Afrikaans
Akan
Albanian
Amharic
Arabic
Armenian
Azerbaijani
Basque
Belarusian
Bemba
Bengali
Bihari
Bosnian
Breton
Bulgarian
Cambodian
Catalan
Cebuano
Cherokee
Chichewa
Chinese (Simplified)
Chinese (Traditional)
Corsican
Czech
Danish
Dutch
English
Esperanto
Estonian
Ewe
Faroese
Filipino
Finnish
French
Frisian
Ga
Galician
Georgian
Guarani
Gujarati
Haitian Creole
Hausa
Hawaiian
Hebrew
Hindi
Hmong
Hungarian
Icelandic
Igbo
Indonesian
Interlingua
Irish
Japanese
Javanese
Kannada
Kazakh
Kinyarwanda
Kirundi
Kongo
Korean
Krio (Sierra Leone)
Kurdish
Kurdish (Soranî)
Kyrgyz
Laothian
Latin
Latvian
Lingala
Lithuanian
Lozi
Luganda
Luo
Luxembourgish
Macedonian
Malagasy
Malay
Malayalam
Maltese
Maori
Marathi
Mauritian Creole
Moldavian
Mongolian
Myanmar (Burmese)
Montenegrin
Nepali
Nigerian Pidgin
Northern Sotho
Norwegian
Norwegian (Nynorsk)
Occitan
Oriya
Oromo
Pashto
Persian
Polish
Portuguese (Brazil)
Portuguese (Portugal)
Punjabi
Quechua
Romanian
Romansh
Runyakitara
Russian
Samoan
Scots Gaelic
Serbian
Serbo-Croatian
Sesotho
Setswana
Seychellois Creole
Shona
Sindhi
Sinhalese
Slovak
Slovenian
Somali
Spanish
Spanish (Latin American)
Sundanese
Swahili
Swedish
Tajik
Tamil
Tatar
Telugu
Thai
Tigrinya
Tonga
Tshiluba
Tumbuka
Turkish
Turkmen
Twi
Uighur
Ukrainian
Urdu
Uzbek
Vietnamese
Welsh
Wolof
Xhosa
Yiddish
Yoruba
Zulu
MINISTERSTWO KULTURY FEDERACJI ROSYJSKIEJ Przedstawiono produkty tutoniowe – palenie jest szkodliwe dla zdrowia
MINISTERSTWO OBRONY FEDERACJI ROSYJSKIEJ
Mamo… Dlaczego?
ŚWIADEK
Brigitte…
Potrzebuję spokojnego miejsca i, proszę, daj mi swój telefon.
- Właśnie teraz? Przecież… - Tak, właśnie teraz.
Wiesz przecież, że obiecałem Nikoli codzennie,
kontaktować się z nim audiowizualnie zawsze o tej samej porze. Proszę.
- Czy dobrze zagrałeś, tato?
Włożyłem w to duszę, synku.
Czy wygrałeś?
Nie wiem. Wyniki będą jutro.
Tatusiu, a kiedy wrócisz?
Wkrótce, synku, wkrótce.
Powiedz mi lepiej, jak u Ciebie?
Jak w szkole?
Jest jak zawsze.
A „jak zawsze”, to jak?
Jak zawsze, czyli normalnie.
Jak była kwarantanna, było lepiej.
Dobry wieczór, panie Danielu.
Dobry wieczór, droga Margaret.
Nikola, czas do łóżka. Musisz wstać jutro rano.
Tak, racja. Dziękuję za przypomnienie.
Ale ja nie chcę spać! I dlaczego ona zawsze wkłada mi do łóżka tego misia?
Jestem już dorosły!
Ten misio…
Ten miś był moim przyjacielem, gdy byłem taki, jak ty.
Strzegł mnie, gdy spałem.
A teraz chroni Ciebie.
Czy jutro zadzwonisz?
Tak, oczywiście.
Dobranoc.
Tato, koniecznie do mnie zadzwoń.
Oczywiście, Nikola. Ma się rozumieć.
Tato!
Co?
Nic. Dobranoc. Wróć szybko!
Panie i panowie, madam i monsieur!
Przechodzimy do głównej części dzisiejszego wieczoru:
ogłoszenia zwycięzców i laureatów naszego konkursu!
A więc! Trzecie miejsce oraz „Brązową harfę” otrzymuje…
Pan Rikyuto Takamota, Japonia!
Dziękuję! Dziękuję!
Czy po zakończonej ceremonii moglibyśmy od razu pojechać do hotelu?
Maestro, będzie jeszcze jedno przyjęcie, honorujące zwycięzcę.
Intuicja mi podpowiada, że pan będzie na niej najważniejszym gościem.
Tak naprawdę to jest błąd sędziów. Jest młody, wszystko przed nim.
Nie, Brigitte, sędziowie mają całkowitą rację.
Wszystko dlatego, że jest młody.
Srebro to też godne trofeum!
Panie Cohen?
Bardzo miłe spotkanie!
- Czy my się znamy? - Nazywam się Lew Sachnowiecki.
Ubóstwiam muzykę klasyczną.
Jestem wielkim fanem Maestra Cohena.
Chcę Panu pogratulować.
Nie ma mi czego gratulować.
Przepraszam.
Wiesz, gdzie mnie szukać.
Nasz lud częściej śpiewa z rozpaczy, niż z radości.
Wasz lud? Czyli: Rosjanie?
Bynajmniej. Jestem Ukraińcem.
Czy przyjmiecie zaproszenie do Kijowa? Na jutro.
To zajęłoby mnóstwo czasu. Dojazd, przesiadki, wyczekiwanie.
Maestro odmówi.
Nie będzie żadnych przesiadek ani czekania.
Mam prywatny samolot.
Zaczekajcie…
Oto…
Honorarium dla pana Cohena.
A to…
Serdecznie witamy na Ukrainie.
Witam!
Przedstawię się, jestem Dmitry Pańczak.
Przysyła mnie Lew Sachnowiecki.
Panie Cohen, to ogromny zaszczyt.
A jak się Pani nazywa?
Brigitte Toyberg, jestem menedżerem Pana Cohena.
- No to w drogę. - Bardzo mi miło.
Dziękuję.
Synku, dzisiejszego wieczoru nie będziemy mogli porozmawiać.
Mam sprawy do załatwienia.
Za to będę w domu już pojutrze.
Tatusiu, przywieź mi rosyjską czapkę z uszami.
Alex był z rodzicami w Rosji i taką przywiózł. Jest zabawna.
Synku, niestety nie jestem już w Moskwie, ale w Kijowie.
A gdzie to jest?
Na Ukrainie.
To Ukraina nie jest Rosją?
Proszę Pana, czas na nas, wszyscy się już zebrali.
Sachnowiecki chce przedstawić Pana gościom.
Witaj, Nikola! Jak żyjesz?
Wszystko dobrze, dziękuję.
Miłego wieczoru. Teraz śpię z Twoim misiem.
Myślę, że chroni mnie przed wszystkimi potworami.
Na pewno cię obroni!
Dobranoc, Nikolo. Dobranoc.
Niech Pan w końcu kupi sobie telefon.
Wiesz przecież, że telefony mnie rozpraszają.
Ale śmieszne.
Smacznego.
Podoba się tu Panu?
Dziękuję, jest w porządku.
Uznam za zaszczyt jeszcze raz ujrzeć pański talent.
