Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
/Każdy chce się załapać /na łajbę Van Gogha.
/Nie ma podróży tak strasznej, /by nikt w nią nie wyruszył.
/Idea nierozpoznanego geniusza...
/harującego na poddaszu /jest całkiem nierozsądnie urocza.
/To właśnie życie Vincenta /Van Gogha...
/tak naprawdę dało początek /temu mitowi.
/Bo ile obrazów on sprzedał? Jeden?
/Nie mógł ich po prostu rozdać.
/Choć był prawdopodobnie najbardziej nowoczesnym artystą, wszyscy go nienawidzili.
/Jesteśmy tak zażenowani jego życiem, /że cała dalsza historia sztuki...
/będzie jedynie karą za /zaniedbanie Van Gogha.
/Nikt nie chce być częścią pokolenia /które przeoczy kolejnego Van Gogha.
/W tym mieście, artysta żyje /pod łaską uznania.
/Publiczny wizerunek jest /tu najważniejszy.
/Częścią pracy artysty jest, /sprawić bym zobaczył jego prace.
/Ja jestem symbolicznym odbiorcą.
/Jestem okiem społeczeństwa, /świadkiem, krytykiem.
/Widząc pierwszy raz /nowy obraz...
/nie chcesz przegapić tego statku.
/Musisz być bardzo ostrożny.
/Być może patrzysz na /ucho Van Gogha?
Willie Mays! Co u ciebie?
Siostro!
Ostrygi Rockefeller i wino Pouilly-Fuissé, proszę.
Nie serwujemy tego.
Dobrze, Gina. Cheeseburger i kawa.
To jest Rene. Pisze dla "Art Forum".
To pieprzony pedał.
Co zamawiacie?
- Naleśniki. - Naleśniki?
A dla ciebie?
Ja napije się kawy.
Kawa. A dla ciebie kawy?
Nie? Ok.
Nie możesz tu tego trzymać.
- Co? - Nie możesz tu tego trzymać.
Czego? Jej?
Schowaj to.
To się nazywa rozrywka.
Na stole malowane.
Jestem teraz trochę zajęty, wiesz Benny.
Dobranoc.
- Co o tym myślisz? - Co?
- Co o tym myślisz? - Bardzo ładny.
To ja.
W porządku! Nie będziesz mi tu brudzić. Spójrz na siebie. Wynocha!
Ok? Żegnam!
- Gdzie moje naleśniki? - Lech, daj mu zamówić!
Zamówić? Oszalałaś? Wynocha.
- Nie znoszę tego. - A myślisz, że ja tak? Jezu Chryste.
Trzymaj. Przepraszam.
- Jak masz na imię? - Gina.
Gina.
Cześć mamo.
Zamierzam się ożenić.
Podoba ci się tu?
Jest w porządku.
Hej, Gina!
Mogę odprowadzić cię do domu?
Jasne.
Gram w kapeli. Gramy w Mudd Club w czwartek.
Wpisałem cię na listę.
Nie cierpię Mudd Club.
Nocowałeś w lesie?
Bo wyglądasz jakby przydała ci się porządna kąpiel.
- Jestem czysty. - Naprawdę?
Tak. Powąchaj mnie. Zawsze dobrze pachnę.
Nie wiem czemu. Po prostu dobrze pachnę.
Wierzę ci na słowo.
Po prostu przyjdź w czwartek.
Nie, za dużo tam rozrywkowych panienek.
Rozrywkowych panienek? Nic mi o tym nie wiadomo.
Mogę zadzwonić?
Pewnie.
Zrobiłem to dla ciebie.
Dzięki.
Willie Mays.
Pamiętasz ten film Franki'ego?
Zmontowaliśmy go. Wygląda całkiem nieźle.
Naprawdę nieźle. Zastanawiam się czy...
nie podłożyć pod to "Drum mode"...
i zrobić z tego niezły teledysk.
Rozumiesz, muzyka i wideo.
Naciśnij "play" na sprzęcie, o tam.
Naciśnij "play" na sprzęcie.
Co, nie podoba ci się z muzyką?
Wolę tak.
Tak jest nudne.
To jak oglądanie malowidła.
Potrzeba muzyki, człowieku.
Potrzeba dźwięku.
/ten człowiek uderzył mnie, /a ja leżałam na ziemi.
"Leżałam na ziemi".
/- Boom, naprawdę! - Co ona powiedziała?
/- Boom, naprawdę! - Boom, naprawdę!
Twój ojciec dzwonił.
Chce się umówić z tobą na lunch czy coś.
/Słucham?
- Czy to telefon zaufania dla samobójców? /- Tak.
/- Nazywam się Joe. A ty? - Jean Michel.
/Jean Michel. /To francuskie?
Haitańskie. Zaraz rozwalę sobie łeb.
/Chwileczkę, porozmawiaj ze mną.
- Nie zaraz połknę te prochy. /- Jakie prochy?
Czerwone, niebieskie, zielone, całą pieprzoną tęczę.
Współwięźniowie mnie szantażują.
/- Jesteś w więzieniu? - Nie. To miasto mnie zabija.
/Opowiedz mi o tym. /Rozmawiasz z właściwym facetem.
/- Jak ono cię zabija? - Chłopak mnie rzucił.
/Znam to. Kochasz go?
Nie specjalnie.
Jestem samotny. Wszyscy tu jesteśmy.
Ludzie szanują głupców, a mnie nikt nie szanuje
/Ja ciebie szanuję, chociażby, /za to że zadzwoniłeś.
/To nie była łatwa decyzja.
Przestaniesz być tak arogancki, kiedy policja przyjedzie.
/Wszystko w porządku? /Co to za hałas?
To moja matka.
/- French? /- Haitian. Rainbow.
/- Killing me. /- Haitian. Trustees are harassing me.
/- Talk to me. /- Reds, blues.
/- You okay? /- Not especially.
/- Reds, blues, greens. Haitian. /- French?
/- Hello? /- Haitian.
/- Police arrive. /- Hello? Talk to me.
/- What's that noise? /- Trustees are harassing me.
/You okay? French?
/Rainbow. /Trustees are harassing me.
/Police arrive. /Trustees are harassing me.
Myślałem, że nienawidzisz tego miejsca.
To prawda.
Nigdy wcześniej tu nie byłam. Fajnie tu.
- Chodźmy stąd. - Ok.
Jean, przynieś mi śrubokręt krzyżakowy.
Jaki?
Śrubokręt krzyżakowy, jest w skrzynce.
Pewnie.
- Krzyżakowy, tak? - Tak.
Nie masz tu takich.
Trzymasz jeden w ręce.
