darii kiedyś.
Aaa, to pięknie, pięknie.
Widziałem Sebastiana przed śmiercią.
- No widziałeś. - [wokaliza cichnie]
[psie poszczekiwanie w oddali]
A teraz on nie żyje.
- [przykra muzyka] - [dziewczyna] No co się tak gapisz?
Wszyscy wszystko wiedzą.
Ja nic złego nie zrobiłem.
[dziewczyna wzdycha]
Słyszałaś, mamo?
Ten pan nie zrobił nic złego.
Tylko napisał bardzo popularną książkę.
O nas
i o Sebastianie.
I nawet z nami, kurwa, nie porozmawiał.
[prycha]
Przychodzą na pogrzeb w piżamach i pierdolą, jak bardzo im przykro.
- [muzyka punkowa] - [Jarecki] ♪ Moja siostra leży w grobie ♪
♪ Czy ty wiesz na pewno? ♪
♪ A co twoja siostra robi? ♪
- [bezgłośne] - ♪ Czy ty wiesz na pewno? ♪
♪ Moja siostra leży w grobie To ja wiem na pewno ♪
♪ A co twoja sio… ♪
[z głośnika] ♪ …stra robi? Czy ty wiesz na pewno? ♪
[buczenie instrumentów]
[kobiece powrzaskiwanie]
[męski wrzask]
[męskie pianie z głośnika]
[pianie się urywa]
[sentymentalna muzyka]
[muzyka przechodzi w niepokojącą]
- [śpiew ptaków] - [kukanie kukułki]
[mężczyzna] Ale pięknie.
[chichocze]
[mężczyzna 2, z akcentem] Tak.
Tylko zaraz tutaj przyjadą Niemcy i wszystko wykupią.
[śmieje się] Johann, a tak serio,
to na ten teren też można przetarg rozpisać.
Na razie budujemy hotel.
Okej.
[mlaska]
A teraz, cholera, powiedz mi, jak to się robi,
bo ja tylko z synem na konsoli strzelałem.
No, przyłóż.
- Teraz przyłóż oko. - [kaszle]
[Johann] Oddech.
[spokojny wydech]
- [Johann] Wyceluj. - Ty, kurwa, mam.
[Johann] Naciśnij.
[złowieszcza muzyka]
[wystrzał]
[buczenie elektryczności]
[muzyka przechodzi w ponurą]
[mężczyzna] Filip Bernat, 62 lata.
Wyrwane wszystkie zęby, paznokcie u rąk,
hipotermia, skrajne odwodnienie, sepsa.
Mam czytać wszystko?
Przyczyna zgonu?
Wpisałem sepsę, bo co?
Mogę?
No weź, no co ty?
A te rany?
Miał ręce i nogi związane, no ale nie od tego umarł.
Po piszczelach i po palcach czymś dostał, jakimś tępym narzędziem, dość mocno.
Ale moim zdaniem tylko po to, żeby się przewrócić.
W żołądku miał trochę niestrawionego mięsa.
Mówiłeś, że był wygłodzony.
„Trochę”, powiedziałem. Tyle co łyżeczka, nie więcej.
Ale na pewno surowe i niezmielone.
[lekarka] Hm.
Zaniosę to komendantowi.
Czego?
Wygodnie ci?
Sprawa dzierżawy Bernata sama się rozwiązała.
Przecież wiesz, że była dożywotnia.
[burmistrzyni] A co ludzie myślą?
A co cię to obchodzi?
Jeśli ja się dowiem, że to twoja robota…
To co?
Co?
Może i dzierżawa sama się odblokowała.
Niech mu ziemia lekką będzie.
Ale ja i tak nie mam teraz funduszy na rozpoczęcie budowy.
Mamy wkłady własne.
Plus województwo się dorzuci.
Województwo?
Pracuję nad tym.
Zaraz, to ty mi chcesz powiedzieć, że…
że co, że ty odbywasz w moim imieniu jakieś spotkania?
Tak.
Bardzo dobre miałem spotkanie z wojewodą.
Johann, my musimy działać w ramach prawa.
- [Johann] Głowa do góry. Idą dobre czasy. - [otwarcie, zamknięcie drzwi]
[brzdęk sztućców]
[Agata] Pogrzeb za trzy dni,
a Bernatowa nie może dodzwonić się do syna.
Masz z nim kontakt?
[psie poszczekiwanie w oddali]
[Mikołaj] Z 20 lat go nie widziałem.
No właśnie.
