All language subtitles for This.Place.2022.720p.WEBRip.x264.AAC-[YTS.MX]

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil) Download
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przed obejrzeniem filmu pomy艣l o ziemi, na kt贸rej 偶yjesz.

Kim s膮 jej pierwotni mieszka艅cy?

Film zrealizowano na terytorium plemion Mississauga, Anishinaabe,

Irokez贸w i Huron贸w.

Ten obszar chroni traktat oparty na wsp贸艂pracy oraz wsp贸艂dzieleniu ziemi

i zasob贸w wok贸艂 Wielkich Jezior.

Dzi艣 Toronto jest domem dla wielu rdzennych mieszka艅c贸w 呕贸艂wiej Wyspy.

Jeste艣my wdzi臋czni, 偶e mogli艣my pracowa膰 na tej ziemi.

Dzi臋kuj臋 za poca艂unki, b艂臋dy, powietrze. Dzi臋kuj臋, matko - jeste艣 wsz臋dzie.

Dzi臋kuj臋, ojcze - wykaza艂e艣 si臋 trosk膮. Dzi臋kuj臋 temu miejscu - wiele znios艂o.

Prosz臋 wr贸ci膰 na swoje miejsca. Przygotowujemy si臋 do l膮dowania.

Szanowni pa艅stwo, schodzimy do l膮dowania w Montrealu.

Kiedy b臋dziemy na miejscu?

MONTREAL ROK 1989

Nast臋pny!

Pan p贸jdzie z nami.

Chod藕my. Oby nas nie z艂apali.

Zapomnia艂em torby.

- Olej j膮. - Czekajcie tu!

Poka偶 dokumenty.

Koledzy je maj膮. P贸jd臋 po nie.

TO MIEJSCE

I贸hstha, patrz pod nogi.

Dobra, mamo.

- Jak by艂o w pralni? - W porz膮dku.

Jest niedaleko, ale wkurza mnie, 偶e pranie wymaga wyj艣cia z domu.

Chcesz wyjecha膰 do miasta?

W nast臋pnym lokum musz臋 mie膰 pralk臋.

Nast臋pnym lokum?

Pewnie w trakcie studi贸w zn贸w si臋 przeprowadz臋.

No tak.

Nie rozumiem, dlaczego nie posz艂a艣 na tw贸rcze pisanie w Montrealu.

Musisz wyje偶d偶a膰 a偶 do Toronto?

Maj膮 dobry program.

I s膮 tam inni rdzenni.

I du偶o Ira艅czyk贸w.

Ale po studiach wr贸cisz?

Oczywi艣cie. Kahnawa:ke zawsze b臋dzie moim domem.

B臋d臋 t臋skni膰, ma艂a.

Ja za tob膮 te偶.

Kocham ci臋.

Ja ciebie te偶.

Bardzo, ale to bardzo.

- Jak szko艂a? - Akademicki be艂kot trwa.

Ciesz si臋, 偶e robisz to, co kochasz.

- Przepraszam, nie chcia艂am. - Chcia艂a艣. Spoko, nie gniewam si臋.

Te偶 mo偶esz p贸j艣膰 na fajne studia.

Nie wywiniesz si臋. Pami臋tasz, co m贸wi艂a profesor?

Tak, ale kto chce studiowa膰 przez kolejne dwa lata? Ja nie.

- Dwa? A doktorat? - M贸wisz jak stary Tamil.

- C贸偶... - Fakt, jeste艣 starym Tamilem

Kto to?

Tata.

- Czego chce? - Nie wiem, jeszcze nie odebra艂am.

Musz臋 lecie膰 do pracy.

Hej, mamo. Dotar艂a艣 bezpiecznie?

Tak.

Wpad艂am do Ahkwesahsne, wi臋c wr贸ci艂am p贸藕niej.

Nie zostawi艂am zeszytu w twoim aucie?

Chyba nie.

Kurde. Je艣li go zauwa偶ysz, przy艣lesz mi go, prosz臋?

Jasne, rozejrz臋 si臋.

W niedziel臋 urodziny babci. Zrobi臋 chleb kukurydziany.

Dziwnie b臋dzie 艣wi臋towa膰 bez ciebie.

Jeste艣?

Tak, mamo.

Zadzwo艅 do babci z 偶yczeniami.

- Cze艣膰. - Cze艣膰, c贸reczko.

Dzwoni艂em, ale nie odbiera艂a艣.

By艂am zaj臋ta nauk膮.

Rozumiem.

殴le ze mn膮.

Odwiedzisz mnie?

