Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Urdu
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
/"Dexter" 6x06 /Tłumaczenie: MSaint
/Poprzednio w "Dexterze":
/Czy to Zabójca Dnia Sądu numer dwa?
/Travis Marshall.
Czy zna pani jakieś fajne miejsce, gdzie skoczylibyśmy na drinka dziś wieczorem?
Może znam.
To są rysunki Gellara, prawda?
/Nie!
/Wygląda na to, /że Brat Sam się nie zmienił.
Proszę opuścić teren.
Nie bez naszego Nicka.
Głuchy jesteś?
Widzisz, jak łatwo poszło?
Wyjdź i zacznij iść.
/W ten czy inny sposób, /Travis doprowadzi mnie
/do tego, kto naprawdę /zasługuje na mój stół.
/"Just let go" /("Po prostu odpuść")
/Większość ludzi wierzy, /że mamy wolną wolę.
/Że wszyscy sami wybieramy /własną ścieżkę.
/Czasem ta ścieżka jest prosta...
/Czasem: niekoniecznie.
/Każdy zakręt może zaburzyć /nasze wyczucie kierunku.
/Ale to wybory dokonywane /na rozstajach określają, kim jesteśmy.
Deb, jestem trochę zajęty, czy to...
Dex, przykro mi, ale mam złe wieści.
To Brat Sam, został postrzelony,
/- w swoim garażu. - Co?
Sanitariusze właśnie się nim zajmują. /Sama tam jadę.
- Już tam jadę. /- Nie, czekaj...
Kurde.
Myślę, że to będzie należycie niegustowne, jak na nasze potrzeby.
Zapłać tej kobiecie.
Proszę pani!
Jesteśmy prawie gotowi.
- W sprawie tej kobiety... - Ona nie zginęła, prawda?
Nie, ale jej ręka jest poważnie złamana.
- Chciałbym jej dać coś przeciwbólowego. - Nie, Travis.
- Ale ona cierpi. - To nierządnica.
Jest niewyrażającą skruchy grzesznicą. Zasługuje na to cierpienie.
Czy już ją napiętnowałeś?
Nie, jeszcze nie.
Co się z tobą dzieje, Travis?
- To znaczy? - Wahasz się.
Słabniesz.
Lepiej się pozbieraj.
Zdajesz sobie sprawę ze stawki. Jesteśmy wybrańcami.
Jesteśmy dwoma świadkami.
A jeśli się mylimy?
- Przecież my krzywdzimy tych ludzi... - Czy Bóg może się mylić?
Nie wydaje mi się.
Rób, co ci nakazano, Travis,
albo ulegniesz zagładzie razem z resztą ścierwa.
Niedobrze, trzy rany wlotowe, dwie w piersi, jedna w plecach.
Brak ran wylotowych.
Pociski przemieszczały się, poharatały go.
/Ktokolwiek zrobił to Bratu Samowi, /nie zasługuje na to, by żyć.
- Zaraz, co ty robisz? - Swoją robotę.
Wybacz, Dex, ale nie mogę ci na to zezwolić.
- Ty i Sam jesteście przyjaciółmi. - Deb, poradzę sobie.
Naprawdę.
Nie trzeba ci kolejnej nierozwiązanej sprawy.
Potrzebujesz mojej pomocy.
Muszę to zrobić.
Niech ktoś zabierze stąd tego psa.
- Wezmę go. - Co my tu mamy?
Kasa pusta.
Chyba ktoś nakryty na kradzieży.
/Albo gang Julio zemścił się /na Bracie Samie za zabranie im Nicka.
- Chyba nie ma co liczyć... - Nie ma.
Nagrania nie ma.
Gdzie podziali się durni przestępcy?
Nadal są głupi.
Złapiemy tego gnoja.
/Strzelcem był następca Julio.
/Kropnięcie Brata Sama to dobry sposób /na ugruntowanie swojej pozycji.
Widzisz, Louis, sztuka pokrywania proszkiem
zasadza się na delikatności rozprowadzenia proszku na odcisku,
żeby go nie zmazać,
dokładnie jak doprowadzać sutek do stwardnienia.
O tak.
Co ci mówi krew?
Rozbryzg wskazuje, że strzelec stał tutaj.
Bam, bam.
Ofiara obiła się o samochód i upadła tutaj.
Spieniona krew wskazuje na krwawienie tchawiczne,
a ofiara upadła na kolana,
ale wypływ z wewnętrznych ran jest skupiony, nie rozmazany,
więc musiał przewrócić się na bok,
a strzelec podchodzi, by oddać finalny strzał.
