All language subtitles for Dexter (2006) - S06E05 - The Angel of Death (1080p BluRay x265 ImE)

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English Download
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal) Download
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese Download
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian
ur Urdu
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

"Dexter" 6x05 /Tłumaczenie: MSaint

/Poprzednio w "Dexterze":

Na razie zabójca przekazał nam trzy tableau.

Wnętrzności na wadze, ofiara z wężami

i Czterej Jeźdźcy.

A liczby, które znaleźliśmy w ciałach?

1237 i 1242?

Liczy do czegoś.

Może do końca świata.

- Dexter. - Sam, co ty tu robisz?

Brat Sam? Teraz jesteście przyjaciółmi?

Mamy trop.

Ekspert od "Apokalipsy", James Gellar.

Profesor? Z Uniwersytetu Tallahassee?

Chyba znaleźliśmy głównego podejrzanego.

Chodzisz z tą kobietą, prawda?

Wiedziałeś, że do tego dojdzie.

Teraz jest częścią Bożego planu.

/Czy to Zabójca Dnia Sądu numer dwa?

/"The Angel of Death" /("Anioł Śmierci")

/W średniowieczu wierzono, że wynik /prawie wszystkich ziemskich działań

/był określany przez anioły,

/światła lub mroku.

/Jestem raczej pewny, że twarz, /którą widziałem wśród tłumu, należała do mroku.

/Niestety zdecydował się /pozostać anonimowym.

/Nie zostawił śladu DNA,

/żadnego potu, śliny, /żadnych odcisków palców.

/Drobna naprawa.

/Coś podobnego do skóry.

/To nie jest zwyczajny klej.

/Choć chciał pozostać w ukryciu, /może znajdę sposób, by go wywabić z cienia.

Patrz na Boga, nie na mnie.

- I lud Boży powiedział: amen. - Amen.

Pomóż mi wstać.

Czas na małe polowanie.

Myślałem, że mamy trochę czasu.

Nadal Go nie słyszysz.

Poszczę i modlę się od dawna,

ale słyszę tylko własny głos, odbijający się w czaszce.

Bóg do mnie nie przemawia.

Dobrze, że ja tu jestem.

Bo musimy znaleźć Nierządnicę z Babilonu.

/Miałem rację co do kleju.

/Polioctan winylu, /rozpuszczony w toluenie.

/A podkładem jest cielęca skóra.

/Razem używa się ich do renowacji /starożytnych manuskryptów.

Stary, twoja siostra, pokój odpraw, natychmiast!

Dobra, dzięki! Już lecę.

/To nie jest amator.

Dzięki, że przyszedłeś, Dexter.

Dobra, zaczynamy.

Nasza ofiara to Erin Baer, lat 29.

Pracowała w Glass House Cafe w Centrum Kulturalnym Miami.

/Centrum Kulturalne Miami, /pełne artefaktów potrzebujących renowacji.

Rozlepcie zdjęcia Gellara na każdej możliwej powierzchni.

Może ktoś wie, gdzie jest.

Ja się tym zajmę.

Gdzie to zdarzenie pojawia się w "Apokalipsie"?

Umieścił kwiaty zwane "trąbami anielskimi",

poza tym szarańcza, symbol anioła...

Zabójca Dnia Sądu odwoływał się do "Apokalipsy", rozdziały od 8 do 10.

Jakiś pomysł, dlaczego zmienił sposób?

Dlaczego nasze wejście spowodowało śmierć?

Zazwyczaj seryjni zabójcy wolą zabijać samodzielnie.

O to w końcu chodzi, prawda?

Jeden z wersów głosi:

"Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach."

Więc chyba to my jesteśmy tym ludem.

/Wygląda na to, że jego przekaz /jest ważniejszy niż dreszcz emocji.

Macie coś z obdukcji?

U Erin Baer znaleziono ślady spermicydów.

Obducent przyjął, że ofiara uprawiała seks

z kimś używającym prezerwatywy ze środkiem plemnikobójczym.

Więc uprawiała seks krótko przed tym, nim została porwana?

Albo spotkała Gellara, z nim uprawiała seks

a potem sprawy źle się potoczyły.

/A może to był wspólnik Gellara.

Ciężko stwierdzić na pewno.

Według nas nie znała Gellara.

