Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com
AMERYKAŃSKIE MINISTERSTWO MAGII
NOWY JORK, 1927
Chyba chętnie się go stąd pozbędziecie.
Wolelibyśmy go zatrzymać u siebie.
Pół roku to i tak dużo.
Pora, żeby odpowiedział za swoje zbrodnie w Europie.
Pani prezydent Picquery. Panie Spielman.
Więzień zabezpieczony i gotowy do drogi.
Rzuciliście na niego wszystko, co się dało.
To było konieczne. Jest wyjątkowo potężny.
Trzy razy zmienialiśmy strażnika. Umie wywierać presję.
Więc usunęliśmy mu język.
Grindelwald! Grindelwald!
Społeczność czarodziejów ma u was wielki dług, pani prezydent.
Proszę go nie lekceważyć.
Panie Spielman, to jego różdżka. Była ukryta.
Abernathy.
I jeszcze to.
Brakuje języka?
Poparłeś słuszną sprawę, przyjacielu.
Tak, wiem. Oczywiście, Antonio.
Wiecznie głodny.
FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA ZBRODNIE GRINDELWALDA
LONDYN, ANGLIA
BRYTYJSKIE MINISTERSTWO MAGII
TRZY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Są gotowi cię przyjąć.
Leta.
Skąd się tu wzięłaś?
Tezeusz chciał, żebym dołączyła do ministerialnej rodziny.
Powiedział: „Do ministerialnej rodziny”?
Typowe dla mojego brata.
Tezeusz się zmartwił, że nie przyszedłeś na kolację.
Tyle razy cię zapraszaliśmy.
Byłem zajęty.
Przecież to twój brat. Lubi z tobą pogadać.
Zresztą ja też.
Ty! Wskakuj, Pick.
Dlaczego te dziwne stworzenia tak cię kochają?
Nie są dziwne. To ludzie są...
Nietolerancyjni.
Na długo za taką odpowiedź usadził cię wtedy Prendergast?
Za tę akurat na miesiąc.
Odpaliłam wtedy łajnobombę, żeby do ciebie dołączyć. Pamiętasz?
Wyleciało mi z głowy.
Dzień dobry.
Tezeusz. Newt obiecał wpaść do nas na kolację.
Naprawdę? Cóż...
Słuchaj, zanim tam wejdziesz...
To moje piąte podejście, wiem, co robić.
Teraz nie będzie tak jak dawniej. Teraz...
Bądź trochę bardziej otwarty. Dobrze?
I może nieco mniej...
Newtowaty?
Nie zaszkodzi.
Dobra, idziemy.
Rozpoczynamy posiedzenie.
Chce pan, abyśmy odwiesili zakaz podróży zagranicznych.
Dlaczego?
Bo lubię podróże zagraniczne.
Osobnik współpracuje niechętnie i wymijająco opowiada o ostatniej podróży.
To był zwykły rekonesans.
Zbierałem materiały do nowej książki o fantastycznych zwierzętach.
Niszcząc pół Nowego Jorku.
Fakty są inne. Co najmniej dwa.
Newt.
Panie Skamander, widać, że jest pan sfrustrowany,
a prawdę mówiąc, tu obecni także.
Jesteśmy skłonni do kompromisu i mamy dla pana propozycję.
Jaką propozycję?
Komisja uchyli zakaz wyjazdów pod jednym warunkiem.
Wstąpi pan do Ministerstwa.
A dokładnie do wydziału pańskiego brata.
Nie.
Uważam, że...
Tezeusz jest aurorem.
A ja mam inne zdolności.
Panie Skamander.
Światy magiczny i niemagiczny od ponad wieku żyją w zgodzie.
Grindelwald chce, by ten stan się zakończył.
A dla niektórych z naszej społeczności
jego przesłanie jest wyjątkowo kuszące.
Wielu czarodziejów czystej krwi domaga się władzy.
Nie tylko nad naszym światem. Nad niemagicznym także.
Grindelwalda mają za bohatera. A Grindelwald uważa tego...
chłopca za narzędzie do osiągnięcia celu.
Przepraszam, mówi pan o Credensie, jakby jeszcze żył.
Przetrwał, Newt.
Nadal żyje.
Opuścił Nowy Jork kilka miesięcy temu.
Teraz jest w Europie. Nie wiemy dokładnie gdzie, ale...
Chcecie, żebym znalazł Credence'a?
I go zabił?
Stary, dobry Skamander.
A ten co tutaj robi?
Podejmuję się tego, na co ty nie masz odwagi.
To to coś?
Odmowa podróży.
Newt!
Myślisz, że pomysł z Grimmsonem mi się podoba?
Nie chcę słuchać, że cel uświęca środki.
A ja nie chcę patrzeć, jak robisz uniki.
Znów to samo: „Samolubny, nieodpowiedzialny...”.
Idą takie czasy, że każdy będzie musiał wybrać stronę.
Nawet ty.
Ja w to nie wchodzę.
Newt.
No chodź.
Obserwują cię.
A więc, panowie...
to chyba oznacza, że dostałem pracę.
PARYŻ, FRANCJA
Kto tam?
Będzie się nadawać po dokładnym oczyszczeniu.
Chcę, żebyś teraz poszedł do cyrku.
Zawiadomić Credence'a,
by rozpoczął podróż.
Gdy wygramy, będą stąd uciekać jak robaki.
Ich czas minął.
Głośno czegoś takiego nie mówimy.
Chcemy tylko wolności.
Wolności, żeby być sobą.
I żeby zniszczyć nieczarodziejów.
Nie wszystkich. Nie wszystkich.
Nie jesteśmy bezlitośni.
Woły robocze zawsze się przydają.
Ventus.
Dumbledore.
Bardziej eksponowane dachy były zajęte?
Po prostu lubię ten widok.
Nebulus.
Jak poszło?
Nadal myślą, że to pan wysłał mnie do Nowego Jorku.
Powiedziałeś im, że nie ja?
Tak.
Mimo że to pan.
Powiedział pan, gdzie znaleźć przemyconego gromoptaka.
Widział pan, że odstawię go do domu
i bezpiecznie przewiozę przez mugolskie granice.
Zawsze miałem słabość do wielkiego magicznego ptactwa.
W mojej rodzinie krąży legenda,
że jeśli któryś z Dumbledore'ów wpadnie w tarapaty, ocali go feniks.
Feniksa podobno miał mój pradziadek.
Gdy zmarł, ptak odleciał. I nigdy nie wrócił.