To jest zwykły śrubokręt. To jest krzyżakowy, z krzyżykiem na czubku.
Później pokażę ci wszystkie narzędzia.
- Cześć Rene. Fajny garnitur. - Wymienię go za twoje buty.
- Mogę zadzwonić? Nie masz nic przeciwko? - Proszę bardzo.
-To do Paryża, do Bernarda. Znasz Bernarda? - Picasso? - Tak.
- Ok. - Ok.
- Pozdrowisz go ode mnie? - Pozdrowię go.
- Ok. - Dzięki.
Podoba mi się z tym obrazem w tym miejscu
Na ciebie też przyjdzie czas. Na ciebie taż przyjdzie.
Ale dobrze mieć pracę, z której można w razie czego wyżyć.
Dlatego zostałem elektrykiem.
Starcza na życie. Wiesz, ja też jestem artystą.
- Super, nie wiedziałem. - Pewnie.
Rzeźbię. Naprawdę dopiero niedawno znalazłem właściwą drogę.
Ile masz lat, 20?
Jesteś zupełnie taki jak ja byłem.
W lipcu kończę 40, I wiesz co?
Cieszę się, że dotąd mnie nie dostrzeżono.
Miałem czas by się rozwinąć.
- Możemy usunąć ten syf? - Nie, nie. Nie rób tego.
- Nie widzę obrazu. - Przepraszam, ty tam. Jak masz na imię?
Możesz tu przyjść i przesunąć te rzeczy?
Nazywam się Jean Michel Basquiat. Słyszałeś o mnie?
- Nie, a powinienem? - Ja także jestem malarzem.
Doprawdy? To szkoda.
Tylko żartuję.
Kimkolwiek jesteś, możesz gdzieś przesunąć te śmieci?
Nie widzimy obrazu.
Przygadał ci.
- No chodź. - Daj spokój, stary.
Zgaś tą fajkę.
Benny, nie myślałem, że naprawdę to zrobimy.
Mój boże, rujnujesz wszystkie moje marzenia.
- Jakie marzenia? - Zagraj D.
O tobie, będącym piewszym pół Portorykańcem grającym dla Knicks.
- Zagraj D. Otwórz ręce. - Jestem otwarty.
Otwórz je. Patrz w dół. Właśnie tak.
Hej, Benny, jak dużo czasu potrzeba by stać się sławnym?
Dla muzyka czy dla malarza?
Nieważne. Sławnym.
Cztery lata.
sześć by się wzbogacić.
Po pierwsze musisz się odpowiednio ubierać.
I musisz zacząć zadawać się ze sławnymi ludźmi.
Rozumiesz? Zaprzyjaźnić się z odpowiednimi blondynami.
Uczęszczać na odpowiednie przyjęcia. W dobrym towarzystwie.
A w wolnych od tego chwilach musisz cały czas tworzyć.
Mam na myśli jednak ten sam typ pracy, ten sam styl...
by ludzie mogli cię rozpoznać i nie mylić z innymi, rozumiesz?
A gdy jesteś już sławny, jesteś wysoko, wiesz...
musisz dalej robić to w ten sam sposób...
nawet jeśli to nudne. Nie chcesz chyba żeby...
ludzie naprawdę się wkurzyli na ciebie, zresztą i tak się wkurzą.
- No chodź, idźmy już. - Strzelaj! No dawaj.
Chodzi mi o to, że sławni ludzie to z reguły niezłe głąby.
Jesteś na to zbyt mądry.
Nie chcesz chyba skończyć jak John Henry, wiesz, walcząc z machiną.
- John Henry? - Absolutnie.
John Henry pracował na kolei...
wbijając nity, kładąc tory.
A pewnego dnia wynaleźli maszynę która robiła to samo.
A on na to...
''Pieprzyć to. Jestem mężczyzną.''
Więc, wyzywa maszynę na pojedynek w układaniu jednej mili torów.
Wszystko trwa dwa dni.
Idą łeb w łeb przez cały czas--
Wiesz, do samego końca-- i Henry wygrywa z maszyną o jeden nit.
Jednak padł trupem na miejscu, rozumiesz?
- Boom, ale pokonał ją. - Boom, ale zdechł.
- Ale wygrał. - Musisz po prostu robić wszystko w swoim stylu.
Tu chodzi o uczciwość, rozumiesz? Wszyscy znajomi cię lubią.
Czego więcej by chcieć?
Każdy idąc po ulicy, widzi twoje dzieła.
- Warhol! - Co?
To Andy Warhol.
To pieprzony homo.
Jest największym malarzem na świecie.
Nie, on maluje liczbami. Ty nie. Co robisz?
Dam mu jedną z moich kart. Powinien je mieć.
Nie dawaj mu nic. Lepiej się z nim zamień.
Tak. Tak robią prawdziwi artyści.
Poza tym, on cię wykorzysta. Jest znany z tego.
- Mogę w czymś pomóc? - Chcecie kupić malarstwo ignoranta?
- 10 dolców za sztukę. - Nie, nie ma takiej potrzeby.
- Oczywiście, panie Bischofberger. - Kurczę, malarstwo ignoranta, Bruno.
Tak, rozumiesz, głupie, śmieszne nieudolne.
- Brzmi ciekawie, coś nowego. - 10 dolców.
Kurczę, nie napracowałeś się zbytnio nad tym.
Dam ci, powiedzmy, pięć.
Co ty na to Bruno, ty jesteś bogaty. Może powinieneś porozmawiać z Bruno?
Ty też nie pracujesz nad swoimi dziełami.
Nie liczy się wkład pracy jaki włożyłeś w dzieło.
- Liczy się jego wartość rynkowa. - To jest warte 10$.
Te są świetne, Bruno. Może wezmę z dwie.
Wezmę, hmm...
Daj mi spojrzeć na te. Wezmę tą i...
Och, nie wiem.
Bruno, możesz mi pożyczyć trochę pieniędzy?
Tak.
Trzymaj. Masz resztę?
Zrobił pan dobry interes. Weźcie także te.
Daj mi spojrzeć na te, Bruno.
Pewnie, ale teraz są moje Andy.
Jasne, że są twoje, Bruno. Wszystko co dobre jest twoje.
Cześć. To dla mnie?
Na razie, Benny.
Na której wyspie na Hawajach postawimy dom?
Maui? Kauai? Oahu?
Nie wiem. Nie myślałam o tym.
Maui!
Staten lsland wystarczy.
Może Oahu.
Nie, zdecydowanie Maui.
O, kurczę.
Hej, Gina.
Gina, wyjdziesz za mnie?
Co zrobiłeś z moją sukienką?
Jean, co do cholery zrobiłeś z moją sukienką?