C贸reczko?

Za tydzie艅 b膮d藕cie lepiej przygotowani.

Nie lubi臋 m贸wi膰 tylko do siebie.

Ca艂kiem nie藕le, ale staraj si臋 uwa偶a膰 na zaj臋ciach.

Ogarniasz matm臋, ale aktywno艣膰 nadal co艣 tu znaczy.

- A propos, przemy艣la艂a艣 to? - Co?

Nie udawaj.

- Wiesz ju偶, gdzie b臋dziesz zdawa膰? - Chyba tu, 偶eby dalej pani膮 n臋ka膰.

Studenci tylko to potrafi膮.

ZAGIN膭艁 ZESZYT

- Jak min膮艂 dzie艅? - W porz膮dku.

Gada艂am z tat膮.

Czego chcia艂?

呕eby艣my go odwiedzili.

- Dlaczego? - Jest chory.

- Tyle to wiemy. - 殴le z nim.

Powiedzia艂, 偶e ma raka.

Pojedziesz ze mn膮?

Nie chc臋 jecha膰 sama.

Postaram si臋.

Obiecujesz?

- Postaram si臋. - Dobra. R贸b, jak chcesz.

Malai.

2,99$

- Prosz臋? - Przepraszam, wzi臋艂am ci臋 za Irank臋.

2,99$.

Dzi臋ki.

- Usi膮d藕. - Dzi臋ki.

Prosz臋.

Ca艂y i zdrowy.

Dzi臋kuj臋.

Ile chcesz znale藕nego?

Luzik.

Uratowa艂a艣 zeszyt, kt贸ry jest ca艂ym moim 偶yciem.

Mo偶e przynajmniej postawi臋 ci kaw臋?

Nie odm贸wi艂abym herbaty mi臋towej.

Poprosz臋 herbat臋 mi臋tow膮 i americano. Dzi臋kuj臋.

Dzi臋kuj臋.

- Dzi臋ki. - Prosz臋.

Jaka jest twoja historia?

Dopiero si臋 tu przenios艂am. Nadal przyzwyczajam si臋

do miejskiego 偶ycia i chc臋 spotka膰 si臋 z rodzin膮.

Chcesz si臋 st膮d wyrwa膰? Mo偶emy p贸j艣膰 na spacer.

Oprowadz臋 ci臋 po mie艣cie.

- Tak, fajny pomys艂. - Fajnie.

- Pami臋tam, jak wysz艂a pierwsza cz臋艣膰. - A tw贸j ulubiony film?

"Uwodzicielka".

- Nie kojarz臋. - Nikt go nie zna.

Najlepsze, 偶e to ekranizacja ksi膮偶ki anonimowego autora.

Wyobra偶asz sobie?

Pogodzi膰 si臋 z byciem zapomnianym, niedocenionym?

Tak. Czasami przyjemnie jest znikn膮膰.

Rozumiem to.

Przera偶a mnie, kiedy ludzie czytaj膮 moj膮 tw贸rczo艣膰.

Dlatego uwielbiam matematyk臋. Liczby s膮 bezpieczniejsze ni偶 s艂owa.

- Cze艣膰, Malai. - Pani C.

Wchod藕, wstawi艂am herbat臋.

Chcia艂a pani porozmawia膰?

Rozpoczynam badania z zakresu kombinatoryki i szukam badaczy.

Od razu pomy艣la艂am o tobie.

Dzi臋kuj臋.

Kombinatoryka... Niez艂e z nas nerdy.

To nie dobroczynno艣膰. Zapracowa艂a艣 na to.

Ale uniwersytet przyjmuje zg艂oszenia tylko od magistrant贸w.

Widz臋, co pani robi.

Wszyscy chc膮, 偶ebym kontynuowa艂a studia.

Pani, Ahrun... Mam pozwoli膰, 偶eby Ahrun p艂aci艂 rachunki

przez kolejne dwa lata szko艂y?

Wynagrodzenie wchodzi w gr臋, ale owszem, niewielkie.

Po prostu masz ogromny potencja艂.

Malai, mi艂o ci臋 widzie膰.

- Zn贸w na ciebie naciska? - Jak zawsze.

- Przypomnienie ci zadzwoni艂o. - Dzi臋ki, skarbie.

M贸wi艂a艣 jej?

To 偶adna nowo艣膰, ale staramy si臋 o dziecko.

Super!

Dlatego ci臋 potrzebuj臋.

Pomy艣l o aplikowaniu.

- Przyjecha艂a艣! - Oczywi艣cie, umawia艂y艣my si臋.

