All language subtitles for tt0253474-pl

af Afrikaans
ak Akan
sq Albanian
am Amharic
ar Arabic
hy Armenian
az Azerbaijani
eu Basque
be Belarusian
bem Bemba
bn Bengali
bh Bihari
bs Bosnian
br Breton
bg Bulgarian
km Cambodian
ca Catalan
ceb Cebuano
chr Cherokee
ny Chichewa
zh-CN Chinese (Simplified)
zh-TW Chinese (Traditional)
co Corsican
hr Croatian
cs Czech
da Danish
nl Dutch
en English
eo Esperanto
et Estonian
ee Ewe
fo Faroese
tl Filipino
fi Finnish
fr French
fy Frisian
gaa Ga
gl Galician
ka Georgian
de German
el Greek
gn Guarani
gu Gujarati
ht Haitian Creole
ha Hausa
haw Hawaiian
iw Hebrew
hi Hindi
hmn Hmong
hu Hungarian
is Icelandic
ig Igbo
id Indonesian
ia Interlingua
ga Irish
it Italian
ja Japanese
jw Javanese
kn Kannada
kk Kazakh
rw Kinyarwanda
rn Kirundi
kg Kongo
ko Korean
kri Krio (Sierra Leone)
ku Kurdish
ckb Kurdish (Soranî)
ky Kyrgyz
lo Laothian
la Latin
lv Latvian
ln Lingala
lt Lithuanian
loz Lozi
lg Luganda
ach Luo
lb Luxembourgish
mk Macedonian
mg Malagasy
ms Malay
ml Malayalam
mt Maltese
mi Maori
mr Marathi
mfe Mauritian Creole
mo Moldavian
mn Mongolian
my Myanmar (Burmese)
sr-ME Montenegrin
ne Nepali
pcm Nigerian Pidgin
nso Northern Sotho
no Norwegian
nn Norwegian (Nynorsk)
oc Occitan
or Oriya
om Oromo
ps Pashto
fa Persian
pl Polish
pt-BR Portuguese (Brazil)
pt Portuguese (Portugal)
pa Punjabi
qu Quechua
ro Romanian
rm Romansh
nyn Runyakitara
ru Russian
sm Samoan
gd Scots Gaelic
sr Serbian
sh Serbo-Croatian
st Sesotho
tn Setswana
crs Seychellois Creole
sn Shona
sd Sindhi
si Sinhalese
sk Slovak
sl Slovenian
so Somali
es Spanish
es-419 Spanish (Latin American)
su Sundanese
sw Swahili
sv Swedish
tg Tajik
ta Tamil
tt Tatar
te Telugu
th Thai
ti Tigrinya
to Tonga
lua Tshiluba
tum Tumbuka
tr Turkish
tk Turkmen
tw Twi
ug Uighur
uk Ukrainian Download
ur Urdu
uz Uzbek
vi Vietnamese
cy Welsh
wo Wolof
xh Xhosa
yi Yiddish
yo Yoruba
zu Zulu

Original subtitles

Napisy pobrane z https://kickasssubtitles.com

- Pan Szpilman? - Witam.

Bardzo mi miło pana poznać. Uwielbiam pana grę.

- Kim pani jest? - Nazywam się Dorota.

Jestem siostrą Jurka.

- Pan krwawi. - To nic takiego...

Chodź Dorota, możesz mu to później napisać w liście wielbicielki.

- To nie jest najlepsza pora. Chodź. - Jurek! Gdzieś ty ją chował?

- Nie wiem co mam zabrać. - Zawsze zabierasz za dużo.

- Ile walizek masz zamiar zabrać? - Pakuję już ostatnią.

A jak... jak myślisz? Powinienem... powinienem to zabrać?

Bierz, nie bierz. Bierz co chcesz.

Nie widzisz, że martwię się o Władka?

Wróci do domu. Nic mu nie będzie.

Może jeszcze jedną walizkę...

Mamo! Władek wrócił.

Dzięki Bogu. Władek...

- Jesteś ranny? - Nie, nie, nie. To nic takiego.

Zamartwiałam się.

Mówiłem jej żeby się nie martwiła. Masz swoje papiery.

Jak by cię trafiła bomba, to nie wiedzieliby gdzie cię zabrać.

Henryk, Henryk... nie mów takich rzeczy.

- Tato, Władek wrócił. - A nie mówiłem wam?

Co wy robicie?

Czy ktoś widział mój kapelusz z białym otokiem?

- Zbombardowali nas, nie nadajemy. - Warszawa nie ma jedynej radiostacji.

Pakuj się kochanie. Bierz swoje rzeczy i pakuj się.

- A gdzie idziemy? - Poza Warszawę.

- Poza Warszawę? Ale gdzie? - Nie słyszałeś?

- Czego nie słyszałem? - To wszystko jest w gazetach.

- Gdzie jest gazeta? - Wzięłam ją do pakowania.

Och... ona ją wzięła do pakowania.

- Cały rząd przeniósł się do Lublina. - Mobilizują nowe siły, opuszczają miasto,

przekraczają rzekę i formują nową linię obrony.

- Tak było napisane. - Już nikt nie został w tym budynku.

Tylko kobiety. Mężczyźni już poszli.

A co myślisz się stanie jak ustawią nową linię obrony?

Będziesz mógł bezpiecznie przenieść swoje walizki?

Pakuj się, Władek. Nie mamy na to czasu.

- Ja się nigdzie nie wybieram. - Dobrze.

Ja też się nigdzie nie wybieram.

Nie bądźcie niepoważni. Musimy się trzymać razem.

Posłuchaj... jak już mam umrzeć, to wolę umrzeć w swoim domu. Prosta sprawa.

- Boże cię broń. - Zamknijcie się i posłuchajcie tego.

/... otrzymaliśmy z BBC w Londynie.

/Rząd brytyjski nie otrzymując /odpowiedzi na ultimatum

/przedstawione rządowi niemieckiemu,

/wypowiedział wojnę /nazistowskim Niemcom.

- To cudownie, cudownie. /- Spodziewamy się...

/... w ciągu kolejnych kilku godzin

/Francja wystąpi /z podobną deklaracją.

/Polska nie jest już sama

Cudownie, cudownie...

Mamo, to był cudowny obiad.

- Tak, z całą pewnością... - Jak się ma co świętować, to trzeba się postarać.

W takim razie... za Wielką Brytanię i Francję!

Mówiłem wam. A nie mówiłem?