Pomalowałem ją dla ciebie. Jest piękna, kochanie.
Miałam w niej iść do moich rodziców w ten weekend, Jean!
Nadal możesz ją założyć.
Świetnie, Jean. Pomalowałeś wszystkie moje pieprzone obrazy.
Nie mogłem na nie patrzeć. Były takie bezosobowe.
- Wspaniale! - Jesteś bardziej złożona niż to.
Naprawdę świetnie. Jak ci się TO podoba?
Co powiesz na to, bym ja pomalowała wszystkie twoje obrazy?
- Wygląda nieźle. - Co ty na to?
Podoba ci się, jak przemalowuję twoje obrazy?
Podoba ci się?
Puszczaj mnie! Puszczaj mnie, kurwa!
Posłuchaj Gina. Słuchaj. Wiesz co on mówi?
Kto? Puszczaj mnie!
On mówi że jest zazdrosny o księżyc, bo ty patrzysz na niego.
Jest zazdrosny o słońce, bo ono cię ogrzewa.
Mówi, że czuje cię, nawet kiedy cię nie dotyka.
Rozmawia z tobą, nawet kiedy nie mówi do ciebie.
Kocha cię, nawet kiedy cię nie kocha.
Wiesz, że cię kocham, Gina.
Willie Mays! Willie Mays!
Hej, właźcie na górę.
Słyszałem cię już za pierwszymi siedmioma razami.
Mówię tylko, że mamy gdzie poćwiczyć dziś wieczorem.
Możemy zagrać w piątek wieczorem.
Wtedy będzie parę osób by nas zobaczyć.
Zawsze znajdzie się parę osób by nas zobaczyć.
Na razie.
Hej, Mike!
Benny, człowieku, bądź bardziej ostrożny! Cholera!
Co?
Wystarczy. Przestań!.
Czekaj, czekaj. Ok.
Co byś zrobiła gdybym cię pocałował?
Oszalałeś, Benny. Lepiej idź ćpać dalej.
- Siemka, Rockets! - Siemka, stary.
- Hej, Rockets, mogę to wziąć? - Jasne.
Masz klucz? Tak, mam.
Poczekaj chwilkę.
Ty to zrobiłeś?
Tak, dałem to Maripol. Pozwoliła mi tu zamieszkać.
Namaluj coś dla mnie, a będziesz ćpał darmo.
Rene, spójrz. Szybko, obczaj tego gościa.
Tam jest, spójrz. Całkiem słodki, co?
Te srebrne ozdóbki przy kowbojkach.
Nie, nic z tego. Muszę się odlać.
Niesamowite.
Czyje to?
A skąd ma wiedzieć, kurwa?
To Samo, tego kolesia, który przed chwilą wyszedł. Yo, Benny, gdzie...
Chodź tu, szybko! Jest tam. Patrz!
- Dawaj to. - O tam!.
- Nie spuszczaj go z oczu. Nie zgub go! - Yo, Samo!
Przepraszam!
To twoje malowidło, tam na poddaszu?
A, to na imprezie u Maripol? Tak. Podobało ci się?
Słyszałeś o Albercie Milo?
Oczywiście.
To ja go stworzyłem. Rene Ricard.
Nie czytałeś /"Nie o Albercie Milo"?
Posłuchaj, wiem kogo reklamować.
Zrobię z ciebie gwiazdę.
Ustawisz mnie na ringu z Milo?
Ustawię cie na ringu z nim. Zaraz ustalimy datę.
Ale on umie się bić.
Wyjdziesz na mięczaka.
Widziałem ten obraz. Przy nim moja kolekcja to śmieci.
Więc, Samo.
Masz prawdziwe imię?
Jean Michel Basquiat.
Już brzmi jak sławne.
Masz ochotę na kawę? Chodź.
No chodź.
Co to za głupcy z lunetą?
Dzieciaku, nie masz za grosz szacunku.
Nikt cię nie uczył jak wieszać obrazy?
Znasz mnie. Jeśli chodzi o wieszanie obrazów, im prościej, tym lepiej.
To bardzo ważny sezon w Nowym Jorku, Jean.
Publiczny wizerunek jest najważniejszy.
Kurczę, Louise! Podejdź tu.
To jest Jean Michel Basquiat, Henry.
- Cześć. To mój przyjaciel Rob. - Cześć, Rob. Jean Michel.
- Więc, to ty jesteś Samo. - ''Say-mo'', kotku.
- Naprawdę lubię twoje graffiti. - Byłem jeszcze dzieciakiem.
Ile za ten?
Ten? Dla ciebie czy dla muzeum?
To dla mnie.
- Dwa. - Biorę.
Oczywiście, że go bierzesz.
- Chodź, Rob. - Na razie. Miło było spotkać.
To 2000$.
A on pracuje w Metropolitan Museum of Art.
Więc jesteś już gwiazdą, do chuja.
Gina, pięknie wyglądasz.
Naprawdę? Niezła wystawa.
Kopę lat! Chodź tu, chcę cię z kimś poznać.
Jean, to jest Annina. Annina, to jest Jean Michel Basquiat.
Miło mi cię poznać. Rene nie chciał mi dać twojego numeru telefonu.
To ja go wynalazłem.
Moja następna wystawa nazywa się ''Public Address'', ale ty tam nie pasujesz.
Co masz na myśli, że nie pasuję? Pasuję.
Nie mogę cię wystawić, ponieważ nie masz żadnych obrazów.
Halo! Halo!
Więc daj mi kasę, to namaluję obrazy.
300$ wystarczy?
Tak, pewnie, ale nie mam pracowni.
Znajdę ci pracownię.
Chcesz łyka?
Nie, dzięki.
Świetnie sobie radzisz. Naprawdę świetnie.
Kto to był?
Dobra kłamczuchu.
Skąd znasz Bruno Bischofbergera?
- Jadłem z nim obiad. - O, doprawdy?
Wygląda jak portret rodzinny. Chyba ukończony.
Tak myślisz?
Brakuje na nim dzieci.
Twoich dzieci?
Co ze mną nie tak?
Sam jesteś dzieckiem.
- Kto tam? - Annina Nosei.
- Kto? - Annina.
- A to ty. - Jest Jean Michel?
- Nie. - Przyszłam zobaczyć jego prace.
Są gdzieś tam.
- Są świetne. - Prawda?
Podobają mi się. Wezmę je.
Myslę, że powinna pani najpierw z nim porozmawiać o tym.
Czy Rene i Jean mają jakiś kontrakt?
- Nie mam pojęcia. - Myślę, że dojrzał do wystawy.
- Naprawdę? Kiedy? - W następnym miesiącu.