Wiem, że nie mam prawa o to prosić…
Myślę, jednakże… Że mam…
Coś dla Pana interesującego.
Dymitrze!
- O, Marcelu! Cześć. - Cześć.
Myślałem, że już tam jesteś.
Oj! Nie do pomyślenia, abyś akurat ty nie wiedział, czy tam jestem.
- Po prostu jeszcze nie czas na to. - A kiedy nastanie ten czas?
Wkrótce, przyjacielu, wkrótce. Pięść jest już zaciśnięta.
Pozostaje tylko przywalić tym… Donbasowcom, by polecieli do samego Rostowa.
A może jeszcze dalej, do moskali. W gości.
Za zwycięstwo. Zuch!
Dajesz. Zuch!
Za zwycięstwo, druhu!
Spójrz jaka barbie do nas przybyła!
Obczaiłem ją w bryce w drodze z lotniska.
O, taka… No, jędrna, jędrna. Już do niej uderzałem.
Pociągnę to.
Kiedyż się uspokoisz?
Nie w tym życiu, przyjacielu. Nie w tym, w następnym.
Panie Cohen?
Oto… Obiecana niespodzianka.
Niech Pan spojrzy, Panie Cohen.
Zdobyłem te skrzypce na aukcji w Sotheby's.
To jest Nicola Amati. Niemal dwa miliony dolarów.
Maestro, proszę!
Proszę.
Brawo!
Brawo!
Chłopaki! Chłopaki!
Właśnie dla tego warto żyć!
Wypijmy razem za sztukę!
Oraz za nasze zwycięstwo.
Sława Ukrainie! Herojam sława!
Piją za zwycięstwo sztuki?
Nie, za jakieś swoje zwycięstwo.
Już Pan nie śpi?
To wspaniale.
Dzień dobry.
Niezupełnie dobry.
Daj mi telefon, proszę.
Niestety, nie ma łączności, jakaś awaria.
Widziałem błyski na niebie.
Co działo się w nocy?
To napaść Rosjan. Nic poważnego.
Nic poważnego?
To jest przecież wojna.
Rosja nie da rady. NATO ją pokona.
Tu wszyscy tak uważają.
Tak, ale co będzie z Ukrainą?
Kogo obchodzi Ukraina?
Dobrze się Pan czuje?
Czy przywrócono łączność?
Nie.
Gdzie Pan idzie?
Myśli Pan, że nie chcę stąd odjechać?
Nie rozumie, co się dzieje?
Nie, nie rozumiem. Brak łączności. Nie mogę porozmawiać z synem.
Wyjaśnij mi, po kiego grzyba tu siedzimy?
Mówiłam już. To dla naszego bezpieczeństwa.
Tak mi powiedziano. Rosjanie nacierają.
Kto mi przeszkodzi odejść?
I kim tu jesteśmy?
Zakładnikami?
- Turystami. - Jesteśmy zakładnikami.
Niech pan nie będzie dzieckiem.
Wracajmy do domu.
Proszę. To do państwa.
Mam dobrą wiadomość, proszę pana.
Gdzie jedziemy?
Do Kijowa.
Zorientowałem się, że jedziemy do Kijowa. Co dalej?
Powiedział, żeby zostać w hotelu i czekać.
A czemu nie możemy pojechać od razu do ambasady?
Muszę Pana rozczarować, mój drogi,
ale nasza ambasada opuściła Kijów dwa tygodnie temu.
Obecnie ambasada znajduje się we Lwowie, gdzieś przy granicy z Polską.
Oczywiście, mogłabym do nich zadzwonić, ale wątpię, by przysłano po nas samolot.
- Pańczak powiedział… - Jedźmy zatem prosto do Sachnowieckiego!
- Przekaż to kierowcy. - Ale Pańczak kazał czekać w hotelu!
- Mają dla nas pokoje. - Pańczak jest tylko pomocnikiem.
Zaprosił mnie Sachnowiecki! I tylko z nim będę rozmawiać!
Koniec dyskusji!
Niech to dunder świśnie.
Ulica zamknięta.
- Musimy się zatrzymać. - Co się dzieje?
Pewnie wojskowi coś sprzedają.
Idioci!
Nie no, patrzcie, co za idioci!
- Co to? - To debilizm!
Broń ludziom rozdają. Ganz free, understand?
- Powiedział, że rozdają broń? - Im dają broń?
Aha. A zabierają mózgi.
Wiele zwojują z kałachami przeciwko rakietom moskali.
W Kijowie za to będzie wesoło.
Ćwoki!
Dzień dobry! Czy jest tu pani szef?
Państwo dokąd?
Pan Sachnowiecki jest bardzo zajęty.
Jestem menedżerem Pana Daniela Cohena!
Jesteśmy w Kijowie na zaproszenie Pana Sachnowieckiego.
Niestety, jest bardzo zajęty. Ma pilne sprawy.
Dzisiaj was nie przyjmie. Powtarzam, nie przyjmie państwa!
Gdzie on jest?
Dzisiejszej nocy odleciał z rodziną.
A dokąd?
Do Izraela. Ma tam dom nad brzegiem morza.
Jasne. Czy przekazał jakieś dyspozycje odnośnie pana Cohena?
Obawiam się, że nie.
Przeklęty rusek! Zwiał do Izraela, a nas tu porzucił!
Brigitte, jesteśmy na Ukrainie. Tu nie ma Rosjan, ale Ukraińcy. Tak?
Rosjanie, Ukraińcy! Jaka to w ogóle różnica?
W rezultacie jest całkowity chaos! Mielenie jęzorami, a wyników żadnych!
Nawet ten durny kierowca dał drapaka, nie zaczekawszy na nas!
Co się dzieje? Zadzwoń do ambasady.
Po prostu zadzwoń! W czym trudność?
Na Boga! Patrz!
Dzwonię!
Poczta głosowa.
Informuje, że w pilnych sprawach trzeba dzwonić na gorącą linię.
To zadzwoń na tę linię.
Zadzwonię do Pańczaka. Jest znacznie bliżej. Musi nam pomóc.
Zajęte.
Znowu zajęte.
Taka jego mać! Porzucił mnie!
W porządku, chodźmy do jego domu, to niedaleko.
- Wiesz, gdzie mieszka? - Tak, wczoraj mi powiedział.
Brigitte, proszę cię, uspokój się już.
Przepraszam, pani do kogo?
Muszę widzieć się z panem Panczakiem.
Mam nadzieję, że podał numer mieszkania nie „na odwal się”.
Och, jest.
O, jest. Dzień dobry!
A ty co tu robisz?
- Czemu ściągnęłaś go ze sobą? - Musimy wrócić do Europy.
- On na to nalega. - Mówiłem, abyście pojechali do hotelu.
Wracajcie i nie śmiejcie wyściubiać stamtąd nosów.
Pułkowniku, musimy jechać.
Pułkowniku?
Tak, jestem pułkownikiem. Nie mam na was obu czasu.
Znikajcie.
Nie! Musimy wyjechać z Kijowa! Już teraz!
Nie jestem twoim jebanym mężulkiem, abyś mi tu gadała „nie”! Ja tu rządzę!
Ja decyduję, komu i czego potrzeba. Bierz swojego przygłupa i zasuwaj do hotelu!
Zrozumiano?
Zrozumiano?!
Tak.
Grzeczna dziewczynka.
