Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednich odcinkach.
Zatańczymy?
Ale nie po przyjacielsku.
CAC szykuje wystawę.
Zasugerowałam, żebyś była jej centralnym punktem.
Nie wiem, czy to przeżyję.
Ochronię cię.
Zgoda.
Potrzebowałam przyjaciółki.
- To przyjaźń? - Za szybkie tempo.
Cześć!
Jak się masz?
Chciałeś sobie sprawdzić, jak będzie z kobietą?
Nastąpiło nieporozumienie.
Zupełnie inaczej niż w "Miłość i koszykówka".
Owszem.
Zostałaś prezeską firmy.
- Zawsze mnie okłamywałeś? - Przykro mi.
Wcale nie.
Shane...
- Mogę ci zaufać? - Myślę, że tak.
Zostałam zraniona.
Przecież to nie ma szans.
- Ale... - Wiesz dlaczego.
Poczułam ulgę, że coś ci nie wychodzi.
Nie masz cienia żeny!
Możesz prowadzić?
Ogarnę, wsiadaj.
O, kurna.
Wszystko gra?
Moja wybawicielka!
Przyniosłaś pizzę?
Nie, ale dobrze cię widzieć.
Pięknie pachniesz.
Lepiej niż ja. Czujesz?
Jest źle.
Mamy większe problemy.
Sprawdziłam tę plotkę z mydłem pod prysznicem. Nie mieli mydła.
Areszt to mało przyjemne miejsce.
Umieram z głodu.
Muszę odbębnić wykłady...
i dali mi karne punkty.
Muszę też zapłacić kupę kasy.
Aresztowali cię za jazdę po pijaku.
Lekkim. Mogę wyprowadzać Macka Shane.
Dobrze zapłaci.
Odholowanie samochodu to prawie tysiak.
Zapomniałam. Dołożę się.
Kary nie da się podzielić.
Na szczęście ja prowadziłam.
Areszt jest nie dla ciebie.
Lubisz czystą pościel.
Myślałam, że jesteś trzeźwa...
Nieważne.
Chcę jechać do domu i zmyć z siebie ostatnią dobę.
Koleżanka z celi kimnęła się na moim ramieniu.
Jej kapiąca ślina miała w sobie sporo osadu z chipsów
i chcę się tego pozbyć.
Gdzie stanęłaś?
SŁOWO NA L: GENERACJA Q
Co robimy w CAC?
Po pierwsze...
jesteś dla mnie ważna.
- Cenię naszą przyjaźń. - Ja również.
Chcę porozmawiać o Gigi.
Co, kurwa?
Myślałam, że zerwałyście razem.
Mam ją gdzieś.
Co to ma być?
SKRZYDŁO IMIENIA NUNEZA
O tym też chciałam pogadać.
To ty czy twój ojciec?
Ja. Myślałam, że się ucieszysz.
Grupa czarnoskórych artystów o rewolucyjnych zapędach
nie może być sponsorowana przez firmę, która dorobiła się na ich cierpieniu.
Nie o to mi chodziło...
Pieprzyć intencję. Takie są fakty.
Ciężko na to pracowałam.
Znasz moje poglądy.
Ludziom to nazwisko kojarzy się jednoznacznie.
Jest też moje.
Napraw to.
Ale co?
Dokąd idziesz?
Nie pozwolę ci oczyszczać sumienia ojca we krwi,
pocie i łzach Afroamerykańskiej społeczności.
Cześć.
Jak poszło z Bette?
Jebać ją.
Co zrobiłaś?
To była najlepsza karta przetargowa.
Mówimy o mojej sztuce.
Nan Goldin zrobiła to samo...
Mam w dupie Nan Goldin!
Chcesz być kojarzona z opioidowych majątkiem Nuneza?
Wykorzystałaś mnie.
Blefowałam, że wycofam twój udział.
Sposób, w jaki mówisz o moich pracach...
Wiesz, co o nich myślę.
Tak sądziłam.
Nie pozwolą ci odejść.
- Muzea żyją z dotacji. - Wiem.
Nie zorganizuję wystawy bez dofinansowania.
Nie mogą sobie pozwolić na utratę ciebie.
CAC wystawiło "Prowokację",
kiedy najbardziej szokowała.
Pamiętam. Ale ty...
Wiedzą, co powinni zrobić.
Zająć stanowisko. Dałam im zielone światło.
Zaczekaj chwilę, to może być Angie.