Myslę, że naprawdę powinnaś najpierw z nim porozmawiać o tym.
Kiedy?
Może teraz?
Idę się przygotować. Będę gotowa za chwilę.
To tu.
/Obligacje Oszczędnościowe Stanów Zjednoczonych /oraz Wspólna Sieć, prezentują:
/''Muzycy dla obligacji''.
/W tle mamy najwyborniejszą /kolekcję wspaniałych muzyków...
/zebranych przez Barry'ego Udinov'a, /redaktora "Metronome Magazine".
/Dizzy Gillespie, trąbka.
/Charlie Parker, saxofon altowy.
/John LaPorta, klarnet.
/Billy Bauer, gitara.
/Lenny Tristano!
/Lenny Tristano, pianino.
/A to był Max Roach /na perkusji.
/I Ray Brown na basie.
Te są piękne.
Naprawdę mi się podobają.
Nigdy nie chwal za coś malarzy, bo zawsze to zmienią.
Halo?
Nie ma go tutaj. Poczekaj chwilę.
To Benny. Pyta dlaczego nie ma cię na próbie zespołu.
Kurwa! Zupełnie zapomniałem.
Jesteś jak Tony Bennett?
Jesteś jak Tony Bennett? Śpiewasz, jak on, a w wolnym czasie malujesz?
- Nie wiedziałem że Tony Bennett malował. - Właśnie o to mi chodzi.
Halo. Halo?
Rene, skoro jesteś taki bystry to czemu siedzisz tu ze mną w piwnicy?
Ty jesteś newsem, a ja chcę wyprzedzić inne media.
Posłuchaj...
Kiedy coś mówię, nikt mi nie wierzy.
Ale kiedy to napiszę, ludzie wiedzą, że to prawda.
Historia sztuki jeszcze nie posiada czarnego malarza...
który byłby uważany za naprawdę znaczącego, wiesz o tym?
Jesteś pisarzem, czy białym pisarzem?
Może i jestem biały, ale wewnątrz jestem czarnuchem.
Spytaj kogokolwiek.
- Która jest godzina? - Jest 5:11.
Ten jest dla ciebie.
Sam wielki Albert Milo.
Rene opowiadał mi o twojej pracy.
To jest skończone?
Nie wiem.
Kiedy wystawa?
Za dwa tygodnie.
- A jak tam twoja? - Jeszcze nie wiem.
Ten jest ładny. Podoba mi się.
Wstawaj, kotku.
Chcę namalować twój portret.
- Masz kawę? - Tak, mam...
kawę, ser, rogale.
Dzięki, że mnie przyjąłeś.
Tu przydałoby się troche więcej różu.
Wcale nie potrzeba różu. Trzymaj się.
Albert Milo, co zaprzyjemność cię spotkać.
To mój przyjaciel, Rene Ricard.
- Jesteśmy Tom i Cynthia Kruger. - Bardzo mi miło.
Było miło was poznać.
To jest Tom i Cynthia Kruger.
Słyszałem.
- A to Jean Michel Basquiat. - Cześć.
Widzieliście zapewne graffiti podpisane Samo. To jego.
To prawdziwy głos rynsztoku.
Znam je, i słyszałam wiele dobrego o twoich obrazach.
Wszyscy mówią o tobie. Pewnie pieką cię uszy.
Większość jest już zarezerwowana.
Po czwartku zniknie i ten.
To piękny obraz, i nadal czeka.
No nie wiem. Nie wiem czy mogłabym z nim mieszkać. Jest..
Podoba mi się, ale ta zieleń kojarzy mi się ze szpitalem psychiatrycznym.
Kochanie, byłaś ostatnio w szpitalu psychiatrycznym?
Boom! Jean-Claude Killy!
Jest i mój skurwysyn. Co u ciebie, stary?
Musisz być niezłym farciarzem, że ci płaca za to.
- Podoba ci się? - Niezłe.
Tak, podoba mi się.
Jego sposób łączenia słow, jest bardzo fascynujacy.
Tak, są bardziej znaczące podczas ich nieobecności, prawda?
Właśnie, J.M., co to znaczy?
Nie wiem. Nie wiem czy mogę żyć z tym zielonym.
Chcesz żebym go przemalował, na ładny sraczkowaty?
Słucham? Z mojej żony mogę nabijać się tylko ja.
Sama nie wiem. Nie mogę się zdecydować.
Napawdę jest ładny, ale po prostu...
Chodzi o tę zieleń.
Wynajmij pieprzonego dekoratora.
Te obrazy nie są Nawet jeszcze skończone.
Weźmiemy ten zielony.
- Jak mogę ci się odwdzięczyć? - Dasz pomacać swoje cycki?
- Chcesz burgera? Zjedz trochę. - Nie. Chcę mój szalik.
Nie chcę burgera. Oddaj mi szalik.
Kochanie, wyzywam cię byś złamała mi serce.
Wyzywam cię byś złamała mi serce.
- Zjedz burgera. - Nie. Nie jadam fast foodów.
- Chodźmy do Lutece. - A co, płacisz?
- A idziesz? - Nie.
- Więc zatrzymuję szal. - Wcale nie, jest mój.
- Jak masz na imię? - Nie powiem ci. Jesteś za szybki.
- Nie powiesz? - Nie.
Co ty na to bym nazwał cię Big Pink?
No chodź!
Szybciej!
Już nadchodzę, kotku.
Co robisz?
Jesteś nadziany! Okradłeś bank czy jak?
- Gdzie mnie zaberasz? - Idziemy tam gdzie mówiłem.
W porządku. Czy to prawdziwe pieniądze?
Chcesz kanapkę z tuńczykiem?
Tak.
- Skąd masz ten szalik?
To prezent dla ciebie Kupiłem go po drodze.
Spójrzmy.
Wyglądasz jak anioł.
Wstawaj.
Jean, obudź się!
Może pan zatrąbić jeszcze raz?.
Proszę na niego spojrzeć.
Czego?
W tym budynku mieszkają chorzy ludzie.
Wiesz która godzina, Benny?
Thompson i Spring, proszę.
Wiesz która godzina?
Jesteś spóźniony, do cholery! Taka jest godzina!
Gdzie się pali, John Henry?
Jestem Jean Michel.
Mach?
W czym masz problem?
Nie mam żadnych pieprzonych problemów.
Więc co? Oddawaj mojego skręta!
Spójrzcie tylko!
Ledwie cię zauważono, a ty już zaczynasz być arogancki.
Co to ma znaczyć?
- Że co? - Co to ma znaczyć?
- Co? - Co właśnie...
Masz na myśli jak arogancki czarnuch?
