Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soran卯)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
"NIE MA MITU BEZ KITU"
Dzi臋kuj臋, Grosvenor.
To ja panu dzi臋kuj臋.
Ch艂odna dzi艣 noc, Grosvenor.
Tak, prosz臋 pana.
Bo偶e...
W takie noce chcia艂bym, aby lady Agata by艂a nadal z nami.
Bardzo za ni膮 t臋skni臋.
Wszystkim nam jej brakuje.
Tak, zapewne.
Mia艂a takie wspania艂e cia艂o.
Tak, to by艂a wspania艂a kobieta.
O tak. Prawdziwa 艣licznotka.
Tak. By艂a taka 偶yczliwa.
呕adna oznaka zawi艣ci czy z艂o艣ci nie go艣ci艂a nigdy na jej twarzy.
Tak. A te wieczory,
gdy wk艂ada艂a na siebie t膮 czarn膮, przezroczyst膮 sukienk臋...
Starczy! Mo偶esz odej艣膰.
Tak, prosz臋 pana. Dzi臋kuj臋 panu. Dobranoc panu.
Prosz臋 pana?
Tak, Grosvenor?
B臋dzie pan przegl膮da艂 te nieprzyzwoite ksi膮偶ki?
Nie.
Bardzo dobrze. Dzi臋kuj臋 panu. Dobranoc panu.
Przepraszam pana...
Tak, Grosvenor?
Skoro pan nie b臋dzie potrzebowa艂 tych nieprzyzwoitych ksi膮偶ek,
czy ja mog臋?
Tak, jasne. Oczywi艣cie, Grosvenor.
Bardzo panu dzi臋kuj臋. Jeszcze raz dobranoc panu.
M贸j Bo偶e!
Zostaw mnie!
Zostaw mnie!
Prosz臋, zostaw mnie w spokoju!
Przesta艅 mnie dr臋czy膰!
Bardzo przepraszam, 偶e nachodz臋 pana o tej godzinie,
ale obawiam si臋, 偶e zab艂膮dzi艂em.
To nic. Niech pan wejdzie.
Bardzo dzi臋kuj臋.
Pozwoli pan, 偶e wprowadz臋 reszt臋 mojej ekspedycji?
Ale偶 oczywi艣cie. Prosz臋.
Niekt贸rzy z nich nie s膮 tak do ko艅ca... cywilizowani.
Co pan ma na my艣li?
Widzi pan, plemienny str贸j jest do艣膰 skromny
i je艣li s膮 w domu jakie艣 damy...
Nie, w tym domu nie ma 偶adnych dam.
To dobrze.
Kaza艂em im dobrze wytrze膰 nogi.
Przy okazji, nazywam si臋 Merson. Kapitan Merson.
- Jest pan bardzo uprzejmy. - To nic takiego.
Czym si臋 zajmuje pa艅ska ekspedycja?
Chcemy znale藕膰 kana艂 albo inn膮 drog臋 wodn膮,
艂膮cz膮c膮 rzeki Ganges i Brahmaputra w Kr贸lestwie Bhutanu.
Ale tu jest Maidenhead.
Tak. To nasz pierwszy dzie艅.
Widzi pan, mieli艣my przesi膮艣膰 si臋 w Woking,
a ten przekl臋ty konduktor skierowa艂 nas na peron do Swindon.
Oczywi艣cie zaraz za mostem wysiedli艣my i z艂apali艣my poci膮g powrotny.
Wejd藕my z nimi do biblioteki. Tam jest ogie艅.
Bardzo dzi臋kuj臋.
Grosvenor!
Co si臋 sta艂o? Chce pan ciastko?/
呕adnego ciastka, Grosvenor.
Przynie艣 do biblioteki kilka r臋cznik贸w i co艣 gor膮cego do picia.
A rzemienie?
Nie, Grosvenor. Tylko r臋czniki i co艣 do picia.
Tak, prosz臋 pana.
Wchod藕cie.
Ledwie wyruszy艂em z Paddington o 16:30,
a ju偶 straci艂em trzech ludzi./
Przykro mi.
Prosz臋 usi膮艣膰.
Dzi臋kuj臋.
Tamci pojechali do Bristolu.
Problem w tym, 偶e to 艂owcy g艂贸w.
To mnie troch臋 martwi.