Wszystko będzie dobrze.

Pięć tysięcy i trzy.

- To wszystko? - Tak. Pięć tysięcy i trzy złote.

- Tylko tyle nam zostało. - To o trzy tysiące i trzy złote za dużo.

Posłuchaj... dalsze ograniczenia dotyczące środków płynnych.

Żydzi będą mogli trzymać maksymalnie dwa tysiące złotych w domu.

- A co powinniśmy zrobić z resztą? - Złożyć w banku.

- Na zablokowanym koncie... - Banki!

Kto byłby na tyle głupi, żeby składać pieniądze w niemieckich bankach?

Możemy schować pieniądze.

Popatrzcie... możemy schować pieniądze w doniczce.

Nie, nie... powiem wam co zrobimy. To wypróbowany sposób.

Wiecie co robiliśmy podczas ostatniej wojny?

Zrobiliśmy dziurę w nodze od stołu...

- ... i tam schowaliśmy pieniądze. - A załóżmy, że oni zabiorą stół?

- Jak to zabiorą stół? - Niemcy przychodzą do domów Żydów,

i po prostu biorą co chcą. Meble, kosztowności, wszystko.

- Tak robią? - Tak, ale na co im będzie taki stół?

- Co ty do diaska robisz? - Posłuchajcie... to jest najlepsze miejsce.

Nikt nie będzie szukał w doniczce.

Nie, nie, nie. Posłuchajcie... tak sobie myślę...

- Naprawdę? To niezła odmiana. - Wiecie co zrobimy?

- Użyjemy psychologii. - Czego użyjemy?

Zostawimy pieniądze i zegarek na stole.

I przykryjemy to tak.

Na widoku.

- Głupi jesteś? - Niemcy będą dobrze, głęboko szukać.

- Mówię, wam nigdy tego nie zauważą. - To najgłupsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałem.

Oczywiście, że to zauważą.

Popatrzcie...

Idiota.

- I ty mnie nazywasz głupkiem? - Nie, to jest dobre, bo to jest ostatnie miejsce...

- To zajmie godziny. - Nie śpieszy nam się, ale je odzyskamy...

- To nie zajmie godzin. - A jak je stamtąd wyjmiesz?

- Nie mów... przestań... - Nie, chciałbym wiedzieć jak on je wyjmie.

- Dlaczego zawsze szukasz dziury w całym? - Będziesz tak pojedynczo wyciągał...

Nikt mnie nie słucha!

Cisza, proszę. Cisza, wszyscy.

- Porządek, porządek proszę. - A tak, to prawnik, ona lubi porządek...

Posłuchajcie mnie.

Zegarek włożymy do doniczki, a pieniądze wciśniemy do skrzypiec.

Ale nadal będę mógł grać?

To się okaże.

Jurek? Tu Władek Szpilman.

/Cześć Władek. /Co słychać?

Jakoś leci... dziękuję. A u ciebie?

/Dobrze. Ale martwi /mnie cała ta sytuacja.

/Ale cóż... nic /nie możemy na to poradzić.

/Oni nie chcą /otworzyć radiostacji.

Tak wiem. Ale Jurek...

/Żadnego radia dla Polaków.

Wiem. Jurek?

/Ale ty się nie masz czym martwić. /Dla takiego pianisty jak ty...

Cóż, może i nie mam, a może mam.

Słuchaj, nie obraź się, ale...

... nie dzwonię, żeby omawiać moją przyszłą karierę.

Od tygodni nagabywałam Jurka. I w końcu się poddał i powiedział:

"dobra chodź ze mną jutro."

Więc poszłam...

... i zbombardowali radiostację.

Ale to spotkanie było całkowicie cudowne.

- Naprawdę? - Tak.

To było... to było niezapomniane.

Zawsze lubiłam pana grę, panie Szpilman.

- Proszę mi mówić Władek. - Nikt nie gra tak Szopena jak pan.

Cóż, to komplement.

Oczywiście, miał nim być.

Chciałem być zabawny...

Może pójdziemy do "Paradiso" na filiżankę kawy?

Z miłą chęcią.

A pani? Co pani robi?

Skończyłam Konserwatorium.

- Jest pani muzykiem? - Tak.

- Ale ledwo co... - Na jakim instrumencie... przepraszam...

- Na jakim instrumencie? - Wiolonczela.

Chciałbym zobaczyć kobietę grającą na wiolonczeli.

To jest poniżające.

Jak oni tak mogą?

Co ludzie mają na to poradzić? To wina nazistów i Hitlera.

Idę tam i złożę skargę.

Nie, lepiej nie. Proszę mi uwierzyć.

To jest upokorzeniem dla takiego kogoś jak pan.

Pójdziemy gdzieś indziej.

- Możemy pospacerować w parku? - Nie, nie możemy.

Oficjalne zarządzenie.

Dla Żydów wstęp do parku wzbroniony.

O mój Boże? To jakiś żart?

Ja nie żartuję, to prawda. Proponuję żebyśmy sobie usiedli gdzieś na ławce.

Nie ma zarządzenia, które by zakazywało siadania Żydom na publicznych ławkach.

To jakiś absurd.

Ale powiem pani, o możemy robić. Możemy po prostu..

... stać tu i rozmawiać.

Chyba nam to wolno, nie sądzi pani?

Więc gra pani na wiolonczeli, Doroto?

To miłe. I Kto jest pani ulubionym kompozytorem?

Szopen? Naprawdę?

Może zagramy razem jakąś sonatę, co pani na to?

A co ty na to Władek?

Może mógłbym akompaniować. Ja na pianinie... pani na wiolonczeli...

Panie Szpilman... jest pan całkowicie, całkowicie cudowny.

Mów mi Władek, proszę.

Oznaczenia dla Żydów na terenie Warszawy.

Na mocy niniejszego zarządzenia Żydzi terenie całej Warszawy,

będą nosili widoczne oznaczenia po wyjściu z domów.

to zarządzenie wejdzie w życie 1 grudnia 1939 roku.

I dotyczy ono wszystkich Żydów przebywających w stolicy.

Oznaczenia mają być noszone na prawym rękawie,

i mają przedstawiać niebieską Gwiazdę Dawida na białym tle.

Powierzchnia ma być odpowiednio duża,

aby zmieścić gwiazdę i ma wynosić 8 centymetrów od brzegu do brzegu.

Długość ramion gwiazdy ma wynosić 1 centymetr.