Kiedy ostatnio widziano Gellara?

Próbowałem skontaktować się z jego ostatnią asystentką, Carissą Porter.

Ale na razie Uniwersytet Tallahassee nas olewa.

Uniwersytet nie cieszy się z bycia powiązanym z Profesorem Świrem.

Powiedzmy im, że gówno nas obchodzi czy się cieszą, czy nie.

Mi pasuje.

Panowie naukowcy, co mamy?

Ja mam szarańczę.

Ale ich sekcja gówno dała.

Jadły tylko lokalne rośliny.

A martwe ryby przed miejscem zbrodni?

Wszystkie stąd.

Można je złapać z każdego molo, kupić na każdym targu rybnym.

Ale znaleźliśmy...

Kolejny numer.

Ten był w przełyku Erin.

1244.

Ten sam papier i tusz, co w poprzednich dwóch.

1237, 1242, 1244.

Sprawdziłem "Apokalipsę" pod kątem tych liczb.

Co proszę?

Kto to?

Louis Greene,

najnowszy i najwspanialszy stażysta z mojej grupy.

Orientuje się w sprawie Zabójcy Dnia Sądu.

- A co z blondyną? - Już jej nie ma.

Mów, Louis.

Numerologia jest wszechobecna w "Apokalipsie",

ale jedyny, ciągle powtarzany numer, rzędu tysięcy, to 1260.

1260, myślisz, że do tego odlicza?

Czyli mamy jeszcze 15 dni.

I co wtedy?

Nie wiem.

Koniec świata, wniebowzięcie, Armageddon.

Więcej apokaliptycznych pierdół.

Dex, powiedz, że masz coś użytecznego.

/Nienawidzę okłamywania siostry, ale...

Przykro mi, na skrzydłach nic.

Dobra, pracujmy dalej.

Znajdźmy tego popierdoleńca Gellara.

Koniec lekcji.

Te wszystkie cuda na komputerze, znasz się na tym, prawda?

Pracuję tu i tam. Dawałem trochę konsultacji.

Zrobiłem kilka erpegów.

Gry role-playing? Nieźle.

Były w którejś Amazonki o niezrównanej sile?

Nie.

Okej.

- Pozwolisz? - Jasne.

- Zabójca z Samochodu-Chłodni? - Ciii!

Po cichu, dobra?

Ukradziono mi to z magazynu dowodów,

jeśli ktoś się dowie, że tracimy dowody,

reputacja tego wydziału wleci prosto w szambo.

- Czemu nie odzyskasz tego od sprzedawcy? - Próbowałem!

Musisz dać serwisowi to, co sprzedajesz, nim się zgodzą to wystawić na aukcji.

- Chuje. - Rozumiem.

- Więc moje pytanie brzmi... - Czy mogę rozwiązać ten problem?

Przyjrzę się temu.

Możemy chwilkę porozmawiać?

Chwilkę.

To krępująca sytuacja.

Co?

Pierścionek zaręczynowy.

Pierdolcie mnie w ucho, nigdy ci go nie oddałam.

Tak, mam 30 dni na oddanie go.

- A skoro go nie spożytkujemy... - Oddam ci go.

Przepraszam.

W porządku.

Ostatnio miałaś wiele na głowie.

Lepiej już pójdę.

Mam profesorów do nękania.

- Halo? /- Jamie, tu Debra.

/Potrzebuję drobną przysługę.

/Dwa tygodnie temu przyniosłam /pudełeczko z pierścionkiem zaręczynowym.

Zgubiłaś pierścionek zaręczynowy?

Zostawiłam go w mieszkaniu, u Harrisona.

Widziałaś go?

Nie.

/Możesz go poszukać?

Byłabym wdzięczna za każdą pomoc. Dzięki, cześć!

Cześć, Dex.

- Sam! - Cześć.

Jak tam twój synek?

Świetnie.

Wpadnij kiedyś go odwiedzić.

Jasne, chętnie.

Może dziś wieczorem?

Jasne, świetnie.

Może o 20:00?

Idealnie.

Spoko.

Nie przyjechałeś tu pytać o Harrisona, prawda?

Chciałbym.

Dawna ekipa Nicka przyjechała i ostrzelała warsztat.

Ktoś ucierpiał?

Nie, to było po godzinach.

