Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Obwieszczamy, 偶e zawarli艣my pok贸j z cesarzem Francji,
kt贸ry odt膮d b臋dzie naszym walecznym sojusznikiem.
Zn贸w wybuchnie wojna. Wspomnicie moje s艂owa.
Kocham Soni臋 i chc臋, 偶eby艣my wzi臋li 艣lub.
Lepiej wiedz, 偶e nigdy nie uznam tej intrygantki za c贸rk臋!
M贸j ojciec da zgod臋 pod jednym warunkiem.
艢lub we藕miemy dopiero za rok.
Zaczekam.
- Jeste艣 prze艣liczna. - Nie mo偶e pan tak m贸wi膰!
Dlaczego?
Powiesz ksi臋ciu Andrzejowi, kiedy przyb臋dzie,
偶e zrywam nasze zar臋czyny
i nie mog臋 zosta膰 jego 偶on膮.
On mnie kocha, Soniu!
Zrobi臋 wszystko. Uciekn臋 z nim!
P贸jdzie pan z nami.
Zdradzono nas!
Nie!
P贸jd臋 do niego gdziekolwiek jest!
Jest 偶onaty. Ma 偶on臋 w Polsce!
WOJNA I POK脫J T艂umaczenie: joy77
Andrzeju, tak mi przykro.
Tak, c贸偶...
Otrzyma艂em odmow臋 od hrabiny Rostowej,
i dotar艂y do mnie plotki
o intrydze z twoim szwagrem. To prawda?
Tak, ale to sko艅czone. Anatol opu艣ci艂 Moskw臋.
To nic nie zmienia.
Kiedy zobaczysz hrabin臋 Rostow膮,
powiedz jej, 偶e by艂a i jest wolna,
i nie 偶ycz臋 jej 藕le.
To wszystko?
Jestem pewien, 偶e to by艂a chwila szale艅stwa
i gorzko tego 偶a艂uje.
Kocha ci臋 a ty j膮.
Pami臋tasz, jak do mnie przyszed艂e艣
i powiedzia艂e艣 jak szale艅czo jeste艣 w niej zakochany?
Wiem, 偶e wierzysz, 偶e upad艂ej kobiecie nale偶y wybaczy膰,
i podziwiam ci臋 za to.
Ale ja jestem inny.
Nie umiem wybaczy膰 i nie zamierzam.
Tu s膮 jej listy i portret.
B臋d臋 wdzi臋czny, je艣li jej to zwr贸cisz.
Andrzeju, pomy艣l, jak musi cierpie膰.
Zrobisz o co prosz臋?
Tak, oczywi艣cie.
To je we藕.
A je艣li mamy pozosta膰 przyjaci贸艂mi,
prosz臋, 偶eby艣 wi臋cej o tym ze mn膮 nie rozmawia艂.
Do widzenia.
Jeste艣 chora.
Chcia艂abym nie 偶y膰.
Nie...
Nie m贸w tak.
Co powiedzia艂?
Tylko, 偶e jeste艣 wolna, zawsze by艂a艣,
i nie 偶yczy ci 藕le.
To do niego podobne.
Wiem, 偶e to sko艅czone.
Dr臋czy mnie z艂o, jakie mu wyrz膮dzi艂am.
Ale czy...?
Spytasz go, czy mi wybaczy?
Oczywi艣cie.
Ale, Nataszo...
Co si臋 sta艂o? Jak do tego dosz艂o?
Kocha艂a艣 tamtego 艂ajdaka?
Nie nazywaj go tak!
Nie wiem.
Nic ju偶 nie wiem.
Jestem bardzo nieszcz臋艣liwa.
Wszystko zepsu艂am, prawda?
Nie m贸w o tym teraz.
P贸藕niej, kiedy twoja dusza b臋dzie czysta,
pami臋taj, 偶e zawsze jestem twoim przyjacielem.
Gdyby艣 potrzebowa艂a pomocy albo rady, lub po prostu wyla膰 przed kim艣 dusz臋,
pami臋taj o mnie, droga Nataszo.
Nie m贸w tak do mnie.
Nie zas艂uguj臋 na to.
Przecie偶 jestem zrujnowana.
Nie, na Boga. Pos艂uchaj.
Gdybym nie by艂 偶onaty i by艂bym lepszym cz艂owiekiem...
wartym ciebie...
w tej chwili pad艂bym na kolana
i prosi艂 o tw膮 r臋k臋 i mi艂o艣膰.
Pierre...
Odwagi, mademoiselle.
Ilia, kiedy odzyskamy nasz膮 Natasz臋?
Lekarz m贸wi, 偶e robi post臋py, pod wzgl臋dem fizycznym.
Jakby dusza z niej ulecia艂a.
Nie chce czyta膰, m贸wi膰 ani 艣piewa膰...
