Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Interlingua
Irish
Italian
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
SIEDZIBA WSPÓLNEGO DOWÓDZTWA OPERACJI SPECJALNYCH
- Kawy? - Z chęcią.
- Jakiej? - Czarnej, jak serce mojego byłego.
- Macie własne kubki, co za luksus. - Wy nie macie swoich?
Tworzenie gadżetów ze swoim logo
nie przystoi tajnej organizacji, nie sądzicie?
- Nie zabieramy ich na akcje. - Rozsądnie.
Kawy? Mają własne kubki.
- Co za luksus. - To samo powiedziałam.
Dam sobie radę.
Oficerska starszyzna nikomu nie ufa.
Parę razy się już sparzyli.
Nie ma co przechwalać się, kto ma większego.
Racja. Ze mną nie macie żadnych szans.
Wolimy gromadzić informacje wywiadowcze niż je otrzymywać.
A jakie otrzymaliśmy?
Wraz z Departamentami Obrony i Sprawiedliwości oraz agencją narkotykową
szukaliśmy w naszych bazach znanych przywódców karteli.
- Są trzy opcje. - Opcje czego?
Specjalistka Eleanor Vasquez, 23 lata. Medyczka 82. Dywizji.
Brak doświadczenia w walce, ale była w Afryce i Arabii Saudyjskiej.
Chwila. O co tu chodzi?
- Potrzebujecie żołnierki... - Mowa o lwicy?
Dobieracie mi ludzi?
- To wspólna operacja... - Którą my prowadzimy!
Gdybym potrzebowała oddziału albo wsparcia z powietrza, dam znać.
Nikt nie dobiera mi ludzi.
Nikt.
Chcecie dobrać mi ludzi, znajdźcie inną oficerkę.
Ale ja jestem jedyna.
Jedyna.
Sama dobieram sobie ludzi.
Tworzę plan i realizuję go. Nikt inny.
Tego się spodziewałam. Odezwiemy się.
- Babsztyle z CIA. - Słyszałam.
Joe.
- Joe! - Są bezczelni!
To nowa sytuacja, wszyscy się uczymy.
- Tak. - Z początku operacja będzie tajna,
nie na długo.
W końcu grupa komandosów
zajmie lotnisko, i wiesz czyje oddziały będą
wyważać drzwi jak w Kabulu.
Oni starają się. Na swój sposób.
Zanim kogoś tam wyślemy, musimy przygotować plan.
Kompetencje trzeba dopasować do misji.
Jak ci idą przygotowania?
Muszę wrócić do domu, rozpakować się...
Znów pożegnać z rodziną.
Przedyskutuję to z zespołem. Daj mi trzy dni.
- Trzy dni. - Tak.
Spotkamy się w Bliss.
Będziesz obserwować na miejscu?
Wszyscy obserwują tę misję.
Naprawdę wszyscy.
LEMONIADA
Będziemy miliarderkami.
Tak jak z moją siostrą, po prostu ją pokierowałam.
I poszłyśmy za nią.
- Aha. - Tak.
- Klienci! - Tak!
Bądź profesjonalna.
Cześć, słoneczka, co tu macie?
- Lemoniady? - Dzięki, ale nie jem cukru.
To twoja robota? Kotku, spójrz na to!
- Ile kosztuje? - Dolara.
Bierzemy je.
- Wszystkie? - A ile ich masz?
- Nie wiem. - Policzmy.
Następczyni Picassa.
Dwadzieścia dwa.
Chyba mam właśnie tyle.
Dobra.
Pomożesz nam je powiesić?
- Jasne. - Chodź, mam plan.
Chodź.
Obwiesimy nimi ściany.
Artystka idzie przodem.
Charlie.
Charlie.
- Cześć. - Kupili wszystkie moje rysunki!
- Tak? - Są przepiękne.
Ma talent.
Dziękuję.
Twoje rysunki czekają teraz niezłe przygody.
Hej.
Co mówiłam o wsiadaniu do aut obcych?
Mamo, to nie obcy, tylko klienci.
Do aut klientów też nie wsiadaj, jasne?
Jasne.
- Gdzie twoja mama, Kylee? - Poszłam po więcej ciastek.
Dziewczynki mają dziś niezły utarg.
To...
- To świetnie. - Wiem, ledwo nadążam za nimi.
- Ciasteczko? - Nie, dziękuję.
No dobrze.
Pa, mamo!
Widziałam cię.
W telewizji.
