All language subtitles for War.and.Peace.2016.s01e03.WEBDLRip.NewStudio.TV

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soran卯)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Przegramy bitw臋 i zginie wielu ludzi.

Bo偶e, Bo艂ko艅ski, co za ba艂agan!

Co czujesz do Soni?

Kocham j膮, Tasza.

Nie by艂em czu艂ym m臋偶em...

ale teraz ju偶 za p贸藕no.

Oto on!

Twoja 偶ona jest pi臋kniejsza, ni偶 j膮 pami臋tam, Bezuchow.

Za zdrowie pi臋knych kobiet, Petruszka,

i ich kochank贸w.

Wyzywam ci臋!

WOJNA I POK脫J T艂umaczenie: joy77

Hrabio Bezuchow?

Je艣li mog臋...

Nie musi si臋 pan z nim pojedynkowa膰.

Niech pan przeprosi, powie, 偶e straci艂 panowanie nad sob膮.

Nikt nie pomy艣li o panu 藕le.

Nie, ju偶 tu jeste艣my. Niech pan poka偶e tylko, gdzie mam i艣膰.

- Kapitanie Do艂ochow? - Miejmy to z g艂owy.

Gdyby tylko przypomnia艂 mi pan...

Celuj臋 i... ?

O Bo偶e.

Niech pan wyci膮gnie r臋k臋 prosto przed siebie, nieruchomo.

I naci艣nie spust, nie ci膮gnie.

Niech pan stanie bokiem, wystawi rami臋, nie pier艣.

Niech pan nie daje mu 艂atwego celu.

Dzi臋kuj臋, zapomnia艂em. Bardzo pan mi艂y.

- Wci膮偶 czas, by to odwo艂a膰. - Nie.

Wiem, 偶e to g艂upie, ale nie mog臋 zrezygnowa膰.

Zatem powodzenia.

Jako 偶e adwersarze odm贸wili pogodzenia si臋, zaczynamy.

Po odliczeniu do trzech, mog膮 panowie i艣膰 ku sobie.

Ale nie dalej ni偶 do szabli, kt贸re wyznaczaj膮 granice.

Po odliczeniu do trzech, mog膮 panowie wystrzeli膰 w ka偶dej chwili.

Raz.

Dwa.

Trzy.

- Fedia! - Wracajcie!

Do艂ochow!

Nie! Wracaj za barier臋, do diab艂a!

Jeszcze nie koniec.

Obr贸膰 si臋! Zakryj si臋!

Chybi艂em!

G艂upi!

艢mier膰, k艂amstwa!

Jak 藕le jest?

Je艣li zobaczy mnie umieraj膮cego, to j膮 zabije.

Kto?

Moja matka. M贸j anio艂.

Ona i moja biedna siostra to jedyne dobre rzeczy

w moim 偶yciu, Rostow.

Jedyne, na kt贸rych mi zale偶y.

Musz臋 偶y膰 dla nich. Rozumiesz?

Tak, rozumiem.

Jed藕, cz艂owieku!

Anatol, przesta艅. Nic nie dostaniesz.

Pierre.

To ja...

I co narobi艂e艣?

Co ja narobi艂em?

Zrobi艂e艣 z siebie widowisko, i ze mnie.

Kto艣 powiedzia艂 ci, 偶e Do艂ochow to m贸j kochanek i uwierzy艂e艣.

Teraz ca艂a Moskwa o nas m贸wi.

Mam uwierzy膰, 偶e jeste艣 niewinna?

Oczywi艣cie, 偶e jestem!

Cho膰 nikt by mnie nie wini艂, gdybym wzi臋艂a sobie kochanka.

呕adna to przyjemno艣膰 by膰 偶on膮 pijaka niezdary.

Wi臋kszo艣膰 ludzi ma ci臋 za p贸艂g艂贸wka.

- Nie m贸w tak do mnie! - Niby dlaczego?

To ja jestem poszkodowana.

Jak mam si臋 po tym pokaza膰 w towarzystwie?

Ja nie wtr膮ca艂am si臋 w twoje przyjemno艣ci.

Lepiej si臋 rozsta艅my.

Co powiedzia艂e艣?

呕e lepiej, by艣my si臋 rozstali! Jutro wyje偶d偶am do Petersburga.

Dobrze.

Je艣li tego chcesz.

Narazisz si臋 tylko na wi臋ksz膮 艣mieszno艣膰.

Wiesz, 偶e i tak musisz da膰 mi maj膮tek?

Zabij臋 ci臋!

Wynocha!

Po stokro膰 przepraszam, Ekscelencjo,

trzeba troch臋 poczeka膰 na konie.

W salonie jest ciep艂o,

je艣li nie przeszkadza panu dzielenie go z innym d偶entelmenem.

Nie, chyba nie mam wyboru.

Dobry wiecz贸r.

Dobry wiecz贸r.

Co?

Zdaje si臋, 偶e mam przyjemno艣膰 z hrabi膮 Bezuchow?

S艂ysza艂em o nieszcz臋艣ciu, kt贸re pana spotka艂o,

i bardzo wsp贸艂czuj臋.

Chcia艂bym pom贸c, je艣li mog臋.

