Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W poprzednich odcinkach.
Potem pojedziemy do waszego domu w Ojai...
Nie chcę cię znać.
Odwiedzę kilka galerii.
Praca Pippy Pascal. Zniknęła. Do dziś.
Popełniłam błąd, wybaczysz mi?
Nie wiem jak.
Jeszcze jedno. Podpisz.
Testament i upoważnienie?
- Pięknie! - Powtórzmy to kiedyś.
Zabroniłyśmy ci badań DNA.
Mam przyrodnią siostrę. Spotkam się z nią.
- Kayla? - Tak.
Angie.
- Zarumieniłaś się! - Wcale nie.
Oprowadzę cię po okolicy.
Nat jest na randce. Nie sądziłam, że ich widok mnie tak zaboli.
Zasługujesz na kogoś, kto cię będzie wspierał.
- Nie... - Pójdę.
Świetnie się bawiłam.
Ja też.
Co się dzieje?
Jest pan aresztowany pod zarzutami spisku i malwersacji.
Tato!
Co się dzieje?
Spokojnie. Zadzwoń po adwokata.
Czy ktoś nam powie, co się stało?
Na razie nie, proszę się cofnąć.
Tato!
SŁOWO NA L: GENERACJA Q
Twój koń walnął wielkie kupsko.
A twój w nie wszedł.
Spotkamy się wieczorem?
Nie będziemy gadać o koniach.
Mam randkę z dzieciakowatym kolesiem, dla którego jestem za dobra.
- Jasne. - Chcesz iść?
Zepsułbym ci wieczór.
Umówię cię z Harrym, kolegą z pracy.
27 lat, prawnik.
Słabe poczucie humoru, ale nadrabia ciałem.
No nie wiem.
Zrób to dla mnie.
Dobra.
Połączenie od Rodolfo Nuneza z więzienia w East Los Angeles.
Zaakceptuj rozmowę.
Ja pierdzielę!
Cześć.
Nocka za barem?
Wstałam pobiegać, ale w końcu pograłam w piłkę.
Serio?
Podobno szukają sędziów w centrum kultury.
Dzieciaki Nat tam chodzą.
A ja zawsze marzyłam, żeby trenować młodych piłkarzy.
A przy okazji opalę się na brąz.
Pozazdrościsz.
Co robisz?
Pracuję nad segmentem dla Alice.
Siedziałaś do późna.
Nie mogłam spać.
Już prawie mam pomysł.
Coś wymyślisz.
Alice cię uwielbia.
Weźmie wszystko, co jej podsuniesz.
Choć najbardziej kocha własne pomysły, ale dogadacie się.
Dzięki.
Chcesz gofra?
Jest jeden, możemy się podzielić. Albo ty go zjedz.
- Nie, ty. - Na pewno?
Są też lody, to prawie koktajl.
Wyskoczymy dziś na kolację?
Przyda mi się po ciężkim dniu.
Tak.
Pewnie.
Może na sushi?
- Zjemy na murku. - Jasne.
Albo wezmę na wynos i przyjadę Uberem, żeby nie było ciepłe.
Spotkajmy się tam o siódmej.
Świetnie.
Wyspałaś się?
Nie.
Marnowałam czas na filmy z powrotu żołnierzy z frontu.
I ryczałam.
Oczywiście.
Potem włączyłam spotkania żołnierzy z ich zwierzakami...
- Są zabójcze. - Najwspanialsze!
Po trzech godzinach wzięłam coś, co wyglądało jak Xanax.
Pewnie witamina D.
Dobrze, że pomogła.
Przykro mi.
Chyba się wypłakałam.
Teraz muszę wyrzucić z domu matkę, co się jej nie spodoba.
Mogę pogadać z Lenore.
Co za poświęcenie. Placki czy gofry?
Placki!
Możesz tu zostać, ile chcesz.
Muszę się dziś spotkać z potencjalną klientką,
ale zostawię ci klucze.
- Dlatego wyglądasz jak... - Co?
Milion dolarów?
To moja praca.
Mhm...
Rodolfo mówi, że jego prawnicy do niej dzwonili, ale nie odbiera.
Może chce spokoju.
Nie odzywa się do nikogo. Sprzed domu zniknęło jej auto.
- Wyjechała. - Wyłączyła komórkę.
- Chce się odizolować. - Nie spławiaj mnie.
Co mam zrobić?
Znajdź ją.
Nie odzywała się od tygodni.