Żydzi, którzy nie będą przestrzegać tego zarządzenia

będą surowo karani.

Gubernator Warszawy.

Doktor Fischer.

- Nie będę tego nosił. - Nikt nie będzie nosił.

Nie dam się oznaczyć.

Pokaż mi to.

Czy tam jest napisane, że sami mamy sobie zrobić takie szarfy?

- Skąd je zdobędziemy? - Nie zdobędziemy.

Nie będziemy ich nosić.

Ty!

Podejdź tu.

Dlaczego się nie ukłoniłeś?

Bardzo przepraszam.

Nie wolno wam chodzić po chodniku!

Zejdź do rynsztoku!

Widziałeś to?

Co? Co? Pracuję. Co?

Co to jest?

- Tam właśnie maja zamiar nas umieścić. - Jak to nas umieścić?

Z rozkazu gubernatora Warszawy, doktora Fischer'a,

dotyczącego utworzenia żydowskiej dzielnicy w Warszawie:

zostanie stworzona żydowska dzielnica, do której wszyscy Żydzi mieszkający w Warszawie

lub przebywający w niej, będą zmuszeni się osiedlić.

Popatrz tu! Żydzi mieszkający poza wyznaczoną strefą,

zobowiązani są do przeprowadzenia się do dzielnicy żydowskiej

do 31 października 1940 roku.

Pozabijają nas...

to jest za małe. Nas jest 400 tysięcy w Warszawie.

Nie! 360 tysięcy.

Więc będzie łatwiej.

/No i co ja mam zrobić...

Mamo?

Mamo?

Co się stało?

20 złotych.

To wszystko co nam zostało. 20 złotych.

Co ja mogę kupić za 20 złotych?

Mam już dość gotowania ziemniaków, ziemniaków, ziemniaków...

To jest cena, jaką oferuję.

I radzę ją przyjąć.

- Nie dostaniecie więcej od nikogo innego. - Ale to jest Beckstein, panie Lipa.

2 tysiące. I radzę je przyjąć.

A co zdobicie jak zgłodniejecie? Zjecie fortepian?

Wynoś się, ty pieprzony bydlaku!

- Przestań. - Wynoś się! Nic ci nie damy!

- Wynoś się! - Nie dość wam? Szukasz kłopotów?

Zwariowaliście.

Ja wam wyświadczam przysługę.

2 tysiące i ja płacę za przeniesienie.

Nawet wam nie liczę za przeniesienie.

Powiem ci coś. Jesteś szalony!

Weź go.

31 PAŹDZIERNIK 1940

Cześć.

Nie chciałam przychodzić.

Nie chciałam cię tu zobaczyć...

- ... ale nie mogłam się powstrzymać. - Jak leci?

- Dobrze. - To dobrze.

Nie, właściwie nie. Aresztowali mojego kuzyna.

Jurek mówi, że go wypuszczą.

To jest poniżające.

To nie potrwa długo. Nie martw się.

O to mi właśnie chodzi. To takie...

To absurdalne.

Muszę... muszę iść.

To... do zobaczenia.

Niedługo.

Do widzenia.

Cóż...

...prawdę mówiąc...

...myślałem, że będzie gorzej.

Jak będziemy spać?

Ja będę spać w kuchni z dziewczynkami.

A ty, Henryk i tato tutaj.

Patrzcie.

Popatrzcie na to.

Odejdźcie, odejdźcie.

Tato! Tato!

Tato!

Tato!

- Sprzedałeś coś? - Tylko jedną.

"Idiota" Dostojewskiego za 3 złote.

- To lepiej niż wczoraj. - 3 marne złote.

Wiesz, ludzi robią miliony.

- Wiem. - Nie wiesz, uwierz mi.

Przekupują straże, straże przymykają oczy,

i działa przemyt. Jedzenie, tytoń, alkohol,

francuskie kosmetyki.

A ci biedni ludzie w koło nie mają o tym zielonego pojęcia.

Przepraszam... Widzieliście mojego męża?

Izaaka Szermana? Wysoki, przystojny mężczyzna.

- Przykro mi. - Z małą, siwą bródką.

- Nie? - Obawiam się, że nie.

To przepraszam.

Do widzenia.

Śpijcie dobrze. Ale jeśli go zobaczycie...

...napiszcie do mnie, dobrze?

Izaak Szerman.

Dlaczego my musimy czekać tutaj.

Dlaczego jeżdżą przez naszą dzielnicę? Nie mogą zrobić objazdu?

Niech się pan nie martwi.

Mają zbudować most. Nie słyszał pan o tym?

Most, most, srost...

I Niemcy uważają się za inteligentnych.

Wie pan co ja myślę? Myślę że oni są skończonymi głupkami.

Ja mam rodzinę do wykarmienia.

A spędzam połowę swojego czasu tutaj, czekając żeby nas przepuścili.

Co oni myślą, że ja tu przychodzę posłuchać muzyki?

Tańczcie!

Zimno ci?

Tańczcie!

Wszyscy tańczcie!

Chodź, chodź!

Tańcz! Jazda!

Tak, bardzo ładnie.

Ty też, zatańcz z nim.

Urządzimy tu na ulicy żydowski parkiet taneczny.

Ty też.

Chodźcie tu.

Szybciej!

Tańczcie szybciej!

Szybciej!

Dobrze. Już są.

Itzak Heller na was czeka.

- O co chodzi? - Siadajcie. Macie herbatę.

Ja przygotuję coś do jedzenia.

Więc co ty tu robisz?

On przyniósł ciasto.

Jego ojciec wrócił do interesu jubilerskiego.

Dobrze mu idzie, prawda Itzak?

Niesamowite... jubiler...

- Rekrutujemy. - Kto rekrutuje?

Nie bądź niemiły Henry, przychodzę jako przyjaciel.

Przywożą Żydów z całego kraju.

Niedługo będzie pół miliona ludzi w getcie.

Potrzebujemy więcej żydowskiej policji.

Aha... więcej żydowskiej policji...

Chcesz, żebym ja bił Żydów pałką i zyskał miano gestapowca?

Ktoś to musi robić, Henryk.

Ale dlaczego ja? Myślałem, że rekrutujecie tylko chłopców z bogatymi ojcami.

Spójrz na mojego ojca. Spójrz na dom w jakim mieszkam.

Tak, patrzę na ciebie. I dlatego tu jestem.

Cała twoja rodzina może mieć lepsze życie. Chcesz walczyć o przetrwanie sprzedając książki na ulicy?

