Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Croatian
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
German
Greek
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Italian
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
"Ale i to była szansa, że mnie widziały bodaj tak z Elstirem
i że nie mogły mnie już zapomnieć;
drugą szansą było to, że na ten dzień,
idąc za radą babki, włożyłem ładną kamizelkę
(a mało brakowało, abym zamiast niej włożył inną, okropną)
i wziąłem najładniejszą laskę.
Upragniony wypadek nigdy nie spełnia się tak,
jakeśmy się spodziewali;
w braku korzyści, które zdawały się nam pewne,
nastręczają się inne, na któreśmy nie liczyli,
wszystko się tedy wyrównuje;
a tak bardzo obawialiśmy się najgorszego,
że w sumie jesteśmy skłonni uważać,
iż, biorąc ryczałtem,
los był nam raczej pomyślny".
Tato? Mamo?
Dziadku? Babciu?
Cholerny kot!
Znowu wysadziło korki.
Coś się przypala!
OSTATNI TANIEC
- Cześć! - Cześć.
Wezwałeś elektryka?
Po co? Wszystko działa.
Jasne. Gdzie mama?
W teatrze. Zaczyna dziś próby.
Świetnie! Zaprosiła nas, a jej nie ma?
Otóż to!
Pomyślała: Mam wolną niedzielę, to zabawię się w teatr?!
Mathieu, napij się.
- Tylko pytam. - Czepiasz się!
- Planowała to od tygodni. - Jak twoje ciśnienie?
Spada, gdy się nie dopytujesz.
Twój ojciec jest w formie.
Co mama robi w teatrze?
Zajmuje się tańcem.
Na poważnie.
Choreografka odtwarza swój spektakl z Awinionu
z udziałem tancerzy zawodowych i amatorów,
w tym twojej matki.
Nazywa się La Ribot.
- Co was bawi? - Babcia tak tańczy?
Nago?
Nie wiem. Spytam.
- To jakiś spektakl La Ribot? - Chyba tak.
Z czego te śmiechy?
- Wyłącz to. Jemy. - Nie przy stole!
"W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU"
Po występach na całym świecie
ma pani tremę przed mikrofonem?
Większą niż na scenie.
Henri?
Idziesz?
...krótko później zasmakowała pani w tańcu nowoczesnym.
Henri!
Co on robi?
Cholerny rupieć!
Tu jesteś!
Mój Henri!
Wyspałeś się?
Dzień dobry.
Dzień dobry i tobie!
Znów się uderzyłaś?
Muszę wyrzucić tę windę.
Zrobimy z niej ognisko dla dzieci na Gwiazdkę.
Naprawiłam ci...
twój sznurek.
Dziękuję.
Od razu lepiej!
Co ten nasz syn ma w głowie?
Czemu ma nas za niedołężnych starców?
Nie wiem. Martwienie się leży w jego naturze.
Moja natura domaga się, by dał mi spokój.
- Poczytasz mi? - Tak.
Potem idę na próbę.
"Aby dać uczuć jego uciekanie,
powieściopisarze zmuszeni są,
przyspieszając szalenie ruch wskazówki,
kazać czytelnikowi przebywać 10, 20, 30 lat w dwie minuty.
Z początkiem stronicy opuściło się kochanka pełnym nadziei,
u dołu następnej odnajduje się go osiemdziesięcioletnim starcem,
który z trudem odbywa na dziedzińcu przytułku
swoją codzienną przechadzkę,
ledwie odpowiada na słowa do niego zwrócone,
niepomny przeszłości".
Piękne.
- Dobry wieczór. - Witaj.
- Jadłeś kolację? - Nie.
Doskonale się bawiłam.
Jeden z tancerzy opracował zupełnie niemożliwy układ kroków.
A choreografka, która wszystko zawsze mówi wprost,
wykpiła go.
Śmialiśmy się jak szaleni.
Lise, kochanie,
masz koniecznie zadzwonić do naszej córki.
- "Jak tylko wrócisz". - Dobrze.
Co, kurde?! Lise!
Nie...
Odezwij się!
Lise!
- Germain... - Lise!
Lise...
Poniedziałek... Doktor we wtorek.
W środę nic.
Carole, możesz w czwartek?
Niech będzie.
Wklejam cię.
Daj różową.
Dobrze, mamy to.
Carole?
Jest.
Carole na pomarańczowo.
Ja na zielono.
- Carole, słyszysz mnie? - Tak.
W soboty nie mogę.
W weekendy będziemy cię zastępować z ciotką.
A gdybyś miała czas,
wkleję cię na niedzielę na różowo, tak jak ją.
Różowa? Proszę.
- I niebieska dla lekarza. - Tak.
Okej.
Kto to?
Elisabeth.
Elisabeth będzie przynosić posiłki codziennie w południe i wieczorem.
Carole postara się przychodzić w każdy weekend.
Zadzwoni jeszcze.
Sonia raz w tygodniu zrobi pranie.
Ja mogę tu być o każdej porze.