Nie chce mnie widzieć.
Może nie, ale...
potrzebuje wsparcia.
Nie rozumiesz?
Sprawdź, czy wszystko z nią w porządku. Niech do mnie zadzwoni.
Moje mamy zawsze mówiły, że mogłabym zasiadać w Sądzie Najwyższym.
Ale ja w dzieciństwie chciałam być...
Snoopym.
Wydawał mi się uroczy.
- Cudowne. - Tak.
A ty kim chciałaś zostać?
Tancerką.
- To możliwe! - Kto wie.
Mówisz jak mój tata.
Wybacz, nie chciałam o nim gadać.
Wiem, że o nim rozmawiałyśmy.
Ale to trochę dziwne.
Nie chcę, żebyś pomyślała,
że spotykam się z tobą z jego powodu.
Wiem, że mnie nie wykorzystujesz.
To dobrze.
- Cieszę się, że jesteś! - Wzajemnie.
Jaki on jest?
Jak...
duże dziecko.
Ale jest artystą, więc potrafi się skupić.
Podobno maluje?
Tak. I gra na wszystkich instrumentach.
Serio? Ja też!
Polubiłabyś go.
Jesteście podobni.
Ale musisz coś wiedzieć.
Nie wiem, jak to ująć...
Mów szczerze.
Puścimy to na ścianie z tyłu.
Tej z czerwonej cegły?
- Tak. - Musi być biała.
- Serio? - No.
Zaczniemy o dziewiątej?
- Dziesiąta? - Jeszcze lepiej.
Mam żetony i karty na jutro.
Przyszła nowa dostawa, wyślę do tego Finley.
I tyle.
- Masz sporo obowiązków. - Taka praca.
Wiem, ale...
Wieczór filmowy, karaoke, poker...
bez ciebie nie dałabym rady.
Muszę odebrać.
Przy telefonie.
Coś mi wypadło,
lecę, ale wrócę przed wieczorną imprezą.
Dokąd jedziesz?
Do Vegas.
Nie zdążysz obrócić w jeden dzień.
Często tak robię.
Wykorzystaj okazję, zabaw się przez noc.
Może pojadę z tobą? Na koszt firmy.
Następnym razem.
Do Vegas jeździ się spontanicznie.
Nie jadę dla rozrywki tylko do mamy.
Wybacz. Co z nią?
Wrócę wieczorem.
Nie ustawiaj projektora beze mnie.
- Potrafię. - Zaufaj mi.
- Mam broń! - Mamo?
Alice? Nie zakradaj się tak.
To mój dom. Co to?
Alarm ciągle dzwonił, więc się go pozbyłam.
A wycieraczka ostrzega mnie przed włamywaczami.
Zadziałała.
Pewnie coś z baterią, dzwoniłaś do ochrony?
Zależy im tylko na kasie.
Coś o tym wiesz.
Pijesz do moich interesów?
Raczej oszustw.
Prowadzę marketing wielopoziomowy.
Jeden pies.
Zostałam czołową sprzedawczynią kosmetyków "Oddech Łabędzia".
O, kurwa.
Nowa sprawa.
Zainwestowałam sporo kasy...
Przestań.
Rozstałam się z Nat.
Skarbie...
Coś się wypaliło. Tak będzie lepiej.
Dlatego tak źle wyglądasz?
Nie musiałaś.
Wybacz,
wiem, że uwielbiasz ją i jej dzieciaki.
Na tyle, na ile to możliwe.
Jasne.
Wprowadzam się tu.
Cudownie!
Chcę mieszkać sama.
Nie.
- Co? - Potrzebujesz mnie.
Wcale.
Nie możesz się odbijać od pustych ścian.
Sama mówiłaś, że Nat wypełniła pustkę w twoim sercu...
Wiem, ale potrzebuję przestrzeni.
Znalazłam ci mieszkanie w Brentwood,
ma osobny pokój na twój Łabędzi...
- Oddech. - Właśnie.
Obok masz sklep z serami. Opłacę czynsz.
Będzie tak jak do tej pory.
Nie skusisz mnie mieszkaniem i serem.
Jestem ci potrzebna.
Co robisz?
Łabędzi Oddech ukoi ci nerwy.
Bardzo cię kocham, ale wynieś się do poniedziałku.
Dobrze, że zadzwoniłaś.
Co jest?
Mój...
dawca umiera.
O, kurde.
Poważna sprawa.