- Tak, jeśli można. - Ja wam wyświadczam przysługę.

A co z tobą, Władek? Jesteś świetnym pianistą.

Masz czystą kartoteką policyjną. Przywitamy cię z otwartymi rękami. Przyłącz do nas!

- Nie masz pracy. - Dziękuję, ale mam pracę.

Tak oczywiście...

Przepraszam Władek, ale on chce, żebyś przerwał.

Kto chce żebym przerwał?

Zawsze mówię: patrz na lepszą stronę.

Jesteśmy w małym getcie, intelektualiści, profesjonaliści...

Tym lepiej dla nas. W dużym getcie byłoby tłoczno.

- To daj mi coś do roboty. - Ty jesteś artystą, Władek.

Ty podtrzymujesz ludzi na duchu. Robisz wystarczająco dużo.

Chcę pomóc, chcę coś robić...

Jesteś zbyt dobrze znany, Władek.

Wiesz co?

Wy muzycy... nie jesteście dobrymi spiskowcami.

Jesteście zbyt...

...zbyt muzyczni.

Kto to?

Ja otworzę.

Oni się zorientują że coś się dzieje. Wiedzą że tego wszyscy pragniemy.

Oni wiedzą, że zawsze coś się dzieje.

Witam... stary, pani Ziskin.

Yehuda, jak leci?

Majorek, to jest najlepszy pianista w Polsce.

Może i na całym świecie. Władysław Szpilman.

Poznaj Majorka.

- Jak leci? - Znam pana nazwisko.

- Ale nigdy nie słyszałem jak pan gra. - Majorek służył w wojsku.

Błyskotliwy człowiek. Jedyne co mam przeciwko niemu, to że nie jest socjalistą.

Lepiej idź już Władek. Już prawie godzina policyjna.

Wiesz ile drukujemy kopii naszej gazety?

Pięćset. A wiesz ile ludzi przeciętnie czyta jedną kopię?

Dwadzieścia. To daje dziesięć tysięcy czytelników.

Od tego zaczniemy roznoszenie.

Majorek ukrywa je w spodniach i zostawia w ubikacjach.

- Ubikacje? - W tak wielu ubikacjach jak mogę znaleźć.

Niemcy nigdy nie korzystają z żydowskich ubikacji.

Tam jest dla nich za czysto.

Przestańcie! Przestańcie!

Przestańcie!

Chodź, chodź, chodź.

No dalej, chłopcze.

Stań. Stań.

No dalej, stań.

I proszę choć dziś wieczorem nie chcę słyszeć żadnych przykrych rozmów.

Cieszmy się posiłkiem.

Dobrze, opowiem wam coś śmiesznego.

- Pamiętacie takiego doktora Raszeja. - Tego chirurga?

Chirurga. I z jakiegoś powodu, nie pytajcie mnie z jakiego,

Niemcy pozwalają im przeprowadzać operacje chirurgiczne w getcie.

Na Żydach? Oni pozwalają Polakom przeprowadzać operacje na Żydach.

Musisz mieć zezwolenie tyle wiem. Tak czy siak, on...

...usypia pacjenta i zaczyna operację.

Właśnie zrobił pierwsze nacięcie, kiedy wpadł esesman,

zastrzelił pacjenta leżącego na stole operacyjnym, potem zastrzelił doktora Raszeja

i wszystkich, którzy tam byli.

Czyż to nie zabawne?

Pacjent nic nie czuł, bo był znieczulony.

Mówiłam nic przykrego, Henryk.

Co jest z wami wszystkimi, co?

Straciliście poczucie humoru?

To nie jest śmieszne.

Ale wiesz co jest śmieszne? Ty jesteś śmieszy.

Z tym swoim niedorzecznym krawatem.

Co chcesz od mojego krawatu? Co ma mój krawat wspólnego z czymkolwiek, co?

- Potrzebuję tego krawata do mojej pracy. - Do twojej pracy?

- Zgadza się, bo ja pracuję. - Tak. Tak, pracujesz.

Grasz na pianinie dla pasożytów w getcie.

- Pasożytów... - Pasożytów.

- Chłopcy, chłopcy... - Oni mają gdzieś cierpienie ludzi.

- I winisz mnie za ich apatię? - Tak, bo widzę to każdego dnia.

Oni nawet ni zauważają co się dookoła nich dzieje.

- Ja winę Amerykanów. - Za co? Za mój krawat?

Amerykańskich Żydów i im podobnych.

Co oni robią? Co robią dla swoich współwyznawców?

Żydowscy bankierzy powinni przekonać Amerykę, żeby wypowiedziała wojnę Niemcom.

Światła, światła.

Wstawać!

Ty! Wstawaj!

Już!

Na zewnątrz z nim!

O mój Boże...

/Biegnijcie! /Szybko!

- Przepraszam. - Tak?

- Jestem siostrą pana Szpilmana. - Tak, oczywiście.

Wy nie.

- Co się stało? - Boże, to straszne.

- Co? Co? - Zrobili nagonkę na ulicy.

Zabrali Henryka.

Dobrze, idź już. Idź do domu, ja się tym zajmę.

- Przepraszam, widział pan mojego męża? - Nie.

- Izaaka Szermana? - Nie. Obawiam się, że nie.

Wysoki, z małą, siwą bródką. Jeśli go pan zobaczy, to proszę napisać do mnie.

Proszę nie zapomnieć. Izaak Szerman.

- Co tu się stało? - Mają mojego wnuka.

Pobili go i zabrali.

Co oni mu zrobią? Przestałem wierzyć w Boga.

Przepraszam.

Przepraszam.

Itzak!

Itzak! Itzak...

To ja, Władek Szpilman.

Henryk tam jest.

- Nie widziałem go. - Uwierz mi. Zabrali go.

Czy możesz pomóc?

Teraz to mnie potrzebujesz? Tak, teraz mnie potrzebujesz.

Możesz nam pomóc?

Za co?

- Za pieniądze. - Nie wiem czy mogę coś zrobić.

Powinien był do nas przyłączyć jak miał okazję.

Mówiono mi, że masz wpływy.

- Kto ci to mówił? - Ludzie.

Ludzie, których znam mówią, że jesteś ważnym człowiekiem.

Itzak...

Panie Rubinstein!

Ty! Bandyci! Bum! Bum!

Kaput! Kaput!

- Niezły jest. - Tak, tak...

Papierosy... dziękuję, bardzo.