Plus czas dojazdu.
Będziemy się uzupełniać.
Zawsze jesteś u nas mile widziany.
Ale to wiesz.
Poradzę sobie, dzieci.
Jesteśmy z tobą. Dzwoń, kiedy zechcesz.
Mogę nie mieć czasu.
Nie żartuj.
Chodzi o to...
że złożyliśmy sobie z Lise obietnicę
i zamierzam jej dotrzymać.
Uznaliśmy oboje, że najlepszym pożegnaniem...
będzie wejść w buty drugiej osoby
i zrobić to, co chciałaby ona uczynić.
Tego właśnie oboje pragnęliśmy.
By to, które zostanie, dokończyło,
co drugie rozpoczęło.
Przyrzekliśmy to sobie.
Lise uwielbiała tu przychodzić.
Ale teraz zostałem sam.
Przychodzę prosić,
byście pozwolili mi wystąpić w spektaklu zamiast niej.
Dziękuję.
Dziękujemy, Germain.
Przyjmij wyrazy współczucia.
- Możemy przejść na ty? - Oczywiście.
Jak się domyślasz, ta sytuacja...
Ledwie się poznaliśmy, a już biedaczki nie ma...
Powitamy cię tu z radością.
Możesz przyłączyć się do naszej trupy.
- Witaj. - Dzień dobry.
Catherine. Miło mi.
Przykro mi z powodu Lise.
Byłyśmy partnerkami podczas castingu amatorek.
- Pójdziemy już. - Kończymy na dziś.
- Witaj. - Dziękuję.
Dzień dobry.
Trzymaj się, Germain.
- Witaj. - Dzięki.
Miło cię poznać.
Samir. Zajmuję się początkującymi.
Mam nagraną całość spektaklu.
Prześlę ci fragment z twoją rolą.
Będzie dobrze.
Czy próby odbywają się codziennie?
Tak, od 11:00 do 18:00, i czasami w weekendy.
Sporo pracy.
Odprowadzić cię?
Jutro o 11:00?
Zgadza się.
Do zobaczenia!
Upiekłam rano dwa ciasta.
Jedno na słodko, drugie na kwaśno.
Nic nie zjadłeś?
Germain...
Dobrze.
Zostawię w pudełkach. Niech się nie zmarnują.
Myślisz, że chcę cię otruć?
Mathieu wziąłby na mnie prawnika...
- Elisabeth, możesz usiąść? - Wszystko w porządku?
- Chcę cię o coś poprosić. - Tak?
Chodzi o posiłki.
- Niesmaczne? - Znakomite!
Czy mogłabyś przynosić je wszystkie za jednym razem,
najpóźniej o 9:30 rano?
Będę sobie odgrzewał.
Mathieu i Carole nie mogą wiedzieć, bo zaczną chodzić na rzęsach.
Na rzęsach!
Odbiorę.
Halo?
Mathieu, jak się masz?
Tak, jest tutaj.
Jeszcze nie ubrany,
ale na pewno to nadrobi, prawda?
Idzie się ubrać.
Wiem, przypilnuję.
Do jutra!
Dziękuję za ciasta!
Wychodzę! Do jutra!
Dzięki swobodnemu ugięciu
jesteśmy bliżej.
Gdy ciało jest sztywne,
partnerowi o wiele trudniej nas utrzymać.
Cały sens i mądrość tej pozy nakierowana są na to,
by łagodnie wzajemnie dopasować się do siebie.
Na kilka godzin lub na całe życie, aż do dna.
Liczy się zupełne dopasowanie.
- Jasne? - Tak.
Dobrze. Germain?
Mam go objąć?
Uwieś się na nim, aż odczyta twoje ciało.
Niech odnajdzie twój kształt
skutecznie i z namysłem.
Musisz zacząć myśleć całym ciałem
o tym, jak sprowadzić ją
na podłogę bez uszczerbku,
tak by nie upadła.
Całym sobą! Właśnie!
Fantastycznie!
Nie chwytaj!
Pozwól mu się osunąć.
To doskonałe ćwiczenie na logikę.
Jak idzie?
Właśnie tak! Bardzo dobrze!
Boli? Daj rękę! Powoli.
Tak!
Germain,
zamiast odchylać się od krzesła,
nachyl się raczej ku niemu, tak łatwiej,
bo będziesz miał więcej czasu do namysłu.
Kieruj swój ciężar w dół,
coraz niżej...
Bardzo dobrze, Marjanne!
Nieźle!
Dawaj, dobrze!
To jeszcze nie to,
ale próbuj dalej.
Do poniedziałku!
Nie ułatwiam wam zadania.
Nie martw się, to normalne.
To chyba niezupełnie jest taniec?
Taniec przyjmuje bardzo różne formy.
Chyba nie dam rady.
Oczywiście, że dasz.
Twoje ruchy nabiorą płynności, to wszystko.
Bez obaw.
Wnosisz coś nowego do grupy, to świetnie.