Rozumiem, że sprawiał wrażenie zupełnie kogoś innego, niż jest.
Mam odczucie, jakby tu wszyscy byli nie tymi, na kogo wyglądają.
Trzeba tu skręcić.
Przejść parę przecznic.
I trafimy na ulicę, przy której jest nasz hotel.
Jeśli jednak…
Jeśli pójdziemy prosto, wyjdziemy na tę ulicę.
Proszę, niech Pan pozwoli samej zająć się naszą trasą.
Pan nie potrafi korzystać z map. Zapomniał Pan, jak zabłądził w Rzymie?
Nie zabłądziłem.
Po prostu spacerowałem po okolicy.
Skręcimy w prawo! I proszę się ze mną nie kłócić!
Co tam się dzieje?
Nic, to tylko kolejka. Coś tam sprzedają.
Precz z drogi!
Mój Boże…
Taksówka! Taksówka, stop!
Szybciej.
Co za bajzel. Jesteśmy cudzoziemcami! Powinno się puszczać nas poza kolejnością.
Niby dlaczego?
Nie jesteśmy winni temu, co dzieje się wokół!
To oni nas przyjmują w gościnę! Powinni zapewnić nam bezpieczeństwo.
Ostatecznie to oni chcą do nas, do Unii Europejskiej.
Powinni wypruwać sobie flaki, aby zatroszczyć się o nas.
Zobaczysz, jaki zrobię rwetes w związku z całym tym gównem.
Zamilcz.
Nikt wobec nikogo nie ma zobowiązań. Spokojnie czekaj.
Pan się myli!
Trzeba im po prostu przypomnieć, gdzie jest ich miejsce!
Brigitte, nie rób tego! Nie waż się! Teraz wszyscy są nerwowi.
A ja szczególnie!
Nie denerwuj się, mój drogi! Wiesz przecież, że potrafię dopiąć swego.
To pańska żona?
Nie, moja manager.
Popełnia błąd. Musi ją Pan zatrzymać.
Dzień dobry!
Brigette nie da się zatrzymać.
Jesteśmy obcokrajowcami z Belgii.
Proszę zrozumieć, to nie wojskowi, to przebrani bandyci!
To nasz samochód, a w nim jest sławny muzyk z Europy!
Ostrzegałem!
Co się dzieje?
Ma przesrane, oto co!
Jeśli ma Pan siły, lepiej uciekać!
Co?
Cudzoziemiec?
Przepraszam, nie rozumiem.
Powiedz: „polanica”. Szybko!
Co?
Wychodź z samochodu!
Czego chcecie? Gdzie jest Brigitte? Czego chcecie?
Czego chcecie?
Wysiadać z samochodu. Szybko!
Szybciej.
Tutaj.
Gdzie nas przywiozłeś?
Nie! Proszę was, przestańcie!
A ty gdzie leziesz, mydłku?
- Co to za ludzie? - A cholera wie.
Dowódca rzekł, że to jacyś szpiedzy pod przykrywką cudzoziemców.
Kazał wsadzić do piwnicy, wieczorem się nimi zajmie.
- Mają dokumenty? - Nie.
W porządku, skoro dowódca rozkazał, zaprowadzić ich do piwnicy!
Następnie weź Bogoluka i… Zasuwaj do centrum handlowego.
Idziemy.
Jazda!
Odprowadzić ich.
Słyszysz?
Jeszcze powie dowódcy.
Nie obchodzi mnie to!
Wiesz, ile tam jest mikrofalówek i telewizorów?
Na połowę sali!
Pralek jeszcze z pięć! Potrzebna ci pralka?
Rozdziawił japę, a ty wypełnij!
Biegiem!
Czemu Pan milczy?
Nie jestem przekonany, że słowa nam teraz pomogą.
To jakaś pomyłka, rozumiesz?
Oni po prostu nie wiedzą, kim jesteśmy!
Brigitte, proszę cię, ciszej.
Jesteś zastraszony!
Pomocy!
Jesteśmy z Europy!
Pomocy!
Niech ktoś odpowie!
Brigitte, błagam. Nie wkurzaj tych ludzi.
Nie wkurzać ich?
A kim oni w ogóle są?
Dzikusami ze skraju Europy!
To oni nie powinni mnie wkurzać! Ale i tak jestem wściekła!
Co wrzeszczysz?
Natychmiast… Nas… Wypuścicie!
Słyszysz mnie?!
Natychmiast!
Będziecie w bardzo dużych kłopotach!
Chodź no tu do mnie.
Pogadam z tobą.
Suka!
Anka pokochała
Smagłego Wańkę.
Wysokiego strojnisia, Wysokiego strojnisia.
Smagłego Wańkę.
A, jazda!
Nie! Przestań! Przestań!
Proszę, pomocy! Proszę, pomóżcie mi!
Niech ktoś pomoże! Błagam, pomóżcie, proszę!
Pomóżcie mi, proszę!
Pomóżcie mi, proszę! Proszę!
Pomocy!
Chyba mamy cywila.
Jest pan wolny.
Czy widzieliście kobietę? Tam była kobieta.
Nie. Idź.
Oni…
Zabili moją menedżer, Brigitte.
Proszę, musicie pomóc.
Tu ciągle dochodzi do morderstw. Czego panu potrzeba?
Muszę skontaktować się z ambasadą.
Czego chce?
Pyta o ambasadę.
A ta cała ambasada jest, ho-ho, we Lwowie.
Posłuchaj, odwieź go na stację Swiatoszyn. Uciekinierzy są stamtąd wywożeni na zachód.
Niech jedzie do Lwowa i tam sobie radzi. Będzie kłopot z głowy. A ja tu popilnuję.
Nie ma sprawy.
Proszę ze mną.
Do samochodu.
Każdemu napotkanemu proszę mówić głośno i wyraźnie, że jest obcokrajowcem.
Wsiądzie Pan do pociągu do Lwowa.
Proszę zapamiętać: Lwów.
Tam jest obecnie pańska ambasada.
Czy mnie Pan rozumie?
To nie do pomyślenia…
Brigitte…
Zgwałcona i zamordowana…
Czy w ogóle zamierzacie coś z tym zrobić?
A co tu można w ogóle zrobić?
Udało się Panu, że oddział specjany na czas zaatakował tych przebierańców.
W przeciwnym razie leżałby pan przy swojej Brigitte z butelką w odbycie.
Rozumie Pan?
Nie?
A czort z tobą. Jedź do Lwowa.
Pamiętaj: do Lwowa!
Imię?
Tak.
Mam. Mam.
Jaki numer?
Tak.
Nazwisko?
Imię, nazwisko? Czy jest pan na liście?
Czy mogę prosić o telefon?
Muszę zadzwonić.
A pan kim jest?
Nazywam się Daniel Cohen.
Jestem obywatelem Belgii.
Jest pan obcokrajowcem? Ma pan numer?
Numer, czy ma pan numer?
Numer telefonu?
Tak.
Czemu stoimy? I gdzie jesteśmy?
Tam są wojskowi!
Zabieraj nogi!
Mówię, że nogi ustrzelę!
W całym wagonie są same niedorozwoje.
Zatem, chłopcy, dajcie tych tu na tę stronę nasypu.
A ty powiedz Dawidowi, aby naszych prowadził na drugą stronę.
- Zrozumiałeś? - Tak jest!
Ruszaj.