Wszystko gra!

- Dlaczego cię zabrali? - Więc poszedłeś do Itzaka Hellera?

Czy je cię prosiłem, żebyś z nim gadał?

- Ale wypuścili cię, co? - Błagałeś go?

- Płaszczyłeś się przed tą kupą gówna? - Nie, poprosiłem go o pomoc.

I czym zapłaciłeś?

A czym miałem mu zapłacić?

Czym? Każdy złoty jaki zarobię, wdajemy na jedzenie.

Sam mogę się o siebie zatroszczyć.

- Oni by cię wywieźli. - To nie ma nic wspólnego z tobą.

To mnie oni chcą, nie ciebie.

Dlaczego zawsze musisz się pakować do cudzych spraw?

Jesteś szalony. Na tym polega twój problem, na twoim szaleństwie.

To także jest moja sprawa.

Hej, hej...

Co jest?

Chory jesteś?

Głodny.

Pozwolenie na pracę?

Co to znaczy, że nie masz pozwolenia na pracę?

Bo jak masz pozwolenie na pracę...

...to możesz pracować dla Niemców w getcie.

- W przeciwnym razie... - W przeciwnym razie, co?

Będziesz deportowany.

- Więc, plotki się sprawdziły. - Będą nas przesiedlać.

Wyślą nas do obozów pracy.

Na Wschodzie.

- I zamkną nasze małe getto. - O nie...

Władek!

Władek!

Myślałem, że będziesz na tournee. Londyn, Paryż, Nowy Jork, Chicago...

- Nie w tym tygodniu. - Wyglądasz koszmarnie.

Słyszeliście plotki?

- Że będę nas przesiedlać na wschód? - Plotki... za bardzo je bierzesz do serca, Władek.

Na czym polega problem?

Staram się zdobyć pozwolenia na prace dla rodziny.

Udało mi się zdobyć już dla mnie i dla reszty rodziny, ale nie dla ojca.

- Pytałem w pracowniach, sklepach... - Dlaczego nie przyszedłeś do mnie?

Nie wiedziałem, że siedzisz w tym "pozwoleniowym interesie."

Ja nie, ale Majorek tak.

- Możesz pomóc? Ale nie mam pieniędzy... - Proszę, nie obrażaj nas.

- Możesz zrobić coś dla niego? - Bądź jutro w pracowni Schulza.

Widzisz jakie wspaniałe szczęście cię dziś spotkało?

To historyczny imperatyw w akcji.

Dlatego ja zawsze powtarzam: zawsze patrz na lepszą stronę.

...patrz na lepszą stronę. Tak, wiem.

- Jak tam krzyż? - Lepiej.

Lepiej?

Lepiej nie pytaj...

- Dziękuję. - Przyjemność po mojej stronie.

Choć nie wiem czy to wam pomoże...

Dziękujemy panie Schulz.

15 MARCA 1942

Przynajmniej możemy pracować w getcie...

Dobrze, że nadal jesteśmy razem.

Wszyscy na zewnątrz!

Ruszać się!

My jesteśmy zatrudnieni. Mamy pozwolenia na pracę.

Ty, wystąp!

Ty.

Ty. Ty.

Ty.

Ty.

Ty.

A reszta ma się ubrać i zaraz tu wrócić!

Możecie zabrać swoje rzeczy. Tylko 15 kilo, nie więcej.

Gdzie nas zabieracie?

Przepraszam, zrobiłem co mogłem.

Pozwolenia nas nie uratowały.

Przestań Władek.

Miejmy tylko nadzieję, że Henryk i Halina będą mieli lepiej.

16 SIERPIEŃ 1942

- Gdzie my jedziemy? - Jedziecie do pracy.

To będzie lepsze niż w tym śmierdzącym getto.

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to...

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to zrobiłam? Dlaczego...

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to...

Nie ma pan kropli wody?

On umiera. Moje dziecko umiera z pragnienia.

Błagam pana. Błagam...

Nie ma ktoś kropli wody?

Błagam was.

/Nie słyszysz co mówię? Mówię, co to jest upokorzenie.

- Słyszę cię. - Zabrali nas z domów jak owce na rzeź.

- Eryk, nie tak głośno. - Dlaczego na to pozwoliliśmy?

Jest tu nas pół miliona, możemy zburzyć getto.

Umarlibyśmy z honorem, a nie jak zwierzęta.

Skąd jesteś taki pewny, że wysyłają nas na śmierć?

Nie jestem pewny.

Wiesz czemu nie jestem pewien? Bo mi nie powiedzieli.

Mówię wam, oni nas zapracują na śmierć.

I co Eryk, co ma według ciebie robić? Chcesz, żebym walczył?

Walka wymaga organizacji, planów...

On ma rację. Czym ja mam niby walczyć? Swoimi skrzypcami?

Niemcy nie pozbyliby się takiej ogromnej liczby ludzi jak my.

Oni nas wysyłają do sowieckich obozów pracy.

Oczywiście... Patrz na tego kalekę tam.

Spójrz na starców, na dzieci. Oni też będą pracować?

Spójrz na siebie. Będziesz nosił ciężary na swoich plecach?

Henryk!

Halina! Henryk!

Halina! Henryk!

Tak się czieszę...

Co oni z wami zrobili?

Co za głupota...

Dlaczego ja to zrobiłam?

Ona mi działa na nerwy.

Co ona zrobiła na litość boską?

Udusiła swoje dziecko.

Przygotowali sobie kryjówkę i się tam udali.

Ale dziecko zaczęło płakać jak tylko weszli policjanci.

Chciała powstrzymać płacz rękami.

I dziecko umarło.

Policjant usłyszał krzyk i zorientował się, gdzie się schowali.

Proszę, nie bij mnie...

Co czytasz?

"Jeśli nas zranicie, nie będziemy krwawić."

"Jeśli będziecie nas łaskotać, Nie będziemy się śmiać."

"Jeśli nas otrujecie, nie będziemy umierać."

"Ale jeśli nas oszukacie, to czy nie powinniśmy się zemścić?"

- Bardzo odpowiednie. - Tak, dlatego to wziąłem.

Idiota. Co on myśli, że zrobi z pieniędzmi?

Hej chłopcze, chodź no tu.

Chodź tu.

- Ile za jedną krówkę? - 20 złotych.

Za jedną krówkę? A co zamierzasz zrobić z pieniędzmi?

20 złotych.

Razem powinniśmy mieć 20.