Pochowają go i będzie jak zawsze.
Nikt nic nie wie, nikt nic nie słyszał, nikt nic nie widział, kurwa.
To, co się dzieje w tym mieście, to…
Wszystkie media powinny o tym trąbić.
[parska ironicznie] A nie, wchodzisz w internet:
celebryci, Ronaldo gola strzelił albo nie strzelił…
[Grzegorz śmieje się] Chyba że Tyson Fury ma się bić.
No, to wtedy najważniejsza rzecz na świecie.
Ojciec uważa, że tylko boks to jest sport.
Grzesiu, głowa mnie od ciebie boli.
Tak.
Ech, cała Polska powinna się dowiedzieć, co ta klika tutaj robi.
[Mikołaj prycha]
Cały świat nie jest na twoje usługi.
Co? Co, że ona napisze ci artykuł, bo ty sobie pstrykniesz palcami?
A ktoś tutaj pstryka?
Słyszałeś, żeby ktoś pstrykał?
To wszystko… [stęka] Ta sprawa…
Nie wiem, musiałabym tutaj dłużej zostać.
Przyjrzeć się temu.
[Tomasz] Możecie zostać, jak długo chcecie.
To, że tu jesteśmy, nie znaczy, że będziemy grali w tym twoim cyrku.
W którym nawet nie wiadomo, o co chodzi.
[Tomasz] Nikt cię nie prosi o to, żebyś w czymkolwiek grał.
Mikołaj. Ja potrafię sama o sobie decydować, okej?
[Tomasz] Nikt cię o nic nie prosi.
[narastająco przykra muzyka]
[Tomasz] Tak, taka prawda, no.
[Justyna wzdycha]
[Tomasz] Jedzcie, dzieci.
Wujek troszkę się… zdenerwował.
Przepraszam.
[Tomasz] Pyszny rosołek.
[otwarcie, zamknięcie drzwi]
[muzyka gra dalej]
[zaciąga się]
[psie poszczekiwanie w oddali]
[Justyna ciężko wydycha]
[Mikołaj wydycha sycząco]
[Justyna] Lepiej ci?
Nie.
- [Justyna wzdycha] - Pokażę ci coś.
[Justyna wzdycha]
[rozruch silnika]
[muzyka gra dalej]
- Dzień dobry. - [kobieta] Dzień dobry.
Dobry.
Są wyniki Bernata.
Później prześlę ci… raport.
[prycha] Zagłodzony.
Wyziębiony.
Ktokolwiek to zrobił…
Kawał bydlaka.
[muzyka cichnie]
Miał to w żołądku.
- Co to jest? - Mięso.
Surowe.
No i?
„No i?”
Trzeba to zbadać.
[prycha] Ale ja nie mam podstaw.
- Jak to: nie masz podstaw? - No nie mam.
Przecież go nie otruli, tylko zagłodzili. Sama przed chwilą powiedziałaś, prawda?
Słońce… [wzdycha]
…ja naprawdę też świecę mordą za każdą złotówkę.
Tak jak ty, uwierz mi.
[psie poszczekiwanie w oddali]
[Justyna] Więc to jest to słynne Wzgórze Psów.
[Mikołaj] No.
A wiesz, czemu tak się nazywa?
[Justyna] Hm.
Bo chowali tu zdechłe psy.
- Jeszcze dziadek mi to opowiadał. - Hmm.
Tam jest jego dom.
[prycha]
Ojciec chciał to remontować dla mnie.
- Wyobrażasz sobie? Na cmentarzysku. - [prycha]
[prycha] Się powinno to wszystko spalić.
Może coś od nowa zbudować.
[sentymentalna muzyka]
[wyciszone]
[smutna kobieca wokaliza]
To nie jest twoja wina.
Co?
[muzyka cichnie]
Samobójstwo tego chłopaka.
W ogóle nie o to chodzi.
Tak?
Myślałam, że o to chodzi.
- Tu się dzieją straszne rzeczy. - Tu się zawsze działy straszne rzeczy.
[wzdycha] To co?
Wracamy do Warszawy. Teraz.
Zaraz.
Chciałem pojechać jeszcze do tego psychiatryka.
[prycha] Czyli zostajemy.
Dzień, maks dwa.
[ciężka, złowieszcza muzyka]
[muzyka gra dalej]
ŻYCIE SAMO JEST KRÓTKIE, LECZ PRZEZ CIERPIENIA STAJE SIĘ DŁUŻSZE
[pielęgniarka] Może ta pańska wizyta to był jakiś zapalnik,
ale on strasznie cierpiał.