Z całym szacunkiem, ale nie wierzę,
że to dlatego powiedział mi pan o gromoptaku.
Credence jest w Paryżu, Newt.
Próbuje znaleźć prawdziwą rodzinę.
Rozumiem, że słyszałeś plotki o jego pochodzeniu.
Nie.
Czystokrwiści sądzą, że jest ostatnim synem z ważnego francuskiego rodu.
Dzieckiem, które uznano za zaginione.
Czyżby brat Lety?
Takie chodzą plotki.
Wszystko jedno, co gadają, ja wiem jedno.
Obskurus pojawia się przy niedostatku miłości,
jako mroczny bliźniak, jedyny przyjaciel.
Jeśli Credence ma rodzeństwo, brat lub siostra mogliby go zastąpić
i chłopak by przeżył.
Gdziekolwiek jest, jest w niebezpieczeństwie
lub niebezpieczny dla innych.
Nie ma znaczenia, kim jest, ale trzeba go odnaleźć.
I liczę na to, że właśnie ty go znajdziesz.
Co to?
Adres mojego starego, dobrego znajomego.
Bezpieczne lokum w Paryżu, chronione zaklęciami.
Bezpieczne? Po co mi ono w Paryżu?
Miejmy nadzieję, że po nic, ale w razie wielkich kłopotów
będziesz miał dokąd pójść.
Wiesz. Na herbatę.
Nie. Nie, absolutnie nie!
Mam zakaz podróżowania, profesorze.
Jeśli opuszczę kraj, zamkną mnie w Azkabanie,
a potem wyrzucą klucz.
- Wiesz, dlaczego cię podziwiam? - Słucham?
Bardziej niż kogokolwiek innego?
Nie zależy ci na władzy
czy popularności.
Po prostu pytasz, czy sprawa jest słuszna.
A jeśli jest, dążysz do celu bez względu na koszty.
Wszystko to piękne, profesorze, ale spytam.
Dlaczego pan nie pojedzie?
Nie mogę wystąpić przeciw Grindelwaldowi.
Ale ty możesz.
W sumie się nie dziwię.
Na twoim miejscu też bym zapewne odmówił.
- Co? - Na mnie czas. Dobranoc, Newt.
Zaraz, nie.
No, brawo.
Dumbledore.
Bunty!
Bunty, małe niuchacze znowu uciekły!
Doskonale.
Przepraszam. Pewnie sobie otworzyły,
- gdy sprzątałam u lelków wróżebników. - Już dobrze.
Wszystkie nakarmione.
Pinky dostał krople na katar.
A jak Elsie?
Jej odchody znów wyglądają ładnie.
Świetnie.
Możesz iść do domu.
- Kelpię miałaś zostawić mnie. - Trzeba było nałożyć maść.
Ale nie można przy tym tracić palców.
Naprawdę, idź do domu, Bunty.
Musisz być zmęczona.
Z kelpią lepiej działać we dwoje.
Warto też zdjąć koszulę.
Nie martw się.
Szybko wyschnie.
Trochę ruchu nigdy nie zaszkodzi.
Bunty, daj maść!
Jeszcze raz ugryziesz Bunty, to pożałujesz.
A to co?
Nie wiem.
Mówię poważnie, idź do domu.
- Zadzwonić do Ministerstwa? - Nie.
Lepiej już wyjdź. Proszę.
- Daj mi to. - Już.
Kochanie, daj mi to...
Nie zauważy.
Proszę, daj mi to wreszcie, kochanie.
Newt! Chodź tu do mnie, wariacie!
Mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. Wprosiliśmy się.
Na zewnątrz strasznie leje.
Chłodny ten Londyn.
Miałeś mieć wymazaną pamięć.
Wiem.
Nie udało wam się.
Sam mówiłeś.
Eliksir usuwa tylko złe wspomnienia.
Nie miałem takich.
Nie zrozum mnie źle, miałem dziwaczne
i trochę straszne.
A ten anioł...
ten tu obecny anioł to i owo mi dopowiedział,
no i jesteśmy tu razem.
Cudowna nowina.
Zaraz. A...
Tina?
Nikogo więcej nie ma.
Tylko ja i Jacob.
Może przygotuję kolację?
Tak!
Cześć, słonko.
Nie rozmawiam z Teen.
- Dlaczego? - No bo wiesz...
Dowiedziała się, że się spotykamy
i to się jej nie spodobało, bo to niezgodne z prawem.
Nie wolno nam...
Nie wolno się spotykać z niemagami.
Nie wolno nam się z nimi wiązać. Bla, bla, bla.
A poza tym strasznie przez ciebie histeryzuje.
- Przeze mnie? - Tak, przez ciebie, Newt.
Pisali w Zaczarowanym.
Zobacz. Specjalnie przywiozłam.
NEWT SKAMANDER TEN, KTÓRY ZŁAPAŁ GRINDELWALDA!
NEWT SIĘ ŻENI
„Newt Skamander z narzeczoną, Letą Lestrange,
- bratem Tezeuszem i nieznaną kobietą”. - Spokojnie.
Nie, to Tezeusz żeni się z Letą, nie ja.
O, rety.
Cóż...
Teen to przeczytała...
i zaczęła się z kimś umawiać.
Jest aurorem. Nazywa się Achilles Tolliver.
Tolliver.
Tak czy inaczej...
Bardzo się cieszę, że tu jesteśmy, Newt, bo to...
To dla nas wyjątkowa podróż.
Widzisz... Jacob i ja...
pobieramy się.
Wychodzę za Jacoba.
Rzuciłaś na niego zaklęcie.
Co?
- Wcale nie. - Przestań czytać mi w myślach.
Queenie, sprowadziłaś go tu wbrew jego woli.
Ależ to oburzające oskarżenie. Tylko spójrz.
Przecież jest szczęśliwy. Taki szczęśliwy.
Więc nie pogniewasz się, jeśli...
Nie rób tego.
Nie masz się czego bać, jeśli on chce się żenić.
Wystarczy zdjąć zaklęcie, a sam ci to powie.
A co tam masz?
Co chcesz zrobić?
Co znów wymyśliłeś?
Surgito.
Gratuluję zaręczyn, Jacob.
Niby czego?
O nie. Nie rzuciłaś...
Queenie!
Chwileczkę.
Queenie!
Miło było cię widzieć.
Gdzie niby teraz jestem?
W Londynie.
Zawsze chciałem tu przyjechać!
Queenie!
Queenie, słonko.
Kiedy chciałaś mnie obudzić?