Poradzisz sobie.
Nie mam wyboru.
Masz siedem nowych wiadomości.
Cześć, tato. To ja. Dzwonię kontrolnie.
Odezwij się.
Tato, jak się czujesz?
Zadzwonię później.
Tato, odbierz, proszę!
Tak, jadłem.
Byłem w ogrodzie. Nie słyszałem telefonu.
Dobrze, do jutra.
Dzięki.
Chodź, Henri.
"Kochana Lise...
Myślę o tobie przez cały czas.
Przejąłem twoją rolę w spektaklu La Ribot.
Nie sądziłem, że mnie wezmą.
Może bym nawet wolał, by odmówili.
Nie bardzo do nich pasuję, ale klamka zapadła.
Oby nie kazali rozbierać się do naga.
Nie zgodziłabyś się, prawda?
U dzieci wszystko gra, jak sądzę.
Na razie nic im nie mówię.
To mój sekret.
Nasz.
Zrobię, jak się umówiliśmy.
Tęsknię.
Czasem ci zazdroszczę i się gniewam.
Kocham cię.
Twój Germain".
Catherine!
Wszyscy za kulisy!
Gasimy światła i od początku.
Zjadłeś? Dołożę ci karmy, Henri.
Spójrz.
Patrz na to, kocie!
Zobacz, co my tu mamy. O, rany!
Prawdziwe pyszności!
Jedz.
Najedz się.
Możesz zeżreć wszystko.
Co tam?
Niedobre?
Przy okazji porozmawiacie o leczeniu.
Tato, czy ty mnie słuchasz?
To znaczy - kiedy?
Gdy przyjdzie zmierzyć ci ciśnienie.
Za dnia czy pod wieczór?
Ma czas tylko o 19:00, po pracy,
ale mogę spróbować przełożyć...
Nie trzeba, w porządku.
Tato, dobrze się czujesz?
Ktoś sobie życzy
kapkę grappy na trawienie?
Ja dziękuję.
Co tu robicie?
Mówi się "dzień dobry". To nie twój dzień, Carole.
- Niedziela jest moja. - Wcale nie.
Niedziela jest pomarańczowa, ty zielony.
Sprawdź na lodówce. Te kolory są na dni powszednie.
W weekendy jesteś różowa, a ja żółty.
Lepiej byłoby nie zmieniać kolorów.
Elisabeth jest zawsze na czerwono.
Ciszej! Głowa mnie boli.
Usiądź, jeszcze nic nie zjadłaś.
Pójdę się zdrzemnąć.
Okej.
Fajny, jak z "Najeźdźców".
Będziesz wiedział, że dzwoni ktoś z rodziny.
Co robisz?
Tylko sprawdzam.
- I co? - Śpi.
Proszę.
Jedz!
Same pyszności.
Mniam, mniam!
Chodź, Henri!
Jest twój kolega.
Też chcesz jeść?
Proszę.
O, Boże!
Tylko nie teraz!
Co znowu?
Muzyka stop!
- Nie zdążyłem upaść. - To nic.
Germain?
Było pięknie.
Wyjdź na środek.
Dobrze.
Spójrzmy...
Zbliż się do mnie całym ciałem. Właśnie.
Stój.
Oczy.
I w dół.
Tak.
Patrz na mnie.
Podążaj.
Właśnie!
Tak.
Bardzo dobrze.
Historia twojej żony bardzo mnie porusza.
Piękna ta wasza obietnica.
To rzecz o miłości i nieobecności.
Opowiemy ją ciałem.
Coś pięknego!
Jak by to wpleść w spektakl...?
Co chcesz przez to powiedzieć?
Zainteresował mnie.
Przepraszam, ale...
Został nam miesiąc.
- Ten facet nie jest nawet tancerzem! - Marjanne!
Mamy wszystko zmieniać?
- Ty też nic nie rozumiesz? - Tak!
Możemy wszystko zmienić, prawda, Samir?
Jestem z tobą!
- To cały miesiąc. - Świetnie.
Dajcie się zastanowić.
Niech pomyślę...
No, co?
Cześć, młodzieży!
Przygotowałam gniecione ziemniaczki
i ulubioną przystawkę Mathieu.
Jak zwykle bez lodu!
Theo, podaj talerz.
- Theo, talerz! - Nie przeszkadzam.
- Jestem źle ubrana. - Dziękujemy, Elisabeth.
- No, co? - Będziesz jadł w piżamie?
Przeszkadza ci? W niedzielę można robić, co się chce.
Niech ci będzie.
Theo, mógłbyś mi pomóc?
- Jak zawsze leseruje. - Tak jak ja.
Ale on nie miał operacji aorty, tato.
Od roku czuję się świetnie. Nie potrzebuję windy.
Myślałeś o mojej propozycji?
Mógłbyś obejrzeć pokoje. To zaraz obok nas.
Ciszej niż w mieście i nie ma schodów.
Wiesz, co o tym myślę?
Tato, w twoim wieku...