Lecz je艣li z jakiego艣 powodu

uwa偶a pan rozmow臋 ze mn膮 za niemi艂膮, prosz臋 powiedzie膰.

Nie.

Mi艂o mi pana pozna膰.

W takim razie oferuj臋 braterski u艣cisk d艂oni.

Jest pan masonem?

Tak, nale偶臋 do wolnomularzy.

Obawiam si臋, 偶e m贸j spos贸b my艣lenia bardzo r贸偶ni si臋 od waszego.

Nie wierz臋 w Boga.

Oczywi艣cie.

Nie wierzy pan w Boga, bo Go nie zna.

I dlatego jest pan tak nieszcz臋艣liwy.

Jestem. Chyba ka偶dy to widzi,

ale co mam z tym pocz膮膰?

Jak mam pozna膰 Boga,

je艣li rozum m贸wi mi, 偶e On nie istnieje?

Boga nie pojmuje si臋 rozumem, synu,

lecz poprzez 偶ycie.

Nie rozumiem.

C贸偶...

Jest pan m艂ody, bogaty, kszta艂cony.

Co zrobi艂 pan z tymi dobrymi rzeczami,

kt贸re pan otrzyma艂?

Jak dot膮d niewiele.

Musi si臋 pan oczy艣ci膰, s艂ucha膰 swego sumienia.

Niech pan na siebie spojrzy i zapyta siebie,

czy jest pan zadowolony z siebie, swojego 偶ycia?

Nie, nienawidz臋 swojego 偶ycia.

Nienawidz臋 siebie.

Dobrze.

Zrobi艂 pan pierwszy krok.

Rana wci膮偶 ci dokucza?

Tak, troch臋.

- Wci膮偶 utrzymujesz tempo, ojcze. - A dlaczeg贸偶by nie?

Nie zmieniam si臋!

Praca, 膰wiczenia, dobry sen - to wszystko, czego potrzebuje cz艂owiek.

Co dalej? Wracasz do wojska?

Nie, mam do艣膰 sn贸w o chwale.

A wojny Napoleona chyba nie maj膮 z nami nic wsp贸lnego.

- Chc臋 by膰 tu przydatny. - Dobrze to s艂ysze膰!

Znajdziesz tu wiele zaj臋膰.

Zbuduj sobie dom w Boguczarowie.

M臋偶czyzna potrzebuje w艂asnego k膮ta.

Co ty na to?

- To 艣wietny pomys艂. - Dobrze!

MOSKWA JESIE艃 1806

Sporz膮dzi艂em list臋 zalecanych oszcz臋dno艣ci.

Nie chc臋 by膰 dusigroszem.

Od czasu do czasu trzeba podj膮膰 starych przyjaci贸艂.

- Po艂o偶enie jest do艣膰 powa偶ne... - Ju偶 dobrze.

Od teraz b臋dziemy bardzo oszcz臋dni.

Dzi臋kuj臋 za skrupulatne wyliczenia.

- B臋d臋 grzeczny, obiecuj臋. - Ekscelencjo.

O co chodzi, synu, jakbym nie wiedzia艂?

Wybacz, 偶e o to prosz臋, ale brakuje mi pieni臋dzy.

Pomaga艂em Do艂ochowowi w jego wydatkach na leczenie.

- A tak. Jak on si臋 ma? - O wiele lepiej.

Ale wraz z matk膮 i siostr膮 偶yj膮 w takiej biedzie,

偶e ledwie im starczy na ogrzanie pokoi.

A ty im pomagasz.

Masz szczodre serce.

Nie mog臋 ci teraz wiele da膰.

Bakszin surowo mnie napomnia艂.

Wystarczy ci 2 tys. rubli?

W zupe艂no艣ci, jeste艣 bardzo dobry, ojcze.

Musi starczy膰 do wiosny.

Daj臋 ci s艂owo, 偶e tak b臋dzie.

I chcia艂bym zaprosi膰 Do艂ochowa,

偶eby zosta艂 u nas jaki艣 czas. Mog臋?

M贸j drogi ch艂opcze, ka偶dy tw贸j przyjaciel jest tu mile widziany!

Dzi臋kuj臋.

Za zdrowie i szcz臋艣cie wszystkich,

i za szybkie ozdrowienie naszego przyjaciela!

Nie wiem, jak panu dzi臋kowa膰, hrabio Rostow,

i pani, hrabino, za wasz膮 dobro膰.

Nonsens, przyjemno艣膰 po naszej stronie.

Jest pan jednym z bohater贸w spod Austerlitz.

Nie mam powod贸w do dumy, po prostu lubi臋 walczy膰.

To jedyne co znam, przyznaj臋 ze wstydem.

Nie dyskredytuj si臋, Fedia, nikt z nas i tak w to nie uwierzy.

Lepiej wi臋c nic nie b臋d臋 o sobie m贸wi艂.

Jak ci idzie nauka mazurka, Nataszo?

My艣la艂y艣my, 偶e dobrze,

p贸ki Denisow nie powiedzia艂, 偶e 藕le to robimy.

- Tak by艂o. - Co o tym wiesz, Denisow?

Ta艅czy艂em mazurka w Polsce,

kiedy ty wci膮偶 nosi艂e艣 haleczki!