Po piątym dziecku?
Co złego w tym, że chcę za ciebie wyjść?
- Dobra. - Założyć z tobą rodzinę?
Chcę tylko tego, co każdy ma na co dzień.
Zaczekaj.
Gadaliśmy o tym z milion razy.
Jak się dowiedzą,
wsadzą cię do więzienia, słonko.
Nie pozwolę na to.
Nie chcą, żeby tacy jak ja żenili się z takimi jak ty.
Nie jestem czarodziejem. Lecz sobą.
Tutaj są postępowi. I na pewno pozwolą nam się pobrać.
Nie musisz rzucać na mnie zaklęcia.
Twój czar i tak działa.
Bardzo cię kocham.
- Tak? - Tak.
Ale nie mogę wystawiać cię na takie ryzyko.
A ty nie dajesz nam wyboru, słonko.
Ty mi mówisz o wyborze?
Jedno z nas powinno być odważne, a ty jesteś tchórzem!
Ja jestem tchórzem?
Jak ja jestem tchórzem, to ty...
Szalona.
Nie powiedziałem tego.
- Bo nie musiałeś. - Nawet tak nie pomyślałem.
Właśnie że tak.
- Nie. - Lecę do siostry.
Dobra, leć do siostry.
- Dobra. - Nie, zaczekaj!
Nie! Queenie!
Nie myślałem tak!
Nic nie powiedziałem.
Papyrus Reparo.
PARYŻ
MOJA DROGA QUEENIE, JAKIE PIĘKNE TO MIASTO.
MYŚLĘ O TOBIE. TINA.
Newt!
Jestem tu, na dole! Zaraz do ciebie przyjdę!
Mam własne problemy.
BUNTY! NIE ZAPOMNIJ DAĆ PATRICKOWI PASTYLEK. NEWT
TINA GOLDSTEIN POWOŁANA NA STANOWISKO AURORA
Queenie zgubiła kartkę.
Tina jest w Paryżu. Szuka Credence'a.
Genialnie.
Queenie poleci prosto do Tiny.
Dobra, ruszamy do Francji.
- Chwila, wezmę płaszcz. - Zaczekaj.
Pięknie.
BUNTY, JESTEM W PARYŻU, NIUCHACZE ZABRAŁEM ZE SOBĄ. NEWT.
Nagini.
Credence.
Chyba wiem, gdzie ona jest.
Uciekniemy w nocy.
Miałeś się od niej trzymać z daleka.
Pozwoliłem ci zrobić przerwę?
Posprzątaj po kappie.
A ty się przygotuj.
Teraz w naszym małym gabinecie osobliwości i dziwadeł
pragnę wam przedstawić malediktusa!
Schwytano ją w indonezyjskiej dżungli.
Jest nosicielką klątwy krwi.
Takie podistoty są skazane na to, by przez całe życie
zmieniać się nieustannie w groźną bestię.
Lecz spójrzcie na nią.
Taka piękna. Tak.
Taka ponętna.
Lecz wkrótce zostanie uwięziona na zawsze w całkiem innym ciele.
Każdej nocy, kiedy śpi, Mesdames et Messieurs,
wbrew własnej woli staje się...
Wbrew własnej woli staje się...
Wbrew własnej woli staje się...
Z czasem nie będzie mogła powrócić do swojej postaci.
Na zawsze pozostanie uwięziona w ciele węża.
Credence!
Pakujemy się.
W Paryżu jesteśmy skończeni.
Chłopak z malediktusem. Co pan o nim wie?
Że szuka matki.
Wszystkie dziwadła myślą, że wrócą do domu.
Naprzód.
Uważam, że byliśmy w cyrku
z tego samego powodu, Monsieur...
Kama. Yusuf Kama.
Słusznie pani uważa.
- Czego pan chce od Credence'a? - Tego, co pani.
To znaczy?
Ustalić, kim naprawdę jest.
Jeśli jest tym, kim mówią, że jest,
to znaczy, że jesteśmy poniekąd... skoligaceni.
Jestem ostatni z linii męskiej czystej krwi,
a jeśli plotki są prawdziwe, on także.
Czytała pani Przewidywania Tychona Dodonusa?
Tak. Ale to poezja, a nie dowód.
Gdybym mógł pani coś pokazać...
coś konkretnego, co dowodzi, kim chłopak jest,
czy Ministerstwa Europy i Ameryki go oszczędzą?
Możliwe.
Więc chodźmy.
A więc...
Credence Barebone.
Niemal zniszczony przez kobietę, która go wychowała.
Teraz szuka tej, która go urodziła.
Tak pragnie rodziny.
Tak pragnie miłości.
Jest kluczem do naszego zwycięstwa.
Wiemy, gdzie teraz jest.
- Złapmy go i znikajmy. - Musi do mnie przyjść z własnej woli.
I przyjdzie.
Ścieżka już ułożona, a on nią podąża.
Ścieżka przywiedzie go do mnie
i do dziwnej, lecz wspaniałej wiedzy o tym, kim jest.
Dlaczego jest taki ważny?
Kto stanowi największe zagrożenie dla naszej sprawy?
Albus Dumbledore.
Gdybym kazał ci teraz
dostać się do szkoły, gdzie się chowa, i zabić go,
zrobiłbyś to dla mnie, Krall?
Credence jest jedyną żyjącą istotą...
którą na to stać.
Myślisz, że może zabić wielkiego...
zabić Albusa Dumbledore'a?
Ależ ja to wiem.
Ale czy będziesz z nami, gdy to się wydarzy, Krall?
Będziesz?
Jacob, ten, z którym spotyka się Tina...
Spokojnie, spotka się z tobą. We czwórkę się spotkamy.
I będzie znowu jak w Nowym Jorku.
- Nie martw się. - Ale Queenie mówiła, że to auror.
Tak, i co z tego? Nie przejmuj się nim.
Tylko co mam jej powiedzieć, jak ją spotkam?
Cóż, czegoś takiego lepiej nie planować.
Wtedy się mówi, co akurat przyjdzie do głowy.
Ona ma oczy zupełnie jak salamandra.
Tak jej nie mów.
Słuchaj. Powiedz raczej, że tęskniłeś.
- Tak. - A potem...
Że przyjechałeś do Paryża, żeby ją odnaleźć.
Spodoba jej się. A potem...
że nie możesz w nocy spać, bo myślisz o niej i...
Tylko ani słowa o salamandrach, jasne?
- Dobra. - Dobra.
Będzie dobrze.