Nie dam się zamknąć, bo zmarła ci matka!
Bardzo dobrze. Jeszcze raz.
Teraz Germain.
I dalej.
Marjanne, Samir, doskonale. Nie dotykamy się.
Catherine.
Odrobinę prościej.
Bez żadnego dotyku.
Tak jak oni.
Bark do barku.
Ugnij kolana jak ja.
I w drugą.
Ciało niżej.
Przysuwam się.
Nisko, jeszcze niżej.
Tak!
Bez żadnego dotykania, tak jest lepiej.
Chodźcie.
Dobierzcie się w pary.
Ustawcie się.
Twarzą do siebie.
Taniec dwóch ciał.
Oczy.
Stały kontakt.
Zaczynamy!
Muzyka!
Uno, dos, tres, cuatro.
Uno, dos, tres, cuatro.
Uno, dos, tres, cuatro.
Ciało niżej!
Właśnie.
I znowu!
Podążaj.
Wszystkim się podobało.
Mieliśmy czas, pełne cztery tygodnie, a ty wszystko przerabiasz.
Czasem potrzeba zmian, by przekaz był wyrazistszy.
Tak bywa.
I w życiu, i w tańcu.
- Jak tam, Germain? - Będzie dobrze.
- W porządku? - Tak...
On jest naprawdę wyjątkowy.
Wyjątkowość nie musi być zaletą.
Marjanne...
Po przerwie poprowadzisz grupę z Marjanne.
Dziękuję.
Bez mięsa i bez glutenu, na lepsze trawienie.
Komosa zamiast makaronu.
I woda do popicia lekarstw.
To...
miło z twojej strony.
Cała przyjemność po mojej stronie.
Wiesz, do samotności można przywyknąć.
Jednak łatwiej się żyje z drugim człowiekiem.
Moglibyśmy pójść na spacer do lasu
albo do parku.
Czasem chodzę nocą po mieście.
Jest tak cicho.
Nie wybrałbyś się?
Mam wokół siebie wielu ludzi.
Zawsze możesz na mnie liczyć.
Ponosi cię wyobraźnia. Nie dosłyszałem.
Może dzwonek nie działa.
Do jutra!
Samir? Zaraz będę gotów.
- Wejdź. - Co się stało?
Klucze...
Znowu oni! To się nigdy nie skończy...
Dobra, załatwione.
Mogę ci jakoś pomóc?
Tak. Zjedz, proszę, duży kawał ciasta.
Jest w kuchni.
Gdzie torba?
Idziemy!
Chodź!
Cholera, to Elisabeth!
- Niemożliwe... - Co jest?
Za mną!
Samochód jest tam.
Idź po niego. Przejdę się na rozgrzewkę.
Bardzo dobrze.
Dalej, Germain!
Oddech. Nogi ugięte.
Doskonale.
Samir, spójrz, jak to wygląda od przodu.
"Kochana Lise,
wytrzymuję tu tylko dlatego, że wyobrażam sobie twój śmiech,
gdy widzisz, jak tańczę.
Strasznie się przy tym męczę.
Ale La Ribot się cieszy.
Stawia mnie wszystkim za przykład.
Chyba widzi we mnie coś, czego nie dostrzegają inni.
Zabawne...
Nawet, jeśli mnie nie widzisz,
lubię myśleć, że jednak tak.
Czuję twoją obecność,
kiedy tańczę.
Do zobaczenia.
Zawsze kochający cię - Germain".
Robi to bezwiednie.
Coś w tym jest.
Przyznaję ci rację.
To prawda.
Dobry wieczór.
Sonia!
Przepraszam, przyniosłam pranie.
Dziękuję.
Nie możemy z Mathieu się dodzwonić. Telefon się zepsuł?
- Nie. - Nie?
- Mogę sprawdzić przed wyjściem. - Ależ proszę!
Śmiało.
Uciekaj, grubasie!
Sio!
Działa.
- Wtyczka była wyjęta. - Ach, tak.
To tryb samolotowy.
Po wyłączeniu spływa wiele wiadomości.
- Gotowe. - Dobra!
Znowu jestem w zasięgu.
Sporo tego.
Słuchaj, odwiozłam pranie i sama nie wiem...
Powinieneś przyjechać do ojca.
To nic poważnego, ale wydaje mi się jakby...
zagubiony.
Niedługo będę. Pa!
Rozstawcie się w przestrzeni.
Rozluźnijcie ciała, otwórzcie je.
Idziemy po prostej - i zwrot!
Kontakt wzrokowy, minięcie - i zwrot!
Mijamy się nawzajem, bardzo dobrze.
Doskonale.
I minięcie, bardzo dobrze.
Oczy!
Krótkie zatrzymanie...
Coś nowego. Dla przykładu - tak!
Właśnie.
Jesteś jak samotny wilk.
Lepiej, gdy zbliżasz się w pojedynkę.
Sama nie wiem.
Szukam czegoś lub kogoś, kto przeszkadza,
kto zaburza coś swoją obecnością.