Naprawd臋?

W Polsce uczyli nas...

Od zawsze mieszkasz z rodzin膮, Soniu?

Tak, od dziecka.

Miko艂aj ciep艂o si臋 o tobie wyra偶a i teraz wiem dlaczego.

Chcia艂bym lepiej ci臋 pozna膰, Soniu.

Do艂ochow ca艂y czas na ciebie patrzy.

Nie czujesz si臋 niezr臋cznie?

Tak, ale nie ma w tym nic z艂ego.

Mo偶e patrze膰 ile chce. To niczego nie zmieni.

Jeste艣 taka pewna siebie.

Mama m贸wi, 偶e dziewcz臋ta s膮 jak j臋tki.

呕yj膮 jeden dzie艅 w s艂o艅cu i na tym koniec.

Wi臋cej ni偶 dzie艅.

Ale jak d艂ugo? Rok, dwa?

呕eby wybra膰 albo zosta膰 wybran膮.

A potem nasze 偶ycie jest ustalone, na zawsze.

To przera偶aj膮ce.

Musisz tylko dobrze wybra膰.

Ale sk膮d b臋d臋 wiedzia艂a?

B臋dziesz.

Na pewno?

Przepraszam, ale go nie lubi臋.

Dlaczego? Wszyscy go lubi膮.

- Jest w nim co艣 okrutnego. - Jeste艣 niedorzeczna.

- Nieprawda! - To najmilszy, najczulszy...

Gdyby艣 widzia艂a go w domu z matk膮 i siostr膮...

Tego nie wiem, ale wiem co czuj臋.

Jestem pewna, 偶e Pierre mia艂 s艂uszno艣膰, kiedy go wyzwa艂.

Pierre to idiota.

Nieprawda, powierzy艂abym mu 偶ycie.

Gdy on...

Nie widzisz, 偶e pr贸buje odebra膰 ci Soni臋?

Jest tylko dla niej mi艂y. Ciebie te偶 lubi.

Nieprawda.

I nie jestem pewna, czy lubi ciebie, tak szczerze.

Na pewno dasz rad臋, Fedia?

Jeszcze raz.

Musisz mi pokaza膰, jak to zrobi膰!

Sekret zawodowy.

Masz 艣liczn膮 kuzynk臋, Rostow.

I siostr臋, rzecz jasna.

My艣la艂em, 偶e gardzisz kobietami,

- poza w艂asn膮 matk膮 i siostr膮. - Ostatnio zmieni艂em zdanie.

Niewinno艣膰 i czysto艣膰 s膮 rzadkie.

Znasz te dziewcz臋ta ca艂e 偶ycie,

wi臋c nie doceniasz ich zalet.

Pewnie masz racj臋. Nigdy o tym nie my艣la艂em.

Odczuwasz wszystko bardzo g艂臋boko, prawda, Do艂ochow?

Niekt贸re rzeczy.

Niekt贸re.

Mazurek!

Wiedzia艂am, 偶e gdzie艣 jest! Chod藕, Denisow.

Che艂pi艂e艣 si臋, teraz poka偶, co potrafisz!

- Nie, nie. - Tak! Zmu艣 go, ojcze!

Nie masz wym贸wek. Lepiej si臋 poddaj.

Najlepszy pomys艂 tego wieczoru.

Denisow, wspaniale ta艅czysz! Nie mia艂am poj臋cia.

To dla ciebie, wszystko dla ciebie.

Dzi臋kuj臋.

Zas艂u偶y艂e艣!

- Dzi臋kuj臋. - Usi膮dziemy?

Hrabino.

Nataszo.

Je艣li teraz nie przem贸wi臋, to ju偶 nigdy.

Uwielbiam ci臋.

Nigdy nie czu艂em czego艣 takiego do 偶adnej kobiety czy dziewczyny.

My艣l臋 o tobie ca艂y dzie艅 i 艣ni臋 ca艂膮 noc.

Ojej.

Wiem, 偶e nie ma nadziei, ale musz臋 spyta膰.

Uczynisz mnie najszcz臋艣liwszym m臋偶czyzn膮 na 艣wiecie

i zostaniesz moj膮 偶on膮?

呕a艂uj臋, 偶e to powiedzia艂e艣.

Prosz臋 wybaczy膰.

- Nic nie mog艂em na to poradzi膰. - Drogi Denisow.

Bardzo ci臋 lubi臋, ale...

Nie mog臋 tego powiedzie膰.

Prosz臋.

Zapomnij o tym.

Chwila szale艅stwa.

Ju偶 po wszystkim.

Prosz臋 wybaczy膰...

Musi mie膰 pan opask臋 na oczach.

Dlaczego?

Je艣li chce pan do nas do艂膮czy膰,

musi by膰 pan got贸w podda膰 si臋 naszym rytua艂om.

Jest pan got贸w?

Tak.

Tak.

Zostawi臋 teraz pana.

Kiedy us艂yszy pan pukanie,

mo偶e pan zdj膮膰 opask臋.

Po co tu przyszed艂e艣?

Po m膮dro艣膰?

Po cnot臋?

Po o艣wiecenie?

Po odnow臋.

Chc臋 odnowy.

Sic transit gloria mundi!