Są dziury po kulach w drzwiach garażowych.

Tyle, dzwoniłem po gliny, ale nikt nie przyjechał,

a bez protokołu policyjnego ubezpieczenie gówno zrobi.

- Myślałeś o przeprowadzce? - Nie.

Bóg umieścił mnie tam bym robił to, co robię.

Nie stchórzę.

Jesteś dzielnym człowiekiem, Sam.

O.G. dla B-Ó-G, kminisz?

Ano.

/Nie.

- Do zobaczenia. - Dobra.

Przepraszam, pracuje pani tutaj?

Proszę przeczytać plakietkę. Jestem przewodnikiem.

W czym mogę pomóc?

Przypadkowo zrobiłem dziurę w obrazie mojego szefa.

Walnąłem łokciem.

Wiem, idiota ze mnie.

- Z kim mógłbym... - Proszę za mną.

Dobrze.

- Tutaj. - Dziękuję.

/Wiele dzieje się za kulisami. /Od 35 lat...

Przepraszam, ale to niezupełnie...

Widział pan to już wcześniej?

/Odtwarzanie dzieł sztuki...

Nie.

To proszę usiąść i obejrzeć.

Bardzo kształcące. Dlatego to stworzyliśmy.

/Mogą sprawić, że dzieło wygląda /niemalże tak, jak artysta tego chciał.

/Używamy tych samych materiałów, /co artysta w swoich czasach.

/Nie uwierzylibyście, /jak ludzie pracują nad czymś,

/co ostatecznie może stać się /bezcennym dziełem sztuki,

/szczególnie w naszym /laboratorium konserwacji papieru,

/gdzie posiadamy...

/To on.

/Twarz, której szukam. /On tu pracuje.

/Stąd wiedział, /jak stworzyć te skrzydła.

Morgan.

Tu detektyw Anderson.

Centrala dała mi twój numer.

Natychmiast potrzebujemy faceta od śladów krwi.

Jesteśmy na wybrzeżu.

1588, północno-wschodni koniec Drugiej.

Jasne.

/Korzystanie z radiogramów /i skanów na podczerwień...

Czy zna pani...

/Najgorszy przewodnik na świecie.

Co my tu mamy?

Mężczyzna i kobieta.

Po czterdziestce.

Zdjęcia na ścianach i pierścionki na palcach mówią, że to mąż i żona.

Trzy strzały.

Jeden w klatkę piersiową, dwa w brzuch.

Pierwsze cięcie na twarzy nie od strzału.

- Może od upadku. - Nie, upadł na plecy.

To raczej od ciosu.

Telefon komórkowy.

Może nim w niego rzuciła.

To nie jest żona.

Pojedynczy strzał w klatkę piersiową,

na wylot, strzał z bliska.

Brak broni w pobliżu.

Pomóż mi.

Mamy strzelca.

Mąż wychodzi, zapomina telefonu, żona znajduje zdjęcia...

Żona rzuca telefonem w niewiernego drania.

A potem strzela do niego, paf, paf, paf, trzy razy.

Dociera do niej, co zrobiła. Jest w szoku.

Przystawia broń do klatki piersiowej

i bam.

Morderstwo z samobójstwem.

- Rozwiązałeś to w 15 sekund. - To było łatwe.

Dlaczego taki pro jak ty wytrzymuje pracę z resztą pajaców z tego wydziału?

Oni są całkiem nieźli, szczególnie moja siostra, Deb.

Znasz ją lepiej jako "porucznik Morgan".

- Przepraszam, detektywie? - Tu nie wolno wchodzić.

Nie, w porządku. Jestem tu właścicielem.

Oni...

O mój Boże.

W czym mogę pomóc?

Nie chcę zabrzmieć głupio, ale...

- Czy oni długo tu zostaną? - Aż skończymy?

Potem obducent zabierze stąd zwłoki.

A ile wam zajmie uprzątnięcie tego?

Czy ja wyglądam na pokojówkę?

Staraj się nie gapić.

Co?

- Przepraszam. - W porządku.

Bóg obdarzył mężczyzn pożądaniem patrzenia na kobiety.

To diabeł sprawia, że tak się ubierają.

To nie to.

Co?

To smutne.

Ci ludzie są skazani na zagładę, a nawet o tym nie wiedzą.