Tak, obywatele, wszyscy wyjść z wagonu, kontrola dokumentów i przeszukanie.
Co wstajesz?
Szybciej, nie zatrzymywać się! Szybciej, mówię!
Szybciej, co, nie mówię po rosyjku?
Wstawaj, stara kobyło.
Jazda, biegiem!
A ty co?
Potrzebujesz specjalnego zaproszenia?
Wstawać! Wszyscy na ciebie czekają!
Przepraszam, nie rozumiem.
- Benia! - Co?
Mamy tu opornego.
A, pokaż go.
- To ten? - Ten.
Co się gapisz, hę?
Daj go tu.
Co to?
Wstawaj i idź za mną.
Idź, mówię. Biegiem!
Biegiem, mówię!
Szybciej!
Więc… Zasuwajcie do sztabu.
Ty dowodzisz, zrozumiałeś? Mam tu jeszcze sprawy. Idź.
O! O, to Żenia!
Spóźniliśmy się! Obiecałeś miejsce dla nas.
Jak obiecałem, to będzie.
- Przyniosłaś pieniądze? Daj. - Tak.
Trzysta dolarów, zgodnie z umową.
Nie-e, już nie trzysta. Pięćset, za spóźnienie.
Zaraz, zaraz…
Tu, sto dwadzieścia. Więcej nie mam. Proszę! Wezmą go do wojska!
W porządku, ładujcie gołodupca. Dalej.
Idź! Idź, szybciej.
Szybciej!
Spadaj, spadaj! Nie ma czasu! Nie ma czasu!
Wszyscy, wynocha stąd!
Do kogo mówię?
Kim jesteście?
Wyrzucili nas z pociągu. I… Zdaje się, że zabłądziliśmy.
Czy jest tu gdzieś osiedle?
Zdaje się, he, he.
Przeżegnaj się, kacapie.
Skoro się zdaje.
Mów, co masz w torbie?
Zaraz… Zaraz, zaraz…
Nie macie prawa.
Co to za gagatek? Zastrzelić go?
Pułkownik rozkazał przyprowadzać mu wszystkich uciekinierów.
A to uciekinier?
Ty co, ślepy?
Ej, dziadku!
Patrz, ma skrzypce.
Komu one potrzebne? Nikt nie kupi tej bandury.
Starczy gadania.
Jedziemy do sztabu.
Nastaje dzień.
Panie pułkowniku!
Schwytaliśmy tu z chłopakami takiego gagatka.
Nie mówi po naszemu, dokumentów nie ma.
Szpieg, czy co? Chłopaki chcieli go zastrzelić,
krzyknąłem więc, by przyprowadzić go do Was.
Och, ty! Och, ty! Och, ty!
Dobre sobie! Kogo tu mamy?
Pan Cohen!
Ależ tak.
Żywy!
I praktycznie nieposzkodowany.
Jakoś nie wygląda pan najlepiej, panie Cohen.
Niechlujnie, jak na muzyka.
Chłopaki!
Dobrego człowieka wzięliście.
- Sława Ukrainie! - Sława Ukrainie!
Sława, sława.
Herojam też…
Miło mi pana widzieć.
Jak pan żyje, panie Cohen?
Co się z panem dzieje? Czemu pan tak na mnie patrzy?
A gdzie w ogóle podziała się Brigitte?
Co z panem nie tak? Ogłuchłeś pan?!
Pamiętasz chociaż, kim jestem?
Pamiętam.
Brigitte została zgwałcona i zamordowana.
Przez takich samych ludzi, jak wy tutaj.
I nie jestem pewien… Czy to dobrze, że jesteśmy znajomymi?
Wy wszyscy tutaj jesteście mordercami!
Ah, to ty takie masz o nas zdanie?!
Gdzie mnie prowadzisz?
Wprost do nieba!
Kola!
- Gdzie jesteś?! Łebku! - Idę!
Kto to?
Ksiądz z bożej woli. To twój nowy klient!
I co?
A ty z kontrwywiadu?
Określ się.
Jesteś dywersantem?
Wywiadowcą?
Szpiegiem?
A nie, nie wyglądasz na szpiega.
To jakiś przygłup, Dimo. Właściwie, to idiota.
A czemu ma skrzypce?
Bo jest skrzypkiem, Kolu.
Światowego formatu.
Znacie się zatem? To po kiego grzyba go tu przytargałeś?
- Abyś zaznajomił go ze swoim asortymentem. - Po kiego?
Po pierwsze dlatego, że to mój rozkaz.
A po drugie, bo kiepsko kapuje! Coś z mózgiem u niego nie tak.
Panie Cohen.
Zaraz zorganizuję dla pana małą wycieczkę,
na której osobiście ujrzy pan, co dzieje się z ludźmi,
którym, inaczej jak panu, nie udało się zostać moimi znajomymi.
Nareperuj mu mózgownicę, Kolu.
Za mną!
Patrz pod nogi.
Jest ktoś w „pralni”?
Nie. Skurennyj i Żorian pracują w sypialni.
Tłuką Bogdana, tego, który chciał uciekać. Kolu?
Słuchasz?
A co to za skrzypek?
Czego chcesz.
Pan pierwszy.
Pan pierwszy.
Panie Cohen.
Jesteśmy w pomieszczeniu.
Proszę podziwiać naszą pralnię!
Pierzecie tu ubrania?
No, my tu, oczywiście, pierzemy…
Aczkolwiek nie ubrania.
Proszę o pańskie skrzypce.
- Co? - Mówię, byś dał skrzypce.
Daj mi skrzypce!
Po co?
Słyszałem, że skrzypce nie lubią wody.
My tu zmywamy z ludzi szpan i zarozumialstwo, panie Cohen.
A cóż to, hę?
Cóż pan taki słaby?
Wystarczy, panie Cohen, bo wykaszle pan własne serce.
Lekcja pierwsza.
Dla ciebie nasz dowódca pan Pańczak to tylko „Sir”.
I masz się odnosić do niego z szacunkiem.
To tyczy się również mnie. Zapamiętałeś?
Nie słyszę!
- Tak. - Tak, co?
- Tak, zapamiętałem… - Sir!
Tak, zapamiętalem, Sir.
Zuch!
Idziemy dalej.
Stój tu.
A wy śpać!
Nie, nie! Gdzież to? Z tym jeszcze nie skończyliśmy!
Nie gorączkuj się. Jestem z wycieczką. Pokaż klasę.
O, to zawsze robimy.
Zaczekaj! W niczym nie zawiniłem, jestem Ukraińcem!
Nie ruszałem pieniędzy! Sława Ukrainie!
Głosowałem na Zełeńskiego!
Choćbyś był za Arestowiczem, mi to wisi.
Ty padalcu, wypuszczę cię tylko, gdy powiesz,
gdzie zamelinowałeś kasę z kont.
Tych oto! Tych oto, bydlaku!
Rozumiesz?!
Jak… Jak mam powiedzieć, skoro nie wiem!
Nie rozumiesz.
Dalej, chłopaki.
Powiesz, co nie?
No cicho, cicho!
Bo wyciągnie nam tu kopyta.
I jak?
Obywatelu Koziniec, Bogdanie Aleksandrowiczu, urodzony w 1978 roku,
czy jesteś gotowy wyjawić Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy
gdzie podziały się pieniądze, otrzymane z budżetu,
na projekt budowy pańskiego przedsięwzięcia?