- Nie widziałaś mnie. - Nie kłam.
Widziałam cię.
- Tak. - Wysłali cię...
Po tę senatorkę?
Kongresmenkę.
- Czemu ciebie? - Bo tak.
To moja praca. Jesteś na tyle duża, by to rozumieć.
Bym mogła ci ufać.
Możesz.
Czemu się tym zajmujesz?
Czemu ze wszystkich zawodów świata wybrałaś właśnie ten?
Nie poznałaś mojego dziadka.
Jako chłopiec przyjechał z Dominikany do Rhode Island.
Skończył 17 lat 7 grudnia 1941 roku.
- Wiesz, co to za dzień? - Pearl Harbor.
Trzy dni później zaciągnął się do wojska.
Mój tata pytał go,
czemu ryzykował życie dla kraju, który ledwo znał.
Dziadek odpowiadał,
że dopiero co nauczył się angielskiego
i nie chciał uczyć się niemieckiego ani japońskiego.
To nie jest śmieszne.
Czemu tak pracuję?
Żebyś ty nie musiała uczyć się chińskiego ani rosyjskiego.
Właśnie dlatego.
Kup sobie kosiarkę do jeżdżenia.
Nie mam czasu na siłownię, to moja jedyna gimnastyka.
Coś wymyślimy.
- Cześć. - Cześć.
- Najpierw prysznic? - Tak.
Możemy połączyć przyjemne z pożytecznym.
- Lubię taką oszczędność czasu. - Tak mi się wydawało.
Następną misję mam bliżej domu.
Zatem chciałbym złamać zasadę.
- Jaką? - Tę, że nie rozmawiamy o pracy.
- Czemu? - Moja niewiedza
w sprawie polityki międzynarodowej bywa zbawienna.
Nie wiem, gdzie trwa wojna.
Nie martwię się o ciebie i to, co cię czeka.
Niestety
strzelaniny na granicy są w wiadomościach.
Najlepiej będzie, jeśli przestaniesz oglądać wiadomości.
- Dobrze? - Jasne.
Idę się spakować. A ty miałeś wziąć prysznic.
To nic.
Miałaś przestać grać w rugby.
- Kiedy kolacja? - Za godzinę.
- Godzinę? - Muszę ugotować bulion.
Nie możesz kupić bulionu? To to samo.
- Są różnice. - Tak, na kupny nie czeka się godzinę.
- Mamo. - Słoneczko.
- Wrócisz niedługo? - Mam nadzieję.
- Kocham cię. - Ja ciebie też.
Obiecaj, że się postarasz. Wiesz, o czym mówię?
Wiem.
Postaram się.
Zadzwonię.
Kocham cię.
Dobra.
ŻANDARMERIA WOJSKOWA
TEREN WOJSKOWY
- Muszę zobaczyć jej odznakę. - Lepiej przyjrzyj się mojej.
Hej!
- Siema, szefowo. - Jojo.
- Dobrze wyglądasz. - Tak jest.
Gorąco tu jak piekle.
- Jakbyśmy znów byli w Iraku. - Nie wywołuj wilka z lasu.
- Gdzie łóżka? - Tam stoją składane.
- Składane? - Łazienka też ci się spodoba.
Poznamy się od podszewki.
Cholera.
Możemy dostawić tu wychodki? Twoi ludzie dadzą tu radę?
- Wszędzie damy radę. - Poradzą sobie.
A Kyle?
- Żartujesz? - Tak jest!
To się nazywa impreza! Stęskniliście się za mną?
- Ja pieprzę. - Dobrze, że mówisz to głośno.
Ktoś musiał. Wy skurczybyki!
Żyjesz, zajebiście! Myślałem, że cię postrzelili.
- Postrzelili. - Stary.
Dobrze cię widzieć.
Spokojnie, Bobby. Gość ma poczucie humoru.
Coś mnie ominęło?
- Jej facet zanim zmieniła orientację. - Mój główny powód.
To nie twój zakichany interes,
ale nie zmieniłam orientacji, tylko rzuciłam penisy.
I od tej pory nikt mnie nie rzucił.
Skumałeś ironię?
Nie nie do końca rozumiem.
Dzieci, grzecznie tam.
To nasi uderzeniowcy, potrzebujemy ich.
- Zdrowiejesz? - Tak, a ty?
Trochę dokucza mi ucho.
- Jak się masz, Bobby? - Spoko, a ty?
