Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
15 LAT TEMU
- Halo? - Mamy potwierdzenie z MI6.
Cel na miejscu. Ruszajcie.
Dobra.
Zadzwonili, skarbie. Gotowa?
- Ale serio, bo się spóźnimy. - Już idę.
- Pięć minut temu „już szłaś”. - Jeszcze minutkę.
Przecież wiem, że „minutka” to 20 minut.
Dobra, idę po samochód.
Czekaj. To urodziny dziecka.
To pewnie lepiej…
- Oba. - Serio?
I ostatnia sprawa.
Fajna fura.
Wiesz, że macie ograniczony budżet, nie?
Przykrywka musi być wiarygodna. Sam nas tego uczyłeś.
Pamiętasz Makau?
Przepuściłeś pół miliona, żeby zaufały ci triady.
Jak wam się dziś uda, pozwolę wam zatrzymać auto.
Serio?
- Nie. - Tak myślałem.
Będziecie handlarzami bronią.
Prawdziwi państwo Lemieux są niedysponowani.
Skupcie się. Jazda.
Balthazar Gor, były agent KGB, obecnie szef Volki.
Groźny terrorysta z Europy Wschodniej.
To urodziny jego dziecka, ale nie lekceważcie go.
Wtopcie się w tłum i go znajdźcie.
Na kamerach go nie widać.
Taka impreza dla ośmioletniego dziecka? Nie ma bata, żeby nie wyrosło na dupka.
Tak wiele sposobów, żeby skrzywdzić dziecko.
Przybliż. Tutaj.
No chyba sobie żartujecie.
- Co? - Co jest?
Trzeba było was nie zapoznawać. Sypiacie ze sobą.
Odgrywamy role na potrzeby misji.
Taka praca. No błagam.
Jak was złapią, kłamcie wiarygodniej.
Poradzimy sobie. Znasz nas.
Widzimy Gora.
No to wiecie, co robić.
Mezcala z twistem.
Dzień dobry. Mélodie Lemieux.
Ma pan przepiękny dom.
Nazywam się Gor.
Balthazar Gor. Miło mi.
To mnie jest miło.
- Życzę udanej zabawy. - Dziękuję.
Zdobyłam głos i odciski.
Dobra robota. To do sejfu.
Jest w gabinecie Gora.
Upewnijmy się, że się przeniósł.
Balthazar Gor.
Mamy urządzenie.
- Świetnie. - Co to jest?
Klucz ICS.
- Co? - Klucz do systemów.
Daje dostęp do krytycznej infrastruktury na całym świecie.
Do elektrowni, zapór, reaktorów.
Gor mógłby wywołać kolejny Czarnobyl.
Słowem: poważna sprawa.
Wyjdźcie od wschodu. Ruchy.
Dobra robota. W punkcie ekstrakcji będzie czekał Baron Andrews z MI6.
Emily, nie wspominaj mu o kluczu.
Wiem, że coś was kiedyś łączyło, ale nikomu nie możemy ufać.
- Emily. - Baron.
Co za ulga. Drżałem o twój los.
- Może to po prostu gorączka. - Matt.
Emily, kiedy przyjedziesz do Anglii pracować w prawdziwym wywiadzie?
Kiedy zacznie zatrudniać prawdziwych agentów.
Ale jako biuro podróży radzicie sobie pierwsza klasa.
MI6 stawia. Nie porysujcie. Amerykanie bywają niedelikatni.
- To żadna krytyka. - Trafiłem w czuły punkt?
- To zazdrość? - Niby o co?
Nie wiem, ale wyczuwam zazdrość.
Może o akcent?
Razi mnie charakter, nie akcent. Ale akcent nie pomaga.
Bylibyście słodką parą.
Miłej podróży, Emily. Zawsze miło cię widzieć.
Trzymaj.
Nie porysuj. Serwus.
Dobra, szefuńciu. Wybacz, boróweczko.
Twój akcent leży.
Witam na pokładzie. Może wezmę bagaże?
Nie trzeba. Ale się napijemy. Macie szampana?
- Oczywiście. - Dziękuję.
- Ja podziękuję. - Nie napijesz się?
- Nie. - Serio?
Zwykle po misji wznosimy toast.
Tak, ale wiesz. Wysokość, odwodnienie…
Jakoś nie mam ochoty na szampana.
Dobra. Czyli coś się stało.
- Tak? - Tak.
Nie wiem co, ale coś na pewno.
Jestem w ciąży.
Że co?
A ty jesteś ojcem.
Tak się domyśliłem, ale… Chyba nie masz kogoś innego?
Nie, a ty?
Nie! Tylko ciebie.
Z tą ciążą to pewne?
Raczej tak.
Królewski poker testów ciążowych.
Tylko wiesz, obsikałam je.
Nie wiem, co ty o tym myślisz, ale wiesz…
Jesteśmy razem od dość niedawna, więc…
Wchodzę w to.
Co?
Wchodzę w to.
Bez dwóch zdań.
Moja ulubiona osoba stworzy moją nową ulubioną osobę.
Wchodzę w to.
Zawsze mówisz to, co trzeba.
Samą prawdę.
I wiesz co? Daj szampana! Całą butelkę. Będę pił za dwoje.
- Będziemy mieć dziecko. - Gratulacje. Wspaniała nowina.
Na pewno ci to nie przeszkadza?
Wiem z doświadczenia,
że nasza praca i dzieci to kiepskie połączenie.
A ja wiem z doświadczenia, jak to jest nie mieć rodziny.
Tylko o niej marzę.
Ja też.
Co?
Co? Śmierdzi mi z ust?
- Nic ci nie jest? - Po prostu…
Muszę przemyć twarz.
Łazienka niestety nie działa.
To 11-godzinny lot.
Przykro mi.
Matt. Łazienka nie działa.
- Zostaw ją. - Dawaj klucz.
Dobra.
Jest tutaj. Puść ją.
Em!
- Co robisz? - Jest tylko jeden.
- Nie! - Em, nie ma czasu!
Dbaj o nasze dziecko.
Em, co robisz?
Nie puszczaj!
Ty nie puszczaj.
Zgoda!
Widzisz tę polanę?
- Trzymaj się! - Trzymam.
Udało się! A teraz szybko.
Coś cię boli?
Złamałem parę żeber, ale nie o to chodzi.
Nie możemy tego ciągnąć.
Zwłaszcza przy twojej ciąży.
Czyli co? Rzucamy wywiad?
Wiedzieli, gdzie nas znaleźć. Jesteśmy spaleni.
Sugerujesz, żeby się ukryć?
Wszyscy będą myśleli, że zginęliśmy w katastrofie.
- No tak. - Mamy szansę wyparować.
Fakt. I zacząć od nowa. Trzeba byłoby się odciąć od bliskich.
Ja i tak nikogo nie mam. Ty masz swoją mamę.
- Od niej też musiałabyś się odciąć. - To akurat żadna strata.
A co z Chuckiem?
To tylko kumpel. Tutaj mowa o rodzinie.
Zrozumie.
Mamy zostawić wszystko, na co pracowaliśmy?
Kariery, życie? Cały nasz świat?
Tak. Bo wszystko właśnie się zmieniło.
Gdybym miała mniej siły w udach, już byś nie żył, wiesz?
Twoje uda mnie ocaliły.
I nie zginęliśmy.
- Naprawdę to zrobimy? - Jasne, że tak.
Nie wiem, dokąd pójdziemy i co będziemy robić, ale…
Coś wymyślimy.
- Ja się na to piszę. A ty? - Zdecydowanie.
- Spadajmy stąd. - Chodźmy.
ZNOWU W AKCJI
OBECNIE
Wiesz, jaki dziś dzień, złotko?
Dzień triumfu mojego faceta!
- Dziś mecz! - Dziś mecz!
- Słuchaj. - No?
Jeśli wygramy ten mecz,
to wiesz, nie mówię, że dzięki mnie jako trenerowi,
ale możliwe…
Że to dzięki tobie. Tak jest.
- Sexy ze mnie trener? - No.
- Wiesz, jak szkolę? - Jak?