Pierre przynosi jej troch臋 pociechy.
Nie powinni艣my pozwoli膰 jej zar臋czy膰 si臋 z tym cz艂owiekiem bez serca!
Pozyska艂 jej uczucia a potem zostawi艂 sam膮 na rok.
Jakby chcia艂, 偶eby go zdradzi艂a!
Gdzie nasza c贸reczka?
Bo偶e, w swej 艂asce przebacz mi
i wska偶 mi, jak prowadzi膰 lepsze 偶ycie.
Vive I'Empereur!
Rosyjska granica Lato, 1812 r.
Za rzek膮 - Rosja.
Nadesz艂a pora.
Ka偶 i艣膰 naprz贸d.
Nie b臋d臋 tolerowa艂 naruszenia traktatu.
S艂usznie!
Nie zawr臋 pokoju z tym cz艂owiekiem,
o ile nie wycofa 偶o艂nierzy z rosyjskiej ziemi, co do jednego!
Drubecki.
Podejd藕.
Wyznaczam ci臋, 偶eby艣 zawi贸z艂 wiadomo艣膰 Napoleonowi.
Dzi臋kuj臋 za ten zaszczyt, Wasza Wysoko艣膰.
Dopilnuj, 偶eby zrozumia艂.
Na rosyjskiej ziemi nie mo偶e pozosta膰 ani jeden francuski 偶o艂nierz.
Jed藕 i niech B贸g b臋dzie z tob膮.
Prosz臋 tu zaczeka膰.
Monsieur Drubecki.
- Panie, cesarz... - Jeste艣 bardzo m艂ody.
Nie chc臋 wojny
i nigdy jej nie chcia艂em.
Tw贸j w艂adca sam to na siebie sprowadzi艂.
M贸g艂 mie膰 Mo艂dawi臋 i Wo艂oszczyzn臋.
Niech poniesie konsekwencje.
Waszym genera艂om brak odwagi do walki.
- Wr臋cz przeciwnie... - Nie spieraj si臋 ze mn膮.
Wiem wszystko.
Znam stan waszej n臋dznej armii.
Macie 200 tys. ludzi. Mam trzy razy wi臋cej.
Je艣li wycofa pan 偶o艂nierzy
za Niemen, cesarz b臋dzie negocjowa艂.
C'est trop tard, mon petit.
Za p贸藕no.
Przejm臋 wasz kraj.
Ale to nic.
To nie twoja wina.
Przeka偶 w艂adcy, 偶e otrzyma m贸j list.
Uwa偶a si臋 to za wielki zaszczyt,
kiedy cesarz poci膮gnie kogo艣 za ucho.
No tak...
Dzi臋kuj臋.
Zn贸w jest wojna.
Napoleon przekroczy艂 Niemen i zmierza w kierunku Smole艅ska.
- Ilia! - Nie martw si臋, kochana,
wygnaj膮 go, zanim zbli偶y si臋 do Moskwy.
Ale Miko艂aj...
Jest zaprawionym w boju oficerem.
Umie o siebie zadba膰.
Mo偶emy jedynie si臋 modli膰 i mie膰 nadziej臋.
- Papo, pozw贸l mi si臋 zaci膮gn膮膰! - Absolutnie nie!
Nie pozwol臋 na to. Masz 15 lat!
Wszyscy znajomi si臋 zaci膮gaj膮!
Je艣li nie znajdziesz mi przydzia艂u, uciekn臋 i sam znajd臋!
Lepiej b臋dzie mu pozwoli膰...
znale藕膰 mu kwater臋, 偶eby czu艂 si臋 偶o艂nierzem, ale...
by艂 z dala od niebezpiecze艅stwa.
Czy gdzie艣 w og贸le jest teraz bezpiecznie?
Tichon, dobrze ci臋 widzie膰.
- Jak si臋 sprawy maj膮? - Dobrze, ekscelencjo.
Czekali艣my na pana przyjazd!
Prosz臋 wej艣膰, ksi膮偶臋!
Potrzebuj臋 twojego zaproszenia?
- Nie, oczywi艣cie... - Jeste艣 teraz pani膮 tego domu?
Ale偶 sk膮d...
Gdzie m贸j ojciec i ksi臋偶niczka Maria? I m贸j syn?
W 艣rodku, czekaj膮 na ciebie, ksi膮偶臋.
Papa!
Jak si臋 miewasz, Maszo?
Zn贸w jedziesz na wojn臋?
Biegnij.
C贸偶 innego mam robi膰?
Francuzi z ka偶dym dniem s膮 bli偶ej.
Chcia艂abym, 偶eby艣 z nami zosta艂.
Syn prawie ci臋 nie zna.
Nic na to nie poradzimy.
Licz臋, 偶e m贸j syn to uwa偶ny ucze艅, Monsieur Dessales?