Chyba, 偶e odwidzia艂a ci si臋 naukowa randka?

- Sk膮d! - To dobrze.

Co dzi艣 piszesz? Wiersze?

- Tak, na warsztaty poetyckie. - Warsztaty?

S膮 darmowe i odbywaj膮 si臋 tu.

Dobry spos贸b, 偶eby pozna膰 ludzi i pisa膰.

Czad. Jak ci idzie?

Jeszcze niczym si臋 nie dzieli艂am. Stresuje mnie to.

Ale pisz臋 wiersz i potrzebuj臋 feedbacku.

O czym jest?

O rodzinie. Chyba.

Mog臋 przeczyta膰?

Nie jest gotowy.

Arty艣ci traktuj膮 swoje rzeczy megaserio. M贸j kumpel ma tak samo z muz膮.

- Musi by膰 idealnie, inaczej nie poka偶e. - Nie mylisz si臋.

- A ty nad czym pracujesz? - Nie wiem, czy ju偶 "pracuj臋".

- Jak to? - M贸wi艂am ci o dr Campbell?

Pcha mnie na podyplom贸wk臋.

Robi艂a to subtelnie, a偶 w ko艅cu wr臋czy艂a mi podanie.

- Czyli uwa偶a, 偶e masz spore szanse. - Tak. Pomaga wszystkim.

Jest najlepsza.

Musi by膰 fajnie mie膰 kogo艣, kto tak ci kibicuje.

Tak.

B臋dziesz aplikowa膰?

Nie wiem. Kontynuowanie szko艂y dla matmy chyba nie jest sexy.

- Moim zdaniem jest. - Tak?

Tak. Powinna艣 to zrobi膰.

Czuj臋, 偶e nic nie napiszemy.

Raczej nie.

Wyluzowana jak zawsze. Wbija jak do siebie.

Drzwi by艂y otwarte. Twoja wina.

- Zawsze to samo. - Widz臋, 偶e zn贸w dzia艂asz.

Nigdy nie przesta艂em!

- Nad czym pracujesz? Brzmi pi臋knie. - Dzi臋ki.

Dosta艂em zlecenie jako kompozytor.

- Idzie powoli, ale kierunek jest fajny. - To najlepsze, co dzi艣 us艂ysza艂am.

- Serio? - Tak.

- Musisz mie膰 nudne 偶ycie. - Taki z ciebie komik?

M贸wi臋 serio.

Super, 偶e komponujesz. Jeste艣 艣wietny, ludzie musz膮 ci臋 us艂ysze膰.

Dzi臋ki. Wiem, 偶e mnie wspierasz.

- Zawsze. - Co dla mnie masz?

- Piero偶ki. - Znasz mnie!

- A jak. - Czad.

- Z warzywami, tylko dla ciebie. - Prawid艂owo. Doskonale.

Prosz臋.

- Od kt贸rych zacz膮膰? - Spr贸buj tych.

Co u twoich rodzic贸w? Zw艂aszcza u taty, jestem jego faworytk膮.

Zabawne, 偶e pytasz.

Wczoraj do mnie dzwoni艂. Chce, 偶ebym pom贸g艂 mu przemalowa膰 dom.

To w nim uwielbiam.

To, 偶e zawsze ma dla nas projekt?

To, 偶e proponuje wsp贸lne aktywno艣ci.

W sumie racja.

To brzmi ckliwie, ale taka prawda.

Licz膮 si臋 ma艂e rzeczy.

Tak. Jak te w twoich z臋bach.

- Chcesz si臋 przyjrze膰? - Nie r贸b tego.

- Wiedzia艂em. Jeste艣 oble艣na. - Czego oczekiwa艂e艣?

- Od ciebie? Niczego innego. - Ale i tak mnie kochasz.

Tak. Kocham ci臋.

Ja ciebie te偶.

A wi臋c... mog臋 o co艣 spyta膰?

- Pewnie. - Nazywasz si臋 Kawennio贸hstha.

Sk膮d to imi臋?

Pochodzi z Kahnawa:ke, rezerwatu pod Montrealem.

- Czyli jeste艣... - Mohawk膮.

Inaczej sobie wyobra偶a艂am Mohawk贸w.

Jak ich sobie wyobra偶a艂a艣?

Chyba tak, jak przedstawiaj膮 ich w filmach.

Przepraszam.

C贸偶. Teraz ju偶 wiesz.

Mama jest wymieszana, a ojciec to Ira艅czyk.

Ale wychowa艂am si臋 w rezerwacie, wi臋c jestem rdzenna.