Jak możesz mieć czelność...
choćby tak myśleć?
Może się okazać, że jesteś jedynie jednosezonową gwiazdką.
Uwierz mi, nigdy nie wiadomo.
Jesteś po prostu zazdrosny, bo to nie przydarzyło się tobie.
Myśl sobie co chcesz.
Pierdol się. Psujesz mi humor, człowieku.
Yo, zatrzymaj się. Zatrzymaj się.
- Yo, Andy. - Jean.
Boom, co za kurtka. Mogę ją pomalować?
Wow, wyglądasz świetnie. Twoja wystawa wygląda świetnie.
Nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś to wszystko w piwnicy
Wy dzieciaki, potraficie wszystko.
O, Mary, to jest Jean. Jean, to jest Mary Boone.
Ona wystawia obiecujących, młodych malarzy.
- Wiem, już się znamy. - Musisz być bardzo zadowolony.
- To bardzo piękna wystawa. - Taa.
Tylko w nieodpowiedniej galerii.
Tak. Do zobaczenia na kolacji.
Przyjdziesz?
Jean, twoi rodzice przyszli.
To nie są moi rodzice.
To nie jego rodzice?
- Właściwie, tylko jedno z nich. - Które?
- Cześć tato. - Musi pan być bardzo dumny.
Tak, bardzo dumny. Wspaniała wystawa.
Proszę powiedzieć, jakie to uczucie mieć w rodzinie geniusza?
Dobre.
Szczęściarz z pana. Ja mam tylko krewnych skazańców.
- Jean, świetny pokaz. - Tak, tak.
- Wpadnij na chwilę do biura. - To moje.
- Nie mogę. - Hej, to dar!
To prawdziwy dar!
Jean, podejdź tu. Facet chce nam zrobić zdjęcie.
Chodź, chodź. On nie gryzie.
Wow.
Musiałem użyć siły, ale już jest.
Panowie, stancie bliżej siebie.
- Hej, Albert, gchodź do zdjęcia. - No chodź, moj śliczny.
- Świetny garnitur. - Tylko malarze, proszę.
- Tylko malarze. - Racja, tak będzie lepiej.
Panie Bischofberger, proszę.
- Dziękuję. - Mamo, tato!.
Jackie. Andy. Znasz Andy'ego.
- Jak się masz? - Cześć. Tak. Świetny kolor.
To jest Jean Michel. To moja żona.
To jest Jack. A to Esther. Moi rodzice.
Czy są twoi rodzice?
Mój ojciec przyszedł ze swoją żoną, ale mama nie mogła przyjść.
Na taką okazję? Dlaczego?
- Jest chora. - Przykro mi.
- Nie ulegam nałogom. Dzięki. - To świetnie.
Jean Michel, możemy porozmawiać?
Andy, chcesz zrobić mi zdjęcie?
Jasne.
Słyszałem, że odchodzisz od Anniny.
Wiesz dobrze, że kocham twoje obrazy.
Chciałbym przedstawić cię światu.
Zaczęlibyśmy od wystawy w Zurichu.
A później...
Znajdziemy partnera w Nowym Jorku.
Może Mary Boone, co?
Najbardziej podoba mi się ten.
Chciałbym go posiadać w swojej prywatnej kolekcji.
Nie miałem zamiaru go sprzedawać.
Nie? Więc, nie powinieneś był go pokazywać.
Jest jedyny w swoim rodzaju. Po prostu muszę go mieć.
Jest super fantastyczny. Jean Michel, muszę go mieć.
Absolutnie muszę go mieć.
Ok, jasne.
Dzięki.
Mogę pożyczyć twoją limuzynę? Wrócę z nią za godzinę.
Nie ma problemu.
Poproś ich żeby wysadzili cię przy Mr. Chow's.
- Wszyscy tam będziemy. - Spoko.
Świetny pokaz.
Do jasnej cholery, sprzedałeś mój obraz?
- Zrobię ci drugi. - Sprzedałeś mój pieprzony obraz?
Coś ci powiem bracie. Kiedy wspinasz się po drabinie sukcesu...
nie kopie się szczebli, uwierz mi!
- Rene! - Pierdol się!
/Co takiego tkwi w sztuce, /że nadajemy jej tyle znaczenia?
/Artyści są respektowani przez biednych /ponieważ to co robią...
/jest uczciwą metodą /na wyjście ze slumsów...
/wykorzystując swą osobowość /jako medium.
/Zarobione pieniądze /świadczą, prosto i szczerze...
/o wartości tej jednostki, artysty.
/Obraz stworzony dla matki /przez jej syna w więzieniu...
/dowodzi, że piękno jest możliwe /nawet wśród najbardziej zepsutych.
/A to przedstawia /zupełnie odmienne zdanie...
/niż stwierdzenie amatora, że sztuka /jest przekrętem.
/Jednak nigdy nie wytłumaczysz komuś, /kto używa boskiego daru do zniewolenia...
/że ty go wykorzystałeś, aby być wolnym.
Hej, zrób głośniej.
''Bird'', stary.
Wiesz co, naprawdę...
NAPRAWDĘ cię podziwiam.
Mnie? Za co?
Bo zrobiłeś to. Udało ci się.
Wiesz...
Ja także maluję.
Doprawdy?
Przyjdziesz obejrzeć moja pracownię?
Jasne.
Uwielbiam to.
''Burżuj czuje się bezpieczny''.
Jak masz na imie?
Mówią mi Steve, ale ja wolę Shenge.
Shenge.
Szukasz może pracy?
Dobry wieczóe. Annina już na pana czeka.
Panie Chow, krzesło, proszę.
Za swietną wystawę, Jean.
Twoje zdrowie.
Skończ to.
Nixon mieszkał kiedyś w Waldorf-Astoria.
Ale potem przeniósł się do Saddle River, New Jersey.
Saddle River, Nowy Jork.
- Saddle River jest w New Jersey. - Saddle River jest w Nowym Jorku.
- W New Jersey. - W Nowym Jorku!
- Saddle River jest w New Jersey. - W Nowym Jorku!
Słyszałam, że sprzedałeś wszystkie obrazy.
Znam pewnego wpływowego kolekcjonera zainteresowanrgo twoimi dziełami.
- Jest w New Jersey. - W Nowym Jorku!
Przyprowadź go do mojego studia. Mam inne obrazy.
Saddle River jest w Nowym Jorku!
Nie wiedziałem tego, a ty Henry?
Proszę butelkę najlepszego szampana.
Witam, Michael.
Cześć, kochanie.
Takiej reklamy nie kupisz za żadne pieniądze.
To będzie najwspanialsze przyjęcie tej jesieni.