Nie ruszaj się, Marthe.
Germain, stój!
Wilk przechodzi tuż obok, ale się nie poruszacie.
Może coś takiego.
Nie wiem, spróbujmy.
Właśnie!
Zaczynam rozumieć La Ribot.
- Jest wspaniała. - Tak?
Prowadzi nas jak marionetki,
ale zamiast sznurków używa słów.
Wystarczy nawet, że się poruszy.
Czaruje wielkimi oczyma, rzuca na nas urok.
To nie wszystko, ale coś w tym jest.
Dobrze się znacie na swoim fachu.
Dzięki wam uwierzyłem, że naprawdę chcę tańczyć.
Mimo że już późna godzina,
wciąż pracuję z wami nad spektaklem.
Ale też facet w moim wieku,
gotowy tańczyć i nie zadawać pytań,
to pewnie rzadkość.
Nieczęsto się zdarza, by mąż zastępował zmarłą żonę.
Ale pracujemy z najprzeróżniejszymi ludźmi.
Są zawodowcy, amatorzy...
Każdy jest dla mnie wyzwaniem i dla La Ribot także.
Koniec końców, trupa taneczna to jedna wielka patchworkowa rodzina.
Kurde, przyspiesz!
Przecież to twój dom.
Tak, i mój syn!
Ech, Mathieu!
Szukamy cię od dwóch godzin!
Brigitte? Umawialiśmy się na 21:00.
Na 19:00! Sprawdzasz czasem grafik?
- Co z tobą? - Przecież nic mi nie jest.
Gdzie byłeś?
- Co to za typek? Kim pan jest? - Dobry wieczór.
To... stróż.
- Stróż? - Cmentarny.
Byłem na grobie matki, gdzie niby?
Ale dlaczego w nocy?
Jeżdżę tam codziennie. Moja sprawa.
Polubiliśmy się.
Dotrzymał mi towarzystwa.
- Samir. Miło mi. - Mnie również.
Już od dłuższej chwili widzę,
jak wasz ojciec odwiedza Lise,
swoją żonę, a waszą matkę.
Wiele mi o was opowiadał.
Polubiliśmy się, prawda?
Zaprzyjaźniliśmy nawet.
- Właśnie. - Dobry wieczór.
- O, przepraszam. Samir. - Miło mi.
Elisabeth, sąsiadka.
Nie zauważyłam, jak wychodził. Zdziwiłam się, a tu proszę...
Właśnie.
Dziękuję, Elisabeth.
Samir, do jutra.
Brigitte, chodźmy zmierzyć mi ciśnienie.
To normalne, że się martwię!
Każdy ma swoje dziwactwa.
- Wszystko w najlepszym porządku. - Mówiłem!
Mathieu do mnie wydzwania. Chce cię wysłać do neurologa.
Co ty na to?
- Czujesz się zagubiony? - To on powinien się leczyć!
Mówię mu, że jestem zdrowy, ale to na nic.
Nie słyszy! Może ogłuchł?
Wyślij go do otolaryngologa.
Chyba jesteś zdrów.
Ale w twoim wieku wizyta u neurologa nie zaszkodzi.
Przynajmniej uspokoiłbyś dzieci.
Zapisz się.
To będzie zwykła przyjazna rozmowa.
Halo?
Nareszcie, dziadku! Słyszysz mnie?
To ty, Lucie!
Dobrze wyglądasz.
Mam do ciebie prośbę.
Chcę wyjechać na dwa dni z chłopakiem.
Tak?
Rodzice się stresują, bo mam egzaminy.
Tak się czepiają, że nie masz pojęcia!
Wierz mi, mam!
Mógłbyś im powiedzieć, że przyjadę do ciebie się uczyć?
Pewnie...
Przepraszam.
A jeśli wpadną
- i zobaczą, że cię nie ma? - Znam ich plany.
Tata wyjeżdża na konferencję, a mama siedzi w domu.
Dla pewności spytam: Nie wybierasz się od mnie?
Bynajmniej.
W takim razie zgoda.
Super.
A jak twoje egzaminy?
Poradzę sobie.
A jak nie, będą poprawki.
Dobra.
- To na razie? - Tak.
"Kochana Lise,
pamiętam twoją ekscytację po pierwszym dniu w teatrze.
Opowiadałaś mi o La Ribot
i o tym jak ustawia tancerzy".
Wpierw tu,
potem tędy.
"Gdy mówi: Rób, jak umiesz!,
myśli raczej: Rób, jak każę!.
To dziwne...
Lubię tych ludzi.
Bardzo się różnimy, jak się domyślasz.
Samir mówił mi o tobie.
Sądzi, że temu, co ci się stało, winny był taniec".
Nie umiem tak!
"I że powinienem powiedzieć dzieciom, by się nie martwiły".
Od początku!
"Nie rozumie, że to wprawiłoby je w taki stan,
że byłbym zmuszony zrezygnować.