Jak to si臋 sta艂o?

Po cz臋艣ci dlatego tu jestem. 呕eby si臋 dowiedzie膰.

- A ty sk膮d pochodzisz? - Jestem Tamilk膮 ze Sri Lanki.

- To ma艂a wyspa obok Indii. - Nigdy o niej nie s艂ysza艂am.

Spoko, to normalne. Ludzie bior膮 mnie za Hindusk臋.

Moi rodzice uciekli tu przed wojn膮 domow膮.

To ob艂臋d, 偶e wyl膮dowali艣my w Kanadzie.

To znaczy?

W 1948 Brytyjczycy opu艣cili Sri Lank臋.

Rz膮dz膮cy Syngalezi, czyli wi臋kszo艣膰 etniczna,

wdali si臋 w wieloletni膮 wojn臋 z du偶膮 mniejszo艣ci膮, czyli Tamilami.

Winni s膮 przede wszystkim Brytole

i ich jebane "dzielenie i rz膮dzenie".

A my wyl膮dowali艣my w Kanadzie, gdzie oficjalnie, kurwa, rz膮dzi kr贸lowa.

Wraca艂a艣 tam?

Jeszcze nie. Nikt z mojej rodziny nie wraca艂.

Mo偶e kiedy艣? Zobaczymy.

Teraz nie czu艂abym si臋 z tym dobrze, zw艂aszcza po ludob贸jstwie.

Chyba nigdy wcze艣niej nie pozna艂am Mohawka.

W膮tpi臋. Pewnie o tym nie wiedzia艂a艣.

Za to ja nigdy wcze艣niej nie pozna艂am Lankijki.

Uwa偶am si臋 za Tamilk臋.

Nie chc臋 uto偶samia膰 si臋 z nazw膮 tego kraju

po tym, co zrobi艂 rz膮d.

S艂usznie. Ja nie uwa偶am si臋 za Kanadyjk臋.

Poprawka: jeste艣 pierwsz膮 Tamilk膮, jak膮 pozna艂am.

Bzdura. Pewnie bra艂a艣 nas za Hinduski.

Obie nas ludzie bior膮 za Hinduski.

Hej, to ja. Dawno si臋 nie odzywa艂a艣.

Oddzwo艅, jak b臋dziesz mog艂a. Jestem ciekawa, co u ciebie.

Kocham ci臋.

Cze艣膰, tato.

Moje dziecko.

Gdzie Ahrun?

W pracy.

- Pomog臋 ci. - Pomo偶esz?

- Tak mi... - Wiem, to skomplikowane.

- Kiedy twoja mama... - W porz膮dku.

Kiedy wracasz? M贸wi艂a艣, 偶e przyjedziesz na festiwal.

Nie jestem pewna.

Jeste艣 a偶 tak zaj臋ta?

W sumie tak. I mam warsztaty.

By艂oby super, gdyby艣 wpad艂a.

Nie wiem, czy dam rad臋.

Co si臋 dzieje?

Czuj臋, 偶e co艣 jest nie tak.

Po prostu...

Miasto troch臋 mnie przyt艂acza i tyle.

- Mam drugi telefon. - I贸hstha... - Oddzwoni臋.

Kocham ci臋, pa.

- Cze艣膰. - Jak tam?

Jak ci min膮艂 dzie艅?

W porz膮dku. By艂 d艂ugi.

- Wierz mi, rozumiem ci臋. - Tak?

Co si臋 sta艂o?

Pierwszy raz od 4 lat widzia艂am ojca.

Le偶y w szpitalu.

Jak by艂o?

Trudno powiedzie膰. Dziwnie.

Nie widzia艂am go tyle lat, ale...

Przysz艂o mi to zaskakuj膮co 艂atwo.

Chyba...

z dnia na dzie艅 staje si臋 dla mnie coraz ja艣niejsze, 偶e...

ca艂e 偶ycie pr贸bujemy uwolni膰 si臋 od swojej rodziny.

Chyba ucz臋 si臋, 偶e nale偶y wybacza膰.

Komu pr贸bujesz wybaczy膰?

Mamie.

Za to, 偶e nie powiedzia艂a o mnie tacie.

I tacie za to, 偶e o niej zapomnia艂.

W艂a艣nie dlatego kocham liczby.

S膮 prostsze, wystarczy skupi膰 si臋 na jednym zadaniu,

a偶 w ko艅cu je rozwi膮偶esz.

W ka偶dym razie, chcia艂am si臋 dowiedzie膰, czy wpad艂aby艣 dzi艣

na imprez臋 do moich znajomych.