Co robić?
Mam się z nim spotkać?
Nie wiem.
Dorośli powinni wiedzieć.
No dobra.
- A chcesz go poznać? - Chyba powinnam?
Co ty byś zrobiła?
Trudne pytanie.
Bo znałaś swojego tatę.
Słabo,
wiesz przecież.
Nie?
Odszedł...
Odszedł, jak byłam malutka.
Tułałam się po domach dziecka.
W końcu go namierzyłam...
i wcale mi się nie spodobał.
Bo?
Obudził moje najgorsze cechy.
Podjęłam przez to złą decyzję.
Jaką?
Zostawiłam ukochaną osobę przed ołtarzem.
Kurde.
Czasami żałuję, że go poznałam.
Powiedz mi, co byś zyskała na takim spotkaniu?
Mam w połowie jego DNA.
Chciałabym wiedzieć, co po nim dostałam.
Rozmawiałaś z mamami?
Głupie pytanie.
Gdzie Jordi?
Startuje na królową balu.
Trochę się rozjechałyśmy.
Czy Mama B pozwoli mi iść na terapię?
Jeśli tego potrzebujesz,
to na pewno.
- To dlaczego boję się zapytać? - Bo to budzi strach.
Ale i świadczy o odwadze.
Nie każdy umie prosić
o to, czego mu trzeba.
Co tu robisz?
Nie dajesz mi spokoju nawet w lesie.
Ty i twoja pieprzona przestrzeń!
O nic więcej cię nie prosiłam.
Kiedy się odsuwasz, to jest to zwykłe unikanie.
A ja tylko chciałam cię kochać.
Nie pozwalasz na to.
Wszyscy się martwią, przejechałam dla ciebie 100 kilometrów!
Żyję.
Świetnie.
Mogę się wyszczać?
Jasne.
Pierwsze drzwi na prawo.
Pamiętam.
Ładnie pachnie.
Jedzenie z tajskiej knajpy po drodze.
Nie chciałaś tam chodzić, bo mieli w kuchni kota.
To z dostawy.
Kot łaził po żarciu.
Zadzwoń do Micah, odchodzi od zmysłów.
Piękne.
Czasami mają też gigantyczne lilie...
Spodobają się Sophie?
Myślałem, że to do domu.
Nie. Pasują mi do marynarki...
Tak, ale...
Co?
Ktoś ci ją doradził? Pasuje idealnie.
Niejaka Barbara z działu męskiego.
Kiedy ustaliłyśmy, że nie jestem nastolatkiem,
była bardzo pomocna.
Wyglądasz świetnie.
Komplemenciarz!
Serio, aż promieniejesz.
Dzięki.
Zgłosiłam się jako wolontariusz
do trenowania dziecięcej drużyny piłkarskiej!
Nie gadaj.
Słowo!
Płacą mi soczkami.
Bardzo się cieszę.
Dzięki.
Sophie też.
Co robisz?
Kupuję kwiaty.
Poprosiła o czas.
A dziś o sushi.
I o czas.
To zwykła kolacja.
Robisz z niej wielkie wydarzenie.
Wiem, że się o mnie troszczysz,
mimo swojej przyjaźni z Dani.
Wiem, że to będzie poważne wyzwanie,
ale Sophie jest tego warta.
A kiedy mi na czymś zależy, idę na całość.
Zresztą już i tak się zbłaźniłam.
W sumie.
Poproszę.
Dzień dobry.
Bette Porter.
Wiem, kim jesteś.
Miło mi.
Podziwiam twoje prace od...
Nie podpisuję się i tworzę na odludziu,
myślałam, że to czytelne.
Nie chcę być znaleziona.
Doszłam do takiego wniosku.
Mimo to przyjechałaś.
Postanowiłam zaryzykować, że zamkniesz mi drzwi przed nosem.
Świat nie był na ciebie gotowy.
Jasne, Micah. Też cię kocham.
Nie chciałam, żebyście się martwili.
Nie chcę stawić czoła prawnikom.
O co oskarżają tatę? Mają podstawy?
Nie wiem.
Nie chcę o tym rozmawiać.
Dobrze.
To normalne, że unikam myśli, że zrobił coś strasznego
i spodziewał się aresztowania.
Jakim cudem?
Kazał mi podpisać różne dokumenty.
Myślałam, że umiera. A on...
wiedział.
Współczuję.
Czego ci potrzeba?
