Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
[przeraźliwe glissando]
- [ponura kobieca wokaliza] - [ponura muzyka]
- [muzyka gra dalej] - [wokaliza rozbrzmiewa dalej]
[wtórujące kobiece wokalizy]
[ponura partia instrumentalna na keyboardzie]
[chropowaty kobiecy głos] Opowiem wam historię
o trójce rodzeństwa.
O tym, jak jedno z nich umarło zabite przez drugie.
Opowiem wam o lesie.
Opowiem wam o psach. Opowiem wam
o wojnie.
Opowiem wam o ojcu.
Opowiem wam o synu, opowiem wam o ucieczce.
Opowiem wam o powrocie.
Opowiem wam o zemście.
Opowiem wam o zbrodni i sprawiedliwości.
Słuchajcie uważnie.
To będzie długa historia.
I skończy się źle.
[muzyka się zniekształca]
Jak każda prawdziwa historia.
[warkot silnika jadącego auta]
- [muczenie krowy] - [mężczyzna] Zatrzymaj się.
- [mężczyzna 2] Co? - Zatrzymaj się.
[warkot silnika cichnie]
- [warkot silnika na biegu jałowym] - [mężczyzna wymiotuje]
[gaśnięcie silnika]
- [szczekanie psów w oddali] - [mężczyzna stęka]
[mężczyzna 2] To nie jest towarzystwo dla ciebie, Mikołaj.
Masz.
- Czekaj. - Zostaw mnie, kurwa.
Co tam się stało?
No mów.
- Daria odeszła. - Co znaczy „odeszła”?
Zostawiła mnie.
[śmieje się cicho]
Nie „zostawiła” cię, bo to tak się nie zostawia.
[wzdycha]
One tak mówią. Przecież wiesz, jakie one są czasami.
Spokojnie, będzie dobrze.
To jest dobra dziewczyna.
Ale ja nie jestem dobry.
Jestem zjebany.
Mikołaj, jesteś najlepszy.
I zasługujesz na lepsze życie.
[rozruch silnika]
- [zmiana biegów] - [zwiększanie obrotów silnika]
Nieźle się urządziłeś.
Się ciesz, że cię matka nie widzi w tym stanie.
[warkot silnika jadącego auta]
[dzwonek do drzwi]
- [natarczywe dzwonienie do drzwi] - [mężczyzna] Cześć.
- Przepraszam, że tak wcześnie. - [mężczyzna 2] Wchodź.
[ujadanie psów]
Słuchaj, ale…
Dostaliśmy zgłoszenie. Leśniczy zadzwonił. Znaleziono zwłoki w lesie.
Poczekaj, poczekaj, spokojnie, spokojnie.
- Spokojnie. Co się stało? - Dobra.
Leśniczy znalazł zwłoki w lesie. Zmasakrowane ciało dziewczyny.
- [mężczyzna 2] To co ty tu robisz? - [mężczyzna] To jest…
To jest Daria. Ta od Masłowskich, co ma brata.
Dziewczyna twojego Mikołaja.
- [mężczyzna 2] To jedźmy tam, no. - Jasne, dawaj.
[kroki]
[smutna muzyka]
[zamknięcie drzwi]
[Mikołaj stęka]
- [bicie dzwonu] - [dyszy]
[stęka]
[stęka]
[dyszy ciężko]
[stęka]
[mężczyzna 3 wrzeszczy przeciągle] Blady!
Blady!
[szlocha]
[dźwięki wyciszone]
[wyciszone]
[muzyka przechodzi w ponurą]
[dźwięki nadal wyciszone]
[wyciszone]
[muzyka cichnie]
[kobieta] Słucham.
Yyy, paliwo z trójki i tą książkę.
- [warkot silnika auta] - [gwar]
Jezu! To pan!
[z silnym akcentem] Oj, nie mogłam się oderwać.
Aaa… Coś jeszcze?
Tak, yyy… whiskey.
- Proszę. - [pikanie skanera]
Dziękujemy, zapraszamy ponownie.
[Mikołaj wzdycha]
[kobieta] Wiesz, że zmarł najstarszy człowiek w Polsce?
- [Mikołaj] No i co teraz? - Nie wiem. Ktoś inny będzie najstarszy.
Co, myślisz, że sobie nie kupił?
A, tak wziąłem w razie czego.
[kobieta prycha]
Uhm.
Dobra, jedź już.
- [senna, idylliczna muzyka] - [kobieca wokaliza]
[dźwięki wyciszone]
[kobieta] Wszystko okej?
Tak, tak, w porządku.
[dudnienie kół na nierównościach]
- [gaśnięcie silnika] - [zgrzyt hamulca]
[kobieta] Jestem z tobą.