Co mu jest?
Ach tak, no...
W艂a艣ciwie sam nie wiem.
Widzi pan, oni maj膮 tendencje do ta艅c贸w p艂odno艣ci.
Niekt贸re z nich s膮 nieco zbyt bezpo艣rednie.
To bardzo bezpo艣rednie plemi臋.
A co robi膮 teraz?
To jest chyba ten taniec o trzech paniach i jednym panu.
Obrzydliwe.
Pochodz膮 z g贸r Naga.
Le偶膮 one w p贸艂nocno-zachodniej Birmie,/
w praktycznie niedost臋pnej cz臋艣ci krainy./
Co pan powiedzia艂?
呕e pochodz膮 z niedost臋pnej cz臋艣ci...
- Powiedzia艂 pan, 偶e sk膮d s膮? - Z p贸艂nocno-zachodniej Birmy.
Z g贸r Naga? Powiedzia艂 pan "g贸ry Naga"?
Tak, to 400 mil na p贸艂noc od Mandalay.
Tak. Wiem.
- Wie pan? - Tak.
Kapitanie Merson,
s膮dz臋, 偶e ci ludzie nie s膮 tu przypadkowo./
Nie. To przez tego g艂upka w Paddington...
Przybyli tu, 偶eby mi pom贸c.
Pom贸c panu? Jak?
Kapitanie Merson,
opowiem panu pewn膮 histori臋.
To historia o strachu, tragedii i grozie.
Historia kl膮twy...
...kl膮twy, kt贸ra ci膮偶y nad tym domem.
"KL膭TWA PTASICH SZPON脫W"
SCENARIUSZ
MRO呕膭CA KREW W 呕Y艁ACH OPOWIE艢膯 O STRACHU, TRAGEDII I GROZIE
Urodzi艂em si臋 w Cheltenham w roku 1881./
Moi rodzice prowadzili wygodne, lecz ascetyczne 偶ycie,/
a mnie po艣wi臋cali bardzo ma艂o czasu./
Wobec dzieci stosowali 偶elazn膮 dyscyplin臋./
Moj膮 siostr臋 uwi臋zili za to,/
偶e na艂o偶y艂a sobie za du偶o mas艂a na grzank臋,/
a m贸j m艂odszy brat Dawid zosta艂 zabity za podeptanie kwiatk贸w./
Strach pomy艣le膰, co by zrobili ze mn膮,/
gdyby dowiedzieli si臋, 偶e mam dziewczyn臋,/
Agat臋, z s膮siedztwa./
Ale to, jak i wszystkie inne moje pragnienia,/
musia艂o pozosta膰 moj膮 mroczn膮 tajemnic膮./
Nie powiedzia艂em tego nikomu, nawet Agacie./
Jedyn膮 osob膮, z kt贸r膮 mog艂em porozmawia膰,/
a kt贸ra nie nale偶a艂a do tego ponurego i dusznego 艣wiata,/
by艂 wujek Jack./
Wujek Jack by艂 bohaterem mojego dzieci艅stwa./
By艂 taki silny i odwa偶ny./
A poniewa偶 ju偶 wiedzia艂em, co to takiego przepuklina,/
mog艂em podziwia膰 jego swobod臋, z jak膮 podnosi艂 kamienne elementy./
Gdy jaka艣 cz臋艣膰 jego domu zacz臋艂a si臋 rozpada膰,/
wujek Jack bieg艂 na ratunek,/
bez pasa przepuklinowego, bez 偶adnego aparatu ortopedycznego./
Nie przejmowa艂 si臋 偶adnymi chorobami zaka藕nymi./
T臋偶ec, beri-beri, 偶贸艂ta febra,/
malinica, tyfus, ropotok, denga i szelestnica/
nic dla wujka Jacka nie znaczy艂y./
Raz w miesi膮cu mog艂em odwiedzi膰 jego dziwny, stary dom,/
co stanowi艂o jedyne wytchnienie od zamkni臋tego 艣wiata moich rodzic贸w./
S艂uchaj, synu. Powr贸t punktualnie o sz贸stej.
Wiesz, co ci臋 czeka, je艣li si臋 sp贸藕nisz?
- Tak, ojcze. - Bardzo dobrze.
Wujek Jack!
Wujek Jack!