Ja mam chyba 10.

5... 20...

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to zrobiłam?

Dlaczego ja to zrobiłam?

Halina...

Co?

Może nie jest najlepsza pora, żeby to mówić...

No co?

Żałuję, że cię nie poznałem lepiej.

Dziękuję.

Szpilman!

Ty głupku!

Mój ojciec...

Tato! Tato!

Tato! Halina!

Halina...

Mamo!

Co ty wyprawiasz Szpilman? Uratowałem ci życie.

A teraz się wynoś. Idź! Idź!

Co wy robicie? Ona jest w ciąży!

Władek?

Skąd się tu wziąłeś Władek?

To takie... ja...

...my...

...wszyscy...

...wszyscy...

Może im się poszczęści. Trafi im się coś lepszego.

To się jeszcze nie skończyło, więc zostaniemy tutaj przez parę dni,

aż się wszystko uspokoi.

Znajomy policjant ma dać znać jak już będzie po wszystkim.

Boże, nie byłem na zewnątrz... już będzie ze 2 lata.

Nie ekscytuj się za bardzo.

/...to bardzo dobra cena...

Ktoś, kogo znasz?

Ta piękność? Kim ona jest?

To piosenkarka. Dość dobrze ją znam.

Jej mąż jest aktorem. To dobrzy ludzie.

- Muszę z nią porozmawiać. - Nie zapominaj Władek, że oni wieszają za pomaganie Żydom.

W lewo zwrot!

Do przodu, marsz!

Stać!

Baczność!

Równać.

Ty, wychodź!

Ty!

Ty!

Ty!

Ty!

Kłaść się!

Kłaść się!

Do przodu, marsz!

Jak długo tu jesteś?

Od wczorajszej nocy.

Miło było cię zobaczyć.

Oni przygotowują już końcowe przesiedlenia.

Wiemy co to oznacza.

Wysłaliśmy kogoś. Zygmunt, dobry człowiek...

Dowiedział się co się dzieje z pociągami jak opuszczają Warszawę.

Dostał się do Sokołowa i lokalny zarządca powiedział mu, że pociągi są dzielone.

Jeden jedzie do Treblinki,

Mówił, że każdego dnia wyjeżdża transport ludzi z Warszawy.

I jedzie prosto do Treblinki. Wraca pusty.

Nigdy nie widziano na tej trasie transportu żywności.

Więc chodzi o to...

... że Treblinka musi być końcową stacją.

Oni nas eksterminują.

To nie zajmie już długo.

Zostało nas już tylko 60 tysięcy.

Z pół miliona...

Głównie młodzi ludzie.

I tym razem będziemy walczyć.

Jesteśmy w dobrej kondycji.

Zorganizowani.

Jesteśmy przygotowani.

Jeśli będziecie potrzebować pomocy, ja...

Ty!

Chodź tu!

Cholera...

Przepraszam.

Nie wiem o czym myślałem...

Zabierzcie go precz.

Lepiej grasz na pianinie niż nosisz cegły.

On długo nie pociągnie jak tak dalej pójdzie.

Zobaczę, czy nie uda mi się załatwić mu czegoś lepszego.

Kłopoty.

/Wszyscy Żydzi!

/Zbiórka! /Wszyscy Żydzi!

Mam dla was dobre wieści.

Krążą plotki, że chcemy...

...was przesiedlić.

Obiecuję wam, że teraz i w przyszłości...

nic takiego nie jest planowane.

Tak? I Dlatego...

umieściliśmy na murach plakaty informacyjne.

Aby okazać wam naszą dobrą wolę.

Od tej pory każdemu z was będzie dozwolone

wychodzenie w środku dnia na miasto,

i przynoszenie trzy kilo kartofli.

Ziemniaków. Tak?

I jeden bochenek chleba.

Dla każdego z was, robotnicy.

Więc, po co mielibyśmy robić coś takiego,

jeśli chcielibyśmy was przesiedlić?

Możemy stworzyć dobry interes.

Z tych rzeczy, których nie zjecie.

Czy to nie jest coś, w czym, wy Żydzi jesteście dobrzy?

Robienie pieniędzy?

Rozejść się.

Tamten. Jest czysty.

W pozostałych, pakowane po dwa.

Teraz.

Majorek...

Mam do ciebie prośbę.

Chcę się stąd wydostać.

Łatwo się wydostać,

ciężko jest przeżyć po drugiej stronie.

Wiem...

Zeszłego lata pracowałem we dnie na placu...

i zobaczyłem kogoś kogo znałem. Starą znajomą.

Piosenkarka. Jej mąż jest aktorem.

Tu napisałem ci ich adres. Jeśli nadal tam mieszkają.

Janina Gorlewska i Andrzej Bogucki.

To dobrzy ludzie.

Spróbuj się z nimi skontaktować.

Powiedz im, że to niebezpieczne, ale tylko ich zapytaj...

...zapytaj ich czy mogą mnie stąd wydostać.

Masz plaster?

Co ty tutaj knujesz, co?

- Nic... - Co jest w tym worku?

Pozwolono nam wnosić żywność do getta.

Trzy kilo ziemniaków i bochenek chleba.

Otwórz to.

To tylko ziemniaki i chleb.

Kłamiesz, czuję to.

Otwórz to.

- Ja... - Ziemniaki?

Wy Żydzi, wszyscy jesteście tacy sami.

Daj Żydowi mały palec...

...a będzie chciał całą rękę.

Okłam mnie jeszcze raz, a cię zastrzelę.

Osobiście.

Wytropiłem twoich przyjaciół.

Nie mieszkają tam już.

Skontaktowałeś się z nimi?

- Przygotuj się do ucieczki. - Kiedy?

Niedługo.

O cholera.

Już ja was nauczę dyscypliny, wy żydowski świnie!

Wiesz dlaczego was bijemy?

- Nie... - Czy wiesz dlaczego was bijemy?

- Dlaczego? - Żeby uczcić Nowy Rok!

Teraz marsz! Marsz!

I śpiewajcie!

Śpiewajcie coś wesołego!

Śpiewajcie głośno i wyraźnie.

/Zjednoczmy się /i podążajmy za Białym Orłem.

/Powstańmy i walczmy z /naszymi śmiertelnymi wrogami...

Idźcie.

Przepraszam...

...jestem brudny i śmierdzący...

Nie mamy za dużo czasu. Chodź.

Musisz się pośpieszyć.

Masz, zobacz czy to pasuje.