Możesz wymazać kilka ostatnich miesięcy?
Nie.
Ale nie jesteś sama.
Możesz na mnie liczyć.
Czy tego chcesz czy nie.
Zawsze mówisz to, co trzeba.
Bo cię znam.
Czyżby?
Byłaś dla mnie ważna,
nadal jesteś.
Szkoda, że w to nie wierzysz.
Wierzę.
Czekaj. Nie możemy.
Możemy.
Dotknij mnie.
Harry'emu spodoba się twoja koszula!
Wychodzę, do zobaczenia.
Cześć.
Micah, w czym mogę pomóc?
Jestem Angie.
Poznaliśmy się. Córka Bette Porter.
Skojarzyłem. Miło cię widzieć.
Ciebie też.
Przechodzę przez różne trudne rzeczy.
Mamy świetny zespół.
Lekarzami kieruje moja koleżanka Claudia...
Nie o to chodzi.
Chcę z kimś pogadać.
Jasne. Otwieramy jutro o ósmej.
Ale akurat mam czas.
Naprawdę?
Wpiszę cię i opowiesz mi, o co chodzi.
Jezu.
Nie zdążę na czas. Wybacz, to się więcej nie powtórzy.
Kobieto!
Nie odpuszczam.
Nachodzenie ludzi jest karalne.
Widziałam twoją pracę dyplomową, kiedy studiowałam w Yale.
Moja mama też.
Ukształtowała mnie, na każdym poziomie.
Zmieniłam kierunek z literatury porównawczej
na historię sztuki.
Oba są niepraktyczne.
Pojechałam do Nowego Jorku
na twoją pierwszą wystawę.
- Tak? - Owszem.
Byłam na otwarciu twojej pierwszej muzealnej wystawy w Harlemie.
Dołączyłam do protestu, kiedy twoja wybitna praca
"Grzech pierworodny Ameryki" została wycofana z biennale.
Zabolało.
Twój manifest bardziej. Płakałam,
kiedy odeszłaś ze świata sztuki.
Ale nie straciłam nadziei,
że żyjesz gdzieś, w jaskini,
żywiąc się płodami ziemi.
Byłaś blisko.
Chodź.
Żyjesz?
Potrzebujesz soli trzeźwiących?
Chyba tak.
A może być wino?
Wolę kolację.
Nie dam się zmanipulować.
To tylko kolacja.
Halo?
To ja.
Wiem. Wyświetliło mi się twoje zdjęcie.
Przepraszam, nie dam rady dzisiaj.
Spoko.
- Pracujesz do późna? - Tak.
Jestem w Ojai.
Szukam inspiracji
do segmentu dla Alice.
I jak ci idzie?
Dobrze. Całkiem nieźle.
Ciśnij, widzimy się jutro albo dziś?
Jeszcze nie wiem kiedy.
Fajnie.
Odłożymy to?
Zawsze jestem chętna na sushi.
Spadam, skoro mnie wystawiłaś.
Nie wystawiłam.
Zgrywam się.
Powodzenia.
Dzięki.
Może masz ochotę na sushi?
Mamo...
Boże.
Co jest?
Wychodzę na kolację. Wszystko w porządku?
Nie.
Coś w szkole?
- Z Jordi? - Nie.
Z Kaylą?
Nie...
ale chciałabym z kimś porozmawiać.
Możesz mi powiedzieć wszystko.
Wiem, ale...
jest mi trudno, bo temat jest dla ciebie bolesny.
Rozumiem.
Spróbuję cię wysłuchać.
Czym się martwisz?
Byłam u terapeuty.
I jak?
Pomógł ci?
Mogę ci znaleźć kogoś innego...
Nie...
ale poszłabyś ze mną?
To Micah,
przyjaciel Dani.
Oczywiście.
Chciałabym, żebyśmy poszły wszystkie.
Możemy?
Kogo masz na myśli?
Ty, ja, mama i Carrie.
- Muszę spytać Tinę... - Pytałam,
zgodziły się.
Oczywiście, że pójdziemy.
Dla ciebie wszystko.
Kocham cię.
Ja ciebie też.
Torebka była mała...
- Spałaś w hotelu? - U przyjaciółki, Bette.
Umawia się z byłą żoną twojej eks?
Pamiętasz wszystkie plotki.
Mam dar. I wszystko zapisuję!
O czym dziś pogadamy?
Przejrzałem notatki,
nie omówiliśmy tylko Dany.