Mógłbym dostać trochę tej imitacji kraba?
Jestem wygłodniały. I krzesło! Dominique, krzesło.
To był wspaniały pokaz.
Absolutnie cudowny, ale już nie kolekcjonujemy sztuki...
kupujemy tylko ludzi, mam rację?
Zamknij się, Rene.
Andy, proszę. Wszyscy wiemy, że to cię przerasta.
Nawet menu Pana Chow cię przerasta.
Boże, jakie to piękne.
Spórzcie tylko.
Cudowne. Cudowne. Spójrzcie, czy on nie jest wspaniały?
To absolutnie zdumiewające dzieło.
Dziękuję. Jest mi je winien.
- Prawda, Bruno? - Przesadzasz, Rene.
- Zabierzcie go stąd. - Och, proszę!
Wyluzuj. Dostanę w końcu to krzesło?
/- You'll never miss me - Proszę!
Nic nie zjadłem. Umieram z głodu.
Zabierzcie te łapska. Wszystko w porządku, jesteśmy przyjaciółmi.
Jesteśmy przyjaciółmi, odpieprzcie się.
Zabierzcie ze mnie łapska! Chcę krzesła!
/- Why must we say adieu - Dajcie mi krzesło! Dobra, już idę.
Zabierajcie łapska!
Jesteśmy przyjaciółmi!
Spierdalajcie. Precz z łapami!
Dobra, już wychodzę!
To był bardzo dobry rysunek, Jean Michel. Powinienieś zrobić Michaelowi drugi.
Może innym razem, Andy.
/...there and un petit Manet there.
/- l lost my station - To świetnie, że ci się powodzi.
Ale jeśli ktoś będzie chciał coś kupić, zostaw to mnie.
Sprzedawaj wszystko przez galerię, nawet jeśli przychodzą do pracowni.
/- Oh, Paris, please - Jasne, jasne.
/Stay the same.
Miałeś już 23 jednoosobowe wystawy.
Byłeś w 43 wystawach grupowych od Zurichu do Tokyo.
Napisano o tobie ponad 50 artykułów.
Zmieniałeś galerie wiele razy.
Byłeś DJ-em w najlepszych klubach.
Jesteś jednym z najmłodzych artystów wymienionych kiedykolwiek...
w roczniku Whitney'a.
Wyprodukowałeś płytę rapową.
Podobno masz powodzenie u kobiet.
Chodziłeś z Madonną...
przez kilka miesięcy.
A to wszystko w dojrzałym wieku 24 lat.
Ktoś mógłby spytać, czy jest jeszcze coś...
czego Jean Michel Basquiat nie doświadczył?
Krótko mówiąc:
Czym jest to...
co każe ci co rano wstawać z łóżka?
Nie podoba mi się to. Wyłącz to.
Proszę. Wszystko w porządku.
Wróć, proszę. Tym razem bardziej się postaram.
Proszę.
Dziękuję.
Ok. Gotów?
Jesteś gotowy?
Mógłbyś to dla nas odszyfrować?
Odszyfrować? Tylko słowa.
Tak, rozumiem ale czyje to słowa?
Skąd je czerpiesz?
Nie wiem. Czy zapytałbyś muzyka, zapytałbyś Miles'a...
skąd wziął tą nutę?
Skąd ty bierzesz swoje słowa?
- Rozumiesz? - Racja.
Ze wsząd.
Co to jest? Trzy koła.
- Tutaj? - Tak.
- To pchła. - Wygląda jak kurczak.
Uwierz mi, to pchła.
A to w czarnym pudle?
To są pasożyty.
Pchła, pasożyt, a 46 i 47?
To pijawki.
To numery 46 i 47 na liście tysięcy...
pijawek na tym świecice.
Jaka jest różnica pomiędzy...
Pomiędzy pchłą, pasożytem i pijawką?
- Prawie żadnej. - Dlaczego ludzie...
są narysowani w tak prymitywny sposób?
Ludzie zwykle bywają całkiem prymitywni.
Niewielu znam wyrafinowanych ludzi.
Yeah, that looks good like that, man.
- A to co? - A to jest...
stos opon które pomalowałem.
Wiedziałem to.
Czy uważasz sie za jakiegoś pierwotnego ekpresjonistę?
Masz na myśli naczelnego? Jak małpa?
Uważasz się za malarza, czy za czarnego malarze?
Używam wielu kolorów, nie tylko czarnego.
To coś bliższe sztuce kreolskiej?
A mówiąc kreol mam na myśli...
mieszankę Afryki i Europy...
w podobny sposób w jaki Afrykanin na Haiti mówi po francusku.
Pana ojciec jest z Haiti.
Jak reagujesz na bycie nazywanym...
"Murzynkiem świata sztuki"?
- Kto to powiedział? - To z magazynu Time.
Nie, nie, nazwali mnie "Eddie Murphy świata sztuki".
Mój błąd.
Pozwól mi coś zrozumieć.
Pochodzisz z klasy średniej.
Twój ojciec jest księgowym.
Dlaczego spałeś w kartonie na Tompkins Square?
Czy czujesz się wykorzystywany...
czy może ty wykorzystujesz...
biały wizerunek czarnego artysty z getta?
Getta?
Nie, nie wykorzystuję tego.
Inni ludzie...
Sprawiłeś, że palnąłem głupotę.
Inni ludzie, to możliwe, inni ludzie być może wykorzystują to.
Czy jest to prawdziwe?
Twoja matka przebywa w szpitalu psychiatrycznym? Czy to prawda?
Jesteś zły?
Teraz, w tej chwili?
Nie, jako artysta. Ogólnie.
Ok. To jest dobre.
Dziękuję.
- Wróciłem. - Cześć, Jean.
To jest świetne, Frank. Możesz naszczać trochę tutaj?
W tę stronę.
Na co ci te peruki?
Mam zamiar dać je ludziom na święta.
Myślisz, że to dobry prezent? Kto by chciał starą perukę?
Oczywiście, że tak.
O, malowanie moczem.
To nie malowanie moczem, Jean. Sztuka oksydacyjna.
Ja też nie lubie czyszczenia pędzli.
Chcę zrobić tego więcej. Frank pił świetne meksykańskie piwo...
które daje tą piękną zieleń.
Czemu sam nie sikasz?
Nie lubię piwa.
Czy dostanę kawior?
Mogę najpierw spróbować?
- To najlepszy jaki macie? - Tak ten jest najepszy.
- Wezmę całą puszkę. - To będzie kosztowało 3000 dolarów.
Andy, pożyczysz mi 3000 dolców.
Na kawior?
Jean, moglibyśmy pojechać do Rosji za tyle.