Zawsze pomagaj bli藕niemu.

Podno艣 upad艂ych.

Wybaczaj wrogom.

Nie m艣cij si臋, chyba 偶e aby wy艣wiadczy膰 dobro.

Id藕 teraz do 艣wiata.

呕yj nie dla siebie, lecz dla innych.

Musisz si臋 cieszy膰, 偶e odwr贸ci艂 si臋 od towarzystwa.

Nie powiem nic przeciw memu m臋偶owi, Anno Paw艂owna,

ale ostatnie miesi膮ce by艂y dla mnie pr贸b膮.

Ciesz臋 si臋, 偶e wr贸ci艂am do Petersburga.

S艂ysza艂am, 偶e sam cesarz si臋 tob膮 zainteresowa艂.

Tak, by艂 偶yczliwy. Wi臋cej ni偶 偶yczliwy.

Vraiment?

Widz臋 tu samych znajomych.

- Bilibin! - Urocza jak zawsze, hrabino.

Mam nadziej臋. Powiedz, co to za m艂odzieniec?

Borys Drubecki.

Obiecuj膮cy m艂odzieniec.

Od Austerlitz jest zwi膮zany z Prusami.

Nasi najstarsi sojusznicy.

Zdradzili nas tylko 4 razy w ci膮gu ostatnich 3 lat,

ale teraz zdaj膮 si臋 rozwi膮zaniem wiecznej...

Nie m贸w mi o polityce, Bilibin, nie znios臋 tego.

Przedstaw mi twego przyjaciela

i ulotnij si臋, dobrze?

Drubecki?

Tutaj.

Hrabino Bezuchow, przedstawiam Borysa Drubeckiego,

jednego z najbardziej obiecuj膮cych m艂odych dyplomat贸w.

Enchante.

Jest pan przy naczelnym dow贸dztwie?

Jakie to ekscytuj膮ce by膰 przy wszystkich decyzjach.

Opowiedz mi o tym.

Interesuje si臋 pani polityk膮?

Uwielbiam j膮.

To takie fascynuj膮ce!

Do艂ochow, nie uwierzysz, na kogo wpad艂em!

Do艂ochow?

Co si臋 sta艂o?

- Powiedzia艂 ci? - Nie, o co chodzi?

Dosz艂o do ma艂ej sceny.

O艣wiadczy艂 si臋 Soni, a ona go odrzuci艂a.

Powiedzia艂a, 偶e kocha innego.

Oczywi艣cie ciebie, ale tego nie powiedzia艂a.

- O艣wiadczy艂 si臋 jej? - Tak! Nie spodziewa艂e艣 si臋 tego?

Czasami my艣l臋, 偶e nic nie widzisz.

Mama nie jest zadowolona.

Powiedzia艂a Sonii, 偶e Do艂ochow to dobra partia

dla dziewczyny bez perspektyw. Ale ciesz臋 si臋, 偶e mu odm贸wi艂a.

- A ty nie? - Tak, oczywi艣cie.

Ale porozmawiam z ni膮 o tym.

Zawo艂am j膮.

Naprawd臋 ci si臋 o艣wiadczy艂?

Tak. Nie chcia艂am tego.

Mama mia艂a racj臋, to dobra partia.

To dobry kompan i przyjaciel.

Nie chc臋, by艣 my艣la艂a, 偶e przegapi艂a艣 szans臋.

Ju偶 mu odm贸wi艂am. Nic nie sk艂oni mnie do zmiany zdania.

By艂 dla mnie bardzo mi艂y, ale nie mog艂abym go pokocha膰,

Je艣li odm贸wi艂a艣 mu przeze mnie,

- to obawiam si臋... - Nie m贸w tego!

Musz臋 powiedzie膰 ci ca艂膮 prawd臋.

Kocham ci臋, bardziej ni偶 kogokolwiek.

To mi wystarczy.

Ju偶 wcze艣niej si臋 zakochiwa艂em i zn贸w si臋 zakocham.

Nic na to nie poradz臋, taki jestem.

Je艣li mama odm贸wi,

nie mog臋 nic ci obieca膰.

- Nie prosz臋 o to. - Ale powinna艣 rozwa偶y膰

o艣wiadczyny Do艂ochowa.

Wol臋 wcale nie wychodzi膰 za m膮偶 ni偶 za niego.

Kocham ci臋 i zawsze b臋d臋.

Ale o nic ci臋 nie prosz臋. Niczego nie oczekuj臋.

Nie zas艂uguj臋 na ciebie.

Jeste艣 anio艂em.

Dzie艅 dobry, przyszed艂em zobaczy膰, jak si臋 macie.

Te chaty nie wygl膮daj膮 za dobrze, Grigori.

Potrzebuj膮 przynajmniej nowych dach贸w.

Istotnie, Ekscelencjo. Pami臋taj o tym.

A to dobre miejsce na szko艂臋.

Szko艂臋?

Tak, ka偶dy ch艂opiec powinien mie膰 szans臋 na nauk臋

czytania i pisania. Dziewczynki te偶.

Ale sk膮d we藕miemy nauczycieli?

Nauczyciele s膮 wsz臋dzie.

Wybuduj szko艂臋 a nauczyciele si臋 znajd膮!