To jest smutne.

Jesteś bardzo wrażliwy, Travis. Dlatego zostałeś wybrany.

- Czy to ty? /("Zabójca Dnia Sądu")

Niezłe, prawda?

Nazywają cię "Zabójcą Dnia Sądu".

Chwytliwe.

Nie powinienem wystawiać się na widok publiczny.

Musisz znaleźć Nierządnicę beze mnie.

Samemu? Nie mogę.

Ależ możesz.

Wierzę w ciebie.

Bóg w ciebie wierzy.

/"Muzeum sztuki"

/Mam twarz. /Teraz potrzebuję tylko imienia.

/Travis Marshall.

/Konserwacja i renowacja manuskryptów.

/Brak aresztowań, wyroków.

/Brak mandatów, nawet za złe parkowanie.

/Prowadzisz sobie ciche życie, /na 1742 Vanderan Street.

Gotowy spotkać Brata Sama?

- Cześć. - Cześć, Sam.

Wejdź.

Wezmę to od ciebie.

Miło tu.

Masz tu fajne mieszkanie.

Dzięki.

Hej, młody, jak się masz?

Jest śpiący, już czas do łóżka.

W samą porę, ponieważ...

On też musi iść spać.

Może ty położysz go spać zamiast mnie?

Powiedz "dziękuję", Harrison.

Dziękuję, Harrison, że położysz go spać.

- To bardzo miło z twojej strony. - Nie ma problemu.

Jak się czuje po operacji?

Świetnie.

To dobrze.

Położę go spać. Zaraz przyjdę.

Dobra.

Dobranoc, młody.

- Rozgość się. - Dzięki.

/A potem ja i Sam... /Będziemy przebywać ze sobą.

Ten dzieciak jest uroczy.

Nie zamieniłbym go na nic.

To musi być dla ciebie trudne.

Wstać rano, wyjść i robić to, co robisz.

Robić to, co robię?

Codziennie zabójstwo.

- Jak tam trafiłeś? - Mój tata był gliną.

Jakoś tak wyszło.

To raczej nie jest coś, co jakoś tak wychodzi.

Co się naprawdę wydarzyło?

Na jakiś dziwny sposób to mnie pociągało,

praca z krwią.

Dlaczego?

Gdy miałem trzy lata, widziałem, jak zamordowano moją matkę.

Coś takiego zostaje na całe życie.

To okropne, stary, przykro mi.

Widziałem to będąc tak młodym... Mrok wniknął głęboko.

Nigdy mnie nie opuścił. I nigdy nie opuści.

Pamiętasz coś sprzed jej śmierci?

Nie wiem.

Pamiętam noc, kiedy owinęła mnie w kołdrę i śpiewała kołysanki.

Czasem wodziła palcem po moim uchu.

Łaskotała mnie.

Pewnie czułeś się od tego dobrze.

Tak było.

Dzieliła z tobą światło. Ono jest teraz z tobą.

Jest wewnątrz ciebie.

Chyba rozmawiasz z nie tą osobą.

Biblia głosi,

że nie ma takiej ciemności, której jasność nie przegoni.

Więc cały mrok, o którym sądzisz,

- że masz w środku... - Tak?

Potrzeba tylko odrobinę światła, by trzymać go w szachu.

Uwierz mi. Wiem.

Tak jak twój syn.

Widzisz?

Tylko o nim wspomniałem, a ty się rozjaśniłeś.

Najwyraźniej.

I codziennie dzielisz z nim to światło.

Naprawdę tak sądzisz?

Widzę to.

Musisz to tylko wyzwolić.

Było naprawdę miło, stary.

Musimy to jeszcze kiedyś powtórzyć.

Kurde...

Hej! Hej!

Zostaw ją!

Wypierdalaj stąd!

Pomocy!

Travis.

- Gdzie byłeś? - Przepraszam.

Nie podołałem.

- Próbowałem... - W porządku.

Wielu bohaterów wiary doświadczyło smaku porażki.

A chwała Boska i tak zatriumfowała.

Myślałem, że podołam.

To tak naprawdę moja wina.

Nie powinienem był wysyłać cię samego.

Jutro wieczorem wyruszę z tobą.

A co z policją?

Myślisz, że Bóg pozwoli, by coś nas spowolniło?