- Jakoś się trzymam. - Ja też, jeśli chcesz wiedzieć.
Nie chciałam. Gówno mnie obchodzi, jak się masz.
Taki wkurw znaczy, że cię kochała.
Nie bądź dupkiem. Widzimy się później.
Muszę zestrzelić piratów z tankowca.
Wszamaj coś lepszego niż to żarcie
- z muchami. - Świetnie.
- Nie jedzcie wojskowego żarcia. - Zostawiasz mnie z nim?
Tak. Jesteś w dobrych rękach.
- Nie wiedziałem, że wyszliście. - Nie, wypożyczyli nas.
- Też chcemy się zabawić. - Jasna sprawa.
- Mamy własne pokoje? - Składane łóżka.
- Wspaniale. - No.
- Które jest twoje? - To, które masz w dupie.
Będzie zabawa.
- Nic dziwnego, że zostałaś lesbą. - Co nie?
Ja pierdolę.
Jezu.
- Nie popisali się. - Przeżyjemy.
Pracuję nad czymś na stałe. Niedługo będzie gotowe.
Pod koniec tygodnia.
Musimy mieć coś na stałe?
- Mam plan. - Zamieniam się w słuch.
Świetnie.
W Meksyku działają cztery główne kartele.
Najstarszy jest CNS, czyli kartel Sonoran.
Kontroluje obszar na południe od Arizony. zachodni Nowy Meksyk
i Sierra Madre aż po wybrzeże.
Walczy z kartelem Tijuana o kontrolę nad Kalifornią Dolną,
który kontroluje teren na północ od La Paz, aż do granicy.
Kartel z Chihuahua i Coahuila, znany też jako Los Tigres,
kontroluje granicę ze wschodem Nowego Meksyku
i granicę z Teksasem aż po Nuevo Laredo,
które jest terytorium spornym z kartelem Nuevo León,
kontrolującym pozostały teren aż po Zatokę Meksykańską i południe.
Jasne?
Kurorty i porty to tereny sporne.
To punkty handlowe o krytycznym znaczeniu, walczy o nie wiele karteli.
Główne źródła przychodu to syntetyki, metamfetaminy, fentanyl,
handel ludźmi, wymuszenia i porwania,
głównie hodowców awokado i limonek.
- I, oczywiście, wykopki. - Co to?
Nielegalna ropa, sprzedawana Kubie, Korei Północnej i Chinom,
największemu eksporterowi legalnej ropy do Meksyku.
Dzięki swojej bliskości do rurociągów
i kontrolowaniu najlepszych przejść przez granicę,
Los Tigres mają najbliższe więzi z Chinami.
To przywódca kartelu Los Tigres.
Alvaro Carrillo, lat 53.
Podobno mieszka w okolicy Santa Eulalia,
ale zakładamy, że regularnie zmienia miejsce pobytu.
Teraz zrobi się ciekawie.
To jego brat, Pablo Carrillo.
Prawnik imigracyjny z Dallas.
Przyjechał do USA z wujostwem, jako pięciolatek.
Wstąpił do armii, walczył w Zatoce Perskiej.
Dostał za to obywatelstwo. Ma też córkę.
Josephine Carrillo.
Kapitanka Josephine Carrillo.
Pseudonim Grzmot. Skończyła West Point w 2015 roku.
TAJNE AKTA KANDYDATKI
Lata na Apaczach w 1. Dywizji. Twardzielka.
Cztery razy w Afganistanie, jedna srebrna gwiazda i dwie brązowe.
Z zeznań podatkowych ojca wynika,
że zarabia nie więcej niż 110 000 dolarów rocznie.
To jego dom.
Czy wygląda jak dom gościa, który pomaga z wizami i zielonymi kartami?
Wiecie już, do czego zmierzam?
Nie chcę dobierać ci ludzi, ale...
Rozumiem. Ale nie ukryjemy jej pochodzenia.
Nie musimy go ukrywać. Możemy je wykorzystać.
Mów dalej.
Jest pilotką helikopterów.
- Pilotką, do cholery! - Słyszeliśmy.
Agencja Narkotykowa się na to zgodzi?
- Na co? - Zwolnimy ją dyscyplinarnie.
Poleci do Meksyku, żeby odreagować.
Odwiedzi wujka, którego musi znać, bo ten dom nie kłamie.
Narkotykowi pozwolą nam polecieć tam z ludźmi?
Skoro już będzie w jego domu, to może od razu zdjąć cel.