Wiedział, że zrobił coś złego. To był główny powód.
Cierpienie, samotność…
Leki przeciwpsychotyczne, które dostawał, miały efekt w postaci depresji.
Ktoś go odwiedzał?
[mruczy zamyślona] Ksiądz.
Yyy… Proboszcz z Zyborka.
Ksiądz Bernat.
Raz w miesiącu na godzinę. Twierdził, że go spowiadał.
[śmiejąc się] Ja wiem, że to brzmi dziwnie, ale…
pozwalałam na te wizyty, bo po nich Masłowski czuł się lepiej.
[Mikołaj] Czy to możliwe, żeby on przeczytał moją książkę?
- [pielęgniarka] Niemożliwe. - Ale wiedział, ile ma stron.
Mówiłam już. On był w stanie katatonii. Tacy ludzie nie czytają.
Ale coś panu powiem. To, co zrobił,
mam na myśli siostrę, a nie samobójstwo, zupełnie nie pasowało do jego profilu.
Tak jakby na tę noc stał się zupełnie kimś innym.
[Mikołaj] Dlaczego?
[pielęgniarka] Nie wiem. No może nagły napad manii, narkotyki…
Psychiatria zna mnóstwo takich przypadków. Wśród ludzi pozornie zdrowych również.
Niech pan to zostawi. Napisał pan książkę. Świetną.
Niech pan w tym więcej nie grzebie.
Dobrze panu radzę.
[senna kobieca wokaliza]
[Daria] Będziesz teraz chodził i się upewniał?
A może źle to zapamiętałeś?
Chcesz wiedzieć, Blady?
[kozie beczenie]
[pianie koguta]
[trąbienie klaksonu]
[Justyna] Kto tu mieszka?
[Tomasz] Ludzie, którzy nikogo nie obchodzą.
- Biedni ludzie. - [szczekanie psa]
Kiedyś pracowali w zakładzie papierniczym tu niedaleko.
Potem zakład zbankrutował, a oni zostali.
Teren i budynek miał Bernat w wieczystej dzierżawie od miasta.
[zgrzyt hamulca]
- [Justyna] Pięknie tu. - No pięknie, pięknie.
[gwar]
Idealne miejsce, żeby wybudować luksusowy hotel.
[ptasi świergot]
[psie poszczekiwanie]
[pogodna piosenka z głośnika, niezrozumiały męski wokal]
- Proszę. - Dziękuję.
- [Elka] Bierzcie, bierzcie. - [Tomasz] Proszę.
- [wącha] - [Tomasz] Proszę bardzo.
[kobieta] Dziękuję. Niech panu Bóg błogosławi.
Pani Bogocka, za co mi pani dziękuje? Za kawałek chleba?
Proszę, pani.
Kto tu jeszcze?
Pani, pan.
Pani Genowefa.
Chodźcie, kochani. Jeszcze dużo chleba zostało.
- [Elka] Chodźcie. - [Tomasz] Zamrozicie sobie.
- Komu jeszcze? Proszę. - Zanieś mamie.
Proszę, pani jeszcze niech weźmie. Proszę. Już, już.
Słuchajcie! Mamy jeszcze cebulę, makaron…
- [Elka] Ziemniaki. - [Tomasz] …ziemniaki, mąkę.
Zaraz będziemy rozdawać, tak?
[Elka] Zaraz będzie.
- [Tomasz] Masło. I sushi będzie! Sushi! - [kobiecy śmiech]
[dzwonek do drzwi]
[poszczekiwanie psów w oddali]
- [ksiądz] Chwileczkę. - [zaciąga się sycząco]
[ksiądz] Minuta.
[szczęk rygla]
Poświęciłby mi ksiądz chwilę?
Yyym… Zapraszam, proszę.
„Fajna książka. Wciągająca.
Ale może napiszesz o tym, co naprawdę się stało.
I wtedy ty skończysz w psychiatryku.
Sebastian”.
A co naprawdę się stało?
Pani doktor powiedziała, że on nie był w stanie tego napisać.
Wykluczone.
Ktokolwiek to zrobił, to…
współczuję poczucia humoru.
Odwiedzałem wszystkich pacjentów z mojej parafii.
Wszystkich więźniów.
[Mikołaj] Mówił coś? Jakiś był z nim kontakt?
[ksiądz] Niewiele.
[mruczy zamyślony, wydycha ciężko]
Takie różne strzępy, ale raczej bez kontekstu.