Będziemy musieli cię gdzieś przemieścić.

Niemcy coraz częściej robią nagonki na ulicach.

Na Żydów, nie-Żydów, na wszystkich.

Na każdego.

A Władek, lepiej się ogól. Użyj mojej maszynki i wody.

Będzie się tobą zajmował Marek Kaczyński.

On jest z drugiej strony miasta.

Dziś na noc tam zostaniesz, a potem znajdziemy ci coś innego.

Ja przyniosę jedzenie.

Dobrze. Chodźmy.

Pokaże ci gdzie będziesz spał.

Musisz tu zostać do jutrzejszego popołudnia.

Mamy dla ciebie mieszkanie.

W pobliżu murów getto. Ale jest bezpieczne.

Nie będzie ci tam za wygodnie...

Nic mi nie będzie.

Dziękuję.

Ja to wezmę. Daj mi to.

Idź do najdalej do przodu jak się da. Do przedziału dla Niemców.

Na razie zasłonimy zasłony.

Ale w czasie dnia musisz je mieć odsłonięte.

Nie zapomnij o tym.

Musi być ci lepiej po tej stronie muru, co?

Tak.

Ale czasami nie wiem, po której stronie muru tak naprawdę jestem.

Trochę chleba, trochę ziemniaków, cebula...

Przyjdę jak będę mógł. Janina Gorlewska będzie przychodzić dwa razy w tygodniu,

i przynosić ci jedzenie i sprawdzać jak ci leci.

Dziękuję.

A i to jest bardzo ważne.

W razie nagłego wypadku, ale naprawdę nagłego,

udasz się pod ten adres.

19 KWIECIEŃ 1943

/Ognia!

16 MAJ 1943

Ręce do góry!

Dziękuję.

- Chciałam przyjść wcześnie, ale... - Nie, nie, nie... dziękuję.

Nikt nie przypuszczał, że wytrzymają tak długo.

Nie powinienem uciekać. Powinienem był zostać tam i walczyć.

Władek, przestań. Już po wszystkim.

Powinieneś być z nich dumny.

Mój Boże, jak oni walczyli...

Tak...

- A co na to Niemcy? - Są w szoku.

Nie spodziewali się tego. Nikt się tego nie spodziewał.

Że Żydzi będą walczyć...

Kto by pomyślał?

I co im to dało?

Co im dało?

Władek, jestem zaskoczona tobą.

Umarli z godnością, to im to dało.

I wiesz co jeszcze?

Polska się podniosła.

Jesteśmy gotowi.

Też będziemy walczyć.

Zobaczysz.

Sprawy się zagmatwały. Musisz opuścić to miejsce.

Co?

Co się stało?

- Ja sam uciekam. - Ale co się stało?

Gestapo dowiedziało się co robimy.

Aresztowali Janinę i Andrzeja.

Niedługo dowiedzą się też o tym miejscu.

- Musisz natychmiast uciekać. - Ale gdzie ja mam iść?

Spójrz na mnie, nie mogę stąd wyjść...

- Czy mam jakieś szanse tutaj? - To już twoja decyzja.

Ale jak tylko zaczną dobijać się do mieszkania, to wyskocz przez okno.

Nie pozwól im, żeby cię dostali żywego.

Ja mam truciznę i też nie pozwolę, żeby mnie dostali żywcem.

/Otwieraj!

/Otwórz drzwi, /albo wezwę policję!

Ty jesteś z tego mieszkania?

- Nie jesteś zameldowany. - To należy do mojego znajomego.

Przyszedłem go odwiedzić, ale musiałem... się z nim minąć...

Masz dowód osobisty?

Pokaz mi swój dowód osobisty!

Tak, oczywiście.

- Chcę obaczyć twój dowód osobisty! - Co się tu dzieje?

On jest Żydem!

Żyd! Stój! Żydzie!

Zatrzymajcie go!

MICHAŁ DZIKIEWICZ

/Tak?

Pan Kaczyński mnie przysłał.

Władysław Szpilman...

Proszę wejść.

Przepraszam, ja...

Przepraszam... dostałem ten adres i szukam pana Dzikiewicza.

Michał Dzikiewicz. To mój mąż.

Wejdź.

Usiądź.

Potrzebuję pomocy...

On wróci przed godziną policyjną.

Ukrywałem się.

Potrzebuję miejsca, gdzie mógłbym się zatrzymać.

On niedługo wróci.

Jak długo jesteście małżeństwem.

Dopiero ponad rok.

A jak tam Jurek?

Nie żyje.

Och...

- A kiedy jest termin dziecka? - Na Gwiazdkę.

To nie jest najlepszy czas, żeby mieć dzieci...

A...

To jest mój mąż. To Władysław Szpilman.

Marek Kaczyński go przysłał.

A tak, pamiętam.

Pan Kaczyński kazał mi się z panem skontaktować w nagłym wypadku.

Proszę się nie przejmować.

Nie możemy pana przemieścić dzisiaj.

Prześpi się pan na kanapie.

Przepraszam...

Przepraszam, czy mógłbym dostać kawałek chleba?

Tak, oczywiście. Zaraz coś zjemy.

Proszę usiąść.

Proszę.

Dziękuję. Och... dziękuję...

Jesteśmy na bardzo niemieckim obszarze.

Na przeciwko jest szpital przyjmujący rannych z rosyjskiego frontu.

A obok jest policja.

Ale to bezpieczne miejsce.

Bedzie pan wiedział co się dzieje.

Będę pana zamykał.

Nikt nie wie, że pan tu jest, więc...

...proszę być tak cicho, jak to możliwe.

Wszystko dobrze?

Dziękuję.

To jest Antek Szałas.

On się będzie tobą zajmował.

- Miło mi. - Miło mi.

Dziękuję.

Dam mu zapasowy klucz.

Będzie przynosił jedzenie i sprawdzał czy wszystko w porządku.

On jest w podziemiu. To dobry człowiek.

Nie pamięta mnie pan, panie Szpilman?

Nie, nie wydaje mi się. Radio w Warszawie.

Byłem technikiem.

Służyłem panu niemal każdego dnia.

Przepraszam, nie pamiętam...

To nie ma znaczenia.

Niech się pan o nic nie martwi. Będę pana często odwiedzał.

Prasa donosi, że alianci bombardują Niemcy.

Noc, za nocą, za nocą...

Kolonia, Hamburg, Berlin.

I Rosjanie urządzają im prawdziwe piekło.