Nigdy bym im nie wybaczył,
gdyby nie dały nam pożegnać się tak, jak chcieliśmy.
Tęsknię bardzo.
Kocham cię".
Dzięki, że pomogłeś jej w nauce. Bez ciebie by nie zdała.
Jeszcze nie ukończyłam roku.
Mam dla ciebie propozycję.
- Podsunęliście mi pomysł. - O czym ty mówisz?
Dość chodzenia po cmentarzu.
Wiesz, że to niezdrowe?
Mam dla ciebie wyzwanie.
Negocjowałam to tydzień ze szkolną pedagog.
Dwójkowa uczennica będzie u ciebie codziennie
- między 16:30 a 19:00. - Nie.
- Pomożesz jej, tak jak Lucie. - Przestań!
Ze mną to było jednorazowe.
Ale codziennie, z kimś obcym?
Jak na etacie?
Nie dość, że ma lodówkę całą w karteczkach?
Daj mu spokój!
To szansa, by postąpił wobec kogoś wspaniałomyślnie.
Jesteś okropna!
- O, kurde! - Ty dokąd?
Siku! Mam pytać o zgodę?!
Nie ciągnij tak!
No już, spokojnie...
- Spóźniłaś się. - Możliwe.
Muszę wyjść.
Jeśli pan nie ma czasu, to w porządku.
Matka przysłała mnie tu na siłę.
Dzień dobry!
Germain...
Elisabeth, jestem sąsiadką.
Upiekłam coś.
- Ma pan urodziny? - Codziennie!
- Dziękuję. - Ależ proszę.
Bierzemy się do pracy.
Skończyły mi się pudełka.
- Możesz mi je potem oddać? - Jasne. Wejdź.
Dobrej zabawy.
- Będziemy się uczyć. - Powodzenia!
Pojedziesz ze mną. Wyjaśnię ci po drodze.
Nic z tego.
Nie wolno wsiadać z obcymi do samochodu.
To są podstawy.
Przecież w szkole mają mój adres.
Byłbym głupi, gdybym cię porwał.
Racja.
Chodź.
Prędzej!
Jennifer, umawiamy się tak:
Przychodzisz codziennie po szkole,
wchodzisz, wychodzisz przez ogród,
po czym spotykamy się tu, w teatrze,
gdzie odrabiasz lekcje.
Potem wracamy do mnie,
skąd o 19:00 wychodzisz na klatkę
i witasz się z Elisabeth jak gdyby nigdy nic.
I nie mówisz o tym nikomu ani słowa, zgoda?
Okej, ale co ja będę z tego miała?
A co byś chciała? Pieniądze?
Dasz się małej robić w konia?
Jeśli to konieczne, zapłacę.
- Wodzi cię za nos! - Nie.
Zrobię, jak pan chce,
ale po szkole nie zamierzam zaglądać do zeszytu.
To pan będzie odrabiał moje zadania.
La Ribot woła cię na scenę.
A to kto?
Jego uczennica. Posiedzi w garderobie.
Nie. Chcę popatrzeć, co robicie.
- Zaraz przyjdę, Marjanne. - Świetnie.
Germain?
Coś na lepszą sylwetkę.
- Co to? - Legginsy.
- A u góry? - Goła klata.
Nie włożę tego. Są pewne granice.
Co ty mówisz? Nie ma żadnych ograniczeń.
Są nieskończone możliwości. Nie przejmuj się.
Widziałem twoje przedstawienia w sieci.
Nie dam się nabrać na gładkie słówka o cudzie stworzenia.
Zegar tyka, a ja mam swoją godność.
Dobrze, dobrze!
Za dwie minuty na scenie!
Do jutra!
Cześć.
Dajcie mi spokój!
Wyglądasz jak ten stwór z "Gwiezdnych wojen".
- Pokaż. - Patrz.
Mistrz Yoda od La Ribot.
- Właśnie! - No, chodź.
- Do jutra. - Cześć.
Tylko nie wstawiaj tego do internetu!
1860...
3200...
3700.
Skąd on się tu wziął? Jak La Ribot wybiera tancerzy?
A ta Catherine? Ma cycki jak naleśniki!
W teledyskach faceci są napakowani, a dziewczyny ładne.
A tu macie antykonkurs piękności.
Myślisz, że to łatwe, co robimy?
Ładne nie to, co ładne, ale co się komu podoba,
jak stwierdził Oscar Wilde.
Wyślę panu fajny klip na komórkę.
- Nie zabieram telefonu na próby. - To nic.
Jutro mi pan powie, czy mam rację.
Niby w czym?
Jeśli chodzi o mięśnie i cycki.
Germain,
chodź tu, proszę!
Słuchaj,
wysuń rękę jak pędzel z farbą,
a on niech porusza się wokół niego.
Obracaj się wokół jego pięści,
jakbyś się malował...
Nie śmiej się!
Obserwuj jego pięść...
Germain?
Germain!
Dojechaliśmy.
Dziękuję.
Dobranoc.