A czytał mu coś ksiądz?
Tylko Biblię, ale taką dla dzieci, żeby cokolwiek rozumiał.
A, i książki o zwierzętach. Uwielbiał zwierzęta.
A moją książkę?
[dzwonek telefonu]
Yyy… Przepraszam.
[kroki]
- [podnoszenie słuchawki] - [ksiądz] Szczęść Boże.
Bóg zapłać za wszystko.
[pogodna piosenka country z głośnika, męski wokal po angielsku]
[trąbienie klaksonu]
[Mikołaj] Podrzucić cię?
Nie, spoko. Mam mały pit stop na mieście. Luz, naprawdę.
No dawaj, ja mam czas. Wsiadaj.
[Grzesiek stęka]
[Mikołaj] Gdzie masz auto?
A widzisz. Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. [prycha]
Wiem! U Darka.
Olej mi brał.
A co tam u Marka? Odezwał się do matki?
- Bernat? - No.
[Grzesiek] Nie ma z nim kontaktu. Dzi… Dziwne to wszystko.
Ty, a weź tam na Bronx pod blok podjedź.
Yyy… Gdzie była pralnia chemiczna, pamiętasz?
[Mikołaj] Pamiętam.
[Mikołaj] Masz szczęście.
- [gaśnięcie silnika] - Zawsze. [prycha]
- [psie poszczekiwanie w oddali] - [trzask drzwi auta]
[brzdęk butelek]
[kroki]
[gwar w oddali]
[senna kobieca wokaliza]
[senna muzyka]
- [łoskot] - [oddycha drżąco]
[dzwonek do drzwi]
[Mikołaj] Siema. Jest tu mój brat?
Jest, wchodź. Pizza jest.
[muzyka klubowa z głośnika]
[Grzesiek] Jestem, jestem, mordeczko. Luzik, już idziemy.
Sorry.
[chłopak] Luzik?
- [Grzesiek mruczy potakująco] - [pyka ustami]
Tak. Tak, tak.
[Mikołaj] Siema, stary. To ja, Blady.
- Pamiętasz mnie? - [niezrozumiale] Tak, pamiętam.
[Mikołaj] Ty, widziałem cię na pogrzebie Gizma, nie?
No może się jakoś ustawimy, co? Na spokojnie pogadamy?
Wiesz, to trzeba by było to…
Ej. Ej, daj mu spokój.
On jest ten… zmęczony trochę.
Wiesz, rozpłynięty.
- Jarecki to nieźle popłynął. - No, popłynął.
- Kiedyś był taki zajebisty. - A teraz jest zajebany.
- [Mikołaj] Chodź do domu. - Jakiego domu? Młoda godzina jest.
Dzwoń po Justynę.
[piosenka synthpopowa, męski wokal] ♪ …szczęścia ♪
♪ Tylko ty i ja ♪
♪ Razem pod wodospadem marzeń ♪
- Zarobione. Stawiaj. - ♪ Ty i ja ♪
♪ Tej nocy setki mamy wrażeń ♪
♪ Nie możemy grzeszyć więcej ♪
[Mikołaj] Dobry!
♪ Twoje myśli są szalone ♪
♪ Jak mi to wytłumaczysz ♪
- ♪ Twoje ciało całe płonie ♪ - [Mikołaj] Cześć.
♪ Ogniem ♪
♪ Tylko ty i ja ♪
Miał pusty żołądek, ale z odrobiną niestrawionego mięsa.
Zgłosiłaś to na policję?
Tak.
Ale mój mąż to olał.
[Justyna] Znam kogoś, kto to szybko zrobi.
[lekarka wzdycha] Nie wiem, może…
może ja już głupieję.
Może to nic, ale… No jak, no?
Tu zagłodzony, a tu mięso.
- Nie dzwońcie do Grażyny, ja jej powiem. - Znajoma ci wyśle próbkę. Do analizy.
Sorry, że ci zawracam tak głowę, ale nie mam się do kogo zwrócić.
No a sprawa jest pilna. I poufna, wiadomo.
Całuję, pa.
[Tomasz] Dziękuję, Justyna.
Pójdziesz ze mną jutro do ratusza? Na sesję? To cię może zainteresować.
Nie wiem, czy Mikołaj nie będzie chciał jutro wracać.
No co ty? Chyba mi nie powiesz,
że on ma coś do powiedzenia w tym małżeństwie?