Pewnie. Brzmi super. Ch臋tnie pota艅cz臋.

- Pode艣l臋 ci szczeg贸艂y. - Dobra. Pa.

Co tam?

I贸hstha, to Dwayne i Chanel.

Mi艂o mi.

- Nowa w mie艣cie? - Sk膮d wiedzia艂a艣?

Bo rozgl膮dasz si臋 przera偶ona.

- Odpu艣膰 jej. - Sorry, musz臋 odebra膰.

- Troch臋 si臋 nie widzieli艣my. - Wiem. - Gdzie ci臋 wywia艂o?

By艂am zaj臋ta szko艂膮, rodzin膮.

- M贸wi艂am, 偶e oddzwoni臋. - Co si臋 dzieje?

- Znikasz jak magik. - A kiedy ostatnio by艂e艣 na mie艣cie?

Ma racj臋.

Musia艂am si臋 rozerwa膰. Przyprowadzi艂am now膮 kole偶ank臋.

- Tak? - Co? - "Kole偶ank臋"?

- Jasne. - O co wam chodzi?

- Jest w twoim typie. - Sko艅czyli艣cie?

- P贸ki co. - Daj opaski i chod藕my do 艣rodka.

- Wiem, 偶e co艣 ci臋 gryzie. - Zadzwoni臋 p贸藕niej.

Kocham ci臋. Pa.

- Dzi臋ki. - Prosz臋.

- Do zo! - Widzimy ci臋.

- O co mu chodzi艂o? - Nie przejmuj si臋.

- Gotowa na powr贸t? - Niezbyt.

- Jakby co mo偶emy posiedzie膰 u mnie. - Tak?

- Tak. - Fajnie.

Fajnie.

Chod藕.

- Gdzie by艂a艣? - Na mie艣cie.

Malai. Chod藕 tu.

- Musz臋 si臋 zdrzemn膮膰. - Prosz臋, podejd藕.

- Co jest? - Gdzie by艂a艣?

- Na mie艣cie, z kole偶ank膮. - Pi艂a艣?

Tylko kilka drink贸w. Co z tego?

- Co z tob膮? - Czemu ci臋 nie by艂o?

U taty.

To, 偶e jest chory, niczego nie u艂atwia.

- Mam prze偶ywa膰 za nas dwoje? - To nie takie proste.

M贸wisz tak, jakbym nic nie po艣wi臋ci艂, 偶eby艣my mogli jako艣 偶y膰.

Chodzisz na studia, robisz to, co kochasz. Te偶 bym chcia艂!

Ale co noc musz臋 pracowa膰 i wszystko ogarnia膰. Jestem kurewsko zm臋czony.

Tata jest chory jak kiedy艣 mama. Musisz si臋 z tym, kurwa, zmierzy膰.

Im d艂u偶ej prze偶ywam za nas dwoje, tym bardziej z偶eraj膮 ci臋 emocje.

- Zrozum, 偶e nie jestem gotowy. - Zdaje si臋, 偶e zosta艂o mu ma艂o czasu.

- Dosta艂am maila. Chcia艂a pani pogada膰? - Tak, wchod藕.

- Nie odda艂a艣 ostatniej pracy. - Ja...

Nie jeste艣 taka. Co si臋 dzieje?

Tata si臋 odezwa艂.

Powiedzia艂, 偶e ma raka.

Tak mi przykro.

- Jak si臋 trzymasz? - W porz膮dku.

Wy艣l臋 prac臋 jak najszybciej.

Chcia艂bym...

wr贸ci膰 do Yalpanam.

Wiedli艣my proste 偶ycie.

Wszyscy mieszkali blisko siebie.

A teraz... 呕ycie tu, tak daleko...

w tych ostatnich chwilach...

Nigdy nie b臋dzie tak jak kiedy艣.

Teraz to jest nasz dom.

Nic nie zast膮pi domu.

Nie mo偶emy tam wr贸ci膰 i 偶y膰 szcz臋艣liwie.

Wsz臋dzie jest trudno.

Wierz臋, 偶e kiedy艣 tam wr贸cisz i zobaczysz sw贸j dom.

Chcia艂abym.

Musisz. To raj.

Wierz臋. Widzia艂am zdj臋cia w Internecie.

Jest inaczej ni偶 w Internecie.

Opowiedz.

Dzie艅 dobry. Pom贸c w czym艣?

Szukam Behrooza.

Przepraszam, pomyli艂am si臋.

To jego dom. O co chodzi?