Bam.
Ofiara przewraca się na plecy.
Tak go znaleźliśmy.
Dziwna pozycja ciała powoduje, że pocisk mija serce.
To chyba wyłącznie dlatego on jeszcze żyje.
Facet jest zajebisty.
Cały nasz wydział jest zajebisty.
Wszyscy jesteśmy tu zajebiści.
Harrison był jakiś nieswój dziś rano.
- Mogę zadzwonić do Jamie? - Jasne.
/Tej nocy, gdy Julio z ekipą /przyszli po Nicka,
/uderzyłem jednego z nich kijem.
/Wyglądał na prawą rękę Julio...
/Możliwe, że teraz jest numerem jeden.
/Krew.
/Jeśli jest w systemie, /to mam jego nazwisko.
/Mamy trafienie.
/Leo Hernandez.
/Dwa aresztowania za przestępstwa, /jedno za niezapłacone alimenty.
/Jaka jest szansa, że mieszkasz /pod ostatnim znanym adresem?
/Halo?
Witam, mogę rozmawiać z panem Leo Hernandezem?
/A kto mówi?
Wydział opieki społecznej.
Pani porucznik, sprawdziłem odciski palców z garażu.
Mam dwanaście wyników z bazy.
Wszyscy pracowali dla Brata Sama.
No to zajebiście nam pomogło.
Może któryś z tych byłych skazańców znudził się pracą zarobkową.
Yale, Soderquist, chcę zeznania i alibi każdego z pracowników warsztatu.
Tak, przepraszam.
Rzeczywiście musi być z niego okropny ojciec.
Pani i pani dziecko zasługujecie na kogoś lepszego.
/Nie widziała Leo od ponad roku. /I co teraz?
Jakieś wieści o stanie Brata Sama?
Ostatnie, co słyszałam, to że nadal go operują.
Ja coś mam.
Locos z Ósmej Ulicy obwiniają Brata Sama
za zniknięcie ich szefa, Julio Benesa.
/To ja zabiłem Julio.
/Czyżby to była moja wina?
Według tego protokołu sprzed dwóch dni,
Brat Sam podejrzewał Locos o ostrzelanie jego warsztatu.
Więc może motywem była zemsta, nie rabunek?
Albo zemsta i rabunek.
Przejedźmy się i sprawdźmy, czy uda się ustalić wykonawcę wyroku.
Się robi.
Deb, jeśli można, to przejadę się do szpitala sprawdzić, co z Bratem Samem.
Jasne.
Co jest?
Wlewam paliwo, żeby silniki pracowały.
Ja też.
Spokojnie, nie przyszłam tu potrząsać biczem.
Po prostu ostatnio tyle mam na głowie, że nie mieliśmy okazji pogadać.
Więc co się dzieje?
- U mnie spoko. - U mnie też.
- Możemy już wrócić do pracy? - Tak, zapierdalać.
Dużo mi się zbiera za sprawę Mordercy Dnia Sądu.
Komisarz, burmistrz, media, wszyscy się do mnie dobijają.
Czy mamy jakieś postępy?
Quinn i Batista pracują nad naszym podejrzanym,
czyli pudełkami profesora Gellara. Miałam właśnie ich spytać o postępy.
Dobrze, zrób to.
I pamiętaj, jesteś teraz porucznikiem, a nie kimś z towarzystwa.
Zdaję sobie z tego sprawę.
Później przydałaby się odprawa.
Okej.
/Jeśli leżysz tam z powodu /mojego Mrocznego Pasażera,
/to obiecuję ci, że mój /Mroczny Pasażer dokona poprawy.
/"Czuwanie przy świecach /w intencji Brata Sama"
/"W warsztacie o 16:00, /oby Bóg go uzdrowił."
"Pan światłem i zbawieniem moim."
Nick, jak się masz?
"Kogóż mam się lękać?"
"Pan obroną mojego życia."
Chciałem postępować dobrze.
Jak to się mogło stać Bratu Samowi?
Na to pytanie ciężko odpowiedzieć.
Ja się skupiam raczej na tym, kto to zrobił.
"O jedno proszę Pana, tego poszukuję."
Czy Leo Hernandez jest nowym szefem u Locos?
Jesteś tu jako przyjaciel, czy jako glina?
Nie jestem gliną, tylko pracownikiem laboratorium.