- Jak na-Lewy. - No proszę.
Cholera. Znowu się spóźnią.
Alice! Leo! Śniadanie!
Leo, odłóż tę grę!
No jasne, że wiedziała.
Alice, idziemy!
- Ruchy! - Myję zęby!
Przez 20 minut myje zęby? Siedzi w durnym telefonie.
Możesz jej zabrać ten telefon.
- Sam jej zabierz. - Ja się jej boję.
Bywa przerażająca, co nie?
Zwłaszcza to jej spojrzenie.
Alice, masz czyste zęby!
Idę!
- Kiedyś nas lubiła, pamiętasz? - Nie. Za dużo czasu minęło.
Może przywrócić wieczorki filmowe z mamą?
To chyba dobry pomysł.
Obejrzałybyśmy Creeda. I Creeda II.
- Tego naoliwionego gościa? - Bez przesady.
Co ty w jej wieku robiłaś z mamą?
Kiedy miałam 14 lat?
Mamę wysłali do Bejrutu i zapomniała mi powiedzieć.
Kiepski przykład.
To było inne dzieciństwo.
Co tam, młody? W porządku?
No.
Grałeś wczoraj na konsoli po zgaszeniu światła?
Nie.
No dobra, tak. Przepraszam.
Za łatwo mi poszło. Uwierzyłbym ci.
Nie dawaj się tak łatwo złamać. Pracuj nad tym.
Czyli… za co się gniewasz?
Nie zachęcaj go do kłamania.
Czemu? Wy ciągle kłamiecie.
- Słucham? - Co powiedziałaś?
Ostatnio tata rozmawiał z fachurą po rosyjsku.
- Co to miało być? - Wolność wypowiedzi, ot co.
- Znasz rosyjski? - Odrobinę.
„Do swidanija”, Sputnik, Gorbaczow, takie tam. Biały Rusek, o.
Rozmawiałeś o klimatyzacji.
Liznęliśmy troszkę rosyjskiego podczas pracy w Korpusie Pokoju.
A nie byliście wtedy w Kolumbii?
- Tam się poznaliście. - No tak.
- Tak było, nie inaczej. - W Kolumbii.
- A z Kolumbii posłali nas do Rosji. - Do Belize.
Belize jest blisko Kolumbii.
Właśnie tak.
- Kolumbia, Belize, Rosja. - No.
Jeździło się. Pokój sam się nie zaprowadzi.
I jeszcze jedno: kuszaj zawtrak.
Co to znaczy?
„Jedz śniadanie”.
Mam parę spraw po południu.
- Odbierzesz pranie? - Dobra.
Musimy pojechać na zakupy. Wszystko nam się pokończyło.
Dobra.
Młody, nie pij coli light o tej porze.
Cola light zapobiega rakowi.
- Kto ci tak powiedział? - Daj. Obecnie jest niedostępna.
Zdejmiesz?
- Co? - Nie radzę.
- Czego słuchasz? - Nie znasz.
Tu mnie masz.
Zastanawiałam się, czy masz plany na po meczu.
- A co? - Mogłabyś zaprosić koleżanki.
Zrobiłybyśmy bezalkoholowe drinki
i podzieliły się soczystymi plotami.
Będę się uczyć u Annalise.
- Drugi błąd. - No tak, jasne.
Uwielbiasz się uczyć.
W poniedziałek nie mam planów.
Może jakiś wieczorek filmowy?
- Nie trzeba. - Serio?
Na pewno nie?
No dobra.
A ja chętnie.
- Tak? - Jasne.
- A Creeda III obejrzysz? - Natrę się oliwką.
Jak Michael B., rozumiesz.
No i jesteśmy.
Miłego dnia w szkole, kochanie.
Ja ciebie bardziej kocham!
Leo, pamiętaj, że dziś odbieramy cię później.
Znowu to założyłeś?
Przecież jest super.
Śledzi fazy snu, poziom tlenu, nawet ciśnienie krwi.
- Masz 12 lat. Nie masz ciśnienia. - Trochę jest za duży, co?
Dlatego noszę go na kciuku.
Chodźmy jutro na zewnątrz. Porzucamy piłkę.
- Żeby dostać encefalopatii? - To tylko piłka.
- Wiesz, że grywałem. - No. Lepiej się przebadaj.
Pocisnął!
Ja mu pokażę encefalopatię.
- Widzisz to? - Co?
Znowu jest z tym chłopcem.
- Skąd to masz? - Z Amazona.
Nie bądź zaborcza.
Ale znowu z nim jest. I… trzymają się za ręce!
- Pocałowali się. - Co? Całowanie?
Czternastolatek z wąsami?
Nazywa się James i ma 16 lat.
- O nie! - Ale żeby się całowali?
- A tę skąd wzięłaś? - No z Amazona.
A o kupno dmuchawy się wściekłaś.
Nie wierzę. Szlag, co teraz?
- To ona. - Odbierz.
- Widziała nas. - Odrzuć.
- Odłóż to. - Cholera. Odbierz.
- Cześć! - Mamo?
- Zapomniałaś czegoś? - Co wy robicie?
Nie bądźcie creepy. To lornetka?
Mama pierwsza była creepy.
Zajmijcie się własnym życiem.
- Wrócę, jak pouczę się u Annalise. Pa. - Dobrze.
Mówiłem, żeby jej zabrać telefon.
I bądź dyskretniejsza.
„Zajmijcie się własnym życiem”? Właśnie się zajmuję!
Co to w ogóle znaczy? Ona sama nie ma pojęcia.
Moje życie to ogarnianie ciebie.
Co byś zrobiła, gdybym zajęła się sobą?
„Mamo, gdzie jesteś?
Zawieź mnie tu, zawieź mnie tam.
Nie gap się! Nie wchodź do mojego pokoju! Daj obiad!”
Te nastolatki. Codziennie coś.
Mówią, że każdego złamią. Ale nie mnie.
Boże.
Nie rozumiem. Powtórz, proszę.
Ale to było creepy, Alexa. Pilnuj swojego nosa.
Polecić ci aplikację do medytacji?
WPISZ HASŁO
JAMES: TAK JEST!!!
ZARAZ BĘDĘ
JESTEŚMY NA GÓRZE
MAM NASZE DRINY!
Dobra.
Jeszcze jedna próba.
Mniejsza. W porządku.
- Co robisz? - Co? Boże.
- Nic. - Wygląda jak coś.
- Chodzi o Alice. - O?
Okłamuje nas. Nie uczy się u Annalise.
Dlatego powinniśmy non stop obserwować dzieci.
Tak jak inni rodzice.
Nie jesteśmy jak inni rodzice. Rozmawialiśmy o tym.
Ale my jesteśmy szpiegami. Szpiedzy szpiegują.
I szpiegowaliśmy.
Terrorystów i dyktatorów, a nie nasze dzieci.
- No ale patrz, to tak… - Nie chcę patrzeć.
Samo się odkleiło. A to co?
Że co? „Mama jest do doopy”.
I to z błędem.
No i masz za swoje.
Ja nie patrzę.
Wpiszę to.
MAMAJESTDODOOPY
- Ciekawość to wiesz co. - Piekło, nadchodzę.
- I proszę. - Masz za podglądanie.
To teraz jej dewiza życiowa.
Co to jest…
Popatrz.
BĘDZIE JAZDA! CHEMICZNA APOKALIPSA RZĄDZI!
Co to jest?
- Chemiczna Apokalipsa? - Co?
Co, „Chemiczna Apokalipsa”?
Znowu? Po tym, co się stało rok temu?
A co się stało?
Nie wiem. Chyba były jakieś walki MDMA.
Ty to widzisz? Jest w centrum, na rogu Adamsa i Piedmont.
Wyłączyłaby GPS-a. Czuję się, jakbym kantował.
To klub!
- Klub? - Tak!
Jesteśmy.
- Niezła imprezka! - Nie dobijaj mnie.
No co? Dawno sobie nie poszaleliśmy.
- To nie my szalejemy, tylko nasza córka! - Daj spokój. Zabawmy się odrobinę.