Kto to?

Obywatele Chateauguay, granicz膮cy z Kahnawa:ke, spalili kuk艂臋 Indianina.

Nie rozumiem.

Porzuci艂em wszystko przez wojn臋.

Przed niekt贸rymi wojnami si臋 ucieka.

Musia艂e艣 uciec przed swoj膮.

Nie musisz rozumie膰.

Nie chc臋 ci臋 straci膰.

Wiem.

Ale teraz... musz臋 by膰 z moj膮 spo艂eczno艣ci膮.

Wszystko we mnie ka偶e mi wr贸ci膰 do Kahnawa:ke.

Wojsko wkracza do rezerwatu.

Patrz, co si臋 dzieje.

Zmusza Mohawk贸w do kapitulacji.

Je艣li teraz nie wr贸c臋, b臋d臋 偶a艂owa膰.

Czuj臋 si臋 wzywana do domu.

Przykro mi, ale nie mam innego wyj艣cia.

Przepraszam za naj艣cie.

Przykro mi, 偶e nie ma tu Ahruna.

Nie mam do niego 偶alu.

Rozumiem go.

Moje picie...

Gdy m贸j ojciec odszed艂...

nie zd膮偶y艂em si臋 z nim zobaczy膰.

Wyrzuty sumienia, kt贸re mia艂em...

Nie chc臋, by Ahrun tego do艣wiadczy艂.

Przeka偶 mu ten list.

Prosz臋, wybacz mi.

- Herbaty? - Je艣li masz mi臋tow膮.

Przynios臋.

Malai. Na jaki艣 czas wracam do Kahnawa:ke

Nie potrafi臋 tu by膰.

Musisz wraca膰 teraz?

Czuj臋 si臋, jakbym ton臋艂a.

Jakby tylko to mia艂o sens.

Jakbym nie mia艂a wyboru.

Nie chc臋 ci臋 straci膰.

Zw艂aszcza teraz.

Trac臋 sam膮 siebie.

Strasznie t臋skni臋 za mam膮. Chcia艂abym, 偶eby tu by艂a.

Wiem, jak trudno si臋 tu odnale藕膰, kiedy mamy w艂asne problemy.

Racja, ale to nie fair. Nie powinna pani mie膰 wszystkiego na g艂owie.

Ma pani prac臋,

- a studenci zasypuj膮 pani膮 problemami. - Ciesz臋 si臋, 偶e to widzisz.

Mo偶esz na mnie liczy膰, ale nie przychod藕 tu codziennie.

Mam sporo pracy.

Kahnawa:ke - terytorium Mohawk贸w

Wszystko gra, ma艂a?

M贸wi艂a艣, 偶e wracasz, ale nie powiedzia艂a艣, co si臋 dzieje.

Co jest?

Znalaz艂am go.

Dlaczego mu o mnie nie powiedzia艂a艣?

Zawsze unika艂a艣 odpowiedzi.

Robi艂am, co mog艂am.

Kocha艂am twojego ojca.

My艣la艂am, 偶e sp臋dz臋 z nim ca艂e 偶ycie.

Ale w 1990 spo艂eczno艣膰 nas potrzebowa艂a

Nie mog艂am zabra膰 go ze sob膮.

Wybra艂am nas.

Nasz膮 kultur臋.

Cho膰 mnie to dobija艂o,

moja mi艂o艣膰 do pochodzenia przeros艂a mi艂o艣膰 do Behrooza.

Nie 偶a艂uj臋, 偶e go kocha艂am.

Ani tego, 偶e ci臋 mam.

Ale 偶a艂uj臋, 偶e mam ci臋 z Behroozem.

Kawennii贸hstha. Mam mieszan膮 krew.

Przez to musia艂am broni膰 naszej pozycji w spo艂eczno艣ci,

wi臋c ty musia艂a艣 by膰 rdzenna.

Pogodzi艂am si臋 z tym, 偶e Behrooz musi odej艣膰.

Ukorzeni艂am ci臋 w tym miejscu.

By艂a艣 Mohawk膮.

By艂a艣 moja.

Ale nie dano mi szansy by膰 jego.

Chcia艂bym wr贸ci膰 do domu.

Chod藕 tu.

Kocham ci臋.

Tato?

Ahrun tu jest. Sp贸jrz.

Ahrun?

Przyjecha艂e艣.

Tato?

Tato.

Usi膮d藕.

Jeste艣 przepi臋kna.

艢ni艂am o tym wiele razy...

Wyobra偶a艂am sobie t臋 chwil臋.