Tak. Rzecz jasna wci膮偶 jest ma艂y,
ale ju偶 wyczuwam w nim dar do la mathematique.
W przeciwie艅stwie do ciotki Marii!
Ile偶 godzin zmarnowa艂em,
pr贸buj膮c wpoi膰 algebr臋 i geometri臋
do tej zm臋tnia艂ej ma艂ej g艂贸wki!
Wy偶sza edukacja nie jest dla kobiet!
Mamy inny rodzaj m膮dro艣ci.
Jaki偶 to?
Je艣li ksi膮偶臋 nie wie, nie mnie to t艂umaczy膰!
Widz臋, 偶e zn贸w odbywa艂a艣 te idiotyczne pielgrzymki.
To dobrzy ludzie, ojcze.
Potrafi膮 dostrzec dla siebie korzy艣ci!
Jak mo偶na by膰 tak naiwn膮?
Wiem, wiem. Widz臋, jak na mnie patrzysz.
Powinienem by膰 dla niej milszy.
Ale doprowadza mnie do sza艂u g艂upi膮 religijno艣ci膮.
Tym jak snuje si臋 po domu z oczami pe艂nymi 艂ez.
Jaki ma pow贸d do rozpaczy?
Za to Bourienne daje z siebie wszystko.
Mi艂e z niej towarzystwo.
Je艣li mnie pytasz...
Nie powiedzia艂bym tego, ale skoro pytasz...
My艣l臋, 偶e traktujesz Mari臋 odra偶aj膮co,
gdy wszyscy widz膮, jak ci臋 kocha i szanuje.
I je艣li mnie pytasz,
my艣l臋, 偶e ta Francuzka tylko pogarsza wasze relacje.
Nigdy nie powinna by艂a zosta膰 towarzyszk膮 mojej siostry.
Nie jest tego warta.
A wi臋c tak! Musia艂e艣 to powiedzie膰?
Nie chcia艂em os膮dza膰, ale zapyta艂e艣.
Wiesz, ojcze, 偶e mam racj臋.
Jak 艣miesz?
Wyjd藕!
Wyjd藕!
Nie chc臋 ci臋 wi臋cej widzie膰!
Dawno, dawno temu by艂 sobie pewien szlachcic
i nazywa艂 si臋 Sinobrody.
Mia艂 on pi臋kn膮 m艂od膮 偶on臋,
ale zmar艂a,
i niekt贸rzy my艣leli, 偶e to jego wina,
ale nie 艣mieli tego powiedzie膰.
Pewnego dnia Sinobrody pomy艣la艂:
"Czas, abym znalaz艂 sobie drug膮 pi臋kn膮 m艂od膮 偶on臋..."
Opowiedz mi, tato!
Tato!
Ja opowiem ci bajk臋.
Chc臋, 偶eby tata opowiedzia艂!
Wyjd藕 i si臋 z nim po偶egnaj.
Nie wyjd臋! Odejd藕!
Andrzej wyje偶d偶a. Pomy艣l, 偶e mo偶esz go wi臋cej nie zobaczy膰!
Czyja to wina? Przez ciebie si臋 z nim pok艂贸ci艂em!
To twoja wina!
Andrzeju, chcia艂abym, 偶eby艣 nie jecha艂.
Dzi臋ki Bogu, 偶e mog臋.
- Szkoda, 偶e ty nie mo偶esz. - Dlaczego tak m贸wisz?
Idziesz na t臋 straszn膮 wojn膮,
a tata jest tak stary, 偶e mo偶e...
Andrzeju, prosz臋 ci臋 o jedno.
Nie jed藕 z gorycz膮 w sercu.
Tylko wybaczenie nas uszcz臋艣liwia.
To kobieca cecha. Ja nie umiem wybacza膰.
Kiedy zobacz臋 Anatola Kuragina, wyzw臋 go i zabij臋.
Mo偶e wtedy zaznam spokoju.
Chcia艂bym, 偶eby艣 zn贸w zagra艂a i za艣piewa艂a.
Czasami pr贸buj臋, ale to wydaje si臋 niew艂a艣ciwe.
Jakbym ju偶 nie mia艂a g艂osu.
Wr贸ci.
By艂a艣 ci臋偶ko chora. Potrzebujesz czasu.
- To, co zrobi艂am Andrzejowi... - Powinien ci wybaczy膰.
Zostawi艂 ci臋 na rok bez powodu.
I sk膮d mog艂a艣 wiedzie膰, jakim cz艂owiekiem jest Kuragin?
Nataszo, pope艂ni艂a艣 jeden b艂膮d,
gdy przez ca艂e 偶ycie nios艂a艣 szcz臋艣cie
wszystkim wok贸艂. Jeden b艂膮d!
Sp贸jrz na mnie.