Ma się spotkać z dawcą nasienia i jest kłębkiem nerwów.
Oczywiście.
Czy wszystko z nią w porządku?
CAC zrezygnowało ze wszystkich artystów od Zakariana.
Wiedziałam.
To nie koniec. Mogę...
zadzwonię do Peggy...
Dałaś mi słowo,
że nie będę znów cierpiała.
Zaufałam ci.
Pippo... To nie koniec!
Pippo!
Kurwa!
Miło cię było widzieć, do zobaczenia.
- Proszę. - Micah Lee...
Wiem. O co chodzi?
Prowadzę terapię Joaquina Delgado. Podobno przepisałaś mu Leuprolide.
Nie mogę tego ujawniać...
Jest nieletni. Potrzebuje zgody rodziców.
Mogłaś skonsultować się ze mną, zanim dałaś mu fałszywą nadzieję.
Rodzice nie zgodzą się na leki.
Przed tobą trudne zadanie.
Słucham?
Postaram się być profesjonalna,
choć tobie ewidentnie się to nie udało.
Przypominam, że jestem lekarką.
- Mam na uwadze dobro pacjenta. - Nie zaprzeczam...
Mam gdzieś twoją opinię.
To jej wielki dzień. Możesz być obecna?
Przepraszam. CAC nie odbiera.
- A Pippa? - Też.
Oto nasza bohaterka!
Przestań. To znaczy, nie.
Mów dalej.
To dla ciebie.
Jesteśmy z ciebie dumne.
Gratulacje!
Dziękuję. Gdzie Tess?
Przyjdzie.
Czyli wy...?
Badacie grunt?
Shane kocha się w niej od samego początku.
Niestety przeleciała jej dziewczynę...
- Nie przypominaj. - Spotykacie się?
O wilku mowa. Uratowała mnie.
Kurwa.
Wiedziałaś, że przyjdzie, jest redaktorem.
Nie wie, że przespałam się z Nat.
Nie chcę mu mówić, bo przestanie mi ufać.
Możesz zaryzykować rozstanie
albo żyć z kłamstwem.
Mam się nie przyznawać?
Nie powiedziałam tego.
Czyj to wieczór?
Masz rację. Jestem tu dla ciebie.
Będę cię wspierać, jeśli mu powiesz.
Albo nie?
Za godzinę zrobią ci zdjęcia przy podpisywaniu książek.
Podpisałam wczoraj ze sto.
Mam szczypce zamiast rąk.
Wspominam te homary.
- Żyją? - Oczywiście. Mają siebie.
Czy twoje szczypce dadzą jeszcze radę?
- Pewnie! - Dla Toma Waltera Maultsby'ego.
Klucz?
Tydzień rozłąki to za dużo.
Przekonałem wydawcę, żeby opłacił ci luksusowy hotel.
Tom...
Łóżko jak batonik musi być w królewskim rozmiarze.
Będziemy je eksplorować przez całą noc.
Muszę ci coś powiedzieć.
- Coś się stało? - Brawka dla szefowej!
Moje kochane!
- Jak się masz? - Ściskasz mnie.
Siema, Tommy!
Dobre! Jak się czujesz?
Paskudnie, ale trzymam się.
Ciekawy opis jazdy po pijaku.
Nie rozmawiajmy o tym.
Poznałam wielu wariatów,
ale w areszcie są niezłe okazy.
Będę miała co opowiadać.
Skoro tak, to niech będzie.
Niedługo przyjadę.
Przepraszam, dzwonił tata.
Mamy kryzys z powodu wsparcia dla CAC.
Muszę się spotkać z prawnikami.
To twój kryzys czy jego?
Dotacja była moim pomysłem.
Muszę ogarnąć temat, zanim sytuacja się pogorszy.
Odmawiasz mu czasem?
- To nie ten moment. - Kiedy będzie?
Niestety taką mam sytuację.
Nie chciałam cię urazić.
Jadę, czeka na mnie.
Powodzenia.
Claudia!
- Pogadamy? - Jasne.
Przepraszam za krytykę.
Była mocna.
Wiem. Ale...
Zależy ci.
Mnie też.
Poza tym...
wiem, jak to jest.
Miałem pediatrę, który zalecił mi blokery,
ale mama się nie zgodziła.
Wpadłem później w poważną depresję.
Ja zbierałam się 30 lat,
żeby poprosić lekarza o terapię hormonalną.
Żałuję, że tak późno.
Spieszę się.
Rozumiem.
Ale chętnie pogadam.