Teraz spichlerze.

Witaj.

Spichlerze.

To ty.

Przepraszam, pomyli艂em dzie艅? Lub godzin臋?

Nie s膮dz臋.

Gdzie s膮 wszyscy?

Nie starczy nas dwoje?

Oczywi艣cie.

A my艣la艂e艣, 偶e o co chodzi?

C贸偶...

Jeste艣 g艂odny?

Nieszczeg贸lnie.

Chod藕 wi臋c.

Dobra, panowie, kto wchodzi?

Rostow! Przyszed艂e艣!

Dzi臋kuj臋 za zaproszenie. Ostatnio rzadko ci臋 widywa艂em.

By艂em zaj臋ty.

Ale wci膮偶 jeste艣my... Mi臋dzy nami wszystko dobrze?

A dlaczego nie? Usi膮d藕 z nami.

Czy mo偶e boisz si臋 ze mn膮 gra膰?

Nie mam pieni臋dzy.

To nic, ufam ci.

Graj lub nie, mnie wszystko jedno.

Ale m贸wi臋 ci, je艣li ze mn膮 zagrasz, przegrasz.

Tego nie wiesz.

Wiesz co o mnie m贸wi膮?

Do艂ochow sam przynosi sobie szcz臋艣cie.

- Zagram. - Brawo! Zr贸bcie mu miejsce.

Obstawiajcie.

Pi臋膰 rubli na pi膮tk臋.

Tr贸jka kier.

Dziesi膮tka wygrywa.

A pi膮tka przegrywa.

Rostow, wszystko zapisuj臋.

Obstawiajcie.

10 na asa.

Jeszcze?

Dobra.

Si贸demka...

Kr贸l...

...i as przegrywa.

Masz pecha, Rostow.

Mo偶e to nie twoja noc. Obstawiajcie.

20 na si贸demk臋.

Czasem tak bywa.

Mo偶e chcesz sko艅czy膰?

40 na kr贸la.

Obstawiajcie.

- Tysi膮c na asa. - Kto艣 jeszcze?

Walet karo.

Tr贸jka kier.

As karo.

Ile jestem ci winien?

Masz 艂adny g艂os. Powinni艣my cz臋艣ciej razem 艣piewa膰!

Musz臋 i艣膰 pom贸wi膰 z ojcem.

Nocny marek!

Wreszcie w domu! Dobrze si臋 bawi艂e艣?

Nie specjalnie.

Ojcze, obawiam si臋, 偶e potrzebuj臋 wi臋cej pieni臋dzy.

Ju偶?

Przeczuwa艂em, 偶e ci nie starczy,

ale nie s膮dzi艂em, 偶e tak szybko!

M艂odym jest si臋 tylko raz. Ile potrzebujesz?

Raczej du偶o.

Przegra艂em w karty...

W艂a艣ciwie bardzo du偶o.

- Ile? - 43000.

Co?

Z kim?

43000?! 呕artujesz?

Obieca艂em zap艂aci膰 jutro.

Jutro.

To chyba w ko艅cu ka偶dego spotyka.

Tak.

Takie rzeczy si臋 dziej膮.

To troch臋 trudne.

Musimy zamkn膮膰 dom w Moskwie i wyjecha膰 do Otradnoje.

C贸偶...

Nic na to nie poradzimy.

Nie poradzimy.

Tato! Prosz臋, wybacz, przepraszam!

Wybacz, przepraszam... Nie chcia艂em...

Ju偶, ju偶.

No to jedziemy.

Nie poprawili艣my swojej reputacji na przepustce, co?

Ja z pewno艣ci膮.

Im przepustka d艂u偶sza, tym 偶o艂nierz g艂upszy.

Przynajmniej wiemy, co mamy teraz robi膰 - zabija膰 Francuz贸w.

To potrafimy.

Z rozkazu cesarza Aleksandra

i 艂aski Boga,

og艂aszamy, 偶e traktat pokojowy

zosta艂 zawarty z cesarzem Francji,

kt贸ry odt膮d b臋dzie naszym walecznym sojusznikiem.

Cesarz Napoleon otrzyma艂 Order 艣w. Andrzeja,

na znak naszej przyja藕ni i zgody.

Dzi臋kuj臋.

艢wietnie.

O co w tym chodzi?

O to co zwykle. Zmieniamy strony.

Wrogowie s膮 teraz przyjaci贸艂mi.

- Przyja藕nimy si臋 z Francuzami? - Wiem, wiem.

艢wiat oszala艂. Nie ma sensu pr贸bowa膰 to zrozumie膰.

WIOSNA 1809 r.

Ksi膮偶臋 Andrzej jest w domu? Jestem starym przyjacielem.

Tak, Ekscelencjo. Przekaza膰, 偶e pan przyjecha艂?

Nie, chc臋 go zaskoczy膰.

Pierre!

Co za niespodzianka!

Mi艂o ci臋 widzie膰! Co ci臋 tu sprowadza?

Obje偶d偶am maj膮tki,

pr贸buj臋 poprawi膰 warunki moich ch艂op贸w

i dzier偶awc贸w, usprawni膰 gospodarstwa i tak dalej.

Nie mam poj臋cia co robi臋.

