Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
W latach 90.
handel kokainą i dyskoteki madryckie opanował głośny gang "Los Miami",
którym kierował "Nieśmiertelny".
Serial opowiada fabularyzowaną historię jego imperium.
Cholera!
Co, u diabła?
Proszę.
Caballero, Caballero...
Proszę, nie zabijajcie mnie. Błagam was. Proszę.
Proszę, nie zabijajcie mnie. Błagam was. Proszę.
EL INMORTAL. GANGI MADRYTU
Jest naprawdę niesamowity. Patrz, co robi z tą piłką!
Odpłacamy się za konkwistę.
Najpierw przyszła biała dama a teraz ten wariat.
Rozwijasz się, Hiszpan.
Już nie przynosisz z góry torby pełnej hajsu.
Ale myślę, że...
będziemy musieli zmienić warunki naszej współpracy.
Jak to?
Nie będzie dostawy,
póki nie dostanę przepisu twojej matki.
Mówię poważnie.
Wpadnij skosztować jej potrawki, zjawiskowa.
I rzuć papierosy. Zdradzają, kiedy się denerwujesz.
Poza tym tracisz smak.
Naprzód!
Nowa pralka?
Od Josego.
Wygrał na loterii?
Skąd!
Musiała kosztować majątek.
Wiesz, że cię kocha jak własną babcię.
Pożarliście się.
Dawniej nierozłączni a teraz każdy sobie.
I chodzisz markotny, jakby cię panna rzuciła. Tutaj!
Ostrożnie, nic nie porysuj.
Ile tego jest?
Sto pakietów.
Sto pakietów. Wiesz, ile to milionów?
Nie umiesz do tylu liczyć.
Liczyć może nie, ale umiem wydawać.
Kończymy? Fausti, idziesz się napić?
Chodźmy do Ritza na makaron z chorizo.
Lepiej idź do domu się przespać.
Wyobraź sobie, jakie będą mieli miny.
Co jest?
Cholera, ja pracuję twarzą! Jak teraz wyjdę na wizję?
Powiedz, że spadłeś z konia. Możesz sprzedać wywiad.
Co ty wiesz o wywiadach!
Caballero, powiem Faustiemu, żeby dał ci 2 ludzi do ochrony.
- Wyluzuj. - Nie. Wycofuję się.
Więcej na mnie nie licz.
Słucham?
Lubię imprezy i kokę. Ale nie chcę się narażać.
Znajdź innego pośrednika.
Problem w tym, że nie ty o tym decydujesz.
- Nie? - Nie.
I co zrobisz? Podbijesz mi drugie oko?
Może ci się dobiorę do trzeciego. Tak jak lubisz.
Załatw sprawę z Tytanami i wtedy pogadamy.
Jocie i aktorowi też weszli do domu. Wystraszyli ich.
Nic nie chcą oddać.
Tytani nękają nam dilerów, a my sobie rozmawiamy.
Jak chcą wojny, będą ją mieli.
- Potrzebujemy broni. - Jose.
Musimy sprzedać kokę, żeby zapłacić Kolumbijczykom.
- Może wydłużą nam termin? - Fiuta ci wydłużą!
- Jose, powiedz mu. - Ucisz się, do cholery!
Cicho.
Myślę.
Myśli.
Super.
To właśnie Pepa zrobi z tobą, jak się dowie.
Niech się ustawi w kolejce.
Wypijemy po jednym?
Przepraszam za tę sprawę z Gominasem.
- Jak leci, Joaquin? - Cześć, chłopaki.
Nie chcę cię w nic wplątać.
Wolisz zniknąć?
- Nie czepiaj się. - Nic się nie czepiam.
Jesteśmy kumplami czy nie?
Słuchaj...
a jeśli ja sam chcę się wplątać?
W co?
Z Sebasem i tymi oprychami nic nie zdziałasz.
A z tobą tak?
Bez jaj.
Ktoś powinien mieć podstawówkę.
Nie nadajesz się do tego.