Ja też.
Może zjemy razem kolację?
Przeprosiny i od razu randka?
Jesteś ideałem?
Wręcz przeciwnie.
Gotujesz?
Trochę.
Fajnie. Wyślij adres.
Na razie.
Nie wygląda to dobrze.
Pracowaliśmy nad zmianą wizerunku, żeby zatrzeć niepochlebne skojarzenia.
Wiem.
Miałaś się nie wychylać.
- To nie była dobra strategia. - Chyba jednak była.
Jesteśmy tematem plotek.
Bette potrafi być wspaniała, ale i niebezpieczna.
Możemy trafić na czarną listę.
Tak było z Sacklerami.
Rozumiesz, co to znaczy?
- Nie dojdzie do tego. - Co proponujesz?
Mamy ustalić dalsze kroki.
Podwoimy dotację.
Przeznaczymy ją na kolorowych artystów z Los Angeles.
- Obyś miała rację. - Jeśli nie wyjdzie,
sprzedam firmę po najwyższej cenie.
Są chętni.
To nie są żarty. Posprzątaj ten bałagan.
Słucham?
Porwałaś się z motyką...
To ty narobiłeś bałaganu.
Całe życie naprawiam twoje błędy.
Sam jesteś sobie winien.
- Gdybyś mnie słuchała... - Słuchała?!
Chciałam zrobić coś pożytecznego.
Przywrócić naszej rodzinie dobre imię.
To przez ciebie znaleźliśmy się na dnie.
Nie unoś się.
Dlatego nie będę zeznawać.
Porozmawiajmy...
Jeśli mnie wezwiecie, powiem prawdę.
Jestem pewna, że nie chcielibyście tego usłyszeć.
Proszę.
Gdzie Tess?
Pojechała do Vegas
zająć się mamą.
Przykro mi.
Następnym razem.
Dobry wieczór. Obiecałem, że będę się streszczał.
Nazywam się Carl Hanes
i jestem właścicielem wydawnictwa Hannafin.
Z dumą dodaję tę książkę do listy naszych wyjątkowych pozycji.
Przesadziłem.
Jak to?
Z łóżkowymi oczekiwaniami.
Wyczułem, że ci to nie pasuje.
Twoja twarz mówi wiele.
To komplement.
Nie chodzi o to.
Nie? Często się wkręcam.
Mów mi, kiedy mam zwolnić.
Jesteś w pracy i chcę to uszanować.
Patrz na to!
Pychotka. Chcesz?
Przespałam się z Nat.
Wpadłam na nią. To nic nie znaczyło.
Po prostu się stało. Poczułam, że muszę ci o tym powiedzieć.
Niby nie umawialiśmy się na wyłączność.
Racja. W pewnym sensie.
Właśnie.
Ale warto było to...
wyjaśnić, zanim się z nią przespałaś.
Wiem.
Tak wyszło.
Raz?
Kilka razy.
Czyli nie do końca "tak wyszło".
- Usłyszałeś, że to nic nie znaczyło? - Owszem.
Tym gorzej.
Przepraszam.
Myślałem, że coś jest między nami...
Bo jest.
Ale poczułam się zagubiona.
Dlaczego?
Ostatnio byłam z facetem jako dwudziestokilkulatka.
Nie wiem, czy mi wolno, ale to gówno prawda.
- Nie! - Zasady obowiązują wszystkie płci.
Wiem. Brzmi logicznie.
Nie wierzę.
A za chwilę mam wyjść na scenę i chwalić cię przed tłumem ludzi.
- Przykro mi. - Mnie też.
Muszę zebrać myśli.
Zaskoczyła nas wszystkich.
Na początku niewiele wiedziałem o pracy Alice.
Ale moi młodsi i modniejsi współpracownicy uświadomili mi...
Proszę.
Koleś ciągle nadaje.
Czuję się jak na mowie powitalnej na statku wycieczkowym.
Wszystko gra?
Tak.
Ale jej redaktor, Tom był przy niej.
Ich zawodowa relacja kwitła...
Tom.
Spójrz na mnie.
Nie chcę, żebyś szedł w emocjach.
Jasne.
Zapraszam redaktora "Nie pytajcie Alice"...
Toma Maultsby'ego!
Wszyscy wiemy, jaka jest Alice.
Albo jaką nam się pokazuje.
Jest szczera.
Troskliwa.
Dziko zabawna.
Ale ma też drugą stronę.
Uczuciową
i empatyczną.