Do jutra.
Szlag!
Nie gniewamy się, tato.
Nie odbierałeś. Szukaliśmy cię dwie godziny.
Jeździliśmy po mieście. Szukaliśmy tego grabarza.
Chcieliśmy dzwonić na policję!
Kiedy wychodzisz z domu, zabieraj go z sobą!
Poszedłem się tylko przespacerować.
- W środku nocy? - Nie wolno?
- Do tego w piżamie?! - To dres.
Powiedz choć, gdzie byłeś, tak na przyszłość.
Nie wiem, błąkałem się bez celu.
Chodziłem dokoła.
Włóczyłem się.
Nie bądź świszczypałą jak mama,
bo pęknie ci tętniak aorty albo gorzej!
Dobrze...
Nie denerwujcie się tak. Przepraszam.
Chciałem tylko...
A to co?
Usiądźcie, wszystko wyjaśnię.
"Bombowe laseczki"?!
No, dobrze...
Dobrej nocy.
Zostanę na noc, tato!
Dobra myśl.
Strasznie "serdeczny" człowiek.
Dobranoc.
Podsumujemy dziś tydzień w dziedzinie książki i teatru
oraz bieżące premiery filmowe.
A przede wszystkim przybliżymy pewien spektakl taneczny
w rozmowie na żywo z naszym dzisiejszym gościem.
Dodam tylko, że to laureatka weneckiego biennale.
Pani La Ribot.
Dzień dobry.
Nowe przedstawienie już za tydzień.
Czym jest pani najnowsza kreacja? Komu jest poświęcona?
To historia pewnego spotkania.
Opowieść o Germainie,
który stracił żonę i pełen emocji relacjonuje...
No, co?
Wysadź mnie.
Pójdę z tobą.
Nie ma takiej potrzeby.
Wzięłam dziś wolne w pracy,
by spędzić czas z tobą.
Chcesz iść ze mną do lekarza? I co jeszcze?
Czy ja trzymam cię za rękę u ginekologa?
Cholera!
Dziękuję, że mnie podwiozłaś.
Jak mówiłem, panie doktorze,
przychodzę tu tylko za namową.
Dzieci bardzo się o mnie martwią,
a chciałbym zachować pełną niezależność.
Proszę im powiedzieć, że jestem zdrów.
To pierwsza wizyta.
Najpierw pana wysłucham, potem zrobimy badania.
Okresowa kontrola, wiem.
Syn na nią nalegał.
A jak długo to potrwa?
Tyle, ile trzeba.
Mam mało czasu.
O, jest!
Poprosiłem tu jeszcze kogoś.
Zaraz pana zapoznam.
Wejdź.
Pan jest z rodziny?
Powiedzmy, że tak.
Siadaj.
Więc tak...
Zacznę od początku.
Gram główną rolę
w przedstawieniu teatru tańca współczesnego.
Samir jest moim kolegą zawodowym.
Rozumiem.
Gdybym był neurologiem,
ta opowieść wzbudziłaby we mnie poważne podejrzenia.
Na szczęście, facet lubi taniec.
Kilka zaproszeń na premierę załatwiło sprawę.
Jesteśmy zwarci i gotowi.
Zamknięci w sobie i otwarci na zewnątrz.
- Zaczynaj, Germain! - Naprzód!
O to chodzi!
"Kochana Lise,
przez kolejne kilka dni będę bardzo zajęty.
Nie napiszę do ciebie aż do premiery.
Czas szybko płynie.
Od lat się tak nie czułem.
Każdy dzień przynosi coś nowego.
Brakuje mi ciebie,
ale przyznam,
że czasem dobrze się bawię.
Germain,
na zawsze twój".
Dalsze przygotowania utrudni nam tworzenie dekoracji.
Techniczni są zapóźnieni bardziej niż my.
Germain,
tempo będzie iście sportowe. Zagęszczamy próby.
- To znaczy? - Będą się odbywać także nocami.
O tej porze muszę być w domu i odbierać telefon.
Moje dzieci odchodzą od zmysłów,
a sąsiadka stale pilnuje moich drzwi.
Musimy przygotować się do występu, a ty nie masz czasu?!
- Co ty wygadujesz? - Następny!
Ci ludzie mają życie poza tańcem.
Musimy wszystko planować wspólnie.
- Jesteśmy im to winni. - Co się dzieje?
Ja...
Może coś wymyślę.
Skoro prób jest za mało,
może ćwiczmy w parach u mnie?
- Pewnie. - Bardzo dobrze!
Możecie próbować, gdzie chcecie.
Halo?
Cześć, Mathieu.
W porządku.
Kto? Lucie?
Wspaniała wiadomość.
Kolejny wielki sukces w rodzinie.
Ja zaliczyłem neurologa, a ona kolejny rok studiów.
Tak, uczyła się ze mną,
ale to nie moja zasługa.
Że niespodzianka?
Dobra, o niczym nie wiem.
Będę udawał zaskoczonego. Jasna sprawa.