Kawior idzie na kartę a ja zapłacę za resztę.
Wszystkim sprawdza pan banknoty czy tylko mi?
Tylko tobie.
Po prostu dawaj moje rzeczy.
Ale on to tak brzydko powiedział...
To miało taki złośliwy wydźwięk.
Gdybym był bialy, powiedzieliby tylko "artysta na miejscu".
Chciałbym tylko, żeby skończyli pisać te bzdury o mnie.
Nie, Jean, dobrze. Przynajmniej są zainteresowani.
A ludzie zapłacą...
grubą kasę za...
wszystko z podpisem Samo.
- Skrawki papieru, drzwi od lodówki.
Raz chcialem kupić paczkę fajek...
więc zrobiłem rysunek za 2 dolary...
a po tygodniu zadzwonili do mnie z galerii mówiąc...
"Ktoś proponuje 5000 dolarów, za ten rysunek, myślisz, że powinieniem go kupić?"
Powiedziałem, "Jasne, kupuj. Brzmi jak świetna okazja".
Pewnie, że kupić, świetna okazja, tak.
Ale musisz przestać im je rozdawać!
Ach, Comme Des Garcons chcą bym został ich modelem.
Może chciałbyś się do mnie przyłączyć.
Tak, chętnie.
Nauczyłbyś mnie czegoś.
Nie mógłbym cię niczego nauczyć.
Urodziłeś się z tym.
Żartujesz sobie?
Powinieneś przyłączyć się do mojej agencji modeli.
Mam udekorować pokój Mike'a Todd'a w Palladium. Myślisz, że powinieniem się zgodzić?
Czy Albert Milo się tym nie zajmuje?
- Poprosili go przede mną? - Kurczę, nie wiem.
Cholera, nie robię tego
Muszę się wydostać z Nowego Jorku.
Możemy pojechać do Pitsburgha! Jakby, dorastałem tam.
Mają tam taką salę z wszystkimi najsłynniejszymi statuami.
Nie musisz już jechać do Europy, by je zobaczyć.
Wystarczy pojechać do Pittsburgha.
- Boom! Duckman!
Kiedy byłem mały, razem z bratem mieliśmy dwie kaczki.
Nazywaliśmy je bracia Garcia.
Jean, byłeś już u mojego dermatologa?
Gina, Gina!
Przepraszam. Pomyliłem cię z kimś.
WItamy ponownie w Barbetta, maestro.
Dawno pan nas nie odwiedzał. Jak udał się pokaz w Europie?
- Dobrze. - To dobrze.
Proponuję dziś, znakomite Brunello di Montalcino.
- Który rok? - '73. - W porządku
Więc, jak sie miewasz?
Chciałem kupić ci kwiaty. Ale zapomniałem.
Słyszałam, że trzymasz się z Andy'm?
Wygląda na niezłego dziwaka.
Wcale nie. Dzwoni do mnie za każdym razem, gdy wyjeżdża z miasta.
Co jest w nim dziwnego?
Wiesz, ludzie twierdzą, że cię wykorzystuje.
Czemu wszyscy tak mówią? Jest jedyną osobą, która nie potrzebuje...
Nie ważne.
A co ty porabiasz?
Zaczynam studia medyczne w Columbii tej jesieni.
- Naprawdę? - Tak.
Jestem tym bardzo podekscytowana.
Pracuję też jako sekretarka Rene. On publikuje teraz swoje wiersze.
Nienawidzę tego dupka. Co u niego?
Po staremu.
To dobrze.
- Giorgio? - Tak, panie Basquiat?
- Widzisz ten stół za nami? - Tak.
Ja zapłacę za ich rachunek.
Dobrze.
- Giorgio. - Tak, panie Basquiat?
Nic im nie mów. Po prostu zrób to.
Oczywiście, panie Basquiat.
- Dlaczego? - W którym roku my żyjemy?
Wiele o tobie myślę...
o nas, i o przyszłości, bo...
Chciałbym...
Miałem w głowie całe przemówienie...
ale to nie działa.
Przepraszam...
- Przepraszam... - Nie musisz przepraszać.
Wynikła z tego jedna korzyść.
Zrozumiałam, że jestem kiepską malarką.
To była ulga.
Cieszę się, że mogłem pomóc.
Pojdę do łazienki.
Kurczę, Jean. To była moja ulubiona część.
Potrzebowało więcej białego. Tak lepiej.
Przy tobie czuję się bezwartościowy.
Jesteś teraz taki sławny.
Sławny.
Poza tobą nie mam już nawet przyjaciół.
And everyone says...
''Warhol, ten...
wyglądający jak trup ćpun, po prostu cię wykorszystuje''.
Może nie powinieneś brać wszystkiego na poważnie.
Bruno dzwonił.
Powiedział, że ludzie w Europie twierdzą, że się przepracowujesz.
Według mnie to okropne, że ludzie tak gadają.
Myślę, że może powinieneś zostać tutaj, udowodnić im, że się mylą.
Na początku nikt nie wierzył, że w ogóle mi się uda.
Później twierdzili, że to nie potrwa długo.
Teraz mówią, że się wykańczam, itd.
Ale gdy już się pozbieram, powiedzą, że straciłem talent.
Zresztą już mnie to nie obchodzi, jestem teraz czysty, zdrowy.
Nie prawda, Jean. Dzwonisz do mnie o 4:00 rano...
Co ty robisz? Przemalowujesz wszystko co robię!
Wow.
To jest niezłe. System przez tylko "M".
Od razu lepiej.
Naprawde tak sądzisz?
Boże.
Już nawet nie wiem co jest dobre.
Dobra, już wiem co rozumiesz przez ten biały.
Po tej wystawie, zrobimy sobie długie wakacje.
Pojedziemy na Hawaje. Chcesz jechać na Hawaje?
To zamieram zrobić. Pojadę na Maui...
otworzę fabrykę tequili...
będę pisał wiersze, i wrócę do tworzenia muzyki.
Rzucam całe to malarstwo.
Chcę śpiewać.
To była by wielka strata.
Jesteś prawdziwym malarzem.
Plakat wyszedł świetnie. Jean Michel to przysłał.
Super.
Hej, to moje.
- Co jest? - Nie twój pieprzony interes.
Taa, nasz kumpel Samo pomoże nam się wzbogacić.
Co jest, kurwa? Masz jakiś problem?
Teraz jest więcej warte.
- Jestem Samo. - Co on powiedział?
- Mówi, że jest Samo. - Jestem Samo.
Jean Michel...
zmartwychwstały.
- Potrzebuję marszanda. - Masz już chyba kilku?
Mary Boone, mówiłem ci już, że mój dziadek łowił ostrygi?