Idź do domu, odpocznij.

Jutro w nocy znowu zaczniemy.

Jutro w nocy.

/Brat Sam powiada, /że wszyscy mamy w sobie światło.

/Jeśli okaże się, /że Travis Marshall jest winny...

/wtedy ja zagaszę jego światło.

/Jest bardzo porządny.

/Wszystko na swoim miejscu.

/Magister historii sztuki /Uniwersytetu Tallahassee,

/tam wykładał Gellar, /nim zniknął.

/Rozumiem żądzę zakończenia czyjegoś życia,

/ale co to za fascynacja końcem świata?

/Te same liczby, jakie znaleźliśmy /w ofiarach Zabójcy Dnia Sądu.

/"Apokalipsa"

/Bezczeszczenie Biblii. /Prawdopodobnie łamię jakieś przykazanie.

/Witaj, Zabójco Dnia Sądu.

Przysięgam na Boga, jesteś jedynym gliną,

który przestrzega ograniczenia prędkości.

Ten samochód to nie zabawka.

W odpowiednich warunkach spokojnie wyciąga 180 km/h.

A to nie były odpowiednie warunki?

Nie.

Czy to nasza profesor?

Profesor Porter?

Tak.

Witam, jestem detektyw Quinn.

To sierżant Batista. Wydział zabójstw policji Miami.

Dr Knudson, szef wydziału, skierował nas tutaj.

Jasne.

Powiedział mi, że przyjdziecie.

Znała pani profesora Gellara?

Tak,

ale chcę wyraźnie oświadczyć, że profesor Gellar

nie miał nic wspólnego z tymi szalonymi zabójstwami rodem z "Apokalipsy".

A skąd to pani wie?

Przez rok byłam jego asystentką.

Nawet pomógł mi zdobyć tę pracę.

Widziała go pani ostatnio?

Nie od czasu, gdy odszedł.

Kiedy to było?

Jakieś trzy lata temu.

Co z jego blogiem, "Początek Końca"?

Musi pani przyznać, że jest tam trochę wariactw,

wiele z tego pasuje do zabójstw.

On lubi prowokować problemy.

Sprawiać, by ludzie myśleli.

Dlatego wszyscy tak go kochają.

Więc pani go kochała?

Czy był ekscentrykiem? Tak.

Ale był też bystry, charyzmatyczny,

nawet błyskotliwy.

Dostrzegał rzeczy między wierszami, czego inni nie widzieli.

Przebywanie z nim było niezwykłą przygodą.

Więc kochała go pani?

- Byliśmy blisko. - Ach tak?

Inteligentna kobieta jak pani, z pani urodą...

Pewnie ciągle panią podrywał.

Kurwa, gdybyśmy razem pracowali, ciężko by mi było się upilnować.

To było coś więcej, niż przelotny flirt.

Mieszkaliśmy razem.

Przez jakiś czas.

Ale już nie jesteście razem.

Rok bycia jego asystentką przeminął,

znalazł kolejną uroczą brunetkę, zrobił z nią to samo.

Gellar lubi studentki-brunetki?

Dowiedziałam się, że byłam jedną z wielu,

ale nic złego się nie stało.

Cieszę się, że mogłam go poznać.

Był dobry dla mnie.

Erin, nasz anioł, była brunetką.

Gdyby jakimś cudem skontaktował się z panią...

Od razu do was zadzwonię,

żeby udowodnić, że to nie on.

Profesor Porter,

utknęliśmy tu do jutra.

Czy zna pani jakieś fajne miejsce, gdzie skoczylibyśmy na drinka dziś wieczorem?

- Jakieś ciche miejsce? - Może znam.

Jezu Chryste.

Zawsze zabierasz pracę do domu?

Za chuja nie mogę pracować w moim nowym biurze.

Perfumy LaGuerty wsiąknęły w ściany.

Gdyby ona miała duszę, to ta by tam nadal była.

Życie było dużo prostsze, gdy musiałam tylko szukać morderców.

Czerwone do czarnego.

- O to tu chodzi. - Kto to zrobił?

Żona. Zabójstwo z samobójstwem.

Twój brat to rozwiązał, jakby dostał wiadomość od zmarłych.

Tak, on jest wyjątkowy.

Ładne miejsce.

I zaraz przy plaży.