Nieważne. I tak chcę.
Potrzebujesz księgowego czy kogoś w tym guście.
No co?
Kogoś w tym guście?
Ty nie masz gustu, tylko gębę ćpuna.
Nie przeginaj.
Nudzisz się w domu?
Na co się tak wkurzasz?
3 miesiące mieszkamy razem i nic nie robimy.
Moglibyśmy gdzieś wyjechać. Ty i ja.
Nie mogę teraz, Maui.
No weź...
tylko na parę dni. Ty i ja.
Co ci jest?
Nic.
Znudziłam ci się?
Tego nie powiedziałem.
Mówię, że nie mogę wyjechać.
Tylko tyle.
Powiesz, co cię ugryzło?
Nie pójdziesz do dyskoteki.
- Zatańczysz za mnie? - Ani dziś ani nigdy.
Jeśli chcesz pracować, znajdziemy coś. Tak?
Co się dzieje, Jose?
Dokąd z tymi psami?
Bierz go!
Puszczaj, skurwielu!
Obudź się!
Rober! Co robisz? Dokąd idziesz?
- Zostawię ci jedną. - Innym razem.
Jak to innym razem? Co z tobą? Bzyknij ją sobie.
Przestań pieprzyć.
Przecież żartuję. Wyluzuj.
Rober?
Co zamierzasz? Oni tak tego nie zostawią.
Dwie tequile, proszę.
Na razie ściągnąć więcej ludzi do siłowni. Z bronią.
- Załatwione. - Dzięki.
Idziemy, skarbie?
Nie rozumiem, jak możesz jeść o tej porze.
Skosztuj, to zrozumiesz.
Chodź.
Weź.
Poplamisz mnie.
- Odrobinę. - Zostaw.
Nie chcesz jajek? Serio?
- Jose, poplamisz mnie. - Tak.
Patrz, już poplamiłeś.
Jose, idź już.
Jak to?
Chcę się położyć.
Ja też. Zaraz się kładziemy.
Wracaj do domu.
Dlaczego?
Znowu?
Wiesz, co nas łączy.
Jeśli zostaniesz na noc, to będzie dziwne.
- Nie mam z tym problemu. - Ja mam.
Dobrze.
Więc pójdę i już nie wrócę.
Dzień dobry.
Cześć.
Rozmawiałam z Perlą.
- Co powiedziała? - Nie kręć. Już wiem, co się stało.
Poszliście tam z tymi cholernymi psami!
- Dlatego kazałem ci zostać. - No co ty!
Dlaczego zadzierasz z Tytanami? To dzicy ludzie.
W co ty się wpakowałeś?
- Zarabiam na ten cholerny dom. - "Cholerny dom"!
W mordę!
Nie zamykaj mi drzwi!
Mogło ci się coś stać.
Ale się nie...
Nie płacz, Maui.
Przepraszam.
Nic mi się nie stanie.
Wszystko będzie dobrze.
Masz hantle?
Jasne. Matko, jakie ciężkie.
Mogłeś je zostawić w domu. W hotelu jest siłownia.
Nie narzekaj. Macie all inclusive.
Też dostanę taki wyjazd na urodziny?
Wsiadaj i jedź z nimi.
Do Altei do dziadków?
Zostaw ją. Jak umrę, będzie żałować, że mnie unikała.
- Czasem myślę, że jestem adoptowana. - Dajcie buziaka.
Chodź, jedziemy!
Już idę!
Weź. Zadzwoń, jak dojedziesz i spróbuj odpocząć.
Nie wiem, w co się wplątałeś, ale bądź ostrożny.
Jasne.
Na razie.
Jutro odwieź ją do szkoły, OK?
O 8? W środku nocy?
Nie ufam tym ludziom. Zrób to, proszę.
- Dlaczego pozwoliłeś jej zostać? - A zdasz za nią egzamin?
Na razie.
- Dziękuję, kochana, rzuciłem. - Słusznie.
Mówią, że bardzo szkodzą, ale w moim wieku...