Głośniej!
Tak…
- Nie słyszę. - Tak…
Powiem wszystko.
Tylko już więcej nie róbcie…
Odwiązać go.
Panie Cohen!
Jego mać…
No dalej! Otwórz wreszcie oczy!
Świetnie!
Wszystko gra?
Tak…
Sir.
Co?
Wszystko się od razu zwaliło na głowę, tak?
Tak.
Lekcja numer dwa…
Proszę…
Nie trzeba więcej lekcji…
Zakończmy wycieczkę…
Proszę.
Sir…
Otrząśnij się.
Szefie.
Urządziłem wycieczkę na wysokim poziomie. Prawda, panie Cohen?
I jak, załapał?
Zdaje się, że załapał.
Przy okazji, Bogdan się przyznał.
Panie Cohen.
Wygląda pan na odświeżonego. Jest pan w takim podniosłym nastroju.
Kiedy ostatnio pan coś jadł?
Nie pamiętam, Sir.
Okrutny wiek.
Okrutne serca.
Dam panu jeść, ale w zamian proszę okazać szacunek i coś zagrać.
- Zagrać? - Tak.
Coś wesołego.
Radosnego.
Nie jestem przekonany.
Przede wszystkim, mam rozstrojone skrzypce.
To nie jest takie ważne.
Chłopcy i tak w ogóle nie mają słuchu.
Nie jestem pewien, czy obecnie będę w stanie cokolwiek zagrać, Sir.
A ja jestem przekonany, że jest pan w stanie.
Proszę.
Idź i graj.
Panie Cohen.
Można szybciej? Publika czeka.
Proszę.
Proszę zaczynać.
Powiedziałem, aby zagrać coś wesołego!
To co innego!
Świetny wybór, wirtuozie!
Brawo, panie Cohen!
Panie Cohen…
Wielbiciele przyszli do pana.
Chłopczyku. Chodź tu.
Podoba ci się muzyka?
Podobało ci się, jak pan zagrał?
Tak, jak w telewizorze.
Jak się do ciebie zwracać?
- Misza. - Misza.
Jak prosiaczek mojej ciotki.
A ty co, moskalem jesteś, Miszo?
Czyś ty moskal, żeby cię „Miszą” nazywać?
Co to za miasto, takie?
Pełno niewykończonych moskali, jak grzybów po deszczu.
Ty… Właściwie… To czyj jesteś?
Jest mama?
Miszo, synku!
Synku.
Chodź do mnie.
Nie „chodź do mnie”,
ale chodź tu.
Dlaczego on nie mówi po ukraińsku?
Przepraszam…
To znaczy, proszę mi wybaczyć,
Ma krewnego Rosjanina.
Zapamiętaj…
Zapamiętaj, suko! Każde dziecko w Ukrainie
ma mówić po ukraińsku.
Dzieci nie potrafią posługiwać się językiem ojczystym. Nie potrafią!
Jak się nazywasz?
Jeszcze raz. Jak… Jak się nazywasz?
Michajło. Michajło! Rozumiesz?
Nazywaj go Michajło.
W ojczystym języku.
Spodobała się?
Czy ona ci się spodobała?
Chłopczyk jest podobny do mojego syna, Nikoli.
Każdy jest do kogoś podobny.
Ktoś jest podobny do syna.
Ktoś jest podobny do ojca.
Ukraina jest podobna do państwa.
Zaraz cię nakarmią.
Wieczorem ze swoich stanowisk wrócą tu pozostali moi żołnierze.
Dla nich też trzeba będzie zagrać.
Jasne?
Tak.
Przestań!
Ta muzyka jest zła.
Ale to jest wielki Tartini, Sir.
A nam taka muzyka
jest niepotrzebna.
Zagraj nam…
Hymn siczowych strzelców!
Nie możesz?
Nie rozumiesz?
Hołota…
Cóż, nauczymy cię.
Ucz się.
Ucz się, zrozumiałeś?
Oj, na łące czerwona kalina pochyliła się,
Oj, a nasza sławna Ukraina zagniewała się.
A my naszą czerwoną kalinę podniesiemy,
A my naszą sławną Ukrainę, hej, hej! Rozweselimy!
A my naszą czerwoną kalinę podniesiemy,
A my naszą sławną Ukrainę, hej, hej! Rozweselimy!
A my naszą czerwoną kalinę podniesiemy,
A my naszą sławną Ukrainę, hej, hej! Rozweselimy!
Oto jest…
Muzyka.
Dobrze zaśpiewaliście!
Niedługo będzie kolacja.
Zatem, wszyscy do domów, za trzydzieści minut godzina policyjna.
Wszyscy, rozejść się!
No więc…
Wszyscy do domów.
Bracia. Chłopaki.
Wiecie, ja… Mógłbym palnąć przemowę, ale teraz nie ma na to czasu.
A cała ta zadyma w rodzaju: pierwszy toast za Holokaust,
to wszystko już u nas było, a nam za to nic się nie stało itd.
To bzdury, dlatego…
Dlatego będę się streszczał!
Napijmy się.
Za nas, za wszystkich naszych braci z batalionów Azow,
Ajdar, Tornado, Kraken, Wilków Stepowych.
Wy bowiem…
Wy jesteście lepsi.
Jesteście czystą krwią ukraińskiego narodu,
jesteście ostatnimi obrońcami staruszki Europy, wy…
Ledwo wróciliście…
Z pierwszej linii frontu,
gdzie przeciwstawiliście się kacapii, która chce…
A diabli wiedzą, czego oni chcą.
Jednak nam to wszystko jedno, gdyż najważniejsze dla nas, to by wiedzieli,
iż nas nie złamią.
Dlatego właśnie, że jesteśmy narodem.
A opór narodu
zależy od jedności rasy, zbudowanej na czystości krwi.
Ukraińcy!
Wznoszę toast za Was!
Zwyciężymy!
- Sława Ukrainie! - Sława bohaterom!
- Sława narodowi! - Śmierć wrogom!
Żółte pole, błękitne niebo,
bardzo trzeba strzelić gola!
Szeroki step, czerwona kalina,
nasza sławna Ukraina!
Łał, łał, Ukraino, naprzód!
Łał, łał, Ukraino, jedziesz!
Gdzie się Pan wybiera, panie Cohen?
Czyżbym pozwolił wychodzić? Jakoś sobie nie przypominam.
Źle się czuję.
To zadziwiające, ale ja na to absolutnie sram.
Jesteś tu po to, aby grać. Więc graj.
Zagram wam…
Wagnera.
Nie, nie, nie. Żadnego Wagnera.
To nazwisko tu nie pasuje. Zagraj coś innego, proszę.
Jak Pan sobie życzy, Sir.
Dziękuję. Bardzo miło z pańskiej strony.
Odegram…
Horsta Wessela.
Stać!
Starczy!
Zgrywasz cwaniaczka?
Żarty sobie robisz?
Myślisz, że wszyscy tu jesteśmy faszystami?
Heil Hitler?
I takie rzeczy, tak?
Ci chłopcy…
Ani razu nie słyszeli twojego Horsta Wessela.
Żaden z nich.
Nie jesteśmy faszystami.
Jesteśmy żołnierzami.
I walczymy o szczęście Ukraińców!
O takie właśnie szczęście walczycie?
Szczerze, Maestro.