- [śpiew ptaków] - [muczenie krów]
[grupa ludzi] ♪ Jeszcze raz, jeszcze raz ♪
♪ Niech żyje, żyje nam ♪
♪ Niech żyje… ♪
- [zamknięcie drzwi] - ♪ [cichnące] …nam ♪
Dzień dobry.
[mężczyzna] Widzisz, Jasiek? Warszawa przyjechała.
Dobrze, że jesteście. Myślałam, że coś się stało.
- Cześć, Agata. - Hej, Mikołaj.
- [cmoka] - Hej.
- Cześć. - [Agata] Cześć.
[kobieta] Mikołaj? No dzień dobry!
No Elka Walinowska. Co, ty mnie nie poznajesz?
Plastyki cię uczyłam w szkole.
- Dzień dobry. - [śmieje się] Dzień dobry.
No ja z malowania akurat nie byłem najlepszy.
- [Elka] Świetny sweter. - Dziękuję. Moja żona, Justyna.
- Cześć. - A! Cześć.
Elka Walinowska. [ciszej] Cześć.
- [Justyna] Dzień dobry. - Chodźcie.
Przywitaj się z tatą.
Wszystkiego najlepszego.
Cześć, Justynka. Dzięki. Cześć.
[cicho] Cześć.
- [Mikołaj] Cześć, tato. - Cześć.
Chodź, Jasiek.
[Agata] To co?
[Jasiek] Tata, zdmuchuj świeczki.
- [tata] Już? - [Jasiek] Tak.
- [tata] Dmuchamy? - [Jasiek] Tak.
[stęka] Czekaj, bo mnie przytkało trochę.
- [chichot] - [Elka] Życzenie pomyśl.
[bierze wdech]
[dmucha]
- [wiwatują] - [śmieje się ciężko]
Wszystkie zdmuchnij, bo życzenie się nie spełni.
A ja mam wszystkie spełnione.
- [kobiecy chichot] - Prawie.
- [szczekanie psa w oddali] - Ty dmuchaj.
[dmucha]
- [mężczyzna 2] I brawo. - Łuł! Brawo! Łuł, łuł!
To ja pokroję tort.
Tomasz… [zacina się] …niestety muszę się zbierać.
- [Tomasz] Już? - Obowiązki.
- Tortu zjedz kawałek. - A, dzięki. Innym razem.
[cicho] Chodź, chodź.
[niezrozumiałe]
[gwar]
- [ksiądz] Zdrówka. - Dzięki.
[ksiądz] Szczęść Boże!
- Bóg zapłać za wszystko. Do zobaczenia. - [Agata] Do zobaczenia.
- [kobieta 2] Z Bogiem. - [ksiądz] Z Bogiem.
Tort bezowy. Ale taka dawka cukru dla zawałowca?
Ale daj spokój. Przecież urodziny ma dzisiaj.
- [mężczyzna 2] Mimo wszystko. - [łysy] Jesteś policjant czy prokurator?
- [mężczyzna] Dla tatusia wszystko. - [Tomasz się śmieje]
No pokaż tutaj, pokaż.
No!
[mruczy ze smakiem]
- Naprawdę… - [chłopiec] Szybko, szybko, szybko!
- [Tomasz mruczy ze smakiem] - [kobieta odchrząkuje] Yyy…
- Wszystkiego najlepszego, Tomasz. - [Tomasz] Dziękuję ci, kochana.
Co my tu mamy, Jasiek? Popatrz ty, popatrz!
- [Jasiek] Co? - [Tomasz] Co to jest?
Smartwatch. Będzie ci… ci mierzył… pikawę monitorował.
[Tomasz] A, to jest takie, czekaj, to jest takie to wszystko to ten…
Jak mnie jakaś cholera zacznie brać, to też będzie pikać?
[Agata] Już cię jedna wzięła, co?
- [śmiech] - [śmieje się]
Trzymaj, Jasiek. Czekaj.
[piosenka country-pop, męski wokal] ♪ A dziś już patrzę na nasze dzieci… ♪
[kobieta] Coś złego się dzieje, Elka, mówię ci, coś złego się dzieje.
[Elka] Hmm… No ale to chyba nie pierwszy raz, nie?
No ale to po co ta kurwa do mnie przyszła?
Żeby co? Żeby m… Żeby mnie oszukać?
Nie wiem. Słuchaj, Grażyna. Może ty idź po prostu do Tomasza?
- On z nim pogada i rozwiąże sprawę. - No, no… No nie, no nie…
Przecież nie będę z każdą sprawą latała do Tomasza. Coś ty.
- Dlaczego? - No bo nie, no nie.
- [gwizd czajnika] - Ale jaja są. Słuchaj…
[stęka]
Zniknął jej mąż.