Cze艣膰, Kevin! Jak si臋 masz, ch艂opcze?
Co to jest, wujku?
Ropiej膮ce w臋z艂y ch艂onne.
Objaw d偶umy, kt贸r膮 z艂apa艂em w ostatni weekend.
Nie boisz si臋?
Takiej ma艂ej d偶umy? Pewnie, 偶e nie!
P贸ki jest w艣ciek艂y pies i zlizuje ten jad.
- Chcesz zobaczy膰 szczury? - Jasne.
To chod藕.
- Widzisz te krosty na j臋zyku? - Tak.
呕贸艂taczka... To pierwsze objawy.
To okropne, wujku.
A to? To jest 艣wierzb.
Czasami mog艂em zosta膰 a偶 do wieczora./
Wujek Jack sadza艂 mnie przy kominku/
i opowiada艂 o swych podr贸偶ach po 艣wiecie,/
o kobietach i chorobach, kt贸re zaliczy艂,/
o tym jak reanimowa艂 metod膮 usta-usta chorych na choler臋 w Valparaiso,/
jak pojecha艂 do Kazachstanu, aby z艂apa膰 rzadk膮 odmian臋 d偶umy,/
i jak by艂 w Londynie celem zara偶enia si臋 pelagr膮, t臋偶cem i szkorbutem/
w ramach protestu przeciwko cenom op艂at pocztowych./
Mija艂y lata, ja musia艂em i艣膰 do szko艂y/
i coraz rzadziej widywa艂em wujka Jacka./
A偶 pewnego dnia dowiedzia艂em si臋, 偶e powa偶nie zachorowa艂./
By艂o to w czasie wojny burskiej i by艂y w艂a艣nie jego urodziny./
Kupi艂em mu now膮 kaczk臋/
i nie mog艂em si臋 ju偶 doczeka膰, a偶 go zobacz臋./
Sta艂o si臋 co艣, Grosvenor?
Paniczu Kevinie, wci膮偶 si臋 o pana dopytuje.
Wszystkiego najlepszego, wujku!
Wszystko w porz膮dku?
D艂ugo na tym 艣wiecie nie poci膮gn臋.
To ta d偶uma, wujku?
Nie, to nie to. To nic takiego.
To pryszcz.
Nie.
To co艣 o wiele gorszego.
Mam urodziny.
Wiem, kupi艂em ci prezent.
Tego dnia ba艂em si臋 przez ca艂e 偶ycie.
Nie zosta艂o mi wiele czasu.
Podejd藕 do toaletki.
Otw贸rz drug膮 szuflad臋.
W艂贸偶 tam r臋k臋.
I co czujesz?
- Co艣 w艂ochatego. - Nie, to szczur.
Szukaj dalej.
- Skrzynka? - To jest to.
Nie otwieraj jej!
Podaj mi j膮! Szybko!/
Odsu艅 si臋.
Nigdy, pod 偶adnym pozorem nie wolno ci dotkn膮膰
tego, co w niej jest.
- Rozumiesz? - Tak.
- Obiecujesz? - Tak, wujku. Obiecuj臋.
- Co tam jest, wujku? - S膮 tam...
...ptasie szpony!
- Nic specjalnego... - Nie dotykaj!
To nie s膮 zwyczajne ptasie szpony.
Dosta艂em je, kiedy by艂em w Birmie.
By艂em jeszcze m艂ody i zdrowy.
Mia艂em tylko malari臋.
Monsun zasta艂 mnie w g贸rskiej wiosce.
W tym upale i wilgoci malaria przerodzi艂a si臋 w gangren臋.
Mia艂em ju偶 odgry藕膰 sobie nog臋 i j膮 wyplu膰.
Bo偶e, szkoda, 偶e tego nie zrobi艂em!
Wtedy do mojej chaty wszed艂 jeden z tubylc贸w.
Na sobie mia艂 tylko pi贸ropusz i sp贸dniczk臋 ze 艣wi臋tych obrazk贸w.
Wcisn膮艂 mi to do r膮k.
Bo偶e...
A ja, g艂upi, to wzi膮艂em.
- I co w tym z艂ego? Nie umar艂e艣... - Te szpony s膮 przekl臋te!
To szpony s臋pa birma艅skiego.
Mieszka艅cy g贸r Naga czcz膮 je
i czerpi膮 z nich niesamowite si艂y seksualne.