[powiadomienie telefonu]
[Justyna] Mikołaj z Grześkiem chcą mi pokazać Underground.
[Tomasz] No dobra, wyrzucę cię tam.
[synthpopowa piosenka Vandal Moon – Hurt]
[męski wokal po angielsku]
[niesłyszalne]
[Mikołaj] Jezus Maria. Cześć.
- Jak twój dzień? - No, już może się kończyć.
Hej.
[Mikołaj] Dzięki.
[Justyna] Cześć, Grześ.
Piotrek, aka Wariat, szef tego przybytku.
I nasz radny z Zyborka do spraw kultury.
- [Piotrek] Enchanté. - [Justyna] Enchantée.
- Zajęty z ciebie człowiek. - [Piotrek] Każdy orze, jak może.
A ty, jak przyjechałeś, to może pomożesz bratu ze spłatą, co?
[Grzesiek] Ej, ej, ej, ostatnio nie miałem farta. Na spokojnie.
Zagramy z Maciusiem w pokerka, to se odzyskam.
- Ta, kurwa. Niech rozum lepiej odzyska. - [męski śmiech]
[Justyna] Ty, pamiętam cię z kwiaciarni.
[cmoka językiem]
Ja ciebie też.
Co, Grzesiu, gramy?
- No nie, no, ja w to słaby jestem. - Ja gram.
- To zagraj ze mną o jego dług. - [Piotrek się śmieje]
[Justyna] Ile to jest?
No, Grzesiu. No powiedz, ile to jest.
No nie wstydź się, powiedz.
Krępuje się przed rodziną przyznać, ile… hajsu przepierdolił w karty.
Wiesz co?
Ja zagram z tobą o jego odsetki.
[napięta muzyka]
Skurwysyny zajebane! Bóg was pokarze!
[dźwięki wyciszone]
[muzyka gra dalej]
- [dmucha] - [muzyka się urywa]
- [wiwatują] - [muzyka gra dalej]
[wiwatuje]
Dziękuję bardzo, dziękuję bardzo.
- [Piotrek] Masz szczęście, Grzesiu. - [Grzesiek] Zawsze.
- Ej, pożycz ją na chwilę. [krzyczy] - [wiwatowanie]
[psie poszczekiwanie w oddali]
[bełkotliwie] Dziękuję, Justynko. Pomogłaś mi.
[Justyna] Po prostu uważaj na siebie, Grzesiek, co?
[trzask drzwi auta]
[blokowanie drzwi]
- [psie poszczekiwanie] - [muzyka budująca napięcie]
[zbliżające się kroki]
Czyli to ktoś stąd.
Albo ktoś chce, żebym tak myślał.
Kurwa…
Pokaż się! Znajdę cię, chuju!
Mikołaj.
Mikołaj.
Chodź do łóżka, okej?
[Mikołaj stęka]
- [cmoknięcie] - [Mikołaj] Chodź spać, co?
- [dziecięcy gwar] - [chlupot wody]
[wzdycha]
[Mikołaj] Woda jest genialna. To był zajebisty pomysł.
[Mikołaj stęka]
[wzdycha]
[Justyna] Zbieramy się?
- No. - Jestem z twoim ojcem umówiona w ratuszu.
[Mikołaj] Ty naprawdę chcesz to napisać.
A ty chcesz się dowiedzieć, kto ci wysyła te cholerne kartki
i o co mu chodzi.
Może.
[Justyna] Hm.
To co?
Zostajemy?
Na tydzień.
[prycha] Na tydzień.
Co ty planujesz?
Kto często działa z zaskoczenia, ten często wygrywa.
- [Justyna] To co, jakiś Sun Tzu? - Nie wiem, być może.
Przeczytałem w internecie.
[burmistrzyni, zdecydowanie] To się nazywa partnerstwo publiczno-prywatne.
To jest normalna rzecz, wszędzie stosowana.
A co za tym idzie? Czy to jest jakiś nasz zbytek?
My tam będziemy mieszkać, sami się opalać? Nie.
To są nowe miejsca pracy w regionie.
[z zawahaniem] To są wpływy do budżetu.
[zdecydowanie] To jest rozwój turystyki.
[mężczyzna] Trwają obrady Rady Miejskiej. Proszę wyjść.
[Tomasz] O, przepraszam, yyy… tajne są?
Panie Głowacki, my naprawdę nie potrzebujemy tutaj… [prycha]
…żadnego chaosu.
Jakiego chaosu?
Przyszedłem się dowiedzieć, co się dzieje w moim mieście. Jestem ciekaw.