Od kiedy o mnie wiesz?

Znalaz艂am twoje zdj臋cia.

I listy, kt贸re pisa艂e艣 do... mojej mamy.

Kiedy tylko ci臋 zobaczy艂em...

wiedzia艂em, kim jeste艣.

Czu艂em, 偶e zostawi艂em za sob膮 nie tylko twoj膮 matk臋.

Uciek艂em przed jedn膮 wojn膮,

a ona chcia艂a wr贸ci膰 na inn膮.

Nie rozumia艂em jej.

Nie rozumia艂em jej walki.

Porzuci艂em...

wszystko.

Ten kraj...

da艂 i zabra艂 tak wiele...

By膰 mo偶e nigdy nie zrozumiem tego, co si臋 sta艂o

Ale tak si臋 ciesz臋, 偶e w ko艅cu ci臋 widz臋.

Dziwne.

To wszystko, co po nim zosta艂o.

Sam proch.

W艂o偶enie go do trumny...

skremowanie...

To wydaje si臋 niew艂a艣ciwe.

Po pogrzebie cia艂o zostaje spalone.

Zabieramy cia艂o na wiejski cmentarz,

k艂adziemy na drewnie i podpalamy stos.

To inny 艣wiat, co?

Mo偶e zabierzemy prochy do kraju? Rozsypiemy je w oceanie?

Do domu? 呕eby tam spocz膮艂?

Ale kto wie, kiedy. Przez to, co si臋 tam dzieje.

Oby wkr贸tce by艂o na tyle bezpiecznie, 偶eby艣my mogli wr贸ci膰.

Oby.

Dr臋czy mnie to, 偶e on nie zd膮偶y艂 wr贸ci膰.

Zbyt wielu ludzi ca艂e 偶ycie marzy o powrocie do domu.

Na pr贸偶no.

Tak, ale by膰 mo偶e dla takich jak my

"dom" to rzecz wzgl臋dna.

Gdy nie masz dok膮d i艣膰, tworzysz dom tam, gdzie si臋 da.

Tak zrobili rodzice.

W Iranie, w艣r贸d przyjaci贸艂 i rodziny,

czytujemy poezj臋 Hafeza. Wtedy czytany jest tw贸j Fal.

Fal to taka wr贸偶ba

Kto wyrecytuje najlepsz膮 poezj臋,

losuje wiersz dla ka偶dej osoby,

a one wymy艣laj膮 偶yczenie.

Przeczyta膰 ci tw贸j Fal?

Dobra.

Najpierw pomy艣l 偶yczenie.

"Wszystkie twe wyobra偶enia zimy na twym niebie widz臋.

Rozumiem rany, kt贸re wci膮偶 si臋 w tobie goj膮.

Istniej膮, gdy偶 B贸g i Mi艂o艣膰 nie s膮 jeszcze do艣膰 prawdziwi,

by艣 m贸g艂 wybaczy膰 marzeniu.

Wci膮偶 s艂uchasz starej piosenki,

co ci b贸l przynosi.

Teraz ws艂uchaj si臋 w Jego b臋ben i flet.

Wpatrz si臋 we wspania艂y 艂uk Jego brwi,

kt贸ry podtrzymuje i poszerza wszech艣wiat.

Czu艂em, 偶e...

odwiedzaj膮c go, wybacz臋 mu.

A nie wybaczy艂em.

Skomplikowana sprawa.

Nadal pr贸buj臋. I chc臋.

Przynajmniej zd膮偶y艂 ci臋 zobaczy膰.

Wypowiedzia艂 twoje imi臋. Wiedzia艂, 偶e tam jeste艣.

- Co robisz? - Potrzebujesz otuchy.

Ta niezr臋czna chwila wydawa艂a si臋 dobra.

- Jeste艣 niedorzeczna. - Wiem.

Mamy siebie nawzajem. Rodzice zadbali cho膰 o to.

Tak.

Oboje mamy miejsce na rozw贸j.

I zdecydowanie potrzebujemy terapii.

C贸偶...

W艂a艣ciwie to ju偶 si臋 um贸wi艂em na sesj臋.

- Serio? - Mam nad czym pracowa膰.

- No co ty? - Uwa偶aj.

A tak serio, wierz臋 w ciebie.

To najmilsze, co mi powiedzia艂a艣 od dawna.

Ostatnio jeste艣 markotna. Wiem, 偶e nie tylko przez tat臋.

Wi臋c o co chodzi?

- Pozna艂am kogo艣. - My艣lisz, 偶e nie wiem?