- Wujku. - To prawda, Kevin.
Ja sam z nich nie korzysta艂em,
ale m贸j s艂u偶膮cy Grosvenor, owszem.
- To dlatego on...? - Gdy do Birmy dotarli misjonarze,
zabili wszystkie 艣wi臋te s臋py.
Zachowa艂y si臋 jedynie te oto szpony.
Ich posiadacz musi zwr贸ci膰 je 艣wi臋tym m臋偶om,
zanim sko艅czy 60 lat,
w przeciwnym razie nieszcz臋艣cie i 艣mier膰, dopadnie ka偶dego,
kto ich dotkn膮艂.
A ja ko艅cz臋 dzi艣 60 lat.
Zwr贸c臋 je, wujku.
Birma jest 10 tysi臋cy mil st膮d, Kevin.
Mam nowy rower.
Nie dotykaj!
Prosz臋, wujku. Pozw贸l mi je zwr贸ci膰.
To nie takie proste. Te szpony potrafi膮 by膰 przebieg艂e.
Ich moc jest ogromna.
Daj mi je, wujku.
Dobrze, ch艂opcze,
ale musz膮 by膰 dobrze zamkni臋te.
Nigdy ich nie dotykaj, pod 偶adnym pozorem.
Uratuj臋 ci臋, wujku.
Nie martw si臋.
Kevin...
Je艣li b臋d臋 jeszcze 偶y艂, gdy wr贸cisz, poka偶臋 ci m贸j torbiel.
Kurna, fajnie, wujku.
Jedynym problemem byli moi rodzice./
"Odkryta niech b臋dzie nago艣膰 twoja, a ha艅ba twoja widziana b臋dzie"/
Co robisz, mamo?
Co艣, co przykryje ca艂e ludzkie cia艂o, skarbie.
- Ojcze? - Tak, ch艂opcze?
Gdzie jest Birma?
W 艣rodkowej Anglii, w hrabstwie Warwickshire.
Birma?
Birmingham.
Nie, pytam o Birm臋.
Nie ma takiego miejsca jak Birma, ch艂opcze.
- To g贸rzysty kraj z d偶ungl膮... - Tata ci wyra藕nie powiedzia艂, skarbie.
Co si臋 sta艂o, matko?
Uk艂u艂am si臋 drutem w palec.
To mi si臋 nigdy nie zdarzy艂o. Taka nieostro偶no艣膰.
Im wcze艣niej to zakryje ca艂e ludzkie cia艂o, tym lepiej.
Tak, kochanie.
Ten przypadek trzeba dok艂adnie opisa膰 w naszej gazecie.
A wtedy ci, co drwi膮 z nas i lekcewa偶膮 nasze pogl膮dy,
b臋d膮 艣mia膰 si臋 z samych siebie.
Dobry Bo偶e.
Co takiego, kochanie?
Ostrzegaj膮 przed zbli偶aj膮cym si臋 tajfunem./
W og艂oszeniach z Maidenhead? Nie mylisz si臋, kochanie?
Napisali du偶ymi literami w rubryce sportowej.
To chyba b艂膮d drukarski, kochanie.
To dzie艂o z艂ych ludzi.
Czy to blisko Indii, tato?
Co?
Birma.
- Kto ci to powiedzia艂? - Znalaz艂em to w atlasie.
Nie zagl膮daj do atlasu, ch艂opcze.
To z艂a ksi膮偶ka.
Ale偶 ona jest bardzo u偶yteczna.
Jest pe艂na spro艣nych, lubie偶nych kobiet,
kt贸re nie potrafi膮 nic innego,
poza oddawaniem si臋 cielesnym rozkoszom...
To nie jest atlas, kochanie.
Czemu interesujesz si臋 t膮 Birm膮, Kevin?
Musz臋 tam jecha膰, mamo, jak najszybciej.
Do Birmy nie pojedziesz, kochanie.
M贸g艂bym wst膮pi膰 do marynarki.
Nie pozwol臋, aby deprawowali ci臋 ci zbocze艅cy!
M贸g艂bym praktykowa膰 u kucharza.
Zostaniesz tu, ch艂opcze,
gdzie wszyscy ci臋 kochaj膮.
Tato, ty nie rozumiesz...
To wszystko. Sko艅czy艂em.