Pope艂niam jeden b艂膮d po drugim.
Tak to widzisz?
A jak mia艂bym to widzie膰?
Chcia艂em zmieni膰 艣wiat na lepsze, pom贸c bli藕nim,
i popatrz na mnie - gruby, zapijaczony arystokrata,
kt贸ry wszystko partaczy.
Nataszo, nic nie osi膮gn膮艂em!
By艂e艣 dla mnie bardzo dobry.
Tylko dlatego, 偶e...
Niewa偶ne.
Nikt nie jest tak dobry jak ty.
Nikt nie rozumie mnie jak ty.
Gdyby ci臋 przy mnie nie by艂o,
nie wiem co by si臋 ze mn膮 sta艂o...
Gdyby艣 wiedzia艂a jak...
Nie, to z艂e!
Co si臋 sta艂o?
Nataszo, my艣l臋...
Lepiej, 偶ebym tak cz臋sto ci臋 nie odwiedza艂.
Dlaczego?
Bo...
Powiedz.
Po pierwsze, kup papier - osiem kwaternion贸w.
Masz pr贸bk臋. Dok艂adnie taki sam. Kup u Mi艅skiego, nigdzie indziej.
I lakier, wosk... Wszystko masz na li艣cie.
Pozdr贸w ode mnie gubernatora Smole艅ska.
Ojcze, Francuzi ju偶 zbli偶aj膮 si臋 do Smole艅ska!
S膮 ju偶 za progiem. Nie czyta艂e艣 listu Andrzeja?
Nonsens, nie wtr膮caj si臋! Id藕, Tichon!
Tichonie.
Id藕 do gubernatora, powiedz, 偶e ojciec nie chce wyjecha膰,
i spytaj co mo偶e dla nas zrobi膰.
Jak d艂ugo b臋dziemy tu jeszcze bezpieczni?
Dobrze, ksi臋偶niczko. Zobacz臋, jak sprawy stoj膮.
I wracaj szybko.
Bezpiecznej podr贸偶y!
Nie, nie, nie mo偶e...
Francuzi nie mog膮 by膰 blisko Smole艅ska.
Nie, nie...
Miasto jest otoczone!
Odejd藕!
Rosja jest sko艅czona!
Bierzcie, ch艂opcy!
Nic nie zostawiajcie Francuzom!
Sam pod艂o偶臋 ogie艅.
Tichon! Co tu robisz, na Boga?
Pan nie chce wyjecha膰.
Powiedz mu, 偶e musi!
Powiedz mu, 偶e za kilka dni Francuzi dotr膮 do 艁ysych G贸r!
Rozumiesz? Musi natychmiast wyjecha膰! Ty te偶.
Dobrze, ekscelencjo.
Wszystko stracone?
W 偶adnym razie. Ale musicie wyjecha膰!
Jed藕!
- Nie! - Tato, Andrzej powiedzia艂...!
My艣li, 偶e zostawi臋 dom przekl臋tym Francuzom?
Nigdy!
Musz臋 broni膰 艁ysych G贸r!
Wezwa膰 milicj臋! Podaj mi marynark臋.
Nie t膮! Pe艂en mundur!
Milicji ju偶 tu nie ma! Wszyscy wyje偶d偶aj膮!
Nie o艣miel膮 mi si臋 sprzeciwi膰! Ty jed藕, je艣li chcesz.
Stawi臋 op贸r!
Tichon, przypnij mi szabl臋!
Zr贸b to!
Zr贸b!
Dziadek jedzie na wojn臋, tak?
Szybko!
Tato!
Musimy zawie藕膰 go do Boguczarewa!
Przez jaki艣 czas b臋dziemy tam bezpieczni.
Jed藕cie. Troch臋 zbocz臋.
Niedaleko jest jezioro, w kt贸rym mo偶na si臋 wyk膮pa膰.
Dobrze, ekscelencjo.
Dzie艅 dobry, panie.
Gdzie rodzina?
Wyjecha艂a.
Dzi臋ki Bogu.
Jest w porz膮dku, nie za zimno.
Je艣li pan chce, mog臋 ich odwo艂a膰,
- mo偶e pan je mie膰 dla siebie. - Niech si臋 k膮pi膮.
Tyle zdrowych ludzi.
A wszyscy sko艅cz膮 jako mi臋so armatnie.
Mog臋 w czym艣 pom贸c?
Nie, dzi臋kuj臋. Jedziemy do maj膮tku do Bugaczerowa.
- Ju偶 niedaleko. - Nie radzi艂bym.
Francuzi s膮 tylko dwa dni za nami.
Prosz臋 jecha膰 do Moskwy. Tam b臋dziecie bezpieczni.
Drogie serce...
C贸rko...
Serce mnie boli...
Wybacz mi.