A wiesz co to znaczy?
Mary, możemy je przestawić?
To powinno być tu.
Powinien być widoczny, gdy się wchodzi. A to powinno być tu.
- Cześć, Jean. Wiesz? - Podoba mi się tam.
- Możemy je przestawić, co? - Oczywiście, możemy je przestawić.
- Przewiesimy je. - To dobrze, Tamto jest w porządku.
Więc co o tym myślisz? Mówiłem, że potrzebuję marszanda.
- Porozmawiamy o tym. - Więc słucham.
Nie. Przyjdę do twojej pracowni. Czwartek o 3:30.
Co robisz?
- Nic. - Wpadniesz do mnie?
- Po co? - Jesteśmy przyjaciółmi.
- Będę za godzinę. - W porządku.
- Dlaczego nie jutro? - Jestem zajęta!
Ok? Przyjdę do twojej pracowni.
- W czwartek o 3:30. - 3:30. Tak, tak.
Znadę dla ciebie czas.
Może nawet zrobię ci gumbo.
Przepraszam. Czy galeria jest otwarta?
Tak. Nie, prooszę przyjść później.
Podoba ci się ten obraz?
Namalowałem go dla zmarłego przyjaciela.
Ok, tak jest dobrze.
Hej, Jean. Poczekaj.
To jest tło dla teatru Kabuki w Japonii.
Rodzaj...
obraz odrodzenia.
Namalowałem go dla Josepha Beuys'a.
Miałem wrażenie, że to on...
albo ktoś inny malował za mnie.
Lubię go, jest dobry. Dzięki.
l'll be up in about ten minutes.
- Cortez. - Wiem.
-Wiesz? Znasz Corteza? - Jasne.
Słyszałeś o chińskich kaligrafach?
W połowie swej kariery zmieniali imiona...
by móc zacząć od nowa, jako ktoś inny.
- Nie masz tego nigdy dosyć? - Czego, spaghetti?
Nie, tego całego malarstwa.
To jedna z niewielu rzeczy, która mnie uszczęśliwia.
- Spaghetti? - Nie, malarstwo.
Kiedyś zarabiałem na życie gotując. Tego dopiero miałem dość.
Nadal mam wysypkę od tych kaczek.
Hej, Eddie, wciąż wspominasz to przezwisko pieska salonowego?
Nie to zupełnie co innego. Eddie Murphy jest całkiem spoko?
Tak, ale nie maluje. Przynajmniej nic o tym nie wiem.
- A te bzdury, które o mnie piszą? - Coś ci powiem.
Na tej planecie jest może z 10 ludzi...
którzy wiedzą coś o malrstwie, i Andy jest jednym z nich.
Twoja widownia nawet się jeszcze nie narodziła.
Osobiście jestem zaskoczony, gdy ktoś przychodzi na moje wystawy.
Ostatnio nie mam ochoty rozmawiać z Andym.
Nie jestem niczyją maskotką?
- Wspominał coś o tym? - Tak długo jak go znam...
nigdy mnie o nic nie prosił, poza przekonaniem ciebie...
żebyś odstawił narkotyki.
On namalował mój obraz, ja namalowałem jego...
zjedliśmy razem obiad.
Ja go nie obchodzę. On martwi się o ciebie.
Jesteś jego oczkiem w głowie. Jesteś jego przyjacielem.
- Tak powiedział? - Słuchaj, pieprz ten artykuł!
To nie ma znaczenia. Zapomnij o nim.
Dalej, jedz.
Ciężko o dobrą konwersację w tym mieście.
Tato, Telewizor się zepsuł. Naprawisz go?
Jasne, kochanie. Zaraz przyjdę.
Ona wie o malarstwie więcej niż Eddie Murphy.
Zmieniłeś fryzurę od ostatniego razu.
Jest ładna.
Lubisz obrazy twojego ojca?
Niektóre.
Stój spokojnie, Stella.
Możesz go zatrzymać.
Dzięki.
Jesteś o wiele ładniejsza w rzeczywistości.
- Gdzie się podział Jean? - Wyszedł przed chwilą.
Wyszedł?
Właśnie szcza w naszej klatce.
Poważnie.
Hey, Duckman. Dostanę dwie kaczki?
- Nie, proszę, odejdź. - Kotku, to ja.
- Ach, to ty. Co za dzień. - Co to wszystko znaczy?
Aż tak źle wyglądam? Co się stało?
Nic nie słyszałeś?
Andy nie żyje. Zaczekaj na mnie.
Może pan podejść.
Podejdź tu.
Tylko na chwilę. Po prostu podejdź.
Proszę.
Moja mama tu jest.
Matilda Basquiat. Chcę zabrać ją do domu.
Czas wizyt się skończył. Proszę przyjść jutro.
Nie chcę jej odwiedzać. Chcę ją zabrać do domu.
Wyświadcz mi przysługę i nie sprawiaj problemów, ok?
Nie chcę... Chcę ją tylko zabrać do domu.
Otwórz, proszę. Otwórz.
- Proszę, otwórz mi. - Mówiłem, żebyś nie sprawiał problemów.
- Uprzejmie prosiłem. - Ja też prosiłem uprzejmie. Otwieraj.
Powiedziałem, otwieraj.
Otwieraj. Otwieraj!
Otwieraj!
/Willie Mays. Willie Mays.
Hej, Willie.
Chodź, Willie.
No chodź.
Hej, Willie.
No dalej, Willie.
Hej, Benny. Mama kiedyś opowiedziała mi pewną historię.
A może to był sen?
Był sobie mały książe, który miał magiczną koronę.
/Porwał go jednak zły czarnoksiężnik.
/Uwięził go w ogromnej wieży i odebrał mu głos.
/Były tam okna z kratami...
/w które książe zaczął uderzać głową...
/w nadzieji, że ktoś go usłyszy...
/i odnajdzie.
/Korona wydawała najpiękniejszy dźwięk, /jaki kiedykolwiek słyszano.
/Można było go słyszeć na mile.
/Był tak cudowny...
/że ludzie próbowali chwytać go w powietrzu.
/Księcia nigdy nie odnaleziono.
/Nigdy nie wydostał się z celi.
/Ale dźwięk, który tworzył...
/wypełnił świat pięknem.
/Najwyższy czas stąd uciekać.
Benny, pieprzyć Hawaje.
Pojedźmy do Irlandii.
Będziemy się zatrzymywali w każdym barze, na drinka.
Jean Michel Basquiat, amerykański malarz, zmarł 12 sierpnia 1988 roku, z powodu przedawkowania heroiny. Miał 27 lat.
Autor: Komisarov
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.