Sp贸jrz!
Zabierz to st膮d!
Musz臋 to zwr贸ci膰 szamanowi w g贸rach Naga.
Wyrzu膰 ten przedmiot grzechu i ha艅by!
- To s膮 szpony, ojcze. - Szpony?
Raczej erotyczny gad偶et rozbudzaj膮cy u艣pione 偶膮dze u starszych ludzi!
- Nie, one s膮 przekl臋te! - Oddaj mi to, synu!
- Ojcze, nie!
Nie trzeba mi symbolu sutenerstwa i kurewstwa pod moim dachem!
- Nie dotykaj tego! - Nie patrz na to, kobieto,
niech to nie rozbudzi w tobie grzesznej 偶膮dzy!
- To diabelska robota... - Nie!
I do diab艂a musi wr贸ci膰!
Co si臋 sta艂o, kochanie?
- Z艂ama艂em sobie nog臋. - Jakim cudem, kochanie?
Sta艂em sobie tutaj... Och! A teraz druga...!
Obie mam z艂amane!
Kevin!
Kevin!
Kevin! Pom贸偶 nam, prosz臋!
Z艂a moc ptasiej 艂apy zacz臋艂a dzia艂a膰./
Zrozumia艂em, 偶e zosta艂o ma艂o czasu./
Musia艂em jako艣 dosta膰 si臋 do Birmy./
Szcz臋艣cie mi sprzyja艂o./
Zosta艂em kapitanem na "T艂ustym Skurczybyku",/
parowcu, kt贸ry dostarcza艂 wyroby gumowe i r贸偶ne rzeczy na weekend/
mi臋dzy Londynem i Rangun./
Wygl膮da艂o to na niesamowicie szcz臋艣liwy traf,/
wiedzia艂em jednak, 偶e kiedy艣, gdzie艣.../
szpony uka偶膮 sw膮 zgubn膮 moc./
14 na sterburt臋, panie Jenkins.
3 stopnie na po艂udniowy wsch贸d.
Zupe艂nie nie by艂em przygotowany/
na to, w jaki spos贸b mia艂a si臋 objawi膰 kl膮twa./
Min臋艂y cztery dni, jak opu艣cili艣my Londyn,/
a ja zacz膮艂em, ku mojej zgrozie,/
zdawa膰 sobie spraw臋, jak bardzo atrakcyjnym/
zdaje si臋 by膰 starszy bosman sztabowy, pan Russell./
Czy偶by to szpony chcia艂y si臋 zem艣ci膰 w ten okrutny spos贸b?/
Moja haniebna 偶膮dza wobec bosmana ros艂a i ros艂a./
Stawa艂em si臋 coraz bardziej bezsilny./
Prosz臋.
Pan Russell.
Musz臋 z panem porozmawia膰, kapitanie.
S艂ucham.
No wi臋c... Ja w艂a艣nie...
Widz臋, 偶e pan na mnie patrzy, kapitanie.
Ja si臋 patrz臋 na wszystkich, panie Russell.
Jestem chyba urodzonym gapiem.
Ale nie tak, jak patrzy pan na mnie, kapitanie.
Nie chcia艂em pana urazi膰.
Nie ura偶a mnie to, kapitanie.
I to mnie martwi.
Martwi?
Nie wiem, jak to powiedzie膰.
Co?
Od kiedy tylko spotkali艣my si臋 na statku,
bardzo pana pragn臋.
M贸j Bo偶e!
Odpycha to pana?/
Chcia艂bym, 偶eby tak by艂o, panie Russell.
Naprawd臋 chcia艂bym.
- Mog臋 pana dotkn膮膰, kapitanie? - Nie!
Nawet gdyby by艂 pan dziewczyn膮, a pan...
Pan jest m臋偶czyzn膮!
Wiem. Wiem.
- Bo jest pan m臋偶czyzn膮? - Oczywi艣cie!
Przepraszam.
Niech pan nie przeprasza. To ja przepraszam.
Pan nie wie, jak to jest by膰 uwi臋zionym w tym m臋skim ciele.
A... te...?
Co to jest?
- To? - Tak.
To mi jako艣 uros艂o, gdy mia艂em 16 lat.
Drobne wady rozwojowe.
By艂 pan z tym u lekarza?