Oczywi艣cie, 偶e wybaczam, ojcze.
Andriuszka...
Chc臋 go zobaczy膰.
Nie mo偶e przyj艣膰.
Jest z armi膮.
Rosja stracona...
Zniszczyli j膮.
Co si臋 sta艂o, tatusiu?
Za艂贸偶 bia艂膮 sukienk臋.
Lubi臋 j膮.
Tichon...
呕yczy艂am sobie jego 艣mierci...!
Modli艂am si臋 o ni膮, a ca艂y ten czas on mnie kocha艂!
Kocha艂 mnie...
Kiedy pochowamy ojca, musimy jecha膰 do Moskwy.
Czy to najlepsze? Je艣li zostaniemy,
z pewno艣ci膮 francuscy oficerowie dobrze nas potraktuj膮.
Nie b臋d臋 patrze膰 na wrog贸w w domu ojca.
- Pozwoli ksi臋偶niczka. - Tak?
Ch艂opi robi膮 k艂opoty z ko艅mi.
Widzisz? Te偶 wiedz膮, 偶e b臋d膮 dobrze potraktowani przez mych rodak贸w.
Francuzi si臋 o nas zatroszcz膮.
- Tak b臋dzie najlepiej... - Wol臋 umrze膰,
ni偶 b艂aga膰 wroga o protekcj臋.
To by艂aby obraza pami臋ci mego ojca.
Tichonie, to musi by膰 nieporozumienie.
Przy艣lij do mnie Drona. Natychmiast.
Czekaj膮 na zewn膮trz.
Dronuszka, o co chodzi?
Po naszej tragedii?
Wola Bo偶a, ksi臋偶niczko.
Musz臋 wyjecha膰 wieczorem lub najp贸藕niej jutro rano.
Przygotujecie konie i za艂adujecie wozy?
Nie ma koni, ksi臋偶niczko.
Oczywi艣cie, 偶e s膮! O czym ty m贸wisz?
To kara Bo偶a.
Wi臋kszo艣膰 koni zabra艂a armia,
a co do reszty,
nie ma czym ich karmi膰.
K艂amstwa!
Wbili sobie do g艂owy,
偶e lepiej im zaczeka膰 na Francuz贸w.
Nie zrozumieli艣cie.
Macie moje s艂owo, 偶e b臋dziecie mie膰 jedzenie i dach nad g艂ow膮
w naszym maj膮tku w Moskwie.
Je艣li zostaniecie, wr贸g was zniszczy.
Francuzi nas wyzwol膮 i dadz膮 nam ziemi臋!
Co kiedykolwiek dla nas zrobili艣cie?
Jak mo偶esz tak m贸wi膰?!
Nie 艣mia艂by艣, gdyby 偶y艂 m贸j ojciec i brat tu by艂.
Nakazuj臋 ci przygotowa膰 konie do wyjazdu!
Pi臋kne okolice. Powinni艣my znale藕膰 tu du偶o paszy.
Musimy j膮 zabepieczy膰, zanim dobior膮 si臋 do niej Francuzi.
I kilka pi臋knych dziewczyn?
Moja jest ta z przodu.
Co mo偶emy dla ciebie zrobi膰?
Moja pani chce zna膰 pana nazwiska i nazw臋 regimentu,
i 偶eby pan przyszed艂 do domu i porozmawia艂 z ni膮.
Oczywi艣cie. Porucznik Ilin z Paw艂ogradzkich Huzar贸w.
A to hrabia Rostow, dow贸dca szwadronu.
Z rado艣ci膮 porozmawiamy z wasz膮 pani膮.
Jak si臋 nazywa?
Ksi臋偶niczka Maria Niko艂ajewna Bo艂ko艅ska.
Jej ojciec zmar艂 wczoraj,
a ch艂opi wykorzystuj膮 sytuacj臋.
Przykro mi to s艂ysze膰. Wska偶 nam drog臋.
Wstyd mi prosi膰 o pa艅sk膮 pomoc.
Nie ma powodu, ksi臋偶niczko. To oburzaj膮ce
i szcz臋艣liwy jestem mog膮c pom贸c.
To b臋dzie dla mnie przyjemno艣膰 i honor m贸c pani膮 eskortowa膰
i obiecuj臋, 偶e nikt nie o艣mieli si臋 przysparza膰 zn贸w k艂opot贸w.
Dzi臋kuj臋, hrabio Rostow.
Drogi ksi膮偶臋, czy to prawda?
Smole艅sk w p艂omieniach,
i Napoleon zbli偶a si臋 do Moskwy?
Nasza armia zatrzyma go du偶o przed Moskw膮,
a wie pani, z Moskwy daleko do Petersburga.
Je艣li dojdzie do najgorszego, co si臋 z nami stanie?
Trafimy na gilotyn臋?