I przyjacielem.
I obydwaj wiemy, że Locos chcieli sprzątnąć Brata Sama.
Gdzie mogę go znaleźć?
Nie jestem kapusiem.
Jeśli Leo strzelał do Brata Sama, nie zasługuje na twoją lojalność.
Nick, jeśli teraz mi nie powiesz, gliny to z ciebie wyciągną.
Ja nie zanotuję twojego nazwiska, a oni tak.
Nocuje na St. Andrew's.
Biały dom blisko Romaine.
Bracia i siostry, módlmy się za naszego przyjaciela, Brata Sama.
Chwyćmy się za dłonie.
Panie, wysłuchaj naszej modlitwy,
gdy my gromadzimy się w Twoim imieniu.
Panie, prosimy cię o uleczenie naszego Brata Sama
i sprowadzenie go z powrotem do nas, ponieważ go potrzebujemy.
Jest Twoim światłem pośród nas.
Pomaga nam dostrzegać drogę. Amen.
Amen.
A teraz, w imię przebaczenia, odmówmy cichą modlitwę
za nieszczęsnego grzesznika, który postrzelił Brata Sama.
Gniew nie sprowadzi go do nas.
/Wolałbym raczej złożyć ofiarę.
Oto gdzie jesteśmy.
Była asystentka profesora Gellara, Carissa Porter...
Ta, od której macie pudełka.
Tak.
Powiedziała nam, że Gellar pracował nad zagadnieniem
wczesnochrześcijańskiego kultu, Enesserrette,
którzy wierzyli, że "Apokalipsa" to nie tylko biblijna przepowiednia,
ale również rodzaj kodu, który ma sprowadzić koniec świata.
Nie mam pojęcia, co to ma znaczyć.
Według notatek Gellara sądził on, że odczytał ten kod.
Siedem kroków, czy kluczy, każdy wymaga ludzkiej ofiary.
Sądzimy, że tableau Zabójcy Dnia Sądu to realizacja tych kluczy.
Jezu.
Sądziłam, że ten chory skurwiel chciał nas ostrzec przed końcem świata.
A teraz mówicie mi, że on chce go sprowadzić?
To nie wszystko.
Znaleźliśmy wycinek z gazetki uniwersyteckiej,
sprzed jakichś trzech lat,
gdzie jest napisane, że Gellar stworzył instalację artystyczną w kampusie,
mającą przyciągnąć uwagę do jego pracy nad kultem Enesserrette.
Narobiło mu to problemów u władz uniwersytetu.
Martwe jagnię reprezentuje ofiarę, naga panna reprezentuje grzech, bla bla bla.
Wygląda jak wprawka przed jego obecną działalnością.
Jeśli znajdziemy dziewczynę ze zdjęcia, kto wie, co ona nam powie?
Czy znak na jej plecach to część tableau?
Nie wiemy, znaleźliśmy to na chwilę przed twoim przyjściem.
Nie sprawdziliśmy tego jeszcze.
- Macie szkło powiększające? - Tak.
Wygląda na tatuaż.
Jedno z tych hinduskich Om-cosiów.
Nie ta religia, kochanie.
Dobre spostrzeżenie, Deb.
My się tym dalej zajmiemy.
Mogę pomóc, jeśli chcecie.
Nie, nie, nie.
Masz dużo na głowie.
My się tym zajmiemy, Deb. Damy ci znać.
Co?
Ta panna to Carissa Porter.
Co?
Jesteś pewien?
Ten tatuaż nad tyłkiem.
Akurat byłem w pobliżu.
Kurde.
Ona właśnie stała się naszym kluczowym świadkiem.
Mówiłem, żebyś z nią nie szedł. Mówiłem?
Tak, mamo, mówiłaś!
Pytanie teraz: co zrobimy?
Dowiemy się, co jeszcze wie Carissa Porter.
To spoko, bo Deb nie może się o tym dowiedzieć.
Bo to może jeszcze bardziej utrudnić mi życie.
Kłamać Deb? Mowy nie ma.
Odwrócisz się plecami do partnera?
Nie wykorzystuj faktu, że jesteśmy partnerami.
Oczywiście, że wykorzystam.
Dlaczego nie miałbym?
Właśnie dla takich sytuacji w ogóle istnieją pierdoleni partnerzy!
Konkretnie cię teraz nie lubię.
Deb, masz chwilkę?
No jak tam?
Quinn i ja musimy jutro jechać do Tallahassee,
by przesłuchać Carissę Porter.