- Przepraszam. Przechodzę. - Przepraszam!
O rany.
Harveya Wallbangera proszę.
Zdrowie!
Tam jest.
Alice Emilio Reynolds, idziemy.
Teraz.
- Ale ja nawet… - Ani słowa.
Od ciebie też, mechaty wąsiku.
- Idziemy. - Czemu nie mogę zostać?
Im rodzice pozwalają.
Może ich nie kochają.
Nie wiem. Idziemy.
Zostań, impreza dopiero się zaczyna.
Bierz rzeczy i idziemy.
Już.
Co, kablówka się zepsuła? Dlatego nie siedzicie w domku?
Przywitajcie się, boomerzy.
„Boomerzy”?
Tak, Grażyno. Boomerzy.
„Grażyno”?
Dobra, odsuńcie się trochę i po prostu wyjdziemy.
Ta. Bo niby co?
Chyba nie usłyszeliście. Odsuńcie się trochę,
żebym mógł zabrać z klubu niepełnoletnią córkę.
- Tato! - Mnie się wydaje dorosła.
Wyluzuj, koleś.
Idziemy. Dosyć tego.
Nie tak szybko.
- Kurde. - Nie mogę oddychać.
To stało się tak szybko. Chyba nie ma tragedii, co?
I nie jesteśmy boomerami, tylko pokoleniem X.
Tak pomiędzy, z przełomu.
Zabierajmy się stąd.
Jak tam weszłaś?
- Na lewy dokument? - Nie.
Klub po prostu wpuszcza 14-latki?
Dobra, mam lewy dokument. Ale tylko, żeby potańczyć.
Czyj to pomysł? Tego z wąsem?
Nazywa się James. I nie lubisz go, bo jest biały.
- Co? - Co? Twoja matka jest biała.
Poza tym nie mówimy o Jamesie.
- Mówimy o tobie. - Właśnie.
Ty to masz mi za złe, że chcę żyć po swojemu.
- Co? - Błagam.
Jak mnie znaleźliście?
No?
„Mama jest do doopy”?
To nie jest trudne hasło.
Czytaliście moje wiadomości w laptopie?
To są nasze wiadomości. I telefon też jest nasz.
- Właśnie. - I w naszym domu będziesz miała szlaban.
- I dlatego skracam liceum. - Że co?
Zdam przed czasem, żeby wyjechać na studia.
My za to nie zapłacimy.
I co tam się w ogóle stało?
Skopaliście dupy tym chłopakom. A jeden był przystojny!
- Wyrażaj się! - Na tym chcecie się skupiać?
Skąd w ogóle tak umiecie?
Byliśmy na paru lekcjach taekwondo.
„Na paru lekcjach”?
- Jak byliście w Japonii? - Nie byliśmy w Japonii.
A taekwondo to koreańska sztuka walki.
Zdziwiłabyś się, ile może dać parę lekcji.
Serio mam w to uwierzyć? Ale wy ściemniacie.
- My? - Powiedziała panna lewe dokumenty.
Ja z wami nie mogę!
Nie możesz z nami?
Masz szlaban. Zobaczymy, z czym możesz sobie nie móc.
Tak. I może to nie miało sensu,
ale chcesz z nią zadzierać, kiedy tak sprała tych ludzi?
Nie znoszę was!
- To było szaleństwo! - Kompletny obłęd.
Ale taki zły? Że popełniliśmy błąd?
Czy taki dobry? Że nareszcie czuliśmy, że żyjemy?
- Zły. - No tak. Tylko sprawdzałam.
Co cię gryzie, Em?
Wiesz, że kocham nasze życie.
- Prawda? - Ale?
No nie wiem. Dzisiaj coś jakby zaskoczyło.
Pierwszy raz od bardzo dawna czułam się potrzebna.
Ale jesteś potrzebna.
- Śmierdzielu, wsypałeś mnie? - Bo mnie obchodzi twoje życie społeczne.
- Przynajmniej je mam. - Już nie.
Nie wyjdziesz z domu przed moją studniówką.
- Nie ciągnie cię do Ameryki Południowej? - Nie.
Żeby powstrzymać zamach stanu? Albo przeprowadzić?
Byle wziąć udział w jakimś zamaszku.
Nie chcę żadnych zamaszków. Po coś to rzuciliśmy.
- Żeby chronić nasze dzieci. - Masz rację.
Nakleiłaś hasła na komputer!
- Były ukryte. - Widać kiepsko.
Ciebie też będą szpiegować.
Niech spróbują. Wszędzie mam weryfikację dwuskładnikową.
Ale z ciebie nerd.
Nerd, którego nie szpiegują.
Wiesz, czego potrzebuję? Znowu poczuć, że żyję.
- Poczuć ten dreszczyk. - Skarbie.
- Poczuć się jak ostra sucz. - Skarbie.
Skarbie.
Wiem, czego ci trzeba.
- Aż cię rozsadza, co? - O tak.
Wiem, czego nam obojgu trzeba.
Boże. Nie wytrzymam z nimi.
Ohyda.
Dajesz!
Dawaj! Jeszcze raz!
I jeszcze.
- Lepiej ci? - Tak.
Troszeczkę.
Zdecydowanie potrzebuję prysznica.
Dołączysz?
Z ochotą.
- Dzieci w szkole? - Tak.
- Czekasz na kogoś? - Nie.
Chuck?
Jak leci? Kopę lat!
Jak się trzymasz?
W porządku.
Jak nas znalazłeś?
No tak.
„Rozróba boomerów w klubie”.
Nie jesteśmy boomerami.
- To Chuck? - Tak. Dasz wiarę?
Cześć, Em.
Świetnie wyglądasz.
Zresztą oboje wyglądacie.
Wejdź.
- Nie mamy na to czasu. - Co?
Skoro ja was znalazłem, wrogowie są o krok.
- No co ty? Minęło 15 lat. - Nie mamy wrogów.
- Sprzedaję puzzle na Etsy. - Gramy w Wordle.
Czego by od nas chcieli?
Klucza ICS.
Ale straciliśmy go w katastrofie.
Przeczesaliśmy teren i go tam nie było.
Była obudowa i trupy białoruskich terrorystów,
ale dysku nie.
To absurd.
Pamiętacie Barona Andrewsa z MI6?
- Jasne. - Taki biały pulchniaczek.
Ta. Co z nim?
On organizował samolot. Chyba sprzedał was Białorusinom.
- Nie zdziwiłbym się. - Serio? Baron?
Mam wiarygodne źródło.
Pracuje teraz z Gorem. Przyjdą po was i po klucz.
- Ale my nie mamy klucza. - Właśnie.
To nieważne.
Kiedy CIA odkryje, że żyjecie, aresztują was.
Zabieramy was stąd.
Was i…
Chuck!
- Biegiem! - Jazda!
Cholera! Wiesz, co to znaczy, że tak szybko nas znaleźli?
- Dzieci. - Właśnie.
- Teraz! - Chodźmy!
Tam.
- Wchodzić! - Do garażu!
Teraz!
Jedź!
Chuck! Co za koszmar!
Musimy jakoś udowodnić, że nie mamy klucza.
- Muszę coś wyznać. - Co?
- Nie wścieknij się. - Się okaże!
- Wziąłem klucz. - Co?
Żeby nie wpadł w niepowołane ręce.
W lewo!
Tak jest!
Co masz do mebli ogrodowych? Oszczędź parę sztuk.
Wyszłam z wprawy.
Albo rozprasza cię, że twój były chce nas zabić!
Odpuść, to była jedna randka. Tylko gadał o Manchesterze United.
A więc to była randka!
W lewo!
Co ty sobie myślałeś?
To była gwarancja na wypadek, gdyby nas znaleźli.
No to nas znaleźli.
- Gdzie klucz? - W Anglii.
- Dobra. - W Foxhound.
- U mojej matki? - Jest strzeżony.
Bo masa ludzi chce ją zabić.
Już się nie ukryjemy. Mamy dzieci.
CIA nas ochroni.
Najpierw musimy zdobyć klucz.