Nie, droga pani, Napoleon jest wspania艂omy艣lny.
B臋dziemy musieli odkurzy膰 francuski.
Bilibin! 呕yjemy w ciekawych czasach.
Nie ma uroczej Helene?
Musia艂a przyj膮膰 inne zaproszenie.
Dw贸ch kochank贸w, nieobecny m膮偶,
i jest w delikatnym stanie.
Oczywi艣cie dziecko nie jest Bezuchowa.
Z pewno艣ci膮 znajdzie wyj艣cie.
O偶e艅 si臋 ze mn膮...
B臋d臋 tylko twoja.
To niemo偶liwe. Prawda?
- Nie jeste艣 偶on膮 Bezuchowa? - Nie!
Tylko z nazwiska.
Widzisz, my...
On nigdy...
Wstyd m贸wi膰...
M贸wisz...
偶e mo偶e by膰 anulowane?
Dlaczego nie?
Je艣li napisz臋 do Pierre'a, zrobi wszystko o co poprosz臋.
Jest taki uczynny.
Chcesz si臋 ze mn膮 o偶eni膰?
C贸偶...
Tak, oczywi艣cie!
To od razu napisz臋 do Pierre'a.
Wci膮偶 marnujesz czas,
przewracaj膮c karty jak ma艂y ch艂opiec?
Pr贸buj臋 ustali膰 sw贸j los, Catiche.
Kto艣 m贸wi艂, 偶e idziesz na wojn臋.
Rozwa偶am to.
Ty?
Nic nie wiesz o wojnie.
Mo偶e pora si臋 dowiedzie膰.
"Drodzy rodzice,
Mam nadziej臋, 偶e szykujecie si臋 do wyjazdu z Moskwy.
W Otradnoje b臋dziecie bezpieczniejsi.
Ucieszy was wiadomo艣膰, 偶e jestem zdr贸w i bezpieczny.
Paw艂ogradzcy Huzarzy s膮 w rezerwie,
wi臋c kupowa艂em nowe konie do regimentu.
Jeste艣my w pi臋knej cz臋艣ci kraju.
Nikt nie pomy艣la艂by, 偶e toczymy wojn臋.
Niedawno mia艂em okazj臋 s艂u偶y膰 pomoc膮
ksi臋偶niczce Marii Bo艂ko艅skiej.
Rodzinny maj膮tek sta艂 na drodze Francuz贸w,
a 偶e by艂em w okolicy,
z rado艣ci膮 eskortowa艂em ksi臋偶niczk臋 przez cz臋艣膰 jej podr贸偶y
do bezpieczniejszego miejsca.
Jak si臋 domy艣lacie by艂a bardzo wdzi臋czna."
Tu jest przekre艣lone. Nie mog臋 przeczyta膰.
"I prosi艂a, 偶ebym przekaza艂 wam najserdeczniejsze pozdrowienia."
C贸偶!
Gdyby co艣 z tego wynik艂o,
rozwi膮za艂oby wszystkie nasze problemy.
Wkr贸tce b臋d臋 w Worone偶u, gdzie zaproszono mnie,
bym sp臋dzi艂 wiecz贸r z gubernatorem i jego 偶on膮.
Wiem, 偶e to wasi starzy przyjaciele,
wi臋c nie mog臋 si臋 doczeka膰 poznania ich."
Oto oni, bohaterzy!
Witamy! Napijcie si臋.
Dzi臋kuj臋.
Bogaty wyb贸r.
Jak mi艂o wreszcie ci臋 pozna膰.
Dla mnie r贸wnie偶.
S艂yszeli艣my o ratunku ksi臋偶niczki Marii.
Szcz臋艣cie, 偶e tam by艂em.
Zrobi艂e艣 wielkie wra偶enie na ksi臋偶niczce.
- Wiedzia艂e艣, 偶e jest w Worone偶u? - Naprawd臋?
Tak.
Oczywi艣cie odwiedzisz j膮 jutro rano,
偶eby z艂o偶y膰 uszanowanie.
Mi艂o b臋dzie zn贸w j膮 zobaczy膰.
To idealna partia dla ciebie.
Mam to zaaran偶owa膰?
Gdyby to by艂o takie proste.
Przyszed艂!
Hrabio Rostow.
Ksi臋偶niczko.
Ucieszy艂am si臋, 偶e jest pan w Worone偶u.
- Zdaje si臋, 偶e to przeznaczenie. - Tak.
Mam nadziej臋, 偶e pana rodzina jest zdrowa.
Tak, tylko moja siostra chorowa艂a,
ale ju偶 zdrowieje.
Mam nadziej臋.
Bardzo j膮 polubi艂am, kiedy si臋 pozna艂y艣my,
i chcia艂abym cz臋艣ciej j膮 widywa膰.