Przecież już ją przesłuchiwaliście.
Tak, ale mamy powód by wierzyć, że ona jest nagą kobietą ze zdjęcia.
Bez jaj, jak na to wpadliście?
Dzięki drobiazgowej policyjnej pracy.
Zajebiście.
Na pewno nam pomoże dorwać Gellara.
Ale nie mogę was puścić na cały dzień. Sprowadźcie ją tutaj.
Co?
Sprowadźcie ją na posterunek.
Nie wiem, czy będzie jej to pasować. To pani profesor...
- Ma wykłady. - Jebać jej wykłady.
To istotny świadek w śledztwie dotyczącym seryjnych zabójstw.
Powiedz, by przytargała wytatuowany w Omy tyłek
tu na posterunek do jutrzejszego popołudnia, albo przywlokę ją tu, zakutą w kajdanki.
Ale najpierw spróbuj być miły.
Kurwa.
A jeśli Carissa powie coś o naszej wspólnej nocy?
Ja się tym zajmę.
Po prostu nie zbliżaj się do niej.
Cześć, Jamie.
Cześć!
Harrison zasnął bez problemu?
Tak jest.
Popołudniu poszliśmy do parku.
Po jednej kartce bajki zasnął jak zabity.
Wiesz, że nie musisz tego robić. Deb powiedziała, że będzie przez weekend,
- by spakować resztę swoich rzeczy. - Nie, mi to pasuje.
No i już.
Wszystko złożone i spakowane, z możliwie najmniejszą wrogością.
Ja już będę jechać.
Słyszałam o twoim przyjacielu, Bracie Samie.
Jak z nim?
Jest w śpiączce. Nie wygląda to dobrze.
Naprawdę mi przykro.
Wyglądał na sympatycznego gościa.
Nie znałem go specjalnie dobrze. To naprawdę do bani.
Do zobaczenia rano.
Dobranoc. Dzięki.
Czemu tak ciężko jest ci przyznać, że zależy ci na Bracie Samie?
To nie ma sensu. Kim on dla mnie jest?
Towarzyszem w podróży?
Kiedyś był zabójcą.
Ale znalazł nową drogę, taką, którą nie mogłem podążyć.
Ponieważ podążał obydwoma ścieżkami, rozumie mrok w tobie
i dostrzega światło.
Szkoda, że ja nie dostrzegłem.
Może wszystko potoczyłoby się inaczej.
Gdybanie to strata czasu.
Zaakceptowałem mojego Mrocznego Pasażera.
Ale jest w tobie coś więcej.
Brat Sam to widzi
i pomógł ci to dostrzec.
Tym właśnie jest on dla ciebie.
Czy chce pani jeszcze o czymś porozmawiać?
Nie.
Na pewno?
Tak.
Dobra.
Sprawę strzelaniny w Don Aldo's mamy wyjaśnioną.
Nie potrzebujemy więcej rozmów.
Jest jeszcze jedno.
Tak?
Czuję, jakby całe moje życie wywróciło się do góry nogami.
To coś więcej niż zwykła refleksja.
Śmiało.
Pierwszy raz czuję się zagubiona w miejscu, które traktowałam jak dom.
Patrzę na współpracowników i widzę w ich oczach wątpliwości,
i przez to sama mam wątpliwości.
To byli moi przyjaciele.
Teraz to moi podwładni.
Kiedyś to było proste.
Gównianie się czuję, jeśli chodzi o Quinna.
Myślę, że on myśli, że...
Że go porzuciłam, bo teraz uważam się za lepszą od niego.
Kiedyś mogłam pogadać z Batistą,
ale teraz to krępujące, bo zostałam porucznikiem zamiast niego.
Nadal mam Dextera.
Zawsze byliśmy blisko, od dziecka.
Ale to też się zmieniło, ponieważ...
To dziwne jest być szefem własnego starszego brata.
Nie mam pojęcia, jaką pozę przybrać.
- Więc nie przybieraj. - Co?
Nie udawaj.
Po prostu bądź Debrą.
Za dużo nad tym myślisz.
Rób swoje, żyj swoim życiem
i daj życiu szansę, by samo się ułożyło.
Nie wiem czy jeszcze pamiętam, jak to robić.
Co byś teraz robiła, gdybyś nie dostała awansu?
Gdybym nie była porucznikiem?
Gdybym nie miała odpraw i protokołów i spotkań z dupy wziętych?
Tak.