Wszyscy myśleli, że z kochanką, bo ma babę we Wrocławiu.
Ale czekaj, kto?
Bernat, przyjaciel ojca.
I… I ta kochanka potem przyjechała do Bernatowej,
i się pyta, gdzie on jest.
- [śmieje się cicho] - Okej.
[Mikołaj] Ej, słuchajcie.
Kurwa, czemu nikt mi nie powiedział, że ojciec miał zawał, co?
[Tomasz] Jak ktoś się interesował, to wiedział.
A ty chyba miałeś inne sprawy na głowie, nie?
Jestem trzeźwy, tato.
[Justyna odchrząkuje] Mikołaj jest trzeźwy od 11 miesięcy.
O!
Gratuluję.
[niezrozumiały kobiecy głos w TV]
[syn Tomasza] No, a ten, w robocie tam jak u ciebie?
[śmiejąc się] Dobrze.
W porządku, właśnie skończyłam duży materiał o siatce pedofili.
[pociąga nosem, odchrząkuje] No, gruby materiał.
E, takich to za jaja trzeba wieszać od razu.
Ty, Grzesiek, to jakieś baterie są do tego?
- [Grzesiek] W środku tam masz. - ♪ Ech, wódo! Wódzio, wódeczko ♪
Grzesiu, mamusi już wystarczy. Herbaty się napijemy, co?
[Mikołaj] No i co tam jeszcze w Zyborku słychać, co?
Ojciec Wałęsę udaje.
Tą złodziejkę z ratusza chcemy wykurzyć.
Już dawno trzeba to było zrobić.
[siorbie]
[Mikołaj wzdycha]
Tutaj mam dla ciebie…
- Znaczy od nas to jest. - [Justyna prycha]
- Wszystkiego najlepszego, tato. - [Grzesiek się śmieje]
Co ty, ojcu łapówkę dajesz?
Nie no, all-inclusive. Przecież widzę, że jesteś zmęczony.
Źle wyglądam?
Nie no, serio mówię, tato, no.
Powinieneś trochę odpocząć, więc pomyślałem, że…
że kupię wam wakacje.
Agata, dwa tygodnie! W Tajlandii!
Zobacz, Agatka.
Tajlandia.
[Agata, obojętnie] Dziękujemy.
Dzięki.
Nie jesteś nam nic winien.
[mama Agaty] ♪ Wódzio, wódeczko ♪
Ale ja… ja nie chcę nic… nic wam oddawać, tato, no.
- [Agata] Mama się położy, dobrze? - Po prostu chciałem…
Po prostu chciałem zrobić ci przyjemność.
[Tomasz] No i zrobiłeś, no. Bardzo fajny pomysł.
W ogóle masz fajne pomysły, wiesz.
[wzdycha]
Ostatnio jak tu byłeś…
[prycha] W ogóle pamiętasz, kiedy to było?
[przykra muzyka]
Pamiętasz, jak tu byłeś ostatnio?
No wte… wtedy, co młodemu żeś zaiwanił hajs.
[Tomasz się śmieje]
To była komunia Jaśka.
No.
Oddałem mu podwójnie przecież.
Dobra, nieważne, ja nie o tym.
Przeczytałem ten twój bestseller, wiesz?
Fajny.
Fajny. Bardzo fajny.
Wiesz co, najfajniejszy to ten moment, jak piszesz, że biłem twoją matkę.
- [Agata] Tomasz, proszę cię. - [Tomasz] To naprawdę…
Ten bohater nawet nie nazywa się tak jak ty.
[śmieje się]
- Czyli to nie ja? No jasne. - [Agata] Tomasz, proszę ciebie.
A co, nigdy jej nie zajebałeś, nie?
[wzdycha]
Agata, co ty…
Co ty mnie ściskasz tak?
[prycha]
Nawet na pogrzebie matki nie byłeś, kurwa, gnoju.
[Agata] Słuchajcie, może… [odchrząkuje]
…porozmawiamy inaczej. Napijmy się herbaty, dobrze?
[Mikołaj] Idziemy.
Wszystkiego najlepszego, tato.
[muzyka spowalnia, zniekształca się]
- [Grażyna] Gdzie idziecie? - A co wy, już idziecie?
- [otwarcie drzwi] - Dobranoc.
- [Elka] Pa! - [zamknięcie drzwi]
[szelest papieru]
Noż kurwa, Tomasz, miałeś się z nim pogodzić.
Bez baterii kupiłeś.
[muzyka cichnie]
[ryk silnika]
Nienawidzę go.
Kurwa! Jak ja go nienawidzę…
Mówisz tak, bo jesteś wściekły, Mikołaj.