Wtedy CIA nas ochroni. Luzik.
Luzik?
Ukradłeś broń cyberterrorystów,
ukryłeś ją w domu mojej matki i przez 15 lat się nie przyznawałeś!
Jak tak to ująć, to brzmi kiepsko. W prawo!
- Przeładowuje. - Czekaj.
Karabin mu się zaciął.
Cześć wam.
Raczej mi nie posmakuje.
Będzie ohydne.
No chyba nie.
- Idziemy. - Trzeba zmienić wóz.
Już to załatwiłem.
Shane ma świetnego priusa.
- Zgarnie nas przy bramie. - Okej.
Dzieciaki, koniec lekcji.
- Co? - Chodźcie.
Co się dzieje?
To, że nie tknąłeś lunchu.
Kanapka do kieszeni i idziemy.
- Trzeba jeść. - Czego się boicie?
- Sama się boisz. - Nie.
- Co się stało z autem? - Kiepski parkingowy.
- Dokąd idziemy? - Na wycieczkę.
Nie gadaj, tylko słuchaj rodziców.
ODLOTY MIĘDZYNARODOWE
Lecimy do Anglii?
Tak. Stara, dobra Anglia.
A szkoła? I drużyna?
Mamy ważny mecz.
Szkoła i drużyna są…
- Chyba je zlikwidowali. - Co?
Musimy się pogodzić z tym, że ten magiczny czas minął.
Przykro mi, kochanie.
Mamo, czemu lecimy do Anglii?
Dobre pytanie.
Jedziemy odwiedzić waszą babcię.
- Co? - To my mamy babcię?
Tak. Fajna niespodzianka?
Wiem, że trudno to pojąć. Bardzo was za to przepraszam.
Ale nie chciałam mojej mamy w waszym życiu.
Ledwo co była w moim.
Mówiłaś, że nie żyje.
- Nie no, tak nie mówiłam. - Właśnie tak.
„Nie żyje” jest wieloznaczne.
Czasem tak to wyglądało.
Była oziębła i przy pierwszej okazji wysłała mnie do szkoły z internatem.
Brzmi całkiem spoko.
Zrozumieliśmy, że powinniście poznać babcię, póki to możliwe.
Tak.
- Ona umiera? - Nie.
To znaczy… każdy kiedyś umiera. My możemy umrzeć w samolocie.
- Co? - Matt.
Źle się wyraziłem. Ale babcia nie umiera.
Jeśli wydajemy się zestresowani, to dlatego, że babcia tak na nas działa.
Dobrze, na mnie tak działa. Rozumiecie, prawda?
- Tak. - Tak.
- To dobrze. - Rozumiemy?
Jasne, że nie rozumiemy.
Ja mam szlaban za kłamstwo, a ty kłamałaś, że twoja matka nie żyje!
To mam rozumieć?
Nie tym tonem, młoda damo.
Masz rację. Jestem wam winna wyjaśnienia.
Ale nie tutaj. Nie teraz, dobrze?
- Mamo? - Tak?
- Źle się czuję. - Co się dzieje?
To chyba choroba lokomocyjna.
Jeszcze nie wylecieliśmy.
- Następny! - Najpierw przejdźmy kontrolę.
Panie i panowie, kapitan włączył sygnał zapiętych pasów…
Tak?
- Samolot czysty. Nikt nas nie śledził. - Dobra.
- Co tam? - Czy przyszedł czas im powiedzieć?
Teraz absolutnie nie.
Ukrywaliśmy to przez 15 lat. Dwa dni nikogo nie zbawią.
Masz rację. Dzięki temu kłamstwu są bezpieczni.
Dobrzy rodzice ciągle kłamią. „Przepiękny występ”.
No tak. Jasne.
„W tym miesiącu akurat zamknęli Disneyland”.
Perełka.
„Twoi rodzice nie mają tatuaży”.
„Od zioła dostaje się biegunki”.
- „Algebra przydaje się…” - „…codziennie”.
Pi równa się em ce chuj wie.
Odwalamy dobrą robotę.
- Tak się wychowuje porządne dzieciaki. - Fakt.
Kłamiąc im w żywe oczy.
Dzięki za słowa otuchy.
Za chwilę personel przejdzie…
Cześć. Dobrze, że się przespaliście.
Mówiłem: te poduszki durnie wyglądają, ale działają.
LONDYN WITA
- Paszporty. - Proszę bardzo.
- Dzień dobry. - Dzień dobry.
Rodzina Baker.
- Dziękuję, pani Baker. - Dziękuję.
Dobra. Do wyjścia tędy.
Żwawo.
Chodźcie.
Wsiadamy do tego autobusu.
Następny przystanek: parking.
Zdaje się, że to nasz przystanek.
Nie przyznacie, że to dziwne?
Czasem to i dobrze. Pomyśl: wciąż grają Michaela Jacksona.
Chodźcie. Nie oddalajcie się.
Tu mówi Gor.
Są tutaj. Heathrow. Parking G.
Dobra. Meldujcie, co i jak.
Przepraszam.
No i jesteśmy.
Wrażenia?
To parking.
Tak.
- Dokąd idzie tata? - Po auto z wypożyczalni.
To wypożyczyliście?
Tak. Wskakujcie.
Tak, pamiętam ich. Piękna rodzinka.
Tata do schrupania.
Obędzie się bez komentarzy.
Rozumiem, czemu jej tyle szukałeś.
Nie jej, tylko klucza ICS.
Proszę wrócić do pracy.
Nie wyszli z ukrycia bez powodu.
Potrafią zapaść się pod ziemię.
Tak.
Dzieci.
Ich szukaj.
- Tak? - Tak.
Potrzebujemy nagrań ze wszystkich kamer.
Są telefony, cyfrowe odciski palców… Na długo się nie ukryją.
Ohyda.
Porzygam się.
Co to za marka papierosów?
- To zapalniczka? - Dawaj.
Jesteśmy w Europie. Tu żyje się nieco inaczej.
A jest w aucie Wi-Fi?
Nie ma. To wycieczka bez Internetu.
A właśnie, telefony.
Oddajcie je mamie.
- Co? - Co?
Zróbcie sobie detoks. Odpadną nam koszty roamingu i takie tam.
Może kupimy lokalne karty SIM.
- Żartujesz sobie. - Otóż nie.
Ręka mi cierpnie.
Raz-raz.
Dziękuję.
Leo!
- Odłączcie się. - I co mamy robić?
Jak to co? Porozmawiaj z siostrą. Poznajcie się trochę.
Spytaj, jak leci, takie tam.
Podzielcie się wrażeniami. To inny kontynent!
A jednak mają Costco.
Co masz do Costco? Pół dnia w Costco to dobre pół dnia.
- Włączmy sobie… - …muzykę.
- Ale dobra nuta. - Nie.
Nie wierzę.
Trzeba zatankować.
A możemy coś zjeść?
Masz szczęście. Patrz.
- No dobra. - Możemy trochę kasy?
Podaj mi torebkę.
- Szybciutko. - Już. Przepraszam.
Zatankujemy, a wy kupcie coś do jedzenia.
Tylko szybko.
- Przynieś resztę. I m&m’sy. - Dobra.
Co podać?
Śniadanie.
- Angielskie? - Czemu nie?
Proszę. Smacznego.
A jest coś, co mniej podniesie cholesterol?
Nie. Krwawy pudding.
- Krwawy? - Tak.
O Boże.
No.
Mówię o tym.
Nazywam się „Jeffrey Baker”?
I niby jesteśmy z Alabamy?
Nie wierzę. Mnie się obrywa za lewy dokument,
a oni mają lewe nazwisko, paszporty i w ogóle.
Karta czy gotówka?
Gotówka.
Proszę.
Chwila. To ma dostęp do Wi-Fi?
Ale rodzice zabronili się łączyć.
Masz na myśli państwa Baker?
Podłącz się.
- Smacznego. - Dziękuję.
Chwila. A jak są przestępcami i właśnie zbiegli z kraju?
Co ty? Żadni z nich przestępcy. Grają w lidze pickleballa.