Pewnie zorganizowałabym przyjęcie w moim nowym domu na plaży.
To brzmi dużo weselej niż martwienie się o wszystko.
Nie jesteś specjalnie irytująca, jak na świrologa.
Dzięki.
Nie, żebyś potrzebowała świrologa, ale może przyda ci się zakładka.
/To oczywiste, że ludzie imprezujący /całą noc nie wstają wcześnie rano.
/Ale dla mnie to dosyć niewygodne.
/Dawaj, Leo. /Obudź się.
Gliny.
O kurwa! Kurwa!
- Spierdalaj... - Zachowuj się!
Młody dżentelmen.
Wiem, że Locos dostarczają towar dla tej okolicy.
A ty, stały klient, wiesz, kto teraz rządzi interesem.
A ja tam gówno wiem.
A ja ci nie wierzę.
Obawiam się, że będę musiał cię zaflamingować.
- Że co?! - Tak mówimy w Chicago.
Taka ironia.
Bo w Chicago nie mamy żadnych flamingów.
W Miami je macie, ale nie flamingujecie ludzi.
Wrócę później.
Czekaj!
Tak.
Nowy szef Locos to Leo Hernandez.
Jeździ podrasowanym wózkiem,
/podobnym do tego widzianego /podczas ostrzeliwania warsztatu.
Przesiaduje w domu na skrzyżowaniu St. Andrew's i Romaine.
Poślę wsparcie.
/Rychło w czas, Leo.
Stać, policja!
/- Wychodzi! /- Ręce do góry!
Broń! Broń!
/Trafiony! /Wstrzymać ogień!
/Zabezpieczyć broń!
/- Czysto! /- Wchodzimy!
To jest szef Locos?
Tak, teraz już były.
Dexter, mogę popatrzeć, jak pracujesz z krwią?
Louis, teraz uczymy się o odciskach palców.
Nie jesteś jeszcze gotowy na krew.
Chodź.
/Leo, nie trafisz do mojego pudełka... /Ale sprawiedliwości stało się zadość.
/Więc dlaczego nie czuję się lepiej?
Na pewno dorwaliście tego faceta?
W sensie że próbował odstrzelić mi łeb?
Na pewno.
Co do Brata Sama, to będę wiedział, gdy znajdę broń, z której go podziurawił.
Odtwarzacz DVD jest włączony.
Płytka nagrania kamery. Z warsztatu.
Dobra.
Nie ma pudła. On wygląda jak Leo.
Ma ten sam podkoszulek, gdy go postrzeliliśmy,
miał płytkę z nagraniem,
a Yale ma dwóch świadków zeznających,
że Leo chwalił się, że kropnie tego negro pendejo Brata Sama.
To trzyma się kupy.
Dobra robota, Mike i reszta.
Jeśli nie słyszeliście, to robię dziś u mnie imprezę.
Piwo sami przynosicie. Nie dlatego, że jestem sknerą,
tylko nie mam czasu nic kupić.
To nie poprawi stanu Brata Sama, ale przynajmniej dorwaliśmy sprawcę.
Tak.
/Coś tu nie pasuje.
/Eli nie szczeka.
/Gdyby tą osobą był Leo, /pies by szalał.
/Jedyną osobą, na którą Eli /nie szczeka, jest...
/Nick.
Przykro mi, ale profesor powiedział: żadnych przeciwbólowych.
Wypuść mnie, proszę.
Nie mogę tego zrobić.
Mam syna!
Małego chłopca, potrzebuje matki.
Proszę!
Wiem, że jesteś dobrym człowiekiem.
Proszę, pomóż mi!
O, patrzcie, kto przyszedł!
Cześć, Lisa.
Dzieci, to mój brat, Travis.
Przywitajcie się.
Cześć!
Ale niespodzianka.
Jestem w szoku, nigdy nie odwiedziłeś mnie w szkole.
Chciałem się z tobą zobaczyć.
Muzyka dla mych uszu.
Chcesz pomalować z nami?
Nie, muszę już iść.
No dalej. Dzieci!
Travis jest bardzo utalentowanym artystą.
Ma z nami dziś malować?
Tak!
Dobra, ale tylko chwilę.
Co malujesz?
Malujemy kim będziemy, gdy dorośniemy.
Będę pielęgniarką, jak moja mama.
To bardzo dobrze.
A ty?
Ja będę transformerem.
To dosyć straszne.
Nie zazdrościsz im? Tak pełni marzeń.