Mogę?
Proszę bardzo, niech pani kontynuuje. Proszę sobie nie przeszkadzać.
- [niezrozumiałe] - [Tomasz] Wpływy do budżetu.
Miejsca pracy.
[burmistrzyni] Ogłaszam przerwę w obradach.
[Tomasz] A, no to jeszcze lepiej.
- [zaryglowanie drzwi] - [niezrozumiałe]
Przerwa może się odbyć tutaj.
Prawda?
Można zapalić przy oknie.
No chyba że ktoś za potrzebą, to będzie musiał troszeczkę się wstrzymać.
Bardzo piękne projekty.
Piękne.
Ale tutaj macie niekompletną mapę.
- [zdejmowanie skuwki] - Mogę?
- To jakoś gdzieś tu było, nie? - [szuranie pisaka]
O. Jakoś tak mniej więcej.
Panie Głowacki. Ludzie z kolonii mają być przeniesieni do lokali…
udostępnionych przez miasto.
Właśnie – ludzie z kolonii.
Kto to właściwie są ci „ludzie z kolonii”?
Ktoś ich w ogóle pytał o zdanie?
Budynki komunalne są w strasznym stanie. Zagrożone zawaleniem.
Ratujemy tych ludzi przed tragedią.
I nie musimy pytać nikogo o zdanie.
No pięknie. Bardzo pięknie.
A wiecie przynajmniej, kogo ratujecie?
Ja wam powiem.
Elżbieta Dymierska, lat 65.
Rencistka grupy czwartej. Nowotwór kości z przerzutami.
Marzena Ludmilak, lat 40.
Bezrobotna, samotna matka trójki dzieci.
Mąż, jedyny żywiciel rodziny, zginął w wypadku.
Tak, ciężko się tego słucha.
Ciężko.
Chyba że kolki dostałeś, Malinowski.
Moje ugrupowanie wnosi o przełożenie obrad.
[parska ironicznie] Co? Jakie twoje ugrupowanie, chłopie?
Ty z Zyborka jesteś. Tu cię każdy z nazwiska zna.
Janusz Madziar, lat 70.
Były pracownik zlikwidowanej fabryki papieru.
Po wypadku niezdolny do pracy. Renta inwalidzka.
[Justyna] Tomek.
[muzyka budująca napięcie]
[Tomasz] Piotr Kulesza, lat 25.
Niezdolny do pracy z powodu postępującej wady wzroku.
- [Justyna] Tomek, co robimy? - Spokojnie.
[walenie do drzwi]
[Tomasz] Już, już.
[walenie do drzwi]
[odryglowanie drzwi]
[Tomasz] Proszę.
- Nie nagrywamy. - Przepraszam, znam swoje prawa.
- [komendant] Dzień dobry. - Dzień dobry.
- A co tu się dzieje, panie Głowacki? - Nic, rozmawiamy sobie, przerwa jest.
Pan Głowacki zakłóca… Uprawia tutaj samowolkę, zakłóca obrady.
Otóż ja nie zakłócam obrad, ponieważ jest, yyy, przerwa,
którą ogłosiła pani burmistrz.
To chyba nawet jest zaprotokołowane, prawda, panie skarżypyto?
No chyba że pani burmistrz kłamie, ale to jej się przecież nie zdarza.
- Dobra, starczy tego. - Poczekaj.
[cicho] Weź coś zrób.
To jest bardzo poważna sprawa.
To nie jest remont chodnika.
Dla mieszkańców kolonii…
to jest kwestia życia i śmierci.
Chciałbym, żebyście wszyscy wzięli to sobie do serca.
Proszę, kluczyk.
Chodź, Justyna.
[muzyka gra dalej]
[zgrzyt hamulca]
Tomasz, patrz, do jakiego chamstwa się posuwają.
Nie zmywajcie tego!
Pani to zostawi. Niech widzą.
A kto?
Wszyscy.
[pstryknięcie migawki]
O szóstej u mnie!
[policjant] Tomek, jak ty robisz takie numery bez konsultacji z nami,
to ja nie mogę ci zagwarantować, że oni cię nie zamkną.
[Elka] I tak nie możesz. Bez urazy.
- [kobieta] Przegłosowali to! - [mężczyzna] No, mówiłem!
- [Tomasz] Skurwysyny. - [Agata] Halo, Grażynka?
Robią z nami, co chcą, Tomek. My musimy w końcu odwołać tę burmistrzową.