Masz pan…
Wirtuozerski talent wyprowadzania mnie z równowagi. Za każdym razem.
A teraz jest kulminacja.
Słuchaj no ty,
debilowaty inteligencie.
Dam ci,
nazwijmy to tak, ostatnią szansę na to,
żebyś nie trafił do naszej pralni.
Graj, co chcesz. Co ci leży.
I jeżeli… To im się spodoba,
to obiecuję, że z tobą wszystko będzie dobrze.
A ja cię nawet nagrodzę.
Jeśli jednak im się nie spodoba, to przykro mi, szefie.
MELODIA DO NIEMIECKIEJ PIOSENKI PT. „CZEGO SIĘ NAPIJEMY?”
Nasze dzieci pójdą do szkół i przedszkoli,
a wasze będą siedzieć w piwnicach.
I tak, właśnie tak, wygramy tę wojnę.
Brawo!
To było niesamowite.
Mówię poważnie.
Obiecał mi Pan nagrodę, Sir.
Jesteś godzien swojej reputacji.
Jednej z największych.
Jaka będzie nagroda, Sir?
A ja już cię nagrodziłem.
A ty tego nie spostrzegłeś.
Podejdź.
Usiądź.
Prosisz o nagrodę?
Jest nią twoje życie.
Wielki rzekł kiedyś:
ten, kto chce żyć,
musi walczyć.
A ten, kto walczyć nie chce, to na świecie,
w którym walka jest podstawą życia,
to taki nie ma prawa istnieć.
Czy wiesz, czyje to są słowa?
Wiesz przecież, czyje to słowa.
Walczymy.
Dlatego mamy prawo żądać wszystkiego, czego nam potrzeba!
A wszyscy pozostali
zawsze mają alternatywę:
błagać.
A co…
Z sumieniem?
Nie ma żadnego sumienia.
Żydzi je wymyślili.
Wiem, że wierzysz w swój żydowski raj.
Zanim jednakże tam, niby, trafisz,
to pamiętaj, proszę, że naprawdę obiecałem ci nagrodę.
A co ci dam, hę?
Jak myślisz?
Chłopaki,
tak się zastanawiam, co tu się dzieje?
I czemu on jest taki zakomplekiony?
A mu baby trzeba!
Nie krępuj się.
Bierz, którą chcesz.
Wybierz swoją działkę.
Ja tak nie chcę.
Słuchaj, tu wszystko jest obopólne.
Nastały teraz ciężkie czasy dla wszystkich.
Od pięciu dni nie otrzymali żadnych dostaw prowiantu.
My dzielimy się z nimi żywnością, a oni dzielą się wszystkim, czym mogą.
W takich czasach trzeba pomagać sobie wzajemnie. Odczuwamy jedność.
No dalej. Śmiało!
Nie.
Ty co, pedzio?
Jesteś gejem?
Nie, ale…
Twoje „nie” cię zabije.
Śmiało. To nie grzech.
Tę.
Tę?
Nie. Wybieram tę tutaj.
A ja wiedziałem, że ją wybierzesz.
Tam, przy wyjściu, są worki z konserwami.
Weźmiesz jeden. Wyjaśnisz mu, że to „dodatek” do jego nagrody.
Jazda.
Kierunek miłość.
Panie pułkowniku!
Nie, nie, nie róbcie tego, proszę!
Proszę, nie zabijajcie mnie… Proszę!
Proszę… Proszę…
Złapaliśmy dezertera.
Ja… Chcę do mamy.
Czeka na mnie.
Proszę, nie zabijajcie.
Proszę, nie zabijajcie mnie!
UKRPOCZTA POCZTA GŁÓWNA UKRAINY
Proszę się nie martwić, nie zamierzam Pani do niczego zmuszać.
Nie martwię się.
Rozumiem, że to nie jest sklep na rogu, ale magazyn wojskowy.
A myślał pan, że to obóz harcerski? Trzeba się stąd szybko wynosić.
Tamci nie chcą, aby inni dowiedzieli się o tym. Chodźmy.
Będzie Pan spał na zewnątrz. Noce są już wystarczająco ciepłe.
Nie zmarznie Pan, ale na wszelki wypadek zostawię koc.
Na zewnątrz jest toaleta, w razie potrzeby.
Dziękuję za konserwy.
Jeżeli jednak liczy Pan, że ja…
Nie, nie, nie, co Pani mówi? Absolutnie nie.
Pierwszy raz widzę, żeby ktoś tak troszczył się o instrument.
- A Pani bardzo dobrze mówi po angielsku. - Dziękuję.
Jestem nauczycielką. Bywałam w Stanach i Anglii.
Dziewczyny w kuchni twierdzą, że jest Pan jakoby sławnym muzykiem.
Czy to prawda?
Tak. To prawda.
Jak Pan wylądował pośród tych bestii?
W ten właśnie sposób znalazłem się w waszym mieście. Wie Pani, co było dalej.
To nie jest miasto.
To coś w rodzaju osady wypoczynkowej.
Tu jest przyjemnie…
Dawniej było przyjemnie.
Teraz są tu te chłopaki w mundurach.
Mówią, że przyszli pilnować porządku.
Wyłączają prąd na noc.
Patrolują ulice.
Terroryzują nas.
To wszystko jest straszne.
Miszo, chodź na kolację!
A Misza… To Pani syn?
Tak.
Nie mam już nikogo, oprócz niego.
Ja też mam syna. Nikolę.
Nie udało mi się z nim skontaktować. Od kilku dni nie dzwoniłem.
Proszę…
Mogę zadzwonić?
Tu nie ma łączności.
Światła.
Niczego tu nie ma.
Miszo, wystygnie!
O, cześć.
Miszo, a ręce wymyłeś?
Szybciutko.
Dziękuję.
Smacznego.
Smacznego.
Mogę wejść, synku?
My tylko na chwilkę. Pokażę gościowi Twój pokój.
No, mamo.
Już wychodzimy.
Jestem tylko trochę zajęty. Robię model.
Też mówisz po angielsku?
Mój syn Nikola…
Ma…
Takiego misia.
Ile ma lat?
On jest… W twoim wieku.
Nie mogę się z nim skontaktować.
A to jest rosyjska rakieta Kalibr. Nie za szybka.
- Leci stamtąd. - Nie.
Leci stąd.
Będziemy się kłócić?
Gdy dwóch się kłóci, to jeden jest zawsze głupcem,
a drugi zawsze niegodziwcem.
Dlaczego?
Głupiec nie dostrzega sedna, ale się kłóci.
Niegodziwiec rozumie wszystko,
ale też się kłóci.
Czy rozumiesz?
A ty skąd to wiesz?
Usłyszałem.
Odgłos rakiety dochodził stamtąd.
Ale to był dźwięk odbity.
Odbija się od domów, drzew.
Rozumiesz?
Ma pan wspaniały słuch.
Tak.
Doskonały.
- Gotuje Pani bardzo smaczne jedzenie. - Życie mnie nauczyło.
Mieszkając w Awdiejewce, po ukraińskiej stronie Donbasu,
musiałam szykować jedzenie dla męża i całej jego dużej rodziny.
A gdzie jest teraz Pani mąż?
Obecnie jest gdzieś w Europie.
Odszedł,
gdy Misza skończył sześć lat.
Miszo…
Pobaw się w swoim pokoju.
Dlaczego nie zabrał was ze sobą?