I tyle czasu, by je zrealizować.
/W nocy kiedy Brat Sam /wyniósł Nicka z jego mieszkania,
/Nick w niego wystrzelił.
/Pewnie z kanapy, /gdzie leżał naćpany.
/Pocisk powinien być...
/tutaj.
/9 mm.
/Z tej samej broni, /z której postrzelono Brata Sama?
/Prążkowania pasują do pocisku /wyjętego z Brata Sama.
/Nick postrzelił Sama, człowieka, /który próbował go uratować.
/Jest skończonym Judaszem.
/Dziękuję za tak szybkie przybycie, /profesor Porter.
/Nie daliście mi specjalnego wyboru.
/Rozumie pani, że próbujemy /rozwiązać sprawę serii brutalnych morderstw.
/Pani współpraca jest bardzo ważna.
Nie rozumiem dlaczego.
Już powiedziałam wszystko, co wiedziałam i dałam wam pudła Gellara.
Profesor Porter, czy pani jest kobietą na zdjęciu?
Tak.
/Czemu nam pani o tym nie powiedziała?
Szczerze mówiąc zapomniałam o tym.
Leży pani naga w centrum kampusa,
z martwą owcą na głowie.
Takie rzeczy zazwyczaj nie umykają pamięci.
Gdyby to się wydało,
straciłabym wszelki autorytet
/w moim wydziale.
Quinn.
Czemu nie jesteś ze świadkiem?
Muszę powypełniać papiery, dlatego Angel się tym zajął.
Papiery?
Przecież to kluczowy świadek w sprawie pierdolonego Zabójcy Dnia Sądu.
No ruszaj się.
Profesor Porter, czy pani
podziela wierzenia religijne profesora Gellara?
Nie wiedziałam, że ma jakiekolwiek wierzenia religijne.
Był naukowcem.
Profesor Porter.
Detektywie?
/To oznacza "nie"?
Nie wierzy pani w apokaliptyczne przepowiednie.
Oczywiście, że nie.
Byłam tylko rekwizytem.
Byłam młoda, próbowałam zdobyć uznanie mojego profesora.
To dosyć niezwykły sposób, trzeba przyznać.
On był niezwykłym człowiekiem.
Czy Gellar kontaktował się z panią?
Nie, mówiłam wam już.
Nie kontaktowałam się z nim od trzech lat.
Nie powiedziała nam pani o zdjęciach,
więc rozumie pani nasz lekki sceptycyzm.
Co wy tu odwalacie?
Sądzicie, że skoro raz pozowałam do zdjęcia,
to miałam w tym jakiś udział?
Nikt nie twierdzi, że miała pani w tym udział.
Ale zachowujecie się, jakbym była winna, czy coś.
Ależ nie, panno Porter.
Próbujemy tylko ustalić naturę pani związku z profesorem Gellarem.
Już wam opisałam naturę mojego związku.
Byłam jego asystentką,
/i przez krótki czas byliśmy kochankami, /ale to się skończyło.
Jest pani pewna?
Jezu!
Gdybyśmy dalej byli razem, to czy bym spała z Panem Dobrym Gliną?
A może sugeruje pan, że jestem dziwką
oraz wspólnikiem mordercy?
Pani Porter, czy możemy trzymać się tematu?
Nie, mam już tego dosyć.
Wychodzę.
Jeśli będziecie znowu mnie nękać, to biorę adwokata.
Do zobaczyska, Joey.
Wyjdź, proszę.
Porąbało cię?
Dupczyłeś osobę zamieszaną w sprawę?
Kto by dupczył zamieszaną osobę?
To nie pora na cwaniakowanie.
Mogę cię wylać.
Ta kobieta była kluczem do interpretacji dowodów Gellara.
Teraz za chuja nie będzie współpracować!
Akurat to najbardziej cię męczy?
Co?
A co, kurwa, innego?
Może jesteś zazdrosna?
Żartujesz sobie?
Chuj mnie obchodzi, kogo pierdolisz.
Tylko nie spierdol mojego śledztwa, pierdolcu.
No i wychodzimy.
Na pewno Deb mnie zaprosiła?
Nie chcę razem z twoim synem zepsuć przyjęcia.
Tak, na pewno, bawcie się dobrze.
Wpadnę później, jak załatwię swoje sprawy.
/Wyślę Nicka na dno zatoki, /w kawałkach.
Halo?
Oczywiście, natychmiast.
Dzięki za przyjście.