Doktorzy, chirurdzy nic nie mogli z tym zrobi膰.
Powiedzieli tylko, 偶e z tego wyrosn臋.
Skoro wiadomo, panie Russell, 偶e jest pan m臋偶czyzn膮,
mog臋 艣mia艂o zaproponowa膰...
nacieranie ich panu.
Sta艂o si臋 jasne, 偶e niecna moc szpon贸w/
pozbawi艂a mnie resztek m臋skiej godno艣ci./
Chcia艂by pan, kapitanie?
Och, tak...
Panie starszy...
bosmanie...
...sztabowy!
Od tej chwili co艣 zacz臋艂o si臋 zmienia膰./
Wygl膮da艂o na to, 偶e moc szpon贸w zacz臋艂a nagle s艂abn膮膰./
Tej nocy okaza艂o si臋, 偶e pan Russell by艂 w b艂臋dzie./
W rzeczywisto艣ci by艂 kobiet膮./
Taka pomy艂ka mog艂a przytrafi膰 si臋 ka偶demu,/
zw艂aszcza w spo艂ecze艅stwie, w kt贸rym dorastali艣my./
Zreszt膮 okaza艂o si臋, 偶e wi臋kszo艣膰 za艂ogi to tak偶e kobiety./
Wolni od presji 艣wiata, kt贸ry opu艣cili艣my,/
m贸wili艣my otwarcie o sobie,/
o swych cia艂ach, o swoich potrzebach./
Pierwszy raz w 偶yciu by艂em szcz臋艣liwy./
A偶 pewnego dnia,
gdy Birma by艂a ju偶 w zasi臋gu wzroku,/
zda艂em sobie spraw臋,
偶e jestem wci膮偶 pod wp艂ywem z艂ej mocy szpon贸w./
Prosz臋!
Jutro b臋dziemy w Birmie, co nie, ch艂opaki? Wszyscy gotowi?
Nie p艂yniemy do Birmy, kapitanie.
- Co? - My nie p艂yniemy do Birmy, kapitanie.
Jak to? Jeste艣my prawie na miejscu.
Nam jest tu dobrze, kapitanie.
Znale藕li艣my tu wolno艣膰 i szcz臋艣cie, jakiego nigdy wcze艣niej nie zaznali艣my.
Nie niszczmy tego.
Nie lepiej tak 偶eglowa膰 bez ko艅ca?
Ale ja musz臋 dosta膰 si臋 do Birmy.
Wiem, 偶e byli艣my szcz臋艣liwi.
Nauczyli艣my si臋 wielu rzeczy.
Nawet rzeczy, o kt贸rych nie mia艂em poj臋cia.
Jak za艂adowa膰 do pieca?
Tak. To te偶... Ale i innych rzeczy.
To by艂a metafora, panie kapitanie.
Zobowi膮za艂em si臋, 偶e to zwr贸c臋 prawowitym w艂a艣cicielom
i nie mog臋 zawie艣膰 zaufania wuja.
Nie pozwol臋, aby stan臋艂o to na drodze do szcz臋艣cia.
Od tego zale偶y ludzkie 偶ycie.
I zale偶y te偶 nasze szcz臋艣cie, kapitanie.
Panie Russell! Panie Russell!
Panie Russell! Panie Russell!
Nie! Panie Russell!
Panie Russell!
Nie, panie Russell! Nie wie pan, co robi!
Ale偶 wiem, kapitanie. Chc臋 pana ocali膰!
Ocali膰 was wszystkich!
Nie! Panie Russell!
Ja jedyny prze偶y艂em./
Wreszcie wr贸ci艂em do domu./
Ogarn臋艂o mnie z艂e przeczucie,/
kiedy zbli偶y艂em si臋 do domu, kt贸ry tak kocha艂em./
W czasie mojej nieobecno艣ci wujek Jack znacznie os艂ab艂./
Dopad艂a go rzadka, hiszpa艅ska choroba sk贸ry,/
kt贸ra go chwilowo ucieszy艂a,/
i ostry przypadek myksomatozy,/
ale i tak jego stan si臋 pogorszy艂./
Wujku Jack.
Zwr贸ci艂e艣 szpony, Kevin?
Wybacz, wujku. Nie.
Gdzie one s膮?
Na dnie Oceanu Indyjskiego.