Jedziemy na jednym wózku.
We wszystkim ci pomogę. Szukać Tiny,
szukać Queenie...
i znów będziemy szczęśliwi jak dawniej.
Co to za gość?
Ktoś, kto mi ułatwi opuszczenie kraju bez dokumentów.
Cierpisz na chorobę lokomocyjną?
Wyłącznie na statkach.
To dasz radę.
Żywiej! Rusza za minutę.
Pięćdziesiąt galeonów.
Miało być 30.
Trzydzieści za wjazd do Francji.
Dwadzieścia za milczenie o tym,
że Newt Skamander nielegalnie wyjeżdża z kraju.
Sława kosztuje, stary.
Dziesięć sekund.
- Osiem. - Jacob.
Siedem.
Sześć.
Cztery.
Trzy. Dwa.
Jeden.
Nie podoba mi się ten świstoklik.
Już to mówiłeś.
Chodź tu.
Confundus.
Chodź, za kilka minut przestanie działać.
Appare vestigium.
Accio niuchacz!
Szukaj.
Szukaj!
To kappa.
Japoński demon wodny.
Tina?
Co znalazłeś?
A teraz będzie lizać bruk.
Revelio.
Newt, a to co znowu?
To zouwu.
Zwierzę z Chin.
Są niebywale silne i niebywale szybkie.
Pokonują do półtora tysiąca kilometrów dziennie.
Jednym skokiem mogłyby cię przenieść
z jednego końca Paryża w drugi.
Dobrze.
Jacob, była tu.
Tina tu stała.
Ma wyjątkowo wąskie stopy, zauważyłeś?
Jakoś niekoniecznie.
Potem ktoś do niej podszedł.
Avensegium.
- Biegnij za piórkiem. - Co?
- Jacob, za tym piórkiem. - Za piórkiem.
Gdzie on jest?
Accio niuchacz.
Zostaw wiadro.
Przepraszam. Nie wiem, co pani powiedziała.
Witam we Francuskim Ministerstwie Magii.
Jaki jest cel pani wizyty?
Chcę rozmawiać z Tiną Goldstein.
Jest amerykańskim aurorem i rozwiązuje tutaj ciężki przypadek.
Nie ma u nas Tiny Goldstein.
Przepraszam, chyba zaszło nieporozumienie.
Bo wiem, że jest w Paryżu, wysłała mi pocztówkę.
Zaraz pokażę, mam ją przy sobie.
Pomoże mi pani jej szukać? Miałam ją tutaj.
NEWT SIĘ ŻENI
A niech to. Proszę momencik zaczekać.
Na pewno tu jest. Przecież ją spakowałam.
Gdzie ona jest?
Sekundeczkę.
Gdzie ja ją wsadziłam?
- Możemy się zatrzymać na kawę... - Nie teraz.
Chocolat chaud albo... Tylko na chwilkę.
- Nie wiem. - Tędy.
Pain au chocolat? Pół croissanta albo chociaż cukierek?
Tędy.
Jacob!
Wszystko w porządku?
Jest w domu.
Kto tam?
Pani syn, madame.
Kto to?
Irma?
Irma Dugard?
Pani nazwisko jest w moich dokumentach adopcyjnych.
Wie pani coś o tym?
Oddała mnie pani Barebone z Nowego Jorku.
Nie jestem twoją matką.
Tylko zwykłą służącą.
Byłeś takim pięknym dzieckiem.
I wyrosłeś na pięknego mężczyznę.
Nie chciałam cię tam zostawić.
Dlaczego mnie nie chcieli?
Dlaczego pani nazwisko jest w dokumentach?
Zabrałam cię do pani Barebone...
ponieważ miała się tobą opiekować.
Nie żyje.
Jak chłopak to przyjął?
Jest wrażliwy.
W Ministerstwie nie uwierzą, że aż tak chybiłem.
Znają moje możliwości.
Posłuchaj. Dla jednych będziesz tchórzem, dla innych bohaterem.
Zapiszesz się na kartach historii, gdy czarodzieje zapanują nad światem.
A zegar tyka coraz szybciej.
Obserwuj Credence'a. Opiekuj się nim.
Dla wspólnego dobra.
Dla wspólnego dobra.
Wiesz, czego mi brakuje bez Queenie?
Wszystkiego.
Nawet tego, co mnie najbardziej wkurzało.
Choćby czytania w myślach.
Miałem szczęście, że ktoś interesował się tym, co myślałem.
Wiesz, o co chodzi?
Słucham?
Mówiłem... Ten, którego szukamy, na pewno tu jest?
Oczywiście. Tak pokazało piórko.
- To jego szukamy? - Tak.
Przepraszam.
Przepraszam. Chcieliśmy...
spytać, czy nie spotkał pan naszej przyjaciółki.
Tiny Goldstein.
Monsieur, Paryż jest dość rozległy.
Jest aurorem.
A gdy aurorzy znikają, Ministerstwo zaczyna ich szukać, więc...
Nie, będzie lepiej, jeśli zgłosimy jej zaginięcie.
Wysoka?
Ciemne włosy?
- Stanowcza. - Piękna.
Tak. Chciałem powiedzieć...
- Jest ładna, bardzo ładna. - Stanowcza też.
Myślę, że widziałem kogoś takiego wczoraj.
Może gdybym pokazał gdzie...
Gdyby pan mógł.
- Byłoby idealnie. - Tak.
Tina.
- Newt. - Expelliarmus.
Proszę wybaczyć, panie Skamander.
Wrócę i wypuszczę was, gdy Credence będzie martwy.
Kama, zaczekaj.
Zrozumcie, albo on zginie, albo ja.
Nie, nie.
O nie. Nie.
Nie najlepszy początek misji ratunkowej.
To ma być misja ratunkowa?
Pozbawiliście mnie jedynego śladu.
A co wykazało śledztwo, zanim się zjawiliśmy?
Newt!
Dzięki, Pick.
Mówisz, że potrzebny ci ten facet?
Tak.
Myślę, że wie, gdzie jest Credence, panie Skamander.
To pewnie zouwu.
Szybciej, Newt! Wynośmy się.
Dalej!
Jakie były trzy największe błędy, które ostatnio popełniłeś?
Dałem się zaskoczyć.
Co jeszcze?
Nie odparowałem przed przeciwzaklęciem.
Bardzo dobrze. A ostatni?
Twój największy błąd?
Nie wyciągnąłeś wniosków z pierwszych dwóch.
To jest szkoła! Nie macie prawa!