Jak si臋 masz? Du偶o o tobie my艣la艂em,

zastanawia艂em si臋, co porabiasz!

Niewiele kr贸tko m贸wi膮c.

Chod藕, zjedzmy co艣 i napijmy si臋.

To jest 偶ycie. Chleb, ser,

i wino, w umiarze.

Do diab艂a z socjet膮!

Jeste艣 taki sam. Nic si臋 nie zmieni艂e艣!

Tak uwa偶asz?

Ja s膮dz臋, 偶e si臋 bardzo zmieni艂em i to na lepsze.

S艂ysza艂em o twoim ma艂偶e艅stwie.

I jak si臋 sko艅czy艂o?

S艂ysza艂e艣 o pojedynku?

I przez to musia艂e艣 przej艣膰.

Dzi臋kuj臋 Bogu, 偶e nie zabi艂em tego cz艂owieka.

Dlaczego? Je艣li pies jest z艂y, lepiej, 偶eby by艂 martwy.

Odebranie komu艣 偶ycia zawsze jest z艂e.

Dlaczego? Mo偶e dla ciebie.

Dla mnie s膮 tylko dwa z艂a:

choroba i skrucha.

Od 艣mierci Lizy dr臋cz膮 mnie wyrzuty sumienia.

殴le j膮 traktowa艂em, a teraz jej nie ma.

Znikn臋艂a w nico艣ci.

Nie mog臋 naprawi膰 b艂臋d贸w.

Wpatruj臋 si臋 w otch艂a艅, Pierre.

Teraz moim jedynym celem jest 偶y膰 dla siebie.

Jak najmniej szkodzi膰

i mie膰 jak najmniej do czynienia z innym lud藕mi.

Nie zgadzam si臋. To nie wystarczy.

呕y艂em dla siebie i zniszczy艂em sobie 偶ycie.

Teraz pr贸buj臋 my艣le膰 o innych, pomaga膰 im,

i jestem szcz臋艣liwszy.

Ale nie 偶yjesz dla siebie!

Co z twoj膮 siostr膮, ojcem, synkiem?

S膮 cz臋艣ci膮 mnie.

Przyznaj臋, nie mo偶na ca艂kowicie unika膰 艣wiata,

ale zrobi臋, co mog臋.

Dbam o maj膮tek, zajmuj臋 si臋 siostr膮 i synem,

s艂u偶臋 w miejscowej milicji z ojcem.

- To mi wystarczy. - Nie wr贸cisz do armii?

Po Austerlitz? Nie, dzi臋kuj臋.

Pogo艅 za wojskow膮 chwa艂膮 budzi teraz we mnie wstr臋t.

Poza tym Kutuzow by艂 naszym ostatnim dobrym 偶o艂nierzem,

a car go zdegradowa艂.

A co z tob膮?

Masz tyle do zaoferowania. O偶e艅 si臋 znowu, dlaczego nie?

Mam unieszcz臋艣liwi膰 kolejn膮 dziewczyn臋?

Dziwi mnie, 偶e rekomendujesz ma艂偶e艅stwo, Pierre.

呕aden z nas si臋 nie popisa艂 w tej dziedzinie.

Musz臋 ci to powiedzie膰. Prowadzimy te rozmowy

i m贸wisz, jakby twoje 偶ycie si臋 sko艅czy艂o,

ale wci膮偶 jeste艣 m艂ody.

Mo偶e ci臋 spotka膰 wiele dobrych rzeczy.

Odk膮d zosta艂em masonem i zacz膮艂em prowadzi膰 warto艣ciowe 偶ycie,

czuj臋, 偶e mog臋 wszystko!

Musimy 偶y膰.

Musimy kocha膰.

I musimy wierzy膰,

偶e tu chodzi o co艣 wi臋cej ni偶 nasze kr贸tkie 偶ycie na skrawku ziemi.

Istnieje jaka艣 prawda.

Musisz w to wierzy膰.

Gdyby tylko tak by艂o.

Pierre, chc臋, 偶eby艣 pozna艂 mojego syna.

A m贸j ojciec i siostra chyba nie widzieli ci臋 od lat.

Masz czas?

Dla ciebie ile zechcesz.

To 艣mieszna ryba.

Robi 艣mieszn膮 min臋!

Co my艣lisz o Andrzeju?

Bardzo mnie martwi.

Dzi艣 jest wes贸艂 i 偶yw,

ale to dzi臋ki tobie.

Jest nieszcz臋艣liwy.

Ale nie pr贸偶nuje.

Wiem.

Wszystko robi dobrze.

Ale zdaje si臋 jakby dusza z niego ulecia艂a.

Ojciec wr贸ci艂.

Przywitasz si臋 z dziadkiem?

Koniec wojny?

Traktat pokojowy z Francj膮 d艂ugo si臋 nie utrzyma. Wspomnicie moje s艂owa.

Nie zd膮偶ycie si臋 wiele zestarze膰 a zn贸w b臋dziemy walczy膰 z Napoleonem!

Nie! Musimy wierzy膰, 偶e cz艂owiek mo偶e si臋 rozwija膰.

Rozwija膰?

Ludzie si臋 nie zmieniaj膮!