Wybacz, wujku, stara艂em si臋. By艂em ju偶 prawie u celu.
Wiedzia艂em, 偶e si臋 nie uda. M贸wi艂em ci to.
Te szpony s膮 zbyt silne,
zbyt przebieg艂e.
- Przepraszam. - Niewa偶ne, ch艂opcze.
Musisz mi jedno przyrzec.
Tak, wujku?
Trzeba powstrzyma膰 szpony.
Gdyby si臋 uwolni艂y,
wyrz膮dzone szkody by艂yby niewyobra偶alne./
Pewnego dnia wr贸c膮 do tego domu.
Chc臋, aby艣 by艂 zawsze przygotowany na ich powr贸t.
Ale jak by m贸g艂 wr贸ci膰? To niemo偶liwe!
Mo偶liwe. To jest mo偶liwe.
Podejd藕 tu, ch艂opcze.
Poka偶臋 ci...
I tak odszed艂 wujek Jack./
W przeci膮gu roku/
moj膮 rodzin臋 nawiedzi艂a seria dziwnych i okropnych nieszcz臋艣膰./
Ojciec si臋 udusi艂,/
gdy stado szpak贸w zapl膮ta艂o si臋 w narzutk臋 na ca艂e cia艂o./
Matk臋 porwa艂 orze艂 przedni/
podczas szkockich zawod贸w w Braemar w 1921 roku/
i nikt jej wi臋cej nie widzia艂./
A ja zosta艂em jedynym spadkobierc膮 po wujku Jacku./
Przepisa艂 mi sw贸j dom i do艣膰 pieni臋dzy na to,/
abym m贸g艂 o偶eni膰 si臋 ze swoj膮 mi艂o艣ci膮 z dzieci艅stwa, Agat膮./
Od tego czasu nie przespa艂em ani jednej nocy./
W艂osy mi posiwia艂y,/
przedwcze艣nie si臋 zestarza艂em i czeka艂em... czeka艂em,
a偶 szpony powr贸c膮 i wywr膮 sw膮 straszn膮 zemst臋.
My艣li pan, 偶e one tu wr贸c膮?
Ju偶 wr贸ci艂y.
Dzisiaj sko艅czy艂em 60 lat.
Rano zszed艂em na d贸艂 na 艣niadanie
i znalaz艂em lady Agat臋,
moj膮 偶on臋,
sw膮 pi臋kn膮 偶on臋,
...martw膮.
A obok niej, na trapezie,
...le偶a艂o to.
- Szpony! - Tak. Szpony.
Wr贸ci艂y.
Tak, jak przepowiedzia艂 wujek Jack./
Oni wiedzieli, 偶e tu s膮,
ale przybyli niemal za p贸藕no.
Tak wi臋c zabierzcie je! Zabierzcie!
Zabierzcie je ze sob膮 i zdejmijcie kl膮tw臋 z tego domu!/
Co si臋 sta艂o, Grosvenor?
W moim 艂贸偶ku jest jaki艣 facet, prosz臋 pana.
My艣la艂em, 偶e lubisz te rzeczy.
Jest stary i 艣mierdzi. Twierdzi, 偶e ma myksomatoz臋.
- Co? - Tak, a tutaj ma...
Szpony zacz臋艂y rozgrywa膰 ze mn膮 sw膮 ostatni膮 parti臋./
Wujek Jack!
Tak, prosz臋 pana..
Ja p贸jd臋, Grosvenor.
Dobrze, prosz臋 pana.
W porz膮dku, kochanie. Ja otworz臋.
Agata!
Agato!
Agata?
Agata?
A niech mnie! Agata!
Kevin! Natychmiast wracaj do domu!
Ale偶 tato, prosz臋,
艣wietnie si臋 bawimy w domu wujka Jacka.
Tata co艣 powiedzia艂, skarbie!
Nie pozwol臋, aby艣 si臋 obna偶a艂 w tym miejscu nierz膮du.
Zostaniesz w domu,
z dala od lubie偶nego wzroku ladacznic i starc贸w!
U boku MICHAELA PALINA wyst膮pili:
T艂umaczenie: Materiusz
Korekta i synchronizacja: Julius Caligo
Cytat z Ksi臋gi Izajasza wed艂ug przek艂adu Biblii Gda艅skiej
RE呕YSERIA
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.