Jestem szefem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.
Mogę chodzić wszędzie.
Wychodzimy.
Idźcie z profesor McGonagall.
To najlepszy nauczyciel w szkole.
- Dziękuję, McLaggan. - Wyjdź stąd.
Chodź, McLaggan.
Newt Skamander jest w Paryżu.
Naprawdę?
Nie udawaj. Wiem, że wykonuje twoje rozkazy.
Gdybyś miał przyjemność go uczyć,
wiedziałbyś, że rzadko robi to, co mu się każe.
Czytałeś Przewidywania Tychona Dodonusa?
Wiele lat temu.
„Syn precz odegnany
We łzach córki oczy
- Powraca...”. - Pamiętam.
Podobno te przewidywania dotyczą obskurodziciela.
Słyszałem, że Grindelwald chce go...
Za pomocnika wysokiego rodu.
A Skamander pojawia się tam, gdzie obskurodziciel.
I go chroni.
Tymczasem ty zbudowałeś
całkiem pokaźną sieć międzynarodowych kontaktów.
Możesz inwigilować mnie i moich przyjaciół,
ale i tak nie odkryjesz zmów przeciwko sobie, Travers,
ponieważ łączy nas ten sam cel.
Upadek Grindelwalda.
I ostrzegam cię, twoja polityka przemocy i zakazów
tylko pcha stronników w jego ramiona.
Nie interesują mnie twoje ostrzeżenia.
A teraz...
Z bólem to mówię, ponieważ nie lubię cię.
Ale...
jesteś jedynym czarodziejem, który może się z nim równać.
Chcę, byś z nim walczył.
Nie mogę.
Ze względu na to?
Byliście z Grindelwaldem niemal jak bracia.
Bliżsi niż bracia.
Będziesz z nim walczył?
Nie mogę.
A zatem wybrałeś stronę.
Od dziś będę wiedział o każdym zaklęciu, które rzucisz.
Wzmagam obserwację
i zakazuję ci uczyć obrony przed czarną magią.
Gdzie Leta? Ruszamy do Paryża.
Tezeuszu.
Jeśli Grindelwald zwoła zgromadzenie,
nie wtrącajcie się.
Nie daj się tam wysłać Traversowi.
Jeśli kiedykolwiek mi ufałeś...
Tezeuszu!
Już jak słyszę „Lestrange”, mam mdłości.
Wiesz, że zostaje tu w każde wakacje.
Rodzina nie chce jej w domu.
Nie dziwę się, jest denerwująca.
Widziałaś ją tydzień temu?
Oscausi!
Pani profesor!
Lestrange znów to zrobiła!
Lestrange! Nie uciekaj!
- Lestrange! Nieposłuszne dzieciaki! - Leta, wracaj!
Stój! Wstyd mi za Slytherin!
Sto punktów kary! Dwieście!
Wracaj tu! Natychmiast!
Dzieci, dość! Stój! Wracaj!
- Z drogi! - Dokąd pobiegła?
Chyba w tamtą stronę!
To robota Lestrange. Jest okropna!
Skamander, czemu się nie pakujesz?
Bo się stąd nie ruszam.
Dlaczego?
Potrzebuje mnie.
Zranił się.
Co to?
Pisklę kruka.
Twoja rodzina ma chyba w godle kruka.
Zgadza się.
Dobrze, Newt.
Bądź dzielny.
A to dość niezwykłe.
Czego to pan Skamander boi się najbardziej na świecie?
Pracy w jakimś biurze, sir.
Pokaż, co potrafisz.
Riddikulus.
Brawo.
Dobra robota. Leta.
To tylko bogin.
Nie może cię skrzywdzić.
Każdy się czegoś obawia.
Już nie mogę się doczekać.
Nie chcę o tym rozmawiać.
Znają mnie...
Nie uciekają.
Gnieżdżą się tylko na drzewach nadających się na różdżki.
Wiedziałaś o tym?
Wiodą bogate życie towarzyskie.
Gdy się je wystarczająco długo obserwuje, może się okazać...
To ty, Leta. A to niespodzianka.
Że znalazł mnie pan w klasie?
Aż tak złą uczennicą byłam?
Przeciwnie, jedną z najmądrzejszych.
Powiedziałam „złą”, nie „głupią”.
Może pan nie odpowiadać.
Nigdy mnie pan nie lubił.
I tu się mylisz.
Nie myślałem, że jesteś zła.
Pan jeden, bo tak myśleli wszyscy.
I mieli rację.
Byłam straszna.
Leto, wiem, jak bolesne
muszą być dla ciebie plotki o bracie, Corvusie.
Nie. Nie wie pan.
Chyba że też miał pan brata, który umarł.
W moim przypadku to była siostra.
Kochał ją pan?
Nie tak bardzo, jak powinienem.
Nigdy nie jest za późno, żeby się uwolnić.
Wyznanie przynosi ulgę, podobno. Zrzuca się wielki ciężar.
Żal to mój nieodłączny towarzysz.
Nie pozwól, by towarzyszył także tobie.
Nie, dziękuję.
Była pani niezwykle miła,
ale moja siostra Tina na pewno okropnie się o mnie martwi
i pewnie puka do różnych drzwi i takie tam,
więc już pójdę.
Nie poznała pani gospodarza.
Jest pani zamężna?
Powiedzmy...
że dość mocno związana.
Nie wiem, czy to żarty, czy po prostu jest pani...
Francuzką.
Ej. Odczep się.
Nie ruszaj się.
Wiem, kim jesteś.
Queenie.
Nikt nie chce cię skrzywdzić.
Chcemy ci tylko pomóc.
Jesteś przecież tak bardzo daleko od domu.
Daleko od wszystkiego, co kochasz, od wszystkiego, co jest ci znane.
Nie chciałbym, żeby ci się coś stało.
Nigdy.
Nie winię cię za to, że twoja siostra jest aurorem.
Chciałbym, żebyś odtąd wraz ze mną
walczyła o świat, w którym my, czarodzieje, nie będziemy się ukrywać.
Będziemy mogli kochać.
Jesteś taka niewinna.
Możesz odejść.
Idź już stąd.
Newt, chłopie.
Tina przyszła i siedzi zupełnie sama,
więc może wyjdziesz i dotrzymasz jej towarzystwa?
Szukałem czegoś do zjedzenia, ale nie znalazłem.
Więc pójdę na górę i poszukam czegoś,
no nie wiem, może na strychu.
Spokojnie.
Relashio.
To idę.