Powiedział, że nas zabierze, jak tylko znajdzie pracę
i będziemy mieli gdzie zamieszkać.
Później jednak…
Napisał mi…
Że ma inną…
Miłość swojego życia.
Jest od niego starsza o dwanaście lat.
Za to ma dom i ogródek.
Wzięłam wszystkie swoje rzeczy
i razem z Miszą wyjechaliśmy z Awdiejewki.
Straszne.
Bardzo mi przykro.
Jest dobrze.
Uważam go za zmarłego.
- A co to takiego? - Mina Wasylek.
- A to? - To całkiem proste. Tak strzela Grad.
A co jest trudne do odtworzenia?
Kindżał. Nigdy takiego nie słyszałem.
Toczkę-U słyszałem tylko dwa razy. Z początku szeleści jak reklamówka.
A wydaje świst.
To znaczy, że doleci za dwadzieścia pięć sekund.
Tak mówią wojskowi.
A potem… Bum!
Kiedy mieszkaliśmy w Awdiejewce,
słyszałem prawie wszystkie typy rakiet i pocisków.
Prawie wszystkie leciały w kierunku Donbasu.
Masz wspaniały słuch.
Tak.
Doskonały.
Wszyscy są wystraszeni.
Obudziłam Pana?
A gdzie się Pani wybiera?
- Ojcu Filipowi potrzebna jest pomoc. - Pani ojcu?
Nie. Ojciec Filip jest proboszczem w cerkwi.
Pójdę z Panią.
- Dobry wieczór wszystkim. - Dobry.
- Co się stało Ojcze Filipie? - Nie wiem, młoda damo.
Kazali zebrać silnych ludzi.
Witaj ojcze.
Widzę, że zgromadziłeś ludzi.
Sir…
W skrócie, nie będziemy tu mielić językami.
Tam są zwłoki.
Pochowasz je.
Jak to się tam u was robi.
Nie otwierać worka!
- Kto to jest? - Nie wszystko ci jedno?
Do przeprowadzenia obrzędu pochówku potrzebuję choćby imienia.
Obrządek pochówku.
Jeszcze wam imiona podawać.
Zdaje się, że Anatolij. Starczy?
Kim on był?
Jeśli nie powiecie, nie pochowam go.
Słuchaj ojcze.
Ty tu nie podskakuj, bo znajdziesz się obok niego.
Jeniec, ranny.
Porucznik.
Szkoda, że umarł!
Nie zdążyliśmy go przesłuchać.
W skrócie, zwijać kram!
Nie otwierać worka! Zabrać go!
SIEIRIDOW A.A.
Co zrobimy, Ojcze Filipie?
Zrobimy, co musimy.
I niech będzie, co ma być.
Jak tak, bez trumny…
Otwórzmy.
- Może ma otwarte oczy? - Ale tamci mówili, żeby nie otwierać.
Wspomnij Panie, Boże nasz,
W wierze i z nadzieją na życie wieczne.
Przyjmij…
Sługę Twego.
Brata naszego w Chrystusie, Anatolija.
Poległego… Za naszą wspólną Ojczyznę.
I jako dobroczyńca, który umiłował ludzkość,
odpuść grzechy
i zniwecz kłamstwa,
osłab, odpuść
i wybacz mu zamierzone i niezamierzone przewinienia.
Od stuleci nie widziałam świtu.
Mam nadzieję, że więcej takiego świtania nie ujrzę.
Nie pojmuję…
To przecież jest zbrodnia wojenna.
Dlaczego wydali wam ciało?
Przecież teraz jesteśmy bezpośrednimi świadkami.
A co tu jest niepojętego?
Wiedzieli, że otworzymy ten przeklęty worek i wszystko zobaczymy.
Postąpili tak specjalnie, żeby nas zastraszyć.
Twój przyjaciel Pańczak jest skończonym psycholem.
Nie chcę już o tym rozmawiać.
On nie jest moim przyjacielem!
Mieszkańcy Semidwieri!
Zwracają się do was władze Ukrainy!
Wróg przerwał linię frontu i przemieszcza się w stronę Kijowa w naszym kierunku.
Wkrótce tu przybędzie.
Waszemu życiu grozi poważne niebezpieczeństwo.
Rosjanie zabijają wszystkich, ze starcami i dziećmi włącznie.
Podjęto decyzję o ewakuacji wszystkich mieszkańców Semidwieri.
Mieszkańcy Semidwieri!
Zwracają się do was władze Ukrainy!
Wróg przerwał linię frontu i przemieszcza się w stronę Kijowa w naszym kierunku.
Wkrótce tu przybędzie.
Waszemu życiu grozi poważne niebezpieczeństwo.
Rosjanie zabijają wszystkich, ze starcami i dziećmi włącznie.
Podjęto decyzję o ewakuacji wszystkich mieszkańców Semidwieri.
Mieszkańcy Semidwieri!
Zwracają się do was władze Ukrainy!
Wróg przerwał linię frontu i przemieszcza się w stronę Kijowa w naszym kierunku.
Wkrótce tu przybędzie.
Waszemu życiu grozi poważne niebezpieczeństwo.
Rosjanie zabijają wszystkich, ze starcami i dziećmi włącznie.
Podjęto decyzję o ewakuacji…
- Co się dzieje? - Jest rozkaz ewakuacji.
Kiedy?
Dzisiaj.
O jedenastej musimy być na dworcu kolejowym.
Weź swoje rzeczy. Przygotuję coś dla nas na drogę. Jest jeszcze czas.
A gdzie jedziemy, mamo?
Nie wiem, synku.
Mamo, zapomnieliśmy o dyskach. Wracajmy.
- Wrócimy na pewno, lecz teraz musimy iść. - Później nie wrócimy. Chodźmy teraz.
Co się stało?
On chce wracać.
Mam bardzo ciężkie skrzypce. I ciężko jest mi je nieść.
Pomożesz mi, prawda?
Pomóż mi.
Trzymaj.
A Ty daj mi swojego misia.
Właśnie tak. Dziękuję Ci.
Niedługo przyjedzie pociąg z wolontariuszami.
Pomogą wam wszystkim wsiąść do wagonów.
Wszyscy pojedziecie do bezpiecznego miejsca.
Gdzie pojedziemy? Gdzie nas zawiozą?
Gdzie będzie trzeba.
Do Żytomierza, na tyły.
Nie opuszczać budynku dworca. Na zewnątrz może… Nie być bezpiecznie.
Rosjanie przedzierają się do Semidwieri.
Ja z moimi towarzyszami broni, z moimi pobratymcami,
właśnie zaraz wyruszamy na front.
Żegnajcie.
Ci wszyscy ludzie tutaj są zmuszeni uciekać.
Porzucić swoje domy przez Rosjan.
Łączy ich wszystkich obezwładniający strach przed bestialstwem rosyjskiej armii.
My, z batalionu specjalnego Azow, staramy się obronić i uratować tych ludzi.
- Wystarczy? - Tak, w zupełności.
Zróbmy jeszcze kilka ujęć na placu, by był bardziej ogólny widok.
Mamy nie więcej niż dziesięć minut, potem będziemy wiać jak króliki.
Bez nerwów, zdążę ze wszystkim!
Wierzymy w nasze zwycięstwo. Wierzymy w niezłomny duch narodu ukraińskiego.
I wierzę…
Że czas zwycięstwa jest bliski.