Nie. Mówię tak, bo mam tego dosyć.
Koniec, kurwa. Nie potrzebuję tego.
Sprawdzisz jakiś hotel?
Co? Po co?
Jeszcze chciałem zobaczyć mamę.
Wiesz, że możemy przyjechać innym razem?
Nie będzie innego razu.
- [Justyna] Mikołaj, uważaj! - [pisk opon]
[szczekanie psa w oddali]
[nieprzyjemna muzyka]
[Justyna dyszy]
[Justyna] Mikołaj…
- [drżąco] Mikołaj, to jest człowiek. - [kroki]
[Mikołaj] Kurwa mać.
- Musimy zadzwonić po karetkę. - Co? [dyszy]
[piknięcie, trzaski radiotelefonu]
[mężczyzna] Ciało jest zmasakrowane, ale to Filip Bernat.
Zabieramy go teraz do szpitala.
[niezrozumiałe rozmowy w oddali]
[smutna, senna muzyka]
[policjant] Dobra, to jeszcze raz.
Jechaliście samochodem, gadaliście i…?
[Mikołaj] Wyjechaliśmy zza zakrętu,
yyy… no i on leżał. Na jezdni.
No i co, no… Ledwo go wyminąłem.
I od razu potem zadzwoniliśmy.
[zaciąga się] Zapraszam, dmuchnie pan.
[Mikołaj] Ja nie piję.
[policjant] Zapraszam.
[oddalające się kroki]
[policjant] Tak jakby pan świeczkę dmuchał.
- [wdychanie] - [policjant] Mocno.
[dmuchanie]
- [piknięcie alkomatu] - [policjant] Dobra, jest okej.
[wycie syreny policyjnej]
[Agata] Grażyna!
- Ja chcę zobaczyć tylko, czy to jest… - Nie, nie. Nie.
[płaczliwie] Czy to jest… Do kurwy nędzy! Chcę zobaczyć, czy to mój mąż!
- Otwórz to. - Nie mogę.
- Otwórz to, kurwa! - On jest w ciężkim stanie.
To jest on.
To jest on, Tomek.
[łagodnie] Tomek…
[Grażyna] Tomek.
No i co, kurwa?
Dalej się będziesz śmiał ze mnie? Z Grażyny? Że na dupy pojechał?
Przestań się denerwować, Tomek.
Ja się dopiero, kurwa, mogę zacząć denerwować.
Grażyna!
Muszą go zabrać. Zobaczysz go jutro w szpitalu, dobrze?
- Ja chciałam tylko zobaczyć go tutaj. - Nie gadaj z nim!
- Ale chciałam… - Nie gadaj z nim, kurwa!
[Grażyna szlocha] Ale tu…
Zabierajcie go.
- [policjant 2] Jedziemy, chłopaki. - [rozruch, warkot silnika]
[wycie syreny karetki]
[Agata] Nic wam nie jest?
Wszystko okej.
[wzdycha] Słuchajcie.
Jedźcie z nami do domu. Możecie spać w pokoju Julki.
[niezrozumiały kobiecy głos przez radiotelefon]
Dobra, Mikołaj…
Powiedziałem za dużo.
Przepraszam.
[senne kobiece wokalizy]
[wokalizy rozbrzmiewają dalej]
- [wokalizy rozbrzmiewają dalej] - [senna muzyka]
[przeraźliwy pisk]
[oddycha drżąco]
[wibracje telefonu]
[wibracje ustają]
- [cykanie świerszczy] - [poszczekiwanie psów w oddali]
[wzdycha]
- [warkot jadącego auta] - [śpiew ptaków]
[dzwonek telefonu]
[Mikołaj] Halo?
- Siema. - Siema.
Słuchaj, siedzisz? Bo jest naprawdę grubo.
Mało kto tak ma.
Jak grubo?
Sprzedaliśmy dwa dodruki. Łącznie jest ponad sto tysięcy.
A ja negocjuję umowę na prawa do adaptacji.
A ty zaraz będziesz bogaty, chłopie.
No to twoja wina, czarodzieju.
Tylko że… [wzdycha] …pojawiają się na forach opinie,
że to nieprawda, że to nie jest na faktach.
Ale o co ci chodzi?
No o to mi chodzi, że nie wszyscy ci wierzą, że to na faktach.
Ale to [podkreśla] jest na faktach. Wszystko w tej książce to jest prawda.
Jak ktoś w to nie wierzy, to już jest jego sprawa.
Jak sobie możesz wyobrazić, oczywiście, wszyscy są tu na mnie totalnie wkurwieni.
Słuchaj, żeby zaraz cała Polska nie była na ciebie wkurwiona.
Jak dla mnie może być wkurwiona. Byleby tylko kupili moją książkę.