- To nic nie znaczy. - Oglądają programy o remontach.
Leo.
Wypiekają w domu chleb!
Ile mamy czasu?
Za jakieś 45 minut wyłapie nas lotniskowe rozpoznawanie twarzy.
Godzinę czy półtorej będą przeglądać nagrania z kamer.
Potem góra pół godziny, zależnie, czy namierzą auto.
Czyli nie mamy czasu przywitać się z mamą.
- Na to spokojnie wystarczy. - Dobra, na dwie minutki.
To i tak zgotuje dzieciom traumę.
Ale pamiętaj, może nie tylko Baron nas ściga.
Zdobędziemy klucz, oddamy go CIA i odzyskamy życie.
Prosta sprawa.
Nie wierzę, że im to robimy. Czuję się jak koszmarna matka.
Też nie jestem wzorem ojcostwa.
- Ale ty jesteś świetną matką. - Jakoś tak się nie czuję.
I wiesz, że nam tego nie zapomną.
Co jest grane? Mów.
Zjechali z drogi. Krążymy.
Podeślij mi pinezkę.
Przyślij dodatkową pomoc.
Okej, dobrze. Przekazuję to teraz.
Skąd pewność, że chcą go sprzedać?
Znam ich. Aż za dobrze.
NUMER ZASTRZEŻONY
Tak? Świetnie. Dziękuję.
Stacja benzynowa na północ stąd.
Co znalazłeś?
Istnieje Jeffrey R. Baker z Huntsville.
Ale zmarł w 1952.
- Wiedziałam. - To niczego nie dowodzi.
Zawsze możemy mieć nadzieję, że nie zauważą, że coś nie gra.
I tak nie zwracają uwagi na nic, co robię czy mówię.
Co, do…
Cholera!
Ożeż…
Robimy coś?
A co ty możesz?
Zawsze jesteś na nie!
- Dzwońcie na 911! - Tu jest inny numer.
- Mamo! - Nic jej nie będzie.
Dzieci.
- Tato. - Idziemy.
Co się stało?
- Masz resztę? - Nie!
- A m&m’sy? - Czemu się biliście?
Nieważne. Chodźmy, Alice.
Ruchy!
- Do samochodu! - Nie! Widziałaś, co widzieliśmy?
A ty, co zrobiliśmy?
Cudownie, że nie jesteś uległa, ale wskakuj do pieprzonego auta!
I jeszcze przeklinasz? Chodź.
- Jedziemy. Pasy! - Do środka!
- Kto to? Czemu go potrąciłaś? - Czemu do nas strzelał?
- Spokojnie. Będzie dobrze. - Jesteśmy wspólnikami?
To Baron.
To oni.
Zawróć.
- To pistolet? - Tato, co ty wyprawiasz?
- Nie po tej stronie! - Wiem, gdzie jadę.
Co się dzieje? Czemu mordowaliście tych ludzi?
Nikogo nie mordowaliśmy.
- Inaczej by, kurwa, nie żyli. - No.
Wszystko będzie dobrze.
- „Dobrze”? - Tak.
Tata strzelał i zrobił miotacz ognia, a ty gołymi rękami zabiłaś tę laskę.
Mówiłam, że nikogo nie zabiłam. Tylko ją ogłuszyłam.
Poza tym mama prawie zabiła kobietę, a nie żadną „laskę”.
- Kim jesteście? - Spokojnie.
Posłuchajcie.
- Należeliśmy z mamą do QRN. - Do czego?
Tajnego oddziału szybkiej reakcji CIA.
- Byliśmy szpiegami. - Szpiegami?
- Tak. - Jak Jason Bourne?
Tylko bez amnezji.
Nie zgadłabym, że jesteście na tyle fajni, żeby ukrywać coś takiego.
- Jesteśmy fajni niezależnie od tego. - Właśnie.
- Pobiłbyś tatę Connora? - Błagam, to weganin.
- A tatę Sydneya? - Ty widziałeś tatę Sydneya?
I innych tatów ze szkoły?
Wszystkich. Tylko nie naraz.
Ale już się nie bijemy. Jesteśmy na emeryturze.
Ładna mi emerytura. To też byli szpiedzy?
To byli terroryści. No, może najemnicy.
A to lepiej?
Terroryści mają ideologię, a najemnikom wystarczy zapłacić.
Na pewno się boicie, ale ochronimy was.
To nasze zadanie.
Na razie idzie super.
Bo ktoś zdradził nasze położenie.
Nie wytrzymacie godziny bez Internetu? Co było takie pilne?
Próbowaliśmy ustalić, kim jesteście.
Co?
Skarbie, jesteśmy waszymi rodzicami.
Właśnie.
Chwila. Masz na tym Internet?
Tak.
Młody, genialnie! Pokaż.
Co, do…
Gry są zbyt brutalne.
Gry?
Nie do wiary, jak strzela.
Miał farta, Wendy. Bez przesady.
Słyszałam, że jest dobry, ale że aż tak?
Dziękuję.
Czeczeńska dziara więzienna. Volka?
Skąd wiedziałeś, gdzie są? Nie namierzyliśmy jeszcze konsoli.
Mam podsłuch w Volce.
Zdobyli klucz 15 lat temu. Uznałem, że spróbują znowu.
- Niezły pomysł. - Miło, że zauważyłaś.
Śledzimy profile dzieciaków.
Namierzyliśmy konsolę chłopca.
Twój pomysł wypalił.
Już nas widzieli, więc sam nie wiem.
Namierz mi tego land rovera z satelity.
Daleko nie zajechała.
„Nie zajechali”.
Jest ich dwoje.
Ta.
Znajdą tę ciężarówkę. Nie zyskaliśmy wiele czasu.
Tak sobie myślałem, że może ja powinienem mówić.
Żebyście się nie nakręcały.
Tak, dobry pomysł.
Ty jej powiedz, że jadą do niej zawodowi zabójcy
i wytłumacz dlaczego.
Co?
DWÓR FOXHOUND
Pobudka, dzieciaki.
Leo. Alice. Jesteśmy na miejscu.
Chwila. To jest dom babci?
Tak. Tutaj dorastałam.
I stąd chciałam się wyrwać.
Jesteś z rodziny królewskiej? My też?
Nie.
Wasza babcia robiła w latach 70. dość szemrane interesy na boku.
Em.
- Co? - No weź.
Wpisz ten kod.
Czas poznać babcię.
Babcia ma zarąbisty dom.
Czemu chciałaś stąd wyjechać?
No kurde.
Dlatego.
Cześć!
To wy.
Dzień dobry. Wciąż lubisz zabijać?
Nie prowokuj, kochana. Wciąż świetnie strzelam.
To twoje wnuki. Nie strzelaj do nich.
Znacznie większe niż na zdjęciach.
Na zdjęciach?
Tak. Matthew mi przysłał.
Doprawdy?
Witaj, kochany.
Jak się masz?
Wysłałem jej parę fotek tak, żeby nikt ich nie namierzył.
Żeby mogła zobaczyć, jak jej wnuki dorastają.
Bo dzieci na zdjęciach rosną.
Nic nie wyciekło.
To co, przytulimy się?
Nie. Jestem Brytyjką. My się nie przytulamy.
- Ale możesz podnieść truchło. - Podnoś. Jest uzbrojona.
Nie mam pojęcia, czemu zawdzięczam tę wizytę,
ale wejdźcie.
Już dobrze.
- Zostaw to. - Dobra.
- Chyba pamiętasz swój dom, Emily? - Jak mogłabym zapomnieć?
Ale odlot!
Nie wchodźcie tam.
Niczego nie dotykajcie.
Jak Fort Knox.
Wasze dzieci wszędzie tak węszą?
- Po prostu są ciekawe. - Jak świnie za truflami.
No dobrze. Co wam podać?
To bardzo miłe, Ginny,
ale weźmiemy coś i będziemy się zbierać.
Umówimy się na inny dzień. Jakoś niedługo.
Nonsens. Jesteście, to jesteście.
Trochę za wcześnie na drinki.