- To jest początek końca. - Miejmy nadzieję...

I udało się przeżyć...

Tutaj jest kiełbasa,

chleb i dobra wódka.

Jak długo to jeszcze potrwa?

Już nie długo.

Myślę... chyba mam wszy.

Nie martw się tym.

Po prostu śmiesznie wyglądasz.

Mój dziadek ostał rzucony przez dziewczynę jak złapał wszy.

Do dna.

Dlaczego nie przyszedłeś wcześniej? Już minęły prawie dwa tygodnie, ja...

Spokojnie... Władek...

Muszę zdobywać pieniądze na jedzenie.

Potrzebuję rzeczy, które mógłbym sprzedać.

Nie jest łatwo.

Masz... sprzedaj to.

Jedzenie jest ważniejsze niż czas.

Właśnie, miałem ci powiedzieć. Alianci wylądowali we Francji.

Rosjanie będą tu niedługo.

Skopią Niemcom tyłki.

Już niedługo!

Władek...

Władek?

Wiedziałam. Wiedziałam, że tak to się skończy.

- On potrzebuje lekarza. - To jest zbyt niebezpieczne.

Może doktor Łuczak? Jemu można zaufać.

Dorota nie bądź niemądra, on jest za dobrze znany.

- On potrzebuje lekarza. - Nie, ty zostań.

Ja pójdę.

Przyszliśmy się pożegnać.

Jedziemy do mojej matki do Otwocka.

Dziecko już tam jest. Tam jest bezpieczniej.

Niemcy mogą się zacząć wycofywać już niedługo.

Ten Szałas powinien być zastrzelony.

On zbierał pieniądze na ciebie po całej Warszawie...

...i najwyraźniej ludzie byli bardzo hojni.

Więc uzbierał sobie pokaźną sumkę.

O mój Boże...

Niedożywienie i odwodnienie...

...ale przeżyje.

Postaram się mu załatwić jakieś leki, ale nie będzie łatwo.

Czy może go pan jeszcze raz odwiedzić?

- Kto wie? - Panie doktorze?

- Dziękuję. - Nie mów, odpoczywaj.

Dziękujemy doktorze...

Przynieśliśmy ci trochę jedzenia.

Coś ci teraz przygotuję.

A potem musimy iść.

1 SIERPIEŃ 1944

/Wychodźcie! Wychodźcie, /wychodźcie, szybko!

/Wychodźcie szybko! /Niemcy będą ostrzeliwać ten budynek!

Pomocy! Niech mi ktoś pomoże!

Nikogo tu nie ma!

/Sprawdź na dachu.

Tak, tak, sprawdziłem.

Co ty tu robisz?

Kim jesteś?

Rozumiesz mnie?

Tak.

Więc, co ty tu robisz?

Ja chciałem...

...próbowałem otworzyć tą puszkę.

Mieszkasz tutaj?

Czy pracujesz tutaj?

Nie.

Więc, czym się zajmujesz?

Ja jestem...

...byłem pianistą.

Pianista?

No chodź.

Zagraj mi coś.

Ukrywasz się tutaj?

Żyd?

Gdzie się ukrywasz?

Na strychu.

Pokaż mi gdzie.

Masz jakieś jedzenie?

Baczność!

- Spocznij. - Dzień dobry kapitanie.

Żydzie!

Przepraszam...

Co to za strzały?

Rosjanie. Są po drugiej stronie rzeki.

Musisz po prostu zaczekać kilka tygodni.

Co się dzieje?

Wycofujemy się.

czy Rosjanie już tu są?

Jeszcze nie.

Nie wiem... nie wiem jak mam panu dziękować.

Dziękuj Bogu, nie mnie.

To on chce, żebyśmy przeżyli.

Cóż... przynajmniej musimy w to wierzyć.

Masz. Weź to.

- A pan? - Ja mam inny.

Cieplejszy.

Co zamierzasz robić jak to wszystko się skończy?

Znowu będę grał na pianinie.

- W Polskim Radio. - Jak się nazywasz?

Żebym mógł cię posłuchać.

Szpilman.

Szpilman?

Tak.

To dobre nazwisko dla pianisty.

Niemiec! Niemiec!

Nie!

Nie! Nie strzelajcie! Jestem Polakiem!

Proszę! Jestem Polakiem!

/- Wychodź z rękami w górze! - Błagam...

Nie strzelajcie... nie strzelajcie, błagam...

- Jestem Polakiem. - Zejdź na dół.

Proszę... Jestem Polakiem.

- Proszę, proszę... - To Polak.

Tak, jest Polakiem.

Po co ci kurwa ten płaszcz?

Zimno mi.

Pierdoleni Niemcy!

Mordercy!

Mordercy!

Pieprzone bydlaki!

- Zabójcy! - Bydlaki!

Spójrzcie teraz na siebie!

Zabraliście mi wszystko co miałem.

Mnie, muzykowi.

Zabraliście moje skrzypce!

Odebraliście mi duszę!

Jesteś muzykiem?

- Tak. - Czy znasz...

...pianistę o nazwisku Szpilman?

- Z Polskiego Radia? - Oczywiście, że znam Szpilmana.

Pomagałem mu jak się ukrywał.

Powiedz mu, że tu jestem.

Poproś go, żeby mi pomógł...

- Jak się nazywasz? - Hosenfeld...

- Jak? - Cisza!

Idź!

To było tutaj, jestem tego pewny.

Ale już nie jest tutaj...

Wrzeszczałem do nich bluźnierstwa. Nie jestem z tego dumny, ale to robiłem.

I jestem pewien, że stałem tam gdzie ty teraz. Tu był drut kolczasty.

I ten Niemiec podszedł do mnie.

Nie dosłyszałeś jak się nazywa?

Nie...

Zapytam w baraku, może będą coś wiedzieli.

Napisy >>>> Misiek

WŁADYSŁAW SZPILMAN MIESZKAŁ W WARSZAWIE AŻ DO DNIA SWOJEJ ŚMIERCI 6 LIPCA 2000 MIAŁ WTEDY 88 LAT

NIEMIECKI OFICER NAZYWAŁ SIĘ KAPITAN WILM HOSENFELD

WIADOMO TYLKO, ŻE ZMARŁ W SOWIECKIM WIĘZIENIU DLA JEŃCÓW WOJENNYCH W 1952 ROKU

PIANISTA

Can't find what you're looking for?
Get subtitles in any language from opensubtitles.com, and translate them here.