Nic tak nie pierdoli domu, jak morderstwo z samobójstwem.

Widziałem gorsze rzeczy.

Mężczyzna, 70 lat, strzał ze strzelby w łeb,

co jest nieładne, ale on miał koty.

A one zgłodniały.

- Już wystarczy. - Ach, Chicago.

Tęsknisz?

Tęsknię za żarciem.

Nie mogę tu dostać porządnego hot doga.

Ale zabójstwo to zabójstwo.

Widzę jak patrzysz na ludzi tutaj.

Masz najmłodszego na świecie porucznika,

Batista i jego fura,

Masuka...

Popełniłem błąd, wszedłem do jego laboratorium bez zapowiedzi.

- On... - Wystarczy.

Jest z deka popierdolony, ale zna się na swojej robocie.

To samo można powiedzieć o tobie, prawda?

Dobranoc, Anderson.

Oceniam jego pracę i nagle uświadamiam sobie,

że już to kiedyś czytałam.

Niemożliwe.

Ten durny student pozmieniał kilka wyrazów,

ale zerżnął z C. S. Lewisa.

C. S. Lewisa!

Powinienem go natychmiast aresztować! Mam kajdanki przy sobie.

- Możemy działać. - Brzmi wesoło.

Tak? Jeszcze jedna kolejka?

Nie jesteś żonaty, prawda?

Zdecydowanie nie.

To chcę jeszcze jednego drinka.

Jeszcze jedna kolejka!

Dzięki.

O, patrzcie, kto się zjawił, gdy zamawiam drinki!

Słuchaj, czeka nas jutro długi powrót do Miami.

- Może już starczy? - Chwileczkę.

Ty możesz sobie kończyć,

ale ja zaraz wykreślę cholerną panią profesor

z mojej listy "do zaliczenia przed śmiercią".

Ostrożnie, kolego.

Ona jest częścią naszego śledztwa.

Nieprawda, to tylko miła osoba, z którą rozmawialiśmy, tyle.

Jest tutaj około dwudziestu kobiet, które mógłbyś wyruchać.

Ale już wydałem na nią 80 dolców!

Teraz musiałbym zaczynać wszystko od nowa.

Idź już sobie,

spotkamy się rano, dobra?

- Jesteś niemożliwy. - Daj spokój.

I oto są.

Dzięki.

Dla ciebie.

Cześć, kolego!

Idziesz spać?

Idziesz do łóżeczka? Jesteś zmęczony?

Znalazłam twój pierścionek.

Dzięki, ratujesz mi życie.

Deb, serio?

O kurde.

Przyszedł dać ci buziaka na dobranoc, a nie oglądać zdjęcia zwłok.

Mogłaś mi powiedzieć, że idzie.

Nie możesz robić tego gdzieś indziej, Deb?

Teraz? Nie, nigdzie.

Nie dają biur porucznikom?

Nie lubię mojego biura.

Lubię pracować tutaj.

Harrison ma tam całe mieszkanie dla siebie.

Ja mam gówno.

Chciał tylko powiedzieć dobranoc.

Wiem!

Następnym razem może po prostu mnie zawołasz?

Od teraz tak będę robić.

A ty może trzymaj zdjęcia na biurku Dextera,

żeby Harrison ich nie widział.

Gdybyś robiła swoje, nie doszłoby do tego.

Robiła swoje?

- Tak. - Poważnie?

Czyli mam nie być twoją pierdoloną służącą?

/Oho.

- Znalazłam go. - Dziękuję.

- W pudełku z zabawkami Harrisona. - Dzięki.

Miałaś szczęście, że go nie połknął.

Daj spokój.

- Dzięki Bogu, że już jesteś. - Cześć!

Ona musi lepiej pilnować Harrisona.

Ona przynosi do domu te okropne zdjęcia.

/Czy byłoby czymś dziwnym, /gdybym po prostu wyszedł?

Jamie, jeśli Harrison już śpi, może lepiej wróć już do domu.

- Do jutra. - Dobra.

Czy ty bierzesz jej stronę?

Z nią też pogadam jutro, ale Deb...

Musisz przyznać, że to nie służy Harrisonowi.

Tak. Zawaliłam.

Może jednak muszę iść na terapię.

Nie bardziej niż ja.