Pisałam o niej.
Pobieżnie. Warto głębiej.
- Mnie się tak podoba. - Naprawdę?
W gimnazjum interesowałem się magią.
Nie skumplowalibyśmy się.
Na trzynaste urodziny
starszy brat zabrał mnie na pokaz
i kupił mi sztuczną różdżkę.
Prawdziwa była za droga?
Potem podrzucił mnie do domu
i pojechał na studia.
Nie mogłem zasnąć z podniecenia.
Więc dobrze słyszałem telefon.
Zdarzył się wypadek.
Nie było pijanego kierowcy. Po prostu się stało.
Brat zginął...
- w wieku 19 lat. - Współczuję.
Wyobrażam sobie, że siedzi w niebie i poprawia mi humor magicznymi sztuczkami.
A Dana? Też ci kibicuje?
Nie. Jest...
zajęta grą w tenisa.
Była miłością twojego życia.
- Nie wchodźmy w to. - Na pewno?
Powiedz.
- Co? - Mów.
Widzę ją, kiedy zamykam oczy.
Ale i kiedy je otwieram.
Słyszę jej śmiech,
czuję jej zapach.
Ją całą.
Czasami tęsknię tam bardzo, że ta pustka...
Ale nic na to nie poradzę.
Nie chcę wałkować faktu,
że zabrała mi ją...
pieprzona choroba.
Nie mam na to ochoty.
Powtórz, tylko wolniej, żebym zdążył zapisać.
- Jesteś niemożliwy. - Wiem.
Żałuję tych fettucine Alfredo.
Będę je spalał przez tydzień.
No i?
Co?
Przyszedłeś w połowie kolacji.
Miałem klientkę.
Żartuję.
Co sądzisz o Harrym?
Fajny, ale nie w moim typie.
Nudziarz?
To nie takie proste.
Bo?
Nie wiem, czy jestem...
Fanem prawników?
Gejem.
Podobają mi się kobiety. Też.
Wybacz, uraziłam cię?
Skąd mogłaś wiedzieć?
Wciąż nie do końca siebie rozumiem.
A od kiedy tak czujesz?
To dość nowe.
Może umówię cię z dziewczyną?
Może.
- Albo... - Uber przyjechał!
Chwileczkę.
Co mówiłeś?
Nic.
Każdy talerz jest dziełem sztuki.
Rozumiem, dlaczego lubisz to miejsce.
Jest dyskretne.
Weźmiemy deser?
Skoro stawiasz - pewnie.
Obciążymy konto Zakariana, więc nie krępuj się.
Czyli jednak to zasadzka.
Nie.
Wyczekałaś aż do końca kolacji.
Jesteś powściągliwa.
Oczywiście, że chcę z tobą współpracować.
Ściągnąć cię do galerii.
Po co? Zakarian jest rasistą.
Będę cię reprezentować.
Gdybyś działała sama, rozmawiałybyśmy inaczej.
Nie miałabym środków na współpracę z artystami,
których ma u siebie Isaac.
Brzmi jak kompromis.
To strategia.
Chcę ściągać kolorowych artystów,
którzy byli systemowo osrywani.
Pasuję do tej kategorii.
Jesteś genialna.
Wiesz o tym.
Na pewno nie cieszy cię wystawianie w pokątnych galeriach.
Sztukę powinny oglądać masy.
Twój szef uważa, że czarni artyści "nie są gotowi".
Słyszałam to od niego latami.
Nie zamierzam go bronić.
Korzystam z jego środków,
żeby naprawić szkody.
Jak?
Podpisałam umowę z Kismetem Russellem,
za kilka dni zbiorę fundusz na jego nowy projekt.
Sam zbierałby go przez wiele lat.
Będzie wystawiał u Zakariana.
W jego galerii.
Zakarian się zmienia.
- To dupek. - Owszem.
Miło pogadać z mądrą osobą.
Vice versa.
I piękną.
Wiesz, że jesteś śliczna,
więc mogę o tym mówić.
Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam.
A twoja sztuka powinna zajmować należne jej miejsce.
W galerii w typie CAC,
w której będą przypominać ludziom swój przekaz.
To było dawno.
Nie wiem, czy ktoś by mnie słuchał.
Ja cię słucham.
I nie jestem wyjątkiem.
Pracuj ze mną, a się przekonasz.
Nie mogę.
Dlaczego?
Nie ufam ci.
Jesteś jedną z nich.