- Po co lecieć z ludźmi? - Celem nie jest kartel.
A kto?
Za sznurki pociąga chiński agent w Ministerstwie Bezpieczeństwa.
- Znajdziemy go. - I co wtedy zrobimy?
Zabijemy go.
Tak wybuchnie III Wojna Światowa.
Nie w Europie Wschodniej, tylko w Meksyku. Świetny pomysł.
Nie pytamy o pozwolenie, żołnierzu, tylko informujemy o misji.
- Idę, gdzie mnie wyślą. - Co o tym myślisz?
Omówię to z górą.
Dajesz!
Dalej, Pete! Dawaj!
Strike!
Dawajcie, niebiescy.
Miał ją przy kostkach!
Cholera.
- Tak? - Mamy plan.
Opowiadaj.
Przywódca Los Tigres ma bratanicę. To pilotka.
Doświadczona w bojach.
- Co dalej? - Może pilotować
helikopter dla kartelu.
Musielibyśmy zwolnić ją z hukiem.
Wiesz, że za grzechy żołnierza odpowiada dowódca.
Nie zaakceptują jej bez publicznej sprawy.
To dobry plan.
Dobrze, zapytam. A wy sprawdźcie, czy ona się zgodzi.
Cholera.
Hej!
Dobra.
Jej dywizja stacjonuje w Killeen. Lecimy tam.
- Jest na misji. - Gdzie?
- W Iraku. - Cholera.
Uważaj, o co prosisz.
- Załatwisz transport? - Z Liberty.
Ja przekonam górę, ty ją.
Bierzcie sprzęt.
- Brawo. - To przypadek.
- Nie ma przypadków. - To przypadek, do cholery!
- Z tobą nie ma nudy. - Nie ma za co.
- Nie dziękowałam ci. - Jeszcze podziękujesz.
Siadaj, Byronie.
Dobrze. Co dla nas masz?
- Sposób na wejście w ich szeregi. - Jaki?
W 1. Dywizji jest kapitanka blisko spokrewniona
z domniemanym liderem Los Tigres, Alvarem Carrillo.
- Jak blisko? - To jego bratanica.
- W czym się specjalizuje? - Loty bojowe.
To pilotka helikoptera.
Obecnie na misji treningowej w Iraku.
Nie mamy wojsk w Iraku.
Około 2 500 naszych żołnierzy bierze tam udział w operacjach
z irackimi służbami.
W której bazie jest pilotka?
W Sykes, na północy. Oficerka prowadząca jest w drodze.
Przepraszam.
Można tu wnieść wszystko,
ale bez prawa jazdy nie wpuszczą.
- O czym mowa? - Właśnie zaczęliśmy.
- Świetnie. - Opowiedzcie nam o kapitance.
Absolwentka West Pointu. Cztery misje w Afganistanie, odznaczenia.
To chyba pomyłka. Ilu przeciwników zabiła?
- 822. - Ilu?
822.
Brała udział w atakach na konwoje w Peszawarze
i na granicy z Iranem.
Niektóre liczyły setki osób.
Liczba ofiar rośnie szybko, kiedy lata się na Apaczach.
Po dziesięciu latach nadal jest tylko kapitanką?
- Mimo tylu pochwał? - Czemu?
Od stopnia majora w górę siedzi się za biurkiem.
Ona lubi działanie.
Chcecie zwerbować ją,
wysłać ją do wujka, a potem...
Chcemy upozorować sąd wojskowy.
Zwolnić ją dyscyplinarnie tak,
żeby nikt nie miał żadnych podejrzeń.
To konieczne, gdyż nie możemy wymyślić przykrywki.
Co z jej karierą wojskową?
Będzie skończona.
- Tak. - Naprawdę?
Jeśli się zgodzi, a misja się powiedzie,
dostanie nową tożsamość.
A gdyby chciała dalej służyć, umieścimy ją w 160. Pułku Lotniczym.
- Albo będzie latać dla nas. - Jaki macie plan?
Zakładamy, że jej ojciec ma kontakt z Carrillo.
Plan jest taki, że wyślemy ją do domu.
Jest pilotką, a kartele ich potrzebują.
Sami się do niej zgłoszą.
Skontaktują się z nią, i co dalej?
Wykorzystają ją do dostarczania towarów na południe Teksasu.
- Być może też ludzi. - Jakich ludzi?
Robotników rolnych. Często przerzucają ich
na pola w środkowej Kalifornii czy Pecos w Teksasie.