Można kogoś tak po prostu… [zacina się] …odwołać?
[Elka] Żeby rozpisać referendum, potrzebujemy 1000 podpisów.
- No i damy radę. - [Elka] No.
On ich zmiażdżył, zdeptał dosłownie. Nie wyobrażasz sobie.
Wyobrażam.
Dzwoniła Bernatowa. Marek przylatuje jutro rano.
Ona się uparła, że chce go odebrać z lotniska,
ale jest na ostrych lekach.
Ja ją zawiozę.
Właśnie. Najpierw pogrzeb, a potem rewolucja.
- Dobra, robimy to! - [mężczyzna] Brawo! Brawo!
[Grażyna] On mi odpisał tylko: „Dob”… „Dobrze, mamo”.
Na śmierć ojca. Tylko tyle. „Dobrze, mamo”.
[Mikołaj] Czyli byliście pokłóceni?
Filip nie akceptował tego, że Marek chciał po swojemu żyć.
Sam. Źle, ale po swojemu.
Ale ta dziewczyna jego…
Fakt, nieudana.
- Nieudana? - Nieudana.
On potrafił…
przyjechać z Londynu i od razu do niej. Nam…
Nam nawet nic nie powiedział, ale…
od razu do niej.
Ale ona potem do niego poleciała.
- Czyli to była dziewczyna z Zyborka? - No.
Klaudia Parciakowa.
- Klaudia? - Klaudia.
To chyba już wszyscy.
Nie.
- To jest niemożliwe, że wszyscy. - [Mikołaj] Przepraszam.
A sprawdziłby mi pan, czy Marek Bernat był na pokładzie?
[gra muzyka organowa]
[cicho] Twój bratanek nie przyleciał. Jadą z lotniska, będą za pięć minut.
Dobrze.
[Tomasz] Słuchaj.
Chciałbym powiedzieć parę słów, okej?
Tomasz, ale spokojnie.
„Będziesz następny”.
Takie zdanie ktoś namalował na ścianie plebanii.
Na dzień przed…
pogrzebem księdza brata.
Mojego przyjaciela.
„Będziesz następny”.
Kogo macie na myśli?
Hmm?
[wzruszająca muzyka]
Mój przyjaciel… [zacina się]
Mój przyjaciel nie żyje.
Mój najbliższy przyjaciel.
I teraz tego człowieka,
tego wspaniałego, silnego…
człowieka…
ojca…
yyy…
męża…
ktoś…
więził w lesie i zagłodził.
Jak psa, którego się przywiązuje do drzewa.
[pociąga nosem]
To ja się pytam…
Co to znaczy: „Będziesz następny”?
To znaczy… Znaczy…
kto ma być następny?
Bo ja nie wiem.
Może ksiądz?
[przykra muzyka]
A może ja?
- [ksiądz] Tomasz. - Poczekaj.
Czekaj. [pociąga nosem]
Wszystkich nas nie porwiecie.
Nie zagłodzicie nas.
- Tomasz, wystarczy. Wystarczy. - Ja skończyłem już.
[przykra muzyka narasta]
[dzwonienie dzwonka]
[ksiądz] W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, amen.
[muzyka gra dalej]
[Grażyna szlocha]
[pociąga nosem]
[pociąga nosem]
- [Agata] Grażyna… - Co?
[Agata] Lepiej ci?
Nie lepiej.
[płaczliwie] Nie wiem.
[pociąga nosem] Nie wiem…
Przepraszam. [pociąga nosem]
- Grażyna… - [Grażyna] Przepraszam bardzo.
[pociąga nosem] Przepraszam.
I co? Nawet nie dał znaku? Nie zadzwonił, nie napisał?
[Grzesiek] Kto?
Młody Bernat. Jak wracaliśmy z lotniska, napisał do niej, że odezwie się później.
[Grzesiek] No.
Musiał konkretnie popłynąć.
Ale że aż tak?
[Mikołaj] Ja też nie byłem na pogrzebie mamy.
Pomyliły mi się dni.
Nie wiem. Ktoś próbował zlokalizować jego telefon? Gdzie on jest?
[Grzesiek] Justynka, ale jak? Kto?
Tutaj w weekendy to połowa ludzi nie potrafi zlokalizować własnej chałupy.
[Justyna prycha]
Masz jego numer?
[muzyka budująca napięcie]
[Mikołaj] Cześć, Jarek.
[Jarecki chichocze]
[Mikołaj] Słyszałem od Grześka, że…
że wciąż gracie.