Dobrze zareagowała na dyptam.
Bieganie ma we krwi.
Myślę, że brak jej pewności siebie.
Panie Skamander, ma pan coś,
co mogłoby go odratować?
Muszę go przesłuchać.
Sądzę, że wie, gdzie jest Credence, a blizny na rękach
- wskazują na Wieczystą Przysięgę. - Wieczystą Przysięgę.
Też tak mi się zdaje.
Lumos.
Co to jest?
Widać w tamtych kanałach żyją wodne smoki.
Roznoszą pasożyty, a one...
- Jacob. - Tak?
W mojej walizce, w przegródce, powinna być pęseta.
Pęseta?
- Wąska, ostre końce. - Ostre końce.
Wiem, jak wygląda pęseta.
Może lepiej na to nie patrz.
Bez przesady.
Chodź tu.
Chodź. Dobrze.
No chodź. I proszę.
Jacob, możesz to zabrać?
Ośmiornica?
Muszę go zabić.
Kogo?
Credence'a?
Przez parę godzin go nie przesłuchamy.
Pasożyt porządnie go osłabił.
Muszę wracać do Ministerstwa z tym, co mam.
Miło było pana znowu spotkać.
Chwileczkę, dobrze?
Zaczekaj chwilę!
Czekaj! Tina!
Powiedziałeś coś o salamandrach?
Nie. Ona po prostu wybiegła i nie wiem...
No to rusz się i za nią biegnij!
Tina. Proszę, wysłuchaj mnie.
Panie Skamander, muszę iść do Ministerstwa.
Wiem, co pan myśli o aurorach.
Może odrobinę zbyt ostro
wyraziłem się w tamtym liście.
Jak to dokładnie szło? „Banda niewydarzonych hipokrytów”?
Nie mogę podziwiać kogoś,
kto wszystko, czego się boi lub tego nie rozumie, chce zabić.
Jestem aurorem. I nie chcę.
Bo stałaś się środkową głową.
Czym niby?
To takie wyrażenie, pochodzące od trzech głów widłowęża.
Środkowa jest marzycielem.
Wszyscy aurorzy poza tobą chcą, żeby Credence zginął.
Jesteś środkową głową.
I kto jeszcze się tak wyraża, panie Skamander?
Niewykluczone, że tylko ja.
To Grindelwald! Zwołuje swoich zwolenników!
Za późno. Grindelwald przybył po Credence'a.
- Może już go dopadł. - Nie jest za późno.
Może my pierwsi go znajdziemy.
Dokąd pan idzie?
Do Francuskiego Ministerstwa Magii.
Credence na pewno by tam nie poszedł.
W sejfie Ministerstwa schowana jest kasetka.
Może nam powiedzieć, kim naprawdę jest Credence.
Kasetka? Co pan znów wygaduje?
Spokojnie.
Chcesz się wydostać? Chociaż na chwilkę?
Pobyć na wolności?
Credence.
Czego chcesz?
Od ciebie?
Niczego.
Dla ciebie?
Wszystkiego, czego ja nie miałem.
Ale czego ty chcesz, mój chłopcze?
Chcę wiedzieć, kim jestem.
Tutaj znajdziesz potwierdzenie swojego prawdziwego pochodzenia.
Przyjdź dziś w nocy na Pere-Lachaise, a poznasz całą prawdę.
Ojcze, dlaczego mnie zmusiłeś...
Zaczekaj...
Zaczekaj.
Obawiam się, że niestety nie mam tu jedzenia.
Jesteś duchem?
Nie.
Skąd. Żyję przecież.
Lecz jestem alchemikiem, więc istotą nieśmiertelną.
Dałbym ci najwyżej trzysta siedemdziesiąt pięć lat.
Przepraszam, że nie zapukaliśmy.
Nic nie szkodzi.
Albus mówił, że mogą wpaść przyjaciele.
Nicolas Flamel.
Jacob Kowalski.
Daruj.
- Nie szkodzi. - Ja nie...
Nareszcie mamy jakiś postęp.
Tak. Widziałem już coś takiego.
Na jarmarku.
Była tam taka kobitka, miała welon.
Dałem jej piątaka, a ona przepowiedziała mi przyszłość.
Ale jakoś słabo się to sprawdza.
Chwila, znam go. To ten chłopak, Credence.
Rany.
To Queenie! Jak nic, ona. Hej, słonko!
Gdzie to jest? Czy to gdzieś tutaj?
Tak. To grobowiec Lestrange'ów.
Leżą na cmentarzu Pere-Lachaise.
Już idę po ciebie, czekaj tam.
Dzięki, dzięki, panie Flamel.
Przepraszam.
I niech pan rzuca okiem na pogromcę ośmiornic.
- Przepraszam, muszę pędzić. - Nie może pan iść na cmentarz!
Co się dzieje?
Dokładnie to, co przewidział.
Grindelwald zwołał wszystkich na cmentarz,
a to zwiastuje śmierć.
Więc na co czekasz?
Co? Od dwustu lat nie widziałem żadnej akcji.
Dasz sobie radę, Flamel. Wierzymy w twoje siły.
Kasetka jest w Sali Ksiąg Rodowych, Tina.
Czyli trzy piętra w dół.
Eliksir wielosokowy?
Wystarczy, żebym wszedł do środka.
- Kto? - To mój brat, Tezeusz.
Jest aurorem i lubi się przytulać.
Co się dzieje?
Grindelwald zwołuje swoich.
Nie wiemy gdzie, ale dziś w nocy.
- Bądź ostrożny. - Oczywiście.
- Obiecaj. - Będę uważać.
Chcę, żebyś to usłyszała ode mnie.
Myślą, że Credence może być twoim zaginionym bratem.
- Mój brat nie żyje. - Wiem.
- Umarł. - Wiem.
- Ile razy mam powtarzać? - Dokumenty to potwierdzą.
- Jasne? One nie kłamią. - Tezeuszu!
Wszystkich na wiecu macie aresztować. W razie oporu...
Ale jeśli zareagujemy zbyt ostro...
To rozkaz.
We Francji można się deportować na terenie Ministerstwa?
Nie.
Szkoda.
- Newt! - Tak, wiem. Wiem...
Newt!
- Newt! - To pański brat?
Tak, chyba wspomniałem w liście,
że nie do końca się dogadujemy.
Stój!
- Chce pana zabić? - Jak zwykle!
Dosyć!
Nie ma najlepszych manier.
To chyba najwspanialsza chwila mojego życia.