Sam bardzo chciał z tobą porozmawiać.
Czyli to dobrze, prawda?
Że odzyskał przytomność?
Raczej nie.
Lekarze mówią, że ludzie czasem wychodzą ze śpiączki na krótko przed...
Niewiele mu zostało.
Sam.
Jestem tu.
Nie martw się.
Wiem, że to Nick cię postrzelił.
Dopilnuję, żeby za to zapłacił.
Nie.
Nie rób tego.
Nie rozumiem.
Chcę, żebyś...
Przekazał Nickowi moją wiadomość.
Tak.
Powiedz, że mu wybaczam.
Co?
Tylko tobie mogę to powierzyć.
Nikomu nie powiedziałem.
Chłopakom z warsztatu...
Oni nie...
Oni nie są gotowi.
Mylisz się, nie mogę tego zrobić.
Możesz.
- Nie znasz mnie. - Znam.
Znam twój mrok.
Ale widzę też twoje światło.
Jeśli jest we mnie światło, to ja go nie czuję.
Chcę tylko skrzywdzić Nicka.
Nawet nie wiesz, jak bardzo.
Musisz mu przebaczyć.
Nie wiem jak.
Po prostu odpuść.
Nie możesz żyć z nienawiścią w sercu.
Ona zżera cię od środka.
Musimy znaleźć w życiu jakiś pokój.
Nick na to nie zasługuje.
Tu nie chodzi o niego.
Dexter, jeśli nie opuścisz tego mroku,
to on ciebie też nie opuści.
Opuść go.
Opuść.
Dla ciebie.
Możesz położyć na stoliku.
Nie, to specjalna butelka.
To powitalno-przeprosinowy podarunek.
Powinienem ci był powiedzieć o Quinnie i Carissie Porter.
Tak, powinieneś był.
Mam nadzieję, że to nie zaszkodzi śledztwu.
Ja też.
Czemu mi nie ufasz, Angel?
Ależ ufam, oczywiście, że tak.
Tyle że Quinn to mój partner, a ty jesteś szefem.
Jeszcze się do tego nie przystosowałem.
No to jest nas dwoje.
To była zła decyzja.
To już się nie powtórzy. Masz.
Oby.
I oby ta butelka kosztowała co najmniej 50 dolców.
Nawet nie blisko.
Harrison śpi jak aniołek na twoim łóżku.
Jeśli ci to przeszkadza, to mogę go przenieść.
W porządku.
I Dexter polecił przekazać, że się spóźni, ale się zjawi.
- Dobra, dzięki. - Spoko.
Jamie, nasze relacje nie są najlepsze.
Może zaczniemy od początku?
Z przyjemnością.
To może po łyku tej fikuśnej tequili?
Nigdy nie odmawiam niczemu fikuśnemu.
Mogę cię o coś zapytać?
Czy Dexter jest tak samo spoko w domu, jak jest w pracy?
A co, to jakiś twój bohater, czy coś?
Akurat.
To by robiło ze mnie jakiegoś nerda.
Którym oczywiście nie jestem.
Hej, skurwysyny! Robimy imprezkę!
O Boże.
Mam nadzieję, że nie prowadziłeś.
Nie, moja urocza asystentka prowadziła.
Debra, to laska z baru.
Lasko z baru, to Debra.
Przepraszam, porucznik Debra, jej wykurwista wysokość,
piąty hrabia Suffolk.
Cindy.
Trzymaj się mnie, skarbie, bo Debra może chcieć się do mnie dobrać.
Moment, to jest twoja była?
Zawiozłeś mnie do domu swojej byłej?
W sumie to ty mnie zawiozłaś.
Słodkiego, miłego życia.
Cholercia, rzucają mnie masowo!
/Opuścić mrok.
/Jak to w ogóle jest możliwe?
Czy Szatan cię tu sprowadził, Travis, czy może Bóg?
Bóg.
Miło mi to słyszeć.
Wszystko jest gotowe, by napiętnować Nierządnicę.
Muszę wyjść i poczynić dalsze przygotowania.
Gdy wrócę,
oczekuję dokonanego.
Kto tam?
Co się dzieje?!
Nie, nie...
Nie, nie!
- Co się dzieje? - Wysiadaj.
Gdzie mnie zabierasz?
Nie, proszę!
Jesteś wolna.
Chciałeś zostać analitykiem?
Ja już mam pracę.
Tworzę gry wideo.
To spoko!
To dlaczego jesteś stażystą w laboratorium?