Potem wiozą ich na południe do pracy.
Straż graniczna sprawdza tylko jadących na północ.
Jak pomoże nam to zbliżyć się do chińskiego agenta pracującego z kartelem?
To rodzina. Nikt inny nie będzie tak blisko szefa.
Agent ma bezpośredni kontakt z Carrillo i jego dowódcami.
Jest pilotką.
Nie lwicą, przeszkoloną w eliminowaniu celu.
A nie macie czasu jej wyszkolić.
To prawda, nie jest przeszkolona w boju.
Ale nie musi być. Może dostarczyć tam wyszkolonych ludzi.
To nasz koń trojański.
Kiedy agent będzie na miejscu, wyślemy tam oddział.
Zabijemy go albo złapiemy,
zależnie od woli prezydenta.
A jakie jest ryzyko?
Niebezpieczeństwa związane z lataniem.
Konkurencyjne kartele.
Jak w przypadku każdej tajnej misji istnieje też ryzyko
interwencji agencji narkotykowej.
Załóżmy, że agencja coś zwęszy.
- Jak ich powstrzymamy? - Nie powstrzymamy.
Lepiej, żeby misja zawiodła
w Meksyku niż w Stanach.
- Czemu? - Kartel po prostu ją zabije.
Tu organy ścigania będą mogły podać do sądu
oficerów CIA.
A Chińczycy z wiadomości dowiedzą się, że Stany wypowiedziały im wojnę.
Wracam do mojego pytania.
Co zrobimy, jeśli wkroczy agencja narkotykowa
i złapie was na wyładowywaniu tony fentanylu na pustyni?
Agenci spróbują uciec.
Jeśli nie będzie to możliwe, będą stawiać opór,
aż uda im się uciec.
Stawiać opór, czyli do nich strzelać?
Tylko, jeśli zostaną ostrzelani.
Alternatywą jest wysłanie do Juarez batalionu piechoty,
trzech dywizji antyterrorystów i komandosów,
podczas gdy wróg będzie naruszał naszą granicę.
Chce pan wojny czy trofeum? Obie wersje są bardzo ryzykowne.
- Dajcie nam kilka minut. - Oczywiście.
Myślałam, że chcesz ich przekonać, nie odstraszyć.
To rok wyborczy. Muszą wiedzieć, czym ryzykują.
Za takie rzeczy nowa administracja może się ich pozbyć.
Zapraszam.
Łatwo zapomnieć, czemu odbywamy tę rozmowę.
Kongresmenka została porwana na terenie naszego kraju.
Jej rodzinę zabito.
Wszystko na polecenie chińskiej bezpieki.
Dlatego potrzebujemy planu.
- Działajcie. - Tak jest.
Byronie.
Masz się tym zająć osobiście, zrozumiano?
- Tak jest. - Nie daj się złapać.
Dobrze.
A nie mówiłem?
PÓŁNOCNY IRAK
- Słaba eskorta. - No.
- Co mówią? - Masz ją zwerbować.
- Postaram się. - Nie masz się starać.
- Zrób to. - Tak jest.
- Widzisz coś? - Co?
- Widzisz coś? - Nie.
Jadę za pyłem.
- A jak on zahamuje? - Po co?
Przed przeszkodą.
- Jaką? - Nie wiem.
- Kozą. - Koza nas nie zatrzyma.
Wyłazić z wozu!
Musimy stąd spadać! Wysiadać.
Z lewej!
Cholera!
Kruk I.
Mówi Prawdziwy Kruk.
Potrzebujemy wsparcia z powietrza, teraz!
Przyjąłem, Prawdziwy Kruku. Wsparcie w drodze.
- Coś pięknego. - Tak jest.
- Żyjesz, szefowo? - Tak.
Co do cholery?
BAZA WOJSKOWA W SYKES, IRAK
Dalej, dalej!
- Postrzał? - Nie, walnął w kierownicę.
Puls słaby, przyśpieszony, 178.
Ciężki oddech.
- A gdzie inni? - Nie przeżyli.
Kapitanka Carrillo?
Co ty wyrabiasz?
Oddział specjalny przylatuje nie powiadamiając dowództwa?
- Zabiera nam pojazdy? - Nasza misja jest tajna.
Obserwują lotniska. Tu nie da się zakraść.
Myślisz, że wybieram, jaką drogą dostaję się do kraju?
Że to zaplanowałam? Poinformowaliśmy dowództwo.
To oni was nie uprzedzili.