Chyba 偶e krew w ich 偶y艂ach zast膮pisz wod膮,

to mo偶e nie b臋dzie wojny!

Opowiadasz dyrdyma艂y starych kobiet,

ale dobrze wiedzie膰, 偶e s膮 jeszcze jacy艣 ideali艣ci na ziemi.

Chc臋, 偶eby艣 pojecha艂 do Otradnoje.

Tamtejszemu marsza艂kowi, hrabiemu Rostow,

nie uda艂o si臋 zwerbowa膰 po艂owy wymaganej liczby ludzi.

Armi臋 trzeba utrzyma膰,

nawet w czasie tak zwanego pokoju.

Rostow potrzebuje zach臋ty.

Znasz go?

- Nie. - Ja znam.

Bardzo dobry cz艂owiek. Niepraktyczny,

ale nie mnie to ocenia膰.

Bardzo go lubi臋. Ca艂a rodzina jest wspania艂a.

O prosz臋. Mo偶esz po艂膮czy膰 interesy i przyjemno艣膰!

Przeka偶 ojcu, 偶e zrobi臋, co mog臋,

by mie膰 sw贸j wk艂ad w milicji. By艂em niedba艂y.

Przeprowadzi艂em si臋 na wie艣 dla oszcz臋dno艣ci,

ale mamy tu wi臋cej rozrywek

ni偶 w Moskwie. Polowania, przedstawienia, kolacje, muzycy,

nieko艅cz膮cy si臋 sznur go艣ci...

Nie b臋d臋 ci臋偶arem...

Nie chodzi o pana.

Musi pan przenocowa膰.

I zosta膰 ile zechce!

Nie musi pan rozmawia膰 z takim starym nudziarzem jak ja.

Widzia艂em, 偶e zerka pan na dziewcz臋ta.

Natasza! Przerwij gr臋 i podejd藕.

Moja c贸rka, Natalia.

Nataszo, to ksi膮偶臋 Andrzej Bo艂ko艅ski,

jeden z bohater贸w spod Austerlitz.

Mi艂o mi pana pozna膰.

Chyba widzia艂em pani膮 wcze艣niej.

Tak.

Popatrzy艂 pan na mnie surowo!

Ale偶 nie.

Nie surowo, przynajmniej mam tak膮 nadziej臋.

Zabierz go i porozmawiaj. Ma mnie do艣膰.

Ksi膮偶臋 Andrzej, o kt贸rym m贸wi Pierre Bezuchow?

To m贸j najwi臋kszy przyjaciel.

Bardzo pana kocha. Uwa偶a pana za bohatera.

Widzia艂 go pan ostatnio?

Mia艂 tyle k艂opot贸w, a 偶aden z jego winy.

Widzia艂em go przed przyjazdem tutaj.

My艣l臋, 偶e zapomnia艂 o troskach.

Jest pe艂en wielkich plan贸w i mi艂o艣ci do bli藕nich.

To do niego podobne.

Chcia艂abym, 偶eby by艂 szcz臋艣liwy.

Jak pani.

Ma pani dar szcz臋艣cia.

Czy偶 wszyscy go nie mamy?

Gdzie艣 w nas?

Chod藕, jeszcze raz!

Dobrze, ale potem gasz臋 艣wieczki.

Starczy. Id臋 spa膰.

Soniu, jak mo偶esz spa膰?

Chyba w og贸le nie zasn臋.

Sp贸jrz na ksi臋偶yc.

To nie ksi臋偶yc nie pozwala ci zasn膮膰.

Co wi臋c?

Bardzo go lubisz?

Bardziej ni偶 Borysa?

O wiele bardziej.

Jest w nim taki smutek,

to mnie troch臋 przera偶a.

Ale on wyje偶d偶a, a my jedziemy do Petersburga.

Chyba wi臋cej go nie zobacz臋.

Soniu, chcia艂abym teraz odlecie膰.

Spr贸bowa膰? Powietrze mnie uniesie?

Nie b膮d藕 niem膮dra!

- Chod藕 spa膰. - Skoro nalegasz.

ZIMA 1809 r.

W艂o偶y艂e艣 wiele wysi艂ku, aby zmieni膰 swoje 偶ycie.

To godne pochwa艂y.

Co o sobie s膮dzisz?

Mog臋 teraz patrze膰 na siebie bez wstr臋tu.

Lecz wci膮偶 nie jestem szcz臋艣liwy.

Wcale.

殴le 艣pi臋, budz膮 mnie przera偶aj膮ce my艣li.

Co ze mn膮 nie tak?

Mo偶e zmieniasz sw贸j 艣wiat,

a zapominasz zmieni膰 siebie.

Pr贸bujesz przebaczy膰 tym, kt贸rzy ci臋 zranili?

"Droga Helene, my艣l臋, 偶e powinni艣my wznowi膰 nasze 偶ycie ma艂偶e艅skie,

je艣li si臋 zgodzisz.

Wybacz, 偶e zrani艂em Twoje uczucia

i zaszkodzi艂em reputacji

moim zachowaniem."

Dzi臋kuj臋, Pierre.

"S膮dz臋, 偶e jestem teraz lepsz膮 osob膮, ni偶 gdy艣my si臋 ostatnio widzieli."