Aż tak mnie pojebało?

Założę się, że nawet nie znają swoich imion.

Nic dziwnego, że On chce, byśmy to wszystko zakończyli.

Ci dwoje.

Idź za nimi.

Jesteś pewien? Ten facet jest raczej wielki.

Nie tak wielki, jak Bóg.

Idź!

Weź dziewczynę, zanim ktoś przyjdzie.

Daj ją do bagażnika.

Pomocy...

Przykro mi.

Widzisz, jak łatwo poszło?

No dalej...

Cześć.

Wejdź.

- Gdzie jest Quinn? - W łazience.

Zawołam go.

/Joey, twój kolega przyszedł.

/"Gellar"

"Alfa i Omega Enesserette".

Profesor Porter, może pani tu podejść?

Przepraszam, ale co pan robi?

To są rysunki Gellara, prawda?

- Nie może tak pan... - Czy to rysunki Gellara?!

Co się dzieje?

O mój Boże.

- Jego? - No, tak.

Proszę mi pokazać.

Jasny gwint.

W czym mogę pomóc?

Michelle Ross.

Terapeutka, której unika pani od tygodni.

Kurwa.

Przepraszam.

Zdarza się częściej, niż pani sądzi.

Skoro nie przychodzi pani do mnie...

To pani odwiedzi mnie.

Proszę mi uwierzyć, rozumiem.

Może już zaczniemy.

Tutaj, teraz?

Pasuje?

No dobra.

Dla jasności:

jest to w związku ze strzelaniną w Don Aldo's.

Czy doświadcza pani bezsenności z powodu tej strzelaniny?

Nie od strzelaniny.

Czy wraca pani myślami do tego dnia?

Nie.

Kto by miał na to czas.

Czy ma pani trudności w koncentracji z powodu tamtego incydentu?

Nie.

Czy pije pani więcej niż przed strzelaniną?

Kurwa, ja piję za mało.

To był żart.

Czy odczuwa pani poczucie winy od czasu strzelaniny?

Nie.

Gdyby wszedł tu teraz, z miejsca bym go zastrzeliła.

Świetnie.

Wygląda na to, że wszystko jest w porządku.

Jasne.

Ze strzelaniną wszystko jest świetnie.

Ale rozpierdala mnie wszystko, co wydarzyło się potem.

Na przykład?

Na przykład bycie porucznikiem.

I codziennie nowy szajs, który się pojawia.

W mieście grasuje Zabójca Dnia Sądu,

ja próbuję zrobić cokolwiek, ale nie mogę, i...

A wspomniałam, że zerwałam ze swoim chłopakiem

i nie mam gdzie mieszkać, tak że po pracy nie mam domu, do którego mogę wrócić?

Mieszkam z bratem i jego synem...

To znaczy kocham ich, ale...

Nie bez powodu jestem ciotką, a nie rodzicem, i...

Czuję, że nie mam własnego miejsca.

To może proszę spróbować zdobyć jakieś własne miejsce.

Detektyw Anderson... I jego dziewczyna.

Ona? Mowy nie ma.

Jestem żonaty. A to mój szef.

Porucznik Debra Morgan, wydział zabójstw policji Miami.

Przepraszam, myślałem, że wy dwoje...

- Nie ma problemu. - Moja wina.

Możemy wziąć stąd te taśmy?

Potrzeba porucznika, żeby mi pozwolił wynajmować to miejsce?

- Możemy wejść do środka? - Ależ proszę.

Dziękuję.

Chciałam się dowiedzieć, czy mogę wynająć to miejsce.

Podłoga jest w opłakanym stanie.

Prawda?

Prawda.

Może trzeba będzie ją wymienić.

Toksyczne uszkodzenia.

Toksyczne?

Antygeny we krwi.

Mogą przetrwać nawet dwa tygodnie.

Zawsze istnieje ryzyko zapalenia wątroby typu C.

Nie wiedziałam.

Boże, akurat tego mi trzeba.

Nie jest tajemnicą, że będzie panu cholernie ciężko wynająć to mieszkanie.

Jest pan prawnie zobligowany do ujawnienia tego, co tu się stało.

Ale ja już o tym wiem.

I?

Może dam panu 2/3 czynszu, teraz, od dzisiaj?

3/4, na dwa lata, i posprząta tu pani.