Płacze, oglądając wzruszające seriale.
Po przeczytaniu książki
zobaczycie Alice, którą i ja miałem zaszczyt poznać.
To jedna z najcudowniejszych osób, z jakimi miałem okazję pracować.
Bez zbędnej zwłoki...
przywitajcie brawami...
Alice Pieszecki!
Przesłodziłeś, Tom, ale dziękuję.
No to zaczynam.
Na początku chciałam pisać o sobie tak jak do tej pory.
Ale przyjaciele
i współpracownicy namówili mnie, żebym weszła głębiej.
Bałam się, ale powiedziałam sobie:
"Jeśli opowiem prawdę...
może któryś z czytelników poczuje się mniej samotny"?
Bo jak się przekonacie,
popełniłam każdy błąd i odwaliłam każdą możliwą akcję.
Ale wciąż stoję.
I tak dalej.
Przeczytam cytat z mojego ulubionego rozdziału
"Dana".
"You Are My Sunshine"
to z pewnością najgłupsza piosenka na świecie.
Ale Dana ją uwielbiała.
Słowa tego kawałka
stawały mi się coraz bliższe, im lepiej ją poznawałam.
Była moim słońcem.
Niestety nie tylko moim.
Wyznałam jej miłość podczas jej przyjęcia zaręczynowego.
Źle trafiłam.
Jak się potem okazało...
czas nie grał na naszą korzyść.
Kiedy zachorowała,
zamieszkałam w jej szpitalnej sali.
Pewnego razu pielęgniarka namówiła mnie, żebym odpoczęła,
więc zostawiłam Danę.
Pobiegłam do sklepu z pamiątkami.
Minęłam pluszowe misie
i koszulki gratulujące przeżycia zawału.
I znalazłam:
dziwną, tanią roślinę,
która grała "You Are My Sunshine".
Kupowałam ten bibelot, a Dana umierała.
I znów czas mnie załatwił.
Przegapiłam moment jej odejścia.
Potem długo myślałam, czy zrobiła to specjalnie.
Wyczekała, aż wyjdę, żebym...
nie musiała patrzeć na jej ostatni oddech.
Może chciała mnie oszczędzić?
Ale i tak żałuję.
Mogłam trzymać ją w ramionach
i uspokoić, że może odejść.
Choć nie wiem, czy bym się na to zdobyła.
Wciąż mam ochotę zadzwonić do niej, kiedy coś mnie spotyka.
Kiedy podpisałam umowę na program, to jej chciałam się pochwalić.
Chciałabym, żeby mogła przeczytać moją książkę
i ocenić, czy jest coś warta.
Ale po drodze czegoś się nauczyłam.
Mówię bliskim, że ich kocham.
Dana pokazała mi, że miłość nie jest ograniczona przez czas ani odległość.
Mimo że jej nie ma,
wciąż czuję jej miłość.
Słyszę jej śmiech.
Ta koszmarna piosenka nadal mnie prześladuje.
Pisząc o niej, oddając hołd jej pamięci,
liczę, że lepiej ją poznacie.
Obiecuję, że są też zabawne fragmenty.
Cały rozdział poświęciłam...
kotom lesbijek.
Ale chciałam przeczytać wam mój ulubiony fragment.
Dziękuję.
Chodźmy.
To było coś.
Jestem z ciebie dumna.
- Wiecie, że Dana by nas obśmiała? - Oczywiście.
Uchwyciłaś ją w punkt.
- Dzięki. - Wasze uczucie było wyjątkowe.
Czytelnicy będą mogli się do niej zbliżyć.
To dla mnie ważne.
Muszę jechać po Tess.
Serio?
Jedź na lotnisko, załatwię ci bilet.
Poważnie? No proszę!
Poszukam Toma.
A ja będę dzwonić do Pippy. Do skutku.
Wspólny okrzyk?
Nie.
Następnym razem.
To było mocne.
Tak.
I smutne.
Nie wyobrażam sobie takiej straty.
Ja też.
Kocham cię...
tak jak ona Danę.
Pijesz?
Co?
Pytam, czy pijesz.
Myślałam, że po wczoraj...
- no wiesz. - Jesteś z policji?
Przyjechałyśmy Uberem.
Jestem twoją dziewczyną.
Miałyśmy pecha, bywa.
Mnie się to nie zdarzyło.
- Nie siądę dziś za kółko. - Wiem, ale...
Piję dużo wody.
Jasne.
Idziemy do Alice?