Stary, w sumie… W sumie to ja szykuję dodruk.
- No, na razie, pa. - Trzymaj się.
- [senna muzyka] - [kukanie kukułki]
[śpiew ptaków]
[ponura muzyka]
- [kobieta] Czego pan od niego chce? - [Mikołaj] Właściwie to nie wiem.
Nie widziałem go od wielu lat.
[kobieta] Za wiele to pan się od niego nie dowie.
Masłowski nie ma zbyt dużo kontaktu z rzeczywistością.
[Mikołaj] Od kiedy?
Od kiedy tu jest.
- [Mikołaj] Przez to, co zrobił? - Nie wiem.
Nie ma nawet, jak się tego dowiedzieć. Masłowski to czarna dziura.
Wie pani, kiedyś, zanim to się stało,
to był naprawdę pogodny chłopak.
[niezrozumiały męski bełkot]
[zagadkowa muzyka]
[szczęk zamka]
[otwieranie drzwi]
[Mikołaj] Co oni ci zrobili, stary…
Gizmo?
Pamiętasz mnie?
To ja, Mikołaj.
[oddycha chrapliwie]
Blady.
Blady!
[śmiejąc się] Blady.
Blady.
- [senne kobiece wokalizy] - [Gizmo chichocze]
[Mikołaj] Zwierzaki.
[śmieje się]
- [mówi niewyraźnie] Lis. - No.
[chichoczą]
Zawsze umiałeś się z nimi dogadać, nie?
Seba.
[senna muzyka]
Miałeś talent, stary.
Byłeś prawdziwym zaklinaczem zwierząt.
[bierze głęboki wdech]
A co tam czytasz?
[mruczy, śmieje się]
- Lis. - Śladami lisa. No tak.
[niepokojąca muzyka]
[Mikołaj] A skąd to masz?
- Hmm? - [mruczy przecząco]
- [Mikołaj] Kto ci to kupił? - [mamrocze]
[mruczy przecząco]
[Mikołaj] A to?
[Seba mruczy]
Wysłałeś mi to.
[pomrukuje]
[bierze wdech] Yyy… [bierze wdech]
Z… Zły pomysł.
- [stęka] - Zły pomysł?
No raczej…
[muzyka przechodzi w ponurą]
Blady!
- [Mikołaj] No? - [mruczy porozumiewawczo]
Dwa, jeden, osiem.
[Mikołaj] Co?
[przełyka] Dwa…
jeden…
osiem.
- Blady! - Co?
[wrzeszczy] Blady! Dwa, jeden, osiem!
- [łoskot krzesła] - Dwa…
jeden…
osiem.
- [brzdęk kluczy] - [otwarcie drzwi]
Dwa…
jeden…
- Proszę wyjść. - Osiem! Blady!
- [psychiatra] Proszę wyjść! - Dwa, jeden…
- [psychiatra] Proszę wyjść! - Osiem!
- [wrzeszczy] Dwa, jeden, osiem! - [psychiatra] Sebastian, uspokój się.
- [Seba] Dwa! - [pielęgniarka] Co, porozmawiał pan?
- [psychiatra] Zamknij te drzwi! - [Seba] Blady!
Przepraszam, on po prostu napisał do mnie list.
Masłowski? Chyba nie mówimy o tym samym człowieku.
[zamknięcie drzwi]
[Seba, stłumione] Blady!
[pielęgniarka] Panie Głowacki, Masłowski nie jest w stanie
ani pisać, ani czytać, ani liczyć.
On jest umysłowo na poziomie trzylatka.
Przynajmniej był, kiedy jeszcze był z nim jakikolwiek kontakt.
Czego pan się spodziewał?
Nie wiem…
Bardzo pani dziękuję.
Przepraszam za… za kłopot. Do widzenia.
[męski krzyk w oddali]
[melancholijna muzyka]
- [śpiew ptaków] - [pianie koguta]
[Justyna bierze wdech]
[poszczekiwanie psa]
[wydycha ciężko]
[lektorka w TV] Gepard czekał na idealny moment.
[dramatyczna muzyka klasyczna]
Wie, że musi być nie tylko szybki, ale też dokładny.
Skraca dystans z każdą sekundą,
precyzyjnie dostosowując swoje ruchy do zwrotów zająca.
W końcu zając nie jest w stanie dłużej utrzymać tempa.
- [brzdęk butelek] - [niezrozumiały głos lektorki w tle]
[wydycha ciężko]
Dzień dobry.
Cześć. Głodna?
- No. - Podasz masło?
- [stukot talerza] - [Tomasz] Rzadka czy ścięta?
[Justyna] Średnia.
- [pstrykanie zapalnika] - [szum płomienia]
[chlupot wody]
[Justyna] Widział pan gdzieś Mikołaja?