Queenie.
Queenie, słonko.
Stój. Nie ruszaj się.
Czym mogę służyć?
Tak. To jest Leta Lestrange.
A ja jestem jej...
Narzeczonym.
Wejdźcie.
Dziękuję.
Tina, w sprawie tej narzeczonej...
Racja, cieszę się z waszego szczęścia.
- Nie, to... - Lumos.
Lestrange.
Tino, jeśli chodzi o Letę...
Przecież powiedziałam, że się cieszę.
Ale... Proszę, nie ciesz się.
Nie, nie, przepraszam.
Oczywiście...
Oczywiście, możesz się cieszyć.
Bo chyba jesteś szczęśliwa. I to wspaniale.
Próbuję ci powiedzieć, że chcę, żeby się cieszyła,
ale nie dlatego, że ja się cieszę, bo nie jestem...
szczęśliwy.
Ani zaręczony.
- Co? - W tej gazecie wszystko pomieszali.
Mój brat się żeni z Letą szóstego czerwca.
Ja mam być jego świadkiem, co jest...
jakby średnio zabawne.
Myśli, że przyszedłeś ją odzyskać?
Jesteś tu, by ją odzyskać?
Nie, jestem tu...
Wiesz, masz oczy zupełnie jak...
Jak co?
Nie wolno mi powiedzieć.
- Mam twoje zdjęcie... - Czytałam twoją książkę...
- Czytałaś... - Czy ty...
Wyciąłem...
To tylko twoje zdjęcie wycięte z jakiejś gazety,
ale to ciekawe, bo twoje oczy w druku gazetowym...
W rzeczywistości mają w sobie coś,
co wygląda jak ogień w wodzie, w ciemnej wodzie.
Widziałem coś takiego tylko...
Widziałem coś takiego tylko u...
Salamander.
Chodź.
Lestrange.
DANE PRZENIESIONE DO GROBU RODZINY LESTRANGE NA PERE-LACHAISE.
Circumrota.
Cześć, Newt.
Cześć, Leta.
Cześć.
O, nie.
Co to za dziwne koty?
To nie koty, lecz matagoty. Tacy ponocnicy.
Pilnują Ministerstwa.
Nie skrzywdzą nas, chyba że...
Drętwota!
...je zaatakujemy.
- Leta. - Reverte.
Accio!
Ascendio!
Dobra, czekaj, zatrzymaj się. Stój spokojnie.
Już dobrze.
Dobrze.
Czekaj.
Cofnij się. Już! Zejdź mi z drogi!
Jeśli nie, zabiję cię razem z Corvusem.
Stój!
Yusuf.
To naprawdę ty?
Moja młodsza siostra?
On jest twoim bratem.
Więc kim ja jestem?
Nie wiem.
Męczy mnie życie bez nazwiska i przeszłości.
Opowiedz mi moją historię, a potem to zakończ.
Twoja historia to nasza historia.
- Nasza historia. - Nie, Yusuf.
Mój ojciec to Mustafa Kama,
czarodziej czystej krwi senegalskiego pochodzenia, niezwykle szanowany.
Moja matka, Laurena,
też szlachetnie urodzona, wyjątkowej urody.
Byli w sobie zakochani.
Znali wpływowego czarodzieja ze słynnego francuskiego rodu czystej krwi.
Pożądał jej.
Lestrange użył zaklęcia Imperius, żeby ją uwieść i uprowadzić.
Próbowałem temu zapobiec, ale mnie zaatakował.
Wtedy widziałem ją ostatni raz.
Umarła, wydając na świat dziewczynkę.
Ciebie.
Wiadomość o jej śmierci doprowadziła mojego ojca do szaleństwa.
I na łożu śmierci
nakazał mi dokonać zemsty.
Zabić kogoś, kogo Lestrange kocha najbardziej.
Sądziłem, że to będzie łatwe.
Miał tylko jedną bliską krewną.
Ciebie.
Ale on...
No dalej.
Nigdy cię nie kochał.
Niecałe trzy miesiące po jej śmierci znowu się ożenił.
Nowej żony też zresztą nie kochał.
Aż wreszcie urodził mu się syn o imieniu Corvus.
I ten typ, który nigdy nie odczuwał miłości, nagle cały się nią wypełnił.
Zależało mu wyłącznie
na kochanym Corvusie.
Więc taka jest prawda?
Ja jestem Corvus Lestrange?
- Tak. - Nie.
Gdy twój ojciec zrozumiał, że syn Mustafy Kamy poprzysiągł zemstę,
postanowił ukryć cię tam, gdzie nie mógłbym cię znaleźć.
A więc powierzył cię swojej służącej, która popłynęła do Ameryki.
- Wysłał Corvusa do Ameryki, ale... - Ta służąca, Irma Dugard...
to półelfka.
Miała słabe zdolności magiczne,
dlatego nie zostawiła wyraźnych śladów.
Gdy tylko się dowiedziałem, jak udało ci się uciec,
otrzymałem wiadomość, której się nie spodziewałem.
Statek zatonął na oceanie.
Ale ty, jak widać, przetrwałeś.
W jakiś sposób ktoś wyciągnął cię z wody.
„Syn precz odegnany We łzach córki oczy
Powraca już mściciel Co skrzydła zamoczył”.
Tam stoi córka z oczami we łzach.
Ty jesteś skrzydlatym krukiem uratowanym z wody, ale ja...
Ja...
jestem tym, kto pomści swoją rodzinę.
Żal mi cię, Corvus.
Ale musisz zginąć.
Corvus Lestrange już dawno nie żyje! Ja go zabiłam!
Accio!
Ojciec miał bardzo dziwne drzewo genealogiczne.
Zapisywano tylko mężczyzn.
Kobiety na tym drzewie oznaczano jako kwiaty.
Piękne.
Osobne.
Ojciec wysłał mnie z Corvusem do Ameryki.
Irma miała udawać babcię z dwojgiem wnucząt.
Corvus nie przestawał płakać.
Wiadomo coś?
Wszyscy na stanowiska!
Na swoje stanowiska!
Nie chciałam go skrzywdzić.
Chciałam się tylko od niego uwolnić.
Chociaż na chwilę.
Na krótką chwilę.
Daj mi go.
- Wszyscy do szalup! - Każą włożyć kamizelki ratunkowe!
Nie zrobiłaś tego umyślnie, Leto.
A więc to nie twoja wina.
Newt.
Nawet największego potwora byś nie odrzucił.
Leto...
Wiesz, kim naprawdę jest Credence?