Oglądam właśnie mecz piłkarski.
Trzymaj się. Cześć.
- Hop! - Zostaw, za ciężkie.
Ty znowu swoje!
Rozgrzej się inaczej. Nie przestawiaj mebli.
- Nie baw się tym. - Fajny gadżet.
Być może.
Pomóż mi zwinąć dywan.
- Mieszkasz tu? - Nie.
Tylko bywam za dnia, jak ty.
Ale ja mam też inne życie.
- Złaź, bo zepsujesz. - Nie.
Zostaw ją, niech siedzi.
Jennifer, wyjmij zeszyt. Odrobimy pracę domową.
A wasza próba? Marjanne mówiła, że macie zaległości.
Owszem, ale pilnuj swego nosa.
Przeczytaj zadanie na głos.
Załatwimy sprawę ustnie.
Podyktuję, a ty zapiszesz.
Ćwiczenia w grupach...
Uwaga, czytam!
"Napisz wypracowanie w formie listu".
Nudy!
"Po obejrzeniu w bibliotece wystawy
>Historie z książek: ślady czasu
napisz serdeczny list lub miłosne przesłanie,
jak te przypadkowo pozostawione w pożyczonych książkach".
Dno!
Co to za wystawa?
Tam, w głębi.
Tutaj?
Nasze listy!
"Drogi Germain,
lepiej, żebyś przeczytał Prousta,
zamiast czytać wszystkie 22. strony powiastek Gide'a.
Wiem, że wolisz krótsze formy
i nie lubisz angażować się w dłuższe historie,
ale to przy nich właśnie szybko płynie czas,
a opowieść biegnie inaczej.
Kiedyś z pewnością to docenisz.
Bądź zdrów,
Lise".
Tutaj się poznaliśmy.
50 lat temu.
Była taka piękna.
Pisaliśmy do siebie cały rok, zanim ośmieliłem się z nią umówić.
Zapisywaliśmy "L" jak Lise
i "G" jak Germain
na tych stronach książek, które odpowiadały naszemu wiekowi.
Ona miała 22 lata, ja 25 lat.
Przeczytałem wtedy 22. strony z bardzo wielu książek.
Jakie romantyczne!
Germain...
Mój Germain.
Lise...
Germain...
Bardzo dobrze.
Jesteśmy gotowi. Wracamy do domów.
Odpoczywamy i uważamy,
by nie nabawić się kontuzji.
Germain?
Chcę cię prosić,
żebyś ćwiczył tylko z Samirem.
Nie tańcz sam w domu, nie szalej.
On cię przypilnuje.
Samir,
liczę na ciebie.
Jasne.
Wstawajcie!
Było dobrze.
Jeszcze raz.
Trzy powtórzenia.
Raz, dwa, trzy!
Mam dość tej gimnastyki.
Jeszcze ostatnia pozycja.
Oprzyj głowę na moim kolanie. Świetnie.
Cztery powtórzenia.
Raz, dwa, trzy...
Dziadku?
Dzień dobry. Jestem Samir.
Nie spodziewałem się ciebie.
Ojciec mówił mi, że zdałaś.
Gratuluję, moja droga!
To miała być niespodzianka.
Idę. Nie przeszkadzam.
Lucie, zaczekaj!
Babcia wiedziała?
Oczywiście.
To wszystko dla niej.
Zawarliśmy porozumienie.
Nie uciągnąłbym tego przez ostatnie kilka tygodni,
gdyby nie jej pasja.
Ona też znała tego grabarza?
Kogo?
Tego Samira z cmentarza.
Wiedziała, że jesteś w gejowskim związku?
Tego nie da się tak łatwo wytłumaczyć.
- Zostaniesz na obiad? - Tak.
Zobaczmy, co przygotowała nam Elisabeth.
Jest kurczak, kuskus, curry z ryżem,
trzy rodzaje deserów i banany.
- Dzień dobry. - Witaj, Lulu!
Przyszłam ci życzyć połamania nóg.
- Bardzo ci... - Nie!
Nigdy nie dziękuj!
Są wszyscy.
A to co? Więc Elisabeth też jest.
Oby Carole i twój ojciec nie dostali zawału.
Po co się nimi przejmujesz?
Są tu dla ciebie i dla babci.
By ją pożegnać.
- Do zobaczenia. - Pa.
"Lise,
przede mną najtrudniejsze: rozstanie z tańcem.
Póki tu jestem, póty mam cię przy sobie.
Ale gdy zgasną światła...
wtedy...
odejdziesz.
Czy cokolwiek mi po tobie pozostanie?
To nie będzie łatwe, Lise.
Bo jesteś tu,
w moich gestach,
w ruchu tancerzy.
Jesteś ze mną na zawsze.
Żegnaj, ukochana".
Brawo!
Brawo, dziadku!
Tekst: Tomasz Tworkowski
Fragmenty prozy Marcela Prousta w przekładzie T. Boya-Żeleńskiego
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.