[Tomasz] Nie mów do mnie „pan”.
[Justyna prycha, przełyka] A jak mam mówić?
Może być „tato”.
Łu! To się chyba za rzadko widujemy.
Pokroisz chleb?
- [stukot łopatki] - Nie wiem, gdzie Mikołaj.
Ale chyba gdzieś pojechał, bo nie widzę waszego auta.
[skwierczenie]
- [Agata] Dzień dobry, kochanie. - [Tomasz] Cześć.
[Agata] Cześć.
[Tomasz] Justyna, pojedziesz z nami?
[Justyna] A dokąd?
Do szpitala.
Do Filipa Bernata.
[wycie syreny karetki]
[Justyna] Wy jesteście przyjaciółmi, prawda?
[Tomasz] Taka trudna przyjaźń, ale przyjaźń.
Justyna, to, co się tutaj dzieje,
to sobie nawet nie wyobrażasz.
Co z nim? Cześć.
Cześć. Bardzo źle.
Był pobity. Torturowany do tego.
Skrajne odwodnienie, hipotermia. Cud, że żyje.
Coś mówił, kto mu to zrobił?
Tomek…
On jest sztucznie podtrzymywany.
Nieprędko coś powie, o ile w ogóle.
- Możemy wejść do niego? - Nie.
Jest w izolatce. Ma sepsę.
[cicho] Idź do Grażyny.
[gwar]
[Tomasz] Ty coś masz?
Gadałem z tą jego kochanką ze Szczytna.
- Napompowaną. - No.
[wzdycha] Eee… Twierdziła, że Bernata nie było u niej od miesiąca.
I że owszem, miał przyjechać i zabrać ją na tę Maltę, ale…
nigdy się nie stawił.
Aha, no i potwierdziła, że była u niej.
- [senna muzyka] - [senne kobiece wokalizy]
[policjant] Może on sam się tak urządził?
[lekarka] Sam?
Nie wiem, narąbał się w lesie, dostał hipotermii…
Kurwa, sam sobie… [zacina się] …nogi związał drutem?
I, kurwa, sobie zęby wybił sam?
- [lekarka] Tomek, spokojnie! - [policjant] Idę zajarać.
- Pogadamy, jak się uspokoisz. - Spierdalaj!
[policjant] Spierdalam.
[pikanie kardiomonitora]
Teść to furiat.
[wdycha ciężko] Jak na to miasto to jest całkiem normalny.
[pstrykanie zapalniczki]
Co panu powiedziała ta kochanka?
Co, temat sobie pani znalazła?
Nie wiem.
- Ale teść ma swoje podejrzenia. - No.
To niech o nich sam pani opowie. Ja nie mam wpływu na to, jak Tomek myśli.
Ale ta kobieta nic mi nie powiedziała.
W ogóle nikt mi nic nie powiedział, szczerze mówiąc.
[warkot silnika pojazdu]
I co? Wszyscy myśleli, że jest na urlopie?
Kadrowy z Berpolu dostał od niego SMS-a, że Bernat wylatuje na wakacje.
Ale ta kochanka o niczym nie wiedziała, nie miała biletów.
Szczęść Boże!
Nic.
A wy co? Nawet nie przyjęliście zgłoszenia o zaginięciu.
No nic, muszę lecieć. Robota wzywa.
[oddalające się kroki]
[ksiądz] A może to Cyganie?
Może to ruskie? A może rzeczy, o których nie masz pojęcia, co?
[Tomasz] Ja wiem, o co się gra toczyła. I ty też dobrze wiesz.
I ja wiem, co my chcemy zrobić. I w jakim celu.
[ksiądz] Tomek.
Ty mnie jak wroga traktujesz.
A przecież to mój brat.
Rodzony!
Mszę byś zrobił. Za uczciwość w Zyborku.
Powiedział coś mocnego. To by było poparcie.
[wzdycha ciężko]
[Tomasz wydycha ciężko]
[wzdycha]
Słyszałaś?
Hipokryta.
[ponura muzyka]
To co się tu właściwie dzieje?
W Zyborku jest układ i my z nim walczymy.
Byli bandyci.
Burmistrzowa, która im je z ręki.
Zresztą jest taka sama jak oni.
I teraz ten Niemiec Kalt,
który też tu jakieś swoje… bandyckie pieniądze pierze.
Teraz chcą wybudować luksusowy hotel nad jeziorem.
[prycha]
W tym mieście wszystko się rozwala. Rozumiesz? Tu nic nie działa.
Dziura na dziurze, a oni hotel luksusowy budują.
Bernat nie chciał im oddać dzierżawy pod tę działkę.