Wiedziałaś, gdy ich zamieniałaś?
Nie.
Queenie?
To czystokrwiści.
Takich jak my zabijają dla zabawy.
Queenie?
Jacob!
Kochanie! Jesteś!
Cześć.
Kochanie, przepraszam cię.
Byłam okropna. A tak bardzo cię kocham.
Wiesz, że cię kocham. Tak?
- Tak. - To dobrze, a teraz idziemy.
Jeszcze nie. Zaczekaj.
Bo pomyślałam, że może byśmy go posłuchali.
Tylko posłuchali, nic więcej.
Co ty znów wygadujesz?
To pułapka.
Tak.
Queenie, drzewo genealogiczne.
Zwykła przynęta.
Trzeba szybko znaleźć jakieś wyjście.
Ty poszukaj reszty.
A ty co zrobisz?
Coś wymyślę.
Moi bracia, siostry...
przyjaciele.
Wasze niezwykle uprzejme brawa nie są dla mnie. Nie.
Bijecie brawo sami sobie.
Przyszliście tu dziś z powodu niedosytu,
ze świadomością...
że nasze dawne życie już nam nie wystarczy.
Przyszliście tu dziś, ponieważ pragniecie czegoś nowego.
Czegoś innego.
Mówi się,
że nienawidzę les Non-Magiques.
Mugoli.
- Hołota! - Niemagów.
Nieczarownych!
Nie nienawidzę ich.
Naprawdę.
Ponieważ nie walczę z nienawiści.
Dla mnie mugole nie są gorsi,
lecz inni.
Nie bezwartościowi,
lecz o innej wartości.
Nie niepotrzebni, lecz stworzeni do innych potrzeb.
Magia rozkwita...
tylko w wyjątkowych duszach.
Dar ten dostają ci, którzy mają wyższe cele.
Jakże piękny świat stworzylibyśmy dla całej ludzkości,
my, którzy żyjemy dla wolności,
dla prawdy...
i dla miłości.
Słuchanie go nie jest nielegalne.
Ograniczcie użycie siły wobec tłumu.
Nie bądźmy tacy, za jakich nas ma.
Pozwólcie, że podzielę się swoją wizją przyszłości,
która nas czeka, jeżeli nie powstaniemy
i nie zajmiemy należnego nam miejsca na świecie.
Nie chcę kolejnej wojny.
Z tym właśnie powinniśmy walczyć.
To jest nam wrogie.
Ich arogancja.
Ich żądza władzy.
Ich barbarzyństwo.
Jak dużo czasu minie, zanim zwrócą swoją broń przeciw nam?
Nie czyńcie nic, póki do was mówię.
Musicie zachować spokój
i powściągnąć emocje.
Między nami są aurorzy.
Śmiało, bracia czarodzieje, dołączcie do nas.
Spokojnie.
Bez przemocy.
Zabili wielu moich zwolenników.
To prawda.
Aresztowali mnie i torturowali w Nowym Jorku.
Pozbywali się nawet swoich czarodziejek i czarodziejów
za wielką zbrodnię szukania prawdy.
Za pragnienie wolności.
Wasza złość, wasza żądza zemsty jest naturalna.
Nie!
Zabierzcie tę młodą wojowniczkę do jej rodziny.
Deportujcie się!
Idźcie.
Ruszajcie stąd w świat i głoście prawdę,
że to nie my jesteśmy brutalni.
Zgarnijcie go.
Aurorzy! Dołączcie do mojego kręgu.
Przysięgnijcie mi
wieczną lojalność
lub gińcie.
Tylko tutaj zaznacie wolności.
I tylko tutaj poznacie siebie.
Ruszać się! Szybko!
Grajcie według reguł!
Nie oszukujcie, dzieci!
On wie, kim jestem.
Wie, kim się urodziłeś, a nie kim jesteś!
Credence!
Queenie, kotku. Queenie! Błagam, obudź się.
Jacob.
On jest kluczem.
Chce tego samego, co my.
- Nie, nie. - Tak.
A to wszystko dla ciebie, Credence.
Wejdź ze mną.
Słonko. Nie!
Masz tam wejść!
Jesteś szalona.
Queenie.
Nie!
Queenie, nie rób tego!
Queenie!
Panie Skamander!
Myśli pan, że Dumbledore będzie po panu płakać?
Grindelwald! Dosyć!
Leta...
A ciebie to ja chyba znam.
Leta Lestrange.
Pogardzana okrutnie przez czarodziejów. Niekochana. Źle traktowana.
A jednak odważna. Jakże odważna.
Wracaj do domu.
Kocham cię.
Idźcie!
Uciekajcie!
Nienawidzę Paryża.
Ustawcie się w kole.
Różdżki w ziemię.
Inaczej Paryż zostanie zniszczony.
Finite!
Finite!
Już wybrałem stronę.
Chodź do mnie.
Spokojnie. Spokojnie.
Lepiej będzie, jeśli sam z nim porozmawia.
ZAMEK NURMENGARD, AUSTRIA
Nadal się mnie boi?
Zachowaj ostrożność.
Nie jest pewny, czy dobrze wybrał.
Postępuj z nim bardzo łagodnie.
Mam dla ciebie dar, mój chłopcze.
To prawda?
Pytam o Letę.
Tak.
Tak mi przykro.
Braterstwo krwi? Zgadza się?
Przysięgaliście ze sobą nie walczyć.
Ale jak, na Merlina, udało ci się to zdo...
Grindelwald nie rozumie
możliwości stworzeń, które uważa za zbyt proste.
Może pan to zniszczyć?
Może.
Może.
Macie ochotę na herbatę?
On woli mleko.
Proszę schować łyżeczki.
Doznałeś cierpień z powodu najohydniejszych zdrad,
skierowanych umyślnie w ciebie przez ludzi z twojej krwi.
Twoją własną, bliską rodzinę.
I jak gdyby mało było mu twojej męki...
twój brat nadal chce cię zniszczyć.
W twojej rodzinie krąży legenda o feniksie, który przyleci,
gdy ktoś znajdzie się w potrzebie.
To twoje prawo, mój chłopcze.
Tak jak...
imię, które ci przywrócę.
Aureliusz.
Aureliusz Dumbledore.
Zapiszemy się razem ma kartach historii, gdy tylko stworzymy na nowo ten świat.
FANTASTYCZNE ZWIERZĘTA ZBRODNIE GRINDELWALDA
Tłumaczenie napisów: Artur Wierzchowski
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.