Jak pralka?
Świetna. Ale po co taki wielki telewizor?
Żebyś dobrze widziała Marię Teresę Campos.
Po co? Tylko gada bzdury. Mówię Robertowi, żeby go sprzedał
i wziął pannę na randkę, ale mnie nie słucha.
No co? Kto da mi wnuki jak nie ty? Te kundle?
Przestań.
- Czasem myślę, że woli chłopców. - Idź do środka, bo zmarzniesz.
- Trzymaj się, Josito. - Na razie.
Lepiej, żeby babcia pojechała na trochę na wieś.
Spokojnie. Wszystko dobrze.
Na pewno?
Staruszce nic nie zrobią. Poza tym są psy.
Kto tknie babcię?
Nikt.
Weź na wszelki wypadek.
- Zabierz to. - Weź.
Mowy nie ma. Nie chcę używać broni. Zabierz ją.
Dobra, ale jak będziesz chciał, to powiedz.
Żeby nie było jak ostatnio. Masz siłownię albo dom.
Przepraszam.
Trzeba było dać im wycisk, bo by nas wydymali.
Wiem, jasne.
- Wszystko dobrze, tak? - Kurde, stary!
Może zjesz dziś z nami kolację?
Z Maui czy z hrabianką?
Z Isą już koniec.
Nie przejmuj się.
Wiem, że snobka cię kręciła, ale Maui to zajebista laska.
Będziecie mieli ładne dzieci.
- Nie przyjdziesz? - Nie.
Uważaj tu na siebie.
Tutaj.
- Dobry wieczór. - Witam. Mają państwo rezerwację?
Tak, na imię Jose Antonio.
Proszę ze mną.
- Może być ten stolik? - Wolałbym w głębi sali.
Oczywiście. Proszę.
Nie jesz ziemniaków? To biorę.
Coś nie tak?
Wszystko dobrze.
- Powiem, żeby ci podgrzali. - Nie trzeba. Jose, jest dobrze.
- Podgrzeją. - Proszę cię, jest dobrze.
- Możecie to podgrzać? - Nie trzeba. Dziękuję.
- Chcesz coś innego? - Mówię, że nie. Przestań.
Naprawdę trudno mi cię zrozumieć, Maui.
Jesteśmy w ekstra lokalu a tobie nie pasuje.
Jasne. Wszystko załatwiasz w ten sam sposób.
Nie mam co załatwiać.
Jose, dawniej byłeś zabawny.
Świetnie nam mijał czas.
A teraz cały czas chodzisz podminowany i zły.
Teraz możemy wybierać sobie stolik. Dawniej nie mogliśmy.
- Dlaczego mam być zły? - Nie zależy mi na pieniądzach.
Chcę tylko być z tobą.
- Tak? - Tak. Ale chcę być spokojna.
- Nie bać się, że cię zabiją. - Nikt mnie nie tknie, Maui.
To niemożliwe.
Tak?
Zostaw to.
Rzuć to, Jose.
To też niemożliwe.
Nie chcesz nic jeść?
- Co jest? - Nic.
- Jose, nie! Puść mnie! - Stul dziób!
Zostaw go!
Maui!
Pokroję cię, ale najpierw cię zapnę.
Nie! Puść mnie.
Cicho.
A wy co? Załatwcie go!
- Spokojnie. - Puść mnie!
- Nie! - Skurwiel!
Jesteś cały?
Wszystko dobrze? Coś ci zrobili?
Jose...
Kto to był? Tytani?
Gnoje!
Dlaczego byliście sami?
Wystarczy, Sebas.
A teraz oni?
Ładna buźka. Wsiadaj.
Co jest?
Spokojnie.
- Zajmij się, proszę, Maui. - Na pewno?
Dobrze się mieszka w Madrycie, prawda?
Można spokojnie chodzić ulicami
i martwić się tylko o to, jak uzbierać na zakup domu...
samochodu...
albo koki.
Do tego jesteśmy już w Europie. Czego chcieć więcej?