Mam nadziej臋, 偶e tak b臋dzie.
Dziwne, jak 偶ycie si臋 czasem toczy.
To prawda.
Ksi膮偶臋 Andrzej!
Witamy z powrotem.
- Rad jestem, 偶e zn贸w b臋d臋 pod pana dow贸dztwem. - Dobry ch艂opak!
Ciesz臋 si臋, 偶e ci臋 widz臋.
Jak tw贸j ojciec?
Ledwie wczoraj dowiedzia艂em si臋 o jego 艣mierci.
Przykro mi to s艂ysze膰.
Kocha艂em go i szanowa艂em.
Swego czasu by艂 wielkim 偶o艂nierzem.
C贸偶.
B臋dziesz u mego boku?
Dzi臋kuj臋 za zaszczyt, ale prosz臋 o pozwolenie
na walk臋 na linii frontu razem z moim regimentem.
B臋dzie krwawo.
Ale nie musz臋 ci tego m贸wi膰.
Spodziewam si臋 utraty 200 tys. ludzi.
Je艣li B贸g zechce, on straci wi臋cej.
My艣li, 偶e jest niezwyci臋偶ony.
Odkryje, 偶e si臋 myli.
Walczymy teraz na w艂asnej ziemi.
Nie damy mu 艂atwo przej艣膰 do Moskwy, nie bez walki.
Zatem...
to stanie si臋 tutaj.
Tu go zatrzymamy.
Pod Borodino.
Dobrze.
Powodzenia, ch艂opcze.
Mam nadziej臋, 偶e zn贸w si臋 spotkamy.
Przepraszam, jak nazywa si臋 to miejsce?
Bordino... Nie, Borodino.
To wszystko nasi?
Tak, a tam s膮 Francuzi.
Wida膰 ich ogniska na wzg贸rzu.
A pan kim jest? Lekarzem?
Nie...
Chcia艂em zobaczy膰 co si臋 dzieje.
Hrabia Bezuchow!
Do艂ochow.
Ciesz臋 si臋, 偶e ci臋 zobaczy艂em, stary przyjacielu.
B贸g jeden wie, czy kt贸ry艣 z nas prze偶yje jutro.
呕a艂uj臋, 偶e si臋 pok艂贸cili艣my.
Skrzywdzi艂em ci臋, Petruszka,
i b艂agam o przebaczenie.
Kim jest ten g艂upiec?
- Uwaga! - Przepraszam.
Szukam ksi臋cia Bo艂ko艅skiego.
T臋dy.
Pierre?
- Co tu robisz, do diab艂a? - Szukam ci臋!
I chcia艂em sprawdzi膰, czy mog臋 co艣 zrobi膰
dla Rosji i tak dalej...
Na mi艂o艣膰 bosk膮, Pierre.
Mamy stoczy膰 najkrwawsz膮 bitw臋,
a teraz musz臋 si臋 tob膮 opiekowa膰?
Zawr贸膰 i wracaj do domu,
- p贸ki masz szans臋... - Nie! Jestem teraz tutaj.
Obiecuj臋, 偶e nie b臋d臋 wchodzi艂 w drog臋.
Dobrze.
Chod藕.
My艣lisz, 偶e jutro wygramy?
My艣l臋, 偶e ich zatrzymamy,
a to r贸wnie dobre jak zwyci臋stwo.
Wyczuwam to w naszych ludziach.
Tym razem s膮 gotowi na 艣mier膰, nie uciekn膮.
Nie b臋dzie 艂adnie.
Powiniene艣 wr贸ci膰 do Moskwy.
Nie teraz. Przeby艂em tyle drogi.
Za nic bym tego nie przegapi艂.
- Nie boisz si臋? - Nie!
Nie, dlaczego? Je艣li 艣mier膰 nadejdzie, to nadejdzie.
Co mam do stracenia?
Czuj臋 to samo, przyjacielu.
Rozmawia艂em z Natasz膮 zaraz przed przybyciem tutaj.
Ona wci膮偶 ci臋 kocha i marzy o twoim przebaczeniu.
To ju偶 sko艅czone.
Ustalili艣my, 偶e wi臋cej tego nie poruszymy.
Wr贸ci艂em do 艁ysych G贸r.
Szed艂em przez sad.
By艂y tam dwie m艂ode bose wie艣niaczki,
zbiera艂y 艣liwki i zjada艂y je.
My艣la艂y, 偶e robi膮 co艣 z艂ego.
Kiedy mnie zobaczy艂y, uciek艂y 艣miej膮c si臋.
Chcia艂em im powiedzie膰, 偶e mog膮 wzi膮膰 ile chc膮.
Uciekaj膮c podnios艂y sp贸dnice.
Widzia艂em ich ma艂e bia艂e st贸pki...