Nie wierz臋, 偶e wr贸ci艂a艣 do Bezuchowa.

Nie b膮d藕 taki wstrz膮艣ni臋ty. To ma sens.

Nie sypiamy razem, to tylko dla pozoru.

Nic wi臋c nie musi si臋 zmieni膰.

Wracaj do 艂贸偶ka.

Nie, mam du偶o zaj臋膰.

Wiesz, 偶e Rostowowie wr贸cili do miasta?

Tak, s艂ysza艂em.

Nie jeste艣 zar臋czony z ich c贸rk膮?

To by艂a dziecinada.

Ona o tym wie?

Na twoim miejscu bym to wyja艣ni艂a.

Nie sta膰 ci臋 na zar臋czyny z dziewczyn膮 bez grosza.

Chyba nie jeste艣 zazdrosna?

Ja? Zazdrosna?

O ma艂膮 Rost贸wn臋?

Jeste艣 uroczy.

Sam wyjdziesz.

Czekaj!

Zobaczymy si臋 na balu u cara?

Tak, ale nie wolno ci ze mn膮 rozmawia膰,

a tym bardziej dotyka膰.

B臋d臋 zaj臋ta, a ty musisz znale藕膰

艂膮dn膮 dziedziczk臋 i j膮 oczarowa膰.

- Chyba potrafisz? - Nie chc臋.

Chc臋 ciebie.

Uroczy ch艂opiec.

Tak si臋 denerwuj臋!

Nie mog臋 spa膰, my艣l膮c o balu cara.

Nie masz czym si臋 denerwowa膰.

To wa偶ne, dla ciebie i Sonii,

wasze pierwsze wyj艣cie w Petersburgu.

Wszyscy b臋d膮 na was patrze膰.

Miej trze藕wy umys艂,

i nie zakochuj si臋 w pierwszym, kt贸ry poprosi ci臋 do ta艅ca.

- My艣lisz, 偶e tam b臋dzie? - Kto?

Wiesz, mamo!

Ksi膮偶臋 Andrzej Bo艂ko艅ski.

Je艣li taka wola Boga, b臋dzie,

i z nim zata艅czysz.

Teraz zamknij oczy.

Sp贸jrz na nie.

Charmantes!

Tylu tu Francuz贸w.

- Jakby nic si臋 nie zmieni艂o. - To nie potrwa d艂ugo.

Napoleon nie oprze si臋 pragnieniu podbicia Rosji.

- Ju偶 nied艂ugo. - Bilibin, nie m贸w tak.

Tak膮 ma natur臋. Jest jak skorpion, musi k艂u膰,

nic nie poradzi.

Kr贸lowa Petersburga!

Jego Cesarska Mo艣膰, car.

- Stary przyjacielu! - Pierre!

Jak si臋 masz?

Bardzo dobrze.

Tak, widz臋, 偶e co艣 si臋 zmieni艂o.

S艂ysz臋, 偶e wywo艂ujesz zamieszanie w kr臋gach dworskich

i reformujesz armi臋.

Stara iskra zn贸w jasno p艂onie?

Mo偶na tak to uj膮膰.

A co z tob膮?

Nie chcesz o mnie s艂ucha膰.

Ciesz臋 si臋, 偶e ci臋 widz臋.

Mog臋 prosi膰?

- Mog臋 prosi膰 do ta艅ca? - Oczywi艣cie.

Hrabino Rostowa.

Czy mog臋 zata艅czy膰 z pani c贸rk膮, Natali膮?

Oczywi艣cie! B臋dzie zachwycona.

To on!

Nie wiem, Pierre. Nigdy czego艣 takiego nie do艣wiadczy艂em.

Czyli czego?

Zakocha艂em si臋, przyjacielu!

W Nataszy Rostowej, tak?

A w kim innym? Czuj臋, 偶e dot膮d nie 偶y艂em naprawd臋.

I 偶e nie mog臋 bez niej 偶y膰, Pierre!

Pokocha mnie? Pomy艣li, 偶e jestem za stary.

Jestem za stary! Co o tym my艣lisz?

Dlaczego nic nie m贸wisz?

Ta dziewczyna to skarb.

Jedyna w swoim rodzaju. To skarb.

Je艣li naprawd臋 j膮 kochasz, nie wahaj si臋,

nie my艣l o tym. Id藕 za g艂osem serca i o偶e艅 si臋 z ni膮.

O偶e艅 si臋 z ni膮 cho膰by jutro, nie po偶a艂ujesz!

- Mo偶e mnie pokocha膰, Pierre? - Kocha ci臋.

- Ledwie mnie zna... - Kocha ci臋! Wiem to! Dobrze?

Widzia艂em to w jej twarzy, kiedy z tob膮 ta艅czy艂a.

Nigdy jej takiej nie widzia艂em,

a znam j膮 od dziecka.

Kocha ci臋, Andrzeju.

Jeste艣 najwi臋kszym szcz臋艣liwcem na ziemi.

Dlaczego rozmawiasz ze mn膮?

Id藕 do niej!

Nie daj jej odej艣膰.

O艣wiadcz si臋 jej.

Tak zrobi臋.

T艂umaczenie: joy77

Synchro: Peterlin

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.