Tylko tego, żeby tak zostało.
Tylko tego, żeby paru gangsterów
nie zrobiło tu jatki na miarę Medelin.
Bez obaw. Wystarczy jeden raz i Tytani znikną na zawsze.
Jose, nie zrozumiałeś. Ta twoja wojenka musi się skończyć.
Bo moi kolumbijscy szefowie podejmą stosowne kroki.
A on czego tu szuka?
- Jose! - Niech stąd spieprza.
Jose, uspokój się.
Cesar, piękna bodega. Liczę, że odłożyłeś parę butelek.
To wszystko szlag trafi. Zbudujemy tu 300 mieszkań socjalnych.
Ta wasza obsesja budownictwa!
Ja wolę wino, ale fajnym penthouse'em nie pogardzę.
W porządku. Już rozmawiałem z wami oboma.
Jeśli będziecie grzeczni,
Madrytem można się podzielić. Kasy wystarczy dla wszystkich. Jasne?
Jak podzielić?
Negocjujcie. Usiądźcie do stołu i się dogadajcie.
Ja dam miejsce i w razie potrzeby będę mediatorem,
ale nie chcę więcej walk, ataków ani żadnego takiego gówna. Jasne?
Zrozumieliście?
Widzicie? Rozmowa prowadzi do porozumienia.
Podajcie sobie ręce.
Śmiało.
Nigdy w życiu.
Jose.
No weź!
Śmiało!
I już?
Zgodziłeś się?
Zachowujesz się jak cipa.
Marcelo ma kokainę. Bez niego nic nie sprzedamy.
Jak ci to nie pasuje, tam masz drzwi, Sebas.
Jutro powiem Caballerowi, że wraca do gry.
A wy uzgodnicie z Tytanami podział terenu.
Jose...
Więcej tak do mnie nie mów przy ludziach.
Spadaj.
MIESIĄC PÓŹNIEJ
Bawimy się!
Widzimy się później.
Chłopaki... Dobrze się bawicie?
Bardzo dobrze.
Za tydzień lecę ze znajomymi na Ibizę.
Chciałbym pół kilo towaru na własne potrzeby.
Bez jaj, nie wwieziesz pół kilo.
Wwiozę. Lecę samolotem kumpla piłkarza.
Kiedy będzie dawał autografy glinom, mogę wwieźć całą Kolumbię.
- Pogadaj o tym z Sebasem. - OK.
Ten piłkarz o tym wie?
Niekoniecznie. Lubi się bawić, ale nie musi o wszystkim wiedzieć.
Jest tutaj?
Nie mógł, jutro gra mecz.
Po kresce?
Nie.
Naprawdę...
Jak tam?
Ten koleś wymiata.
To Elena, prowadzi zajęcia fitnessu. Patrz na ten tyłeczek.
Miło mi poznać.
Wystarczy.
Co byś chciała?
Tequilę.
- Chcesz tequilę? - Tak.
Poproszę tequilę.
Tak się za mną stęskniłaś?
Nie jesteś taki ważny. Umówiłam się z DJ-em.
Z nim? To chyba muszę ci coś wytłumaczyć.
Wariat.
Tak, tęskniłam za tym.
Za czym? Za obrażaniem mnie?
Nie, za tym, jak mnie umiesz rozbawić.
Chociaż za obrażaniem cię też.
Wypić czy rozwalić ci nią łeb?
Nie masz odwagi mi powiedzieć?
Przynajmniej przyznaj, że posuwasz tę dziwkę.
Tak.
Wiedziałam.
Już od jakiegoś czasu.
Ale już nie mogę.
Spójrz na mnie, Jose.
Ja cię kocham.
Ale chcę cię tylko dla siebie.
Tak?
Że co?
Nic ci nie jest? Jak to się stało?
Wyskoczyli na nas we czterech.
I co? Nic nie zrobiłeś? Nie miałeś gnata?
Czekali na nas.
Bez jaj!
- Jose. - Co?
Zabrali vana z koką.