Świętoszkowata jak zawsze.
Oczywiście, że została Amerykanką.
Nadal mówi o mnie, jakby mnie nie było.
Przepraszam.
Weszło mi to w nawyk, bo nigdy cię tu nie ma.
Dla ciebie mezcal z pomarańczowym twistem, zgadza się?
Ja… nie wiem, skąd wiedziała.
A ty, moja droga?
Pijasz już gin?
Ona żartuje.
Nadchodzi spociuch!
- Ginniusiu… - „Ginniusiu”?
Widziałaś moje energy drinki z granatem? Strasznie mnie suszy.
Cztery nowe osoby.
Cześć. Lubimy się czy nie?
To tylko mój Nigel.
No cześć. Boże.
Boże. To… Widziałem język.
Przepraszam.
I za mój wygląd. Nie spodziewałem się gości.
A ja tego.
- Się trenowało, co nie. - Do czego?
Do pracy w MI6. Kiedy uzna, że jestem gotów.
Jestem takim jej projekcikiem.
- Nigelku, to moja córka. - Nie gadaj.
- Emily. - Niemożliwe.
A jednak.
Em-zo!
I jej przystojny mąż, Matthew.
- Matty. Właśnie zauważyłem. - A to ich dzieci.
Alice i Leo.
- Uwielbiam dzieci. - Potwierdzam.
Ta wasza niewinność, to oczarowanie światem…
Dobra, zapodam temat jak Kevina przy świętach.
- Chcecie mi mówić „dziadku”? - Co? Nie.
Wiem, to trudna sprawa.
Nie postrzegajcie mnie w kategoriach ojcowskich.
- Że co? - Nade wszystko pragnę…
Matty, Em-zo…
być dla was przyjacielem.
Mała szansa.
To jak z ginem? Tak czy nie?
Nie.
Mają 14 i 12 lat.
Napiją się wody lub soku.
Może przejdźmy do rzeczy. Mamy sporo roboty. Nigel?
Oprowadzisz dzieci po domu?
Wnuki.
Jasne, pomogę.
Obowiązki dziadka wzywają.
Lubicie może fantastyczne rzeczy? Chcecie zobaczyć mój super gabinet?
- No. - Tędy.
Dobra, daj mi to.
Proszę.
„Razi mnie charakter, nie akcent”.
Ale jesteś przewidywalny, Matt.
Pewnie zanudza ją na śmierć.
Dziękuję.
- Co? - Wieści o kluczu.
Różne kanały potwierdzają, że robi się o nim głośno.
- Co z samochodem? - Satelity śledziły go dotąd.
- Potem przeszkodziło zachmurzenie. - Świetnie.
Powinni być gdzieś w tej okolicy.
To jest stara fabryka broni, to stadnina, to tor wyścigowy.
A to?
Nie wiem.
To teren fundacji non-profit z siedzibą na Wyspie Man.
- Foxhunter Limited. - Foxhunter?
Skąd znam tę nazwę?
Ginny Curtis.
Była w MI6. Prawdziwa legenda.
Ginny, kiedy się ukryliśmy,
zabrałem coś cennego.
Nie masz karty przetargowej? Zdobądź ją. Brawo.
Zawsze go lubiłam.
Poczekaj na ciąg dalszy.
Jak widzicie, nie ma tu nic fajnego.
To twój gabinet?
- Czym się zajmujesz? - Lepiej spytać, czym nie.
Ale gdzie pracujesz?
Kim jesteś z zawodu?
Tutaj trzymam ekwipunek, że tak to określę.
Władam każdą bronią.
Sai, nunczako, pałki!
Au, mój krzyż!
Coraz lepiej rzucam shurikenami.
No i w ścianę. A tak często trafiam.
- Mogę ja? - Ostrożnie. Są ostre.
Śmiało, ale na wiele nie licz. I nie zepsuj.
Dosko… No tak.
Mnie się tak jeszcze nie udało. Robi wrażenie.
Rany. Chcesz spróbować?
Ja pójdę… znaleźć łazienkę.
Tobie gwiazdka jest niepotrzebna. Sama jesteś gwiazdą.
Mam jeszcze papierosy UV, laserowy zegarek i kuloodporny parasol.
Kuloodporny parasol?
Szpiedzy muszą być gotowi na każdy scenariusz.
- Dlatego nosisz smart ring? - Nie, on monitoruje fazy snu.
Twoja babcia nie daje mi w nocy spać.
Bo… chrapie.
O, też masz! Fajnie.
Widzisz, Ginny.
Ja… ukryłem go tutaj.
Zakładam, że ktoś go szuka.
Tak.
A więc po tylu latach
ściągnęłaś swoje problemy na mój dom.
Nie wszystko kręci się wokół ciebie.
Tak, bo wszystko kręci się wokół ciebie.
Całe życie robiłam wszystko, żeby nie wdać się w ciebie.
Żeby być lepszą matką.
Kochającą, stabilną, troskliwą.
- Przytłaczającą. - Nie!
Obecną! Obecną w życiu dziecka.
- I jak efekty? - Otóż wyśmienite.
Fajnie, że zamknęliśmy temat, bo…
Tak myślałam.
Córka cię nienawidzi.
Poświęciłaś dla niej wszystko, a ona i tak cię nienawidzi.
No dobra.
Jestem w stanie żyć ze świadomością, za co Alice mnie nienawidzi.
A ty? Wiedząc, za co ja cię nienawidzę?
To bardzo mocne słowo.
- Znajdźmy może… - Mam to gdzieś.
Zrobiłam coś, czego ty nie byłaś w stanie.
Wybrałam rodzinę zamiast kariery.
A efekt jest taki sam.
Nieważne, jaką jesteś matką.
Nastolatki się buntują.
Ja przeciwko mojej matce, ty przeciwko mnie, a twoja córka – tobie.
Możesz tylko mieć nadzieję, że wychowałaś ją tak,
by umiała o siebie zadbać,
i że kiedyś do ciebie wróci.
Po co miałabym wracać?
Wmówiłaś sobie, że bezdusznie oddałam cię
do szkoły z internatem w Stanach, żeby mieć cię z głowy.
Wygodnie zapomniałaś, że mnie o to błagałaś.
A teraz…
chciałabym spędzić parę chwil z wnukami.
Zgaduję, że nie będę miała ku temu zbyt wielu okazji.
Nie rozumiem. Co je łączy?
Nie wiem. Rozdzielcie się i sprawdźcie te trzy miejsca.
Ja wystąpię o zgodę i odwiedzę panią Curtis.
Potrzebujemy zgody wywiadu?
Tak. Nie będę narażał kariery, wparowując do jej domu bez niej.
Chyba coś mam.
Już przesyłam.
Ty to widziałeś? Wini mnie za to, że chciałam wyjechać!
Twoja mama jest trudna, ale to wciąż twoja mama.
Tutaj?
No chodź.
Zrobiliśmy to zdjęcie tuż przed jej wyjazdem do Stanów.
Kocham ten jej uśmiech.
Choć teraz rozumiem,
że po prostu cieszyła się, że wreszcie będzie sama.
Ale jako nastolatka
nie zdradzała chęci, żeby być częścią mojego życia.
Choć…
ja też nie byłam w jej życiu obecna.
Całe życie poświęciłam służbie.
To nie zostawiło wiele czasu dla niej.
Nie nienawidzę mojej mamy.
Wiem, że nie, kochana.
Myślę, że ona mnie też nie nienawidziła.
Mówiła nam, że nie żyjesz.
No cóż.
Daleko mi było do ideału.
Napijesz się herbaty, kochana?
Że bubble tea?
Słucham?
Przepraszam, nie piję herbaty.
Nie pijesz herbaty? Ani ginu?
I to niby ja jestem złą matką?
Wszystko to naprawimy.
Chodź.
DWÓR FOXHOUND
Jazda!
Ruchy!
- Kodzisz? - Czy kodzę?
Jasne, że kodzę. Uwielbiam kody.
AR, VR, PR, QR. Wszystkie „R”.
By dostać się do MI6, trzeba się znać na komputerach.