Nie zachowuj się, jakbyś pierwszy dzień była w armii.
Przez wasze partactwo zginęło trzech żołnierzy!
Będziesz dzwonić do ich rodziców?
- Nie, to moje zadanie. - To je wykonaj.
- Wykonam, zołzo! - Nie dotykaj mnie!
- Hola, hola! - Zabiję cię, suko!
Co to ma znaczyć?
Kapitanko!
Spokój!
Spokój! A ty...
Dobrze się zastanów, co do mnie powiesz.
Wszędzie, gdzie jestem, mam najwyższy stopień oficerski.
I lepiej zacznijcie się zachowywać, jak na to przystało!
Dwa pojazdy? Taką eskortę mi przysłaliście?
Nastolatków z karabinami z czasów wojny w Zatoce Perskiej?
To dostaję?
Nie mogłem wysłać więcej bez irackiego nadzoru.
Chciałaś, żeby zobaczyło cię 28 Irakijczyków?
Rozkaz mówił, że ma to wyglądać rutynowo. I tak było.
Odeślę was w wozach bojowych z iracką eskortą.
Chyba śnisz.
Wsadzisz nas do śmigłowca i odeślesz do Kuwejtu.
- Gdzie jest twoje biuro? - Czemu pytasz?
Bo to teraz moje biuro!
Przez podwójne drzwi, na końcu po prawej.
Za dziesięć minut się u mnie meldujesz.
Kto to, kurwa, jest?
Departament Obrony.
Jego ciemna strona.
Cholera.
Pieprzona suka.
AKTA KANDYDATKI
Kapitanko Carrillo.
- Dobrze znasz swojego wujka? - Nie mam wujka.
Mam dwie ciotki, ale żadnego wujka.
Masz wujka.
- Nigdy go nie widziałam. - Być może, ale to twój wujek.
Przywódca kartelu z Chihuahuy i Coahuili,
Los Tigres.
Co to znaczy?
Tygrysy. Nie mówisz po hiszpańsku?
Nie, rodzice rozmawiali ze mną tylko po angielsku.
- To może się nie udać. - Co takiego?
Czegoś ode mnie chcesz? Czego?
Twój ojciec to prawnik imigracyjny.
- Dostaje 125 dolarów za godzinę. - Nie wiem, jakie ma stawki.
- To jego kancelaria. - Co z tego?
To wasz dom.
- Kupili go po moich studiach. - Za 3,5 miliona.
A on zarabia sto tysięcy rocznie.
Wyjaśnij mi to.
Jesteś ze skarbówki? Lepiej spytaj o to ojca.
Widuję go najwyżej raz w roku, na Boże Narodzenie.
Czego ty ode mnie chcesz?
Kochasz swój kraj?
Wydaje mi się, że to jasne.
- Sądzimy... - My?
CIA.
Mogłaś od tego zacząć.
Co mam zrobić?
Mam odnaleźć ludzi, którzy porwali kongresmenkę Hernandez.
- Znasz tę sprawę? - Słyszałam o niej.
Co wiesz o programie Lwice?
- Jesteś lwicą? - Ich szefową.
Ja jestem żołnierką. Zabijałam ludzi na polu walki.
Nawet dziś.
Ale nie jestem wyszkoloną zabójczynią.
Ja tylko naciskam guzik. Nie patrzę im w oczy.
Kochasz swój kraj?
Ustaliłyśmy to.
Nie odpowiedziałaś.
Nie muszę odpowiadać na pytanie, bo to udowodniłam.
- Twój kraj cię potrzebuje. - Przecież mu służę.
To nie wystarczy. Kochasz go?
- Pieprz się. - Kochasz?
- Pieprz się! - Tak czy nie, kapitanko Carrillo?
- To proste pytanie. - Ostrzegali mnie przed takimi, jak ty.
Znałam wiele kobiet, które dołączyły do programu.
Ale nigdy nie spotkałam takiej, która z niego wyszła.
Tak czy nie?
Kochasz swój kraj?
To moje akta, prawda?
Jeśli je przeczytasz, zobaczysz, że go kocham.
Czemu tego nie powiesz? Chcę to usłyszeć.
Chcę usłyszeć, że kochasz swój kraj.
Kochasz swój kraj?
Tak czy nie?
Kochasz go?
Tak.
Kocham mój kraj.
Masz jakieś tatuaże?
Nie.
Udowodnij.
Napisy: Agata Rudowska
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.