I oni go za to…
Justyna, ci ludzie są gorsi od zwierząt.
Nie odpuszczę im.
[śpiew ptaków]
[Justyna wzdycha]
- [szczekanie psa w oddali] - [wzdycha]
Dlaczego ty mi o tym wcześniej nie powiedziałeś, co?
- Przepraszam, byłem skołowany. - [wzdycha]
Poza tym zawsze się wkręcasz w takie rzeczy.
W to, że ktoś cię szantażuje, ja mam się nie wkręcać?!
Ale to nie jest on. Ten facet to jest warzywo.
Mikołaj, mamy ze sobą rozmawiać!
Po co ta terapia? Po co to wszystko?
Dałem dupy. Przepraszam.
Nie wiem, może jakiś pojebany fan robi sobie z ciebie jaja.
Pojebany fan nie wiedziałby, w którym szpitalu jest Gizmo.
To jest do sprawdzenia w pięć minut.
- [pukanie w szybę] - [Mikołaj] Jezus…
Obiad zjemy razem! Agata coś zrobi.
- [wzdycha] - [wydmuchuje powietrze]
Niebywałe.
„Może byście zostali na obiad? Czy w ogóle jesteście głodni?”
Nie, „Agata zrobi obiad” i, kurwa, koniec gadki.
[wzdycha]
[Justyna] Mikołaj!
- [Mikołaj] Co? - On nie chce źle.
- [Mikołaj] O czym ty mówisz? - Twój ojciec, no.
Mam wrażenie, że on nie chce źle.
[Mikołaj] Przestań się na niego nabierać!
Obcy ludzie zawsze byli nim zafascynowani. Nie wiem dlaczego.
Może po prostu był dla nich ludzki.
W przeciwieństwie do nas.
Ja chyba nie jestem obca, co?
[Mikołaj] Bubuś…
[niezrozumiały męski głos w TV]
[Mikołaj] Pożegnam się z Grześkiem, okej?
- Chcę do domu. - [prycha]
- [chlupot bieżącej wody ustaje] - [odkładanie talerza]
[przełyka, wzdycha]
[Mikołaj] Ja nie wiem, jak ty możesz tu wytrzymać, serio.
[niezrozumiały głos komentatora w TV]
[mruczy, chichocze]
Pamiętasz, jak…
za małolata chodziliśmy…
na bilard tam do… Maciusia w kanciapie, gdzie miał kasety i stół?
No.
I raz za długo graliśmy, i się wkurzył, i zaczął cię nawalać.
Kijem. Pamiętasz to?
Tyś go potem użarł potem. [chichocze]
Tak go ugryzłeś w nogę, że… że aż musieli go szyć na pogotowiu.
No.
I tak to właśnie wytrzymuję.
Jak coś, to po prostu…
gryzę skurwysyna.
Ojca też?
[stęka]
Blady…
[głęboko wdycha, wydycha]
Musimy sobie powiedzieć wprost.
Ja nigdy nie byłem taki zdolny jak ty.
Zdolny?
No, wrażliwy, natchniony. Jak zwał, tak zwał.
Próbowałem.
To tu studiowałem, to tu coś tam. No pamiętasz. Wrocław, potem Irlandia…
[prycha] Ale ja przynajmniej nigdy nie udawałem kogoś, kim nie jestem.
[prycha]
Dobra.
Ej! Ej, kurwa, no ej! Dobra, brat.
Chodź.
Wyluzuj.
[głęboko wdycha, wydycha]
[Agata] Tomek powiedział, że z nami zjecie.
No. Nam też tak powiedział.
[Justyna] Dzięki, że nas zaprosiłaś.
[Agata] Uhm.
- Robię, co mogę. Wiecie, jak jest. - [Justyna prycha]
Trzymaj się i…
dbaj o siebie.
- [Justyna] Boże, jak tu jest pięknie! - Aż się nie chce wyjeżdżać, nie?
[zgrzyt hamulca]
- [Justyna] Co, nie jedziemy na komendę? - [gaśnięcie silnika]
Jeszcze chciałem odwiedzić mamę.
[warkot piły mechanicznej]
- [Mikołaj] Dobry. - Dzień dobry!
Bukiet tych białych poproszę.
Albo w sumie dwa bukiety.
Maciuś, tak? Dobrze pamiętam?
[kaszle]
Do ojca przyjechałeś?
No, można tak powiedzieć.
A ty…
ja nie czytałem tego twojego dzieła,
ale ludzie gadają, żeś tam, kurwa, ładnie pokolorował.
Jacy ludzie?
Ja mam nadzieję, że o mnie nic tam nie ma.
- [chichocze] - [Mikołaj] O tobie?
A co ja mógłbym o tobie napisać, co?