Rakietowcy przekazują, że odpalili. Spadamy?
Co tak wcześnie?
Kto ich wie. Trzepnęli rosyjskie samoloty, boją się ataku. Spadajmy, szefie.
Wynosimy się!
Co się dzieje?
Stójcie. Stójcie!
Gdzie jedziecie? Stójcie!
Co się dzieje?
Stójcie!
A potem jest świst.
Czyli rakieta doleci za dwadzieścia pięć sekund.
Mamo… Dlaczego…
Hej, proszę pana.
Hej!
Czy jest Pan miejscowy?
Czy pan mnie słyszy?
Co tu zaszło?
- Źle wygląda. - Bardzo się zmienił.
AMBASADA BELGII W MOSKWIE
Pobyt w rosyjskiej niewoli mało komu wychodzi na zdrowie.
Sądząc z jego słów, w niewoli był akurat u Ukraińców.
To wykluczone, dzwonili do mnie z Brukseli.
Są tam pewni, że Rosjanie go schwytali i więzili w piwnicy.
To byli Rosjanie, a nie Ukraińcy.
BBC, Sky News, CNN, Deutsche Welle
i jeszcze inne stacje chcą zrobić z nim wywiad.
Uważają go za człowieka, który przeszedł przez piekło.
Wkrótce wrócę do domu.
Ze mną szystko jest już dobrze.
A teraz opowiedz, co u Ciebie?
Tato, naprawdę przyjedziesz?
Bardzo za Tobą tęsknię.
Naprawdę niebawem przyjedziesz?
Oczywiście, synku.
Wiesz, teraz mojego starego misia zawsze trzymam na stoliku.
Widzisz?
Przez te wszystkie dni wyobrażałem sobie, że jest Tobą i rozmawiałem z nim.
Dziękuję, synku.
Panie Cohen.
Przepraszam, że przerywam Panu rozmowę z synem, ale pora jechać.
- Tak, w porządku. - Dziękuję.
Kończę, synku.
Niedługo się zobaczymy.
Teraz się z Tobą pożegnam.
Pozdrów Margaret.
Bardzo Cię kocham.
Na razie.
Na razie, tatusiu.
Niecierpliwie Cię wyczekuję.
Ukraina! Ukraina! NATO – CZEKAMY NA POMOC!!!
Jesteśmy z tobą, Ukraino!
Ukraina! Ukraina!
Sir! Proszę wesprzeć Ukrainę!
Nie.
Śmierdzący kacap. Obyś zdechł!
I wszystkie twoje dzieci, i żona, i wszyscy twoi krewni!
Gnida!
Sir, proszę nie odchodzić!
Czy lot był przyjemny, tato?
Bardzo przyjemny, Nikolo. Bardzo.
- Panie Cohen? - Tak?
Miło mi powitać Pana w Ojczyźnie.
W imieniu Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego
proszę przyjąć wyrazy naszego uznania Waszemu opanowaniu i samokontroli.
- To, co przeżył Pan w piwnicy u Rosjan… - Nigdy nie byłem w piwnicy Rosjan…
Tak, rozumiem. Typowy przypadek syndromu sztokholmskiego.
Zapraszamy Pana jednak do uczestnictwa w wieczornym talk-show,
na którym mógłby Pan opowiedzieć swoją historię.
Dobrze.
W małej ukraińskiej wsi o nazwie Cemetery, Cmentarz…
Przepraszam, zła wymowa… Prawidłowa to Semidwieri. Po ukraińsku.
Zgodzi się Pan jednak, że współbrzmienie jest tak symboliczne,
jak i dla miejscowości Bucza: „rzeźnik”. Bądź miasta-krematorium: Kramatorsk.
Wedle naszych informacji
Rosjanie urządzili w tych miejscowościach masową rzeź ludności cywilnej.
Mamy ekskluzywne nagrania z miejsc tych wydarzeń.
Jak widać, podczas przeprowadzonego przez Rosjan
ataku rakietowego zginęło wielu cywilów.
Nie polecamy oglądać tego materiału ludziom wrażliwym oraz tym o słabej psychice.
Przeprowadziliśmy wywiad z dowódcą powstańczego batalionu,
którego jednostka wyparła Rosjan z terytorium Semidwieri.
Jest świadkiem tego bestialstwa Rosjan wobec ukraińskiej ludności cywilnej.
Rosjanie użyli ciężkiej broni.
Mając pełną kontrolę w powietrzu, uderzyli w Semidwieri.
Przy zajmowaniu kolejnych terenów
Rosjanie przejmowali totalną kontrolę nad tymi miejscami.
Pierwszą rzeczą, którą robili, było odcięcie wszelkiej łączności.
Odłączali wodę i elektryczność.
Kiedy dowiedzieliśmy się, że osada została zajęta, podjęliśmy próbę jej odbicia.
Niewiele jednak mogliśmy zrobić,
gdyż Rosjanie zastosowali swoją ulubioną taktykę.
Schowali się za żywymi tarczami.
Wyciągnęli wszystkich ludzi z domów
i zagnali na lokalny dworzec kolejowy.
Gdy nasz batalion Azow podszedł do wsi,
postanowili nie wchodzić z nami w bezpośrednią walkę. Wycofali się.
Przedtem jednak wystrzelili rakietę w dworzec,
do którego wcisnęli tych wszystkich ludzi.
Przypuszczam, że pod gruzami jest ponad tysiąc zabitych.
A to jest jeszcze jedno potwierdzenie, jeszcze jeden dowód
bestialstwa i przestępczej działalności reżimu kremlowskiego.
Niech Bóg nas chroni.
Boże…
Głównym tematem naszego dzisiejszego programu będą zbrodnie wojenne.
Jest z nami wyjątkowy świadek tego, co zaszło.
Słynny muzyk, skrzypek, laureat konkursów międzynarodowych, Pan Daniel Cohen.
Jest dzisiaj w naszym studiu.
Panie Cohen.
Przeżył Pan niesamowite przygody na Ukrainie.
Został Pan poważnie ranny, ale przeżył.
Zdołał Pan ujrzeć tragedię wsi, nazywanej Cemetery.
Owszem, byłem tego świadkiem.
Tylko wieś nazywa się nie Cmentarz, a Semidwieri.
To nie brzmi jak „cemetery”, ale „semi-dweri”.
Nazwa brzmi jednakowo po ukraińsku, jak i po rosyjsku.
Oto to współbrzmienie…
Czy jest Pan gotowy opowiedzieć nam,
jak to było w rzeczywistości?
Opowiedzieć nam o zbrodniach Rosjan, o zbrodniach kremlowskiego reżimu?
Tak.
Opowiem, jak to było w istocie.
Utraciłem tam słuch.
Nie wyzbyłem się jednak sumienia.
Atak rakietowy na dworzec kolejowy w Kramatorsku,
wysadzenie w powietrze szpitala położniczego i teatru w Mariupolu,
ludobójstwo w Buczy, ostrzeliwanie Doniecka, Makiejewki i innych miejscowości.
Te krwawe zbrodnie na ludności cywilnej popełnił reżim kijowski,
by obwinić o nie Rosję i oczernić ją w opinii międzynarodowej.
Ten film jest poświęcony wszystkim, którzy zginęli.
Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej uznał batalion Azow za organizację terrorystyczną i zakazał na terytorium FR jego działalności, a także atrybuty i symbolikę.
Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.