Nie.
Pojadę do domu.
Jeszcze wcześnie.
Idę.
Dobrze się bawię. Zostań.
Mnie nie jest do śmiechu.
Co jest, stara?
Jeszcze kolejkę?
Tak, dzięki.
Uwielbiałem uczyć, ale chciałem zrobić doktorat i wykładać...
Burżuj.
Mam spory kredyt studencki.
Ja też.
Dowiedziałem się, że ośrodek szuka terapeuty trans
i nabrałem ochoty na pracę w swoim środowisku.
Układy są takie jak na uczelni.
Też to czujesz?
- Byłam pierwszą lekarką trans w zespole. - Serio?
Postanowiłam, że nie będę ostatnią.
Słusznie.
Chyba gotowe.
Lepiej się czuję przy grillu,
ale rzuciłaś mi kulinarne wyzwanie.
Musiałeś się wykazać? Jesteś spod znaku Panny?
Wyczuwam tę energię.
Wiem, że to irytujące.
Mogę pomóc.
Tak? Ostrożnie.
Nic z tego.
- Masz ścierkę? - Taką do naczyń?
Mam.
Jakąkolwiek.
Nadal nic.
- Wybacz, ale to bardzo śmiesznie wygląda. - Ja tu umieram!
Serce mi wali.
Przeżyjesz.
Pali się! Żywym ogniem!
- Nie podpal domu! - Kurna.
Chyba nic z tego...
Dziękuję.
Przepraszam za steki.
Pieprzyć je.
Lubisz quesadillas?
Uwielbiam.
Chwileczkę.
Rozsławiłam wasze muzeum,
a wy nie możecie wyjść z ofertą?
Wiem, że nie jesteś gołosłowna.
Nie odwracaj kota ogonem.
Uwierzyłem w twoją groźbę, bo wiedziałem, że ją spełnisz.
To była taktyka!
Nie wyszła.
Popełniłam błąd.
Rzadko się do tego przyznaję.
Sztuka Pippy Pascal jest dla mnie bardzo ważna.
Znaczy dla mnie wszystko.
Co byś zrobiła na moim miejscu?
Zwaliłabym winę na mnie.
Zniosę publiczne upokorzenie. Tylko nie karz Pippy.
Ani jej odbiorców.
Pomyślę, ale niczego nie obiecuję.
Nie zamierzam stracić pracy z twojego powodu.
Wszystko?
Tak.
Wszystko.
Tak sobie myślę...
dałam się omotać rojeniami o swojej spuściźnie,
tymczasem kierowała mną chęć zemsty.
Chciałam ukarać każdego, kto zrobił krzywdę mnie...
moim bliskim...
albo tobie.
Chęć rozwalenia systemu jest mi bliska.
Ale nie powinnam cię narażać.
Straciłam głowę.
Żałuję.
Słyszałam.
Wolę...
pomnażać miłość, nie nienawiść.
Ty mnie tego nauczyłaś.
Cześć.
Zamówiłam chińszczyznę,
może być zimna.
Myślałam, że wpadniesz do mnie.
Klient miał problem z depozytem...
Unikasz mnie?
Nie miałam ochoty na kolejny wybuch.
Proszę.
Weź.
To przeprosiny? Mogłaś się bardziej postarać.
Na większość problemów działają kluski i wołowina.
Przepraszam.
Emocjonalna huśtawka mi nie służy.
Jeśli chodzi o ojca...
to dla mnie trudne.
Chciałabym odizolować go od moich spaw, ale...
To niemożliwe.
Ale byłoby miło.
Nie raz stawał między mną a Sophie.
Ciągle musiałam wybierać -
on albo ona.
Mój tata robił to samo, kiedy byłam z Nat.
Serio?
Tak.
Byłyśmy młodziutkie.
Chciał o mnie zadbać.
Mój tak samo.
Ale okazywał to w pojebany sposób.
Właśnie.
Wstyd mi, że zobaczyłaś, jak mnie traktuje.
Zareagowałam nieodpowiednio?
Nie chodzi o ciebie.
Tylko o niego i o mnie.
Ale postawiłam się. Dzięki tobie.
Jak się poczułaś?
Zajebiście.
Sytuacja z galerią chyba się ułoży.
- Bette się wycofała. - Co?
Nieźle.
Dam jej kilka dni, zanim się odezwę.
Ale chyba wygrałam.
Podobasz mi się.
Zmarnowałam 27,50 na makaron?