Kocha艂em jej dusz臋.
Czy to by艂a iluzja?
Wiesz jednego razu
pr贸bowa艂a mi opowiedzie膰 o starcu, kt贸rego spotka艂a w lesie,
kt贸ry by艂 dla niej bardzo mi艂y.
Pr贸bowa艂a znale藕膰 w艂a艣ciwe s艂owa, by opowiedzie膰
jak szczeg贸lna by艂a dla niej ta chwila.
Nie potrafi艂a, ale to nie mia艂o znaczenia.
Widzia艂em to w jej oczach, Pierre.
Wiem.
- Kocha艂em jej dusz臋... - Wiem.
...a to zwierz臋, Kuragin...
widzia艂 w niej tylko kawa艂 s艂odkiego mi臋sa.
To ju偶 sko艅czone.
- Nie musi by膰. - Do艣膰. Czas spa膰.
Musimy by膰 wyspani rano.
- Andrzeju... - Do艣膰!
呕o艂nierze!
Nadesz艂a bitwa, na kt贸r膮 czekali艣cie!
Walczcie jak pod Austerlitz a zwyci臋偶ymy!
"Potomno艣膰 zapami臋ta was
jako bohater贸w, kt贸rzy walczyli i wygrali
wielk膮 bitw臋 pod Borodino!"
Vive I'Empereur!
Co?
- Co si臋 sta艂o? Zacz臋艂o si臋? - Tak.
M贸j pan zostawi艂 konia dla pana, i wszyscy inni ju偶 pojechali.
Genera艂 Kutuzow wyjecha艂 godzin臋 temu.
Dlaczego mnie nie obudzi艂e艣?
Pan kaza艂 pozwoli膰 panu spa膰.
Przepraszam...
Kto to?
Ty!
Hrabia Bezuchow, do us艂ug.
Pomog臋 we wszystkim co mog臋!
Doprawdy?
Dobrze, wska偶 mu drog臋.
B贸g z tob膮, ch艂opcze.
Prosz臋 za mn膮.
Nie powinno tu pana by膰. Jest zbyt niebezpiecznie!
To nic. Nie b臋d臋 przeszkadza艂.
Daj zna膰, czy mog臋 co艣 zrobi膰.
Nie boi si臋 pan?
Nie, a ty?
Kiedy w ka偶dej sekundzie mo偶e mnie rozerwa膰?
Oczywi艣cie, 偶e si臋 boj臋!
- Sieka nas na kawa艂ki! - Mo偶na to jedynie przetrzyma膰.
Odwagi!
Pu艂kowniku, donosz臋, 偶e zosta艂o tylko osiem 艂adunk贸w.
Dalej strzela膰?
Oczywi艣cie.
Biegnij do w贸zka z amunicj膮, we藕 rezerwy!
Ja p贸jd臋! Jestem silny.
- To nie miejsce dla pana. - Pomog臋 je nie艣膰.
Tu s膮!
Amunicja zosta艂a wysadzona!
Pom贸偶 mi!
Panie, marsza艂ek Murat gratuluje.
Potrzebne posi艂ki!
Posi艂ki? Jest nas dw贸ch do jednego!
Marsza艂ek Murat m贸wi, 偶e jeszcze jeden oddzia艂 dokona dzie艂a.
Rosjanie atakuj膮 nasz膮 lew膮 flank臋! Nie utrzymamy ich!
- Stra偶 cesarska? - Nie.
Nie zaryzykuj臋 jej straty.
Ka偶 armii si臋 wycofa膰 i przegrupowa膰.
Nie przerywajcie bombardowania.
Cel mo偶na osi膮gn膮膰 r贸偶nymi sposobami.
Popatrz na psa!
Co za rzeczy mo偶na zobaczy膰 na wojnie.
Uwaga!
Padnij!
Na ziemi臋!
Padnij!
Dobrze, ekscelencjo.
Powa偶na rana, ale zrobimy co si臋 da.
Poka偶 mi...!
Prosz臋.
Anatol?
Anatol.
Kuragin.
Bo艂ko艅ski.
Miej lito艣膰.
Zobacz, co mi zrobili!
Panowie, znie艣li艣my wszystko
co wr贸g nam zgotowa艂 i odparli艣my ich.
Napoleon odni贸s艂 艣mierteln膮 ran臋, z kt贸rej si臋 nie podniesie.
Z艂amali艣my ducha jego wojska.
A teraz?
Przejdziemy do ofensywy?
Nie.
Wycofamy si臋.
Pod Borodino stracili艣my po艂ow臋 armii.
Nie stra膰my drugiej po艂owy.
Mamy porzuci膰 Moskw臋?
Porzuci膰 bez walki 艣wi臋t膮 stolic臋 Rosji?
T艂umaczenie: joy77
Synchro: Peterlin
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.