17 Sekund, nie?
Dalej tak się nazywacie?
[kroki]
[Jarecki] Jazda Boys.
Inny repertuar, inna nazwa.
[gwar]
[Tomasz] Gdzie Grażyna jest?
[Agata] Chciała zostać sama. Na ławce tam siedzi.
[Tomasz odchrząkuje]
[Mikołaj] Gizmo uwielbiał, jak grałeś.
Jak jemu się micha cieszyła…
- [mężczyzna] Mogę? - [Grażyna] Tak.
Filip to był wspaniały człowiek. Wszystkim nam będzie go brakowało.
[bełkotliwie] Ja wiem, że ty się tym cały czas interesujesz, nie?
Książkę piszesz, nie?
Ale ja się tym nie interesuję.
[mężczyzna] Yyy… Bo widzi pani, formalnie…
ona wygasa.
- Ale ja będę potrzebował jeszcze… - Noż kurwa…
…kilku podpisów.
[Mikołaj] To może się zainteresujesz, co? Spotkamy się, pogadamy.
O czym ty chcesz ze mną gadać?
O tym, jak masz zajebiście?
Weź mnie, kurwa, nie rozśmieszaj.
Co ty tu robisz, kurwa, co? Ty masz sumienie w ogóle, chamie?
Trzeba było w kościele od razu.
Po co do stypy czekać?
Albo na cmentarzu, na świeżym grobie zatańczyć.
- Oferowałem tylko pomoc w formalnościach. - Pomoc? Bardzo dziękujemy!
No to wydzwaniaj do tego swojego… całodobowego notariusza.
Niech tu przyjeżdża.
Grażynka podpisze, se weźmiecie tą dzierżawę.
- Hieny. - [Agata] Tomek, już.
- Ja nic nie mówię, Agata. - Bardzo dużo mówisz.
[Johann] O, dzień dobry. Wszyscy są.
Chodź, zabieraj dzieciaki, jedziemy.
[Agata] Jula, Jasiek, do domu.
- [Johann] Moje najszczersze kondolencje. - [Tomasz] Chodź, Grażynko.
Chodź, zawieziemy cię do domu.
- Grzesiek jest? - [Agata] Pojechał już.
[Tomasz] Chodź.
[Grażyna] Uhm.
[Tomasz] Skurwysyny.
[psie poszczekiwanie w oddali]
- Poczekaj na mnie w aucie, dobra? - Okej.
[Mikołaj] Maciuś.
Co tam?
Ja wiem, że to… może nie jest najlepszy moment, ale…
Czy ktoś o tym wie?
O czym?
No…
[muzyka budująca napięcie]
No o tym.
Co myśmy mu zrobili.
[muzyka przechodzi w tkliwą]
Weź spierdalaj, ćpunie jeden, co?
[muzyka gra dalej]
[dmucha]
[Maciuś] Ktoś wie.
[ksiądz] Co?
[Maciuś, cicho] Ktoś wie.
Myśli ksiądz,
że zniknięcie Bernata… to przypadek?
Hę?
Ja nie mam siły, Maciek, na tę rozmowę.
Miałem dzisiaj bardzo ciężki dzień.
[wydycha drżąco] Spierdalam.
Ksiądz też powinien.
- Ja? - No.
Ja nic nie zrobiłem.
[chichocze]
Nie…
Jak to się mówi?
Myślą, mową, uczynkiem i…?
Ale to… To nie było zaniedbanie, Maciek.
Mnie obowiązuje tajemnica spowiedzi.
[muzyka gra dalej]
- [Mikołaj] Ja pierdolę. - [Justyna] Jezu, co się stało?
[Agata] Dom nam podpalili.
[męski kaszel]
Skurwysyny! Podobno wrzucili kanister z benzyną do środka.
[Agata] Dobrze, że Grzesiek wcześniej wrócił, boby nam cały dom spalili.
[Grzesiek] Dorwę was, kurwiarze!
[strażak] Proszę się odsunąć, może wybuchnąć.
[strażak 2] Tomek, odsuń się stąd.
No, patrz na to, kurwa.
Patrz na to.
Widzisz to?
Widzisz, co się dzieje, kurwa? To się dzieje naprawdę.
[muzyka gra dalej]
[muzyka przechodzi w mroczną]
[muzyka cichnie]
[spokojna, niepokojąca muzyka]
[kobieca wokaliza]
[muzyka cichnie]
Napisy: Dawid Zacharyasz
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.