Ci膮gle si臋 wymykasz. Przez to, 偶e go znam?

Kim on jest?

Ona.

Nie wiedzia艂em.

Od zawsze wiedzia艂am, ale dopiero ona mnie upewni艂a.

Kumam.

- Spodziewa艂am si臋 innej reakcji. - Nisko mnie cenisz.

Jasne.

I co si臋 dzieje?

Niewiele. Obie mamy sporo na g艂owie.

Nie wiem, na jakim ona jest etapie i nie chce nic zak艂ada膰.

Chyba w艂a艣nie zak艂adasz?

Mo偶e czas, 偶eby艣 si臋 do niej odezwa艂a?

Idealnej chwili nie b臋dzie. Nie ma co zwleka膰.

Widz臋, 偶e bardzo j膮 lubisz.

Tak. Jest mega.

- Jak ma na imi臋? - Kawennii贸hstha.

Pierwsze s艂ysz臋.

Jest Mohawk膮 i Irank膮.

Takie rzeczy tylko tu.

Teraz ty?

Spadaj.

To tylko bazgro艂y.

Cze艣膰.

Ostatnio prosi艂am, 偶eby ka偶dy przyni贸s艂 wiersz, kt贸rym si臋 podzieli.

Kto pierwszy?

"艢ni艂y mi si臋 nieotwarte drzwi

Utkn臋艂am i nie mam dok膮d i艣膰

Z kolorowego papieru wyci臋艂am twe oczy, usta i nos

Szepta艂am rozmowy i wyobra偶a艂am sobie tw贸j g艂os.

Co jest sednem bycia ojcem?

Czy wszystkie serca to studnie puste? Czekaj膮 i robi膮 miejsce na wi臋cej?".

I贸hstha, to by艂o pi臋kne. Dzi臋kuj臋

Dobra robota.

Kto nast臋pny?

W dzieci艅stwie tata robi艂 nam testy.

By艂o z 20 pyta艅, mieli艣my tylko 2 minuty. Absurd!

Tata tresowa艂 ci臋 od pocz膮tku? To mi艂e wspomnienie.

- Pogrzeb by艂 pi臋kny. - Prawda?

- Jak si臋 czujesz? - Lepiej.

Rozmawiam z bratem.

Zaczyna si臋 z tym godzi膰 i dociera do niego,

偶e w pewnych sprawach mia艂am racj臋, co...

jest now膮, ale mi艂膮 zmian膮.

Najwy偶szy czas.

Trudno w to uwierzy膰. Tyle si臋 zmieni艂o...

I贸hstha?

Dwayne! Cze艣膰.

Jak tam?

W porz膮dku. Wyjecha艂am na jaki艣 czas.

- A u ciebie? - Dobrze. Widzia艂a艣 si臋 z Malai?

Nie, dopiero wr贸ci艂am.

Jasne. Wiesz, jak si臋 trzyma po...?

Po...?

Po tym, jak jej ojciec...

Co z nim?

Przepraszam. My艣la艂em, 偶e wiesz.

- Kto to? - Nie wiem.

Otw贸rz.

Cze艣膰.

Powinnam dzwoni膰, zanim wpadn臋.

Kawennii贸hstha?

Tak, to ja.

Jest Malai?

Co si臋 dzieje? Co tu robisz?

Przepraszam, chcia艂am tylko zobaczy膰, jak si臋 trzymasz.

I czy chcesz pogada膰.

Spoko. Wchod藕.

Wpad艂am na Dwayne'a. Powiedzia艂 mi o twoim ojcu.

Nie wiem, czy b臋dzie wam smakowa艂o, ale zrobi艂am chleb kukurydziany.

Dzi臋ki.

Malai.

Przepraszam.

呕a艂uj臋, 偶e nie by艂am dla ciebie oparciem.

M贸wi艂am, 偶e potrzebuj臋 przestrzeni, co by艂o prawd膮.

Zyska艂am j膮. W ko艅cu pozna艂am ojca.

W tym czasie zrozumia艂am, 偶e...

chc臋, 偶eby艣my wspiera艂y si臋 w trudnych chwilach, bo...

chc臋 by膰 z tob膮.

Ale zrozumiem, je艣li tego nie podzielasz.

Twoja rodzina tyle przesz艂a, wi臋c je艣li potrzebujesz czasu...

SCENARIUSZ

WYST膭PILI

RE呕YSERIA

ZDJ臉CIA

MUZYKA

Wersja polska na zlecenie HBO HIVENTY POLAND

Tekst: Kuba Kwiatkowski

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.