Tworzę nową grę o zabójstwach.
Uznałem, że to świetny sposób, by wszystko poznać.
Przepraszam, ale ty chyba jesteś modelką, prawda?
Bo innego wytłumaczenia nie ma.
Przepraszam, ale my, wiesz, rozmawialiśmy.
Dokładnie, czas przeszły.
Wracaj do laboratorium, Igorze.
Lepiej sprawdzę, co u Harrisona.
Tak.
Przepraszam!
Z drogi!
Cześć, kolego!
Cześć!
Może zrobisz miejsce mojej siostrze?
Nic nie poradzę, ma niemożliwy tyłeczek.
Wystarczy.
Chciałbym nawiązać znajomość z tym tyłeczkiem.
Chcę mieć dzieci...
Dobra, Quinn, chyba czas zamówić ci taksówkę.
Kochałaś mnie kiedyś?
To nie jest właściwy moment.
No dalej, Deb.
To nie jest trudne pytanie.
Kochałaś mnie kiedyś?
Dobra.
Tak myślałem.
/Przykro mi. /Odszedł.
/Tyle. /Brat Sam odszedł.
Czy uszanujesz jego ostatnie życzenie?
Przebaczyć Nickowi?
Chcę.
Co powiedział Brat Sam?
Żeby odpuścić.
Choć ten jeden raz opuść mrok
i ukaż Nickowi światło.
/Zaakceptowałem ścieżkę, którą podążam.
/Ale czy mogę zrobić z Nickiem objazd? /Dla Brata Sama?
/Jedno jest pewne.
/Rozstajów na drodze nie unikniemy.
Cześć, Dexter.
Cześć.
Dobrze, że cię spotkałem, chciałem z tobą odbyć rozmowę.
Przejedźmy się.
/"Dexter Morgan."
/"Zostaw proszę wiadomość po sygnale."
Gdzie jesteś, braciszku?
/("Michelle Ross, psychiatra")
No i o co chodzi?
Nie poznajesz tego miejsca?
To plaża.
To plaża, na której cię ochrzczono.
No i?
No i pomyślałem, że to dobre miejsce, byś się wytłumaczył.
O czym ty mówisz?
Brat Sam odzyskał przytomność.
Nick, wiem, że go postrzeliłeś.
I co, aresztujesz mnie?
Mówiłem ci przecież, że nie jestem gliną.
To czego chcesz?
Chcę wiedzieć dlaczego.
Dlaczego to zrobiłeś?
No nie wiem.
Nie wiesz?
Nie wiesz, czemu wpakowałeś trzy kulki w człowieka,
który tylko chciał ci pomóc?
Który w ciebie wierzył?
Który poświęcił się dla ciebie?
Człowieka, który dał ci dom?
Człowieka, który cię ochrzcił.
Bo on pieprzy bzdury!
Dał mi nadzieję.
Ale nic się nie zmieniło.
Moje życie było gównem zanim wsadził mi łeb pod fale
i nadal jest gównem!
Okłamał mnie!
Moi ziomale nigdy tego nie zrobili.
Więc wróciłeś do nich.
Nie przyjęliby mnie.
Nie, dopóki bym się nie sprawdził.
Leo chciał, by Sam zginął.
Dlatego dałeś mu płytkę z nagraniem.
/I oto jestem. /Na rozstaju.
Brat Sam cię kochał, Nick.
I to dlatego mnie wsypał?
Nie wsypał.
Przysłał mnie, bym ci przebaczył.
Brat Sam ci... przebacza.
Za to, że zastrzeliłeś go jak psa.
Może twoje życie się nie zmieniło, ale jego na pewno.
Słuchaj, muszę z nim pogadać.
Możemy to naprawić.
- Nie mogę wrócić do paki! - On nie żyje.
Co?
Umarł godzinę temu.
Co czyni cię mordercą.
Wydaj się policji.
I tak cię znajdą.
Nie znajdą.
Jedyny świadek nie żyje.
Nic nie ma na tej płytce.
To moje słowo przeciw twojemu.
Nie mają dowodu!
Nikt nie może mi nic zrobić!
Dobry Jezu!
Stary, nie wierzę, że to się udało!
W tobie nie ma światła.
We mnie też nie.
Witaj, braciszku.
Tęskniłeś?
/Tłumaczenie: MSaint /Korekta: Bilu
.:: Napisy24 - Nowy Wymiar Napisów ::. Napisy24.pl
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.