Przecież ty zwykły szarak byłeś.
[chichocze]
Za dawnych czasów byś mi tak nie zapyskował, wiesz, misiaczku?
Dawne czasy to były dawne czasy.
Zdrowia.
[Maciuś chichocze] Zdrowia, zdrowia!
I dla szanownej pani z Warszawy też.
[szeptem] Chuj jebany.
[ponura, leniwa muzyka]
[Mikołaj] Cześć, mamo.
Ale wy byliście podobni.
Dobra, chodźmy.
[Justyna] To ona?
- [Mikołaj] No. - Blisko leżą.
[dziewczyna] Chyba pomyliliście grób.
To znaczy… ja znałem Darię.
Wiem.
Mikołaj Głowacki.
[prycha] To też wiem.
[poszczekiwanie psa w oddali]
Ja te kwiaty do wazonu wstawię, żeby nie zwiędły.
Jeśli to nie jest kłopot.
Dobra, chodźmy.
- [oddalające się kroki] - [złowieszcza muzyka]
[gaśnięcie silnika]
[Justyna] O!
[Tomasz] Cześć.
Czekają na was.
[intrygująca muzyka]
Co ty tutaj robisz?
Wolę tu być na wszelki wypadek.
[Tomasz] O!
Pani Głowacka, zapraszam.
[głęboko wdycha, wydycha]
To co, zostaniecie na obiad czy… czy jedziecie po tym wszystkim?
Nie no, wracamy do Warszawy.
A proszę mi powiedzieć…
Znała pani poszkodowanego?
[prycha] Niby skąd?
[policjant] No, przyjaźnił się z pani teściem.
Słabo znam życie teścia. Nie jesteśmy blisko.
A to mieszkanie, teraz co mieszkacie, to, to… w kredycie macie?
Wynajmujemy.
Ale to się chyba nie opłaca, nie?
A gdzie tu jest jakiś bank?
Pójdę, wezmę kredyt. Będziesz zadowolony?
Co, sugeruje pan, że ja coś wiem o tym porwaniu?
O jakim porwaniu?
My nawet nie wiemy, czy Bernat został porwany.
[prycha]
[zbliżające się kroki]
[Justyna, cicho] Ja pierdolę…
[policjant 2] Zapraszam.
[Tomasz] Mikołaj.
Dzięki, że przyjechaliście.
[napięta muzyka]
[Tomasz] Dzięki.
Dobrej drogi. Jakby co, to…
No wiem, kto to, oczywiście. Trzymałem się kiedyś z jego synem.
[policjant] Teraz już nie?
Teraz już nie.
Ale skoro jego ojciec wpadł pod moje koła,
no to… może odnowimy znajomość.
[stukot klawiatury w oddali]
- Komendant ma na myśli… - Ja rozumiem po polsku.
A co robisz w Zyborku?
Przyjechałem na urodziny ojca.
- [komendant] Tylko tyle? - A to za mało?
W sumie to właściwie chyba wszystko.
A, nie.
Jest jeszcze jedna sprawa.
[dzwonienie telefonu w oddali]
[komendant] Podpiszesz mi? Książkę?
No co się tak patrzysz?
Przecież znany pisarz jesteś, nie?
[Mikołaj] No to chyba jest pan moim jedynym fanem w Zyborku.
[komendant] A mnie się wydaje, że to już wszyscy czytali.
Tylko nikt się do tego nie przyznaje.
[sugestywna muzyka]
Dwa, jeden, osiem…
- [kukanie kukułki] - [śpiew ptaków]
Już nie ma odwiedzin. Trwa obchód.
[muzyka gra dalej]
[Mikołaj] Wie pani, to jest bardzo ważna sprawa.
- [brzęk alarmu] - A co ja mogę?
- [recepcjonistka] Co tam się dzieje? - Coś u Masłowskiego w celi, otwieraj!
- [strażnik] Tu nie wolno wchodzić! - [recepcjonistka] Proszę państwa!
- [niezrozumiały męski krzyk] - [pielęgniarz] Ej, ej, ej, ej!
- [dyszy] - [bicie dzwonu]
[dramatyczna muzyka]
[stęka]
Blady!
Nie żyje.
Przegryzł sobie żyły.
[pielęgniarz] Wyjdź.
[muzyka przechodzi w tkliwą]
[alarm brzęczy dalej]
[dźwięki cichną]
[muzyka gra dalej]
[ujadanie psów]
[muzyka przechodzi w ponurą]
[muzyka gra dalej]
[muzyka cichnie]
[powolna, niepokojąca muzyka]
[muzyka przechodzi w nieprzyjemną]
[muzyka cichnie]
[złowieszcza muzyka]
[muzyka cichnie]
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.