Dziękuję za kolację.
Proszę.
Proszę.
Nie dotykaj mnie,
chyba, że jedziemy do mnie.
Dobranoc.
- Cześć. - Cześć.
Co tu robisz?
Po twojej wiadomości
uznałam, że jesteś zmachana.
I zrobiłaś to sama?
Owszem.
Okazuje się, że coś potrafię.
Wiem, szokujące.
Ładne krzesła.
Podobają ci się? Mój pomysł.
- Napijesz się? - Tak.
Ten smak?
Dziękuję.
Jak mama?
W porządku.
Jej ośrodek oferuje...
różne poziomy opieki.
Uznali, że musi się wprowadzić na stałe.
Nie spodobali jej się...
tragarze, bała się, że poniszczą albo ukradną jej rzeczy.
Przez demencję stała się inną osobą.
Przykro mi.
Pewnie ciężko na to patrzeć.
Owszem.
Źle wygląda.
Ręce i głos...
Rzadko mam ochotę się napić, ale...
chętnie zagłuszyłabym te emocje.
Jestem specem od unikania.
Ufasz mi?
Tak.
No to patrz.
Cholera.
Powaliło mnie.
Pół godziny temu działało.
Pewnie musisz...
Dam radę.
Jestem dumna ze swojego dzieła.
Wystarczy...
Co?
Nie ten...
Przepraszam. Mam kogoś.
Mój sponsor uważa, że to za wcześnie...
Nie musisz się tłumaczyć.
Przepraszam.
Myślałam, że zamieszkamy tu na starość.
Serio?
Będziemy jeździć rowerami na targ...
Pić z białymi emerytami...
Poszłabyś na kurs pieczenia.
Boże...
Miałam ci robić galette.
I być moją słodką żoneczką.
Myślałam, że tego chcę, ale...
uwielbiam moją pracę.
Uśmiechasz się?
Miło to słyszeć.
- Tak? - Tak.
Myślałam, że jestem płytka, bo spełniałam się w pracy.
Mężczyźni robiący karierę są ambitni,
a kobiety - żądne władzy i zimne.
Nie uważałam tak.
Twoja pasja jest seksowna.
Alice dała mi nowy segment.
Mam uchwycić sedno programu.
- W jaki sposób? - Mam kilka pomysłów...
Wyklarują się.
Masz wielkie serce.
Namawiałaś mnie na dokument
o queer społeczności w Buffalo lat 40. i 50.
Racja.
Te ostre lesbijki zajęły posady facetów,
kiedy poszli na wojnę. Rózia Nitowaczka nie była gosposią.
Totalna lesbijka!
Dokładnie!
Bohaterki.
Mało kto o nich wie.
Dzięki.
- Pomogłaś mi. - Spoko.
Z kim rozmawiałaś wcześniej?
Pamiętaj, że nie umiesz kłamać.
Z Finley.
Miałyśmy iść na kolację.
Jesteście parą?
Nie wiem jak to nazwać.
Przestań...
miałam nie kłamać.
Dlaczego nie jesteś na nią zła?
Zepsuła nam ślub.
- Ośmieszyła mnie. - Nie chciała.
Mam to w dupie.
Zrobiła to.
Przepraszam, że cię zraniłam.
Ale powiedziałaś, że to koniec.
Uwierzyłam. Byłaś przekonana...
Nie zwalaj tego na mnie.
Czyli jest dla nas szansa?
Jak randka?
Dziwnie, ale miło.
Jak większość moich.
Tinder to dziwne miejsce.
A jak kolacja z Sophie? Spodobały jej się kwiaty?
Odwołała.
Słabo. A dlaczego?
Jest w Ojai.
Jak dobrze, że ci powiedziała.
Wiadomo.
Wiem od Dani, że nagle przyjechała. Byłem ciekaw, czy ci powie.
Widocznie Dani jej nie wyrzuciła.
Jasne.
- Myślałem... - W porządku.
Powinienem siedzieć cicho.
Wychodzę, na razie.
Finley!
Kochanie!
Już dobrze...
Jak się masz?
Tęsknię za tobą.
Wszystko gra.
Pójdę już.
Dobrze.
Cieszę się, że żyjesz.
W razie czego dzwoń.
Upiekło nam się. Obu.
Tak?
Było ciężko.
Ale teraz jest inaczej.
To prawda.
Może zostaniesz?
Tekst: Maria Buchwald
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.