Kanał też pusty.
Poznasz ich?
- Mieli kominiarki! - Skąd byli?
Tutejsi.
- Mówiłem, że Tytani nie odpuszczą. - 300 kilo towaru, Jose.
Fausti, dzwoń do Ruska.
- Na pewno? - Dzwoń!
Idź!
Rozumiem, ale to nagła sprawa. Dobrze zapłacimy.
Dobrze. O 9 w siłowni?
Dziękuję.
Niech ich szlag!
Podobają ci się?
Rewelka.
Rober, serio możesz zostać.
Mowy nie ma. Jestem z tobą. Tylko nie wiem, jak to działa.
Żadna filozofia. Tu masz bezpiecznik. Teraz odbezpieczam.
Zabezpiecz na czas jazdy i nie strzelaj na oślep, OK?
Dzięki, skurczybyku. Fausti, idź z Roberem.
Jose! Ja idę z tobą, tak?
Powaliło cię? Ty już mi pomogłeś. Idziemy!
Potem pogadamy.
Odbiło mu?
Sam jedzie?
Albo taki kozak, albo nas wziął za pedałów.
Prezydent Iraku Saddam Husajn wystąpił...
Uważaj, żebyśmy go nie zgubili.
W związku z wojną nad Zatoką Perską
armia ZSRR jest w stanie pełnej gotowości,
powiedział szef sztabu generalnego gen. Moisiejew.
Siły międzynarodowe zniszczyły dwie bazy lotnicze,
które Irak zbudował na terenie Kuwejtu.
Trzeba to zrobić teraz.
Zostań tutaj i pilnuj.
Minęła godzina 22.
Co robicie, gnoje? Puszczajcie!
Kto jest w domu?
Tylko ja.
Chciałeś mnie zabić, skurwielu?
Spadamy, Fausti.
Coś zgubiłaś.
Poznajesz?
Oddam ci tę kokę. Przysięgam.
Gdzie reszta?
Sprzedałam parę paczek a reszta jest w szatni w Lavapies!
Zaprowadzę cię, ale... zabijesz mnie?
Jaki udział miał w tym Sebas?
Żadnego. Zabrał mnie tam tylko na seks.
Dla kogo pracujesz?
Dla Tytanów?
Dla kogo pracujesz?
Dla nikogo.
Nie!
Dla kogo pracujesz?
Dla nikogo. Zobaczyłam kokę i nie mogłam się powstrzymać.
Nie robiłabym ci konkurencji. Nie tu bym sprzedawała.
Latem pracuję w Benidormie. Mam tam kontakty.
Walą mnie twoje kontakty.
Kto był w warsztacie?
Paru gości, którzy okradają domy.
Myślisz, że blondynka nie ma jaj, żeby zrobić to i jeszcze więcej?
Jaj ci na pewno nie brakuje.
I co ja mam z tobą zrobić?
Zostaniesz tu a później pojedziemy po mój towar.
A potem?
Zaczniesz pracować dla mnie.
Pierwszy i ostatni raz próbowałaś mnie wykiwać.
Zrozumiałaś, Blondi?
Dziękuję.
Jak tam?
W porządku.
Chcesz szybko czy powoli?
Rób, co musisz.
Szybko.
Oprócz niego.
Zalewaj.
Psiakrew! Proszę!
Skurwiel!
Potem zamknijcie zbiornik.
Co ci się stało w twarz?
Mieliśmy wymianę zdań. A on stracił dziewictwo.
Tak?
Nie wiem, co zrobiłem. Strzeliłem...
- Uratowałeś mi skórę, stary. - Ale odbezpieczyłeś czy nie?
Skurwiel!
Mogę wejść?
Zamierzam zostać na noc. I nie tylko dzisiaj.
MIAMI
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Isa!
Spójrz.
Jak wyglądam?
Jak palant.
Mnie się podoba.
Wezmę 10.
Dziesięć.
Fajnie.
Chłopaki będą zachwycone.
Tekst Dariusz Rogalski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.