Nie. Dał ci potrzebnego kopa.
Zjedzmy.
Zaciągałem górną wargę na zęby,
bo myślałem, że mama zabije mnie,
- kiedy zobaczy mój pierwszy stały ząb. - Pokaż.
Oczywiście zauważyła. I zabrała mnie do dentysty.
Na zdjęciu z pierwszej klasy nie wyglądam dobrze.
Masz piękny uśmiech.
- Świetnie się bawiłam. - Tak?
Początki były trudne, ale przekonałeś mnie quesadillą.
Wybacz.
Mnie też było miło.
Uderzyłam cię w ząb?
Nie.
To moja wina.
Mam kogoś...
Jesteś wspaniała.
Nie czuję się tak.
Dziś zrozumiałem, co do niej czuję.
Cudownie, popchnęłam cię w ramiona innej.
Nie o to mi chodziło. Przepraszam...
Pójdę już.
Przepraszam.
Naprawdę mi przykro.
Dobranoc.
W pracy zrobi się niezręcznie.
Tom?
Nie kradnę, skoro dają za darmo.
Pewnie.
Mogłaś zadzwonić.
Dałeś mi klucz.
Zapomniałem.
Lubię cię.
Bardzo.
Nie bawię się w gierki.
Jestem na to za stary.
- Nie jesteś. - A jednak.
Plecy mnie bolą, gorzej słyszę i widzę...
Przepraszam.
Chciałabym cofnąć czas.
Zabolało.
Wiem.
Chciałem zjeść całą pizzę.
Zjedzmy ją razem.
Tak?
Boję się tej relacji...
ale chcę się w niej rozejrzeć.
To cytat z twojej książki.
Owszem.
- Chyba mój. - Tak.
Zamówimy room service?
Nie mają.
Zostawili numer do pizzerii...
Mówiłeś, że to luksusowy pokój.
Owszem.
Rano podają śniadanie w cenie.
Nie mogę się doczekać.
Dobrze wyglądasz.
Dzięki.
Co tak śmierdzi?
Prawie spaliłem kuchnię.
Ale nic się nie stało.
Wiem, że nasza ostatnia rozmowa nie poszła najlepiej.
Ale to nie musi być koniec.
Nie chciałbym tego.
Obejrzałem "Miłość i koszykówkę" z sześć razy.
- Myślę, że jesteśmy równie udaną parą. - Im nikt nie dorówna.
Maribel...
kocham cię.
Wiem, że ty mnie też.
Jesteś pewien?
Nie mam wątpliwości.
Tak.
Poszłam na mityng przed spotkaniem z mamą i po.
Porozmawiałam z podopiecznymi, mają się świetnie.
Ja?
Chyba sobie poradzę.
Mimo trudnej sytuacji.
Zamówiłam dodatkowe ręczniki
i właśnie mi je przynieśli.
Zadzwonię jutro.
Dziękuję.
Co tu robisz?
Chciałam...
być przy tobie.
Jako twoja partnerka.
I boję się tego.
Wiem, że to brzmi...
Kurwa.
Śpisz? Przepraszam...
Jesteś pijana.
Gniewasz się?
Nie mam ochoty na bliskość.
Nie wychodź.
Nie musimy nic robić.
Przepraszam, że nie oddałam ci za samochód.
Nie chodzi o to.
Nie chcę pijackich rozmów.
Jestem beznadziejna.
- Nie mów tak. - Jestem.
Nie zwalaj tego na mnie.
Przepraszam...
Cały dzień cię niańczę.
Tak uważasz?
Tak.
Co za wstyd.
Jestem żałosna.
Gorzej.
Boję się ciebie.
Poważnie?
Tak.
Dlaczego? Kocham cię...
Nie jesteś sobą.
- Jestem! - Nie.
Wyłączasz się i odcinasz.
Nigdy nie czułam się taka przerażona i samotna.
Jasne.
Mam sobie iść?
Prześpię się na kanapie.
Ja wyjdę.
Tak sobie myślę...
O czym?
Wiesz, że...
można coś spalić
ale nie do gołej ziemi?
Tak.
Zrobimy to razem?
Cześć, śliczna.
Cześć.
- Lubię się przy tobie budzić. - Tak?
Będziemy mieć kłopoty w pracy?
Trzeba zawiadomić dział kadr.
To ja.
Wiem.
Tu Finley, napisz.
Tu Finley, napisz.
Finley?
Fin?
Tekst: Maria Buchwald
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.