Ma pan nowego lokatora.

I jak tam postępy...

Zrobiłem, co mogłem, ale nie udało mi się odzyskać ręki.

Kupiec użył programu eSniper, który osłania nabywcę,

więc ktokolwiek to kupił, to teraz posiedzi u niego.

- O kurwa. - Jednakże...

Podoba mi się ton tego "jednakże".

Usunąłem wszystkie ślady sprzedaży z internetu.

Przykro mi, tylko tyle mogłem zrobić.

Czyli gdyby ktoś szukał w sieci...

Tak, jakby się nigdy nie wydarzyło.

A ja nigdy nie wykreśliłem tego z listy dowodów.

Nic nie wskazuje na mnie.

W najgorszym przypadku spierdolił sprawę magazyn, nie my!

Nasz wydział jest bezpieczny.

I gdy pracowałem na pana komputerze,

podwyższyłem zdolność kredytową,

zainstalowałem zmodyfikowany chip Intela,

podkręciłem procka i, co najważniejsze,

program usuwający ślady pornosów z komputera.

Mój człowiek.

Przybij, Lou.

Dzięki!

Wyjedź z parkingu, skręć w prawo na Flaglera,

potem przejedź przez Rzekę Miami.

Przytaknij, jeśli rozumiesz.

Weź samochód.

Jest twój, mój portfel, co tylko chcesz.

Nie chcę tych rzeczy, Travis.

To czego chcesz?

Chcę twojego życia.

Tak jak ty odbierałeś je innym.

Zabójco Dnia Sądu.

Boże. Boże!

Tak, zacznijmy od niego.

To Bóg ci kazał zabijać tych niewinnych ludzi?

Bóg do mnie nie przemawia!

To skąd te pomysły?

On przemawia do profesora Gellara.

A skąd wiesz, że on rozmawia z Bogiem?

Bo to widziałem!

Bóg przemawia do profesora.

Przemawia przez profesora.

Mów dalej.

Nim go spotkałem, byłem zagubiony.

Ale wtedy profesor objawił mi prawdę.

Pokazał mi drogę.

Jest prorokiem, wypełnionym prawdą i światłem.

Gówno prawda!

Zabiłeś tych ludzi, ponieważ ci się to podobało.

Odpowiedz mi!

Nie mogłem tego zrobić!

Jestem porażką.

Zawiodłem Boga!

Czy masz pojęcie, jakie to uczucie?!

Tak, chciałem zabić tych ludzi, ale nie mogłem!

Powiedziałeś, że Gellar zabija.

Jest ode mnie dużo silniejszy.

Przy nim nie czuję strachu.

Nie czuję żalu. Ale ja sam...

Jestem żałosny.

Gellar wciąga cię w mrok, Travis, nie ku światłu.

Ty nic nie wiesz.

Uwierz mi, wiem o mroku więcej, niż inni,

a Gellar to czysty mrok.

Musisz zacząć podążać za kimś innym.

Zjedź tutaj.

Wysiądź z samochodu.

- Co? - Wyjdź i zacznij iść.

Znajdziesz samochód z powrotem pod muzeum.

/W ten czy inny sposób, /Travis doprowadzi mnie do tego,

/kto naprawdę zasłużył na mój stół.

Gdzie jesteś?

W drodze do domu.

Co się dzieje?

Nie czuję się dobrze.

Ja... Czuję się chory.

Powinienem iść spać.

Travis, o czym mi nie mówisz?

/O niczym!

Ja po prostu... Czuję się chory.

Zobaczymy się jutro?

/Pamiętasz opowieść o Jonaszu i wielkiej rybie?

Jonasz próbował uciec przed Bogiem.

Daleko nie uciekł.

/Mam nadzieję, że ty /nie próbujesz uciec przed Bogiem.

/Zastanów się nad tym.

/Nie wierzę w anioły,

/ale wierzę w ciągłą walkę /między mrokiem i światłem.

/Kto wie? /Może Brat Sam ma rację.

/Może czasem światło może wygrać.

/Ale z mojego doświadczenia wynika, /że najczęściej zwycięża mrok.

/Tłumaczenie: MSaint /Korekta: Bilu

.:: Napisy24 - Nowy Wymiar Napisów ::. Napisy24.pl

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.