Trzeba być Jamesem Bondem i Q naraz.
Ciebie by przyjęli.
Z preferowanej listy.
To znaczy?
Twoi rodzice są szpiegami. Masz to we krwi.
- Ale ja jestem inny. - Zróbmy taki test.
- Rzucę się na ciebie. - Co?
No tak. A ty zrób pierwsze, co przyjdzie ci do głowy.
Nic ci się nie stanie.
Robię tak bez przerwy. To standardowe ćwiczenie.
Trzy, dwa, jeden.
Nie, proszę!
O Boże.
Przepraszam.
Nie wiedziałem, że tak umiem.
Masz małe piąsteczki. Przywykłem do dużych.
- Wśliznęła się między żebra. - Nie chciałem.
Spoko, umiem znieść ból.
Ile robisz pompek?
Tak z 15?
Piętnaście?
Ścigamy się do czterech.
Tędy. Chodź.
Jest tutaj?
Co to?
To dla mnie, a to dla ciebie.
„Droga Emily, jeśli to czytasz,
to coś nam grozi, prawdopodobnie z mojej winy.
Przepraszam.
Starałem się tylko chronić ciebie
i aniołka, który w tobie rośnie.
Nie odchodź ode mnie, bo bez ciebie byłbym do niczego.
No żal by było patrzeć”.
Zawsze mówisz to, co trzeba.
Dlaczego go tu ukryłeś?
Zrobiło się niebezpiecznie, a ty byłaś w ciąży.
Wiedziałem, że gdy nadejdzie ten dzień, będziemy potrzebowali Ginny.
Racja.
Chodźmy.
Tędy.
Do drzwi koło kuchni.
Spokojnie.
Chwila. Chodź.
Stać! Ręce do góry.
Nie ruszać się.
- Gdzie nasze dzieci? - Do salonu!
- Cofnij się. - Ty się cofnij.
Nic wam nie jest?
Mamy to, czego szukacie.
To jest klucz, dobra? Jest tutaj.
Puśćcie dzieci, to się dogadamy.
Baron! Chodź tu!
Moi drodzy.
Chuck.
Wybaczcie ten zawód.
Liczyłem, że lepiej was wyszkoliłem.
Co tak cicho, dzieciaki?
Emily, Matt.
Co ty robisz?
Was też miło widzieć.
Przecież cię zastrzelili.
Sam to zorganizowałem, żebyście doprowadzili mnie do klucza.
Współpracujesz z Baronem.
Nie, on jest czysty.
Trochę go obsmarowaliśmy, żebyście nie polecieli do dawnych kumpli.
Baron ściga Gora i Volkę, a nie współpracuje z nimi.
A wiecie, kto mnie postrzelił?
Przywitajcie się.
Te petardy filmowców są niesamowite.
Chuck!
A właśnie.
Wezmę ten klucz.
Poproszę.
Narażasz nasze dzieci.
Czas odpuścić, Matt.
Czysto.
Co ci się stało?
Co mi się stało?
Wy mi się staliście.
Co to ma znaczyć?
To nasza wina?
Zastanówmy się. Moich najlepszych agentów porwano.
Uważa się ich za zmarłych. Klucz za stracony.
Agencja obwiniła o to mnie. Poleciałem ze stanowiska.
Niecały rok później z pracy.
Straciłem emeryturę, dom, małżeństwo i psa.
Przez was.
Więc chodzi o zemstę?
Nie. O pieniądze.
Zemsta to tylko taki bonus.
- Oddaj dzieci! - Zrobimy tak.
- Wycofamy się. - Pożałujesz tego.
- Serio mi przerywasz? - Puść ich!
Nie wtrącajcie się, a jutro wrócą do was cali i zdrowi.
Nie bój się.
Nie dzwońcie po policję. Akcje z zakładnikami źle się kończą.
Chuck!
Powoli. Dalej.
Ocknęłaś się.
Alice, Leo! Musimy namierzyć helikopter.
- Ktoś widział numer? - Był za daleko.
- Są kamery. - Genialne. Chodźmy.
Cofnij do lądowania.
Nic mu nie jest?
- W porządku. - Chwila.
- Wróć do dzieci. - Dobra.
Zatrzymaj. Przybliż.
- Widzisz to? - Pokazuje nam coś.
- Ma na kciuku smart ring. - Właśnie.
- Co ma? - Taki czujnik sportowy.
- Z GPS-em. - Gdzie masz komputer?
Weszłam na jego konto.
Weryfikacja dwuskładnikowa? Urocze.
Położenie?
51,5076 stopni szerokości północnej,
0,0994 stopnia długości zachodniej.
Tate Modern.
Jest dziś zamknięta z powodu imprezy prywatnej.
Nigel, masz może smoking?
Jasne. Jak każdy dobry agent.
Nie może pan tu parkować.
- Nie ma pana na liście. - Jesteśmy na liście.
Wezmę to.
TATE MODERN WITA
Chuck nie jest głupi. Mają szczelną ochronę.
Wykrywacze metalu, same szychy.
Wszyscy się zachowują.
Znajdziemy ich.
- Odbijmy ich. - Chodźmy.
Nie mogę czekać. Mam gdzieś, ile miałeś czasu.
Mówiłem, że to dziś w Londynie.
Twoich czterech rywali rzuciło wszystko i przyjechało.
Widać za mało ci zależało.
Skurwysyn.
Będzie go próbował sprzedać. Dzisiaj.
Jedźcie tam. Już.
Dziękuję za tak szybkie przybycie.
Proszę mi wierzyć…
było warto.
Tędy, proszę.
- I jak? - Powinni być tutaj.
STACJE ELEKTROENERGETYCZNE
- Jak tam, Daphne? - Wszystko gotowe.
Obiecałem państwu pokaz
i nie chciałbym marnować czasu.
Proszę wyjrzeć na miasto.
Oto namiastka naszych możliwości.
Teraz, Daphne.
Przyjęłam.
16: WYŁĄCZONA
Krok drugi.
I nasza.
TATE: WYŁĄCZONA
- Prezentuje możliwości klucza. - Musi mieć dobry widok.
Daphne, włącz wszystkie.
Powinni być tutaj.
Skoro ich nie widzimy, są pod nami albo nad nami.
- Chwila. - Co?
To ludzie Chucka. Chodź.
Drzwi zamykają się.
Ale światła to nie wszystko.
Zapora na Tamizie. Przejmij ją.
ZAPORA: PRZYZNANO DOSTĘP
Ta konstrukcja sprawia, że Atlantyk nie zalewa tego miasta.
A my możemy ją wyłączać i włączać. Kiedy tylko zechcemy.
Otwórzmy ją, Daphne.
ZAPORA.POZYCJA
Musi pan to zobaczyć.
Drzwi otwierają się.
- Lepiej nas przepuśćcie. - Bo co?
Nie oferuję dziś państwu tylko dysku czy serii zer i jedynek.
Sprzedaję władzę.
Jeśli ona państwa interesuje,
to ten klucz daje jej pełnię.
Zacznę licytację od kwoty, którą uważam za bardzo rozsądną:
150 milionów.
Czy usłyszę 200 milionów dolarów?
Dwieście… pięćdziesiąt.
- 250 milionów? - Tak.
No to mamy zwycięzcę. Pan Iwanow, za 250 milionów.
A jak go znam, to jeśli mają państwo rodzinę w Paryżu,
radziłbym jej się pakować. Szybko.
A wy dokąd?
- Baron. - Jak nas znalazłeś?
Jesteśmy MI6, a wy jesteście poszukiwani.
- Taka praca. - Wiesz, że mają nasze dzieci?
I wiem, że miałaś mnie za podwójnego agenta.
Słuchaj, aresztujesz nas później. Na razie puść nas do rodziny.
Nie aresztuję was, skoro nie jesteście tu, by sprzedać klucz.
Chodźcie.
Idziemy.
Ręce do góry!
Ty. Ani kroku.
- Chuck! - Obstawić drzwi!
Puść dzieci!
- Nieźle. - Miło, że zauważyłeś.
Nie wyobrażaj sobie za dużo. Znajdź klucz.
Chuck!
Zabierzcie dzieci na motorówkę.
Chodźmy.
Puszczaj!
Dokąd idziemy? Puszczaj!
Ruchy. Pośpiesz ich.
Siadać!
- Gor chce klucza. - Nie mamy go.
Radzę się przesunąć. Wciąż świetnie strzela.
Zasadzka.
Zabrali nam motocykle. Jadą na wschód. Łapać ich.
- Płyną na północny brzeg. - Pojadę tam.
Uwaga, jadę!
Widzimy się w umówionym miejscu. Weź klucz.
Robi się.
Uwaga!
Chuck otworzył zaporę.
Gdy wypłynie dalej, zgubi nas i nie będzie potrzebował dzieci.
Musimy się dostać na łódź!
Pusto. Ani śladu klucza.
Chuck płynie Tamizą na wschód.
O nie.
- Co? - Zapora jest otwarta.
Dzwonię po policję rzeczną. A ty zamknij zaporę, Wendy.
Cześć. Potrzymacie?
Czekaj!
Mam motorówkę. Gdzie jesteś?
Twoja jedenasta. Południowy brzeg.
Chodź, zgarnę cię.
Nie mogą zamknąć zapory. Zablokowali im dostęp.
Gdzie ten klucz, do cholery?
- Cześć, Ginniusiu. - Hej.
Chciałem zapytać, co mam robić. Bo jestem gotów. Na wszystko.
Na razie nigdzie się nie ruszaj.
Ale ja…
Nie wierzę, że to się stało!
To jest przerażające!
Ale robi wrażenie.
W sumie było całkiem spoko.
Przepraszam.
Boże, nic ci nie jest? Nie nagrałaś tego może? Jasne, że nie.
Jest nieprzytomna.
Boże, tak.
Dobra.
Ginniusiu, mam klucz.
Nige, jesteś fantastyczny.
Nigel ma klucz.
Powtarzam: Nigel ma klucz.
Powiedz mu, żeby zamknął zaporę!
Nige, zamknij zaporę.
Dobrze! Robi się. Dam radę.
- Świetnie. Tego się uczyłeś. - Do tego rozdziału nie doszedłem.
Cholera. Wybacz, stuknąłem cię.
No dobra…
Bądź dobrym agentem.
No tak. Delete.
To nic nie daje.
Control. Tak. Control zet.
I nic. Sekundkę.
Przepraszam.
Mogłabyś się ocknąć i mi z tym pomóc?
Nie mogłabyś. No jasne.
Mama!
Nie stójcie tak!
Boże.
Pomagajcie sobie, dobrze?
Chodź no.
Puszczaj mnie!
Kamizelki!
Niech Nigel zamknie tę zaporę!
Nigel, zamknij zaporę.
Hej, Siri, powiedz, jak…
Nigel, teraz!
Tak, Ginniusiu. Przepraszam cię.
Ale nie wszystko naraz.
Staram się!
Proszę.
Co?
No patrzcie, cudownie.
A niech mnie, to jest to.
Dobra.
ZAPORA.POZYCJA
Oby to nie zalało Londynu.
ZAMYKANIE
Udało mi się?
Chodźcie!
Szybciutko!
- Ufasz mi? - Ufam.
Mamo!
Nie trzeba. Sam to zrobię.
Leo!
Tak?
Nic ci nie jest?
- To ja cię ratuję! - Co?
Matt!
Dawaj go!
Tak. Akcje z zakładnikami źle się kończą.
ZAPORA ZAMKNIĘTA
Udało mi się.
Tak, udało mi się!
Widziałaś? Nie ma kto wiwatować!
Ale to nieważne!
Tak to robimy w MI6. No, w programie szkoleniowym.
Niesamowicie się dziś spisałeś.
- Serio? - Tak.
Z tą gaśnicą, ze smart ringiem.
Ale z ciebie bystrzak.
Myślałem, że będziesz robił w gacie.
Co? Myślałeś tak?
Nie no, co ty?
A kiedy wrócimy,
będziemy cały dzień grać w gry wideo.
Nie wypuszczę cię z domu.
- Ale mogę powiedzieć Connorowi? - W życiu.
Powiemy, że mieliście mononukleozę.
Rany. Przepraszam, że tak mocno cię ściskam.
Ale cieszę się, że jesteś bezpieczna.
Nie szkodzi. Miło mi.
- Dobrze, że się dogadały. - No.
Mój Boże. Mnóstwo przytulania.
Zdecydowanie za długo byłaś w Stanach.
Chodź.
- Gdyby co, to zaporę zamknąłem ja. - Świetna robota.
Tylko obiecaj, że to się nigdy nie powtórzy.
Obiecuję. To się nigdy nie powtórzy.
To się przenigdy nie powtórzy.
Nie żeby coś, ale chyba zdążymy na mecz.
Dobra. Jak strzeli, to wygrywamy.
Jeszcze bardziej mnie stresujesz.
Przepraszam. Ale ja nie patrzę.
Oddychać głęboko.
- Jak smok. - Jak smok!
Spokojnie, kochana.
Kobiety w tej rodzinie nie pudłują.
Jest nieustraszona. Jak jej babcia.
Tak!
- Nie. Wciąż jestem Brytyjką. - To moja córeczka!
Udało się!
Nie zbliżaj się, wąsacz.
Dobrze.
Świetnie!
Miło było was gościć. Ale kiedy wracacie do domu?
Kto mówił, że wracamy?
- Mamo. - Tak, skarbie?
Mogę pójść do Annalise się pouczyć?
Nie musisz kłamać.
Jeśli chcesz świętować z kolegami, to idź świętować.
Serio muszę się uczyć. Długo nas nie było w szkole.
No tak. Jasne.
A jeśli masz w poniedziałek czas, może obejrzymy razem film?
Jasne. Jeśli tylko chcesz.
Ja mam czas.
Dobra. Fajnie.
- Gotowi? - Tak.
Bawcie się dobrze.
Pa.
Możesz płakać. Poszła.
Nie płaczę.
Płaczesz, kochana.
I to piękne.
- Założyłam teczkę tej całej Annalise. - Słusznie.
O ile tak się nazywa.
- Nie. Tak nie robimy. - Nie. Nie robimy.
Mogę poobserwować z ukrycia, co robi z tym wąsaczkiem.
Muszę chronić wnuczkę.
Nie jest twoją wnuczką.
- Jasne? - Tak.
Ufamy jej. Nie musimy śledzić jej znajomych.
Spędźcie sobie trochę czasu we dwoje, co?
Serio?
Ja zaopiekuję się Leo.
Zrobię mu trenindżek. Nauczę go rygorów wywiadu.
- Działu IT. - Cóż…
- Zróbcie sobie wolne. - Dzięki.
Pierwsza noc bez dzieci od dawna.
Wiesz, co to znaczy.
- Sen. - Sen. O tak.
- Nie mogę się doczekać. - Nasza córka pozamiatała.
- Ba. - Wielki sukces!
- Jestem z ciebie dumna. - Weź.
Jezu, nie.
Baron! Co jest?
Co, nie mogę wpaść do przyjaciółki?
- Nie! - Nie!
Dbasz o nią?
A jak. Piętnaście lat po ślubie.
Nie o to pytałem.
Dwoje dzieci, Baron.
Dwójeczka.
Jesteś szczęśliwa?
- Tak. - No weź, koleś.
Żartowałem tylko. Na żartach się nie znacie?
- Dobra. - W porządku.
Chodzi o pracę.
Nie wracamy do branży. To była jednorazowa akcja.
- Sprawa jest poważna. - Mogłeś napisać maila.
Nie znaleźliśmy ciała Chucka.
Potrzebuję was.
No, ciebie nie bardzo, Matt. Ale Emily tak.
Musisz zrekrutować członka rodziny.
Mama z radością się zgodzi, więc porozmawiaj z nią…
Nie twoją mamę.
Twojego tatę.
Tatę?
Nie mówiłam ci o nim?
Napisy: Juliusz P. Braun
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.